2016-12-21

Nowa dezinformacja w miejsce starej (1)

W ostatnim czasie różni komentatorzy medialni, politolodzy oraz politycy bardzo dużo mówią o konserwatywnym zwrocie w polityce Kremla. Ocena tego zjawiska zależy w dużej mierze od tego, po której stronie światopoglądowej i politycznej barykady znajduje się komentujący. Lewica oraz demoliberalni idealiści patrzą na ten proces z ogromną obawą o zdobycze oświecenia, takie jak totalna demokracja, liberalizm, sekularyzm czy też ideologia praw człowieka. Putin (i otaczająca go czekistowska elita) jest dla demoliberałów i lewicowców uosobieniem mitycznego faszyzmu i nacjonalizmu, a także wstecznictwa i reakcji, które obecnie zagrażają nowemu wspaniałemu demoliberalnemu światu.

Z drugiej strony obserwujemy coraz większą ilość prawicowców, konserwatystów, nacjonalistów i tradycjonalistów, którzy w pułkowniku KGB i FSB Putinie widzą "ostatnią nadzieję białych" - jedyną szansę obrony tradycyjnej cywilizacji zachodniej w walce z demoliberalizmem, lewactwem, tzw. "cywilizacją śmierci", globalizmem i rosnącą wszechwładzą banków i megakorporacji, Unią Europejską i innmi ponadnarodowymi tworami, a także z wojującym islamem i bastardyzacją Starego Kontynentu. W narracji wielu prawicowców, konserwatystów i nacjonalistów doszło wręcz na przestrzeni ostatnich kilku lat do niejakiego "odwrócenia biegunów"; nawet, jeśli przyznają oni słusznie, że komunizm nie upadł, to za jego współczesne centrum są skłonni widzieć Brukselę, a nawet Waszyngton, nie zaś Moskwę i Pekin. Popularne wśród obu stron jest twierdzenie, iż stara, reakcyjna Rosja "przemogła" bolszewickie sowiety.

Demoliberalny mainstream nie chce przy tym zrozumieć, że obecne "zagrożenie ze wschodu" jest efektem ich własnej, trwającej przez dziesięciolecia polityki appeasmentu wobec ZSRS i Federacji Rosyjskiej, "robienia interesu" z Moskwą oraz polityki appeasmentu w obliczu agresywnej polityki Kremla, a także tolerowania zastępów agentury KGB, GRU, FSB i SWR.

Prawica nie widzi zaś tego, że reżym czekisty Putina stanowi uosobienie ich własnych obaw i lęków, które projektowane są wobec demoliberalizmu. Konserwatyści nie chcą widzieć tego, że w Federacji Rosyjskiej morduje się najwięcej nienarodzonych dzieci (drugie miejsce w światowych rankingach po komunistycznych Chinach), wśród elit szerzy się sodomia i pedofilia, a prawosławne odrodzenie (pod patronatem oficerów KGB przebranych w szaty liturgiczne) ma charakter wioski potiomkinowskiej. Prawica i nacjonaliści chcący widzieć w Putinie obrońcę Europy przed wojującym islamem nie zauważają tego, że największym mecenasem rosyjskiego islamu i pierwszym budowniczym meczetów jest sam tow. płk Putin, że główne ulice w Moskwie zamykane są dla ruchu w porach namazu, ani tego, że takie republiki jak Czeczenia pod wodzą człowieka Putina - Kadyrowa czy Tatarstan to właściwie koncesjonowane przez Kreml islamskie emiraty.

Prawicowy NEP Putina

Ale ani jedna, ani druga strona nie zauważa również dwóch o wiele bardziej istotnych rzeczy.

Po pierwsze - tego, że padają ofiarą zakrojonej na szeroką skalę i najprawdopodobniej długofalowej, rozciągniętej na co najmniej dekadę, operacji dezinformacyjnej. Operacji, w której sowieciarz i pułkownik KGB celowo pozycjonuje się na nowego "białego cara" i "prawosławnego dżihadystę", by użyć określenia autorstwa Andrieja Piontkowskiego. 

Częścią składową tej operacji jest oczywiście aktywne wspieranie przez putinowski, czekistowski reżym sił przeciwnych wobec obecnego zachodniego demoliberalnego establishmentu. Moskwa wspiera ideologicznie oraz logistycznie takie partie, jak m. in. ANEL (konserwatyści), "Złota Jutrzenka" (neonaziści), KKE (komuniści) i Syriza (lewacy) w Grecji; Front Narodowy Marine Le Pen oraz ruch oparty o osobę Francois Fillona we Francji; neonazistowską NPD, narodowo-konserwatywną AfD i neokomunistyczną Die Linke w Niemczech; eurosceptyczną UKIP i nacjonalistyczną BNP w Wielkiej Brytanii. Kreml wspiera również partie narodowo-separatystyczne w krajach zachodnich. Na osobne omówienie zasługuje casus prób dotarcia przez agenturę wpływu do nowego prezydenta USA, Donalda Trumpa, a także polskiej prawicy i neoendecji.

Po drugie, najważniejsze - żadna ze stron nie rozumie tego, co kluczowe, a mianowicie faktu, iż Federacja Rosyjska stanowi kontynuację Związku Sowieckiego. Tym samym, system Putina jest po prostu współczesną mutacją bolszewizmu. Bolszewizm/komunizm redukowany jest do marksistowskiej ideologii, podczas gdy faktycznie jest on metodą zdobycia, sprawowania i utrzymania totalitarnej władzy, w której ideologia jest tylko (i aż) instrumentem służącym trzymaniu w ryzach kadr, propagandzie, dezinformacji i socjotechnice, który może być modyfikowany i zmieniany w zależności od "mądrości etapu", czyli aktualnych interesów układu rządzącego. Putin i jego polityczne otoczenie to bolszewicy-czekiści, wywodzący się z sowieckich specsłużb, których - zdaniem Jurija Bezmienowa - 85% działalności stanowiły tzw. "działania aktywne": wojna informacyjna, socjotechnika, sterowanie i manewrowanie społeczne oraz dywersja ideologiczna.

Problem ten przedstawił bardzo obrazowo, nie w politologicznej analizie, a w powieści „Punkt Lagrange’a” Jacek Szczyrba. Znajduje się w niej scena werbunku polskiego, prawicującego doktora Spychowskiego przez sowieckiego nielegała posługującego się pseudonimem operacyjnym „Vadim”, pracującego najpierw dla PGU KGB, a później FSB albo SWR. Vadim właściwie jednym zdaniem tłumaczy Spychowskiemu istotę sowieckiej władzy i dezinformacji:
A tak w ogóle, to kim ty właściwie jesteś z przekonania? Komunistą z twoim cynizmem chyba nigdy nie byłeś, przynaj się.

- Ech, doktorze, ja komunistą? Zresztą, co właściwie masz na myśli, mówiąc o komunizmie? Czym według ciebie jest komunizm? Ja sam mam poważny problem ze zdefiniowaniem tego tworu, chociaż, że tak powiem, robię w branży. Ideologie są niezbędne, żeby utrzymać kontrolę nad masami, ale pod żadnym pozorem nie wolno w nie wierzyć. To jak z narkotykami. Żaden liczący się handlarz sam się nie szprycuje. Komunizm, trockizm, maoizm, to tylko narzędzia, służące do utrzymania się przy władzy. Jeśli zmienia się sytuacja, należy zmienić narzędzie. (…) Świat się zmienia, trzeba z żywymi naprzód iść. Dziś już nie namawiamy do walki klas, nie walczymy z kapitalistami. Dziś sami nimi się staliśmy, bo taki był nakaz chwili, taka nastąpiła konieczność dziejowa. Trzeba być elastycznym i dopasować się do zmieniających się mód. A najlepiej, (…) owe mody tworzyć.”

A z uwględnieniem bieżącej sytuacji uczynił to w ostatnim wpisie Aleksander Ścios:
Celem Putina nie jest bowiem „silna Rosja”, „obrona narodu” czy „wartości chrześcijańskich” – lecz władza, rozbój i panowanie nad światem kolejnej watahy komunistycznej. Wszelkie „idee narodowe”, głoszone przez kremlowskiego despotę, jego odwołania do religii i „chrześcijańskich wartości”, mają taką samą wartość, jak „teoria marksistowska” Trockiego i jego kompartii i są zaledwie narzędziem w rękach bandytów i dewiantów. Były przydatne, więc zostały zastosowane. Gdy skończył się czas ich przydatności, odrzucono je i sięgnięto po nowe. Putin będzie więc socjalistą dla zaczadzonych socjalizmem i narodowcem, dla wyznawców idei narodowych. Stanie się gorliwym chrześcijaninem, gdy przyjdzie mu oszukać chrześcijan i pierwszy sięgnie po symbole wolnomularstwa, gdy sprzymierzy się z masonami. Dla Żydów założy jarmułkę, a muzułmanom zbuduje meczet.

Nie ma takich idei, doktryn i religii, których „prawdziwy czekista” nie byłby w stanie wyznawać. Odradzanie komunizmu pod różnymi nazwami i w różnych mutacjach dowodzi, że jest on istotnie "nieśmiertelny" - w tym sensie, że wykorzystując rozmaite idee i pasożytując na zdobyczach myśli ludzkiej, dąży do zaspokojenia najbardziej zbrodniczych skłonności i pragnień. Ta dostosowawcza umiejętność mimikry, właściwa w świecie przyrody dla niektórych drapieżników i organizmów prymitywnych, jest często jedynym warunkiem przetrwania i staje się konieczna w grupie, odwołującej się do atawistycznych dążeń. Na tej zdolności polega istota komunistycznego zafałszowania i dynamika zbrodniczej sukcesji.”

Popieriestrojkowy neobolszewizm do perfekcji opanował ową dostosowawczą umiejętność mimikry, ewolucyjnej zdolności dopasowywania się do zmiennych realiów oraz kreowania symulakr. Jelcyn przedstawiał się jako niezbyt udaczny "rosyjski demokrata", cały czas znajdujący się pod wpływem wysokoprocentowych alkoholi. Putin zaś - jako "silny człowiek", który po "wielkiej smucie" przywróci porządek i mocarstwową potęgę Federacji Rosyjskiej; najpierw jako całkowicie bezideowy technokrata, obecnie zaś jako obrońca tradycyjnej cywilizacji. Sowieciarzom nie są obce nawet najbardziej zaskakujące wolty ideologiczne. W okresie rewolucji bolszewickiej rozbudzano dążenia narodowe np. Ukraińców i Białorusinów (byleby służyły interesom sowieckim), w ramach NEP-u przeprowadzono operacje, w których władza sowiecka pozyskała wielu antykomunistów walczących wcześniej po stronie "Białych", pozycjonując się jako spadkobierca starej, imperialnej Rosji. Przykładów można mnożyć, aż po czas transformacji ustrojowej, podczas której specsłużby ZSRS i demoludów wykorzystały ruchy opozycyjne, deklaratywnie antykomunistyczne i jako takie powszechnie postrzegane, do przeprowadzenia i uwiarygodnienia tejże transformacji. A jeśli marksizm, powszechna własność środków produkcji, chłopskie komuny ludowe, demokracja i konwergencja są pasee, to czemu nie sięgnąć po russkij mir, albo narodowe i konserwatywne odrodzenie?

Wojna ideologiczna

Przez okres od powstania sowietów aż do transformacji i sfingowanego rozpadu, ZSRS posługiwał się lewicowymi intelektualistami, lewakami, pacyfistami itp. w celu rozłożenia i zniszczenia społeczeństw Zachodu. Strategię i taktykę wojny informacyjnej opisał uciekinier z KGB Jurij Bemienow w swoich licznych wystąpieniach (m.in. dla John Birch Institute). Sowiecka subwersja ideologiczna dzieli się na następujące fazy: demoralizacji, destabilizacji, kryzysu i normalizacji.



Sięgnijmy jeszcze raz do powieści Szczyrby, w której równie dobrze zilustrowano ten proces:
Tak, doktorze - ciągnął Vadim - zdążyliśmy wykonać naszą dywersję, zanim zeszliśmy ze sceny. Czy można to nazwać porażką? Są różne metody pokonania przeciwnika. Można tego dokonać na drodze konfrontacji militarnej, używając czołgów, łodzi podwodnych i międzykontynentalnych pocisków, ale szczytem sztuki wojennej jest zwycięstwo w ogóle bez walki. Najlepiej sprawić, żeby przeciwnik sam się rozbroił, żeby przestało mu zależeć na własnym państwie, języku, tradycji, historii. Żeby w ogóle było mu wszystko jedno. Pozbawić go jakichkolwiek ideałów, wszystko, w co kiedykolwiek wierzył obrócić w gówno, przekonać go, że "ojczyzna" to pusty, pozbawiony znaczenia dźwięk, że patriotyzm, to najbardziej kompromitująca postawa, jaką można sobie wyobrazić. Nie ma absolutu, wszystko jest względne, prawda jest jak dupa, każdy ma własną. Zastąpić prawdziwe instytucje państwowe sztucznymi tworami, naturalne relacje międzyludzkie zbiurokratyzowanymi organizacjami regulującymi komunikację wewnątrz społeczeństwa. Zamiast naturalnych kontaktów, ingerencja pracowników socjalnych, zamiast prawdziwej nauki, pseudonauka. Do diabła z matematyką i historią na uniwersytetach! Patrzcie, głąby, teraz studiujcie kult ziemi i własną seksualność. Gender! To jest przyszłość! Wierzysz w coś - nie wierz! Jesteś czegoś pewien - nie bądź! Ufasz państwu - nie ufaj! Podważyć każdy dogmat, zachwiać każdą prawdą, zniszczyć relacje społeczne, znaleźć najohydniejszych dewiantów i zrobić z nich wzorce do naśladowania! Zdeprawować i zgwałcić dusze! Wywołać procesy gnilne w zdrowych tkankach społecznych, niech gangrena zacznie zjadać powoli ich umysły. (...) Tak się dziś prowadzi wojnę. I tylko my jesteśmy w tym mistrzami, konkurencji brak!”
Od lat 60. XX wieku byliśmy świadkami już samoczynnego rozprzestrzeniania się komunistycznej gangreny w umysłach intelektualistów, polityków, artystów, celebrytów, a nawet przedstawicieli stanu duchownego. Różne środowiska komunistyczne i prosowieckie opanowały w mniejszym lub większym stopniu systemy polityczne USA i krajów Europy Zachodniejna drodze gramszystowskiego "marszu przez instytucje". Współczesne realia w wielu krajach zachodu to wszechobecna polityczna poprawność, prawna dopuszczalność aborcji, w niektórych krajach eutanazji, coraz częściej traktowanych jako "prawa człowieka" i coraz częściej motywowanych względami stricte eugenicznymi, promocja zboczeń seksualnych (także postulaty legalizacji pedofilii i zoofilii), agresywna sekularyzacja i dechrystianizacja, przy jednoczesnej tolerancji np. salafitów.

W ciągu niemal trzech dekad od pozorowanego upadku komunizmu i rozpadu ZSRS, największe mocarstwa świata zachodniego dobrowolnie rozbroiły się do takiego stopnia, że obecnie mogą paść ofiarą ataku bądź co bądź zacofanych technologicznie Rosji Sowieckiej, ChRL, ale i znacznie od nich słabszych wrogich państw czy grup pozapaństwowych, terrorystycznych.

Zachodnie idee kapitalizmu, wolnego rynku oraz welfare state stały się własnymi karykaturami. Multikorporacje zachodnie coraz bardziej przypominają coś w rodzaju prywatnych kołchozów, prywatnych państw socjalistycznych, w których metodą zarządzania jest inżynieria społeczna, łudząco podobna do marksistowsko-bolszewickiej. To samo dzieje się na różnych płaszczyznach polityki socjalnej. Wykształciła się - jak opisuje to w "Nowym Obywatelu" dr hab. Jarosław Tomasiewicz - nowa polityczna konstelacja, łącząca lewackich intelektualistów oraz wielki kapitał, których wspólnym interesem jest stworzenie posłusznego im, nowego człowieka:
(...) goszyści odnaleźli swe miejsce w Systemie. Status „Opozycji Jego Królewskiej Mości” okazał się całkiem wygodny. Większość lewicy mogła się grzać w słoneczku późnego kapitalizmu, pławić się w przychylności mediów, korzystać z grantów i dotacji, w razie potrzeby sięgać nawet po karzącą rękę burżuazyjnej sprawiedliwości w walce z przeciwnikami ideologicznymi6. W rezultacie „lewica” zrosła się z establishmentem tysięcznymi nićmi powiązań towarzyskich, ideowych, instytucjonalnych, finansowych. Żyje w symbiozie z wysokorozwiniętym kapitalizmem, nie wyobraża już sobie życia poza Systemem.” 
Nawiasem, wielki zachodni kapitał w bardzo wielu przypadkach karmił czerwone dwugłowe orły i czerwone smoki.

Unia Europejska, ze wspólnoty suwerennych państw i narodów, staje się centralistycznym superpaństwem i wehikułem politycznych interesów ponadnarodowych, demoliberalno-lewicowych elit, Niemiec chcących zrekonstruować Rzeszę i last but not least, kremlowskich sowieciarzy.

Polityka imigracyjna krajów europejskich, nie tylko w ostatnich latach, ale na przestrzeni czterech ostatnich dekad doprowadziła do tego, że na Starym Kontynencie istnieją obszary będące de facto samodzielnymi islamskimi wilajatami, nad którymi władze Belgii, Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii nie mają właściwie władzy, i do których policja nie wjedzie w sile mniejszej niż kolumna bojowych wozów piechoty. Tzw. "kryzys migracyjny" oraz zamachy, które w ostatnich dwóch latach miały miejsce w krajach europejskich są zapowiedzią niechybnej regularnej wojny, jaka niebawem, według ekspertów w przeciągu 5-10 lat, wybuchnie we Francji, Niemczech, Holandii, Belgii pomiędzy ludnością autochtoniczną a wyznawcami Allaha.

System demoliberalny, a może już demobolszewicki, który rozwinął się przy wsparciu sowieckiej agentury, nie będzie w stanie przetrwać wywołanego przez siebie kryzysu bez użycia przemocy na masową skalę. A do tego nie jest zdolna globalistyczna, lewacko-totalitarna biurokracja rządząca tym systemem: po pierwsze nie ma środków, po drugie wydaje się być ograniczona liberalną ideologią, po trzecie, jest na to za słaba psychicznie. Już fizjonomika mówi, że Merkel, Verhovstadt, Timmermans, Hollande czy Tusk niewiele mają wspólnego czy to z Leninem, czy to z Putinem. Może poza zakulisowymi powiązaniami agenturalnymi...

Demoliberalizm-demobolszewizm upada za sprawą sprzeczności, które wbudowane są w jego konstrukcję, budząc przy tym coraz bardziej powszechny sprzeciw ludzi. Stąd przede wszystkim popularność ruchów antyestablishmentowych, zarówno tych określanych mniej lub bardziej trafnie jako prawicowych, konserwatywnych i nacjonalistycznych, jak i lewicowych.

Jakie wobec tego ruchy przedsięwzięto na Kremlu? Po pierwsze, kontynuować politykę ekspansji poprzez dotychczasowe relacje dyplomatyczne, biznesowe i agenturalne, dalej wspierając elity mainstreamu robiące wielkie interesy z sowieciarzemi. Po drugie, zbierać rosnący procent od inwestycji, jaką było wspieranie lewackich tendencji rozkładowych. Po trzecie, wesprzeć agresywny proletariat zewnętrzny, zwłaszcza radykalny islam. Po czwarte, pozyskać do swoich działań ludzi i ruchy, które sprzeciwiają się wyżej wymienionym - w tym wymiarze jest to operacja "zajęcia przestrzeni".

4 komentarze:

  1. Dobry i interesujący tekst Jaszczurze. Niecierpliwie czekam na kontynuację :)

    Zastanawiam się nad dwiema kwestiami: po pierwsze jak nazywać ten twór "ZSSR-FR" bo przecież nazywanie tego Rosją to obraza dla zdrowego rozsądku, dla historii etc. Jest to jawna kontynuacja sowietów (co też dobrze wykazujesz w odniesieniu do komunistycznej strategii) więc określenie go tym mianem jest jak najbardziej wskazane, pomimo tego, że wzbudza to opór ze strony zdecydowanej większości naszych rozmówców (niewielu jest tych, którzy "przyznają, że komunizm nie upadł) dla których to Rosja i tylko Rosja. Czasem nazywam toto "Rosją" (w cudzysłowie). Przy tym jest szerszy problem z nazywaniem innych tworów "post"-sowieckich i "post"-peerelów. Myślę, że powinniśmy "być za ścisłością" aczkolwiek ryzykujemy przez to niezrozumienie. Druga kwestia jest taka, że Ścios momentami wykazuje się dużą przytomnością umysłu, jak w zacytowanych przez Ciebie fragmentach, aby za chwilę, z determinacją, znów zanurzyć się w rzece polrealizmu i płynąć z jej prądem. Ale możliwe, że on zawsze patrzy polrealistycznie i tego Putina widzi nie jako międzynarodowego komunistę, który realizuje globalne cele komunizmu a jedynie jako "odwiecznego rosyjskiego wroga", który dyba tylko na nas albo jest klasycznym rosyjskim imperialistą, w której to interpretacji komunizm jest narzędziem Rosji (sowiety były taką realizacją). Ścios twierdzi, że komunizm w "Rosji" i w peerelu nie upadł ale za to na "Ukrainie", "Litwie" i w "Rumunii" tak. Gdzie tu konsekwencja, sens i logika? Ciekaw jestem jak Ty to postrzegasz.

    Na marginesie marginesu :) путь może oznaczać drogę albo kierunek ale пу́тать znaczy tyle co plątać (oszukiwać?)
    Swego czasu dobrali go ze względu na nazwisko czy to tylko przypadek?
    Jak dużo jeszcze zostało tej przestrzeni do zajęcia? Ja myślę, że niewiele. Przyszły rok to okrągła rocznica pierwszego "zajęcia przestrzeni" czy czeka nas zatem jakaś "konsolidacja" tej przestrzeni, tym razem na większą skalę - np. "wspólnego euroazjatyckiego domu"? Co ciekawe "jesień ludów" też się rocznicowo zaznaczyła...Bez związku z wróżbiarstwem czy nawet determinizmem.

    Dobrych Świąt Bożego Narodzenia! Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzeju,

      Problem z nazewnictwem polega na tym, iż jednej strony Federacja Rosyjska jest w sensie substancjalnym kontynuacją ZSRS, z drugiej zaś, w sensie formy instytucjonalnej, jest od Związku Sowieckiego wyraźnie różne. Dlatego staram się używać nazewnictwa oddającego istotę rzeczy - albo własnej nazwy czekistowskiego tworu, albo - za Dariuszem Rohnką - określenia "Rosja Sowiecka". Bo też nie ulega wątpliwości, że w popieriestrojkowej mutacji sowietów, sowietyzm/bolszewizm niejako "przegryzł się" ze spuścizną Rosji imperialnej, choć ten drugi czynnik używany jest jako forma. A czytałeś już może "Czas nielegałów" płka Wrońskiego? Podaje on, że współczesne FSB i SWR uznają spuściznę zarówno KGB i wcześniejszych wcieleń "CzeKi", jak i, pomimo totalnych różnic, Ochrany. Swoją drogą, jego publicystyka to potwierdzenie, dokładne potwierdzenie, i to ze służbowymi i technicznymi szczegółami tego, co pisał niejaki mjr Golicyn!

      A w ogóle, idąc nieco dalej, uważam za aktualne stwierdzenie Oskara Haleckiego o Rosji i Sowietach: stara Rosja stanowi bardzo poważne zagrożenie dla Polski, ale obecnie zagrożeniem są Sowiety.

      O nieobecnych dyskutować się nie zwykło, ale uważam, iż Ścios daleki jest od polrealizmu takiego, jak definiował go Mackiewicz.

      Co do pozorowanego upadku komunizmu, to myślę, że ważny jest stopień "pozoracji". Komunizm mógł, owszem, wycofać się w niektórych obszarach politycznych i geograficznych nawet nie tyle do postaci szczątkowej, co całkowicie, pozostawiając jednak w odwodzie albo "przetrwalniki", albo "bezpieczniki". Na Litwie jest to bliskość opanowanej przez sowietów części Prus Książęcych, na Łotwie - duża ilość zsowietyzowanych Rosjan, w Estonii (w której prezydentem został ostatnio sowiecki agent) - j/w plus bliskość "właściwej" Rosji Sowieckiej.

      A u nas - widzimy, jak jest. Niby rządzi siła, która dąży, przynajmniej deklaratywnie, do rewizji "magdalenki". Ale ostatnie wydarzenia pokazują, że ma ona jedynie zewnętrzne znamiona władzy. A władzę realną ma UBekistan i sowiecka agentura - najsilniejsza partia w Polsce, jak trafnie określił Piotr Lisiewicz.

      No i kwestia tego, jaki zakres wpływów mają agentury inne niż sowiecka: zachodnio-globalistyczna, amerykańska, niemiecka, izraelska, muzułmańskie...

      Cały "knif" polega na tym, aby wyjść z - jak to określiłeś w swojej recenzji "Punktu Lagrange'a" - geopolitycznego punktu wyjścia tak, by zrzucić bolszewickie "długie ramię".

      Jeśli chodzi o Putina to myślę, aczkolwiek tu podpowiedział mi Darek Rohnka, że powinniśmy prześledzić jego karierę w KGB, a później karierę w merostwie leningradzkim oraz w FSB; to, jak szybko z jakich stopni, na jaki etat, a przede wszystkim kiedy awansował. Poza tym uważam, że zastąpienie kompartii przez czerezwyczajkę w charakterze ośrodka władzy było częścią strategii Mironowa-Szelepina.

      Wzajemnie! Dobrych, Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia i oby rodzący się Mistrz Nasz podtrzymywał Twoją umiejętność analizowania rzeczy i dochodzenia do prawdy!

      Usuń
  2. Bardzo dobry i rozwijający tekst. Świetnie uzupełniający "polrealistyczny" tekst A. Ściosa i sytuujący wydarzenia krajowe w kontekście geopolitycznym.

    Zarzut "polrealizmu" oceniam zresztą jako nietrafiony. Nigdy nie spotkałem się tam ze stwierdzeniem autora stwarzającym wrażenie, że tematyką blogu są sprawy opisujące interesy inne niż polski. To celowe i świadome ograniczenie wypowiedzi do części "użytkowej" dla czytelnika będącego Polakiem, mieszkającego tu, nad Wisłą i Odrą. Z tej perspektywy ocena Ukrainy i Majdanu też jest jednoznaczna.
    Pomijam celowo, by nie urazić u naszego Gospodarza dyskusją w tym miejscu o innym blogerze, elementy celowego zafałszowania, choćby w sprawie Rumuni czy Litwy.

    Szanowny Panie Jaszczurze!
    Jeszcze raz gratuluję ciekawego i mądrego tekstu. Z przyjemnością uzupełniam w tym miejscu swoją wiedzę z tematyki "geo" i stwierdzam, że warto tu bywać.

    Pozdrawiam i życzę błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i zapraszam do dalszego, regularnego czytania i komentowania.

      A swoją drogą, jaka jest Pana ocena Majdanu i tego, co dzieje się na Ukrainie, a także w innych krajach pomostu B-C?

      Również pozdrawiam i również życzę Błogosławionych Świąt!

      Usuń