2018-09-16

Strategia Niemiec. Zjednoczona Europa, Wielka Eurazja i "nowy porządek świata"


22 sierpnia w dzienniku „Handesblatt” ukazał się artykuł autorstwa Heiko Maasa zatytułowany „Making plans for a New World Order”. Można byłoby przejść nad jego treścią do porządku dziennego, gdyby nie osoba autora – Heiko Maas jest aktualnym ministrem spraw zagranicznych Niemiec i znaczącą figurą w rządzącej SPD, to po pierwsze. Po drugie, artykuł jest symptomem coraz bardziej śmiałego wyrażania faktycznych celów polityki zagranicznej Niemiec, z których najważniejszym jest przywrócenie Niemcom statusu mocarstwa, co najmniej regionalnego, pod przykrywką Zjednoczonej Europy, wyparcie z Europy USA, a w dalszej, aczkolwiek jedynej realnej konsekwencji, stworzenie „Bloku Kontynentalnego” z głównym udziałem Federacji Rosyjskiej, Chin oraz pomocnicznym udziałem Iranu i (coraz bardziej islamizującej się) Turcji.





Heiko Maas stwierdza między innymi, że interesy i priorytety polityki USA i państw Europy, w domyśle: Niemiec przede wszystkim, już od dawna się rozmijają, a kadencja Donalda Trumpa jest tutaj nie tyle przełomem, co katalizatorem tego rozłamu. Rozbieżności te są też na tyle długofalowe, że przetrwają epokę Trumpa. Dlatego między innymi – pisze niemiecki minister spraw zagranicznych – należy stworzyć nowy „biegun” na geopolitycznej mapie świata: zjednoczoną, suwerenną, i coraz bardziej emancypującą się od opieki Waszyngtonu Unię Europejską.

Nowa, suwerenna Europa ma stać się – jak pisze Maas – „przeciwwagą” dla USA i „jednym z kamieni węgielnych nowego porządku światowego”, który to ma oparty być o paradygmat „wielobiegunowości”. Suwerenność nowej Unii Europejskiej ma opierać się na dwóch filarach: pierwszym jest tworzenie własnego, europejskiego systemu obronności i bezpieczeństwa, działającego jednocześnie w ramach NATO i dublującego struktury Paktu Północnoatlantyckiego, drugim zaś, europejski system monetarny i finansowy, którego głównymi elementami miałyby być system transferu finansowego alternatywny wobec SWIFT oraz Europejski Fundusz Walutowy, niezależny od Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Postulaty te oznaczają zakwestionowanie światowej hegemonii USA w sferach polityczno-militarnej, gdyż stworzenie europejskiego systemu bezpieczeństwa oznaczałoby stworzenie struktury konkurencyjnej wobec NATO oraz finansowej i gospodarczej. Dodatkowo, utworzenie i umocnienie wspólnego, europejskiego systemu bezpieczeństwa dawałoby Unii Europejskiej podstawowego atrybutu suwerenności – możliwości dezyzji o użyciu siły militarnej, która może być używana zarówno w misjach pokojowych czy antyterrorystycznych w strefie Sahelu czy na Bliskim Wschodzie, ale równie dobrze – w pacyfikacji zbuntowanych prowincji Eurolandu, albo w dalekiej perspektywie (choć teraz wydaje się to być political fiction) – we wspólnych manewrach z siłami zbrojnymi Federacji Rosyjskiej i ChRL.

Warto zauważyć, iż Heiko Maas w swoim artykule używa właśnie pojęcia „wielobiegunowego porządku świata”, które doskonale znamy z wystąpień, przemówień, artykułów i książek... Siergieja Karaganowa, Aleksandra Dugina, Władimira Putina czy Xi Jinpinga. W polityce zagranicznej Niemiec, za którą aktualnie odpowiedzialny jest Maas, od wielu już lat dominuje tendencja do stworzenia sojuszniczych, przyjaznych relacji z ZSRS/Federacją Rosyjską. Wystarczy przytoczyć przykłady z ostatnich kilku miesięcy. Jako pierwszy można wymienić spotkanie Merkel-Putin w Meseburgu, z którego niewiele wyciekło do mediów, oprócz wspólnych deklaracji o obronie gazociągu NS-2 przed ingerencją z zewnątrz. Wraz z Putinem, Niemcy odwiedził wówczas nie kto inny, tylko gen. Gierasimow, szef gensztabu sił zbrojnych FR i autor aktualnej strategii militarnej, ale i politycznej i dezinformacyjnej Rosji Sowieckiej. Na początku września tego roku rozpoczęto już budowę Nord Stream 2, a Nord Stream 1 funkcjonuje od dawna. Tak samo jest z wieloletnią współpracą korporacji niemieckich z sowieckimi. Ponadto, z samych reguł geopolityki wynika, że jeśli Niemcy chcą uzyskać pozycję mocarstwową na arenie międzynarodowej, niezależną od obecnej (faktycznej, aczkolwiek częściowej) protekcji Waszyngtonu, to muszą zwrócić się w kierunku Moskwy.



Warto zwrócić uwagę również na to, iż jednocześnie z planami utworzenia europejskiego „superpaństwa” pod wodzą Niemiec, przywódcy Rosji Sowieckiej i ChRL wspólnie, otwarcie lansują koncepcję „Partnerstwa Wielkiej Eurazji”. Postulat ten został przywołany w ostatnim czasie najpierw podczas szczytu ASEAN na początku sierpnia, a kilka dni temu podczas Wschodniego Forum Gospodarczego we Władywostoku (które zbiegło się w czasie z sowiecko-chińskimi manewrami Wostok 2018). Projekt „Wielkiej Eurazji” docelowo zintegrować ma Szanghajską Organizację Współpracy (opartą na osi Moskwa-Pekin), Eurazjatycką Wspólnotę Gospodarczą (opartą na dominacji Moskwy), chińską Inicjatywę Pasa i Szlaku, ASEAN, BRICS, BRICS+ (BRICS plus Turcja i Indonezja) oraz – jak chciałby Siergiej Ławrow – Unię Europejską. Koncepcja zjednoczonej, suwerennej Europy w formie, jaką postuluje Heiko Maas (ale i inni czołowi politycy krajów UE, na przykład Merkel i Macron czy też eurokraci z Brukseli) jest w pełni komplementarna wobec projektu „Wielkiej Eurazji” i wręcz niezbędna do jego pełnej realizacji. W najbliższym czasie należy się zatem spodziewać stopniowego, powolnego, ale konsekwentnego i systematycznego zacieśniania i scalania Unii Europejskiej, współpracy Berlin-Moskwa oraz osi Moskwa-Pekin.

2018-09-04

ChRL światowym hegemonem? Wokół cyklu Hala Brandsa

Kilka miesięcy temu portal forsal.pl opublikował czteroczęściową analizę autorstwa Hala Brandsa pt. "Czy Chiny rzucą wyzwanie USA i staną się światowym mocarstwem?". Jak głosi tytuł, cykl poświęcony jest hegemonistycznym dążeniom władz ChRL i przedstawia metody, którymi Pekin dąży do obalenia mocarstwowej pozycji Stanów Zjednoczonych oraz ustanowienia własnej hegemonii na świecie.

Cykl jest niezwykle ciekawy i warty uzupełnienia (oraz, miejscami, polemiki), gdyż autor, choć reprezentuje demoliberalną szkołę w politologii, to w kilku swoich stwierdzeniach obala paradygmaty najbardziej fundamentalne dla tego dyskursu, który to, swoją drogą, w sposób znaczny przyczynił się do wzrostu potęgi komunistycznych Chin do stopnia, w którym państwo to zagraża Zachodowi i szerzej, wolnemu światu. W niektórych jednak kwestiach Brands niejako ślizga się po powierzchni tematu, nie stawiając kropki nad i, zarówno w warstwie analizy geopolitycznej i geostrategicznej, jak i „ideologicznej”, realnie oddziałującej na rzeczywistość. I tymi właśnie kwestiami zajmiemy się w poniższym artykule.

***

Hal Brands opisuje trzy poziomy, na których komunistyczne Chiny toczą walkę o światową hegemonię, stanowiąc wyzwanie dla pozycji USA oraz - dodajmy tu - pozycji wszystkich państw, zwłaszcza wolnego świata. Są to modernizacja Chińskiej Armii Ludowej i wzrost znaczenia potencjału militarnego komunistycznych Chin, wojna ideologiczna oraz tworzenie nowego, regionalnego i światowego porządku instytucjonalnego poprzez tworzenie sieci sojuszy realizujących interesy Pekinu.


Mniej więcej do przełomu XX i XXI wieku siły zbrojne ChRL reprezentowały poziom niewiele odbiegający od Armii Czerwonej w latach 50 i 60 XX wieku, i to pomimo rewolucji w technice wojskowej, która miała miejsce już w trzech ostatnich dekadach ubiegłego stulecia. Za przykład niech posłuży lotnictwo, które jeszcze na początku XXI stulecia wyposażone było w samoloty MiG 15, a także flota, niezdolna nawet do skutecznego operowania na wodach terytorialnych ChRL, co pokazał przytoczony przez Brandsa przykład tzw. kryzysu tajwańskiego w połowie lat ‘90.

                                 

Od początku XXI wieku sytuacja zmienia się jednak drastycznie na korzyść Pekinu. Komunistyczne Chiny bardzo powoli, ale konsekwentnie zwiększają swój potencjał militarny oraz starają się zniwelować zapóźnienie technologiczne w stosunku do krajów zachodnich, na czele z USA - krajem o najlepszej technice wojskowej, gwarantującej mu przewagę na oceanach świata, przestrzeni powietrznej nad niemal każdym krajem, a także, choć w mniejszym stopniu, na lądzie. Pekin stopniowo uzyskuje kontrolę i wyłączność na obszarach mórz chińskich, w basenie Pacyfiku Zachodniego oraz północnego i wschodniego obszaru Oceanu Indyjskiego. Niezwykle ważny jest tutaj obszar wyznaczony przez tzw. wewnętrzny i zewnętrzny łańcuch wysp, a także obszar wokół cieśnin malajskich. Od paru lat Pekin rozbudowuje swoją infrastrukturę w tym rejonie, na przykład poprzez budowę kanału Kra, przecinającego Półwysep Malajski czy też portów w Kyukpyu w Myanmie (Birmie), Hambantota na Sri Lance czy Gwadar w Pakistanie. Obiekty, jakimi są porty morskie mają służyć nie tylko budowaniu siły ekonomicznej, ale w perspektywie nic nie stoi na przeszkodzie, by stanowiły bazy dla chińskiej marynarki wojennej. Morze Południowochińskie (Zachodniofilipińskie) staje się zaś obszarem, na którym budowane są chrlowskie instalacje wojskowe. Komunistyczne Chiny dokonują też projekcji siły także na obszarach znajdujących się poza ich bliską zagranicą. W ubiegłym roku utworzono bazę marynarki wojennej ChALW w afrykańskim Dżibuti, a w tym samym niemal czasie odbyły się wspólne z marynarką wojenną Federacji Rosyjskiej ćwiczenia „Morskie Współdziałanie 2017” na wodach Morza Śródziemnego i Bałtyckiego. Chiny zamierzają również rozbudować infrastrukturę o charakterze militarnym na Wyspach Salomona, w Vanuatu, Tonga i Fidżi. Posiadanie przyczółków w postaci tych państw będzie otwierać Pekinowi drogę do hegemonii na Oceanie Spokojnym.

Kolejnym poziomem, na którym Chiny realizują swoją strategię ekspansji na świat, jest ideologia. Hal Brands artykułuje tutaj tezę bardzo ciekawą, rewolucyjną wręcz w stosunku do dotychczasowego dominującego dyskursu mówiącego o "końcu ideologii" i zastąpieniu jej czymś w rodzaju technokratycznego managementu: Pekin dokonuje ekspansji poprzez eksport własnej ideologii za granicę, promując model będący połączeniem totalitarnych (wg Brandsa "autorytarnych", które to określenie w odniesieniu do komunistycznego mocarstwa jest pomyleniem pojęć, jakże częstym współcześnie) metod rządzenia państwem z kapitalistycznymi i rynkowymi rozwiązaniami w gospodarce.

Komunistyczne Chiny wspierają totalitarne i autorytarne reżimy praktycznie na całym świecie, niejako stojąc na czele swoistego sojuszu dyktatorów. Hal Brands przytacza przykład Kambodży, której premierem jest Hun Sen, dawniej jeden z przywódców Czerwonych Khmerów, a także komunistyczną Angolę w Afryce Zachodniej. Ten sam proces ma jednak miejsce w przypadku wielu innych krajów, od Eurazji, przez Afrykę, aż po Amerykę Południową i Środkową. "Bratnia pomoc" ideologiczna od Wielkiego Brata z Pekinu odbywa się poprzez eksport ideologii, rozumianej jako teoria i praktyka sprawowania władzy, eksport know-how w zakresie inżynierii społecznej i budowy aparatu kontroli i represji, a wspomagana jest przez olbrzymie nieraz projekty inwestycyjne i infrastrukturalne, które porównać można do kolonializmu europejskiego, jednakże o obliczu o wiele bardziej opresywnym, niż ekspansja kolonialna białych poprzedników czerwonych Chin. W "wariancie minimum", Pekin prowadzi politykę nieingerencji w sprawy wewnętrzne trzecioświatowych sojuszników i wasali, jawiąc się jako bardzo dogodna alternatywa dla współpracy z państwami zachodnimi.


Pekin od kilku lat podważa również system władzy w krajach demoliberalnych, zarówno poprzez budowanie wpływów gospodarczych, jak i rozwój agentury wpływu, na czele ze sponsorowanymi przez siebie think-tankami czy też głośną ostatnio, głównie w USA, Kanadzie i Australii, (między innymi za sprawą dysydentki Doris Liu) sprawą funkcjonowania Instytutów Konfucjusza, które pod przykrywką nauki języka i kultury chińskiej prowadzą działalność służącą nie tylko budowaniu pozytywnego wizerunku komunistycznego totalitaryzmu, ale wręcz jego internalizowaniu, co świetnie pokazuje film dokumentalny w reżyserii Liu.

                                     
Wreszcie, obserwujemy dążenie ChRL do ustanowienia hegemonii poprzez budowę sieci sojuszy politycznych, gospodarczych i militarnych. Hal Brands pisze wprost o budowie „nowego międzynarodowego porządku instytucjonalnego”, alternatywnego wobec organizacji utworzonych i zdominowanych przez demokracje zachodnie, na czele z ONZ, NATO czy Unią Europejską. Owe instytucje to AIIB (Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych), RCEP (Regionalne Kompleksowe Partnerstwo Gospodarcze – inicjatywa łącząca kraje ASEAN plus Chiny, Indie, Japonię, Koreę Południową oraz Australię i Nową Zelandię) i wreszcie Nowy Jedwabny Szlak. Jednocześnie Pekin dąży do "wrogiego przejęcia" oranizacji międzynarodowych służących interesom świata zachodniego, na przykład Organizacji Narodów Zjednoczonych, APEC (Wspólnota Gospodarcza Azji i Pacyfiku), WTO oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy Banku Światowego.

***

Artykuł Hala Brandsa, choć w syntetyczny, a jednocześnie dosyć szczegółowy sposób ukazuje zagrożenie, jakim jest ekspansja ChRL, pomija kilka zagadnień, które są jednak dla analizowanego problemu kluczowe.

Po pierwsze, Brands dosyć zdawkowo opisuje fakt, że to właśnie Zachód pomógł Chinom uzyskać pozycję, która realnie mu zagraża, a niebawem będzie stanowić dla Zachodu zagrożenie śmiertelne. Miały w tym niestety udział same Stany Zjednoczone, w okresach od czasu nixonowskiego otwarcia na Chiny, a następnie – podwójnej kadencji Billa Clintona oraz Baracka Obamy. Współodpowiedzialność za wzrost potęgi Chin biorą zarówno liberalne i globalistyczne elity polityczne krajów zachodnich, zwolennicy „Realpolitik” uważający, że z Chinami należało „podzielić się” odpowiedzialnością nad biegiem spraw na świecie, jak i ich elity gospodarcze, motywowane chęcią zysku oferowanego przez Państwo Środka, które po śmierci Mao i wraz z rozpoczęciem epoki Denga i jego następców wdraża modelowy wręcz przykład leninowskiego NEP-u w dziedzinie gospodarki.

Komunistyczne Chiny wyciągnęły od Zachodu potężne środki finansowe, ale także pozyskały gotowe technologie, również w zakresie najnowszych, strategicznych dziedzin gospodarki i przemysłu (w tym również przemysłu zbrojeniowego, kosmicznego i IT), pozwalające na budowę swojej mocarstwowej pozycji na wszystkich opisywanych w omawianym cyklu polach. Ekspansja gospodarcza ChRL, która dokonała się w ciągu ostatniego niemal trzydziestolecia jest po prostu jednym z narzędzi wywierania politycznego wpływu przez ChRL, a chińskie korporacje funkcjonujące za granicą są de facto agentami wpływu KPCh – najbardziej chyba jaskrawym przykładem jest Huawei, kierowana przez oficerów chińskich specsłużb wojskowych czy głośny ostatnio ZTE. Można powiedzieć, że sprawdza się w tym przypadku leninowskie twierdzenie o „kapitalistach, którzy sami kupią sznur, na którym zostaną powieszeni przez komunistów”.

Po drugie, Hal Brands pomija w swoim cyklu współpracę ChRL z Rosją Sowiecką (wspomina o tym, owszem, ale w innych artykułach, co czyni obraz niekompletnym). Tymczasem to właśnie sojusz z Moskwą jest głównym motorem światowej strategii Pekinu na wszystkich opisywanych przez Brandsa poziomach, a tym samym głównym instrumentem mającym umożliwić komunistycznym Chinom zdobycie, sprawowanie i utrzymanie światowej hegemonii.


Rosja Sowiecka jest od wielu lat głównym dostawcą broni oraz systemów uzbrojenia do Chin, przez co w ogromnym stopniu od lat 90 ubiegłego stulecia do budowy i modernizacji potęgi militarnej ChRL. Przykładem jest lotnictwo ChALW, wyposażone w dużej mierze w sowieckie samoloty bojowe (łącznie z najnowszymi modelami i modyfikacjami starszych, jak w przypadku samolotu bojowego Su 37), marynarka wyposażona w kupowane w Federacji Rosyjskiej okręty czy też najnowsze zakupy – system przeciwlotniczy S-400, umożliwiający izolację pola walki i według dostępnych danych taktyczno-technicznych, zdolny do rażenia celów w kosmosie oraz rakiet. Od lat aktywnie współpracują ze sobą przemysły zbrojeniowe Rosji Sowieckiej i komunistycznych Chin, tworząc wspólne projekty broni, systemów uzbrojenia dla różnych rodzajów wojsk czy zespołów oraz podzespołów. Nie mniejszą rolę odgrywają regularne spotkania na wysokim szczeblu dotyczące obronności i bezpieczeństwa pomiędzy oficjelami obu krajów (od szczebla dowódców związków operacyjnych i taktycznych, po ministrów obrony i przywódców państw), czy wspólne ćwiczenia wojskowe (dwustronne oraz w ramach na przykład Szanghajskiej Organizacji Współpracy), mające nie tylko zamanifestować dwustronną współpracę, ale udoskonalać interoperacyjność między sojuszniczymi armiami i zgrać wojska. W dniach 11-15 września tego roku siły zbrojne ChRL mają wziąć udział w ćwiczeniach „Wostok ‘18”. Współpraca wojskowo-techniczna, sprzedaż broni oraz współpraca wojskowo-polityczna cały czas ulega wzmocnieniu i ogarnia coraz większe obszary.

Z punktu widzenia geopolityki, droga Chin do mocarstwowości wiedzie poprzez zapewnienie wyjścia na Pacyfik i dalej, na pozostałe oceany świata oraz lądowego wyjścia na Eurazję i dalej, na zachód, do „przylądka europejskiego”, jak określił Europę Mao. Droga w tym kierunku wiedzie przez obszary Azji Środkowej i Rosji. Federacja Rosyjska pełni zatem wobec Chin rolę strefy pomostowej z Europą Zachodnią, zaplecza strategicznego (wraz z obszarem Azji Środkowej), „lodołamacza” ekspansji arktycznej (Pekin i Moskwa coraz intensywniej współpracują na tym obszarze) oraz chińskiego „żandarma”. Dla Pekinu Moskwa jest również jednym z najważniejszych nośników swoich interesów na zewnątrz na forum międzynarodowym, gdzie oba państwa wzajemnie się wspierają. Ponadto, pomiędzy Pekinem a Moskwą wyraźny jest też swego rodzaju „podział pracy”, w którym obie strony uzupełniają się w strefach wpływów: ekspansja wojskowa Rosji Sowieckiej toruje drogę ekspansji gospodarczej ChRL (np. w Syrii) i odwrotnie, ekspansja ekonomiczna Chin toruje drogę wpływom politycznym czy agenturalnym Moskwy (np. na Bałkanach, a ostatnio w krajach afrykańskich, stanowiących jeden z głównych obszarów ekspansji ChRL).

Obydwa państwa wspierają się też w zakresie ekspansji ideologicznej, wojny informacyjnej i dezinformacji. Przykładem jest współpraca i synergia narracji państwowych mediów obydwu państw. Sputnik, Russia Today oraz zachodnie media będące ich pudłami rezonansowymi są adwokatami nie tylko polityki Moskwy, ale i polityki Pekinu, rezonując najważniejsze treści publikowane przez Xinhua, Global Times, People’s Daily i inne chrlowskie rządowe media.

Współpraca strategiczna Pekinu z Moskwą jest kręgosłupem sieci sojuszy tworzących „nowy instytucjonalny porządek” świata, takich jak Szanghajska Organizacja Współpracy (której Brands w cyklu nie wymienia), pretendująca ze zmiennym szczęściem do roli neosowieckiego, pan-eurazjatyckiego odpowiednika NATO (poszerzona niedawno o Indie i agresywny, islamistyczny i wyposażony w broń nuklearną Pakistan), BRICS, Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, New Development Bank czy ostatnio inicjatywa Nowego Jedwabnego Szlaku (Federacja Rosyjska, jeden z najważniejszych gości szczytu inicjującego NJS, jest po prostu jego północną „trasą”). Chińscy i rosyjscy bolszewicy pracują również wspólnie nad projektem „Wielkiej Eurazji”, mającym połączyć w jedną przestrzeń Unię Europejską (pod wodzą Niemiec lub sojuszu niemiecko-francuskiego), Federację Rosyjską i ChRL (wraz z wasalami, sojusznikami i peryferiami), a także „sprzęgnąć” organizacje „nowego porządku instytucjonalnego”. Oprócz tego, Pekin i Moskwa używają od dawna do realizacji swoich interesów organizacji międzynarodowych oraz ich organów, jak np. Rada Bezpieczeństwa ONZ, Światowa Organizacja Handlu czy G-20. Wreszcie, oś Pekin-Moskwa to centrum wspomnianego przez Brandsa nieformalnego sojuszu państw totalitarnych, skupiającego m.in. Iran, Pakistan, Kubę, Pakistan, Wenezuelę, Angolę, Zimbabwe, Syrię. Nie jest przypadkiem, iż większość z tych państw rządzona jest przez reżimy komunistyczne.

Tutaj dochodzimy do wspomnianego wyżej pomieszania pojęć politycznych. Hal Brands, tak samo zresztą jak bardzo wielu „mainstreamowych” politologów, mylnie utożsamia totalitaryzm z autorytaryzmem. Według tej wykładni, „dobremu” demoliberalizmowi przeciwstawiony jest „zły” autorytaryzm – pojęcie-worek, do którego wrzucono Xi Jinpinga, Mao, Putina, Stalina, Breżniewa, Hitlera, Łukaszenkę, Miloszewicia, Chomeiniego, Mussoliniego, Franco i Piłsudskiego. Tymczasem, system panujący w ChRL jest systemem totalitarnym, a konkretnie totalitaryzmem komunistycznym, bolszewickim, dostosowanym do aktualnych wyzwań i „mądrości etapu”, który różni się od autorytaryzmu tym przede wszystkim, że dąży do absolutnej kontroli zarówno społeczeństwa jako całości, jak i jednostek składających się na nie.

O ile autorytaryzm (chociażby w wydaniu generała Franco, marszałka Piłsudskiego czy nawet Benito Mussoliniego) stawiał sobie pozytywne cele i je realizował, o tyle celem komunistycznego totalitaryzmu jest w teorii i praktyce władza wąskich elit (w tym wypadku KPCh oraz władze większości państw sojuszniczych) poprzez przekształcenie społeczeństw i narodów w twory przypominające gniazda owadów społecznych, takich jak termity czy mrówki. Elementem nowoczesnego chińskiego komunizmu jest model gospodarki, będący korporacyjnym, oligarchicznym kapitalizmem nomenklaturowym, z wiodącą rolą kompartii, bezpieki i wojska. Model ten umożliwia Pekinowi możliwość funkcjonowania w ramach światowego systemu neoliberalnego, a przez to, oddziaływanie polityczne na zewnątrz. To, plus uzyskane w ten sposób nowoczesne technologie, pieniądze oraz know-how czynią omawianą wyżej strategię ChRL jeszcze bardziej skuteczną. Komunistyczne Chiny z takim właśnie modus operandi mogą stać się przykładem nie tylko dla Federacji Rosyjskiej, Myanmy czy Zimbabwe, ale także dla krajów zachodnich i ich elit politycznych oraz gospodarczych.

Można też z całą pewnością powiedzieć, iż prognozy Anatolija Golicyna sprzed ponad trzydziestu lat o utworzeniu „Światowej Federacji Komunistycznej” stają się faktem, a ucieleśnieniem tych prognoz jest tworzenie nowego porządku międzynarodowego pod przewodnictwem Chin i przy znaczącym współudziale Federacji Rosyjskiej. Faktem w pełni dokonanym prognoza ta stanie się, jeżeli do projektu „Wielkiej Eurazji” włączy się Europę. Wiodącymi krajami w UE są Niemcy i Francja, których elity coraz śmielej kwestionują nie tylko Pax Americana, ale i samą amerykańską obecność w Europie i postulują otwartym tekstem utworzenie sojuszu Europa-Rosja Sowiecka-ChRL.

Źródła:

2018-04-08

Putin 4.0


Zwycięstwo Putina w „wyborach prezydenckich”, które odbyły się 18 marca 2018 roku, w czwartą rocznicę aneksji Krymu przez Rosję Sowiecką, było oczywistością. Wysoka frekwencja i wysoki wynik towarzysza pułkownika – na tle poprzednich – świadczy o legitymizacji jego kolejnej kadencji i mocnej pozycji w neosowieckiej elicie. Wysokie "poparcie" Putina należy jednak traktować nie tak, jak w przypadku przywódców państw demokratycznych, ale jako efekt sprawności aparatu państwowego oraz poparcie Putina przez grupę, bądź konglomerat grup faktycznie sprawujący władzę w Federacji Rosyjskiej.


Źródło: larussophobe

Era Putina a długofalowa strategia

Anatolij Golicyn w wydanej w roku 1984 książce „Nowe kłamstwa w miejsce starych...” przewidział, że po okresie pieriestojki i liberalizacji nadejdzie czas rekomunizacji, konsolidacji i umocnienia władzy sowieckiej, połączony ze wzmocnieniem i rozszerzeniem bloku komunistycznego. Nie przewidział on, że władza komunistyczna porzuci ideologię oraz dotychczasowe formy instytucjonalne, ani też tego, że Związek Sowiecki ulegnie rozpadowi. Ale są to jedynie "szczegóły techniczne", gdyż pod względem czy to personalno-kadrowym, czy to prawnomiędzynarodowym, czy to kierunków polityki wewnętrznej i zagranicznej, mamy do czynienia z kontynuacją systemu sowieckiego, więzy łączące byłe republiki sowieckie i kraje „postkomunistyczne” z centralą w Moskwie nie zostały (z małymi wyjątkami) zerwane, a tym samym jest to spełnienie lwiej części prognoz Golicyna.

Można powiedzieć, że w efekcie transformacji ustrojowej, partia komunistyczna została zastąpiona w roli wiodącej siły politycznej przez aparat bezpieczeństwa, który zresztą przeprowadził operację „przebudowy”: według różnych szacunków, od 70 do 80 procent elit politycznych Federacji Rosyjskiej wywodzi się z sowieckich specsłużb – głównie z KGB i jej spadkobierczyni – FSB, ale również SWR (kontynuacja I Zarządu Głównego KGB), wojska, GRU, FSO, SBP i ostatnio Gwardii Narodowej. Wielu politologów i historyków twierdzi, że faktycznym rządem Federacji Rosyjskiej jest nie rząd aktualnego premiera ani nawet administracja prezydenta, tylko Rada Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, w której czołowe miejsca zajmują wysokiej rangi czekiści i wojskowi.

To właśnie za panowania Putina rozpoczęto wdrażanie opisanej przez Golicyna fazy powrotu do praktyk totalitarnych i reintegracji bloku. Powstał sojusz Rosji Sowieckiej z komunistycznymi Chinami: rozpoczęto wielowymiarową współpracę polityczną, dyplomatyczną, wojskową i ekonomiczną (bądź ją zacieśniono tam, gdzie istniała wcześniej), powstały mniej lub bardziej formalne, mniej lub bardziej sprawnie działające organizacje i platformy współpracy, których kręgosłupem jest sojusz Moskwa-Pekin. Rozpoczęto proces reintegracji i reaktywacji imperium sowieckiego głównie w oparciu o starą komunistyczną nomenklaturę i agenturę, ale także o wspólnotę interesów gospodarczych i politycznych pomiędzy "dawnym" centrum a peryferiami. Również i temu nadane zostały mniej lub bardziej sprawne organizacje i instytucje. To w „erze Putina”, Federacja Rosyjska rozpoczęła wdrażanie tzw. doktryny Fomina, mającej początek jeszcze na przełomie lat 70 i 80 ubiegłego wieku, a której celem jest utworzenie neutralnej Europy nie tylko przy pomocy wpływów agenturalnych, dyplomatycznych i politycznych, ale także z pomocą bardziej atrakcyjnej dla przywódców zachodnich ekspansji gospodarczej, zwłaszcza surowcowej.

Zupełnym „przypadkiem” właśnie za prezydentury Putina bolszewicy albo ich poputczicy zaczęli przejmować władzę w krajach dotąd niekomunistycznych, w szczególności w krajach Ameryki Łacińskiej, takich jak Brazylia, Wenezuela, czy Boliwia. Chwalona przez demoliberalnych intelektualistów konwergencja pomiędzy totalitarnym Wschodem a demokratycznym Zachodem przybrała szczytowe rozmiary, doprowadzając do znaczącego osłabienia świata zachodniego, na czele z USA (co przynajmniej spowolniła administracja Trumpa).

Mniej więcej na przełomie dwóch pierwszych dekad XXI wieku wdrożono tak zwany „prawicowy NEP”, polegający na wspieraniu i wykorzystaniu w charakterze agentury wpływu i użytecznych idiotów ruchów kontestujących system demoliberalny, zarówno z prawa, jak i lewa. Trzeba tu zauważyć, iż polityka ta bazuje na zbieraniu zysków z prowadzonej wcześniej, jeszcze za czasów ZSRS „konwergencji” z Zachodem oraz implantowania tam komunizmu w postaci tzw. marksizmu kulturowego, gramszyzmu czy politycznej poprawności. W tej operacji mainstreamowe elity liberalne i lewicowe z krajów Europy Zachodniej i USA, przeniknięte przez globalistów i tzw. „Pokolenie ‘68” z jednej strony, jak i prorosyjscy (prosowieccy) konserwatyści, prawica i nacjonaliści (czy też radykalna, „antysystemowa” lewica), stanowią dwa ostrza tych samych, kagiebowskich nożyc.

Za czasów Putina poważnie zainwestowano także w wojsko. Siły zbrojne Federacji Rosyjskiej zmodernizowano pod względem organizacyjnym i technologicznym na tyle, że nie przypominają już one stanu z lat ‘90 XX wieku, wojen czeczeńskich, a nawet agresji na Gruzję z 2008 roku. Co więcej, siły zbrojne i przemysł zbrojeniowy Rosji Sowieckiej stały się realnym i skutecznym instrumentem polityki, nie tylko w sensie stricte (wspomniana wojna pięciodniowa przeciw Gruzji, aneksja Krymu i walki w Donbasie, bratnia pomoc dla Syrii), ale jako skuteczny „straszak” i instrument w ramach polityki dezinformacji. Jeszcze kilka lat temu każdy, kto wskazywał na zagrożenie militarne ze strony Moskwy, skazywał się na określenie mianem „zoologicznego antykomunisty” i „zimnowojennego oszołoma”. Teraz zagrożenie dostrzegają wysocy rangą oficerowie sił zbrojnych USA czy Wielkiej Brytanii, przez co można stwierdzić, iż strategią niejako równoległą ze strategią „środków aktywnych” i dezinformacji jest wywołanie otwartej wojny przeciw Zachodowi. Poza tym, udowodniono (między innymi dzięki relacjom dezerterów z aparatu bezpieczeństwa, na czele z Aleksandrem Litwinienko) wsparcie, jakie Moskwa udziela ekstremistom islamskim: od Al Kaidy, poprzez irańskich ajatollahów, Hamas, Hezbollah, aż po Państwo Islamskie.

Dyplomacja, dywersja ideologiczna i działalność agentury z jednej, a grożby i coraz bardziej agresywne zachowanie z drugiej, to dwa końce tej samej polityki Moskwy, dialektycznej polityki „walki i porozumienia”, a mówiąc prostszymi słowami – kija i marchewki: jeśli otoczenie będzie tolerować i akceptować politykę Kremla, to ten dobrotliwie ograniczy się do dywersji, a jeśli nie, to skazuje się na coraz bardziej spektakularne, tragiczne i uderzające centralnie w infrastrukturę krytyczną akty agresji.

W polityce wewnętrznej, bezpieczniacka elita, na czele z FSB, zawiaduje nie tylko procesami politycznymi i społecznymi w ich strategicznych punktach i odcinkach, ale jest w stanie sprawować kontrolę nad niemal każdym aspektem życia społecznego i jednostkowego. Inżynieria społeczna i sowietyzacja trwa w dalszym ciągu, jedynie zmieniono instrumenty. Czekiści (i pomniejsze, zależne od nich „nadwyczajne kasty”) nadal traktują zwykłych Rosjan jak bydło. Cała przestrzeń publiczna, łącznie z mediami i internetem jest praktycznie w całości kontrolowana przez państwo, w szczególności za sprawą restrykcyjnego prawodawstwa oraz wzmacniania aparatu bezpieczeństwa, które wdrażano podczas poprzednich kadencji Władimira Putina na formalnie najwyższych stanowiskach. Nie likwiduje się już jednak całych klas społecznych czy narodów uznanych za wrogie polityczne mordy mają charakter „punktowy” (wyjątek stanowi ludobójstwo Czeczenów i Inguszy): od czasu do czasu „nieznani sprawcy" pozbawieni szyi i poczucia humoru zabiją jakąś niepokorną dziennikarkę, opozycyjnego polityka, czekiści zaproszą dezertera ze swoich szeregów na radioaktywną herbatkę, wysmarują drzwi neurotoksyną albo wysadzą bloki mieszkalne celem umieszczenia na świeczniku swojego człowieka, a historyka badającego sowieckie zbrodnie oskarży się o pedofilię.

Również w warstwie symbolicznej Federacja Rosyjska już coraz bardziej otwarcie nawiązuje do swego bolszewickiego dziedzictwa. W roku 2009 lider rzekomo opozycyjnej Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, Giennadij Ziuganow, otrzymuje w dniu urodzin od Putina wiele mówiący prezent: „Manifest Komunistyczny” Marksa i Engelsa. Patronami nowo utworzonej Gwardii Narodowej zostali Feliks Dzierżyński i NKWD. Ponownie otwarto muzeum Dzierżyńskiego, w której to ceremonii uczestniczyli deputowani rosyjskiej Dumy oraz oficerowie FSB. W powstałej niedawno w Moskwie "Alei Przywódców" znalazły się popiersia Lenina, Stalina i wszystkich pozostałych przywódców ZSRS. Z okazji zeszłorocznego "Dnia Pobiedy" na rosyjskich portalach zakupowych można było nabyć replikę munduru czekisty... dla dzieci! Niedawny sondaż opinii publicznej wykazał, że dla ogromnej większości Rosjan najwybitniejszą postacią historyczną jest Józef Stalin. Kult Stalina, Armii Czerwonej, CzeKa, GPU, OGPU, NKWD i KGB ma charakter oficjalny, a badaczy i aktywistów badających i piętnujących komunistyczne zbrodnie prześladuje się.

Sam Putin wielokrotnie deklarował identyfikację z systemem komunistycznym, począwszy od słynnego dictum o "upadku ZSRS jako największej katastrofie geopolitycznej XX wieku", poprzez wspomniany urodzinowy prezent dla Ziuganowa, wielokrotnie wyrażanej dumy ze służby w KGB, skończywszy na całkiem niedawnych wypowiedziach, w których stwierdził, że „nigdy nie złożył legitymacji partyjnej KPZR”, przyznał słuszność ideologii komunistycznej, a także zrównał komunizm z chrześcijaństwem, a Lenina i Stalina z prorokami i chrześcijańskimi świętymi.



Putin nie jest samowładnym „carem”, ani „Fuehrerem”, jak jest powszechnie postrzegany. Jest on po prostu emanacją korporacji czekistów – pełni funkcję bardziej przypominającą „prezesa zarządu” Siloviki Inc., albo „Wielkiego Brata”. Ma on uosabiać aparat władzy, skupiając na sobie zarówno uwielbienie, jak i nienawiść, tak na rynku wewnętrznym, jak i za granicą. Putin to twarz współpracy z ChRL czy Iranem z jednej, i z Niemcami i Francją z drugiej. Dla ogłupiałych konserwatystów i nacjonalistów ma być „białym carem”, który wyzwoli Zachód z tyranii lewactwa i od zagrożenia islamskiego, a dla równie ogłupiałych elit demoliberalnych i lewicowych – uosobieniem podnoszącej głowę reakcji albo nieobliczalnym dyktatorem, który użyje broni masowej zagłady, gdy Zachód nie będzie chciał się z Moskwą układać. Dla zsowietyzowanych oraz imperialno i nacjonalistycznie nastawionych Rosjan ma być ukochanym wodzem, skupiającym jednocześnie nienawiść nielicznej i niewiele realnie znaczącej rosyjskiej opozycji. Władimir Władimirowicz to jednocześnie celebryta – bohaterski czekista, który nie tylko ratuje „Matuszkę Rassiję” z wszelakich opałów, ale pokonuje każdego konkurenta w judo, poluje na tygrysy syberyjskie, jeździ konno topless po syberyjskiej tundrze. Wreszcie – Putin jest niezbędny do firmowania aktualnego etapu omówionej wyżej długofalowej strategii oraz do jej kolejnych, planowanych etapów. I między innymi również dlatego otrzymał takie poparcie, jakie otrzymał.

Próba prognozy

Rozpoczynająca się czwarta kadencja Putina będzie kontynuacją poprzednich, połączoną z umacnianiem ich zdobyczy, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. Najważniejsze elementy polityki wewnętrznej Moskwy pozostaną niezmienne: wzmacniany będzie czekistowski establishment i poszczególne służby specjalne, należy się spodziewać zwiększania kontroli nad społeczeństwem, tym razem przy użyciu coraz to nowszych zdobyczy technologii, zapewniających skuteczną kontrolę (częściowo uzyskanych od Chińczyków). Jednocześnie, równie ważnym priorytetem rozpoczynającej się kolejnej kadencji Putina będzie przygotowywanie sukcesji, mającej na celu przetrwanie i konserwację systemu stworzonego w ostatnich osiemnastu latach.

W polityce zagranicznej Federacja Rosyjske będzie wzmacniać sojusz z ChRL, korzystny dla czekistowskich elit, mocarstwowych ambicji Moskwy oraz długofalowej sowieckiej strategii. Nieprzypadkowo jednym z pierwszych przywódców gratulujących Putinowi zwycięstwa był właśnie Xi (tekst pełen frazesów o „wspólnym budowaniu nowego porządku światowego przez Pekin i Moskwę), a jedni z pierwszych zagranicznych oficjeli odwiedzający Rosję Sowiecką to minister spraw zagranicznych ChRL Wang Yi oraz minister obrony ChRL, gen. Wei Fenghe. Nawiasem, wybór Putina na kolejną kadencję szefowania czekistowskiemu syndykatowi (całkiem możliwe, że dożywotnią) zbiega się z nadaniem przez chińską kompartię równie „dożywotniej” kadencji Xi Jinpingowi, co jest kolejnym sygnałem wygaszania „pieriestrojkizmu” i trwałego powrotu do otwartego totalitaryzmu.

Pierwsza po „wyborach” wizyta zagraniczna Putina (w Turcji) świadczy o tym, że rozwijany będzie nowy kierunek polityki zagranicznej, mający na celu trwałe pozyskanie sojuszników na Bliskim Wschodzie, już nie tylko „tradycyjnie” promoskiewskich Iranu i Syrii, ale też odciągniętej od sojuszu z USA Turcji.

Moskwa będzie coraz bardziej zuchwale prowadzić politykę reintegracji „bliskiej zagranicy” oraz ekspansji w Europie Zachodniej, połączoną z rozbijaniem więzi transatlantyckich. Można spodziewać się, że w trakcie rozpoczynającej się czwartej kadencji Putina dojdzie do scalenia współpracy Moskwa-Berlin (Bruksela), Moskwa-Pekin oraz Moskwa-Teheran (Ankara) w jedną, pan-eurazjatycką przestrzeń strategiczną, prawdopodobnie pod szyldem chrlowskiego Nowego Jedwabnego Szlaku. Można też spodziewać się przynajmniej próby ostatecznego zerwania więzi politycznych i wojskowych łączących Stany Zjednoczone z Europą. Tutaj przykładem jest sprawa otrucia rodziny Skripalów oraz manewry, jakie przeprowadziła Flota Bałtycka na wodach, pod którymi przebiega gazociąg Nord Stream , a w przyszłości przebiegać ma Nord Stream 2. Moskwa daje krajom zachodnim sygnał: po pierwsze, że może zrobić wszystko i spotka się to co najwyżej z symboliczną reakcją, a po drugie, że brak współpracy będzie się spotykał z coraz większą agresją.

2018-03-12

Trendy, analizy i prognozy (2)


Na poziomie wewnętrznym, Federacja Rosyjska już jakiś czas temu obrała kurs na powrót do zaostrzenia jawnego terroru i powrotu do otwarcie totalitarnych praktyk, będących kliszą polityki prowadzonej w epoce Stalina i Breżniewa. Wzmacniana jest FSB, czyli główny pion aparatu bezpieczeństwa, de facto stanowiący (jako kontynuacja KGB) najwyższą kastę w systemie władzy. Utworzono nowy rodzaj bezpieki: kilkusettysięczną Federalną Służbę Wojsk Gwardii Narodowej – zmilitaryzowaną formację, służącą do pacyfikacji niepokojów wewnętrznych oraz terenów okupowanych, ale również multiplikującą zadania bezpieczniackie, kontrwywiadowcze i wywiadowcze FSB i SWR. Jest to zarówno element omawianej „ucieczki do przodu”, jak i etap długofalowej strategii sowieckiej. Prezydent Putin dąży do tego, by system, który budował przez ostatnie dwie dekady przeżył jego samego i uzyskał największą możliwą trwałość i stabilność.
Tym, co ma wzmocnić pozornie niewydolny neosowiecki system, mają być chińskie inwestycje w system władzy panujący w Federacji Rosyjskiej i w czekistowskie elity – nie tylko inwestycje o charakterze gospodarczym, finansowym czy surowcowym, ale omówione wcześniej strategiczna współpraca polityczna, wojskowa, a także wzajemna współpraca w zakresie bezpieczeństwa, polegająca na wymianie informacji wywiadowczych (sztandarowym przykładem jest sprawa Lee) oraz wymianie technologii i „know-how” w zakresie inwigilacji i kontroli społeczeństwa.
Dużo mówi się ostatnio o rychłym upadku Rosji Sowieckiej albo/i rozpadzie po szwach narodowościowych. Ale „smuta” będzie stanem tymczasowym (patrząc z perspektywy długofalowej), po którym nadejdzie kolejny etap wzrostu siły. Ponadto, ten hipotetyczny i prognozowany stan będzie wykorzystany paradoksalnie na korzyść czekistowskich elit, przede wszystkim jako szantaż w celu znoszenia sankcji, pozyskania nowych źródeł finansowania i transferu technologii oraz wymuszenia kolejnych „detente” i „resetów” ze światem Zachodu, który obawiając się destabilizacji Rosji i strefy sowieckiej, wpompuje w nią finansową i inwestycyjną kroplówkę; właściwie już teraz tak właśnie uzasadnia się politykę części zachodniego establishmentu.Jeśli zaś jakimś „cudem” na świeczniku zostałaby osadzona tzw. opozycja demokratyczna (na przykład politycy w rodzaju Nawalnego), to ewentualne reformy będą płytkie i pozorowane, a czekistowskie Głębokie Państwo będzie i tak na tyle silne, żeby sprawować pełną kontrolę, choćby miała to być kontrola pośrednia. Ewentualny rozpad Federacji Rosyjskiej może być manewrem takim samym, jak rozpad ZSRS: pozornie niepodległe respubliki zachowałyby więzy z sowiecką centralą (być może Czeczenia Kadyrowa jest poligonem doświadczalnym takiego rozwiązania).
Podobna tendencja, czyli powrót do w pełni totalitarnej pragmatyki władzy, ma też miejsce u sojuszników zza Amuru. Xi Jinping, przy aprobacie politbiura KPCH oraz Centralnego Komitetu Wojskowego przy KC KPCH, powraca do praktyk przypominających rządy Mao Zedonga i zapewnia sobie dożywotne kierowanie kompartią i państwem. Wzmagają się prześladowania dysydentów politycznych, społecznych i religijnych – czy to osób i ruchów domagających się poprawy spraw socjalno-bytowych i reform gospodarczych, czy to wyznawców tybetańskiego buddyzmu, ujgurskich muzułmanów, czy to – w sposób szczególnie okrutny – rosnących liczebnie wyznawców kościołów chrześcijańskich. Wdrażane „seryjnie” są zupełnie nowe, oparte o korzystanie z big data, systemy kontroli jednostki i całego społeczeństwa, pozwalające m.in. na prewencyjne rozpoznanie osób i grup uznanych za „niebłagonadiożnych”.
***
Nie spełniły się ani prognozy mówiące, że ekipa Donalda Trumpa obierze kurs izolacjonistyczny w polityce zagranicznej, ani przewidujące obranie kursu przychylnego Moskwie. I mało prawdopodobne, że spełnią się one podczas aktualnej kadencji Trumpa. Wydaje się, że wiodącą rolę w nowej administracji uzyskali generałowie oraz oficerowie służb specjalnych mający świadomość tego, iż USA zostały, w szczególności za prezydentury Baracka Obamy, okrążone, oblężone i niemalże wyizolowane przez tandem Pekin-Moskwa oraz ich bardziej znaczących sojuszników, co przyznał pod koniec ubiegłego roku nawet aktualny sekretarz obrony USA, gen. James Mattis. W aktualnej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego za głównych przeciwników i główne zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych, ich interesów i sojuszników uznane zostały właśnie komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka; jako szczególne zagrożenie potraktowano współpracę pomiędzy tymi państwami. Obecne amerykańskie elity przyjęły do wiadomości, że sojusz Pekin-Moskwa to stan naturalny, a nadzieje na jego rozbicie przez politykę „różniczkowania” to mrzonki.

W takim układzie żywotnym, strategicznym interesem i celem Ameryki jest powstrzymywanie wpływów Moskwy i Pekinu tam, gdzie jest to możliwe i ustanowienie nowego, korzystnego dla siebie i chcacych tego sojuszników podziału stref wpływów na świecie. Jeśli trzeba – to przy użyciu twardej, militarnej siły. Stąd odbudowa, bądź powrót do rozbudowy potencjału militarnego USA i ich sojuszników, powrót do inicjatyw takich jak tarcza antyrakietowa, dostarczenie Ukrainie broni zabijającej, wspieranie walczących z Państwem Islamskim i reżymem Baszara Assada Kurdów, podtrzymanie i rozszerzanie sankcji wobec Rosji Sowieckiej oraz ostre forsowanie sankcji wobec państw wspierających reżim Kim Jong Una. I wreszcie – atak powietrzny, w efekcie którego został zniszczony cały batalion sowieckiego PMC „Wagner”.

Ważnym elementem nowej doktryny strategicznej jest budowanie alternatywnego wobec sowieckiego systemu dystrybucji gazu ziemnego w Europie. I naturalnie, wzmacnianie obecności wojskowej w Europie Środkowo-Wschodniej, praktycznie w obrębie sowieckiej strefy oddziaływania politycznego, agenturalnego i militarnego, inwestycja w lokalne elity patriotyczne i antysowieckie i stworzenie w dalszej perspektywie Sojuszu Międzymorza, wymierzonego przeciw, a przynajmniej w konkurencji do projektu Pekin-Moskwa-Berlin. Zupełnie innym, otwartym tematem jest to, na ile ta inwestycja się powiedzie i czy aby już nie jest niweczona przy pomocy różnych czynników...
Administracja Trumpa stara się również grać na odradzające się lub potencjalne potęgi regionalne (niektóre mające możliwość stania się potęgami światowymi). Ważne miejsce w nowej strategii geopolitycznej USA mają Australia, Nowa Zelandia, Kanada czy wreszcie Wielka Brytania, również zagrożona przez komunistyczne mocarstwa (ostatnia sprawa zatrucia Skripała pokazuje to dobitnie), i której, z drugiej strony, Brexit umożliwi odbudowę mocarstwowej pozycji. Japonia czuje złowrogi oddech Rosji Sowieckiej, okupującej Kuryle i Karafuto, a także rosnącej potęgi komunistycznych Chin i Korei Północnej, stąd nie tylko zwrot w stronę Ameryki, ale i rehabilitacja tradycji imperialnych oraz remilitaryzacja i odejście od pacyfistycznych paradygmatów polityki obronnej i zagranicznej. Indiom nie jest po drodze przebywanie w klubach państw, w których karty rozdają Rosja Sowiecka i Chiny (te ostatnie chcące uczynić również Ocean Indyjski własnym akwenem).
Obecna polityka Waszyngtonu, zmierzająca do przywrócenia Stanom Zjednoczonym pozycji wiodącego supermocarstwa światowego spotyka się ze wzmożeniem działań sabotażowych, prowadzonych równocześnie przez Federację Rosyjską, ChRL, zachodnich globalistów, część ponadnarodowych korporacji i komunistyczno-lewacki internacjonał, dżihadystów i ich zaplecze organizacyjne w krajach islamskich, część nacjonalistycznych i „prawicowych” fanów Putina oraz establishment Unii Europejskiej, czy z elity niemieckie, chcące emancypacji od USA i odrodzenia Wielkiej Rzeszy przy pomocy Rosji Sowieckiej i Chin. Te nieraz ostro skonfliktowane ze sobą grupy łączy w istocie jedna megastrategia, realizowana metodą golicynowskich „nożyc”. Jej priorytet jest niezmienny w zasadzie od dekad: osłabienie, a wręcz obalenie amerykańskich „jastrzębi”, destablilizacja wewnętrzna Stanów Zjednoczonych oraz ich geostrategiczna degradacja, a w długofalowej perspektywie – nowy porządek światowy z kluczową rolą sojuszu Pekin-Moskwa, prognozowany przez Anatolija Golicyna, a postulowany otwarcie już nie tylko przez Putina i Xi, a przez postępowych, demokratycznych i światłych Europejczyków, takich jak Sigmar Gabriel.
***
Państwo Islamskie przestało właściwie istnieć (poza przyczółkami w południowo-wschodniej Syrii) jako struktura posiadajaca władzę nad danym terytorium i ludnością, ale nie oznacza to końca ekstremizmu islamskiego. Trwać on będzie jako idea, wypływająca wprost z istoty islamu, a wzbogacona zapożyczeniami z europejskich modernistycznych doktryn i niemałym wsparciem logistycznym sowieciarzy, zarażająca głowy kolejnych „samotnych wilków” i „cool jihadis”. Poza tym nie wiadomo, co tak naprawdę stało się z wierchuszką ISIS po zdobyciu Rakki. Możliwe jest odtworzenie Kalifatu na jakimś innym, trudno dostępnym terenie, dalej istnieją organizacje będące franczyzami Państwa Islamskiego, a część kadr wzmacnia Al-Kaidę. Innym naturalnym terenem „rozśrodkowania” Kalifatu jest… Europa. Kluczowe kwestie są następujące: po pierwsze, ilu jego przywódców, i jak wysokiej rangi, ukryło się pośród milionowych już fal imigrantów zalewających Niemcy, Francję czy kraje skandynawskie, po drugie – ile jest na terenie Europy uśpionych komórek terrorystycznych i jakim dysponują zapleczem sprzętowym i logistycznym na miejscu.

Poza tym, strategiczną próżnię po Państwie Islamskim będą wypełniać Iran i Turcja. Pierwszy to niejako „tradycyjny” sojusznik Federacji Rosyjskiej i Chin. Turcja zaś, w opozycji do USA, NATO i krajów Europy, zamierza zreaktywować Imperium Ottomańskie, islamistyczne i nacjonalistyczne, coraz bardziej blatujące się z Moskwą i Pekinem.
Islamizacja Europy będzie trwała niezależnie od aktualnej siły ekstremistycznych organizacji islamskich. Już obecnie, mieszkańcy krajów Europy Zachodniej powoli przyzwyczajają się do „no-go zones”, w których Francja, Szwecja czy Niemcy straciły suwerenność, a które rządzone są albo przez paramilitarne i paramilicyjne bojówki islamistyczne, albo arabskie, tureckie czy kurdyjskie gangi. Elity krajów europejskich (zarówno lewicowe, jak i prawicowe) ulegają konwergencji z coraz głośniejszym, liczniejszym (nie wiadomo, ilu dokładnie na terenie Europy przebywa tzw. „uchodźców”, ani też ilu jest faktycznie białych konwertytów) i agresywniejszym islamem, czego ostatnimi przejawami była faktyczna segregacja płciowa podczas sylwestrowych imprez w Niemczech (tzw. „strefy wolne od gwałtu” dla kobiet) czy też żądania muzułmanów, aby w stołówkach publicznych wydawano wyłącznie posiłki halal.

***
Scenariusz opisany w „Uległości” Houllebecq’a jest coraz bliższy spełnienia. Przy czym należy zauważyć, że realny demoliberalizm, a właściwie opisany w „Wielkim Arrangement” konwergencyjny demobolszewizm wyczerpuje swoje dotychczasowe możliwości i formułę. Rosną w siłę ruchy sprzeciwu wobec systemu, zarówno z prawa, jak i z lewa. Wraz z nacjonalizmem francuskim czy niemieckim (ocierającym się o neonazizm), do głosu dochodzą regionalizmy i separatyzmy. Katalończykom nie udało się uzyskać niepodległości od Hiszpanii, głównie dzięki bardzo stanowczej reakcji Madrytu. Ale ujawnienie się podobnych ruchów – czy to w Hiszpanii, czy to w innych krajach europejskich, na przykład w Belgii – jest w najbliższej przyszłości pewne. Niewielu zwróciło uwagę na to, co działo się w trakcie wizyty Donalda Trumpa na szczycie G-20 w Hamburgu, gdzie bolszewickie bojówki Antify nie tylko zdemolowały infrastrukturę miejską, grożąc przy tym ludziom, ale i w małych grupach rozgramiały pododdziały policji w sile batalionu. Był to znak tego, iż należy się spodziewać reaktywacji terroryzmu komunistycznego, anarchistycznego i lewackiego, podobnego do tego, z jakim kraje zachodnie miały do czynienia w latach 60., 70., i 80. ubiegłego wieku. Ponadto dowiedziono, że komórki Antify, czyli współczesnej wersji Czerwonych Brygad czy RAF, utrzymują kontakty i współpracują z bardzo egzotycznymi pod względem ideologii sojusznikami – Państwem Islamskim i Al Kaidą.
Entropia Zachodu będzie też rodzić sprzeciw przejawiający się nie tylko w powstawaniu legalnych partii sprzeciwu: niedawno głośno było o aresztowaniu oficerów Bundeswehry pod zarzutem przygotowywania zamachu na ośrodki dla imigrantów. W „Uległości” przedstawiona jest rozmowa Francoise’a z oficerem francuskiego kontrwywiadu, którego poglądy skrajnie dalekie były od obowiązującej politycznej poprawności i pochwały „multi-kulti”. Środowiska wojska, służb i „głębokiego państwa” w krajach zachodnich będą w miarę kryzysu brać sprawy we własne ręce.
Wszystkie te czynniki mogą w najbliższych latach doprowadzić do poważnych kryzysów, łącznie z zamieszkami na masową skalę, wojnami domowymi czy nawet zbrojnymi konfliktami międzynarodowymi. W europejskim kotle mieszają i będą mieszać szamani z Kremla i Łubianki, wspierając każdą ze stron i manipulując kryzysem wedle strategii nożyc. W dogodnym momencie, to Rosja Sowiecka zaoferuje się jako „wyzwoliciel” i „katechon”, a komunistyczne Chiny jako gwarant stabilności ekonomicznej i politycznej, z Nowym Jedwabnym Szlakiem i nowymi, wspaniałymi metodami kontroli społeczeństwa i represji.
W tym kontekście, trwająca już prawie od dekady wojna domowa w Syrii jest z perspektywy Rosji Sowieckiej, ChRL i USA (ze wskazaniem na Kreml/Łubiankę) swoistym poligonem, na którym można testować najróżniejsze rodzaje broni (łącznie z najnowszymi) oraz praktyczne rozwiązanie różnego rodzaju strategii i operacji. Rosja Sowiecka wspierająca reżim Assada testuje między innymi wystrzeliwane z okrętów nawodnych i podwodnych rakiety manewrujące „Kalibr”, najnowsze systemy obrony przeciwlotniczej S-400, nowe modele samolotów i śmigłowców bojowych nowych generacji, czy też drony rozpoznawcze i bojowe. Na jak najbardziej realnym polu walki testowana jest nowa organizacja sił zbrojnych FR, których trzonem są teraz wysokomobilne związki operacyjne i taktyczne, a równie ważną rolę pełnią wojska specjalne (z jednolitym dowództwem) czy rozpoznawcze. Można również przetestować, jak sprawdzi się przestarzły sprzęt znajdujący się na wyposażeniu sojuszniczej Syrii – izraelski F-16 został zestrzelony przez sowiecki system przeciwlotniczy, który do seryjnego użycia wszedł w latach ‘50. Sowieciarze mogą wreszcie sprawdzić opcję bezpośredniego, a jednocześnie (jakkolwiek dziwnie to zabrzmi) pośredniego ataku na siły USA – zapewne taki był jeden z celów rajdu korporacji najemniczej „Wagner” na obiekty sojuszniczych sił kurdyjskich, obsadzone jednocześnie przez amerykańskich specjalsów, po którym Putin i Szojgu będą poważnie musieli zrewidować taktykę i działania operacyjne, jeśli nie całą strategię.
Ze względu na wewnętrzne uwarunkowania narodowościowe, etniczne, religijne i polityczne, wojna w Syrii jest z perspektywy Rosji Sowieckiej idealnym sprawdzianem na wypadek podobnych wydarzeń… w Europie.
***
Przeprowadzając kolejne próby nuklearne i rakietowe oraz grożąc atakiem nuklearnym na Koreę Południową, Japonię czy Guam, Kim Jong Un po prostu oznajmił światu, że oto Korea Północna stała się państwem nuklearnym, z pełnymi możliwościami użycia broni jądrowej i że zarówno bezpośrednie otoczenie, czyli Korea Południowa i Japonia oraz wyspiarskie państwa Pacyfiku Zachodniego zależne od USA, jak również same Stany Zjednoczone będą musiały się z tym faktem liczyć. Mając na podorędziu nieobliczalnego (a przynajmniej uznawanego za takiego) "Człowieka-rakietę", ChRL i Rosja Sowiecka będą w przyszłości coraz skuteczniej szantażować świat, a tym samym zwiększać pole manewru zarówno w polityce lokalnej, jak i globalnej.


Ostatnie pokojowe zapowiedzi Kima, w związku z olimpiadą w Pyongchang, to jedynie mydlenie oczu przywódcom Zachodnim. I na dłuższą metę nie pomogą tutaj nawet ultrakompromisowe deklaracje Trumpa. Jeśli tylko Kim poczuje słabość USA, jeśli tylko uzna, że dostał przysłowiowy palec, sięgnie po rękę i powróci do poltyki szantażu.

2018-02-04

Trendy, analizy i prognozy (1)

Większość noworocznych podsumowań skupia się na wymienianiu konkretnych wydarzeń, jednak ważniejsza i więcej mówiąca jest analiza bardziej ogólnych procesów, trendów i tendencji w polityce. O ile zupełnie bezsensowne są próby precyzyjnego prognozowania przyszłych wydarzeń, o tyle szersze procesy polityczne można w miarę precyzyjnie przewidzieć, rozważając różne alternatywy.
Spróbujmy zatem dokonać przeglądu najważniejszych procesów politycznych, rozgrywających się nie tylko w ostatnim roku, a na przestrzeni ostatnich kilku lat i przewidzieć alternatywy ich przebiegu.



***
Rok 2017 był bardzo niechlubną, setną rocznicą przewrotu bolszewickiego, którego tragiczne skutki odczuwamy do dzisiaj, często nie zdając sobie z tego sprawy. Praktycznie we wszystkich jubileuszowych analizach dominuje traktowanie bolszewizmu jako zjawiska historycznego, podczas gdy istnieje aż nadto dowodów, że bolszewizm-komunizm wcale nie upadł wraz z "jesienią ludów" roku 1989 roku, ani z "rozpadem" Związku Sowieckiego. Jednymi z niewielu opracowań dotyczących tego problemu, przynajmniej w polskim dyskursie politologicznym, są książki autorstwa Dariusza Rohnki: "Fatalna Fikcja. Nowe oblicze bolszewizmu, stary wzór" oraz "Wielkie Arrangement" (wydane odpowiednio w 2001 i 2007 roku), w których autor (powołując się m.in. na Anatolija Golicyna, Jeffa Nyquista czy śp. Christophera Story) analizuje całościowo cztery poziomy procesu transformacji: jej historyczną genezę, trwanie komunistycznych struktur władzy w krajach "postkomunistycznych", proces konwergencji komunizmu (w wydaniu sowieckim) z zachodnim demoliberalizmem oraz poziom geopolityczny, w którym najważniejszym elementem jest reaktywacja (a właściwie przebudowa) bloku komunistycznego, którego centrum stała się oś Pekin-Moskwa.
Można zaryzykować stwierdzenie, że tzw. "transformacja ustrojowa" jest jednym z głównych czynników, oddziaływujących na aktualną sytuację na świecie, jeśli nie najważniejszym. Dopiero obecnie zaczynamy obserwować i doświadczać pewne długofalowe konsekwencje tej operacji politycznej. Jeszcze kilka lat temu opracowania, które wskazywały na fałszywy charakter transformacji można było znaleźć obok teorii o planecie Nibiru i inwazji Reptilian, dzisiaj nawet liberalny i lewicujący mainstream przyznaje, że w Federacji Rosyjskiej jednak faktycznie rządzi kagiebowski reżim, w Chinach - partia komunistyczna, które mogą zagrozić Zachodowi zarówno swym potencjałem militarnym, jak i dezinformacyjnym, że obalony niedawno w pałacowym, bezpieczniacko-wojskowym puczu Robert Mugabe to rasistowsko-komunistyczny despota, a za rosnącym w siłę wojującym islamem stoją nie tylko saudyjscy i katarscy szejkowie, ale i oficerowie z Łubianki.
***
Najważniejszym procesem rozgrywającym się na przestrzeni ostatniego czasu w polityce światowej jest zaostrzanie się zimnej wojny pomiędzy "blokiem kontynentalnym" pod wodzą Pekinu i Moskwy, czyli współczesną mutacją bloku komunistycznego, a "blokiem zachodnim" pod wodzą USA.
Systematycznie wzmacnia się symbioza pomiędzy komunistycznymi Chinami a Rosją Sowiecką, obejmuje ona też coraz to nowe obszary aktywności tych państw. Zwiększa się zakres i poziom dwustronnej współpracy polityczno-wojskowej: pod koniec ubiegłego roku odbyły się drugie ćwiczenia sił powietrzno-kosmicznych Federacji Rosyjskiej i ChRL w zakresie obrony przeciwrakietowej. Wspólnie ćwiczą chińska i sowiecka bezpieka, a cykliczne manewry "Morskie Współdziałanie" organizowane są pod nosem NATO, na Bałtyku, przez co Pekin i Moskwa demonstrują współpracę o światowym zasięgu. Spotkania polityczno-wojskowych czynników kierowniczych obu stron mają już charakter cykliczny. Intensyfikuje się też współpraca gospodarcza, handlowa i surowcowa. Chiński kapitał ma coraz większy udział w sowieckim przemyśle wydobywczym, zwiększeniu ulega transfer gazu i ropy z Federacji Rosyjskiej do Chin, a ponadto obydwa państwa współpracują w zakresie uruchomienia szlaku transportowego przebiegającego przez Ocean Arktyczny i eksploatacji surowców spod jego dna.
Oficjalnie otwarto polityczno-gospodarczą Inicjatywę Pasa i Szlaku (na której to imprezie głównym gościem Xi Jinpinga był nie kto inny, tylko Putin), planowane jest jej połączenie z Eurazjatycką Unią Gospodarczą i Szanghajską Organizacją Współpracy. Złączenie chińskich, sowieckich i europejskich/niemieckich polityczno-gospodarczych inicjatyw integracyjnych (coraz bardziej możliwe, że właśnie pod szyldem Nowego Jedwabnego Szlaku) ma na celu stworzenie paneurazjatyckiej przestrzeni strategicznej, łączącej UE/Niemcy, Federację Rosyjską i komunistyczne Chiny.
W tandemie Moskwa-Pekin zauważalny jest „podział pracy”, w którym obie strony wzajemnie się uzupełniają, przy czym jednak rola kierownicza przypada Chinom, natomiast rola strategicznego „tarana” i zaplecza - Federacji Rosyjskiej. Moskwa toruje drogę Pekinowi na terenach uznawanych przez oba państwa za aktualne i potencjalne strefy wpływów: za sowieckimi wpływami agenturalnymi, dyplomatycznymi czy też wojskowymi wchodzą chińskie inicjatywy gospodarcze, których faktyczny cel jest jednak stricte polityczny, na przykład w Syrii (konkretnie w części opanowanej przez rządy Assada i wspierające go wojska sowieckie). Gdzie indziej zaś, Chiny są - jak określił to dr Targalski - „zastępczą Rosją”: jest tak na terytoriach, na których Moskwa ma ograniczone pole manewru, nie jest akceptowana, bądź jest za słaba, by je opanować, na przykład w republikach Azji Środkowej czy na terenie Międzymorza bałtycko-czarnomorskiego. Dwustronna współpraca wynika z interesów zarówno Moskwy, jak i Pekinu, stąd jest to tendencja trwała i niejako naturalna, w przyszłości będzie się ona pogłębiać, a na obecnym etapie stanowi bardzo poważne zagrożenie dla USA i wolnego świata.
Daje się również zauważyć tendencję do oficjalnego podłączenia do omówionego układu Niemiec. Niemiecki establishment polityczny już niemal oficjalnie mówi o wypowiedzeniu sojuszu z Ameryką i oficjalnej współpracy z Moskwą i Pekinem. Tu jednak wiele jeszcze zależy od wojskowej i ekonomicznej obecności amerykańskiej w Europie, kryzysu wspólnot europejskich (kiedy i w jaki sposób rozpadnie się Unia Europejska), sytuacji wewnętrznej najważniejszych graczy w Europie (kwestia zasadnicza – czy w Niemczech, we Francji i w Belgii zapanuje prawo szariatu, czy nacjonaliści, z reguły reprezentujący opcję eurazjatycką) i warunków, na jakich Niemcy miałyby do tego układu przystąpić. Tak czy inaczej, kształtowanie się osi Pekin-Moskwa-Berlin jest już faktem.

***
Sama Moskwa – jak określił to niedawno dr Jerzy Targalski – ucieka do przodu przed nadchodzącym kryzysem (zresztą jest ona jednym ze stałych wariantów gry Kremla/Łubianki od 1917 roku, a obecnie można to odnieść do całości bloku Pekin-Moskwa). Nie może pokonać Stanów Zjednocznonych, ich sojuszników oraz części własnych potencjalnych ofiar militarnie, zatem ucieka się do złożonych operacji wywiadowczych, czy wywoływania konfliktów o niskiej intensywności: konfliktów regionalnych, które jednak oddziaływują na szersze otoczenie międzynarodowe. Jednymi z najsilniejszych kart Moskwy są aktywa służące prowadzeniu operacji cybernetycznych oraz operacji wpływu – prowadzenia agentury politycznej oraz pożytecznych idiotów czy wreszcie operacji terrorystycznych i paraterrorystycznych.
Wydaje się, że wraz z włączeniem się w wojnę domową w Syrii, Rosja Sowiecka na długi czas zabezpieczyła sobie dostęp z jednej strony do dużej i znaczącej części Bliskiego Wschodu, a z drugiej do Morza Śródziemnego i Morza Czerwonego. Dzięki temu będzie mogła wzmacniać i rozszerzać swoje wpływy poprzez rozgrywanie lokalnymi konfliktami. Neosowiecka machina dezinformacyjna już przyznała Moskwie pierwszeństwo w pokonaniu ISIS i walce z islamskim ekstremizmem, obecnie trwa rozgrywka walką Kurdów o niepodległość, a w zanadrzu chociażby sięgający początku islamu konflikt sunnicko-szyicki czy rywalizacja o hegemonię w świecie islamu sunnickiego, głównie pomiędzy Arabią Saudyjską a Turcją. Moskwa rozgrywa też Izrael, m.in. przy pomocy zagrożenia ze strony Iranu, Syrii, Hamasu i Hezbollahu. Również obecna wojna informacyjna prowadzona przeciw Polsce przez część żydowskiego establishmentu ma widoczną sowiecką inspirację i wsparcie.
W Europie Zachodniej i Środkowo-Wschodniej Moskwa wdrożyła i będzie posługiwać się strategią nożyczek, rozgrywając z jednej strony tradycyjnie prosowieckim demoliberalnym mainstreamem stawiając się jako obrońca status quo, z drugiej zaś najnowszą generacją swojej agentury wpływu – skrajnie prawicowymi, nacjonalistycznymi i skrajnie lewicowymi (w mniejszym stopniu) ruchami opozycyjnymi, stawiając się na pozycji potężnego sojusznika w walce ze „zgniłym Zachodem”, i demoliberalnym systemem. Do tego dochodzi już właściwie jawne i widoczne rozgrywanie i zarządzanie kryzysem imigracyjnym, islamskim terroryzmem i „miękką” islamizacją. Rosja Sowiecka może z czasem zdecydować się – zwłaszcza w Europie Środkowej – na coś, co określiłem kiedyś jako „polityczny outsourcing”: jako że starzy bolszewicy, stara agentura i stare metody kontroli zużywają się, ich miejsce zajmą siły niepodległościowe, prawicowe i narodowe, które – czasem nawet zupełnie nieświadomie – będą realizować, albo chociażby wpisywać się w międzynarodową strategię i taktykę Moskwy.

Rosja Sowiecka stara się też zminimalizować skutki „naturalnego” obniżenia cen ropy naftowej i gazu ziemnego, połączonego z sankcjami i atakiem ekonomicznym ze strony USA i Saudów poprzez uzyskiwanie i wywieranie wpływu na państwa OPEC. Kluczowe jest to, na ile wywieranie wpływu będzie skuteczne, o ile OPEC obniży wydobycie ropy i na ile całą operację zaognia kampania dezinformacyjna, mająca za cel sianie paniki i prognozowanie podwyższenia cen ropy.