Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty

2026-08-23

ChRL zagrożeniem dla Polski. Komentarz do artykułu Filipa Styczyńskiego

  

Filip Styczyński, założyciel i redaktor naczelny TVP World oraz korespondent Insitute of World Politics napisał niedawno dla National Interest artykuł pod tytułem China’s Threat to Poland poświęcony zagrożeniu, jakim dla Polski jest agresywna polityka komunistycznych Chin. Autor zwraca uwagę na to, że zagrożenie ze strony ChRL dla Polski jest z jednej strony lekceważone (jako problem odległy geograficznie), a z drugiej, że agenda ChRL ma nad Wisłą sporą liczbę adwokatów i lobbystów. Chociaż gros tekstu Filipa Styczyńskiego poświęcona jest relacjom Polski i pozostałych krajów Międzymorza Bałtycko-Czarnomorsko-Adriatyckiego (mowa jest w artykule o Litwie i Czechach) z Tajwanem (co skądinąd jest i dla Polski, i dla Tajwanu strategiczną koniecznością) i chrlowskim retorsjom przeciwko nim, warto zatrzymać się właśnie nad mechanizmami zagrożeń, jakie niewątpliwie niesie dla Polski polityka ChRL.



Przede wszyskim jednak, warto dla uporządkowania zacząć od rzeczy podstawowych: ChRL jest państwem komunistycznym, a zagrożenie dla Polski jest tegoż funkcją. Z komunizmu, będącego w istocie teorią i praktyką totalitarnej władzy, wynikają globalne ambicje Komunistycznej Partii Chin, która chce rządzić nie tylko Chinami, ale rządzić całym światem. Oznacza to również (wbrew obiegowym, a szkodliwym i niebezpiecznym opiniom o rzekomo czysto „ceremonialnym” charakterze komunistycznego sztafażu) prowadzenie przez ChRL eksportu komunizmu, co jest o tyle groźniejsze, że komunizm z chińską charakterystyką jest wdrażany przy użyciu ogromnych pieniędzy, bardzo groźnych metod wojny informacyjnej i nowoczesnych środków technicznych. Komunizm jest też podstawą sojuszu ChRL i Federacji Rosyjskiej (w takim samym stopniu, co uwarunkowania geopolityczne, geostrategiczne i geoekonomiczne), który jest instrumentem mającym zrealizować, zabezpieczyć i obsługiwać światową hegemonię KPCh, tak samo jak chińsko-rosyjska agenda „świata wielobiegunowego”, „Globalna Inicjatywa Zarządzania”, wspieranie „Globalnego Południa” itp.



ChRL to najważniejszy sojusznik Federacji Rosyjskiej, dzięki któremu Moskwa może realizować całokształt polityki mającej na celu rekonstrukcję i reintegrację imperium sowieckiego. Ich partnerstwo osadzone jest w długoterminowej strategii obejmującej bliską współpracę w sektorach energetycznym, wojskowym, wywiadowczym i politycznym. Autor powołuje się w swoim artykule na śledztwa dziennikarskie i analizy prowadzone w ostatnich miesiącach przez zachodnie media, między innymi Independent, niemiecki Spiegel i francuski Le Monde, w których mowa jest o kształtującym się „podziale pracy” w ramach sojuszu Pekin-Moskwa, istotnym i widocznym zwłaszcza w kontekście agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Pekin dostarcza towarzyszom z północnej strony Amuru sprzęt wojskowy, elektronikę, półprzewodniki i produkty podwójnego zastosowania oraz informacje wywiadowcze, zaś prowadzona przez Moskwę wojna (wojna na wyniszczenie, jak zauważa Styczyński) jest dla Pekinu swego rodzaju poligonem przed potencjalną agresją na Tajwan. Doświadczenia sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej mogą być użyte i wdrożone przez ChALW na Tajwanie (albo w jakimkolwiek innym rejonie Azji Wschodniej i Pacyfiku Zachodniego), a rozwiązania i sprzęt „Made in China” mogą być użyte, a jednocześnie sprawdzone na polu walki przez Moskali.

Wojna na Ukrainie zwiększa istniejącą już o wiele wcześniej współzależność Federacji Rosyjskiej i komunistycznych Chin. Na skutek sankcji i częściowego odcięcia Federacji Rosyjskiej od rynków zachodnich uzależnia się ona od rynku chińskiego i staje się niejako „stacją benzynową”, zapleczem surowcowym i bezpiecznym szlakiem dostaw surowców dla ChRL. W zamian niejako Pekin staje się czołowym rynkiem zbytu sowieckiego gazu i ropy naftowej oraz pogłębia swoją rolę finansowego sponsora wojny wywołanej przez Moskwę (i całości jej imperialno-sowieckiej polityki).

Filip Styczyński dużo uwagi poświęca poparciu ze strony Moskwy chrlowskiej tzw. „polityki jednych Chin”, która zakłada, iż Tajwan jest „zbuntowaną prowincją” komunistycznego państwa chińskiego. Jak pisze autor: we wspólnym chińsko-rosyjskim oświadczeniu opublikowanym przez Kreml, Rosja potwierdziła swoje poparcie dla reguły „Jednych Chin” i zadeklarowała, że „Tajwan jest nieodłączną częścią Chin” oraz sprzeciwiła się „wszystkim formom tajwańskiej niepodległości”. Podczas spotkania z Xi Jinpingiem w Pekinie 18 października 2023 roku (…) Władimir Putin stwierdził, że „na świecie są tylko jedne Chiny”. Wyraził twarde poparcie Rosji dla chińskich wysiłków w celu obrony swojej suwerenności i integralności terytorialnej. Te deklaracje dowodzą tego, że poparcie stanowiska Pekinu wobec Tajwanu stało się integralną częścią szerszego sojuszu strategicznego Moskwy i Pekinu.

Moskwa popiera roszczenia komunistów chińskich wobec Tajwanu czy na wodach Pacyfiku Zachodniego (skierowane przeciw Filipinom, Malezji, Indonezji, Brunei, Japonii i Korei Południowej), a Pekin wspiera imperialną agendę Federacji Rosyjskiej nie tylko wobec Ukrainy i na całym obszarze imperium sowieckiego (zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego) oraz w Europie Zachodniej. Jako przykład może posłużyć fakt, że pod koniec 2021 roku komunistyczne Chiny wyraziły poparcie wobec ultimatum Moskwy, w którym domagano się neutralizacji i de facto wygaszenia” NATO oraz wycofania się Stanów Zjednoczonych z Europy i całej Eurazji. Stanowisko to powtórzono podczas spotkania Xi-Putin na ceremonii otwarcia zimowej olimpiady w ChRL, w przeddzień pełnoskalowej agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Dodać tutaj należy inne, symboliczne wręcz wypowiedzi decydentów z KPCh: Wanga Yi oraz Lu Shaye. Pierwszy wyraził poparcie ChRL dla „mocarstwowości Rosji”, drugi stwierdził, że „suwerenność państw postsowieckich nie ma podstaw prawnych”. Komunistyczne Chiny od lat krytykują również NATO, przyjmowanie do Paktu nowych członków oraz amerykańską obecność w Europie, zwłaszcza wojskową. Styczyński pisze też, że Chiny brały (...) udział w ćwiczeniach wojskowych Zapad, przeprowadzanych w pobliżu granicy Polski. Nie były to jedyne ćwiczenia w pobliżu naszego terytorium – w roku 2017 ówczesną edycję obustronnych, chińsko-rosyjskich ćwiczeń „Morskije Wzaimodiejstwo” przeprowadzono na wodach Morza Bałtyckiego.

Drugi poziom zagrożenia to bezpośrednia ekspansja komunistycznych Chin w Polsce, która jest ściśle sprzężona z szerszym sojuszem Pekin-Moskwa, w szczególności również z agendą i wpływami ZSRS/FR na odcinku polskim. Warto zauważyć, że realizacja strategii czekistowskich elit rosyjskich reintegracji imperium sowieckiego pokrywa się czasowo z zacieśnianiem sojuszu z ChRL i wzrostem ich potęgi.

Filip Styczyński jako przykład ilustrujący ekspansję wpływów ChRL przytacza rosnącą w Polsce popularność chrlowskich samochodów elektrycznych, które w istocie są czymś o wiele więcej, niż „zwykłymi” samochodami elektrycznymi. Chińskie samochody elektryczne – pisze Styczyński – wjeżdżają na polski rynek w nadzwyczajnym tempie. Tylko w pierwszej połowie 2026 roku zarejestrowano 30741 chińskich samochodów, co daje 126 % wzrostu rokrocznie. Zaawansowane oprogramowanie tych samochodów opiera się na serwerach i aktualizacjach kontrolowanych z Chin. Samochody te zbierają dużą ilość danych, w tym informacje o lokalizacji, rozmowy, nagrania video i dane uzyskane ze sparowanych z nimi smartfonów. Na mocy Artykułu 7. Chińskiego Prawa Wywiadowczego, chińskie kompanie mogą być zmuszone do dostarczenia takich informacji chińskiemu rządowi, co tworzy ryzyko gromadzenia danych wywiadowczych i mapowania infrastruktury. Coraz popularniejsze, i co najważniejsze, bardzo tanie „chińskie elektryki” to w istocie zaawansowane, a podstępne urządzenia szpiegowskie, funkcjonujace w takiej roli bez wiedzy swojego użytkownika. Co więcej, samochody te mogą stać się chińskim uzbrojeniem i sprzętem stricte dywersyjnym i wojskowym, gdyż możliwe jest zdalne uruchomienie trybu autodestrukcji, na przykład przez wyłączenie zabezpieczeń przeciwprzepięciowych czy przeciwporażeniowych, mogące skutkować samozapłonem czy wręcz eksplozją takiego samochodu.

Analogiczne zagrożenie stanowi głośna ostatnio obecność robota nazwanego imieniem i nazwiskiem Edward Warchocki w miejscach i na wydarzeniach o charakterze krytycznym (Sejm, jednostka Marynarki Wojennej oraz przyjęcie w Ambasadzie ChRL ku czci… rocznicy założenia ChALW). Robot ten wyprodukowany został przez chrlowską firmę Unitree (nota bene znajdującą się na amerykańskich listach sankcyjnych). Robot wyposażony jest między innymi w LIDAR, kamery głębi i mikrofony, moduły AI oraz systemy rozpoznawania twarzy. Potrafi wejść w bezpośrednie interakcje z konkretnymi ludźmi, a co za tym idzie, zebrać dane mogące umożliwić szybkie i sprawne dokładne sprofilowanie danych, konkretnych osób i grup ludzi. Jego działalność należy też uznać jako działalność szpiegowską (a potencjalnie o wiele groźniejszą) sprzedawaną jako rozrywkę.

Filip Styczyński pisze też o obecności ChRL na obszarach infrastruktury krytycznej (krytycznej zwłaszcza w kraju frontowym i w sytuacji wojennej). Chińska firma Hutchinson Port Holdings (z siedzibą w Hong Kongu) jest operatorem terminala kontenerowego GCT w Gdyni, znajdującego się w pobliżu Portu Wojennego Gdynia oraz doku wykorzystywanego przez siły USA i krajów NATO, nie mówiąc o pozostałej infrastrukturze portowej i stoczniowej.

Autor snuje wręcz scenariusz potencjalnego użycia „chińskich elektryków” jako broni: Podczas kryzysu, który polegałby na jednoczesnym działaniom chińskim przeciwko Tajwanowi i rosyjskiej eskalacji na wschodniej flance NATO, zdalne unieruchomienie tysięcy samochodów mogłoby poważnie zakłócić logistykę wojskową i (…) transport. Można wręcz sobie wyobrazić scenariusz, w którym Chiny powodują jednoczesne zdalne wysadzenie samochodów elektrycznych, wzorem zdalnego wysadzenia pagerów i radiostacji Hezbollahu przez Izrael jesienią 2024 roku. Albo/oraz planowane przez ChRL przekazanie Federacji Rosyjskiej danych zebranych przez chińskie samochody elektryczne, kamery i systemy monitoringu (tak, jak to miało i ma miejsce na Ukrainie), smartfony i roboty, a wszystko to połączone z zamknięciem portów w Gdyni i Gdańsku dla krytycznych w sytuacji wojennej dostaw z USA i zachodnich krajów NATO. Ponadto, w przypadku hipotetycznej agresji na Polskę, Moskwa będzie miała wsparcie ze strony ChRL i będzie to co najmniej wsparcie polityczne i dyplomatyczne, w „najlepszym” przypadku wsparcie zakulisowe albo/i „fałszywa neutralność” jak w przypadku agresji na Ukrainę. Potencjalna agresja ChRL na Tajwan w „najlepszym” i najbardziej „optymistycznym” przebiegu, zwiększy ryzyko agresji agresji Federacji Rosyjskiej na Polskę lub/i kraje bałtyckie: Litwę, Łotwę i Estonię.

Coraz większy rozmach mają od kilku, a właściwie kilkunastu lat, chrlowskie operacje, które można określić mianem operacji wpływu. Ekspansja gospodarcza i technologiczna sprzężona jest właśnie z oddziaływaniem na infosferę, a wręcz na sferę kognitywną. Chińskie narracje – pisze Styczyński – są coraz bardziej obecne w polskim krajobrazie medialnym, często przedstawiając narracje krytyczne wobec Komunistycznej Partii Chin jako irracjonalną „ideologię antychińską”. Odzwierciedla to oficjalne komunikaty promowane przez Pekin, które odrzucają uzasadnione obawy dotyczące bezpieczeństwa jako uprzedzenia, nie odnosząc się do kwestii takich jak współpraca z Rosją czy stosowania szpiegostwa gospodarczego. Warto tutaj mieć na uwadze, że współczesna (lecz obecna od dziesięcioleci) sowiecka agentura wpływu (i nieświadomi niczego, nieznający się na mechanizmach polityki idealistyczni użyteczni idioci) popiera agendę komunistycznych Chin. Obojętnie czy to starzy komuniści i esbecy, czy feministki ze „Strajku Kobiet” i „Code Pink” (współpracujące z chrlowskim „Zjednoczonym Frontem”), czy „fajni”, „zachodni” i „nowocześni” zwolennicy roztopienia się Polski w zunitaryzowanym superpaństwie europejskim (nota bene ci sami, którzy dopuszczanie wpływów ChRL i „interesy tysiąclecia” realizowali jednocześnie z „resetem” z neosowiecką Rosją w latach 2007-15), czy też „jedyna bardzo prawdziwa prawica” i „polscy Polacy z polskiej Polski”. Czasem w ich narracji pojawia się poparcie Chin i/lub Rosji otwartym tekstem, czasem „tylko” podziw dla „chińskiego cudu gospodarczego” i „chińskiej modernizacji”, czasem mniej lub bardziej otwarty antyamerykanizm, a czasem tylko fałszywe symetryzowanie.

Choć Styczyński nie wspomina o tym, Chiny wspierają też koncepcję uzyskania przez Europę „strategicznej autonomii”, forsowaną przez elity niemieckie, francuskie i establishment Unii Europejskiej. Projekt ten skierowany jest przeciwko obecności politycznej i wojskowej USA i wpisuje się w koncepcje utworzenia eurazjatyckiej przestrzeni strategicznej, składającej się z ChRL, Federacji Rosyjskiej i scentralizowanej Unii Europejskiej. Realnym skutkiem realizacji takiej agendy byłoby utworzenie z Polski kondominium chińsko-rosyjskiego pod niemieckim zarządem powierniczym, parafrazując wypowiedź głośnego ostatnio „klasyka” (z czasów poprzedzających robienie selfie na Placu Czerwonym z sowieckim funkcjonariuszem Leonidem Swiridowem).



2026-05-31

Jak rozumieć oś Chiny-Rosja? Wokół analizy Jing Ge w "National Interest" (Cz. 1)

   

27 maja 2026 roku, dwa tygodnie po wizycie Trumpa i jego spotkaniu z przywódcą KPCh i ChRL Xi Jinpingiem, i tydzień po wizycie w Pekinie Putina, National Interest opublikował świetną, syntetyczną i kompleksową analizę autorstwa Jing Ge pod tytułem „How to understand the China-Russia Axis”. Autorka jest doktorantką pracującą m.in. jako wykładowca na Florida International University i zajmuje się m.in. stosunkami międzynarodowymi, zwłaszcza problematyką Azji Wschodniej i Pacyfiku.


Główne mechanizmy strategicznej symbiozy

Streszczona i omówiona tutaj analiza w sposób kompleksowy i szczegółowy wyjaśnia podstawowe mechanizmy funkcjonowania groźnej dla świata osi Pekin-Moskwa. Rosja i Chiny nie posiadają sojuszu w stylu NATO, ale są tworzą bliski sojusz tam, gdzie jest to istotne. Wizyta rosyjskiego prezydenta Władimira Putina w Pekinie w dniach 19-20 maja (niemal tydzień po podróży prezydenta Donalda Trumpa do Chin) zapowiada coś bardziej trwałego i potencjalnie trudniejszego do zwalczania: oś Chiny-Rosja, która staje się zinstytucjonalizowana, zdolna do działań i znormatyzowana – tak zaczyna analizę Jing Ge. Choć autorka omawia mechanizmy osi Pekin-Moskwa z perspektywy Stanów Zjednoczonych oraz zagrożenia, jakie układ ten stanowi dla USA, to oczywistą sprawą jest to, że jest to zagrożenie dla całego świata.


Główne niebezpieczeństwo dla USA (ale i całego świata) ze strony sojuszu Pekin-Moskwa nie polega, zdaniem Jing, na pełnej zbieżności decydentów z ChRL i Federacji Rosyjskiej we wszystkim i pełnej zbieżności interesów; te rozbiegają się na przykład w Azji Środkowej, Arktyce, na rynku technologicznym i równowadze sił w Eurazji. Jednak Chiny i Federacja Rosyjska jak pisze Jing – budują [...] głębię instytucjonalną, schematy działania, połączenia technologiczne i wspólny język polityczny wystarczające do koordynacji nawet, gdy ich interesy nie są takie same. To sprawia, że wizyta Putina w Pekinie jest sygnałem, że Chiny i Rosja próbują przekształcić partnerstwo – wynikające po części z presji – w długoterminowe ramy strategiczne obejmujące bezpieczeństwo, energię, finanse, transport, sztuczną inteligencję, nawigację satelitarną, przestrzeń kosmiczną i narracje dotyczące porządku międzynarodowego. Rezultatem nie musi być sojusz w stylu NATO. Bardziej prawdopodobne jest przybranie bardziej elastycznej formy – operatywnego systemu koordynacji przeciwko sile Stanów Zjednoczonych w wielu domenach.

Tutaj pojawiają się kwestie, które trzeba dopowiedzieć i wyjaśnić. Po pierwsze, ekspansja w Arktyce, na Dalekiej Północy czy całej Eurazji (nie tylko Azji Środkowej) to akurat te obszary, które Federacja Rosyjska i komunistyczne Chiny mogą opanować jedynie w ramach dwustronnej, strategicznej współpracy. Po drugie, strategiczny luźny sojusz nie jest ani po części spowodowany jakąkolwiek presją ze strony USA czy innych państw. Sojusz wynika z metapolitycznej i politycznej „wspólnoty genetycznej” ChRL i Federacji Rosyjskiej. Zarówno ChRL, jak i Federacja Rosyjska to państwa komunistyczne: w Chinach panuje komunizm jawny z centralną rolą partii komunistycznej, zaś w Rosji panuje „komunizm ukryty” z centrum dyspozycji politycznych w postaci „korporacji czekistów”. Po trzecie, dążenie do obalenia pozycji USA to droga wyższego celu Komunistycznej Partii Chin i czekistowskiego „Zarządu”. Najważniejszym celem osi Pekin-Moskwa jest ustanowienie nowego porządku światowego, w którym światowym hegemonem są komunistyczne Chiny, a głównym filarem Pax Sinica jest Federacja Rosyjska. Ponadto, oś Pekin-Moskwa stała się centrum całej sieci mniej lub bardziej sformalizowanych sojuszy globalnych i lokalnych, które skierowane są na działanie przeciw USA (i ich sojusznikom) oraz ich „strategiczne oblężenie” oraz realizację globalnej agendy Pekinu i Moskwy.



Instytucjonalizacja osi Pekin-Moskwa

Na przestrzeni ostatnich dwóch-trzech dekad sojusz Pekin-Moskwa dokonał znaczącej instytucjonalizacji, która według Jing stanowi główne niebezpieczeństwo dla Stanów Zjednoczonych, przede wszystkim dlatego, że gwarantuje to sojuszowi trwałość i odporność na warunki zewnętrzne oraz możliwość kształtowania otoczenia, a nie tylko reagowanie na kryzysy i presję zewnętrzną. Przykładem jest ostatnia wizyta Putina w Pekinie. Data wizyty Putina to podkreśla. Rok 2026 to trzydziesta rocznica ogłoszenia przez Chiny i Rosje „Strategicznego Partnerstwa XXI wieku i dwudziesta piąta rocznica Traktatu o Dobrosąsiedzkich Relacjach i Przyjaznej Współpracy. Podczas ostatniej wizyty, przywódcy Chin i Federacji Rosyjskiej przyjęli również deklarację o latach 2026 i 2027 jako „Chińsko-rosyjskich latach Edukacji”, która – jako jeden z wielu przyjętych dokumentów – rozszerzyła agendę wizyty Putina na szersze obszary współpracy dyplomatycznej, politycznej, międzyrządowej, instytucjonalnej i edukacyjnej. Podczas tej wizyty, władze ChRL i Federacji Rosyjskiej zadecydowały również o przedłużeniu obowiązywania Traktatu o Dobrosąsiedzkich Relacjach i Przyjaznej Współpracy.

Jest to – zdaniem Jing – znak tego, że […] instytucjonalizacja redukuje prawdopodobieństwo tego, że stosunki Chiny-Rosja zawalą się pod presją zewnętrzną. Przedłużenie Traktatu o Dobrosąsiedzkich Stosunkach, Przyjaźni i Współpracy oznacza, że obie strony zamierzają umieścić strategiczną koordynację w długoterminowych, dwustronnych ramach. Podczas wizyty Putina (wraz ze świtą) w Pekinie przyjęto również około czterdziestostronicowy dokument zatytułowany „Wspólna Deklaracja dalszego wzmacniania chińsko-rosyjskiej wszechstronnej strategicznej koordynacji i pogłębiania dobrosąsiedztwa i przyjaznej współpracy”, która opisuje strategiczną współpracę Pekin-Moskwa jako szczytową w historii i o najwyższej dynamice wewnętrznej oraz odporność sojuszu na ewentualną presję z zewnątrz. Przesłanie tego dokumentu – wg Jing – jest jasne: sojusz Chin i Federacji Rosyjskiej nie ulegnie załamaniu pod wpływem amerykańskich i europejskich sankcji, działań wspierających Ukrainę w wojnie obronnej przeciw Moskwie, ani też międzynarodowej krytyki i potępienia. Kurs na strategiczną współpracę komunistycznych Chin i Federacji Rosyjskiej jest stały.

Jak pisze dalej Jing, instyucjonalna głębia tworzy przewidywalność. Daje ona biurokracjom, ministerstwom, uniwersytetom, firmom energetycznym, agencjom infrastrukturalnym i graczom technologicznym ramy stałej współpracy. Nawet jeśli Pekin i Moskwa nie zgadzają się w konkretnych sprawach, istnienie tych kanałów pozwala im na powrót do współpracy po taktycznych sporach. To jest to, co czyni ich stosunki bardziej odporne, niż uczyniłaby to tymczasowa antyzachodnia zbieżność.

Zdolność osi Pekin-Moskwa do skoordynowanych działań

Kolejnym mechanizmem strategiczngo sojuszu komunistycznych Chin i Federacji Rosyjskiej, jest zdolność do wzajemnie koordynowanych działań na wielu obszarach, zarówno w sensie geopolitycznym, jak i domenowym. Pekin i Moskwa mają nie tylko wspólną wizję świata, ale potrafią wytworzyć mechanizmy pozwalające im działać w sektorach współpracy wojskowej, bezpieczeństwa państwowego, gospodarki, polityki energetycznej, cyber, finansowej oraz logistyki i tworzenia oraz obsługiwania łańcuchów dostaw i przepływów strategicznych.

Współpraca wojskowa i w zakresie bezpieczeństwa wykracza już daleko poza kwestie czysto ceremonialne. ChRL i Federacja Rosyjska przeprowadzają cykliczne, regularne wspólne ćwiczenia wojskowe, wspólne szkolenie, a także ćwiczenia marynarek wojennych, wspólne patrole lotnicze, realizują również współpracę wojskowo-technologiczną. Powyższy mechanizm niesie – zdaniem Jing – następującą konsekwencję strategiczną: […] nie jest nią to, że Chiny i Rosja przygotowują się do wspólnej walki w każdym konflikcie. Wzmacniają one […] zdolność do generowania zsynchronizowanej presji, przeprowadzania strategicznej dywersji i wzajemnego zapewniania politycznego i operacyjnego wsparcia podczas kryzysów. Kryzys w Cieśninie Tajwańskiej, w rejonie Morza Bałtyckiego, w Arktyce, na Półwyspie Koreańskim czy Morzu Czarnym nie mogą być dłużej postrzegane osobno, jeśli druga strona może wymuszać presję gdzie indziej. Przykładem jest wsparcie polityczne ChRL dla prowadzenia przez Federację Rosyjską wojny przeciw Ukrainie (pod przykrywką pozorowanej neutralności) i działań hybrydowych przeciwko krajom NATO, zwłaszczas Flanki Wschodniej: Litwie, Łotwie, Estionii, Polsce i Finlandii. Również, „przypadkiem”, wizyta Putina w ChRL zbiegła się z rosyjsko-białoruskimi manewrami wojsk nuklearnych czy „przypadkowymi upadkami” dronów na Łotwie, Litwie, zaostrzeniem działań wobec Ukrainy (ataki dronowe i użycie „Orieszników”) oraz falą fałszywych alarmów i interwencji służb w Polsce, w domach oficjeli (prezydenta Karola Nawrockiego, b. ministra Sławomira Cenckiewicza) czy figur opozycji (red. Tomasza Sakiewicza).

Współpraca ChRL w zakresie bezpieczeństwa obejmuje nie tylko współpracę wojskową, ale również wspólpracę w zakresie: organów porządkowych, cyberbezpieczeństwa, kontrterroryzmu, przestępczości transgranicznej, szeroko pojętego zarządzania kryzysowego. Jak pisze Jing, w praktyce oznacza to, że chińsko-rosyjska współpraca w zakresie bezpieczeństwa rozciąga się obecnie na bezpieczeństwo: wojskowe, wewnętrzne, graniczne, cyber, finansowe oraz bezpieczeństwo w zakresie zarządzania społecznego [social-governance security – autor]. Współpraca ewoluuje w stronę wielodomenowej współpracy bezpieczeństwa, nie tylko prostej dyplomacji wojskowej.

ChRL i Federacja Rosyjska pracują od długiego czasu nad stworzeniem własnego systemu relacji gospodarczych i finansowych, który byłby odporny na presję zewnetrzną. Szczególnie ważnymi celami tych działań są: działanie przeciw sankcjom, redukcja zależności od zachodnich systemów oraz ochrona i bezpieczeństwo własnych łańcuchów dostaw. Pekin i Moskwa rozszerzają współpracę w zakesie produkcji samochodów, statków, lotnictwa cywilnego, gospodarki cyfrowej, sztucznej inteligencji, technologii informacyjnej i łączności, transgranicznego e-handlu i wydobycia minerałów. Wiele z tych sektorów jest powiązanych z odpornością przemysłową, unikaniem sankcji, technologiami podwójnego zastosowania i przyszłością połączeń w Eurazji. Centralnym punktem jest polityka energetyczna. Moskwa i Pekin systematycznie pogłębiają współpracę nad wytworzeniem i usprawnianiem infrastruktury energetycznej, zwłaszcza transgranicznej, włącznie z projektami elektrowni atomowych Xudabao i Tianwan. Dla Moskwy, Chiny stanowią dogodny rynek zbytu dla surowców energetycznych, zwłaszcza w kontekście utraty rynków zachodnich i sankcji. Dla Pekinu zaś Rosja jest bezpiecznym zapleczem energetycznym, zarówno jako źródło surowców energetycznych, jak i bezpieczny szlak dostaw, niezależny od oceanicznych i morskich „wąskich gardeł” w rodzaju Cieśniny Orrmuz czy Cieśniny Malakka. Dwustronna współpraca energetyczna dla Federacji Rosyjskiej oznacza ekonomiczne przetrwanie, a dla Chin – strategiczną dywersyfikację źródeł energii.

ChRL i Federacja Rosyjska dążą też wspólnie do budowy wspólnej infrastruktury transportowej, logistycznej i inwestycyjnej łączącej obydwa kraje z krajami Azji Środkowej, Mongolią, ale także z Europą i Arktyką i tworzące stabilniejszy i bardziej kontrolowalny system lądowo-morski. Agenda Pekinu i Moskwy obejmuje m.in. most autostradowy Heihe-Błagowieszczeńsk, korytarz transportowy Europa-Chiny Zachodnie i połączenia drogowe z Kazachstanem. Ponadto, obydwa kraje pracują nad stworzeniem bezzałogowych systemów transportu towarowego do handlu międzynarodowego. Ostatnie jest częścią koncepcji utworzenia chińsko-rosyjskiej sztucznej inteligencji.

Nie jest to wyłącznie kwestia pogłębiania relacji wyłącznie handlowych i choć Jing Ge patrzy z perspektywy USA, konsekwencje będą odczuwalne także dla innych, mniejszych krajów. ChRL i Federacja Rosyjska […] próbują zbudować fizyczną, finansową i ekonomiczną infrastrukturę, która uczyniłaby Eurazję mniej zależną od kontrolowanych przez Stany Zjednoczone szlaki morskie, zachodnie ubezpieczenia, zachodnie kanały płatnicze i kontrolowane przez Zachód standardy technologiczne.

Technologia i totalitarny (komunistyczny) system wartości

Kolejnym elementem konstytutywnym dla osi Pekin-Moskwa, a jednocześnie czyniącym ten układ zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych i świata są sprzężone i skonwergowane (by użyć określenia autorki) ze sobą technologia i normatywizacja tego sojuszu. Jak pisze Jing, Pekin i Moskwa budują fundamenty niezachodniego ekosystemu technologii i rządzenia. Współpraca technologiczna obejmuje m.in.: ekonomię cyfrową, sztuczną inteligencję, IT i technologie łączności, internet, w tym internet rzeczy, nawigację satelitarną, łączność radiową i satelitarną oraz digitalizację infrastruktur miejskich. Współpraca ta obejmuje także prace nad systemem cyber-inwigilacji, wdrażanym w komunistycznych Chinach pod postacią Systemu Zaufania Społecznego, nad którym od kilku lat eksperymentuje również Federacja Rosyjska, w oparciu o chińskie know-how, technologie, wykonawców i podwykonawców. Jing stawia sprawę jasno – ten, kto kontroluje łączność, przepływ informacji i wszelkie nowoczesne technologie, ten jest w stanie narzucić tą drogą i/lub wdrożyć swój system wartości.

szczególności ważne są systemy operujące w kosmosie, bazujące na technologiach satelitarnych, ponieważ łączą one zastosowanie cywilne i innowacje, mobilność i dowodzenie w siłach zbrojnych oraz sprawczość w narzucaniu władzy. ChRL i Federacja Rosyjska współpracują m.in. w budowie Międzynarodowej Bazy Księżycowej, bezzałogowej eksploracji Księżyca oraz eksploracji głębokiego kosmosu. Wdrażają również „Mapę Drogową Współpracy w Dziedzinie Nawigacji Satelitarnej na lata 2026-2030”, która ma za zadanie wzmocnić współpracę i koordynację chińskiego systemu Beidou i rosyjskiego GLONASS, co będzie miało konsekwencje dla pozycjonowania, nawigacji sateliternej, systemów bezzałogowych i eksploracji kosmosu w długofalowej perspektywie.

Kolejną areną współpracy technologicznej ChRL i Federacji Rosyjskiej jest AI. Chiny i Rosja współpracują nad cywilnymi aplikacjami AI, infrastrukturą cyfrową, cyfryzacją miast oraz technologiami informacyjnymi i komunikacyjnymi. Koordynują również działania na rzecz międzynarodowego zarządzania AI. Poparcie Rosji dla chińskiej propozycji utworzenia Światowej Organizacji Współpracy nad AI sugerują, że Pekin i Moskwa mogą promować ustanowienie zasad AI różniących się od zachodnich […], z większym naciskiem na suwerenność, współpracę prowadzoną przez państwa i polityczną kontrolą nad danymi i ich platformami.

ChRL i Federacja Rosyjska krytykują również „zewnętrzny przymus wojskowy”, zabójstwa i porwania przywódców „suwerennych państw” czy naruszanie ich immunitetu. Swoją drogą, zupełnie „przypadkiem”, Chiny nie potępiają ani agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, ani wywierania wpływu czy operacji wpływu Moskwy na dawne sowieckie imperium. Jest to – zdaniem Jing – skierowane nie tylko i nie tyle na wzajemną ochronę swoich systemów władzy, co na światową delegitymizację systemu ochrony praw człowieka, demokracji czy sprawiedliwości międzynarodowej. Ogólnym celem jest tutaj redefinicja pojęcia suwerenności państwowej tak, by służyło ono ochronie i izolacji chińskiego i rosyjskiego (neosowieckiego) systemu władzy.

Choć Jing Ge nie pisze o tym wprost, współpraca technologiczna i w dziedzinie normatywizacji sojuszu Pekin-Moskwa ma za cel również eksport systemu władzy panującego w ChRL i Federacji Rosyjskiej, tym samym realizując światową i regionalną agendę KPCh i „korporacji czekistów”.

2026-03-15

Pokój poprzez siłę. Epicka Furia

    

Rozpoczęta 28 lutego operacja „Epicka Furia” skierowana przeciw Islamskiej Republice Iranu jest kontynuacją doktryny Trumpa, polegającą na wyjściu USA ze strategicznego oblężenia przez „Globalną Eurazję”, po operacji „Absolute Resolve”, mającej sparaliżować komunistyczną Wenezuelę (i zakończonej sukcesem).

Epicka Furia” przeciwko Chinom

Już pierwszego dnia operacji Zineb Riboua w szczegółowy i kompleksowy sposób opisała współzależność Islamskiej Republiki Iranu i komunistycznych Chin, a co za tym idzie ważność Iranu dla strategii Stanów Zjednoczonych, wyrażonych w doktrynie administracji Donalda Trumpa. Według niej, problem irański nie sprowadza się jedynie do próby pozyskania broni nuklearnej, sponsorowania terroryzmu, destabilizacji Bliskiego Wschodu czy wreszcie szeroko dyskutowanego bycia zagrożeniem dla Izraela. Tymczasem faktycznym powodem wszystkich problemów tworzonych przez reżim ajatollahów jest wielka strategia komunistycznych Chin: „[…] Pekin poświęcił lata oraz miliardy dolarów na przekształcenie Iranu w strategiczny zasób. Wszystko, co dzieje się na Bliskim Wschodzie wynika z tego faktu. Dlatego, operacja „Epicka Furia” jest pierwszą amerykańską kampanią wojenną, która zagraża temu zasobowi. Poprzez bezpośrednie uderzenie na Iran, administracja Trumpa rozbraja […] filar chińskiej architektury w regionie.”

„Epicka Furia” jest niejako ciągiem dalszym operacji „Powstający Lew” z czerwca 2025 roku, w wyniku której, po 12 dniach precyzyjnych uderzeń lotniczych zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, uderzono w 3 instalacje nuklearne i zabito 30 dowódców i 12 naukowców pracujących nad wzbogacaniem uranu. Padła irańska mitologia i narracja republiki islamskiej o niezawodnym odstraszaniu „Wielkiego” i „Małego Szatana”. Operacja ta zapoczątkowała narodową, ludową (kontr)rewolucję przeciwko bolszewicko-islamskiemu reżimowi. „Pod koniec grudnia wybuchły w 31 prowincjach największe protesty od 1979 roku, napędzane upadkiem gospodarczym i ludnością, która nie wierzyła już dłużej w siłę reżimu. Rząd odpowiedział w styczniu 2026 roku masakrami, w których zginęły tysiące.” Reżim został znacznie osłabiony, zaś ChRL udzieliły mu wsparcia, m.in. poprzez finalizację umowy na dostarczenie ponaddźwiękowych pocisków balistycznych służących do rażenia okrętów wojennych wroga, wg Zineb Riboua, zdolnych do rażenia lotniskowców amerykańskich na wodach Zatoki Perskiej czy innych pobliskich akwenach. „Wcześniej – pisze Riboua – chińscy dostawcy dostarczyli ponad 1000 ton nadchloranu sodu, kluczowego składnika paliwa rakietowego, do irańskiego portu Bandar Abbas”. Taka ilość wystarcza – jak pisze Riboua – do odbudowy arsenału rakietowego, który Izrael zniszczył 12-dniowymi bombardowaniami w 2025 roku.

Patrząc z perspektywy Pekinu, Iran jest jednym z najważniejszych (oprócz Federacji Rosyjskiej) dostawców tanich surowców energetycznych dla ChRL. „Chiny kupują około 90% irańskiego eksportu ropy naftowej po ostro zaniżonych cenach. Dostawy płyną flotą cieni, tankowce wyłączają swoje transpondery i zmieniają etykiety ładunków na malajskie albo indonezyjskie, by ominąć amerykańskie sankcje. Od 2021 roku łączna wartość zamówień przekroczyła wartość 140 milionów dolarów. Czyni to Chiny prawdziwym powodem, z którego Islamska Republika nie zbankrutowała.” Chiny zyskują tym samym tanie surowce, których nie pozyskałyby po cenach rynkowych i mogą wywierać politycznyczny wpływ na ogromne, liczące 90 milionów mieszkańców państwo leżące na kluczowym szlaku dostaw surowca o znaczeniu strategicznym dla całego świata, czego konsekwencje widzimy chociażby na stacjach benzynowych w ostatnich dniach.

Zineb Riboua wspomina o zawartym w 2021 roku na 25 lat „Wszechstronnym Partnerstwie Strategicznym” komunistycznych Chin i Iranu, na mocy którego ChRL ma zainwestować 400 miliardów dolarów w irański sektor bankowy, energetyczny, telekomunikację i infrastrukturę. Im silniejsze są tego rodzaju wpływy Pekinu, tym mniejsze są możliwości gry ze strony państw zachodnich, a jednocześnie czyni Iran instrumentem realizacji mocarstwowych aspiracji KPCh – zarówno regionalnych, jak i globalnych.

Równie ważne są chińskie inwestycje w sektor technologiczny. Huawei i ZTE inwestują w sektor telekomunikacyjny na terenie Iranu. ZTE buduje już od 2010 roku systemy monitoringu oraz kontroli internetu podległe pod irański system kontroli internetu. Huawei natomiast jest najwięszym dostawcą sprzętu, co jest bardzo istotne dla państwowego, irańskiego aparatu represji, w tym dla funkcjonowania islamistycznej cenzury. Chrlowskie firmy, takie jak Hikvision i Tiandy dostarczają władzom islamskiej republiki systemów rozpoznawania twarzy, służących – na wzór metropolii – totalnej inwigilacji społeczeństwa. Irański państwowy dostawca usług internetowych tworzy system wzorowany na chrlowskiej „Wielkiej Ścianie Ognia”.

System – pisze Riboua – zastosował chińskie rozwiązania i technologie podczas masakr w styczniu 2026 roku. „Gdy reżim niemal całkowicie wyłączył internet, by zapobiec wydostawaniu się na świat zewnętrzny relacji o mordach, zrobił to w oparciu o infrastrukturę, którą pomagały przez lata zbudować chińskie firmy. Technologia nadzoru umożliwiająca IRGC namierzać, identyfikować i tłumić dysydentów została dostarczona przez te same firmy, które wykonują te same zadania dla Komunistycznej Partii Chin w Xinjiangu. Pekin dostarcza republice islamskiej narzędzia pozwalające przetrwać opór własnych obywateli i czyni to z tego samego powodu, dla którego kupuje ropę – Iran zależny to Iran użyteczny”.

Zabezpieczenie przedpola

Najważniejszy punkt omawianego artykułu Zineb Riboua dotyczy znaczenia islamskiej republiki dla chrlowskich działań przeciwko Tajwanowi i szerzej, na Pacyfiku Zachodnim. „Logiczne myślenie nie wymaga żadnych teorii spiskowych w celu wyjaśnienia. Wszystkie dolary wydane przez Stany Zjednoczone na obronę szlaków morskich na Morzu Czerwonym to dolary, które nie zostaną wydane na produkcję okrętów podwodnych, bazy na Pacyfiku czy na planowanie obrony Tajwanu. Każda grupa lotniskowcowa stacjonująca w Zatoce Adeńskiej to grupa lotniskowcowa nieobecna na Pacyfiku Zachodnim. Sojusznicy Iranu, uzbrojeni w irańską broń i wspierani przez irański wywiad, funkcjonują jako mechanizm strategicznego odstraszania Ameryki, koszty w całości ponosi Waszyngton, podczas gdy Pekin odnosi strategiczne zyski”, pisze Riboua.

USA nie zdecydowały się na atak na Iran dlatego, by ukarać ajatollahów (w przypadku Alego Chameneiego i części wierchuszki IRGC – karą główną) za niezwykle krwawe (nawet jak na standardy islamistyczno-bolszewickiego reżimu) stłumienie protestów przeciw islamskiej republice, ani też ze względu na sojusz z Izraelem, który, swoją drogą, walczy o przetrwanie narodu żydowskiego przeciw chcącym powtórzyć Holocaust islamistycznym ruchom i reżimom (sponsorowanym z Pekinu i Moskwy).

Stany Zjednoczone muszą zabezpieczyć sobie przedpole, i to przedpole o strategicznym znaczeniu nie tylko dla nich, ale i dla całego świata (co widać na przykładzie kryzysu naftowego i nadchodzącej recesji) w kontekście hipotetycznej, a być może nieuniknionej, konfrontacji bezpośredniej z komunistycznymi Chinami w walce o Tajwan, która może stać się ostateczną walką o światową dominację.

W przypadku hipotetycznej, być może nieuniknionej, inwazji komunistycznych Chin na Tajwan, albo chociażby blokady morskiej i powietrznej, kluczowe dla Stanów Zjednoczonych będą – zdaniem Riboua – trzy czynniki:

Po pierwsze – energia. Chiny importują 70% ropy naftowej, większość tego eksportu idzie przez Cieśninę Malakka, która w przypadku wojny na Tajwanie mogłaby zostać zamknięta. Obecnie dostarczycielami surowców energetycznych dla Chin są Iran, pozostałe państwa basenu Zatoki Perskiej i Federacja Rosyjska (stabilniejsza jako dostawca, niż wyżej wymienione). Jeśli – jak pisze Riboua – Bliski Wschód znajdowałby się w orbicie gospodarczej ChRL podczas inwazji, Pekin miałby przewagę rezerwy surowcowej i energetycznej nad USA.

Po drugie – postawa siły Stanów Zjednoczonych. Według Zineb Riboua, USA nie są zdolne do prowadzenia wojny na dwóch teatrach, co udowodniła sytuacja, która rozpoczęła się w 2023 roku na skutek której Stany Zjednoczone zmuszone były do użycia znaczącej ilości broni do walki z lokalnymi terrorystami Houthi w czasie miesięcy. „Bliski Wschód wymagający permanentnego zarządzania kryzysowego wyczerpuje amerykańskie wojska z okrętów, samolotów i amunicji, której potrzebują do odstraszania na Pacyfiku”. Jeżeli zaś wyelimowanoby Iran wraz z siecią lokalnych sojuszników, a pozostałe kraje regionu pozostałaby sojusznikami USA i Izraela (albo przynajmniej neutralne), to Ameryka nie musiałaby używać tam znaczących sił i środków.

Po trzecie – sojusznicy. Jeżeli komunistyczne Chiny w jakikolwiek sposób zaatakowałyby Tajwan, „(…) Stany Zjednoczone będą potrzebowały państw sojuszniczych do ukarania Chin poprzez narzucenie kosztów, sankcji, wykluczenia finansowego i ograniczenia dostępu do technologii. Skuteczność takiej koalicji zależeć będzie od tego, czy państwa produkujące energię będą w niej uczestniczyły.” Jeśli Arabia Saudyjska, Katar, Bahrajn albo Zjednoczone Emiraty Arabskie znajdowałyby się w strefie wpływów Pekinu w sytuacji wojny o Tajwan i kontynuowałyby eksport ropy i gazu do Chin, system sojuszy dowodzonych przez USA byłby w najlepszym wypadku poważnie osłabiony.

                                            Źródło: X/NATIONAL REVIVAL
 

Iran – element „totalitarnego kwartetu” i „Globalnej Eurazji”

Islamska Republika Iranu jest też elementem szerszego układu strategicznego, który określić można – parafrazując dra Stephena Blanka – jako „totalitarny kwartet”, albo „Globalna Eurazja”: jest to układ obejmujący komunistyczne Chiny, Federację Rosyjską, omawiany tutaj Iran, i Koreę Północną, gdzie oczywiście tandem Pekin-Moskwa to centrum, zaś Iran i Korea Północna, ale także Wenezuela, Kuba i Brazylia pełnią rolę peryferii, które można w razie kryzysu „poświęcić” jako państwa buforowe, ograniczając się do „jedynie” do pomocy wywiadowczej, technicznej czy dyplomatycznej (a warto wspomnieć, że Iran jest członkiem m.in. Szanghajskiej Organizacji Współpracy, aspirującej do statusu „eurazjatyckiego NATO”); zarówno Pekin, jak i Moskwa z mniejszą lub większą intensywnością potępiają operację „Epic Fury”. Już dwa lata temu dr Stephen Blank ostrzegał, że układ ten jest na drodze do prowadzenia wspólnie koordynowanych akcji przeciwko USA i innym krajom.

Poligonem takich skoordynowanych działań „Globalnej Eurazji/totalitarnego kwartetu” stała się chociażby wojna na Ukrainie, gdzie Iran wspierał Federację Rosyjską dronami Shahed oraz instruktorami i operatorami z IRGC, zaś Korea Północna wysyła amunicję artyleryjską i swoich żołnierzy w „null”. Komunistyczne Chiny stały się – tu znów odwołajmy się do analizy Zineb Riboua – największym beneficjentem wojny, czyniąc Federację Rosyjską własnym zapleczem strategicznym (a właściwie pogłębiając tą rolę Rosji), bezpiecznym zapleczem surowcowym (w porównaniu z Iranem i innymi państwami Bliskiego Wschodu) oraz klientem własnego przemysłu, zwłaszcza w zakresie nowoczesnych technologii (która w najlepszym wypadku średnio radzi sobie z amerykańską i żydowską machiną wojenną i nie była w stanie uchronić Maduro przed uprowadzeniem, ani Chameneiego przed spotkaniem z Allahem) czy też motoryzacyjnego.

Ponadto, reżim ajatollahów jest systemem o charakterze bolszewickim, a konkretnie islamsko-komunistycznym, który powstał w dużej mierze za sowieckie pieniądze i sowiecką pomoc. Wszystko inne, na czele z aspektami geopolitycznymi i geostrategicznymi to jedynie konsekwencje długiego trwania długofalowej komunistycznej strategii. Warto też zwrócić uwagę na to, że krwawo tłumiony bunt narodu/społeczeństwa irańskiego ma charakter nie tyle demoliberalny, jak w przypadku historycznych „kolorowych rewolucji”, nie islamistyczny, ale monarchistyczny i – można rzec – na swój sposób rodzimowierczy i tradycjonalistyczno-integralny, odwołujący się do przedislamskiego, zaratusztrańskiego dziedzictwa Persji. Marki irańskiego buntu to syn ostatniego szacha, Reza Pahlavi i tradycyjne, królewskie symbole narodowe – Lew i Słońce.

 

 
Źródło: X/Inevitable West

Kontrstrategią Iranu będzie jak najdłuższe przedłużanie wojny, które ma doprowadzić do jak największego wyczerpania się machiny wojennej Stanów Zjednoczonych i Izraela oraz jak największych zniszczeń infrastruktury naftowej i gazowej Arabii Saudyjskiej, Kataru, Bahrajnu, Emiratów i Omanu. Pewne będzie wspieranie islamskiego terroryzmu na Bliskim Wschodzie, ale też w Europie i w Ameryce. Konieczne – z punktu widzenia Iranu, ale i Pekinu i Moskwy – będzie kontynuowanie blokady Cieśniny Ormuz i dalsze pogłębianie kryzysu na Zachodzie.

Operacja „Epicka Furia” to wojna prewencyjna, która ma za zadanie co najmniej zakłócić funkcjonowanie tego układu, poprzez eliminację jego peryferyjnych elementów, które i tak prędzej czy później zaatakowałyby. Jest to cios nie tylko w komunistyczne Chiny, ale i w neosowiecką Rosję, ze względu na współzależność i strategiczną symbiozę łączącą Pekin i Moskwę. Prewencyjna wojna jest konieczna nie tylko z perspektywy Waszyngtonu i Tel-Awiwu, ale i całego wolnego świata. Poza tym, operacja irańska to kolejna – po Wenezueli – kampania, w której to Stany Zjednoczone i ich sojusznicy przejmują inicjatywę w „sekwencyjnej wojnie światowej”, wywołanej i prowadzonej przez tandem Pekin-Moskwa.

Nawet gdyby USA i Izrael zaniechałyby przeprowadzenia prewencyjnego ataku, Iran tak czy inaczej zaatakowałby, w momencie mniej lub bardziej dogodnym dla siebie (ale i dla suzerenów z Moskwy i Pekinu), czego konsekwencje byłyby znacznie bardziej katastrofalne niż te, z którymi mamy do czynienia obecnie. Gdyby spełnił się hipotetyczny scenariusz, o którym pisze Zineb Riboua, to w przypadku ataku ChRL na Tajwan (i nie tylko Tajwan, ofiarą komunistycznej agresji równie dobrze mogą stać się Filipiny, albo Korea Południowa, zaatakowana przez reżim Kimów), Iran na pewno rozpocząłby równoległą ofensywę przeciwko Izraelowi i krajom Zatoki Perskiej przy pomocy wszystkich swoich aktywów: zarówno regularnej armii, jak i organizacji terrorystycznych podległych IRGC.

Potencjalna ofensywa Iranu nie ograniczyłaby się do Bliskiego Wschodu: sponsorowane i zbrojone przez Iran organizacje terrorystyczne przeprowadzałyby zamachy w Europie, a dodatkowo wzmocnione zostałoby polityczne skrzydło i społeczna baza wojującego islamizmu tamże. Kryzys naftowy w takim przypadku byłby o wiele większy niż aktualny, a poza tym nałożyłby się na kryzys technologiczny i żywnościowy. Zacieśniłaby się zapewne centralizacja UE i dążenia do uzyskania „strategicznej samodzielności” w opozycji do USA. Znacznie bardziej prawdopodobne byłoby w takiej sytuacji rozpoczęcie kolejnej wojny – łatwy do wyobrażenia byłby atak Federacji Rosyjskiej na przykład na któreś z państw bałtyckich, a Polska mogłaby stać się polem wzmożenia operacji „Śluza” i ataków dokonywanych na przykład irańskimi dronami Shahed (albo ich sowieckimi kopiami), albo wręcz to my stalibyśmy się głównym celem inwazji. Spełniłoby się odwieczne marzenie komunistycznych strategów o wojnie na wielu frontach, o „tysiącu Wietnamów” Che Guevary. USA mógłby czekać scenariusz zbliżony do tego, jaki na początku 2024 roku nakreślił Niall Ferguson.


2026-02-15

Burza w Pekinie

W sprawie wydarzeń/dezinformacyjnej pokazuchy w ChRL z przełomu stycznia i lutego 2026 roku powszechna jest narracja zarówno w mainstreamie, jak i w chińskich mediach dysydenckich – że "zły i niekompetentny" Xi i "źli i niekompetentni" funkcjonariusze partyjni z KPCh czyszczą rzekomo "dobre", „kompetentne” i „znające się na robocie” chińskie wojsko. Albo odwrotnie - „źli” wojskowi, prący do inwazji na Tajwan buntują się przeciwko „umiarkowanemu” naczialstwu KPCh i równie umiarkowanemu Xi.

I chyba wszystkie te komentarze i analizy, nawet te podawane przez chińskich dysydentów, pomijają jedną bardzo ważną kwestię. Mianowicie tą, że ChALW nie są normalnymi siłami zbrojnymi, jak praktycznie we wszystkich państwach, łącznie z częścią państw komunistycznych, kryptokomunistycznych i totalitarnych. Tymczasem ChALW to po prostu integralna część Komunistycznej Partii Chin – jej zbrojne ramię, można wręcz powiedzieć, że bojówka partyjna na pervitinie i mefedronie.

Obojętnie, co faktycznie (albo i nie) się dzieje za murami Nowego Zakazanego Miasta, to jest to sprawa wewnątrz Komunistycznej Partii Chin. I bardzo prawdopodobne jest to, że mamy do czynienia z wewnętrznymi przetasowaniami upozorowanymi na czystkę, czy wręcz pucz.

O takiej opcji pisała niedawno dr Li Meng Yan – chińska lekarz znana najbardziej z ujawnienia faktu, że wirus SARS-Cov-2 to chrlowska broń biologiczna. Według dr Li, narracja o rzekomym nieudanym puczu, czystce w dowództwie ChALW, odsunięciu Xi Jinpinga czy wręcz upadku Komunistycznej Partii Chin są „częścią zaawansowanej wojny kognitywnej”. Według niej, „nie było żadnego puczu” na szczytach KPCh. Wg Li obserwowaliśmy (albo obserwujemy) bardzo typową dla KPCh operację, polegającą na kontr-przeciekach, zamianie ról i tworzeniu zasłon dymnych.

Umyślnie – zdaniem Li – zignorowano założenie, że „jako przewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej i I sekretarz KPCh, to Xi Jinping jest jedynym najwyższym przywódcą w systemie władzy KPCh. Władza nad wojskiem jest skoncentrowana wyłącznie w jego rękach. Centralna Komisja Wojskowa nie jest kolektywnym ciałem decyzyjnym, a jedynie narzędziem wykonawczym.” Jest to organ wykonawczy kierownictwa KPCh i to od początku istnienia komunistycznej państwowości chińskiej, a wręcz od założenia Komunistycznej Partii Chin. Wszystkie decyzje mają swoje źródło w jednej osobie – przewodniczącym Xi. „Jeśli – zdaniem Li – ten podstawowy fakt nie jest zrozumiały, wszystkie dalsze osądy będą mylne”.

Zdaniem dr Li Meng Yan, Xi nie obawia się ani przewrotu ani korupcji w szeregach partii; pucz jest wykluczony z powodu zasady „najwyższego przywódcy” KPCh, która „strukturalnie wyklucza taką możliwość”, zaś „korupcja jest zaledwie wygodnym i często używanym tłumaczeniem”. Chiński gensek realnie obawia się tego, że zostanie potraktowany przez Stany Zjednoczone jako osoba odpowiedzialna za wszystkie zbrodnicze działania przeciwko USA i całemu wolnemu światu. Przykładem ma być pandemia Covid-19, która miała być przez niego dowodzona osobiście i systematycznie realizowana. Również inne operacje w ramach koncepcji tzw. „nieograniczonej wojny” (infiltracja, dywersja i tworzenie podziałów społecznych w USA i na całym zachodzie) były przez Xi zatwierdzane i prowadzone osobiście. A zatem to, czego faktycznie obawia się przywódca KPCh to obalenie go w stylu podobnym do operacji przeprowadzonej niedawno przez Amerykanów w Wenezueli.

Chińska komunistyczna strategia „nieograniczonej wojny” jest – zdaniem dr Li – nierozerwalnie związana z bronią nuklearną, przede wszystkim z groźbą jej użycia i modernizacją arsenału nuklearnego ChRL. „Celem ostatecznym jest podział, wyczerpanie i zniszczenie Stanów Zjednoczonych. To jest rdzeniowa logika całości jego [Xi] panowania” – pisze dalej dr Li. Dlatego chińscy komuniści wdrożyli dezinformację, często powtarzaną dalej bezwiednie przez dysydenckich oraz zachodnich komentatorów, o rzekomej walce frakcyjnej w KPCh czy wręcz o puczu wojskowym. Xi – zdanem Li – „musi umyślnie stworzyć powszechny wizerunek osobistej nieudolności, niestabilności i wewnętrznego chaosu. Cel jest jeden i jest on wyraźny – osłabienie czujności Stanów Zjednoczonych osobiście wobec niego [Xi] oraz wobec ciągłości strategii KPCh.” Dlatego aparat narracyjny KPCh stosuje „zalew zasłon dymnych” mających przekierować uwagę zachodnich obserwatorów z centrum dyspozycji politycznych na rzekome „czystki” i „zwyczajne” awanse i degredacje w strukturach KPCh i aparacie państwowym komunistycznych Chin. Xi Jinping w tej dezinformacyjnej narracji jawi się jakoby jako zakładnik własnej polityki i wewnętrznych problemów w KPCh i ChRL, leżących w naturze systemu komunistycznego.



Podobna operacja, czyli zmiany kadrowe opatrzone dezinformacyjną narracją miała już miejsce, jak pisze dr Li Meng Yan. I jest to polityka wręcz typowa w systemie komunistycznym, zwłaszcza w KPCh i ChRL. Li podaje przykład Nie Rongzhena, prowadzącego projekt nuklearny i kosmiczny o kryptonimie „Dwie bomby, jeden satelita”. „Podczas rewolucji kuturowej Nie Rongzhen został politycznie zmarginalizowany i publicznie zdegradowany. Ale czy spowodowało to zatrzymanie programów broni nuklearnej, rakietowych i kosmicznych? Nie. W rzeczywistości, wiele kluczowych postaci, włącznie z Nie [nazwisko – przyp. autor], zostało przeniesionych – pod przykrywką czystek albo zniknięcia – do najtajniejszych programów nuklearnych i strategicznych projektów inżynieryjnych.” Li podsumowuje wręcz, że „w systemie KPCh, bycie zdegradowanym nigdy nie oznaczało wyrzucenia”.

Taka sama logika – zdaniem Li – zastosowana została pod koniec stycznia w ramach niedawnej czystki w wierchuszce KPCh. „Niektórzy zostali faktycznie aresztowani i poardzono sobie z nimi, gdyż Xi nie ufa już tym ludziom (na przykład wiceszef Centralnej Komisji Wojskowej generał Xu Qiliang, którego śmierć oficjalnie ogłoszono), ale inna grupa została „zdegradowana”, ukryta i przeniesiona do specjalistycznych, supertajnych zadań, w tym: zbrojeń nuklearnych, testów nuklearnych, supertajnych projektów technologicznych lub infiltracji.” Jest to – jak pisze dr Li – działanie wzięte ze „starego podręcznika” komunistycznej strategii, a nie nowość. Część tego typu działań podjęto też z powodu zainteresowania się amerykańskiego wywiadu ważnymi postaciami w ChALW. W celu ochrony bezpieczeństwa i tajemnic KPCh/CKW/ChALW osoba, która stała się obiektem operacyjnego rozpracowania przez amerykański wywiad, musi zmienić swoją funkcję i miejsce w ramach KPCh. „Najbezpieczniejsza metoda jest po prostu następująca: publicznie degraduje się takie osoby i usuwa się je z widoku”.

Stosowanie przez aparat dezinformacji KPCh narracji o „czystkach” i „puczach” wpisuje się też w stare komunistyczne narracje o „dobrym carze i złych bojarach” i o „dobrym przywódcy partii” i „złym aparacie partyjnym”. Dzięki temu Xi Jinping może rządzić jako gensek KPCh i przywódca komunistycznych Chin.

Dla timingu wydarzeń, jakie miały miejsce w ChRL pod koniec stycznia tego roku (a być może dalej mają miejsce), bardziej istotna wydaje się być jednak coraz bardziej asertywna polityka USA oraz części ich sojuszników, opierająca się na trzech elementach: 1) doktrynie powstrzymywania i ograniczania komunistycznych Chin i ich sojuszników (na czele z Federacją Rosyjską i Iranem), wyrażonej w National Security Strategy i National Defense Strategy, 2) realnym, kinetycznym atakowaniu i – jadąc klasykiem -„opiłowywaniu” wysuniętych elementów „globalnej Eurazji” (uprowadzenie Maduro, uderzenie w sowiecką „Flotę Cieni”, sankcje dla krajów kupujących sowieckie surowce), które ostatecznie, w perspektywie czasu zagrozić może bezpośrednio ChRL, Komunistycznej Partii Chin, 3) realnym wspieraniu i zbrojeniu wysuniętych sojuszników Ameryki, na czele z Tajwanem, rządzoną przez Sanae Takaichi Japonią (która może pod jej kierownictwem znów stać się mocarstwem), Izraelem czy polską administracją prezydenta Nawrockiego. W tej sytuacji wierchuszka KPCh mogła uznać, że trzeba – za pomocą wyżej omówionych działań – wytworzyć wrażenie chaosu, słabości i niestabilności wewnętrznej w ChRL, a jednocześnie wytworzyć pośrednio wrażenie, że takie niestabilne Chiny, z niezrównoważonym gensekiem, będą stanowiły poważne zagrożenie dla USA, Zachodu czy sojuszników takich jak Tajwan.


***

Perspektywa niemal miesiąca, jaki upłynął od spektakularnych wydarzeń w Pekinie pozwala stwierdzić z pewnością, że nie zatrzymały one pewnych stałych kierunków ekspansyjnej polityki zagranicznej komunistycznych Chin. Bez zmian pozostaje chęć opanowania Tajwanu (obojętnie, czy drogą otwartej, militarnej agresji czy działań hybrydowych), co oznaczałoby wyrąbanie sobie okna na Pacyfik oraz druzgocące uderzenie cywilizacyjne, technologiczne i ekonomiczne w cały Zachód i wolny świat. Nie zmienia się kolejny, podstawowy, stały i długofalowy kierunek polityki ChRL, jakim jest sojusz z neosowiecką Rosją. Komunistyczne Chiny wspierają machinę wojenną Federacji Rosyjskiej, podczas gdy Federacja Rosyjska wspiera globalne ambicje ChRL.

Przykładem są niedawne przesłuchania ekspertów wojskowych (w większości oficerów rezerwy) przed komisją obrony brytyjskiej Izby Gmin. Wg nich, machina wojenna Moskwy jest w 60% sponsorowana przez komunistyczne Chiny; bez wsparcia z Pekinu, Federacja Rosyjska nie byłaby wręcz w stanie prowadzić wojny przez tak długi czas i z taką intensywnością. Chińska pomoc umożliwia sowieciarzom m.in. produkcję systemu rakietowego „Oriesznik”, który jest de facto systemem strategicznym, zdolnym zarówno do przenoszenia głowic nuklearnych, jak i do używania samej siły kinetycznej do rażenia celów. Udzielając wsparcia w tym konkretnym zakresie, ChRL uczy się tego, jak stosować systemy rakiet hipersonicznych w przypadku hipotetycznej agresji na Tajwan i wojny na pozostałych teatrach. Chiny mają też ogromny udział w produkcji i dostarczaniu zaopatrzenia dla rosyjskich dronów bojowych, a także (od dawna, jeśli nie od początku wojny) udzielają także Federacji Rosyjskiej wsparcia wywiadowczego. Według ekspertów brytyjskich, istnieje również niebezpieczeństwo wywarcia przez ChRL presji na Federację Rosyjską, by ta dokonała ataku na kraje członkowskie NATO (zagrożona miałaby być zwłaszcza Estonia) po hipotetycznym rozejmie bądź zawieszeniu broni na froncie ukraińskim. ChRL wspiera również dążenia Moskwy do decydowania o architekturze bezpieczeństwa w całej Europie, zawarte m.in. w ultimatum Putina-Ławrowa z końca 2021 roku, poprzedzające pełnoskalową inwazję na Ukrainę.

Niedawne Światowe Forum Ekonomiczne w Davos ujawniło także tendencje, która właściwie od dawna predominują u elit europejskich, zarówno głów najważniejszych państw, jak i Unii Europejskiej, aspirującej do poziomu scentralizowanego superpaństwa. W celu uniezależnienia się od strasznej, imperialistycznej Ameryki i „wypchnięcia” USA z Europy elity Francji, Niemiec i UE szukają protektora już nie w Federacji Rosyjskiej, tylko w komunistycznych Chinach, czego emanacją było wystąpienie Macrona właśnie na forum w Davos. Spełnia się prognoza dra Jerzego Targalskiego sprzed lat, nakreślona zresztą na podstawie prognoz Anatolija Golicyna i koncepcji Dugina, Karaganowa, Primakowa i samego Putina – połączenia się współpracy Moskwy i Berlina/Paryża/Brukseli, Moskwy i Pekinu ze współpracą na linii kraje europejskie-Pekin/Brasilia/New Dehli, które docelowo doprowadzić ma do stworzenia eurazjatyckiej przestrzeni geostrategicznej i geoekonomicznej, łączącej zjednoczoną Europę, Federację Rosyjską i komunistyczne Chiny. Wpisuje się w to chociażby umowa UE-Mercosur (w którym dużą rolę pełnią neokomunistyczne państwa Ameryki Południowej, takie jak Brazylia) czy UE-Indie.

Tłumaczony kiedyś i opracowany przez Epoch Times i Jeffa Nyquista manifest chrlowskiego generała Chi Haotiana (byłego wiceprzewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej) postulujący zniszczenie USA za pomocą broni biologicznej, który po publikacji ponad dwie dekady temu nie wydostawał się poza „bańkę” mediów „konspirologicznych” zyskuje zupełnie nowe znaczenie w kontekście działań podejmowanych przez FBI i DHS, na skutek których odkryto i zneutralizowano na terenie Stanów Zjednoczonych fabryki zajmujące się produkcją broni biologicznej.