2016-12-31

Nowa dezinformacja w miejsce starej (2)

Sojusz ekstremów i wielowektorowa polityka

Strategia i taktyka budowania i montowania przez Kreml agentury wpływu w siłach radykalnych i antyestablishmentowych oparta jest o koncepcje polityczne Aleksandra Dugina, z których najważniejsze to: koncepcja tzw. „sojuszu ekstremów”, będąca częścią ideologii neoeurazjatyzmu. Koncepcja ta przewiduje zjednoczenie wszystkich ruchów antysystemowych o skrajnie różnych ideologiach wokół kilku pryncypialnych postulatów politycznych: zwalczania systemu demoliberalnego, antyokcydentalizmu i antyamerykanizmu oraz utworzenia Bloku Eurazjatyckiego. Pod sztandarem eurazjatyzmu i realizacji neosowieckich celów strategicznych jednoczą się ruchy nacjonalistyczne, konserwatywne (różnych odcieni), lewicowe, lewackie, neonazistowskie, faszystowskie, czy nawet anarchistyczne. Wspomniane w pierwszej części niniejszego cyklu partie i ruchy polityczne różnej proweniencji jednoczy wsparcie organizacyjne, logistyczne, finansowe i ideologiczne udzielane przez kremlowskie ośrodki dyspozycyjne: ośrodki akademickie, instytucje finansowe czy wreszcie systemowe partie polityczne. Przeciwne sobie ruchy prawicowe i nacjonalistyczne z jednej, i lewicowe oraz komunistyczne z drugiej, łączy też postulat utworzenia sojuszu eurazjatyckiego, który kraje europejskie połączyć ma z tandemem Moskwa-Pekin.

Oprócz oddziaływania stricte politycznego, sowiecka agentura oddelegowana na odcinek „prawicowy” oddziałuje na zasadzie gramszystowskiego „marszu przez instytucje”, którą z powodzeniem stosowała i stosuje lewica. Agentura i użyteczni idioci dążą do tego, by jak najszersze i jak najbardziej różnorodne grupy polityczne i społeczne, z reguły nie znające mechanizmów polityki i nieświadome istnienia sowieckiej wielkiej strategii, realizowały jej cele. Czyni to poprzez infiltrację ośrodków akademickich i intelektualnych, mediów, kościołów i organizacji religijnych (w tym Kościół Rzymskokatolicki – i to zarówno modernistów na czele z papieżem Franciszkiem, jak i „tradsów”) czy też artystów, a także oddziaływanie na masy, na tzw. opinię publiczną poprzez kampanie dezinformacyjne prowadzone poprzez media tradycyjne (bardzo ważna rola Russia Today i Sputnika), w blogosferze i na portalach społecznościowych. To głównie poprzez liczne blogi, twitter, facebook oraz YouTube rozpowszechniane są krótkie najczęściej, bardzo obrazowe, oddziałujące głównie na sferę emocjonalną i nieporuszające ideologicznych niuansów treści, w których Putin przedstawiany jest jako krutoj supergieroj – wybawca od demoliberalizmu, lewactwa, masonerii, mędrców Syjonu, imigrantów, Illuminati, banksterów i żydo-banderowskich Reptilian z planety Zeta Reticuli, których to reprezantantem i nośnikiem interesów są kraje zachodnie, na czele ze Stanami Zjednoczonymi, przedstawiane w różnych wariantach jako „NWO”, „USrael” itp. W części przypadków tego rodzaju propaganda i dezinformacja jest tzw. „propagandą faktów”, w której sowieciarze bezlitośnie wykorzystują słabości państw zachodnich. Słabości, w których powstaniu ZSRS/FR ma swój udział.

Przejdźmy do szerszego politycznego kontekstu. W obecnej sytuacji, którą wedle typologii Jurija Bezmienowa określić można albo jako destabilizację (w najlepszym wypadku), albo już jako kryzys, Rosja Sowiecka już prowadzi „swobodną grę” pomiędzy kontrolowalnym i sterowalnym lewicowo-demoliberalnym mainstreamem a siłami antyestablishmentowymi, równie łatwymi do infiltracji, zdezinformowania i kontroli. Te opcje będą wzajemnie się napędzać, ku uciesze Kremla, Łubianki i Jasieniewa. Zagrożenie sterowanym i koncesjonowanym z Kremla „nacjonalizmem”, „populizmem” i „faszyzmem” będzie motywować establishment mainstreamowy do jeszcze większego zacieśniania relacji z Moskwą. Prawica zaś będzie pchana w objęcia czekistów przez kontynuowanie przez mainstream dotychczasowej polityki. Do tego dochodzi możliwość grania przez Moskwę kartą zagrożenia islamskiego, opcjonalnie – mitycznego zagrożenia chińskiego.

Trump i reset-bis

Warto się zatrzymać nad wynikiem wyborów prezydenckich w USA. Prezydent-elekt Trump wysyła sprzeczne sygnały, jeśli chodzi o planowane relacje z Rosją Sowiecką. Z jednej strony, kilkakrotnie wypowiadał się przychylnie o Putinie, widząc w nim sojusznika w walce z islamskim terroryzmem i głosił izolacjonistyczne postulaty. Z drugiej – stanowczo żądał chociażby zaprzestania przez Moskwę prowokacji militarnych wobec Zachodu i mówi o odnowie zaniedbanego potencjału odstraszania nuklearnego. Powszechnie wiadome jest otaczanie się przez niego osobami interesami związanymi z sowiecką oligarchią. I to jest kwestia najważniejsza – kadry nowej, amerykańskiej administracji. Z jednej strony, Sekretarzem Obrony został gen. James Mattis, oficer USMC bardzo sceptycznie odnoszący się do Putina i Rosji Sowieckiej, niemający złudzeń co do natury tego kraju. Z drugiej strony, na stanowisko Sekretarza Stanu mianowano Rexa Tillersona – szefa ExxonMobil, znanego z przyjaznych relacji z Putinem i Sieczinem oraz dealu Exxon-Gazprom, laureata Orderu Przyjaźni Federacji Rosyjskiej. Doradcą Trumpa ds. Bezpieczeństwa został znany z występów w Russia Today, były dyrektor DIA, gen. Michael Flynn. Równie niepokojąca jest najnowsza nominacja – doradcą ds. polityki zagranicznej ma zostać Henry Kissinger: polityk odpowiadający za detente z ZSRS, jeden z wyznawców teorii konwergencji pomiędzy bolszewizmem a demoliberalizmem, przyjaciel i zwolennik Władimira Putina, uznający pogorszenie relacji USA z Rosją Sowiecką i komunistycznymi Chinami za jeden z najgorszych błędów administracji amerykańskiej.

Trudno jest uznać Trumpa za „kremlowską marionetkę”, jak określił go Aleksander Ścios, jednak równie trudno za dobrą monetę przyjąć zachwyty nad geniuszem politycznym Trumpa (gdy jest on dyletantem politycznym) czy słowa krytyków „zimnowojennej paranoi”, która rzekomo „wszędzie każe szukać „ruskich spisków”. Znana jest bowiem historia sowieckiej infiltracji USA: bolszewicy potrafili uplasować agenturę w najbardziej newralgicznych i strategicznych dla Stanów Zjednoczonych sferach – czy to w Projekcie Manhattan, czy to na stanowisku sekretarza stanu, czy to na wysokich stanowiskach w służbach specjalnych, nie mówiąc o działalności KP USA czy komunistycznym „marszu przez instytucje” i wpływie na kontrkulturę; wszyscy wiemy o takich ludziach, jak Alger Hiss, małżeństwo Rosenbergów, czy też sprawach Aldricha Amesa i Roberta Hanssena. Aleksander Ścios nie pomylił się jednak co do tego, że Trump tworzy administrację w oparciu o koterię, realizującą swoje partykularne interesy (które w pewnych zakresach są i będą zbieżne z interesami USA).

Wydaje się, że amerykańskim celem nowego resetu z Moskwą ma być wspólne pokonanie Państwa Islamskiego i franczyz Al Kaidy oraz wspólna konkurencja z rosnącymi w siłę Chinami (taka dyplomacja ping-pongowa a rebours). Tyle tylko, że Sowiety, obojętnie czy jako ZSRS, czy to jako FR, od lat wspierają islamski terroryzm. W tym również Al Kaidę i ISIS, w charakterze „lodołamacza”, „Hitlera Putina”, jak to określił Andriej Nawrozow oraz możliwego wykonawcę antyzachodnich operacji destabilizujących typu „false flag”. Z kolei wykorzystanie Moskwy przeciwko Pekinowi również oparte jest na krótkowzrocznej strategii, naiwności i nieznajomości długofalowej strategii, i jako takie skazane jest na klęskę. Reset z ChRL w wykonaniu Nixona skończył się wzmocnieniem pozycji tego kraju, a następnie „normalizacją” stosunków z ZSRS i – już w latach 90 – zawiązaniem oficjalnego sojuszu Moskwa-Pekin. Konflikty między obydwoma krajami mają charakter taktyczny i w znacznej mierze pozorowany, obliczony na zdezinformowanie Zachodu. Komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka są naturalnymi sojusznikami, kraje te są sobie wzajemnie potrzebne – ich współpraca polityczna, gospodarcza i wojskowa przyczyniają się do wzmocnienia pozycji międzynarodowej, bezpieczeństwa oraz realizacji mocarstwowych interesów obydwu. Możliwa próba resetu zakończy się albo dalszą, ale zakulisową współpracą Moskwy i Pekinu, albo – mimo stawania na rzęsach amerykańskiej dyplomacji – otwartym kontynuowaniem współpracy, z jednoczesnym wysyłaniem komunikatu o treści: znowu was orżnęliśmy, będziemy cyganić dalej, a wy nic nam nie zrobicie!

Polski odcinek nowego sowieckiego planu. Wymiana agentury

Działania sowieciarzy wobec Polski i Europy Środkowej różnią się od działań wobec Zachodu właściwie jedną istotną rzeczą – USA i Europa Zachodnia są przez Moskwę manipulowane, natomiast Polska, wraz z pozostałymi krajami Europy Środkowej i Wschodniej, są przez Moskwę kontrolowane (inna sprawa, że przy współudziale i pomocy graczy zachodnich). Nie zmieniły tego zasadniczo ani rok 1989 z „pierwszymi wolnymi wyborami”, ani „pierwszy prezydent wolnej Polski” tow. gen. Wojciech Jaruzelski, ani nawet wyjazd ostatniego żołnierza Północnej Grupy Wojsk Radzieckich. Zmieniła się po prostu metoda kontroli – z kontroli bezpośredniej na kontrolę pośrednią, kontrolę strukturalną. Rządy, które próbowały realizować suwerenną politykę zostały w bardziej lub mniej delikatny sposób zneutralizowane dwa razy, aktualnie obserwujemy trzecią próbę takiej neutralizacji, która zbiega się czasowo z promowaniem nowego rodzaju kolaborantów i nowej metody zarządzania.

Kontrola strukturalna w latach 1989-2015 polegała na sterowaniu polityką Polski za pomocą układu magdalenkowo-okrągłostołowego – amalgamatu oligarchii wywodzącej się w prostej linii ze starej komunistycznej, bezpieki i nomenklatury (z bezpieką wojskową jako najsilniejszym ogniwem) oraz kooptantów z tzw. opozycji w charakterze „słupów”. Rządząca oligarchia bezpieczniacka wspierana i jednocześnie kontrolowana oraz dublowana była – jak opisuje to płk Piotr Wroński w „Czasie nielegałów” - przez „środki aktywne” bezpośrednio podległe SWR i FSB.

Obecnie ten mechanizm kontroli powoli, acz nieubłaganie wypala się i wyczerpuje. Po pierwsze, ze względów biologicznych – trwanie mechanizmu, w którym stara bezpieka i starzy komuniści sterują życiem politycznym zza kulis to kwestia maksymalnie pięciu najbliższych lat. Nowa generacja „resortowych dzieci” niejako wyradza się i degeneruje co barwnie, ale bardzo rzeczowo przedstawił Fox Mulder w artykule „Reset z Rosją? Nowa generacja agentury”:

Stałym problemem z jakim styka się Rosja w Polsce jest niska jakość prorosyjskich kadr. W czasach PRL musiała sięgać po margines społeczny, przestępców, wojskowych dekowników, sprzedajnych karierowiczów i debili. Przedstawiciele tych grup tworzyli "elity" PRL. I przekazali swoją pozycję społeczną dzieciom i wnukom. Często się zdarzało, że ich potomkowie stanowili bardziej gówniany materiał ludzki od nich. Arystokracja z nadania okupanta też się przecież degeneruje. Doszło do sytuacji w której przyjazne Rosji kadry zachowują się jak idioci noszący tabliczki z napisem "Jestem rosyjskim agentem!". Obok różnych milicjantów i esbeków zaczytujących się od deski do deski w "Faktach i Mitach", obok Januszy biznesu z wypisanym na twarzy "Jestem złodziejem", obok zgrzybiałych giertychowców, zjebów z różnych Falang i Obozów Wielkiej Dupy [te parte to akurat świeża agentura, ale skierowana na bardziej radykalny target, który może nabrać znaczenia np. w przypadku kryzysu gospodarczego – przyp. J.], obok różnych Srajd palących sowieckim okupantom świeczki na grobach, mamy różnych wsioków w stylu płka Dupy, wieszających na ścianie w swoim lipnym Centrum Eksperckim Kontrwywiadu NATO herb FSB (!) i trzymających tajne dokumenty SKW obok butelek po wódce i dvd z bajkami w stylu "Masza i Niedźwiedź". Na miejscu warszawskiego rezydenta SWR powiedziałbym: "To jest, kurwa, dramat!".”

Po drugie – właściwie nie da się już sterować społeczeństwem za pomocą demoliberalno-lewackiej inżynierii społecznej, którą w latach 1989-2015 wdrażały środowiska komunistyczne, tzw. „lewicy laickiej” (de facto post-KPP; obecnie „Agory”, „GazWyb”, ROAD/Unia Wolności/Demokraci itd.) oraz KLD/PO. Umiera wielka narracja „III RP” i „świetlanej, demokratycznej, liberalnej, europejskiej przyszłości” i niebawem będzie docierała już właściwie do wąskiego kręgu swoich autorów i ich zwolenników, związanych rodzinnie, towarzysko oraz wspólnymi interesami. Wydaje się, że społeczeństwo żyjące między Odrą a Bugiem przynajmniej w jakimś zakresie zrozumiało, że było przez te opcje polityczne ordynarnie rżnięte i robione w bambuko. Wyrazem tego było podwójne zwycięstwo PiS w roku 2015 – w wyborach prezydenckich i parlamentarnych, a także rosnąca popularność ruchów i inicjatyw patriotycznych, konserwatywnych, katolickich (i to najczęściej „radiomaryjnych” czy skupiających się wokół środowisk tradycji katolickiej, albo konserwatywnych wspólnot charyzmatycznych) czy wreszie nawiązujących do ruchu narodowego, zarówno w wersji endeckiej, jak i narodowo-radykalnej.

Jak na te procesy społeczne rozgrywające się na terenie bliskiej zagranicy reagować ma czekistowski syndykat? Konieczność dziejowa i mądrość etapu są zmienne. Trzeba zatem – znów parafrazując Vadima z powieści Szczyrby – dostosować się do zmieniających się tendencji, a najlepiej – nowe tendencje kreować i w odpowiednich punktach sterować nimi tak, by zmanipulowane społeczeństwo przyjęło moskiewskie jarzmo z radością. Ewentualnie – z poczuciem dziejowej i geopolitycznej konieczności. A politycy, intelektualiści i aparat państwowy – realizowali interesy Rosji Sowieckiej, zarówno w kraju, jak i na zewnątrz. A skoro operacja „prawicowego NEP-u” i potiomkinowskiej rewolucji konserwatywnej powodzi się w krajach zachodnich, to dlaczego nie miałaby odnieść podobnego sukcesu w Polsce?

Jaki jest główny mechanizm infiltracji prawicy? Faktyczna agentura, zadaniowana przez oficerów sowieckich specsłużb zapewne stanowi w całej operacji mniejszość. Tak jak w schemacie „orkiestry” Volkoffa, pełnią oni funkcje „dyrygentów”. Resztę roboty robią pudła rezonansowe – użyteczni idioci, którzy sączą dezinformacyjny jad dalej – zarówno jako tzw. „liderzy opinii”, jak i „konsumenci”. Prosowiecka-prorosyjska propaganda i dezinformacja szerzona jest nie wertykalnie, de modo Gazeta Wyborcza i poprzez „autorytety moralno-polityczne” lat transformacji, ale horyzontalnie, sieciowo – za pomocą masowych mediów społecznościowych oraz portali lansujących się na „antysystemowe”, „niezależne”, „patriotyczne”, „narodowe”, „katolickie/chrześcijańskie”, „zmuszające do myślenia” itp. Główne tezy dezinformacji skierowanej do konserwatywnego i narodowego odbiorcy w Polsce są w dużej mierze kopią tych skierowanych do odbiorców na Zachodzie, a wspomnianych wyżej, z poprawką na uwarunkowania lokalne – rozpowszechnia się treści mające skłócić Polaków z pozostałymi narodami Międzymorza, a Rosję Sowiecką przedstawić jako jedyny ratunek to przed Niemcami, to przed masonerią, to przed Żydami, krwawymi multikorporacjami z USA, które jest naszym faktycznym wrogiem, banderowcami i szaulisami, itp. Nawet, jeśli prosowieckość nie jest wyrażona verbatim, to samo już atakowanie zachodu/USA itp. stawia w dobrym świetle Rosję Sowiecką. Analiza dyskusji politycznych, które odbywają się na portalach, blogosferze, portalach społecznościowych nie pozostawia złudzeń – dezinformacja adresowana do prawicy zatacza już bardzo szerokie kręgi i zaczyna być wręcz dominująca.

Konkretny, długofalowy cel tego działania jest dwojaki: po pierwsze – wrogie przejęcie polskich ruchów patriotycznych, konserwatywnych, narodowych. Elektoraty partii prawicowych i narodowych, zarówno mainstreamowych, jak i opozycyjnych mają mieć nastawienie pozytywne do Rosji Sowieckiej, albo przynajmniej przychylnie neutralne. Celem są tutaj zarówno PiS i Kukiz’15, jak i ruchy o mniejszej popularości. Po drugie – celem jest ich jednoczesna dezintegracja i kompromitacja, połączona z eliminacją elementów niepokornych i węszących „ruskie spiski”. Niezwykle ważny jest też lokalny poziom międzynarodowy – skłócanie narodów Międzymorza poprzez sterowane nacjonalizmy ma przeciwdziałać powstaniu sojuszniczych relacji na terenie pomostu bałtycko-czarnomorskiego, które są jedyną szansą dla tutejszych narodów na faktyczną niepodległość i suwerenność, i jako takie zagrozić mogą mocarstwowym ambicjom Rosji Sowieckiej.

Znamienny jest w tym kontekście opublikowany w aktualnym numerze tygodnika „Do Rzeczy” wywiad z Aleksandrem Duginem, w którym mówi on o tym, że dla polskich patriotów jedyną opcją jest sojusz z Moskwą – jedynym słusznym centrum konserwatyzmu (czytaj: podległość). Dugin snuje też geopolityczną wizję przyszłości Polski:

(…) Polska powinna być niezależnym państwem, choć pozostającym w przyjaźni nie tylko z Rosją, lecz także z wielką Ameryką Donalda Trumpa, która przecież nie chce kontynuować strategii atlantyckiej. Polska powinna być nie prorosyjska, ale i nie proatlantycka, nie globalistyczna. Neutralna i niepodległa.”

(…) Trzeba znaleźć w Polsce sojuszników w postaci odpowiedzialnych, konserwatywnych sił. Musimy skupić się na tym, co nas łączy, a wtedy unikniemy wzajemnej agresji. Jesteśmy Słowianami, chrześcijanami...”

Na końcu wywiadu czytamy:

- Putin niedawno zażartował w telewizji, że Rosja nie ma granic. Rozbawiło to pana?

Tak: to zresztą nie był żart, tylko prawda.
- Czyli jednak podbój?
Nie, chodzi o Rosję jako nośnik prawdy, konserwatywnej ideologii. Polska będzie rosyjska, jeśli będzie konserwatywna.”

Zanim przejdziemy do analizowania implikacji tego wywiadu, przypomnijmy, że jeszcze kilka lat temu ów „szermierz konserwatyzmu” i „prawosławnego chrześcijaństwa” otwartym tekstem pochwalał gnozę, okultyzm, a wręcz i jawny satanizm (związki bolszewików z satanistami nie są zresztą żadną sensacją), nie mówiąc już o destrukcyjnym dla tradycji i religii aspekcie bolszewizmu. Pisał też, że Polska i Ukraina, z racji geografii sakralnej (whatever it takes…) i geopolityki (położenie między Niemcami a Rosją/Sowietami) nie ma racji bytu, a katastrofa smoleńska była wyrazem sprawiedliwości dziejowej.

Co zatem oznaczają niedawno wypowiedziane słowa Dugina? A przypomnijmy, że jest on jednym z ideologicznych, geopolitycznych i strategicznych mózgów czekistowskich elit; wywiad ten może być traktowany jako oferta dla nowej generacji kolaborantów, a jednocześnie wyartykułowanie pewnych średnio- i długofalowych celów polityki Rosji Sowieckiej oraz pewnyh tendencji w tejże polityce, o których już pisałem wcześniej (m.in. we wpisie o „szafie Kiszczaka” i artykułach dla Wydawnictwa Podziemnego). Najważniejsze to zmiana sposobu zarządzania „bliską zagranicą” i strefą sowiecką. Na poziomie wewnętrznym, pieriestrojkowa kontrola strukturalna, w której moskiewska centrala niejako „ręcznie sterowała” Polską za pomocą starych, komunistyczno-bezpieczniackich kadr ma zostać zastąpiona przez swego rodzaju geopolityczny „outsourcing”, w którym wewnętrzne i zewnętrzne interesy neosowietów mają być realizowane przy pomocy sił patriotycznych, narodowych i konserwatywnych. Na poziomie zewnętrznym jest to przejście z roli „bliskiej zagranicy” i „strefy specjalnych interesów Moskwy” do współczesnej wersji finlandyzacji, w której margines zewnętrznej suwerenności stanowić będzie granica interesów Rosji Sowieckiej, Bloku Eurazjatyckiego łączącego Europę, Rosję Sowiecką i Chiny, ewentualnie – w zależności od efektów resetu-bis - „Nowej Wielkiej Trójki” (albo karaganowskiego „Dyrektoriatu Świata”): Moskwy, Pekinu i Waszyngtonu.

Źródła:
1. Jacek Szczyrba, „Punkt Lagrange’a”, Wydawnictwo Podziemne, Poznań 2016.
2. Jurij Bezmienow, „Soviet Subversion on the Free Press”, https://www.youtube.com/watch?v=xHtapxF8cxc
3. Aleksander Ścios, „Konserwatyści wszystkich krajów, łączcie się!”, https://bezdekretu.blogspot.com/2016/12/konserwatysci-wszystkich-krajow-aczcie.html
4. Fox Mulder, „Geopolityczny zwrot ku Rosji? Nowa generacja agentury”, http://foxmulder2.blogspot.com/2016/09/geopolityczny-zwrotu-ku-rosji-nowa.html
5. Józef Darski, „Zasady naszej polityki na odcinku polskim”, http://jozefdarski.pl/7309-zasady-naszej-polityki-na-odcinku-polskim
6. Maciej Pieczyński w rozmowie z Aleksandrem Duginem, „Globalizm i liberalizm to cywilizacja antychrysta”, „Do Rzeczy” nr 1/203, s. 68
7. Jaszczur, „Parę uwag wokół pojednania (i nie tylko)”, http://jaszczur09.blogspot.com/2012/09/pare-uwag-woko-pojednania-i-nie-tylko.html
10. Materiały z fanpage „Rosyjska piąta kolumna w Polsce”, https://www.facebook.com/Rosyjska-V-kolumna-w-Polsce-218251225011751/?fref=ts


22 komentarze:

  1. O Trumpie można powiedzieć wiele ale raczej nie to, że jest politycznym "wyjadaczem" (chyba, że potraktuje się poważnie jego skoki od lewej do prawej a wreszcie "wykoszenie" wszystkich liczących się i obecnych od lat w polityce republikańskich konkurentów, no ale ma mieć takich doradców np. Kissingera). Niewątpliwie ma doświadczenie z wielkim biznesie (i dobre kontakty o czym świadczy planowany skład jego administracji) ale to nie tylko same sukcesy. No i doświadczenie w telewizyjnych "reality show" które umiejętnie wykorzystał i wykorzystuje.

    Sowietom udało się, dzięki Trumpowi, Obamie i Clinton, a właściwie dzięki stanowi/poziomowi który osiągnęło społeczeństwo amerykańskie w swoim spadku po równi pochyłej, stać pierwszoplanowym uczestnikiem wewnętrznej polityki USA. Niezależnie od specakcji hakerskiej (dla informatyka, przedstawiony "raport" FBI to zwykła amatorszczyzna. Więcej tam schematów bez konkretów i dyrdymałów o firewall-ach niż faktów). Zwróćmy uwagę na to, jak wykorzystali kwestię sankcji. Powinienem napisać niby-sankcji bo są one w istocie symboliczne ale to typowa gra Obamy et al., które to towarzystwo nic nie zrobiło wcześniej dobrze wiedząc co "wyprawiają" sowieccy hakerzy (i chrlowscy też). Nie wydaje mi się możliwe aby Obama i amerykańskie służby w jego administracji byli do tego stopnia głupi (mimo wszystko lewacy rządzący tym państwem nie mogą opierać się wyłącznie na sobie i na lojalnych amatorach w kwestiach technicznych). W pierwszej lepszej w miarę poważnej firmie znajdzie się informatyk, który "od ręki" wykryje zagrożenia systemów, ataki hakerskie i ich pochodzenie. Są wystarczające narzędzia, oprogramowanie, które wymaga tylko umiejętnej konfiguracji i administracji. USA jest pod tym względem na czele zawawansowanych technologii informatycznych. Tak czy siak, efekt jest taki, że dziś sowieci otwarcie i bezpośrednio "mieszają" w USA. Sądzę, że wkrótce nastąpi na tym tle rozgrywka wewnątrz partii republikańskiej, która może skończyć się jej rozbiciem. Już widać zasadnicze podziały.

    Myślę Jaszczurze, że "narracja III RP" ("układ okrągłostołowy") wcale nie wymiera. Kaczyński i cała jego ekipa "u władzy" są kontynuatorami tej narracji w sensie zachowania stworzonej na jej potrzeby fikcji tak samo jak pozostałe "ekipy". Nie dążą do podważenia jej fundamentów. Uczestniczą w niej tak jak ich lider od samego początku lub po swoim późniejszym akcesie i stanowi ona dla nich podstawę polityki która prowadzą. Chęć uczynienia jej bardziej strawną (poprzez np. upatriotycznienie "instytucji") nie oznacza wcale chęci odrzucenia prowokacji (wydanie Golicyna w 2007 jest dla mnie w tym kontekście bardzo zastanawiające - co ma oznaczać? demaskację, przestrogę, ślepotę czy coś innego?). A nowe pokolenia peerelu#2? Sądzę (na podstawie rozmów i tego co widzę), że one nie są w stanie sobie wyobrazić innej narracji (w sensie fundamentu na którym możnaby nawet coś innego postawić). Świat w którym żyją jest ich światem a ten świat to prowokacja której nie traktuje się jako prowokacji tylko jako punkt wyjścia - stan naturalny. Także dla wielu z tych, którzy urodzili się w peerelu#1 i jeszcze mogą "porządzić", peerel#2 stanowi kontynuację i punkt odniesienia. Nikt w istocie nie chce jego odrzucenia.

    Fakt, że do polskiej "polityki" zapraszany jest Dugin (kto może mieć takie wpływy, aby w jednym ze sztandarowych "przekaziorów" polskiej prawicy, ukazał się wywiad z tą kreaturą?) świadczy, moim zdaniem, o tym, że decyzja o jej "nowych kierunkach" w tym środowisku została już podjęta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzeju,

      Kwestia, jak daleko zajdzie sowiecka możliwość manipulowania polityką wewnętrzną i zewnętrzną USA. Oraz to, czy i kiedy Ameryka się otrząśnie i będzie "great again". W rozłamie w GOP jedyna nadzieja.

      Pisząc o wyczerpywaniu się narracji "III RP" miałem na myśli jej "oficjalną", mainstreamową część, tą w wydaniu "gazetowowyborczym", "eseldowskim", "uniowolnościowo-platformianym". Co do "prawej" strony, masz rację. Ale ta, w większości bierze dezinformacyjne konstrukty za stan faktyczny. Macierewicz i ludzie z nim związani, stanowią mniejszość, która wydaje mi się sekowana i oblężana w PiS...

      A nowe kierunki nie tylko dezinformacji, ale ogółem działań sowieciarzy/rodzimej kanalii ubeckiej będą dwa: pierwszy to jej opisywane wrogie przejęcie, drugi to stopniowe sparaliżowanie i obalenie obecnego rządu na bazie tego, o czym piszesz.

      Usuń
    2. Jaszczurze,

      Co do USA: czy nie sądzisz, że to bardziej gra w "divide et impera"?
      Co do peerelu: czy nie sądzisz, że to "stopniowe sparaliżowanie i obalenie obecnego rządu" to taka sama fikcja jak jego "władza" która jak trafnie piszesz w tekście jest przez sowieciarzy kontrolowana? Nie dostrzegam żadnych pozytywnych zmian w peerelowskiej "świadomości społecznej" a jedynie coraz gorszą (bardziej peerelowską) świadomość naszych rodaków. Uważam, że "PiS wygrał wybory" i "ma ogromną władzę" dlatego, że w odpowiedniej chwili tak zdecydował wspomniany "kontroler" i nastąpiło kolejne już "przestawienie wajchy". Uważam też, że świadomość w peerelu określają od lat peerelowskie przekaziory a nie samodzielne myślenie Polaków.

      Usuń
    3. Andrzeju,

      Tak, to w coraz większym stopniu taka właśnie gra. Pytanie, kiedy Amerykanie otrzeźwieją i doczekają się sen. MacCarthy'ego.

      Jeśli chodzi o Peerel, to moim zdaniem największym problemem jest i będzie w najbliższej przyszłości taka operacja dezinformacyjna, którą w powyższym cyklu opisałem. Inna sprawa, to że faktycznie, zwłaszcza "prawa" strona społeczenstwa jest na takie działania bardzo podatna, ze względu na pewne polityczne mity, które wyznaje (endekoidyzm, mówienie, że największym zagrożeniem są Niemcy/Żydzi/Ukraina, niedostrzeganie zagrożenia ze strony sowieckiej).

      Co do wygranej PiS w wyborach - było to możliwe, moim zdaniem, nie tylko dzięki kolejnemu przestawieniu wajchy, ale też dzięki działaniom Amerykanów i tych grup interesu (globalistów) na zachodzie, które zaczęły postrzegać Rosję Sowiecką, jej agresywne działania oraz tworzenie Bloku Eurazji jako zagrożenie. Pisałem o tym we wpisie pt. "Niebezpieczne pytania - próba odpowiedzi".

      Usuń
    4. Na jakiej podstawie sądzisz Jaszczurze, że politycy/służby amerykańskie czy też globaliści wpłynęli na zmianę w ramach peerelowskiej "władzy"? Czy mógłbyś poprzeć to jakimiś faktami albo wskazać wiarygodne źródło na którym opierasz swoje przekonanie? Załóżmy, że tak jest. Skoro jednak Amerykanie lub ktoś inny może zmieniać scenografię tutejszej sceny to albo sowieciarze wcale nie kontrolują peerelu, jak obaj twierdzimy, albo robią to za wiedzą i zgodą sowieciarzy. Peerelowska "władza" jest w istocie fikcją. Tak została skonstruowana ćwierć wieku temu i do tej pory nic się w tej konstrukcji istotnego nie zmieniło. Więc jak to jest?

      Usuń
    5. Skoro jednak Amerykanie lub ktoś inny może zmieniać scenografię tutejszej sceny to albo sowieciarze wcale nie kontrolują peerelu, jak obaj twierdzimy, albo robią to za wiedzą i zgodą sowieciarzy.

      ...albo, po prostu, obszar Polski jest terenem rywalizacji pomiędzy sowieciarzami (właściwie - duetem Moskwa-Pekin, vide plany NJS, powiązania niejakiego Mateusza P.), Amerykanami, Niemcami i globalistami.

      Usuń
    6. Drogi Jaszczurze,

      Tylko, że ja właśnie nie dostrzegam takiego "Punktu Lagrange'a". Dostrzegam to o czym pisałem w recenzji - pasywną politykę amerykańską wobec peerelu na przestrzeni dziesięcioleci. Tym bardziej nie jestem w stanie wyobrazić sobie, aby lewacka administracja Obamy, która "dobiła" amerykańskie służby i "odpuszcza" Bliski Wschód albo żądni zysków kapitaliści, którzy gdy tylko to możliwe "sami sprzedadzą sznur" sowieciarzom mieli tu jakieś interesy geopolityczne. Zresztą największym kapitalistą-globalistą jest dziś CHRL. Zjednoczone z komunizmem Niemcy vs sowieciarze? Nie masz chyba na myśli "sankcji" niuni?

      Usuń
    7. Andrzeju, i tutaj jest różnica między nami. Napiszę cosik na ten temat więcej, bo temat ciekawy, ale z racji dłuższego wyjazdu - najwcześniej pod koniec miesiąca.

      Usuń
    8. Poczekam cierpliwie Jaszczurze. Chętnie poznam Twoje uzasadnienie takiego punktu widzenia. Tymczasem, życzę Ci udanego wyjazdu!

      Usuń
  2. Panie Andrzeju,

    Rzadko mi się zdarza nie zgadzać z Panem, ale osobliwie nie mogę zgodzić się z niektórymi punktami Pańskiej oceny Trumpa. To jest absolutne ZERO. Nie jest żadnym "biznesmenem"! Ktoś wyliczył, że gdyby Trump zainwestował pieniądze, które odziedziczył, w przeciętnym funduszu, to byłby kilka razy bogatszy, a po drodze nie zbankrutowałby dwukrotnie. Kontaktów nie ma żadnych, bo otaczał się zawsze potakiewiczami. Mieszkał głównie w Nowym Jorku, ale nowojorska elita, składająca się z ludzi nie mniej bogatych od niego, ani go zna, ani lubi, ani poważa. Powie Pan, tam dominują Demokraci. To prawda, ale po pierwsze jest dość Republikanów wśród bogatych ludzi, a po drugie, Trump zawsze był bliżej Demokratów, np. Clintonów.

    Dalej, skład jego gabinetu niczego - niestety! - nie dowodzi. Obok kapitalnego Mattisa (gdybyż tylko on mógł zostać prezydentem!) jest miałki Tillerson. Te nominacje nie są wynikiem jego kontaktów. Kiedy prezydent woła, to się idzie. Tak było w Ameryce zawsze. Kilku z nominatów nie znało wcześniej Trumpa.

    Trump jest człowiekiem pozbawionym kośćca. Może powiedzieć cokolwiek i wzruszyć ramionami, kiedy mu się to wytknie. Powie A, a zrobi Z. Powie na czarne, że białe, kiedy mu będzie tak wygodnie. W tej cesze przypomina tylko jednego wcześniejszego prezydenta, FD Roosevelta. Wyniesiony na ołtarze demokracji, Roosevelt był najbliższy Trumpa w obiecywaniu bez najmniejszej intencji dotrzymania.

    Ta kompletna wolność - nie czuje się związany żadnymi zasadami - daje mu nieprzewidywalność, co może być zaletą na krótką metę, ale na dłuższą to jest zupełne zaprzeczenie wszelkiej ludzkiej przyzwoitości i uczciwości.

    Być może nie należy niczego innego oczekiwać od demokracji. Być może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Michale,

      Nie wiedziałem, że Trump ma aż tak słabą pozycję. I owszem, przypomina F.D. Roosevelta.

      Swoją drogą, muszę się z Panem przeprosić - nie doceniłem siły i zasięgu izolacjonizmu jako pewnej tendencji kulturowej, o czym pisał Pan w polemice ze mną, na początku tego roku. Bo Trump wygrał wybory wykorzystując tenże izolacjonizm w swojej kampanii.

      Nadzieja, jak napisałem wyżej Andrzejowi, w rozłamie wśród Republikanów, oporze frakcji neokonserwatywnej i "imperialnej" oraz w ludziach takich, jak gen. Mattis. A swoją drogą, podobno był on kandydatem "rezerwowym" w przypadku, gdyby Trump zostałby oceniony jako kandydat o potencjalnie zbyt dużym elektoracie negatywnym.

      Usuń
  3. Panie Michale,

    Z pokorą przyjmuję krytykę bowiem zgłębiłem karierę Trumpa dość pobieżnie. Skoro doszedł do milionów to sądziłem, że ma ku temu, poza odziedziczoną fortuną, także jakieś talenty (o jego katastrofach finansowych wspomniałem, wszakże bardzo oględnie). W kwestii potakiewiczów być może chodzi Panu o jego bliski krąg bo wydaje mi się jednak mało prawdopodobne, by Wilbur Ross czy finansiści z Goldman Sachs nimi byli. Że są nimi też Gingrich i Giuliani którzy go mocno wspierają. Zdaje mi się, że skład gabinetu Trumpa jest tak mało czytelny bo odzwierciedla też kompromis na który musiał iść z republikanami aby dostać nominację (z jednym z istotnych skrzydeł). Odnośnie stanu demokracji, sądzę podobnie do Pana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Andrzeju,

    Proszę wybaczyć, źle się wyraziłem. Trump otaczał się zawsze potakiewiczami, co nie znaczy, że każdy jego nominat należy do tej kategorii. Gingrich i Giuliani go popierają, ale to są wolni ludzie, a nie "ludzie Trumpa". Chyba przecenia Pan te kanalie z Goldman Schmucks...

    Trump nie jest człowiekiem kompromisu. To nie jest nowe wcielenie Reagana, jak mówią czasem nawet inteligentni ludzie. To jest cyrkowiec. On może zrobić wszystko, aż do ustąpienia z urzędu, bo się znudził - co Panie Boże daj...

    Republikanie w ogromnej większości go NIE popierają. Na razie czekają, co będzie dalej, ale Trump nie dysponuje większością w obu izbach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Drogi Panie Jaszczurze,

    Niestety nie sądzę, żeby ludzie pokroju Mattisa mogli wygrać wybory a Ameryce. O wiele za bardzo jest on wielką indywidualnością, na nasze karle czasy.

    Nie wiem doprawdy, czy pozycja Trumpa jest słaba czy nie. W tym systemie, władza wykonawcza prezydenta jest niezwykle trudna do poskromienia. Jego pozycja na pewno nie jest tak silna, jak mogłoby się wydawać na papierze. Ale najważniejsza rzecz z tym osłem dardanelskim (nie wiem, czy Pan zauważył, że nie mogę nieść tej pokraki), to że on jest absolutnie nieobliczalny. Może ogłosić jutro, że Ziemia jest płaska i że on lubi naleśniki. To jest kolejny Król Ubu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Michale,

      Generalnie zgadzam z Pana oceną Trumpa. Jest nieprzewidywalny i niepoważny, w jego wystąpieniach publicznych czy "tweet"-polityce widzę zasadniczo sporo klownady. Czy zadawał Pan sobie pytania jak to się stało, że to właśnie on otrzymał nominację republikanów i dlaczego? Co spowodowało, że pokonał Rubio czy Cruza, wydawało się na początku, że poważnych kandydatów?

      Przeprowadzenie i wykorzystanie ataków hakerskich, dzisiejsza rozgrywka nimi z wykorzystaniem chwilowego "bezkrólewia" wydaje mi się dużym sukcesem sowieciarzy. Trafnie Pan to ujął na WP: oni potrafią obrócić nawet antykomunistów tak, aby działali na ich korzyść. Co oczywiście nie oznacza, że potrafią wszystko i zawsze zwyciężają. Wykorzystują słabość przeciwnika/ofiary i tyle im wystarcza.

      Usuń
    2. przepraszam za umieszczenie powyższego komentarza pod innym wątkiem dyskusji

      Usuń
    3. Panie Michale,

      Podejrzewam, że z gen. Mattisem byłoby podobnie, jak swego czasu z gen. McArthurem, który przegrał z zupełnie niejakim Ike'em.

      Widzę, że Pan Trumpa nie może znieść... Owszem, on jest nieobliczalny, co może zadziałać w wiele stron. No i kwestia, jaka będzie "wypadkowa" chęci decyzji Trumpa (pomijając Executive Orders, czyli prezydenckie dekrety z mocą ustawy) oraz zamiarów republikańskiej większości, która go nie popiera, a którą reprezentuje chociażby sen. McCain.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Witam szanownych interlokutorów.
      Niedawno pojawił się w prasie szwajcarskiej ciekawy artykuł odnośnie możliwych przyczyn wygranej Trumpa jak i również przyczyn jego nieobliczalności w wypowiedziach w trakcie kampanii wyborczej. Tłumaczenia tutaj:
      https://futrzak.wordpress.com/2016/12/20/w-jaki-sposob-trump-wygral-wybory/

      https://pecuniaolet.wordpress.com/2016/12/08/internet-jako-pole-walki/

      http://jagiellonski24.pl/2017/01/11/przeklenstwo-demokratycznej-nudy/

      Ciekaw jestem zdania szanownych kolegów.

      Usuń
  6. Szanowni Panowie,

    Przewidywanie jest sławetnie niepewną operacją logiczną, a w wypadku Trumpa staje się zabawą w ciuciubabkę. Jego nieprzewidywalność, jak mówiłem, może być wielką siłą na krótką metę, ale to jest ostatnia rzecz, jakiej nam dzisiaj trzeba. Republikanie w kongresie będą, jak sądzę, czekać, aż jakieś karty zostaną odkryte, ale na dłuższą metę czasami go poprą, a czasami nie. Z tego z kolei wynika, że wewnętrzna polityka amerykańska może zdominować najbliższe cztery lata.

    Proszę dodać do tego wszystkiego, o czym Panowie mówili, kolosalne zadłużenie, powszechną (bo nie tylko federalną) sraczkę budżetową i silnego dolara - i mają Panowie składniki wewnętrznego kryzysu. Trump zaproponował gigantyczne wydatki na infrastrukturę, ale nikt nie pamięta, że dokładnie to samo proponował Obama 8 lat temu (zaledwie o 20% mniejszą sumę) i nic z tego nie wyszło.

    A giełda osiąga nowe rekordy.............

    OdpowiedzUsuń
  7. ja juz nie wiem kogo w tym wszystkim sluchac.

    OdpowiedzUsuń