2018-04-08

Putin 4.0


Zwycięstwo Putina w „wyborach prezydenckich”, które odbyły się 18 marca 2018 roku, w czwartą rocznicę aneksji Krymu przez Rosję Sowiecką, było oczywistością. Wysoka frekwencja i wysoki wynik towarzysza pułkownika – na tle poprzednich – świadczy o legitymizacji jego kolejnej kadencji i mocnej pozycji w neosowieckiej elicie. Wysokie "poparcie" Putina należy jednak traktować nie tak, jak w przypadku przywódców państw demokratycznych, ale jako efekt sprawności aparatu państwowego oraz poparcie Putina przez grupę, bądź konglomerat grup faktycznie sprawujący władzę w Federacji Rosyjskiej.


Źródło: larussophobe

Era Putina a długofalowa strategia

Anatolij Golicyn w wydanej w roku 1984 książce „Nowe kłamstwa w miejsce starych...” przewidział, że po okresie pieriestojki i liberalizacji nadejdzie czas rekomunizacji, konsolidacji i umocnienia władzy sowieckiej, połączony ze wzmocnieniem i rozszerzeniem bloku komunistycznego. Nie przewidział on, że władza komunistyczna porzuci ideologię oraz dotychczasowe formy instytucjonalne, ani też tego, że Związek Sowiecki ulegnie rozpadowi. Ale są to jedynie "szczegóły techniczne", gdyż pod względem czy to personalno-kadrowym, czy to prawnomiędzynarodowym, czy to kierunków polityki wewnętrznej i zagranicznej, mamy do czynienia z kontynuacją systemu sowieckiego, więzy łączące byłe republiki sowieckie i kraje „postkomunistyczne” z centralą w Moskwie nie zostały (z małymi wyjątkami) zerwane, a tym samym jest to spełnienie lwiej części prognoz Golicyna.

Można powiedzieć, że w efekcie transformacji ustrojowej, partia komunistyczna została zastąpiona w roli wiodącej siły politycznej przez aparat bezpieczeństwa, który zresztą przeprowadził operację „przebudowy”: według różnych szacunków, od 70 do 80 procent elit politycznych Federacji Rosyjskiej wywodzi się z sowieckich specsłużb – głównie z KGB i jej spadkobierczyni – FSB, ale również SWR (kontynuacja I Zarządu Głównego KGB), wojska, GRU, FSO, SBP i ostatnio Gwardii Narodowej. Wielu politologów i historyków twierdzi, że faktycznym rządem Federacji Rosyjskiej jest nie rząd aktualnego premiera ani nawet administracja prezydenta, tylko Rada Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, w której czołowe miejsca zajmują wysokiej rangi czekiści i wojskowi.

To właśnie za panowania Putina rozpoczęto wdrażanie opisanej przez Golicyna fazy powrotu do praktyk totalitarnych i reintegracji bloku. Powstał sojusz Rosji Sowieckiej z komunistycznymi Chinami: rozpoczęto wielowymiarową współpracę polityczną, dyplomatyczną, wojskową i ekonomiczną (bądź ją zacieśniono tam, gdzie istniała wcześniej), powstały mniej lub bardziej formalne, mniej lub bardziej sprawnie działające organizacje i platformy współpracy, których kręgosłupem jest sojusz Moskwa-Pekin. Rozpoczęto proces reintegracji i reaktywacji imperium sowieckiego głównie w oparciu o starą komunistyczną nomenklaturę i agenturę, ale także o wspólnotę interesów gospodarczych i politycznych pomiędzy "dawnym" centrum a peryferiami. Również i temu nadane zostały mniej lub bardziej sprawne organizacje i instytucje. To w „erze Putina”, Federacja Rosyjska rozpoczęła wdrażanie tzw. doktryny Fomina, mającej początek jeszcze na przełomie lat 70 i 80 ubiegłego wieku, a której celem jest utworzenie neutralnej Europy nie tylko przy pomocy wpływów agenturalnych, dyplomatycznych i politycznych, ale także z pomocą bardziej atrakcyjnej dla przywódców zachodnich ekspansji gospodarczej, zwłaszcza surowcowej.

Zupełnym „przypadkiem” właśnie za prezydentury Putina bolszewicy albo ich poputczicy zaczęli przejmować władzę w krajach dotąd niekomunistycznych, w szczególności w krajach Ameryki Łacińskiej, takich jak Brazylia, Wenezuela, czy Boliwia. Chwalona przez demoliberalnych intelektualistów konwergencja pomiędzy totalitarnym Wschodem a demokratycznym Zachodem przybrała szczytowe rozmiary, doprowadzając do znaczącego osłabienia świata zachodniego, na czele z USA (co przynajmniej spowolniła administracja Trumpa).

Mniej więcej na przełomie dwóch pierwszych dekad XXI wieku wdrożono tak zwany „prawicowy NEP”, polegający na wspieraniu i wykorzystaniu w charakterze agentury wpływu i użytecznych idiotów ruchów kontestujących system demoliberalny, zarówno z prawa, jak i lewa. Trzeba tu zauważyć, iż polityka ta bazuje na zbieraniu zysków z prowadzonej wcześniej, jeszcze za czasów ZSRS „konwergencji” z Zachodem oraz implantowania tam komunizmu w postaci tzw. marksizmu kulturowego, gramszyzmu czy politycznej poprawności. W tej operacji mainstreamowe elity liberalne i lewicowe z krajów Europy Zachodniej i USA, przeniknięte przez globalistów i tzw. „Pokolenie ‘68” z jednej strony, jak i prorosyjscy (prosowieccy) konserwatyści, prawica i nacjonaliści (czy też radykalna, „antysystemowa” lewica), stanowią dwa ostrza tych samych, kagiebowskich nożyc.

Za czasów Putina poważnie zainwestowano także w wojsko. Siły zbrojne Federacji Rosyjskiej zmodernizowano pod względem organizacyjnym i technologicznym na tyle, że nie przypominają już one stanu z lat ‘90 XX wieku, wojen czeczeńskich, a nawet agresji na Gruzję z 2008 roku. Co więcej, siły zbrojne i przemysł zbrojeniowy Rosji Sowieckiej stały się realnym i skutecznym instrumentem polityki, nie tylko w sensie stricte (wspomniana wojna pięciodniowa przeciw Gruzji, aneksja Krymu i walki w Donbasie, bratnia pomoc dla Syrii), ale jako skuteczny „straszak” i instrument w ramach polityki dezinformacji. Jeszcze kilka lat temu każdy, kto wskazywał na zagrożenie militarne ze strony Moskwy, skazywał się na określenie mianem „zoologicznego antykomunisty” i „zimnowojennego oszołoma”. Teraz zagrożenie dostrzegają wysocy rangą oficerowie sił zbrojnych USA czy Wielkiej Brytanii, przez co można stwierdzić, iż strategią niejako równoległą ze strategią „środków aktywnych” i dezinformacji jest wywołanie otwartej wojny przeciw Zachodowi. Poza tym, udowodniono (między innymi dzięki relacjom dezerterów z aparatu bezpieczeństwa, na czele z Aleksandrem Litwinienko) wsparcie, jakie Moskwa udziela ekstremistom islamskim: od Al Kaidy, poprzez irańskich ajatollahów, Hamas, Hezbollah, aż po Państwo Islamskie.

Dyplomacja, dywersja ideologiczna i działalność agentury z jednej, a grożby i coraz bardziej agresywne zachowanie z drugiej, to dwa końce tej samej polityki Moskwy, dialektycznej polityki „walki i porozumienia”, a mówiąc prostszymi słowami – kija i marchewki: jeśli otoczenie będzie tolerować i akceptować politykę Kremla, to ten dobrotliwie ograniczy się do dywersji, a jeśli nie, to skazuje się na coraz bardziej spektakularne, tragiczne i uderzające centralnie w infrastrukturę krytyczną akty agresji.

W polityce wewnętrznej, bezpieczniacka elita, na czele z FSB, zawiaduje nie tylko procesami politycznymi i społecznymi w ich strategicznych punktach i odcinkach, ale jest w stanie sprawować kontrolę nad niemal każdym aspektem życia społecznego i jednostkowego. Inżynieria społeczna i sowietyzacja trwa w dalszym ciągu, jedynie zmieniono instrumenty. Czekiści (i pomniejsze, zależne od nich „nadwyczajne kasty”) nadal traktują zwykłych Rosjan jak bydło. Cała przestrzeń publiczna, łącznie z mediami i internetem jest praktycznie w całości kontrolowana przez państwo, w szczególności za sprawą restrykcyjnego prawodawstwa oraz wzmacniania aparatu bezpieczeństwa, które wdrażano podczas poprzednich kadencji Władimira Putina na formalnie najwyższych stanowiskach. Nie likwiduje się już jednak całych klas społecznych czy narodów uznanych za wrogie polityczne mordy mają charakter „punktowy” (wyjątek stanowi ludobójstwo Czeczenów i Inguszy): od czasu do czasu „nieznani sprawcy" pozbawieni szyi i poczucia humoru zabiją jakąś niepokorną dziennikarkę, opozycyjnego polityka, czekiści zaproszą dezertera ze swoich szeregów na radioaktywną herbatkę, wysmarują drzwi neurotoksyną albo wysadzą bloki mieszkalne celem umieszczenia na świeczniku swojego człowieka, a historyka badającego sowieckie zbrodnie oskarży się o pedofilię.

Również w warstwie symbolicznej Federacja Rosyjska już coraz bardziej otwarcie nawiązuje do swego bolszewickiego dziedzictwa. W roku 2009 lider rzekomo opozycyjnej Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, Giennadij Ziuganow, otrzymuje w dniu urodzin od Putina wiele mówiący prezent: „Manifest Komunistyczny” Marksa i Engelsa. Patronami nowo utworzonej Gwardii Narodowej zostali Feliks Dzierżyński i NKWD. Ponownie otwarto muzeum Dzierżyńskiego, w której to ceremonii uczestniczyli deputowani rosyjskiej Dumy oraz oficerowie FSB. W powstałej niedawno w Moskwie "Alei Przywódców" znalazły się popiersia Lenina, Stalina i wszystkich pozostałych przywódców ZSRS. Z okazji zeszłorocznego "Dnia Pobiedy" na rosyjskich portalach zakupowych można było nabyć replikę munduru czekisty... dla dzieci! Niedawny sondaż opinii publicznej wykazał, że dla ogromnej większości Rosjan najwybitniejszą postacią historyczną jest Józef Stalin. Kult Stalina, Armii Czerwonej, CzeKa, GPU, OGPU, NKWD i KGB ma charakter oficjalny, a badaczy i aktywistów badających i piętnujących komunistyczne zbrodnie prześladuje się.

Sam Putin wielokrotnie deklarował identyfikację z systemem komunistycznym, począwszy od słynnego dictum o "upadku ZSRS jako największej katastrofie geopolitycznej XX wieku", poprzez wspomniany urodzinowy prezent dla Ziuganowa, wielokrotnie wyrażanej dumy ze służby w KGB, skończywszy na całkiem niedawnych wypowiedziach, w których stwierdził, że „nigdy nie złożył legitymacji partyjnej KPZR”, przyznał słuszność ideologii komunistycznej, a także zrównał komunizm z chrześcijaństwem, a Lenina i Stalina z prorokami i chrześcijańskimi świętymi.



Putin nie jest samowładnym „carem”, ani „Fuehrerem”, jak jest powszechnie postrzegany. Jest on po prostu emanacją korporacji czekistów – pełni funkcję bardziej przypominającą „prezesa zarządu” Siloviki Inc., albo „Wielkiego Brata”. Ma on uosabiać aparat władzy, skupiając na sobie zarówno uwielbienie, jak i nienawiść, tak na rynku wewnętrznym, jak i za granicą. Putin to twarz współpracy z ChRL czy Iranem z jednej, i z Niemcami i Francją z drugiej. Dla ogłupiałych konserwatystów i nacjonalistów ma być „białym carem”, który wyzwoli Zachód z tyranii lewactwa i od zagrożenia islamskiego, a dla równie ogłupiałych elit demoliberalnych i lewicowych – uosobieniem podnoszącej głowę reakcji albo nieobliczalnym dyktatorem, który użyje broni masowej zagłady, gdy Zachód nie będzie chciał się z Moskwą układać. Dla zsowietyzowanych oraz imperialno i nacjonalistycznie nastawionych Rosjan ma być ukochanym wodzem, skupiającym jednocześnie nienawiść nielicznej i niewiele realnie znaczącej rosyjskiej opozycji. Władimir Władimirowicz to jednocześnie celebryta – bohaterski czekista, który nie tylko ratuje „Matuszkę Rassiję” z wszelakich opałów, ale pokonuje każdego konkurenta w judo, poluje na tygrysy syberyjskie, jeździ konno topless po syberyjskiej tundrze. Wreszcie – Putin jest niezbędny do firmowania aktualnego etapu omówionej wyżej długofalowej strategii oraz do jej kolejnych, planowanych etapów. I między innymi również dlatego otrzymał takie poparcie, jakie otrzymał.

Próba prognozy

Rozpoczynająca się czwarta kadencja Putina będzie kontynuacją poprzednich, połączoną z umacnianiem ich zdobyczy, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. Najważniejsze elementy polityki wewnętrznej Moskwy pozostaną niezmienne: wzmacniany będzie czekistowski establishment i poszczególne służby specjalne, należy się spodziewać zwiększania kontroli nad społeczeństwem, tym razem przy użyciu coraz to nowszych zdobyczy technologii, zapewniających skuteczną kontrolę (częściowo uzyskanych od Chińczyków). Jednocześnie, równie ważnym priorytetem rozpoczynającej się kolejnej kadencji Putina będzie przygotowywanie sukcesji, mającej na celu przetrwanie i konserwację systemu stworzonego w ostatnich osiemnastu latach.

W polityce zagranicznej Federacja Rosyjske będzie wzmacniać sojusz z ChRL, korzystny dla czekistowskich elit, mocarstwowych ambicji Moskwy oraz długofalowej sowieckiej strategii. Nieprzypadkowo jednym z pierwszych przywódców gratulujących Putinowi zwycięstwa był właśnie Xi (tekst pełen frazesów o „wspólnym budowaniu nowego porządku światowego przez Pekin i Moskwę), a jedni z pierwszych zagranicznych oficjeli odwiedzający Rosję Sowiecką to minister spraw zagranicznych ChRL Wang Yi oraz minister obrony ChRL, gen. Wei Fenghe. Nawiasem, wybór Putina na kolejną kadencję szefowania czekistowskiemu syndykatowi (całkiem możliwe, że dożywotnią) zbiega się z nadaniem przez chińską kompartię równie „dożywotniej” kadencji Xi Jinpingowi, co jest kolejnym sygnałem wygaszania „pieriestrojkizmu” i trwałego powrotu do otwartego totalitaryzmu.

Pierwsza po „wyborach” wizyta zagraniczna Putina (w Turcji) świadczy o tym, że rozwijany będzie nowy kierunek polityki zagranicznej, mający na celu trwałe pozyskanie sojuszników na Bliskim Wschodzie, już nie tylko „tradycyjnie” promoskiewskich Iranu i Syrii, ale też odciągniętej od sojuszu z USA Turcji.

Moskwa będzie coraz bardziej zuchwale prowadzić politykę reintegracji „bliskiej zagranicy” oraz ekspansji w Europie Zachodniej, połączoną z rozbijaniem więzi transatlantyckich. Można spodziewać się, że w trakcie rozpoczynającej się czwartej kadencji Putina dojdzie do scalenia współpracy Moskwa-Berlin (Bruksela), Moskwa-Pekin oraz Moskwa-Teheran (Ankara) w jedną, pan-eurazjatycką przestrzeń strategiczną, prawdopodobnie pod szyldem chrlowskiego Nowego Jedwabnego Szlaku. Można też spodziewać się przynajmniej próby ostatecznego zerwania więzi politycznych i wojskowych łączących Stany Zjednoczone z Europą. Tutaj przykładem jest sprawa otrucia rodziny Skripalów oraz manewry, jakie przeprowadziła Flota Bałtycka na wodach, pod którymi przebiega gazociąg Nord Stream , a w przyszłości przebiegać ma Nord Stream 2. Moskwa daje krajom zachodnim sygnał: po pierwsze, że może zrobić wszystko i spotka się to co najwyżej z symboliczną reakcją, a po drugie, że brak współpracy będzie się spotykał z coraz większą agresją.

2018-03-12

Trendy, analizy i prognozy (2)


Na poziomie wewnętrznym, Federacja Rosyjska już jakiś czas temu obrała kurs na powrót do zaostrzenia jawnego terroru i powrotu do otwarcie totalitarnych praktyk, będących kliszą polityki prowadzonej w epoce Stalina i Breżniewa. Wzmacniana jest FSB, czyli główny pion aparatu bezpieczeństwa, de facto stanowiący (jako kontynuacja KGB) najwyższą kastę w systemie władzy. Utworzono nowy rodzaj bezpieki: kilkusettysięczną Federalną Służbę Wojsk Gwardii Narodowej – zmilitaryzowaną formację, służącą do pacyfikacji niepokojów wewnętrznych oraz terenów okupowanych, ale również multiplikującą zadania bezpieczniackie, kontrwywiadowcze i wywiadowcze FSB i SWR. Jest to zarówno element omawianej „ucieczki do przodu”, jak i etap długofalowej strategii sowieckiej. Prezydent Putin dąży do tego, by system, który budował przez ostatnie dwie dekady przeżył jego samego i uzyskał największą możliwą trwałość i stabilność.
Tym, co ma wzmocnić pozornie niewydolny neosowiecki system, mają być chińskie inwestycje w system władzy panujący w Federacji Rosyjskiej i w czekistowskie elity – nie tylko inwestycje o charakterze gospodarczym, finansowym czy surowcowym, ale omówione wcześniej strategiczna współpraca polityczna, wojskowa, a także wzajemna współpraca w zakresie bezpieczeństwa, polegająca na wymianie informacji wywiadowczych (sztandarowym przykładem jest sprawa Lee) oraz wymianie technologii i „know-how” w zakresie inwigilacji i kontroli społeczeństwa.
Dużo mówi się ostatnio o rychłym upadku Rosji Sowieckiej albo/i rozpadzie po szwach narodowościowych. Ale „smuta” będzie stanem tymczasowym (patrząc z perspektywy długofalowej), po którym nadejdzie kolejny etap wzrostu siły. Ponadto, ten hipotetyczny i prognozowany stan będzie wykorzystany paradoksalnie na korzyść czekistowskich elit, przede wszystkim jako szantaż w celu znoszenia sankcji, pozyskania nowych źródeł finansowania i transferu technologii oraz wymuszenia kolejnych „detente” i „resetów” ze światem Zachodu, który obawiając się destabilizacji Rosji i strefy sowieckiej, wpompuje w nią finansową i inwestycyjną kroplówkę; właściwie już teraz tak właśnie uzasadnia się politykę części zachodniego establishmentu.Jeśli zaś jakimś „cudem” na świeczniku zostałaby osadzona tzw. opozycja demokratyczna (na przykład politycy w rodzaju Nawalnego), to ewentualne reformy będą płytkie i pozorowane, a czekistowskie Głębokie Państwo będzie i tak na tyle silne, żeby sprawować pełną kontrolę, choćby miała to być kontrola pośrednia. Ewentualny rozpad Federacji Rosyjskiej może być manewrem takim samym, jak rozpad ZSRS: pozornie niepodległe respubliki zachowałyby więzy z sowiecką centralą (być może Czeczenia Kadyrowa jest poligonem doświadczalnym takiego rozwiązania).
Podobna tendencja, czyli powrót do w pełni totalitarnej pragmatyki władzy, ma też miejsce u sojuszników zza Amuru. Xi Jinping, przy aprobacie politbiura KPCH oraz Centralnego Komitetu Wojskowego przy KC KPCH, powraca do praktyk przypominających rządy Mao Zedonga i zapewnia sobie dożywotne kierowanie kompartią i państwem. Wzmagają się prześladowania dysydentów politycznych, społecznych i religijnych – czy to osób i ruchów domagających się poprawy spraw socjalno-bytowych i reform gospodarczych, czy to wyznawców tybetańskiego buddyzmu, ujgurskich muzułmanów, czy to – w sposób szczególnie okrutny – rosnących liczebnie wyznawców kościołów chrześcijańskich. Wdrażane „seryjnie” są zupełnie nowe, oparte o korzystanie z big data, systemy kontroli jednostki i całego społeczeństwa, pozwalające m.in. na prewencyjne rozpoznanie osób i grup uznanych za „niebłagonadiożnych”.
***
Nie spełniły się ani prognozy mówiące, że ekipa Donalda Trumpa obierze kurs izolacjonistyczny w polityce zagranicznej, ani przewidujące obranie kursu przychylnego Moskwie. I mało prawdopodobne, że spełnią się one podczas aktualnej kadencji Trumpa. Wydaje się, że wiodącą rolę w nowej administracji uzyskali generałowie oraz oficerowie służb specjalnych mający świadomość tego, iż USA zostały, w szczególności za prezydentury Baracka Obamy, okrążone, oblężone i niemalże wyizolowane przez tandem Pekin-Moskwa oraz ich bardziej znaczących sojuszników, co przyznał pod koniec ubiegłego roku nawet aktualny sekretarz obrony USA, gen. James Mattis. W aktualnej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego za głównych przeciwników i główne zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych, ich interesów i sojuszników uznane zostały właśnie komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka; jako szczególne zagrożenie potraktowano współpracę pomiędzy tymi państwami. Obecne amerykańskie elity przyjęły do wiadomości, że sojusz Pekin-Moskwa to stan naturalny, a nadzieje na jego rozbicie przez politykę „różniczkowania” to mrzonki.

W takim układzie żywotnym, strategicznym interesem i celem Ameryki jest powstrzymywanie wpływów Moskwy i Pekinu tam, gdzie jest to możliwe i ustanowienie nowego, korzystnego dla siebie i chcacych tego sojuszników podziału stref wpływów na świecie. Jeśli trzeba – to przy użyciu twardej, militarnej siły. Stąd odbudowa, bądź powrót do rozbudowy potencjału militarnego USA i ich sojuszników, powrót do inicjatyw takich jak tarcza antyrakietowa, dostarczenie Ukrainie broni zabijającej, wspieranie walczących z Państwem Islamskim i reżymem Baszara Assada Kurdów, podtrzymanie i rozszerzanie sankcji wobec Rosji Sowieckiej oraz ostre forsowanie sankcji wobec państw wspierających reżim Kim Jong Una. I wreszcie – atak powietrzny, w efekcie którego został zniszczony cały batalion sowieckiego PMC „Wagner”.

Ważnym elementem nowej doktryny strategicznej jest budowanie alternatywnego wobec sowieckiego systemu dystrybucji gazu ziemnego w Europie. I naturalnie, wzmacnianie obecności wojskowej w Europie Środkowo-Wschodniej, praktycznie w obrębie sowieckiej strefy oddziaływania politycznego, agenturalnego i militarnego, inwestycja w lokalne elity patriotyczne i antysowieckie i stworzenie w dalszej perspektywie Sojuszu Międzymorza, wymierzonego przeciw, a przynajmniej w konkurencji do projektu Pekin-Moskwa-Berlin. Zupełnie innym, otwartym tematem jest to, na ile ta inwestycja się powiedzie i czy aby już nie jest niweczona przy pomocy różnych czynników...
Administracja Trumpa stara się również grać na odradzające się lub potencjalne potęgi regionalne (niektóre mające możliwość stania się potęgami światowymi). Ważne miejsce w nowej strategii geopolitycznej USA mają Australia, Nowa Zelandia, Kanada czy wreszcie Wielka Brytania, również zagrożona przez komunistyczne mocarstwa (ostatnia sprawa zatrucia Skripała pokazuje to dobitnie), i której, z drugiej strony, Brexit umożliwi odbudowę mocarstwowej pozycji. Japonia czuje złowrogi oddech Rosji Sowieckiej, okupującej Kuryle i Karafuto, a także rosnącej potęgi komunistycznych Chin i Korei Północnej, stąd nie tylko zwrot w stronę Ameryki, ale i rehabilitacja tradycji imperialnych oraz remilitaryzacja i odejście od pacyfistycznych paradygmatów polityki obronnej i zagranicznej. Indiom nie jest po drodze przebywanie w klubach państw, w których karty rozdają Rosja Sowiecka i Chiny (te ostatnie chcące uczynić również Ocean Indyjski własnym akwenem).
Obecna polityka Waszyngtonu, zmierzająca do przywrócenia Stanom Zjednoczonym pozycji wiodącego supermocarstwa światowego spotyka się ze wzmożeniem działań sabotażowych, prowadzonych równocześnie przez Federację Rosyjską, ChRL, zachodnich globalistów, część ponadnarodowych korporacji i komunistyczno-lewacki internacjonał, dżihadystów i ich zaplecze organizacyjne w krajach islamskich, część nacjonalistycznych i „prawicowych” fanów Putina oraz establishment Unii Europejskiej, czy z elity niemieckie, chcące emancypacji od USA i odrodzenia Wielkiej Rzeszy przy pomocy Rosji Sowieckiej i Chin. Te nieraz ostro skonfliktowane ze sobą grupy łączy w istocie jedna megastrategia, realizowana metodą golicynowskich „nożyc”. Jej priorytet jest niezmienny w zasadzie od dekad: osłabienie, a wręcz obalenie amerykańskich „jastrzębi”, destablilizacja wewnętrzna Stanów Zjednoczonych oraz ich geostrategiczna degradacja, a w długofalowej perspektywie – nowy porządek światowy z kluczową rolą sojuszu Pekin-Moskwa, prognozowany przez Anatolija Golicyna, a postulowany otwarcie już nie tylko przez Putina i Xi, a przez postępowych, demokratycznych i światłych Europejczyków, takich jak Sigmar Gabriel.
***
Państwo Islamskie przestało właściwie istnieć (poza przyczółkami w południowo-wschodniej Syrii) jako struktura posiadajaca władzę nad danym terytorium i ludnością, ale nie oznacza to końca ekstremizmu islamskiego. Trwać on będzie jako idea, wypływająca wprost z istoty islamu, a wzbogacona zapożyczeniami z europejskich modernistycznych doktryn i niemałym wsparciem logistycznym sowieciarzy, zarażająca głowy kolejnych „samotnych wilków” i „cool jihadis”. Poza tym nie wiadomo, co tak naprawdę stało się z wierchuszką ISIS po zdobyciu Rakki. Możliwe jest odtworzenie Kalifatu na jakimś innym, trudno dostępnym terenie, dalej istnieją organizacje będące franczyzami Państwa Islamskiego, a część kadr wzmacnia Al-Kaidę. Innym naturalnym terenem „rozśrodkowania” Kalifatu jest… Europa. Kluczowe kwestie są następujące: po pierwsze, ilu jego przywódców, i jak wysokiej rangi, ukryło się pośród milionowych już fal imigrantów zalewających Niemcy, Francję czy kraje skandynawskie, po drugie – ile jest na terenie Europy uśpionych komórek terrorystycznych i jakim dysponują zapleczem sprzętowym i logistycznym na miejscu.

Poza tym, strategiczną próżnię po Państwie Islamskim będą wypełniać Iran i Turcja. Pierwszy to niejako „tradycyjny” sojusznik Federacji Rosyjskiej i Chin. Turcja zaś, w opozycji do USA, NATO i krajów Europy, zamierza zreaktywować Imperium Ottomańskie, islamistyczne i nacjonalistyczne, coraz bardziej blatujące się z Moskwą i Pekinem.
Islamizacja Europy będzie trwała niezależnie od aktualnej siły ekstremistycznych organizacji islamskich. Już obecnie, mieszkańcy krajów Europy Zachodniej powoli przyzwyczajają się do „no-go zones”, w których Francja, Szwecja czy Niemcy straciły suwerenność, a które rządzone są albo przez paramilitarne i paramilicyjne bojówki islamistyczne, albo arabskie, tureckie czy kurdyjskie gangi. Elity krajów europejskich (zarówno lewicowe, jak i prawicowe) ulegają konwergencji z coraz głośniejszym, liczniejszym (nie wiadomo, ilu dokładnie na terenie Europy przebywa tzw. „uchodźców”, ani też ilu jest faktycznie białych konwertytów) i agresywniejszym islamem, czego ostatnimi przejawami była faktyczna segregacja płciowa podczas sylwestrowych imprez w Niemczech (tzw. „strefy wolne od gwałtu” dla kobiet) czy też żądania muzułmanów, aby w stołówkach publicznych wydawano wyłącznie posiłki halal.

***
Scenariusz opisany w „Uległości” Houllebecq’a jest coraz bliższy spełnienia. Przy czym należy zauważyć, że realny demoliberalizm, a właściwie opisany w „Wielkim Arrangement” konwergencyjny demobolszewizm wyczerpuje swoje dotychczasowe możliwości i formułę. Rosną w siłę ruchy sprzeciwu wobec systemu, zarówno z prawa, jak i z lewa. Wraz z nacjonalizmem francuskim czy niemieckim (ocierającym się o neonazizm), do głosu dochodzą regionalizmy i separatyzmy. Katalończykom nie udało się uzyskać niepodległości od Hiszpanii, głównie dzięki bardzo stanowczej reakcji Madrytu. Ale ujawnienie się podobnych ruchów – czy to w Hiszpanii, czy to w innych krajach europejskich, na przykład w Belgii – jest w najbliższej przyszłości pewne. Niewielu zwróciło uwagę na to, co działo się w trakcie wizyty Donalda Trumpa na szczycie G-20 w Hamburgu, gdzie bolszewickie bojówki Antify nie tylko zdemolowały infrastrukturę miejską, grożąc przy tym ludziom, ale i w małych grupach rozgramiały pododdziały policji w sile batalionu. Był to znak tego, iż należy się spodziewać reaktywacji terroryzmu komunistycznego, anarchistycznego i lewackiego, podobnego do tego, z jakim kraje zachodnie miały do czynienia w latach 60., 70., i 80. ubiegłego wieku. Ponadto dowiedziono, że komórki Antify, czyli współczesnej wersji Czerwonych Brygad czy RAF, utrzymują kontakty i współpracują z bardzo egzotycznymi pod względem ideologii sojusznikami – Państwem Islamskim i Al Kaidą.
Entropia Zachodu będzie też rodzić sprzeciw przejawiający się nie tylko w powstawaniu legalnych partii sprzeciwu: niedawno głośno było o aresztowaniu oficerów Bundeswehry pod zarzutem przygotowywania zamachu na ośrodki dla imigrantów. W „Uległości” przedstawiona jest rozmowa Francoise’a z oficerem francuskiego kontrwywiadu, którego poglądy skrajnie dalekie były od obowiązującej politycznej poprawności i pochwały „multi-kulti”. Środowiska wojska, służb i „głębokiego państwa” w krajach zachodnich będą w miarę kryzysu brać sprawy we własne ręce.
Wszystkie te czynniki mogą w najbliższych latach doprowadzić do poważnych kryzysów, łącznie z zamieszkami na masową skalę, wojnami domowymi czy nawet zbrojnymi konfliktami międzynarodowymi. W europejskim kotle mieszają i będą mieszać szamani z Kremla i Łubianki, wspierając każdą ze stron i manipulując kryzysem wedle strategii nożyc. W dogodnym momencie, to Rosja Sowiecka zaoferuje się jako „wyzwoliciel” i „katechon”, a komunistyczne Chiny jako gwarant stabilności ekonomicznej i politycznej, z Nowym Jedwabnym Szlakiem i nowymi, wspaniałymi metodami kontroli społeczeństwa i represji.
W tym kontekście, trwająca już prawie od dekady wojna domowa w Syrii jest z perspektywy Rosji Sowieckiej, ChRL i USA (ze wskazaniem na Kreml/Łubiankę) swoistym poligonem, na którym można testować najróżniejsze rodzaje broni (łącznie z najnowszymi) oraz praktyczne rozwiązanie różnego rodzaju strategii i operacji. Rosja Sowiecka wspierająca reżim Assada testuje między innymi wystrzeliwane z okrętów nawodnych i podwodnych rakiety manewrujące „Kalibr”, najnowsze systemy obrony przeciwlotniczej S-400, nowe modele samolotów i śmigłowców bojowych nowych generacji, czy też drony rozpoznawcze i bojowe. Na jak najbardziej realnym polu walki testowana jest nowa organizacja sił zbrojnych FR, których trzonem są teraz wysokomobilne związki operacyjne i taktyczne, a równie ważną rolę pełnią wojska specjalne (z jednolitym dowództwem) czy rozpoznawcze. Można również przetestować, jak sprawdzi się przestarzły sprzęt znajdujący się na wyposażeniu sojuszniczej Syrii – izraelski F-16 został zestrzelony przez sowiecki system przeciwlotniczy, który do seryjnego użycia wszedł w latach ‘50. Sowieciarze mogą wreszcie sprawdzić opcję bezpośredniego, a jednocześnie (jakkolwiek dziwnie to zabrzmi) pośredniego ataku na siły USA – zapewne taki był jeden z celów rajdu korporacji najemniczej „Wagner” na obiekty sojuszniczych sił kurdyjskich, obsadzone jednocześnie przez amerykańskich specjalsów, po którym Putin i Szojgu będą poważnie musieli zrewidować taktykę i działania operacyjne, jeśli nie całą strategię.
Ze względu na wewnętrzne uwarunkowania narodowościowe, etniczne, religijne i polityczne, wojna w Syrii jest z perspektywy Rosji Sowieckiej idealnym sprawdzianem na wypadek podobnych wydarzeń… w Europie.
***
Przeprowadzając kolejne próby nuklearne i rakietowe oraz grożąc atakiem nuklearnym na Koreę Południową, Japonię czy Guam, Kim Jong Un po prostu oznajmił światu, że oto Korea Północna stała się państwem nuklearnym, z pełnymi możliwościami użycia broni jądrowej i że zarówno bezpośrednie otoczenie, czyli Korea Południowa i Japonia oraz wyspiarskie państwa Pacyfiku Zachodniego zależne od USA, jak również same Stany Zjednoczone będą musiały się z tym faktem liczyć. Mając na podorędziu nieobliczalnego (a przynajmniej uznawanego za takiego) "Człowieka-rakietę", ChRL i Rosja Sowiecka będą w przyszłości coraz skuteczniej szantażować świat, a tym samym zwiększać pole manewru zarówno w polityce lokalnej, jak i globalnej.


Ostatnie pokojowe zapowiedzi Kima, w związku z olimpiadą w Pyongchang, to jedynie mydlenie oczu przywódcom Zachodnim. I na dłuższą metę nie pomogą tutaj nawet ultrakompromisowe deklaracje Trumpa. Jeśli tylko Kim poczuje słabość USA, jeśli tylko uzna, że dostał przysłowiowy palec, sięgnie po rękę i powróci do poltyki szantażu.

2018-02-04

Trendy, analizy i prognozy (1)

Większość noworocznych podsumowań skupia się na wymienianiu konkretnych wydarzeń, jednak ważniejsza i więcej mówiąca jest analiza bardziej ogólnych procesów, trendów i tendencji w polityce. O ile zupełnie bezsensowne są próby precyzyjnego prognozowania przyszłych wydarzeń, o tyle szersze procesy polityczne można w miarę precyzyjnie przewidzieć, rozważając różne alternatywy.
Spróbujmy zatem dokonać przeglądu najważniejszych procesów politycznych, rozgrywających się nie tylko w ostatnim roku, a na przestrzeni ostatnich kilku lat i przewidzieć alternatywy ich przebiegu.



***
Rok 2017 był bardzo niechlubną, setną rocznicą przewrotu bolszewickiego, którego tragiczne skutki odczuwamy do dzisiaj, często nie zdając sobie z tego sprawy. Praktycznie we wszystkich jubileuszowych analizach dominuje traktowanie bolszewizmu jako zjawiska historycznego, podczas gdy istnieje aż nadto dowodów, że bolszewizm-komunizm wcale nie upadł wraz z "jesienią ludów" roku 1989 roku, ani z "rozpadem" Związku Sowieckiego. Jednymi z niewielu opracowań dotyczących tego problemu, przynajmniej w polskim dyskursie politologicznym, są książki autorstwa Dariusza Rohnki: "Fatalna Fikcja. Nowe oblicze bolszewizmu, stary wzór" oraz "Wielkie Arrangement" (wydane odpowiednio w 2001 i 2007 roku), w których autor (powołując się m.in. na Anatolija Golicyna, Jeffa Nyquista czy śp. Christophera Story) analizuje całościowo cztery poziomy procesu transformacji: jej historyczną genezę, trwanie komunistycznych struktur władzy w krajach "postkomunistycznych", proces konwergencji komunizmu (w wydaniu sowieckim) z zachodnim demoliberalizmem oraz poziom geopolityczny, w którym najważniejszym elementem jest reaktywacja (a właściwie przebudowa) bloku komunistycznego, którego centrum stała się oś Pekin-Moskwa.
Można zaryzykować stwierdzenie, że tzw. "transformacja ustrojowa" jest jednym z głównych czynników, oddziaływujących na aktualną sytuację na świecie, jeśli nie najważniejszym. Dopiero obecnie zaczynamy obserwować i doświadczać pewne długofalowe konsekwencje tej operacji politycznej. Jeszcze kilka lat temu opracowania, które wskazywały na fałszywy charakter transformacji można było znaleźć obok teorii o planecie Nibiru i inwazji Reptilian, dzisiaj nawet liberalny i lewicujący mainstream przyznaje, że w Federacji Rosyjskiej jednak faktycznie rządzi kagiebowski reżim, w Chinach - partia komunistyczna, które mogą zagrozić Zachodowi zarówno swym potencjałem militarnym, jak i dezinformacyjnym, że obalony niedawno w pałacowym, bezpieczniacko-wojskowym puczu Robert Mugabe to rasistowsko-komunistyczny despota, a za rosnącym w siłę wojującym islamem stoją nie tylko saudyjscy i katarscy szejkowie, ale i oficerowie z Łubianki.
***
Najważniejszym procesem rozgrywającym się na przestrzeni ostatniego czasu w polityce światowej jest zaostrzanie się zimnej wojny pomiędzy "blokiem kontynentalnym" pod wodzą Pekinu i Moskwy, czyli współczesną mutacją bloku komunistycznego, a "blokiem zachodnim" pod wodzą USA.
Systematycznie wzmacnia się symbioza pomiędzy komunistycznymi Chinami a Rosją Sowiecką, obejmuje ona też coraz to nowe obszary aktywności tych państw. Zwiększa się zakres i poziom dwustronnej współpracy polityczno-wojskowej: pod koniec ubiegłego roku odbyły się drugie ćwiczenia sił powietrzno-kosmicznych Federacji Rosyjskiej i ChRL w zakresie obrony przeciwrakietowej. Wspólnie ćwiczą chińska i sowiecka bezpieka, a cykliczne manewry "Morskie Współdziałanie" organizowane są pod nosem NATO, na Bałtyku, przez co Pekin i Moskwa demonstrują współpracę o światowym zasięgu. Spotkania polityczno-wojskowych czynników kierowniczych obu stron mają już charakter cykliczny. Intensyfikuje się też współpraca gospodarcza, handlowa i surowcowa. Chiński kapitał ma coraz większy udział w sowieckim przemyśle wydobywczym, zwiększeniu ulega transfer gazu i ropy z Federacji Rosyjskiej do Chin, a ponadto obydwa państwa współpracują w zakresie uruchomienia szlaku transportowego przebiegającego przez Ocean Arktyczny i eksploatacji surowców spod jego dna.
Oficjalnie otwarto polityczno-gospodarczą Inicjatywę Pasa i Szlaku (na której to imprezie głównym gościem Xi Jinpinga był nie kto inny, tylko Putin), planowane jest jej połączenie z Eurazjatycką Unią Gospodarczą i Szanghajską Organizacją Współpracy. Złączenie chińskich, sowieckich i europejskich/niemieckich polityczno-gospodarczych inicjatyw integracyjnych (coraz bardziej możliwe, że właśnie pod szyldem Nowego Jedwabnego Szlaku) ma na celu stworzenie paneurazjatyckiej przestrzeni strategicznej, łączącej UE/Niemcy, Federację Rosyjską i komunistyczne Chiny.
W tandemie Moskwa-Pekin zauważalny jest „podział pracy”, w którym obie strony wzajemnie się uzupełniają, przy czym jednak rola kierownicza przypada Chinom, natomiast rola strategicznego „tarana” i zaplecza - Federacji Rosyjskiej. Moskwa toruje drogę Pekinowi na terenach uznawanych przez oba państwa za aktualne i potencjalne strefy wpływów: za sowieckimi wpływami agenturalnymi, dyplomatycznymi czy też wojskowymi wchodzą chińskie inicjatywy gospodarcze, których faktyczny cel jest jednak stricte polityczny, na przykład w Syrii (konkretnie w części opanowanej przez rządy Assada i wspierające go wojska sowieckie). Gdzie indziej zaś, Chiny są - jak określił to dr Targalski - „zastępczą Rosją”: jest tak na terytoriach, na których Moskwa ma ograniczone pole manewru, nie jest akceptowana, bądź jest za słaba, by je opanować, na przykład w republikach Azji Środkowej czy na terenie Międzymorza bałtycko-czarnomorskiego. Dwustronna współpraca wynika z interesów zarówno Moskwy, jak i Pekinu, stąd jest to tendencja trwała i niejako naturalna, w przyszłości będzie się ona pogłębiać, a na obecnym etapie stanowi bardzo poważne zagrożenie dla USA i wolnego świata.
Daje się również zauważyć tendencję do oficjalnego podłączenia do omówionego układu Niemiec. Niemiecki establishment polityczny już niemal oficjalnie mówi o wypowiedzeniu sojuszu z Ameryką i oficjalnej współpracy z Moskwą i Pekinem. Tu jednak wiele jeszcze zależy od wojskowej i ekonomicznej obecności amerykańskiej w Europie, kryzysu wspólnot europejskich (kiedy i w jaki sposób rozpadnie się Unia Europejska), sytuacji wewnętrznej najważniejszych graczy w Europie (kwestia zasadnicza – czy w Niemczech, we Francji i w Belgii zapanuje prawo szariatu, czy nacjonaliści, z reguły reprezentujący opcję eurazjatycką) i warunków, na jakich Niemcy miałyby do tego układu przystąpić. Tak czy inaczej, kształtowanie się osi Pekin-Moskwa-Berlin jest już faktem.

***
Sama Moskwa – jak określił to niedawno dr Jerzy Targalski – ucieka do przodu przed nadchodzącym kryzysem (zresztą jest ona jednym ze stałych wariantów gry Kremla/Łubianki od 1917 roku, a obecnie można to odnieść do całości bloku Pekin-Moskwa). Nie może pokonać Stanów Zjednocznonych, ich sojuszników oraz części własnych potencjalnych ofiar militarnie, zatem ucieka się do złożonych operacji wywiadowczych, czy wywoływania konfliktów o niskiej intensywności: konfliktów regionalnych, które jednak oddziaływują na szersze otoczenie międzynarodowe. Jednymi z najsilniejszych kart Moskwy są aktywa służące prowadzeniu operacji cybernetycznych oraz operacji wpływu – prowadzenia agentury politycznej oraz pożytecznych idiotów czy wreszcie operacji terrorystycznych i paraterrorystycznych.
Wydaje się, że wraz z włączeniem się w wojnę domową w Syrii, Rosja Sowiecka na długi czas zabezpieczyła sobie dostęp z jednej strony do dużej i znaczącej części Bliskiego Wschodu, a z drugiej do Morza Śródziemnego i Morza Czerwonego. Dzięki temu będzie mogła wzmacniać i rozszerzać swoje wpływy poprzez rozgrywanie lokalnymi konfliktami. Neosowiecka machina dezinformacyjna już przyznała Moskwie pierwszeństwo w pokonaniu ISIS i walce z islamskim ekstremizmem, obecnie trwa rozgrywka walką Kurdów o niepodległość, a w zanadrzu chociażby sięgający początku islamu konflikt sunnicko-szyicki czy rywalizacja o hegemonię w świecie islamu sunnickiego, głównie pomiędzy Arabią Saudyjską a Turcją. Moskwa rozgrywa też Izrael, m.in. przy pomocy zagrożenia ze strony Iranu, Syrii, Hamasu i Hezbollahu. Również obecna wojna informacyjna prowadzona przeciw Polsce przez część żydowskiego establishmentu ma widoczną sowiecką inspirację i wsparcie.
W Europie Zachodniej i Środkowo-Wschodniej Moskwa wdrożyła i będzie posługiwać się strategią nożyczek, rozgrywając z jednej strony tradycyjnie prosowieckim demoliberalnym mainstreamem stawiając się jako obrońca status quo, z drugiej zaś najnowszą generacją swojej agentury wpływu – skrajnie prawicowymi, nacjonalistycznymi i skrajnie lewicowymi (w mniejszym stopniu) ruchami opozycyjnymi, stawiając się na pozycji potężnego sojusznika w walce ze „zgniłym Zachodem”, i demoliberalnym systemem. Do tego dochodzi już właściwie jawne i widoczne rozgrywanie i zarządzanie kryzysem imigracyjnym, islamskim terroryzmem i „miękką” islamizacją. Rosja Sowiecka może z czasem zdecydować się – zwłaszcza w Europie Środkowej – na coś, co określiłem kiedyś jako „polityczny outsourcing”: jako że starzy bolszewicy, stara agentura i stare metody kontroli zużywają się, ich miejsce zajmą siły niepodległościowe, prawicowe i narodowe, które – czasem nawet zupełnie nieświadomie – będą realizować, albo chociażby wpisywać się w międzynarodową strategię i taktykę Moskwy.

Rosja Sowiecka stara się też zminimalizować skutki „naturalnego” obniżenia cen ropy naftowej i gazu ziemnego, połączonego z sankcjami i atakiem ekonomicznym ze strony USA i Saudów poprzez uzyskiwanie i wywieranie wpływu na państwa OPEC. Kluczowe jest to, na ile wywieranie wpływu będzie skuteczne, o ile OPEC obniży wydobycie ropy i na ile całą operację zaognia kampania dezinformacyjna, mająca za cel sianie paniki i prognozowanie podwyższenia cen ropy.

2017-09-10

Kryzys koreański i jego geopolityczny kontekst

Przeprowadzona 02 września 2017 północnokoreańska próba nuklearna (prawdopodobnie termonuklearna) może zmienić regionalny i światowy układ geopolityczny na lata. Zarówno ta prowokacja, jak i werbalne groźby ataku na wyspę Guam (terytorium USA nie będące stanem, logistyczny hub Sił Zbrojnych USA na Pacyfiku) czy wystrzelenie rakiety pozbawionej głowicy tak, by przeleciała przez terytorium Japonii to nie tylko – jak określił to amerykański politolog Gordon G. Chang – pokazanie Ameryce i jej sojusznikom środkowego palca. Ostatnia sekwencja północnokoreańskich prowokacji to element wielowarstwowej wojny informacyjnej i psychologicznej, jaką prowadzi neokomunistyczny Blok Eurazjatycki przeciwko Wolnemu Światu, którego centrum stanowią USA.

Kilka lat temu, przy okazji ostatniej odsłony permanentnego „kryzysu” koreańskiego pisałem, że neostalinowski reżim Kimów nie funkcjonuje w geopolitycznej próżni – Korea Północna jest w istocie elementem sieci formalnych i nieformalnych sojuszy pod worodzą osi Pekin-Moskwa, który pełni w tym układzie rolę „harcownika” i straszaka wobec USA oraz aliantów, w szczególności zaś wobec Korei Południowej oraz Japonii. Korea Północna ma – jak wówczas napisałem – odwalać brudną robotę: dokonywać prowokacji i kroków, na które nie może pozwolić sobie ani Pekin, ani nawet bardzo w ostatnich latach agresywna, Moskwa. Kraj rządzony przez czerwoną dynastię Kimów jest w szczególności powiązany z komunistycznymi Chinami, będąc niejako podwykonawcą, realizującym tzw. „czarne programy” Pekinu – np. handel narkotykami czy też dozbrajanie terrorystów. Z układu tego wszystkie trzy strony czerpią korzyści: Moskwa i Pekin wspólnie bronią terroryzującego świat sojusznika przed działaniami retaliacyjnymi USA i krajów wolnego świata, chociażby sprzeciwiając się sankcjom, zbrojeniu Korei Płd. i Japonii oraz umieszczaniem tam chociażby amerykańskiego systemu THAAD, czy wreszcie prowadząc z KRLD wymianę handlową, w co wlicza się modernizację parku technologicznego armii północnokoreańskiej. I ten kontekst należy mieć na uwadze, analizując aktualną odsłonę tego kryzysu.

Bieżącym skutkiem, a na pewno w jakimś zakresie celem Pekinu i Moskwy jest stopniowa destabilizacja sytuacji politycznej w rejonie Zachodniego Pacyfiku oraz Azji Wschodniej, przy czym beneficjentem ma być w szczególności ChRL. Północnokoreańska groźba ataku rakietowego na wyspę Guam, wystrzelenie rakiety międzykontynentalnej nad Japonią oraz niedawna próba termonuklearna ma za zadanie postawienie USA pod rządami administracji Donalda Trumpa w sytuacji bez dobrego wyjścia. Wcześniej, Trump i sekretarz obrony USA gen. James Mattis rozważali opcje prewencyjnego ataku na północnokoreańskie instalacje służące produkcji i przechowywanie broni masowego rażenia oraz środki jej przenoszenia. Ostatnie prowokacje ze strony KRLD to „sprawdzam” wobec zarówno USA, jak i sojuszników Waszyngtonu – zwłaszcza Republiki Korei i Japonii. Wykazało ono, że realnie USA są w stanie wesprzeć Japonię i Koreę Południową, jednak atak prewencyjny czy odwetowy ze strony sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych nie wchodza w grę.

Moskwa i Pekin mogą aktywnie rozgrywać kryzysem chociażby stawiając się w roli rozjemców, „gołąbków pokoju” i proponentów zakrojonych na szeroką skalę projektów rozwiązania sytuacji – aktualnie władze Chińskiej Republiki Ludowej i Federacji Rosyjskiej występują z propozycją, która w istocie sprowadzać się ma do finlandyzacji praktycznie całej niekomunistycznej części Azji Wschodniej i Pacyfiku. Jednocześnie sprzeciwiają się bardziej dotkliwym sankcjom wobec KRLD i deklarują kontynuację polityki sprowadzającej się do wspomagania reżimu Kim Jong Una. Warto zanotować również, iż plan „pokojowy” Putina i Xi został poparty przez rząd Niemiec, który deklaruje jednocześnie, że w przypadku ewentualnej agresji ze strony KRLD nie pomoże Stanom Zjednoczonym. Świadczy to o powolnym, stopniowym, ale konsekwentnym zacieśnianiu się i krystalizowaniu nowego układu geopolitycznego, wrogiego USA – neokomunistycznego „Bloku Kontynentu”: do osi Moskwa-Pekin dołączają Niemcy – państwo dotąd będące formalnie członkiem NATO i sojusznikiem USA (a de facto – wasalem Waszyngtonu). Ponadto, im bardziej nasila się kryzys koreański, tym większe pole manewru na terenie Europy Środkowej i Zachodniej ma Rosja Sowiecka. Zwłaszcza w kontekście mających się odbyć niebawem manewrów Zapad-2017; choć mimo obaw podsycanych przez samą kremlowską wierchuszkę, mało prawdopodobny jest atak na Polskę czy Litwę, ćwiczenia mogą się przekształcić we wzmocnienie sowieckiej obecności na Białorusi, a w przypadku najgorszym – regularną interwencję na Ukrainie. Rosja Sowiecka – jak twierdzi Paweł Bobołowicz – może usiłować kupić chociażby dalsze koncesje na Ukrainie za cenę „spokoju” na Półwyspie Koreańskim. Putin, jednocześnie z kryzysem koreańskim, prowadzi grę mającą zjednać sobie Japonię (mówienie o możliwości traktatu pokojowego) i Koreę Południową.

Państwa te jednak, mimo stałego życia w cieniu północnokoreańskich, chińskich i sowieckich rakiet z głowicami nuklearnymi, wykazują zdrowy rozsądek i porzucają pacyfistyczne mrzonki. Japonia już od długiego czasu wraca do starego, dobrego imperialnego militaryzmu, w odpowiedzi na politykę Pekinu, Pjongjangu i Moskwy.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze inny skutek ostatnich koreańskich prowokacji – spadki zanotowały giełdy w różnych miejscach świata i gospodarki narodowe różnych krajów. To mocna poszlaka świadcząca o tym, że komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka przeprowadzają atak per procura, za pomocą Korei Północnej, na gospodarki krajów zachodnich oraz Korei Południowej i Japonii. Sytuacja ta jest o tyle groźna, że gospodarka stanowi – mówiąc po clausewitzowsku – środek ciężkości systemów demoliberalnych. ChRL i Rosja Sowiecka, nie mówiąc o komunistycznej Korei, mają zdegenerowane, upadłe, przeżarte korupcją i komunistycznymi układami gospodarki, które nie mają szans na normalną konkurencję z gospodarkami Zachodu i Dalekiego Wschodu. Ale mogą uderzyć w nie, próbując niejako sprowadzić je do parteru.

Wraz z uzyskaniem przez KRLD broni nuklearnej oraz broni termonuklearnej, wraz z coraz to nowymi środkami jej przenoszenia, ogólnym rozwojem techniki wojskowej, a co najważniejsze, z rosnącą agresją i butą jej władców, Pekin i Moskwa zyskują coraz silniejszy instrument służący realizacji ich celów, nie tylko w rejonie Azji i Pacyfiku, ale i na całym świecie.

W grę wchodzi również możliwość wywołania przez północnokoreańską czerwoną dynastię wojny. Józef Darski twierdzi, że obecnie taki scenariusz nie wchodzi w grę, gdyż wg niego, za decyzją o użyciu środków wojskowych musi stać racjonalna kalkulacja i interesy polityczne. Z kolei płk Piotr Wroński, esbek i wywiadowca, który przeszedł na Jasną Stronę Mocy (swoją drogą, polecam jego książki, zwłaszcza „Czas nielegałów” i konfontację jej treści z tym, co pisał chociażby Anatolij Golicyn, autorzy Wydawnictwa Podziemnego czy też Ścios), twierdzi przeciwnie, określając nieraz północnokoreański reżim jako „ISIS z bronią nuklearną”, który wcale nie musi kierować się racjonalnymi przesłankami, żeby wywołać wojnę. Ponadto, rządy totalitarne, komunistyczne, kierują się zupełnie innym rodzajem racjonalności, niż reżimy demoliberalne.


Jeff Nyquist w swoim najnowszym artykule twierdzi, że Moskwa i Pekin celowo pchają do wojny Kima po to, by po interwencji amerykańskich sił zbrojnych na Półwyspie Koreańskim włączyć się do wojny w obronie Korei Północnej, wchodząc w starcie z siłami USA. Ale taka opjca byłaby zupełnie nieopłacalna dla Moskwy i Pekinu – rosyjscy i chińscy bolszewicy wykorzystują do swoich celów tzw. „państwa bandyckie”, terrorystów i „zielone ludziki” właśnie dlatego, że będąc zapóźnionymi technologicznie i nie mogąc panować na morzach, oceanach i w powietrzu, najpewniej przegraliby w starciu bezpośrednim z Ameryką.

Kim Jong Un groził m.in. atakiem rakietowym na wyspę Guam. Wyspa ta jest de facto zachodnią rubieżą Stanów Zjednoczonych, mającym kluczowe znaczenie dla amerykańskiego stanu posiadania na Pacyfiku i w Azji Wschodniej. Na północy wyspy znajduje się baza Sił Powietrznych USA Andersen, na zachodzie zaś – baza Marynarki Wojennej Agana. Wyspa Guam (wraz z Marianami Północnymi, Mikronezją i Palau) znajduje się w tzw. „zewnętrznym łańcuchu obronnym”, który w geostrategii oceanicznej ChRL pełnić ma rolę podobną do Wielkiego Muru Chińskiego onegdaj. A zdobycie dominacji na Pacyfiku Zachodnim (oraz sojusz z Rosją Sowiecką) to dla ChRL warunek konieczny do uzyskania statusu światowego supermocarstwa. Gdyby zatem Korea Północna zaatakowała tą wyspę (co tyczy się również i Japonii oraz Korei Południowej) i amerykańskie instalacje wojskowe, to niejako „zrobiłaby robotę” za Chiny, realizując chrlowskie plany.


Z perspektywy USA oraz ich głównych sojuszników w regionie problem Korei Północnej jest sytuacją bez wyjścia, gdyż jakikolwiek atak prewencyjny na ten kraj spowoduje kontruderzenie, następstwem którego będzie zniszczenie Korei Południowej, walka z fanatyczną armią liczniejszą nawet od sowieckiej i chińskiej oraz konsekwencje, o których napisane jest wyżej. Z drugiej strony, posunięcia dyplomatyczne mające skłonić Pekin i Moskwę do powściągnięcia Kima nic na dłuższą metę nie dadzą, gdyż te nie zrezygnują z posiadanie coraz to bardziej zaawansowanego technicznie straszaka, którym będą mogły coraz to skuteczniej rozgrywać Wolnym Światem i który kiedyś może być inicjatorem wojny per procura. Ewentualne oficjalne przyjęcie KRLD do „klubu nuklearnego” na drodze negocjacji czy międzynarodowego traktatu byłoby prestiżową porażką USA i zwycięstwem Pekinu, Moskwy i ich terrorystycznych sojuszników.

2017-08-10

Manewry "Joint Sea 2017"

Aspekt militarny

W dniach 24-27 lipca 2017 r. na wodach Morza Bałtyckiego, w bezpośredniej bliskości eksklawy kaliningradzkiej odbył się pierwszy etap ćwiczeń marynarek Federacji Rosyjskiej i ChRL pod kryptonimem „Morskie Współdziałanie 2017”. Etap drugi ma odbyć się we wrześniu na wodach Morza Ochockiego i Morza Japońskiego. Manewry „Morskie Współdziałanie” odbywają się cyklicznie od roku 2012. Pierwsze ćwiczenia z tego cyklu odbyły się na chińskich wodach w pobliżu Qingdao, drugie, w roku 2013 na wodach Zatoki Piotra Wielkiego na Dalekim Wschodzie Rosji, trzecie w roku 2014 w pobliżu Szanghaju, czwarte w roku 2015 we wschodniej części Morza Śródziemnego oraz na wodach Morza Ochockiego i Japońskiego. Zeszłoroczna iteracja odyła się na wodach Morza Południowochińskiego. Aktualne ćwiczenia „Morskie Współdziałanie” to pierwsze ćwiczenia oddalone o tak duży dystans od obszaru komunistycznych Chin i jednocześnie odbywające się tak blisko granic NATO.

W bałtyckiej części manewrów wzięły udział trzy okręty chińskie i dwa okręty sowieckie. Ze strony chińskiej były to niszczyciel rakietowy typu 052D CNS „Hefei”, fregata rakietowa CNS „Yuncheng” typu 054A i okręt zaopatrzeniowy CNS „Luomahu” typu 903A. Strona sowiecka wysłała na wody w rejonie Bałtijska dwa okręty wojenne: korwety rakietowe typu 20380: „Stierieguszczij” i „Bojkij”. W ćwiczeniach uczestniczyło również sowieckie lotnictwo w sile jednego samolotu myśliwskiego, śmigłowiec szturmowy Ka-52 Aligator oraz pododdziały piechoty morskiej ChRL (znajdujący się na pokładzie Luomahu) i Rosji Sowieckiej. Okręty marynarki Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej wypłynęły z portu na wyspie Hainan już 18 czerwca i po drodze przeprowadziły strzelanie artyleryjskie na wodach Morza Śródziemnego.

Oficjalnym celem chińsko-sowieckich manewrów morskich na Bałtyku była poprawa skuteczności współdziałania marynarek wojennych FR i ChRL, zgrywanie załóg okrętów wojennych obydwu krajów oraz przeciwdziałanie zagrożeniom bezpieczeństwa morskiego, ochrona interesów ekonomicznych Moskwy i Pekinu na morzach i oceanach i usprawnienie dowodzenia wspólnymi operacjami morskimi – na czas ćwiczeń powołano wspólny, chińsko-sowiecki sztab umieszczony w Bałtijsku, a językiem urzędowym był język rosyjski. Manewry oficjalnie zakończyły się w Petersburgu, wspólną defiladą okrętów z okazji święta marynarki wojennej Federacji Rosyjskiej.

Aspekt polityczny

Oficjalnie – jak zapewniali sowieccy i chińscy admirałowie i oficjele, na czele z Putinem – ćwiczenia te „nie były wymierzone w jakąkolwiek stronę trzecią”, choć zupełnym „przypadkiem” odbyły się po rozpoczęciu rozmieszczania elementów tarczy antyrakietowej w Polsce, w trakcie zwiększania amerykańskiej obecności na wschodniej flance NATO, po manewrach NATO-wskich „Saber Strike 2017” na Morzu Czarnym, po wizycie prezydenta USA Donalda Trumpa w Niemczech i Polsce. Zupełnie też „przypadkiem” za obszar pierwszej fazy ćwiczeń towarzysze z Moskwy i Pekinu obrali akwen znajdujący się przy wschodniej granicy NATO. Zupełnie „przypadkiem”, takie niezależne media, jak sowiecki Sputnik czy chrlowski „Global Times” piszą o ich znaczeniu jako o demonstracji politycznej.

Tegoroczna edycja manewrów „Morskie Współdziałanie” ma wymiar nie tylko operacyjny, ale właśnie polityczny i propagandowy (to samo tyczy się zresztą innych manewrów z tego cyklu, a także wspólnych ćwiczeń innych rodzajów wojsk). Przede wszystkim należy je oceniać z perspektywy polityczno-militarnego sojuszu Moskwa-Pekin. Rosja Sowiecka i komunistyczne Chiny od blisko trzydziestu lat oficjalnie realizują politykę budowy strategicznej współpracy politycznej, dyplomatycznej, gospodarczej i wreszcie militarnej, realizowanej na poziomie kontaktów pomiędzy czynnikami kierowniczymi państw i sił zbrojnych, współpracy i wymiany wojskowo-technologicznej oraz organizacji wspólnych manewrów wojskowych na coraz to nowych obszarach. Bałtyckie manewry mają charakter demonstracji wspólnoty interesów geopolitycznych Moskwy i Pekinu, zarówno na poziomie regionalnym („bliskiej zagranicy” obydwu państw) jak i globalnym – chodzi o wspólną detronizację USA z pozycji światowej superpotęgi i dezintegrację Zachodu, wspólne ustanowienie eurazjatyckiej przestrzeni strategicznej (składającej się z Europy, Federacji Rosyjskiej i ChRL) oraz ustanowienie nowego porządku świata, którego centrum ma być oś Moskwa-Pekin. Wspólne manewry na „Błękitnych Wodach” mają zamanifestować właśnie globalny zasięg sojuszu oraz to, że jego strony wzajemnie się wspierają w realizacji swoich interesów, zarówno tych wspólnych, jak i partykularnych.

Z perspektywy Moskwy, wspólne ćwiczenia morskie z marynarką ChRL to demonstracja poparcia Pekinu dla jej interesów na terenie Europy, zarówno Europy Środkowej i Wschodniej, nadal traktowanej przez Kreml jako strefa bezpośrednich wpływów, jak i Zachodniej. Wybór Bałtyku jako akwenu, na którym odbyły się ćwiczenia również nie był przypadkowy – jest to bowiem bardzo mocny sygnał chińskiego wsparcia dla sowieckiej polityki uzyskania szerszego dostępu do Morza Bałtyckiego, czy wręcz ustanowienia przez Moskwę swojej wersji Dominium Maris Baltici (Bałtyk stanowi bramę do Oceanu Atlantyckiego), przejawiającej się z jednej strony budową gazociągu Nord Stream (i próbą budowy Nord Stream 2, która może zostać pogrzebana przez amerykańskie sankcje i eksportu amerykańskich paliw kopalnych), a z drugiej – wojskowymi prowokacjami wobec Polski, Finlandii, Szwecji, krajów bałtyckich czy wreszcie USA oraz próbą ustanowienia nad Europą Środkowo-Wschodnią i Bałtykiem strefy wyłącznej, sowieckiej kontroli dostępu do przestrzeni powietrznej. Manewry są również demonstracją poparcia komunistycznych Chin dla Moskwy w obliczu sankcji nałożonych przez Zachód („GlobalTimes” już pisze o możliwości chińskiego „bailoutu” dla reżimu kagiebistów), zwłaszcza przez USA, coraz bardziej asertywnej wobec Rosji Sowieckiej (ale i ChRL) polityki zagranicznej USA pod wodzą administracji Donalda Trumpa, czy też Polski (a właściwie ośrodka dyspozycji politycznej skupionego wokół Antoniego Macierewicza) i krajów bałtyckich. Wcześniej, Moskwa w podobny sposób – za pośrednictwem wspólnych manewrów – sygnalizowała poparcie dla Pekinu, na przykład w sprawie chińskich roszczeń na Morzu Południowochińskim. Ponadto, manewry „Morskie Współdziałanie 2017” wpisują się w ciąg manewrów i ćwiczeń wojskowych (kolejne ćwiczenia po bałtyckiej fazie „Joint Sea” to „Zapad 2017”), przy pomocy których Rosja Sowiecka zamierza zastraszać kraje Pomostu Bałtycko-Czarnomorskiego i/lub trzymać je w stanie uległości.

Z punktu widzenia Chin, manewry były próbą projekcji siły i obecności na obszarze Europy Środkowej i Wschodniej, oddalonym znacznie od macierzystego terytorium i wód Basenu Pacyfiku Zachodniego, do których Pekin rości sobie prawa. Chiny dążą do uzyskania dominacji nie tylko w obszarze Pacyfiku Zachodniego i Oceanu Indyjskiego, ale i na pozostałych oceanach i morzach, co oznacza konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi i mniejszymi krajami. Państwo to zainaugurowało niedawno polityczno-ekonomiczny projekt „Nowego Jedwabnego Szlaku” - sieci połączeń pomiędzy Chinami a obszarem Eurazji (i Afryki Wschodniej) oraz inwestycji infrastrukturalnych w krajach Eurazji. W skład NJS ma wchodzić również sieć połączeń morskich, które wymagają – z punktu widzenia Pekinu – odpowiedniego zabezpieczenia militarnego. Nowy Jedwabny Szlak w planach decydentów z chińskiej kompartii ma zostać scalony z innymi inicjatywami integracyjnymi: prowadzonymi przez Moskwę, na czele z Eurazjatycką Unią Gopodarczą (o czym pisze właśnie w kontekście omawianych manerwów „Global Times”) oraz europejskimi – Unią Europejską i pomniejszymi. Głównym partnerem ChRL w budowie tego projektu stała się Moskwa. W długofalowej strategii budowania politycznych wpływów, ekspansji i uzyskania statusu światowego mocarstwa przez komunistyczne Chiny, Rosja Sowiecka pełni bardzo ważną rolę – nie tylko głębokiego zaplecza ekonomicznego i surowcowego, ale też nośnika regionalnych i światowych interesów Pekinu, swego rodzaju geopolitycznego „pasa transmisyjnego” i „żandarma”. Kagiebowskie elity polityczne rządzące Federacją Rosyjską aprobują swoją rolę w chińskiej megastrategii, widząc w niej zyski dla siebie.

Długofalowa, wspólna strategia Pekinu i Moskwy trafiła jednak w ostatnim czasie na poważną przeszkodę, jaką jest powrót amerykańskiego imperium i odbudowa nadszarpniętej przez rządy Obamy i Clinton – kryptokomunistów i globalistów – polityczno-militarnej i ekonomicznej potęgi USA. Niezwykle ważnym czynnikiem jest również przewaga technologiczna centrum „sojuszu Zachodu” nad wciąż zacofanymi pod tym względem ChRL i Federacją Rosyjską. Flota chrlowskich „niszczycieli lotniskowców” - bo tak określa się typ 052D – nie powinna nadszarpnąć potęgi amerykańskiej marynarki wojennej, której główną siłą są lotniskowe grupy bojowe, przynajmniej dotąd, dokąd ChRL nie stworzy równoważnych im sił, o marynarce wojennej Rosji Sowieckiej nie wspominając. Wydaje się też, że nawet połączone siły tych dwóch państw prawdopodobnie nie byłyby w stanie stawić czoła potędze Imperium Americanum, opierającego swą siłę na panowaniu na morzach i oceanach, głównie z przyczyn zapóźnienia technologicznego, nad którego niwelacją skądinąd obie strony (ChRL i FR) pracują. Inna sprawa to fakt, że działania militarne – zarówno mające zastraszyć wroga manewry, jak i działania wojenne o niskiej intensywności – mają w strategii Moskwy i Pekinu zadanie komplementarne wobec faktycznie groźnych „działań aktywnych”, prowadzonych głównie przez bezpieki, specsłużby i ośrodki propagandowe.

Sojusz Pekin-Moskwa, tzw. „nowa zimna wojna” a sprawa polska

Bałtycka faza manewrów „Joint Sea 2017” to również czytelny i wyraźny sygnał ze strony Moskwy i Pekinu wobec Polski. Po pierwsze, jak napisałem wyżej, wpisują się one w sowiecką taktykę zastraszania krajów regionu przy pomocy manewrów. Po drugie jest to sygnał, że w kwestii Polski, ale i całego rejonu Międzymorza Chiny będą wspierać kagiebowskiego sojusznika, a w każdym razie, nie będą działać przeciwko Moskwie. Wbrew temu, co chcieliby widzieć zwolennicy mitów o „Chińczykach na Syberii”, „nieuchronnym konflikcie chińsko-rosyjskim”, „polsko-chińskiej granicy na Uralu” i o Nowym Jedwabnym Szlaku, którego projekty infrastrukturalne rzekomo zmodernizują Polskę. Podłączenie Polski do tej i innych ostatnio wdrożonych chińskich inicjatyw oznaczałoby już trwałe zaprzepaszczenie szans na odzyskanie przez Polskę suwerenności i niepodległości oraz trwałą redukcję kraju i regionu Międzymorza do roli „trasy W-Z” na zachodnim odcinku osi Pekin-Moskwa-Berlin i chińskiej montowni (zamiast niemieckiej, jak do tej pory). ChRL, ze swoimi projektami infrastrukturalnymi i logistycznymi, pełniłyby w tym układzie – jak określił to dr Jerzy Targalski – rolę „zastępczej Rosji”, wchodząc w te sektory gospodarki i polityki (ze wskazaniem na gospodarkę), których Rosja Sowiecka opanować nie da rady. Przystąpienie do chińskiego projektu „Pasa i Szlaku” wymagałoby też od Polski podjęcia „resetu” z Rosją Sowiecką – państwem, które w niejako naturalny sposób jest jednym z ważniejszych elementów tego przedsięwzięcia.

Zwraca też uwagę jeszcze jedna rzecz – manewry „Joint Sea 2017” zbiegły się w czasie z próbami pełzającego puczu/destabilizacji, w którym głównym czynnikiem jest z jednej strony sieć organizacji finansowanych i inspirowanych z zagranicy (przez zachodnich globalistów z Sorosem na czele, ale również przez sowieciarskich oligarchów), z drugiej zaś – działania mające zneutralizować rząd PiS, między innymi poprzez usunięcie/marginalizację proniepodległościowego i antysowieckiego Antoniego Macierewicza. Zapowiedzi kolejnych sowieckich manewrów wojskowych zbiegają się zaś w czasie z zapowiedziami kolejnych „happeningów” totalitarnej opozycji i różnego rodzaju „obywateli PRL”, inspirowanych przez „Ubekistan”.