2016-08-20

Xi Jinping wzywa do utworzenia nowego porządku światowego

1 lipca 2016 roku podczas inauguracji 95. rocznicy powstania Komunistycznej Partii Chin, Xi Jinping - przewodniczący tej partii, a zarazem przywódca ChRL wygłosił przemówienie, w którym m.in. zaproponował Federacji Rosyjskiej stworzenie sojuszu polityczno-militarnego, który stawiłby czoła USA i NATO:
"Aktualnie obserwujemy agresywne działania USA zarówno przeciwko Rosji, jak i Chinom. Wierzę, że Rosja i Chiny mogą stworzyć sojusz, wobec którego NATO będzie słabe, i który przyniesie kres imperialistycznym ambicjom Zachodu."
Chiński gensek nie poprzestał wyłącznie na tych agresywnych deklaracjach:
"Świat jest na skraju radykalnej zmiany. Widzimy, że Unia Europejska stopniowo rozpada się, widzimy, jak upada gospodarka Stanów Zjednoczonych. I wszystko to skończy się nowym rozkładem sił na świecie. W ciągu dziesięciu lat możemy spodziewać się nowego porządku świadowego, w którym kluczowym czynnikiem będzie sojusz pomiędzy Chinami a Rosją."


Źródło: thediplomat



Analitycy nie bez racji wskazują na kontekst bieżący - wyrok Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Hadze, temperujący chińskie roszczenia wobec Morza Południowochińskiego. O wiele ważniejsze jednak są tutaj kwestie strategiczne. Chiński gensek otwartym tekstem wyraził bowiem długofalowe i dalekosiężne cele komunistycznych elit tego państwa, które są celami bolszewickiej, długofalowej strategii, ujawnionymi chociażby przez Anatolija Golicyna. Treść tego przemówienia nie powinna zaskakiwać nikogo, kto analizuje politykę zagraniczną Chińskiej Republiki Ludowej bez oglądania się na polityczną poprawność. Jaki jest jego konkretny sens? Właściwie jest on tak jasny i oczywisty, że wypada jedynie przypomnieć to, co już na tym blogu zostało napisane na temat polityki ChRL i sojuszu z Moskwą:
1. Strategiczne cele kierownictwa Komunistycznej Partii Chin Ludowych są następujące: sojusz polityczno-wojskowy z Federacją Rosyjską, wspólne z Moskwą obalenie mocarstwowej pozycji Stanów Zjednoczonych, dezintegracja struktur politycznych świata zachodniego (na czele z Paktem Północnoatlantyckim) i wreszcie, wspólne zdobycie i utrzymanie światowej dominacji - ustanowienie nowego porządku światowego, w którym kierowniczą rolę będzie pełnić sojusz Pekin-Moskwa.
2. ChRL i Federacja Rosyjska to naturalni sojusznicy. Obydwa państwa są państwami totalitarnymi, komunistycznymi. Różnica między nimi polega na tym, że w Rosji Sowieckiej panuje komunizm ukryty, natomiast w ChRL komunizm jawny, przechodzący fazę NEP-u. Komunizm (w każdej odmianie) jest z natury globalistyczny, a to, w połączeniu z uwarunkowaniami geopolitycznymi jest czynnikiem warunkującym wspólne interesy i sojusz pomiędzy komunistycznymi Chinami i Rosją Sowiecką. Mimo braku oficjalnej odpowiedzi z Moskwy na słowa Xi, nie powinno ulegać wątpliwości, że cele chińskich komunistów mają tam poparcie; ten sam cel przyświeca rządzącym tam czekistom. Patrząc zaś z Pekinu, mocarstwowe cele Chiny mogą osiągnąć jedynie poprzez strategiczny sojusz z Federacją Rosyjską, która dla Chin pełni funkcję zaplecza strategicznego, zaplecza inwestycyjnego, dostarczyciela i trasy tranzytu surowców naturalnych, strefy łącznikowej z Europą, a także swego rodzaju „żandarma”.
3. Przemówienie Xi Jinpinga to nie tylko potwierdzenie celów długofalowej bolszewickiej strategii, ale i wezwanie towarzyszy-czekistów z Moskwy do jeszcze większego zacieśniania sojuszu. Chiny i Rosja Sowiecka od dawna bowiem połączone są współpracą polityczno-wojskową. Od początku lat 90. Pekin i Moskwa wspólnie koordynują politykę obronności i bezpieczeństwa; cały czas spotykają się chrlowscy i sowieccy oficjele różnych szczebli, odpowiedzialni za obronność i służby specjalne. Od ponad dekady mają miejsce cykliczne wspólne ćwiczenia sił zbrojnych oraz służb specjalnych i policji obydwu krajów – tego lata były to wspólne ćwiczenia świeżo utworzonej Gwardii Narodowej FR oraz Chińskiej Ludowej Policji Zbrojnej, na jesień planowane są kolejne ćwiczenia „Morskie Współdziałanie” na Morzu Południowochińskim. Siły zbrojne ChRL są klientem Rosji Sowieckiej, która sprzedaje im m.in. najnowocześniejsze systemy rakiet przeciwlotniczych, samoloty myśliwskie i bombowe, systemy ICBM, okręty wojenne, nie mówiąc o broni podstawowej na wyposażeniu żołnierzy. Zbrojeniówki ChRL i FR wspólnie realizują modernizację starych projektów i budowę nowych (w tym myśliwców wielozadaniowych i bombowców strategicznych). Współpraca ma miejsce pomiędzy bezpiekami obydwu krajów oraz pomiędzy aparatami propagandy i dezinformacji. Oś Pekin-Moskwa jest fundamentem Szanghajskiej Organizacji Współpracy – paktu o charakterze m.in. politycznym i wojskowym. Chiny i Rosja Sowiecka wspierają się wzajemnie w zakresie polityki wewnętrznej i zagranicznej – w ostatnim czasie Pekin wsparł Moskwę w kwestii Krymu, natomiast Moskwa poparła chińskie roszczenia na Morzu Południowochińskim.
Na koniec, kwestia zasadnicza: czy jest możliwe rozłożenie USA i NATO oraz światowa dominacja osi Pekin-Moskwa?
Pewne jest to, że w ciągu najbliższych 10 lat dojdzie do wzmocnienia sojuszu pomiędzy ChRL a Rosją Sowiecką - zacieśniania wzajemnej współpracy, a także zwiększenia ilości pól, na których ta współpraca ma miejsce. Możliwe, że dojdzie do utworzenia oficjalnego sojuszu, łączącego obydwa kraje, albo do wzmocnienia roli na przykład SCO.
Od pewnego czasu Rosja Sowiecka i ChRL prowadzą - niejako synergicznie - coraz bardziej agresywną politykę względem otoczenia. W Europie Środkowowschodniej Rosja Sowiecka wykorzystuje Ukrainę jako zakładnika celem wymuszania na państwach zachodnich korzystnych dla siebie decyzji, w Syrii zaś - w celu indukowania islamskiej inwazji. Jednocześnie cały czas prowokuje kraje zachodnie, grożąc agresją militarną. Chiny coraz ostrzej roszczą sobie prawa do basenu Zachodniego Pacyfiku, który już od dawna uznają za mare nostrum. Ten trend wydaje się stały - agresja kierowana w stronę otoczenia międynarodowego, zwłaszcza w stronę Zachodu, będzie rosła. Kluczowe jest również to, jak rozwinie się sowiecki i chiński potencjał wojskowo-techniczny.
Ale spójrzmy na inne czynniki, które mogą ułatwić wdrażanie bolszewickiej strategii. USA - obecnie centrum tzw. "wolnego świata" - stoją przed wyborem pomiędzy Hillary Clinton a Donaldem Trumpem. Kandydatka Demokratów kiedyś powiązana była z ruchami inspirowanymi i infiltrownymi przez komunistyczne agentury, a obecnie odpowiedzialna jest za "reset" z Moskwą i Pekinem, ale także przekazywanie sowietom najnowszych technologii. Trump zapowiada zaś powrót do polityki izolacjonistycznej, przychylnie wypowiada się o Putinie, jego kampania była finansowana przez podmioty zbliżone do sowieciarzy. Jeśli przyjać, że Hillary Clinton jest w jakimś zakresie zadaniowana przez sowiecką i chińską agenturę, tak Trump jest przez agentury oplatany. Tak czy inaczej, jakkowiek zapowiedzi o upadku jej gospodarki należy włożyć między dezinformacyjne mity, Ameryka jeszcze długo odczuwać będzie skutki obamowsko-clintonowskiego resetu. Kraje należące do NATO, takie jak Niemcy czy Francja już od drugiej wojny w Zatoce Perskiej zachowują się tak, jakby były sowieckimi końmi trojańskimi w NATO.
Unia Europejska rozpada się i proces ten najpewniej sfinalizuje się w ciągu najbliższej dekady. Europa podminowana jest też radykalnym islamem, który obecnie ma geostrategiczne zaplecze w postaci samozwańczego kalifatu. Turcja po nieudanym puczu przeciw Erdoganowi przystąpiła - jakkolwiek nieoficjalnie i możliwe, że tylko tymczasowo - do ligi państw, w której dominującą rolę pełnią Moskwa i Pekin, a jednocześnie pod rządami Erdogana staje się państwem islamistycznym. Bardzo prawdopodobne jest to, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat dojdzie w części krajów Europy do islamskiego powstania, czy prób islamistycznych przewrotów. Jedno jest pewne - żyjemy w ciekawych czasach, a będziemy żyć w jeszcze ciekawszych.

Źródło:
Arthur Dominic Villasanta, Xi Calls for ‘New World Order’ Dominated by China and Russia and the Elimination of the US: http://www.chinatopix.com/articles/98199/20160814/xi-calls-new-world-order-dominated-china-russia-elimination.htm#ixzz4Hn320EXP

2016-02-28

Hipoteza robocza

Trzeba być skrajnie naiwnym, żeby sadzić, iż Maria Kiszczak wydała dokumenty bezpieki przechowywane przez swojego męża „z potrzeby serca” albo w wyniku zmian patologicznych powstałych w mózgu na skutek starzenia się organizmu. Najbardziej plugawy peerelowski czekista nie mógł nie mieć wpływu na zachowanie swojej żony, także i po swojej śmierci. Kiszczakowa sama zresztą przyznała później, że dokumenty przekazała IPN na przedśmiertne żądanie męża.

W tym temacie jesteśmy siłą rzeczy skazani na formułowanie hipotez opartych wyłącznie na poszlakach i domysłach. Jaki mógł być zamiar bolszewika, który zaczynał w kontrolowanej przez sowietów informacji wojskowej, dowodził bezpieką wojskową i cywilną, nadzorował peerelowski odcinek operacji Pieriestrojka, i który najprawdopodobniej – o czym już pisałem – był jednym z zakulisowych szefów bezpieczniackiej oligarchii po sfingowanym upadku komunizmu?

Sprawa Lecha Wałęsy nie jest tutaj wcale najważniejsza. To, że Wałęsa był TW „Bolkiem” jest faktem znanym praktycznie od czasów podziemnej „Solidarności” i stanu wojennego, a obszernie omówionym i zbadanym co najmniej od roku 2008, kiedy ukazała się książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka na temat współpracy Wałęsy z SB. Zresztą nawet bez wiedzy o agenturalnych uwikłaniach Wałęsy widać było wyraźnie, że człowiek ten jest – cytując Józefa Mackiewicza – „jawnym współpracownikiem” komunizmu i użytecznym idiotą, do tego jeszcze skrajnie egoistycznym i łakomym na frukty władzy.

Ujawnienie faktu posiadania „prywatnych” archiwów nie tylko przez Kiszczaka, ale też przez wysokich rangą oficerów bezpieki jest ostatecznym obaleniem mitu „Solidarności” i ostatecznym potwierdzeniem (i to de facto przez ludzi bezpieki!) tego, że w tzw. III RP prawdziwą władzę stanowią przetransformowane, zakulisowe struktury komunistyczne, oparte właśnie na bezpiece, a politycy zajmujący oficjalne stanowiska idą na pasku „Ubekistanu”.

Wydaje się, że kombinacja operacyjna „Szafa Kiszczaka” ma kilka strategicznych celów. Pierwszy z nich to stworzenie wrażenia, że bezpieczniacki układ słabnie wprost proporcjonalnie do wieku równie przysłowiowych, co realnych „starych komuchów” i „starych ubeków”. Słowem – że „porządek pookrągłostołowy”/magdalenkowy/III RP/PRL-bis” pewnie i istniał, ale wraz ze śmiercią Jaruzelskiego i Kiszczaka oraz ujawnianiem ich archiwalnej spuścizny kończy swój żywot. Drugim celem wydaje się być „oczyszczenie przedpola” dla nowej politycznej agentury wpływu, nowych „słupów” grupy faktycznie trzymającej władzę. Elity, które umownie można określić jako okrągłostołowe – zarówno o genezie solidarnościowej, jak i komunistycznej – po prostu z czasem zużyły się i skompromitowały. Stopniowo zużywa się model pieriestrojkowego demobolszewizmu. Każdy system władzy musi trwać – w szczególności komunizm/neokomunizm – stąd niezbędna jest wymiana kadr co jakiś czas poprzez „spalenie” starej agentury, by ją wymienić na nową. Poza tym, stare trepy z WSI czy esbecy młodsi stopniem wcale nie są aż tacy starzy, a rolę ich słupów wcale nie muszą pełnić PO, UW, PSL, SLD, ani też Palikot czy ugrupowania lewackie…


Nie wolno zapominać o tym, że wszystkie tropy prowadzą do Moskwy. Faktyczną centralą układu okrągłostołowego jest Rosja Sowiecka. Operacja sfingowanego „końca postkomunizmu” może być inspirowana bezpośrednio z Moskwy, aczkolwiek nie musi. Zresztą, wszystkie akcje podejmowane przez struktury bezpieczniackie są realizowaniem interesów Rosji Sowieckiej nad Wisłą. Sowieciarze również, co jakiś czas, wymieniają zużytą agenturę w swoich strefach wpływów na nową. W dłuższej perspektywie, interesy Kremla i Łubianki w Polsce wcale nie muszą być realizowane przez starą agenturę i stare elity okrągłostołowe. Równie dobrze, reprezentantem Rosji Sowieckiej może być  na przykład „prawica”, widząca w Putinie „katechona” – sojusznika przeciwko „zgniłemu zachodowi”, „banksterom”, Unii Europejskiej, wrażym Niemcom czy islamskiemu najazdowi. Ważnym elementem tła, na którym rozgrywa się operacja „Szafa Kiszczaka” jest „prawicowy NEP” Putina, który od kilku lat pozycjonuje się właśnie w tej roli. Rosja Sowiecka stopniowo rezygnuje z „ręcznego sterowania” swoimi strefami wpływu za pomocą starych „czystych” komunistów i starej bezpieki na rzecz swego rodzaju outsourcingu, w którym interesy Moskwy realizowane są przez siły prawicowe, patriotyczne, nacjonalistyczne i konserwatywne, a od niedawnego spotkania papieża Franciszka z patriarchą cerkwi kagiebowskiej Cyrylem, także Kościół Katolicki.

2016-02-07

Trzeci poziom spisku

Nie ulega właściwie żadnej wątpliwości, że tzw. „kryzys migracyjny” nie jest w istocie kryzysem, a konsekwencją kryzysu – trwającego od ponad czterech dekad procesu islamizacji Europy.

Nie jest jednak moim zamiarem wykazywanie po raz kolejny, jak wielkim zagrożeniem dla cywilizacji europejskim (a właściwie dla żywego trupa tejże) jest islam i islamizm, a zastanowienie się, kto odniesie z tego procesu największe korzyści.

Profesor Olavo de Carvalho, przywoływany wielokrotnie na łamach tego bloga, w komentarzu pod tytułem „The owners of the World”[1] charakteryzuje trzy główne projekty globalistyczne oraz grupy interesu, które za nimi stoją. Pierwszy z nich to projekt „rosyjsko-chiński” (lub „eurazjatycki”), który realizowany jest przez elity polityczne Rosji Sowieckiej i ChRL – kremlowskich czekistów i chińską kompartię. Drugim jest projekt globalistów zachodnich (przy czym de Carvalho wyraźnie zaznacza, że projektu tego nie powinno się określać mianem „anglo-amerykańskiego”), którzy rekrutują się między innymi ze środowisk finansjery, demoliberalnych polityków i „intelektualistów”, w ramach struktur takich, jak Rada ds. Stosunków Międzynarodowych, Klub Bilderberg, Komisja Trójstronna, ale również elity rządzące strukturami Unii Europejskiej. Wreszcie, ostatnim projektem globalistycznym jest globalizm muzułmański, realizowany przez Bractwo Muzułmańskie (wg prezydenta Czech, głównego organizatora najazdu „uchodźców” na Europę), rządy niektórych państw muzułmańskich i cześć przywódców religijnych islamu.




Proces islamizacji Europy, ze szczególnym wskazaniem na tzw. „kryzys migracyjny” to splot interesów wszystkich wyżej wymienionych grup realizujących swoje globalistyczne projekty. Grupy te w aktywny sposób sterują tym procesem.

Interesy globalistów islamskich

Dla globalistów islamskich sprawa jest oczywista. Celem ich jest stworzenie „Światowej Ummy” muzułmańskiej i „Światowego Kalifatu Islamskiego”. Europa to w optyce wielu liderów islamskich „Dar Al Harb”, w dosłownym tłumaczeniu – „dom wojny”, „dom niewiernych”, który musi zostać wszelkimi dostępnymi metodami zislamizowany i dołączony do „Dar al Islam”/”Dar as Salaam”. W pierwszej kolejności czekają tereny, które w średniowieczu i późniejszych wiekach znajdowały się pod panowaniem czy to wczesnych kalifatów arabskich, czy to Imperium Ottomańskiego. Zarówno napływ ludności islamskiej (najpierw gastarbeiterów, a obecnie imigrantów z krajów islamskich), pokojowa działalność misyjna finansowana w pierwszej kolejności przez Królestwo Arabii Saudyjskiej, ale także przez szyicki Iran, a nawet bardziej świeckie reżymy islamskie, a także terroryzm to elementy tej długofalowej strategii. Świat islamu, w tym muzułmańskie struktury polityczne o globalistycznych aspiracjach nie są jednak skonsolidowane, brakuje im koordynacji polityki, nie mówiąc już o krwawych konfliktach na różnym tle.

Sytuację zmienić może pojawienie się Państwa Islamskiego. Daesh jest de facto organizacją bandycką, organizacją terrorystyczną, która posiada państwo w klasycznym rozumieniu tego słowa: terytorium i ludność, nad którymi sprawuje suwerenną kontrolę.  Poza tym – co jest bardzo ważne, jeśli chodzi o wewnętrzne oddziaływanie IS na świat islamu – Kalif Państwa Islamskiego, Abu Bakr Al Baghdadi wywodzi się z tego samego rodu, z którego pochodził prorok Muhammad i pierwsi kalifowie.


Ale mimo to, globaliści islamscy wciąż nie mają i nie będą mieli możliwości organizacyjnych i logistycznych, by sfinalizować swoją strategię wobec Europy i świata. Stąd też globalizm islamski pełni i będzie pełnił rolę instrumentu w rękach globalistów zachodnich i globalistów sino-sowieckich. Nawet pomimo tego, że Bractwo Muzułmańskie, Al Kaida, irańska bezpieka, a całkiem możliwe, że i Państwo Islamskie posiadają rozbudowaną agenturę wpływu i komórki terrorystyczne w USA.

Interesy globalistów zachodnich

Dlaczego większość demoliberalnych elit Europy nie widzi zagrożenia w napływie islamu? Dlaczego ludzie tacy, jak George Soros pomagają ulokowanym na greckich wyspach imigrantom poprzez rozdawanie ulotek, których treść ma pomóc „uchodźcom” (w „poborowym” wieku i takowej kondycji fizycznej) w osiedleniu się w krajach europejskich? Dlaczego europejskie lewactwo z entuzjazmem patrzy na „wielokulturowość”, w tym na islamizację? Dlaczego szwedzka lewica zakazuje sodomitom demonstrować na ulicach (a z pomocą gejom przychodzą… nacjonaliści z Nordisk Ungdom)? Dlaczego peerelowskie feministki, takie jak Kazimiera Szczuka, widzą w muzułmańskich mężczyznach alternatywę dla „wąsatych i spasionych Januszy”? Dlaczego lewicowe władze Kolonii ukrywały pochodzenie sylwestrowych gwałcicieli, a Bundespolizei tłumiła pokojowe demonstracje PEGIDY, a nie wybryki kolorowego lumpenproletariatu?



Na pierwszy rzut oka zachowanie globalistów, demoliberałów i marksistów kulturowych wydaje się bezdenną, prowadzącą do samobójstwa głupotą: przecież islam ma się do zachodniego oświecenia jak przysłowiowa pięść do nosa. O ile chrześcijanie czy żydzi mogą – w optyce doktryny islamu – liczyć na status dhimmi,  o tyle demoliberalizm zasługuje na całkowite zgładzenie ze strony wierzących, gdyż w islamie (tak samo, jak w przedpoborowym rzymskim katolicyzmie) władza pochodzić może tylko od Boga, a nie od „ludu”. Pozwolenie na zabijanie nienarodzonych dzieci, uśmiercanie kalek i starców, przywileje dla „mniejszości seksualnych” itp. (urastające do rangi „praw człowieka”) – karane są w islamie bardzo surowymi i okrutnymi karami. Indyferentyzm religijny to shirk – pogaństwo i bluźnierstwo wobec Boga, a tolerancja religijna obowiązuje teoretycznie tylko wobec chrześcijan i żydów – pod warunkiem, że mają oni status obywateli drugiej kategorii; wyznawcy innych religii to „politeiści” i niewierni, mający dwie alternatywy – konwersję na islam albo śmierć.

Jednakże jeśli przyjrzymy się bliżej prawdziwym, a ukrytym pod ideologicznym bełkotem celom politycznym demoliberalnych i neomarksistowskich elit, sprawa staje się jasna. Celem marksizmu, komunizmu – ze wszystkimi swoimi mutacjami – nie jest wcale żadna „wolność, równość, braterstwo”, żadne „równouprawnienie kobiet”, „mniejszości” czy gejów. Szeroko pojęta „polityczna poprawność”, „multikulturalizm”, „tolerancja”, ideologie LGBT, „gender”, feminizm, aborcjonizm i eutanazizm, ekologizm itd. – wszystko to jedynie środki wiodące do prawdziwego celu: inżynierii społecznej – stworzenia nowego, zdomestykowanego człowieka i wreszcie – władzy. Owszem, niemało jest idiotów spaczonych laicką wspakulturą i wierzących w te brednie, ale faktyczne znaczenie mają tu zawodowi rewolucjoniści kulturalni, zawodowi „dziennikarze”, zawodowi działacze różnego typu, zawodowe feministki, urzędnicy oraz plutokratyczne klany.

Napływ ludności zupełnie obcej kulturowo Europie, islamizacja Europy doskonale wpisuje się w plany i strategię współczesnych zachodnich elit. Marzeniem demoliberałów i neomarksistów jest  sytuacja, kiedy w obronie przed islamskimi terrorystami i gwałcicielami z jednej strony, a nacjonalistami, „neonazistami” i „skrajną prawicą” z drugiej, trzeba będzie wziąć społeczeństwa krajów europejskich krótko za mordę – przykładem jest chociażby próba uchwalenia tzw. „dyrektywy Bieńkowskiej”, de facto zabraniającej obywatelom dostępu do broni palnej. Niewykluczone, że przy pomocy z zewnątrz. Dla oligarchii finansowej masowa imigracja to okazja, by jeszcze bardziej dokręcić śrubę pracownikom – napływ imigrantów do okazja, by zmniejszać płace swoim pracownikom.    
Ta sytuacja jest też korzystna dla gracza lokalnego, jakim są Niemcy.[2] Elity niemieckie (z których cześć ma korzenie post-nazistowskie, enerdowskie albo RAF-owskie) – odpowiednio sterując napływem imigrantów i systemem kwotowym – będą dążyły w ten sposób do ograniczenia suwerenności pozostałych krajów Unii Europejskiej, docelowo przekształcając UE w twór realizujący niemieckie interesy neoimperialne. Balony próbne zostały już puszczone – po zamachach w Paryżu zaczęto mówić o częściowym demontażu Unii Europejskiej, który zakłada nie tylko przywrócenie kontroli na wewnętrznych granicach, czy też ograniczenie stosowania traktatu z Schengen w dwóch wariantach: w jednym do krajów germanosfery, w drugim wariancie do krajów germanosfery oraz „Mitteleuropy”. Posunięcie to byłoby de facto rozmontowaniem UE, niejako na wzór kontrolowanego rozpadu ZSRS czy komunistycznej Jugosławii na „centrum” i „peryferie” UE. „Brexit” i „Grexit” jedynie przyspieszyłyby ten proces. Kto stałby się najbliższym sojusznikiem „nowej, wspaniałej Europy”? Odpowiedź jest prosta – Rosja Sowiecka.

Ponadto, Niemcy mają długie tradycje wspierania muzułmanów, w tym rzezi prowadzonych przez wyznawców tej religii, począwszy od ludobójstwa na Ormianach i Asyryjczykach; Hitler i cześć kierownictwa Trzeciej Rzeszy posunęła się nawet do zamiaru… islamizacji Niemiec. W tym szaleństwie jest metoda.



Interesy globalistów eurazjatyckich

Największym beneficjentem kryzysu imigracyjnego i islamizacji Europy jest jednak „Blok Eurazjatycki”, oparty na sojuszu Rosja Sowiecka-ChRL, przy bardziej aktywną rolę grają kremlowscy czekiści, natomiast ChRL stoi na uboczu, jedynie kibicując sowieckiemu sojusznikowi niejako z tylniego siedzenia.

Rosja Sowiecka już od dawna rozgrywa Europę i Zachód kartą ekstremizmu muzułmańskiego. W kontekście bieżącym (a także w krótko- i w długoterminowej perspektywie czasowej) rozgrywa ona konflikt pomiędzy: aktualnie rządzącymi elitami zachodnimi (zwłaszcza w Europie Zachodniej), globalistami, lewicą; tzw. „skrajną prawicą”, nacjonalistami i tradycjonalistami oraz muzułmanami.

Dla politycznego mainstreamu Zachodu oraz globalistów, wśród których od zawsze predominował zamiar ułożenia sobie dobrych stosunków z sowietami oraz „robienia z nimi interesów”, Moskwa jawi się jako gwarant utrzymania status quo oraz ważny sojusznik w walce z terroryzmem, fanatyzmem religijnym i ekstremizmem.

Wobec prawicy i nacjonalistów, biełyj Car’ Putin, pułkownik I Zarządu Głównego KGB i były d-ca FSB, pozycjonuje się jako katechon – obrońca chrześcijan bliskowschodnich oraz obrońca resztek cywilizacji Zachodu zarówno przed muzułmańską nawałą, jak i przed lewactwem i „marksistami kulturowymi” rządzącymi tymże Zachodem i prowadzącymi do jego zguby. Reżym czekistów już zbiera obfite żniwo tej „operacji aktywnej” – coraz więcej zachodnich (europejskich, ale i amerykańskich) konserwatystów, nacjonalistów i tradycjonalistów jest skłonna widzieć nie tylko sojusznika, ale i obrońcę wartości tradycyjnych w pułkowniku KGB i FSB, który przewodzi reżimowi o jawnie bolszewickiej, sowieckiej istocie. Na uwagę zasługują tutaj szczególnie ostatnie akcje dezinformacyjne: pierwsza, polegająca na puszczeniu w obieg sfabrykowanej informacji o nastoletniej Rosjance zgwałconej przez muzułmańskich „uchodźców”, którą rzekomo pomściło czterystu Rosjan. Druga – to „informacja” o Rosjanach przeciwstawiających się powtórce z rozrywki w Kolonii na terenie Rosji Sowieckiej, przez którą „uchodźcy” przedostają się do Finlandii i Norwegii (zapewne bez niczyjej pomocy płyną rozpadającymi się krypami w górę Wołgi…). Tego rodzaju publikacje mają za cel przedstawienie Rosjan/Sowietów jako bohaterów broniących siebie i Europy, w kontrze do spedalonych i ciotowatych Niemców, Francuzów czy pozostałych „zapadników”.

 Wobec islamu czekiści grają nie tylko obrońców „normalnego” islamu przed Al Kaidą czy IS, ale także przed zgniłym Zachodem, i tą rolę co rusz odgrywa ważny człowiek Putina – Ramzan Kadyrow.

Sowiecka interwencja w Syrii to operacja tyleż militarna, mająca cele strategiczne i operacyjne w klasycznym tych słów znaczeniu, co operacja dezinformacyjna, mająca za cel zbudowanie pozytywnego obrazu Rosji Sowieckiej, właśnie jako sojusznika w wojnie z apokaliptycznym Państwem Islamskim, zarówno aktualne elity Zachodu, jak i prawicowych czy lewicowych dysydentów. Narracja towarzysząca brzmi: zgniły zachód nie potrafi poradzić sobie z ISIS, USA wywołały na Bliskim Wschodzie chaos i również nie mają rozwiązań w walce z islamskim terroryzmem. Rosja ma zaś proste, radykalne, ale i skuteczne rozwiązanie problemu ISIS.

Drugim celem interwencji jest polaryzacja sceny strategicznej w Syrii tak, by pozostali na niej tylko rzeźnik Assad, walczący o niepodległość Kurdowie, niejako zmuszeni do kooperacji z Assadem i sowietami i rzeźnicy z Państwa Islamskiego. Trzecim zaś jest ponowne opanowanie Bliskiego Wschodu i położenie łapy na tamtejszych zasobach ropy naftowej.




Bardzo ważne są tutaj enuncjacje medialne o tym, że do sowieckiej interwencji w Syrii włączyła się Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza. Informacje te okazały się fałszywe (chociaż prawdopodobne jest, że ramię w ramię z funkcjonariuszami FSB są w Syrii również chrlowscy „doradcy”), ale być może były one propagandą szeptaną, mającą wykazać, że Pekin w pełni popiera działania Moskwy, pomimo nieudzielania wsparcia militarnego. ChRL nadal oficjalnie popiera działania wojenne Rosji Sowieckiej, gdyż interwencja jest we wspólnym, globalnym interesie zarówno Moskwy, jak i Pekinu.

Poza tym, należy pamiętać – w kontekście omawianej tutaj kwestii – o tym, że zarówno globaliści zachodni, zachodnia lewica i neomarksiści, a także elity niemieckie od wielu lat zinfiltrowani są przez komunistów i sowiecką agenturę wpływu. Tak samo, jak islamiści. ZSRS wspierał świeckich terrorystów arabskich, natomiast Federacja Rosyjska, kontynuacja sowietów – wspierała i nadal wspiera nie tylko Assada, ale i islamskich ekstremistów religijnych, na czele z Al Kaidą i afgańskimi Talibami. Państwo Islamskie wprost nasycone jest funkcjonariuszami irackiej, saddamowskiej bezpieki, szkolonymi w ZSRS i NRD oraz agentami FSB i GRU infiltrującymi kaukaski ruch oporu. Ideologia samozwańczego Kalifatu jest zaś w równym stopniu muzułmańska, co bolszewicka.[3]



Sterowany przez muzułmańskich przywódców i wspierany przez cześć elit zachodnich proces napływu muzułmanów prędzej czy później przekształci się w powstanie muzułmańskie i wojnę domową w krajach Europy Zachodniej. Elity europejskie, zwłaszcza niemieckie, niezależnie od barw politycznych, zwrócą się o pomoc na Kreml i Łubiankę. Rosja Sowiecka przyjmie rolę wyzwoliciela Europy i Zachodu przed islamskim zagrożeniem, tak samo, jak ZSRS podczas drugiej wojny światowej. Elity europejskie przyjmą – ochoczo bądź z przymusu – dyktat czekistów. Komunistyczne Chiny będą zapewne grały drugoplanową rolę rozjemcy, obrońcy pokoju i wesprą Rosję Sowiecką. Będzie to kolejny, być może ostateczny krok w budowie eurazjatyckiej osi Europa-Rosja Sowiecka-ChRL. Jak w zmienionej sytuacji geostrategicznej zachowa się USA? Ostateczne utworzenie „Bloku Kontynentu” oznaczałaby – jak stwierdził jakiś czas temu Józef Darski – „koniec USA”.[4]

2015-06-19

Scenariusze wojenne (2)




Scenariusze Weinbergera i Schweitzera

W roku 1999 zostaje wydana książka pod tytułem „Następna wojna światowa”, której autorami są Caspar Weinberger i Peter Schweitzer. Caspar Weinberger w latach 1981 - 87 pełnił funkcję sekretarza obrony w administracji prezydenta USA Ronalda Reagana, odpowiadając m.in. za program tzw. „Gwiezdnych Wojen”. Peter Schweitzer to politolog, pracujący m.in. dla Instytutu Hoovera oraz Breitbart News.

W książce czytamy między innymi o możliwych wojnach wywołanych przez komunistyczne Chiny i Koreę Północną, neosowiecką i neoimperialną Rosję, neoimperialną, nacjonalistyczną i zremilitaryzowaną Japonię, chcącą odzyskać przedwojenną potęgę. Jest tam mowa również o konfliktach lokalnych, które przekształciły się w wojnę światową lub w inny sposób zaważyły na światowym układzie geopolitycznym: rebelii w Meksyku wywołanej przez narko-komunistycznych rewolucjonistów i wojnie w Zatoce Perskiej, rozpoczętej atakiem Iranu ajatollahów na Arabię Saudyjską.

Nas najbardziej interesować będą scenariusze z udziałem Rosji, Chin i Korei Północnej.

Scenariusz wojny wywołanej przez ChRL i KRLD rozgrywa się w roku 1998. Pekin i Phenian postanawiają wspólnie przeprowadzić skoordynowaną ofensywę, w której celem neostalinowskiej Korei Północnej jest „wyzwolenie” Korei Południowej, natomiast celem ChRL - przyłączenie „zbuntowanej” Republiki Chińskiej oraz wysp na Pacyfiku Zachodnim, stanowiących obszar roszczeń terytorialnych komunistycznych decydentów w Pekinie.

Wojna rozpoczyna się od sprowokowania zamieszek w Korei Południowej przez dywersantów z północnokoreańskich specwojsk. Następnie ma miejsce użycie wąglika przeciwko stacjonującym na Południu żołnierzom amerykańskim oraz potężna ofensywa pancerna Koreańskiej Armii Ludowej, wsparta atakiem nuklearnym na wojska południowokoreańskie i przybyłe im na pomoc wojska amerykańskie. Wojna jest bardzo nierówna, pomimo rażącej przewagi technologicznej USA i Korei Południowej, państwa te wykrwawiają się w wojnie z obłąkanym i zdeterminowanym komunistycznym dyktatorem. Stany Zjednoczone decydują się jednak na zadanie odwetowego uderzenia termonuklearnego na wojska północnokoreańskie.

Równolegle z lądową ofensywą KRLD na Półwyspie Koreańskim, ChRL przeprowadza powietrzno-morską inwazję na Tajwan, która - choć komunistyczne Chiny używają broni konwencjonalnej - niszczy ten kraj, dotychczas stanowiący dosłownie wyspę dobrobytu i wolności w totalitarnym, czerwonym morzu.

W międzyczasie czerwoni generałowie obalają Kim Dzong Ila, który opętany żądzą władzy, zamierza po raz wtóry użyć broni nuklearnej sądząc, że przechyli to ostatecznie szalę zwycięstwa na stronę komunistycznych dalekowschodnich dyktatur. Obalenie Kima spotyka się również z przychylnością chińskich sojuszników.

Komunistyczne Chiny, po zdruzgotaniu Tajwanu konwencjonalnymi atakami lotniczymi i rakietowymi włączają się do ofensywy koreańskiej, prowadzonej już przez nowego dyktatora z Phenianu, generała O Kuk Yula i to one decydują się na kolejne użycie broni nuklearnej przeciwko siłom USA i Korei Południowej.

Druga wojna koreańska kończy się swego rodzaju remisem, destrukcyjnym i upokarzającym dla USA, Korei Południowej i Tajwanu. Warto dodać, że pokój pomiędzy USA i Południową Koreą a Chinami i KRLD zostaje podpisany w Rosji, we Władywostoku. Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych zostały zdziesiątkowane atakami nuklearnymi i biologicznymi, ale również użyciem broni konwencjonalnej. Agresja komunistyczna praktycznie zniszczyła Koreę Południową i Tajwan. Pod względem geopolitycznym i terytorialnym utrzymano status quo, ale obecność USA w Azji Wschodniej i Zachodnim Pacyfiku została poważnie nadwyrężona. Choć teoretycznie, biorąc pod uwagę jedynie przewagę technologiczną USA i ich aliantów, nie mogli oni zadać ostatecznego ciosu czerwonym dyktaturom w Phenianie i Pekinie, gdyż byłoby to zbyt kosztowne z punktu widzenia demokratycznego państwa, które w czasach „postzimnowojennych”, w ciągu dekady poprzedzającej wybuch wojny drastycznie ograniczyło zbrojenia i wydawanie zasobów na utrzymanie militarnej hegemonii.

Scenariusz wojny wywołanej przez Rosję ma miejsce w roku 2006. Po „postsowieckiej smucie” lat 90. XX wieku, pełnię władzy w Rosji przejmuje GRU z generałem Aleksandrem Karaszczukiem (oficerem piechoty i Specnazu) na czele. Nowy przywódca kremlowski jednoczy siły nacjonalistyczne i komunistyczne, tworząc narodowo-bolszewicką, czerwono-brunatną koalicję. Priorytetem nowej, carsko-nacjonalistyczno-sowieckiej Rosji staje się restytucja dawnej, imperialnej świetności, zemsta na Zachodzie, a w dalszej perspektywie, opanowanie Europy, wypchnięcie z niej Stanów Zjednoczonych i pozbawienie USA statusu światowego mocarstwa. W chwili rozpętania przez generałów z „wojennoj razwiedki” piekła w Europie, Rosja wchłonęła już Białoruś i Ukrainę. Uzyskała też przewagę wojskowo-technologiczną nad państwami zachodnimi. Posiadając pokaźne ilości strategicznej broni nuklearnej, rozwinęła własny, bardzo skuteczny system obrony przeciwrakietowej, co czyniło odwetowe uderzenia nuklearne nieskutecznymi. Naukowcy z ośrodków naukowo-technicznych GRU rozwinęli także broń laserową oraz rażącą siłę żywą przeciwnika falami radiowymi.

Agresja rosyjska zaczyna się od ataku na Polskę, 6 lutego 2006 roku. Specnaz zabija wszystkich członków polskiego rządu, który obradował na specjalnym posiedzeniu w tajnym ośrodku pod Białymstokiem. Tego samego dnia w głąb terytorium Polski prą rosyjskie wojska pancerne. W odpowiedzi, wywiązując się z zobowiązań wynikających z członkostwa w NATO, Francja wysyła pod Łódź spadochroniarzy z Legii Cudzoziemskiej, na co Moskwa wystosowuje nuklearne ultimatum i je spełnia. Rakietowo-jądrowe kontruderzenie Francji zostaje powstrzymane przez rosyjski system obrony przeciwrakietowej. Polska pada pod rosyjską nawałą bardzo szybko - Szczecin, do którego ewakuował się polski rząd i Sztab Generalny WP, zostaje zdobyty 11 kwietnia. Ofensywa idzie dalej, na Czechy. Na miasto Hradec Kralove zostaje zrzucona bomba atomowa, Czechy poddają się i zostają zajęte, a przy okazji okrutnie upokorzone przez Rosję.

Siły NATO - armia amerykańska, brytyjska i Bundeswehra - umacniają się na terytorium wschodnich Niemiec. Lotnictwo niemieckie atakuje rosyjskie centrum dowodzenia operacją w Legnicy, natomiast Bundeswehra przystępuje do tworzenia antyrosyjskiej partyzantki w Czechach i w Polsce.
Moskwa żąda od USA i pozostałych państw NATO całkowitego zaprzestania oporu i grozi atakiem nuklearnym na stacjonujące w Niemczech wojska NATO w przypadku niespełnienia żądań. Groźby zostają spełnione - na Niemcy uderzają cztery ładunki nuklearne o sile 20 kt. Niemcy zmuszone zostają przez Rosję do upokarzającej kapitulacji, natomiast prezydent Francji poddaje się Moskwie z własnej inicjatywy, łamiąc zobowiązania wobec USA i sojuszników z NATO.

Nowe imperium rosyjskie sięga aż do Pirenejów. Wielka Brytania zachowuje niepodległość i nie zostaje zaatakowana, Stany Zjednoczone zostają całkowicie wypchnięte z kontynentu europejskiego i de facto oblężone przez Rosję. Moskwa każe płacić USA rujnujące gospodarkę reparacje wojenne i obserwuje praktycznie każde posunięcie Ameryki, mając wpływ również na sprawy wewnętrzne tego kraju. Szczególnie gniew wojskowych czekistów wzbudzają prace nad systemem obrony przeciwrakietowej, ochrzczonym kryptonimem „Jedi”…

Największym atutem streszczanej tutaj książki jest to, iż pisana była przez fachowych analityków znających się na wojskowości, mających nie tylko doświadczenie w kształtowaniu polityki obronnej Stanów Zjednoczonych, ale i doświadczenie frontowe - Caspar Weinberger jest weteranem II wojny światowej. Scenariusze przedstawione w książce nie są też scenariuszami filmów w rodzaju „Suma wszystkich strachów” ani innych dzieł z gatunku science-fiction. Są to scenariusze - w oczach autorów, mających wpływ na kształtowanie polityki obronnej USA - realne, a przynajmniej oparte o trendy w polityce mocarstw, które zostały dosyć trafnie rozpoznane.

Jednym z tych trendów są uwarunkowania psychospołeczne i cywilizacyjne, a konkretnie - psychologiczny profil elit politycznych: zarówno Stanów Zjednoczonych i innych krajów zachodnich, jak i państw wrogich, ze wskazaniem na neosowiecką Rosję, czerwone Chiny i neostalinowską Koreę Północną. Establishment zachodni dąży do utrzymania szeroko pojętych wartości demoliberalnych: demokracji, praw człowieka, zdobyczy państwa dobrobytu i wolnego rynku itp., zatem jest niezbyt chętny do prowadzenia wojen. I o ile Stany Zjednoczone są w stanie bronić swoich interesów przy pomocy wojska, o tyle kraje Europy Zachodniej są niemal totalnie podminowane pacyfizmem i kapitulanctwem. Zaatakowane, dają sobie narzucić nawet najbardziej upokarzające warunki kapitulacji.

Władcy krajów totalitarnych, z reguły wywodzących się z innych niż zachodnia cywilizacji są bezwzględni i zdeterminowani w osiąganiu postawionych sobie celów strategicznych, nieraz przejawiając przy tym sadyzm, okrucieństwo i niebywałą wolę destrukcji. Chodzi zwłaszcza o elity krajów komunistycznych i neokomunistycznych: Rosji, Chin i Korei Północnej, których celem jest właściwie wyłącznie władza i jej rozszerzanie drogą kolejnych, krwawych podbojów nawet, jeśli miałyby doprowadzić do nowego konfliktu zbrojnego na skalę światową.

Skąd scenariusz upokarzającego remisu w wojnie z Chinami i Koreą Północną i ofensywy rosyjskiej kończącej się kapitulacją Europy oraz wypchnięciem z niej wojsk amerykańskich? Autorzy ekstrapolują w ten sposób właśnie słabości demoliberalnego Zachodu, która przejawia się w takiej, a nie innej polityce bezpieczeństwa i obrony na przełomie XX i XXI wieku. Elity zachodnie, zarówno amerykańskie, brytyjskie, jak i zachodnioeuropejskie, niejako uwierzyły, że z rzekomym końcem zimnej wojny i równie rzekomym końcem komunizmu mogą zająć się sprawami zupełnie innymi, aniżeli obrona przed niebezpieczeństwem ze strony Chin, Rosji, Korei Północnej czy innych państw.

Caspar Weinberger i Peter Schweitzer, choć nie roztrząsali kwestii fałszywości upadku komunizmu, dość trafnie ekstrapolowali rozwój wydarzeń w Rosji i komunistycznych Chinach, a także zagrożenie strategiczne, jakie nieść może polityka tych państw. Stworzyli oni futurologiczną symulację, w której po rozpadzie ZSRS i dekadzie „smuty” władzę na Kremlu przejmuje oficer sowieckich służb specjalnych, odwołujący się między innymi właśnie do sowieckiego dziedzictwa (rzekomo „postsowieckiej”) współczesnej Rosji. Ten akurat scenariusz spełnił się w dużym stopniu. Abstrahując od tego, na ile sterowany odgórnie i przewidziany był scenariusz „posowieckiej smuty”, na przełomie XX i XXI wieku pełnię władzy na Kremlu zyskała korporacja czekistów z pułkownikiem KGB/FSB Putinem na czele, przywracając totalitarne praktyki wewnątrz kraju i agresywną, ekspansjonistyczną politykę na zewnątrz. Komunistyczne Chiny, nie rezygnując z polityki przypominającej sowiecki NEP, również prowadzą coraz bardziej agresywną, póki co jedynie werbalnie, politykę zagraniczną, zwłaszcza w rejonie Pacyfiku Zachodniego.

Weinberger i Schweitzer nie przewidzieli kilku bardzo ważnych rzeczy. Po pierwsze, utworzenia strategicznego sojuszu Moskwa-Pekin, który mógłby zmienić układ sił na świecie w taki czy inny sposób. Po drugie, nie spełnił się scenariusz, w którym niejako katalizatorem wybuchu wojny na skalę światową jest uzyskanie przez mocarstwa wrogie Zachodowi (zwłaszcza komunistycznym Chinom i neosowieckiej Federacji Rosyjskiej - przewagi technologicznej nad USA. Po trzecie, autorzy nie przewidzieli możliwości tzw. „wojny hybrydowej”. Wszystkie kampanie z „Następnej wojny światowej” przypominają te z poprzedniej. Tymczasem kolejny konflikt światowy może okazać się konfliktem, w którym pierwszorzędne znaczenie będą miały nie ogromne zgrupowania, a służby i siły specjalne, dywersja ideologiczna czy też operacje typu „false flag”…
 
Caspar Weinberger, Peter Schweitzer, „1998, 1999, 2003, 2006. Następna wojna światowa”, Wydawnictwo Słówko, Warszawa 1999

Scenariusze wojenne (1): http://jaszczur09.blogspot.com/2014/10/scenariusze-wojenne-1.html