Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezinformacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezinformacja. Pokaż wszystkie posty

2026-02-15

Burza w Pekinie

W sprawie wydarzeń/dezinformacyjnej pokazuchy w ChRL z przełomu stycznia i lutego 2026 roku powszechna jest narracja zarówno w mainstreamie, jak i w chińskich mediach dysydenckich – że "zły i niekompetentny" Xi i "źli i niekompetentni" funkcjonariusze partyjni z KPCh czyszczą rzekomo "dobre", „kompetentne” i „znające się na robocie” chińskie wojsko. Albo odwrotnie - „źli” wojskowi, prący do inwazji na Tajwan buntują się przeciwko „umiarkowanemu” naczialstwu KPCh i równie umiarkowanemu Xi.

I chyba wszystkie te komentarze i analizy, nawet te podawane przez chińskich dysydentów, pomijają jedną bardzo ważną kwestię. Mianowicie tą, że ChALW nie są normalnymi siłami zbrojnymi, jak praktycznie we wszystkich państwach, łącznie z częścią państw komunistycznych, kryptokomunistycznych i totalitarnych. Tymczasem ChALW to po prostu integralna część Komunistycznej Partii Chin – jej zbrojne ramię, można wręcz powiedzieć, że bojówka partyjna na pervitinie i mefedronie.

Obojętnie, co faktycznie (albo i nie) się dzieje za murami Nowego Zakazanego Miasta, to jest to sprawa wewnątrz Komunistycznej Partii Chin. I bardzo prawdopodobne jest to, że mamy do czynienia z wewnętrznymi przetasowaniami upozorowanymi na czystkę, czy wręcz pucz.

O takiej opcji pisała niedawno dr Li Meng Yan – chińska lekarz znana najbardziej z ujawnienia faktu, że wirus SARS-Cov-2 to chrlowska broń biologiczna. Według dr Li, narracja o rzekomym nieudanym puczu, czystce w dowództwie ChALW, odsunięciu Xi Jinpinga czy wręcz upadku Komunistycznej Partii Chin są „częścią zaawansowanej wojny kognitywnej”. Według niej, „nie było żadnego puczu” na szczytach KPCh. Wg Li obserwowaliśmy (albo obserwujemy) bardzo typową dla KPCh operację, polegającą na kontr-przeciekach, zamianie ról i tworzeniu zasłon dymnych.

Umyślnie – zdaniem Li – zignorowano założenie, że „jako przewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej i I sekretarz KPCh, to Xi Jinping jest jedynym najwyższym przywódcą w systemie władzy KPCh. Władza nad wojskiem jest skoncentrowana wyłącznie w jego rękach. Centralna Komisja Wojskowa nie jest kolektywnym ciałem decyzyjnym, a jedynie narzędziem wykonawczym.” Jest to organ wykonawczy kierownictwa KPCh i to od początku istnienia komunistycznej państwowości chińskiej, a wręcz od założenia Komunistycznej Partii Chin. Wszystkie decyzje mają swoje źródło w jednej osobie – przewodniczącym Xi. „Jeśli – zdaniem Li – ten podstawowy fakt nie jest zrozumiały, wszystkie dalsze osądy będą mylne”.

Zdaniem dr Li Meng Yan, Xi nie obawia się ani przewrotu ani korupcji w szeregach partii; pucz jest wykluczony z powodu zasady „najwyższego przywódcy” KPCh, która „strukturalnie wyklucza taką możliwość”, zaś „korupcja jest zaledwie wygodnym i często używanym tłumaczeniem”. Chiński gensek realnie obawia się tego, że zostanie potraktowany przez Stany Zjednoczone jako osoba odpowiedzialna za wszystkie zbrodnicze działania przeciwko USA i całemu wolnemu światu. Przykładem ma być pandemia Covid-19, która miała być przez niego dowodzona osobiście i systematycznie realizowana. Również inne operacje w ramach koncepcji tzw. „nieograniczonej wojny” (infiltracja, dywersja i tworzenie podziałów społecznych w USA i na całym zachodzie) były przez Xi zatwierdzane i prowadzone osobiście. A zatem to, czego faktycznie obawia się przywódca KPCh to obalenie go w stylu podobnym do operacji przeprowadzonej niedawno przez Amerykanów w Wenezueli.

Chińska komunistyczna strategia „nieograniczonej wojny” jest – zdaniem dr Li – nierozerwalnie związana z bronią nuklearną, przede wszystkim z groźbą jej użycia i modernizacją arsenału nuklearnego ChRL. „Celem ostatecznym jest podział, wyczerpanie i zniszczenie Stanów Zjednoczonych. To jest rdzeniowa logika całości jego [Xi] panowania” – pisze dalej dr Li. Dlatego chińscy komuniści wdrożyli dezinformację, często powtarzaną dalej bezwiednie przez dysydenckich oraz zachodnich komentatorów, o rzekomej walce frakcyjnej w KPCh czy wręcz o puczu wojskowym. Xi – zdanem Li – „musi umyślnie stworzyć powszechny wizerunek osobistej nieudolności, niestabilności i wewnętrznego chaosu. Cel jest jeden i jest on wyraźny – osłabienie czujności Stanów Zjednoczonych osobiście wobec niego [Xi] oraz wobec ciągłości strategii KPCh.” Dlatego aparat narracyjny KPCh stosuje „zalew zasłon dymnych” mających przekierować uwagę zachodnich obserwatorów z centrum dyspozycji politycznych na rzekome „czystki” i „zwyczajne” awanse i degredacje w strukturach KPCh i aparacie państwowym komunistycznych Chin. Xi Jinping w tej dezinformacyjnej narracji jawi się jakoby jako zakładnik własnej polityki i wewnętrznych problemów w KPCh i ChRL, leżących w naturze systemu komunistycznego.



Podobna operacja, czyli zmiany kadrowe opatrzone dezinformacyjną narracją miała już miejsce, jak pisze dr Li Meng Yan. I jest to polityka wręcz typowa w systemie komunistycznym, zwłaszcza w KPCh i ChRL. Li podaje przykład Nie Rongzhena, prowadzącego projekt nuklearny i kosmiczny o kryptonimie „Dwie bomby, jeden satelita”. „Podczas rewolucji kuturowej Nie Rongzhen został politycznie zmarginalizowany i publicznie zdegradowany. Ale czy spowodowało to zatrzymanie programów broni nuklearnej, rakietowych i kosmicznych? Nie. W rzeczywistości, wiele kluczowych postaci, włącznie z Nie [nazwisko – przyp. autor], zostało przeniesionych – pod przykrywką czystek albo zniknięcia – do najtajniejszych programów nuklearnych i strategicznych projektów inżynieryjnych.” Li podsumowuje wręcz, że „w systemie KPCh, bycie zdegradowanym nigdy nie oznaczało wyrzucenia”.

Taka sama logika – zdaniem Li – zastosowana została pod koniec stycznia w ramach niedawnej czystki w wierchuszce KPCh. „Niektórzy zostali faktycznie aresztowani i poardzono sobie z nimi, gdyż Xi nie ufa już tym ludziom (na przykład wiceszef Centralnej Komisji Wojskowej generał Xu Qiliang, którego śmierć oficjalnie ogłoszono), ale inna grupa została „zdegradowana”, ukryta i przeniesiona do specjalistycznych, supertajnych zadań, w tym: zbrojeń nuklearnych, testów nuklearnych, supertajnych projektów technologicznych lub infiltracji.” Jest to – jak pisze dr Li – działanie wzięte ze „starego podręcznika” komunistycznej strategii, a nie nowość. Część tego typu działań podjęto też z powodu zainteresowania się amerykańskiego wywiadu ważnymi postaciami w ChALW. W celu ochrony bezpieczeństwa i tajemnic KPCh/CKW/ChALW osoba, która stała się obiektem operacyjnego rozpracowania przez amerykański wywiad, musi zmienić swoją funkcję i miejsce w ramach KPCh. „Najbezpieczniejsza metoda jest po prostu następująca: publicznie degraduje się takie osoby i usuwa się je z widoku”.

Stosowanie przez aparat dezinformacji KPCh narracji o „czystkach” i „puczach” wpisuje się też w stare komunistyczne narracje o „dobrym carze i złych bojarach” i o „dobrym przywódcy partii” i „złym aparacie partyjnym”. Dzięki temu Xi Jinping może rządzić jako gensek KPCh i przywódca komunistycznych Chin.

Dla timingu wydarzeń, jakie miały miejsce w ChRL pod koniec stycznia tego roku (a być może dalej mają miejsce), bardziej istotna wydaje się być jednak coraz bardziej asertywna polityka USA oraz części ich sojuszników, opierająca się na trzech elementach: 1) doktrynie powstrzymywania i ograniczania komunistycznych Chin i ich sojuszników (na czele z Federacją Rosyjską i Iranem), wyrażonej w National Security Strategy i National Defense Strategy, 2) realnym, kinetycznym atakowaniu i – jadąc klasykiem -„opiłowywaniu” wysuniętych elementów „globalnej Eurazji” (uprowadzenie Maduro, uderzenie w sowiecką „Flotę Cieni”, sankcje dla krajów kupujących sowieckie surowce), które ostatecznie, w perspektywie czasu zagrozić może bezpośrednio ChRL, Komunistycznej Partii Chin, 3) realnym wspieraniu i zbrojeniu wysuniętych sojuszników Ameryki, na czele z Tajwanem, rządzoną przez Sanae Takaichi Japonią (która może pod jej kierownictwem znów stać się mocarstwem), Izraelem czy polską administracją prezydenta Nawrockiego. W tej sytuacji wierchuszka KPCh mogła uznać, że trzeba – za pomocą wyżej omówionych działań – wytworzyć wrażenie chaosu, słabości i niestabilności wewnętrznej w ChRL, a jednocześnie wytworzyć pośrednio wrażenie, że takie niestabilne Chiny, z niezrównoważonym gensekiem, będą stanowiły poważne zagrożenie dla USA, Zachodu czy sojuszników takich jak Tajwan.


***

Perspektywa niemal miesiąca, jaki upłynął od spektakularnych wydarzeń w Pekinie pozwala stwierdzić z pewnością, że nie zatrzymały one pewnych stałych kierunków ekspansyjnej polityki zagranicznej komunistycznych Chin. Bez zmian pozostaje chęć opanowania Tajwanu (obojętnie, czy drogą otwartej, militarnej agresji czy działań hybrydowych), co oznaczałoby wyrąbanie sobie okna na Pacyfik oraz druzgocące uderzenie cywilizacyjne, technologiczne i ekonomiczne w cały Zachód i wolny świat. Nie zmienia się kolejny, podstawowy, stały i długofalowy kierunek polityki ChRL, jakim jest sojusz z neosowiecką Rosją. Komunistyczne Chiny wspierają machinę wojenną Federacji Rosyjskiej, podczas gdy Federacja Rosyjska wspiera globalne ambicje ChRL.

Przykładem są niedawne przesłuchania ekspertów wojskowych (w większości oficerów rezerwy) przed komisją obrony brytyjskiej Izby Gmin. Wg nich, machina wojenna Moskwy jest w 60% sponsorowana przez komunistyczne Chiny; bez wsparcia z Pekinu, Federacja Rosyjska nie byłaby wręcz w stanie prowadzić wojny przez tak długi czas i z taką intensywnością. Chińska pomoc umożliwia sowieciarzom m.in. produkcję systemu rakietowego „Oriesznik”, który jest de facto systemem strategicznym, zdolnym zarówno do przenoszenia głowic nuklearnych, jak i do używania samej siły kinetycznej do rażenia celów. Udzielając wsparcia w tym konkretnym zakresie, ChRL uczy się tego, jak stosować systemy rakiet hipersonicznych w przypadku hipotetycznej agresji na Tajwan i wojny na pozostałych teatrach. Chiny mają też ogromny udział w produkcji i dostarczaniu zaopatrzenia dla rosyjskich dronów bojowych, a także (od dawna, jeśli nie od początku wojny) udzielają także Federacji Rosyjskiej wsparcia wywiadowczego. Według ekspertów brytyjskich, istnieje również niebezpieczeństwo wywarcia przez ChRL presji na Federację Rosyjską, by ta dokonała ataku na kraje członkowskie NATO (zagrożona miałaby być zwłaszcza Estonia) po hipotetycznym rozejmie bądź zawieszeniu broni na froncie ukraińskim. ChRL wspiera również dążenia Moskwy do decydowania o architekturze bezpieczeństwa w całej Europie, zawarte m.in. w ultimatum Putina-Ławrowa z końca 2021 roku, poprzedzające pełnoskalową inwazję na Ukrainę.

Niedawne Światowe Forum Ekonomiczne w Davos ujawniło także tendencje, która właściwie od dawna predominują u elit europejskich, zarówno głów najważniejszych państw, jak i Unii Europejskiej, aspirującej do poziomu scentralizowanego superpaństwa. W celu uniezależnienia się od strasznej, imperialistycznej Ameryki i „wypchnięcia” USA z Europy elity Francji, Niemiec i UE szukają protektora już nie w Federacji Rosyjskiej, tylko w komunistycznych Chinach, czego emanacją było wystąpienie Macrona właśnie na forum w Davos. Spełnia się prognoza dra Jerzego Targalskiego sprzed lat, nakreślona zresztą na podstawie prognoz Anatolija Golicyna i koncepcji Dugina, Karaganowa, Primakowa i samego Putina – połączenia się współpracy Moskwy i Berlina/Paryża/Brukseli, Moskwy i Pekinu ze współpracą na linii kraje europejskie-Pekin/Brasilia/New Dehli, które docelowo doprowadzić ma do stworzenia eurazjatyckiej przestrzeni geostrategicznej i geoekonomicznej, łączącej zjednoczoną Europę, Federację Rosyjską i komunistyczne Chiny. Wpisuje się w to chociażby umowa UE-Mercosur (w którym dużą rolę pełnią neokomunistyczne państwa Ameryki Południowej, takie jak Brazylia) czy UE-Indie.

Tłumaczony kiedyś i opracowany przez Epoch Times i Jeffa Nyquista manifest chrlowskiego generała Chi Haotiana (byłego wiceprzewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej) postulujący zniszczenie USA za pomocą broni biologicznej, który po publikacji ponad dwie dekady temu nie wydostawał się poza „bańkę” mediów „konspirologicznych” zyskuje zupełnie nowe znaczenie w kontekście działań podejmowanych przez FBI i DHS, na skutek których odkryto i zneutralizowano na terenie Stanów Zjednoczonych fabryki zajmujące się produkcją broni biologicznej.



2025-09-28

W sprawie wtargnięcia dronów. Próba generalna?

 Wtargnęcie sowieckich dronów (jak się później okazało, ćwiczebnych wabiów Gerbera, nie bojowych dronów Szahed ani Gierań) "przypadkiem" miało miejsce tydzień po wizycie prezydenta Karola Nawrockiego w Waszyngtonie i spotkaniu z Donaldem Trumpem (3 września) oraz tydzień po szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy oraz chrlowskich obchodach zakończenia II wojny światowej (w narracji ChRL i neosowieckiej Rosji - "Wielkiej Wojny Antyfaszystowskiej"). Spotkanie w Waszyngtonie dotyczyło zacieśnienia relacji sojuszniczych USA i Polski, w tym, m.in. możliwego zwiększenia kontyngentu wojsk USA w Polsce. W szczycie SzOW i pekińskiej paradzie uczestniczyli, oprócz Xi i Putina, także Kim.

Imperialna agenda Moskwy (jako pewna całość), odbudowa i reintegracja imperium sowieckiego jest możliwa do realizacji między innymi i w głównej mierze dzięki wsparciu politycznemu, ekonomicznemu i wojskowo-technicznemu ze strony Pekinu. 

Warto wspomnieć tu o słowach Szefa BBN, prof. Cenckiewicza, który w artykule dla amerykańskiej wersji Newsweeka, opublikowanym przy okazji wizyty prezydenta Nawrockiego, zwraca uwagę na zacieśniający się sojusz Pekinu i Moskwy i na to, że zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej w Europie i ChRL w Azji to de facto dwa fronty tej samej wojny: "jeśli Moskwa zwycięży na Ukrainie, Pekin odczyta to jako zielone światło do eskalacji na Indopacyfiku. Powstrzymywanie Rosji w Europie jest więc kluczowe w globalnym odstraszaniu Chin." 

Patrząc z drugiej strony, agresja komunistycznych Chin na przykład na Tajwan, dałaby Federacji Rosyjskiej możliwość rozpoczęcia otwartej już wojny przeciw krajom czlonkowskim NATO: Polsce czy krajom Bałtyckim. Zapewne odbywałaby się z jakąś pomocą ze strony ChRL.

Ponadto, irańskie drony Shahed i sowieckie  drony Gierań oparte są nie tylko na irańskich, ale i na chrlowskich podzespołach. To samo dotyczy innych modeli rosyjskich dronów bojowych oraz cywilnych, podwójnego zastosowania.

Są jeszcze dwie koincydencje czasowe: pierwsza to miesięcznica zamachu smoleńskiego, druga to  rocznica sowieckiej inwazji na Polskę, czy - bardziej ogólnie - miesiąc, w którym narodowosocjalistyczna Rzesza Niemiecka i Związek Sowiecki rozpoczęły II wojnę światową.



W tej sytuacji Federacja Rosyjska dokonuje zagrania sprawdzajacego właśnie w postaci ataku drobowego. Cele stricte militarne to przetestowanie polskiej (i NATO-wskiej) obrony przeciwlotniczej,  której natychmiastowa reakcja polegająca na decyzji o zestrzeleniu dronów była jak najbardziej słuszna i wzorowa. Ponadto, ćwiczy się w ten sposób takie elementy, jak zasięgi dronów bojowych, a także drogi i cele ataków: ćwiczebne Gerbery kierowały się w stronę baz lotnictwa, jednostek Wojsk Obrony Terytorialnej oraz ważnych obiektów cywilnej infrastruktury krytycznej. Przetestowano działanie środków obrony przed takim lub podobnym atakiem. 

Zamiarem Moskwy było również sprawdzenie funkcjonowania instytucji państwa, zwłaszcza w sytuacji, gdy nowo wybrany prezydent Karol Nawrocki reprezentuje twarde i jednoznaczne stanowisko patriotyczne, antysowieckie i proamerykańskie, zaś rząd Donalda Tuska, mimo deklaratywnej opozycji wobec reżimu czekistów obecnie, uwikłany jest w politykę tzw. "Resetu" z Moskwą z lat 2007-15. Zaś obecnie prowadzi on politykę, którą można określić jako "miękki reset", a przynajmniej tworzy sprzyjające warunki, żeby takie okoliczności mogły zaistnieć. Pierwszym przykładem jest pozornie niezwiązane z atakiem uniewinnienie grupy tzw. "aktywistów granicznych" majacych wkład w neosowiecką Operację "Śluza". Kolejnym jest forsowanie projektu centralizacji Unii Europejskiej, który wpisuje się w koncepcję stworzenia wspólnej przestrzeni strategicznej, łączącej UE, Federację Rosyjską, ChRL (a last but not least, sojuszników wyżej wymienionych spoza Eurazji, czego celem jest umowa UE-MERCOSUR) I który podszyty jest mniej lub bardziej otwartym antyamerykanizmem.

Rację mają ci, co twierdzą, że nie był to żaden "początek wojny", tylko dalszy ciąg wojny toczonej przez neosowiecką Rosję (przy pomocy i współudziale komunistycznych Chin, Korei Północnej i Iranu) przeciwko światu. To jest raczej przejście do nowego jej etapu, w którym podobne prowokacje mają na celu nie tylko rozpoznanie bojem, ale próbę wymuszenia przez Moskwę nowych koncesji na krajach zachodu. O tym świadczyłoby to, że wkrótce po wtargnieciu Gerber do Polski, Federacja Rosyjska przeprowadziła kolejne, podobne prowokacje: przelot dwóch sowieckich myśliwców nad platformą wiertniczą polskiego Petrobalticu (naruszający przestrzeń bezpieczeństwa platformy), naruszenie przestrzeni powietrznej Estonii przez ten kraj czy pojawienie się dronów na terenie Danii.

Wtargnięcie było też testem funkcjonowania NATO na poziomie politycznym, wraz z reakcją najsilniejszego jego członka, którym są USA. Tutaj również, reakcja obydwu wyżej wymienionych była słuszna, włącznie z deklaracją Donalda Trumpa, który stwierdził, że kraje NATO mają prawo do strącania sowieckich obiektów wojskowych naruszających własną przestrzeń powietrzną, z czym zgadza się sekretarz generalny NATO, prezydent Karol Nawrocki i urzędnicy administracji prezydenckiej, na czele ze Sławomirem Cenckiewiczem.

Wrześniowe prowokacje Federacji Rosyjskiej można też traktować jako swego rodzaju alarm cwiczebny dla neosowieckiej agentury wpływu.  Nawet, jeśli nie był to priorytetowy cel kremlowskich czekistów, o ile w ogóle był, to można zauważyć pewne niepokojące efekty. Praktycznie od pierwszych godzin po naruszeniu dało się zauważyć wzmożenie agenturalnej "orkiestry" (by trzymać się modelu Vladimira Volkoffa). Od razu pojawiły się teorię o tym, jakoby była to celowo przeprowadzona prowokacja Ukrainy, w celu to wciągnięcia Polski do wojny, to wymuszenia pomocy militarnej czy zaostrzenia sankcji wobec Federacji Rosyjskiej. Wpleciono to w ogólną narrację środowisk, które z jakichś powodów wpisują się we współczesny "Prawicowy NEP" prowadzony od niemal dwóch dekad przez służby Federacji Rosyjskiej. Niestety, obserwując zarówno internet, jak i świat pozawirtualny możnasądzić, że zasięg oddziaływania tego rodzaju rosyjsko-sowieckiej dezinformacji jest zatrważający. Tak zmanipulowani ludzie, w przypadku hipotetycznego realnego ataku Federacji Rosyjskiej zapewne uparcie twierdziliby, że został przeprowadzony ukraiński (albo amerykański) atak pod fałszywą flagą.

Z drugiej strony, mamy działania rządzącego mainstreamu, który po okresie "resetu" z Federacją Rosyjską zmienił narrację o pełny kąt - na zamiary "wgniatania Putina w ziemię", zamiary włączenia się Polski w wojnę na Ukrainie i natychmiastowego zestrzeliwania sowieckich samolotów naruszających przestrzeń powietrzną, z pominięciem obowiązujących w takich przypadkach procedur. Jest to po pierwsze - kompromitowanie Polski na arenie międzynarodowej, po drugie - kompromitowanie oporu przeciwko agresji Federacji Rosyjskiej i ułatwianie Moskwie dalszej dezinformacji, a po trzecie - nakręca orkiestrę "prawicowego NEP-u", dając jej niezwykle wygodne, gotowe argumenty na rzecz takiej dezinformacji.

2024-11-02

Wojska Korei Północnej na Ukrainie

Wysłanie armii północnokoreańskiej do wzmocnienia inwazji neosowieckiej Rosji na Ukrainę często komentowane jest jako fakt co najmniej niepokojący wierchuszkę KPCh. Tymczasem jest to logiczna konsekwencja trzech podstawowych faktów, tendencji i procesów politycznych: sojuszu strategicznego ChRL i Federacji Rosyjskiej, szerszego sojuszu państw totalitarnych (ChRL-Federacja Rosyjska-Korea Północna i Iran) oraz wojny systemowej – sekwencyjnej trzeciej wojny światowej, której jednym z teatrów jest agresja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Wojna ta jest sekwencją lokalnych konfliktów, których suma jest de facto wojną światową, a która ma za zadanie zmienić światową architekturę geopolityczną. Głównym inspiratorem są w tej wojnie komunistyczne Chiny, zaś Federacja Rosyjska, Iran (którego rolę opisano w poprzednim wpisie) i właśnie neostalinowska Korea Północna pełnią rolę chrlowskich „lodołamaczy” i docelowo filarów potencjalnego (i coraz bardziej realnego) „Pax Sinica”.


Jedną z osób, która wskazuje na faktyczne znaczenie północnokoreańskiej obecności na Ukrainie jest Velina Tchakarova, analityk zajmująca się między innymi problematyką sojuszu Pekin-Moskwa. W komentarzu do artykułu Financial Times pisze ona między innymi: „rozmieszczenie żołnierzy północnokoreańskich w Rosji (w Kursku), a w końcu na Ukrainie oznacza strategiczny ruch Rosji, na który zielone światło dały Chiny, by otworzyć trzeci front geopolityczny oprócz konfliktu na Ukrainie/Europie Wschodniej i konfliktu Iran-Izrael-Hamas na Bliskim Wschodzie. Eskalacja ta nakierowana jest na destabilizację kruchej już dynamiki sił na Półwyspie Koreańskim, połączonej z napięciem na Morzu Południowochińskim i Cieśninie Tajwańskiej. Inicjatywa ta jest wynikiem modus operandi systemowej koordynacji w ramach sojuszu Smoko-Niedźwiedzia [DragonBear, jak sojusz Pekin-Moskwa określa Tchakarova - autor], gdzie Chiny i Rosja operują w ściśle zsynchronizowanej współpracy w domenach strategicznych.”

Działania te mają rozproszyć amerykańskie „wpływy i zasoby na wiele frontów”, poprzez stworzenie konfliktów lokalnych, które mają za zadanie osłabiać amerykańskie wpływy i amerykańską obecność, zarówno globalną, jak i lokalną. Ważnym kontekstem jest to, że dokonywane są w momencie „największej wewnętrznej wrażliwości” Stanów Zjednoczonych, spowodowanej zwłaszcza zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. Dalej, Tchakarova konkluduje: „wzmacniając niestabilność na trzech frontach, Chiny i Rosja testują odporność amerykańskich zobowiązań i ujawniają ograniczenia zdolności Stanów Zjednoczonych do globalnego zarządzania jednoczesnymi kryzysami”. Tyle z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych – fizyczne, kinetyczne wsparcie sowieciarzy przez komunistyczną armię Korei Północnej to po prostu kolejny oręż w procesie wyniszczania Ukrainy i wzmacnianie zagrożenia dla pozostałych krajów Międzymorza, w tym Polski.

Jak użyte będą siły północnokoreańskie przez kremlowskich mocodawców, pokażą najbliższe tygodnie. Można sobie też wyobrazić – oprócz odbijania obwodu kurskiego, działań inżynieryjnych na tyłach frontu, czy walce pododdziałów lądowych na lewobrzeżnej Ukrainie – znacznie bardziej ponury scenariusz. Mianowicie taki, że tzw. deeskalacyjne użycie broni nuklearnej zawarte w rosyjsko-sowieckiej doktrynie wojennej może zostać zrealizowane nie przez Federację Rosyjską, a przez… reżim Kimów. Cel taktyczny, a może i strategiczny mógłby zostać osiągnięty, zaś odium ewentualnej zemsty spadłby nie bezpośrednio na Moskwę, a na Pjongjang. Ponadto, udział po stronie agresora w wojnie na odległym froncie może być dla armii Kima rodzajem poligonu przygotowującego do agresji przeciwko Korei Południowej. I nie bez powodu Seul mówi o eksporcie na Ukrainę broni ofensywnej czy nawet wysłaniu swojego kontyngentu wojskowego, zwłaszcza funkcjonariuszy wywiadu i kontrwywiadu.


***

Wspierana przez Chiny obecność północnokoreańska w wojnie na Ukrainie może być czubkiem góry lodowej – na terenie Ukrainy mogą już znajdować się też żołnierze ChALW. Takie informacje pojawiły się w wywiadzie z chińskim antykomunistycznym dziennikarzem przeprowadzonym przez Jeffa Nyquista. „Chińskie wsparcie dla Rosji wzrasta dramatycznie. […] ChALW wysyła jednostki wojskowe do Rosji bez oznaczania tych jednostek jako chińskich. Dzieje się to od jakiegoś czasu.” Na terenie Ukrainy mają – wg Wanga – znajdować się pododdziały podległe 11. i 81. Armii ChALW. „Żołnierze ci pomagają armii rosyjskiej w atakach dronowych. Pułk Tygrysi, jedna z elitarnych formacji wojskowych, zwykle stacjonująca w Pekinie, również został wysłany na Ukrainę.” Wang mówi również o 127. Połączonej Brygadzie Armijnej, składającej się z pododdziałów zmotoryzowanych, pancernych i artyleryjskich.

Trudno byłoby utrzymać w tajemnicy udział całych związków taktycznych i operacyjnych w wojnie na Ukrainie po stronie Federacji Rosyjskiej, jednak informacje o udziale chrlowskich najemników od jakiegoś czasu obecne są również w mediach tzw. mainstreamu. Tak czy inaczej, udział „chińskich najemników”, operatorów chińskich wojsk specjalnych, operatorów i instruktorów dronów byłby dla ChRL logicznym posunięciem we wsparciu Federacji Rosyjskiej, po pomocy w zakresie danych wywiadowczych czy wsparciu technicznym. Być może rozmieszczenie armii północnokoreańskiej w wojnie na Ukrainie jest zasłoną dymną dla udziału ChALW.

***

Wypowiedzi niektórych polityków z aktualnie rządzącej w Polsce koalicji w rodzaju tych o „wgniataniu Putina w ziemię” czy ostatnia wypowiedź Radka Sikorskiego o zestrzeliwaniu sowieckich rakiet nad Ukrainą należy traktować jako element sowieciarskiej kombinacji operacyjnej. Tak samo należy traktować oskarżenia PiS, Kaczyńskiego czy Macierewicza o „prorosyjskość” czy zakamuflowane działania na rzecz Moskwy oraz prezentację szefa SKW, gen. Stróżyka. Przy czym rola w niej Hołowni, Tuska czy Sikorskiego nie musi być wcale przez nich uświadomiona. Podstawą tej kombinacji jest stara, sowiecka strategia i taktyka „nożyc”.

Chodzi tutaj po pierwsze o to, żeby poprzez szafowanie na lewo i prawo oskarżeniami o bycie „ruskim agentem” ośmieszyć temat faktycznej sowiecko-rosyjskiej działalności agenturalnej. Po drugie, taka narracja i retoryka napędza faktycznych agentów (zwłaszcza agentów wpływu) powtarzających ich narracje użytecznych idiotów i pudeł rezonansowych. Ci zaś manipulują normalnymi ludźmi, niekoniecznie rozumiejącymi mechanizmy polityki (zwłaszcza zawiłą i wielopoziomową dezinformację Kremla), a słusznie zdającymi sobie sprawę z zagrożenia wojennego.

Wypowiedzi takie, padające z ust polityków, którzy w latach 2007-15 uwikłani byli w reset z „Rosją taka, jaka ona jest”, którzy jeszcze miesiące przed rozpoczęciem pełnoskalowej agresji na Ukrainę bagatelizowali zagrożenie wojenne, próbowali je umniejszać albo byli dalej skłonni do ustępowania sowieciarzom, ośmieszają sprzeciw wobec neosowietów i napędzają dosyć już rozpowszechnioną, a w każdym razie głośną narrację o rzekomo „pokojowej Rosji”, „Rosji broniącej się przed amerykańską agresją”, o „neonazistowskiej Ukrainie”. Wreszcie o „Polsce jako mięsie armatnim USA, UK, UE i Niemiec” (jakby te ostatnie były jakkolwiek, kiedykolwiek „antyrosyjskie” i „antysowieckie”) oraz utożsamiające jakiekolwiek działanie przeciw neosowieckiej Rosji jako „prowokacje” i szykowanie się do wojny napastniczej. Napędza to i wzmacnia tą narrację tym mocniej i tym bardziej, że wypowiadane są z pozycji osób nominalnie pełniących najważniejsze stanowiska w państwie.

2023-08-05

CzWK Wagner na Białorusi

Ciąg dalszy rozważań o sfingowanym puczu

Pierwsza połowa lipca przyniosła kolejny, właściwie kluczowy dowód na to, że pucz z 24 czerwca w Federacji Rosyjskiej był dezinformacyjnym przedstawieniem. Szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożin spotkał się i prowadził negocjacje z samym Putinem, a także z generałem Wiktorem Zołotowem (dowódcą Rosgwardii, bardziej chyba znanym z memów o „Generale Denaturowie”) i z Siergiejem Naryszkinem (szefem SWR – Służby Wywiadu Zewnętrznego) zaraz po swoim rajdzie na Moskwę i „nieudanym puczu”.



Celami teatralnego puczu było między innymi wywołanie wrażenia chaosu i niespójności czekistowskiego systemu władzy w Federacji Rosyjskiej i to wrażenie niestety udało się na Zachodzie wywrzeć, bazując na powszechnym na Zachodzie niewłaściwym postrzeganiu i interpretowaniu procesów politycznych, które w neosowieckim systemie są normą. Już dzień po wagnerowskim spektaklu takie wnioski wysnuł analityk portalu Defence24, Jacek Raubo w artykule Dla kogo ten spektakl? „Pucz” Wagnerowców lekcją na przyszłość”. Dla lepszego zobrazowania warto przytoczyć najważniejsze konkluzje: „[…] w działaniach rosyjskiej wierchuszki nie ma żadnych hamulców i ograniczeń, trzeba kogoś zabić, coś wysadzić, straszyć apokalipsą atomową - nie ma problemów z tym. Stąd też, tak istotnym było branie pod uwagę, przy analizowaniu działań wagnerowców, chociażby scenariusza związanego z prowokacją. Pozwalającą wciągnąć Ukrainę w pułapkę na linii frontu, a Zachód w pułapkę intelektualnego rozchwiania. [...]

Autor analizy wskazuje na powszechne na Zachodzie (w tym w Polsce) myślenie życzeniowe na temat procesów politycznych w Federacji Rosyjskiej, które wykorzystywane jest przez czekistowski aparat dezinformacyjny i propagandowy, właśnie poprzez tworzenie tego rodzaju polityczno-wojskowych inscenizacji: „[…] analizując „pucz" (podkreślając, że pojęcie puczu jest tu wskazywane z przekąsem) Prigożyna, czy nawet samego Prigożyna dochodzimy do ważnej lekcji dla zewnętrznych odbiorców ostatnich wydarzeń czyli nas wszystkich. Przede wszystkim, trzeba podkreślić, że rosyjski system jest rzeczywiście chory i patologiczny. Od korupcji, po tworzenie rozlicznych udzielnych księstw z własnymi formacjami uzbrojonymi. Lecz jednocześnie nie można poddawać się zbytnim emocjom i tworzyć na ich podstawie coraz to mocniejszych narracji, szczególnie w przestrzeni mediów społecznościowych. Oczywiście, wpisujących się w jak największym stopniu w nasze własne oczekiwania (osadzone oczywiście na dobrej woli i chęci porażki państwa, które zagraża Europie i jej bezpieczeństwu w sposób największy od czasu zakończenia II wojny światowej). Odnoszące się chociażby do rozpadu Rosji, upadku zdolności do prowadzenia agresji wobec Ukrainy i innych państw. Musimy pamiętać wiele z bolesnych lekcji w toku rosyjskiej agresji na Ukrainę, od przewartościowanych kompetencji strony rosyjskiej, po niedowartościowanie zdolności obronnych Ukrainy. Od „niechybnego" upadku Kijowa, po szybkie odbicie Krymu przez wojska ukraińskie jeszcze w 2022 r. Teraz, wszelkie tego rodzaju mankamenty w naszym, zachodnim postrzeganiu strony rosyjskiej, znalazły swoje odbicie, jak w soczewce, właśnie w przypadku Prigożyna i jego występów. […] Niezmienne pozostaje również wykorzystywanie przez Rosję et consortes zachodnich emocjonalnych zamiłowań do prostych wyjaśnień. [...]. Później, Rosjanie uspokajali nas wszystkich na Zachodzie (w swój sposób neoimperialny), że „doktrynami" Gierasimowa [...], to co najwyżej będą atakować w wojnach informacyjnych i cyber. W żadnym razie nie sięgając po pełnoskalową zbrojną, klasyczną w środkach agresję. I nagle, ten sposób konstruowania ocen o Rosji zetknął się z agresją na Ukrainę […].”

Konkluzją końcową artykułu Jacka Raubo jest skuteczne ugruntowywane na Zachodzie przekonanie o niestabilności neosowieckiego systemu, które prowadzić ma do wykolejenia strategi bezpieczeństwa – zarówno NATO-wskiej (kontekst minionego szczytu NATO w Wilnie), jak i strategii bezpieczeństwa państwowego poszczególnych członków, na czele z USA, Polską i krajami bałtyckimi. Porwanie się przez narrację o kruchości putinizmu (nawet bez samego Putina) będzie oznaczało zaakceptowanie, że wystarczy w np. wymiarze NATO pewnego rodzaju tymczasowość w działaniach. I tym samym, osłabnie nasza wola do działania rozpisanego na wiele lat.”

Dezinformacja, sterowanie społeczne i opcje agresji

W ostatnim wpisie pisałem, że jednym z celów teatralnego puczu było przemieszczenie kontyngentu CzWK Wagner na terytorium sowieckiej i podległej Moskwie Białorusi w celu ich rotacyjnego tam stacjonowania. W momencie pisania tego tekstu wagnerowcy już na Białorusi są i dotarł już tam dwunasty konwój z najemnikami, pojazdami i sprzętem. I tu dochodzimy do tezy, która jest bardzo powszechna wśród ludzi uznających inscenizację z 24 czerwca za prawdziwy pucz, a która zawiera stwierdzenie, że Putin, Szojgu i Gierasimow, w porozumieniu z Łukaszenką wcale nie potrzebowaliby sfingowanego puczu, by przemieścić na Białoruś jakiekolwiek siły. I wracamy do punktu wyjścia, czyli do dezinformacji i manipulacji za pomocą zarządzania refleksyjnego. Sowieckie działania hybrydowe, w tym nieregularne, terrorystyczne i paramilitarne, w wykonaniu CzWK Wagner mają być skuteczniej wykonywane właśnie przez oficjalnie „zbuntowanego”, pozornie „niezależnego” od Kremla gracza. W przypadku podjęcia przez sowieciarzy rosyjskich i białoruskich jakichkolwiek działań hybrydowych (których scenariusz zarysujemy poniżej) będą oni mówić, że „nas tam niet”. A tzw. opinia publiczna (na Zachodzie, ale i w Polsce), a w tym agentura, użyteczni idioci czy nawet w miarę kompetentni analitycy będą mówić i pisać o jakichś „zbuntowanych najemnikach” czy o „chaosie w Rosji”.



Jeżeli jednym z celów (być może najważniejszym) puczu była relokacja Grupy Wagnera na Białoruś, to jakie są zadania tej formacji w tym kraju? Wg analityk Weliny Tczakarowej tymi celami są: a) rozpoznanie Wschodniej Flanki NATO oraz Sil Zbrojnych Polski, b) szkolenie armii białoruskiej, c) ochrona rosyjskiej broni nuklearnej.

Ważne jest także szersze tło strategiczne, z następującymi elementami: po pierwsze, po ostatnim szczycie NATO w Wilnie, Pakt oraz przywódcy krajów członkowskich znowu, tak jak w ubiegłym roku, wysłali sprzeczne sygnały, które Rosja Sowiecka (tak samo jak Białoruś i ChRL) uznały za przejaw słabości i niezdecydowania. Z jednej strony chociażby, uznano Federację Rosyjską, a także sojusz Pekin-Moskwa za zagrożenie. Przyjęto również doktrynę kładącą nacisk na odstraszanie Federacji Rosyjskiej i jej sojuszników przed atakiem na państwa członkowskie NATO. Z drugiej strony, pomimo realnych zapewnień o wsparciu krajów Flanki Wschodniej (a w zasadzie Frontu Wschodniego) NATO, nie wywalono do kosza Aktu Stanowiącego NATO-Rosja – owocu destrukcyjnego procesu popieriestrojkowej konwergencji między demoliberalizmem a rzekomo upadłym sowietyzmem. Nie podjęto decyzji o włączeniu Polski do programu NATO Nuclear Sharing, koniecznego zarówno dla Polski, jak i dla całego NATO. 

 


Po drugie, agresja Rosji Sowieckiej na Ukrainę nie poszła i nie idzie tak, jak chcieliby kremlowscy stratedzy. „Jedyne”, co może osiągnąć Moskwa to utrzymanie Donbasu, Krymu i pomostu lądowego nad Morzem Azowskim przy jednoczesnym sprowadzeniu reszty Ukrainy do poziomu państwa upadłego, a jednocześnie pełne zwycięstwo Kijowa niestety może być nieosiągalne i to przez długi czas. Federacja Rosyjska musi w tej sytuacji eskalować (patrząc oczami wroga) , używając agresji jako lewara do gospodarczego szantażowania świata oraz poprzez rozszerzenie konfliktu na inne obszary, zwłaszcza te istotne dla przebiegu wojny. Takim obszarem jest Polska, która jest ogromnym węzłem logistycznym i właściwie rozszerzonym zapleczem strategicznym dla walczącej Ukrainy, a jednocześnie centralnym państwem Wschodniej Flanki NATO, z rządem prowadzącym asertywną politykę wobec sowieciarzy (i last but not least również wobec Pekinu). Dlatego – patrząc z perspektywy sowieciarzy – Polskę trzeba (z)destabilizować. Możliwe, że długotrwale. Należy także pamiętać o tym, że Wschodnia Flanka jest głównym obszarem sowieckiego ultimatum wobec NATO z grudnia 2021. Ultimatum, którego konsekwencją stała się agresja na Ukrainę (zakładnika), która spowodowała większą konsolidację i wzmocnienie Paktu.

Wreszcie, po trzecie, dla Rosji Sowieckiej kluczowym rejonem dla realizacji własnej polityki imperialnej jest tzw. „balkon białoruski”. Ukraina jest dla Moskwy bardzo ważna, ale panowanie na Białorusi to dla Rosji Sowieckiej kwestia być albo nie być jej imperialnego projektu, tak samo jak sojusz z komunistycznymi Chinami i Niemcami. Panowanie na Białorusi daje bowiem Moskwie możliwość kontroli nad krajami bałtyckimi, Ukrainą, Polską i idąc dalej, nad Zachodem. Ten sam mechanizm działa w drugą stronę – bez niepodległej i suwerennej Białorusi niemożliwe jest na dłuższą metę stworzenie stabilnego sojuszu Międzymorza.

Wszystko to tworzy tak naprawdę jedną całość, ale szczególnie interesuje nas konkretne działania przeciwko Polsce, mające dwa wymiary: manipulacyjno-dezinformacyjny i realny, obejmujący bardzo realną możliwość rozpętania działań kinetycznych. Wagnerowcy, wraz z calym sowieckim aparatem (i z jego poruczenia) mają za zadanie straszyć Polaków i wywoływać wojenną panikę, co nie przeczy temu, że może zostać zastosowana opcja siłowa – działania nieregularne wobec Polski, Litwy i Łotwy (rozwijając myśl Tczakarowej – rozpoznanie bojem wschodniej flanki NATO).

Zajmijmy się teraz opcjami agresji. Takie rozważania nie mają na celu sianie społecznego niepokoju, tylko przygotowanie na różne, nawet pesymistyczne scenariusze. Jednym z takich jest kontynuacja, wzmocnienie i dynamizacja przez CzWK Wagner operacji „Śluza”, czyli przerzutu nachodźców (w dużej mierze) z krajów afrykańskich i Bliskiego Wschodu. Najemnicy z grupy Wagnera mogą w tym celu na przykład osłaniać przerzut nielegalnych migrantów – albo bez wyraźnych oznaczeń i sortów mundurowych zdradzających ich przynależność, albo przebrani za białoruskich pograniczników. Możliwe jest również wmieszanie się wagnerowców w tłum migrantów chcących przedrzeć się przez granicę. Pamiętajmy, że ważnym rejonem operacyjnym Grupy Wagnera (i innych franczyz Prigożyna) jest obszar Bliskiego Wschodu i Afryki: państwa takie, jak choćby Syria, Libia, Mali, Czad, Burkina Faso, Niger czy Republika Środkowoafrykańska. Grupa Wagnera rekrutuje też ludzi spośród (w większości islamskich) obszarów Kaukazu i postsowieckich republik Azji Środkowej. Nie można wykluczać możliwości udziału w obydwu tych grupach ekstremistów islamskich mających doświadczenie w strukturach Daesh czy Al-Kaidy czy ich franczyz. Akcje opisane wyżej, czyli pośrednie lub bezpośrednie wsparcie grup migrantów przez wagnerowców już prawdopodobnie mają miejsce i nie można wykluczyć, że jest to preludium do dalszej eskalacji sytuacji na granicy. Takim samym preludium było wtargnięcie dwóch białoruskich śmigłowców w polską przestrzeń powietrzną, w tym „latającego czołgu” Mi-24 i naszpikowanego sprzętem obserwacyjno-rozpoznawczym Mi-8 (o ile nie mieliśmy do czynienia z celowym ich wpuszczeniem i celowym „przeoczeniem”, by zamarkować słabość państwa polskiego). Możliwe są inne operacje przeprowadzone przez nisko latające i trudne do wykrycia statki powietrzne, załogowe lub bezzałogowe, na przykład ataki na położone blisko granicy obiekty infrastruktury krytycznej.

Możliwość uczestnictwa Grupy Wagnera w wojnie hybrydowej przeciwko Polsce była tutaj przewidywana już na początku Operacji „Śluza”. Celem teraz – tak jak wtedy – jest destabilizacja i rozniecenie konfliktu poniżej progu wojny. Wówczas takowego nie udało się wywołać poprzez wprowadzenie stanu wyjątkowego na terenie powiatów przyległych do granicy Polski z Republiką Białoruś oraz poprzez budowę zapory inżynieryjnej i telemetrycznej na granicy. Być może użycie CzWK Wagner nie leżało wówczas na stole sowieciarzy z Moskwy i Mińska. Teraz, być może w obliczu dosyć pokaźnej klęski pierwszej fazy operacji, zdecydowano się na ich użycie.

Ma to na celu nie tylko osiągniecie celów kinetycznych i fizycznej agresji (tu wracamy do początku), ale także sterowanie społeczne, przede wszystkim sianie paniki i strachu przed wojną a poprzez to między innymi stworzenie, czy może raczej wzmocnienie sprzyjającego klimatu pod rozwój w Polsce opcji prorosyjskiej (czyli prosowieckiej) i to w całym spektrum opcji ideologicznych, od marginalnych skrajnej lewicy i skrajnej prawicy, aż po centrowy, demoliberalny mainstream. W politykę neosowieckiej dezinformacji wpisywałby się idealnie rozwój tendencji pacyfistycznych, nawet jeśli zwolennicy takich postaw nie popieraliby Federacji Rosyjskiej wprost. Zarówno mainstreamowe i umiarkowane, jak i skrajne skrzydła operacji sowieckiej będą użyte w okolicy najbliższych wyborów.

2023-07-01

Czerwcowy pucz - (spiskowa) hipoteza robocza

 

Pucz Prigożina z 24 czerwca tego roku od samego jego rozpoczęcia budzi skojarzenia z puczem Janajewa z sierpnia 1991 roku. Celem puczu Janajewa była dezinformacja – uwiarygodnienie odgórnego procesu „upadku komunizmu”, a także, a może przede wszystkim – rozpoczęcie budowy zmodernizowanego neosowieckiego imperium.

Na „teatralny” i dezinformacyjny charakter ubiegłotygodniowej próby puczu zwraca uwagę na łamach amerykańskiego Newsweeka Rebekah Koffler – była oficer DIA. Teza o sfingowanym puczu zawarta jest w samym tytule: The Wagner Coup was staged by Putin – and the West fell from it. Autorka wskazuje m.in. na to, iż większość tzw. „środowiska eksperckiego” wyciąga z tego wydarzenia fałszywe wnioski, takie jak osłabienie sowieckiego potencjału inwazyjnego na Ukrainie. Tymczasem, w ostrych słowach autorki, „wydaje się, że nikt nie chce uświadomić sobie oczywistej prawdy: przewrót był ustawiony i był operacją pod fałszywą flagą”.

Koffler w przystępny i obrazowy sposób argumentuje swoją tezę. „Pomyślcie: armia [Grupa Wagnera – J.] atakuje Rosję, maszeruje prosto na Moskwę i nikt nie odnosi krzywdy [oprócz załóg zestrzelonych przez wagnerowców śmigłowców i samolotów – J.]? Z paroma tysiącami ludzi, osiągnęła to, czego Hitler z prawie milionem ludzi nie był w stanie? A Putin wycofuje swoje wojska? I wtedy [Prigożin] stwierdza: „dobra, nieważne” i kieruje się na Białoruś? Prigożin musiałby być idiotą albo samobójcą by wierzyć, że z 8 tysiącami ludzi jest w stanie opanować Moskwę. […] Dalej mamy zdjęcia Prigożina siedzącego na ławce w Rostowie nad Donem […] z zastępcą ministra obrony Rosji, Junus-Bekiem Jewkurowem i zastępcą szefa GRU, generałem porucznikiem Władimirem Aleksiejewem. To było zbyt poufałe jak na rebelię. To, że Prigożin ciągle żyje po rzekomej zdradzie matki Rosji jest nie do pomyślenia pod rządami Putina, który w 2019 roku powiedział, że zdrada jest największą zbrodnią na świecie i który ściga zdrajców wszędzie na świecie, włącznie ze Stanami Zjednoczonymi.

Pucz był ustawiony. Jedyne pytanie, to dlaczego Putin podjął się tak rozbudowanej dezinformacji?

Pierwszy poziom to zdaniem Koffler poziom polityki wewnętrznej w Federacji Rosyjskiej. Putin przygotowuje się do „wyborów” w 2024 roku. Inwazja Rosji Sowieckiej na Ukrainie nie układa się – oględnie mówiąc – tak, jak miała się ułożyć według planów reżimu czekistów. Dlatego – zdaniem Koffler – „trzeba przekonać Rosjan do poniesienia większego poświęcenia w celu zwiększenia powszechnego poparcia wojny na Ukrainie. Putin osiąga to, odwołując się do dwóch pierwotnych lęków narodu rosyjskiego: inwazji Zachodu i chaosu.Putin, w swoim przemówieniu w puczową sobotę obwinił za pucz właśnie kraje zachodnie, które w ten sposób rzekomo zamierzają pogrążyć Federację Rosyjską w chaosie. Sfingowany pucz może też być pretekstem służącym do jeszcze większej niż dotąd konsolidacji władzy, aparatu bezpieczeństwa (FSB i Rosgwardia zwłaszcza): podczas puczu ogłoszono reżim „operacji antyterrorystycznej” oraz nałożenie różnych ograniczeń komunikacyjnych. Wzmocniono także ogłaszaną co jakiś czas mobilizację, uchylając wymóg niekaralności przy rekrutacji do wojska. Mimo puczu, chaosu, aresztowań itp. działa nie tylko aparat bezpieki, ale i dalej atakowana jest przez sowieciarzy Ukraina.



Kolejnym poziomem dezinformacji czerwcowego puczu jest poziom międzynarodowy. Koffler zwraca w artykule uwagę na dwie bardzo ważne kwestie, kluczowe dla całokształtu charakteru sowieckiej polityki dezinformacji strategicznej. „Istnieje całościowa doktryna […] zwana zarządzaniem refleksyjnym, której celem jest oszukanie wroga poprzez podsuniecie mu informacji, w które jest skłonny uwierzyć ze względu na dominujące u niego przekonania”. Tu także leży przyczyna tego, iż – cytując Koffler – „to, co Rosjanie uważają za siłę […], zachodnie media i eksperci Bidena interpretują jako słabość. I tego również chce Putin. Zachodnia percepcja jego słabości i niekompetencji jego armii sugeruje, że Zachód nie musi dostarczać tak dużo pomocy Ukrainie […]”. Możemy mieć także do czynienia z wymuszeniem na Zachodzie „eskalacji”, którą, według sowieckich oficjeli, funkcjonariuszy aparatu propagandy, agentury wpływu i idiotów jest pomoc Ukrainie albo konsolidacja i remilitaryzacji NATO, zwłaszcza jego wschodniej flanki.

I tak, celem puczu było wywołanie wrażenia „chaosu” i „bardaku” w Federacji Rosyjskiej, gdzie zastosowano wzorzec dezinformacji „słabość, chaos i szantaż”, wywołanie wrażenia o Rosji Sowieckiej jako państwie niestabilnym, ale uzbrojonym w broń masowego rażenia (słynne dictum o „Kongo z rakietami atomowymi”). A także, że reżim Putina i FSB jest „mniejszym złem”, w zestawieniu z „zekiem” Prigożinem, którego korporacja najemnicza grupuje neonazistów i zbrodniarzy, że lepszy jest „znany” Putin (wraz z czekistowską dyktaturą) niż jakakolwiek nowa sytuacja wewnętrzna w Rosji, włącznie z hipotetycznym rozpadem Federacji Rosyjskiej. Koffler przedstawiła to równie obrazowo: „Putin przypomina również światu, że im dłużej trwa wojna na Ukrainie, tym większa jest szansa na nieprzewidziane konsekwencje, takie jak, powiedzmy, nuklearny Armagedon. Gdy żołnierze [sic!] Prigożina parli autostradą M4 do Moskwy, komentatorzy martwili się chaosem i tym, kto kontroluje pociski nuklearne Rosji.” Być może pucz Wagnera i jego konsekwencje to osłona dezinformacyjna jakichś dalszych przedsięwzięć sowieciarzy, np. wysadzenia Zaporoskiej Elektrowni Atomowej. Bardzo możliwe jest, że pucz i konsekwencje, wrażenie „słabości i chaosu” zostaną wykorzystane jako uzasadnienie do zamrożenia inwazji Rosji Sowieckiej na Ukrainę, być może wedle chińskiego planu pokojowego, chociaż za wcześniej teraz formułować jakieś kategoryczne wnioski w tym temacie.

Podczas sobotniego puczu i po nim pojawiły się glosy będące artykulacją mokrych snów demoliberałów, czyli nadzieje jakoby pucz i jego konsekwencje miałyby doprowadzić do „liberalizacji” i „demokratyzacji Rosji”.

Już kilka dni po puczu widać było, że nie wpływa on na działania wojenne sowieciarzy na Ukrainie, która dalej niszczona jest atakami lotniczymi i rakietowymi. Ani tez na międzynarodowe relacje Kremla – sojusz z Chinami jest kontynuowany: odbyły się m.in. rozmowy zastępcy ministra spraw zagranicznych FR Andrieja Rudenki z ministrem spraw zagranicznych ChRL Qin Gangiem, podczas których mówiono m.in. o „zabezpieczeniu wspólnych interesów w niestabilnym świecie”, a także rozmowy na temat obrony przeciwrakietowej pomiędzy ministrami spraw zagranicznych FR i ChRL.

Najważniejszym jednak (przynajmniej dla Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich) „kinetycznym” efektem puczu jest zapowiadane przemieszczenie Prigożina wraz z kontyngentem najemników z Grupy Wagnera na terytorium Białorusi. Może się to okazać punktem wyjścia dla kolejnej odsłony „Operacji Śluza” (być może z eksklawy królewieckiej) ale teraz już przy asyście Grupy Wagnera, która rekrutuje również najemników pochodzących z krajów Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Z tym, że niedługo możemy mieć do czynienia nie z rzucaniem kamieniami, gałęziami czy kostką brukową przez nachodźców, tylko np. z granatami, strzałami czy IED. A także – poprzez tzw. działania poniżej progu wojny – możliwość modelowania polityki wewnętrznej Polski przy pomocy agentury, użytecznych idiotów, pięknoduchów oraz głęboko zakorzenionych w pewnej części społeczeństwa (nie jest to typowe tylko dla Polski zresztą) lęków i resentymentów. Nie jest również przypadkiem, że przemieszczenie grupy Wagnera na Białoruś następuje po zapowiedziach umieszczenia tam sowieckiej broni nuklearnej.



Tak samo ważnym kontekstem zarówno „puczu” Wagnera, jak i przemieszczenie najemników tej grupy na Białoruś jest Szczyt NATO w Wilnie. Zarówno pucz, jak i odpowiednie „rozśrodkowanie” Wagnera może być dla czekistowskich decydentów z Kremla stworzeniem gruntu dla kolejnych operacji pod fałszywą flagą, w której Rosja Sowiecka będzie w stanie po prostu umyć ręce.