Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KGB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KGB. Pokaż wszystkie posty

2018-04-08

Putin 4.0


Zwycięstwo Putina w „wyborach prezydenckich”, które odbyły się 18 marca 2018 roku, w czwartą rocznicę aneksji Krymu przez Rosję Sowiecką, było oczywistością. Wysoka frekwencja i wysoki wynik towarzysza pułkownika – na tle poprzednich – świadczy o legitymizacji jego kolejnej kadencji i mocnej pozycji w neosowieckiej elicie. Wysokie "poparcie" Putina należy jednak traktować nie tak, jak w przypadku przywódców państw demokratycznych, ale jako efekt sprawności aparatu państwowego oraz poparcie Putina przez grupę, bądź konglomerat grup faktycznie sprawujący władzę w Federacji Rosyjskiej.


Źródło: larussophobe

Era Putina a długofalowa strategia

Anatolij Golicyn w wydanej w roku 1984 książce „Nowe kłamstwa w miejsce starych...” przewidział, że po okresie pieriestojki i liberalizacji nadejdzie czas rekomunizacji, konsolidacji i umocnienia władzy sowieckiej, połączony ze wzmocnieniem i rozszerzeniem bloku komunistycznego. Nie przewidział on, że władza komunistyczna porzuci ideologię oraz dotychczasowe formy instytucjonalne, ani też tego, że Związek Sowiecki ulegnie rozpadowi. Ale są to jedynie "szczegóły techniczne", gdyż pod względem czy to personalno-kadrowym, czy to prawnomiędzynarodowym, czy to kierunków polityki wewnętrznej i zagranicznej, mamy do czynienia z kontynuacją systemu sowieckiego, więzy łączące byłe republiki sowieckie i kraje „postkomunistyczne” z centralą w Moskwie nie zostały (z małymi wyjątkami) zerwane, a tym samym jest to spełnienie lwiej części prognoz Golicyna.

Można powiedzieć, że w efekcie transformacji ustrojowej, partia komunistyczna została zastąpiona w roli wiodącej siły politycznej przez aparat bezpieczeństwa, który zresztą przeprowadził operację „przebudowy”: według różnych szacunków, od 70 do 80 procent elit politycznych Federacji Rosyjskiej wywodzi się z sowieckich specsłużb – głównie z KGB i jej spadkobierczyni – FSB, ale również SWR (kontynuacja I Zarządu Głównego KGB), wojska, GRU, FSO, SBP i ostatnio Gwardii Narodowej. Wielu politologów i historyków twierdzi, że faktycznym rządem Federacji Rosyjskiej jest nie rząd aktualnego premiera ani nawet administracja prezydenta, tylko Rada Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, w której czołowe miejsca zajmują wysokiej rangi czekiści i wojskowi.

To właśnie za panowania Putina rozpoczęto wdrażanie opisanej przez Golicyna fazy powrotu do praktyk totalitarnych i reintegracji bloku. Powstał sojusz Rosji Sowieckiej z komunistycznymi Chinami: rozpoczęto wielowymiarową współpracę polityczną, dyplomatyczną, wojskową i ekonomiczną (bądź ją zacieśniono tam, gdzie istniała wcześniej), powstały mniej lub bardziej formalne, mniej lub bardziej sprawnie działające organizacje i platformy współpracy, których kręgosłupem jest sojusz Moskwa-Pekin. Rozpoczęto proces reintegracji i reaktywacji imperium sowieckiego głównie w oparciu o starą komunistyczną nomenklaturę i agenturę, ale także o wspólnotę interesów gospodarczych i politycznych pomiędzy "dawnym" centrum a peryferiami. Również i temu nadane zostały mniej lub bardziej sprawne organizacje i instytucje. To w „erze Putina”, Federacja Rosyjska rozpoczęła wdrażanie tzw. doktryny Fomina, mającej początek jeszcze na przełomie lat 70 i 80 ubiegłego wieku, a której celem jest utworzenie neutralnej Europy nie tylko przy pomocy wpływów agenturalnych, dyplomatycznych i politycznych, ale także z pomocą bardziej atrakcyjnej dla przywódców zachodnich ekspansji gospodarczej, zwłaszcza surowcowej.

Zupełnym „przypadkiem” właśnie za prezydentury Putina bolszewicy albo ich poputczicy zaczęli przejmować władzę w krajach dotąd niekomunistycznych, w szczególności w krajach Ameryki Łacińskiej, takich jak Brazylia, Wenezuela, czy Boliwia. Chwalona przez demoliberalnych intelektualistów konwergencja pomiędzy totalitarnym Wschodem a demokratycznym Zachodem przybrała szczytowe rozmiary, doprowadzając do znaczącego osłabienia świata zachodniego, na czele z USA (co przynajmniej spowolniła administracja Trumpa).

Mniej więcej na przełomie dwóch pierwszych dekad XXI wieku wdrożono tak zwany „prawicowy NEP”, polegający na wspieraniu i wykorzystaniu w charakterze agentury wpływu i użytecznych idiotów ruchów kontestujących system demoliberalny, zarówno z prawa, jak i lewa. Trzeba tu zauważyć, iż polityka ta bazuje na zbieraniu zysków z prowadzonej wcześniej, jeszcze za czasów ZSRS „konwergencji” z Zachodem oraz implantowania tam komunizmu w postaci tzw. marksizmu kulturowego, gramszyzmu czy politycznej poprawności. W tej operacji mainstreamowe elity liberalne i lewicowe z krajów Europy Zachodniej i USA, przeniknięte przez globalistów i tzw. „Pokolenie ‘68” z jednej strony, jak i prorosyjscy (prosowieccy) konserwatyści, prawica i nacjonaliści (czy też radykalna, „antysystemowa” lewica), stanowią dwa ostrza tych samych, kagiebowskich nożyc.

Za czasów Putina poważnie zainwestowano także w wojsko. Siły zbrojne Federacji Rosyjskiej zmodernizowano pod względem organizacyjnym i technologicznym na tyle, że nie przypominają już one stanu z lat ‘90 XX wieku, wojen czeczeńskich, a nawet agresji na Gruzję z 2008 roku. Co więcej, siły zbrojne i przemysł zbrojeniowy Rosji Sowieckiej stały się realnym i skutecznym instrumentem polityki, nie tylko w sensie stricte (wspomniana wojna pięciodniowa przeciw Gruzji, aneksja Krymu i walki w Donbasie, bratnia pomoc dla Syrii), ale jako skuteczny „straszak” i instrument w ramach polityki dezinformacji. Jeszcze kilka lat temu każdy, kto wskazywał na zagrożenie militarne ze strony Moskwy, skazywał się na określenie mianem „zoologicznego antykomunisty” i „zimnowojennego oszołoma”. Teraz zagrożenie dostrzegają wysocy rangą oficerowie sił zbrojnych USA czy Wielkiej Brytanii, przez co można stwierdzić, iż strategią niejako równoległą ze strategią „środków aktywnych” i dezinformacji jest wywołanie otwartej wojny przeciw Zachodowi. Poza tym, udowodniono (między innymi dzięki relacjom dezerterów z aparatu bezpieczeństwa, na czele z Aleksandrem Litwinienko) wsparcie, jakie Moskwa udziela ekstremistom islamskim: od Al Kaidy, poprzez irańskich ajatollahów, Hamas, Hezbollah, aż po Państwo Islamskie.

Dyplomacja, dywersja ideologiczna i działalność agentury z jednej, a grożby i coraz bardziej agresywne zachowanie z drugiej, to dwa końce tej samej polityki Moskwy, dialektycznej polityki „walki i porozumienia”, a mówiąc prostszymi słowami – kija i marchewki: jeśli otoczenie będzie tolerować i akceptować politykę Kremla, to ten dobrotliwie ograniczy się do dywersji, a jeśli nie, to skazuje się na coraz bardziej spektakularne, tragiczne i uderzające centralnie w infrastrukturę krytyczną akty agresji.

W polityce wewnętrznej, bezpieczniacka elita, na czele z FSB, zawiaduje nie tylko procesami politycznymi i społecznymi w ich strategicznych punktach i odcinkach, ale jest w stanie sprawować kontrolę nad niemal każdym aspektem życia społecznego i jednostkowego. Inżynieria społeczna i sowietyzacja trwa w dalszym ciągu, jedynie zmieniono instrumenty. Czekiści (i pomniejsze, zależne od nich „nadwyczajne kasty”) nadal traktują zwykłych Rosjan jak bydło. Cała przestrzeń publiczna, łącznie z mediami i internetem jest praktycznie w całości kontrolowana przez państwo, w szczególności za sprawą restrykcyjnego prawodawstwa oraz wzmacniania aparatu bezpieczeństwa, które wdrażano podczas poprzednich kadencji Władimira Putina na formalnie najwyższych stanowiskach. Nie likwiduje się już jednak całych klas społecznych czy narodów uznanych za wrogie polityczne mordy mają charakter „punktowy” (wyjątek stanowi ludobójstwo Czeczenów i Inguszy): od czasu do czasu „nieznani sprawcy" pozbawieni szyi i poczucia humoru zabiją jakąś niepokorną dziennikarkę, opozycyjnego polityka, czekiści zaproszą dezertera ze swoich szeregów na radioaktywną herbatkę, wysmarują drzwi neurotoksyną albo wysadzą bloki mieszkalne celem umieszczenia na świeczniku swojego człowieka, a historyka badającego sowieckie zbrodnie oskarży się o pedofilię.

Również w warstwie symbolicznej Federacja Rosyjska już coraz bardziej otwarcie nawiązuje do swego bolszewickiego dziedzictwa. W roku 2009 lider rzekomo opozycyjnej Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, Giennadij Ziuganow, otrzymuje w dniu urodzin od Putina wiele mówiący prezent: „Manifest Komunistyczny” Marksa i Engelsa. Patronami nowo utworzonej Gwardii Narodowej zostali Feliks Dzierżyński i NKWD. Ponownie otwarto muzeum Dzierżyńskiego, w której to ceremonii uczestniczyli deputowani rosyjskiej Dumy oraz oficerowie FSB. W powstałej niedawno w Moskwie "Alei Przywódców" znalazły się popiersia Lenina, Stalina i wszystkich pozostałych przywódców ZSRS. Z okazji zeszłorocznego "Dnia Pobiedy" na rosyjskich portalach zakupowych można było nabyć replikę munduru czekisty... dla dzieci! Niedawny sondaż opinii publicznej wykazał, że dla ogromnej większości Rosjan najwybitniejszą postacią historyczną jest Józef Stalin. Kult Stalina, Armii Czerwonej, CzeKa, GPU, OGPU, NKWD i KGB ma charakter oficjalny, a badaczy i aktywistów badających i piętnujących komunistyczne zbrodnie prześladuje się.

Sam Putin wielokrotnie deklarował identyfikację z systemem komunistycznym, począwszy od słynnego dictum o "upadku ZSRS jako największej katastrofie geopolitycznej XX wieku", poprzez wspomniany urodzinowy prezent dla Ziuganowa, wielokrotnie wyrażanej dumy ze służby w KGB, skończywszy na całkiem niedawnych wypowiedziach, w których stwierdził, że „nigdy nie złożył legitymacji partyjnej KPZR”, przyznał słuszność ideologii komunistycznej, a także zrównał komunizm z chrześcijaństwem, a Lenina i Stalina z prorokami i chrześcijańskimi świętymi.



Putin nie jest samowładnym „carem”, ani „Fuehrerem”, jak jest powszechnie postrzegany. Jest on po prostu emanacją korporacji czekistów – pełni funkcję bardziej przypominającą „prezesa zarządu” Siloviki Inc., albo „Wielkiego Brata”. Ma on uosabiać aparat władzy, skupiając na sobie zarówno uwielbienie, jak i nienawiść, tak na rynku wewnętrznym, jak i za granicą. Putin to twarz współpracy z ChRL czy Iranem z jednej, i z Niemcami i Francją z drugiej. Dla ogłupiałych konserwatystów i nacjonalistów ma być „białym carem”, który wyzwoli Zachód z tyranii lewactwa i od zagrożenia islamskiego, a dla równie ogłupiałych elit demoliberalnych i lewicowych – uosobieniem podnoszącej głowę reakcji albo nieobliczalnym dyktatorem, który użyje broni masowej zagłady, gdy Zachód nie będzie chciał się z Moskwą układać. Dla zsowietyzowanych oraz imperialno i nacjonalistycznie nastawionych Rosjan ma być ukochanym wodzem, skupiającym jednocześnie nienawiść nielicznej i niewiele realnie znaczącej rosyjskiej opozycji. Władimir Władimirowicz to jednocześnie celebryta – bohaterski czekista, który nie tylko ratuje „Matuszkę Rassiję” z wszelakich opałów, ale pokonuje każdego konkurenta w judo, poluje na tygrysy syberyjskie, jeździ konno topless po syberyjskiej tundrze. Wreszcie – Putin jest niezbędny do firmowania aktualnego etapu omówionej wyżej długofalowej strategii oraz do jej kolejnych, planowanych etapów. I między innymi również dlatego otrzymał takie poparcie, jakie otrzymał.

Próba prognozy

Rozpoczynająca się czwarta kadencja Putina będzie kontynuacją poprzednich, połączoną z umacnianiem ich zdobyczy, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. Najważniejsze elementy polityki wewnętrznej Moskwy pozostaną niezmienne: wzmacniany będzie czekistowski establishment i poszczególne służby specjalne, należy się spodziewać zwiększania kontroli nad społeczeństwem, tym razem przy użyciu coraz to nowszych zdobyczy technologii, zapewniających skuteczną kontrolę (częściowo uzyskanych od Chińczyków). Jednocześnie, równie ważnym priorytetem rozpoczynającej się kolejnej kadencji Putina będzie przygotowywanie sukcesji, mającej na celu przetrwanie i konserwację systemu stworzonego w ostatnich osiemnastu latach.

W polityce zagranicznej Federacja Rosyjske będzie wzmacniać sojusz z ChRL, korzystny dla czekistowskich elit, mocarstwowych ambicji Moskwy oraz długofalowej sowieckiej strategii. Nieprzypadkowo jednym z pierwszych przywódców gratulujących Putinowi zwycięstwa był właśnie Xi (tekst pełen frazesów o „wspólnym budowaniu nowego porządku światowego przez Pekin i Moskwę), a jedni z pierwszych zagranicznych oficjeli odwiedzający Rosję Sowiecką to minister spraw zagranicznych ChRL Wang Yi oraz minister obrony ChRL, gen. Wei Fenghe. Nawiasem, wybór Putina na kolejną kadencję szefowania czekistowskiemu syndykatowi (całkiem możliwe, że dożywotnią) zbiega się z nadaniem przez chińską kompartię równie „dożywotniej” kadencji Xi Jinpingowi, co jest kolejnym sygnałem wygaszania „pieriestrojkizmu” i trwałego powrotu do otwartego totalitaryzmu.

Pierwsza po „wyborach” wizyta zagraniczna Putina (w Turcji) świadczy o tym, że rozwijany będzie nowy kierunek polityki zagranicznej, mający na celu trwałe pozyskanie sojuszników na Bliskim Wschodzie, już nie tylko „tradycyjnie” promoskiewskich Iranu i Syrii, ale też odciągniętej od sojuszu z USA Turcji.

Moskwa będzie coraz bardziej zuchwale prowadzić politykę reintegracji „bliskiej zagranicy” oraz ekspansji w Europie Zachodniej, połączoną z rozbijaniem więzi transatlantyckich. Można spodziewać się, że w trakcie rozpoczynającej się czwartej kadencji Putina dojdzie do scalenia współpracy Moskwa-Berlin (Bruksela), Moskwa-Pekin oraz Moskwa-Teheran (Ankara) w jedną, pan-eurazjatycką przestrzeń strategiczną, prawdopodobnie pod szyldem chrlowskiego Nowego Jedwabnego Szlaku. Można też spodziewać się przynajmniej próby ostatecznego zerwania więzi politycznych i wojskowych łączących Stany Zjednoczone z Europą. Tutaj przykładem jest sprawa otrucia rodziny Skripalów oraz manewry, jakie przeprowadziła Flota Bałtycka na wodach, pod którymi przebiega gazociąg Nord Stream , a w przyszłości przebiegać ma Nord Stream 2. Moskwa daje krajom zachodnim sygnał: po pierwsze, że może zrobić wszystko i spotka się to co najwyżej z symboliczną reakcją, a po drugie, że brak współpracy będzie się spotykał z coraz większą agresją.

2016-12-21

Nowa dezinformacja w miejsce starej (1)

W ostatnim czasie różni komentatorzy medialni, politolodzy oraz politycy bardzo dużo mówią o konserwatywnym zwrocie w polityce Kremla. Ocena tego zjawiska zależy w dużej mierze od tego, po której stronie światopoglądowej i politycznej barykady znajduje się komentujący. Lewica oraz demoliberalni idealiści patrzą na ten proces z ogromną obawą o zdobycze oświecenia, takie jak totalna demokracja, liberalizm, sekularyzm czy też ideologia praw człowieka. Putin (i otaczająca go czekistowska elita) jest dla demoliberałów i lewicowców uosobieniem mitycznego faszyzmu i nacjonalizmu, a także wstecznictwa i reakcji, które obecnie zagrażają nowemu wspaniałemu demoliberalnemu światu.

Z drugiej strony obserwujemy coraz większą ilość prawicowców, konserwatystów, nacjonalistów i tradycjonalistów, którzy w pułkowniku KGB i FSB Putinie widzą "ostatnią nadzieję białych" - jedyną szansę obrony tradycyjnej cywilizacji zachodniej w walce z demoliberalizmem, lewactwem, tzw. "cywilizacją śmierci", globalizmem i rosnącą wszechwładzą banków i megakorporacji, Unią Europejską i innmi ponadnarodowymi tworami, a także z wojującym islamem i bastardyzacją Starego Kontynentu. W narracji wielu prawicowców, konserwatystów i nacjonalistów doszło wręcz na przestrzeni ostatnich kilku lat do niejakiego "odwrócenia biegunów"; nawet, jeśli przyznają oni słusznie, że komunizm nie upadł, to za jego współczesne centrum są skłonni widzieć Brukselę, a nawet Waszyngton, nie zaś Moskwę i Pekin. Popularne wśród obu stron jest twierdzenie, iż stara, reakcyjna Rosja "przemogła" bolszewickie sowiety.

Demoliberalny mainstream nie chce przy tym zrozumieć, że obecne "zagrożenie ze wschodu" jest efektem ich własnej, trwającej przez dziesięciolecia polityki appeasmentu wobec ZSRS i Federacji Rosyjskiej, "robienia interesu" z Moskwą oraz polityki appeasmentu w obliczu agresywnej polityki Kremla, a także tolerowania zastępów agentury KGB, GRU, FSB i SWR.

Prawica nie widzi zaś tego, że reżym czekisty Putina stanowi uosobienie ich własnych obaw i lęków, które projektowane są wobec demoliberalizmu. Konserwatyści nie chcą widzieć tego, że w Federacji Rosyjskiej morduje się najwięcej nienarodzonych dzieci (drugie miejsce w światowych rankingach po komunistycznych Chinach), wśród elit szerzy się sodomia i pedofilia, a prawosławne odrodzenie (pod patronatem oficerów KGB przebranych w szaty liturgiczne) ma charakter wioski potiomkinowskiej. Prawica i nacjonaliści chcący widzieć w Putinie obrońcę Europy przed wojującym islamem nie zauważają tego, że największym mecenasem rosyjskiego islamu i pierwszym budowniczym meczetów jest sam tow. płk Putin, że główne ulice w Moskwie zamykane są dla ruchu w porach namazu, ani tego, że takie republiki jak Czeczenia pod wodzą człowieka Putina - Kadyrowa czy Tatarstan to właściwie koncesjonowane przez Kreml islamskie emiraty.

Prawicowy NEP Putina

Ale ani jedna, ani druga strona nie zauważa również dwóch o wiele bardziej istotnych rzeczy.

Po pierwsze - tego, że padają ofiarą zakrojonej na szeroką skalę i najprawdopodobniej długofalowej, rozciągniętej na co najmniej dekadę, operacji dezinformacyjnej. Operacji, w której sowieciarz i pułkownik KGB celowo pozycjonuje się na nowego "białego cara" i "prawosławnego dżihadystę", by użyć określenia autorstwa Andrieja Piontkowskiego. 

Częścią składową tej operacji jest oczywiście aktywne wspieranie przez putinowski, czekistowski reżym sił przeciwnych wobec obecnego zachodniego demoliberalnego establishmentu. Moskwa wspiera ideologicznie oraz logistycznie takie partie, jak m. in. ANEL (konserwatyści), "Złota Jutrzenka" (neonaziści), KKE (komuniści) i Syriza (lewacy) w Grecji; Front Narodowy Marine Le Pen oraz ruch oparty o osobę Francois Fillona we Francji; neonazistowską NPD, narodowo-konserwatywną AfD i neokomunistyczną Die Linke w Niemczech; eurosceptyczną UKIP i nacjonalistyczną BNP w Wielkiej Brytanii. Kreml wspiera również partie narodowo-separatystyczne w krajach zachodnich. Na osobne omówienie zasługuje casus prób dotarcia przez agenturę wpływu do nowego prezydenta USA, Donalda Trumpa, a także polskiej prawicy i neoendecji.

Po drugie, najważniejsze - żadna ze stron nie rozumie tego, co kluczowe, a mianowicie faktu, iż Federacja Rosyjska stanowi kontynuację Związku Sowieckiego. Tym samym, system Putina jest po prostu współczesną mutacją bolszewizmu. Bolszewizm/komunizm redukowany jest do marksistowskiej ideologii, podczas gdy faktycznie jest on metodą zdobycia, sprawowania i utrzymania totalitarnej władzy, w której ideologia jest tylko (i aż) instrumentem służącym trzymaniu w ryzach kadr, propagandzie, dezinformacji i socjotechnice, który może być modyfikowany i zmieniany w zależności od "mądrości etapu", czyli aktualnych interesów układu rządzącego. Putin i jego polityczne otoczenie to bolszewicy-czekiści, wywodzący się z sowieckich specsłużb, których - zdaniem Jurija Bezmienowa - 85% działalności stanowiły tzw. "działania aktywne": wojna informacyjna, socjotechnika, sterowanie i manewrowanie społeczne oraz dywersja ideologiczna.

Problem ten przedstawił bardzo obrazowo, nie w politologicznej analizie, a w powieści „Punkt Lagrange’a” Jacek Szczyrba. Znajduje się w niej scena werbunku polskiego, prawicującego doktora Spychowskiego przez sowieckiego nielegała posługującego się pseudonimem operacyjnym „Vadim”, pracującego najpierw dla PGU KGB, a później FSB albo SWR. Vadim właściwie jednym zdaniem tłumaczy Spychowskiemu istotę sowieckiej władzy i dezinformacji:
A tak w ogóle, to kim ty właściwie jesteś z przekonania? Komunistą z twoim cynizmem chyba nigdy nie byłeś, przynaj się.

- Ech, doktorze, ja komunistą? Zresztą, co właściwie masz na myśli, mówiąc o komunizmie? Czym według ciebie jest komunizm? Ja sam mam poważny problem ze zdefiniowaniem tego tworu, chociaż, że tak powiem, robię w branży. Ideologie są niezbędne, żeby utrzymać kontrolę nad masami, ale pod żadnym pozorem nie wolno w nie wierzyć. To jak z narkotykami. Żaden liczący się handlarz sam się nie szprycuje. Komunizm, trockizm, maoizm, to tylko narzędzia, służące do utrzymania się przy władzy. Jeśli zmienia się sytuacja, należy zmienić narzędzie. (…) Świat się zmienia, trzeba z żywymi naprzód iść. Dziś już nie namawiamy do walki klas, nie walczymy z kapitalistami. Dziś sami nimi się staliśmy, bo taki był nakaz chwili, taka nastąpiła konieczność dziejowa. Trzeba być elastycznym i dopasować się do zmieniających się mód. A najlepiej, (…) owe mody tworzyć.”

A z uwględnieniem bieżącej sytuacji uczynił to w ostatnim wpisie Aleksander Ścios:
Celem Putina nie jest bowiem „silna Rosja”, „obrona narodu” czy „wartości chrześcijańskich” – lecz władza, rozbój i panowanie nad światem kolejnej watahy komunistycznej. Wszelkie „idee narodowe”, głoszone przez kremlowskiego despotę, jego odwołania do religii i „chrześcijańskich wartości”, mają taką samą wartość, jak „teoria marksistowska” Trockiego i jego kompartii i są zaledwie narzędziem w rękach bandytów i dewiantów. Były przydatne, więc zostały zastosowane. Gdy skończył się czas ich przydatności, odrzucono je i sięgnięto po nowe. Putin będzie więc socjalistą dla zaczadzonych socjalizmem i narodowcem, dla wyznawców idei narodowych. Stanie się gorliwym chrześcijaninem, gdy przyjdzie mu oszukać chrześcijan i pierwszy sięgnie po symbole wolnomularstwa, gdy sprzymierzy się z masonami. Dla Żydów założy jarmułkę, a muzułmanom zbuduje meczet.

Nie ma takich idei, doktryn i religii, których „prawdziwy czekista” nie byłby w stanie wyznawać. Odradzanie komunizmu pod różnymi nazwami i w różnych mutacjach dowodzi, że jest on istotnie "nieśmiertelny" - w tym sensie, że wykorzystując rozmaite idee i pasożytując na zdobyczach myśli ludzkiej, dąży do zaspokojenia najbardziej zbrodniczych skłonności i pragnień. Ta dostosowawcza umiejętność mimikry, właściwa w świecie przyrody dla niektórych drapieżników i organizmów prymitywnych, jest często jedynym warunkiem przetrwania i staje się konieczna w grupie, odwołującej się do atawistycznych dążeń. Na tej zdolności polega istota komunistycznego zafałszowania i dynamika zbrodniczej sukcesji.”

Popieriestrojkowy neobolszewizm do perfekcji opanował ową dostosowawczą umiejętność mimikry, ewolucyjnej zdolności dopasowywania się do zmiennych realiów oraz kreowania symulakr. Jelcyn przedstawiał się jako niezbyt udaczny "rosyjski demokrata", cały czas znajdujący się pod wpływem wysokoprocentowych alkoholi. Putin zaś - jako "silny człowiek", który po "wielkiej smucie" przywróci porządek i mocarstwową potęgę Federacji Rosyjskiej; najpierw jako całkowicie bezideowy technokrata, obecnie zaś jako obrońca tradycyjnej cywilizacji. Sowieciarzom nie są obce nawet najbardziej zaskakujące wolty ideologiczne. W okresie rewolucji bolszewickiej rozbudzano dążenia narodowe np. Ukraińców i Białorusinów (byleby służyły interesom sowieckim), w ramach NEP-u przeprowadzono operacje, w których władza sowiecka pozyskała wielu antykomunistów walczących wcześniej po stronie "Białych", pozycjonując się jako spadkobierca starej, imperialnej Rosji. Przykładów można mnożyć, aż po czas transformacji ustrojowej, podczas której specsłużby ZSRS i demoludów wykorzystały ruchy opozycyjne, deklaratywnie antykomunistyczne i jako takie powszechnie postrzegane, do przeprowadzenia i uwiarygodnienia tejże transformacji. A jeśli marksizm, powszechna własność środków produkcji, chłopskie komuny ludowe, demokracja i konwergencja są pasee, to czemu nie sięgnąć po russkij mir, albo narodowe i konserwatywne odrodzenie?

Wojna ideologiczna

Przez okres od powstania sowietów aż do transformacji i sfingowanego rozpadu, ZSRS posługiwał się lewicowymi intelektualistami, lewakami, pacyfistami itp. w celu rozłożenia i zniszczenia społeczeństw Zachodu. Strategię i taktykę wojny informacyjnej opisał uciekinier z KGB Jurij Bemienow w swoich licznych wystąpieniach (m.in. dla John Birch Institute). Sowiecka subwersja ideologiczna dzieli się na następujące fazy: demoralizacji, destabilizacji, kryzysu i normalizacji.



Sięgnijmy jeszcze raz do powieści Szczyrby, w której równie dobrze zilustrowano ten proces:
Tak, doktorze - ciągnął Vadim - zdążyliśmy wykonać naszą dywersję, zanim zeszliśmy ze sceny. Czy można to nazwać porażką? Są różne metody pokonania przeciwnika. Można tego dokonać na drodze konfrontacji militarnej, używając czołgów, łodzi podwodnych i międzykontynentalnych pocisków, ale szczytem sztuki wojennej jest zwycięstwo w ogóle bez walki. Najlepiej sprawić, żeby przeciwnik sam się rozbroił, żeby przestało mu zależeć na własnym państwie, języku, tradycji, historii. Żeby w ogóle było mu wszystko jedno. Pozbawić go jakichkolwiek ideałów, wszystko, w co kiedykolwiek wierzył obrócić w gówno, przekonać go, że "ojczyzna" to pusty, pozbawiony znaczenia dźwięk, że patriotyzm, to najbardziej kompromitująca postawa, jaką można sobie wyobrazić. Nie ma absolutu, wszystko jest względne, prawda jest jak dupa, każdy ma własną. Zastąpić prawdziwe instytucje państwowe sztucznymi tworami, naturalne relacje międzyludzkie zbiurokratyzowanymi organizacjami regulującymi komunikację wewnątrz społeczeństwa. Zamiast naturalnych kontaktów, ingerencja pracowników socjalnych, zamiast prawdziwej nauki, pseudonauka. Do diabła z matematyką i historią na uniwersytetach! Patrzcie, głąby, teraz studiujcie kult ziemi i własną seksualność. Gender! To jest przyszłość! Wierzysz w coś - nie wierz! Jesteś czegoś pewien - nie bądź! Ufasz państwu - nie ufaj! Podważyć każdy dogmat, zachwiać każdą prawdą, zniszczyć relacje społeczne, znaleźć najohydniejszych dewiantów i zrobić z nich wzorce do naśladowania! Zdeprawować i zgwałcić dusze! Wywołać procesy gnilne w zdrowych tkankach społecznych, niech gangrena zacznie zjadać powoli ich umysły. (...) Tak się dziś prowadzi wojnę. I tylko my jesteśmy w tym mistrzami, konkurencji brak!”
Od lat 60. XX wieku byliśmy świadkami już samoczynnego rozprzestrzeniania się komunistycznej gangreny w umysłach intelektualistów, polityków, artystów, celebrytów, a nawet przedstawicieli stanu duchownego. Różne środowiska komunistyczne i prosowieckie opanowały w mniejszym lub większym stopniu systemy polityczne USA i krajów Europy Zachodniejna drodze gramszystowskiego "marszu przez instytucje". Współczesne realia w wielu krajach zachodu to wszechobecna polityczna poprawność, prawna dopuszczalność aborcji, w niektórych krajach eutanazji, coraz częściej traktowanych jako "prawa człowieka" i coraz częściej motywowanych względami stricte eugenicznymi, promocja zboczeń seksualnych (także postulaty legalizacji pedofilii i zoofilii), agresywna sekularyzacja i dechrystianizacja, przy jednoczesnej tolerancji np. salafitów.

W ciągu niemal trzech dekad od pozorowanego upadku komunizmu i rozpadu ZSRS, największe mocarstwa świata zachodniego dobrowolnie rozbroiły się do takiego stopnia, że obecnie mogą paść ofiarą ataku bądź co bądź zacofanych technologicznie Rosji Sowieckiej, ChRL, ale i znacznie od nich słabszych wrogich państw czy grup pozapaństwowych, terrorystycznych.

Zachodnie idee kapitalizmu, wolnego rynku oraz welfare state stały się własnymi karykaturami. Multikorporacje zachodnie coraz bardziej przypominają coś w rodzaju prywatnych kołchozów, prywatnych państw socjalistycznych, w których metodą zarządzania jest inżynieria społeczna, łudząco podobna do marksistowsko-bolszewickiej. To samo dzieje się na różnych płaszczyznach polityki socjalnej. Wykształciła się - jak opisuje to w "Nowym Obywatelu" dr hab. Jarosław Tomasiewicz - nowa polityczna konstelacja, łącząca lewackich intelektualistów oraz wielki kapitał, których wspólnym interesem jest stworzenie posłusznego im, nowego człowieka:
(...) goszyści odnaleźli swe miejsce w Systemie. Status „Opozycji Jego Królewskiej Mości” okazał się całkiem wygodny. Większość lewicy mogła się grzać w słoneczku późnego kapitalizmu, pławić się w przychylności mediów, korzystać z grantów i dotacji, w razie potrzeby sięgać nawet po karzącą rękę burżuazyjnej sprawiedliwości w walce z przeciwnikami ideologicznymi6. W rezultacie „lewica” zrosła się z establishmentem tysięcznymi nićmi powiązań towarzyskich, ideowych, instytucjonalnych, finansowych. Żyje w symbiozie z wysokorozwiniętym kapitalizmem, nie wyobraża już sobie życia poza Systemem.” 
Nawiasem, wielki zachodni kapitał w bardzo wielu przypadkach karmił czerwone dwugłowe orły i czerwone smoki.

Unia Europejska, ze wspólnoty suwerennych państw i narodów, staje się centralistycznym superpaństwem i wehikułem politycznych interesów ponadnarodowych, demoliberalno-lewicowych elit, Niemiec chcących zrekonstruować Rzeszę i last but not least, kremlowskich sowieciarzy.

Polityka imigracyjna krajów europejskich, nie tylko w ostatnich latach, ale na przestrzeni czterech ostatnich dekad doprowadziła do tego, że na Starym Kontynencie istnieją obszary będące de facto samodzielnymi islamskimi wilajatami, nad którymi władze Belgii, Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii nie mają właściwie władzy, i do których policja nie wjedzie w sile mniejszej niż kolumna bojowych wozów piechoty. Tzw. "kryzys migracyjny" oraz zamachy, które w ostatnich dwóch latach miały miejsce w krajach europejskich są zapowiedzią niechybnej regularnej wojny, jaka niebawem, według ekspertów w przeciągu 5-10 lat, wybuchnie we Francji, Niemczech, Holandii, Belgii pomiędzy ludnością autochtoniczną a wyznawcami Allaha.

System demoliberalny, a może już demobolszewicki, który rozwinął się przy wsparciu sowieckiej agentury, nie będzie w stanie przetrwać wywołanego przez siebie kryzysu bez użycia przemocy na masową skalę. A do tego nie jest zdolna globalistyczna, lewacko-totalitarna biurokracja rządząca tym systemem: po pierwsze nie ma środków, po drugie wydaje się być ograniczona liberalną ideologią, po trzecie, jest na to za słaba psychicznie. Już fizjonomika mówi, że Merkel, Verhovstadt, Timmermans, Hollande czy Tusk niewiele mają wspólnego czy to z Leninem, czy to z Putinem. Może poza zakulisowymi powiązaniami agenturalnymi...

Demoliberalizm-demobolszewizm upada za sprawą sprzeczności, które wbudowane są w jego konstrukcję, budząc przy tym coraz bardziej powszechny sprzeciw ludzi. Stąd przede wszystkim popularność ruchów antyestablishmentowych, zarówno tych określanych mniej lub bardziej trafnie jako prawicowych, konserwatywnych i nacjonalistycznych, jak i lewicowych.

Jakie wobec tego ruchy przedsięwzięto na Kremlu? Po pierwsze, kontynuować politykę ekspansji poprzez dotychczasowe relacje dyplomatyczne, biznesowe i agenturalne, dalej wspierając elity mainstreamu robiące wielkie interesy z sowieciarzemi. Po drugie, zbierać rosnący procent od inwestycji, jaką było wspieranie lewackich tendencji rozkładowych. Po trzecie, wesprzeć agresywny proletariat zewnętrzny, zwłaszcza radykalny islam. Po czwarte, pozyskać do swoich działań ludzi i ruchy, które sprzeciwiają się wyżej wymienionym - w tym wymiarze jest to operacja "zajęcia przestrzeni".

2016-10-11

Konsolidacja bezpieki, czyli "czwarty etap"

W kwietniu 2016 roku utworzono od dawna zapowiadaną przez Kreml Federalną Służbę Wojsk Gwardii Narodowej. "Rosgwardia" powstała z połączenia Wojsk Wewnętrznych, dotychczas będących częścią struktur Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zlikwidowanej Federalnej Służby Kontroli Narkotyków, Federalnej Służby Migracyjnej i last but not least, oddziałów specjalnych policji - OMON i SOBR. Oficjalne zadania Gwardii Narodowej to "walka z terroyzmem i ekstremizmem" (za przejaw ekstremizmu zostały niedawno uznane... eseje Jana Nowaka-Jeziorańskiego!), "przerywanie nielegalnych zgromadzen", a faktycznie, tłumienie przejawów niezadowolenia społecznego i buntów - krótko mówiąc, trzymanie społeczeństwa za mordę. Ale działania FSWNG nie będą ograniczać się jedynie do terytoriów Federacji Rosyjskiej - już teraz mówi się o tym, że struktura ta ma prowadzić bądź współprowadzić tzw. wojnę informacyjną na terenie bliższej i dalszej zagranicy. Ponadto, FSWNG ma nadzorować obrót bronią i amunicją oraz sprawować nadzór nad sowieckimi prywatnymi korporacjami ochroniarskimi i wojskowymi.

W połowie września 2016 roku, dziennik Kommiersant opublikował artykuł (najprawdopodobniej przeciek kontrolowany) mówiący o planowanym utworzeniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (Ministerstwo Gosudarstwiennoj Biezopastnosti - w skrócie MGB). Nowy resort ma powstać do roku 2018 ("deadline" to kolejne "wybory" prezydenckie i najpewniej kolejna kadencja Putina) i połączyć Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB, dawny wewnętrzny trzon KGB), Służbę Wywiadu Zewnętrznego (SWR, dawny I Zarząd Główny KGB) i Federalną Służbę Ochrony (FSO). Jeżeli plan ten dojdzie do skutku, dotychczas odrębne agencje pełniące funkcje wywiadu zagranicznego, kontrwywiadu, policji politycznej, narzędzia kontroli społeczeństwa i ochrony instytucji państwowych, zostaną połączone w jeden superresort bezpieczeństwa państwowego, oparty na wzorze bezpieki z czasów ZSRS, z nazwą (MGB) z czasów Stalina.

Jeśli reforma systemu bezpieczeństwa zapoczątkowana utworzeniem Gwardii Narodowej przybierze kształt opisany w "Kommiersancie", efektem będzie utworzenie dwóch superresortów bezpieki, których kompetencje będą się jednocześnie dublować i uzupełniać. Szef FSWNG (gen. Wiktor Zołotow, były szef ochrony Putina i jego zaufany człowiek) już zasiada w Radzie Bezpieczeńswta Federacji Rosyjskiej jako stały jej członek, tak samo będzie w przypadku szefa MGB, gdy już utworzony zostanie ten resort. Jeśli przyjrzeć się dokładniej zakresowi kompetencji tego organu, nawet oficjalnie deklarowanemu, to nietrudno dojść do wniosku, iż to właśnie Rada Bezpieczeństwa pełni rolę faktycznego centrum władzy w Federacji Rosyjskiej, będąc czymś w rodzaju czekistowskiego "politbiura" albo zarządu "korporacji czekistów". Kolejnym, znacznie ważniejszym skutkiem reformy bezpieki polegającej na utworzeniu nowych "superresortów" (FSGN i planowanego MGB) jest po prostu uskutecznienie systemu kontroli, nadzoru, wywiadu i represji. Aparat bezpieczeństwa i system władzy - a w Rosji Sowieckiej jest to w zasadzie jedno i to samo - zostanie wskutek planowanych i wdrażanych reform wzmocniony i skonsolidowany.

Tu dochodzimy do "backgroundu" reform bezpieki. Umocnienie wpływów samego Putina, obawa przed buntem zagłodzonego społeczeństwa czy podbitych narodów, obawa przed puczem pałacowym zapewne są kontekstem ważnym, ale, można by rzec, taktycznym. Putin wraz ze swoją ekipą czekistów wzmacnia resorty siłowe od samego początku swojego panowania, czego logicznym dopełnieniem jest utworzenie Gwardii Narodowej i prawdopodobne utworzenie MGB. Federacja Rosyjska jest kontynuacją ZSRS tyle, że z przewodnią rolą bezpieki, która zastąpiła w tej roli zużytą kompartię. Bolszewizm/sowietyzm jest systemem, który charakteryzuje cykliczna ewolucja, w której wzajemnie przeplatają się okresy odwilży i zaostrzenia reżymu, i którą można powiedzieć na cztery etapy: rewolucyjny, bolszewizm/komunizm otwarty, bolszewizm/komunizm ukryty (po sfingowanym upadku). Etap czwarty to powrót do praktyk totalitarnych, realizowany przez pułkownika Putina - jego zadaniem jest konsolidacja aparatu władzy i bezpieczeństwa oraz powrót systemu do otwarcie totalitarnych praktyk.


Wzmocnienie reżimu i zaostrzenie totalitaryzmu na poziomie wewnętrznym jest sprzężone z coraz ostrzejszą polityką zagraniczą. Rosja Sowiecka prowadzi działania wojenne na Ukrainie i w Syrii, od kilku lat ma miejsce militarne prowokowanie krajów Zachodu połączone z wojną informacyjną skierowaną przede wszystkim w USA i NATO. Agentura wpływu oplata amerykańską administrację i oboje kandydatów na urząd prezydenta USA. Wzmacnia się tzw. Blok Eurazjatycki - system sojuszy, który stanowi kontynuację, a jednocześnie wersję rozwojową bloku sowieckiego: Moskwa zacieśnia strategiczny, polityczno-wojskowo-gospodarczy sojusz z Chinami, wpływy polityczne, gospodarcze i agenturalne w Niemczech i reszcie Europy. Odbudowuje, wzmacnia i buduje nowe wpływy na Bliskim Wschodzie poprzez rozgrywanie wojną w Syrii i włączenie w swoją orbitę wpływów Turcji. Restrukturyzacja bezpieki, czyli utworzenie Rosgwardii (zajmującej się również wywiadem i wojną informacyjną) oraz planowane utworzenie MGB (które wchłonie dotychczas odrębną SWR) ma również uskutecznić politykę zagraniczną Kremla, w której istotnym, jeśli nie najistotniejszym czynnikiem są działania aktywne wywiadu.

2016-10-06

"Punkt Lagrange'a" Jacka Szczyrby

Akcja powieści rozpoczyna się gdzieś w zakamarkach starej Warszawy, mniej więcej w roku 1988 przy ulicy Wroniej. Młody człowiek, niewymieniony z nazwiska, o ksywie „Texas” odbywa praktykę jako mechanik samochodowy w warsztacie swojego stryja – Romana Stachonia, rotmistrza przedwojennej kawalerii, weterana wojny obronnej we wrześniu i powstania warszawskiego. Rotmistrz nie złożył jednak broni wraz z końcem wojny – kontynuował walkę z okupantem, ale okupantem sowieckim i jego „polskimi” kolaborantami. Rotmistrz Stachoń nie zakończył jednak walki nawet po całkowitym „rozładowaniu lasów” i zlikwidowaniu przez bezpiekę „ostatnich leśnych”. Działa w podziemnej Solidarności Walczącej – jednej z niewielu formacji opozycji w PRL stawiała sobie za cel obalenie komunizmu i odzyskanie przez Polskę prawdziwej niepodległości, nie zaś walkę o „socjalizm z ludzką twarzą”.

Wiadomo już o nadchodzących zmianach na górze i o negocjacjach pomiędzy komunistami i opozycją. Transformacja ustrojowa ma też swoją mniej ludzką twarz – operacje, które parafrazując jednego z publicystów można określić jako „mordy założycielskie” nowej, wspaniałej rzeczywistości. Jedną z ofiar staje się rotmistrz Stachoń, który bogaty w umiejętności i techniki konspiracyjne z czasów wojny, dotychczas wymykał się esbeckim pościgom i obławom. Mimo, że w okrutny i upokarzający sposób esbecy zamordowali rotmistrza, to nie udało im się zachować czekistowskiej konspiracji – Texas z pomocą kumpli próbował odbić rotmistrza, raniąc jednego z esbeków kulą z Browninga.

To wydarzenie całkowicie zmienia życie Texasa. Jednakże nie kontynuuje on działalności jako kolporter czy publicysta podziemnych wydawnictw antykomunistycznych, nie angażuje się również w operacje przypominające „Mały sabotaż”. Jego życiową misją staje się pomsta i wymierzenie sprawiedliwości mordercom stryja, w imieniu tak swoim, jak i nieistniejącego Państwa Polskiego. Wewnętrzny rozkaz od nieistniejącego, podziemnego państwa Texas wykonuje z profesjonalizmem godnym najlepszych operatorów jednostek specjalnych – cicho i skutecznie. I poświęca w imię wykonania swojej, a jednocześnie powszechnej misji całe swoje życie prywatne.



Jak wygląda – z perspektywy Texasa – Polska ery transformacji, rzekomego „upadku komuny” i szerzej, przełomu wieków XX i XXI? Coraz nowsze samochody, coraz to lepsza technika, coś, co z wierzchu wygląda na przejawy coraz większego dobrobytu społeczeństwa wydają się być tylko politurą, przykrywającą rzeczywistość niejako równoległą – mętny półświatek raczkującego kapitalizmu wyrosłego na gruncie „Kapitału” Karola Marksa, by zacytować Begmana, jednego z kumpli Texasa. Rzeczywistość, w której „ludzie godni szacunku kręcą mniejsze lub większe lody, unikają jakiejkolwiek odpowiedzialności za popełnione, nieraz okrutne zbrodnie i doskonale radzą sobie w systemie, w którym socjalizm z ludzką twarzą zastąpił kapitalizm z nieludzką twarzą. Rzeczywistość, w której zdezelowane sanatoria dla esbeków są miejscem transakcji pomiędzy majorem KGB a arabskim terrorystą. Kraj, w którym ofiary bądź bliscy ofiar komunistycznych zbrodni stale boją się zemsty „nieznanych sprawców”.

Równolegle, ale nie jednocześnie, nielegał o wielu tożsamościach, najchętniej posługujący się imieniem Wadim, próbuje zwerbować obiecującego na salonach socjologa Tomasza Spychowskiego. Wadim realizuje długofalowe operacje wywiadowcze i dywersyjne – jego specjalizacją jest werbunek, zadaniowanie i orkiestrowanie agentów wpływu. Działa od lat, najpierw w służbie ZSRS, a obecnie – Federacji Rosyjskiej. W sytuacji, gdy nie udaje mu się pozyskać figuranta za pomocą tradycyjnych dla bezpieki kompromatów, Wadim inicjuje grę w otwarte karty. Opowiada Spychowskiemu o wieloletniej operacji dywersyjnej, które polegały na podkopaniu i naruszeniu kulturowo-cywilizacyjnych fundamentów Zachodu.

Tyle odkrywania akcji i fabuły powieści, której być może i tak za dużo przed Czytelnikiem ujawniłem. Postaci i wydarzenia opisane w powieści, choć w dużej części fikcyjne, to stanowią nawiązanie do wydarzeń, które miały miejsce faktycznie. Czy bowiem nie jest tak, że komunistyczni zbrodniarze i zdrajcy pozostają zupełnie bezkarni, a odchodzą na łono Baphometa w wojskowej i kościelnej asyście? Czy nie jest faktem to, że komunistyczna nomenklatura i bezpieka przeniknęły do oficjalnych struktur i instytucji rzekomo „niepodległego” państwa – służb specjalnych, wojska, policji, urzędów różnego szczebla, łącznie z najwyższymi? Czy nie jest tak, że głębokie centrum tyleż legendarnego, co faktycznie istniejącego „układu” zza kulis kształtującego przestrzeń publiczną w Polsce, stanowią właśnie przetransformowane środowiska komunistyczne? Jak skończyły się wszystkie próby dekomunizacji i rozliczenia komunistycznych zbrodni?

Czy Polska faktycznie jest niepodległym, przynależącym do Europy i świata Zachodu krajem? Czy faktycznie zerwano nici łączące nas z Rosją, rządzoną przez kagiebowską juntę, a może jest tak, że „jedynym i wyłącznym dysponentem tej krainy” nadal jest Moskwa, tylko instrumenty kontroli są o wiele subtelniejsze (i skuteczniejsze) niż „paru generałów o swojsko brzmiących nazwiskach”? I wreszcie, czy państwo, którego oficjalna nazwa brzmi Federacja Rosyjska, nie jest po prostu kontynuacją Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich?

Jaki był i jest społeczny oraz medialny odbiór ludzi i środowisk wzywających do osądzenia komunistycznych przestępców czy też twierdzących, że transformacja ustrojowa nie była taka, jaką się ją przedstawia w tzw. mediach głównego nurtu? Czy dezerterów z sowdepii próbujących ostrzec Zachód przed długofalową kremlowską strategią dezinformacji, wielkiej politycznej mistyfikacji, ekspansji geostrategicznej i wojny informacyjej traktowano z powagą, czy raczej uznano za „typowych ruskich paranoików”?

Omówienie tej powieści najlepiej niech podsumuje luźna parafraza samego jej Autora: to, co do tej pory było analizowane przez wąskie kręgi niezależnych historyków, socjologów i politologów zyskało u Jacka Szczyrby formę dostępną nie tylko dla przeciętnego odbiorcy, ale dla każdego, niezależnie od jego zdolności abstrakcyjnego myślenia. Niezwykle wciągająca akcja i fabuła oparta jest na faktach. Ba, na kanwie tej książki można byłoby nakręcić film, a najlepiej serial taki, jak „Służby specjalne” Vegi albo „Oficer” Dejczera, który przebiłby te produkcje zarówno pod względem akcji, jak i przekazu. Albo narysować komiks, taki, jak – nie przymierzając – „Thorgal” czy „Funky Koval”.

A do „Punktu Lagrange’a”, ze względu na jego wielowątkowość i wielowymiarowość będę jeszcze na tych łamach wracał…

Jacek Szczyrba, „Punkt Lagrange’a”, Wydawnictwo Podziemne, Poznań 2016

Książkę można nabyć m.in. w Księgarni Minerwa: http://minerwa.net/ksiegarnia/index.php?id_product=14&controller=product

2013-08-26

Odpowiedź na ankietę Wydawnictwa Podziemnego

Poniżej publikuję odpowiedź na III Ankietę Wydawnictwa Podziemnego, opublikowaną na tym portalu 16 lipca 2013 roku. Przy okazji polecam zapoznanie się z pozostałymi odpowiedziami oraz z zawartością całego portalu.

Ilustracja muzyczna: 

Von Thronstahl, Vorwärts, Die Raben Der Endzeit: 


Von Thronstahl, Turn the centuries: 



Von Thronstahl, Self defence or slavery:


***



Trzecia ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko  w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

Błąd ten ma swoje źródło przede wszystkim w powszechnym niezrozumieniu istoty bolszewizmu/komunizmu pośród historyków, politologów, sowietologów, rosjoznawców i sinologów, zarówno tych o orientacji lewicowej (najczęściej prokomunistycznej), jak i prawicowej, konserwatywnej. Tyleż powszechnie, co błędnie sprowadza się istotę komunizmu do ideologii, rzekomo zakładającej cele „pozytywne” – najkrócej mówiąc, sprowadzające się do polepszenia losów danej grupy społecznej („proletariatu”, „klasy robotniczej” itp., itd.) albo mniej czy bardziej abstrakcyjnej „ludzkości”. Co za tym idzie, większość badaczy zjawiska bolszewizmu/komunizmu, nie pojąwszy samej jego istoty, błędnie postrzega także poszczególne etapy jego ewolucji, która z definicji jest dostosowywaniem systemu do zmieniających się warunków i wcale nie musi oznaczać jego upadku.

Badacze o orientacji prawicowej i konserwatywnej wskazują często na sekciarskie: gnostyckie, masońskie, okultystyczne czy wręcz satanistyczne korzenie bolszewizmu. Takie przedstawienie problemu nie jest fałszywe – związki bolszewików z okultystami, wolnomularzami czy satanistami są faktem. Ponadto, jak nauczał Carl Schmitt, „pojęcia polityczne są zeświecczonymi pojęciami teologicznymi” (ale jeśli iść tym właściwym tropem, to bez problemu zrozumiemy, że istotą okultyzmu i satanizmu jest niczym nieograniczona, totalna władza). Ale ten opis zdaje się wyczerpywać jedynie część aspektów zjawiska bolszewizmu/komunizmu, nie poruszając jego istoty, albo robiąc to z reguły dość powierzchownie.

Komunizm (bolszewizm) to metoda zdobycia, sprawowania, utrzymania i sukcesji władzy. Celem i istotą komunizmu jest totalitarna władza i sowietyzacja, czyli inżynieria społeczna mająca za cel wyhodowanie „nowego człowieka”. Najważniejszymi cechami bolszewizmu jako metody sprawowania władzy są: skrajny totalitaryzm – podporządkowanie wszystkiego interesom bolszewickich elit oraz skrajny relatywizm – „dobre” jest to, co im służy, „złe” jest to, co im nie służy i szkodzi, dopuszczalne jest każde działanie służące długofalowym i bieżącym interesom komunizmu. Ideologia komunistyczna, na czele z marksizmem, to przede wszystkim teoria i ideologia władzy. Służy ona określeniu celu komunizmu, którym faktycznie, jeśli dokładnie się przyjrzeć, jest właśnie władza oraz legitymizacji, propagandzie, trzymaniu w ryzach bolszewickich kadr i sowietyzacji. Wystarczy sięgnąć do klasyków – nie tylko Lenina i Stalina, ale przede wszystkim do „dzieł” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, na czele z „Manifestem komunistycznym”. Wyraźnie jest tam napisane, że faktycznym celem komunizmu jest władza komunistów (nie zaś „społeczeństwo bezklasowe”, „wolność”, „równość” itp.) i że w tym celu dozwolone jest użycie wszystkich koniecznych i skutecznych środków, które mogą być dowolnie zmieniane ze względu na dynamikę sytuacji. Jak stwierdził zresztą sam Marks, „ideologia jest kostiumem władzy”.

To, co określane jest w niniejszej ankiecie jako „etap upadły” bolszewizmu, a szerzej w dyskursie politologicznym jako „postkomunizm”, to w istocie neobolszewizm, neokomunizm. Albo „komunizm ukryty”, jeśli przywołać śp. Christophera Story. Komunistyczne struktury władzy zamieniły władzę bezpośrednią na władzę pośrednią i kontrolę totalną na kontrolę strukturalną. Hierarchiczne i scentralizowane struktury partii komunistycznych i bezpieki zamieniono na policentryczne struktury sieciowe, po części ukryte i nieformalne. Kontrola totalna, czyli kontrola nad każdym aspektem życia politycznego, społecznego i jednostkowego została zastąpiona pośrednią i po części zakulisową kontrolą strukturalną, czyli kontrolowaniem jedynie najważniejszych, strategicznych dla funkcjonowania systemu odcinków życia politycznego, społecznego i gospodarczego oraz najważniejszych procesów.

Proces transformacji ustrojowej komunizmu w neokomunizm, proces pieriestrojki, czyli przebudowy komunizmu przebiegał i przebiega inaczej w byłym ZSRS (oraz na terenie wewnętrznego i zewnętrznego imperium sowieckiego), a inaczej w ChRL. Federacja Rosyjska, czyli współczesna inkarnacja i kontynuacja ZSRS reprezentuje typ „komunizmu ukrytego”, gdzie centrum władzy jest struktura sieciowa składająca się z przeobrażonych sowieckich specsłużb, komsomolskiej oligarchii i zdominowanej przez bezpiekę mafii. Ten sam model powiela się w krajach „byłego” sowieckiego imperium wewnętrznego i zewnętrznego, nadal zresztą uzależnionych od moskiewskiej centrali. Natomiast ChRL prowadzi, i to już od śmierci Mao i początków kadencji Denga, politykę bardzo przypominającą leninowski NEP. W komunistycznych krajach peryferyjnych, przedstawianych jako „skanseny” komunizmu (Kuba, Wietnam, Laos, Demokratyczna Republika Kongo, Kongo Brazzavile, Benin, Zimbabwe itd.) dopiero od 2000 roku wprowadza się albo model „pieriestrojki”, albo mniej lub bardziej zmodyfikowany model ChRL-owski.

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy?  Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

Zgodna ze stanem faktycznym jest każda z prób odpowiedzi zawartych w pytaniu. Czy trzeba brać pod uwagę jeszcze inne czynniki? Na pewno dynamikę zmieniających się wydarzeń, która na szczęście znajduje się poza kontrolą czynników decyzyjnych na Kremlu, na Łubiance czy w „Nowym Zakazanym Mieście”. Nie powinno to być jednak powodem do optymizmu: istotą zarówno strategii, jak i taktyki jest ich zmienność i dostosowywanie do zmieniających się warunków.

Wróćmy jeszcze do powiązanego z powyższym pytaniem poprzedniego wątku. Modelowym przykładem splotu długofalowej strategii, bieżącej taktyki bolszewii oraz dynamiki wydarzeń był właśnie proces tzw. transformacji ustrojowej. Anatolij Golicyn czy np. autorzy podziemnej bibuły z czasów pierwszej komuny mylili się w pewnych kwestiach (np. nie utworzono „federacji sowieckiej”, w Polsce nie stacjonuje Armia Czerwona, nawrót totalitaryzmu ma miejsce dopiero teraz itp.), ale były to jedynie szczegóły techniczne. Związek Sowiecki formalnie się rozpadł, komunizm jako ideologia państwowa oficjalnie upadł, ale komuniści zachowali władzę i kontrolę. Zatem to, czy elita bolszewicka nosi nazwę WKP(b), KPZS, KPChL, KGB, FSB czy WSI, czy centrale komunizmu noszą nazwę ZSRS, ChRL czy może Federacja Rosyjska, czy dopuszczany jest (skądinąd ograniczony) pluralizm partyjny i medialny, to kwestie czysto techniczne. W świetle teorii i dotychczasowej praktyki komunizmu/bolszewizmu jest to dostosowanie do danej „mądrości etapu”, do zmieniającej się sytuacji na zewnątrz i wewnątrz. Bolszewickim elitom z różnych przyczyn po prostu przestały być potrzebne, albo „zgrały się”, zewnętrzne formy systemu władzy (w tym także ideologia), treść jednak pozostała taka sama. Jak pokazały ostatnie dwie dekady, przyjęcie przez komunizm demoliberalnych form i procedur, zamiana władzy bezpośredniej na pośrednią i kontroli totalnej na odcinkową czy też wolnego rynku w miejsce etatyzmu, okazało się być o wiele skuteczniejszym i wydajniejszym instrumentem rządzenia i ekspansji. 

3. Trzy etapy i co dalej? Czy etap trzeci spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów daleki? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Najważniejszym ideowym celem bolszewizmu jest władza. Władza zarówno nad wszystkimi aspektami życia w danym państwie, jak i władza nad światem. Cel ten nie został jeszcze spełniony, ale bolszewicy są z każdym rokiem coraz bliżej jego realizacji. Od z górą trzydziestu lat spełniają się chyba wszystkie geopolityczne prognozy Anatolija Golicyna zawarte w dwóch ostatnich rozdziałach „Nowych kłamstw w miejsce starych”, jak i te dotyczące bolszewickiej agresji ideologicznej i sowietyzacji niejako od wewnątrz, przedstawione przez Jurija Bezmienowa.

Być może (mniej więcej od lat 2008-10) mamy do czynienia właśnie z przejściem z „etapu trzeciego” do „etapu czwartego”. Etap trzeci był etapem „komunizmu ukrytego”, cechującego się względnie małą represyjnością (pomijając zbrodnie Rosji Sowieckiej w Czeczenii i czerwonych Chin w Tybecie, Turkiestanie Wschodnim i na własnych, narodzonych i nienarodzonych poddanych) i chaosem w strukturach komunistycznych, jak się okazało z perspektywy czasu, chaosem pozornym. Od kilku lat, przetransformowany komunizm przechodzi do coraz ostrzejszej ofensywy, zarówno na terenach przez siebie opanowanych, jak i na zewnątrz.

Aktualną sytuację należy analizować na dwóch poziomach: pierwszy to poziom geopolityczny, a drugi to stopień, w jakim dane państwa, dane cywilizacje atakowane są rozkładane wewnętrznie przez bolszewizm i torujący mu drogę demoliberalizm (liberalizm realny).

Współczesną kontynuacją bloku komunistycznego jest projekt geopolityczny, który w pewnym uproszczeniu można określić jako „blok eurazjatycki”. Jest to sieć sojuszy oplatająca już bez mała cały świat, którego centrum jest oś Moskwa-Pekin, a peryferiami sojusznicy i wasale Rosji Sowieckiej i ChRL. Organizacyjne formy bloku to polityczno-wojskowa Szanghajska Organizacja Współpracy, gospodarczy sojusz BRIC, Organizacja Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego oraz tworząca się Unia Eurazjatycka mające zreintegrować przestrzeń byłego ZSRS wokół Rosji Sowieckiej. Moskwa i Pekin wykorzystują także do swoich celów grupę G-20 i forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Kolejnymi instrumentami światowej polityki Moskwy i Pekinu są organizacje skupiające neokomunistyczne kraje i ruchy Ameryki Południowej oraz orkiestrowanie grupy państw sponsorujących terroryzm (Iran, Syria, Korea Płn., Birma, Sudan), którą neokonserwatyści określają jako „oś zła”. Celem, a jednocześnie fundamentem projektu eurazjatyckiego jest realizacja mocarstwowych i globalistycznych ambicji Moskwy i Pekinu, a tym samym bolszewizacja świata.

Od lat ’90 decydenci z Moskwy i Pekinu otwarcie deklarują zamiar stworzenia „Nowego Porządku Świata” w oparciu o paradygmat „wielobiegunowości” i… „demokratyzacji stosunków międzynarodowych”. Powinno być oczywiste dla każdego zdrowego na umyśle, że za takimi deklaracjami w rzeczywistości kryje się właśnie zamiar zdominowania świata przez ChRL i Rosję Sowiecką. Kolejnymi przykładami są koncepcje Siergieja Karaganowa i Aleksandra Dugina – czołowych architektów sowieckiej/neosowieckiej geostrategii i polityki zagranicznej. Doktryna Karaganowa przewiduje zjednoczenie Federacji Rosyjskiej, przestrzeni sowieckiej oraz UE w twór o nazwie „Związek Europejski”, a następnie utworzenie „Dyrektoriatu” – światowego „rządu”, składającego się ze Związku Europejskiego, ChRL i USA. Aleksandr Dugin postuluje podział świata na „wielkie przestrzenie” („rosyjsko-eurazjatycką”, „chińską”, „arabo-islamską”, „europejską”, „latynoamerykańską”, „północnoamerykańską”), zredukowanie amerykańskiej aktywności w świecie do roli jednej z „wielkich przestrzeni”, a finalnie – globalną dominację „Uniwersalnego Imperium Eurazjatyckiego”, czyli sojuszu Moskwa-Pekin.

Strategia Rosji Sowieckiej przewiduje reintegrację dawnego imperium sowieckiego (w zasadzie powinno się mówić o utrzymaniu panowania lokalnych komunistyczno-bezpieczniackich elit, mających związki z moskiewską centralą), zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego (które ma pełnić rolę „strefy buforowej” i „pasa transmisyjnego” na Zachód). To krok do celu, jakim jest finlandyzacja Europy Zachodniej, co oznacza uzyskanie przez Moskwę dostępu do Atlantyku. Celem Rosji Sowieckiej jest neutralizacja NATO i rozbicie jedności euroatlantyckiej, by kraje Zachodu były nastawione wobec Rosji Sowieckiej przyjaźnie, a przynajmniej neutralnie, będąc jednocześnie mniej lub bardziej antagonistyczne wobec USA. Utworzenie „neutralnej, socjalistycznej Europy” (pod przewodnictwem Niemiec), ma też umożliwić Rosji Sowieckiej transfer zachodnich technologii (w tym technologii wojskowych i takich, które mogą być używane przez bezpiekę), know-how i pieniędzy. Sowieciarze z Kremla realizują swoją strategię za pomocą całej gamy typowych dla KGB tzw. „środków aktywnych”: ekspansji gospodarczej, wojny ideologicznej, wojny psychologicznej, agentury wpływu, wykorzystywania podmiotów gospodarczych oraz polityków o wspólnych interesach i last but not least „klasycznego” szpiegostwa.

Głównym natomiast celem ekspansji czerwonych Chin jest Azja Południowo-Wschodnia, baseny Pacyfiku Zachodniego i Oceanu Indyjskiego oraz Afryka. Pekin także stosuje „środki aktywne”, jednak w odróżnieniu od sojusznika zza Amuru kładzie nacisk na wojnę ekonomiczną, gdzie głównymi instrumentami są merkantylizm, aspirowanie do roli światowego bankiera, stosowanie niewolniczej siły roboczej, czego konsekwencją jest postępująca dezindustrializacja krajów Zachodu poprzez drenaż kapitału i przenoszenie produkcji na teren ChRL. Ekspansja chrlowskiego biznesu na kraje Zachodu to oczywiście także doskonała metoda eksportu agentury: praktycznie cały chrlowski biznes jest prowadzony przez funkcjonariuszy KPCh, Guoanbu lub III i IV Departamentu ChALW.

Jeżeli zatem na mapie konturowej świata zaznaczymy na czerwono Rosję Sowiecką, ChRL oraz ich sojuszników i wasali, to zobaczymy, że wolny świat (w zasadzie jego resztki), na czele z USA, znajduje się w stanie oblężenia (o którego początkach pisał w poprzedniej ankiecie WP profesor de Carvalho). Zachód jest także podminowany przez struktury faktycznie działające wbrew jego interesom, a służące współczesnemu bolszewizmowi z centralą w Moskwie i Pekinie. Składają się one po pierwsze z regularnych komunistów, lewaków i agentury wpływu, a po drugie z podmiotów, które czerpią finansowy i ekonomiczny interes z paktowania z Sowietami i ChRL a także z demoliberalnych, użytecznych idiotów. Profesor Olavo de Carvalho wskazuje, iż jest to grupa mająca długofalową strategię władzy i współpracy z bolszewikami. Nie tylko na poziomie polityki zagranicznej, ale także realizując politykę konwergencji ze światem komunistycznym.

Jak pisałem wyżej, apogeum ekspansji neobolszewizmu i wycofywania się Zachodu ze swoich dominiów ma miejsce od roku 2008. Wcześniej, od zamachów z 11.09.2001 Moskwa (w pewnym stopniu też Pekin) rozgrywała Zachód kartą sterowanego terroryzmu islamskiego. Wiązanie sił amerykańskich i alianckich w wojnie w Iraku i Afganistanie umożliwiło Moskwie finlandyzację Europy za pomocą Gazpromu, reintegrację obszaru dawnego ZSRS i stawianie się w roli sojusznika Zachodu w walce z islamskim ekstremizmem. ChRL mogła z kolei położyć rękę na irackich złożach ropy naftowej. Kluczowe jednak są dwie kadencje Barracka Obamy, politycznie i genealogicznie związanego z amerykańskimi komunistami, kiedy to Stany Zjednoczone systematycznie wycofują się z własnego imperium zewnętrznego (Europa), oddając pole Moskwie i Pekinowi, a także rozbrajają się. NATO stała się w zasadzie klubem dyskusyjnym (do którego dostęp ma od jakiegoś czasu Moskwa), a według politologa George’a Friedmana, de facto już nie istnieje. Udowodniły to trzy operacje, w których bolszewicy przetestowali gotowość Zachodu na agresję: operacja smoleńska, operacja norweska, a ostatnio zamach w Bostonie (niezbyt spektakularny na tle poprzednich autorstwa islamskich ekstremistów), kolejny szantaż KRL-D i sprawa Edwarda Snowdena. Od 2008 roku, ChRL prowadzi coraz bardziej agresywną politykę w rejonie Oceanu Indyjskiego, Azji Południowej i Wschodniej oraz Pacyfiku.

Obserwujemy także „koincydencję” czasową takiej polityki światowej z wdrażaniem demoliberalnych, a wręcz demobolszewickich rozwiązań w polityce wewnętrznej USA i krajów Europy Zachodniej. „Normą” jest nie tylko dopuszczalność, ale i traktowanie jako „praw człowieka” zboczeń seksualnych (mówi się o legalizacji pedofilii czy zoofilii), mordowania dzieci nienarodzonych czy dobijania chorych i słabych (dopuszczalna jest już „aborcja poporodowa”). A także wtrącania się nie tylko organów państwa, ale i pomiotów pozapaństwowych (np. korporacji – niektóre z nich to de facto „prywatne” państwa bolszewickie) w coraz więcej aspektów życia społecznego i prywatnego ludzi. Ale praprzyczyną „upadku zachodu” i „czerwonego świtu” zdaje się być oświecenie wraz ze swym dziedzictwem, demoliberalizmem. Alexis Carrell stwierdził nie bez racji, że „liberalny burżuj jest starszym bratem bolszewika”. Istotą liberalizmu jest bowiem kompromis, poddawanie wszystkiego regułom demokracji i rynku, kontraktualizm, wieczne rozdyskutowanie i niechęć do podejmowania decyzji, pacyfizm, roszczeniowa koncepcja indywidualizmu i „praw do wszystkiego”. Gdy z drugiej strony, bolszewizm jest prostym jak konstrukcja karabinka AK i równie skutecznym systemem, którego istotą jest władza, z bezwzględnymi i zdeterminowanymi kadrami. Jak powiedział kiedyś Ernst Jünger, „po wegetarianach przychodzą kanibale”…

Wróćmy jednak do koncepcji Karaganowa i Dugina, których w żadnym wypadku nie można traktować jako czekistowskich dowcipów po spożyciu napojów wysokoenergetycznych: na chwilę obecną mamy do czynienia ze spełnianiem się tych właśnie koncepcji geostrategicznych. Obserwujemy kształtowanie się „nowego porządku świata” z podziałem na strefy: „rosyjsko-eurazjatycką” i „chińską” (złączone polityczno-wojskowo-gospodarczym sojuszem Moskwa-Pekin), „europejską” (sfinlandyzowaną przez Moskwę), „latynoamerykańską” (we władzy promoskiewskich i propekińskich komunistów), „afrykańską” (de facto kolonia ChRL) i „amerykańską”, ograniczoną terytorialnie do kontynentu północnoamerykańskiego. Koncepcja ta jest podzielana przez globalistyczne (lewackie, liberalne i bolszewickie) elity z Zachodu, np. koncepcje Henry’ego Kissingera czy Zbigniewa Brzezińskiego.

Jakie są perspektywy na przyszłość? Być może bolszewicki, sino-sowiecki „Nowy Porządek Światowy” z osią Moskwa-Pekin jako hegemonem i satelickimi „wielkimi przestrzeniami” (w tym – amerykańską i europejską, w różnym zakresie opanowanymi przez liberałów i bolszewików) to tendencja trwała. Być może bolszewicy z Kremla/Łubianki i Zhongnanhai będą utrzymywać ją tak, jak to czyniły dotychczas za pomocą kombinacji wojny ideologicznej, ekonomicznej, „Proxy Wars” i terroru na ograniczoną skalę.

Nie wolno jednak wykluczać scenariusza wojennego. Czekistowscy decydenci z Moskwy i partyjno-wojskowo-bezpieczniaccy aparatczycy z Pekinu mogą mieć zamiar „dobicia” upadającego i dogorywającego Zachodu. Można sobie wyobrazić scenariusz, w którym np. terroryści islamscy czy „prawicowi” dokonują zamachów w USA za pomocą broni masowego rażenia, na skutek których następuje chaos i bezhołowie. Następnie, Rada Bezpieczeństwa i Zgromadzenie Ogólne ONZ, zdominowane przez ChRL i Rosję Sowiecką, decydują o wprowadzeniu do pogrążonej w chaosie Ameryki wojsk ONZ. Można też sobie wyobrazić sytuację, w której konflikt lokalny (np. na Bliskim Wschodzie) przekształca się w konflikt o zasięgu światowym. Teatrem przyszłej wojny może okazać się Europa, podminowana przez coraz bardziej radykalną diasporę islamską, z zapleczem strategicznym na Bliskim Wschodzie. W sytuacji gwałtownych zamieszek, albo konfliktu zbrojnego, władze krajów europejskich (albo establishment unijny) raczej nie zwróci się o pomoc do odizolowanej i oblężonej Ameryki, tylko do Rosji Sowieckiej (wspomaganej przez ChRL).

Ani powyższa próba analizy, ani scenariusze nie napawają optymizmem. Ale jak pisał Oswald Spengler, […] tylko marzyciele wierzą, że istnieje wyjście. Optymizm jest tchórzostwem.   

***