Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eurazjatyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eurazjatyzm. Pokaż wszystkie posty

2014-03-24

Geopolityczne przebiegunowanie (2)



Na eurazjatyckiej osi

19 października 2013 roku Moskwa była gospodarzem szczytu BRICS, w którym wzięli udział przywódcy ChRL, Rosji Sowieckiej, Indii, Brazylii i Republiki Południowej Afryki. Wcześniej, na szczycie państw grupy G-20, miały miejsce rozmowy pomiędzy przywódcami państw tego nieformalnego bloku, a główni rozgrywający, czyli Moskwa i Pekin przyjęły wspólne stanowiska w kwestiach polityki międzynarodowej (w szczególności – w sprawie Syrii). Poza tym przywódcy państw BRICS porozumieli się w sprawie utworzenia wspólnego funduszu stabilizacyjnego z kapitałem o wysokości 100 mld USD. Nie tylko członkowie BRICS, ale także kraje uznawane powszechnie za część tzw. „wolnego świata” – w szczególności Niemcy – przyjęły stanowisko zgodne z interesami Moskwy i Pekinu. W ramach BRICS planuje się również stworzenie czegoś w rodzaju wewnętrznego internetu, oficjalnie celem ochrony przed szpiegostwem ze strony amerykańskiej NSA. Wiadomo skądinąd, że dwa główne kraje, czyli komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka już od dawna wdrażają program kontroli (w tym cenzury) nad tym medium, przy czym czekiści kremlowscy czerpią wzorce od bardziej zaawansowanych pod tym względem towarzyszy z Pekinu.

W dniach 21 – 23 października 2013 roku miała miejsce wizyta premiera Dmitrija Miedwiediewa w Chinach, podczas której Miedwiediew spotkał się ze swoim chińskim odpowiednikiem, Li Keqiangiem. W trakcie wizyty podpisano dwadzieścia dokumentów, które zacieśniają i cementują sojusz Moskwa-Pekin. Jedne z najważniejszych to porozumienie Rosniefti z SinoPec i CNPC. Rosnieft’ i SinoPec porozumiały się w sprawie dostawy 10 mln ton ropy naftowej przez okres 10 lat, natomiast Rosnieft’ i CNPC porozumiały się w sprawie planu uruchomienia rafinerii w Tianjin i przyszłych dostaw ropy naftowej do tego obiektu. Memorandum pomiędzy sowieckimi i chrlowskimi spółkami przewiduje zwiększenie współpracy przy poszukiwaniu oraz wydobyciu surowców na Syberii, Dalekim Wschodzie i w Arktyce. Oznacza to wpuszczenie na te tereny korporacji chińskich, nie jest to jednak oznaka chińskiej kolonizacji Syberii. Oba państwa prowadzą gospodarkę surowcową, która jest też instrumentem ich podbojów. Sowieciarze mają przestarzałą infrastrukturę wydobywczą, którą mogą zmodernizować Chińczycy w ramach spółek joint-venture. ChRL natomiast pilnie potrzebuje zaplecza stabilnego dostawcy, źródła i trasy transferowej surowców. Z perspektywy sowieckiej, w dłuższej perspektywie chińska obecność na Syberii wzmocni zdolność Moskwy do prowadzenia ekspansji ekonomicznej. Stosunki gospodarcze pomiędzy Moskwą i Pekinem są niejako odbiciem szerszych relacji politycznych. Jeśli Rosja Sowiecka i ChRL chcą prowadzić politykę neoimperialną, skazane są na współpracę na wszystkich poziomach, również w zakresie polityki gospodarczej.

Podczas wizyty Miedwiediewa zadecydowano także o wzajemnym zwiększeniu poziomu inwestycji oraz współpracy gospodarczej, zarówno na poziomie wielkich, jak i mniejszych przedsiębiorstw i biznesu prywatnego. Przyjęto również memorandum o współpracy pomiędzy resortami oświaty, pomiędzy uczelniami wyższymi, organizacji wspólnej wystawy Expo, wzajemnym uznaniu kontroli granicznej towarów oraz współpracy pomiędzy służbami granicznymi obu krajów (nawiasem, w obu krajach służby graniczne po prostu wchodzą w skład bezpieki) i inne porozumienia. Zapewniono również (nie tylko na poziomie szefów rządów, ale też na niższych szczeblach) o wzajemnej współpracy w zakresie rozwoju i transferu nowych technologii. W tym, w dziedzinie nowoczesnych technologii informatycznych, które w Rosji Sowieckiej i czerwonych Chinach wprzęgnięte są w aparat bezpieki oraz szpiegostwo i cyberwojnę. Miedwiediew – akurat nie bez racji – kwituje, że poziom współpracy pomiędzy Moskwą a Pekinem jest najwyższy w historii. Przypomnieć należy, że współpraca wojskowo-technologiczna pomiędzy ChRL a Federacją Rosyjską trwa już od ponad dwudziestu lat. Niedawne ustalenia pomiędzy głowami państw i innymi oficjelami obu państw to jedynie kontynuacja tej polityki.

Aktualnie oba państwa współpracują m. in. nad tworzeniem samolotu wielozadaniowego J-20 na wyposażeniu armii chińskiej oraz nad sowieckim bombowcem strategicznym Tupolew PAK-DA, trwa też transfer technologii wojskowych starszych generacji, niż wymienione tutaj konstrukcje prototypowe samolotów. Podobnie sprawy mają się w przypadku produkcji okrętów podwodnych: sowiecki przemysł zbrojeniowy opracowuje m.in okręt klasy. „Kalina”, mający zastępować okręty klasy „Kilo”, które z kolei są modernizowane. Cały czas trwa również współpraca Moskwy i Pekinu także w tej dziedzinie - Rosja Sowiecka od lat przekazuje ChRL zarówno okręty podwodne, jak i technologie niezbędne do ich konstrukcji, a w najbliższym czasie Moskwa przewiduje zwiększenie współpracy wojskowej i technologicznej z Pekinem, także w zakresie technologii produkcji okrętów podwodnych.

W dniach 25 – 28 listopada miała miejsce wizyta premiera ChRL Li Keqianga w Bukareszcie, gdzie spotkał się on z premierami państw Europy Środkowej i Wschodniej. - wzmocnienie współpracy ChRL z krajami regionu na poziomie gospodarki, inwestycji (między innymi w dziedzinie inwestycji w infrastrukturę transportową), relacji handlowych oraz współpracy kulturalnej.

Wcześniej, 21 listopada spotkał się z przywódcami Unii Europejskiej – przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem van Rompuy’em oraz przewodniczącym Komisji Europejskiej, Jose Manuelem Barroso. Przywódcy ChRL i UE dyskutowali o zwiększeniu współpracy pomiędzy Unią Europejską a komunistycznymi Chinami, uzgadniając m.in. oficjalny start negocjacji inwestycyjnych, a także rozważając możliwość utworzenia strefy wolnego handlu pomiędzy UE a ChRL. Jeśli już mowa o relacjach w trójkącie Bruksela-Moskwa-Pekin, nie wolno pominąć kierunków polityki zagranicznej Niemiec. Kraj ten stanął w jednym froncie z Rosją Sowiecką i ChRL nie tylko w sprawie ewentualnej interwencji w Syrii, ale także w sprawie budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej.

29 listopada 2013 w stolicy Uzbekistanu Taszkiencie, odbyła się XII Konferencja Szefów Rządów Państw Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Była ona właściwie powtórzeniem tego, co poruszano na dotychczasowych, a zwłaszcza niedawnych spotkaniach w ramach Układu Szanghajskiego na innych szczeblach i przez inne organy SCO. Podczas XII Konferencji Premierów SCO zobowiązano się między innymi do zacieśnienia współpracy ekonomicznej (zwłaszcza w obliczu kryzysu światowego) także do poziomu relacji biznesowych pomiędzy podmiotami i sektorami pozapaństwowymi. W tym kontekście podkreślano konieczność oraz dążenia do utworzenia instrumentów, które stworzyłyby wspólną przestrzeń ekonomiczną oraz finansową w ramach SCO. Zobowiązano się też do zacieśniania współpracy w zakresie transportu, współpracy służb celnych, współpracy w dziedzinie rolnictwa, polityki zdrowotnej, społecznej i kulturalnej oraz reagowania kryzysowego. Podczas tej konferencji doszło też do spotkania premierów Miedwiediewa i Li, którzy potwierdzili i zdecydowali się na kontynuację tego, co było ustalone na wcześniejszych dwustronnych rozmowach i spotkaniach na innych szczeblach, głównie jeżeli chodzi o współpracę w dziedzinie energetyki oraz transportu. Miedwiediew i Li zapewnili również o znaczeniu i ważności SCO dla sino-sowieckiego sojuszu.

Przyjęto też sześciopunktowy plan autorstwa Li Keqianga, którego celem jest wzmocnienie Szanghajskiej Organizacji Współpracy, oficjalnie określany przez chrlowskie władze jako „budowa wzmocnionej wersji SCO”. Propozycja premiera ChRL mówi o zacieśnianiu współpracy w ramach SCO głównie w obszarach bezpieczeństwa, współpracy gospodarczej, ochrony środowiska oraz dalszej integracji politycznej w ramach organizacji, w tym o kwestiach zatwierdzonych później przez pozostałych premierów SCO.

Do maja 2014 roku ma również zostać zawarty kontrakt Gazpromu z Chinami, póki co trwają targi co do wysokości dostaw gazu do ChRL i wartość tego kontraktu.

Strategia i taktyka Moskwy i Pekinu

Federacja Rosyjska i ChRL konsekwentnie wzmacniają strategiczny sojusz, a jednocześnie prowadzą - niestety ze skutkiem pozytywnym - budowę „nowego” bloku komunistycznego i faktycznej „osi zła”, realizując (omawiane tutaj nieraz) koncepcje geopolityczne i geostrategiczne autorstwa Aleksandra Dugina czy Siergieja Karaganowa, określane mianem „Bloku Eurazji” czy też „Świata wielobiegunowego”. „Blok Eurazjatycki” jest de facto globalną siecią sojuszy i powiązań, której centrum jest oś Moskwa-Pekin, a formami organizacyjnymi m.in. z SCO (organizacja polityczno-wojskowa), BRICS (segment gospodarczy omawianej formacji strategicznej), różne nieformalne platformy współpracy (wspieranie tzw. „państw bandyckich”, nawiązywanie współpracy z członkami antagonistycznych bloków), współpraca bilateralna w ramach G-20 i ONZ (Rada Bezpieczeństwa, Zgromadzenie Ogólne, a od niedawna Rada Praw Człowieka). Celem istnienia tego układu jest wspólna realizacja mocarstwowych interesów Pekinu i Moskwy na poziomie regionalnym (dominacja w Eurazji) oraz na poziomie światowym. W tym kontekście, sowieckie i chińskie koncepcje oraz doktryny geopolityczne, straszenie użyciem siły czy też lokalna, ale coraz bardziej śmiała realizacja tych gróźb (obecnie - wojna domowa w Syrii oraz pacyfikacja Ukrainy i aneksja Krymu)  zdaje się być formułowaniem propozycji „nie do odrzucenia”, kierowaną wobec państw zachodnich.

W ramy eurazjatyckiego projektu geopolitycznego wpisuje się też oczywiście moskiewska polityka reintegracji przestrzeni sowieckiej. Po tak zwanym „rozpadzie” ZSRS i sfingowanym upadku komunizmu, praktycznie w każdym z krajów „byłego” imperium sowieckiego zachowane zostały wpływy przetransformowanych elit komunistycznych oraz więzi łączące je z centralą w Moskwie. Od roku 2008 (inwazja sowiecka na Gruzję) obserwujemy właśnie proces tworzenia neo-sowieckiej strefy wpływów. Polega on na wzmacnianiu roli organizacji polityczno-wojskowych, takich jak ODKB oraz próbach utworzenia Unii Eurazjatyckiej oraz na instalowaniu w poszczególnych krajach otwarcie promoskiewskich rządów, które z kolei na poziomie wewnętrznym zaostrzają czekistowski reżym.

Wymienione wyżej rozmowy przywódców chrlowskich z unijnymi oraz wsparcie Niemiec dla Moskwy w sprawie Syrii, Ukrainy czy też amerykańskiej tarczy antyrakietowej świadczą o tym, że polityka sojuszu z Moskwą (ale i z jej sojusznikiem - Pekinem), a tym samym dalsze podkopywanie jedności euroatlantyckiej należy traktować jako tendencje trwałe. Ponadto, wszystkie strony robią przymiarki do stworzenia zunifikowanej, euroazjatyckiej przestrzeni strategicznej, składającej się z Federacji Rosyjskiej (plus zwasalizowana „bliska zagranica”), ChRL (wraz z sojusznikami, takimi jak Myanmar czy Pakistan), oraz Unii Europejskiej, a obejmującej współpracę na poziomie politycznym, gospodarczym (pan-eurazjatycki wspólny rynek?) i wojskowym.

Jak z kolei wygląda taktyka konfrontacji „Bloku Kontynentu” z Zachodem? Czy Zachód - i bardziej ogólnie, otocznie międzynarodowe - ma wobec tego jakąś kontrstrategię? Znamienne w omawianym kontekście jest to, iż w zeszłorocznym rankingu najbardziej wpływowych ludzi świata magazynu „Forbes”, pierwsze miejsce zajął Władimir Putin. Drugie zajął Barack Obama, natomiast trzecie – przewodniczący ChRL, Xi Jinping. Można powiedzieć, że ranking ten oddaje aktualny stan, o ile też weźmie się poprawkę na fakt sino-sowieckiej współpracy. I podczas gdy Rosja Sowiecka i Chiny wspólnie, niejako z rozpisanymi rolami i konsekwentnie realizują swoją mocarstwową i ekspansywną politykę, skrywaną pod hasłami „świata wielobiegunowego”, USA równie skutecznie wycofują się z roli pogardliwie określanej przez użytecznych idiotów ponad podziałami, jako „światowy żandarm”. Działania Moskwy i Pekinu, są zatem niejako skrojone do kondycji politycznej i cywilizacyjnej państw zachodnich, której efektem jest predominacja mentalności kunktatorskiej i sklepikarskiej, owocująca dążeniem do porozumienia z bolszewikami nawet w sytuacji potencjalnego i realnego, fizycznego zagrożenia.

Sytuacja w takich rejonach jak Bliski Wschód, Daleki Wschód i Basen Pacyfiku Zachodniego czy wreszcie Europie Środkowo-Wschodniej jest odbiciem relacji pomiędzy Waszyngtonem a osią Moskwa-Pekin. We wszystkich tych regionach i przypadkach, w mniejszym bądź większym natężeniu, Moskwa i Pekin zastosowały kilka rodzajów chwytów. Pierwszym z nich jest tworzenie problemów celem ich późniejszego, rzekomo wspólnego i w dobrej wierze, rozwiązania razem z wrażym Zapadem, licytując się na propozycje bardziej atrakcyjne od amerykańskiego imperializmu (przykład Syrii), albo doprowadzając do obłaskawiania zagrożenia (porozumienie w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Pekin i Moskwa wszędzie stosują typową taktykę „walki i porozumienia”. Na przykład, na dalekim Wschodzie, komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka urządzają wspólne manewry „Morskie Współdziałanie”, oficjalnie i ostentacyjnie skierowane przeciwko Japonii, Tajwanowi czy też Filipinom, być może i Indonezji. Następnie proponują państwom tego regionu stworzenie systemu bezpieczeństwa, rzekomo bardziej atrakcyjny niż propozycje amerykańskie, w którym inicjatorami i głównymi rozgrywającymi mają być… Pekin i Moskwa.

Zachód nie interweniował w Syrii w dużej mierze dlatego, że po pierwsze nie wierzy już we własną misję cywilizacyjną (jakakolwiek by ona nie była), a po drugie część decydentów w Waszyngtonie najpewniej uznała, że USA zostałyby poważnie nadszarpnięte pod względem ekonomicznym w wypadku interwencji zbrojnej. I koniec końców, „pokojowe propozycje” Putina i Xi zostały przyjęte. W sprawie zbrojeń nuklearnych Iranu, „kompromis” i ogłaszane przeciągnięcie Iranu na stronę USA, osiągnięto w ramach porozumienia USA, Rosji Sowieckiej, ChRL, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec. Oczywiście, w awangardzie „walki o pokój” w Syrii znajdują się Moskwa i Pekin, które nie tylko broniły „katechona” Assada przez agresją amerykańskich i tureckich imperialistów, nie tylko chronią syryjskich chrześcijan przed muzułmańską przemocą, ale i wspólnie nadzorują pozbywanie się przez Syrię zapasów broni chemicznej.

Po informacjach niemieckiego brukowca „Bild” o umieszczeniu rakiet Iskander-M, które mogą być uzbrojone zarówno w ładunki konwencjonalne, jak i niekonwencjonalne i razić cały praktycznie teren Europy Środkowej (wraz z krajami nadbałtyckimi i wschodnią częścią Niemiec z Berlinem), NATO zareagowało jedynie „zaniepokojeniem”; inna sprawa, że najprawdopodobniej Iskandery zostały elaborowane na teren Eksklawy Królewieckiej jakieś 3 lata temu. Tym samym Moskwa utrzymuje na terenie „swojej” „bliskiej zagranicy” status quo, jednocześnie dając wyraźny sygnał krajom zachodnim, że to sowieciarze sprawują suwerenność na tych terenach pomimo ich formalnej przynależności czy aspiracji do zachodnich struktur geopolitycznych, które z kolei zmieniają się (o ile już dawno tego nie uczyniły) w klub dyskusyjny stetryczałych biurokratów, dyskutujących o tym, jak ubić deal z rosyjskimi czekistami i chińskimi aparatczykami.

Międzynarodowy kontekst operacji ukraińskiej

Rozgrywający się aktualnie na Ukrainie jest nie tylko próbą realizacji interesów Rosji Sowieckiej, ale też kolejny teatr działań osi Moskwa-Pekin: również w tej kwestii oba państwa ściśle współpracują ze sobą i koordynują swoje działania (tak, jak w chociażby w przypadku Syrii), pozorując rozbieżność interesów. ChRL wysyła wewnętrznie sprzeczne stanowisko w tej sprawie: z jednej strony, oficjalne oświadczenie MSZ ChRL mówi o „poszanowaniu integralności terytorialnej” Ukrainy oraz wierności zasadzie nieingerencji. Z drugiej, państwowa agencja informacyjna Xinhua udziela werbalnego wsparcia Moskwie pod przykrywką pokojowych haseł i poucza Zachód o „konieczności współpracy z Moskwą” i porzucenia „zimnowojennej mentalności”. „Global Times” otwarcie i ostro opowiada się po stronie sowieciarzy. Przywódcy i ministrowie spraw zagranicznych obu krajów uznali, że ChRL i FR „ściśle współpracują w kwestii Ukrainy”, ponadto ChRL sprzeciwia się sankcjom międzynarodowym wobec Rosji Sowieckiej i uznaje jej „prawa do ochrony ludności rosyjskojęzycznej” oraz „ochrony swoich interesów”. Wobec samego procesu aneksji Krymu komunistyczne Chiny zajęły stanowisko oficjalnie będące neutralnością.

Działania te wpisują się w stosowaną od dawna „strategię nożyc”: komunistyczne Chiny są w sojuszu z Rosją Sowiecką i udzielają jej „cichego” wsparcia, sprawiając jednocześnie pozory chaosu i  przychylnej neutralności. Jest to gra w „dobrego i złego glinę”, gdzie rolę „złego” gra putinowska Rosja Sowiecka, zaś rolę „dobrego” gra ChRL. Strategia i taktyka „nożyczek” stanowi doskonałą przykrywkę dezinformacyjną nie tylko w sprawie konfliktu na Ukrainie, ale przede wszystkim dla całości sojuszniczych relacji na osi Moskwa-Pekin: współpracy politycznej, współpracy w sferze militarnej, technologicznej, gospodarczej czy też surowcowej. W konflikcie ukraińskim to Rosja Sowiecka bierze na siebie ciężar konfrontacji z USA i Zachodem (która może trwać bardzo długo), co jest korzystne dla komunistycznych Chin pod wieloma względami: polityka Moskwy wobec Ukrainy pozwoli ChRL między innymi na wzmocnienie pozycji międzynarodowej oraz realizację programu zbrojeń. Natomiast „milczące” wsparcie Pekinu oferowane Moskwie zwiększa zwiększa z kolei szanse Rosji Sowieckiej na zdezinformowanie Zachodu oraz na  „ogranie” go na poziomie dyplomatycznym i dezinformacyjnym. Konflikt na Ukrainie i jego światowe reperkusje jeszcze bardziej wzmocnią i skonsolidują sojusz Pekin-Moskwa na wszystkich poziomach: wzrośnie rola Rosji Sowieckiej jako zaplecza surowcowego ChRL, zacieśni się również współpraca wojskowo-technologiczna, zwłaszcza w przypadku sankcji wobec Moskwy ze strony Zachodu czy też innego, niekorzystnego dla Moskwy obrotu wydarzeń.

W tym kontekście znamienny jest międzynarodowy aspekt przemówienia Putina, legalizującego przyłączenie Krymu do Rosji Sowieckiej i całość sowieckich działań wojennych na Ukrainie. Putin wezwał USA i Europę do „zrozumienia swoich działań”, a Niemcy w szczególności do wsparcia „rosyjskiego świata”, podziękował za wsparcie komunistycznym Chinom (mimo ich oficjalnie deklarowanej neutralności) i pochwalił postawę Indii, co parlament FR przyjął owacjami na stojąco. Oznacza to, że ChRL jest najważniejszym sojusznikiem Moskwy w kwestii prowadzenia ekspansywnej polityki międzynarodowej. Krajami niejako zapraszanymi do budowy Russkogo Mira (a tym samym, potencjalnymi sojusznikami) są Niemcy, pozostałe kraje Unii Europejskiej oraz Indie. Putin w swoim przemówieniu równie jasno wskazał wroga, którym są USA, NATO i Zachód, które mają siedzieć cicho wobec sowieckich podbojów i rekonkwist. Jeżeli przyjrzeć się bliżej przemówieniu Putina to widoczne jest, że skupiają się w nim jak w soczewce wszystkie priorytetowe kierunki polityki zagranicznej Rosji Sowieckiej: reaktywacja imperium sowieckiego w dawnych granicach, sojusz z ChRL oraz agresywna postawa wobec Zachodu (USA i Europy), jednocześnie pozostawiająca otwartą furtkę dla porozumienia, oczywiście na warunkach czekistów.

Sytuacja na Ukrainie wzmocni nie tylko centrum Bloku Eurazjatyckiego (oś Moskwa-Pekin), ale również Blok jako całość, łącznie z peryferiami. Dr Majid Rafizadeh na stronach Frontpage Magazine pisze, że sytuacja na Ukrainie wzmocni strategiczną współpracę w ramach trójkąta Moskwa-Pekin-Teheran. Pogłębi się zwłaszcza - zdaniem Rafizadeha - współpraca Rosji Sowieckiej i Chin komunistycznych w zakresie rozwoju irańskiego programu produkcji broni nuklearnej. Poza tym, Moskwa od jakiegoś czasu zwiększa obecność wojskową u sojuszników w Ameryce Łacińskiej - na Kubie, na którą przebazowano sowiecki okręt szpiegowski i w Nikaragui (rządzonej przez Sandinistów), gdzie bazują bombowce strategiczne.

Cała inwazja Rosji Sowieckiej na Ukrainę jest więc zagraniem sprawdzającym wobec aktualnych i potencjalnych sojuszników oraz aktualnych i potencjalnych wrogów.

Z perspektywy kremlowskiej korporacji czekistów (gdzie Putin jest po prostu „prezesem” nieformalnego „zarządu”) jest wzmocnieniem dominacji nad tym krajem i częścią polityki rekonstrukcji imperium sowieckiego. Aktualnie realizowany jest jeden z wariantów zapasowych operacji mającej zwiększenie kontroli nad Ukrainą (jako częścią „sowieckogo mira”). Wariant pierwotny, czyli ostateczne, krwawe stłumienie Majdanu przez Janukowycza, Berkut i sowieckie oddziały operujące pod „fałszywą” flagą nie powiodła się (prawdopodobnie z powodu labilności charakteru Janukowycza), więc dokonano taktycznej defensywy. Polega ona na tym, iż Moskwa gra biernymi politykami nowego rządu ukraińskiego (wyniesionych do władzy na plecach zrewoltowanego narodu ukraińskiego), którzy prowadząc „strusią politykę”, nie reagują na sowiecką inwazję (i nie ścigają ani sowieciarzy od Janukowycza, ani napływowej agentury). Moskwa wykorzystuje również stare powiązania (jeszcze z czasów pierwszych Sowietów) w służbach specjalnych i wojsku ukraińskim, co jest kolejnym powodem takiej, a nie innej reakcji Ukrainy na aneksję Krymu. Przykładem niech będzie zachowanie pułkownika Mamczura oraz innych oficerów i żołnierzy, którzy przeszli na stronę Rosji Sowieckiej, a aktualnie - przejmowanie ukraińskiej floty czarnomorskiej praktycznie bez jakiejkolwiek wymiany ognia.

Moskwa ma jeszcze jeden cel w perspektywie średnioterminowej i długoterminowej, a mianowicie wzmocnienie obecności wojskowej na zachodzie. Już samo zajęcie Krymu przyczyni się do wzmocnienia sowieckiej Floty Czarnomorskiej. Powstanie z czasem sowiecka eksklawa - coś w rodzaju i na wzór Kaliningradu. Rolą sow-ruskiego Krymu będzie zapewnienie dostępu do Morza Czarnego, co daje Moskwie pozycję do konfrontacji ze stającą się mocarstwem regionalnym Turcją oraz „bazę wypadową” w rejon Morza Śródziemnego oraz Bliskiego Wschodu.

Zachód ogranicza się w zasadzie do reakcji, które na dłuższą metę są działaniami defensywnymi, poza symbolicznymi manewrami NATO, obecnością US Navy na Morzu Czarnym czy działaniami specsłużb (tu dużo zależy jeszcze od tego, ilu jest i na jakich stanowiskach ulokowani są szpiedzy typu Hansen czy Snowden). Mimo tego, iż sankcjami zostali objęci ludzie z czekistowskiego „politbiura” (Szojgu, Iwanow czy Surkow, plus tzw. księgowi Putina), mimo, że ostatnio Niemcy postanowiły zakończyć budowę ośrodka szkoleniowego dla sowieckiej armii pod Mulinem, a sankcje ekonomiczne uderzyły m.in. w Gunvor, Novatek i Gazprom, należy się spodziewać, że część zachodnich środowisk biznesowych będzie kontynuować politykę wspierania moskiewskich czekistów choćby zakulisowo. Ponadto należy się spodziewać też tego, że nawet w przypadku dotkliwych sankcji, neosowiecki, kagiebowski rząd „sam się wyżywi”, cytując klasyka, a w dodatku zmobilizuje zsowietyzowane społeczeństwo przeciwko „imperialistom/faszystom/Żydom” itp. Reakcje Zachodu na „pełzającą inwazję” Rosji Sowieckiej na Ukrainę słusznie określił dr Jerzy Targalski jako chwiejne, labilne i połowiczne, tym samym cechują się zresztą porewolucyjne władze Ukrainy. Tymczasem, neosowiecka dyktatura czekistów cechuje się twardością i zdecydowaniem swoich działań.

Wracając do przywoływanego wyżej Darskiego - „(…) kto nie strzela, będzie zabity - taka jest zasada polityki z Rosją”. I nie tylko z neosowieckim reżymem czekistów to jest uniwersalny i ponadczasowy mechanizm polityki w ogóle (a nawet wszelkich ludzkich zachowań, wynikających po prostu z milionów lat ewolucji naszego gatunku). Świat nie rządzi się oświeceniowymi zabobonami, ani bajaniami posoborowych klechów. Realne znaczenie ma albo siła, albo groźba jej użycia. Póki co, sowieciarzom wystarcza właśnie groźba i szantaż użycia siły, a konkretniej, lokalne użycie siły i szantaż eskalacji konfliktu na większą skalę.

2012-06-20

Operacja "śnieżna rewolucja". Cz.2: Kontekst międzynarodowy

W sowietach (i starego, i nowego typu) polityka wewnętrzna jest ściśle sprzężona z polityką zagraniczną. Można wręcz powiedzieć, że polityka wewnętrzna jest pochodną polityki zagranicznej, nastawionej na dezinformację otoczenia międzynarodowego.

Polityka dezinformacji – strategiczna broń imperium

Operacje „liberalizacji” z wykorzystaniem koncesjonowanej i/lub z różnych powodów łatwej do kontroli opozycji mają swój wymiar dezinformacyjny. Głównymi celami są: uwiarygodnienie sowietów jako państwa ewoluującego w stronę demoliberalizmu bądź zbliżonego systemu, osłabienie międzynarodowych struktur politycznych Zachodu bądź pogłębienie istniejących podziałów, odciągnięcie uwagi od ekspansyjnej polityki zewnętrznej, zbrojeń itp. i wreszcie (zwłaszcza po roku 1991) – pogłębienie relacji gospodarczych i handlowych z Zachodem, co oznacza de facto ekspansję KGB i sowieckiej mafii oraz półpasożytniczą eksploatację Zachodu.

Praktycznie od obwieszczenia, że nowym „prezydentem Rosji” zostanie Putin, zachowanie kagiebowskiej grupy trzymającej władzę jest dziwnie sprzeczne: z jednej strony odwilż – ograniczona tolerancja wielotysięcznych demonstracji, dawanie pewnych koncesji opozycji, tworzenia „demokratycznych” i „liberalnych” rządowych think tanków dla dysydentów, antykorupcyjne kampanie.

Z drugiej strony – jednoczesna walka z opozycją: represje administracyjne i karne (łagodne, np. na tle ludobójstwa na Kaukazie czy morderstw o „nieznanym sprawstwie”), wycofywanie się z odwilży, czy też wreszcie jeszcze większe „okopanie się” najtwardszych czekistów, wzmocnienie aparatu represji i rozbijanie opozycyjnych demonstracji, począwszy od intronizacji „nowego” prezydenta (kiedy Moskwę zmieniono w twierdzę, gdzie nawet „sowki” nie mogły machać chorągiewkami na trasie przejazdu putinowskiego Mercedesa, a bezpieka zatrzymywała hurtowo zupełnie przypadkowych ludzi). 

Wygląda jednak na to, że taka polityka jest przemyślana. Na poziomie międzynarodowym, operacja „Wybory 2012” (której elementem jest „kontrolowana porażka" Putina i tymczasowa „odwilż”) to swego rodzaju zasłona dymna, pod którą kagiebowska grupa trzymająca władzę konsekwentnie realizuje swoją politykę. Chodzi z grubsza o to, by wywrzeć wrażenie „demokratyzacji”, „liberalizacji” i „przemian”, a także wrażenie wewnętrznego chaosu przy jednoczesnej pełnej kontroli nad sytuacją. To zresztą stała cecha polityki sowieckiej (zwłaszcza neosowieckiej): z jednej strony pełna kontrola i konsekwencja celów, a z drugiej – taktyczna giętkość i wrażenie niezborności oraz chaotyczności.

By jednak spróbować odpowiedzieć na pytanie, jakie są konkretne kierunki kombinacji operacyjnej „Wybory 2012”, należy najpierw przyjrzeć się najważniejszym celom polityki sowieckiej, zwłaszcza tych realizowanych od początku tzw. „ery Putina”.

Budowa „Bloku kontynentu”

W wymiarze wewnętrznym jest to rekonstrukcja i rekonsolidacja sowieckich struktur władzy, zarówno w samej FR, jak i w krajach „post-” komunistycznych. W wymiarze zewnętrznym – realizacja projektu geostrategicznego, który – w pewnym uproszczeniu – określany jest tako „projekt eurazjatycki”; jest to sieć sojuszy, która ześrodkowana jest na Rosji Sowieckiej i składa się z osi: Moskwa-Berlin-Paryż, Moskwa-Pekin (utworzenie SCO), Moskwa-Teheran (plus inne promoskiewskie kraje i organizacje muzułmańskie), Moskwa-Phenian, Moskwa-Ameryka Łacińska; kraje, w których na przełomie XX i XXI wieku doszli do władzy promoskiewscy  i propekińscy komuniści, socjaliści czy narodowa lewica.

Polityka ta jest sprzężona z wypieraniem USA z ich stref wpływów. Realną konsekwencją byłaby światowa hegemonia komunistycznych Chin i Rosji Sowieckiej, z czym zresztą elity obu tych krajów się nie kryją, a przykładem niech będą oficjalne wypowiedzi dwóch mózgów współczesnej sowieckiej strategii: Aleksandra Dugina i Siergieja Karaganowa. Dugin pisze o „światowej dominacji Uniwersalnego Imperium Eurazjatyckiego”, a Karaganow postuluje utworzenie „Światowego Dyrektoriatu”, złożonego ze „Związku Europy i Rosji”, czerwonych Chin i USA.

Rdzeniem eurazjatyckiego projektu geopolitycznego jest oś Moskwa-Pekin. Sino-sowiecka symbioza geostrategiczna (gdzie z oczywistych względów silniejszym elementem jest Pekin) obejmuje sojusz polityczno-wojskowy oraz współpracę gospodarczo-handlową. Dla Rosji Sowieckiej Chiny są dostarczycielem nowoczesnych technologii i inwestycji; z perspektywy Pekinu zaś, kagiebowskie państwo pełni rolę zaplecza surowcowego (i jednocześnie w 100% bezpiecznego, lądowego szlaku dystrybucji surowców), obszaru inwestycyjnego i głębokiego zaplecza geostrategicznego.

Projekt ten ma kilka form organizacyjnych, z których najważniejszą, najniebezpieczniejszą dla świata i jednocześnie najbardziej pomijaną w analizach jest Szanghajska Organizacja Współpracy: blok polityczno-wojskowy mający stać się eurazjatyckim odpowiednikiem UE i NATO. Pozostałymi są wojskowa ODKB (połączona w roku 2007 z SCO), gospodarcza EAWG i planowana Unia Eurazjatycka. Na poziomie globalnym zaś jest to BRICS (skrót od: Brasil, Russia, India, China, South Africa) mający w optyce sowieciarzy „przełamać ekonomiczną hegemonię Zachodu”.

Wydarzeniem o kluczowym znaczeniu, a które przemilczano jest wizyta Putina w ChRL, podczas której zawarto szereg porozumień politycznych, wojskowych i gospodarczych, przewidujących m.in. wzajemne koordynowanie polityk wojskowych (Moskwa i Pekin mają wzajemnie informować się o ruchach wojsk na Wschodzie i wystrzeleniach rakiet balistycznych), a także: dostarczanie ChRL przez sowiety gazu ziemnego, budowę przez ChRL infrastruktury przesyłowej i transportowej na terenie Syberii oraz udzielenie pożyczek sowieckim bankom przez chińskie. Porozumienia te formalizują uczynienie z Rosji Sowieckiej strategicznego „głębokiego zaplecza” czerwonych Chin.

Na kierunku zachodnim celem Moskwy jest zbudowanie zjednoczonej, prosowieckiej Europy. Chodzi tutaj o uczynienie z Europy Zachodniej rezerwuaru pieniędzy i technologii dla Rosji Sowieckiej, rozbicie politycznej jedności euroatlantyckiej (neutralizacja NATO i wyparcie USA), mniej lub bardziej sformalizowany akces do zachodnich struktur politycznych bądź przystosowanie istniejących już do realizacji swoich interesów oraz – w perspektywie rysowanej przez kremlowskich geopolityków – uzyskanie szerokiego dostępu do niezamarzającego Oceanu Atlantyckiego. Polityka ta realizowana jest dwoma równoległymi torami: po pierwsze przez przejmowanie projektu Unii Europejskiej, której ideologią jest polityczna poprawność, po drugie – przez budowę osi Moskwa-Berlin-Paryż, gdzie Niemcy, dążące do reaktywacji swojej dawnej, imperialnej pozycji pełniłyby rolę wielkorządcy Moskwy w Europie i reprezentanta sowieckich interesów.

Mający miejsce od roku 2008 proces reintegracji „dawnego” imperium sowieckiego (połączenia łączące demoludy z bezpośrednim spadkobiercą ZSRS nie zostały w zasadzie nigdy ani nigdzie przerwane) jest funkcją tej polityki. Poza tym, na najbliższe lata Kreml przewiduje finalizację i formalizację tej polityki w postaci utworzenia Unii Eurazjatyckiej.

„Reset”. Ukryta inwazja na Zachód

W lipcu 2010 roku Siergiej Karaganow (ważna figura „głębokiego cienia” sowieckiej polityki od trzech już dekad!) przedstawił na łamach „Rossijskoj gaziety” projekt „Związku Europy”, stworzonej z połączenia Rosji Sowieckiej ze zdominowaną przez Niemcy UE. Związek miałby się opierać na jednym traktacie założycielsko-zjednoczeniowym oraz czterech mniejszych, które ustaliłyby bądź regulowały różne poziomy współpracy (czyt. – wasalizacji Europy przez Sowiety): umowie energetycznej, wspólnej przestrzeni polityki zagranicznej, wspólnej przestrzeni gospodarczej i technologicznej oraz umowie regulującej wspólny rynek pracy. Co znamienne w kontekście, który jest tu poruszany, Karaganow przedstawiał tę wizją jako „ostatnią szansę” zarówno na wyciągnięcie Europy z cywilizacyjnego kryzysu, jak i na „konieczne zmiany w trapionej korupcją i zacofaniem Rosji”, tu i ówdzie posługując się skrojonymi odpowiednio, demoliberalnymi frazesami.

Koncepcje Karaganowa szeroko interpretowane były jako postulat, jednak gdy przyjrzeć się bliżej sytuacji politycznej w Europie i na świecie w ciągu ostatnich czterech lat, opisują one stan faktyczny. Można powiedzieć, że w latach 2008 – 2012 spełniła się kolejna z prognoz Anatolija Golicyna, opublikowanych w 1984 roku. Utworzono „neutralną” (w specyficzny sposób), „socjalistyczną” Europę, nastawioną nieantagonistycznie wobec Sowietów.  Finalizacja ekspansji Gazpromu – ekonomicznego ramienia neosowietów – jest w zasadzie kwestią techniczną.

Budowa zachodniej części „Bloku Kontynentu” (osi Moskwa-Berlin-Paryż) jest sprzężona z polityką rozbijania jedności NATO, a docelowo neutralizacji zarówno Paktu, jak i USA. Christopher Story, zmarły w czerwcu 2010 roku brytyjski analityk określił to mianem „wchodzenia Sowietów do obozu wroga”. NATO nie jest już nastawiona konfrontacyjnie, czy choćby defensywnie wobec Moskwy. Co prawda kością niezgody jest budowa tarczy antyrakietowej, jednak – mimo butnej i agresywnej dyplomacji sowieckiej, przywódcy zachodni (w tym kierownictwo Paktu) ścigają się w uspokajaniu sowieckich trepów, że „tarcza nie jest skierowana przeciwko Rosji” i w proponowaniu projektów współpracy z Moskwą. Swoją drogą – skąd taki zwrot w polityce amerykańskiej i NATO-wskiej po deklaracjach wycofania się z projektu tarczy antyrakietowej? Możliwą odpowiedzią może być to, że pewne kręgi wojskowe i wywiadowcze uznają Moskwę (i Pekin) za realne zagrożenie militarne i wiercą dziurę w brzuchu rządzącym demoliberalnym idiotom i agenturze. Jeśli mamy do czynienia z tą ostatnią, to dla uwiarygodnienia się i możliwości dalszego działania, musi ona sprawę jednostronnego rozbrojenia choćby częściowo oddać.

Trwa też transfer zachodniego parku technologicznego do Rosji Sowieckiej. Francja sprzedała okręty desantowe-doki klasy „Mistral”, ekwipunek dla żołnierzy piechoty, awionika „Sagem” i „Safran” oraz termowizory dla czołgów. Niemcy szkolą armię sowiecką w Mulino i wyposażają sowieckie wojska wysokogórskie operujące na Kaukazie. Włosi sprzedali sowietom lekkie BWP i samochody terenowe „Iveco” wraz z technologią ich produkcji.

Pod koniec 2011 roku Rosja Sowiecka staje się członkiem Światowej Organizacji Handlu, przy gromkich brawach całego chóru komentatorów wieszczących, że „niewidzialna ręka wolnego rynku” i „kapitalizm” z czasem doprowadzą do „ucywilizowania się" i „demokratyzacji” kagiebowskiej, neobolszewickiej hołoty. 

Komunizująca administracja obecnego prezydenta USA dokonuje wycofania tego kraju z własnego imperium zewnętrznego w Europie (w tym Środkowo-Wschodniej) poprzez redukcję zbrojeń niekonwencjonalnych i uznanie sowieckiej inwestytury na tym obszarze, jednocześnie skupiając się na Bliskim Wschodzie (i stopniowo przenoszą część sił w strefę  Zachodniego Pacyfiku gdzie oczekiwana jest konfrontacja z ChRL). Sowieckie koncerny zajmujące się wydobyciem i obrotem kopalinami wkraczają także na tereny anglosfery: w 2011 roku Rosnieft’ i Exxon Mobil podpisały umowę, która – oprócz profitów dla drugiego – umożliwi przejęcie przez sowieciarzy technologii wydobycia niedostępnych do tej pory złóż, z kolei w kwietniu br.  Wielka Brytania przystąpiła do Nord Stream. Symbolem dla wyżej opisanego procesu niech będzie rozmowa Obamy z Miedwiediewem o tarczy antyrakietowej, przypominająca rozmowę agenta z oficerem prowadzącym, czy wręcz szefem zachodniej rezydentury sowieckiego wywiadu.

„Demokratyczna” maskirowka

Jeśli okołowyborcze manewry umieścić w szerszym kontekście historycznym i politycznym, zwłaszcza ostatnich dwóch dekad pieriestrojkizmu-neokomunizmu, to wydają się one być bardziej zrozumiałe. Od pieriestrojki, głasnosti i sfingowanego „upadku” komunizmu, przetransformowane państwo sowieckie usiłuje wywrzeć na Zachodzie wrażenie, że zmierza w kierunku demoliberalizmu czy też innej „suwerennej demokracji”; że nie stanowi groźby dla otoczenia i że należy robić z nim interesy, a nawet konwergować się, w taki czy inny sposób. Była zatem próba „demokratyzacji” i „westernizacji” „postsowieckej Rosji” za Jelcyna, który po „zużyciu się” został zastąpiony przez równie, a nawet bardziej demokratycznego Putina i czekistów. W 2008 roku na stołku osadzono Miedwiediewa, który – rzekomo w kontrze do Putina – ma reprezentować „demokratyczne”, „liberalne” i „prozachodnie” oblicze czekistowskiej demokracji. System partyjny z kolei imituje zachodnie „pierwowzory”: jest „partia władzy” i partie koncesjonowanej opozycji. Teraz zaś przyszedł czas na „śnieżną rewolucję” i tymczasową "odwilż", która w tym kontekście jest po prostu kontynuacją i modyfikacją dotychczasowego kursu polityki dezinformacyjnej. Jakkolwiek zabrzmi to dziwnie i paradoksalnie, istnienie tzw. pozasystemowej, antyputinowskiej opozycji (słabej, z „wbudowaną” podatnością na sterowanie) jest korzystne dla neosowieckiego reżimu, jeśli w jego interesie jest (mniej czy bardziej pokraczne, to inna sprawa) imitowanie demokracji.

Agentura wpływu (orkiestra), użyteczni idioci (pudła rezonansowe), ale i życzeniowo myślący komentatorzy na Zachodzie mogą zatem (i muszą) podtrzymywać tezę, że neo-sowiety to tzw. „demokratyczne” czy choćby „normalne” i „prawie demokratyczne” państwo, „demokratyzujące się po jarzmie tatarskim, stuleciach caratu, 70 latach komunizmu i 20 postkomunizmu” i „nie aż tak totalitarne”, jak je malują różne prawicowe oszołomy. Jest pluralizm partyjny? Jest! Oprócz „Jedinoj Rossii” jest „socjaldemokracja”, KPRF i partia Żyrynowskiego oraz multum „opozycji pozasystemowej”. Da się – pomimo gróźb Putina i interwencji bezpieki – demonstrować na ulicach, organizować happeningi i flash-moby? Jednak daje się! Parędziesiąt tysięcy ludzi domaga się „Rossii biez Putina”? Drugie tyle z kolei deklaruje na ulicach poparcie dla towarzysza pułkownika. Można negocjować z kagiebowską władzą koncesje dla opozycji? Okazuje się, że można, nawet pomimo brutalności i buty bezpieki. W takiej sytuacji kagiebowscy władcy Kremla (dyrygenci, trzymając się odniesienia do Wołkowa) – na czele z S. Iwanowem, N. Patruszewem czy… samym Putinem – mogą (oczywiście tylko werbalnie) na użytek dezinformacji zagranicy przedstawiać się jako wzorcowi demokraci i reformatorzy, którzy „dostrzegają pozytywne strony obywatelskiej aktywności” Rosjan, czy też określają (Putin po drugim „Marszu Milionów”) protesty jako… „gorące dyskusje” i „norma demokratyczna”. Z kolei zachodni establishment (np. Pani Hillary Clinton) może sobie apelować do politycznego „rozsądku” Putina. 

Stopniowe przykręcanie śruby (rozbijanie demonstracji, areszty dla opozycjonistów, drakońskie grzywny za uczestnictwo w wiecach, zastraszanie dziennikarzy), które obserwujemy od „intronizacji” „nowego” prezydenta, jest niestety – jeśli spojrzeć przez pryzmat mechanizmów realnej polityki a nie liberalnego chciejstwa – naturalną reakcją rządzącej bezpieki. „Odwilż” była potrzebna, by omamić otoczenie międzynarodowe, wycofanie się z niej jest ze strony CzeKi komunikatem, że to ta właśnie grupa trzyma władzę. Tu właśnie przeciwstawia się „reformistów”, „modernizatorów” i „zapadników” z sowieckiej bezpieki, „oszołomom”: „nacjonaliście” i „kryptofaszyście” Nawalnemu czy „betonowemu komuniście” i „lewakowi” Udalcowowi. „Patriotycznego” Putina przeciwstawia się też opozycji rzekomo wspieranej z zagranicy, co jest z kolei elementem wojny informacyjnej przeciwko Stanom Zjednoczonym. Kreml może szantażować zagranicę widmem „recydywy komunizmu”, „zagrożeniem skrajnie prawicowym nacjonalizmem” czy ogółem „destabilizacją”, która byłaby następstwem demokratyzacji (skądinąd iluzorycznej).  Putin (wraz z całym czekistowskim establishmentem) przedstawiony jest zatem jako gwarant stabilności (jaka nie byłaby ona okrutna i zbrodnicza) i najbardziej optymalny „wybór”, natomiast opozycja jako dla tej stabilności zagrożenie.

Niedawno „niezależne” (dlaczego cudzysłów – poniżej) moskiewskie Centrum Badań Strategicznych, opublikowało analizę, prognozującą na najbliższą kadencję Putina nasilenie się konfrontacji władza-opozycja, niechęć władzy do nawiązania dialogu, uderzenie w Rosję Sowiecką światowego kryzysu (rozpad eurozony) i w konsekwencji – dojście do głosu opozycyjnych radykałów i protesty na terenie całego kraju, a w końcu do przedterminowych wyborów i „radykalnej transformacji systemu władzy”. Ośrodek ten sformułował Putinowi program wyborczy w 2000 r. Można więc twierdzić, że pełni on rolę jednego z liberalnych listków figowych neobolszewickiej władzy i do takich „niezależnych źródeł rosyjskich” należy mieć ograniczone zaufanie, gdyż poprzez nie sowieciarze przekazują otoczeniu to, co chcą przekazać. Prognoza ta wpisuje się w opisaną tu dezinformację - między wierszami można wyczytać, że: po pierwsze, establishment jest przygotowany na każdy scenariusz, łącznie z koniecznością zamiany władzy bezpośredniej na władzę pośrednią (tym realnie byłaby „demokratyzacja” i „radykalna transformacja”). Po drugie, analizując tego typu enuncjacje widać, że aktualnym interesem sowieciarzy jest rozpowszechnianie wrażenia słabości i niestabilności.

Jak zatem – na tle sytuacji międzynarodowej – widzieć wydarzenia ostatnich miesięcy w Rosji Sowieckiej? Ostatnia „odwilż” była potrzebna, a wręcz niezbędna sowietom właśnie po to, by móc kontynuować wyżej opisany „reset” ze Stanami Zjednoczonymi i krajami Europy Zachodniej, a także by odwrócić uwagę od ogłaszania i wdrażania ekspansywnych projektów politycznych. Ponadto, stworzenie pozorów „liberalizacji” i „przemian”, a jednocześnie słabości i rzekomej zewnętrznej niezborności jest potrzebne Moskwie w czasie, gdy zachodni demoliberalizm znajduje się w kryzysie, który może mieć dla Zachodu bardzo poważne konsekwencje, zarówno na poziomie wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Równolegle służy ona tworzeniu „Unii Eurazjatyckiej” jako już sformalizowanego „ZSRS-bis”: moskiewska centrala może przedstawiać się jako paradoksalnie najbardziej „wolne”, czy też „najmniej totalitarne” państwo bloku; będzie można bowiem ukazać jako „złego bolszewika” Janukowycza, Łukaszenkę czy satrapów z Azji Środkowej. Kolejne konteksty, o których będzie mowa poniżej to: bardzo możliwa wojna Ameryki i Izraela z Iranem oraz przeniesienie „węzła” światowej geopolityki w obszar Azji Wschodniej i Zachodniego Pacyfiku.

Dezinformacyjna narracja Moskwy o „demokratyzacji” i „zmianach”, „chaosie” i „słabości” idzie w parze z otwartym manifestowaniem swoich celów i ich realizacją. Deklarowanie pokojowych zamiarów (wszak Sowiety zawsze „bronią pokoju”!), na przemian z groźbami, szantażem, i lokalnym stosowaniem terroru (wspieranie terroryzmu islamskiego, ludobójstwo na Kaukazie, agresja na Gruzję, Smoleńsk, zeszłoroczny zamach w Norwegii i nuklearne pogróżki ws. tarczy antyrakietowej), połączonym z równie destrukcyjną wojną ideologiczną. Okresowe „odwilże”, po których zawsze następuje zaostrzenie reżymu. Taka polityka powoduje choćby konfuzję u elit Zachodu, operujących wedle paradygmatu liberalnego, zakładającego przede wszystkim „robienie interesów” z każdym jako cel „polityczny” i brak pojęcia wroga. Kolejnym efektem jest to, że lwia część establishmentu krajów Zachodu chce wmawiać sobie, że „Rosja się demokratyzuje” (pomimo dowodów, iż jest to bzdura), czy też jest (choćby na skutek wewnętrznych ruchawek) zbyt słaba i zbyt anarchiczna na powzięcie jakichkolwiek działań o charakterze strategicznym (a jednocześnie na tyle silna, by uderzyć w „czuły punkt”). Jednocześnie te same zachodnie elity akceptują, czy choćby tolerują sowiecki totalitaryzm, ale pytanie „dlaczego” i próby odpowiedzi to już temat na zupełnie odrębną dyskusję.

Iran. Możliwość kolejnej „Proxy war” na Bliskim Wschodzie

Rozgrywanie kartą terroryzmu, orkiestrowanego przez tzw. „państwa bandyckie” (doktryna Busha nie umieszczała w tym gronie głównych dyrygentów – Moskwy i Pekinu) jest funkcją kierunku zachodniego Moskwy – przewiduje bowiem wciągnięcie i utrzymywanie Zachodu (na czele z USA) w stanie „wojny z terrorem”, której następnym frontem miałby być Iran i jego sojusznicy w tym rejonie (na czele z Syrią). Rosja Sowiecka wykorzystała amerykańską „wojnę z terrorem” po to, by rozpocząć politykę finlandyzacji Europy poprzez ekspansję Gazpromu oraz rozpoczęcie budowy antyamerykańskiego sojuszu z Niemcami i Francją. Jednocześnie mogła się stawiać na pozycji sojusznika państw zachodnich w tej wojnie, sama rzekomo zagrożona  „terroryzmem czeczeno-islamskim”, po cichu wspierając i rozgrywając terroryzmem i jego rozsadnikami. Prócz tego – zdaniem George’a Friedmana, dyrektora STRATFOR – wciągnięcie USA w wojnę w Afganistanie i Iraku pozwoliło Moskwie na stopniowe umocnienie wpływów w „byłym” sowieckim imperium.

Ewentualna, bardzo możliwa wojna z Iranem umożliwi Moskwie kontynuację tej polityki. W najbardziej prawdopodobnym wariancie, USA zajęte będą działaniami wojennymi przeciw Iranowi (najpewniej także Syrii, o ile reżym Assada nie upadnie wcześniej) i wspieraniem sojuszników na Bliskim Wschodzie (Izrael, Arabia Saudyjska, ZEA), natomiast Rosja Sowiecka będzie miała większe pole manewru nie tylko w przestrzeni sowieckiej (o czym pisze Friedman), ale też na odcinku zachodnim. Zresztą – na co wskazuje choćby Friedman – już samo związanie Ameryki wojną z podrzędnym przeciwnikiem jest dla Rosji Sowieckiej korzystne. Moskwa może na przykład – jak to czyniła do tej pory – przedstawiać się jako sojusznik zachodu w walce z wrażym, apokaliptycznym, szyickim fanatyzmem, oferując USA, Izraelowi oraz ich sojusznikom rozmaite koncesje. Drugą ręką będzie wspierać swojego sojusznika w Teheranie – czy to realnie, czy propagandowo, prowadząc np. dezinformację, w której Iran przedstawiony zostanie jako ofiara złych, imperialistycznych USA, a Moskwa – jako rzekomy obrońca suwerenności narodów zagrożonych „amerykańsko-żydowskim globalizmem”; co ciekawe i tragiczne jednocześnie, inspirowany przez sowietów pacyfizm ma swoją, całkiem silną, „prawą nogę”. W tym kontekście, nieprzypadkowy jest fakt zwiększenia aktywności sowieckiej armii na Kaukazie, czy sowieckiej aktywności politycznej w Azji Środkowej.

Trwająca obecnie wojna domowa w Syrii, pomiędzy prosowiecką dyktaturą Bashara Assada a Armią Wolnej Syrii jest dla Rosji Sowieckiej i czerwonych Chin poligonem doświadczalnym (gdzie oba państwa mogą testować wszystkie możliwe metody wojny, zarówno polityczne, wojskowe, jak i propagandowo-dezinformacyjne), a jednocześnie operacją oczyszczenia i zajęcia przedpola przed ewentualną wojną z Iranem. Jest to także wojna per procura pomiędzy Blokiem Kontynentalnym a Zachodem.

Dzięki kolejnej wojnie na Bliskim Wschodzie, sowieciarze mogą także kontynuować politykę finlandyzacji Europy i to niezależnie od tego, czy w zależności od kolejnych już wyborów w Grecji UE rozpadnie się, czy też nasilą się dążenia (najsilniejszych jej graczy) do przymusowej integracji. Po pierwsze, utrzymując pozycję sowieckich korporacji takich jak Gazprom, zwłaszcza w obliczu boomu łupkowego; tu także widzimy, że nieprzypadkowe było zakładanie przez Rosnieft’, TNK i Gazprom spółek joint venture z zachodnimi korporacjami. Po drugie, osłabione kryzysem i wykluczone ze światowej rozgrywki kraje europejskie mogą stać się polem wewnętrznej ingerencji i rozgrywki sowieckiej przy użyciu wolnej gry pomiędzy kontrolowaną przez Czerezwyczajkę lewicą, tzw. „skrajną prawicą” (pierwsza próba – Breivik i jego manifest) a rosnącymi w siłę islamistami – mniej lub bardziej propagandowo wykreowanym „zagrożeniem Eurabią”. Wobec elit Rosja Sowiecka będzie się przedstawiać jako sojusznik w walce o przymusową integrację i zapobieżenie rozpadu Unii. Wobec demoliberałów i socjalistów – jako wzór upadłej demokracji. Z kolei konserwatystom i nacjonalistom – jako „zdrowe, tradycjonalistyczne i autorytarne” remedium na „zgniły demoliberalizm”. 

Obecna „demokratyczna” maskirowka zwiększyłaby propagandowy, dezinformacyjny i psychologiczny efekt działań wojennych na Bliskim Wschodzie. Zresztą – uważny obserwator infosfery, w której roi się od sowieckiej agentury wpływu i użytecznych idiotów zauważy, że już sama możliwość wojny jest tak właśnie rozgrywana: „złe/imperialistyczne/masońskie/syjonistyczne” (niepotrzebne skreślić) USA, vs. „dobry/ konserwatywny” (jw.) Iran, a gdzieś w tle „demokratyzująca się/słaba/silna” Rosja Sowiecka.

ChRLowska aktywność na Pacyfiku. Możliwość kolejnej odsłony „sino-soviet split”

Zachodni komentatorzy polityczni wskazują coraz częściej na groźbę światowej hegemonii komunistycznych Chin. Jak pisze bloger Fox Mulder (H. Kozieł) w recenzji książki A. Bruneta i J.P. Guicharda, „[…] Chiny przez ostatnie 20 lat stały się drugą, jeśli nawet nie pierwszą potęgą gospodarczą i polityczną świata. […]. Udaje im się to osiągać za pomocą ofensywnego protekcjonizmu monetarnego, czyli znacznemu zaniżaniu kursu juana. […] ChRL posiada jeszcze jeden atut: ogromny rezerwuar niemal niewolniczej siły roboczej […], utrzymywany w posłuchu przez totalitarny aparat mafijnego państwa. […] Odkąd Chiny w 2001 r. wstąpiły do WTO, masakrują, za pomocą tej hipernieuczciwej konkurencji gospodarki państw rozwiniętych - przyczyniając się do postępującej ich dezindustrializacji i wzrostu bezrobocia, […] i potajemnie prowadzą do destabilizacji ich rynków długu. To otwarta wojna gospodarcza, w której rolę V-tej kolumny odgrywają wielkie koncerny masowo przenoszące produkcję do ChRL i jej państw wasalnych, dezindustrializując przy tym Zachód. W planach Chińczyków jest zastąpienie USA w roli światowego hegemona (po zniszczeniu Ameryki), a Europie wyznaczenie roli centrum turystyczno-rozrywkowego […].” Prócz tego, ChRL jest już faktycznym hegemonem w ramach „Bloku Kontynentu”.

Przed rokiem 1989 Zachód uległ złudzeniu, że można rozgrywać ChRL przeciw ZSRS natomiast obecnie, koncesje Zachodu wobec Moskwy mają osłabić ekspansję chińską. W czasach zimnej wojny wskazywano na sowiecko-chińskie różnice ideologiczne jako przyczynę przyszłego konfliktu, obecnie zaś przewiduje się, że wojnę spowodują dysproporcje demograficzne i gospodarcze. Jednak faktycznie, polityka ta oparta była i jest na fałszywych przesłankach: wszystkie różnice, drugorzędne pola konfliktu czy wręcz zaaranżowane konflikty to dezinformacyjny bluff z pozytywnym dla Moskwy i Pekinu skutkiem.

Strategiczny sojusz i brak konfliktu wynika po pierwsze z geografii, po drugie w strategicznych i bieżących celach politycznych elit obu krajów, które w sensie geopolitycznym stanowią dwie połowy „Heartlandu”. Rosyjska Syberia, Daleki Wschód i Azja Środkowa – teatr spekulowanej wojny sowiecko-chińskiej – to z racji ukształtowania terenu i panującego tam klimatu – strefy buforowe. Demograficznym środkiem ciężkości ChRL nie jest Mandżuria, tylko południowy wschód kraju, stąd parcie na Azję Południowo-Wschodnią, basen Pacyfiku Zachodniego i kolonizacja Afryki, podczas gdy Rosja Sowiecka stara się zreaktywować imperium sowieckie i zhołdować Europę Zachodnią. Oba kraje to państwa wielonarodowe, borykające się z separatyzmami. Wspólnym interesem jest także ograniczenie, a w dalszej kolejności wyparcie wpływów USA z obszaru Eurazji: zarówno z „przestrzeni sowieckiej” i Bliskiego Wschodu, jak i strefy Pacyfiku. Najważniejszym jednak czynnikiem jest długofalowa, światowa strategia polityczna. Oś Moskwa-Pekin jest warunkiem koniecznym dla realizacji globalistycznych ambicji zarówno czekistów z  Kremla/Łubianki, jak i towarzyszy z politbiura KC KPCh. Stąd też, sinizacja rosyjskiego Dalekiego Wschodu i Syberii, a finalnie wasalizacja całego obszaru Rosji przez czerwone Chiny to dla sowieciarzy z Kremla koszt konieczny udziału w globalnym podziale łupów. Paradoksalnie, Rosja Sowiecka może być mocarstwem (przede wszystkim hegemonem Europy) tylko jako satelita ChRL.

Póki co, światowy cel towarzyszy z „Nowego Zakazanego Miasta” realizowany jest metodami ekonomicznymi, przez uderzenie w rdzeń zachodnich systemów demoliberalnych. Trzeba być jednak naiwnym, by negować możliwość sięgnięcia przez nich po twarde środki ekspansji. ChRL oficjalnie afiszuje się z doktryną wojenną, w której głównym teatrem wojny jest obszar Zachodniego Pacyfiku, od północy ograniczany Wyspami Japońskimi, poprzez morza Wschodnio- i Południowochińskie, Cieśninę Malakka i Indonezję, po północną Australię i Diego Garcia na Oceanie Indyjskim (stąd też rywalizacja z Indiami o uczynienie z tego oceanu „Mare nostrum”). W chrlowskiej doktrynie wojennej kluczową rolę odgrywają „zewnętrzny łańcuch wysp” i „wewnętrzny łańcuch wysp”; są to odpowiednio: linia Mariany Północne – Guam – Karoliny – Palau  i Shikoku – Kyushyu - archipelag Ryukyu – Tajwan. Mariany Pn., Guam, Sfederowane Stany Mikronezji i Republika Palau są de facto częścią amerykańskiego imperium wewnętrznego (choć nie są stanami), natomiast wyspy znajdujące się na drugiej linii bądź pomiędzy tymi liniami należą do sojuszników USA. ChRL przeszły na przestrzeni ostatniego roku do fazy wysuwania roszczeń terytorialnych wobec Filipin, komunistycznego Wietnamu, Japonii i „tradycyjnie” Tajwanu.

Taka właśnie polityka czerwonych Chin nie dziwi, jeśli weźmie się pod uwagę główne potrzeby geostrategiczne i kierunki ekspansji tego kraju: oprócz kontrolą nad Azją Południowo-Wschodnią i ewentualnym „odzyskaniem” Tajwanu, panowanie nad Zachodnim Pacyfikiem zapewniłoby Pekinowi relatywnie swobodny kanał dostępu na Bliski Wschód oraz do krajów Afryki, które de facto są już chrlowskimi koloniami. Na poziomie globalnym – rywalizacji „Bloku Kontynentu” z USA i sojusznikami mielibyśmy wówczas do czynienia z oblężeniem USA ze wszystkich stron. Nie może to zatem pozostać bez reakcji USA, które ogłaszają swoją koncepcję wojny powietrzno-morskiej na Pacyfiku Zachodnim, nawet gdy chińskie groźby to bluff, a „najgorsze” co może się wydarzyć to np. „kolorowe rewolucje” na Filipinach, Indonezji czy w wyspiarskich państwach pacyficznych, w następstwie których chrlowska agentura przepędzi gwałcicieli i pedofili z USMC. Stąd też zapowiedzi wzmocnienia sojuszu z Australią i Nową Zelandią (również zagrożonymi przez ChRL) i próba pozyskania nowych sojuszników: Filipin, Malezji, Indonezji, a nawet ukłony w stronę Wietnamu, który do dziś nie wyjaśnił choćby sprawy amerykańskich POW.

Z czysto geopolitycznego punktu widzenia taka sytuacja oznacza – jak twierdzi choćby Józef Darski – zapowiedź konfrontacji amerykańsko-sowieckiej jako elementu „nowej zimnej wojny” z ChRL, zwłaszcza jeśli wybory prezydenckie jesienią 2012 roku wygra Republikanin. W tej sytuacji obie centrale „Eurazji” zmuszone są do ponownego rozegrania operacji „rozłam i konflikt”, w której tym razem to Moskwa będzie grać „dobrego” („demokratyzującego się”, „reformatorskiego”) bolszewika, być może oferując Zachodowi koncesje w konflikcie z Chinami, natomiast Pekin – „złego”; taka narracja jest zresztą już rozgłaszana, a „demokratyczna rewolucja” jest jej doskonałym dopełnieniem. Równocześnie jednak Moskwa i Pekin zapewne nie zrezygnują z otwartego manifestowania sojuszu – tak jak było to w przypadku wspierania Libii oraz baathystowskiej Syrii, czy w przypadku ostatnich (oczywiście nic nie znaczących) manewrów wojskowych SCO.


Źródła:

1.     Karol Bartosiak, „Koncepcja operacyjna wojny powietrzno-morskiej na Pacyfiku”: http://www.cafr.pl/?file_id=14
2.     Michał Bąkowski, „Wędzenia Europy ciąg dalszy”: http://wydawnictwopodziemne.com/2012/06/14/wedzenia-europy-ciag-dalszy/
3.     M.K. Bhadrakumar, „Run-up to Proxy War over Syria”, „Asia Times” 7 II 2012: http://www.atimes.com/atimes/China/NB07Ad01.html
4.     „O Rosji optymistycznie”. Wywiad ze Stanisławem Bieleniem: http://geopolityka.net/o-rosji-optymistycznie/
5.     Olavo de Carvalho, „Shutting off the gas”: http://www.theinteramerican.org/commentary/309-shutting-off-the-gas.html
6.     Gracjan Cimek, „Szybkim krokiem w kierunku świata wielobiegunowego”: http://www.geopolityka.org/komentarze/1458-szybkim-krokiem-w-kierunku-swiata-wielobiegunowego
7.     Józef Darski, „Nowa geopolityka”, „Nowe Państwo”, nr 2(72)/2012: http://www.panstwo.net/2196-nowa-geopolityka
8.     / - / „Rosja – NATO. I znów pod zaborami”, „Gazeta Polska” nr 21/23 V 2012: http://www.gazetapolska.pl/18697-rosja%E2%80%93nato-i-znow-pod-zaborami
9.     George Friedman, „Russia’s Strategy”, http://www.stratfor.com/weekly/russias-strategy
10.  / - / „Putin’s evolving strategy in Europe”: http://www.stratfor.com/weekly/putins-evolving-strategy-europe
11.  Krystyna Grzybowska, „I tak się kręci biznes z polityką”, Gazeta Polska nr 10/7 III 2012: http://www.gazetapolska.pl/15543-i-tak-sie-kreci-biznes-z-polityka
12.  / - / „Putin wiecznie żywy”, Gazeta Polska nr 19/9 V 2012-06-17: http://www.gazetapolska.pl/18113-putin-wiecznie-zywy
13.  Rosja staje się satelitą Pekinu, wywiad z Władysławem Inoziemcowem: http://www.rp.pl/artykul/9157,836914-Rosja-staje-sie-satelita-Pekinu.html
14.  Piotr Jakucki, „Stary nowy sojusz”: http://jakuccy.pl/stary-nowy-sojusz/
15.  Hubert Kozieł (foxmulder), „Chiny światowym hegemonem? Imperializm ekonomiczny Państwa Środka”: http://foxmulder2.blogspot.com/2011/10/recenzja-chiny-swiatowym-hegemonem.html
16.  / - / „Chiny bronią (werbalnie) swoich zbójeckich sojuszników”: http://foxmulder2.blogspot.com/2011/12/chiny-bronia-werbalnie-swych-zbojeckich.html
17.  „Eksperci – powrót Putina to kres złudzeń”: http://www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz%2Feksperci-powrot-putina-to-kres-zludzen
19.  Lev Navrozov, „China-Russia Alliance would create New World Order”: http://www.newsmax.com/navrozov/China-Russia-Alliance-Stalin/2011/08/25/id/408654 
20.  Jeffrey Nyquist, „Iran Crisis heats up”: http://www.theinteramerican.org/commentary/335-iran-crisis-heats-up.html
22.  Julian Pańków, „36% demokracji w Rosji”: http://liberte.pl/36-demokracji-w-rosji/
23.  Antoni Rybczyński, „Carobójcy ostrzą noże”, „Nowe Państwo”, nr 2(72)/2012: http://www.panstwo.net/2210-carobojcy-ostrza-noze
24.  Stratfor, „Russia’s shirting political landscape”: http://stratfor.com/analysis/russias-shifting-political-landscape-part-1-overview-political-changes 
25.  Witold Waszczykowski, „Pogoda dla Putina”, „Gazeta Polska” nr 20/16 V 2012-06-17: http://www.gazetapolska.pl/18394-pogoda-dla-putina
26.  „Ciemność ze wschodu”. Wywiad z dr Przemysławem Żurawskim vel Grajewskim, „Magazyn Obywatel”: http://nowyobywatel.pl/2012/03/19/ciemnosc-ze-wschodu/