Pokazywanie postów oznaczonych etykietą endekomuna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą endekomuna. Pokaż wszystkie posty

2012-09-09

Parę uwag wokół "pojednania" (i nie tylko)



Mające miejsce 17 sierpnia 2012 roku zblatowanie się czekistowskiego patriarchatu sowieckiego z Kościołem Rzymskokatolickim było finalizacją pewnych, trwających już od dłuższego tendencji. Nie chodzi jedynie o sekwencję wydarzeń na poziomie kontaktów międzywyznaniowych (faktycznie po stronie „prawosławnej” mamy do czynienia z „duchowym” Zarządem Głównym KGB-FSB) o której bardzo wyczerpująco pisał w swoim cyklu Aleksander Ścios, ale o pewne tendencje ideologiczne czy też metapolityczne. Dobrą ilustracją są poglądy Lecha Jęczmyka – znanego (także mnie) nie tylko z bogatej publicystyki, ale i z tłumaczeń pisarstwa SF – zawarte w książce „Dlaczego toniemy, czyli jeszcze nowsze Średniowiecze”. Przytoczmy najważniejsze z nich.

Sowrosja jako „obrończyni chrześcijaństwa”

W rozdziale „Nowa Rosja” Jęczmyk pisze, że komunizm sowiecki i ZSRS uległy pokojowemu samorozwiązaniu i przekształceniu w nacjonalistyczne i autorytarne państwo rosyjskie. Federacja Rosyjska ma być spadkobierczynią i kontynuatorką białej, przedkomunistycznej Rosji. Ba – niejako w konfrontacji z ogarniętym przez lewactwo, polityczną poprawność i rozpad cywilizacji Zachodem – jedyną ostoją Starego Ładu! „[…] Rosja jest dziś jedynym (oprócz Ugandy) państwem chrześcijańskim na świecie. Państwem, nie społeczeństwem, nie należy tych spraw mylić. W Polsce jest znacznie większy procent praktykujących chrześcijan niż w Rosji, ale polskie państwo jest „neutralne światopoglądowo, co znaczy, że wolno się modlić, ale wolno też wystawiać genitalia przybite do krzyża. Jak wytłumaczyć to przejście z okrutnego państwa, w którym obowiązującą religią był ateizm, do chrześcijaństwa i to bez przelania choćby jednej kropli krwi? Chrześcijanie mają swoje proste wyjaśnienie: to cud fatimski, skutek wieloletnich modłów Jana Pawła II i tysięcy mnichów i mniszek zamkniętych w klasztorach. Ale ponowny chrzest Rosji to nie koniec sekwencji wydarzeń, to stało się po coś. W czasach coraz brutalniejszych ataków na chrześcijaństwo Rosja staje przed wielkim wyzwaniem, przed możliwością objęcia roli obrończyni Wiary, całego Kościoła, prawosławnego i rzymskiego.”

Dalej, w tym samym rozdziale czytamy: „Jeśli Rosja przyjmie zaofiarowaną jej przez Boga i historię misję, to zyska „wielką ideę”, bez której Rosja żyć nie może, a wielka idea zyska w państwie rosyjskim potężnego obrońcę. W tym historycznym momencie prawdy Polska też dostała swoją szansę. Ta wyludniająca się, pozbawiona przemysłu, wysysana przez banki i sprowadzona do roli półkolonialnego państwa-niepaństwa Polska ma szansę stać się łącznikiem między prawosławiem a Rzymem w wielkim dziele zakończenia hańbiącej schizmy. Czy biskup Budzik znajdzie w sobie dość męstwa, żeby na czele swojej komisji wkroczyć na karty historii? Wówczas Katyń, miejsce pierwszego spotkania kościoła i cerkwi, stałby się znakiem nie tylko śmierci, ale i odrodzenia. Bo przyszło nam żyć w czasie, kiedy dokonują się potężne zmiany w historii, lecz także ponad naszymi głowami na górnym piętrze metahistorii i metapolityki.” („Nowa Rosja”, s. 116) Polska, w sojuszu z „białą Rosją” rządzoną przez oficerów czerwonej bezpieki byłaby częścią nie tylko antyglobalistycznego i antylewicowego bastionu, ale rzekomo zyskałaby też  ochronę przed prowadzącymi od wieków stałą, długofalową, imperialną i destrukcyjną dla nas politykę Niemcami, które w optyce Lecha Jęczmyka stanowią dla nas największe zagrożenie, a w każdym razie większe niż bratnia nam Rosja (czy jeszcze bardziej nam bratnie Sowiety i Neosowiety). 

„Cudowna” transformację ZSRS w „białą” Federację Rosyjską jest – według Jęczmyka – zasługą długofalowej strategii komunistycznych struktur władzy: Politbiura KC KPZS i KGB, które – rzekomo z inspiracji pisarstwa Aleksandra Sołżenicyna i Isaaca Asimova – stali się autentycznymi konserwatystami, antykomunistami i reakcjonistami.

„Związek Radziecki nie „upadł”, jak nam usiłują wmówić kiepscy żurnaliści i publicyści. Związek Radziecki sam się rozwiązał, realizując zalecenia Sołżenicyna i dodatkowo wspierając się pomysłami Asimova ogromnie popularnego wśród młodych oficerów. […] Przeprowadzić to mógł jedynie spisek w obrębie już istniejącej struktury władzy i był to spisek młodych, świetnie wykształconych, obytych w świecie zachodnim i jednocześnie bezwzględnie patriotycznych oficerów KGB. Ludzi typu Putina. Nawet w czasie jelcynowskiej anarchii puszczone w ruch mechanizmy działały, przede wszystkim przestawienie się z działań militarnych na finansowe. Wywieziono na Zachód ogromne pieniądze, a raczej pozostawiono tam te ze sprzedaży ropy i gazu. Na światowych listach miliarderów pojawiły się nagle nazwiska rosyjskich emigrantów, okazało się, że w Moskwie mieszka więcej miliarderów niż w Nowym Jorku, mimo że niektórzy miliarderzy rosyjscy mieszkają w Nowym Jorku, a w Moskwie nie ma miliarderów amerykańskich. To jest Asimovowski pomysł na rozproszenie i ukrycie części słabnącego giganta. […]”

„Jeżeli młodzi kagiebiści studiowali „Fundację” (a wiem, że tak), to uczyli się przewidywania przyszłych kryzysów, reakcji innych „królestw” i odpowiadania na nie. Przede wszystkim musiała się im spodobać gra, coś, co zawsze było chlebem powszednim służb specjalnych, stale obecne w powieści przekonanie, że rozwiązaniem jest zawsze gra. Nie to ważne, co się mówi, ale po co się to mówi. Jak spowodować pożądane reakcje drugiego gracza. Jak osiągnąć jego rękami własny cel.” („Trzej fantaści: Sołżenicyn, Asimov i Putin”, s. 125 - 126)

W innych rozdziałach omówionej tu pokrótce książki czytamy też o dziejącym się właśnie przebiegunowanie geopolitycznym współczesnego, „post-” zimnowojennego świata, będącego areną gry przede wszystkim pomiędzy USA a ChRL, ale także Rosją i podnoszącymi się z postkolonialnych zależności krajami tzw. „trzeciego świata”: Indiami, krajami islamskimi, krajami latynoamerykańskimi (Brazylia aspirująca do roli jednego z mocarstw, Meksyk mogący w nieodległej przyszłości odzyskać utracone w XIX w. ziemie północne) czy afrykańskimi. Co jest znamienne, to USA, rządzone przez lewaków, globalistów i członków tajnych stowarzyszeń (na czele z Bushem jrem) oskarżane są przez Jęczmyka o nastawanie na suwerenność tych krajów, podczas, gdy z pomiędzy wierszy przebija się obraz Rosji, Chin (rzekomo już niekomunistycznych), ich islamskich czy latynoamerykańskich sojuszników jako bastionów walki z amerykańskimi globalistami i upadłym zachodem o suwerenność…  Brakuje tylko jednego – określenie George’a W. Busha mianem „faszysty”.

Oprócz powyższego jednak, w książce Jęczmyka zawartych jest wiele zgodnych z faktami i słusznych spostrzeżeń. Na przykład to, że muzułmanie, Rosjanie (nawet pomimo strasznego kryzysu cywilizacyjnego, którego demografia jest jedynie efektem), Chińczycy czy Hindusi chcą i są w stanie walczyć (i ginąć) za to, w co wierzą. Z kolei młodzi Amerykanie, nie mówiąc o mieszkańcach tzw. „starej Europy”, to wyzuta z tradycji, wyzuta z autoidentyfikacji kulturowej, cywilizacyjnej czy narodowej zbieranina sybarytów i geszefciarzy, która traci jakiekolwiek naturalne instynkty samozachowawcze (w tym – do poszerzania domen cywilizacji zachodniej), o ile już dawno ich nie utraciła. A poza tym, na skutek naturalnego ocieplenia klimatu na Ziemi możliwe jest stopienie Lądolodu Arktycznego na tyle, by drożne było Przejście Północne, co może zmienić światową geopolitykę. Zamieszkujący m.in. Grenlandię i północ Kanady Eskimosi zaczynają organizować się politycznie. Powstają całkowicie nowe gatunki zwierząt – Jęczmyk we wstępie pisze o krzyżówce kojota i psa domowego…

Komunizm, czyli „Coś”

Wrócę jednak do meritum, bo chyba za bardzo zapędziłem się w pisanie recenzji książki niezwykle ciekawej i niebywale wciągającej. Mimo zawartych w niej tez i konkluzji wielokroć błędnych, a wręcz wysoce szkodliwych. Czy Lech Jęczmyk jest neosowieckim agentem wpływu na prawicy? Nie sądzę. To, co pisze Jęczmyk, a czym zajmuję się w niniejszym tekście jest efektem pewnych błędów w postrzeganiu i interpretowaniu historii oraz współczesności. Należy się niewątpliwie zgodzić, ze stwierdzeniem, że „Związek Radziecki nie upadł, a dokonał samorozwiązania”, ale jeśli przyjrzymy się temu choćby, kto i jak rządzi Federacją Rosyjską czy też większością byłych republik sowieckich i byłych demoludów. Czy aby na pewno byłych? Związek Sowiecki formalnie się rozpadł, ale substancjalnie Federacja Rosyjska jest jego kontynuacją, a w „bywszym” imperium wewnętrznym i zewnętrznym rządzą nadal komunistyczne struktury, powiązane z moskiewską centralą. Komunizm nie tyle więc „został zdemontowany”, co… wyremontowany.

Lech Jęczmyk od lat twierdzi, że tym, co pomaga zrozumieć mechanizmy rządzące historią i polityką jest… literatura science fiction. I słusznie; dodam, że nie tylko jako gatunek literacki, ale i filmowy. W filmie „Coś” („The Thing”) Johna Carpentera z 1982 r. (i w prequelu z 2011 w reż. Matthijsa van Heijningena jra), polarnicy norwescy i amerykańscy badający Antarktydę odkrywają zamarznięte, zahibernowane od tysiącleci ciało pozaziemskiej istoty. Po rozbudzeniu z hibernacji (na skutek w gruncie rzeczy niezdrowej i zgubnej naukowej ciekawości!), na poły drapieżna, na poły pasożytnicza istota rozpoczyna, a właściwie wraca do realizacji swojego życiowego, zdeterminowanego przez biologię przeznaczenia i celu – ekspansji i dążenia do zdobycia jak najwyższej pozycji w ziemskim łańcuchu troficznym. Bezwzględnie dąży do podbicia nowego, obcego jej środowiska. Metodą ekspansji pozaziemskiej formy życia jest przybranie, czasowe przybranie zewnętrznych form typowych dla gatunków zamieszkujących Ziemię, a jednocześnie ich rekombinacja genetyczna. Pies zainfekowany obcym DNA po godzinie staje się pozaziemskim drapieżcą o fenotypie psa. Podobnie człowiek, po infekcji materiałem genetycznym kosmity przestaje być człowiekiem, potrafiąc jednak zachować ludzką formę zewnętrzną. Inwazyjny, pozaziemski gatunek, w celu zdobycia przestrzeni życiowej (nowych ofiar-żywicieli) posługuje się skutecznie niezwykle zaawansowaną mimikrą, dezinformacją; potrafi przybrać dowolną formę, by zaatakować daną, konkretną, docelową ofiarę. Potrafi przystosować się praktycznie do każdych warunków środowiskowych i uniknąć każdej metody, która miałaby na celu jego wykrycie. Jak ta „naturalna” dezinformacja oddziałuje na załogę zaatakowanych, a właściwie zinfiltrowanych i spenetrowanych stacji polarnych, nie trzeba dopisywać…

Nie wiem, czy sam Carpenter był tego świadom, ale film „The Thing” (a zwłaszcza postać kolektywnego, kolonijnego, przypominającego rój termitów obcego gatunku) jest doskonałą metaforą, ba, opisem komunizmu: jego istoty i zdolności adaptacyjnych. Komunizm to system, którego istotą jest totalitarna władza oraz sowietyzacja – hodowla nowego gatunku człowieka. Zarówno w teorii, jak i w praktyce komunizmu wszystko jest podporządkowane jednemu celowi – zdobyciu, sprawowaniu, utrzymaniu i ekspansji władzy przez wąską kastę rządzącą, wszystko inne jest formą, zależną od bieżących interesów i „mądrości etapu” – czy to ideologia, czy to forma organizacyjna struktur władzy. Cechą charakterystyczną i wynikającą z istoty komunizmu jest niebywała zdolność adaptacji do zmieniających się warunków: stałość celów strategicznych, przy dowolności taktyki działania. Jak pisał Włodzimierz Ilicz Lenin – komunizm to władza rad. Obojętnie, czy te rady kryją się pod nazwą WKP(b), KPZS czy Jedinaja Rossija, PPR, PZPR czy PO, KGB, FSB, WSI czy też może „Stowarzyszenia SOWA” – wszystko jedno! Czy raj krat zwie się ZSRS, czy Federacja Rosyjska – jak wyżej! 

Jęczmyk popełnia – dość powszechny na prawicy zresztą – błąd postrzegania komunizmu jako wyłącznie skrajnie antyreligijnej i zbrodniczej, posługującej się okrutną przemocą ideokracji. Toteż fakty przyznania pewnego marginesu swobód obywatelskich, przyznania koncesji Cerkwi (z kręgosłupem przetrąconym przez okrutne represje), powrót do kraju prześladowanych przez komunę  rosyjskich arystokratów, czy odwoływania się do dziedzictwa Rosji carskiej, Jęczmyk bierze za symptomy końca komunizmu. Tymczasem – mamy do czynienia z wdrażaniem przez czekistowski reżym koncepcji „państwa całego narodu” w miejsce dotychczasowej „dyktatury proletariatu”, który to proces trafnie opisał i przewidział Anatolij Golicyn. Christopher Story, zmarły w czerwcu 2010 roku brytyjski analityk komunizmu, trafnie określał system panujący w Rosji po pieriestrojce jako „komunizm ukryty”. Jęczmyk nie zauważa, a w każdym razie nie zwraca uwagi na jeszcze jeden aspekt komunistycznej dezinformacji: mianowicie na to, że sprytni czekiści mówią każdej „grupie targetowej” to, co chce usłyszeć.

Realne interesy

Być ten błąd Lecha Jęczmyka wynika z przyjęcia typowej dla większości konserwatywnych autorów, chrześcijańskiej wersji socjalizmu etycznego, którego sztandarowym zabobonem jest twierdzenie: „idee mają konsekwencje” i optymistyczne, magiczno-życzeniowe widzenie świata, w którym „dobro” w końcu zwycięża „zło”. Tymczasem ideologie to nic innego, jak legitymizacja władzy, zwłaszcza w takich czasach, jak obecne. A optymizm, jak nauczał Oswald Spengler – jest tchórzostwem, często nieuświadomionym brakiem odwagi zmierzenia się z otchłanią…

Jak ma się powyższe do tzw. „pojednania polsko-rosyjskiego”? Marks, Engels i Lenin twierdzili, że „religia to opium dla ludu”. Komunizm jest zatem z definicji antyreligijny, gdyż zwalczanie tradycyjnych dla danej zbiorowości religii służy po prostu bolszewickiej socjotechnice. Ale równie dobrze można – po eliminacji elementów opornych – daną religię dla tych celów przejąć. Tak uczyniono z RPC, przekształcając ją w „Żywą Cerkiew”, której cerkiew sowiecka po dziś dzień jest kontynuatorką; z kolei jednym z zamiarów tow. Andropowa było ustanowienie jako religii państwowej w ZSRS… islamu. 

Treść orędzia to, mówiąc dosadnie, propagandowy bełkot, więc zamiast ją analizować, zastanówmy się nad jego celami. Akt 17 sierpnia, powtórzony przez PRL-owski kler 9 września należy widzieć właśnie jako formalny akt nadania sowieckiej władzy legitymizacji religijnej, mający wzmocnić „pakiet kontrolny” Rosji Sowieckiej nad Polską. Z tej pozycji będzie zwalczany odtąd antykomunizm, który i tak jest nader wątły i nie ma żadnego realnego znaczenia politycznego, ale który sowieciarze – zarówno z Moskwy, jak i jej nadwiślańskich ekspozytur – muszą dusić w zarodku. Odtąd ci którzy wskazują na fakty – że Federacja Rosyjska to inkarnacja Sowietów, że współczesna „III RP” to w istocie podporządkowany Rosji Sowieckiej neopeerel – występują przeciw „chrześcijańskiemu pojednaniu Polaków z Rosjanami” i „katolików z prawosławnymi”. Antykomunista, ktoś, kto sowieciarzy umieszcza w kręgu podejrzanych o tragedię smoleńską czy choćby krytyk działań Kremla to od teraz „rusofob”, „nacjonalista” czy wręcz „rasista”, albo „wróg kościoła”. Wedle kłamliwej, propagandowo-dezinformacyjnej narracji, komunistycznym zbrodniarzom (komunizm traktuje się tu jako zjawisko historyczne, co też nie jest przypadkowe) należy pokornie i po chrześcijańsku (a jakże by inaczej!) „wybaczyć i prosić o wybaczenie”.

Co warto odnotować, „Operacja pojednanie” jest skrojona dla bardzo różnych grup docelowych – zarówno konserwatystów, dla których instytucjonalny kościół z zasady wymyka się wszelkim ocenom politycznym i moralnym oraz dla modernistów, których usta przepełnione są oświeceniowym bełkotem, a których marzeniem jest albo laickie (czy zgoła antyreligijne) demoliberalne państwo, albo synkretyczna religia w rodzaju New Age. Obserwując enuncjacje choćby Tomasza Terlikowskiego należy niestety przyznać rację brazylijskiemu analitykowi Olavo de Carvalho, który stwierdził niedawno (pisząc o tzw. „arabskiej wiośnie), że „[…] wielu tradycjonalistów katolickich, prawosławnych i muzułmańskich, skuszonych obietnicą zniszczenia „nowoczesnego świata” prawdopodobnie skończy jako najlepsi użyteczni idioci, jakich KGB kiedykolwiek miał do swojej dyspozycji.”

Tu przechodzimy do innego kontekstu operacji „pojednanie”: komunizm najprawdopodobniej przechodzi stopniowo z fazy stosunkowo, nomen omen aksamitnego „pieriestrojkizmu” do formy bardziej zjadliwej i jednocześnie bardziej podstępnej (biorąc pod uwagę zwłaszcza powszechne przekonanie o jego upadku i nieistnieniu), którą kiedyś roboczo określiłem jako „prawicowy NEP”. A przynajmniej stara się wdrożyć pewne jego elementy. Kolejna „pieriestrojka” jest warunkowana bliskim i niechybnym upadkiem realnego demoliberalizmu, w ramach którego neobolszewizm funkcjonował przez ponad dwie dekady; bliska jest także perspektywa kolejnej odsłony „Zimnej Wojny” z USA. Bolszewiccy i lewaccy inżynierowie dusz zdali sobie sprawę, że warunkiem dalszego sprawowania przez nich władzy jest zaadaptowanie pewnych elementów typowych dla prawicowego, czy też konserwatywnego ładu: m.in. religii, koncepcji hierarchicznego społeczeństwa czy konserwatyzmu obyczajowego. Putin i gang czekistów stawiają się w roli „obrońcy” „prawosławia” i „Świętej Rusi” przed feministkami z Pussy Riot i FEMEN-u profanującymi cerkwie i kościoły, z kolei zachodnie feministki zaczynają uznawać pornografię za „instrument ucisku ze strony patriarchatu” (bynajmniej nie sowieckiego), a za pornografię – wszystko, co z pornografią może się kojarzyć (i jako takie podlegać penalizacji).

W PRL-bis, „Operacja pojednanie” jest elementem tworzenia kontrolowanej opozycji, która docelowo może nawet zastąpić Platformę Obywatelską (i szeroko rozumiany „czerwony salon”) w roli „Partii Zewnętrznej”. Od ponad roku trwa hodowanie kontrolowanej neoendecji (właściwie - neoendekomuny) za pomocą kompleksowej kampanii dezinformacyjnej i propagandowej, w której Schwartzcharakterem są: USA, Żydzi („USrael”), wolnomularstwo, globaliści, Niemcy, a w której Rosja Sowiecka (i ChRL w tle) albo są w ogóle niewidoczne i co za tym idzie nie widziane jako zagrożenie, albo są przedstawiane jako zbyt słabe, by zagrożenie stanowić. W wersji skrajnej, miłujące pokój, tradycjonalistyczne i konserwatywne kraje takie jak Rosja Sowiecka, czerwone Chiny, Iran  czy Korea Płn. są przedstawione jako „ostatnie bastiony przeciwko macdonaldyzacji, coca-colocaustowi i demoliberalnej zgniliźnie”. Ta coraz głośniejsza propaganda trafia niestety na bardzo podatny grunt na polskiej prawicy. Ci, którzy – tak jak Pan Lech Jęczmyk – ją powielają, nie muszą być wcale zadaniowanymi agentami wpływu, co operacji nadaje jeszcze większą skuteczność i wiarygodność. 



Lech Jęczmyk, „Dlaczego toniemy, czyli jeszcze nowsze średniowiecze”, wyd. Zysk i S-ka, Warszawa 2011.

2008-11-18













2008-11-08

"PRAWICOWY NEP" - NOWA STRATEGIA POSTKOMUNISTÓW ?

8. listopad 2008


Zarys koncepcji, cele.
W swojej książce pod tytułem "Zwycięstwo prowokacji" Józef Mackiewicz opisał "Narodowy NEP" - metodę walki komunistów o rząd dusz. Metoda ta polega na koordynacji komunizmu z interesem narodowym[1], czyli na:

- tworzeniu nowych nacjonalizmów (czasem wręcz nowych narodów) na terenach opanowanych, bądź na tych, które mają być opanowane. Naród białoruski, ukraiński. Sowiecki, do którego miały należeć wszystkie nacje podbite przez imperium, próby utworzenia przez sowieckiego prowokatora Anatola Zbaraskiego "narodu kaszubskiego" i Republiki Kaszubskiej,
- podsycaniu istniejących nacjonalizmów oraz postaw patriotycznych, korzystając przy tym z pewnych stałych elementów oryginalnych (nieskażonych komunizmem) programów,
- przemyceniu pod hasłami patriotycznymi, konserwatywnymi i narodowymi treści komunistycznych.

Końcowym efektem miało być przeobrażenie polskiej treści w polską formę (...), gdyż istotną treścią stał się socjalizm (komunizm).[2]

Równie ważnymi celami strategicznymi było - w zależności od układu sił - unieszkodliwienie sił prawicy (katolików, narodowców, konserwatystów) przez wrogie przejęcie ludzi o tradycyjnych poglądach oraz rozmiękczenie takich instytucji jak Kościół Rzymskokatolicki.[3]

W pewnych uwarunkowaniach cywilizacyjnych - eksponując jedynie to prawdziwe, nihilistyczne oblicze komunizmu, komuniści mieliby poważne problemy ze zdobyciem i utrzymaniem władzy zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Europy Środkowo - Wschodniej (zresztą nie tylko tutaj).
Dlatego polscy komuniści zostali nazwani (przez Stalina i Dymitrowa) najpierw "Polską Partią Robotniczą" (której po 1948 dodano przymiotnik "Zjednoczona"), dlatego późniejsza propaganda komunistyczna obfitowała w słowa (odmieniane przez wszystko - i których treść była odmieniona) takie jak: "Ojczyzna", "naród", "Polska", "Polacy", "patriotyzm" itp. Oraz w hasła, których autorstwo równie dobrze można przypisać: Piłsudczykom, endekom, PiS-owi, Zadrudze itd. Ani patrioci, ani nacjonaliści nie powstydzili by się gierkowskiego hasła: "Aby Polska rosła w siłę, a Polakom żyło się dostatniej"...

I wreszcie dlatego godłem PRL był Orzeł Biały bez korony ( zresztą symbol ukradziony XIX-wiecznym powstańcom) a nie czerwona gwiazda wyzierająca zza krzaków, tak jak w przypadku okupowanych przez komunistów Węgier czy Rumunii.

Strategia i taktyka wykorzystania pewnych elementów patriotyzmu, nacjonalizmu, myśli konserwatywnej (o czym za parę linijek) była - oprócz ideologii "klasycznego", "czystego" komunizmu - elementem niezbędnym dla sukcesów komunistów w wielu krajach świata. Parafrazując Jelcyna - na samych sowieckich bagnetach długo by nie usiedzieli...[4]

"Narodowy NEP" i "prawicowy NEP" w postkomunizmie

Skoro wykorzystywanie patriotycznej i narodowej formy jako metody sprawowania władzy przez komunistów sprawdzało się przez tyle lat istnienia tzw. "realnego socjalizmu", to dlaczego by nie czynić tego nadal - w środowisku, jakim jest postkomunizm? Teraz tę metodę należałoby jednak nazwać "Prawicowym NEP-em".

Swego czasu rządzono tak rękami (ręcami - powinienem rzec ) TW Bolka (a.k.a. Lech Wałęsa) - człowieka głupiego jak przysłowiowy...lewy but, a przez to niesłychanie "wpływowego" (czyli podatnego na wpływy) i "bojowego" (bojącego się o własną d...). Nie ma to jak facet "z ludu" wylansowany przez SB na szefa Solidarności fotografujący się z Papieżem, noszący Maryję w klapie, czasem nawet przebąkujący coś, że jest "czystym Polakiem" itp.

Podobnie rzecz ma się w przypadku piekłoszczyka Kongresu Liberalno-Demokratycznego, piekłoszczki Unii Wolności oraz AWS. A także stworzonej przez "Trzech Muszkieterów" (plus Czempiński, "ukryty"), a składającej się głównie z przedstawicieli w/w partyj - Platformy Obywatelskiej. Jak trafnie pisze Józef Darski [5], zadaniami PO było i jest:

- odciąganie elektoratu prawicowego, niepodległościowego, eurosceptycznego i antykomunistycznego przez takąż retorykę od prawdziwej prawicy,
- obrona interesów komunistów (postkomunistów, układu, ubekistanu - jak zwał tak zwał; jeden scirz jak mówią Kaszubi) przez korzystne dla nich decyzje kadrowe, socjalne, z dziedziny polityki historycznej itd.
Nawiasem mówiąc - to jest jedyne wytłumaczenie, dlaczego PO mówi jedno, a robi drugie (albo nie robi drugiego, czyli nie robi nic).

DZIAŁANIA.
Skrobanie PiS-u.

W roku 2007 podkładając Markowi Jurkowi i innym przedstawicielom frakcji "Pro - Life" w PiS szczura ohydnego pod tytułem "aborcja" udało się wywołać rozłam, wyłonienie się z partii braci Kaczyńskich kanapowej Prawicy Rzeczypospolitej. Fakt ten zbiegł się dziwnym trafem z atakiem na cytowanego już Józefa Darskiego. Pytanie brzmi: czy to koincydencja zdarzeń? I jak duże były tu proporcje czynników następujących: inspiracji dla Jurka z zewnątrz oraz Jego nieumiejętności walki politycznej? Mało brakowało, by zawalił sprawę, o którą walczył...

Ostatnio środowisko to wykorzystane zostało przez PO i SLD - pod przykrywką Samoobrony do zawieszenia Darskiego i Czabańskiego w prawach członków Zarządu Polskiego Radia. Umożliwi to zapewne przejęcie tego medium przez ludzi albo bezideowych, albo podobnych Michnikowi - w każdym razie uzasadniających interesy postkomunistów.

Endekomuna.

Ciekawość budzi działalność polityczna i publicystyczna tzw. endekomuny ( multum "Stronnictw Narodowych", redaktor Engelgard i Jego "Myśl Polska"), monarcho-komuny, osób, które Antoni Zambrowski nazwał antykomunistycznymi rusofilami (z których najbardziej znany jest Janusz Korwin-Mikke).

W "Myśli Polskiej"[6] - oprócz obrony agenta SB abp-a Wielgusa, jakoby współpracował on nie z "es-be", a z I Departamentem, czyli wywiadem - mogliśmy wyczytać m. in., że nie można oceniać Luny Brystygierowej źle, gdyż pod koniec życia ponoć się nawróciła...

Naturalnym, wręcz etniczno-rasowym sojusznikiem Polski powinna być Rosja, która rzekomo całkowicie porzuciła komunizm na rzecz misji szerzenia chrześcijaństwa (prawosławia) i "tworzenia pokoju" na "odwiecznie rosyjskim" Kaukazie. Czeczeńscy niepodległościowcy są "be", bo to islamscy ekstremiści, którzy rzucą się na Polskę lada dzień po tym, jak nad "sojuszniczym" kremlem zacznie powiewać sztandar zielony zamiast trójkolorowego i czerwonego. Natomiast Hamas i Hezbollah są "cacy", bo walczą z Izraelem i jankesami.

A Saddam Hussein był - jak "śpiewał" zespół "Sztorm 68": "Mieczem sprawiedliwości", "Iracką dumą" i "Sztandarem Arabów"[7]

Komentując sierpniową agresję post/neo-ZSRS na Gruzję odwrócono kota ogonem, przedstawiając ją jako agresję jankesów i światowego Żydostwa dokonaną rękami Saakashvilego na niepodległą rządzoną przez Gojów (wedle linii publicystyki "MP" - jedno z niewielu takich państw) Rosję. Oczywiście Prezydent Kaczyński spełnił tu rolę sługusa sługusów imperializmu. Ataki personalne na Niego nie odbiegały zbytnio "poziomem" od treści "Szkła kontaktowego", czy "dowcipów o Kaczorach" w wersji postmodernistyczno - postkomunistycznej. Argumenty przeciw dekomunizacji i lustracji praktycznie takie same, jak w wydaniu UD/UW i innych "autorytetów moralnych".

Zgodnie z tym, co pisze P. Engelgard, komunizm w Polsce skończył się w roku 1956, po którym system polityczny PRL stopniowo ewoluował w stronę systemu nacjonalistycznego. Ale czy mającego wiele wspólnego z programem (skądinąd w wielu punktach słusznym) głoszonym przez przedwojenną endecję, Obóz Narodowo-Radykalny i zbrojne podziemie narodowe? Ukoronowaniem rzekomego "przejmowania" PZPR przez "narodowców" był oczywiście marzec'68 (kiedy to - oprócz starego aparatu pochodzenia żydowskiego - Polskę opuścił maoista Kazimierz Mijal) oraz ... stan wojenny, kiedy "prawdziwy Polak" Jaruzelski uratował Polskę od "trockistów" (takich jak: Kuroń, Gwiazda, Walentynowicz), prących ku wojnie z Rosją.

Kiedyś uważałem, że są to po prostu środowiska, które głoszą błędne, ale swoje poglądy na interes narodowy Polski. Że są to środowiska prorosyjskie, ale bądź co bądź patriotyczne. Jednakże moje nastawienie zmieniło się po dokładnej analizie treści mediów typu "Myśl Polska" oraz po zapoznaniu się z życiorysami osób z tego obozu. Są to bowiem przedstawiciele frakcji moczarowców w PZPR ("dla nas - partyjniaków - ojczyzną jest ZSRS" - jak powiedział sam Mieczysław Moczar vel Nykoła Demko), PAX-owców skrajnie posłusznych wobec Jaruzelskiego, którzy w 1981 roku "obalili" Ryszarda Reiffa (jedynego członka Rady Państwa, który zagłosował przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Doszedłem do wniosku, że jest to agentura wpływu - a w najlepszym razie useful idiots - oddelegowana na odcinek unieszkodliwiania prawicy przez jej przejęcie. Z kolei P. Korwin-Mikkemu szkodzi jedzenie much...

Samoobrona (dyrektorów PGR-ów.)

Lepper wraz ze swoją "Samoobroną" robili w tym układzie za synkretyczną partię, łączącą w swym programie myśl ludową, narodową, etatystyczną i rzekomo troszczącą się o los poszkodowanych przez pieriestrojkę w polskim wydaniu rolników i drobnych przedsiębiorców.
Z kolei jako koalicjant PiS w latach 2005 - 07 partia ta miała blokować działania braci Kaczyńskich oraz kompromitować ich jako kogoś, kto deklarując "rewolucję moralną" i stworzenie "IV RP" (a trzecia to w ogóle kiedyś była?) wchodzi w koalicję z "ludźmi o wątpliwej reputacji". Tutaj pociecha w tym, że Wódz (kosztem przegranych wyborów parlamentarnych '07) porę ich unieszkodliwił - przynajmniej na jakiś czas - używając w tym celu Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jak dla mnie - a jestem przeciwnikiem systemu demoliberalnego (zwłaszcza takiego, gdzie reguły gry ustalają komuniści) - mógłby nawet wprowadzić stan wyjątkowy: rozbić protesty, zdelegalizować Samoobronę i internować jej członków. Uprzedzając to zresztą podobnymi działaniami wobec mediów - inaczej wszystko poszłoby się ..... .

Krótko o zaczynającej się kampanii wyborczej

W Polsce od jakiegoś czasu trwa kampania wyborcza. Jak napisano wyżej, gwarantem zabezpieczenia interesów komunistów miała być Platforma Obywatelska. Ale koń jaki jest, każdy widzi. Nawet w TVN 24 "przejrzeli na oczy": widać, że Tusk jakoś sobie nie za bardzo radzi, strajki, protesty. Słupek zaczyna opadać i tendencja ta może się utrzymać. Nawet wyniki sond w "reżimowych" mediach wypadają nie tak, jak trzeba. Akcje Agora SA (Sturmabteilungen? ) spadają w dół. Sama zaś "Wyborcza" zdaje się przekształcać powoli w poradnik budowlany, poradnik seksualny dla emeryta, wysyłkowy sklep muzyczny. Jak to w postmodernizmie - dla każdego coś miłego;).[8]

"Konserwatywne" SLD? Hanna Lis dmucha czerwony balonik.
Co robić? - Pyta pływajacy w formalinie Włodzimierz Ilicz Lenin.

Propozycję daje Hanna Lis, prowadząca dnia 18 XI 2008 roku główne wydanie "Wiadomości" na TVP 1. Pozycja ta w ramówce programu prowadzona przez tą Panią ma charakter manipulatorski i tabloidalny. Najmniej istotne wieści przedstawiane są jako pierwsze i nieprawdopodobnie przegadane, a najbardziej istotne (w tym wypadku było to porwanie saudyjskiego tankowca z polską załogą przez somalijskich piratów) na końcu.

Pierwszą wiadomością było złożenie do ziemi truchła M.F. Rakowskiego. Tak przedstawione, jakby to był pogrzeb... tfu, tfu - naszego obecnego prezydenta !!! I tak, jakby M.F. Rakowski (skądinąd ciekawa dla historyka i politologa postać) był wybitnym reformatorem systemu komunistycznego, aparatczykiem z ludzką twarzą, a w domyśle - patriotą.

Chciałoby się powiedzieć za Sienkiewiczem: larum grają, a ciebie nie ma, nie wstajesz, ale przecież wciąż jesteś. Pozostaje twoja wielka spuścizna, cała biblioteka książek, artykułów, dzienników, wywiadów i wypowiedzi, a przede wszystkim żyjesz w ludziach, w sercach nas tu obecnych i nieobecnych. - takimi słowy pożegnał Rakowskiego były prezydent, Gen[erał] Wojciech Jaruzelski[9] - swoją drogą mistrz czerwonego PR-u (czyt. propagandy - o tym typie może kiedyś napiszę...).

Podczas gdy Rakowski jedynie robił za "liberała" tak jak Gorbaczow po to, by ratować tyłek komunistom oraz - tak jak długo było to możliwe - utrzymać system komunistyczny przy życiu.
Poza tym był chamem i prostakiem - sam byłem na jego przemowie do studentów politologii na UG zorganizowanej przez instytut i któreś z kół naukowych. Chamskie postponowanie osób, o innych poglądach niż on, wkręcanie, że "powinniśmy być wdzięczni Stalinowi za to, że Polskę przeniósł z bagien Polesia na Ziemie Zachodnie".

Następnie podano informację o badaniu przeprowadzonym przez jakąś sympatycznie wyglądającą Panią socjolożkę wśród członków SLD. Badanie dotyczyło preferencji politycznych wśród struktur tej partii - zarówno wierchuszki, jak i "dołów". Przedstawione przez Panią Lis wyniki były dość zaskakujące: POŁOWA CZŁONKÓW SLD MA POGLĄDY, które można określić jako KONSERWATYWNO-LIBERALNE: opowiada się przeciwko legalizacji związków dewiantów, za restytucją kary głównej za morderstwa, przeciwko etatyzmowi w gospodarce.

Jak wspomniałem parę linijek wcześniej, kampania wyborcza już się zaczęła, a Platforma zaczyna się wypalać. Może czas, by przefarbować SLD z partii postmodernistyczno-socliberalnej na partię klasycznej lewicy typu PPS - taką, która odciągnęłaby od np PiS-u elektorat pracowników najemnych, urzędników itp. ? Można wieszać psy na "masach" i "motłochu", ich nieświadomości politycznej i innych gadach. Ale jedno jest pewne - SLD z ponowoczesnymi ideami lansowanymi przez Napieralskiego i Senyszyn nie trafi do ludu. Tak samo SLD targane kłótniami pomiędzy ultraambitnymi i jednocześnie ultragłupimi młodymi liderami (Olejniczakiem i Napieralskim) oraz politycznymi "dinozaurami" (Kwachu, Oleksy, Miller, lokalni baronowie itp.). Jednocześnie kara śmierci, ochrona tradycyjnej rodziny i wolny rynek to takie postulaty prawicowe, które są nośne nawet wśród ludzi o absolutnie zerowej świadomości politycznej.

Trzeba spróbować stworzyć "konserwatywną" wydmuszkę (styl kreacji medialnej P. Hania wzięła chyba od męża), która zajmie choć trochę przestrzeni, będzie podporą, ewentualnie koalicjantem dla PO. Czy tą wydmuszką ma być właśnie SLD? I jeżeli tak - to czy ludzie to "łykną"? Starsi mają luki w pamięci, natomiast młodsi - zwłaszcza ci, co dopiero skończyli lub skończą 18 lat - po prostu mogą w ogóle nie wiedzieć, what kind of animal is SLD.
SLD w roli "obrońców Polskiego Śląska"

W "dobrego i złego" grają komuniści na Górnym Śląsku. Złym - są autonomiści (czytaj: separatyści śląscy - agentura wpływu neobolszewictwa[10]), mający swą centralę w Niemczech i w sposób jawny korzystający z pomocy środowisk typu ziomkostwa (polecam przejrzeć sobie profile "Richtig Hanysów" na portalu nasza-klasa[], tam tylko "fany z hakynkrojcem" brakuje). "Dobrego" natomiast grają SLD i PSL, głosując w Sejmiku Śląskim za potępieniem autonomistów. I chyba wyjdą na tym na dobre: zważywszy - raz - na sentymenty "za Gierkiem" obecne na tamtych terenach, dwa - rozłam w PiS podczas głosowania tej kwestii.[11]

"Pro Milito". Droga do puczu?

Kadry, działalność oraz "ideologię" Stowarzyszenia Promilito opisał wyczerpująco Pan Aleksander Ścios[12], więc nie będę się rozwodził. Powiem jedynie, że badając je, można po wiciach trafić do:

- wierchuszki PZPR i PRL-owskiej bezpieki wojskowej (Jaruzelski et consortes)
- Samoobrony, jako ekspozytury partyjnej II ZG LWP/WSI
- wyżej wymienionej endekomuny

Czy Stowarzyszenie to jest kolejną próbą przejęcia prawicy? Tym bardziej tej - mniej lub bardziej słusznie - uznanej za skrajną, która w swej publicystyce często pochwala działania takich (wybitnych !) polityków jak gen. Francesco Franco czy gen. Pinochet i postuluje m.in. przejęcie władzy w Polsce przez wojsko, które powstrzymałoby kraj przed dalszym zawłaszczaniem przez siły postmodernizmu i postkomunizmu.

I czy Promilito (i jego ewentualni poplecznicy w postaci omamionej prawicy) zostanie użyte w charakterze "pseudo- skrajnej prawicy", gdy zarówno PO, jak i lewica wprostej linii wywodząca się z komunistów zawiodą na całej linii ? Albo w sytuacji, kiedy antykomuniści i prawdziwa prawica staną się poważnym zagrożeniem dla systemu postkomunistycznego i dominacji rosyjskiej zarówno w Polsce, jak i całym regionie Międzymorza ? I czy - w wypadku takiego rozwoju sytuacji - znowu będziemy świadkami, ba! uczestnikami, gry w "dobrego i złego"? Przy czym najpierw "dobrzy" będą "prawdziwi Polacy", "spadkobiercy Piłsudskiego", "polscy Pinochetowie", którzy przeprowadzą, albo chociaż zagrożą zamachem stanu (oba przypadki odpukać !) przeciwko "złym lewakom", "zdrajcom suwerenności". Następnie "dobra" lewica postmodernistyczna będzie przedstawiana jako jedyna alternatywa dla "złych faszystów i nacjonalistów" itp (zwłaszcza w relacjach medialnych skierowanych dla zagranicy).

Próba podsumowania.

Tak czy inaczej, postkomuniści - oprócz strategii omówionej w tym wpisie - będą posługiwać się ideologią postmodernistyczną. Tę rolę odegra zapewne tow. Sierakowski Sławomir ze swoją "Krytyką polityczną" - środowiskiem łączącym pedałów, feministki, fanów aborcji, eutanazji oraz zbiorowego samobójstwa w imię ochrony środowiska.

Badacze komunizmu tacy jak cytowani Mackiewicz i Darski, Besancon, Ciesielczyk, Cenckiewicz przyrównują komunizm do organizmu pasożytniczego, wirusa, zdolnego mutować w celu przystosowania się do różnych środowisk i zmieniających się warunków. Jak każdy organizm, musi mieć - teraz zacytuję jednego z klasyków marksizmu-leninizmu - ...izmu - ...izmu: lewą nogę, prawą nogę, i "coś" pomiędzy. A organizmy pasożytnicze za jedyny cel mają utrzymanie się przy życiu i replikację. Myślą więc tym czymś pomiędzy. Nieraz na nieszczęście dla żywicieli - nawet, jeśli myślą tym, co jest znacznie wyżej.
Przypisy:
[1] Józef Mackiewicz: Zwycięstwo prowokacji, Monachium 1962 (1), Londyn 1982 (2), s. 23-28
[2] Tamże.
[3] Sławomir Cenckiewicz: Cisi sprzymierzeńcy reform. Wypisy źródłowe z materiałów Służby Bezpieczeństwa o genezie i początkach Vaticanum II , internet.
[4] Piotr Gontarczyk, PPR. Droga do władzy 1942 - 45, wyd. Fronda
[5] Józef Darski, Operacja "zajęcie przestrzeni", http://www.niezalezna.pl
[6] http://www.myslpolska.pl. Na stronie można już kupić książkę (!) PP. Wielomskiego i Engelgarda pt. "Lech Kaczyński w Tbilisi".
[7] http://www.sztorm68.republika.pl/. Na youtube był kiedyś cytowany kawałek, ale użytkownika, który go zamieścił usunięto.
[8] "Gówno prawda gówno warta. Pozytywne skutki spadków na giełdzie: http://niepoprawni.pl/blog/1/gowno-prawda-gowno-warta-pozytywne-skutki-s..., Agora wciąż dołuje: http://swkatowice.mojeforum.net/agora-wciaz-doluje-temat-vt6374.html
[9] Pożegnanie Mieczysława Rakowskiego: http://www.sld.org.pl/aktualnosci/p-r-m-a-950/aktualnosci.htm
[10] Rzeczpospolita: Ślązacy: Uznaliśmy Kosowo, uznajmy Abchazję i Osetię Płd. http://www.rp.pl/artykul/183265_Slazacy__uznalismy_Kosowo__uznajmy_Abcha...
[11] Jadwiga Chmielowska, Czyżby separatyści śląscy dążyli do wojny domowej? http://www.abcnet.com.pl/czyzby-separatysci-slascy-szybkim-krokiem-zmier...