Rozpoczęta 28 lutego operacja „Epicka Furia” skierowana przeciw Islamskiej Republice Iranu jest kontynuacją doktryny Trumpa, polegającą na wyjściu USA ze strategicznego oblężenia przez „Globalną Eurazję”, po operacji „Absolute Resolve”, mającej sparaliżować komunistyczną Wenezuelę (i zakończonej sukcesem).
„Epicka Furia” przeciwko Chinom
Już pierwszego dnia operacji Zineb Riboua w szczegółowy i kompleksowy sposób opisała współzależność Islamskiej Republiki Iranu i komunistycznych Chin, a co za tym idzie ważność Iranu dla strategii Stanów Zjednoczonych, wyrażonych w doktrynie administracji Donalda Trumpa. Według niej, problem irański nie sprowadza się jedynie do próby pozyskania broni nuklearnej, sponsorowania terroryzmu, destabilizacji Bliskiego Wschodu czy wreszcie szeroko dyskutowanego bycia zagrożeniem dla Izraela. Tymczasem faktycznym powodem wszystkich problemów tworzonych przez reżim ajatollahów jest wielka strategia komunistycznych Chin: „[…] Pekin poświęcił lata oraz miliardy dolarów na przekształcenie Iranu w strategiczny zasób. Wszystko, co dzieje się na Bliskim Wschodzie wynika z tego faktu. Dlatego, operacja „Epicka Furia” jest pierwszą amerykańską kampanią wojenną, która zagraża temu zasobowi. Poprzez bezpośrednie uderzenie na Iran, administracja Trumpa rozbraja […] filar chińskiej architektury w regionie.”
„Epicka Furia” jest niejako ciągiem dalszym operacji „Powstający Lew” z czerwca 2025 roku, w wyniku której, po 12 dniach precyzyjnych uderzeń lotniczych zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, uderzono w 3 instalacje nuklearne i zabito 30 dowódców i 12 naukowców pracujących nad wzbogacaniem uranu. Padła irańska mitologia i narracja republiki islamskiej o niezawodnym odstraszaniu „Wielkiego” i „Małego Szatana”. Operacja ta zapoczątkowała narodową, ludową (kontr)rewolucję przeciwko bolszewicko-islamskiemu reżimowi. „Pod koniec grudnia wybuchły w 31 prowincjach największe protesty od 1979 roku, napędzane upadkiem gospodarczym i ludnością, która nie wierzyła już dłużej w siłę reżimu. Rząd odpowiedział w styczniu 2026 roku masakrami, w których zginęły tysiące.” Reżim został znacznie osłabiony, zaś ChRL udzieliły mu wsparcia, m.in. poprzez finalizację umowy na dostarczenie ponaddźwiękowych pocisków balistycznych służących do rażenia okrętów wojennych wroga, wg Zineb Riboua, zdolnych do rażenia lotniskowców amerykańskich na wodach Zatoki Perskiej czy innych pobliskich akwenach. „Wcześniej – pisze Riboua – chińscy dostawcy dostarczyli ponad 1000 ton nadchloranu sodu, kluczowego składnika paliwa rakietowego, do irańskiego portu Bandar Abbas”. Taka ilość wystarcza – jak pisze Riboua – do odbudowy arsenału rakietowego, który Izrael zniszczył 12-dniowymi bombardowaniami w 2025 roku.
Patrząc z perspektywy Pekinu, Iran jest jednym z najważniejszych (oprócz Federacji Rosyjskiej) dostawców tanich surowców energetycznych dla ChRL. „Chiny kupują około 90% irańskiego eksportu ropy naftowej po ostro zaniżonych cenach. Dostawy płyną flotą cieni, tankowce wyłączają swoje transpondery i zmieniają etykiety ładunków na malajskie albo indonezyjskie, by ominąć amerykańskie sankcje. Od 2021 roku łączna wartość zamówień przekroczyła wartość 140 milionów dolarów. Czyni to Chiny prawdziwym powodem, z którego Islamska Republika nie zbankrutowała.” Chiny zyskują tym samym tanie surowce, których nie pozyskałyby po cenach rynkowych i mogą wywierać politycznyczny wpływ na ogromne, liczące 90 milionów mieszkańców państwo leżące na kluczowym szlaku dostaw surowca o znaczeniu strategicznym dla całego świata, czego konsekwencje widzimy chociażby na stacjach benzynowych w ostatnich dniach.
Zineb Riboua wspomina o zawartym w 2021 roku na 25 lat „Wszechstronnym Partnerstwie Strategicznym” komunistycznych Chin i Iranu, na mocy którego ChRL ma zainwestować 400 miliardów dolarów w irański sektor bankowy, energetyczny, telekomunikację i infrastrukturę. Im silniejsze są tego rodzaju wpływy Pekinu, tym mniejsze są możliwości gry ze strony państw zachodnich, a jednocześnie czyni Iran instrumentem realizacji mocarstwowych aspiracji KPCh – zarówno regionalnych, jak i globalnych.
Równie ważne są chińskie inwestycje w sektor technologiczny. Huawei i ZTE inwestują w sektor telekomunikacyjny na terenie Iranu. ZTE buduje już od 2010 roku systemy monitoringu oraz kontroli internetu podległe pod irański system kontroli internetu. Huawei natomiast jest najwięszym dostawcą sprzętu, co jest bardzo istotne dla państwowego, irańskiego aparatu represji, w tym dla funkcjonowania islamistycznej cenzury. Chrlowskie firmy, takie jak Hikvision i Tiandy dostarczają władzom islamskiej republiki systemów rozpoznawania twarzy, służących – na wzór metropolii – totalnej inwigilacji społeczeństwa. Irański państwowy dostawca usług internetowych tworzy system wzorowany na chrlowskiej „Wielkiej Ścianie Ognia”.
System – pisze Riboua – zastosował chińskie rozwiązania i technologie podczas masakr w styczniu 2026 roku. „Gdy reżim niemal całkowicie wyłączył internet, by zapobiec wydostawaniu się na świat zewnętrzny relacji o mordach, zrobił to w oparciu o infrastrukturę, którą pomagały przez lata zbudować chińskie firmy. Technologia nadzoru umożliwiająca IRGC namierzać, identyfikować i tłumić dysydentów została dostarczona przez te same firmy, które wykonują te same zadania dla Komunistycznej Partii Chin w Xinjiangu. Pekin dostarcza republice islamskiej narzędzia pozwalające przetrwać opór własnych obywateli i czyni to z tego samego powodu, dla którego kupuje ropę – Iran zależny to Iran użyteczny”.
Zabezpieczenie przedpola
Najważniejszy punkt omawianego artykułu Zineb Riboua dotyczy znaczenia islamskiej republiki dla chrlowskich działań przeciwko Tajwanowi i szerzej, na Pacyfiku Zachodnim. „Logiczne myślenie nie wymaga żadnych teorii spiskowych w celu wyjaśnienia. Wszystkie dolary wydane przez Stany Zjednoczone na obronę szlaków morskich na Morzu Czerwonym to dolary, które nie zostaną wydane na produkcję okrętów podwodnych, bazy na Pacyfiku czy na planowanie obrony Tajwanu. Każda grupa lotniskowcowa stacjonująca w Zatoce Adeńskiej to grupa lotniskowcowa nieobecna na Pacyfiku Zachodnim. Sojusznicy Iranu, uzbrojeni w irańską broń i wspierani przez irański wywiad, funkcjonują jako mechanizm strategicznego odstraszania Ameryki, koszty w całości ponosi Waszyngton, podczas gdy Pekin odnosi strategiczne zyski”, pisze Riboua.
USA nie zdecydowały się na atak na Iran dlatego, by ukarać ajatollahów (w przypadku Alego Chameneiego i części wierchuszki IRGC – karą główną) za niezwykle krwawe (nawet jak na standardy islamistyczno-bolszewickiego reżimu) stłumienie protestów przeciw islamskiej republice, ani też ze względu na sojusz z Izraelem, który, swoją drogą, walczy o przetrwanie narodu żydowskiego przeciw chcącym powtórzyć Holocaust islamistycznym ruchom i reżimom (sponsorowanym z Pekinu i Moskwy).
Stany Zjednoczone muszą zabezpieczyć sobie przedpole, i to przedpole o strategicznym znaczeniu nie tylko dla nich, ale i dla całego świata (co widać na przykładzie kryzysu naftowego i nadchodzącej recesji) w kontekście hipotetycznej, a być może nieuniknionej, konfrontacji bezpośredniej z komunistycznymi Chinami w walce o Tajwan, która może stać się ostateczną walką o światową dominację.
W przypadku hipotetycznej, być może nieuniknionej, inwazji komunistycznych Chin na Tajwan, albo chociażby blokady morskiej i powietrznej, kluczowe dla Stanów Zjednoczonych będą – zdaniem Riboua – trzy czynniki:
Po pierwsze – energia. Chiny importują 70% ropy naftowej, większość tego eksportu idzie przez Cieśninę Malakka, która w przypadku wojny na Tajwanie mogłaby zostać zamknięta. Obecnie dostarczycielami surowców energetycznych dla Chin są Iran, pozostałe państwa basenu Zatoki Perskiej i Federacja Rosyjska (stabilniejsza jako dostawca, niż wyżej wymienione). Jeśli – jak pisze Riboua – Bliski Wschód znajdowałby się w orbicie gospodarczej ChRL podczas inwazji, Pekin miałby przewagę rezerwy surowcowej i energetycznej nad USA.
Po drugie – postawa siły Stanów Zjednoczonych. Według Zineb Riboua, USA nie są zdolne do prowadzenia wojny na dwóch teatrach, co udowodniła sytuacja, która rozpoczęła się w 2023 roku na skutek której Stany Zjednoczone zmuszone były do użycia znaczącej ilości broni do walki z lokalnymi terrorystami Houthi w czasie miesięcy. „Bliski Wschód wymagający permanentnego zarządzania kryzysowego wyczerpuje amerykańskie wojska z okrętów, samolotów i amunicji, której potrzebują do odstraszania na Pacyfiku”. Jeżeli zaś wyelimowanoby Iran wraz z siecią lokalnych sojuszników, a pozostałe kraje regionu pozostałaby sojusznikami USA i Izraela (albo przynajmniej neutralne), to Ameryka nie musiałaby używać tam znaczących sił i środków.
Po trzecie – sojusznicy. Jeżeli komunistyczne Chiny w jakikolwiek sposób zaatakowałyby Tajwan, „(…) Stany Zjednoczone będą potrzebowały państw sojuszniczych do ukarania Chin poprzez narzucenie kosztów, sankcji, wykluczenia finansowego i ograniczenia dostępu do technologii. Skuteczność takiej koalicji zależeć będzie od tego, czy państwa produkujące energię będą w niej uczestniczyły.” Jeśli Arabia Saudyjska, Katar, Bahrajn albo Zjednoczone Emiraty Arabskie znajdowałyby się w strefie wpływów Pekinu w sytuacji wojny o Tajwan i kontynuowałyby eksport ropy i gazu do Chin, system sojuszy dowodzonych przez USA byłby w najlepszym wypadku poważnie osłabiony.
Iran – element „totalitarnego kwartetu” i „Globalnej Eurazji”
Islamska Republika Iranu jest też elementem szerszego układu strategicznego, który określić można – parafrazując dra Stephena Blanka – jako „totalitarny kwartet”, albo „Globalna Eurazja”: jest to układ obejmujący komunistyczne Chiny, Federację Rosyjską, omawiany tutaj Iran, i Koreę Północną, gdzie oczywiście tandem Pekin-Moskwa to centrum, zaś Iran i Korea Północna, ale także Wenezuela, Kuba i Brazylia pełnią rolę peryferii, które można w razie kryzysu „poświęcić” jako państwa buforowe, ograniczając się do „jedynie” do pomocy wywiadowczej, technicznej czy dyplomatycznej (a warto wspomnieć, że Iran jest członkiem m.in. Szanghajskiej Organizacji Współpracy, aspirującej do statusu „eurazjatyckiego NATO”); zarówno Pekin, jak i Moskwa z mniejszą lub większą intensywnością potępiają operację „Epic Fury”. Już dwa lata temu dr Stephen Blank ostrzegał, że układ ten jest na drodze do prowadzenia wspólnie koordynowanych akcji przeciwko USA i innym krajom.
Poligonem takich skoordynowanych działań „Globalnej Eurazji/totalitarnego kwartetu” stała się chociażby wojna na Ukrainie, gdzie Iran wspierał Federację Rosyjską dronami Shahed oraz instruktorami i operatorami z IRGC, zaś Korea Północna wysyła amunicję artyleryjską i swoich żołnierzy w „null”. Komunistyczne Chiny stały się – tu znów odwołajmy się do analizy Zineb Riboua – największym beneficjentem wojny, czyniąc Federację Rosyjską własnym zapleczem strategicznym (a właściwie pogłębiając tą rolę Rosji), bezpiecznym zapleczem surowcowym (w porównaniu z Iranem i innymi państwami Bliskiego Wschodu) oraz klientem własnego przemysłu, zwłaszcza w zakresie nowoczesnych technologii (która w najlepszym wypadku średnio radzi sobie z amerykańską i żydowską machiną wojenną i nie była w stanie uchronić Maduro przed uprowadzeniem, ani Chameneiego przed spotkaniem z Allahem) czy też motoryzacyjnego.
Ponadto, reżim ajatollahów jest systemem o charakterze bolszewickim, a konkretnie islamsko-komunistycznym, który powstał w dużej mierze za sowieckie pieniądze i sowiecką pomoc. Wszystko inne, na czele z aspektami geopolitycznymi i geostrategicznymi to jedynie konsekwencje długiego trwania długofalowej komunistycznej strategii. Warto też zwrócić uwagę na to, że krwawo tłumiony bunt narodu/społeczeństwa irańskiego ma charakter nie tyle demoliberalny, jak w przypadku historycznych „kolorowych rewolucji”, nie islamistyczny, ale monarchistyczny i – można rzec – na swój sposób rodzimowierczy i tradycjonalistyczno-integralny, odwołujący się do przedislamskiego, zaratusztrańskiego dziedzictwa Persji. Marki irańskiego buntu to syn ostatniego szacha, Reza Pahlavi i tradycyjne, królewskie symbole narodowe – Lew i Słońce.
Kontrstrategią Iranu będzie jak najdłuższe przedłużanie wojny, które ma doprowadzić do jak największego wyczerpania się machiny wojennej Stanów Zjednoczonych i Izraela oraz jak największych zniszczeń infrastruktury naftowej i gazowej Arabii Saudyjskiej, Kataru, Bahrajnu, Emiratów i Omanu. Pewne będzie wspieranie islamskiego terroryzmu na Bliskim Wschodzie, ale też w Europie i w Ameryce. Konieczne – z punktu widzenia Iranu, ale i Pekinu i Moskwy – będzie kontynuowanie blokady Cieśniny Ormuz i dalsze pogłębianie kryzysu na Zachodzie.
Operacja „Epicka Furia” to wojna prewencyjna, która ma za zadanie co najmniej zakłócić funkcjonowanie tego układu, poprzez eliminację jego peryferyjnych elementów, które i tak prędzej czy później zaatakowałyby. Jest to cios nie tylko w komunistyczne Chiny, ale i w neosowiecką Rosję, ze względu na współzależność i strategiczną symbiozę łączącą Pekin i Moskwę. Jest ona konieczna nie tylko z perspektywy Waszyngtonu i Tel-Awiwu, ale i całego wolnego świata. Poza tym, operacja irańska to kolejna – po Wenezueli – kampania, w której to Stany Zjednoczone i ich sojusznicy przejmują inicjatywę w „sekwencyjnej wojnie światowej”, wywołanej i prowadzonej przez tandem Pekin-Moskwa.
Nawet gdyby USA i Izrael zaniechałyby przeprowadzenia prewencyjnego ataku, Iran tak czy inaczej zaatakowałby, w mniej lub bardziej dogodnym dla siebie (ale i dla suzerenów z Moskwy i Pekinu), czego konsekwencje byłyby znacznie bardziej katastrofalne, niż te, z którymi mamy do czynienia obecnie. Gdyby spełnił się hipotetyczny scenariusz, o którym pisze Zineb Riboua, to w przypadku ataku ChRL na Tajwan (i nie tylko Tajwan, ofiarą komunistycznej agresji równie dobrze mogą stać się Filipiny, albo Korea Południowa, zaatakowana przez reżim Kimów), Iran na pewno rozpocząłby równoległą ofensywę przeciwko Izraelowi i krajom Zatoki Perskiej przy pomocy wszystkich swoich aktywów: zarówno regularnej armii, jak i organizacji terrorystycznych podległych IRGC.
Potencjalna ofensywa Iranu nie ograniczyłaby się do Bliskiego Wschodu: sponsorowane i zbrojone przez Iran organizacje terrorystyczne przeprowadzałyby zamachy w Europie, a dodatkowo wzmocnione zostałoby polityczne skrzydło i społeczna baza wojującego islamizmu tamże. Kryzys naftowy w takim przypadku byłby o wiele większy niż aktualny, a poza tym nałożyłby się na kryzys technologiczny i żywnościowy. Zacieśniłaby się zapewne centralizacja UE i dążenia do uzyskania „strategicznej samodzielności” w opozycji do USA. Znacznie bardziej prawdopodobne byłoby w takiej sytuacji rozpoczęcie kolejnej wojny – łatwy do wyobrażenia byłby atak Federacji Rosyjskiej na przykład na któreś z państw bałtyckich, a Polska mogłaby stać się polem wzmożenia operacji „Śluza” i ataków dokonywanych na przykład irańskimi dronami Shahed (albo ich sowieckimi kopiami), albo wręcz to my stalibyśmy się głównym celem inwazji. Spełniłoby się odwieczne marzenie komunistycznych strategów o wojnie na wielu frontach, o „tysiącu Wietnamów” Che Guevary. USA mógłby czekać scenariusz zbliżony do tego, jaki na początku 2024 roku nakreślił Niall Ferguson.
Strategicznie oczywiscie ta operacja ma sens i swoje powody.Ale operacyjnie i propgandowo to na chwile obecna bardzo zle wyglada-ewidentnie sie Amerykanie nie spodziewali tak silnego a przede wszytskim przemyslanego oporu.Ta operacja nie moze sie nie udac-problme w tym iz zaczyna to wygladac na pyrrusowe zwyciestwo albo i remis co gorzej.
OdpowiedzUsuńPiotr34
Propagandowo w ogóle nie wygląda. Ale tutaj trzeba przyznać rację Fodderowi Ferdynandowi (youtuber), który stwierdził, że w przeciwieństwie do bolszewii, Ameryka nie umie w propagandę i PR w ogóle.
UsuńA czy USA może przegrać? Może. Ale moim zdaniem za wcześnie jeszcze teraz na taką czy inną ocenę.
Monitor Lizard