2023-08-05

CzWK Wagner na Białorusi

Ciąg dalszy rozważań o sfingowanym puczu

Pierwsza połowa lipca przyniosła kolejny, właściwie kluczowy dowód na to, że pucz z 24 czerwca w Federacji Rosyjskiej był dezinformacyjnym przedstawieniem. Szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożin spotkał się i prowadził negocjacje z samym Putinem, a także z generałem Wiktorem Zołotowem (dowódcą Rosgwardii, bardziej chyba znanym z memów o „Generale Denaturowie”) i z Siergiejem Naryszkinem (szefem SWR – Służby Wywiadu Zewnętrznego) zaraz po swoim rajdzie na Moskwę i „nieudanym puczu”.



Celami teatralnego puczu było między innymi wywołanie wrażenia chaosu i niespójności czekistowskiego systemu władzy w Federacji Rosyjskiej i to wrażenie niestety udało się na Zachodzie wywrzeć, bazując na powszechnym na Zachodzie niewłaściwym postrzeganiu i interpretowaniu procesów politycznych, które w neosowieckim systemie są normą. Już dzień po wagnerowskim spektaklu takie wnioski wysnuł analityk portalu Defence24, Jacek Raubo w artykule Dla kogo ten spektakl? „Pucz” Wagnerowców lekcją na przyszłość”. Dla lepszego zobrazowania warto przytoczyć najważniejsze konkluzje: „[…] w działaniach rosyjskiej wierchuszki nie ma żadnych hamulców i ograniczeń, trzeba kogoś zabić, coś wysadzić, straszyć apokalipsą atomową - nie ma problemów z tym. Stąd też, tak istotnym było branie pod uwagę, przy analizowaniu działań wagnerowców, chociażby scenariusza związanego z prowokacją. Pozwalającą wciągnąć Ukrainę w pułapkę na linii frontu, a Zachód w pułapkę intelektualnego rozchwiania. [...]

Autor analizy wskazuje na powszechne na Zachodzie (w tym w Polsce) myślenie życzeniowe na temat procesów politycznych w Federacji Rosyjskiej, które wykorzystywane jest przez czekistowski aparat dezinformacyjny i propagandowy, właśnie poprzez tworzenie tego rodzaju polityczno-wojskowych inscenizacji: „[…] analizując „pucz" (podkreślając, że pojęcie puczu jest tu wskazywane z przekąsem) Prigożyna, czy nawet samego Prigożyna dochodzimy do ważnej lekcji dla zewnętrznych odbiorców ostatnich wydarzeń czyli nas wszystkich. Przede wszystkim, trzeba podkreślić, że rosyjski system jest rzeczywiście chory i patologiczny. Od korupcji, po tworzenie rozlicznych udzielnych księstw z własnymi formacjami uzbrojonymi. Lecz jednocześnie nie można poddawać się zbytnim emocjom i tworzyć na ich podstawie coraz to mocniejszych narracji, szczególnie w przestrzeni mediów społecznościowych. Oczywiście, wpisujących się w jak największym stopniu w nasze własne oczekiwania (osadzone oczywiście na dobrej woli i chęci porażki państwa, które zagraża Europie i jej bezpieczeństwu w sposób największy od czasu zakończenia II wojny światowej). Odnoszące się chociażby do rozpadu Rosji, upadku zdolności do prowadzenia agresji wobec Ukrainy i innych państw. Musimy pamiętać wiele z bolesnych lekcji w toku rosyjskiej agresji na Ukrainę, od przewartościowanych kompetencji strony rosyjskiej, po niedowartościowanie zdolności obronnych Ukrainy. Od „niechybnego" upadku Kijowa, po szybkie odbicie Krymu przez wojska ukraińskie jeszcze w 2022 r. Teraz, wszelkie tego rodzaju mankamenty w naszym, zachodnim postrzeganiu strony rosyjskiej, znalazły swoje odbicie, jak w soczewce, właśnie w przypadku Prigożyna i jego występów. […] Niezmienne pozostaje również wykorzystywanie przez Rosję et consortes zachodnich emocjonalnych zamiłowań do prostych wyjaśnień. [...]. Później, Rosjanie uspokajali nas wszystkich na Zachodzie (w swój sposób neoimperialny), że „doktrynami" Gierasimowa [...], to co najwyżej będą atakować w wojnach informacyjnych i cyber. W żadnym razie nie sięgając po pełnoskalową zbrojną, klasyczną w środkach agresję. I nagle, ten sposób konstruowania ocen o Rosji zetknął się z agresją na Ukrainę […].”

Konkluzją końcową artykułu Jacka Raubo jest skuteczne ugruntowywane na Zachodzie przekonanie o niestabilności neosowieckiego systemu, które prowadzić ma do wykolejenia strategi bezpieczeństwa – zarówno NATO-wskiej (kontekst minionego szczytu NATO w Wilnie), jak i strategii bezpieczeństwa państwowego poszczególnych członków, na czele z USA, Polską i krajami bałtyckimi. Porwanie się przez narrację o kruchości putinizmu (nawet bez samego Putina) będzie oznaczało zaakceptowanie, że wystarczy w np. wymiarze NATO pewnego rodzaju tymczasowość w działaniach. I tym samym, osłabnie nasza wola do działania rozpisanego na wiele lat.”

Dezinformacja, sterowanie społeczne i opcje agresji

W ostatnim wpisie pisałem, że jednym z celów teatralnego puczu było przemieszczenie kontyngentu CzWK Wagner na terytorium sowieckiej i podległej Moskwie Białorusi w celu ich rotacyjnego tam stacjonowania. W momencie pisania tego tekstu wagnerowcy już na Białorusi są i dotarł już tam dwunasty konwój z najemnikami, pojazdami i sprzętem. I tu dochodzimy do tezy, która jest bardzo powszechna wśród ludzi uznających inscenizację z 24 czerwca za prawdziwy pucz, a która zawiera stwierdzenie, że Putin, Szojgu i Gierasimow, w porozumieniu z Łukaszenką wcale nie potrzebowaliby sfingowanego puczu, by przemieścić na Białoruś jakiekolwiek siły. I wracamy do punktu wyjścia, czyli do dezinformacji i manipulacji za pomocą zarządzania refleksyjnego. Sowieckie działania hybrydowe, w tym nieregularne, terrorystyczne i paramilitarne, w wykonaniu CzWK Wagner mają być skuteczniej wykonywane właśnie przez oficjalnie „zbuntowanego”, pozornie „niezależnego” od Kremla gracza. W przypadku podjęcia przez sowieciarzy rosyjskich i białoruskich jakichkolwiek działań hybrydowych (których scenariusz zarysujemy poniżej) będą oni mówić, że „nas tam niet”. A tzw. opinia publiczna (na Zachodzie, ale i w Polsce), a w tym agentura, użyteczni idioci czy nawet w miarę kompetentni analitycy będą mówić i pisać o jakichś „zbuntowanych najemnikach” czy o „chaosie w Rosji”.



Jeżeli jednym z celów (być może najważniejszym) puczu była relokacja Grupy Wagnera na Białoruś, to jakie są zadania tej formacji w tym kraju? Wg analityk Weliny Tczakarowej tymi celami są: a) rozpoznanie Wschodniej Flanki NATO oraz Sil Zbrojnych Polski, b) szkolenie armii białoruskiej, c) ochrona rosyjskiej broni nuklearnej.

Ważne jest także szersze tło strategiczne, z następującymi elementami: po pierwsze, po ostatnim szczycie NATO w Wilnie, Pakt oraz przywódcy krajów członkowskich znowu, tak jak w ubiegłym roku, wysłali sprzeczne sygnały, które Rosja Sowiecka (tak samo jak Białoruś i ChRL) uznały za przejaw słabości i niezdecydowania. Z jednej strony chociażby, uznano Federację Rosyjską, a także sojusz Pekin-Moskwa za zagrożenie. Przyjęto również doktrynę kładącą nacisk na odstraszanie Federacji Rosyjskiej i jej sojuszników przed atakiem na państwa członkowskie NATO. Z drugiej strony, pomimo realnych zapewnień o wsparciu krajów Flanki Wschodniej (a w zasadzie Frontu Wschodniego) NATO, nie wywalono do kosza Aktu Stanowiącego NATO-Rosja – owocu destrukcyjnego procesu popieriestrojkowej konwergencji między demoliberalizmem a rzekomo upadłym sowietyzmem. Nie podjęto decyzji o włączeniu Polski do programu NATO Nuclear Sharing, koniecznego zarówno dla Polski, jak i dla całego NATO. 

 


Po drugie, agresja Rosji Sowieckiej na Ukrainę nie poszła i nie idzie tak, jak chcieliby kremlowscy stratedzy. „Jedyne”, co może osiągnąć Moskwa to utrzymanie Donbasu, Krymu i pomostu lądowego nad Morzem Azowskim przy jednoczesnym sprowadzeniu reszty Ukrainy do poziomu państwa upadłego, a jednocześnie pełne zwycięstwo Kijowa niestety może być nieosiągalne i to przez długi czas. Federacja Rosyjska musi w tej sytuacji eskalować (patrząc oczami wroga) , używając agresji jako lewara do gospodarczego szantażowania świata oraz poprzez rozszerzenie konfliktu na inne obszary, zwłaszcza te istotne dla przebiegu wojny. Takim obszarem jest Polska, która jest ogromnym węzłem logistycznym i właściwie rozszerzonym zapleczem strategicznym dla walczącej Ukrainy, a jednocześnie centralnym państwem Wschodniej Flanki NATO, z rządem prowadzącym asertywną politykę wobec sowieciarzy (i last but not least również wobec Pekinu). Dlatego – patrząc z perspektywy sowieciarzy – Polskę trzeba (z)destabilizować. Możliwe, że długotrwale. Należy także pamiętać o tym, że Wschodnia Flanka jest głównym obszarem sowieckiego ultimatum wobec NATO z grudnia 2021. Ultimatum, którego konsekwencją stała się agresja na Ukrainę (zakładnika), która spowodowała większą konsolidację i wzmocnienie Paktu.

Wreszcie, po trzecie, dla Rosji Sowieckiej kluczowym rejonem dla realizacji własnej polityki imperialnej jest tzw. „balkon białoruski”. Ukraina jest dla Moskwy bardzo ważna, ale panowanie na Białorusi to dla Rosji Sowieckiej kwestia być albo nie być jej imperialnego projektu, tak samo jak sojusz z komunistycznymi Chinami i Niemcami. Panowanie na Białorusi daje bowiem Moskwie możliwość kontroli nad krajami bałtyckimi, Ukrainą, Polską i idąc dalej, nad Zachodem. Ten sam mechanizm działa w drugą stronę – bez niepodległej i suwerennej Białorusi niemożliwe jest na dłuższą metę stworzenie stabilnego sojuszu Międzymorza.

Wszystko to tworzy tak naprawdę jedną całość, ale szczególnie interesuje nas konkretne działania przeciwko Polsce, mające dwa wymiary: manipulacyjno-dezinformacyjny i realny, obejmujący bardzo realną możliwość rozpętania działań kinetycznych. Wagnerowcy, wraz z calym sowieckim aparatem (i z jego poruczenia) mają za zadanie straszyć Polaków i wywoływać wojenną panikę, co nie przeczy temu, że może zostać zastosowana opcja siłowa – działania nieregularne wobec Polski, Litwy i Łotwy (rozwijając myśl Tczakarowej – rozpoznanie bojem wschodniej flanki NATO).

Zajmijmy się teraz opcjami agresji. Takie rozważania nie mają na celu sianie społecznego niepokoju, tylko przygotowanie na różne, nawet pesymistyczne scenariusze. Jednym z takich jest kontynuacja, wzmocnienie i dynamizacja przez CzWK Wagner operacji „Śluza”, czyli przerzutu nachodźców (w dużej mierze) z krajów afrykańskich i Bliskiego Wschodu. Najemnicy z grupy Wagnera mogą w tym celu na przykład osłaniać przerzut nielegalnych migrantów – albo bez wyraźnych oznaczeń i sortów mundurowych zdradzających ich przynależność, albo przebrani za białoruskich pograniczników. Możliwe jest również wmieszanie się wagnerowców w tłum migrantów chcących przedrzeć się przez granicę. Pamiętajmy, że ważnym rejonem operacyjnym Grupy Wagnera (i innych franczyz Prigożyna) jest obszar Bliskiego Wschodu i Afryki: państwa takie, jak choćby Syria, Libia, Mali, Czad, Burkina Faso, Niger czy Republika Środkowoafrykańska. Grupa Wagnera rekrutuje też ludzi spośród (w większości islamskich) obszarów Kaukazu i postsowieckich republik Azji Środkowej. Nie można wykluczać możliwości udziału w obydwu tych grupach ekstremistów islamskich mających doświadczenie w strukturach Daesh czy Al-Kaidy czy ich franczyz. Akcje opisane wyżej, czyli pośrednie lub bezpośrednie wsparcie grup migrantów przez wagnerowców już prawdopodobnie mają miejsce i nie można wykluczyć, że jest to preludium do dalszej eskalacji sytuacji na granicy. Takim samym preludium było wtargnięcie dwóch białoruskich śmigłowców w polską przestrzeń powietrzną, w tym „latającego czołgu” Mi-24 i naszpikowanego sprzętem obserwacyjno-rozpoznawczym Mi-8 (o ile nie mieliśmy do czynienia z celowym ich wpuszczeniem i celowym „przeoczeniem”, by zamarkować słabość państwa polskiego). Możliwe są inne operacje przeprowadzone przez nisko latające i trudne do wykrycia statki powietrzne, załogowe lub bezzałogowe, na przykład ataki na położone blisko granicy obiekty infrastruktury krytycznej.

Możliwość uczestnictwa Grupy Wagnera w wojnie hybrydowej przeciwko Polsce była tutaj przewidywana już na początku Operacji „Śluza”. Celem teraz – tak jak wtedy – jest destabilizacja i rozniecenie konfliktu poniżej progu wojny. Wówczas takowego nie udało się wywołać poprzez wprowadzenie stanu wyjątkowego na terenie powiatów przyległych do granicy Polski z Republiką Białoruś oraz poprzez budowę zapory inżynieryjnej i telemetrycznej na granicy. Być może użycie CzWK Wagner nie leżało wówczas na stole sowieciarzy z Moskwy i Mińska. Teraz, być może w obliczu dosyć pokaźnej klęski pierwszej fazy operacji, zdecydowano się na ich użycie.

Ma to na celu nie tylko osiągniecie celów kinetycznych i fizycznej agresji (tu wracamy do początku), ale także sterowanie społeczne, przede wszystkim sianie paniki i strachu przed wojną a poprzez to między innymi stworzenie, czy może raczej wzmocnienie sprzyjającego klimatu pod rozwój w Polsce opcji prorosyjskiej (czyli prosowieckiej) i to w całym spektrum opcji ideologicznych, od marginalnych skrajnej lewicy i skrajnej prawicy, aż po centrowy, demoliberalny mainstream. W politykę neosowieckiej dezinformacji wpisywałby się idealnie rozwój tendencji pacyfistycznych, nawet jeśli zwolennicy takich postaw nie popieraliby Federacji Rosyjskiej wprost. Zarówno mainstreamowe i umiarkowane, jak i skrajne skrzydła operacji sowieckiej będą użyte w okolicy najbliższych wyborów.

2023-07-01

Czerwcowy pucz - (spiskowa) hipoteza robocza

 

Pucz Prigożina z 24 czerwca tego roku od samego jego rozpoczęcia budzi skojarzenia z puczem Janajewa z sierpnia 1991 roku. Celem puczu Janajewa była dezinformacja – uwiarygodnienie odgórnego procesu „upadku komunizmu”, a także, a może przede wszystkim – rozpoczęcie budowy zmodernizowanego neosowieckiego imperium.

Na „teatralny” i dezinformacyjny charakter ubiegłotygodniowej próby puczu zwraca uwagę na łamach amerykańskiego Newsweeka Rebekah Koffler – była oficer DIA. Teza o sfingowanym puczu zawarta jest w samym tytule: The Wagner Coup was staged by Putin – and the West fell from it. Autorka wskazuje m.in. na to, iż większość tzw. „środowiska eksperckiego” wyciąga z tego wydarzenia fałszywe wnioski, takie jak osłabienie sowieckiego potencjału inwazyjnego na Ukrainie. Tymczasem, w ostrych słowach autorki, „wydaje się, że nikt nie chce uświadomić sobie oczywistej prawdy: przewrót był ustawiony i był operacją pod fałszywą flagą”.

Koffler w przystępny i obrazowy sposób argumentuje swoją tezę. „Pomyślcie: armia [Grupa Wagnera – J.] atakuje Rosję, maszeruje prosto na Moskwę i nikt nie odnosi krzywdy [oprócz załóg zestrzelonych przez wagnerowców śmigłowców i samolotów – J.]? Z paroma tysiącami ludzi, osiągnęła to, czego Hitler z prawie milionem ludzi nie był w stanie? A Putin wycofuje swoje wojska? I wtedy [Prigożin] stwierdza: „dobra, nieważne” i kieruje się na Białoruś? Prigożin musiałby być idiotą albo samobójcą by wierzyć, że z 8 tysiącami ludzi jest w stanie opanować Moskwę. […] Dalej mamy zdjęcia Prigożina siedzącego na ławce w Rostowie nad Donem […] z zastępcą ministra obrony Rosji, Junus-Bekiem Jewkurowem i zastępcą szefa GRU, generałem porucznikiem Władimirem Aleksiejewem. To było zbyt poufałe jak na rebelię. To, że Prigożin ciągle żyje po rzekomej zdradzie matki Rosji jest nie do pomyślenia pod rządami Putina, który w 2019 roku powiedział, że zdrada jest największą zbrodnią na świecie i który ściga zdrajców wszędzie na świecie, włącznie ze Stanami Zjednoczonymi.

Pucz był ustawiony. Jedyne pytanie, to dlaczego Putin podjął się tak rozbudowanej dezinformacji?

Pierwszy poziom to zdaniem Koffler poziom polityki wewnętrznej w Federacji Rosyjskiej. Putin przygotowuje się do „wyborów” w 2024 roku. Inwazja Rosji Sowieckiej na Ukrainie nie układa się – oględnie mówiąc – tak, jak miała się ułożyć według planów reżimu czekistów. Dlatego – zdaniem Koffler – „trzeba przekonać Rosjan do poniesienia większego poświęcenia w celu zwiększenia powszechnego poparcia wojny na Ukrainie. Putin osiąga to, odwołując się do dwóch pierwotnych lęków narodu rosyjskiego: inwazji Zachodu i chaosu.Putin, w swoim przemówieniu w puczową sobotę obwinił za pucz właśnie kraje zachodnie, które w ten sposób rzekomo zamierzają pogrążyć Federację Rosyjską w chaosie. Sfingowany pucz może też być pretekstem służącym do jeszcze większej niż dotąd konsolidacji władzy, aparatu bezpieczeństwa (FSB i Rosgwardia zwłaszcza): podczas puczu ogłoszono reżim „operacji antyterrorystycznej” oraz nałożenie różnych ograniczeń komunikacyjnych. Wzmocniono także ogłaszaną co jakiś czas mobilizację, uchylając wymóg niekaralności przy rekrutacji do wojska. Mimo puczu, chaosu, aresztowań itp. działa nie tylko aparat bezpieki, ale i dalej atakowana jest przez sowieciarzy Ukraina.



Kolejnym poziomem dezinformacji czerwcowego puczu jest poziom międzynarodowy. Koffler zwraca w artykule uwagę na dwie bardzo ważne kwestie, kluczowe dla całokształtu charakteru sowieckiej polityki dezinformacji strategicznej. „Istnieje całościowa doktryna […] zwana zarządzaniem refleksyjnym, której celem jest oszukanie wroga poprzez podsuniecie mu informacji, w które jest skłonny uwierzyć ze względu na dominujące u niego przekonania”. Tu także leży przyczyna tego, iż – cytując Koffler – „to, co Rosjanie uważają za siłę […], zachodnie media i eksperci Bidena interpretują jako słabość. I tego również chce Putin. Zachodnia percepcja jego słabości i niekompetencji jego armii sugeruje, że Zachód nie musi dostarczać tak dużo pomocy Ukrainie […]”. Możemy mieć także do czynienia z wymuszeniem na Zachodzie „eskalacji”, którą, według sowieckich oficjeli, funkcjonariuszy aparatu propagandy, agentury wpływu i idiotów jest pomoc Ukrainie albo konsolidacja i remilitaryzacji NATO, zwłaszcza jego wschodniej flanki.

I tak, celem puczu było wywołanie wrażenia „chaosu” i „bardaku” w Federacji Rosyjskiej, gdzie zastosowano wzorzec dezinformacji „słabość, chaos i szantaż”, wywołanie wrażenia o Rosji Sowieckiej jako państwie niestabilnym, ale uzbrojonym w broń masowego rażenia (słynne dictum o „Kongo z rakietami atomowymi”). A także, że reżim Putina i FSB jest „mniejszym złem”, w zestawieniu z „zekiem” Prigożinem, którego korporacja najemnicza grupuje neonazistów i zbrodniarzy, że lepszy jest „znany” Putin (wraz z czekistowską dyktaturą) niż jakakolwiek nowa sytuacja wewnętrzna w Rosji, włącznie z hipotetycznym rozpadem Federacji Rosyjskiej. Koffler przedstawiła to równie obrazowo: „Putin przypomina również światu, że im dłużej trwa wojna na Ukrainie, tym większa jest szansa na nieprzewidziane konsekwencje, takie jak, powiedzmy, nuklearny Armagedon. Gdy żołnierze [sic!] Prigożina parli autostradą M4 do Moskwy, komentatorzy martwili się chaosem i tym, kto kontroluje pociski nuklearne Rosji.” Być może pucz Wagnera i jego konsekwencje to osłona dezinformacyjna jakichś dalszych przedsięwzięć sowieciarzy, np. wysadzenia Zaporoskiej Elektrowni Atomowej. Bardzo możliwe jest, że pucz i konsekwencje, wrażenie „słabości i chaosu” zostaną wykorzystane jako uzasadnienie do zamrożenia inwazji Rosji Sowieckiej na Ukrainę, być może wedle chińskiego planu pokojowego, chociaż za wcześniej teraz formułować jakieś kategoryczne wnioski w tym temacie.

Podczas sobotniego puczu i po nim pojawiły się glosy będące artykulacją mokrych snów demoliberałów, czyli nadzieje jakoby pucz i jego konsekwencje miałyby doprowadzić do „liberalizacji” i „demokratyzacji Rosji”.

Już kilka dni po puczu widać było, że nie wpływa on na działania wojenne sowieciarzy na Ukrainie, która dalej niszczona jest atakami lotniczymi i rakietowymi. Ani tez na międzynarodowe relacje Kremla – sojusz z Chinami jest kontynuowany: odbyły się m.in. rozmowy zastępcy ministra spraw zagranicznych FR Andrieja Rudenki z ministrem spraw zagranicznych ChRL Qin Gangiem, podczas których mówiono m.in. o „zabezpieczeniu wspólnych interesów w niestabilnym świecie”, a także rozmowy na temat obrony przeciwrakietowej pomiędzy ministrami spraw zagranicznych FR i ChRL.

Najważniejszym jednak (przynajmniej dla Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich) „kinetycznym” efektem puczu jest zapowiadane przemieszczenie Prigożina wraz z kontyngentem najemników z Grupy Wagnera na terytorium Białorusi. Może się to okazać punktem wyjścia dla kolejnej odsłony „Operacji Śluza” (być może z eksklawy królewieckiej) ale teraz już przy asyście Grupy Wagnera, która rekrutuje również najemników pochodzących z krajów Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Z tym, że niedługo możemy mieć do czynienia nie z rzucaniem kamieniami, gałęziami czy kostką brukową przez nachodźców, tylko np. z granatami, strzałami czy IED. A także – poprzez tzw. działania poniżej progu wojny – możliwość modelowania polityki wewnętrznej Polski przy pomocy agentury, użytecznych idiotów, pięknoduchów oraz głęboko zakorzenionych w pewnej części społeczeństwa (nie jest to typowe tylko dla Polski zresztą) lęków i resentymentów. Nie jest również przypadkiem, że przemieszczenie grupy Wagnera na Białoruś następuje po zapowiedziach umieszczenia tam sowieckiej broni nuklearnej.



Tak samo ważnym kontekstem zarówno „puczu” Wagnera, jak i przemieszczenie najemników tej grupy na Białoruś jest Szczyt NATO w Wilnie. Zarówno pucz, jak i odpowiednie „rozśrodkowanie” Wagnera może być dla czekistowskich decydentów z Kremla stworzeniem gruntu dla kolejnych operacji pod fałszywą flagą, w której Rosja Sowiecka będzie w stanie po prostu umyć ręce.

2023-03-30

Wizyta Xi w Moskwie

Przebieg wizyty

W dniach 20-23.03.2023 miała miejsce oficjalna wizyta przywódcy komunistycznych Chin i Komunistycznej Partii Chin Xi Jinpinga w Moskwie. Przebieg tej wizyty ciekawie opisał w dwóch wątkach na twitterze Łukasz Kobierski. Delegacja ChRL, oprócz samego genseka, składała się z sekretarza Sekretariatu KPCh Cai Qi, dyrektora Centralnej Komisji Spraw Zagranicznych KPCh Wanga Yi oraz Qin Ganga – ministra spraw zagranicznych ChRL. Co warte odnotowania, chińskiego genseka przywitał na lotnisku nie Władimir Putin, tylko wicepremier Federacji Rosyjskiej, Wiktor Czernyszenko (i ten sam czynownik żegnał Xi Jinpinga po zakończeniu wizyty). Na Kremlu Xi witał z kolei… gen. Siergiej Udowienko, komendant Kremla z Federalnej Służby Ochrony. 


Wizyta miała ogromną oprawę propagandową: „Rossijskaja Gazieta” opublikowała artykuł autorstwa Xi pt. „Uporno dwigatsja wpieriod, k nowym perspektiwam drużby, sotrudnicziestwa i sowmiestnowo rozwitia Kitaja i Rossii”, a na ulicach Moskwy pojawiły się banery w języku chińskim. Podobne zabiegi propagandowe miały miejsce po stronie chińskiej, a warte zauważenia było m.in. promowanie prorządowych i promoskiewskich wpisów na Weibo, po przefiltrowaniu contentu przez chrlowską cenzurę. O wizycie pisały też chrlowskie media, m.in. Xinhua, Global Times czy People’s Daily. Podczas pierwszego dnia wizyty miała również miejsce nieformalna 4,5 godzinna rozmowa Putina i Xi, podczas których przywódcy mieli rozmawiać m.in. o wojnie Rosji Sowieckiej przeciw Ukrainie (którą chińscy komuniści nazywają „kryzysem ukraińskim”) i o chrlowskim „planie pokojowym” dla Ukrainy. Co ciekawe, Xi niejako „namaścił” (w jednej ze swoich wypowiedzi) Putina na kolejną kadencję...

Drugiego dnia wizyty Xi rozmawiał m.in. z premierem FR, Michaiłem Miszustinem. Miszustin mówił m.in. o „najwyższym w historii poziomie rozwoju” wzajemnych relacji, „co sprzyjać ma lepszemu utrzymaniu multilateralizmu i promocji świata wielobiegunowego”, a także o intensyfikacji współpracy FR i ChRL w zakresie handlu, inwestycji, energetyki, gazu ziemnego, „pokojowego wykorzystania energii jądrowej”, podboju kosmosu, innowacji naukowo-technologicznych, transportu oraz logistyki. Xi zwrócił uwagę na ważność takich organizacji, jak Eurazjatycka Unia Gospodarcza oraz Inicjatywa Pasa i Szlaku.

Po tym miały miejsce formalne rozmowy Xi i Putina. Xi zwrócił uwagę na umacnianie długofalowej współpracy, która zgodna jest ze strategicznymi interesami komunistycznych Chin, a także na stałość relacji, będących de facto sojuszem. Rosja Sowiecka poparła ChRL w kwestii Tajwanu, Hong Kongu i Turkiestanu Wschodniego, pozytywnie odniesiono się również do niedawnej „zgody” pomiędzy Arabią Saudyjską i Iranem, w której rolę arbitra odegrały Chiny. Podczas tego dnia podpisano również 14 dokumentów regulujących obustronną współpracę, między innymi „O pogłębieniu relacji kompleksowego partnerstwa i strategicznego współdziałania, wkraczających w Nową Erę” oraz „O planie rozwoju kluczowych kierunków rosyjsko-chińskiej współpracy ekonomicznej do 2030”.

W dokumencie jest mowa m.in. o Globalnej Inicjatywie Bezpieczeństwa, Globalnej Inicjatywie Rozwoju oraz o Globalnej Inicjatywie Cywilizacyjnej – są to twory póki co istniejące w fazie projektów, których centrum jest ChRL. Mowa jest również o poparciu przez Moskwę stanowiska Pekinu w sprawie Tajwanu i Turkiestanu Wschodniego (jako główne zagrożenie uznano tu Islamski Ruch Wschodniego Turkiestanu). Potępione za „hegemonizm”, „niszczenie suwerenności państw”, „łamanie nieproliferacji BMR” itp. zostaje NATO i AUKUS – inicjatywa na rzecz bezpieczeństwa Indo-Pacyfiku USA, Wielkiej Brytanii i Australii. Strony wzywają również m.in. do „obiektywnego, bezstronnego i profesjonalnego śledztwa ws. eksplozji gazociągu Nord Stream”. W dokumencie jest również mowa o pogłębianiu dwustronnych relacji ekonomicznych. Jest to kolejna już deklaracja dążenia komunistycznych Chin do zdobycia hegemonii w tworzącym się nowym porządku światowym, do której FR dołączona jest jako główny sojusznik. Jest to także deklaracja wzajemnej obrony i wspierania swoich (totalitarnych – komunistycznych) systemów politycznych.

Podpisano również memoranda dotyczące wzajemnej współpracy mediów ChRL i FR – chodzi o agencje ITAR-TASS i Xinhua, deklarację współpracy pomiędzy Rosatomem i Państwową Agencją ds. Energii Nuklearnej ChRL, zadecydowano także o corocznych spotkaniach ministrów bezpieczeństwa publicznego oraz spraw wewnętrznych (oficjalnie w celu zapobiegania i walki z „kolorowymi rewolucjami”). Zadeklarowano również o dalszym pogłębianiu współpracy wojskowej (mimo zapewnień o braku sojuszu wojskowego między FR a ChRL), w tym o regularności wspólnych patroli powietrzno-morskich. Odniesiono się także do podobnych dokumentów i deklaracji z poprzednich 20 lat.s

Po rozmowach odbyło się oświadczenie dla prasy, na którym Putin zadeklarował „wspieranie chińskich przedsiębiorstw, które mają zastępować przedsiębiorstwa zachodnie opuszczające Federację Rosyjską” na skutek sankcji. Putin zwrócił także uwagę na współpracę w zakresie wspólnej eksploatacji Północnej Drogi Morskiej i zwiększeniu wolumenu tranzytu z krajami Azji i Pacyfiku. Xi podkreślił rolę m.in. Szanghajskiej Organizacji Współpracy, Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej i Nowego Jedwabnego Szlaku. Putin zapewnił, że (…) poglądy Rosji i Chin na tematy międzynarodowe są identyczne lub bardzo zbliżone. Wspólnie pracujemy nad stworzeniem bardziej sprawiedliwego i demokratycznego wielobiegunowego ładu światowego”.

W kwestii wojny na Ukrainie komunistyczne Chiny podtrzymały swoje dotychczasowe stanowisko, czyli postawę fałszywej neutralności. Powtórzono postulaty zawarte w fałszywym „planie pokojowym” z 24 lutego 2023.

Zakończenie wizyty i pożegnanie Xi było – zdaniem cytowanego tu Łukasza Kobierskiego – pokazówką na użytek propagandy, jednak słowa chińskiego komunistycznego przywódcy były znamienne: „Nadchodzi zmiana, jakiej nie widzieliśmy od 100 lat. Razem napędzamy tę zmianę”.



Jakie są najważniejsze wnioski płynące ze spotkania Xi-Putin?

Po pierwsze: strategicznym, długofalowym i stałym celem komunistycznych Chin jest obalenie pozycji USA i szeroko pojętego Zachodu oraz jego sojuszników, a w konsekwencji zdobycie i utrzymanie światowej dominacji. „Wielobiegunowy i demokratyczny porządek światowy” i „obalenie hegemonii USA”, o których po raz kolejny w ciągu ostatnich ponad 20 lat mówią władze w Pekinie i Moskwie. to de facto kitajsko-russkij mir, albo inaczej, kitajsko-sowietskij mir.  Federacja Rosyjska jest najważniejszym sojusznikiem ChRL, niezbędnym do zdobycia i utrzymania światowego przywództwa przez komunistyczne Chiny. A zatem współpraca polityczna, dyplomatyczna, wojskowa, ekonomiczna, ale i w takich konkretnych dziedzinach jak propaganda i dezinformacja czy oficjalnie „pokojowa” energetyka nuklearna (mogąca m.in. wg N.C. Bipindry służyć ulepszaniu chińskiego arsenału nuklearnego) jest procesem długofalowym i stałym, który będzie realizowany dalej.

Po drugie, w układzie Pekin-Moskwa to ChRL pełni rolę dominującą, natomiast Federacja Rosyjska jest trybutariuszem i czołowym państwem satelickim, jak to przedstawiono na okładce „The Economist”. Równie obrazowo sprawę przedstawił Aleksander Ścios: „Chiny są głową, Rosja ramieniem tej samej, komunistycznej hydry (...)”. W żadnym wypadku nie oznacza to jednak tego, co głoszą zwolennicy tez o konflikcie Chin i Rosji czy rzekomego interesu ChRL w osłabieniu Federacji Rosyjskiej. Chiny mogą na przykład uzyskać pakiet kontrolny w Gazpromie, Rosniefti czy nawet nad złożami na Syberii, ale i tak będzie to oznaczać to, że Rosja będzie najważniejszym spośród chrlowskich trybutariuszy. Pod koniec października ubiegłego roku Wang Yi wsparł dążenia mocarstwowe Rosji Sowieckiej i taki jest sens wsparcia, jakie od dłuższego czasu (z naciskiem na czas otwartej wojny na Ukrainie) Pekin udziela Moskwie. Przyjmując za słuszną metaforę Ściosa, można powiedzieć, że chrlowskiej „głowie” niezbędna jest silna, sowiecka „ręka”. Działa to także w drugą stronę – Moskwa nie mogłaby prowadzić mocarstwowej i zbrodniczej polityki bez wsparcia dyplomatycznego, politycznego i materiałowego ChRL.



Po trzecie, komunistyczne Chiny nie opuszczą Rosji Sowieckiej w toku wojny na Ukrainie. Nie zrobią tego ani na skutek braku rozstrzygnięcia wojny na korzyść Moskwy, ani na skutek presji międzynarodowej i możliwych sankcji wtórnych (czego wyrazem było mianowanie w marcu tego roku na stanowisko ministra obrony gen. Li Shangfu, objętego sankcjami za dostarczanie sowieciarzom Su-35 i S-400), ani na skutek uznania Putina za zbrodniarza wojennego przez Międzynarodowy Trybunał Karny. Jest tak właśnie z dwóch wyżej wymienionych przyczyn. Agresja Rosji Sowieckiej na Ukrainę to de facto chińska wojna zastępcza przeciwko USA, NATO oraz ich sojusznikom, takim jak Japonia czy Australia i nietotalitarnemu światu w ogóle. To właściwie już trzecia wojna światowa, w której ciężar walki bierze (póki co) Moskwa, Pekin zaś  - de facto wspierając FR – może pozycjonować się na (fałszywego) rozjemcę, oferującego fałszywe propozycje pokojowe. Realizacja chrlowskich propozycji dałaby Moskwie możliwość zachowania zdobytych dotąd terenów ukraińskich bez konieczności wycofania wojsk, ochronę przed sankcjami (albo możliwość ich ominięcia), a co najważniejsze – czas na „pieriedyszkę”, przegrupowanie i odnowienie zdolności bojowej i w dalszej konsekwencji, możliwość prowadzenia dalszej ekspansji i wysuwania coraz to nowych żądań wobec Zachodu, co z kolei będzie torować drogę do dalszej ekspansji ChRL. I chodzi tutaj nie tylko o militarne, ale i o pozamilitarne środki projekcji siły.

W sytuacji wojny prowadzonej w interesie Pekinu rekami Moskwy, chińscy komuniści mają potencjalne możliwości wchodzenia tam, gdzie nieakceptowana byłaby Federacja Rosyjska i kontynuowanie swojej „nieograniczonej wojny”, na przykład poprzez przejmowanie strategicznych aktyw dotąd należących do czołowych krajów europejskich, co – jak opisuje Marek Budzisz – ma już miejsce na ogromną skalę chociażby w Niemczech. Tutaj dochodzimy do kolejnego zagrożenia, które rzecz jasna powinno być analizowane w kontekście wojny na Ukrainie, czyli procesu potencjalnego rozbijania jedności Zachodu właśnie poprzez chińską ekspansje ekonomiczną, co byłoby w interesie Moskwy. Ponadto, za stopniowo rozkręcający się kryzys bankowy, mający zniszczyć, albo przynajmniej jak najpoważniej naruszyć gospodarkę Stanów Zjednoczonych może być współodpowiedzialny Pekin.

2023-03-04

Fałszywy „plan pokojowy” chińskich komunistów

 Celem strategicznym komunistycznych Chin jest obalenie mocarstwowej pozycji USA i w ten sposób uzyskanie statusu światowego hegemona. Bardzo ważnym (jeśli nie najważniejszym) elementem chrlowskiej strategii jest sojusz z Federacją Rosyjską, jako część większego układu eurazjatyckiego, łączącego Chiny, Federację Rosyjską i Europę oraz takie kraje, jak Korea Północna i Islamska Republika Iranu. W interesie komunistycznych Chin jest mocarstwowa, imperialna, rządzona przez czekistów, neosowiecka Rosja, pełniąca funkcję chrlowskiego „lodołamacza” i filaru, na którym opierać ma się komunistyczny Pax Sinica. Taką pozycję miała Moskwie zapewnić inwazja na Ukrainę, nie tylko dzięki podbiciu samej Ukrainy albo jej części, ale również, a może przede wszystkim, poprzez zmuszenie elit zachodnich do ulegnięcia kremlowskiemu szantażowi wystosowanemu wobec USA, NATO i Zachodu pod koniec roku 2021, z którego zresztą Federacja Rosyjska nie wycofała się.

Agresja Rosji Sowieckiej na Ukrainę nie idzie jednak tak gładko, jak chcieliby czekiści i towarzysze z KPCh. Putinowi i reżimowi czekistów nie tylko nie udało się szybko podbić Ukrainy, ale i nie udało się sparaliżować NATO. Na tym poziomie skutki są dokładnie odwrotne, nawet mimo obecności demoliberalnych zabobonów politycznych czy działania rozmaitych hamulcowych, użytecznych idiotów i agentury wpływu. NATO konsoliduje się i zbroi jak nigdy wcześniej od 1989 roku. Dlatego między innymi Pekin postanowił o „korekcie kursu” i podjęciu działań zmierzających do takiej korekty. I to jest jeden z głównych znaczeń i kontekstów „planu pokojowego”, ogłoszonego przez Xi Jinpinga dokładnie w pierwszą rocznicę inwazji Rosji Sowieckiej na Ukrainę.

Chociaż nie można teraz rozstrzygnąć wyniku wojny, to całkiem możliwe jest pokonanie Rosji Sowieckiej przez Ukrainę, co zrodziłoby cały szereg niekorzystnych skutków dla ChRL. Po pierwsze, opór Ukrainy powstrzymuje Pekin przed inwazją na Tajwan. Po drugie, potencjalna destabilizacja Rosji równa się katastrofie geostrategicznej dla Pekinu, gdyż eliminuje Rosję jako wysunięte strategiczne zaplecze komunistycznych Chin. Można wręcz powiedzieć, że ChRL bez Rosji nie istnieje jako kontynentalne i globalne imperium, tak samo jak Rosja/Sowiety traci status imperialny nie tyle i nie tylko bez Białorusi i Ukrainy, ale i przede wszystkim bez Chin. A zatem Chiny – jako patron Rosji Sowieckiej – stawiają się w roli międzynarodowego „adwokata” Moskwy i wychodzą z propozycjami „pokoju”, które w istocie ratowałyby sowieciarzom siedzenie poprzez zamrożenie wojny.

 

Najważniejsze punkty zawarte w planie „pokojowym” Xi można potraktować właściwie jako zbiór typowych dla sowieckiej agendy postulatów i propagandowo-dezinformacyjnych „haseł-pałek”, przypominających te z repertuaru Ławrowa, Miedwiediewa, Karaganowa czy samego Putina. Chiński gensek postuluje między innymi zniesienie sankcji wobec Federacji Rosyjskiej, a z drugiej strony porzucenie „zimnowojennej mentalności” oraz „myślenia blokowego”, które oczywiście cechują USA oraz NATO. Jest to de facto przepychanie chińskimi rękami żądań Kremla wobec NATO z końca 2021 roku. Strona chińska domaga się również wstrzymania ognia i zaprzestania walk, przy czym nie są stawiane żadne warunki wobec Federacji Rosyjskiej. Zachód miałby zaniechać dalszego wsparcia dla walczącej Ukrainy. Xi postuluje też rozpoczęcie rozmów pokojowych, w których komunistyczne Chiny mają być widziane przez świat roli rozjemcy. O wybuch wojny, określanej w dokumencie jako... „kryzys”, obwiniane są w dokumencie Zachód, Stany Zjednoczone, NATO i (nie wprost) Ukraina. Realnie postulaty te oznaczałyby po pierwsze likwidację albo atrofię NATO, po drugie – wydanie Ukrainy na pastwę sowieciarzy (Ukraina nie przetrwa wojny bez wsparcia Zachodu na czele z USA, UK i Polską), a po trzecie – wstrzymanie ognia oznaczałoby zamrożenie wojny, a tym samym zagarniecie przez Rosję Sowiecką tego, co udało się zdobyć i otrzymać od 24 lutego 2022 do teraz, czyli „korytarza lądowego” z Donbasu na Krym. Takie rozwiązanie dałoby również Rosji sowieckiej czas na pieriedyszkę i odbudowanie zdolności bojowej.

Propozycje „pokojowe” Xi są logiczną kontynuacją chrlowskiej polityki przychylnej Moskwie neutralności. Neutralność ta jest jednak fałszywa, bo z jednej strony Chiny mówią o „poszanowaniu integralności terytorialnej”, zaś z drugiej pomagają Moskwie omijać międzynarodowe sankcje, udzielają Federacji Rosyjskiej wsparcia dyplomatycznego, ekonomicznego oraz – co najważniejsze – wsparcia militarnego, poprzez dostarczanie technologii podwójnego zastosowania używanej przez siły zbrojne Federacji Rosyjskiej czy tez Grupę Wagnera. Niedawne ostrzeżenia USA wobec ChRL oraz agresywne reakcje chińskich komunistów(mówiących, że USA nie mają prawa wtrącać się sojusznicze relacje ChRL i FR), rewelacje Wall Street Journal mówiące o dostarczeniu Moskwie przez Pekin nie tylko technologii podwójnego zastosowania, ale także broni i amunicji, a także spotkanie (w przeddzień ogłoszenia przez Xi planu pokojowego) Wanga z Patruszewem (sekretarzem Rady Bezpieczeństwa FR) i Putinem nie są w kontekście omawianych propozycji przypadkowe. Wszystko to jest elementem starej, komunistycznej taktyki „walki i porozumienia”, gdzie z jednej strony sygnalizuje się fałszywe zamiary pokojowe, a z drugiej – prowadzi działania wojenne, mniej lub bardziej zakamuflowane. Należy się spodziewać, że taka polityka komunistycznych Chin będzie przyjmowała korekty wraz ze zmianą dynamiki wydarzeń na froncie, jednak nie zmieni się co do zasady ze względu na interesy KPCh.

Całkiem możliwe jest również to, iż ChRL już od samego początku wojny dostarczają Federacji Rosyjskiej – oczywiście zakulisowo – systemy uzbrojenia, broń i amunicję. A według Joe Webstera prowadzącego blog chinarussiareport, komunistyczne Chiny mogą używać Białorusi w charakterze „słupa” do przekazywania chińskiej broni do Rosji sowieckiej, co mogło być przedmiotem wizyty Łukaszenki w Pekinie.

***

Prezydent Andrzej Duda udzielił w aktualnej „Gazecie Polskiej” wywiadu, w którym mówił m.in. o znaczeniu sowiecko-białoruskiej „Operacji Śluza” jako preludium agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Co stałoby się, gdyby wówczas, na przełomie 2021 i 2022 imigranci pchani przez służby białoruskie i sowieckie dokonaliby przełamania polskiej granicy albo rzad ugiął się pod żądaniami Platformy Obywatelskiej, lewicy, rozmaitych organizacji pozarządowych i Unii Europejskiej? Przeprowadzający wywiad Piotr Lisiewicz i Katarzyna Gójska snują w wywiadzie scenariusz destabilizacji władzy w Polsce, a wręcz, choć jest to powiedziane nie wprost, próby zamachu stanu, w którym Donald Tusk przejąłby władzę.

Dalszą konsekwencją mogłoby być utworzenie w rejonach przygranicznych na Podlasiu i Lubelszczyznie enklaw imigranckich w rodzaju takich, jakie zostały założone w czasie kryzysu migracyjnego w latach 2015-16 w Calais i w interiorze niemieckim oraz francuskim. Moglibyśmy się spodziewać nie tylko powstania gett w Kuźnicy Białostockiej, Lipsku czy Dąbrowie Białostockiej, ale i równie dobrze w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu czy Gdańsku. Ośrodki dla cudzoziemców i Straż Graniczna mogłyby nie poradzić sobie z taką ilością migrantów. Konsekwencje tegoż byłyby oczywiste. W dodatku, część imigrantów przeszła przeszkolenie wojskowe i terrorystyczne z jednej strony w uczelniach i ośrodkach szkolenia w Federacji Rosyjskiej, a z drugiej w organizacjach takich, jak ISIS, Al Kaida czy nie mniej niebezpiecznych lewackich organizacjach kurdyjskich. Rosja Sowiecka miałaby kolejne „długie ramię”, za pomocą którego mogłaby destabilizować sytuację wewnętrzną w Polsce. Jeśli do tego władzę z powrotem przejęłoby stronnictwo, którego zachowanie podczas tej hybrydowej kampanii Moskwy i Mińska oraz politykę w latach 2007-15 wszyscy znamy, to możliwe byłyby najczarniejsze scenariusze. Na przykład takie, w których lotnisko w rzeszowskiej Jasionce staje się celem zamachu terrorystycznego, Wojsko, Policja i Straż Graniczna zajmują się pacyfikacją rejonu pogranicza, a nowy rząd przyjmuje stanowisko zbliżone do niemieckiego czy francuskiego (albo w ogóle), ponieważ Polska pogrążona jest w kryzysie politycznym…

2023-02-20

Wokół raportu estońskiego Ministerstwa Obrony (1)

Na początku lutego 2023, niemal w przeddzień sowieckiej inwazji na Ukrainę, estońskie Ministerstwo Obrony opublikowało raport zatytułowany „Russia’s Invasion on Ukraine: Myths and Lessons”. Raport rozprawia się z rożnymi obiegowymi mitami dotyczącymi wojny na Ukrainie, wykorzystywanymi zarówno w dyskursie potocznym, jak i eksperckim, a stanowiącymi pożywkę zarówno dla agentury wpływu i użytecznych idiotów, jak i hurraoptymistów (którzy mogą okazać się równie szkodliwi).


Tezą wyjściową jest zagrożenie, jakie stanowi dla całej Europy Federacja Rosyjska i prowadzona przez nią agresja przeciwko Ukrainie. „Niezależnie od wyniku wojny na Ukrainie, Rosja pozostaje największym bieżącym i długoterminowym zagrożeniem dla wspólnoty euroatlantyckiej i porządku światowego opartego na zasadach. NATO nie może wykluczyć stania się celem militarnym Rosji. […] Większość uwagi Rosji skupiona jest na okrutnej wojnie na Ukrainie, lecz Putin nie pomija większych celów. Faktycznie, z punktu widzenia Rosji, wojna na Ukrainie służy jako duży kamień milowy do osiągnięcia dalszych celów.” Strategia Federacji Rosyjskiej jest według autorów raportu strategią długofalową – Putin artykułuje ją od przeszło 15 lat i brutalnie egzekwuje w praktyce. Drogą do jej realizacji ma być ustanowienie w Europie Wschodniej „ponowne ustanowienie stref wpływów i stref buforowych”. Rosja Sowiecka będzie stanowić – według raportu – aktualne i długofalowe zagrożenie dla aktualnego porządku światowego dotąd, dokąd nie zostanie całkowicie pokonana na froncie ukraińskim.

MITY NA TEMAT WOJNY

Mit „wojny Putina”

Wojna na Ukrainie owiana jest szeregiem pewnych mitów, szczegółowo omówionych w raporcie. Pierwszym z nich jest wojna Putina. Jest to mit, według którego to sam Putin jest głównym, a wręcz jedynym inicjatorem wojny, głównym, czy wręcz jedynym autorem i realizatorem zbrodniczej, neosowieckiej i neoimperialnej polityki Federacji Rosyjskiej. To powszechny na świecie, także i w Polsce, mit, w którym „złemu” Putinowi przeciwstawiani są „dobrzy Rosjanie” oraz, w niektórych wersjach, „dobrzy czekiści i aparatczycy” z neosowieckich elit. Tymczasem, poparcie dla Putina wzrosło z rozpoczęciem wojny do 83%. Poparcie Rosjan generalnego kursu polityki zagranicznej Kremla wzrosło w tym czasie do 69%. „Kreml uważa wojnę za konieczną i usprawiedliwioną” – co jest zaprzeczeniem mitu o „złym, samowładnym Putinie”. Poparcie rosyjskiej ludności oraz władz pozostaje niezmienne nawet pomimo wysokich sowieckich strat na Ukrainie.

Kolejna sprawa, na jaką zwraca uwagę raport to „imperialistyczne myślenie, które jest głęboko zakorzenione w Rosji. Imperium Rosyjskie przybierało różne formy poprzez wieki, ale imperialny stan umysłu pozostał niezmieniony.” Współczesna Federacja Rosyjska jest – co nie jest jednak szczególnie zaakcentowane w raporcie – kontynuacją Związku Sowieckiego. Inwazja na Ukrainę jest zwieńczeniem rosyjsko-sowieckich dążeń imperialistycznych, znajdujących powszechne poparcie zarówno wśród neosowieckich elit, jak i zsowietyzowanego, rosyjskiego społeczeństwa.

Czekistowskie elity przygotowywały społeczeństwo do wojny z Zachodem przez ostatnie 20 lat. Od tego czasu propaganda głosi wrogość wobec Zachodu, którego celem jest jakoby „zniszczenie Rosji”, by przejąć jej zasoby naturalne oraz przeobrazić na własną, „zdegenerowaną moralnie” modle. W tym celu zdławiono resztki demokratycznej, nawet i systemowej opozycji i czyni się to coraz bardziej brutalnymi metodami, włączając w to uwiezienie w Gułagach czy brutalne tłumienie demonstracji silami policyjnymi. Mobilizacja społeczna na przestrzeni ostatnich dwóch dekad przypomina tą za czasów Stalina, którego kult jest w Federacji Rosyjskiej oficjalny. I tutaj trafiamy na kolejną obserwacje, przeczącą mitom o „słabości Rosji”: komentatorzy uznali to za rzekomą słabość elit sowieckich, tymczasem „zamiast tego, powinno być to widziane jako dowód siły rosyjskiego przywództwa politycznego, jego niemal religijnego przekonania, że może osiągnąć swoje cele oraz woli poświecenia dla nich.” Liczba Rosjan protestujących przeciwko wojnie jest zdaniem autorów raportu „bez znaczenia”. Kolejne fale mobilizacji i poboru jedynie wzmagają prowojenne nastawienie rosyjskiego społeczeństwa, zaś o masowe straty wojenne spowodowane brakami w wyposażeniu czy wyszkoleniu obwiniane są Ukraina i… Zachód.

Nawet jeśli Putin zostałby w jakiś sposób odsunięty od władzy, to nie zmieni to sytuacji właśnie ze względu na charakter i strukture Federacji Rosyjskiej. Ponadto, Putin jest „tylko” kimś w rodzaju „prezesa zarządu” czekistowskiego syndykatu rządzącego Federacją Rosyjską, realizującego swoją długofalową strategie i interesy od dekad.

Mit słabości strategicznej Federacji Rosyjskiej

Z rozpoczęciem wojny 24 lutego ubiegłego roku Kreml ogłaszał, że Ukraina zostanie zdobyta w 3 (do 10) dni. Podobne szacunki przedstawiali analitycy na Zachodzie, i to dalecy od ruso- czy sowietofilii. Ukraina jednak zaskoczyła cały świat ogromną skalą i silą oporu przeciwko sowieckiemu najeźdźcy, która – w powszechnym dyskursie – spowodowała „zapaść rosyjskiej armii”. „Ta kombinacja szybko zaowocowała triumfalnymi deklaracjami o tym, że Rosja i jej operacje zakończyły się strategiczną porażką. Jakkolwiek pocieszająco by to nie brzmiało, za wcześnie jest ogłaszać zwycięzcę i przegranego” – głosi raport. Na przestrzeni niemal roku od rozpoczęcia wojny, Ukraina odnosi znaczne sukcesy militarne, jednak wciąż 18% jej terytorium znajduje się pod sowiecką okupacją. Kontrofensywa charkowska z września 2022 roku przyczyniła się do odbicia 6 tys. km kwadratowych, co oznacza zaledwie 1% powierzchni Ukrainy. „Dalsze pozytywne zmiany na froncie są rzadkie. Z przesunięciem środka ciężkości wojny na infrastrukturę krytyczną, wzmagają się obawy o wynik wojny.” Kazda sowiecka zdobycz terytorialna – obojętnie, czy osiągnięta przy stole negocjacyjnym, czy poprzez zamrożenie konfliktu – przybliża sowieciarzy do osiągnięcia ich celów. „Kreml udowadnia, że zmiana granic państwowych przy pomocy siły militarnej jest możliwa, a Zachód i oparty o zasady porządek może zostać przez to osłabiony. A tak długo, jak nie zostanie przywrócona pełna integralność terytorialna Ukrainy, to zachodni, oparty o zasady porządek międzynarodowy zmaga się z porażką strategiczną”. Stwarza to sytuację, w której Rosja Sowiecka będzie w przyszłości dalej dokonywała podbojów i ekspansji, nawet wysokimi kosztami. Potencjalnymi ofiarami mogą być – wg raportu – również kraje należące do NATO.

Przykłady gruzińskiej Abchazji i Osetii Południowej oraz ukraińskiego Krymu i Donbasu udowadniają, że odzyskanie raz zagarniętego przez Rosję Sowiecką terytorium jest „ekstremalnie trudne”. Jest to zgodne ze strategią Kremla: jak głosi raport, „zamrożone konflikty są rosyjską strefą komfortu i modus operandi”. A z zachodniego punktu widzenia, odzyskiwanie utraconego terytorium jest znacznie trudniejsze, niż rewizja polityki czy łagodzenie sankcji. Rozwiązania tymczasowe w tym zakresie staja się rozwiązaniami permanentnymi. Ponadto, Kreml wykorzystuje „technicznie niepodległe” kraje jako nośnik swoich interesów i na ten przykład podana jest Białoruś, która funkcjonuje „bardziej jak rosyjska baza szkoleniowa, niż jak niepodległe państwo”. Innym przykładem jest Gruzja, która po uprzednim zagarnięciu Abchazji i Osetii oraz obaleniu Saakaszwilego i umieszczeniu na stołku prezydenckim prosowieckiego Iwaniszwilego odmawia przyłączenia się do sankcji wobec Federacji Rosyjskiej. Jest to oczywiście stara, sowiecka strategia stosowana od lat.

Niszczenie przez Rosję Sowiecką ukraińskiej infrastruktury cywilnej i gospodarki stwarza ogromne koszta, również dla Zachodu. Koszt odbudowy Ukrainy szacowany jest na 349 miliardów dolarów i był to szacunek z trzeciego miesiąca po rozpoczęciu inwazji. Koszt ten nie obejmuje późniejszych walk, a także ataków lotniczo-rakietowych nastawionych na zniszczenie infrastruktury energetycznej. Szacunek ten nie obejmuje także niszczenia przez sowieciarzy ukraińskiego rolnictwa – które było i jest operacją nastawioną na wywołanie w wersji minimum kryzysu żywnościowego, a w wersji maksimum – klęski głodu w Afryce i Europie. Całkowity koszt wojny dla światowej gospodarki szacowany jest na 1,8 biliona dolarów pod koniec bieżącego roku. Tymczasem – wg autorów raportu – najgorszym scenariuszem dla Federacji Rosyjskiej jest 5,6% spadek PKB w 2023 roku (poniżej 100 mld USD). Sankcje wprowadzone przez USA, Wielką Brytanie, UE i kraje sojusznicze osłabiają gospodarkę Federacji Rosyjskiej, ale nie powodują zaprzestania inwazji. Ponadto, Federacja Rosyjska nie popadła – jak się powszechnie uważa – w totalną międzynarodową izolacje. Jak podaje raport – „Rosja cały czas ma swoich przyjaciół i cichych pomocników na całym globie”, o czym będzie w omówieniu późniejszego punktu.

Kolejnym, szeroko rozpowszechnionym mitem jest osłabienie militarne i strategiczne Federacji Rosyjskiej w stopniu wystarczającym na wyeliminowanie zagrożenia z jej strony w przyszłości. Straty w sprzęcie, potworne straty w ludziach, jak również tak samo potworne braki w zaopatrzeniu i wyszkoleniu walczących na Ukrainie sowieckich żołnierzy utrwaliły i utrwalają ten mit. Jednak zdaniem estońskich analityków, „te koszty mają niewielkie znaczenie. Dla Rosji cel uświęca środki, a koszty osiągnięcia celu nie są wystarczająco wysokie.” W sowieckiej strategii jakość może być nadrabiana ilością, która dalej przechodzi w jakość. Straty w ludziach, jakie odniosła w ciągu roku Federacja Rosyjska byłyby nieakceptowalne w państwach demokratycznych, jednak w państwie totalitarnym, jakim jest FR, można pozwolić sobie na nie jako na koszt konieczny osiągnięcia politycznych celów, który może w dodatku być szybko nadrobiony. Federacja Rosyjska posiada 30 mln rezerw mobilizacyjnych, podczas roku inwazji podwoiła siły w stosunku do tych, które zostały zmobilizowane jesienią 2022 roku. 150 tysięcy żołnierzy sowieckich zostało wyszkolonych przed pójściem na front, zaś kraje zachodnie potrafią wyszkolić – mimo ogromnego znaczenia tych przedsięwzięć dla Ukrainy i całego Zachodu – jakieś 10-20% potencjału rosyjskiego.

Słabość militarna Moskwy

Niedoceniany na Zachodzie jest również sowiecki park technologiczny i zapasy wojenne. Federacja Rosyjska posiada ogromne zapasy uzbrojenia i sprzętu wojskowego wyprodukowanego jeszcze w czasach ZSRS, który, choć przestarzały, wciąż jest możliwy do wykorzystania, albo do obsługi przywracającej go do stanu używalności. W początkowej fazie inwazji Federacja Rosyjska straciła mniej więcej 40% czołgów i 20% wozów opancerzonych, ale stany magazynowe tego kraju to 10 tysięcy czołgów i 36 tysięcy wozów opancerzonych, z czego jedna trzecia nadaje się do użycia na polu walki. Podczas, gdy na przykład Niemcy posiadają około 250 czołgów Leopard-2, Estonia nie posiada żadnych. Straty w sowieckiej artylerii wyniosły 12% spośród 5000 jednostek, które Rosja Sowiecka posiadała przed wojną. Zapasy amunicji mogą wynosić około 7 mln sztuk i pozwolić na prowadzenie wojny przynajmniej do polowy 2023 roku, przy czym caly czas trwa produkcja nowej amunicji, pozwalająca osiągnąć pułap 1,7 mln sztuk na rok. Federacja Rosyjska posiada ogromne ilości precyzyjnych, kierowanych pocisków, włączając w to S-300 (służące także, wbrew przeznaczeniu, do ataków na cele naziemne), co ma pozwolić sowietom na atakowanie Ukrainy z dotychczasową intensywnością przez co najmniej następny rok. Bedzie to uzupełniane przez dodatkową produkcje w rodzimej zbrojeniówce oraz zamówienia w krajach sojuszniczych, takich jak Iran i Korea Północna. Straty w sowieckim lotnictwie wynoszą około 10% potencjału – zbyt mało, by sparaliżować potencjał służący do niszczycielskich ataków na infrastrukturę i cele cywilne.

Gospodarka Federacji Rosyjskiej jest – zdaniem autorów omawianego raportu – przestawiona na produkcje wojenną. Na cele wojenne przeznaczona jest jedna trzecia budżetu Federacji Rosyjskiej na rok 2023, a w grudniu ubiegłego roku Putin zadeklarował, że nie ma zadnych ograniczeń w finansowaniu armii.

„Zachód podkreśla rolę międzynarodowych sankcji, w szczególności w spowolnieniu rosyjskich możliwości produkcyjnych przy braku zaawansowanych technologii, na przykład półprzewodników. Podczas gdy sankcje osłabiają i będą osłabiać rosyjską remilitaryzacje, to ich zakres jest ograniczony, a cele nie są zmieniane. Rosja aktywnie poszukuje dróg obejścia sankcji i robi to z sukcesem” – głosi raport. I tutaj pojawia się kontekst, jakim są sojusznicy Rosji Sowieckiej. Korea Północna – również objęta sankcjami – produkuje rakiety balistyczne oraz precyzyjne w ilościach pozwalających na ich eksport, między innymi do rosyjskich towarzyszy. Podobnie sprawa ma się z Iranem – głównym dostawca dronów kamikaze „Shahed”, które, choć nieprecyzyjne, używane są do „ślepych” ataków na cele cywilne i infrastrukturę. Rosja Sowiecka kupuje systemy podwójnego przeznaczenia właśnie z KRLD, Iranu i komunistycznych Chin. I tu mamy następny kontekst: w ciagu roku trwania inwazji na Ukrainę zacieśniła się współpraca w ramach faktycznej osi zła: Moskwa-Pekin-Pjongjang-Teheran, ze szczególną dynamizacją rozwoju nieformalnego sojuszu Pekin-Moskwa. Podczas gdy Korea Północna czy Iran otwarcie poparły sowiecką agresje, Chiny przyjęły postawę fałszywej, przychylnej Moskwie neutralności, werbalnego wsparcia jej działań oraz zakulisowej pomocy materialnej. Autorzy raportu zauważają, że dla takich krajów, zwłaszcza zaś ChRL, wojna na Ukrainie to „proxy war”.