2020-09-20

Bunt na Białorusi widziany inaczej

 Złowroga konwergencja – post scriptum

Opisana w poprzednim wpisie konwergencja systemowa i technologiczna między komunistycznymi Chinami a Rosją Sowiecką jest kolejnym przejawem długofalowego procesu, który publicyści Wydawnictwa Podziemnego określili jako „czwartą fazę” ewolucji komunizmu, polegającą na zaostrzeniu totalitarnych praktyk po radykalnej odwilży i liberalizacji w postaci pieriestrojki. W ten sam polityczny trend wpisuje się reakcja władz Białorusi na protesty po ostatnich wyborach prezydenckich – ostra, nawet jak na standardy tego państwa. A także próba zabicia przy pomocy środków paralityczno-drgawkowych Aleksieja Nawalnego – lidera rosyjskiej opozycji koncesjonowanej przez Kreml i niepodważającej sowiecko-czekistowskich fundamentów Federacji Rosyjskiej.

Przy okazji, należy stwierdzić, że popularne na Zachodzie i w Polsce opinie o tym, że rządzona od ponad ćwierćwiecza przez Aleksandra Łukaszenkę Białoruś jest państwem tyle totalitarnym, co zewnętrznie suwerennym i niezależnym od Rosji Sowieckiej, są mitami, podsycanymi najprawdopodobniej przez neosowiecką politykę strategicznej dezinformacji, na wzór opisywanych choćby przez Anatolija Golicyna dezinformacjami o rozłamie sowiecko-chińskim czy sowiecko-rumuńskim. Jaki jest cel operacji „niezależność Łukaszenki”? Przede wszystkim wywołanie wrażenia, że strefa wpływów Kremla jest wewnętrznie rozbita i poprzez różne koncesje czy też zabiegi dyplomatyczne i stosunkowo miękkie naciski to na Moskwę, to na Mińsk można rozgrywać jednych drugimi. Można też powiedzieć, że do tej pory była to gra w dobrego i złego czekistę, wróć, policjanta, przy czym rolę złego pełnił Łukaszenka, jako ostatni dyktator Europy. Zupełnie tak, jakby Rosja Sowiecka była ostoją demokratycznych i liberalnych przemian, i to na Kremlu, nawet w samym Putinie, widziano potencjał demokratyzacji. Teraz najwyraźniej przyszedł czas na realizację polityki „zaciśniętej pięści”. Wydaje się też, że przynajmniej w latach 90 XX wieku Białoruś była dla Moskwy swego rodzaju poligonem, na którym eksperymentowano powrót do „zjadliwej” fazy totalitaryzmu, po pieriestrojkowej „pieriedyszce”.

Scenariusz bez alternatywy

Słowem – Łukaszenka był, jest i  będzie – tak długo, jak długo pozostaje u władzy – gwarantem wpływów Putina i Rosji Sowieckiej na Białorusi. Wpływy te przejawiają się zarówno w sferze formalnej i prawnomiędzynarodowej, jak i faktycznym, strukturalnej zależności Białorusi od Rosji Sowieckiej. Białoruś jest członkiem Wspólnoty Niepodległych Państw (jednej z kontynuacji ZSRS),Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, członkiem-obserwatorem Szanghajskiej Organizacji Współpracy, a także tworzy tzw. Państwo Związkowe Białorusi i Rosji (powszechnie znane jako ZBiR). Na Białorusi znajdują się ważne strategicznie bazy wojskowe Federacji Rosyjskiej – stacja ostrzegawcza systemu obrony przeciwrakietowej w Hancewiczach oraz węzeł łączności obsługujący okręty podwodne w Wilejce. Ściśle powiązana z Rosją Sowiecką jest – zdaniem Jerzego Targalskiego – wierchuszka białoruskich sił zbrojnych oraz białoruska bezpieka (która nota bene nie siliła się na zmianę skrótu, wzorem sowieckiej służby patronackiej).

Ostatnie wizyty białoruskich oficjeli na szczycie SzOW, WNP i ODKB, wizyta szefa Rady Bezpieczeństwa FR (i byłego szefa FSB) Nikołaja Patruszewa w Mińsku, wizyta ministra obrony Siergieja Szojgu i wreszcie spotkanie Łukaszenki i Putina w Moskwie – to wszystko nie wzięło się znikąd i wynika z zależności Białorusi od Moskwy, której nie zdołały zmienić pozorne zmiany w postaci tzw. rozpadu ZSRS i fałszywego upadku komunizmu.

Aktualne protesty najpewniej nie doprowadzą do końca reżimu Łukaszenki, gdyż po pierwsze dysponuje on całym aparatem bezpieczeństwa i wojskiem, które nawet w przypadku buntu części kadr bez problemu stłumi wolnościowe dążenia Białorusinów, po drugie – mamy właśnie do czynienia z etapem zaostrzenia totalitaryzmu. Obalenie Łukaszenki przez część kadr armii i bezpieki i zainstalowanie któregoś z kontrkandydatów, na przykład niemal ikonicznej już Ciechanowskiej (żo czy Babaryki, skądinąd systemowych i promoskiewskich, jest raczej opcją zapasową. Opozycja białoruska, a co za tym idzie naród białoruski może zyskać wolność, niepodległość i suwerenność jedynie wtedy, jeśli całkowicie odrzucą sowietyzm (czyli zależność od neosowieckiej Federacji Rosyjskiej) i sięgną po radykalne, przemocowe metody walki. Nigdy, nigdzie, żadna idea nie zwyciężyła z totalitaryzmem, tym bardziej, że jest on bardziej zaawansowany technicznie niż nawet najlepiej zorganizowane i efektowne marsze. Jak twierdził onegdaj Oswald Spengler, władza może zostać obalona jedynie przez inną władzę, nie przez idee, niezależnie od tego, jak szlachetne, chrześcijańskie, demoliberalne i „moralnie słuszne” by nie były.



Wkroczenie regularnych związków operacyjnych i taktycznych regularnych sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej na Białoruś jest raczej mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. Już teraz obserwujemy natomiast działania podobne do stanu wojennego wprowadzonego przez Jaruzelskiego (jednakowoż bez jego oficjalnego ogłaszania) wsparte przez „hybrydową bratnią pomoc” w postaci przebranych w białoruskie mundury (bądź mundury bez jakichkolwiek oznaczeń wskazujących na przynależność państwową) sowieckich czekistów i żołnierzy (najpewniej podlegających pod wojska specjalne, czy też korporacje w rodzaju Wagner).

Tło geopolityczne

Na wszystko, co dzieje się w Europie Środkowej i Wschodniej należy patrzeć w trzech międzynarodowych kontekstach. Pierwszym jest sfingowany upadek komunizmu i kontrolowany rozpad ZSRS (wspomniany wyżej), którego aktualna rozgrywka na Białorusi jest jedną z konsekwencji. Drugim jest utworzenie i rozwój Bloku Kontynentalnego, opartego o oś Moskwa-Pekin, a który docelowo ma również objąć także zachodnią Europę. Trzecim jest cicha wojna prowadzona przez ten blok przeciwko wolnemu światu, z USA na czele, oraz kontrakcja USA pod przywództwem Donalda Trumpa z udziałem lokalnych, a coraz mniej licznych sojuszników w Eurazji.  Stąd też, pozostanie Łukaszenki na stanowisku oraz zaostrzenie opresywności reżimu w ogóle, jest w oczywistym interesie Rosji Sowieckiej. Ważny jest tutaj też aspekt geopolityczny – Białoruś to dla Rosji/Sowietów centralny obszar Pomostu Bałtycko-Czarnomorskiego, położony newralgicznie blisko tzw. Bramy Smoleńskiej i Moskwy, a także kluczowy dla ekspansji na pozostałe kraje Europy Środkowej i Wschodniej (i/lub utrzymania tam wpływów) oraz dalej, na Europę Zachodnią.

Polityka Łukaszenki i Putina jest także w interesie ChRL i będzie przez Pekin popierana, zarówno dyplomatycznie, jak i najpewniej zakulisowo. Dla Pekinu – co zostało tutaj omówione wielokrotnie – Rosja Sowiecka jest zapleczem strategicznym i jednym z pomostów łączących Chiny z Europą, a pacyfikacja Białorusi (w taki czy inny sposób) i pełna reintegracja dawnej strefy sowieckiej z Moskwą powiększyłaby owo zaplecze, naturalnie przy udziale chrlowskich inwestycji infrastrukturalnych, korporacji i nowoczesnych technologii.

2020-07-31

Złowroga konwergencja


Niedawno miało miejsce w Federacji Rosyjskiej „referendum”, w którym przyjęto konstytucję putinowską. Jest ona zaledwie formalnym usankcjonowaniem stanu faktycznego: strategii, zjawisk i procesów odbywających się już od blisko dekady i mających charakter długofalowy.
Celem i efektem tych reform jest jeszcze większa centralizacja i konsolidacja reżimu poprzez m.in. stworzenie systemu superprezydenckiego, w którym to prezydent będzie kierował rządem, marionetkowym parlamentem, sądownictwem i prokuraturą oraz najwyższymi kastami/organami, czyli bezpieką i wojskiem. Nowa konstytucja zawierać ma oczywiste i naturalne, można rzec, odwołanie do dziedzictwa ZSRS będącego fundamentem Federacji Rosyjskiej, a konkretnie do Stalina i stalinizmu oraz dziedzictwa aparatu bezpieczeństwa: od CzeKa, poprzez GPU, OGPU, NKWD, NKGB, po KGB. W „nowej” konstytucji mają się znaleźć również odwołania do tradycji rosyjskiego prawosławia oraz państwowotwórczej roli narodu rosyjskiego (Russkich, nie Rossijan), ale są to zabiegi w dużej mierze skierowane na zagranicę i kontynuowanie operacji „prawicowego NEP-u”.
Osobiste aspiracje Władimira Putina do „wiecznej” prezydentury są tutaj istotne, ale są one funkcją stałego wzmacniania środowiska, z którego się wywodzi, czyli aparatu bezpieczeństwa: wzrostu znaczenia FSB, utworzenia Gwardii Narodowej (czyli kolejnej bezpieki) a także nadania nowych kompetencji dla funkcjonariuszy „zwykłej” policji i dyskutowane w 2016 roku plany scalenia FSB i SWR w MGB. Putin dąży nie tylko do przedłużenia swojej prezydentury (na drodze kuriozalnego zabiegu „wyzerowania” kadencji) do roku 2036 (a być może dożywotnio), ale także do sukcesji systemu władzy, w którym centralną rolę gra czekistowskie „głębokie państwo”.
***
Reformy systemu Putina mają również swój wymiar zagraniczny, pomijany niemal całkowicie w analizach. Jednym z wyjątków jest prof. Stephen Blank, który w opublikowanym pod koniec lutego artykule Putin's constitutional changes eschew the West and borrow from China zwraca uwagę na fakt, iż reformy te są „zapożyczeniem” z modelu chińskiego, a konketnie, podobnych reform systemu władzy i zarządzania Komunistyczną Partią Chin realizowanych przez Xi Jinpinga. Gdy Putin wraca do praktyk stalinowskich, Xi wraca do praktyki maoistowskiej. Konwergencja pomiędzy komunistycznymi Chinami a czekistowsko-bolszewicką Federacją Rosyjską dotyczy jednak nie tylko struktur władzy.



Federacja Rosyjska dąży do zwiększenia totalitarnej kontroli nad cyberprzestrzenią, która ma się stać przestrzenią podporządkowaną czekistowskiemu „Syndykatowi” (i Komunistycznej Partii Chin) oraz nad własnym społeczeństwem. I na tym odcinku kopiują od komunistycznych Chin konkretne rozwiązania technologiczne. Projekt przekształcenia „runetu” w de facto intranet, cenzurowany i kontrolowany przez czekistowski reżim, jest rozwiązaniem wzorowanym na kontroli internetu od lat stosowanej przez ChRL pod nazwą „Złotej Tarczy”, co pod koniec 2019 roku uzyskało formalną sankcję w postaci porozumienia pomiędzy Roskomnadzorem a Chińską Administracją Cyberprzestrzeni, dotyczącego współpracy w zakresie „kontroli treści niezgodnych z prawem”, czyli po prostu współpracy w zakresie cenzury internetu.

Kreml stopniowo wdraża system cybernetycznej kontroli i nadzoru nad społeczeństwem i jednostkami, który nie tylko wzorowany jest na modelu chińskim, ale przede wszystkim wdrażany i obsługiwany jest przez chrlowskie korporacje podporządkowane KPCh. System cyberinwigilacji pozwalający na rozpoznawanie twarzy i innych osobniczych cech dzięki którym możliwa jest dokładna identyfikacja danej osoby, wprowadzany jest przez chiński Hikvision, będący dostarczycielem sprzętu, na którym ów system ma operować. Pierwszy etap wdrażania wyżej wymienonego systemu rozpoczęto na początku 2020 roku w Moskwie, gdzie zainstalowano 170 tysięcy kamer połączonych z systemami rozpoznawania twarzy. Sieć 5G w Federacji Rosyjskiej (umożliwiająca magazynowanie i szybki przesył ogromnej ilości danych, a w perspektywie, działanie cybergułagu) jest budowana wspólnie przez Huawei i rosyjski telekom MTS, na mocy umowy zawartej w 2019 roku. Ponadto, Huawei współpracuje już od jakiegoś czasu ze Sbierbankiem w zakresie utworzenia, wdrożenia i administrowania systemem chmur danych o nazwie SberCloud.

Kolejnym ważnym elementem konwergencji systemów politycznych Rosji Sowieckiej i ChRL jest także ścisła współpraca pomiędzy Komunistyczną Partią Chin a Jedną Rosją, a także pozostałymi, koncesjonowanymi partiami: Sprawiedliwą Rosją, Liberalno-Demokratyczną Partią Rosji Żyrinowskiego i Komunistyczną Partią Federacji Rosyjskiej.

Zdaniem indyjskiego dyplomaty M.K. Bhadrakumara, Moskwa i Pekin będą „współpracować w celu wzmocnienia swoich systemów politycznych”, czego wyrazem ma być poparcie dla reform Putina udzielone przez wierchuszkę KPCh, a także poparcie Kremla dla polityki ChRL wobec Hong Kongu. Tyczy się to jednak wszystkich wyżej wymienionych procesów politycznych.

Nieco ponad rok temu Jakub Kralka opublikował tekst o dosyć szokującej tezie: mamy do czynienia z nowym układem geopolitycznym, który autor nazywa „Rusochinami”. Teza ta jest opisem faktów, z jednym bardzo istotnym zastrzeżeniem: mowa powinna być o Sinorosji, albo, by być bardziej precyzyjnym, o Sinosowietach. Wyżej wymienione procesy długoterminowej perspektywie sprawią bowiem, że komunistyczne Chiny będą miały niemal całkowity wgląd w politykę Rosji Sowieckiej, która jednocześnie będzie swego rodzaju poligonem doświadczalnym systemów kontroli społeczeństwa wdrażanych poza granicami ChRL. Polityka (zarówno zagraniczna, jak i wewnętrzna) Rosji Sowieckiej staje się funkcją polityki komunistycznych Chin. Pozornie wydaje się, że Moskwa jest w tym układzie na straconej pozycji. Jednak dla kagiebowskich elit bycie „strategicznym dodatkiem” do ChRL (a mówiąc ściślej: rozszerzonym zapleczem strategicznym) jest gwarantem finansowania swojego permanentnie upadłego kołchozu (sprzedaż broni i surowców), utrzymania i wzmocnienia kontroli wewnętrznej (chińskie inwestycje w IT), a także potencjału ekspansji.

***
Wzajemna współpraca mająca na celu wzmacnianie systemów politycznych ChRL i Federacji Rosyjskiej idzie w parze – co naturalne – ze stałą współpracą w dziedzinie polityki zagranicznej, a w szczególności i przede wszystkim, z coraz bardziej agresywną polityką zagraniczną obydwu państw, coraz to częściej sięgającą po przemoc w postaci środków militarnych czy po agresywne działania służb specjalnych.  Dzięki sojuszowi z Chinami, Rosja Sowiecka może wymuszać swoje cele i silniejszą pozycję negocjacyjną poprzez agresywną politykę. Patrząc z drugiej strony Amuru, to sojusz z Moskwą umożliwia Chinom na takie same działania, ostatnimi czasy również coraz bardziej agresywne. Sojusz ten to zatem układ, w którym obie strony wzajemnie się wzmacniają i torują sobie drogi.

Jednym z najbardziej widocznych, aktualnych przykładów jest współpraca w zakresie wykorzystania epidemii Covid-19 w charakterze broni biologicznej, informacyjnej, ekonomicznej i politycznej przeciwko Zachodowi (na czele z USA). Zdaniem Antoniego Macierewicza, współpraca ta wygląda następująco: podczas gdy komunistyczne Chiny użyły Covid-19 jako broni biologicznej, Rosja Sowiecka prowadzi rozbudowaną kampanię informacyjną. Zarówno Pekin, jak i Moskwa żerują też na pośrednich konsekwencjach pandemii. Ostatnie wydarzenia w USA należy odczytywać dwojako: na poziomie wewnętrznym jest to próba przeprowadzenia rewolucji bolszewickiej w USA i wywołania wojny domowej, zaś na poziomie międzynarodowym jest to przeniesienie wojny na terytorium przeciwnika, niezależnie od tego, czy i w jakim stopniu Antifa czy Black Lives Matter są sterowane przez FSB lub/i chrlowskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego.
***
Co opisane tutaj procesy polityczne oznaczają dla wolnego świata? Po pierwsze to, że głównym zagrożeniem dla USA oraz części ich sojuszników są Chiny, ale jako element sojuszu Chiny-Rosja Sowiecka.
Po drugie, konwergencja pomiędzy Pekinem a Moskwą zaszła tak głęboko, że rozerwanie „Sinosowietów” poprzez „różniczkowanie” i rozegranie Moskwy przeciw Pekinowi (jak sugeruje sekretarz stanu USA Mike Pompeo, słusznie postulując globalny sojusz antychrlowski jako taki) jest niemożliwe, a jedyną rozsądną strategią jest budowanie przez USA sieci sojuszy obejmujących eurazjatycki „Rimland” i inne części świata, a skupiających m.in. Polskę i inne kraje Międzymorza, Indie, kraje Zachodniego Pacyfiku i Oceanii, z których cześć musiałaby zostać wyposażona w broń nuklearną.
Po trzecie - dla Polski głównym zagrożeniem jest Rosja Sowiecka, ale wspierana przez komunistyczne Chiny. To sojusz z Chinami wzmocni Rosję Sowiecką (jeśli nie teraz, „od razu”, to na pewno w przyszłości, i to nieodległej), dając jej zasoby niezbędne dla prowadzenia ekspansji na terenie Polski i Międzymorza (oraz utrzymania wpływów opartych na starych powiązaniach z czasów ZSRS), a także dla prowadzenia polityki zmierzającej do finlandyzacji Europy. Ponadto, to Rosja Sowiecka niejako toruje drogę wpływom chińskim w Europie, zarówno w obszarze Międzymorza Bałtycko-Adriatycko-Czarnomorskiego, jak i Europy Zachodniej.

2020-04-05

Czerwona zaraza. Geopolityczne i strategiczne aspekty pandemii


Odpowiedzialność za pandemię koronawirusa SARS CoV-2019 ponoszą komunistyczne Chiny. Władze ChRL rozmyślnie tuszowały jej rozmiar w początkowej fazie, odmawiały przyjęcia pomocy międzynarodowej, prześladowały lekarzy, dziennikarzy i blogerów bijących na alarm i próbujących ją zwalczać. Komunistyczna Partia Chin wykorzystuje koronawirusa jako broń biologiczną niezależnie od jego pochodzenia i przyczyn pandemii.


Nie jest wykluczona żadna możliwość, jeśli chodzi o pochodzenie SARS CoV-19. Być może pandemia tego wirusa jest chrlowskim odpowiednikiem Czernobyla (wypadkiem przy pracy personelu laboratorium BSL-4 należącego do Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, z emblematem jak żywo przypominającym logo korporacji Umbrella z serii horrorów „Resident Evil”!), celowym działaniem w ramach walki o władzę wewnątrz Komunistycznej Partii Chin, które na pewnym etapie wymknęło się spod kontroli, albo też, jak twierdzi Jeff Nyquist, ofensywą w ramach długofalowej strategii „wszechogarniającej wojny”, którą od lat realizuje kierownictwo ChRL.

Zachód sprowadzony do parteru

Trudno jest teraz przewidywać dokładną skalę destrukcji, jaką spowoduje pandemia CoV-2019, ale można nakreślić kilka tendencji i procesów.

Świat zachodni w kształcie, jaki znamy od jakichś trzydziestu z górą lat, przestał właśnie istnieć. Przykładem mogą być Włochy i Hiszpania, które stały się de facto państwami upadłymi. Upadł tam system opieki zdrowotnej, który został dosłownie i brutalnie mówiąc „zapchany” przez liczne ciężkie i terminalne przypadki CoV-2019. Upadają całe sektory gospodarki, na czele z turystyką, transportem, spedycją i logistyką. Zerwane zostały łańcuchy dostaw i przepływy strategiczne na świecie. Także te prowadzące z Chin, które na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat stały się fabryką świata, uzależniającą wolny świat od siebie.

Pandemia uderza również w systemy obrony i bezpieczeństwa zarówno krajów zachodnich (i reszty wolnego świata) z osobna, jak i całego NATO i tzw. „sojuszu Zachodu”. Pandemia utrudnia działalność polityczną i wojskową sojuszu, przykładem może być odwołanie manewrów „Cold Response”, będących demonstracją Zachodu wobec agresywnych działań Rosji Sowieckiej i Chin w Arktyce i ograniczenie skali manewrów Defender Europe 2020. Kolejny przykład to aktualna sytuacja na amerykańskim lotniskowcu „Theodore Roosevelt”, operującym na Oceanie Spokojnym. Lotniskowcowe grupy bojowe, składające się z lotniskowca i eskortujących oraz zaopatrujących go okrętów, stanowią podstawę dominacji USA na oceanach i w powietrzu.


Dla państw zachodnich, zarówno obrona i bezpieczeństwo, ale i gospodarka, a właściwie przede wszystkim kapitalistyczna i wolnorynkowa (mniejsza o model) gospodarka jest tym, co Clausewitz określił jako „środek ciężkości”. Pandemia uderza w ten właśnie środek ciężkości, tym samym niejako cofając kraje Europy Zachodniej, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone do poziomu permanentnie upadłych gospodarek komunistycznych Chin i Rosji Sowieckiej. Można spodziewać się uwiądu organów władzy Unii Europejskiej, być może rozpadu UE, a na pewno jej bardzo poważnego osłabienia. Można też spodziewać się – co jest o wiele bardziej niebezpieczne – osłabienia NATO oraz więzów transatlantyckich i transpacyficznych pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a krajami Europy i Azji. Będzie to konsekwencja niestety pewnego osłabienia Stanów Zjednoczonych. Należy oczekiwać ostatecznego upadku demoliberalizmu i coraz bardziej intensywnego przekształcenia do w demobolszewizm; jednocześnie oświeceniowe i demoliberalne mity będą czymś w rodzaju „zdechłego albatrosa”, noszonego przez dotychczasowe elity, niezależnie od ich proweniencji.

Spodziewać się należy upadku dotychczas rządzących elit na Zachodzie, przynajmniej w niektórych krajach, częściowo też na skutek wzrastającego sprzeciwu wobec nich. Ruchy opozycyjne będą na pewno w dużej części nastawione radykalnie, rewolucyjnie, być może proponujące w miejsce demoliberalizmu-demobolszewizmu jeszcze gorszy totalitaryzm, a w jakiejś części proponujące powrót do autorytaryzmu epoki przedrewolucyjnej, albo autorytaryzmu de modo Franco, Piłsudski czy Pinochet.

Ukoronowanie długofalowej strategii KPCh?

Pozornym zaprzeczeniem teorii (określanych pogardliwie jako „spiskowe”) mówiących, że SARS CoV-19 jest bronią biologiczną „Made in China” jest to, że koronawirus dotknął w pierwszej kolejności i w katastrofalnym stopniu Chińczyków. Epidemia uderza w chrlowską gospodarkę, będącą jednym z motorów ekspansji KPCh i lewarów jej władzy. Trzeba jednak pamiętać, że historia komunizmu zna wiele przypadków, w których dla osiągnięcia taktycznych bądź strategicznych interesów komunistyczych elit dokonywano zbrodni ludobójstwa albo innych posunięć, które dla tzw. człowieka Zachodu wydawały się zupełnie irracjonalne z ekonomicznego czy politycznego punktu widzenia, nie mówiąc już o ich moralnym aspekcie.

Wspomnieć tutaj można choćby terror rewolucji bolszewickiej w Rosji, Hołodomor, rewolucję kulturalną i „wielki skok” Mao. Bliższe nam przykłady to pomysły Gomułki i Olszowskiego z grudnia 1970 roku, które zakładały użycie przeciw robotniczemu powstaniu na Pomorzu lotnictwa oraz artylerii. Dla komunistów nie liczy się gospodarka tak, jak liczy się ona i jest rozumiana przez demoliberalny (mniej lub bardziej) Zachód czy kraje takie, jak Japonia czy Korea Południowa. Jest ona zaledwie środkiem do osiągnięcia, sprawowania, ekspansji i utrzymania władzy. ChRL-owska wersja NEP-u w wykonaniu Deng Xiaopinga, Jiang Zemina i Hu Jintao była po prostu etapem „wszechogarniającej wojny”, mającym na celu podłączenie się do zachodnich systemów ekonomicznych, ekspansję i pasożytowanie na nich.


Od roku 2012 ma miejsce zmiana kierunku. Reformy systemu władzy przeprowadzane przez ekipę Xi Jinpinga to odejście od dengowskiego NEP-u i powrót do „zjadliwego” etapu komunizmu, znanego z czasów Stalina i Mao. Oznacza to nie tylko scentralizowanie sposobu zarządzania wewnątrz chińskiej kompartii, ale przede wszystkim coraz bardziej agresywną i opresywną politykę wewnętrzną i międzynarodową. Wzmogły się prześladowania Tybetańczyków, naród muzułmańskich, turańskich Ujgurów niemal w całości umieszczono w gułagu, prześladuje się religijnych buddystów, wyznawców Falun Gong i chrześcijan wszystkich odłamów i kościołów, o ile nie przyjmą prymatu KPCh. Wdraża się również system permanentnej kontroli społecznej, oparty na wszechobecnej cybernetycznej inwigilacji. W polityce zagranicznej zaś, ma miejsce między innymi budowa i zacieśnianie sojuszy politycznych, wojskowych  i ekonomicznych, mających umożliwić realizację mocarstwowych i globalistycznych interesów Komunistycznej Partii Chin (na czele z sojuszem Pekin-Moskwa, Szanghajską Organizacją Współpracy czy NJS).

Tutaj dochodzimy do kolejnej bardzo ważnej kwestii: komunistyczne Chiny mają w wykorzystaniu pandemii koronawirusa do osiągnięcia swoich celów strategicznego sojusznika (i „pomocnika”) – Federację Rosyjską. Jak pisze Ołeksandr Danyluk w International Policy Digest, Pekin i Moskwa wspólnie i w porozumieniu wykorzystują pandemię do „zmiany światowego krajobrazu geopolitycznego”, osłabienia Unii Europejskiej i NATO, a w konsekwencji do „wzmocnienia swojej międzynarodowej pozycji”. To ostatnie stwierdzenie należy niestety uznać za eufemizm – mamy do czynienia z początkiem sekwencji wydarzeń, których bezpośrednim następstwem będzie, a przynajmniej ma być (w strategii Pekinu i Moskwy) obalenie pozycji USA i ustanowienie nowego ładu światowego, w którym hegemonem będą komunistyczne Chiny, z udziałem Rosji Sowieckiej (i pomniejszych państw, podobnie miłujących pokój) oraz ich zachodnich kolaborantów, klientów i użytecznych idiotów.

Korzyści dla ChRL. Na co grają Chiny

Dzięki paraliżowi systemów zachodnich, tworzy się dla elit komunistycznych (zarówno z KPCh i kremlowskiej „korporacji czekistów”) środowisko, w którym mogą one funkcjonować równie sprawnie co dotychczas, w zglobalizowanym neoliberalizmie.

Aktualnie, Europa (Włochy, Hiszpania) i Stany Zjednoczone zostały ogłoszone przez WHO jako epicentra pandemii. ChRL może zatem przystąpić do „pomocy” Włochom wysyłając tam personel medyczny i sprzedając sprzęt niezbędny dla zachowawczego leczenia i profilaktyki, odpowiednio: respiratory, indywidualne środki ochrony i dezynfekcji itp. W ten sposób ChRL nie tylko nadrabia straty polityczne, gospodarcze i wizerunkowe poniesione w pierwszych fazach epidemii, ale również prowadzi działania określane jako „rozwiedka bojom”. ChALW monitoruje i analizuje, jaka dokładnie jest skala destrukcji spowodowana wirusem, sposób w jaki są wdrażane procedury antykryzysowe, pozyskuje masowe dane systemów opieki zdrowotnej dotyczące milionów obywateli. Wojska OPBMR i medyczne mogą też tą drogą pobierać materiał badawczy, który może zostać wykorzystany do prac nad kolejną bronią biologiczną. Podobne działania podjęła Rosja Sowiecka, krótko po wysłaniu do Włoch transportów z Chin (zapewne po rozmowach telefonicznych pomiędzy Xi, Putinem, Szojgu i Miszustinem).

Są to zaledwie pierwsze akordy nowej polityki zagranicznej ChRL, która ma za cel ostateczne pokonanie USA w coraz gorętszej fazie „nowej zimnej wojny”, być może finałowej fazie długofalowej komunistycznej strategii. Komunistyczne Chiny przedstawiają się teraz jako pierwsza, najbardziej dotknięta ofiara koronawirusa, która po oficjalnym, propagandowym i pokazowym jego „pokonaniu”, pomaga (wraz z Rosją Sowiecką) najbardziej poszkodowanym krajom Zachodu, między innymi poprzez sprzedaż indywidualnych środków ochrony przed skażeniami czy respiratorów (nota bene, przeważnie lipnej jakości). Jest to – jak opisuje Hanna Shen – element transakcyjnej polityki zagranicznej: całkiem możliwe, że za jakiś czas ChRL może domagać się na przykład tego, by w zamian za geszefciarskie sprzedawanie „pomocy” materiałowej i medycznej kraje zachodnie zgodziły się na budowę sieci 5G przez Huawei. Następne kroki Chin, których można (czy wręcz należy się spodziewać) to „pomoc” w odbudowie zrujnowanych gospodarek, na przykład poprzez skup potaniałych aktyw upadłych firm, całych przedsiębiorstw, a być może nawet całych państw, w zależności od rozmiaru destrukcji, jaką wywoła kryzys ekonomiczny będący efektem pandemii.

Wreszcie, komunistyczne Chiny wykorzystają pandemię do eksportu neokomunistycznej ideologii i praktyki władzy do krajów zachodnich, niezależnie od ich aktualnego i potencjalnego dotknięcia pandemią. Megakryzys ekonomiczny i polityczny będący konsekwencją pandemii może być przyczynkiem, by wprowadzić (i to permanentnie) drakońskie metody kontroli społeczeństwa, które chrlowska machina wojny informacyjnej przedstawia jako skuteczne metody walki z chorobą i utrzymywania zdrowia publicznego, jak pisze profesor Hal Brands na łamach Bloomberga. Za tym będzie iść eksport nie tylko ideologii, ale również chrlowskiego know-how i rozwiązań technologicznych, czego ziarna zostały już zasiane wcześniej, np. w postaci ekspansji chrlowskich telekomów ze znanym wszystkim Huawei na czele. Można przewidywać, że Pekin (wspólnie i z wydatną pomocą Moskwy) będzie z jeszcze większą intensywnościa ingerował w procesy polityczne, które będą miały miejsce w dotkniętych pandemią krajach Zachodu. Gdy dojdzie tam do rewolucji, czy nawet mniej radykalnych i dynamicznych niepokojów, komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka będą rozgrywały wewnętrznymi konfliktami, wspierając zantagonizowane ich strony.

Moskwa będzie też grała na uzyskanie większej politycznej swobody manewru zarówno w „swojej” bliskiej zagranicy, jak i na Zachodzie. Można się spodziewać nacisków na zniesienie sankcji gospodarczych. Możliwe jest też wzmocnienie obecności na terenach będących dawnym sowieckim imperium wewnętrznym i zewnętrznym, na przykład pełna i formalna aneksja Białorusi i wzmocnienie na tym terenie obecności militarnej.

Sukcesy i/lub porażki biologicznej wojny informacyjnej Pekinu i Moskwy będą zależeć przede wszystkim od tego, jak mocno pandemia uderzy w Stany Zjednoczone i ich potencjał polityczno militarny oraz możliwości projekcji siły, a także od tego, w jaki sposób w dłuższej perspektywie USA będą na sytuację reagowały.


2020-01-26

2020

W 131 i 132 odcinku programu „Geopolityczny Tygiel” dr Jerzy Targalski omówił mechanizmy sojuszu między Rosją Sowiecką a ChRL:



 Nie mam zamiaru dokonywać streszczenia tego, co powiedział politolog, gdyż pisałem o tym między innymi tutaj: 

http://jaszczur09.blogspot.com/2019/08/incydent-nad-morzem-japonskim.html http://jaszczur09.blogspot.com/2019/11/pekin-i-moskwa-zaciesniaja-wspoprace-w.html 

 Warto jednak rozwinąć jednak ciekawą i słuszną tezę doktora Targalskiego, mianowicie o tym, że niemożliwy jest ani konflikt pomiędzy dwoma komunistycznymi mocarstwami, ani rozerwanie ich sojuszu. Sojusz Pekin-Moskwa jest niejako naturalnym stanem rzeczy i wynika nie tylko z interesów bieżących, ale przede wszystkim długofalowych interesów strategicznych, warunkowanych imperialno-bolszewicką naturą obydwu państw. Antyamerykanizm (i antyokcydentalizm) nieformalnego sojuszu Pekin-Moskwa, o którym mówi dr Targalski, jest po prostu pochodną tego, iż oba te państwa dążą do zdobycia i utrzymania statusu światowych mocarstw i do światowej hegemonii. Komunistyczne Chiny i Federacja Rosyjska są z powodów geopolitycznych i geostrategicznych skazane na obustronną współpracę: mogą swoje cele realizować wyłącznie w ramach relacji będących nieformalnym, ale faktycznym sojuszem polityczno-militarno-gospodarczym. 

Dla ChRL (a ściślej rzecz ujmując dla Komunistycznej Partii Chin, jak świetnie tłumaczy generał brygady Robert Spalding w książce „Niewidzialna Wojna”) sojusz z Moskwą jest najważniejszym elementem „nowego porządku światowego” Made in China, czyli globalnego systemu organizacji, instytucji, wpływów oraz mniej lub bardziej formalnych sojuszy, który ma zapewnić KPCh globalną dominację. Obszar Rosji jest też dla Chin ważnym zapleczem strategicznym: strefą łącznikową z obszarem euroatlantyckim i arktycznym oraz dostarczycielem surowców. Chiny nie stanowią zagrożenia dla Federacji Rosyjskiej, jak błędnie stwierdził premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla „Die Welt”: dla czekistowskiego syndykatu sojusz z KPCh jest wręcz gwarantem utrzymania i poszerzania wpływów (u siebie, w „bliskiej zagranicy” i na świecie) a „groźba” stania się „młodszą siostrą Chin” (jak to określa dr Targalski) i ich zapleczem strategicznym jest kosztem koniecznym. 

Brak formalizacji i instytucjonalizacji sojuszu (nie licząc Szanghajskiej Organizacji Współpracy, BRICS czy wymienionego w programie Traktatu o Dobrosąsiedztwie i Przyjaznej Współpracy z 2001 roku) to bardzo dobry kamuflaż, zakłócający postrzeganie tego sojuszu wśród zachodnich ekspertów i decydentów. Dzięki takiemu „strategicznemu partnerstwu” obydwa państwa mogą z osobna realizować nieraz skrajnie różne strategie, będące jednocześnie częściami jednej neokomunistycznej mega-strategii. Ogromnym zagrożeniem dla wolnego świata jest rozwijająca się współpraca w zakresie wprowadzenia przez Federację Rosyjską systemu kontroli społeczeństwa i systemu tzw. „kredytu społecznego”. W listopadzie ubiegłego roku, Nowaja Gazieta ujawniła zamiary wprowadzenia, na razie „jedynie” przez merostwo Moskwy, projektu „Inteligentnego Miasta” („Umnyj Gorod”), będącego de facto kopią rozwiązań zastosowanych w Pekinie, Szanghaju, Shenzhen czy okupowanym Turkiestanie Wschodnim. Cyfrowa inwigilacja oparta o sztuczną inteligencję umożliwiającą funkcjonowanie sieci bardzo precyzyjnych kamer i zarządzanie ogromną ilością danych ma zostać wdrożona do 2030 roku (zapewne po wprowadzeniu jej na pełną skalę w ChRL). Sowieckie korporacje, Rostec i Ntech Lab ściśle w tym zakresie współpracują z władzami ChRL. Można wręcz powiedzieć, że sowieciarze rosyjscy będą podwykonawcami korporacji podporządkowanych KPCh. 

*** 

Sojusz strategiczny pomiędzy Rosją Sowiecką i komunistycznymi Chinami jest jednym z najważniejszych czynników, które zadecydują o kształcie polityki światowej nie tylko w najbliższym czasie, ale w ciągu najbliższych dekad. Trwa ukryta wojna prowadzona przez blok kierowany przez oś Pekin-Moskwa przeciwko Stanom Zjednoczonym, ich sojusznikom, ale i państwom neutralnym. Doktor Targalski mówi o możliwości rozszerzenia się tandemu ChRL-Federacja Rosyjska na Iran, co jest zresztą od dawna faktem; pod koniec grudnia 2019 roku Chiny, Rosja Sowiecka i Iran przeprowadziły wspólne ćwiczenia marynarek wojennych w rejonie Zatoki Perskiej i Morza Arabskiego. Nie tylko zresztą o Iran, bowiem mają miejsce coraz śmielsze przymiarki do włączenia w orbitę wpływów osi Pekin-Moskwa również Niemiec i Francji, a wraz z nimi całej Unii Europejskiej. 

Wróćmy jednak do Iranu. Islamski ekstremizm od lat stanowi narzędzie w rękach sowieciarzy, bez względu na zmiany nazw i skrótowców. „Proxy” Kremla (ale i w sposób bardziej zakulisowy – Pekinu) stanowił afgański Taliban, Al-Qaida i Państwo Islamskie, sojusznikiem ZSRS/FR i ChRL jest też Islamska Republika Iranu, która swoje powstanie zawdzięcza między innymi ZSRS. Amerykanom i tzw. Koalicji Antyterrorystycznej udało się na tyle zdezintegrować Al-Kaidę, że dzisiaj nie stanowi ona już takiego zagrożenia, jak w latach pierwszych XXI wieku. Islamizm odrodził się jednak w straszliwej inkarnacji Państwa Islamskiego, którego plan stworzenia i utrzymania Kalifatu legł w gruzach pod amerykańskimi bombami lotniczymi i rakietami oraz pod ostrzałem kurdyjskich kałasznikowów. Amerykańscy "specjalsi" zabili kalifa Ibrahima, ale nie zabito idei Kalifatu. Nie ma on już jednak niezwykle ważnego atrybutu w postaci państwa o regularnej strukturze politycznej i militarnej, jakim dysponował on jeszcze niespełna dwa lata temu. 

Tandem Moskwa-Pekin musi mieć agresywnego „sojusznika”, którego zadaniem będzie po pierwsze – destabilizowanie Zachodu, po drugie – wiązanie sił wojskowych państw zachodnich na Bliskim Wschodzie, co ułatwić ma działanie Rosji Sowieckiej i komunistycznych Chin. To między innymi dzięki (koniecznej) „wojnie z terroryzmem” i operacje wojskowe w Afganistanie i w Iraku, Rosja Sowiecka mogła rozbudować system penetracji Europy Zachodniej, ChRL rozbudowywać potencjał technologiczny, ekonomiczny i militarny, a obydwa państwa mogły – w cieniu islamskiego zagrożenia i wyniszczającej wojny z nim – nie zwracając uwagi świata, zbudować i umocnić sojusz. Poza tym, agresywny islamizm musi się odrodzić, gdyż wynika to z samej natury islamu, zdominowanego przez aszarytyzm. 

Można spekulować, że miejsce Al-Qaidy i Daesh w geopolitycznym ekosystemie miała zająć właśnie Islamska Republika Iranu (równolegle z coraz bardziej islamizującą się i coraz bardziej agresywną Turcją), która posiada wszystkie niezbędne do tego siły i środki, na czele z Islamskim Korpusem Gwardii Rewolucyjnej, który śmiało można określić jako „małe KGB”. Gwardia Rewolucyjna patronuje nie tylko Hezbollahowi, Hamasowi, rządowi Assada czy też partyzantce Huthi w Jemenie, ale ma wpływy nawet w Ameryce Południowej, współpracując z kolumbijskim FARC czy bezpieką wenezuelską. 

Egzekucja dokonana przez USA na dowódcy tej służby, generale Soleimanim i kilku innych członkach jej wierchuszki to taktyczny i strategiczny majstersztyk. Na poziomie taktycznym, zlikwidowano główny cel, bez ofiar w postaci niewinnych cywilów. Na poziomie strategicznym, dokonano ataku w sam „środek ciężkości” struktury polityczno-wojskowej nieprzyjaciela, używając pojęć Clausewitzowskich, i o to właśnie chodziło, wbrew histerii nowej, „prawicowej” generacji agentury i użytecznych idiotów, jojczących o tym, że zabicie generała ma świadczyć o przynależności USA do „cywilizacji turańskiej”. Dokonano dekapitacji irańskiego aparatu wpływów zagranicznych i represji wewnętrznych, a tym samym znacząco osłabiono potencjał Islamskiej Republiki Iranu, być może unikając w ten sposób dalszych, kosztownych i wyniszczających regularnych działań wojennych. 

Być może, choć to tylko moja teza robocza, decyzja o likwidacji generała Soleimaniego zapadła nieprzypadkowo po wspomnianych wcześniej morskich manewrach Iranu, Rosji Sowieckiej i Chin. Niemal na pewno było to ostrzeżenie wobec nich, oprócz wspomnianego osłabienia ich sojusznika i oczyszczenia przedpola. Ponadto, gdy w tak znaczący sposób osłabi się takie państwa, jak Iran, czy też islamskie organizacje terrorystyczne, Stany Zjednoczone będą mogły bardziej skupić się na pozostałych, ważniejszych strefach starć z blokiem kontynentalnym: Europie (zwłaszcza Europie Środkowo-Wschodniej – wschodnim froncie NATO) oraz obszarze Indopacyfiku. 

 *** 

 Od końca roku 2019 Rosja Sowiecka prowadzi kolejną kampanię dezinformacyjną przeciwko Polsce i Polakom, polegającą na dyskredytowaniu przedwojennego niepodległego państwa polskiego jako cichych sojuszników III Rzeszy oraz współsprawców Holocaustu Żydów. Moskwa w ten sposób poparła żydowskie organizacje roszczeniowe, zbijające kapitał na prowadzeniu „przemysłu Holocaust”, a także państwo Izrael, a ściślej, wpływowe – zarówno lewicowe, jak i prawicowe – kręgi polityczne w Izraelu, o nastawieniu z gruntu antypolskim. Operacja ta ma trzy zasadnicze grupy docelowe: zachodni mainstream, celem pogłębienia orientacji przychylnej Moskwie, wspomniane już środowiska żydowskie oraz Państwo Izrael, a także polską (a raczej peerelowską) lewicę, w celu wzmocnienia „lewej nogi” przychylnej sobie orientacji politycznej, agentury wpływu oraz użytecznych idiotów. Ta operacja – wraz z całym, wewnątrzpolskim kontekstem – wymaga jednak osobnego, bardziej szczegółowego omówienia.

2019-11-08

Pekin i Moskwa zacieśniają współpracę w zakresie bezpieczeństwa

Wspólna obrona przeciwrakietowa, cyberbezpieka i high-tech

 Podczas ostatniego Forum Wałdajskiego Klubu Dyskusyjnego, które odbyło się w Soczi 3 października 2019, Putin ogłosił publicznie, że Federacja Rosyjska wspiera Chińską Republikę Ludową w budowie systemu wczesnego ostrzegania przeciwrakietowego. Według Gustava Gressela z European Council of Foreign Relations, zapowiadany przez Putina system nie ma na celu niszczenia pocisków balistycznych, tylko jest systemem wczesnego ostrzegania, którego zadaniem jest ich wykrycie, rozpoznanie oraz przewidywanie trajektorii lotów. Oprócz rakiet, system może wyśledzić także każdy inny obiekt znajdujący się w przestrzeni kosmicznej oraz atmosferze, np. satelity. I mimo, że różni się od amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej, będzie możliwe jego sprzężenie z istniejącymi systemami obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, na przykład z sowieckiej produkcji S-300 i S-400.

Według Stephena Blanka, Putin ujawnił przedsięwzięcie, które od jakiegoś czasu już jest wdrażane, póki co na skalę lokalną, na terenie Azji Wschodniej. Skoordynowany system obrony przeciwrakietowej ma bronić terytorium Rosji Sowieckiej, ChRL oraz Korei Północnej przed potencjalnym "atakiem prewencyjnym" ze strony USA i zastraszać Stany Zjednoczone, Japonię, a także Koreę Południową.

 Chiny i Rosja Sowiecka zacieśniają współpracę również w dziedzinie nowoczesnych technologii mających podwójne zastosowanie: cywilne i wojskowe (plus bezpieczeństwa i inżynierii społecznej). Według South China Morning Post, 20 października Chińska Administracja Cyberprzestrzeni i Roskomnadzor miały podpisać traktat regulujący współpracę obydwu krajów w zakresie cenzury internetu, określonej eufemistycznie jako "zwalczanie nielegalnych treści w internecie". Już od jakiegoś czasu bardzo widoczna jest tendencja w cyberpolityce Rosji Sowieckiej, polegająca na kopiowaniu chińskich rozwiązań technologicznych i doszlusowywaniu do modelu chińskiego. Współpraca dwustronna w dziedzinie cenzury internetu jest zaledwie częścią całościowego "strategicznego partnerstwa i koordynacji" Rosji Sowieckiej i komunistycznych Chin. Australijski think-tank Australian Strategic Policy Institute wspomina w raporcie o takich polach współpracy, jak głośna ostatnio technologia 5G, prace nad sztuczną inteligencją, Big Data, robotyka, biotechnologia oraz ekonomia cyfrowa. Moskwa popiera również Pekin w tłumieniu wolnościowych protestów w Hong Kongu.

 

 Wyżej wymienione obszary współpracy pomiędzy komunistycznymi Chinami i Federacją Rosyjską, jak również jej zacieśnianie i rozszerzanie na nowe pola są logiczną konsekwencją tej strategicznej symbiozy. Dla komunistycznych Chin sojusz z Federacją Rosyjską jest centralnym elementem "nowego międzynarodowego porządku instytucjonalnego", czyli światowej sieci sojuszy i instytucji, mających umożliwić Pekinowi zdobycie i utrzymanie światowej hegemonii. W bieżącym kontekście, Rosja Sowiecka dostarcza Chinom tych rozwiązań technologicznych, których te nie wypracowały, tu: systemu wczesnego ostrzegania przed pociskami balistycznymi oraz systemów obrony przeciwlotniczej, przeciwrakietowej i przeciwkosmicznej (S-400), a także rakiet balistycznych takich, jak Topol-M, Buława czy Jars, które docelowo mogą zastąpić przestarzałe, jednogłowicowe rakiety Dong Feng.

Patrząc z Moskwy

 Przedstawiciele elit kremlowskich mają rację, gdy twierdzą, że interes Chin jest w istocie interesem Federacji Rosyjskiej. Sojusznicze relacje, zwłaszcza współpraca technologiczna i wojskowa to instrument umożliwiający Moskwie odzyskanie pozycji światowego mocarstwa, przy czym Rosja Sowiecka może zostać niejako współhegemonem jako junior partner ChRL i tę rolę akceptuje. Czekistowsko-oligarchiczny syndykat rządzący na Kremlu dostaje dzięki sojuszowi z Chinami ogromne pieniądze oraz takie technologie (tutaj: technologie kontroli i inwigilacji społeczeństwa), których sam nie posiada. Ponadto, agresywna i prowokacyjna postawa Moskwy na arenie międzynarodowej możliwa jest między innymi – a według Stephena Blanka głównie – dzięki współpracy z Chinami.

W dniach 16-21 września tego roku Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej przeprowadziły cykliczne manewry „Centr 2019”, w których uczestniczyły również wojska państw należących do Szanghajskiej Organizacji Współpracy oraz Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego, na czele z komunistycznymi Chinami. Z manewrami „Centr” pokrywały się ćwiczenia „Obrona Związku”, przeprowadzana pod egidą tzw. Państwa Związkowego Rosji i Białorusi – tworu istniejącego dotąd „na papierze”, który jednak, biorąc pod uwagę pogłoski o wchłonięciu Białorusi przez Rosję Sowiecką, może zaistnieć de facto. Ogromny cykl zakrojonych na szeroką skalę manewrów, ćwiczeń i zgrupowań poligonowych Federacji Rosyjskiej zakończony został ćwiczeniami „Grom 2019”, sprawdzającymi gotowość strategicznych sił nuklearnych.

Niemal jednocześnie, Rosja Sowiecka dokonuje prowokacji o charakterze militarnym. Pod koniec lipca tego roku patrol złożony z sowieckich i chińskich samolotów wkracza w przestrzeń powietrzną Korei Południowej i Japonii. Pod koniec września zanotowano lądowanie żołnierzy Specnazu (konkretnie, pododdziałów podległych kremlowskiemu kolaboranckiemu wodzowi Czeczenii, Ramzanowi Kadyrowowi) na Spitsbergenie, który według umów międzynarodowych jest obszarem zdemilitaryzowanym. Według niektórych obserwatorów, wtargnięcia sowieckich pododdziałów rozpoznawczych miały miejsce również na obszarze kontynentalnej Norwegii. Pod koniec października sowieckie okręty podwodne wtargnąć miały na wody należące do Norwegii i okalające Grenlandię, gdzie ćwiczyły przecinanie położonych na dnie oceanicznym kable telekomunikacyjne.

Celem zarówno ćwiczeń wojskowych, jak i naruszeń terytoriów państw takich jak Korea, Japonia, Norwegia, Dania, ale i Polska, Wielka Brytania czy też USA jest przede wszystkim prowokowanie i sprawdzanie reakcji zarówno tych państw, jak i całości NATO oraz systematyczne przesuwanie progu prowokacji, a także szantaż i groźby wobec państw wolnego świata. Czy przypadkiem jest choćby to, że Dania wyraziła zgodę na budowę Nord Stream 2 praktycznie zaraz po tym, jak sowieckie okręty podwodne zbliżyły się do Grenlandii?

Trzeba spodziewać się tego, że współpraca w zakresie obrony, bezpieczeństwa oraz inżynierii społecznej – wymagająca ogromnego stopnia wzajemnego zaufania i dostępu do bardzo wrażliwych danych technologicznych czy wywiadowczych – będzie rozwijać się dalej. Przyczyni się ona do wzajemnego wzmocnienia potencjału komunistycznych Chin i Rosji Sowieckiej – potencjału wojskowego, ale również możliwości kontroli, jaką sprawują nad własnymi społeczeństwami, a także obszarami znajdującymi się w ich aktualnych bądź potencjalnych strefach wpływów. Taka kombinacja soft i hard power da Rosji Sowieckiej i Chinom możliwość manipulacji państwami zachodu przy użyciu coraz bardziej zaawansowanych technologicznie instrumentów, pozwalających na kontrolę sytuacji wewnętrznej poprzez manipulację społeczeństwami, a nawet jednostkami.

Tak zwany „Nowy Porządek Światowy” wcale nie musi przyjść – jak utrzymuje wielu badaczy i prawicowych głównie publicystów – z Nowego Jorku, Brukseli czy Tel-Awiwu. Jego centrum może się stać Blok Eurazjatycki, zdominowany przez współpracę Pekin-Moskwa, a pewne wpływowe kręgi w elitach wolnego świata będą w coraz większym stopniu naśladować i kupować rozwiązania zastosowane i sprawdzone przez towarzyszy z Pekinu i Moskwy.

2019-08-11

Incydent nad Morzem Japonskim

Przebieg prowokacji

 23 lipca 2019 roku patrol powietrzny złożony z chińskich i sowieckich samolotów bojowych wtargnął w przestrzeń powietrzną Korei Południowej i Japonii. 

 Patrol składał się z samolotu AWACS (rozpoznania i dowodzenia) Berijew A-50, dwóch bombowców strategicznych Tu-95 MS oraz dwóch chińskich bombowców strategicznych Xian-H6K i samolotu wczesnego ostrzegania KJ-2000. Tupolew może być uzbrojony w 8 pocisków manewrujących powietrze-ziemia Kh-101 i 102, a Xian, w 6 pocisków CJ-20 takiego samego przeznaczenia. Pociski te mają zasięg odpowiednio: 4000 km i 2000 km, obydwa mogą być uzbrojone w głowice nuklearne. Obydwa bombowce zdolne są do przenoszenia również ładunków konwencjonalnych, m.in. ponaddźwiękowych pocisków służących do rażenia celów nawodnych. 

 Ani Federacja Rosyjska, ani ChRL nie powiadomiły strony koreańskiej i japońskiej o przelocie, nie wystąpiły też o pozwolenie. Po zignorowaniu wezwań nadawanych drogą radiową, koreańskie myśliwce F-15 i F-16 oddały w stronę intruzów 360 strzałów ostrzegawczych z działek pokładowych o kalibrze 20mm. Reakcją Chińczyków i Rosjan było zagłuszanie koreańskiej eskorty. Japonia poprzestała na reakcjach czysto dyplomatycznych.  

Kontekst taktyczny, strategiczny i polityczny

 Rosja Sowiecka praktycznie od zawsze, a ze szczególnym natężeniem po inwazji na Ukrainę w 2014 roku, dokonuje prowokacyjnych działań polegających na na stałym zastraszaniu i testowaniu reakcji państw z otoczenia międzynarodowego za pomocą aktów będących de facto rozpoznaniem bojem. Po wtargnięciach w przestrzeń powietrzną m.in. Polski, Szwecji, Norwegii czy nawet Wielkiej Brytanii i USA, Rosja Sowiecka chce zastraszyć Koreę Południową i Japonię, tym razem z udziałem komunistycznych Chin i w ich interesie.

Pierwszy wspólny patrol lotnictwa chińskiego i sowieckiego wpisuje się przede wszystkim w długofalową strategię Moskwy i Pekinu. Chiny i Rosję Sowiecką łączy sojusz na poziomie politycznym, gospodarczym i militarnym. Sojusz ten nie ma charakteru de jure, tylko de facto i wynika ze wspólnych interesów mocarstwowych komunistycznych Chin i Federacji Rosyjskiej: strategicznym celem Moskwy i Pekinu jest osłabienie (w wariancie maksimum - obalenie) mocarstwowej pozycji USA, celem ustanowienia nowego porządku eurazjatyckiego i światowego, opartego na osi Pekin-Moskwa. 

Zbierzmy niektóre fakty, zarówno wydarzenia, jak i wypowiedzi przywódców, chociażby z ostatniego czasu: w czerwcu tego roku Putin i Xi podpisali dokument o „Strategicznej Współpracy u progu Nowej Ery”, w którym obie strony zobowiązały się m.in. do zwiększenia wymiany handlowej, w tym o uczynieniu z Rosji Sowieckiej największego dostawcy ropy naftowej, a także o budowie sieci 5G w Rosji Sowieckiej w oparciu o chrlowski Huawei. W ramach realizacji wyżej opisanej długofalowej strategii, powoli, ale konsekwentnie wdrażany jest projekt utworzenia sieci sojuszy (w tym tzw. „Partnerstwa Wielkiej Eurazji”), która ma połączyć w jedną przestrzeń geostrategiczną Europę, Federację Rosyjską i ChRL. Należy tu wspomnieć o przeprowadzonych w Niemczech ćwiczeniach wojskowych ChALW i Bundeswehry (w zakresie ratownictwa pola walki), o obronie przez ChRL sowiecko-niemieckiego Nord Stream 2, a także otwartej deklaracji wierchuszki ChRL o tym, że przedsięwzięcia tworzone w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku mogą mieć zastosowanie militarne, a jednym z zadań ChALW jest ochrona NJS. 

 Współpraca wojskowa pomiędzy Federacją Rosyjską a Chinami odbywa się na trzech poziomach: instytucjonalnym (pomiędzy przywódcami obu państw, rządami, ministerstwami obrony, dowództwami, komisjami międzyrządowymi, think-tankami zajmującymi się bezpieczeństwem itp.), organizowania regularnych i cyklicznych wspólnych manewrów wojskowych (wojsk lądowych, powietrzno-desantowych, specjalnych, żandarmerii, oddziałów realizacyjnych bezpieki i marynarek wojennych) oraz współpracy wojskowo-technologicznej. Na wszystkich tych poziomach współpraca wojskowa z roku na rok (a właściwie z miesiąca na miesiąc) zacieśnia się, pogłębia i rozszerza na nowe obszary, także na elementy i przedsięwzięcia, które wymagają wzajemnego udostępnienia bardzo wrażliwych danych, na przykład niedawne ćwiczenia w zakresie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, czy też sprzedaż i wdrożenie rosyjskiego systemu rakietowego S-400 do ChRL, który to proces wymaga gruntownego przeszkolenia chińskich załóg w zakresie obsługi systemu i udostępnienia przez Moskwę wrażliwych danych taktyczno-technicznych i wywiadowczych. Trwa podobna transakcja jeśli chodzi o samoloty bojowe Su-37, a według Stephena Blanka, transfer może dotyczyć również najnowszych Su-57. 

 Nie można też pominąć tutaj operacji bratniej pomocy, udzielanej przez Rosję Sowiecką i Chiny Maduro, Assadowi i satrapom krajów czarnej Afryki. W kontekście tym warto również wspomnieć o nowej chińskiej strategii wojskowej, ujętej w formule „Białej Księgi”, w której bardzo ważne miejsce zajmuje współpraca z Federacją Rosyjską jako czynnik zapewniający „globalną stabilność strategiczną”. 

Pierwszy patrol lotniczy obydwu państw jest zatem, po pierwsze, manifestacją strategicznej współpracy Rosji Sowieckiej i komunistycznych Chin, a w szczególności współpracy militarnej oraz jej stałej ewolucji, co potwierdziło chociażby oficjalne oświadczenie ministerstwa obrony Federacji Rosyjskiej: „Wspólny patrol przeprowadzony został w celu pogłębiania relacji rosyjsko-chińskich, w ramach naszego wszechstronnego partnerstwa, zwiększania współpracy pomiędzy naszymi siłami zbrojnymi, doskonalenia ich zdolności do przeprowadzania wspólnych działań oraz wzmacniania globalnego bezpieczeństwa strategicznego”. Ze strony Moskwy jest to oznaka poparcia dla polityki Chin, i vice versa, dowód poparcia polityki Moskwy przez Pekin. 

 Po drugie, patrol jest przedsięwzięciem zgrywającym w praktyce działania sił zbrojnych (w tym wypadku personelu lotniczego: pilotów i załóg samolotów bojowych) obydwu państw, a ponadto, zważywszy na skład formacji, która przeleciała przez przestrzeń powietrzną Korei i Japonii, patrol realizował zapewne zadania wywiadowcze. Nie można też zapominać – w kontekście omawianego tutaj lotu – o naruszeniu przestrzeni powietrznej Tajwanu, dokonanego przez sowiecki Tu-95 w lipcu. Lot ten odbył się za wiedzą i zgodą ChRL. 

Zapewne nieprzypadkowy jest tutaj kontekst gry, jaką prowadzi Kim Dzong Un, który z jednej strony dąży do ocieplenia swojego wizerunku (i być może wprowadzenia KRLD-owskiej wersji pieriestrojki), a z drugiej, dąży do bycia uznanym za mocarstwo nuklearne i mimo ustaleń ze szczytu Trump-Kim w Singapurze dalej rozwija zbrojenia nuklearne, w tym rakiety przypominające sowiecki system Iskander. Artiom Łukin na stronach Klubu Wałdajskiego opisuje cel polityki realizowanej przez Kima (z udziałem Putina i Xi), a jest nim finlandyzacja Republiki Korei, a docelowo zjednoczenie Półwyspu Koreańskiego na warunkach KRLD. 

Rick Fisher, ekspert International Assessment and Strategy Center, napisał na łamach antykomunistycznego „Epoch Times”, że „udział samolotów AWACS umożliwił grupie bombowców wyszukiwanie celów na ziemi i morzu i prawdopodobne jest, że dane celów pochodzących z umieszczonych w kosmosie i na ziemi czujników zostały wykorzystane przez samoloty AWACS i bombowce. To małe ćwiczenie jest przejawem powietrznej "sieci", która w przyszłych ćwiczeniach może rozrosnąć się, obejmując większą liczbę bombowców i myśliwców, a później okrętów wojennych i podwodnych, tworzących większe formacje bojowe." Podobnego zdania jest Stephen Blank, który w przytoczonym artykule napisał: „[...] incydent nad terytorium japońskim i koreańskim nie był przypadkiem ani wydarzeniem jednorazowym. Należy się spodziewać większej ilości takich przedsięwzięć z udziałem połączonych sił rosyjsko-chińskich o większej zdolności bojowej (z większą zuchwałością i bezwzględnością)”. Blank pisze dalej, że podobne incydenty w przyszłości są kwestią czasu. Należy się również spodziewać, że podobne operacje z udziałem połączonych sił sino-sowieckich będą przeprowadzane również wobec krajów europejskich, zwłaszcza sojuszników USA oraz krajów uznanych przez Moskwę za “bliską zagranicę”. I będzie to funkcja tworzącej się i zacieśniającej współpracy na osi Pekin-Moskwa-Berlin.

2019-05-20

Militarny wymiar sojuszu Moskwa-Pekin: analiza Stephena Blanka (2)

„Sojusz o charakterze ideologicznym”. Fundamenty i rozwój sojuszu

Doktor Stephen Blank reprezentuje stanowisko niezgodne z większością amerykańskich, i ogółem zachodnich, politologów. Mianowicie twierdzi on, że sojusz pomiędzy Federacją Rosyjską i komunistycznymi Chinami ma w dużej mierze podłoże ideologiczne, wynikające z charakteru i istoty obydwu państw. Sankcje nałożone przez Stany Zjednoczone (i niektóre pozostałe państwa zachodnie) na Rosję Sowiecką czy wojna handlowa pomiędzy USA a ChRL nie są głównym czynnikiem tego sojuszu (jak utrzymuje większość badaczy) a jedynie katalizatorem:

Od początku chińsko-rosyjskiego zbliżenia w latach '90 do teraz, znaczącą, jeśli nie najważniejszą siłą napędową stałej poprawy relacji jest ideologiczna zbieżność obydwu państw, to znaczy ich sposób samoreprezentacji, strach przed liberalną demokracją oraz amerykańskimi wartościami w sprawach światowych. Nie jest to tylko sojusz z rozsądku [axis of convenience] i zawsze były to relacje napędzane normatywnie, tak więc ich podłoże wywodzi się z natury państw rosyjskiego i chińskiego jako takich, nie zaś z polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych.

Z powyższego, można rzec, wynika reszta – Blank twierdzi, że zbieżność ideologiczna i zbieżność strategicznych interesów idą ze sobą w parze.

Moskwa popiera Pekin we wszystkich sprawach dotyczących geopolitycznej architektury w Azji: w stosunkach z Japonią, w sprawie sytuacji na Półwyspie czy też w sprawie chińskich roszczeń na morzach Południowo- i Wschodniochińskim i wynikających z nich sporów z Filipinami, Indonezją, Malezją, Tajwanem oraz Brunei Darussalam. Przykładowo, w relacjach z Tokio, Moskwa nie jest skłonna do kompromisów, na przykład oddania okupowanej części Archipelagu Kurylskiego właśnie ze względu na chęć utrzymania sojuszniczych relacji z Chinami. Co więcej, Rosja Sowiecka stale rozbudowuje na Kurylach swoją infrastrukturę wojskową. Moskwa popiera też stanowisko Pekinu ws. Tajwanu, uznając to państwo za „zbuntowaną prowincję” ChRL. Rosja Sowiecka akceptuje również chińską ekspansję w Azji Środkowej, na terenach „swoich” byłych republik, i nie neguje tam chińskiego prymatu.

Kręgi decyzyjne w siłach zbrojnych (i bezpiece) Federacji Rosyjskiej dążą do utrzymania i wzmacniania sojuszu, zarówno w relacjach bilateralnych, jak i w ramach organizacji międzynarodowych, na czele z Szanghajską Organizacją Współpracy. Ma to odzwierciedlenie zarówno w oficjalnej narracji obydwu stron, jak i w praktyce ich polityki zagranicznej i obronnej. Znamienne są tutaj następujące stwierdzenia przedstawicieli strony sowieckiej, począwszy od wypowiedzi Władimira Putina, w której określił Rosję Sowiecką i ChRL jako „naturalnych sojuszników”. Siergiej Szojgu zaś określił „dobrosąsiedzkie relacje” pomiędzy Moskwą a Pekinem jako kluczowy czynnik w „utrzymaniu pokoju na kontynencie eurazjatyckim i poza nim” [sic!]. Kolejne przykłady to wypowiedzi chińskich oficjeli, na przykład ambasadora ChRL w Moskwie Li Hui mówiący o tym, że „Rosja i Chiny są jak wargi i zęby”. Establishment w Rosji Sowieckiej i w ChRL wielokrotnie podkreśla również cele operacyjne: sojusz pomiędzy tym państwami służy zwalczaniu zagrożeń międzynarodowych, takich jak ekstremizm polityczny, terroryzm islamski czy sponsorowane przez Zachód (czytaj: USA, według oficjalnej propagandy Pekinu i Moskwy) „kolorowe rewolucje”.

Sino-sowiecki sojusz polityczno-wojskowy, choć nieformalny i niedoceniany przez wielu zachodnich obserwatorów i polityków, daje obydwu stronom wymierne korzyści. Chiny biorą z niego – jak stwierdza Blank - „wszystko, czego chcą”. Z drugiej strony, podobnej wagi korzyści dla siebie widzą elity rządzące Federacją Rosyjską, od najwyższych władz państwowych na czele z Putinem, Ławrowem i Szojgu, poprzez funkcjonariuszy ministerstwa obrony i dowódców wojsk, na zbrojeniówce kończąc. Jednym z przykładów oficjalnych wypowiedzi obrazujących wagę sojuszu dla obydwu stron jest wypowiedź Szojgu między innymi o przygotowaniu i szkoleniu rosyjskich specjalistów wojskowych dla Chin, szkoleniu chińskich podchorążych na sowieckich uczelniach wojskowych, a także manewrach z cyklu "Misja Pokojowa" i "Morskie Współdziałanie".

Rosja Sowiecka – dążąc do realizacji własnych mocarstwowych interesów – akceptuje prymat komunistycznych Chin w sojuszu. Stephen Blank jako przykład podaje w tym kontekście wypowiedź Putina podczas jednego ze wspólnych wystąpień z wierchuszką ChRL o tym, że „główna walka toczy się teraz o globalne przywództwo i nie zamierzamy tu konkurować z Chinami”. Kolejnym przykładem jest wypowiedź wysokiej rangi urzędnika rosyjskiego odpowiadającego za eksport broni: „jeśli pracujemy na rzecz interesów Chin, oznacza to, że działamy także w naszym interesie”.

Obydwa państwa wolą też rozszerzać współpracę na nowe pola i zacieśniać ją na już istniejących. Jest to u ou stron spowodowane poczuciem wspólnoty interesów, zarówno wspólnoty ideologicznej, jak i strategicznej. I dzieje się to pomimo taktycznych różnic interesów:

Chociaż Rosja i Chiny zauważają trudności we współpracy, ich poświęcenie w podkreślanie pozytywnych stron relacji przeważa we wzajemnych dysputach nad pracą na rzecz przezwyciężania trudności. Podejście to zostało wypracowane poprzez stałą instytucjonalizację dwustronnych powiązań. Obejmuje ona spotkania na szczycie pomiędzy głowami państw, regularne spotkania premierów i ministrów spraw zagranicznych, konsultacje dotyczące stabilności strategicznej (na szczeblu wiceministrów spraw zagranicznych), współpracę wojskową (na szczeblu ministrów obrony) oraz szersze zagadnienia bezpieczeństwa (pomiędzy krajowymi doradcami do spraw bezpieczeństwa).

Stephen Blank zatem jasno wykazuje, że mówienie o braku sojuszu pomiędzy Rosją Sowiecką a komunistycznymi Chinami, braku wspólnoty interesów, rzekomym sojuszu taktycznym, czy wręcz mówienie o potencjalnym, zbliżającym się konflikcie zbrojnym albo politycznym, jest błędne i pozbawione podstaw, co wynika z przedstawionego w artykule materiału dowodowego. Tak samo błędne jest – zdaniem Blanka – traktowanie przez elity amerykańskie (choć sprawa tyczy się praktycznie całego świata) Federacji Rosyjskiej i ChRL jako dwóch osobnych zagrożeń. Jest dokładnie odwrotnie – sojusz, choć nieformalny, jest faktem, a ponadto wypracowuje coraz to nowsze metody ekspansji (na czele z celową polityką dezinformacji), coraz bardziej pogłębia się w ostatnich latach i jest to trend trwały:

Wzmocniona współpraca wojskowa jest widoczna we wspólnych ćwiczeniach od roku 2014 z punktem kulminacyjnym na manewrach "Wostok 2018", wzajemnym handlu bronią i podpisywaniu nowych kontraktów przez Rosję na sprzedaż broni Chinom. Takie rozwiązanie świadczy o niechęci Chin do przystępowania do formalnych sojuszy i powtarzających sissę wezwaniach wobec Rosji do budowania coraz bliższych więzi i współpracy w zakresie bezpieczeństwa azjatyckiego i międzynarodowego, wspierania żywotnych interesów państwowych Chin, a nawet budowy nowego porządku światowego opartego o "globalną strategiczną stabilność". [...] Rozwiązanie to pozwala również Putinowi (i Xi Jinpingowi) do utrzymywania, że nie ma sojuszu. [...] Tymczasem, "Rosja i Chiny zajmują stanowiska bardzo sobie bliskie, albo prawie takie same w sprawach międzynarodowych", jak powiedział Putin w 2016 roku. 

Walka o panowanie na morzach

Zarówno Chiny, jak i Federacja Rosyjska dążą do panowania nad okalającymi je morzami, co gwarantowałoby im dostęp do oceanów, tym samym możliwość uzyskania statusu mocarstw morskich i w dalszej perspektywie – kolejne punkty do stania się mocarstwami światowymi. Obydwa państwa łamią, albo wykorzystują dla własnych celów traktaty międzynarodowe dotyczące mórz i oceanów, czy (tak jak Chiny w 2016 roku) ustalenia Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Hadze.

Rosja Sowiecka dąży do kontroli nad całością Morza Ochockiego, przyznanej jej na mocy Konwencji Narodów Zjednoczonych o Prawie Morza (UNCLOS) oraz do dominacji nad Północnym Przejściem Morskim oraz całością wód Oceanu Arktycznego, wykorzystując casus Morza Ochockiego właśnie. Moskwa zamierza też – jak pisze Blank – uczynić Morze Azowskie morzem wewnętrznym. Równie ważnym akwenem jest także Morze Bałtyckie (o którym Blank w omawianym tekście już nie pisze), o czym później. Chiny z kolei próbują od jakiegoś czasu, i to z pozytywnym dla siebie skutkiem uczynić morze wewnętrzne z Morza Południowochińskiego. I Rosja Sowiecka, i Chiny dążą do militaryzacji odpowiednio: Morza Ochockiego, Oceanu Arktycznego oraz Morza Południowochińskiego i Wschodniochińskiego.

Chiny od prawie dekady [...] kontynuują budowę sztucznych wysp i wzmacniają swoje możliwości wojskowe na Morzy Południowochińskim, oczywiście bezkarnie. [...] Faktycznie, według amerykańskich dowódców, Chiny obecnie opanowują te wody na wypadek zbliżającej się wojny (prawdopodobnie ze Stanami Zjednoczonymi). [...] Chinskie starania na tych wodach przypominają rosyjskie działania na Morzu Azowskim, Morzu Ochockim i w Arktyce. Jeżeli Chiny będą zwycieżąć bez znaczącego sprzeciwu w swojej kampanii unieważnienia prawa międzynarodowego, Rosja podobnie rozzuchwali się, by zrealizować swoje żądania w Arktyce i w Ukrainie [...] poprzez zdecydowaną politykę i operacje, tak jak już najwyraźniej to czyni. W rzeczywistości, natychmiast po incydencie na Morzu Azowskim, Moskwa ogłosiła, że żaden zagraniczny okręt wojenny nie może wpłynąć na Ocean Arktyczny w czasie pokoju bez eskorty okrętów rosyjskich. 

Z chińskiego precedensu odnośnie Morza Południowochińskiego, uznawanego przez Pekin za akwen należący do ChRL bierze przykład Moskwa, próbująca regulować ruch zagranicznych statków handlowych na wodach Oceanu Arktycznego, w szczególności Przejścia Północnego. 

Im bardziej pogłębia się współpraca pomiędzy komunistycznymi Chinami a Rosją Sowiecką, tym bardziej staje się istotna opisana tutaj zależność:

Jako aktywny i zaangażowany partner używający argumentów historycznych w międzynarodowym prawie morskim, Chiny dają oczywistą okazję Rosji. A co najważniejsze, korzyści odniosą obie strony. Chiny także będą potrzebowały wiarygodnego partnera, by wesprzeć swoją pozycję prawną państwa morskiego regulującego transport na własnych obszarach historycznych. Możliwości prowadzenia polityki łączącej wiele zagadnień będą dla Chin i Rosji oczywiste [...].

Wnioski. Realizm zamiast „myślenia życzeniowego”

Artykuł doktora Blanka, jak już wspomniano wcześniej, jest bardzo ważny, gdyż apeluje (czy wręcz alarmuje) do elit amerykańskich (i choć jest przeznaczony konkretnie pod amerykański „target”, nie tylko!) o bazowanie na „realizmie” i o niekierowanie się „myśleniem życzeniowym” oraz archaicznymi „kliszami” w ocenie relacji dwustronnych Federacji Rosyjskiej i ChRL, a także o niepostrzeganie tych dwóch państw jako dwóch osobnych zagrożeń. Stephen Blank podaje mnóstwo bogato udokumentowanego materiału dowodowego w postaci wypowiedzi przywódców Rosji Sowieckiej i ChRL, a także ich działań udowadniających to, co nie wszystkim wydaje się oczywiste.

Jedynego małego niedopowiedzenia możemy się doszukać w podrozdziale dotyczącym ideologicznych fundamentów sojuszu Pekin-Moskwa. Otóż sprzeciw wobec demoliberalizmu zachodniego, a w szczególności „wartości amerykańskich” to nie tyle sama istota Federacji Rosyjskiej i ChRL jako takich, a jej pochodna. Chociaż w zasadzie można się tego doczytać niejako między wierszami, istotą państwowości zarówno Federacji Rosyjskiej, jak i ChRL jest totalitaryzm, a konkretnie – nieumarły komunizm. Istniejący odpowiednio pod postacią kryptokomunizmu oraz komunizmu jawnego, który właśnie wychodzi z fazy lokalnej wersji „NEP”, na powrót wchodząc w fazę coraz bardziej totalitarną wewnątrz i ofensywną na zewnątrz. 

I to właśnie komunizm, rozumiany jako teoria i praktyka władzy, jest metapolitycznym i ideologicznym zwornikiem sojuszu Moskwa-Pekin, ściśle powiązanym z ich strategicznymi interesami, regionalnymi i światowymi. Oba państwa dążą do obalenia pozycji USA, a poprzez to, do dominacji regionalnej i światowej. Wyżej wymienione interesy są dla obydwu państw wspólne i mogą być zrealizowane tylko w ramach sojuszu: jeśli Federacja Rosyjska (kontynuacja, a wręcz inkarnacja ZSRS) zamierza zrealizować i utrzymać status mocarstwa światowego, musi współpracować z komunistycznymi Chinami. I vice versa, jeśli te same zamiary chce zrealizować ChRL, to musi mieć sojusznika w postaci Federacji Rosyjskiej. Moskwa i Pekin, są wręcz wskazane na wszechstronną współpracę polityczno-wojskową i ekonomiczną.

Komunistyczne Chiny mają w przewagę w sojuszu z Rosją Sowiecką, ale gdyby przyjrzeć się bliżej, to tylko w niektórych aspektach, a poza tym obie strony wzajemnie się uzupełniają. Chiny mają nad Rosją Sowiecką ogromną przewagę w zakresie nowoczesnych technologii, w zakresie gospodarki czy demografii. Natomiast Rosja Sowiecka w dalszym ciągu góruje na przykład pod względem techniki wojskowej. I wreszcie, to Federacja Rosyjska wypracowała przez lata obecnie realizowaną megastrategię geopolityczną, pod którą od ponad dwóch dekad ChRL niejako podpina się.

Chociaż artykuł adresowany jest do elit amerykańskich oraz ich zaplecza eksperckiego celem przypomnienia, że sojusz Moskwa-Pekin jest faktem i stanowi poważne wyzwanie dla pozycji USA, to jego przesłanie powinno być takim samym ostrzeżeniem dla całego świata. Arenami wspólnej ekspansji Federacji Rosyjskiej i ChRL są bowiem nie tylko Pacyfik Zachodni, Azja Wschodnia czy Ocean Arktyczny, ale i Bliski Wschód, dawne sowieckie imperium (wewnętrzne i zewnętrzne), Afryka i Ameryka Łacińska. Nie jest przypadkiem, że Moskwa i Pekin wspierają ambicje Iranu, ani też „bratnia pomoc” udzielona komunistycznemu reżimowi Maduro w Wenezueli przez sowiecką korporację najemniczą „Wagner” i jednocześnie przez regularne chińskie wojsko (oficjalnie – personel szkolący wenezuelskie załogi śmigłowców wojskowych). Współpraca wojskowa Rosji Sowieckiej i Chin jest instrumentem, który pozwala obydwu państwom wspólnie realizować swoje interesy na wszystkich wyżej wymienionych obszarach. 

Co ważne dla Polski, wpływy Rosji Sowieckiej są uzupełniane i wspierane przez wpływy komunistycznych Chin. Jako przykłady można podać ćwiczenia „Morskie Współdziałanie 2017”, podczas których marynarki wojenne Federacji Rosyjskiej i ChRL wspólnie ćwiczyły na Morzu Bałtyckim, na wodach Zatoki Gdańskiej w pobliżu obwodu królewieckiego. Ćwiczenia te były wyrazem poparcia ChRL dla zamiarów Rosji Sowieckiej uzyskania przewagi na Morzu Bałtyckim, jako elementu utrzymania stanu posiadania w całej Europie Środkowej i Wschodniej. Na początku tego roku, Chiny udzieliły werbalnego poparcia dla sowieckiego projektu Nord Stream 2 oraz jego zachodnioeuropejskich, w szczególności niemieckich, udziałowców.

Na podstawie: Military Aspects of the Russo-Chinese Alliance: A View from the United States, http://www.theasanforum.org/military-aspects-of-the-russo-chinese-alliance-a-view-from-the-united-states/