2012-01-28

Operacja "śnieżna rewolucja". Cz. 1: NEP nr 3 czy Pieriestrojka nr 2?

Oficjalne, mainstreamowe media mówią o „śnieżnej rewolucji”, „zimowej rewolucji”, „demokratyzacji Rosji”. Co ciekawe, parę razy przewinęło się określenie „biała rewolucja” którego dziwnym trafem bardzo szybko zaniechano. Tymczasem wiele, jeśli nie wszystko, wskazuje na to, że mamy do czynienia z największą ustawką polityczną od czasu tzw. „upadku” komunizmu i operetkowego „puczu Janajewa”.

„System Putina”, czyli neobolszewizm

To, że twór państwowy pn. „Federacja Rosyjska” to kontynuacja Sowietów nie powinno ulegać wątpliwości i już choćby ta świadomość każe szukać drugiego, a nawet trzeciego i czwartego dna sprawy. System neosowiecki (tak jak „klasyczny” komunizm zresztą) cechuje zupełnie inna racjonalność, często błędnie postrzegana przez pryzmat (głównie demoliberalnych) paradygmatów i pojęć politycznych: interesu narodowego/społecznego, zaspokajania podstawowych potrzeb społeczeństwa, ekonomii (brak tzw. „wolnego rynku”) czy też klasycznie pojmowanej racji stanu. Typowy „zapadnik” czy też nie-bolszewik często nie jest w stanie zrozumieć, że naturą tego systemu jest dążenie do władzy, że wszystko podporządkowane jest jej obronie i ekspansji, a jednym z podstawowych instrumentów – strategiczna dezinformacja. Zarówno zbrodnie ludobójstwa na podbitych narodach i własnych współobywatelach, jak i wielopiętrowe operacje mające jednocześnie funkcje dezinformacyjne, jak i przełożenie na realną politykę: fałszywe konflikty zewnętrzne i wewnętrzne czy wreszcie tworzenie kontrolowanej opozycji.

Przykładem niech będzie proces pieriestrojki – tzw. „upadku” komunizmu i „rozpadu” Związku Sowieckiego. Pomimo – spowodowanego dynamiką wydarzeń w latach 1989 – 91 – formalnego rozpadu ZSRS, formalnego rozwiązania (i formalnej delegalizacji) kompartii, oligarchia komunistyczna przegrupowała się i zachowała pozycję suwerena. Prawdopodobnie także okres jelcynowskiej „wielkiej smuty” wedle jednych, czy „demokratyzacji” wedle innych, był długofalową operacją wpisaną właśnie w strategię transformacji komunizmu: „odwilżą” i „demokratyzacją”, po której nastał okres „resowietyzacji” pod kontrolą Putina.

Efektem tego, faktyczną władzę w „putinowskiej” Rosji Sowieckiej sprawują struktury komunistyczne (nomenklatura, bezpieka i agentura, przy czym bezpieka to najsilniejsze ogniwo), stanowiące centrum aparatu państwowego. Pomimo, że neosowiecka władza nie jest monolitem, tylko siecią (jednocześnie zhierarchizowaną), a pomiędzy poszczególnymi jej segmentami występują nieraz krwawe porachunki, system ani nie upada, ani nie traci stabilności. Pomimo tego, iż poszczególne klany mają sprzeczne interesy partykularne, istnieje pewien poziom interesów strategicznych, wspólnych dla całości establishmentu sowieckiego, wokół których istnieje „porozumienie ponad podziałami”. Mimo wewnętrznych podziałów funkcjonują mechanizmy obrony i ekspansji systemu władzy; ogólne „reguły” jego organizacji. Ponadto to, co jest przedstawiane jako „konflikt”, często jest faktycznie przebudową aparatu władzy.

Ścisłym kierownictwem neosowieckiego establishmentu jest kolektyw kierowniczy, składający się z zapewne z najwyższych rangą czekistów i najbardziej znaczących oligarchów; całkiem możliwe, że jest to gremium nieformalne. Putin (a tym bardziej Miedwiediew) nie jest żadnym współczesnym „carem-samodzierżcą”, pomimo sprawowania formalnie najwyższych stanowisk w państwie. Pełni on raczej funkcję zbliżoną do genseka kompartii za pierwszych Sowietów – prezesa korporacji czekistów i „menedżera władzy” (by użyć określenia Zachara Prilepina: nacbolskiego dysydenta i kapitana Specnazu, weterana wojny czeczeńskiej). Putin – od roku 2008 na zmianę z Miedwiediewem – pełni funkcję „Wielkiego Brata”, który jako uosobienie systemu władzy ogniskuje na sobie zarówno uwielbienie, jak i gniew. Jeżeli odpowiednio nie wywiąże się z tych obowiązków, może on zostać usunięty ze stanowiska przez innych członków zarządu korporacji czekistów, być może w dezinformacyjnej atmosferze czy to konfliktu, czy też „demokratyzacji”, „liberalizacji” czy nawet „rewolucji”.

Kolejnym ważnym elementem jest zakończony powodzeniem, a jednocześnie ustawicznie prowadzony proces sowietyzacji. Przez okres niemal stulecia ukształtowano społeczeństwo, które reaguje i funkcjonuje w sposób pożądany przez władzę, stanowiąc zarówno rezerwuar niewolników, jak i kadr.

System partyjny i parlamentarny w Rosji Sowieckiej to jedynie imitacja zachodniego demoliberalizmu, zewnętrzna emanacja systemu pod rzeczywistą kontrolą transfiguracji KGB i GRU: rolę masowej „partii władzy” i „pasa transmisyjnego” pełni putinowska, neobolszewicko-postpolityczna Jedinaja Rossija, przystawką mającą zagospodarować elektorat lewicowy – Sprawiedliwaja Rossija, z kolei Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej i nacjonalistyczna Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (swoją drogą – cóż za kur(w)iozalna nazwa!) Żyrinowskiego pełnią rolę parlamentarnej opozycji koncesjonowanej, a jednocześnie straszaka: demokraci i liberałowie z KGB i GRU zawsze mogą skutecznie postraszyć czy to zachód, czy to dysydentów… „recydywą sowietów” czy groźbą powrotu „Czarnej Sotni”.

Opozycja jest autentyczna, a jednocześnie, w wyżej zarysowanym układzie politycznym jest opozycją nie tyle koncesjonowaną, co dobrowolnie wpisującą się w system neosowiecki, pełniąc funkcję wentyla bezpieczeństwa. Jest ona ograniczona, czy też samoograniczona: po pierwsze – całościowym systemem sowieckiej manipulacji, po drugie – liberalnymi zabobonami politycznymi, będącymi kalką rozwiązań zachodnich – typowych dla zupełnie innych uwarunkowań socjopolitycznych i historycznych. Przede wszystkim nie jest w stanie prawidłowo zidentyfikować wrogiego jej systemu władzy, stąd nie dąży do jej obalenia tylko do wypracowania modus vivendi i wysuwa postulaty nie zagrażające władzy neokomunistycznej oligarchii: domaga się „uczciwych wyborów”, „demokracji”, „wolnego rynku” (liberałowie), „państwa socjalnego” (socjaliści), „Wielkiej Rosji” czy też „Rossii dla Russkich” (nacjonaliści) czy „Rosji bez Putina” (gdy jest on jedynie elementem układu władzy) itp. Pokojowymi demonstracjami ani ideami – postulatami „uczciwych wyborów”, wprowadzeniem „wolnego rynku” czy też „zwalczania korupcji” nie da się pokonać reżimu, którego rdzeniem i głównym aktywem są struktury totalitarne – służby specjalne, potrafiące zastosować zarówno przemoc fizyczną, jak i manipulację społeczną i indywidualną. Ponadto, jedynie naiwny może uważać, że służby specjalne organizacjami opozycyjnymi się nie interesują.
Z kolei obwołany jako lider opozycji „król rosyjskiego Internetu”, Aleksiej Nawalny, w (dość bełkotliwym skądinąd) wywiadzie z Jewgieniją Ałbac postuluje m.in. zwołanie czegoś w rodzaju rosyjskiego „okrągłego stołu”, przy którym sowieciarze negocjowaliby z opozycją, stworzenie organizacji politycznej, która miałaby z władzą rozmawiać i ewentualnie startować w wyborach, a także postulat niepodejmowania radykalnych rozliczeń z (ewentualnie obalonym) reżimem i „równego prawa dla wszystkich”. Nie jest przypadkiem także to, że w wywiadzie Nawalny, oprócz deklarowanego nacjonalizmu, chwali się jakoby miał tatuaż z wizerunkami… Lenina i Stalina. Równie interesujące jest to, jak w kraju, w którym bezpieka w pełni kontroluje Internet, Nawalny mógł stworzyć de facto zarabiający na siebie blog antykorupcyjny i dlaczego władze nie zareagowały na to, że ktoś nagle „podskoczył” systemowi, którego „dobrodziejstwem inwentarza” są praktyki korupcyjne, które odkrył będąc akcjonariuszem mniejszościowych największych sowieckich koncernów (Gazpromu, Transniefti, Banku WTB), wiadomo wszak powszechnie, że kremlowscy bolszewicy to fani Korwina i Rothbarda. Ważnym tropem powinna być też rodzina Nawalnego – ojciec miał być oficerem sowieckich wojsk rakietowych; patrząc z punktu widzenia sowieckich władz, nie można pozwolić na to, aby tak wartościowa młodzież zmarnowała się, przewodząc antysystemowej organizacji. Ani na to, co by czasem w głowie się nie poprzewracało na studiach w Yale.

Suchej nitki na antykremlowskiej opozycji nie zostawia rosyjska antykomunistka, Waleria Nowodworska. W wywiadzie udzielonym „Gazecie Polskiej Codziennie” jeszcze przed wyborami i protestami mówi między innymi: „To są strzępy, porozrzucane kawałki. Odrębny blok tworzy Borys Niemcow, lider partii Sojusz Sił Prawicowych (SPS), odrębny Władimir Ryżkow, przewodniczący Partii Republikańskiej Rosji (RPR). Jest jeszcze były minister finansów i premier Michaił Kasjanow i jego Rosyjski Sojusz Ludowo-Demokratyczny. Żadnemu z tych polityków nie udało się stworzyć silnej partii opozycyjnej. Organizują wspólne akcje z komunistami i faszystami [chodzi zapewne o nacjonalistów – J.], zamiast twardo i zdecydowanie nawoływać do bojkotu władzy. […] Kreml rozdeptał opozycję. Anatolij Czubajs, uważany za ojca rosyjskiej prywatyzacji, narzeka dziś, że nie ma na kogo głosować, więc nie pójdzie na wybory. Tyle że jeszcze dwa lata temu na zlecenie Kremla niszczył Sojusz Prawych Sił (SPS).”

Nowodworska nie ma też żadnych wątpliwości, że uznawani za opozycję komuniści (KPFR) grają w tej samej lidze, co sowieckie władze: „komuniści nigdy nie byli opozycją dla obecnej władzy. Opozycja ma inny program i inne cele niż partia rządząca, a tu cele są zbieżne. Chodzi o powrót do koryta. […] Mamy partię oszustów i złodziei, czyli Jedną Rosję, mamy partię bandytów, tworzoną przez komunistów, i skrajnie nacjonalistycznych populistów z Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR). W wyborach wezmą też udział takie partie, jak Słuszna Prawda i Sprawiedliwa Rosja, oraz zdrajcy demokracji z Jabłoka. Żadnej z tych partii nie wróżę powodzenia.” Jabłoko, czyli partię socdemoliberalną, Nowodworska określa mianem „zdrajców demokracji”, w rzeczywistości będących też dziećmi Związku Sowieckiego, biorącymi udział w polityce "[…] dla zachowania pozorów, dla przyciągnięcia uwagi inteligencji i obłaskawienia zachodu. "

Cele operacji – wymiar wewnętrzny

Systemem neokomunistycznym (tak samo zresztą jak w „klasycznym” komunizmie) zarządza się poprzez kryzys – chodzi o to, żeby wywołać kontrolowany kryzys jeszcze zanim spontanicznie wybuchnie kryzys niekontrolowany i ewentualnie groźny dla władzy. Inną sowiecką „tradycją” jest fałszywa liberalizacja i demokratyzacja oraz tworzenie koncesjonowanej opozycji. Celem jest wypromowanie elementów, z którymi władza mogłaby się porozumieć, a w dalszej kolejności – być może dokooptować; kolejnym celem jest neutralizacja elementów opornych wobec systemu.
W dezinformacyjną politykę „ewolucji systemu” wpisuje się (bądź wpisywały): jelcynowska „odwilż” i „demokratyzacja”, następnie „dyktatura prawa” i „suwerenna demokracja” wczesnej i średniej epoki Putina (należy przypomnieć, że na początku XXI wieku to właśnie Putin uznawany był za demokratę, liberała i reformatora), a od 2008 roku gdy okazało się, że Putin już nie jest zbytnim demokratą, a nawet, że jest oficerem KGB zlecającym morderstwa – umieszczenie prawdziwego demokraty Miedwiediewa na stolcu prezydenckim i operacja dezinformacyjna „konflikt Putina z Miedwiediewem”. Kolejnym elementem systemu władzy mającym charakter w istocie dezinformacyjny jest opisany wyżej fasadowy pluralizm partyjny. Mająca właśnie miejsce „śnieżna/błotna rewolucja” byłaby tu logiczną kontynuacją operacji „ewolucja systemu władzy” i operacji „dysydentura”.

To co obserwujemy obecnie, to typowo sowiecka strategia i taktyka „nożyc”, zawierająca trzy zasadnicze elementy: po pierwsze - „zaplanowana porażka” i taktyczna defensywa sowieciarzy (Jedinaja Rossija traci na rzecz… KPRF i LDPR), po drugie – dialektyczna taktyka „walki i porozumienia” wobec opozycji, po trzecie – „okopanie” i umocnienie się struktur władzy.

Nie próbując dokonać szczegółowej rekonstrukcji ostatnich wydarzeń, przytoczmy podstawowe fakty. Putin – najbardziej samczy i alfowaty „samiec Alfa” – został wygwizdany publicznie podczas gali MMA i traci w rankingach popularności. Jedinaja Rossija traci w (naturalnie – sfałszowanych) wyborach do sowieckiej Dumy (49% zamiast 70% w poprzednich wyborach), na rzecz… „prawdziwych” komunistów (KPFR Ziuganowa), „socjaldemokratów” (Sprawiedliwaja Rossija Mironowa) i nacjonalistów Żyrinowskiego. Przeciwko fałszerstwom wyborczym i korupcji „partii żuli i złodziei” wybuchają protesty w Moskwie, Leningradzie i na sowieckiej prowincji. Wśród wiecowych mówców mamy m.in. Michaiła Gorbaczowa – wielkiego demokratę, który „obalił komunizm” i „rozwiązał Związek Sowiecki” oraz Aleksieja Kudrina – kolejnego wielkiego demokratę, który oczywiście w proteście przeciwko czekistowskiemu dyryżyzmowi i korupcji swojego przyjaciela, towarzysza pułkownika Putina zrezygnował z teki ministra finansów. Pierwszy wzywa Putina do ustąpienia motywując to zbyt długim grzaniem stołka, drugi – rzecz jasna jako „były” nomenklaturszczik – ostrzega przed niebezpieczeństwem rewolucji, takiej jak w krajach arabskich (tymczasem w Egipcie, choć obalono towarzysza marszałka Mubaraka, jego koledzy z moskiewskiej akademii gensztabu rządzą dalej).

Według Lwa Nawrozowa, rosyjskiego publicysty i poety na emigracji w USA, już sam fakt dopuszczenia do demonstracji jest elementem dezinformacji, mającej ukazać Rosję Sowiecką jako kraj prawie-że-demokratyczny: Rząd uznał, że nie pozostało mu nic, tylko pozwolić na rozwój wydarzeń i dlatego wydał pozwolenie [na demonstracje – J.]. Obecność policji była duża, wraz z helikopterami, transporterami [troop carriers], ciężarówkami i buldożerami. Policja jednak okazała zaskakującą cierpliwość, a państwowa telewizja dała ogólnokrajowym demonstracjom niespodziewanie dużo czasu antenowego. […] Władze Moskwy dały ludziom pozwolenie na demonstracje, a policja nie podjęła żadnych działań nawet gdy tłum, przewidywany na 25 tysięcy, znacznie przekroczył zapowiadaną liczebność.

Tzw. „opina publiczna” Zachodu daje się na ten chwyt nabierać, jak dalej pisze Nawrozow: […] Po stronie zachodnich dziennikarzy nie było żadnej próby krytycznej analizy struktury obecnego […] reżimu. Nie rozumieją tego, że Putin skutecznie stosuje grę w demokrację sprawiającą że Rosja przypomina każdy inny kraj zachodni, wraz z wyborami i swobodą opuszczania kraju – jedyna różnica polega na tym, że wybory to fasada za którą kryje się reżim Putina – mocno okopana dyktatura, broniona przez wojsko oraz specjalne oddziały policji.
[…] Podczas gdy każdy może wyjechać z kraju i wrócić, cieszyć się wakacjami gdziekolwiek na świecie — to znaczy, jeśli go stać — i rozpocząć swój własny biznes, naród rosyjski jest bezbronny, ponieważ […] konstytucja nie gwarantuje im prawa do posiadania broni w celu samoobrony. Neobolszewicka, czekistowska elita władzy nie jest jedynie elitą w sensie technicznym; to w zasadzie kasta społeczna, strzegąca swojego interesu klasowego jakim jest utrzymanie się na szczycie władzy, przy czym Nawrozow nie podaje nawet przybliżonej ilości oficerów i szeregowych funkcjonariuszy FSB ani innych służb specjalnych (wg prof. Andrzeja Nowaka, 70% neosowieckiej elity wywodzi się ze specsłużb): […] rosyjska armia ma siłę dwóch milionów ludzi, OMON […] – dwa razy tyle, co armia. Cztery miliony funkcjonariuszy plus lojalni członkowie ich rodzin. Mamy prawie siedmiomilionowy blok wyborców, w którym każdy służy Putinowi i zagłosuje na partię Putina – czy to będąc lojalnymi wobec szefa, czy to wykonując jego rozkazy, zapewniając Putinowi zwycięstwo wyborcze.

Jeszcze w zeszłym roku podobne protesty zgromadziłyby jakieś kilkaset osób na krzyż i zostałyby rozpędzone przez OMON, który to teraz (wraz z MCzS, który wbrew pozorom jest resortem siłowym) rozstawia barierki, bramki i toi-toie, by najpierw parędziesiąt, a później sto tysięcy demonstrantów mogło spokojnie… demonstrować i urządzać sobie ostre podśmiechujki z dwóch bolszewickich pederastów. Bezpieka nie zapobiegła protestom: nie aresztowała organizatorów i osób udających się na wiece, nie odcięła komunikacji (Internetu i sieci telefonii komórkowej), wreszcie nie stłumiła demonstracji; ograniczono się jedynie do jej standardowej mobilizacji, włącznie z Dywizją Wojsk MWD imienia nie byle kogo, bo samego Feliksa Dzierżyńskiego. Sowieckie media zaczęły być trochę mniej zakłamane i trochę bardziej obiektywne w relacjonowaniu protestów, a sędziowie i sędziny – trochę mniej „rozgrzani” jeśli chodzi o traktowanie zatrzymanych i aresztowanych opozycjonistów, jakby zapomnieli o spuściźnie Andrieja Wyszynskiego.

Z jednej strony zezwala się nawet na ostry, przynajmniej w warstwie werbalnej, protest społeczny, a z drugiej – władza konsoliduje szeregi i natychmiast podejmuje kontrakcje. Władza rzekomo wsłuchuje się w głosy protestu, obiecuje rewizję wyborów, zarówno Putin i Miedwiediew obiecują przeprowadzenie postulowanych reform. Z drugiej strony, oskarża się opozycję o powiązania agenturalne z Ameryką i deklaruje niemożliwość spełnienia danych postulatów.

Rolę mediatora wyznaczono jednemu z liderów opozycji, a jednocześnie do niedawna minister finansów w rządzie Putina – Aleksiejowi Kudrinowi. Z jednej strony grozi on rewolucją, jeśli system władzy nie dokona pewnych modyfikacji (zwróćmy uwagę, że mamy do czynienia ze słowami sowieciarza), z drugiej – postuluje utworzenie przez opozycję, zarówno parlamentarną jak i pozaparlamentarną, której celem będzie wyłonienie (także poprzez głosowanie w Internecie) negocjatorów do rozmów z władzą. Kudrin proponuje także dymisję szefa Centralnej Komisji Wyborczej, Władimira Czurina i powtórzenie wyborów do Dumy, na co nie zgadza się nowe jej naczialstwo.

Liderzy opozycji zresztą sami deklarują zamiar negocjowania swoich postulatów przy neosowieckiej wersji „okrągłego stołu”. Według Michaiła Kasjanowa, przywódcy partii „ParNaS” (Partia Wolności Ludowej, a jednocześnie b. premiera FR 2000 - 2004), zarówno władza, jak i opozycja mają być gotowe do negocjacji. Jak podaje portal Arcana, 12 grudnia 2011 roku powołano „Komitet Organizacyjny Okrągłego Stołu”, w którym znaleźli się m.in. sam Kasjanow i obrończyni praw człowieka Ludmiła Aleksiejewa. Lider ParNaSu zaprosił do udziału w Okrągłym Stole przedstawicieli partii politycznych („Jabłoko”, „Inna Rosja”, Lewy Front), deputowanych Dumy (Gudkowa i Ponomariowa), liderów opozycji „antysystemowej” (Nawalnego, Kasparowa), jak również członków komitetów organizacyjnych demonstracji z 10 i 24 grudnia.

Kolejnymi próbami nadania ruchowi sowieckich oburzonych formy organizacyjnej jest utworzenie Ligi Wyborców i Ruchu Obywatelskiego. Założycielami LW są głównie twórcy i naukowcy: Ludmiła Ulicka, Borys Akunin i Dmitrij Bykow, rockman Jurij Szewczuk, politolog Dmitrij Orieszkin, dziennikarze - Tatjana Łazariewa, Olga Romanowa, Siergiej Parchomienko i Leonid Parfionow, blogerzy – Ilja Warłamow i Rustam Adagamow. Liga Wyborców uzyskała poparcie „tajemniczego kandydata” Putina – Michaiła Prochorowa. Z kolei Ruch Obywatelski to inicjatywa deputowanego Dumy Ilii Ponomariowa (Sprawiedliwa Rosja), w której znalazła się także ekolog Jewgienija Czyrikowa, Siergiej Udalcow z „Lewego Frontu” a także nacjonaliści: Aleksander Nawalny i Aleksander Potkin. Obie organizacje deklarują współpracę, a LW – przekształcenie w partię polityczną, która ma bronić obywateli przed nadużyciami władzy. Żadna nie uznaje rozmów i porozumienia z władzą za niemożliwe.

„Kontrakcją” władzy jest też kandydatura oligarchy Michaiła Prochorowa w marcowych wyborach prezydenckich. Gigant medialny, finansowy i techniczny, który w neosowieckiej Rosji nie zdobył by pozycji bez „kryszy” ze strony bezpieki, przedstawiany jest jako alternatywa dla Putina, który nie zrealizował deklarowanych zamiarów: Prochorow deklaruje z jednej strony sprzeciw wobec biurokratyzmu, ograniczenie biurokracji państwowej, ułatwienia dla przedsiębiorców, reformy liberalne i oczywiście szacunek dla narodu i poszczególnych obywateli, z drugiej – sprzeciw wobec „nacjonalistycznego populizmu” Nawalnego. Prochorow ma też pozyskać dla celów władz organizacje obywatelskie i pozarządowe zaangażowane w dysydenturę, m.in. „Gołos”, wobec czego przychylny jest Grigorij Mielkonjanc – zastępca przewodniczącej, aresztowanej Lilii Szybanowej.

W roli „rozjemcy” pomiędzy władzą a opozycją, „pacyfikatora” społecznego oburzenia i „sumienia władzy” występuje Cerkiew Prawosławna. Patriarcha Cyryl staje po stronie Putina i ostrzega oburzonych przed „wywołaniem kolejnej krwawej rewolucji, która zniszczyłaby Rosję” (tak, jakby ta kiedykolwiek po 1917 się odrodziła), z kolei protojerej (prawosławny odpowiednik opata) Wsiewołod Czaplin uznaje prawo narodu do wyrażania swojej opinii i demonstracji, przy okazji rosyjskiego Bożego Narodzenia postulując też m.in. reformę i dofinansowanie armii, akcentując problem korupcji i imigracji ludności nierosyjskiej. Obaj chwalą pokojowy przebieg „rewolucji” i wyrażają nadzieje na porozumienie władzy i opozycji. Należy przy tym pamiętać, że Patriarchat Moskiewski (który onegdaj Józef Mackiewicz słusznie nazwał Patriarchatem Sowieckim) to de facto kolejny zarząd główny bezpieki.

Zezwalając na wielotysięczne demonstracje, a następnie dokonując to naprzemiennych represji i odmawiając spełnienia postulatów, to obietnic „okrągłych stołów” i „reform”, władza dokonuje rozpoznania przeciwnika; liczy ewentualnych przeciwników, ewentualnych partnerów do rozmów, próbuje ocenić znaczenie, faktyczne zamiary, zachowanie i determinację poszczególnych uczestników protestów.

Jaki jest dotychczasowy bilans „śnieżnej rewolucji”? Niejako „w reakcji” na protesty, struktury władzy umacniają się dokonując roszad personalnych. Przewodniczącym Dumy sowieckiej zostaje Siergiej Naryszkin – do niedawna szef administracji prezydenta, oficer wywiadu KGB. Szefem administracji prezydenta zostaje Siergiej Iwanow – dotychczasowy minister obrony, również oficer I Zarządu Głównego KGB, a później FSB. Ministrem obrony zostaje Dmitrij Rogozin – do tej pory przedstawiciel Rosji Sowieckiej przy NATO, polityk o bardzo ostrym, ekspansjonistycznym, antyzachodnim nastawieniu. Z kolei Władysław Surkow – jeden z naczelnych neosowieckich ideologów (twórca m.in. terminu „suwerenna demokracja”, uważany za architekta sukcesu Putina w 2000 roku, prawdopodobnie oficer GRU – dostaje tekę wicepremiera ds. „modernizacji i innowacji”. Powyższa „restrukturyzacja” (a także „porażka” partii władzy na rzecz komunistów i nacjonalistów) na poziomie wewnętrznym oznacza jeszcze większą totalizację i umocnienie rządzącej bezpieki, zaś na poziomie polityki zagranicznej – obranie jeszcze bardziej niż dotychczas, ekspansjonistycznego (w tym i antyzachodniego, antyamerykańskiego zwłaszcza) kursu. Kolejnej fali totalitaryzacji ma towarzyszyć kolejna odsłona dezinformacji o „demokratyzowaniu się Rosji”, wspierana przez opozycję dążącą nie do obalenia systemu, tylko domagającą się spełnienia przez system danych postulatów i zmian personalnych (dziwnym trafem, coraz mniej jest mówienia o demokratyzacji), a tym samym jego ulepszenia.

Warianty rozwojowe

Sytuacja jest dynamiczna, jednak można przewidzieć główny kierunek, w którym ona zmierza. Celem jest restrukturyzacja systemu władzy tak, aby zmienić jego „formę”, nie zmieniając „treści” – zachowanie władzy przez bezpiekę kosztem poszerzenia bazy politycznej. Niewiadomą są w zasadzie konkretne inwarianty; to, jaki dokładnie będzie przebieg wydarzeń. Jak słusznie zauważyła badacz obecnej sytuacji w Rosji Sowieckiej, blogerka Amelka 222, mamy do czynienia z powtórką działań, jakie zastosowano w PRL w latach 1988 – 1990. Po protestach i incydentalnych zamieszkach miały miejsce poufne negocjacje pomiędzy władzą a opozycją, po których ogłoszono „pojednanie narodowe”, czyli koniec końców – upadek komuny na cztery łapy; zachowanie władzy kosztem kooptacji części opozycji i neutralizacji niepokornych. Należy przyznać, że sowieciarze dużo nauczyli się na terytorium, które jeden z nich, Wojciech Jaruzelski w 1985 r. określił jako „laboratorium pieriestrojki”.

Możliwe, że mamy do czynienia z operacją odsunięcia Putina od stołka (być może wraz z całym swoim klanem leningradzkich czekistów). Byłby to jednak po pierwsze: wariant rozwojowy operacji „demokratyzacja Rosji”, po drugie, zmiana wyłącznie personalna, nie systemowa. Putin (a potem Miedwiediew) był – rzecz jasna z sowieckiego punktu widzenia – odpowiednim przywódcą na czas budowy sojuszu pomiędzy Rosją Sowiecką a Niemcami i Francją/UE, budowy Bloku Kontynentalnego (strategicznego sojuszu z ChRL), przejęcia władzy w krajach latynoamerykańskich przez promoskiewskich komunistów, reintegracji obszaru dawnego imperium sowieckiego, wreszcie – pokazania ex-komsomołcom, którym się uroiło, że są właścicielami masy upadłościowej po ZSRS, że ich seniorem jest CzeKa. Być może członkowie „politbiura” (czy „dyrektoriatu”, jak pisze Felsztyński) uznali, że Putin po pierwsze: zrobił swoje i wywiązał się z tych zadań, po drugie – dalsze utrzymywanie go na stanowisku grozi destabilizacją; Putin i jego ludzie mogą zapaść na przerost ambicji (nawet jak na bolszewickie standardy). Dlatego trzeba ich odsunąć, być może w mamiącej atmosferze kryzysu, fałszywej liberalizacji czy nawet rewolucji, nawet wynajmując do tej operacji część establishmentu amerykańskiego czy globalistycznego. Być może w tym właśnie kontekście należy odczytać ostatnie teksty Aleksandra Dugina – autora współczesnej neosowieckiej geostrategii – który twierdzi, że zarówno Putin, jak i opozycja „wiodą Rosję ku zgubie”: Putin i jego ludzie stopniowo, opozycja – błyskawicznie. Oraz tekst oligarchy Bieriezowskiego (być może reprezentującego zachodnich globalistów), który wzywa „Wołodię” do dobrowolnej abdykacji przy zachowaniu fruktów dotychczasowej władzy. Jeżeli wariantem jest odsunięcie Putina, to nie wolno nam wykluczyć, że zostało ono z góry ustalone, przy udziale samego zainteresowanego.

Ilustracją ugodowego kierunku opozycji i jednego z możliwych scenariuszy (zakładającego kres Putina) jest artykuł Borysa Akunina (obecnie jeden z liderów „rewolucji”, onegdaj – fan towarzysza pałkownika) w „New York Times”. Czytamy tam m.in.: „Z zewnątrz wydarzenia w Rosji mogą przypominać […] burzę, która przeszła przez kraje arabskie, kładąc kres tamtejszym autorytarnym reżimom. Ale jest to złudna analogia. Jedynym punktem wspólnym jest ważna rola portali społecznościowych w organizacji spontanicznych protestów. Wydarzenia w Rosji […] to rewolucja klasy średniej, klasy, która z definicji jest nierewolucyjna.” Dalej pisze, że najlepszym scenariuszem byłoby degrengolada putinizmu przez 2 lata, po czym snuje wizje nowej, demoliberalnej Rosji (podkr. – J.): „Gdyby […] nastąpiła pełna zmiana władzy, post-putinowska Rosja względnie bezboleśnie weszłaby w kolejny etap ewolucji państwa. Politycznie byłaby zapewne krajem burzliwym, któremu nieobce byłby kryzysy parlamentarne, zmiany gabinetów rządzących, nawoływania do impeachmentu i wszystkie inne atrybuty młodej demokracji. Ale w państwie, w którym klasa średnia przebudziła się i zdała sobie sprawę ze swojej potęgi, władza nie byłaby już monopolem "siłowików" (wywodzących się z komunistycznych służb przedstawicieli resortów siłowych), ani oligarchów. Nie byłaby również monopolem jednego człowieka.” Czy Akunin postuluje obalenie systemu? Nie.

Akunin ogłasza Urbi et Orbi reformę systemu – chodzi o to, by zmienić wszystko, nie zmieniając niczego. W realnej polityce oznaczałoby to, że rządząca kasta bolszewików nie utraciłaby władzy, a jedynie zamieniłaby zmodyfikowaną, putinowską kontrolę totalną na kontrolę strukturalną, być może wycofując się w cień polityki i korzystając przy tym z całego instrumentarium typowego dla komunistycznych specsłużb. Kosztem koniecznym byłoby poszerzenie przez sowiecką władzę bazy politycznej (tak trzeba rozumieć słowa o „utracie czekistowskiego monopolu władzy”), detronizacja/abdykacja Putina, wreszcie – fala samobójstw części starych czekistów tęskniących za Putinem (najpewniej poprzez wrzucenie lokówki do wanny, a potem postrzał całą serią z kałasznikowa). Władza pośrednia struktur komunistycznych jest o wiele skuteczniejsza, z punktu widzenia sowieckich elit, niż władza bezpośrednia. Dowiodła tego zarówno operacja „pieriestrojka”, jak i przebieg tzw. „kolorowych rewolucji” na czele z Ukrainą, Kirgistanem i Polską. Struktury komunistyczne (z bezpieką jako rdzeniem) potrafią doskonale dostosować się do formalnego/realnego demoliberalizmu, który z istoty nie posiada instrumentów koniecznych, by im się przeciwstawić. Neokomunizm przypomina nieco tytułową „postać” z filmu „The Thing” Johna Carpentera – posiada niebywałe, wręcz nieograniczone zdolności kamuflażu i adaptacji do zmieniających się warunków otoczenia.

Nie można jednak całkowicie wykluczyć obrotu wydarzeń w kierunku korzystnym dla Putina i jego ludzi – w przypadku radykalizacji protestów, obecna sowiecka ekipa może po prostu uciec się do rozwiązania siłowego – stłumienia demonstracji przez bezpiekę, policję a nawet wojsko, masowych aresztowań, zabójstw dokonanych przez „nieznanych sprawców” czy nawet zamachów terrorystycznych. Zapewne nieprzypadkowo wśród protestujących mocno wyeksponowani są nacjonaliści, nacbole czy kibice piłkarscy; sytuację władza może rozegrać propagandowo jako „groźbę faszyzmu”, „zagrożenie nacjonalizmem/skrajną prawicą”, jako… „recydywę komunizmu” czy wreszcie chuligańskie zadymy, siebie stawiając w roli obrońcy ładu i porządku czy wręcz obrońcy demokracji, słuszne oburzenie i postulaty zmian przeciwstawiając „prowokowaniu zadym” czy „próbom destabilizacji Rosji”. Następnie usiąść do sowieckiego „okrągłego stołu” z odpowiednio wyselekcjonowanymi ludźmi opozycji.

Obserwujemy grę o sumie niezerowej, w której najpewniej każdy wygra to, o co gra. Opozycja będzie miała „demokrację” i „przejrzystość” (najpewniej fasadową, ale dla wyposzczonych demoliberałów to coś lepszego niż putinowska stabilność), Amerykanie/globaliści zachodni – także „demokrację” plus koncesje w Azji i na Bliskim Wschodzie, natomiast rządzący czekiści – zachowanie władzy i możliwość rozgrywania opozycją i aktorami zagranicznymi. Operacja restrukturyzacji systemu i możliwej wymiany starej ekipy sowieckiej na nową ma też wymiar międzynarodowy; oddziałujący także na ostatnie wydarzenia w Polsce. Ale o tym już w kolejnej części.


Źródła:

1. Amelka222, „Zawłaszczanie rosyjskich dekabrystów A.D. 2001”: http://lamelka222.salon24.pl/373992,zawlaszczanie-rosyjskich-dekabrystow-a-d-2011
2. / - / „Aleksiej Nawalny przed rosyjskim stołem”: http://lamelka222.salon24.pl/377032,a-navalnyj-przed-rosyjskim-stolem
3. / - / „Władimir – bój ty się Boga, ale nie bój się Cerkwi!”: http://lamelka222.salon24.pl/382541,wladymir-boj-ty-sie-boga-ale-nie-boj-sie-cerkwi
4. Borys Akunin, „Upadek Putina stał się faktem?”: http://fakty.interia.pl/new-york-times/news/upadek-putina-stal-sie-faktem,1750491,6806
5. Ander, „Czy Putin rozpoczął działania wyprzedzające?”: http://ander.salon24.pl/376870,czy-putin-rozpoczal-dzialania-wyprzedzajace
6. / - / „Michaił Prochorow - kandydat na prezydenta Rosji”: http://ander.salon24.pl/381178,michail-prochorow-kandydat-na-prezydenta-rosji
7. Michał Bąkowski, „Homo sovieticus żyje”: http://wydawnictwopodziemne.com/2011/12/11/homo-sovieticus-zyje/
8. / - /, „Burza w Moskwie”: http://wydawnictwopodziemne.com/burza-w-moskwie/
9. „W Rosji nadal wrze”, wywiad z Aleksandrem Borzenką, niezalezna.pl: http://niezalezna.pl/20934-w-rosji-nadal-wrze
10. Dominika Cosić, „Po Kaddafim Putin? Nie sądzę”: http://dominikacosic.salon24.pl/376829,po-kaddafim-putin-nie-sadze
11. Aleksander Dugin, „Horyzonty błotnej rewolucji”: http://xportal.pl/?p=1590
12. Anatolij Golicyn, „Nowe kłamstwa w miejsce starych. Komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji”, rr. 14, 20.
13. Piotr Maciążek, „W Rosji nadchodzi odwilż? Nie”: http://politykawschodnia.salon24.pl/376151,w-rosji-nadchodzi-odwilz-nie
14. / - / „Nowi dysydenci w Rosji chcą porządku, nie demokracji”: http://politykawschodnia.pl/index.php/2012/01/18/maciazek-nowi-dysydenci-w-rosji-chca-porzadku-nie-demokracji/
15. Filip Memches, „Dokąd zmierzasz Rosjo?”: http://rebelya.pl/post/551/dokad-zmierzasz-rosjo
16. / - / „Kto po Putinie?”: http://rebelya.pl/post/440/kto-po-putinie
17. / - / „Aleksiej Nawalnyj – rosyjski buntownik nowego typu”: http://rebelya.pl/post/428/nawalnyj
18. Lev Navrozov, „Putin’s Soldiers and Special Police Are Big Voting Bloc”: http://www.newsmax.com/navrozov/Putin-special-police-Russia/2011/12/16/id/421257
19. / - / „Mikhail Prokhorov Is Putin's Mystery Rival”: http://www.newsmax.com/navrozov/Mikhail-Prokhorov-Russian-Nets/2011/12/23/id/422034
20. Andrzej Nowak, „Zaplanowana porażka Putina”: http://niezalezna.pl/19942-prof-nowak-%E2%80%9E-zaplanowana-porazka-putina%E2%80%9D
21. „Kreml rozdeptał opozycję”, wywiad z Walerią Nowodworską: http://niezalezna.pl/19849-kreml-rozdeptal-opozycje
22. „Jak tak dalej pójdzie, to Rosja się rozpadnie” – wywiad z Zacharem Prilepinem: http://rebelya.pl/post/628/prilepin-jak-tak-dalej-pojdzie-rosja-sie-rozpad
23. Jadwiga Rogoża, „Wybory parlamentarne w Rosji. Powrót polityki”: http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/tydzien-na-wschodzie/2011-12-07/wybory-parlamentarne-w-rosji-powrot-polityki
24. / - / „Rosja po wyborach”: http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/tydzien-na-wschodzie/2011-12-14/rosja-po-wyborach-oddolna-presja-zmusza-wladze-do-zmiany-
25. Antoni Rybczyński, „Rosja – do rewolucji daleko”: http://www.gazetapolska.pl/12013-rosja-do-rewolucji-daleko
26. / - / „Ulica wrze. Putin zbiera siły”: http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/378042,rosja-ulica-wrze-putin-zbiera-sily

2011-12-24

Wesołych Świąt!


Tradycyjnie już, wszystkim Czytelnikom i Komentatorom mojego bloga życzę Zdrowych, Spokojnych i Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia!

2011-08-09

Wokół wywiadu z Robertem Bucharem

Przeczytałem właśnie wywiad z Robertem Bucharem udzielony neokonserwatywnemu „Frontpage Magazine” ponad rok temu. Robert Buchar jest mieszkającym w Stanach Zjednoczonych uchodźcą politycznym z komunistycznej Czechosłowacji. Jest reżyserem filmowym i wykładowcą na Columbia College w Chicago oraz producentem i reżyserem filmowym. Niedawno próbował zrealizować film poruszający kulisy tzw. „transformacji ustrojowej” i „upadku komunizmu”, film ten jednak ostatecznie nie powstał, gdyż politycznie poprawne media zachodnie nie interesują się tą problematyką. Realizacja tego filmu zatrzymała się na etapie zwiastunów.
To, czego Buchar nie mógł wyrazić drogą realizacji filmu, umieścił w książce pod tytułem: „And Reality be Damned… Undoing America: What The Media Didn’t Tell You About the End of the Cold War and Fall of Communism in Europe”. Nie została ona wydana w języku polskim, doczekała się jednak ciekawego omówienia autorstwa Dariusza Rohnki.

Rozmawiając z Jamie Glazov’em, Buchar skupia się zasadniczo na następujących problemach: realnej istocie „upadku” komunizmu, recepcji tego wydarzenia w świecie zachodnim oraz na możliwych jego konsekwencjach. Te – zdaniem Buchara – nie napawają optymizmem, oględnie mówiąc. To nie tylko mająca miejsce konwergencja demoliberalizmu i sowietyzmu, ale też całkiem realna groźba czerwonego „nowego porządku światowego”.

Szeroko pojęte elity polityczne i tzw. opinia publiczna Zachodu nie rozumie, a bardzo prawdopodobne, że nie chce rozumieć tego, co stało się w Europie Środkowej i Wschodniej oraz w Związku Sowieckim w latach 1989 – 1991. „Wielki polityczny przewrót końca XX […] jest ogólnie postrzegany jako spontaniczny efekt długo nagromadzonych społecznych i ekonomicznych nacisków. To oficjalna historia, wbijana nam do głów przez zachodnie media. Jeśli sugerujesz, że tak nie było, media nie będą brać cię na poważnie, a nawet odmówią dyskusji o tym, co próbujesz powiedzieć. To temat tabu.” Tzw. „upadek” komunizmu to efekt zamierzonych działań elit komunistycznych, które – w celu przetrwania kryzysu końca zimnej wojny – zdecydowały się na: „rezygnację” z władzy kompartii, „rezygnację” z kontroli nad krajami Europy Środkowej i Wschodniej, w końcu na „rozwiązanie” Związku Sowieckiego. Pomimo, że – według Buchara – autorem tego posunięcia był zmarły w 1984 roku szef KGB i przywódca ZSRS Jurij Andropow, przeprowadzone ono zostało przez Michaiła Gorbaczowa. Relacje wszystkich świadków tej historii, które zapisane są w książce Buchara, jednoznacznie wskazują, że „upadek komunizmu” był procesem orkiestrowanym przez kierownictwo sowieckie, zwłaszcza KGB.

Według Buchara, swego rodzaju poprzednikami pieriestrojki były m.in. NEP, „pokojowe współistnienie” i detente za czasów Breżniewa. Buchar widzi źródło niezrozumienia „operacji pieriestrojka” w tym, iż „zachodnie demokracje nigdy nie zrozumiały systemu sowieckiego jako takiego. Idea podstępu jako podstawy polityki zagranicznej nie pasuje do naszego sposobu myślenia. Ludzie zachodu ledwie pojmują dążenia pozbawione korzyści materialnych, o celach stricte ideologicznych bazujące na […] konspiracji przeciw innym krajom. I o to w tym wszystkim chodzi. […] Podstęp jest zasadniczą częścią ideologii komunistycznej […] i tak będzie w dalszym ciągu. […] Komunizm jest w istocie totalitarny i nie jest zainteresowany jakimkolwiek kompromisem”. Zarówno elity zachodu, jak i społeczeństwa podkomunistyczne nie potrafią nawet prawidłowo zdefiniować komunizmu, uważając go za lewicową utopię. Nie rozumieją tego, że komunizm to system władzy, którego celem jest czysta władza i który z natury dopuszcza wszystko, co służy obronie, przetrwaniu i ekspansji. Proces, z jakim mamy do czynienia na przełomie wieków XX i XXI Buchar określa jako ponowne „rozbudzenie komunizmu […] ruch komunistyczny wyewoluował, udoskonalił radzenie sobie z dysydentami, używając ich jako instrumentu służącego adaptacji do lokalnych warunków.”

Co gorsza, zaangażowane są – po stronie zachodniej – nie tylko elity pochodzenia lewackiego czy liberalnego, ale także zachodnia prawica. Konkluzja Buchara jest szokująca: „zamiast ukarać komunistów za ich zbrodnie, zachodnia prawica podaje im rękę w geście przeprosin za ich pokonanie.”

Odrodzony blok komunistyczny stanowi zagrożenie między innymi dlatego, że system polityczny zachodu, demoliberalizm, coraz bardziej upodabnia się do „upadłego” i „nieistniejącego” komunizmu sowieckiego i chińskiego. Przejawem tego jest coraz większy interwencjonizm, myślenie kolektywne, jednolitość i konformizm. Zarówno zewnętrzny (sowiecki i neo-sowiecki), jak i wewnętrzny (lewicowy i liberalny) podstęp jest wielowymiarowy i wielopoziomowy. Społeczeństwo jest manipulowane przez media i system edukacyjny tak, że nie jest w stanie w ogóle zrozumieć tego, co się dzieje. Przykładowo, „[…] młode pokolenie Amerykanów nie ma żadnej wiedzy o historii i nie jest w stanie umieścić w szerszej perspektywie tego, co dzieje się obecnie, ponieważ nie wie co działo się w przeszłości […]”, czemu sprzyja postmodernistyczna pseudokultura „tu i teraz”.

Co ciekawe, to samo ma miejsce w „byłych” krajach komunistycznych, z tym, że doświadczanie sytuacji „od środka” czyni społeczeństwa „post” komunistyczne niezdolnymi do ujęcia szerszej perspektywy omawianych przez Buchara procesów. „Niewielu ludzi świadomych tego, co się dzieje […] nie jest w stanie odwrócić trendu. […] Nowy system został zainstalowany tak, że nikt nie jest w stanie zmienić czegokolwiek. Wybory mogą być z łatwością manipulowane, a ich wynik będzie zawsze ten sam, niezależnie jaka partia wygra”. Buchar, omawiając kondycje społeczeństw „byłego” bloku sowieckiego dochodzi do optymistycznej, moim zdaniem jednak nieuprawnionej konkluzji: „trudno wyobrazić sobie konsekwencje ujawnienia tego, co naprawdę stało się w latach osiemdziesiątych. Wierzę, że nigdy nie zostałoby to oficjalnie zaakceptowane. Nie za mojego życia.” Jednakże rzeczywistość jest zupełnie inna, niż nadzieje Buchara Weźmy za przykład Polskę. Czy powszechna wiedza o kulisach transformacji w Polsce, o rozmowach Michnika i Wałęsy z Kiszczakiem, o negocjacjach Kuronia z oficerami SB, o agenturalności (i całokształcie działalności) Wałęsy, nietykalności Jaruzelskiego i Kiszczaka itd. ujawniona zwłaszcza w l. 2004 – 07 spowodowała „przebudzenie narodowe” i obalenie neokomunizmu?

Ważnym, a pomijanym instrumentem bolszewickiej ekspansji jest rozmiękczanie społeczeństw poprzez demoralizację, do czego KGB wykorzystuje też przestępczość zorganizowaną. Buchar przywołuje artykuł z… Moscow Times. „Ocenia się obecnie, że tzw. mafia rosyjska kontroluje 95% światowej przestępczości zorganizowanej. Obejmuje handel narkotykami, pranie brudnych pieniędzy, czarny rynek i tak dalej. […] Artykuł konkluduje, że Moskwa nie ma z tym nic wspólnego, ponieważ większość tych ludzi [mafiosów – przyp. J.] nie ma już rosyjskich paszportów, będąc obywatelami innych krajów. Cóż za wygodna konkluzja! Inaczej ujmuje to Oleg Gordijewski: „KGB rozpoczął kontrolę nad różnymi organizacjami biznesowymi, w których mafia była silna. Stopniowo zaczął zastępować mafię. Tak więc, w konsekwencji, dzisiaj jest to w mniejszym stopniu zorganizowana przestępczość, a w większym – zorganizowany KGB, obecnie zwany FSB. Na całym świecie, zwłaszcza w Austrii, Hiszpanii i na Węgrzech jest wiele organizacji przeprowadzających działania przypominające działania mafii. Jednak praktycznie wszystkie są organizowane przez KGB/FSB.”

Fatalna kondycja kulturowo-cywilizacyjna Zachodu, niezrozumienie istoty komunizmu i samooszukiwanie się oraz infiltracja elit przez agenturę rzutuje na kondycję zachodniego aparatu bezpieczeństwa i wywiadu. Zdaniem rozmówców Buchara – Josepha Douglassa (eksperta amerykańskich specsłużb) i Olega Gordijewskiego, o ile DIA (amerykański wywiad wojskowy) była i jest w stanie skutecznie walczyć z sowiecką infiltracją, o tyle CIA jest w dużym stopniu sparaliżowana. W kręgach decyzyjnych CIA - zwłaszcza od lat 70 XX w. – znajduje się bardzo dużo ludzi o nastawieniu określanym przez Buchara jako „lewicowym”, „prokomunistycznym” oraz naiwnym, którzy nie potrafią umieszczać analizowanych zagrożeń w szerszym kontekście i szerszej perspektywie. Przykładem jest terroryzm i pomoc, jaką terrorystom różnej konduity udzielały (i robią to dalej) Sowiety. Ponadto – na co wskazuje Douglass – działalność kontrwywiadowcza jest paraliżowana przez konflikt pomiędzy wywiadem cywilnym a wojskowym. Według Olega Gordijewskiego, obecnie (stan na 2010 r.) na terenie Stanów Zjednoczonych operuje około 400 sowieckich szpiegów, a amerykańskie specsłużby robią bardzo niewiele celem przeciwdziałania.

Buchar cytuje fragment książki Siergieja Trietiakowa – ostatniego uciekiniera z Rosji Sowieckiej – pod tytułem „Towarzysz J.”: „[…] Jako naród, jesteście bardzo naiwni co do Rosji i jej intencji. Wierzycie, ponieważ Związek Sowiecki już nie istnieje, że Rosja jest teraz waszym przyjacielem. Nie jest, i potrafię wam udowodnić, że SWR próbuje zniszczyć USA także obecnie, nawet w większym stopniu niż KGB w czasie zimnej wojny”.

Najbardziej jednak szokująca jest prognoza Roberta Buchara dotycząca już poziomu globalnej geostrategii. Nie dziwi ona jednak tego, kto wie, że komunizm ma aspiracje globalistyczne, a pieriestrojka była jedynie jego metamorfozą: „[…] oczywiście jest wiele rzeczy, o których nie wiemy i prawdopodobnie nigdy nie będziemy wiedzieć. Możemy jedynie widzieć powszechnie dostępne fakty i wyciągać własne wnioski. Jest oczywiste, że międzynarodowa finansjera usilnie dąży do Nowego Porządku Światowego, czegoś w rodzaju rządu globalnego, być może takiego, o jakim mówi Zbigniew Brzeziński. W swojej książce „Wielka Szachownica” sugeruje, że Stany Zjednoczone muszą […] zrezygnować ze statusu supermocarstwa, co doprowadzi do stworzenia nowego, globalnego systemu rządów, w którym politycy zostaną zastąpieni przez nowy, światowy zarząd.” Co znamienne, koncepcja sugerowana m.in. przez Brzezińskiego współbrzmi z niedawnymi słowami Dugina, który w polemice z Olavo de Carvalho stwierdził, że aby „imperializm amerykański nabrał rozsądnych wymiarów”, USA mają stać się jedną z duginowskich „Wielkich przestrzeni”. Kolejnym przedstawicielem sowieciarzy, który otwarcie artykułuje postulat „czerwonego NWO” jest Siergiej Karaganow, z pomysłem rządów światowego „Dyrektoriatu”, składającego się ze „Zjednoczonej Europy” (UE + Rosja Sowiecka), ChRL i USA.

Właśnie na podstawie informacji, które są nam dostępne można wysunąć roboczą tezę, że globalny rozkład sił ewoluuje właśnie w kierunku przypominającym postulowany ze strony sowieckiej m.in. przez Karaganowa i Dugina, a ze strony zachodniej – Brzezińskiego i innych globalistów. Można określić rok 1999 jako rozpoczęcie prognozowanej przez Golicyna „fazy finalnej”, gdy zreorganizowano system władzy w Rosji Sowieckiej w kierunku neokomunizmu obsługiwanego przez czekistów i oficjalnie ustanowiono eurazjatycką oś Moskwa-Pekin. Od czterech lat ma miejsce podwójna operacja: porządkowania i reintegracji rosyjsko-sowieckiej „bliskiej zagranicy” oraz budowania sojuszu Rosji Sowieckiej i Europy (pod kierownictwem Niemiec). Jednocześnie, pod rządami lewicującego (czy wręcz komunizującego) prezydenta Obamy i jego administracji, Ameryka wycofuje się z Europy i „resetuje” swoje stanowisko wobec Moskwy i Pekinu. Operacja ta jest realizowana za pomocą kombinacji środków: dyplomatycznych, ekonomicznych i siłowych, z tym, że ostatnie – poza inwazją Rosji Sowieckiej na Gruzję w 2008 roku – mają póki co charakter zamachów upozorowanych na katastrofę, ataków typu „false flag” czy prób destabilizacji społecznej, odpowiednio: „katastrofa” smoleńska, zamach 22 VII tego roku w Norwegii oraz zamieszki w Grecji i tzw. „rewolucje arabskie”. Czy w tym samym kontekście można umieścić widmo upadku światowego systemu ekonomicznego oraz zamieszki w Wielkiej Brytanii, które już przekroczyły granice Londynu?

To, jaki kształt przybiorą globalistyczne dążenia neobolszewii i czy zostanie przyjęta i wdrożona jakakolwiek długofalowa kontrakcja zależy od kondycji politycznej USA, jako – póki co jedynego, ale na jak długo – mocarstwa, które przynajmniej pod względem technicznym jest w stanie powstrzymać sowieciarzy. Buchar konkluduje realistycznie: „jako sceptyk, powiedziałbym – tak, zmierzamy w kierunku socjalizmu w Ameryce i nie ma siły, która zmieniłaby ten kierunek. Ale w głębi serca wierzę, że naród amerykański ma pewną specyficzną cechę, że w końcu przeważy zdrowy rozsądek i Ameryka przetrwa. Ale kto wie. Ustrój oparty na optymizmie ekonomicznym nie może zaakceptować negatywnych implikacji trwającej nadal wrogości ze strony Rosji”.
--------------------

2011-07-25

Zamach w Norwegii w cieniu Kremla


Najprawdopodobniej sprawcą niezwykle tragicznego w skutkach piątkowego ataku terrorystycznego w Norwegii jest Rosja Sowiecka. Poniżej zajmiemy się poszlakami na to wskazującymi (choć jedynie na nich można bazować, są one bardzo silne) oraz celami, dla których zamach przeprowadzono oraz możliwymi skutkami.
I
Norwegia to największy w Europie wydobywca i eksporter gazu ziemnego i ropy naftowej, co stawia ten kraj na pozycji konkurenta wobec Gazpromu, który jest współcześnie jednym z najważniejszych narzędzi ekspansji neosowietów. Nie mówiąc już o braku uzależnienia energetycznego od Rosji Sowieckiej. Kraj ten jest też bardzo aktywnym członkiem NATO, raczej trzymającym się proamerykańskiego kursu, a co więcej – stanowi północno-wschodnią flankę Sojuszu, obejmującą dużą część Oceanu Arktycznego (wyjście na Ocean Arktyczny) i graniczącą z Rosją Sowiecką na lądzie.

Piątkowy zamach, a w zasadzie „operacja norweska” jest skierowana na co najmniej kilka różnych poziomów. Celem pierwszorzędnym jest destabilizacja Norwegii. W razie powodzenia operacji, Rosja Sowiecka zyskuje praktycznie całkowity monopol w Europie kontynentalnej na wydobycie i dystrybucję surowców energetycznych. Oznaczałoby to też finalizację sowieckiego projektu zakładającego stworzenie kombinatu Europy (zarówno ważniejszych krajów europejskich, jak i UE jako całości) z Rosją Sowiecką, którego instrumentem – oprócz uzależnienia energetycznego – byłaby jakaś forma formalnej organizacji politycznej, na przykład proponowanego przez neosowieckiego geostratega, Siergieja Karaganowa „Związku Europejskiego”, obejmującego zasięgiem UE (z dominującą rolą Niemiec i Francji), Rosję Sowiecką i opcjonalnie, środkowoazjatyckie republiki sowieckie.

Przejmując Norwegię poprzez destabilizację, Rosja Sowiecka uzyskałaby, w nieco dalszej perspektywie, kontrolę nad korytarzem morskim, prowadzącym z Oceanu Arktycznego (zwłaszcza jego południowych akwenów, gdzie operuje Flota Północna) na Atlantyk. Stworzyłoby to Moskwie możliwość swobodnego operowania na Oceanie Atlantyckim, zwiększając poważnie zagrożenie dla Wielkiej Brytanii, a dalej, dla Stanów Zjednoczonych i Kanady. Ponadto, atak typu „false flag” na kraj należący do NATO jest ze strony sowieciarzy (jeśli po ich stronie leży sprawstwo kierownicze, co bardzo możliwe) komunikatem o treści: „możemy zrobić z wami wszystko, a wy i tak nas nie złapiecie”. Nieprzypadkowe byłoby zapewne także to, iż ataku dokonano krótko po enuncjacjach neutralnej i nienależącej do NATO Szwecji, która zadeklarowała gotowość obrony krajów należących do NATO i UE przed sowiecką agresją.

II

Oskarżony o bezpośrednie sprawstwo zamachów w Norwegii Anders Breivik nie mógł działać sam. Aby przeprowadzić operację terrorystyczną na taką skalę, niezbędny był udział co najmniej dwóch, co najmniej paruosobowych komórek terrorystycznych, spośród których jedna umieściła i zdetonowała ładunek wybuchowy w dzielnicy rządowej w Oslo, druga natomiast (do której należał Breivik) dokonała masakry na wyspie Utoya.

Wszelkie teorie przedstawiające zamach jako „inside job” norweskiego establishmentu i specsłużb są o tyle uzasadnione, że takiej operacji po prostu nie dałoby się przeprowadzić bez krycia przez agenturę (zarówno szpiegów, kretów jak i wpływu), i to umieszczoną na bardzo wysokich szczeblach. Jedną z poszlak byłaby tu niesprawność i horrendalne opóźnienie akcji antyterrorystycznej (przecież Utoya to nie Palau na Pacyfiku, a policja norweska nie jeździ polonezami…). Po tragedii, ani premier Norwegii, ani ktokolwiek z norweskich władz nie wymienił sowieciarzy jako możliwych jej sprawców czy inspiratorów. Z jednej strony nie powinno ujawniać się – choćby celem zapobieżenia panice – własnej wiedzy o zdolnościach operacyjnych wroga, z drugiej jednak – obserwator ma wrażenie, jakoby elity norweskie powodowane były strachem przed podejrzeniem sowieciarzy o zamach. Jeżeli tak rzeczywiście jest, to może to doprowadzić do innej fatalnej konsekwencji – mianowicie do niepodjęcia tropu sowieckiego przez norweskie specsłużby (i organy bezpieczeństwa NATO).

Masakra na Utoy’i świadczy także o tym, że współczesne społeczeństwa masowe tzw. „wolnego świata” i Zachodu są bardzo podatne na totalny glajchszaltung ze strony relatywnie nielicznej, ale odpowiednio wyszkolonej, zmotywowanej i zdeterminowanej grupki ludzi. Jeżeli inspiratorem faktycznie jest Moskwa, to wszelkie teorie umieszczające ją pomiędzy Zimbabwe a Burkiną Faso, mówiące o słabości i zacofaniu technicznym neosowieckiego aparatu władzy, represji i ewentualnej agresji zewnętrznej należy czym prędzej włożyć między szkodliwe mity.

III

Jeśli inspiratorem ataku jest neosowiecja, to uderzyła w Norwegię wykorzystując pewien słaby punkt norweskiego systemu politycznego i społecznego. Norwegia jest dotknięta jedną z największych zaraz mentalnych współczesnej, ginącej cywilizacji zachodniej – oświeceniem, demoliberalizmem i polityczną poprawnością, z całym dobrodziejstwem inwentarza w postaci pacyfizmu czy ideologii „ciepłej wody w kranie”, „multi-kulti” itp. które stały się de facto świecką religią całego praktycznie zachodu. Dodatkowo, ideologią państwową i metodą rządzenia w krajach skandynawskich jest nordycko-socjalistyczna wersja demobolszewizmu: władza reguluje szczegółowo praktycznie każdy aspekt życia obywateli, którzy przejawiają wręcz cielęcy respekt wobec władzy. Między innymi dlatego taką zbrodnię mógł popełnić zamachowiec w policyjnym mundurze. A także dlatego, że wszelka przemoc, nawet defensywna, uważana jest nieomal za aberrację psychiczną.

Ernst Jünger stwierdził kiedyś, że (cytuję z pamięci) „po wegetarianach przychodzą kanibale”, czego właśnie jesteśmy świadkami. Przykładem niech będzie chociażby to, że podejrzanemu o masakrę na wyspie Utoya grozi… maksymalnie 21 lat więzienia!!! Podczas, gdy powinien dostać po prostu czapę; zginąć w komorze gazowej, na krześle elektrycznym bądź pod ostrzem miecza, bez żadnego prawa łaski. Inna sprawa – partie i ruchy polityczne, które prowadzą do rozkładu społeczeństw europejskich nie powinny mieć prawa uczestnictwa w polityce, a demoliberalizm powinien zostać zastąpiony republikańskim, konserwatywnym i militarystycznym autorytaryzmem; w przypadku Norwegii byłaby to monarchia absolutna. Odrzucenie politycznej poprawności, odrzucenie oświecenia i demoliberalizmu to jeden z warunków sine qua non, by cywilizacja Zachodu nie wpadła w ręce sowieciarzy, a w sprzyjających warunkach mogła im zrobić z czterech liter Ragnarök.

Elementem szerszego, politycznego tła operacji norweskiej jest więc splot dwóch procesów: działalności bezpośrednio zadaniowanej z Moskwy agentury oraz establishmentu kierującego się ideologią politycznej poprawności. I pod nią skrawana jest oficjalna narracja medialna dotycząca zamachu. Bardzo szybko sporządzono i podano do oficjalnej wiadomości profil i motywacje domniemanego sprawcy (po zarzuceniu tropu muzułmańskiego): Breivik jest „skrajnym prawicowcem”, „chrześcijańskim fundamentalistą”, „neonazistą”, „antyislamskim ksenofobem”, „faszystą” itp. Wszystkie te pojęcia są niczym innym, jak konstruktami propagandowo-dezinformacyjnymi od dawna używanymi przez socjalistów i komunistów, a nie mającymi żadnego praktycznie pokrycia w rzeczywistości.

IV

Jeśli pogrzebać głębiej, także w oficjalnych komunikatach medialnych na temat Breivika to okazuje się że: jest on członkiem loży wolnomularskiej, jeździł na Białoruś i utrzymywał kontakty z osobami mogącymi być agentami sowieckimi. Z jego obszernego „Manifestu” a także – co najważniejsze w demoliberalnej mediokracji – wynika, że jest on przeciwnikiem marksizmu kulturowego, komunizmu i islamizacji Europy, co jednocześnie nie przeszkadza mu chwalić Obamy a także… Putina i jego czekistowskiej wersji neobolszewizmu. Tropu moskiewskiego nie wyklucza przynależność do masonerii; faktem jest to, iż sowieciarze i wolnomularze bardzo często wzajemnie się wspierają i uzupełniają. Oprócz jednak wyżej wymienionych sprzeczności, w „Europejskiej Deklaracji Niepodległości” zawarty jest program dość reprezentatywny dla europejskich ruchów prawicowych i narodowych, którego elementem jest m.in. słuszna krytyka kondycji cywilizacyjnej współczesnego człowieka, demoliberalizmu czy politycznie poprawnej lewicowości. Zagrożenie dla Norwegii i pozostałych krajów Zachodu płynie z tego takie, że wielu autentycznych prawicowców może część treści zawartych w manifeście podchwycić, realizować i – nie będąc przez sowieckie agentury zadarniowanymi – stawać się ich instrumentem.

Zamach, którego sprawcę (jednego z nich) wykreowano na „skrajnego prawicowca” i paneuropejskiego nacjonalistę zostanie wykorzystany co najmniej na poziomie propagandowym i dezinformacyjnym przez Rosję Sowiecką i jej europejskich sojuszników przeciwko resztkom autentycznej prawicy w Europie. Od tej pory, każdemu kto deklaruje poglądy konserwatywne, antykomunizm, niechęć wobec Rosji Sowieckiej, sceptycyzm wobec imigracji (głównie muzułmańskiej), multikulturalizmu i politycznej poprawności itp. może zostać przylepiona łatka potencjalnego zbrodniarza i terrorysty, stanowiącego zagrożenie dla „społeczeństwa otwartego”, „wolnego rynku”, „demokracji” i „dobrych stosunków z Rosją”. Można się też spodziewać, że resztki europejskiej prawicy – aby uniknąć posądzenia o zbrodnicze tendencje – będą sukcesywnie przesuwać się do centrum i na lewo.

Od teraz, prócz sukcesywnego uzależnienia energetycznego i ekonomicznego oraz podłączenia Europy do Eurazji możemy się spodziewać, że władcy Kremla zaczną grać kartą „zagrożenia prawicowego”, po rozgrywanym od jakiegoś czasu islamie i rządzących już lewicy i liberałach. Wszystkie będą w mniejszym lub większym stopniu inspirowane przez sowietów i rozgrywane przez nich przeciwko sobie.

Teraz czas na tzw. „polski wątek”, co jakiś czas nagłaśniany. Nie trzeba chyba mówić, że za każdym zamachem terrorystycznym w roli telewizyjnych ekspertów od terroryzmu, a czasem nawet „obrońców cywilizacji zachodniej” występują władcy Ubekistanu – tu mieliśmy okazję oglądać w TVN 24 m.in. Dukaczewskiego i Dziewulskiego. To jednak jest „drobiazg”; opisywana tutaj tragedia może być zwekslowana także na terytorium Polski. Czy przypadkowa jest koincydencja czasowa ukazania się na You Tube filmiku przedstawiającego… chomiki, a noszącego tytuł bodajże „Oslo explosion” (może za pośrednictwem tego filmu przekazano rozkaz do ataku?)? Czy „przypadkiem” w ostatnich dniach po Krakowie szalał mafijny „bombiarz”, a w kilku miastach zarządzono alarmy bombowe?

V

Omówiony w p-kcie I „Związek Europejski” jest częścią długofalowej strategii sowieckiej, precyzyjnie sformułowanej jeszcze w latach 80., opisanej i (niestety) trafnie przewidzianej przez Anatolija Golicyna, w ostatnim rozdziale książki „Nowe kłamstwa w miejsce starych”, a także przez Władimira Bukowskiego. Artykułowana była m.in. przez Michaiła Gorbaczowa, a obecnie – m.in. przez Siergieja Karaganowa i Aleksandra Dugina, z przyklaśnięciem wielu członków establishmentów państw zachodnich. Ma ona za cel pierwszorzędny integrację całego kontynentu Eurazji przez „Blok Kontynentalny” (opartego o oś Moskwa-Pekin, przy czym strefą wpływów ZSRS/Rosji Sowieckiej jest w tym planie właśnie Europa). Koncepcja „Europejskiego Wspólnego Domu”, jest częścią globalistycznych ambicji elit Rosji Sowieckiej i ChRL, z czym te zresztą się nie kryją i wielokrotnie oznajmiają, ustami swoich przedstawicieli takich, jak wspomniani Karaganow i Dugin.

Koncepcja Dugina zakłada „nowy porządek światowy” oparty o podział na „wielkie przestrzenie”, gdzie jedną z dopuszczalnych opcji jest „eurazjatycka wielka przestrzeń” rozciągająca się od Atlantyku po Pacyfik. Inspiratorem tego „nowego porządku światowego” mają być oczywiście Moskwa i Pekin, zarządzające „międzynarodową walkę z globalizmem”, którego centralą są – w optyce sowieckiego geostrategia – Stany Zjednoczone. Z kolei Karaganow, oprócz stworzenia „Zjednoczonej Europy” również ma swój projekt mający być realizacją globalistycznych zamiarów neosowietów: mianowicie postuluje on utworzenie światowego „Dyrektoriatu” składającego się ze Zjednoczonej Europy (UE + Rosja Sowiecka), ChRL i USA.

2011-07-13

Wokół debaty w The Inter-American Institute (2)

Kod Dugina, czyli gramota neobolszewizma
 
Każdy niemal, kto styka się z tekstami Aleksandra Dugina ma wrażenie, że oto ma do czynienia z bełkotem człowieka, którego dieta składa się głównie z syberyjskich muchomorów czerwonych popijanych samogonem. I to stwierdzenie byłoby uprawnione, gdyby nie to, że w tym szaleństwie jest metoda – ukryte za zasłoną pseudonaukowego bełkotu przekaz propagandowy i artykulacja zamiarów elit sowieckich. Kiedyś może się okazać, że Dugin jest człowiekiem bardzo niebezpiecznym dla całego praktycznie świata…

Olavo de Carvalho zauważa zagrożenie, jakie niesie ze sobą Blok Eurazjatycki, którego centrum jest oś Moskwa-Pekin a elitą polityczną przetransformowana nomenklatura komunistyczna o globalistycznych ambicjach. Skutecznie demaskuje też cele Dugina i szerzonej przez niego doktryny, której najważniejszym elementem jest „rekrutacja żołnierzy do bitwy przeciwko Zachodowi i ustanowienia ogólnoświatowego Imperium Eurazjatyckiego.” Sam Dugin – w trzeciej części debaty – nie wypiera się tego, wprost grożąc wojną totalną.

Dugin to obecnie jeden z ważniejszych kremlowskich technologów politycznych: współtworzy on zarówno oficjalną, wewnętrzną ideologię i pragmatykę władzy Rosji Sowieckiej, jak i jej doktrynę geopolityczną i geostrategiczną. Przy czym należy stwierdzić, że doktryna „eurazjatyzmu” nie jest wynalazkiem okresu popieriestrojkowego i działalności różnych transfiguracji głośnej swego czasu Partii Narodowo-Bolszewickiej, a dostosowaniem do aktualnej sytuacji światowej teorii geopolitycznych stworzonych jeszcze przed powstaniem Sowietów, a realizowanej praktycznie od ich początku, po dzień dzisiejszy. Ani oficjalny rozpad Związku Sowieckiego, ani rzekomy „upadek komunizmu” nie spowodował zmiany globalistycznych i ekspansjonistycznych zamiarów kagiebowskich władców Kremla i Łubianki oraz towarzyszy z politbiura KC KPCh. Zmieniły się jedynie instrumenty służące osiągnięciu tego celu. 

Instytucjonalna transformacja elit komunistycznych oraz ich częściowa rezygnacja z ideologii marksistowskiej, pewnej części bolszewickiej symboliki a także formalny rozpad Sowietów znacznie uskutecznia politykę ekspansji. Komunizm nie stanowi już zagrożenia, bo jak może być groźne coś, co przestało istnieć. Znacznej modyfikacji uległa zwłaszcza prowadzona przez sowieciarzy tzw. wojna informacyjna. Neobolszewicy każdemu, kogo chcą zdezinformować i pozyskać mówią to, co kto chce usłyszeć: lewakom przedstawiają wizję krwiożerczych i globalistycznych Amerykanów, konserwatystom i nacjonalistom – alternatywę wobec postmodernizmu i demoliberalizmu, Arabom i muzułmanom – pomoc w walce z Izraelem, Żydom – możliwość poskromienia Iranu. Zachodnia plutokracja może ubić niezłe interesy z moskiewskimi czekistami i aparatczykami chińskiej kompartii (a także lokalnymi filiami obu grup).

Dugin jest wręcz ucieleśnieniem popieriestrojkowej, neosowieckiej polityki wojny informacyjnej. Na przykładzie omawianej debaty widzimy, że Dugin próbuje tego dokonać poprzez artykulację interesów i oficjalnych zamiarów establishmentu (głównie) Rosji Sowieckiej i Chin zakamuflowaną chwytami typowymi dla sowieckiej dezinformacji i manipulacji. Dugin stara się apelować do jak najszerszego grona odbiorców, próbuje skorzystać z faktu umasowienia i mediatyzacji współczesnych społeczeństw; często używa starych sowieckich sloganów, takich samych cliche i „pojęć-cepów” jak: „amerykański imperializm”, „amerykański ekspansjonizm”, „amerykańska agresja”, „zbrodnie USA”, „świat wielo-„ i „jednobiegunowy” itd., apeluje także do patriotów, konserwatystów i nacjonalistów posługując się wyjętym z kontekstu i topornie uproszczonym pojęciem „nowego porządku światowego”.

Aby nie męczyć Czytelnika „naz-bolskim” bełkotem upozorowanym na teorię stosunków międzynarodowych i teorię geopolityczną, ograniczę się jedynie do krótkiego opisu duginowskiej wizji współczesnego świata. Stany Zjednoczone to obecnie największe zagrożenie dla świata, które Dugin określa wręcz mianem „zarazy”. Jest ono tożsame z oświeceniowym, liberalnym i libertyńskim globalizmem z całym dobrodziejstwem inwentarza w postaci m.in. władzy korporacji uzurpujących sobie władzę równą państwowej, multikulturalizmu, zachodniej politycznej poprawności, upadku i aktywnym zwalczaniu tradycyjnych systemów wartości i religii, następowaniu na suwerenność narodową w imię utworzenia globalnego superpaństwa z centrami w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Przeciwne temu są kraje takie jak: Wenezuela i Boliwia (wraz z pozostałymi krajami Ameryki Łacińskiej, w których władzę przejęli niedawno neokomuniści), niektóre kraje arabskie (zwłaszcza o ideologii rewolucyjnej), Iran oraz… Rosja i Chiny. Są one nie tylko – w optyce Dugina – przeciwnikami rzekomo amerykańskiego z istoty globalizmu, ale jego… ofiarami! Współczesnym, geopolitycznym odpowiednikiem „proletariatu” czy „bitych Murzynów”.

Realne znaczenie eurazjatyzmu

Olavo de Carvalho w opisuje duginowski eurazjatyzm jako zjawisko różne od komunizmu (przynajmniej potocznie rozumianego jako ideologia), ale słusznie zauważa, że […] polityka nie jest jedynie starciem ideologii. To walka o władzę pomiędzy […] konkretnymi grupami ludzi. Prof. Dugin nie może być na tyle cyniczny, by zaprzeczyć, że grupa obecnie znajdująca się u władzy w Rosji jest tą samą, która rządziła krajem w czasach komunizmu. Zasadniczo, jest to KGB (bądź FSB, której okresowe zmiany nazwy nie zmieniają natury tej instytucji). Co gorsza, KGB zwiększyło swój zakres władzy […] gdy w reżimie komunistycznym przypadał jeden oficer na 400 obywateli, obecnie jest to około jeden na 200, co niewątpliwie oznacza, iż Rosja jest państwem policyjnym; […] podział własności państwowej pomiędzy agentów [autor ma na myśli kadrowych oficerów – przyp. J.] i kolaborantów policji politycznej, którzy w jednej chwili stali się „oligarchami” nie zrywając więzów podporządkowania wobec KGB, daje tej instytucji możliwość działania na Zachodzie pod kilkoma warstwami kamuflażu […].

Duginowski eurazjatyzm/narodowy bolszewizm to amalgamat sprzecznych wzajemnie elementów wziętych z komunizmu, socjalizmu, nazizmu, konserwatyzmu, tradycjonalizmu integralnego Evoli i Guenona (których – jak wskazuje de Carvalho – Dugin nie rozumie, a być może nimi manipuluje), nacjonalizmu wielkorosyjskiego, wyjętych z kontekstu elementów Prawosławia, ale i okultyzmu, masonizmu i satanizmu itd. Pod względem ideologicznym, eurazjatyzm [Eurasianism] jest inny niż komunizm. To – jak określił Jeffrey Nyquist – „prawicowy bolszewizm”. Jednak ideologia – jak definiował to sam Karol Marks – jest jedynie „kostiumem idei” ukrywającym układ władzy politycznej. Układ władzy politycznej w Rosji zmienił kostium ale trwa, utrzymując tych samych ludzi na tych samych pozycjach, pełniących te same funkcje, o tych samych, totalitarnych ambicjach […].

W omawianej „debacie” główny akcent pada na kwestie szeroko pojętych stosunków międzynarodowych, geopolityki i geostrategii globalnej.

Według Dugina, aktualnie ma miejsce „transformacja” [transition] globalnego układu sił z jakim mieliśmy do czynienia od zakończenia zimnej wojny i formalnego rozpadu ZSRS. Proces „globalnej transformacji” zawiera w sobie kilka alternatywnych scenariuszy, z których jednym jest – według Dugina – globalna dominacja Stanów Zjednoczonych. Projekty z kolei „alternatywne” wobec tego jakże strasznego i totalitarnego scenariusza to (wspominany przez prof. de Carvalho) „Globalny Kalifat”, neokomunistyczne (narodowo-komunistyczne i narodowo-lewicowe) ruchy polityczne w Ameryce Łacińskiej oraz socjalistyczne kraje arabskie.

Co kuriozalne, Aleksander Dugin uznaje neokomunizm latynoamerykański, świecki narodowy socjalizm arabski i ekstremizm islamski za… eurazjatyckie, choć miejsce ich pochodzenia nie pokrywa się (w pierwszym przypadku) z geograficznymi granicami Eurazji. Dugin nie zauważa (albo celowo próbuje dezinformować) na przykład tego, iż komunistyczno-lewacki rząd Brazylii powstał przy współudziale nie tylko komunistycznej agentury, ale i… Syndykatu : ktokolwiek śledzi wielkie zmiany polityki ekonomicznej, prawnej i kulturowej w Brazylii w ciągu ostatnich 20 lat wie, że wszystkie […] zostały przygotowane w centralach globalizmu – ONZ, WHO, UNESCO, Klubie Bilderberg, przez Rockefellerów, Fundacji Forda, George’a Sorosa, itd. W polityce ekonomicznej ostatnie rządy brazylijskie nie robiły niczego […] poza wiernym realizowaniem instrukcji Banku Światowego. W zakresie opieki zdrowotnej, wszystkie przyjęte reformy były […] rekomendowane przez Światową Organizację Zdrowia. Zasady politycznej poprawności narzucone przez rząd całemu społeczeństwu brazylijskiemu były […] wymuszone na rządzie przez ONZ i fundacje dysponujące miliardami dolarów. I nie muszę wymieniać […] przyjemności, z jaką administracja Luli [były prezydent Brazylii – Inacio „Lula” da Silva – przyp. J.] oddawał nawet części terytorium brazylijskiego pod zarząd międzynarodowy, wbrew woli lokalnej ludności. Wydaje się zatem, że dla Dugina „eurazjatyckie” jest to, co w jego optyce służy interesom Rosji Sowieckiej.

Wreszcie, trzecim (i najbliższym elitom Rosji Sowieckiej i ChRL) jest suponowany przez Dugina i jego ruch eurazjatycki projekt „proponujący alternatywny model Porządku Światowego bazujący na zasadzie cywilizacji i wielkich przestrzeni. Zakłada on stworzenie różnych, ponadnarodowych [transnational] bytów politycznych […] zjednoczonych wspólnotą cywilizacji i głównych (w niektórych przypadkach religijnymi, w innych – świeckimi i kulturowymi) wartości. Zawierać one [„Wielkie Przestrzenie” – przyp. J.] powinny niepodzielne [integrated] Państwa i reprezentować bieguny świata wielobiegunowego. Przykładem […] może być Unia Europejska. Możliwa jest także Unia Eurazjatycka (projekt prezydenta Kazachstanu, N[ursułtana] Nazarbajewa), Unia Islamska, Unia Południowoamerykańska, Unia Chińska, Unia Indyjska, Unia Pan-pacyficzna i tak dalej. Północnoamerykańska wielka przestrzeń może być uznana za jeden z kilku różnych, mniej lub bardziej równych biegunów i nic więcej. Taki układ gwarantowałby to, iż rola USA w świecie nabrałaby – uwaga – „realistycznych wymiarów” !

Jedna z propozycji podziału świata wg współczesnej doktryny eurazjatyckiej (źródło: evrazia.org)

Aleksander Dugin artykułuje jednocześnie jedno z najważniejszych, wdrażanych od dawna założeń geostrategii bolszewickiej/eurazjatyckiej, mianowicie sojusz strategiczny z komunistycznymi Chinami, uzasadniając to mackinderowskim determinizmem geopolitycznym. Rosja/ZSRS/współczesna Rosja neosowiecka i Chiny „razem tworzą całość Eurazji, strefę Heartlandu, dwie największe przestrzenie kontynentalne. Oś Moskwa-Pekin stanowi rdzeń de facto globalnej sieci sojuszy. […] Dugin nie jest marzycielem, makabrycznym poetą tworzącym w swojej wyobraźni hekatombę w mrocznym lochu zarojonym szczurami. Jest on mentorem rządu Putina i szefów rosyjskiej polityki zagranicznej. Jego idee już dawno nie są uważane za spekulacje. Jedną z ich materialnych inkarnacji jest Szanghajska Organizacja Współpracy, skupiająca Rosję, Chiny, Kirgistan, Uzbekistan, Tadżykistan, [...] mająca stać się centrum zmieniającego się układu sił zbrojnych na świecie. […] Kolejną jest oś Paryż-Berlin-Moskwa, która od lat jest oczkiem w głowie rosyjskiej dyplomacji […]. Rolę „satelitów” Bloku Eurazji pełnią: niektóre kraje arabskie i muzułmańskie (duginowski: „projekt islamistyczny” i „projekt arabsko-socjalistyczny”), latynoamerykańskie kraje neokomunistyczne, Korea Północna.


Szanghajska Organizacja Współpracy (źródło: polska-azja.pl)

We współczesny projekt neokomunistycznej Eurazji wpisuje się także polityka Moskwy wobec krajów przestrzeni sowieckiej. Wynika to po pierwsze z długofalowej strategii transformacji komunizmu, obejmującej metamorfozę struktur komunistycznych w pozornie chaotyczną „sieć”, po drugie zaś z tego, że nigdzie w krajach „byłych” ZSRS i Układu Warszawskiego nie udało się tej sieci w stu procentach zerwać, a co za tym idzie – powiązań z Rosją Sowiecką. Oficjalnymi organizacjami będącymi kontynuacją polityki sowieckiej są: Wspólnota Niepodległych Państw (sic!) i polityczno-wojskowa Organizacja Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego.

Organizacja Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego (źródło: wikipedia)

W publicystyce Aleksandra Dugina, mowa o konflikcie „wiecznego Rzymu z wieczną Kartaginą” czy „cywilizacji kontynentu z cywilizacją oceanu”, „spisku atlantystów” ani nie opisuje kontekstu historycznego, ani faktycznego stanu obecnego. To chwyt propagandowy, którego jednym z celów jest… ekspresja globalnych zamiarów grup trzymających władzę w Moskwie i w Pekinie, zwłaszcza zaś w Moskwie.

Czy światu grozi dominacja Eurazji?

Prześledźmy przebieg sowieckiej długofalowej strategii geopolitycznej w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Po oszustwie stulecia w postaci sfingowanego upadku komunizmu i rozpadu Związku Sowieckiego, w „posowieckiej” Rosji miało miejsce przegrupowanie się struktur komunistycznych, po czym – od 1999 roku, od dojścia do władzy Władimira Putina – rozpoczęła się resowietyzacja i przywracanie pełnego totalitaryzmu, korzystającego już z nowocześniejszej techniki i nowych metod dezinformacji.

Z nadejściem „ery Putina” rozpoczęło się też wdrażanie duginowskiej doktryny geostrategicznej: w 2001 roku utworzono Szanghajską Organizację Współpracy. Komuniści zaczęli przejmować władzę w Ameryce Łacińskiej: w Wenezueli, Brazylii (ojczyźnie prof. de Carvalho), Boliwii, Ekwadorze i Nikaragui (władzę ponownie objął sandinista, Daniel Ortega). Reżim komunistyczny w Korei Północnej wzmocnił się i wdrożył program budowy arsenału nuklearnego. Jednocześnie rozpoczęto realizację zachodniego projektu Rosji Sowieckiej – budowy osi Paryż-Berlin-Bruksela-Moskwa, używając do tego zarówno instrumentów politycznych, jak i ekonomicznych (na czele z ekspansją Gazpromu). Z zamachem na World Trade Center uaktywnił się orkiestrowany przez sowietów terroryzm islamski. Po chwilowym osłabieniu w postaci kadencji George’a Busha i „kolorowych rewolucji” przystąpiono do: (a) nasilenia resowietyzacji i reintegracji na terenie strefy wpływów Moskwy oraz (b) nasilenia ofensywy Rosji Sowieckiej na terenie Europy i (c) „resetu” lewicującej administracji prezydenta USA Obamy wobec Rosji Sowieckiej, ChRL i niektórych ich sojuszników.

Opisana powyżej strategia zmierza do realizacji duginowskiej wizji „Nowego Porządku Światowego” – świata podzielonego na „wielkie przestrzenie”, w którym rolę centrum pełnić ma oś Moskwa-Pekin („Unia Eurazjatycka/Rosyjska” i „Unia Chińska”), natomiast pozostałe – rolę przestrzeni satelickich, rządzonych przez elity o genezie agenturalnej czy komunistycznej albo/i: powiązane z Rosją Sowiecką/ChRL wspólnotą interesów, czy przynajmniej wobec Moskwy i Pekinu neutralne, nie wchodzące w drogę ich interesom. Doskonałym przykładem są odpowiednio: (a) elity polityczne krajów „post”-komunistycznych i „boliwariańskich” krajów Iberoameryki; (b) obecna administracja USA oraz krajów Europy zachodniej. Oczywistym jest, że wszystkie te czynniki mogą występować jednocześnie.

Strategia ta ma też na celu „oblężenie” Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii – państw, które (wespół z Izraelem, Arabią Saudyjską, Japonią, Tajwanem, Nową Zelandią i Australią) realnie, technicznie są w stanie stawić opór globalistycznym ambicjom moskiewskiej i pekińskiej sowieciarni. Moskwa i Pekin byłyby wówczas na pozycji pozwalającej na sfinalizowanie swoich globalistycznych zamiarów.

Aleksander Dugin w swojej działalności propagandowo-dezinformacyjnej stara się odwoływać do jak najszerszego gremium odbiorców, w którym jednym z segmentów są konserwatyści i nacjonaliści, mniej bądź bardziej radykalni. Obecny kryzys globalnego systemu gospodarczego, który jest naturalnym środowiskiem „Syndykatu” i na którym żerują Rosja Sowiecka i ChRL może zaowocować jego upadkiem, ten zaś – co najmniej gwałtownymi zamieszkami, rewolucjami i wojnami. Truizmem jest stwierdzenie, że taka sytuacja sprzyja radykalizacji nastrojów; sowieciarze będą mieli okazję , by na szerszą skalę zastosować działania przypominające przeprowadzoną po rewolucji bolszewickiej w Rosji operację „Trust”. Być może taki właśnie chwyt zastosowano ostatnio podczas tzw. „arabskiej wiosny ludów”.
_____________________________________________