Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FSB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FSB. Pokaż wszystkie posty

2021-10-13

Zapad 2021. Aspekt polityczny i dezinformacyjny

Ukryta wojna Federacji Rosyjskiej z Zachodem

Minione już ćwiczenia „Zapad-2021 były jedna z operacji wojny dezinformacyjnej przeciwko państwom zachodnim, przede wszystkim zaś krajom Europy Wschodniej. Jak piszą autorzy przywołanego w poprzedniej części tekstu raportu OSW, „Organizacja szeroko zakrojonych ćwiczeń wojskowych ma wymiar nie tylko militarny – wchodzą one także w zakres rosyjskiej narracji strategicznej, w której definicje wojny i pokoju stają się nieostre. Jej kluczowym przesłaniem jest przedstawianie Rosji i Białorusi jako państw stale zagrożonych wrogą polityką Zachodu, dążącego do ich destabilizacji i zmiany rządzących reżimów. Ma to uzasadniać stosowanie „adekwatnych” środków, w tym militarnych, w celu przeciwdziałania „agresji”. Aparat dezinformacyjno-propagandowy wykorzystuje manewry do zastraszania społeczeństw w krajach bezpośrednio graniczących z państwami je organizującymi i utrwalania poglądu o realnej groźbie wybuchu konfliktu zbrojnego. […]” Nieprzypadkowe w tym kontekście jest zarówno włączenie na potrzeby manewrów do fikcyjnej Republiki Polesia terenów Wileńszczyzny i Podlasia, ogłoszenie 17 września „dniem jedności narodowej” Białorusi i przemówienie Łukaszenki, w którym Podlasie i Wileńszczyznę określił „ziemiami białoruskimi”, tak samo zresztą jak obowiązujący zarówno na Białorusi, jak i w Federacji Rosyjskiej kult Armii Czerwonej, Stalina i aparatu bezpieczeństwa.






Źródło: twitter/ @Obronny2


W rzeczywistości jednak, to Moskwa, a właściwie sowiecki aparat rządzący zarówno Federacją Rosyjską, jak i Białorusią uznaje Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię i Ukrainę za swoja strefę wpływu (tzw. „bliska zagranica”) i nie może ani pogodzić się, ani pozwolić sobie na utratę kontroli nad tymi terenami. Potrzebny jest im zatem instrument, dzięki któremu będą mogły prowadzić politykę zastraszania  wobec Warszawy, Wilna, Rygi i będą wywierać wpływ na tradycyjnie pro-moskiewski Berlin, czy nową, ustępliwą wobec Moskwy administrację Bidena.

Operacja „Śluza”

Czy wywołany przez Putina i Łukaszenkę tzw. „kryzys migracyjny”, czyli opisana przez białoruskiego opozycyjnego dziennikarza Tadeusza Giczana operacja Śluza”, na granicach Litwy, Łotwy (mający miejsce w czerwcu i lipcu) i Polski (aktualny) był elementem manewrów „Zapad-2021” bądź czy jest ich niejako przedłużeniem? Takie komentarze pojawiały się podczas trwania głównej części ćwiczeń i przyjąć należy, ze nawet, jeśli są to osobne przedsięwzięcia, to ich koincydencja czasowa nie była/nie jest przypadkowa i są one elementami sowieckiej polityki dezinformacji, szantażu i destabilizacji zewnętrznej i wewnętrznej w krajach Europy, zwłaszcza wspomnianych wcześniej krajów Europy Wschodniej.

Destabilizacja ta miałaby odbyć się poprzez nasłanie do Polski (ale również na Litwę i Lotwe) ludności obcej kulturowo, wywodzącej się głównie z kręgów kultury islamskiej, pośród której są pospolici przestępcy, pedofile, zoofile, sodomici, oraz co najgroźniejsze, bojówkarze i terroryści wywodzący się z różnych organizacji: zarówno islamistycznych, w tym ISIS i Al Qaidy, jak i spoza nich (chodzi tu na przykład o również groźne kurdyjskie organizacje para-komunistyczne). Część z nich, według informacji polskich służb odbyła przeszkolenie wojskowe w Federacji Rosyjskiej, a kwestia tak ważna, jak i zasługującą na osobne śledztwo jest to, w jakim stopniu FSB, GRU (czy tez białoruskie KGB/KDB) celowo szkoliły ekstremistów muzułmańskich z ISIS, Al-Kaidy i organizacji franczyzowych do przeprowadzania zamachów na zachodzie (w tym – w Polsce i krajach nadbałtyckich) czy tez do infiltracji tych krajów, zakładania uśpionych komórek terrorystycznych i/lub wzmacniania istniejących. Być może zamiarem sowieciarzy jest konflikt de facto zbrojny, ale poniżej poziomu regularnej wojny, w którym Rosja Sowiecka pełni zakulisowo role kierownicza, Białoruś pełniłaby role „proxy” Moskwy i „złego czekisty”, zaś nachodzcy (w tym terroryści, muzułmański lumpenproletariat i przestępcy) pełnią role mięsa armatniego. Na korzyść tego świadczyć mogą następujące ustalone fakty: duży udział wśród przechwyconych przez Straż Graniczną imigrantów terrorystów, kryminalistów, a także udostępnianie im przez specsłużby białoruskie broni, umundurowania czy dawanie im narkotyków (również osobom w stanie zagrożenia życia czy dzieciom).

Poziomem wewnętrznym operacji „Sluza” jest wojna informacyjna, psychologiczna, a właściwie operacja psychotechniczna i socjotechniczna przeprowadzana na narodzie polskim. Z jednej strony sowiecka operacja uaktywnia i wzmacnia opcje lewacka i lewicowo-liberalna oraz pacyfistyczna, a z drugiej strony, narodowych i rzekomo patriotycznych, konserwatywnych fanów Łukaszenki i Putina, powtarzającym narracje o rzekomym wtrącaniu się Polski w wewnętrzne sprawy Białorusi i usprawiedliwionym retorsjom reżimu Łukaszenki za wspieranie tzw. opozycji demokratycznej (to, czy i na ile pani Tichanouska reprezentuje opozycje koncesjonowana, to zupełnie osobna kwestia). Tak, jakby wrogość wobec Polski nie była wpisana w metapolityczny i polityczny genom neo-sowieckiego aparatu w Moskwie i Mińsku, a sama operacja „Sluza” nie była planowana już od dekady. I okazuje się w toku operacji, ze w Polsce jest całkiem spore grono dosyć wpływowych ludzi, które kwestionuje podstawy polskiej racji stanu i suwerenności oraz ma całkiem pokaźny wpływ na opinie publiczna i potencjalna politykę państwa.

Zarówno pro-imigracyjna narracja lewicy  (o rzekomych „głodujących i wyrzucanych za granice afgańskich dzieciach”), jak i narracja endekomuny oraz paleoendecji opiera się tak naprawdę na jednym rdzeniu – faktycznym pacyfizmie, niszczeniu świadomości i poczucia istnienia wroga oraz osłabianiu morale tak, aby społeczeństwo polskie miało poddać się w obliczu agresji (obojętnie, czy zbrojnej, czy „asymetrycznej”, czy to projekcji siły w celu szantażu). Narracja szeroko pojętej „endekomuny” jest o tyle groźna, ze skierowana jest do funkcjonariuszy wojska, policji i innych służb odpowiadających za bezpieczeństwo.

Można się spodziewać eskalacji aktualnego konfliktu asymetrycznego, ale na większą skale niż obecna, jednak nadal poniżej progu wojny. W przypadku Polski, całkiem łatwo wyobrazić sobie scenariusz, w którym z jednej strony za bron chwyta (a i nawet niekoniecznie za bron palna, chodzi o użycie przemocy jako takiej) cale szalejące u nas lewactwo czy tez sfanatyzowani zwolennicy PO/KO, za przeciwnika mając np. równie rozhisteryzowanych narodowców. Oczywiście obie strony byłyby sterowane przez Moskwę, niekoniecznie bezpośrednio, a w obliczu konfliktu, aparat sowiecki mógłby dokonać „interwencji humanitarnej” i „snowa oswobodit’ Polszu”. Rownie dobrze można sobie wyobrazić scenariusz podobny do tego, jaki nakreślił kiedyś dr Kazimierz Turalinski czy tez Robert Cheda, w którym za pomocą precyzyjnych uderzeń rakietowych/powietrznych Moskwa niszczy np. Gazoport, Rafinerie Gdańską, najważniejsze jednostki wojskowe czy wręcz cale związki taktyczne, w następstwie czego Polska zostaje całkowicie sparaliżowana, a do władzy dochodzi opcja czysto prosowiecka. W takim scenariuszu sowieckie bombowce poderwałby do lotu jakiś „zbuntowany generał” (w dobie powszechnej dezinformacji i w chaosie wojny taka narracja łatwo mogłaby być uwiarygodniona). Potencjalnymi silami przeciwnika mogłyby być sowieckie korporacje typu Grupa Wagnera. Mogłaby być to operacja pod falszywa flaga, a role bombowców pełniliby terroryści islamscy (wyszkoleni i zadaniowani przez FSB, GRU, SWR czy KGB białoruskie), którzy przedostali się przez granice z Białorusią, albo jakaś rodzima „Akcja Rewolucyjna”...

Wprowadzenie we wrześniu stanu wyjątkowego na terenach położonych przy granicy z Białorusią jest jedynym możliwym i jedynym potencjalnie skutecznym w takiej sytuacji rozwiązaniem i jedyne ewentualne błędy ekipy PiS, to po pierwsze, ze został on wprowadzony zbyt późno i przy widocznym i słyszalnym jazgocie opcji sowieckiej i europejskiej (niemieckiej) w Polsce, a po drugie, brak rozwiązań chroniących szczelność granicy poza instrumentarium prawnym stanów nadzwyczajnych. Swoja droga, rozwój aktualnej sytuacji na granicy i wokół niej jest najlepszym dowodem, ze tylko republikański autorytaryzm jest w stanie wrócić nam i utrzymać wolność, suwerenność i niepodległość, broniąc jej przeciwko neosowietyzmowi z jednej strony i zachodniemu, demoliberalnemu globalizmowi z drugiej.

Kontekst światowy. Federacja Rosyjska i ChRL wzajemnie torują sobie drogi

Agresywne działania Rosji Sowieckiej możliwe są dzięki dwom zasadniczym czynnikom: słabości USA pod wodza administracji Joe Bidena oraz wsparciu ze strony komunistycznych Chin. USA dokonują ustępstw wobec Rosji Sowieckiej, na czele z wydaniem zgody na dokończenie budowy Nord Stream 2 i zdjęcie sankcji z podmiotów gospodarczych realizujących ten projekt. Amerykańskie koncesje są wpisane w szersza koncepcje wycofywania się USA z własnego imperium zewnętrznego na terenie Eurazji (zwłaszcza eurazjatyckiego Rimlandu) i tworzenia nowych struktur polityczno-obronnych (QUAD, AUKUS) poza ramami dotychczasowych (NATO), czego skutkiem będzie wzrost potencjału strategicznego m.in. Niemiec, Federacji Rosyjskiej i Chin, przy czym wszystkie te trzy państwa od lat dążą do współpracy i sojuszu.

28 czerwca Rosja Sowiecka i ChRL przedłużyły traktat z 16 lipca 2001 roku o Dobrosąsiedzkich Relacjach i Przyjaznej Współpracy. Traktat nieprzypadkowo przedłużono w przeddzień setnej rocznicy powstania KPCh (z tej okazji Moskwa i Pekin zadeklarowały kontynuacje współpracy pomiędzy KPCh i Zjednoczona Rosja oraz innymi partiami Federacji Rosyjskiej)

W Traktacie o Dobrosąsiedzkich Relacjach i Przyjaznej Współpracy znajdują się zobowiązania Chin i Federacji Rosyjskiej do rozwoju dobrosąsiedzkich relacji i wzajemnej długofalowej współpracy, nieużywania siły w stosunkach wzajemnych oraz zakaz celowania broni nuklearnej przez strony traktatu przeciwko sobie. Traktat zobowiązuje obie strony do wzajemnego wsparcia w obronie integralności wewnętrznej i zewnętrznej Chin i Rosji Sowieckiej oraz wzajemnej obrony systemów politycznych obydwu stron. Zgodnie z zapisami dokumentu, Rosja Sowiecka popiera chrlowskie roszczenia wobec Tajwanu oraz okupacje Tybetu, a Pekin – politykę Moskwy m.in. w Czeczenii. Traktat obejmuje wyrzeczenie się wzajemnych roszczeń terytorialnych i zapowiedz uregulowania granicy rosyjsko-chinskiej oraz nieprzystepowanie do bloków i sojuszy, które zagrażałyby którejś ze stron traktatu i nieużywanie terytorium jednego państwa do działań przeciw drugiemu. W przypadku wystąpienia zagrożenia, oba kraje powinny powziąć konsultacje w celu ewentualnego dalszego wspólnego działania. Artykuł 10 zobowiązuje oba kraje do przeprowadzania regularnych spotkań na szczytach władz i jej różnych, poniższych szczeblach w celu realizacji polityki współpracy.

Obie strony maja dążyć do poszanowania na świecie prawa międzynarodowego, „światowego pokoju, równowagi i stabilności”. Traktat zobowiązuje Moskwę i Pekin do współpracy na forum ONZ, zwłaszcza Rady Bezpieczeństwa oraz agencji specjalnych Narodów Zjednoczonych oraz na forum międzynarodowych instytucji ekonomicznych i bankowych. Wymowny i ważny dla nas jest dążenie do „stabilizacji na terenach otaczających oba kraje”.

Dokument postuluje zwalczanie „terrorystów, rozłamowców i ekstremistów”, wspólną walkę z przestępczością zorganizowaną , handlem i przemytem narkotyków, handlem bronią, imigracja i handlem żywym towarem oraz współpracę między „centralnymi (federalnymi) organami legislacyjnymi i organami ścigania” i wymiarów sądownictwa (Art. 21).

Traktat określa ramy współpracy ekonomicznej i handlowej, wojskowej, technologicznej i naukowej, surowcowej, energetycznej, transportowej, współpracy w zakresie rozwoju energetyki nuklearnej, podboju kosmosu i aeronautyki, IT i „innych obszarach wspólnego interesu”, zobowiązuje tez obie strony do… Wzajemnej współpracy w zakresie przestrzegania praw człowieka oraz ochrony środowiska.

Traktat ten został zawarty na 20 lat, z możliwością jego przedłużenia, co uczyniono w końcu czerwca na 5 lat, przy czym co każde kolejne 5 lat będzie on automatycznie przedłużany ponownie, przez co praktycznie będzie on obowiązywać bezterminowo. Omówione przedłużenie Traktatu zawiera m.in. jego podsumowanie, podtrzymanie i aktualizacje zapisów o uwzględnienie kontekstu współczesnego, m.in. kontynuację współpracy militarnej, współpracę w ramach SCO, BRICS, NJS i ODKB oraz dążenie do utworzenia i finalizacji Projektu Wielkiej Eurazji, czy tez dokonane już uregulowanie kwestii granicznych.

Zarówno sam traktat, jak i jego przedłużenie (hucznie celebrowane w Moskwie i Pekinie) w dużej mierze symbolami, ale z drugiej strony tworzą one prawne i instytucjonalne ramy współpracy polityczno-wojskowo-gospodarczej komunistycznych Chin i Rosji Sowieckiej, będącej de facto sojuszem. W kontekście aktualnej polityki Rosji Sowieckiej, to właśnie współpraca z Chinami jest jednym z głównych motorów umożliwiających jej realizacje. Ekspansja Moskwy w regionie dawnego sowieckiego imperium wewnętrznego i zewnętrznego jest możliwa między innymi dzięki chińskim pieniądzom (zwłaszcza z handlu surowcami naturalnymi i bronią) oraz dyplomatycznemu, politycznemu i technicznemu wsparciu udzielanego czekistowskiemu reżimowi przez KPCh. Dzięki asymetrycznej agresji odpowiednio w Europie Wschodniej i rejonie Indopacyfiku, Federacja Rosyjska i komunistyczne Chiny mogą wzajemnie torować sobie drogę do realizacji regionalnych, imperialnych i globalistycznych dążeń. Nieprzypadkowo niedawne zastraszanie militarne Tajwanu i kolejne już pokazy sily militarnej na Morzu Południowochińskim przez ChRL odbyły się krotko po zakończeniu manewrów „Zapad-2021” i w trakcie trwającej ofensywie imigracyjnej przeprowadzanej przez sowieciarzy.

2021-09-26

Zapad 2021. Aspekt wojskowy

 Przebieg manewrów

W dniach 10-16 września 2021 roku na poligonach Federacji Rosyjskiej i Białorusi odbyły się manewry o kryptonimie „Zapad 2021”. Ćwiczenia te są częścią powtarzanego co roku cyklu, w którym ćwiczą kolejne okręgi wojskowe Sil Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, obok manewrów „Wostok” (Wschodni Okręg Wojskowy), „Centr” (Centralny Okręg Wojskowy), i „Kawkaz” (Południowy Okreg Wojskowy). Ćwiczenia okręgów wojskowych realizowane były jeszcze w czasach ZSRS i od roku 2004 ponownie odbywają się regularnie. Tegoroczna edycja była – zdaniem analityków Ośrodka Studiów Wschodnich, Andrzeja Wilka i Piotra Żochowskiego – największymi ćwiczeniami przeprowadzonymi przez ZSRS/Federacje Rosyjska od słynnych ćwiczeń „Zapad-81”. Ćwiczenia „Zapad” odróżniają się tym od pozostałych kierunków strategicznych, że organizowane są wspólnie z silami zbrojnymi i wojskowymi czynnikami decyzyjnymi Białorusi, także jako element polityki Państwa Związkowego Rosji i Białorusi (ZBiR). Co warto wspomnieć tutaj (a rozwinąć w kolejnej części), to fakt, ze Białoruś jest proxy i wasalem Rosji Sowieckiej, uzależnionym od sowieckiej centrali w takim samym stopniu, jak przed transformacjom ustrojową NRD.

Wspomniany na początku termin przeprowadzenia manewrów był jedynie terminem, w którym rozgrywana była ich faza aktywna, kulminacyjna. W rzeczywistości przygotowania na szczeblu politycznym rozpoczęto jeszcze w roku 2020, a w okresie wiosennym i letnim realizowane były ćwiczenia przygotowawcze oraz bardzo ważny element, jakim jest m.in. rozwiniecie zaplecza i przygotowania logistycznego dla głównych sił ćwiczących na poligonach Białorusi oraz Zachodniego Okręgu Wojskowego Rosji Sowieckiej, jak również rozwiniecie wojsk inżynieryjnych, obrony przeciwko broni masowego rażenia oraz wojsk łączności i walki radioelektronicznej. „Zapad-21” obejmował szkolenie wszystkich rodzajów wojsk, podporządkowanych dowództwu Zachodniego Okręgu Wojskowego.

Od czasów manewrów „Wostok 2018”, w ćwiczeniach sowieckich okręgów wojskowych stale i regularnie uczestniczy kontyngent sil zbrojnych komunistycznych Chin, choć w czasie fazy aktywnej tegorocznych cwiczen „Zapad” chrlowscy żołnierze wzięli udział jedynie w charakterze obserwatorów. Do omawianych ćwiczeń włączono jednak manewry „Zapad/Wzaimodiejstwo-21”, które przeprowadzane były przez ChALW m.in. na poligonach w prowincji Ningxua Hui i w Tybecie. Manewry te były manifestacją dwustronnego sojuszu Federacja Rosyjska-Chiny (tak, jak wszystkie obustronne ćwiczenia wojskowe) oraz pokazaniem, ze w razie konfliktu Rosji Sowieckiej z krajami Europy Wschodniej bądź NATO (czy jeszcze szerzej, całości tzw. Zachodu) Moskwa może liczyć na pewne, choćby i ograniczone i zakulisowe wsparcie ze strony Pekinu (co zostanie szerzej omówione w kolejnej części tekstu).

Przytoczona wcześniej analiza OSW (pisana jeszcze przed rozpoczęciem fazy kulminacyjnej), która opiera się m.in. na oficjalnych kremlowskich źródłach podaje liczbę ćwiczących wojsk na 200 tysięcy żołnierzy, jednak liczba ta bywała kwestionowana i traktowana jako element sowieckiej dezinformacji, mającej wywołać strach u przeciwnika. Według tegoż opracowania, w szczytowej fazie mogło ćwiczyć na poligonach Białorusi i zachodniej Rosji około 96 tysięcy żołnierzy i marynarzy. Na terenie poligonów białoruskich ćwiczyć miało 12,8 tysięcy żołnierzy (Federacji Rosyjskiej), zaś  batalion białoruski w sile 400 żołnierzy ćwiczyć miał na poligonach w Federacji Rosyjskiej. W manewrach uczestniczyła tez kompania kazachska, a także żołnierze indyjscy. Ta sama analiza przytacza również oficjalne informacje dotyczące tego, jakie konkretnie rodzaje oraz jakie jednostki uczestniczyły w manewrach. Z Zachodniego Okręgu Wojskowego Byly to 1. Armia Pancerna, 20. Armia Ogólnojęzykowa, 6. Armia Wojsk Lotniczych, Flota Bałtycka wraz z 11 Korpusem Armijnym, a także jednostki wsparcia, zabezpieczenia, łączności i logistyki oraz Wojska Powietrznodesantowe i jednostki specjalne.

Oprócz sił zbrojnych ćwiczyły również Federalna Służba Bezpieczeństwa, Federalna Służba Wojsk Gwardii Narodowej (przeznaczona do akcji pacyfikacyjnych na terenach zajętych przez regularne wojska), policja i inne służby porządkowe, korporacje wchodzące w skład kompleksu wojskowo-przemysłowego oraz organy administracji cywilnej. Elementem nowym i wartym odnotowania było przećwiczenie systemu finansowania żołnierzy „w polu”, w warunkach odcięcia od internetu i braku możliwości przeprowadzania operacji bezgotówkowych. W tegorocznej edycji „Zapadu” uczestniczyły również wojska podporządkowane Centralnemu Okręgowi Wojskowemu jako wojska drugiego rzutu w ćwiczeniu potencjalnej inwazji na Zachód oraz Południowego Okregu Wojskowego przeznaczone do ewentualnej inwazji na Ukrainę.



Ćwiczone działania i nowa sowiecka technika wojskowa

Podczas manewrów „Zapad-21”, na poligonach Rosji Sowieckiej (w tym znajdujących się w obwodzie kaliningradzkim) oraz Białorusi ćwiczono takie działania, jak desant piechoty morskiej na wybrzeża przeciwnika, działania przeciwdywersyjne na morzu z wykorzystaniem kutrów patrolowych (wchodzących w skład pododdziałów ochrony Putina), współdziałanie wojsk powietrznodesantowych z wojskami pancernymi, desant śmigłowcowy i desant spadochronowy pododdziałów mających przeprowadzać operacje dywersyjne – tzw. nieoznakowanych „zielonych ludzików”, złożonych z pododdziałów rosyjskich (i, co ciekawe, kazachskich), na terenie poligonu położonego w pobliżu Brześcia Litewskiego.



Robot bojowy Uran-9. Źródło: belsat




Robot bojowy Nerechta. Źródło: Army Guide

Podczas manewrów „Zapad” Rosja Sowiecka pokazała najnowszy sprzęt i uzbrojenie, m.in. zdalnie sterowane bezzałogowe roboty bojowe „Uran-9” i „Nerechta”, przeznaczone do współdziałania z pododdziałami pancernymi, zmechanizowanymi i zmotoryzowanymi, ich wsparcia ogniowego w niszczeniu żołnierzy, sprzętu i uzbrojenia przeciwnika na dystansie do 5 kilometrów. Robot bojowy „Nerechta” wyposażony jest w karabin Kord kalibru 12,7mm i granatnik AG-30M kalibru 30mm. Poza tym, użyto pluton B-19, czyli najnowszej modernizacji BWP-3, z nowa, modułowa i bezzałogowa wieżyczka Epocha, uzbrojona w armatę automatyczna o kalibrze 57 mm oraz wyrzutnie przeciwpancernych pocisków kierowanych Kornet i Bułat.


Uran-9 i BWP 3 B19

Scenariusz i faktyczny cel ćwiczeń

Fikcyjnymi bytami miedzynarodowymi i państwowymi stworzonymi na użytek manewrów były Republika Pomorska/Polarna (Polska) i Niaris (Litwa) skupione w Sojuszu Zachodnim oraz Federacja Centralna (Federacja Rosyjska/ZBiR) i Republika Polesia (Białoruś, powiększona o tereny Podlasia i Wileńszczyzny). Agresorem w scenariuszu ćwiczeń był oczywiście sojusz Zachodni, zaś Sojusz Północny, jak głosi faktyczna, oficjalna narracja neosowiecka, stroną zaatakowaną.

Republika Polarna oraz Niaris miały w scenariuszu zaatakować Republikę Polesia (a tym samym i cały Sojusz Północny) poprzez wsparcie przewrotu w tym państwie oraz wsparcie dywersantów i separatystów. Odpowiedzią Polesia i Federacji Centralnej jest otwarta „kontrofensywa”.


 

Źródło: Rochan Consulting

W rzeczywistości scenariusz ten wpisuje się w całościową taktykę i strategie dezinformacji Rosji Sowieckiej i jednocześnie jest symulacja ataku na kraje zachodnie, w pierwszej kolejności Ukrainę, kraje nadbałtyckie i Polskę. Ćwiczenia „Zapad 2021” były tez elementem szerszej kampanii, w której wchodziło i wchodzi kilka zasadniczych „operacji aktywnych”, której pierwszorzędnym celem jest właśnie Europa Wschodnia. Jest to tez kampania osadzona w kilku kontekstach politycznych i geostrategicznych, o których będzie mowa w kolejnej części tekstu.







2018-04-08

Putin 4.0


Zwycięstwo Putina w „wyborach prezydenckich”, które odbyły się 18 marca 2018 roku, w czwartą rocznicę aneksji Krymu przez Rosję Sowiecką, było oczywistością. Wysoka frekwencja i wysoki wynik towarzysza pułkownika – na tle poprzednich – świadczy o legitymizacji jego kolejnej kadencji i mocnej pozycji w neosowieckiej elicie. Wysokie "poparcie" Putina należy jednak traktować nie tak, jak w przypadku przywódców państw demokratycznych, ale jako efekt sprawności aparatu państwowego oraz poparcie Putina przez grupę, bądź konglomerat grup faktycznie sprawujący władzę w Federacji Rosyjskiej.


Źródło: larussophobe

Era Putina a długofalowa strategia

Anatolij Golicyn w wydanej w roku 1984 książce „Nowe kłamstwa w miejsce starych...” przewidział, że po okresie pieriestojki i liberalizacji nadejdzie czas rekomunizacji, konsolidacji i umocnienia władzy sowieckiej, połączony ze wzmocnieniem i rozszerzeniem bloku komunistycznego. Nie przewidział on, że władza komunistyczna porzuci ideologię oraz dotychczasowe formy instytucjonalne, ani też tego, że Związek Sowiecki ulegnie rozpadowi. Ale są to jedynie "szczegóły techniczne", gdyż pod względem czy to personalno-kadrowym, czy to prawnomiędzynarodowym, czy to kierunków polityki wewnętrznej i zagranicznej, mamy do czynienia z kontynuacją systemu sowieckiego, więzy łączące byłe republiki sowieckie i kraje „postkomunistyczne” z centralą w Moskwie nie zostały (z małymi wyjątkami) zerwane, a tym samym jest to spełnienie lwiej części prognoz Golicyna.

Można powiedzieć, że w efekcie transformacji ustrojowej, partia komunistyczna została zastąpiona w roli wiodącej siły politycznej przez aparat bezpieczeństwa, który zresztą przeprowadził operację „przebudowy”: według różnych szacunków, od 70 do 80 procent elit politycznych Federacji Rosyjskiej wywodzi się z sowieckich specsłużb – głównie z KGB i jej spadkobierczyni – FSB, ale również SWR (kontynuacja I Zarządu Głównego KGB), wojska, GRU, FSO, SBP i ostatnio Gwardii Narodowej. Wielu politologów i historyków twierdzi, że faktycznym rządem Federacji Rosyjskiej jest nie rząd aktualnego premiera ani nawet administracja prezydenta, tylko Rada Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, w której czołowe miejsca zajmują wysokiej rangi czekiści i wojskowi.

To właśnie za panowania Putina rozpoczęto wdrażanie opisanej przez Golicyna fazy powrotu do praktyk totalitarnych i reintegracji bloku. Powstał sojusz Rosji Sowieckiej z komunistycznymi Chinami: rozpoczęto wielowymiarową współpracę polityczną, dyplomatyczną, wojskową i ekonomiczną (bądź ją zacieśniono tam, gdzie istniała wcześniej), powstały mniej lub bardziej formalne, mniej lub bardziej sprawnie działające organizacje i platformy współpracy, których kręgosłupem jest sojusz Moskwa-Pekin. Rozpoczęto proces reintegracji i reaktywacji imperium sowieckiego głównie w oparciu o starą komunistyczną nomenklaturę i agenturę, ale także o wspólnotę interesów gospodarczych i politycznych pomiędzy "dawnym" centrum a peryferiami. Również i temu nadane zostały mniej lub bardziej sprawne organizacje i instytucje. To w „erze Putina”, Federacja Rosyjska rozpoczęła wdrażanie tzw. doktryny Fomina, mającej początek jeszcze na przełomie lat 70 i 80 ubiegłego wieku, a której celem jest utworzenie neutralnej Europy nie tylko przy pomocy wpływów agenturalnych, dyplomatycznych i politycznych, ale także z pomocą bardziej atrakcyjnej dla przywódców zachodnich ekspansji gospodarczej, zwłaszcza surowcowej.

Zupełnym „przypadkiem” właśnie za prezydentury Putina bolszewicy albo ich poputczicy zaczęli przejmować władzę w krajach dotąd niekomunistycznych, w szczególności w krajach Ameryki Łacińskiej, takich jak Brazylia, Wenezuela, czy Boliwia. Chwalona przez demoliberalnych intelektualistów konwergencja pomiędzy totalitarnym Wschodem a demokratycznym Zachodem przybrała szczytowe rozmiary, doprowadzając do znaczącego osłabienia świata zachodniego, na czele z USA (co przynajmniej spowolniła administracja Trumpa).

Mniej więcej na przełomie dwóch pierwszych dekad XXI wieku wdrożono tak zwany „prawicowy NEP”, polegający na wspieraniu i wykorzystaniu w charakterze agentury wpływu i użytecznych idiotów ruchów kontestujących system demoliberalny, zarówno z prawa, jak i lewa. Trzeba tu zauważyć, iż polityka ta bazuje na zbieraniu zysków z prowadzonej wcześniej, jeszcze za czasów ZSRS „konwergencji” z Zachodem oraz implantowania tam komunizmu w postaci tzw. marksizmu kulturowego, gramszyzmu czy politycznej poprawności. W tej operacji mainstreamowe elity liberalne i lewicowe z krajów Europy Zachodniej i USA, przeniknięte przez globalistów i tzw. „Pokolenie ‘68” z jednej strony, jak i prorosyjscy (prosowieccy) konserwatyści, prawica i nacjonaliści (czy też radykalna, „antysystemowa” lewica), stanowią dwa ostrza tych samych, kagiebowskich nożyc.

Za czasów Putina poważnie zainwestowano także w wojsko. Siły zbrojne Federacji Rosyjskiej zmodernizowano pod względem organizacyjnym i technologicznym na tyle, że nie przypominają już one stanu z lat ‘90 XX wieku, wojen czeczeńskich, a nawet agresji na Gruzję z 2008 roku. Co więcej, siły zbrojne i przemysł zbrojeniowy Rosji Sowieckiej stały się realnym i skutecznym instrumentem polityki, nie tylko w sensie stricte (wspomniana wojna pięciodniowa przeciw Gruzji, aneksja Krymu i walki w Donbasie, bratnia pomoc dla Syrii), ale jako skuteczny „straszak” i instrument w ramach polityki dezinformacji. Jeszcze kilka lat temu każdy, kto wskazywał na zagrożenie militarne ze strony Moskwy, skazywał się na określenie mianem „zoologicznego antykomunisty” i „zimnowojennego oszołoma”. Teraz zagrożenie dostrzegają wysocy rangą oficerowie sił zbrojnych USA czy Wielkiej Brytanii, przez co można stwierdzić, iż strategią niejako równoległą ze strategią „środków aktywnych” i dezinformacji jest wywołanie otwartej wojny przeciw Zachodowi. Poza tym, udowodniono (między innymi dzięki relacjom dezerterów z aparatu bezpieczeństwa, na czele z Aleksandrem Litwinienko) wsparcie, jakie Moskwa udziela ekstremistom islamskim: od Al Kaidy, poprzez irańskich ajatollahów, Hamas, Hezbollah, aż po Państwo Islamskie.

Dyplomacja, dywersja ideologiczna i działalność agentury z jednej, a grożby i coraz bardziej agresywne zachowanie z drugiej, to dwa końce tej samej polityki Moskwy, dialektycznej polityki „walki i porozumienia”, a mówiąc prostszymi słowami – kija i marchewki: jeśli otoczenie będzie tolerować i akceptować politykę Kremla, to ten dobrotliwie ograniczy się do dywersji, a jeśli nie, to skazuje się na coraz bardziej spektakularne, tragiczne i uderzające centralnie w infrastrukturę krytyczną akty agresji.

W polityce wewnętrznej, bezpieczniacka elita, na czele z FSB, zawiaduje nie tylko procesami politycznymi i społecznymi w ich strategicznych punktach i odcinkach, ale jest w stanie sprawować kontrolę nad niemal każdym aspektem życia społecznego i jednostkowego. Inżynieria społeczna i sowietyzacja trwa w dalszym ciągu, jedynie zmieniono instrumenty. Czekiści (i pomniejsze, zależne od nich „nadwyczajne kasty”) nadal traktują zwykłych Rosjan jak bydło. Cała przestrzeń publiczna, łącznie z mediami i internetem jest praktycznie w całości kontrolowana przez państwo, w szczególności za sprawą restrykcyjnego prawodawstwa oraz wzmacniania aparatu bezpieczeństwa, które wdrażano podczas poprzednich kadencji Władimira Putina na formalnie najwyższych stanowiskach. Nie likwiduje się już jednak całych klas społecznych czy narodów uznanych za wrogie polityczne mordy mają charakter „punktowy” (wyjątek stanowi ludobójstwo Czeczenów i Inguszy): od czasu do czasu „nieznani sprawcy" pozbawieni szyi i poczucia humoru zabiją jakąś niepokorną dziennikarkę, opozycyjnego polityka, czekiści zaproszą dezertera ze swoich szeregów na radioaktywną herbatkę, wysmarują drzwi neurotoksyną albo wysadzą bloki mieszkalne celem umieszczenia na świeczniku swojego człowieka, a historyka badającego sowieckie zbrodnie oskarży się o pedofilię.

Również w warstwie symbolicznej Federacja Rosyjska już coraz bardziej otwarcie nawiązuje do swego bolszewickiego dziedzictwa. W roku 2009 lider rzekomo opozycyjnej Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, Giennadij Ziuganow, otrzymuje w dniu urodzin od Putina wiele mówiący prezent: „Manifest Komunistyczny” Marksa i Engelsa. Patronami nowo utworzonej Gwardii Narodowej zostali Feliks Dzierżyński i NKWD. Ponownie otwarto muzeum Dzierżyńskiego, w której to ceremonii uczestniczyli deputowani rosyjskiej Dumy oraz oficerowie FSB. W powstałej niedawno w Moskwie "Alei Przywódców" znalazły się popiersia Lenina, Stalina i wszystkich pozostałych przywódców ZSRS. Z okazji zeszłorocznego "Dnia Pobiedy" na rosyjskich portalach zakupowych można było nabyć replikę munduru czekisty... dla dzieci! Niedawny sondaż opinii publicznej wykazał, że dla ogromnej większości Rosjan najwybitniejszą postacią historyczną jest Józef Stalin. Kult Stalina, Armii Czerwonej, CzeKa, GPU, OGPU, NKWD i KGB ma charakter oficjalny, a badaczy i aktywistów badających i piętnujących komunistyczne zbrodnie prześladuje się.

Sam Putin wielokrotnie deklarował identyfikację z systemem komunistycznym, począwszy od słynnego dictum o "upadku ZSRS jako największej katastrofie geopolitycznej XX wieku", poprzez wspomniany urodzinowy prezent dla Ziuganowa, wielokrotnie wyrażanej dumy ze służby w KGB, skończywszy na całkiem niedawnych wypowiedziach, w których stwierdził, że „nigdy nie złożył legitymacji partyjnej KPZR”, przyznał słuszność ideologii komunistycznej, a także zrównał komunizm z chrześcijaństwem, a Lenina i Stalina z prorokami i chrześcijańskimi świętymi.



Putin nie jest samowładnym „carem”, ani „Fuehrerem”, jak jest powszechnie postrzegany. Jest on po prostu emanacją korporacji czekistów – pełni funkcję bardziej przypominającą „prezesa zarządu” Siloviki Inc., albo „Wielkiego Brata”. Ma on uosabiać aparat władzy, skupiając na sobie zarówno uwielbienie, jak i nienawiść, tak na rynku wewnętrznym, jak i za granicą. Putin to twarz współpracy z ChRL czy Iranem z jednej, i z Niemcami i Francją z drugiej. Dla ogłupiałych konserwatystów i nacjonalistów ma być „białym carem”, który wyzwoli Zachód z tyranii lewactwa i od zagrożenia islamskiego, a dla równie ogłupiałych elit demoliberalnych i lewicowych – uosobieniem podnoszącej głowę reakcji albo nieobliczalnym dyktatorem, który użyje broni masowej zagłady, gdy Zachód nie będzie chciał się z Moskwą układać. Dla zsowietyzowanych oraz imperialno i nacjonalistycznie nastawionych Rosjan ma być ukochanym wodzem, skupiającym jednocześnie nienawiść nielicznej i niewiele realnie znaczącej rosyjskiej opozycji. Władimir Władimirowicz to jednocześnie celebryta – bohaterski czekista, który nie tylko ratuje „Matuszkę Rassiję” z wszelakich opałów, ale pokonuje każdego konkurenta w judo, poluje na tygrysy syberyjskie, jeździ konno topless po syberyjskiej tundrze. Wreszcie – Putin jest niezbędny do firmowania aktualnego etapu omówionej wyżej długofalowej strategii oraz do jej kolejnych, planowanych etapów. I między innymi również dlatego otrzymał takie poparcie, jakie otrzymał.

Próba prognozy

Rozpoczynająca się czwarta kadencja Putina będzie kontynuacją poprzednich, połączoną z umacnianiem ich zdobyczy, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. Najważniejsze elementy polityki wewnętrznej Moskwy pozostaną niezmienne: wzmacniany będzie czekistowski establishment i poszczególne służby specjalne, należy się spodziewać zwiększania kontroli nad społeczeństwem, tym razem przy użyciu coraz to nowszych zdobyczy technologii, zapewniających skuteczną kontrolę (częściowo uzyskanych od Chińczyków). Jednocześnie, równie ważnym priorytetem rozpoczynającej się kolejnej kadencji Putina będzie przygotowywanie sukcesji, mającej na celu przetrwanie i konserwację systemu stworzonego w ostatnich osiemnastu latach.

W polityce zagranicznej Federacja Rosyjske będzie wzmacniać sojusz z ChRL, korzystny dla czekistowskich elit, mocarstwowych ambicji Moskwy oraz długofalowej sowieckiej strategii. Nieprzypadkowo jednym z pierwszych przywódców gratulujących Putinowi zwycięstwa był właśnie Xi (tekst pełen frazesów o „wspólnym budowaniu nowego porządku światowego przez Pekin i Moskwę), a jedni z pierwszych zagranicznych oficjeli odwiedzający Rosję Sowiecką to minister spraw zagranicznych ChRL Wang Yi oraz minister obrony ChRL, gen. Wei Fenghe. Nawiasem, wybór Putina na kolejną kadencję szefowania czekistowskiemu syndykatowi (całkiem możliwe, że dożywotnią) zbiega się z nadaniem przez chińską kompartię równie „dożywotniej” kadencji Xi Jinpingowi, co jest kolejnym sygnałem wygaszania „pieriestrojkizmu” i trwałego powrotu do otwartego totalitaryzmu.

Pierwsza po „wyborach” wizyta zagraniczna Putina (w Turcji) świadczy o tym, że rozwijany będzie nowy kierunek polityki zagranicznej, mający na celu trwałe pozyskanie sojuszników na Bliskim Wschodzie, już nie tylko „tradycyjnie” promoskiewskich Iranu i Syrii, ale też odciągniętej od sojuszu z USA Turcji.

Moskwa będzie coraz bardziej zuchwale prowadzić politykę reintegracji „bliskiej zagranicy” oraz ekspansji w Europie Zachodniej, połączoną z rozbijaniem więzi transatlantyckich. Można spodziewać się, że w trakcie rozpoczynającej się czwartej kadencji Putina dojdzie do scalenia współpracy Moskwa-Berlin (Bruksela), Moskwa-Pekin oraz Moskwa-Teheran (Ankara) w jedną, pan-eurazjatycką przestrzeń strategiczną, prawdopodobnie pod szyldem chrlowskiego Nowego Jedwabnego Szlaku. Można też spodziewać się przynajmniej próby ostatecznego zerwania więzi politycznych i wojskowych łączących Stany Zjednoczone z Europą. Tutaj przykładem jest sprawa otrucia rodziny Skripalów oraz manewry, jakie przeprowadziła Flota Bałtycka na wodach, pod którymi przebiega gazociąg Nord Stream , a w przyszłości przebiegać ma Nord Stream 2. Moskwa daje krajom zachodnim sygnał: po pierwsze, że może zrobić wszystko i spotka się to co najwyżej z symboliczną reakcją, a po drugie, że brak współpracy będzie się spotykał z coraz większą agresją.

2018-03-12

Trendy, analizy i prognozy (2)


Na poziomie wewnętrznym, Federacja Rosyjska już jakiś czas temu obrała kurs na powrót do zaostrzenia jawnego terroru i powrotu do otwarcie totalitarnych praktyk, będących kliszą polityki prowadzonej w epoce Stalina i Breżniewa. Wzmacniana jest FSB, czyli główny pion aparatu bezpieczeństwa, de facto stanowiący (jako kontynuacja KGB) najwyższą kastę w systemie władzy. Utworzono nowy rodzaj bezpieki: kilkusettysięczną Federalną Służbę Wojsk Gwardii Narodowej – zmilitaryzowaną formację, służącą do pacyfikacji niepokojów wewnętrznych oraz terenów okupowanych, ale również multiplikującą zadania bezpieczniackie, kontrwywiadowcze i wywiadowcze FSB i SWR. Jest to zarówno element omawianej „ucieczki do przodu”, jak i etap długofalowej strategii sowieckiej. Prezydent Putin dąży do tego, by system, który budował przez ostatnie dwie dekady przeżył jego samego i uzyskał największą możliwą trwałość i stabilność.
Tym, co ma wzmocnić pozornie niewydolny neosowiecki system, mają być chińskie inwestycje w system władzy panujący w Federacji Rosyjskiej i w czekistowskie elity – nie tylko inwestycje o charakterze gospodarczym, finansowym czy surowcowym, ale omówione wcześniej strategiczna współpraca polityczna, wojskowa, a także wzajemna współpraca w zakresie bezpieczeństwa, polegająca na wymianie informacji wywiadowczych (sztandarowym przykładem jest sprawa Lee) oraz wymianie technologii i „know-how” w zakresie inwigilacji i kontroli społeczeństwa.
Dużo mówi się ostatnio o rychłym upadku Rosji Sowieckiej albo/i rozpadzie po szwach narodowościowych. Ale „smuta” będzie stanem tymczasowym (patrząc z perspektywy długofalowej), po którym nadejdzie kolejny etap wzrostu siły. Ponadto, ten hipotetyczny i prognozowany stan będzie wykorzystany paradoksalnie na korzyść czekistowskich elit, przede wszystkim jako szantaż w celu znoszenia sankcji, pozyskania nowych źródeł finansowania i transferu technologii oraz wymuszenia kolejnych „detente” i „resetów” ze światem Zachodu, który obawiając się destabilizacji Rosji i strefy sowieckiej, wpompuje w nią finansową i inwestycyjną kroplówkę; właściwie już teraz tak właśnie uzasadnia się politykę części zachodniego establishmentu.Jeśli zaś jakimś „cudem” na świeczniku zostałaby osadzona tzw. opozycja demokratyczna (na przykład politycy w rodzaju Nawalnego), to ewentualne reformy będą płytkie i pozorowane, a czekistowskie Głębokie Państwo będzie i tak na tyle silne, żeby sprawować pełną kontrolę, choćby miała to być kontrola pośrednia. Ewentualny rozpad Federacji Rosyjskiej może być manewrem takim samym, jak rozpad ZSRS: pozornie niepodległe respubliki zachowałyby więzy z sowiecką centralą (być może Czeczenia Kadyrowa jest poligonem doświadczalnym takiego rozwiązania).
Podobna tendencja, czyli powrót do w pełni totalitarnej pragmatyki władzy, ma też miejsce u sojuszników zza Amuru. Xi Jinping, przy aprobacie politbiura KPCH oraz Centralnego Komitetu Wojskowego przy KC KPCH, powraca do praktyk przypominających rządy Mao Zedonga i zapewnia sobie dożywotne kierowanie kompartią i państwem. Wzmagają się prześladowania dysydentów politycznych, społecznych i religijnych – czy to osób i ruchów domagających się poprawy spraw socjalno-bytowych i reform gospodarczych, czy to wyznawców tybetańskiego buddyzmu, ujgurskich muzułmanów, czy to – w sposób szczególnie okrutny – rosnących liczebnie wyznawców kościołów chrześcijańskich. Wdrażane „seryjnie” są zupełnie nowe, oparte o korzystanie z big data, systemy kontroli jednostki i całego społeczeństwa, pozwalające m.in. na prewencyjne rozpoznanie osób i grup uznanych za „niebłagonadiożnych”.
***
Nie spełniły się ani prognozy mówiące, że ekipa Donalda Trumpa obierze kurs izolacjonistyczny w polityce zagranicznej, ani przewidujące obranie kursu przychylnego Moskwie. I mało prawdopodobne, że spełnią się one podczas aktualnej kadencji Trumpa. Wydaje się, że wiodącą rolę w nowej administracji uzyskali generałowie oraz oficerowie służb specjalnych mający świadomość tego, iż USA zostały, w szczególności za prezydentury Baracka Obamy, okrążone, oblężone i niemalże wyizolowane przez tandem Pekin-Moskwa oraz ich bardziej znaczących sojuszników, co przyznał pod koniec ubiegłego roku nawet aktualny sekretarz obrony USA, gen. James Mattis. W aktualnej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego za głównych przeciwników i główne zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych, ich interesów i sojuszników uznane zostały właśnie komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka; jako szczególne zagrożenie potraktowano współpracę pomiędzy tymi państwami. Obecne amerykańskie elity przyjęły do wiadomości, że sojusz Pekin-Moskwa to stan naturalny, a nadzieje na jego rozbicie przez politykę „różniczkowania” to mrzonki.

W takim układzie żywotnym, strategicznym interesem i celem Ameryki jest powstrzymywanie wpływów Moskwy i Pekinu tam, gdzie jest to możliwe i ustanowienie nowego, korzystnego dla siebie i chcacych tego sojuszników podziału stref wpływów na świecie. Jeśli trzeba – to przy użyciu twardej, militarnej siły. Stąd odbudowa, bądź powrót do rozbudowy potencjału militarnego USA i ich sojuszników, powrót do inicjatyw takich jak tarcza antyrakietowa, dostarczenie Ukrainie broni zabijającej, wspieranie walczących z Państwem Islamskim i reżymem Baszara Assada Kurdów, podtrzymanie i rozszerzanie sankcji wobec Rosji Sowieckiej oraz ostre forsowanie sankcji wobec państw wspierających reżim Kim Jong Una. I wreszcie – atak powietrzny, w efekcie którego został zniszczony cały batalion sowieckiego PMC „Wagner”.

Ważnym elementem nowej doktryny strategicznej jest budowanie alternatywnego wobec sowieckiego systemu dystrybucji gazu ziemnego w Europie. I naturalnie, wzmacnianie obecności wojskowej w Europie Środkowo-Wschodniej, praktycznie w obrębie sowieckiej strefy oddziaływania politycznego, agenturalnego i militarnego, inwestycja w lokalne elity patriotyczne i antysowieckie i stworzenie w dalszej perspektywie Sojuszu Międzymorza, wymierzonego przeciw, a przynajmniej w konkurencji do projektu Pekin-Moskwa-Berlin. Zupełnie innym, otwartym tematem jest to, na ile ta inwestycja się powiedzie i czy aby już nie jest niweczona przy pomocy różnych czynników...
Administracja Trumpa stara się również grać na odradzające się lub potencjalne potęgi regionalne (niektóre mające możliwość stania się potęgami światowymi). Ważne miejsce w nowej strategii geopolitycznej USA mają Australia, Nowa Zelandia, Kanada czy wreszcie Wielka Brytania, również zagrożona przez komunistyczne mocarstwa (ostatnia sprawa zatrucia Skripała pokazuje to dobitnie), i której, z drugiej strony, Brexit umożliwi odbudowę mocarstwowej pozycji. Japonia czuje złowrogi oddech Rosji Sowieckiej, okupującej Kuryle i Karafuto, a także rosnącej potęgi komunistycznych Chin i Korei Północnej, stąd nie tylko zwrot w stronę Ameryki, ale i rehabilitacja tradycji imperialnych oraz remilitaryzacja i odejście od pacyfistycznych paradygmatów polityki obronnej i zagranicznej. Indiom nie jest po drodze przebywanie w klubach państw, w których karty rozdają Rosja Sowiecka i Chiny (te ostatnie chcące uczynić również Ocean Indyjski własnym akwenem).
Obecna polityka Waszyngtonu, zmierzająca do przywrócenia Stanom Zjednoczonym pozycji wiodącego supermocarstwa światowego spotyka się ze wzmożeniem działań sabotażowych, prowadzonych równocześnie przez Federację Rosyjską, ChRL, zachodnich globalistów, część ponadnarodowych korporacji i komunistyczno-lewacki internacjonał, dżihadystów i ich zaplecze organizacyjne w krajach islamskich, część nacjonalistycznych i „prawicowych” fanów Putina oraz establishment Unii Europejskiej, czy z elity niemieckie, chcące emancypacji od USA i odrodzenia Wielkiej Rzeszy przy pomocy Rosji Sowieckiej i Chin. Te nieraz ostro skonfliktowane ze sobą grupy łączy w istocie jedna megastrategia, realizowana metodą golicynowskich „nożyc”. Jej priorytet jest niezmienny w zasadzie od dekad: osłabienie, a wręcz obalenie amerykańskich „jastrzębi”, destablilizacja wewnętrzna Stanów Zjednoczonych oraz ich geostrategiczna degradacja, a w długofalowej perspektywie – nowy porządek światowy z kluczową rolą sojuszu Pekin-Moskwa, prognozowany przez Anatolija Golicyna, a postulowany otwarcie już nie tylko przez Putina i Xi, a przez postępowych, demokratycznych i światłych Europejczyków, takich jak Sigmar Gabriel.
***
Państwo Islamskie przestało właściwie istnieć (poza przyczółkami w południowo-wschodniej Syrii) jako struktura posiadajaca władzę nad danym terytorium i ludnością, ale nie oznacza to końca ekstremizmu islamskiego. Trwać on będzie jako idea, wypływająca wprost z istoty islamu, a wzbogacona zapożyczeniami z europejskich modernistycznych doktryn i niemałym wsparciem logistycznym sowieciarzy, zarażająca głowy kolejnych „samotnych wilków” i „cool jihadis”. Poza tym nie wiadomo, co tak naprawdę stało się z wierchuszką ISIS po zdobyciu Rakki. Możliwe jest odtworzenie Kalifatu na jakimś innym, trudno dostępnym terenie, dalej istnieją organizacje będące franczyzami Państwa Islamskiego, a część kadr wzmacnia Al-Kaidę. Innym naturalnym terenem „rozśrodkowania” Kalifatu jest… Europa. Kluczowe kwestie są następujące: po pierwsze, ilu jego przywódców, i jak wysokiej rangi, ukryło się pośród milionowych już fal imigrantów zalewających Niemcy, Francję czy kraje skandynawskie, po drugie – ile jest na terenie Europy uśpionych komórek terrorystycznych i jakim dysponują zapleczem sprzętowym i logistycznym na miejscu.

Poza tym, strategiczną próżnię po Państwie Islamskim będą wypełniać Iran i Turcja. Pierwszy to niejako „tradycyjny” sojusznik Federacji Rosyjskiej i Chin. Turcja zaś, w opozycji do USA, NATO i krajów Europy, zamierza zreaktywować Imperium Ottomańskie, islamistyczne i nacjonalistyczne, coraz bardziej blatujące się z Moskwą i Pekinem.
Islamizacja Europy będzie trwała niezależnie od aktualnej siły ekstremistycznych organizacji islamskich. Już obecnie, mieszkańcy krajów Europy Zachodniej powoli przyzwyczajają się do „no-go zones”, w których Francja, Szwecja czy Niemcy straciły suwerenność, a które rządzone są albo przez paramilitarne i paramilicyjne bojówki islamistyczne, albo arabskie, tureckie czy kurdyjskie gangi. Elity krajów europejskich (zarówno lewicowe, jak i prawicowe) ulegają konwergencji z coraz głośniejszym, liczniejszym (nie wiadomo, ilu dokładnie na terenie Europy przebywa tzw. „uchodźców”, ani też ilu jest faktycznie białych konwertytów) i agresywniejszym islamem, czego ostatnimi przejawami była faktyczna segregacja płciowa podczas sylwestrowych imprez w Niemczech (tzw. „strefy wolne od gwałtu” dla kobiet) czy też żądania muzułmanów, aby w stołówkach publicznych wydawano wyłącznie posiłki halal.

***
Scenariusz opisany w „Uległości” Houllebecq’a jest coraz bliższy spełnienia. Przy czym należy zauważyć, że realny demoliberalizm, a właściwie opisany w „Wielkim Arrangement” konwergencyjny demobolszewizm wyczerpuje swoje dotychczasowe możliwości i formułę. Rosną w siłę ruchy sprzeciwu wobec systemu, zarówno z prawa, jak i z lewa. Wraz z nacjonalizmem francuskim czy niemieckim (ocierającym się o neonazizm), do głosu dochodzą regionalizmy i separatyzmy. Katalończykom nie udało się uzyskać niepodległości od Hiszpanii, głównie dzięki bardzo stanowczej reakcji Madrytu. Ale ujawnienie się podobnych ruchów – czy to w Hiszpanii, czy to w innych krajach europejskich, na przykład w Belgii – jest w najbliższej przyszłości pewne. Niewielu zwróciło uwagę na to, co działo się w trakcie wizyty Donalda Trumpa na szczycie G-20 w Hamburgu, gdzie bolszewickie bojówki Antify nie tylko zdemolowały infrastrukturę miejską, grożąc przy tym ludziom, ale i w małych grupach rozgramiały pododdziały policji w sile batalionu. Był to znak tego, iż należy się spodziewać reaktywacji terroryzmu komunistycznego, anarchistycznego i lewackiego, podobnego do tego, z jakim kraje zachodnie miały do czynienia w latach 60., 70., i 80. ubiegłego wieku. Ponadto dowiedziono, że komórki Antify, czyli współczesnej wersji Czerwonych Brygad czy RAF, utrzymują kontakty i współpracują z bardzo egzotycznymi pod względem ideologii sojusznikami – Państwem Islamskim i Al Kaidą.
Entropia Zachodu będzie też rodzić sprzeciw przejawiający się nie tylko w powstawaniu legalnych partii sprzeciwu: niedawno głośno było o aresztowaniu oficerów Bundeswehry pod zarzutem przygotowywania zamachu na ośrodki dla imigrantów. W „Uległości” przedstawiona jest rozmowa Francoise’a z oficerem francuskiego kontrwywiadu, którego poglądy skrajnie dalekie były od obowiązującej politycznej poprawności i pochwały „multi-kulti”. Środowiska wojska, służb i „głębokiego państwa” w krajach zachodnich będą w miarę kryzysu brać sprawy we własne ręce.
Wszystkie te czynniki mogą w najbliższych latach doprowadzić do poważnych kryzysów, łącznie z zamieszkami na masową skalę, wojnami domowymi czy nawet zbrojnymi konfliktami międzynarodowymi. W europejskim kotle mieszają i będą mieszać szamani z Kremla i Łubianki, wspierając każdą ze stron i manipulując kryzysem wedle strategii nożyc. W dogodnym momencie, to Rosja Sowiecka zaoferuje się jako „wyzwoliciel” i „katechon”, a komunistyczne Chiny jako gwarant stabilności ekonomicznej i politycznej, z Nowym Jedwabnym Szlakiem i nowymi, wspaniałymi metodami kontroli społeczeństwa i represji.
W tym kontekście, trwająca już prawie od dekady wojna domowa w Syrii jest z perspektywy Rosji Sowieckiej, ChRL i USA (ze wskazaniem na Kreml/Łubiankę) swoistym poligonem, na którym można testować najróżniejsze rodzaje broni (łącznie z najnowszymi) oraz praktyczne rozwiązanie różnego rodzaju strategii i operacji. Rosja Sowiecka wspierająca reżim Assada testuje między innymi wystrzeliwane z okrętów nawodnych i podwodnych rakiety manewrujące „Kalibr”, najnowsze systemy obrony przeciwlotniczej S-400, nowe modele samolotów i śmigłowców bojowych nowych generacji, czy też drony rozpoznawcze i bojowe. Na jak najbardziej realnym polu walki testowana jest nowa organizacja sił zbrojnych FR, których trzonem są teraz wysokomobilne związki operacyjne i taktyczne, a równie ważną rolę pełnią wojska specjalne (z jednolitym dowództwem) czy rozpoznawcze. Można również przetestować, jak sprawdzi się przestarzły sprzęt znajdujący się na wyposażeniu sojuszniczej Syrii – izraelski F-16 został zestrzelony przez sowiecki system przeciwlotniczy, który do seryjnego użycia wszedł w latach ‘50. Sowieciarze mogą wreszcie sprawdzić opcję bezpośredniego, a jednocześnie (jakkolwiek dziwnie to zabrzmi) pośredniego ataku na siły USA – zapewne taki był jeden z celów rajdu korporacji najemniczej „Wagner” na obiekty sojuszniczych sił kurdyjskich, obsadzone jednocześnie przez amerykańskich specjalsów, po którym Putin i Szojgu będą poważnie musieli zrewidować taktykę i działania operacyjne, jeśli nie całą strategię.
Ze względu na wewnętrzne uwarunkowania narodowościowe, etniczne, religijne i polityczne, wojna w Syrii jest z perspektywy Rosji Sowieckiej idealnym sprawdzianem na wypadek podobnych wydarzeń… w Europie.
***
Przeprowadzając kolejne próby nuklearne i rakietowe oraz grożąc atakiem nuklearnym na Koreę Południową, Japonię czy Guam, Kim Jong Un po prostu oznajmił światu, że oto Korea Północna stała się państwem nuklearnym, z pełnymi możliwościami użycia broni jądrowej i że zarówno bezpośrednie otoczenie, czyli Korea Południowa i Japonia oraz wyspiarskie państwa Pacyfiku Zachodniego zależne od USA, jak również same Stany Zjednoczone będą musiały się z tym faktem liczyć. Mając na podorędziu nieobliczalnego (a przynajmniej uznawanego za takiego) "Człowieka-rakietę", ChRL i Rosja Sowiecka będą w przyszłości coraz skuteczniej szantażować świat, a tym samym zwiększać pole manewru zarówno w polityce lokalnej, jak i globalnej.


Ostatnie pokojowe zapowiedzi Kima, w związku z olimpiadą w Pyongchang, to jedynie mydlenie oczu przywódcom Zachodnim. I na dłuższą metę nie pomogą tutaj nawet ultrakompromisowe deklaracje Trumpa. Jeśli tylko Kim poczuje słabość USA, jeśli tylko uzna, że dostał przysłowiowy palec, sięgnie po rękę i powróci do poltyki szantażu.