Film udostępniony on-line przez Redakcję "Magazynu Obywatel":
http://www.dailymotion.pl/video/xenhwt_25-rocznica-powstania-pierwszej-sol_news
Geopolityka, geostrategia, FSB, komunizm, Putin, Rosja, ChRL, Rosja Sowiecka, Sowiety, KGB, PRL, PRL-bis, neokomunizm, Gazprom, Smoleńsk, antykomunizm, konserwatyzm, lewica, Platforma Obywatelska, WSI
2010-09-03
2010-08-29
Rafał Gan-Ganowicz. Pistolet do wynajęcia (film)
Film podaję za blogiem Foxa Muldera. Wspomnienia cytowane w filmie można ściągnąć ze strony Solidarności Walczącej: http://sw.org.pl/kondotierzy.pdf
2010-06-23
Józef Mackiewicz. Ściosowi, FYM i FoxMulderowi w uzupełnieniu
Ostatnie wpisy Aleksandra Ściosa, Free Your Mind i Foxa Muldera (na Facebook'u) poruszają bardzo ważną (a drażliwą, także dla wielu na prawicy) kwestię – czy Polaków, w ciągu 44 lat komunizmu realnego i 21 komunizmu ukrytego – udało się zsowietyzować? Fox Mulder (którego blog przy okazji polecam) pyta ostro: Czy w Polsce jest więc powietrze jakieś inne? Coś dodają do wody? A może po prostu Polacy lubią harować w pocie czoła dla WSIowej mafii?
Niestety, odpowiedź na to pytanie brzmi „tak”. Do informacji podanych przez Aleksandra Ściosa (41% głosów oddanych na tow. Komorowskiego, podobna ilość na PO w 2007) należy dodać, że mniej więcej tyle samo ankietowanych uznaje Jaruzelskiego za bohatera (plus naście procent – za „postać niejednoznaczną”), wybierało Bolka i Kwacha na dwie kadencje, opowiada się przeciwko lustracji i dekomunizacji, a także za lewackimi rozwiązaniami społeczno-obyczajowymi (legalizacja aborcji, eutanazji). Rację mają Darski i Rolex, pisząc o dwóch narodach politycznych zamieszkujących Polskę: Polakach i Peerelakach. Dodałbym jeszcze trzeci - współczesny odpowiednik "tutejszych", ludzie w ogóle nie interesujący się polityką, jednak niestety łatwiejsi do "unarodowienia" w stronę współczesnych peerelaków.
Jaki jest tejże sowietyzacji podstawowy mechanizm, bo przecież w bezpośrednim kontakcie – a przecież każdy ma takich w rodzinie, wśród znajomych, kolegów ze studiów, pracy – wyborcy tow. Mugabe-Komorowskiego, fani Jaruzela itp. wydają się być, i często – co należy przyznać – są porządnymi ludźmi ?
Czytając „Drogę donikąd” Józefa Mackiewicza natrafiamy na rozmowę Pawła – głównego bohatera, antykomunisty gorzej, niż zoologicznego – z czerwonoarmistą i prawdziwym komunistą, Fiodorem Michajłowiczem, który objaśnia przy wódce Pawłowi i ptasznikowi mechanizm sowietyzacji. Co więcej – w tym wypadku dużo racji ma bolszewik; z resztą, gdyby przeczytać uważnie, między wierszami nawet „Manifest” Marksa i Engelsa, to rozumie się, że bolszewizm nie jest żadną „konstruktywistyczną, dobrotliwą utopią”, a spójną teorią zdobycia, sprawowania i utrzymania totalitarnej władzy.
Wracając do tematu – sowietyzacja nie polega tyle na indoktrynacji czy ideologizacji, a w stopniu o wiele większym na wytworzeniu wrażenia, że rządy bandytów są po jakimś czasie normą, stanem naturalnym, co przez zdobycie przez nich kluczowych pozycji w hierarchii społecznej czyni to wrażenie samospełniającą się prognozą. Plus – postępujący (nomen omen!) upadek kultury Zachodu.
Pomimo, że akcja „Drogi donikąd” rozgrywa się w roku 1941, wnioski wypływające z cytowanego fragmentu zachowują aktualność, jak zresztą większość tez Józefa Mackiewicza; komunizm bowiem doskonale zakomodował się do liberalnej demokracji i tzw. "wolnego rynku", wykorzystując ich mechanizmy dla osiągnięcia swoich celów politycznych.
***
W tym momencie stuknęły drzwi wejściowe, słychać było jakąś krótką rozmowę w kuchni i następnie ciężkie kroki w sieniach.
- Kto to? - zapytał Paweł i obejrzał się na okna. Na dworze robił się już zmierzch.
- To pewnie Fjodor Mikołajewicz, mój przyjaciel. - Drzwi się otwarły i stanął w nich człowiek bardzo wysoki, w mundurze oficera czerwonej armii, z oznakami majora. Ptasznik wstał. Paweł uniósł się również i powiedział:
- Chyba mnie już czas w drogę.
- Eee, zaczekaj pan teraz. Poznaj bolszewika - odparł ptasznik. Przybyły uśmiechnął się, wyciągając rękę do starego: Miał włosy mocno szpakowate, na skroniach zupełnie siwe. Nos długi, raczej mięsisty, natomiast skórę na twarzy suchą, pooraną zmarszczkami. Specjalnie wyróżniały się jednak jego oczy, które skutkiem swej wewnętrznej wyrazistości zatracały do tego stopnia zewnętrzny swój kolor, że trudno byłoby odpowiedzieć na pytanie, jakiej właściwie są barwy? Gospodarz przedstawił wzajemnie gości i zaraz objaśnił obszernie: z Fjodorem Mikołajewiczem łączą go najstarsze więzy przyjaźni jeszcze z Symbirska. Służyli też razem w wojsku carskim, tylko że tamten dochrapał się rangi oficerskiej i wyszedł w końcu do rezerwy w stopniu kapitana. W roku 1920 zmobilizowali go bolszewicy do wojny z Polską. - I widzisz pan, komu służy! - zakończył z uśmiechem. - Majorem nawet został. I oto los pokierował spotkać się znowu po latach. Zachodzi prawie codziennie na pogawędkę. Z nim możesz pan rozmawiać, jak ze mną, szczerze.
- Tu z garnizonem? - spytał Paweł.
- Tak. W koszarach za rzeką - odparł tamten.
- Konia sprzedałem, Mikołajewiczu - oświadczył ptasznik.
- Szkoda. Ładny koń był.
Usiedli. Przybyłemu nalał gospodarz pełną szklankę wódki - niech dopędza! Ten wypił haustem do połowy, wziął widelec, trzymając go szukał przez chwilę oczami po stole, aż ptasznik przysunął mu talerzyk z grzybkami. - "Aha..." - mruknął oficer i dziobnął jeden widelcem. Rozmowa potoczyła się na temat koni, następnie spóźnionej wiosny. Później jedli jakiś czas w milczeniu. Po chwili ptasznik uczynił ruch głową w kierunku Pawła:
- Też nie lubi bolszewików.
- Hm... - mruknął major pod nosem i podciągnął ku sobie kawałek wędzonej szynki domowego wyrobu. - A za co?
- Śmieszne pytanie stawiasz, Mikołajewicz - wtrącił ptasznik.
Paweł podniósł wzrok na majora, oczy ich spotkały się na chwilę i zatrzymały. Czy to pod wpływem wypitej wódki, czy zachęcony wyrozumiałością spojrzenia, Paweł nie zawahał się z odpowiedzią.
- Za łgarstwo przede wszystkim.
- Łgarstwo? W odniesieniu do czego?
- Do wszystkiego.
- A... Do wszystkiego.
Nastało milczenie, które zdawało się świadczyć, że major chce się uchylić od dalszej dyskusji, gdy niespodziewanie tym samym spokojnym tonem, nie przerywając jedzenia, podjął:
- To jest wyłącznie kwestia przyzwyczajenia.
- Sądzi pan?
- Bez wątpienia. I oswojenie przyjdzie z czasem.
- Może - odparł z niechęcią Paweł.
- My, proszę pana - mówił major równym głosem - wychowaliśmy się w tak zwanej kulturze chrześcijańskiej. I ojcowie nasi, i dziadowie. Dlatego wszystko, co w niej było nieprawdą, nawet najoczywistszą, nas nie raziło. Przywykliśmy. Ot, jak ten czyżyk do klatki naszego kochanego gospodarza. Panu może pokazywał? No, więc. Ale co by pan powiedział, gdyby na przykład jakiś nieobyty zajechał... No, powiedzmy, ludzie z innej planety przybywają do nas, do chrześcijan. Pierwsze pytanie: jaka u nas religia, czym odznacza się, jakie przykazania? I odpowiedź: wyznają Boga, który jest uosobieniem miłości, a przykazania takie, żeby drugiemu nie robić nic złego. Aha, nu, i na drugi dzień, powiedzmy, ci ludzie z drugiej planety dowiadują się, że my od tysięcy lat nic innego nie robimy jak tylko drugiemu zło: mordujemy, w więzieniach trzymamy i coraz to wymyślamy nowe wynalazki, żeby móc zamordować nie jednego już bliźniego, ale całe tysiące od jednego machu. Co by pan powiedział, żeby sam był z tamtej planety? Powiedziałby: "Ależ to największe łgarze, jakich spotkałem". - Znowu nałożył sobie na talerzyk. - Czego symbolem jest krzyż? Wielkich nakazów: "Nie zabijaj, kochaj bliźniego, jak siebie samego" itd. A wie pan chyba, w jaki sposób ten znak krzyża najbardziej, najskuteczniej rozpowszechnia się po świecie? Proszę, już druga taka wojna, a ile ich było przedtem! Ludzie idą jeden drugiego mordować, a tam gdzie zamordują postawią znak: "kochaj bliźniego"; zamordują i znak: "nie zabijaj"; zamordują i znak postawią: "on w ciebie kamieniem, a ty - chlebem", i tak dalej, i tak dalej. Im więcej morderstw, tym więcej krzyżów, Miliony krzyżów po tamtej wojnie, miliony będą po tej, miliony tych symboli miłości bliźniego, a każdy postawiony akurat w miejscu, gdzie bliźni został zamordowany. Ten sam morduje i ten sam często krzyż stawia. To nie jest kłamstwo? Jest. Ale my przywykliśmy, że tak jest, i nikomu do głowy nie przyjdzie nawet wytykać.
- To, zdaniem pana, nie może być po prostu wojny sprawiedliwej?
- Owszem, być, to ona by mogła, tylko że jej nie ma. Ja mówię z punktu chrześcijańskiego, oczywiście. Powiedzmy krucjaty w wiekach średnich, w obronie wiary, mogłyby być, owszem, ale nie były. I dziś też każdy prawie naród idzie na wojnę "z Bogiem", tylko dlaczegoś tak dziwnie się składa, że żaden z tych narodów, z których każdy odprowadzany jest modłami, ani też wszystkie one razem, właśnie tylko z jednym nie próbowały walczyć, z tym, który Boga prześladował najwięcej dotychczas w dziejach. ...I to nie jednego chrześcijańskiego, ale wszystkich, ilu ich jest. Z tym wrogiem swych bogów nie tylko nie walczą, ale jeszcze dobre interesy robią. Czy to nie jest łgarstwo? Jest naturalnie.
Ptasznik słuchał ze spuszczoną głową ,i pokiwał nią.
- Nie lubi on Boga bardzo, Fjodor Mikołajewicz, to niedobrze.
- Nie, dlaczego, Michale Andrzejewiczu, owszem, ja nawet bardzo lubię, tylko zależnie jakiego? Może tego, do którego twoje ptaszki modlą się śpiewając. A tego z cerkwi czy kościoła też ani nie lubię, ani lubię, tylko mówię po prostu, jak jest.
- To nie nam rozstrzygać. To nie na nasz rozum sprawa - ciągnął ptasznik w zamyśleniu.
- Oto właśnie, zupełnie tak samo i bolszewicy mówią. Ludzi do koncłagierów wsadzą czy do więzień, ruszać się nic pozwolą, a każą wychwalać i dziękować za wolność. A ich zapytasz: "Jakże to, bracia, u was tak wychodzi jakoś na odwrót?" To i odpowiedzą akurat to samo: "Ty, widać, w piśmie naszym nieuczony, durak ty za wszystkiem, to nie twego rozumu sprawa". Może być, ja przepraszam - zwrócił się do Pawła - nie chciałem obrazić, bluźnierstwo jest to, co mówię. Ale dla bolszewika będzie tak samo bluźnierstwem, jeżeli pan zwątpi w słowa Stalina. I ciągle wychodzi na jedno.
Ptasznik wciąż w zamyśleniu:
- Jeszcze nic nie wiadomo... W puszczy Rudnickiej, mówią, prorok jakiś pojawił się i wojnę przepowiada na wiosnę.
- Co? - zagadnął go major. Ale Paweł wtrącił w tej chwili:
- Zupełnie "na jedno", jak pan mówi, to nie wychodzi. Chociażby z tego względu, że w ustroju niebolszewickim można wypowiadać się głośno i krytykować, i wytykać błędy itd., a w bolszewickim nie można.
- A po co? - odparł oficer. - Pan na przykład wiesz, może nawet z własnego doświadczenia, że słowa Ewangelii: "Proście, a będzie wam dano", to nieprawda. 1 wie pan też o tym z doświadczenia innych ludzi, którzy w modlitwach nie raz prosili i nie otrzymali. I wiedzą o tym tysiące, setki tysięcy, miliony tych innych. A czy przyjdzie panu do głowy wystąpić publicznie i wołać wielkim głosem: "Słuchajcie! To nieprawda!" Dlaczego do pana nikt nie ma o to pretensji, ani pan sam do siebie? A ja na przykład znałem dobrze marszałka Tuchaczewskiego, i też wiem dobrze, że nieprawdą jest, jakoby był on szpiegiem niemieckim i agentem kapitalistycznym, tak samo jak nieprawdą, że Trocki, Bucharin i inni byli tymi, za kogo ich głoszono. I moi znajomi wiedzą, i znajomi moich znajomych, i tysiące, i miliony wiedzą. Ale tak samo nie ma co dziwić się, że ja, że inni nie wystąpią i nie krzyczą o tym wielkim głosem. Niech pan pozwoli jeszcze chwileczkę... - zrobił ruch ręką, wstrzymując odpowiedź Pawła. - Pan może powie, że gdybym ja wystąpił, to by mnie w ustroju sowieckim nikt ze strachu nie podtrzymał, a przeciwnie, wszyscy z tych milionów, którzy wiedzą, że to ja mam rację, jeszczeby mnie zakrzyczeli, potępili i podeptali? Słusznie. Ale czy tak samo, nie potępiłyby pana miliony chrześcijan, gdyby pan zechciał zaprzeczać Ewangelii, a razem i ci, dla których jest ona szczerze obojętna a którzy do kościoła nigdy nie chodzą, nie wierzą i wiedzą, że pan ma rację? Niech pan pozwoli jeszcze... - major zaczął tracić swój pierwotny spokój i mówił ze wzrastającą namiętnością. - Bo najważniejsze, że słuszność będą mieli oni, a nie pan. Bo po co pan ma to mówić? Wolność słowa? Wolność krytyki? Wolność wypowiadania własnego zdania? Pan wie, co to jest? To jest właśnie ta pycha jednostki, która za jednakowy grzech uważana jest i tu, i tam! Panu pozwolą wypowiadać się czy drugiemu, i już pan i drudzy będą to uważali za wolność. Ale niech pan najpierw zapyta, czy to jest ważne, czy to jest potrzebne komu, to co ma pan powiedzieć? Czy pan to mówi z intencją dla dobra, czy tylko, aby dać upust własnej pysze i pragnieniu władzy nad innymi, aby im narzucić swoje zdanie. Człowiek po prostu chce powiedzieć, tak samo jak chce zjeść. A powie czy zje i nic go nie obchodzi, czy inni są z tego syci. Tak jest naprawdę. I więcej panu powiem: tak zwana wolność słowa prowadzi często do własnej niewoli. Człowiek wciąga się, chce wciąż mówić dalej, a żeby go słuchali, zacznie iść na ustępstwa w stosunku do słuchaczy, na kompromisy, zacznie mówić tylko pół prawdy, później ćwierć prawdy, a z tego może wyjść, że łże nie tylko innym, ale nawet sobie. A wszystko przez pychę: "Ja, moje zdanie!" A na czorta ono komu, to jego zdanie! Prawdziwa wolność jest nie w słowach, proszę pana, a w milczeniu. W tym właśnie, żeby słowa nie zakłamały własnych, prawdziwych, wewnętrznych myśli. Na tym polega prawdziwa wolność jednostki w stosunku do przytłaczającej ją zbiorowości. - Odetchnął i mówił już spokojniej. - Przez tysiące lal przywykliśmy nie krytykować spraw wiary świętej, a teraz przywykamy nie krytykować wiary bolszewickiej. Mówię panu, to kwestia przyzwyczajenia. Przywyknie i pan z czasem. Od razu przyjść nie może, człowiek jest niesforny. Dlatego i potrzebne są z początku GPU i NKWD, jak kiedyś potrzebna była inkwizycja, a teraz więzienia, obozy. Etapami. Ot, nasz gospodarz, on powoli przyzwyczaja swoich czyżyków: najpierw zieloną chustką okryje klatkę, w spokoju trzyma... łamie charakter...
- Łżesz, łżesz wszystko, Mikołajewicz, łżesz! - ptasznik uderzył pięścią w stół.
- Dlaczego łżę? Mnie się zdaje, że ja wcale nie łżę. Mnie się zdaje, że ja mówię prawdę. - Nalał sobie pół szklanki wódki, chciał wypić, ale odstawił, zauważywszy puste przed współbiesiadnikami, napełnił więc wszystkim. - Na zdrowie! Też ważna rzecz, zdrowie. Ja nie łżę. Sam byłem prawosławnym, rosyjskim oficerem, wiernie służyłem carowi. A oto teraz jaki mundur noszę... Z początku rzygać się chciało na samego siebie. Ale cóż, jeżeli każda władza od Boga pochodzi... I chyba tak musi być, skoro widzimy, że On się z tym pogodził. - Po raz pierwszy od chwili gdy zaczął mówić oczy jego zwęziły się i błysnęły w nienawistnej jakiejś ironii; nie poznać było, czy przeciw Bogu, który go zawiódł, czy przeciw Stalinowi, któremu służy. - Coż, wypijem.
Paweł wychylił szklankę jednym haustem, skrzywił się, przeciągnął palcem po wargach.
- A jeżeli to jest tylko pycha wypowiadać własne zdanie, to po co pan wypowiadał je wobec mnie?
- Przez pychę. Człowiek jest słaby.
Paweł sięgnął ręką po zakąskę, nagle zbladł, zachwiał się na krześle i tak jak siedział runął na podłogę koło stołu. Głowę miał zawsze mocną, ale widocznie nie wydobrzał jeszcze dostatecznie po ostatnich przejściach, i organizm, wyczerpany zarówno fizycznie, jak nerwowo, nie wytrzymał nadmiaru alkoholu.
- Eee... Słabizna... - usłyszał jeszcze nad sobą słowa starego ptasznika.
- Kto to? - zapytał Paweł i obejrzał się na okna. Na dworze robił się już zmierzch.
- To pewnie Fjodor Mikołajewicz, mój przyjaciel. - Drzwi się otwarły i stanął w nich człowiek bardzo wysoki, w mundurze oficera czerwonej armii, z oznakami majora. Ptasznik wstał. Paweł uniósł się również i powiedział:
- Chyba mnie już czas w drogę.
- Eee, zaczekaj pan teraz. Poznaj bolszewika - odparł ptasznik. Przybyły uśmiechnął się, wyciągając rękę do starego: Miał włosy mocno szpakowate, na skroniach zupełnie siwe. Nos długi, raczej mięsisty, natomiast skórę na twarzy suchą, pooraną zmarszczkami. Specjalnie wyróżniały się jednak jego oczy, które skutkiem swej wewnętrznej wyrazistości zatracały do tego stopnia zewnętrzny swój kolor, że trudno byłoby odpowiedzieć na pytanie, jakiej właściwie są barwy? Gospodarz przedstawił wzajemnie gości i zaraz objaśnił obszernie: z Fjodorem Mikołajewiczem łączą go najstarsze więzy przyjaźni jeszcze z Symbirska. Służyli też razem w wojsku carskim, tylko że tamten dochrapał się rangi oficerskiej i wyszedł w końcu do rezerwy w stopniu kapitana. W roku 1920 zmobilizowali go bolszewicy do wojny z Polską. - I widzisz pan, komu służy! - zakończył z uśmiechem. - Majorem nawet został. I oto los pokierował spotkać się znowu po latach. Zachodzi prawie codziennie na pogawędkę. Z nim możesz pan rozmawiać, jak ze mną, szczerze.
- Tu z garnizonem? - spytał Paweł.
- Tak. W koszarach za rzeką - odparł tamten.
- Konia sprzedałem, Mikołajewiczu - oświadczył ptasznik.
- Szkoda. Ładny koń był.
Usiedli. Przybyłemu nalał gospodarz pełną szklankę wódki - niech dopędza! Ten wypił haustem do połowy, wziął widelec, trzymając go szukał przez chwilę oczami po stole, aż ptasznik przysunął mu talerzyk z grzybkami. - "Aha..." - mruknął oficer i dziobnął jeden widelcem. Rozmowa potoczyła się na temat koni, następnie spóźnionej wiosny. Później jedli jakiś czas w milczeniu. Po chwili ptasznik uczynił ruch głową w kierunku Pawła:
- Też nie lubi bolszewików.
- Hm... - mruknął major pod nosem i podciągnął ku sobie kawałek wędzonej szynki domowego wyrobu. - A za co?
- Śmieszne pytanie stawiasz, Mikołajewicz - wtrącił ptasznik.
Paweł podniósł wzrok na majora, oczy ich spotkały się na chwilę i zatrzymały. Czy to pod wpływem wypitej wódki, czy zachęcony wyrozumiałością spojrzenia, Paweł nie zawahał się z odpowiedzią.
- Za łgarstwo przede wszystkim.
- Łgarstwo? W odniesieniu do czego?
- Do wszystkiego.
- A... Do wszystkiego.
Nastało milczenie, które zdawało się świadczyć, że major chce się uchylić od dalszej dyskusji, gdy niespodziewanie tym samym spokojnym tonem, nie przerywając jedzenia, podjął:
- To jest wyłącznie kwestia przyzwyczajenia.
- Sądzi pan?
- Bez wątpienia. I oswojenie przyjdzie z czasem.
- Może - odparł z niechęcią Paweł.
- My, proszę pana - mówił major równym głosem - wychowaliśmy się w tak zwanej kulturze chrześcijańskiej. I ojcowie nasi, i dziadowie. Dlatego wszystko, co w niej było nieprawdą, nawet najoczywistszą, nas nie raziło. Przywykliśmy. Ot, jak ten czyżyk do klatki naszego kochanego gospodarza. Panu może pokazywał? No, więc. Ale co by pan powiedział, gdyby na przykład jakiś nieobyty zajechał... No, powiedzmy, ludzie z innej planety przybywają do nas, do chrześcijan. Pierwsze pytanie: jaka u nas religia, czym odznacza się, jakie przykazania? I odpowiedź: wyznają Boga, który jest uosobieniem miłości, a przykazania takie, żeby drugiemu nie robić nic złego. Aha, nu, i na drugi dzień, powiedzmy, ci ludzie z drugiej planety dowiadują się, że my od tysięcy lat nic innego nie robimy jak tylko drugiemu zło: mordujemy, w więzieniach trzymamy i coraz to wymyślamy nowe wynalazki, żeby móc zamordować nie jednego już bliźniego, ale całe tysiące od jednego machu. Co by pan powiedział, żeby sam był z tamtej planety? Powiedziałby: "Ależ to największe łgarze, jakich spotkałem". - Znowu nałożył sobie na talerzyk. - Czego symbolem jest krzyż? Wielkich nakazów: "Nie zabijaj, kochaj bliźniego, jak siebie samego" itd. A wie pan chyba, w jaki sposób ten znak krzyża najbardziej, najskuteczniej rozpowszechnia się po świecie? Proszę, już druga taka wojna, a ile ich było przedtem! Ludzie idą jeden drugiego mordować, a tam gdzie zamordują postawią znak: "kochaj bliźniego"; zamordują i znak: "nie zabijaj"; zamordują i znak postawią: "on w ciebie kamieniem, a ty - chlebem", i tak dalej, i tak dalej. Im więcej morderstw, tym więcej krzyżów, Miliony krzyżów po tamtej wojnie, miliony będą po tej, miliony tych symboli miłości bliźniego, a każdy postawiony akurat w miejscu, gdzie bliźni został zamordowany. Ten sam morduje i ten sam często krzyż stawia. To nie jest kłamstwo? Jest. Ale my przywykliśmy, że tak jest, i nikomu do głowy nie przyjdzie nawet wytykać.
- To, zdaniem pana, nie może być po prostu wojny sprawiedliwej?
- Owszem, być, to ona by mogła, tylko że jej nie ma. Ja mówię z punktu chrześcijańskiego, oczywiście. Powiedzmy krucjaty w wiekach średnich, w obronie wiary, mogłyby być, owszem, ale nie były. I dziś też każdy prawie naród idzie na wojnę "z Bogiem", tylko dlaczegoś tak dziwnie się składa, że żaden z tych narodów, z których każdy odprowadzany jest modłami, ani też wszystkie one razem, właśnie tylko z jednym nie próbowały walczyć, z tym, który Boga prześladował najwięcej dotychczas w dziejach. ...I to nie jednego chrześcijańskiego, ale wszystkich, ilu ich jest. Z tym wrogiem swych bogów nie tylko nie walczą, ale jeszcze dobre interesy robią. Czy to nie jest łgarstwo? Jest naturalnie.
Ptasznik słuchał ze spuszczoną głową ,i pokiwał nią.
- Nie lubi on Boga bardzo, Fjodor Mikołajewicz, to niedobrze.
- Nie, dlaczego, Michale Andrzejewiczu, owszem, ja nawet bardzo lubię, tylko zależnie jakiego? Może tego, do którego twoje ptaszki modlą się śpiewając. A tego z cerkwi czy kościoła też ani nie lubię, ani lubię, tylko mówię po prostu, jak jest.
- To nie nam rozstrzygać. To nie na nasz rozum sprawa - ciągnął ptasznik w zamyśleniu.
- Oto właśnie, zupełnie tak samo i bolszewicy mówią. Ludzi do koncłagierów wsadzą czy do więzień, ruszać się nic pozwolą, a każą wychwalać i dziękować za wolność. A ich zapytasz: "Jakże to, bracia, u was tak wychodzi jakoś na odwrót?" To i odpowiedzą akurat to samo: "Ty, widać, w piśmie naszym nieuczony, durak ty za wszystkiem, to nie twego rozumu sprawa". Może być, ja przepraszam - zwrócił się do Pawła - nie chciałem obrazić, bluźnierstwo jest to, co mówię. Ale dla bolszewika będzie tak samo bluźnierstwem, jeżeli pan zwątpi w słowa Stalina. I ciągle wychodzi na jedno.
Ptasznik wciąż w zamyśleniu:
- Jeszcze nic nie wiadomo... W puszczy Rudnickiej, mówią, prorok jakiś pojawił się i wojnę przepowiada na wiosnę.
- Co? - zagadnął go major. Ale Paweł wtrącił w tej chwili:
- Zupełnie "na jedno", jak pan mówi, to nie wychodzi. Chociażby z tego względu, że w ustroju niebolszewickim można wypowiadać się głośno i krytykować, i wytykać błędy itd., a w bolszewickim nie można.
- A po co? - odparł oficer. - Pan na przykład wiesz, może nawet z własnego doświadczenia, że słowa Ewangelii: "Proście, a będzie wam dano", to nieprawda. 1 wie pan też o tym z doświadczenia innych ludzi, którzy w modlitwach nie raz prosili i nie otrzymali. I wiedzą o tym tysiące, setki tysięcy, miliony tych innych. A czy przyjdzie panu do głowy wystąpić publicznie i wołać wielkim głosem: "Słuchajcie! To nieprawda!" Dlaczego do pana nikt nie ma o to pretensji, ani pan sam do siebie? A ja na przykład znałem dobrze marszałka Tuchaczewskiego, i też wiem dobrze, że nieprawdą jest, jakoby był on szpiegiem niemieckim i agentem kapitalistycznym, tak samo jak nieprawdą, że Trocki, Bucharin i inni byli tymi, za kogo ich głoszono. I moi znajomi wiedzą, i znajomi moich znajomych, i tysiące, i miliony wiedzą. Ale tak samo nie ma co dziwić się, że ja, że inni nie wystąpią i nie krzyczą o tym wielkim głosem. Niech pan pozwoli jeszcze chwileczkę... - zrobił ruch ręką, wstrzymując odpowiedź Pawła. - Pan może powie, że gdybym ja wystąpił, to by mnie w ustroju sowieckim nikt ze strachu nie podtrzymał, a przeciwnie, wszyscy z tych milionów, którzy wiedzą, że to ja mam rację, jeszczeby mnie zakrzyczeli, potępili i podeptali? Słusznie. Ale czy tak samo, nie potępiłyby pana miliony chrześcijan, gdyby pan zechciał zaprzeczać Ewangelii, a razem i ci, dla których jest ona szczerze obojętna a którzy do kościoła nigdy nie chodzą, nie wierzą i wiedzą, że pan ma rację? Niech pan pozwoli jeszcze... - major zaczął tracić swój pierwotny spokój i mówił ze wzrastającą namiętnością. - Bo najważniejsze, że słuszność będą mieli oni, a nie pan. Bo po co pan ma to mówić? Wolność słowa? Wolność krytyki? Wolność wypowiadania własnego zdania? Pan wie, co to jest? To jest właśnie ta pycha jednostki, która za jednakowy grzech uważana jest i tu, i tam! Panu pozwolą wypowiadać się czy drugiemu, i już pan i drudzy będą to uważali za wolność. Ale niech pan najpierw zapyta, czy to jest ważne, czy to jest potrzebne komu, to co ma pan powiedzieć? Czy pan to mówi z intencją dla dobra, czy tylko, aby dać upust własnej pysze i pragnieniu władzy nad innymi, aby im narzucić swoje zdanie. Człowiek po prostu chce powiedzieć, tak samo jak chce zjeść. A powie czy zje i nic go nie obchodzi, czy inni są z tego syci. Tak jest naprawdę. I więcej panu powiem: tak zwana wolność słowa prowadzi często do własnej niewoli. Człowiek wciąga się, chce wciąż mówić dalej, a żeby go słuchali, zacznie iść na ustępstwa w stosunku do słuchaczy, na kompromisy, zacznie mówić tylko pół prawdy, później ćwierć prawdy, a z tego może wyjść, że łże nie tylko innym, ale nawet sobie. A wszystko przez pychę: "Ja, moje zdanie!" A na czorta ono komu, to jego zdanie! Prawdziwa wolność jest nie w słowach, proszę pana, a w milczeniu. W tym właśnie, żeby słowa nie zakłamały własnych, prawdziwych, wewnętrznych myśli. Na tym polega prawdziwa wolność jednostki w stosunku do przytłaczającej ją zbiorowości. - Odetchnął i mówił już spokojniej. - Przez tysiące lal przywykliśmy nie krytykować spraw wiary świętej, a teraz przywykamy nie krytykować wiary bolszewickiej. Mówię panu, to kwestia przyzwyczajenia. Przywyknie i pan z czasem. Od razu przyjść nie może, człowiek jest niesforny. Dlatego i potrzebne są z początku GPU i NKWD, jak kiedyś potrzebna była inkwizycja, a teraz więzienia, obozy. Etapami. Ot, nasz gospodarz, on powoli przyzwyczaja swoich czyżyków: najpierw zieloną chustką okryje klatkę, w spokoju trzyma... łamie charakter...
- Łżesz, łżesz wszystko, Mikołajewicz, łżesz! - ptasznik uderzył pięścią w stół.
- Dlaczego łżę? Mnie się zdaje, że ja wcale nie łżę. Mnie się zdaje, że ja mówię prawdę. - Nalał sobie pół szklanki wódki, chciał wypić, ale odstawił, zauważywszy puste przed współbiesiadnikami, napełnił więc wszystkim. - Na zdrowie! Też ważna rzecz, zdrowie. Ja nie łżę. Sam byłem prawosławnym, rosyjskim oficerem, wiernie służyłem carowi. A oto teraz jaki mundur noszę... Z początku rzygać się chciało na samego siebie. Ale cóż, jeżeli każda władza od Boga pochodzi... I chyba tak musi być, skoro widzimy, że On się z tym pogodził. - Po raz pierwszy od chwili gdy zaczął mówić oczy jego zwęziły się i błysnęły w nienawistnej jakiejś ironii; nie poznać było, czy przeciw Bogu, który go zawiódł, czy przeciw Stalinowi, któremu służy. - Coż, wypijem.
Paweł wychylił szklankę jednym haustem, skrzywił się, przeciągnął palcem po wargach.
- A jeżeli to jest tylko pycha wypowiadać własne zdanie, to po co pan wypowiadał je wobec mnie?
- Przez pychę. Człowiek jest słaby.
Paweł sięgnął ręką po zakąskę, nagle zbladł, zachwiał się na krześle i tak jak siedział runął na podłogę koło stołu. Głowę miał zawsze mocną, ale widocznie nie wydobrzał jeszcze dostatecznie po ostatnich przejściach, i organizm, wyczerpany zarówno fizycznie, jak nerwowo, nie wytrzymał nadmiaru alkoholu.
- Eee... Słabizna... - usłyszał jeszcze nad sobą słowa starego ptasznika.
Józef Mackiewicz, Droga donikąd,Wydawnictwo Kontra, Londyn 1989.
Etykiety:
droga donikąd,
homo sovieticus,
Józef Mackiewicz,
komunizm,
konwergencja,
książka,
lemingi,
neobolszewizm,
neokomunizm,
po,
prl,
prl bis,
sowietyzacja,
tow. komorowski,
wsi,
wybory
2010-05-13
Józef Piłsudski
http://www.youtube.com/v/aIsuJ3RvGDU
Nie uważam się ani za piłsudczyka, ani za neopiłsudczyka. Ani znowuż za endeka czy oenerowca. Szanuję i cenię wszystkie polskie orientacje polityczne, oprócz komunistów i zdrajców, we wszystkich mutacjach i barwach. Raczej za Studnickim powiedziałbym, że jestem sam sobie partią.Proste „wskrzeszanie” i proste naśladownictwo przedwojennych orientacji politycznych uważam za próby ożywiania bytów umarłych, co ex definitioneskazane jest na niepowodzenie. Sam Piłsudski wielokrotnie powtarzał, że – delikatnie mówiąc – nie życzy sobie tego. Niemniej uważam Marszałka za postać więcej niż wybitną.
Nadczłowiek, a nawet więcej - człowiek, w którym objawił się sam Bóg Gromów i Wojny. Człowiek czynu - teoretyk i praktyk zarazem. Rewolucjonista i kontrrewolucjonista, romantyk i realista jednocześnie. Wojownik - prosty żołnierz, wielki wódz i strateg. Geopolityk.
Jeden z najwybitniejszych swoich czasów i nie tylko, którego postawić można na równi z takimi, jak Francisco Franco, Antonio Salazar, Jose Antonio Primo de Riviera, Roman Ungern von Sternberg, Miklosz Horthy, Karl Mannerheim, Hajle Sellasje I, Ian Smith, Franz Willem Botha, George Patton, Douglas MacArthur, Curtis LeMay, Orvil Anderson, Chiang Kai-Shek, Augusto Pinochet, Ronald Reagan - i tak dalej. Nie mówiąc już o swoich politycznych oponentach, na czele z endekami. Czy też poprzednikach - na przykład Napoleonie, na którego lubił się powoływać.
Jeden z Tych, którzy wywalczyli Polsce niepodległość w 1918 r. i bronili jej, w szczególności przed czerwoną zarazą. Ostrze zamachu majowego, którego rocznicę – prócz rocznicy śmierci – obchodziliśmy, było wymierzone w szczególności przeciw czerwonym.
Błędy popełniał. Nobody's perfect.Jednym z największych było niedogadanie się z generałem Denikinem w sprawie kontynuowania antybolszewickiej wyprawy na wschód, co związałoby bolszewika w walce z Polakami, Denikinowi z kolei ułatwiając z nim walkę. Ale tu raczej większy udział miała jednak buta, krótkowzroczność strategiczna i szarogęszenie się białego rosyjskiego generała, co ten zrozumiał już po szkodzie – zwycięstwie bolszewików w Rosji. Do końca życia Denikin pluł sobie w brodę za stawianie Piłsudskiemu zbyt twardych warunków i roszczeń (do których nie miał zresztą prawa, bo nie miał prawa reprezentować państwa rosyjskiego na zewnątrz) jeśli wierzyć Józefowi Mackiewiczowi.
Zdecydowanie za bardzo przykręcił śrubę endekom po przewrocie majowym.
Największym jednak błędem była przedwczesna śmierć, jeśli tak można w ogóle to określić. Być może Marszałek dogadałby się z Niemcami; jeśli wierzyć ś.p. prof. Wieczorkiewiczowi czy Studnickiemu - nawet sam Hitler darzył Piłsudskiego sympatią, a jedną z niewielu katolickich Mszy Św., w której z pełną świadomością uczestniczył, była Msza Św. właśnie w intencji Józefa Piłsudskiego. W takim układzie, czerwona hołota rozbiłaby się o Polskę tak, jak w 1920 r.
Nie dane Mu było zrealizować Jego koncepcji geopolitycznej - Bloku Międzymorza, co poważnie pokrzyżowałoby szyki komunistom. Jest to więc strata nie tylko dla Polaków i narodów zamieszkujących obszar między Łabą a Dnieprem, Morzami: Bałtyckim a Czarnym, ale i dla całej ludzkości.
Cóż - zapewne Marszałek, czytając ten wpis z Vallhali mówi: takiego Piłsudskiego to ja nie znam ! Przeto oddaję głos Jemu. Myśli Piłsudskiego dają do myślenia. Są zadziwiająco aktualne, mimo upływu sporego szmatu czasu i zmian, jakie w ciągu tego czasu zaszły . Przydatne tak w wielkiej polityce, jak i w życiu.
http://www.youtube.com/v/oOcBRyQtb_w***
Żyłem w innym świecie, niż żyją wszyscy. A wiecie dlaczego ? – Zawsze miałem bardzo żywą wyobraźnię.
*
Wszyscy oni widzą na dziesięć metrów, a ja na tysiąc, więc choć patrzymy w jednym kierunku, widzimy te same rzeczy inaczej.
*
Nigdy nie byłem systematyczny i żaden system mną nie kierował.
*
W każdym ugrupowaniu ludzkim, w którym kiedykolwiek byłem, byłem uważany za coś w rodzaju heretyka.
***
Honor jest surogatem cnoty i dlatego jest nam bardzo potrzebny w życiu. Cnota tak wysoce stawia od człowieka wymagania, że rzadko człowiek może odpowiedzieć wyzwaniom cnoty. Honor zaś, idąc niżej od cnoty, wymaga znacznie mniejszych wysiłków ludzkich dla tego, by się utrzymać na przeciętnej ludzkości.
*
Wahając się pomiędzy miłością dla siły i miłością dla swobody, prócz prawa i honoru nic nie znajduję.
Prawo i honor, honor i prawo – cement to może wystarczający.
***
W psychice i moralności społeczeństwa naszego niewola polityczna poczyniła takie spustoszenia jak w strategicznym urządzeniu kraju.
*
Oportunizm polski, który już od dawna manewrował, nie znajdując wyjścia pomiędzy Scyllą patriotyzmu i Charybdą tchórzostwa, z przyjemnością porzucał burzliwe wody, spiesząc zawinąć do spokojnego portu z napisem "patriotyzm lojalny".
*
Jeśli dawniej poeta mógł powiedzieć o Polakach, że "sęp ci wyjada nie serce - lecz mózgi", to teraz z większą dozą prawdy można stwierdzić, że "sęp wyjada serce pozostawiając mózg, a raczej móżdżek".
*
Rozsądek pożarł energię i wolę Polaków. Bogiem ich stało się umiarkowanie.
*
Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.
*
Żyliśmy i żyjemy w pokoleniu, które odwagę myśli i odwagę pracy mało ceni. Społeczeństwo, wychowane w prawdzie niewoli, gdzie odwagę karano zewsząd, społeczeństwo, które po długo i ciężko nabytym doświadczeniu nie chciało wierzyć w żadne zorze i czyniło prawdę nocy stałą i nieustanną - to społeczeństwo zatraciło bardzo silnie odwagę myśli i odwagę pracy.
*
Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, by ta niepodległość kosztowała dwa grosze wydatków i dwie krople krwi.
*
Żadne zdrowe społeczeństwo nie będzie, bez zdobycia się na opór czynny, znosić gospodarki bandytów, podtrzymywanych przez władzę, i władz, podtrzymywanych przez bandytów.
*
Zgnuśnieliśmy bezwarunkowo i uczyć się musimy od nowa odwagi i waleczności. [...] [B]rak własnej armii, teoria pracy organicznej, oryginalny anarchizm groszorobów odrzucających konieczność formy państwowej dla narodu uczyniły z nas społeczeństwo najbardziej pokojowo usposobione na świecie. Jesteśmy ideałem pacyfistów.
*
Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli.
*
Mówić o wolności, o potędze Polski można było, bo to było piękne, patriotyczne. Lecz czynić coś realnie, by tej wolności dopiąć - za żadne skarby. Czynna akcja oporu była uważana za pewną zbrodnię.
*
Polskie społeczeństwo chętnie wierzyło kłamstwu, dając tym dowód swej słabości. Jest to rzecz niebezbieczna dla bytu naszego jako państwa i narodu. Przeciwdziałanie oszczerstwu, jako metodzie politycznej jest jednym z najtrudniejszych naszych zadań społecznych, jest rzeczą wielką, na którą, gdyby Polska się zdobyła, zdobyłaby wielką siłę.
*
Państwa i narody, które na podstawie kłamstwa, na podstawie negowania prawdy podają myśl polityczną, dążą do zguby.
*
Prawo walki o byt jest prawem istnienia w świecie. Ten jest słabszy, kto buduje na kłamstwie i fałszu, w porównaniu z tym, który buduje na prawdzie. Jak w walce wódz, który opiera się na kłamliwych wieściach, który się kłamliwymi raportami kieruje, idzie do przegranej, tak samo naród, który na kłamstwie buduje swe myśli, idzie do pewnej zguby.
*
Siła bez wolności i sprawiedliwości jest tylko przemocą i tyranią. Sprawiedliwość i wolność bez siły jest gadulstwem i dzieciństwem.
*
Polacy nie są zorganizowanym narodem, wobec czego znaczy u nich więcej nastrój, aniżeli rozumowanie i argumenty (...).
*
W Polsce wszyscy krzyczą, iż posiadają większość.
*
[...] Rok za rokiem, dziesiątki lat za dziesiątkami lat, pokolenia za pokoleniami oswajały się z więzieniem, jako z rzeczą codzienną, jako z rzeczą wchodzącą w myśli ludzkie tak, jak może gdzie indziej wchodzą inne problemy życia, a nie więzienie.
*
Tyko dzięki zaiste niepojętej, a tak wielkiej i niezbadanej litości boskiej, ludzie w tym kraju nie na czworakach chodzą, a na dwóch nogach, udając człowieka.
*
Umiłowanym stanem Polaków jest niezdecydowanie.
*
Polacy okazali się kamieniem pleśnią pokrytym, a nie ładunkiem dynamitu.
*
W Polsce za mało obchodzi się rocznic wielkich zwycięstw odniesionych w naszej historii, a za dużo sentymentalizmu łączy nas z rocznicami tragicznymi.
*
Jestem wyznawcą zasady, że ten, kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości.
*
Trzeba było bowiem, aby to, co było szaleństwem, stało się także i rozumem polskim.
*
Balansujcie dopóki się da, a jak już się nie da – podpalcie świat !
*
Z tym zdawaniem egzaminu w walce o niepodległość, to nie taka prosta sprawa. Ten egzamin zdaje się wielokrotnie, zdaje się go przez całe życie, a co gorsza, na ostatnim egzaminie można się ściąć.
*
W każdym narodzie cenioną jest tylko samodzielność. Tylko rzeczy własnymi rękami robione posiadają istotne znaczenie.
*
Jeżeli nie jesteśmy zdolni do rządzenia się sami, to uwiecznijmy okupację.
***
[...] Bolszewicy jeszcze są silni, gdyż posiadają klasę rządzącą bardzo liczną, która zrobiła karierę i majątek na bolszewizmie i która wie, że powodzenie jej doktryn stanowi dla niej kwestię życia lub śmierci. Gdy będą pokonani, będą powieszeni.
*
Jedno całe pokolenie zanika, jako ofiara socjalistycznych doświadczeń Lenina i Trockiego.
*
Metody, jakie wprowadził ustrój socjalistyczny w Rosji (mianowicie politykę terroru i zniszczenie istniejącego ustroju społecznego), są nie do pomyślenia w jakimkolwiek cywilizowanym kraju. Proszę zapytać brytyjskich socjalistów, czy zechcieliby zaproponować Leninowi i Zinowiewowi zreorganizowanie ich rządu na sposób bolszewicki. Sądzę, że powiedzieliby "nie". Nasi socjaliści uczyniliby to samo, ale zachodzi niebezpieczeństwo, że bolszewicy mogą usiłować przyjść tutaj, ażeby bez zaproszenia zreorganizować rząd.
*
Postawiłem też sobie, niezależnie od nikogo, już w 1918 r. wyraźny cel dla wojny z Sowietami. Zdecydowałem mianowicie natężyć siły, aby możliwie daleko od miejsc, gdzie się nowe życie wykłuwało i wykuwało, obalić wszelkie próby zakusy i narzucenia raz jeszcze życia obcego, życia nie urządzonego przez nas samych.
*
Z całego serca pragnę nadejścia jak najrychlej dnia, w którym Polacy i Rosjanie, zapomniawszy odległych waśni swych ojców, dziadów i pradziadów, dojdą do zgodnego współżycia. Zapewne, w sercach i w mózgach pozostały liczne ślady dawnych walk. Będzie to zadaniem tych, którzy przyjdą po nas, żeby zatrzeć te ślady i dołożyć wszelkich starań, aby obydwa narody mogły iść każdy swoją drogą, nie szarpiąc się nawzajem.
***
By jarzmo niewoli nie wpiło się nam w barki, nie upodliło naszego ducha cierpliwym noszeniem zniewag i poniewierki, musimy zawsze stać na straży swej godności.
*
Pokora i uległość tylko do wznoszenia i utrwalenia niewoli prowadzi.
*
Dopóki niewolnik lub wyzyskiwany bez szemrania krzywdy znosi, dopóki kark swój pokornie schyla, dopóty jest pochyłym drzewem, o którym przysłowie mówi, że na nie kozy skaczą, dopóty jest on współwinnym niewoli i krzywdy swojej.
*
Obca nam jest wszelka nienawiść plemienna i narodowościowa. Bojownicy wolności wszystkich krajów i narodów są naszymi braćmi. Umiemy hołd oddać wszelkiej myśli, w jakimkolwiek języku się zrodziła, umiemy uczcić każdego poetę i myśliciela, jakikolwiek go naród go nie wydał.
*
Tylko ten człowiek wart nazwy człowieka, który ma pewne przekonanie i potrafi je bez względu na skutki wyznawać czynem.
*
Wszyscy apostołowie czegokolwiek nowego, wszyscy reformatorzy życia, wszyscy odkrywcy muszą mieć wewnętrzną siłę, która im pozwala być tymi nowatorami wbrew oporowi otoczenia. Pierwszą więc ich cechą jest umiejętność wydobycia ze siebie wysiłków większych, niż przeciętnie.
*
Zadaniem duszy ludzkiej w ogóle jest tworzenie: koncepcje są tworzeniem nagłym, rodzajem natchnienia.
*
Prawa wielkości są inne niż prawa małości.
***
Praca wojny jest sztuką. Sztuka tworzy dzieła, a obiektem wojny jest zawsze zwycięstwo.
*
Dla rewolucji armią jest cały kraj, rolę oddziałów zaś spełniają poszczególne jego terytoria. Następnie wszystko, co może walczyć, musi bezwzględnie iść do walki, czy jest przygotowane czy nie. Każdy punkt musi spełnić to, na co go stać - milczeć nie może.
*
Należy iść w granice wroga, by przenieść ciężar wojny na obcy teren.
*
Mało jest zdobyć okopy Nieprzyjaciela wypartego trzeba prześladować.
*
Kto naciera z energią, zawsze będzie miał powodzenie.
*
Zasadą dowódcy musi być: duszę bierzesz – duszę daj.
*
Często złoszczę się na Napoleona, który wygłosił zdanie, że dobry generał nie powinien mieć wyobraźni.
*
Wyznaję całkowicie zasadę, którą wypowiedział największy człowiek na świecie – Napoleon: „Sztuką łamania przeszkód jest sztuka nieuważania tego lub owego za przeszkodę”.
*
Musimy tchnąć w wojnę ducha obywatelskości, a wziąć z niej to, czego nam brak coraz bardziej: hart, odwagę żołnierską, zdolność do walki krwawej i bezwzględnej.
*
Najwyższą nagrodą dla żołnierza jest moralne zadowolenie z dokonanego czynu.
*
Formuła Piłsudskiego: romantyzm celów, pozytywizm środków.
*
Jestem romantykiem i zarazem realistą.
*
Jestem realistą bez uprzedzeń i bez teorii. Uważam jedynie, że należy z góry dobrze obliczyć środki, jakimi się rozporządza, i dostosować je do celu, do którego się dąży.
*
Ja szukam uderzeń, które burzą, a nie takich, które sprawiają jedynie satysfakcję za pomocą gestów.
*
Każdy mój krok poprzedza decyzja. Nawet, gdy przechodzę z pokoju do pokoju, czynię to na podstawie decyzji.
*
Nic nowego pod słońcem. Wszystko już było, wszystko się powtarza, a w gruncie rzeczy wszystko jest nowe. Ale z analogii historycznych, jeżeli chodzi o przyszłość, nie należy wyciągać tych samych kokluzyj.
Cytaty wybrałem z: Józef Piłsudski: Myśli, mowy i rozkazy,opr. prof. Bohdan Urbankowski, Wydawnictwo Kwadryga, Warszawa 1989.
2009-10-08
Christopher Story - THE PERESTROIKA DECEPTION
2009-10-08
Brytyjski sowietolog, doradca Premier Margaret Thatcher i wydawca "The Soviet Analyst" o kulisach pozorowanego rozpadu komunizmu i aktywności służb komunistycznych obecnie (w tym o kulisach zamachu na WTC):
Brytyjski sowietolog, doradca Premier Margaret Thatcher i wydawca "The Soviet Analyst" o kulisach pozorowanego rozpadu komunizmu i aktywności służb komunistycznych obecnie (w tym o kulisach zamachu na WTC):
2009-09-06
1 IX 2009 - BIAŁA FLAGA NAD WESTERPLATTE
Na ostatnie ataki informacyjne Rosji Sowieckiej należy spojrzeć w perspektywie szerszej niżli tylko „sprawy polskiej”, choć ta jest bardzo ważna. W tym kontekście, przy mojej ogólnej zgodzie z diagnozą Panów: Józefa Darskiego i Free Your Mind’a, należy powiedzieć, iż Polska jest nie tyle „zwasalizowana”, a – parafrazując Józefa Mackiewicza – okupowana przez struktury komunistyczne od roku 1944. Po 1989 roku również. Różnica polega na umiejscowieniu tychże struktur w tym, co po politologicznemu nazywa się systemem politycznym. Przed 1989 mieliśmy oficjalne struktury komunistyczne (kompartia, bezpieki), natomiast po – struktury ukryte (pojęcie to wprowadza w swojej publicystyce Jeffrey Richard Nyquist – amerykański antykomunista i były oficer DEA). I to one rozdają znaczone karty oraz wyznaczają reguły gry. Istnieje też coś, co Darski (przy innej okazji) nazwał bezpiecznikami systemu , a Panowie z Wydawnictwa Podziemnego grubą czerwoną krechą. Przebieg i „wysokość” tejże był inny w czasie rządów Mazowieckiego, inny w czasie rządów Olszewskiego, inny za Oleksego, Buzka, Millera, czy wreszcie Jarosława Kaczyńskiego. Olszewski i Kaczyńscy „najechali” na dolną granicę tejże linii. Podnieśli rękę na władzę ludową, która pierwszego udupiła i skazała de facto na niebyt polityczny, a brata drugiego zostawia, by się wykrwawił w walce. Teraz po prostu ta krecha staje się grubsza. Są wręcz podstawy by sądzić, iż układa się w okrąg (pozostaje mieć nadzieję, że niepełny…) !
Przyjrzyjmy się uważnie temu, kto na Westerplatte przemawiał i jakie tezy zostały wyartykułowane.
Putin – czekista, sowieciarz, premier czegoś, co w istocie jest Związkiem Sowieckim, jedynie nieco przeorganizowanym i „odchudzonym” terytorialnie (na jak długo ?!) w stosunku do stanu sprzed roku 1991. Merkel to niby prawicowa, a w istocie postpolityczna kanclerz, wywodząca się z CDU – opozycji koncesjonowanej przez komunistyczne władze NRD. Jerzy Buzek – członek biurokracji Unii Europejskiej, która od dawna jest tworem neokomunistycznym. Tusk – lider obecnej Partii Zewnętrznej; słup umożliwiający sprawowanie władzy w II PRL przez ukryte struktury komunistyczne. Jako człowiek nierozgarnięty i nie będący (mimo magisterium z historii) tytanem inteligencji, na stanowisku jakimkolwiek jest bardzo plastycznym materiałem do manipulacji. Nie tylko zresztą przez spin-doctorów i ludzi w rodzaju Mistewicza.
To, co mówili, równie dobrze możnaby było wymienić jednym ciągiem, bo na pierwszy rzut oka niewielkie wydają się różnice pomiędzy merytoryczną zawartością przemówień. Ale tylko na pierwszy rzut oka, gdyż słuchaliśmy przemówień przywódcy świadomego swoich strategicznych celów i dążącego konsekwentnie do ich realizacji oraz tych, którzy bardziej lub mniej świadomie i w mniejszym lub większym stopniu podporządkowują się oficerowi prowadzącemu. Ujednolicenie, które mogę zastosować się bez większego niebezpieczeństwa narażenia się na poważniejszy błąd rzeczowy jest następujące: przemówienie Putina i przemówienia „reszty”.
Putin przemawiał tak, jak przystało na wywodzącego się z siłówki przywódcę Rosji Sowieckiej. Wg niego ZSRS pokonał wraży faszyzm, wyzwolił uciśnione przezeń narody i był współtwórcą New World Order po jego pokonaniu. Pakt Stalin-Hitler (czy Ribbentrop-Mołotow; jak zwał, tak zwał) to coś, za co jego wielicziestwo litościwie przeprosi Polaczków. Czyn naganny moralnie, wszelako będący koniecznością polityczną . Swoją drogą, skąd my to znamy ? To samo przecież zwykła mawiać pewna rodzima kanalia ! Istnienie ZSRS było więc interesem całego świata, którego wrogiem był i rzekomo nadal jest jakiś bliżej nieokreślony, a wiecznie żywy faszyzm. Podobnie ma się sprawa ze współczesną, neosowiecką Rosją. Konieczność geopolityczna, konieczność dziejowa… Komunizm w pigułce. Nadludzie z kompartii, RKKA, aparatu bezpieczeństwa, a teraz ze struktur ukrytych chcący po prostu władzy i kontroli. Jak najszerszej terytorialnie, obejmującej jak najwięcej aspektów życia zarówno narodów jak i jednostek. Jako instrumentem posługujący się wojną informacyjną, w tym dialektyką, którą po ludzku określił George Orwell jako dwójmyślenie; mówienie rzeczy wewnętrznie sprzecznych. W celu realizacji swoich interesów politycznych. Tu – dalszego otumanienia i tak już do szczętu otumanionych: Polski i Zachodu.
Prawda jest względna. Każdy – w tym wypadku przywódca państwa, narodu – ma swoją prawdę. Ma ją ppłk KGB Władimir Putin, ma ją Angela Merkel, Donald Tusk, a litościwie można pozwolić prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu na wyartykułowanie swojej prawdy. Miał ją też zapewne Józef Stalin. Tylko ciekawe dlaczego np. Angela nie dała prawa do posiadania swojej prawdy innym wybitnym socjalistom/komunistom jak: Adolf Hitler czy Albert Forster, odpowiadający bezpośrednio za kaszubski Katyń, czyli wymordowanie (wg różnych szacunków) od 12 do 15 tys. elit i zupełnie niewinnych ludzi w lasach niedaleko Piaśnicy ?
Można – w rezolucjach różnych organów skonwergowanej, Zjednoczonej Europy – potępić stalinizm. Ale nie można potępić komunizmu ! Samo pomyślenie o tym jest zbrodnią – cytując „klasyka”. To byłby dopiero faszyzm !
Kończąc, nawiążę do jednego z ostatnich wpisów Marka D. Wojna ? Tak ! To czynność naturalna dla ludzkości. Nigdy więcej wojny to jeden z najbardziej topornych wytrychów propagandowych komunistów, na które od wielu lat nabierają się niewolone przezeń społeczeństwa, jak i zdegenerowany Zachód. Oczekiwania czyjekolwiek tego, że Putin przeprosi za: Pakt Stalin-Hitler/17 IX/Katyń, świadczą po prostu o braku zrozumienia Sowietów (bo tym w istocie jest Rosja – truizm) i wręcz dziecięcej naiwności ludzi umierającej Cywilizacji Zachodniej, w tym Polaków. Tak samo jest w przypadku tekstów typu: co prawda Putin nie przeprosił za Katyń, ale jednak przeprosił za Pakt Ribbentrop-Mołotow. Ach, jakie ludzkie panisko z tego Putina ! Zapewne dużo do powiedzenia mieliby tu ś.p. Vladimir Volkoff czy Jurij Bezmienow, piszący i opowiadający o inicjatywnej roli agentur wpływu.
Jak rzekł Otto von Bismarck: Nie jest winą wilka, że lubi owce. Nie jest winą szerszenia, że ma żądło i go używa. Ale jeśli nas użądli, albo choć zagraża tym, można go depnąć, „pacnąć” (na przykład butem) czy choćby przepędzić. Mała dygresja: czy możemy – przynajmniej w odniesieniu do szeroko pojętych elit – użyć określenia „Polak” ? Czy nie bardziej adekwatnym byłoby „peerelaczek”? Tu w reprezentacji składającej się głównie z prezentek/ów telewizyjnych, odpowiednio: sprawiających wrażenie zmanierowanych i egzaltowanych nasto- czy dwudziestoparolatek i facecików, którzy swoim afektowanym głosikiem i aparycją przypominają… na przykład Kena albo członka (z) jakiegoś boysband’u.
Europa bez granic, której częścią jest Sowiecka Rosja ? A kiedy Świat bez granic ? Może poza liniami delimitującymi strefy wpływów: Rosji Sowieckiej, Chin komunistycznych, Socjalistycznej Rzeszy Niemieckiej na każdym z kontynentów .
C. d. n.
http://wykluczeni.salon24.pl/123238,darski-wasalizacja-polski-jest-juz-faktem
http://niepoprawni.pl/blog/74/bufor-jest-ok
http://niepoprawni.pl/blog/54/walczymy-jesli-ktos-zagraza-naszej-wolnosci
Przyjrzyjmy się uważnie temu, kto na Westerplatte przemawiał i jakie tezy zostały wyartykułowane.
Putin – czekista, sowieciarz, premier czegoś, co w istocie jest Związkiem Sowieckim, jedynie nieco przeorganizowanym i „odchudzonym” terytorialnie (na jak długo ?!) w stosunku do stanu sprzed roku 1991. Merkel to niby prawicowa, a w istocie postpolityczna kanclerz, wywodząca się z CDU – opozycji koncesjonowanej przez komunistyczne władze NRD. Jerzy Buzek – członek biurokracji Unii Europejskiej, która od dawna jest tworem neokomunistycznym. Tusk – lider obecnej Partii Zewnętrznej; słup umożliwiający sprawowanie władzy w II PRL przez ukryte struktury komunistyczne. Jako człowiek nierozgarnięty i nie będący (mimo magisterium z historii) tytanem inteligencji, na stanowisku jakimkolwiek jest bardzo plastycznym materiałem do manipulacji. Nie tylko zresztą przez spin-doctorów i ludzi w rodzaju Mistewicza.
To, co mówili, równie dobrze możnaby było wymienić jednym ciągiem, bo na pierwszy rzut oka niewielkie wydają się różnice pomiędzy merytoryczną zawartością przemówień. Ale tylko na pierwszy rzut oka, gdyż słuchaliśmy przemówień przywódcy świadomego swoich strategicznych celów i dążącego konsekwentnie do ich realizacji oraz tych, którzy bardziej lub mniej świadomie i w mniejszym lub większym stopniu podporządkowują się oficerowi prowadzącemu. Ujednolicenie, które mogę zastosować się bez większego niebezpieczeństwa narażenia się na poważniejszy błąd rzeczowy jest następujące: przemówienie Putina i przemówienia „reszty”.
Putin przemawiał tak, jak przystało na wywodzącego się z siłówki przywódcę Rosji Sowieckiej. Wg niego ZSRS pokonał wraży faszyzm, wyzwolił uciśnione przezeń narody i był współtwórcą New World Order po jego pokonaniu. Pakt Stalin-Hitler (czy Ribbentrop-Mołotow; jak zwał, tak zwał) to coś, za co jego wielicziestwo litościwie przeprosi Polaczków. Czyn naganny moralnie, wszelako będący koniecznością polityczną . Swoją drogą, skąd my to znamy ? To samo przecież zwykła mawiać pewna rodzima kanalia ! Istnienie ZSRS było więc interesem całego świata, którego wrogiem był i rzekomo nadal jest jakiś bliżej nieokreślony, a wiecznie żywy faszyzm. Podobnie ma się sprawa ze współczesną, neosowiecką Rosją. Konieczność geopolityczna, konieczność dziejowa… Komunizm w pigułce. Nadludzie z kompartii, RKKA, aparatu bezpieczeństwa, a teraz ze struktur ukrytych chcący po prostu władzy i kontroli. Jak najszerszej terytorialnie, obejmującej jak najwięcej aspektów życia zarówno narodów jak i jednostek. Jako instrumentem posługujący się wojną informacyjną, w tym dialektyką, którą po ludzku określił George Orwell jako dwójmyślenie; mówienie rzeczy wewnętrznie sprzecznych. W celu realizacji swoich interesów politycznych. Tu – dalszego otumanienia i tak już do szczętu otumanionych: Polski i Zachodu.
Prawda jest względna. Każdy – w tym wypadku przywódca państwa, narodu – ma swoją prawdę. Ma ją ppłk KGB Władimir Putin, ma ją Angela Merkel, Donald Tusk, a litościwie można pozwolić prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu na wyartykułowanie swojej prawdy. Miał ją też zapewne Józef Stalin. Tylko ciekawe dlaczego np. Angela nie dała prawa do posiadania swojej prawdy innym wybitnym socjalistom/komunistom jak: Adolf Hitler czy Albert Forster, odpowiadający bezpośrednio za kaszubski Katyń, czyli wymordowanie (wg różnych szacunków) od 12 do 15 tys. elit i zupełnie niewinnych ludzi w lasach niedaleko Piaśnicy ?
Można – w rezolucjach różnych organów skonwergowanej, Zjednoczonej Europy – potępić stalinizm. Ale nie można potępić komunizmu ! Samo pomyślenie o tym jest zbrodnią – cytując „klasyka”. To byłby dopiero faszyzm !
Kończąc, nawiążę do jednego z ostatnich wpisów Marka D. Wojna ? Tak ! To czynność naturalna dla ludzkości. Nigdy więcej wojny to jeden z najbardziej topornych wytrychów propagandowych komunistów, na które od wielu lat nabierają się niewolone przezeń społeczeństwa, jak i zdegenerowany Zachód. Oczekiwania czyjekolwiek tego, że Putin przeprosi za: Pakt Stalin-Hitler/17 IX/Katyń, świadczą po prostu o braku zrozumienia Sowietów (bo tym w istocie jest Rosja – truizm) i wręcz dziecięcej naiwności ludzi umierającej Cywilizacji Zachodniej, w tym Polaków. Tak samo jest w przypadku tekstów typu: co prawda Putin nie przeprosił za Katyń, ale jednak przeprosił za Pakt Ribbentrop-Mołotow. Ach, jakie ludzkie panisko z tego Putina ! Zapewne dużo do powiedzenia mieliby tu ś.p. Vladimir Volkoff czy Jurij Bezmienow, piszący i opowiadający o inicjatywnej roli agentur wpływu.
Jak rzekł Otto von Bismarck: Nie jest winą wilka, że lubi owce. Nie jest winą szerszenia, że ma żądło i go używa. Ale jeśli nas użądli, albo choć zagraża tym, można go depnąć, „pacnąć” (na przykład butem) czy choćby przepędzić. Mała dygresja: czy możemy – przynajmniej w odniesieniu do szeroko pojętych elit – użyć określenia „Polak” ? Czy nie bardziej adekwatnym byłoby „peerelaczek”? Tu w reprezentacji składającej się głównie z prezentek/ów telewizyjnych, odpowiednio: sprawiających wrażenie zmanierowanych i egzaltowanych nasto- czy dwudziestoparolatek i facecików, którzy swoim afektowanym głosikiem i aparycją przypominają… na przykład Kena albo członka (z) jakiegoś boysband’u.
Europa bez granic, której częścią jest Sowiecka Rosja ? A kiedy Świat bez granic ? Może poza liniami delimitującymi strefy wpływów: Rosji Sowieckiej, Chin komunistycznych, Socjalistycznej Rzeszy Niemieckiej na każdym z kontynentów .
C. d. n.
http://wykluczeni.salon24.pl/123238,darski-wasalizacja-polski-jest-juz-faktem
http://niepoprawni.pl/blog/74/bufor-jest-ok
http://niepoprawni.pl/blog/54/walczymy-jesli-ktos-zagraza-naszej-wolnosci
***
http://www.youtube.com/view_play_list?p=9E5D4D58220C39FF&search_query=Defilada+zwyci%C4%99zc%C3%B3w
2009-06-03
GLOSA DO "NEVERENDING STORY" KIRKERA
3. czerwiec 2009 - 2:18
http://niepoprawni.pl/blog/13/lpr-jesli-nie-skrajna-prawica-co
Dyskusja pod wpisem Kirkera doprowadziła do pojawienia się tematów, o których trzeba pisać już nie tyle osobne wpisy na blogach czy artykuły, a książki !
Posilę się na skromny wpisik - na gorąco, przeto nie będę bawił się w przypisy czy inną formę przytaczania materiałów źródłowych. Liczę na następną dyskusję.
Zacznę od prognoz Kirkera i Danza:
1) Nie wierzę w wybuch wojny chińsko-rosyjskiej.
Należy bowiem pamiętać, że oba kraje rządzone są przez komunistów - choć innego sortu w każdym z tych krajów. W Rosji Sowieckiej jest to aparat bezpieczeństwa - bezpieka "cywilna", czyli FSB i SWR + bezpieka wojskowa - GRU oraz wierchuszka Gazpromu - firmy, która powstała w 1988.
Chiny komunistyczne w dalszym ciągu rządzone są przez kompartię, której kierownictwo pod koniec lat '70 XX w. doszło do wniosku, że zamordyzm czasów rewolucji kulturalnej i wielkiego skoku może doprowadzić do kolapsu systemu władzy.
Wynika to z natury komunizmu, jako czegoś w rodzaju gatunku pasożytniczego, potrafiącego dostosować się zarówno do natury żywiciela, jak i zmieniających się warunków środowiskowych. Przy okazji innego wątku, Kirker słusznie określił naturę komunizmu jako "coś" w rodzaju kosmity z filmu Carpentera pt. "Coś" (The Thing). Nawiasem - czasami twórcy Sci-Fi więcej mówią o komunizmie niż politolodzy czy sowietolodzy - przynajmniej ci z głównego nurtu.
Zarówno władze Rosji, jak i Chin mają więc identyfikację komunistyczną nie nacjonalistyczną czy imperialną. Nacjonalizm - wielkorosyjski czy Chińczyków Han, obnoszenie się przez sowieciarzy rosyjskich z dewocyjnym prawosławiem, powoływanie się przez kompartię chińską na buddyzm, konfucjonizm i tradycje cesarskie czy republikańskie itp. - wszystko to jedynie instrumenty sterowania społecznego (w przypadku Chin - być może skierowane bardziej na uwiarygodnienie ichniej pieriestrojki za granicą).
Zresztą - jeżeli przyjmiemy za odpowiadającą rzeczywistości - "pasożytniczą definicję komunizmu" (by: michael na S 24), to logicznie musimy uznać, że im większy i wyżej rozwinięty organizm żywiciela, tym większe szanse na "rozwój" pasożyta !
Uważam za uprawnioną tezę, że prognostyki wojny rosyjsko-chińskiej są kolejną odsłoną operacji dezinformacyjnej "Konflikt sowiecko-chiński", opisanej przez Anatolija Golicyna. Jeżeli miał rację, to po jaki grzyb - zarówno sowieciarze moskiewscy, jak i pekińscy - mieliby z tej strategii dezinformacji otoczenia rezygnować? Po cholerę ci, którzy uważają za wojnę zwycięską tą, która w ogóle nie wybuchła, mają podejmować AŻ TAKIE ryzyko?
Chińska Republika Ludowa najprędzej zaatakuje Republikę Chińską, czyli tzw. "Tajwan". Piszę "tzw." i "Tajwan" - bo to, co się tak określa jest w istocie jedynym legalnym i uznawalnym z punktu widzenia moralności, NIEKOMUNISTYCZNYM państwem chińskim. Stanie się tak, jeżeli tamtejsza elita zrezygnuje z "detente" wobec komunistów i konwergencji z KPCh. A taką politykę prowadzi tam między innymi Kuomintang - spadkobiercy Tych, Którzy w latach 1937 - 1949 dzielnie walczyli z komunistami, a po 1949 stworzyli jedno z najsprawniej funkcjonujących państw na świecie - zresztą jedno z niewielu normalnych, obok Hiszpanii Franco, Chile Pinocheta, Korei Płd. Li Syngmana czy Singapuru.
Z Rosją Sowiecką Chiny Ludowe "dogadają się" ws. surowców - w końcu ktoś Gazpromowi musi zmodernizować infrastrukturę wydobywczą i przesyłową. Poza tym - nie musze chyba mówić, jak potężnym rynkiem zbytu, a co za tym idzie potężną kasą dla Moskwy są ChRL, które w dalszej kolejności mogą uzależnić od dostaw surowców kraje Indochin, Indonezję czy nawet Oceanii !
Kończąc wątek - wojna rosyjsko-chińska na dużą skalę może wybuchnąć wtedy i tylko wtedy, gdy w którymś z tych krajów do władzy dojdą autentyczni nie-komuniści, którzy za środek realizacji swych interesów narodowych czy koteryjnych uznają rozpętanie wojny o Sybir.
2) Bliski Wschód. Wojna izraelsko-arabska i izraelsko-perska.
Przede wszystkim nie obwiniałbym ani Żydów ani Izraela za to, co dzieje się w Ziemi Świętej od czasów deklaracji Balfoura i decyzji syjonistów o utworzeniu Eretz Israel właśnie tam, a nie gdzieś na pampie argentyńskiej.
Arabowie (tzw. "Palestyńczycy") nie byli ani nie są lepsi ! Zresztą - do kolonizacji żydowskiej przyczynili się właśnie bogaci Arabowie, wyprzedając ziemię Żydom!
Poza tym - czy ktoś chciałby żyć w państwie opartym na prawie shariah ? I to takim, które powstało na skutek "zepchnięcia Żydostwa do Morza Śródziemnego" i "ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej"? Cytując klasyczkę: "przypominam, że to nie jest nasza wojna (...)" - zarówno Izrael, Hamas, Fateh, Hezbollah, Iran Ahmadinejjada i Ajatollahów są po prostu siebie warci. Nie mam oczywiście nic przeciwko Arabom, Żydom czy Persom - mam zarówno żydowskich, jak i arabskich znajomych, nawet powinowatych...
Warto w tym kontekście wspomnieć o tym, iż wszystkie strony konfliktu bliskowschodniego były i są rozgrywane przez komunistów. O ekstremizmie islamskim (zarówno sunnickim, jak i szyickim) można powiedzieć, iż jest to ruch, który nie istniałby dziś bez "patronatu" sowietów i wpływu marksizmu na ideologię ekstremistów - od powstania Bractwa Muzułmanów w latach '20 XX w., poprzez obalenie legalnej dynastii Pahlawi przez Ajatollaha Khomeiniego, po Al-Qaida'ę. Powstaje kolejne pytanie - czy działalność ekstremy muzułmańskiej w Europie to kolejny - po nazistach - "lodołamacz" komunizmu ?
3) Rozpad USA, NAU itp.
Wyjątkowo mało jestem w stanie na ten temat powiedzieć, ale warto uważnie przyjrzeć się źródłom informacji o secesji poszczególnych Stanów czy też wojnie rasowej. A także o różnych "mrocznych operacjach CIA", czy "New World Order". Na mój chłopski rozum - to po prostu uaktualnione tezy propagandy komunistycznej o "nieuchronnym upadku kapitalizmu" i "imperializmie amerykańskim".
Niemniej - biorąc pod uwagę wpływ świata medialnego, wirtualnego na świat polityczny - mogą stać się samospełniającą przepowiednią, na której skorzystają omawiani w punkcie 1-ym mojego wywodu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)