2010-10-31

Smoleńsk - tło długofalowej strategii (cz. 3)


Wszystkie sprawy dziwnie się wiążą, łączą, zapętlają. Network – sieć, która nas otacza, ma wiele węzłów.
Krzysztof Kąkolewski


Można powiedzieć, że komunizm zwyciężył zza grobu i w pełni rozkwitł w     postkomunizmie.

Józef Darski


Ił i piasek ludzki na trwale pokryły polską glebę. Zabito wiele słów. Wyższe sfery – to teraz hołota ubrana w czarne garnitury. VIP – to LUMP. Elita – plebs. Prostak lub prostaczek to teraz współczesny arystokrata.
                     
                    Krzysztof Kąkolewski

Patrząc na sprawę Smoleńska i to, co działo się w Polsce na przestrzeni minionych prawie już siedmiu miesięcy od katastrofy (obojętnie, czy była ona zamachem, czy też nie) widzimy jak w soczewce, że tzw. III RP jest niczym innym, jak kontynuacją peerelu, która bezczelnie nosi nazwę zarezerwowaną dla suwerennego Państwa. Sprawę Smoleńska poruszamy w szerszym kontekście: długofalowej strategii ekspansji sowieckich struktur oraz postępującego upadku cywilizacji zachodniej, których to procesów częścią jest Polska. I właśnie polskim „wycinkiem” tych procesów zajmiemy się poniżej.

SYSTEM. PRL-BIS W ZARYSIE

Początkiem współczesnego systemu politycznego Polski (a właściwie neopeerelu) jest nadwiślański odcinek pieriestrojki, która polegała na metamorfozie instytucjonalnej struktur komunistycznych (zarówno w struktury typowe dla państwa demoliberalnego, jak i w struktury nieformalne), poszerzeniu ich bazy społeczno-politycznej oraz przyjęciu demoliberalnej fasady. Istotą PRL-bis jest oligarchiczna struktura władzy, gdzie „Partią wewnętrzną” są przetransformowane struktury komunistyczne, zaś „Partią zewnętrzną” – środowiska wywodzące się głównie z dokooptowanej koncesjonowanej opozycji. Społeczeństwo, naród – jest odpodmiotowione i uprzedmiotowione. Polska nie jest suwerenna ani wewnętrznie, ani zewnętrznie. Komunizm przekształcił się w neokomunizm; słowo „postkomunizm” jest trafne i oddające istotę rzeczy jedynie, jeśli jest używane jako skrót myślowy.

Popularny (także na prawicy) pogląd (np. w formie stwierdzenia: starzy komuniści kiedyś wymrą itp.), jakoby proces tzw. transformacji ustrojowej komunizmu został zniesiony przez upływ czasu i dynamikę wydarzeń wynikają z różnych czynników, głównie jednak z fałszywej, z gruntu utopijnej i życzeniowej, liberalnej krytyki polityki(C. Schmitt). Naturą każdej władzy – w szczególności totalitarnej – jest ekspansja i zapewnienie ciągłości.

Carl Schmitt, wybitny niemiecki teoretyk polityki, rozpoczął „Teologię polityczną” słowami: Suwerenem jest ten, który wprowadza stan wyjątkowy.Oznacza to tyle, że sprawującym realną władzę jest ten, który ustala reguły funkcjonowania systemu politycznego i jest w stanie je egzekwować. A także to, że faktyczne centrum decyzji i dyspozycji politycznych wcale nie musi się znajdować w obrębie prawno-konstytucyjnych struktur władzy. Kto zatem w Polsce jest faktycznym suwerenem, a tym samym, jakie są podstawowe reguły organizacji systemu politycznego PRL-bis?

Po pierwsze – realną władzę posiadają struktury komunistyczne, przy zachowaniu demoliberalnej (realliberalnej) formy i pozorów podmiotowości narodu i państwa. Strategiczne obszary polityki wewnętrznej, gospodarki, sfery kulturowo-cywilizacyjnej, strategiczne procesy społeczne i polityczne kontrolowane są (pośrednio) przez UBekistan. Może zmieniać się dekoracja i fasada, jednak istota ma zostać taka sama; jak powiedział „klasyk”: są granice, których przekroczyć nie wolno.Z kolei pojęcie grubej kreski należy rozumieć w szerszym sensie: jest to właśnie granica przestrzeni życiowej struktur komunistycznych, granica ich interesów.

Po drugie – Polska stanowi kondominium Rosji Sowieckiej i Niemiec (w ramach tworzonego tzw. Bloku Kontynentalnego: Rosja Sowiecka-ChRL-Niemcy/UE, o którym mowa była w poprzednich częściach), a także w pewnym stopniu USA oraz podmiotów pozapaństwowych, takich jak korporacje międzynarodowe. Rosja Sowiecka – poprzez struktury komunistyczne (i ich kooptantów), będące ekspozyturą jej wpływów politycznych – jest na pozycji głównego rozgrywającego i to ona ustala reguły, na jakich funkcjonować mają pozostałe podmioty, mające w Polsce swoje wpływy. Jakkolwiek o wymiarze zewnątrzpolitycznym i geostrategicznym neopeerelu zajmowaliśmy się w poprzednich częściach cyklu, warto przytoczyć fragment znakomitej książki Krzysztofa Kąkolewskiego „Generałowie giną w czasie pokoju”. Autor już w 2002 roku pisał to samo, co niedawno stwierdził Jarosław Kaczyński: Sytuacja Polski rysuje się wyraźnie: będzie to kondominium rosyjsko – (władza ustawodawcza i wykonawcza) amerykańsko – (wybrane oddziały podporządkowane NATO) EWG-owskie (własność ekonomiczna dzielona między Niemców a Rosjan). Dopływy gazu i ropy będą w rękach rosyjskich, a dystrybucja energii w rękach niemieckich.

Na przestrzeni ostatnich 21 lat były dwie próby odzyskania suwerenności wewnętrznej i zewnętrznej: pierwsza to rząd Jana Olszewskiego, druga to rządy PiS, a w zasadzie rządy Jarosława Kaczyńskiego, kiedy ten próbował podjąć bardziej konkretne działania wymierzone w struktury komunistyczne i jako takie zmierzające do odzyskania podmiotowości. Oba rządy zostały obalone, będąc zmuszone do gry na warunkach Ubekistanu: pierwszy po zaledwie połowie roku, drugi po roku; oba zostały obalone po przekroczeniu „grubej, czerwonej kreski” (czyli granicy interesów Ubekistanu), nie mając potem środków pozwalających na odzyskanie władzy.

Ubekistan – czerwona pajęczyna – oligarchia – układ

Rządząca PRL-em nr 2 oligarchia ma charakter policentrycznej struktury sieci, przypominającej glon bądź inny organizm kolonijny. Zauważalne są jednak: pewna hierarchia, do której opisu można zastosować orwellowski podział na partię wewnętrzną i partię zewnętrzną,a także podział horyzontalny na swego rodzaju segmenty funkcyjne. Partię wewnętrzną, będącą rdzeniem oligarchii, a tym samym całego systemu politycznego II PRL stanowi Ubekistan, przy czym pojęcie to jest opisem, a nie publicystyczną metaforą. Są to struktury komunistyczne; wywodzą się one bezpośrednio z bezpieki (wojskowej i cywilnej) oraz kompartii. Sprawują one władzę poprzez: (a) kontrolę rdzeniowych oficjalnych instytucji systemu politycznego (władza wykonawcza, ustawodawcza, służby specjalne, sądownictwo, media itd.), (b) kontrolę nad najbardziej strategicznymi węzłami systemu ekonomicznego (proces prywatyzacji, a raczej przechwytyzacji majątku narodowego), (c) kontrolę nad najważniejszymi grupami o charakterze przestępczym, a co za tym idzie (d) – władzę. Ponadto, struktury komunistyczne dokonują reprodukcji w sposób podobny do reprodukcji wirusów, poprzez: dziedziczenie, mianowanie (przyklepanie), kooptację (zblatowanie) i przez infekcję otoczenia swoimi metodami funkcjonowania.

Do sprawowania władzy przez struktury komunistyczne niezbędne są środowiska, pełniące z ich ramienia rolę zarządców, wykonawców i podwykonawców; „słupów” i buforów, które poświęcane są przez mocodawców w sytuacjach kryzysowych. „Partię Zewnętrzną” wobec Ubekistanu tworzą środowiska w znacznej mierze wywodzące się z koncesjonowanej „opozycji” (dokooptowywane w latach 1981-89), agentury, użytecznych idiotów. I tutaj mamy do czynienia z podziałem na segmenty funkcyjne: zarządców i instytucjonalnych bezpieczników systemu.

Do najważniejszych segmentów „Partii Zewnętrznej” i bezpieczników systemu należą: oficjalne partie polityczne, które tak jak SdRP, SLD, a potem SDPL wywodzą się albo bezpośrednio z PZPR czy tak jak PSL z ZSL, albo z opozycji, która (w swej ogromnej większości) za pierwszej komuny nie negowała fundamentów systemu komunistycznego; chodzi tu głównie o środowiska UW (której rdzeniem byli eurokomuniści tacy jak Michnik) i KLD, z których przy pomocy I Departamentu i WSI złożono Platformę Obywatelską. I tylko tym ugrupowaniom daje się legitymację do partycypacji w polityce; świetnie sprawę przedstawia Barbara Fedyszak-Radziejowska w artykule pod wiele mówiącym tytułem „Ile PRL w III RP?”, skądinąd pomijając zakulisowe działania ukrytych struktur komunistycznych:Dominacja jednej partii była ułożona wertykalnie. Najważniejszym mechanizmem PRL było to, że tylko jedna partia zasługiwała na rządzenie. Reszta to były drobiazgi. Spójrzcie, państwo, na naszą dzisiejszą rzeczywistość. Zawsze, w każdych wyborach jest tylko jedna partia, która zasługuje na rządzenie. Ona może się nazywać Unia Wolności, Unia Demokratyczna, SLD, Platforma Obywatelska, ale układ wraca nie do horyzontalnego zrównania różnych partii politycznych, które są równowartościowe. Ten układ odtwarza tę PRL-owską wizję jednej, światłej, znakomitej partii, która jest najbardziej postępowa, najbardziej nowoczesna. Taka narracja i taki kontekst istniały w PRL i takie są dzisiaj. Tylko jedna partia ma legitymację z racji najbardziej nowoczesnej, najbardziej światłej, popieranej przez najlepszych ludzi, stworzonej przez najdoskonalsze umysły. Ponieważ demokracja potrzebuje istnienia innych partii, one się pojawiają, ale w układzie wertykalnym, a nie horyzontalnym.

Kolejnym bezpiecznikiem są instytucje, w których Ubekistan jest zagnieżdżony i przez które sprawuje kontrolę nad nadbudową, czyli sferą kulturowo-cywilizacyjną oraz metapolityczną, przez które Ubekistan prowadzą informacyjną wojnę z narodem, czyli proces sowietyzacji we współczesnych formach. Należy tu wymienić przede wszystkim koncerny medialne kierowane albo przez tajnych współpracowników bezpieki, albo wręcz przez oficerów i jawnych bolszewików; chodzi przede wszystkim o ITI i Agorę, ale także media publiczne kontrolowane albo przez poputczików, albo bezpośrednio przez czerwonych (pomijając krótkie okresy obecności prawicy). Następnie mamy kontrolowaną sferę nauk, zwłaszcza humanistycznych (politologia, socjologia, pedagogika, psychologia i historia), gdzie dominującą grupą są albo komuniści i tw bezpiek, i (albo) osoby akceptujące i wspierające ich hegemonię. Last but not least – beneficjentem procesów pieriestrojkowych i dalej neokomunizmu jest hierarchia Kościoła Rzymskokatolickiego, poważnie spustoszonego przez modernizm i Vaticanum Secundum, które – swoją drogą – mają niemałe wsparcie ze strony sowieciarzy, z całym dobrodziejstwem inwentarza. U nas efektem była i jest faktyczna akceptacja peerelu i penetracja przez bezpiekę.
Neokomunizm ma też ramię zbrojne, tarczę i miecz. Są to przede wszystkim służby specjalne: Służba Bezpieczeństwa (Departamenty: I, II, III, IV) zagnieździła się po 1989 r. w Urzędzie Ochrony Państwa (dalej: ABW i AW), bezpieka wojskowa (bezpośrednia ekspozytura Sowietów) zmieniła w zasadzie tylko nazwę, dokonując jednocześnie kooptacji kadr niezwiązanych wcześniej z reżimem komunistycznym. Fenomenem nadwiślańskiej odmiany neokomunizmu są prywatne policje – firmy ochroniarskie, które w dużej mierze kontrolowane są przez środowiska bezpieczniackie bądź ludzi pod nie „podwieszonych”.

W obrębie Ubekistanu i całości oligarchii neokomunistycznej można zauważyć pewną wewnętrzną hierarchię i podział stref wpływów: najwyżej stoją środowiska bezpieki wojskowej – bezpośredniej ekspozytury Sowietów na terenie sowieckiego imperium zewnętrznego, następnie: wywiad i kontrwywiad oraz policja polityczna. Wynikają z tego sprzeczności i konflikty pomiędzy poszczególnymi segmentami Ubekistanu, zwłaszcza pomiędzy bezpieką wojskową a cywilną oraz między wywiadem i kontrwywiadem a „trójką” (ewentualnie „czwórką”, z zabiedzonymi „weteranami” czytającymi „Fakty i Mity” powyciągane z dworcowych śmietników i klopów); walki wewnętrzne są cechą charakterystyczną struktur komunistycznych, które są par excellance mafią u władzy (w zasadzie skrzyżowaniem mafii i sekty, ale mniejsza z tym). Konflikty te mają jednak znaczenie drugorzędne dla funkcjonowania systemu neokomunistycznego. Zarówno w komunizmie starego, jak i nowego typu liczy się realizacja strategii politycznej w ogólnych ramach funkcjonowania systemu, które sprowadzają się do zachowania władzy przez struktury komunistyczne. Ponadto, w strategicznych sprawach wszystkie środowiska Ubekistanu działają „jednofrontowo”, nawet pomimo jednoczesnych konfliktów wewnętrznych. Jest to bardzo dobrze widoczne zwłaszcza wtedy, gdy neokomunistyczna oligarchia staje w obliczu realnego czy wyimaginowanego wroga, na przykład w roku 1992, czy też 2005-obecnie.

Problemy polityczne, takie jak szeroko pojęta korupcja (układy lokalne, nepotyzm), społeczne takie jak powszechne ubóstwo, rozwarstwienie społeczne i dysproporcje pomiędzy poszczególnymi regionami Polski oczywiście są bardzo ważne, jednak są one w bardzo dużej mierze prostą konsekwencją neokomunizmu i stanowią jedno z jego kół zamachowych.

Kontrola strukturalna – idealny instrument władzy i sowietyzacji

Podstawowym mechanizmem funkcjonowania PRL-bis jest kontrola strukturalna – pośrednie, odcinkowe i ramowe oddziaływanie na sfery o znaczeniu strategicznym dla funkcjonowania systemu politycznego. W ten właśnie sposób Ubekistan sprawuje władzę. Neokomunizm/demobolszewizm, realizowany na drodze kontroli strukturalnej w połączeniu z formalną demokracją i realnym liberalizmem jest o wiele skuteczniejszą, a przez to groźniejszą, formą komunizmu niż „komunizm zjadliwy” sprzed pieriestrojki. Wymaga użycia mniejszej ilości zasobów kadrowych i mniej kosztownych – pod każdym względem – działań; wolny rynek i kapitalizm jest z reguły skuteczniejszy niż gospodarka etatystyczna, dlatego przeobrażone struktury komunistyczne podłączyły się na przełomie lat 80. i 90. XX w. do globalnego podziału pracy i nadal posługują się wolnym rynkiem (kapitalizmem nomenklaturowym).

By lepiej zilustrować sprawę, przytoczę obszerne fragmenty wpisu Potwora z Radia (Józefa Darskiego) pod tym właśnie tytułem: Kontrola strukturalna sprowadza się do nadzorowania punktów, osób i momentów kluczowych. Co się rozgrywa poza nimi bezpieki nie interesuje, ponieważ nie ma wpływu na procesy społeczne takie jak tworzenie partii politycznych, selekcję kandydatów w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, wynik wyborów, nastawienie mediów, dobór osób awansujących na kluczowe stanowiska, sposób rozwiązywania kryzysów przez manipulację, akumulacja kapitału, tworzenie fortun biznesowych itp. Powstają więc ramy, w których niekontrolowana działalność jest możliwa, ale każda próba wykroczenia poza nie, np. lustracja, dekomunizacja, likwidacja przywilejów ekonomicznych bezpieki, ograniczenie choćby liberum corruptio nomenklatury, wybór prezydenta, który nie jest byłym oficerem lub TW SB/WSW/II Zarządu, powstanie rządu nie powiązanego z bezpieką, uzdrowienie systemu podatkowego, wymiaru sprawiedliwości, masowy awans ludzi nie związanych z bezpieką choćby rodzinnie, powstawanie dużych przedsiębiorstw poza środowiskiem bezpieki i agentury (np. casus Kluski), wymknięcie się mediów lub nawet poszczególnych dziennikarzy, o ile nie piszą w tytułach niszowych, spod kontroli środowiska bezpieczniackiego, itp. to wszystko musi spowodować natychmiastową ripostę i zniszczenie elementu obcego.

(…) [R]uch gayowski czy feministyczny mogą się rozwijać bez przeszkód, związki zawodowe mogą działać, gazety formalnie korzystają z wolności zakreślonej różnicą między “Wybiórczą” i “Polityką”, gospodarka się rozwija, wybory się odbywają, a nawet udaje się osiągnąć sytuację, w której znaczna część kandydatów wszystkich partii ma związki z bezpieką lub jest już dokooptowana do systemu bądź przezeń zneutralizowana czy też dla kariery udaje głuchych i ślepych. Każdy wybór jest więc dobry. Taki stan idealny mieliśmy na początku III RP, później było gorzej ale ostatecznie nigdy nie nastąpiła katastrofa. Wszyscy pamiętamy wybór między Tymińskim a TW “Bolkiem”, a później między TW “Alkiem” i TW “Bolkiem”, którym entuzjazmowało się bezmyślne społeczeństwo a bezpieka skręcała się ze śmiechu, bo wiedziała, że w każdym wypadku wygra, choć drugorzędne aspekty oczywiście tych kandydatów różniły, jak Ungier (oficer) różnił się od Wachowskiego (według “Drogi cienia” agenciaka i sutenera). Nie były to jednak cechy zmieniające system a tylko jego koloryt. I o to właśnie chodzi.

(…) A kto ma władzę w Ubekistanie? Środowisko dawnych służb, które dokonało transformacji ustrojowej i właśnie przekazuje swoją pozycję w społeczeństwie dzieciom i wnukom. Jakie ustaliło ono zasady funkcjonowania państwa i społeczeństwa. Najważniejszy jak zawsze jest czynnik ludzki. Badając obecne elity, ludzi zajmujących wysoką pozycję w społeczeństwie i państwie miałem wrażenie, że warunkiem awansu była współpraca z komunistycznymi służbami. Oczywiście żaden centralny ośrodek z katalogiem nie istnieje, ale środowisko to potrafi w jakiś sposób się rozpoznawać. Generalnie nikt uczciwy i z charakterem nie mógł zająć żadnego ważnego stanowiska czy uzyskać istotnej pozycji w III RP, lecz był marginalizowany. Jeśli jakimś cudem ktoś przez nieuwagę się przebił natychmiast był rozpoznawany i albo kooptowany albo eliminowany. Tu nie trzeba żadnej kontroli jakiegoś ośrodka, po prostu agentura awansuje tylko agenturę, jej rodziny i ludzi gotowych stać na straży jej interesów. To właśnie taki dobór ludzi w Trybunale Konstytucyjnym, wymiarze sprawiedliwości, parlamencie, biznesie, a zwłaszcza w mediach gwarantuje, iż bez żadnej instrukcji będą podejmowane decyzje właściwe z punktu widzenia trwałości systemu. (…) Jeśli znaczna część Trybunału Konstytucyjnego jest związana bezpośrednio lub rodzinnie z bezpieką, to wiadomo, że utrupi lustrację. Podobnie postąpi parlament czy sąd lustracyjny (…).

Podobnie w mediach; jeśli czołowi decydenci i dziennikarze powiązani są sami lub rodzinnie z bezpieką jako część dawnej agentury lub aktualną wspólnotą interesów finansowych, będą właściwie interpretowali wydarzenia polityczne, zapraszali odpowiednich gości, atakowali i zwalczali przeciwników sytemu, bronili interesów Rosji – ich matki, niszczyli Polskie tradycje narodowe, wyśmiewali wszystko co składa się na tożsamość narodową Polaków itp. Co więcej, do zawodu zostaną dopuszczeni i awansowani będą tylko ludzie, którzy po dłuższym treningu i sprawdzianie posłuszeństwa będą się zachowywać w identyczny sposób. Do niedawna taką szkołą łamania charakterów była “Wybiórcza”; kto zdał egzamin i odpowiednio się zeszmacił, wprawdzie do Towarzystwa był dopuszczany rzadko z powodu braku dziadków w Kominternie, ale dostawał pracę w innych mediach, kto egzaminu z pełzania nie zdał, był eliminowany. W nauce, na uniwersytetach, zwolennicy lustracji nie obronią doktoratów (…), nie znajdą promotorów (…), nie zostaną na uczelni.

W polityce ludzie niebezpieczni dla systemu zostaną szybko wyeliminowani (…). To samo w rządzie; pozostaną tylko sprawdzeni jak słynni ministrowie spraw zagranicznych (TW “Kosk”, KO/ID “Must”, KO/ID “Carex", KO/ID “Buyer”, syn oficera Informacji Wojskowej i TW “Ralf”/“Serb”). W biznesie, zwłaszcza tym większym, ludzie nie mający prawa do działalności (Kluska), ale także w średnim (przypominam casus Olewnika – jak sprawnie przy pomocy wymiaru sprawiedliwości wyrok wykonano), będą wyeliminowani. Mafia – biznes – banki (…) – policja – prokuratura – sądy – władze samorządowe i polityczne razem przeprowadzą akcję, którą media przemilczą a politycy (…) będą udawali głuchych i ślepych. I nie trzeba tu żadnych centralnych decyzji. Po prostu mamy zamknięte środowisko broniące swego interesu i przywilejów, a politycy stoją na straży by nikt spoza niego do środka nie przeniknął. (…) Za pewne można jednak przyjąć, że istnieje swego rodzaju nieformalne „kolektywne kierownictwo” Ubekistanu – pewien poziom komunikacyjny i koordynacyjny, z którego orkiestruje się najważniejsze jego działania polityczne.

W wyżej wymienione działania wpisane są zasadniczo dwa cele: oczywiście władza, ale także inżynieria społeczna. Celem i jednocześnie środkiem komunizmu – w każdej mutacji, także post-pieriestrojkowego neobolszewizmu – jest stworzenie człowieka nowego typu. Człowieka, który byłby śrubką w maszynie,który pełnić ma dwie role: rezerwuaru niewolników i rezerwuaru kadr dla struktur władzy. Sowietyzacja (czyli tworzenie nowego człowieka) i totalitarna (choć w naszym przypadku nie o totalnym zasięgu) władza stanowią istotę komunizmu; sowietyzacja stanowi główny mechanizm władzy – w komunizmie każdej mutacji. W Polsce sowietyzacja jest procesem prowadzonym nieprzerwanie od 1944 roku do teraz. Przełom lat 80. i 90. był jedynie zmianą metod i technik, będącą prostą pochodną transformacji instytucjonalnej komunistycznych struktur władzy. Jakie są czynniki hodowli nowego człowieka w neopeerelu?

Pierwszym jest zwycięstwo pieriestrojkowej (okrągłostołowej) i popieriestrojkowej manipulacji i dezinformacji – głównego oręża w długofalowej, komunistycznej strategii kontynuacji władzy. Udało się skutecznie – na drodze manipulacji prowadzonej przez kompleks media-środowiska naukowe-część hierarchii kościelnej – wpoić powszechne przekonanie, że „Polska w roku 1989 odzyskała niepodległość”, że jest państwem niepodległym, wolnym i demokratycznym, aczkolwiek dalekim od pewnego ideału, do którego cały czas dąży. Poza małymi wyjątkami wszyscy, którzy byli i są obiektem tej narracji dezinformacyjnej, przyjęli ją jako fakt. Niestety, także znaczna część patriotów, antykomunistów i niepodległościowców.

Jednocześnie, na przestrzeni ostatnich 21 lat dokonano relatywizacji komunizmu: pierwszy Peerel przedstawiony był jako pewna (niedoskonała) forma państwowości polskiej, nie forma okupacji przez międzynarodowe struktury z centralą w ZSRS, o charakterze przestępczym. Władców peerelu, struktury komunistyczne przedstawiono – co za tym idzie – jako normalnych polityków, nieraz patriotów i bohaterów narodowych. Którzy mogli popełniać błędy i wypaczenia, ale nie wolno ich za to sądzić, nie mówiąc o stosowaniu jakichkolwiek represji prawnokarnych. Trzeba „po chrześcijańsku” wybaczyć i „pojednać się”, tak jak Bolek i Michnik z Jaruzelem i Kiszczakiem. Z drugiej strony, struktury neokomunistyczne pośrednio przyznają się do własnego istnienia przede wszystkim, a w dalszej perspektywie do prowadzenia polityki wewnętrznej okupacji i zewnętrznej wasalizacji Polski, prowadząc narrację, której głównym komunikatem jest tak trzeba było, inaczej być nie mogło, tak musi być, norma itp. Trzeba też tutaj wskazać na bardzo ważną cechę komunizmu (w każdej mutacji) i jednocześnie element jego strategii politycznej, o której pisał Józef Mackiewicz w „Zwycięstwie prowokacji”: (…) odebranie ludzkim słowom ich pierwotnego znaczenia. Fenomen ten występuje pod rozmaitą postacią. Czasem chodzi tylko o zamącenie znaczenia słowa, czasem o nadanie mu wręcz odwrotnego sensu. To zdegradowanie mowy ludzkiej, a tym samym głównego instrumentu kultury ludzkiej, do rzeczy bez wartości (…).W neokomunistyczno-postmodernistycznej kontr-rzeczywistości sens straciły w zasadzie wszystkie pojęcia konstytutywne zarówno dla wspólnoty społecznej czy narodowej, jak i dla pojedynczych ludzi z osobna; stały się one w zasadzie pustymi formami.

Kolejnym czynnikiem jest przenikający praktycznie wszystkie sfery życia – zarówno jednostki jak i społeczeństwa – oświeceniowy realny liberalizm, obecnie w mutacji zwanej neoliberalizmem. Kluczowa jest tu antropologia liberalizmu: to człowiek ze swoimi zachciankami i popędami, często tymi najbardziej prymitywnymi, jest w centrum wszechświata. Głosi odrzucenie tradycyjnych zasad, wartości i struktur społecznych, charakterystycznych dla danej kultury, na czele z religią. Głosi się kult samorealizacji, kariery, sukcesu za wszelką cenę– nawet po (nie tylko) przysłowiowych trupach i za cenę pozbawienia się podmiotowości oraz za cenę podporządkowania się strukturom totalitarnym. Kto się nie dostosuje, ten jest niedostosowanym społecznie frajerem, predestynowanym do bytowania gdzieś na marginesie społeczeństwa. Bolszewizm/komunizm i liberalizm wyrastają z tych samych korzeni: oświecenia z ukoronowaniem w postaci rewolucji francuskiej i jako takie działają jak dwa ostrza jednych nożyc, o czym pisałem zresztą w pierwszej części cyklu. Nożyce działają tym sprawniej, im większe jest strukturalne ubóstwo i rozwarstwienie społeczne: z jednej strony głodowe pensje, ledwie starczające na przetrwanie, faktyczna proletaryzacja (celowa i instytucjonalna) i wywłaszczanie znacznej części społeczeństwa, z drugiej strony pokusy podsuwane przez symulakryczny pseudo-świat z reklam, którego rdzeniem są korporacje, banki itp. Nb.w wielu przypadkach opanowane przez Ubekistan. Dodać należy, że kapitalizm zachodni od mniej więcej 30 lat upodabnia się do komunizmu. Ale to już temat na zupełnie inne rozważania.

Sprzężenie pomiędzy hegemonią neokomunistycznej oligarchii (politycznej, kulturowej, ekonomicznej) a sterowaniem społecznym, posługującym się metodami demoliberalnymi, tworzące PRL-bis nie pozostaje bez wpływu na społeczeństwo. Tym bardziej, iż człowiek przeważnie, niejako z natury przejawia zachowania stadne i konformistyczne. Człowiek stara się raczej naśladować środowiska, uznawane za elitę – i w przypadku PRL-bis będące zabójczo skutecznymi w prowadzeniu wojny informacyjnej – aniżeli walczyć o wolność, suwerenność, podmiotowość, demokrację. Skoro „rodzima” czerwona mafia i Rosja Sowiecka są silniejsze – trzeba się im podporządkować (co jednocześnie nie przeszkadza np. w chodzeniu do kościoła, a nawet odprawianiu Mszy Św.). Fenomenem neokomunizmu jest to, że człowiek w nim żyjący dokonuje internalizacji totalitarnej niewoli, myśląc, że postępuje suwerennie.


Konkretne efekty sowietyzacji prowadzonej przez ponad 40 lat komunizmu oficjalnego i 21 lat komunizmu ukrytego to: masy ludzi, głosujące na SLD, Platformę, Kwaśniewskiego i Komorowskiego, za bohaterów uznające Jaruzela, Michnika i Kiszczaka (swego rodzaju trójcę nie-świętą PRL-bis), za cnotę uznające zdradę i pełzanie, za „realizację interesu narodowego” – podporządkowywanie Polski Rosji Sowieckiej. Efektem sowietyzacji jest Palikot, Senyszyn, Kutz. Czy wreszcie nadwiślańska wersja neobolszewickiej swołoczy – godna czerwonych Khmerów i hunwejbinów hołota profanująca krzyż i fizycznie atakująca modlących się pod nim. Ale tym już – między innymi – zajmiemy się w kolejnych częściach.

C.d.n.

Smoleńsk – tło długofalowej strategii

Źródła:
  1. Anatolij Golicyn, Nowe kłamstwa w miejsce starych. Komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji. Wyd. SKW, 2007, http://www.abcnet.com.pl/node/6511
  2. Krzysztof Kąkolewski, Generałowie giną w czasie pokoju,wyd. von Borowietzky, t. 1 – 3.
  3. Dariusz Rohnka, Wielkie Arrangement,Wydawnictwo Podziemne, Poznań 2007
  4. Esse Quam Videri, cykl postów pod artykułem Sławomira Cenckiewicza Służba bezpieczeństwa okrągłego stołu na Forum Solidarności Walczącej, http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt3991.html
  5. Raport o bezpieczeństwie RP dla Premiera Jana Olszewskiego, http://www.abcnet.com.pl/node/3144
  6. Anna Pawełczyńska, Moja spiskowa teoria dziejów,http://www.abcnet.com.pl/node/3049 (fragment książki „Głowy hydry”)
  7. Olgierd Żmudzki, Kulisy III RP,http://www.abcnet.com.pl/node/449
  8. A. Zybertowicz, AntyRozwojowe grupy interesów: zarys analizy,[w:] Arcana 1 (73) 2007
  9. Klaudiusz Wesołek, Zrozumieć postkomunizm, http://www.abcnet.com.pl/node/967
  10. Gabriel Grzesik, Czym naprawdę jest postkomunizm początku XXI wieku?http://www.abcnet.com.pl/node/968
  11. Michał Bąkowski, Co to jest komunizm, czyli dalszy ciąg przybijania kisielu do ściany, http://wydawnictwopodziemne.com/2009/10/26/201/ (fragm. książki „Votum separatum”)
  12. Józef Darski, Czy istnieje państwo polskie?http://www.abcnet.com.pl/node/899
  13. J. Darski, Antykomunizm dziś, http://generacja.s4w.pl/darski.info/?darski=ogolne&go=antyk
  14. J. Darski, Szesnaście lat Ubekistanu,[w:] Arcana 66 (6) 2005
  15. J. Darski, Koalicja,http://www.abcnet.com.pl/node/992
  16. Potwór z Radia (Józef Darski), Kontrola strukturalna,http://niezalezna.pl/blog/show/id/433
  17. Aleksander Ścios, Antykomunizm – broń utracona.Cz. 1, http://cogito.salon24.pl/123826,antykomunizm-bron-utracona-1 ; Cz. 2, http://cogito.salon24.pl/124779,antykomunizm-bron-utracona-2 ; Cz. 3, http://cogito.salon24.pl/125591,antykomunizm-bron-utracona-3
  18. Rolex, Antykomunizm dzisiaj,http://polis2008.nazwa.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=398:antykomunizm-dzisiaj&catid=143:dzielnica-publicystow&Itemid=198
  19. Unukalhai, Niełatwa sztuka obalania komunizmu,http://polis2008.nazwa.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=367:nieatwa-sztuka-obalania-komunizmu&catid=123:dzielnica-publicystow&Itemid=182
  20. Barbara Fedyszak-Radziejowska, Ile PRL w III RP?,http://niezalezna.pl/article/show/id/23093/
  21. Wojciech Blasiak, Sieć polskiej oligarchii polityczno-finansowej, http://niepoprawni.pl/blog/132/mane-tekel-fares-2

89 komentarzy:

  1. Ciągle trzeba głośno mówić i przypominać tubylczym nieborakom skąd się bierze tak fantastyczna kondycja ich kraju i ich samych tkwiących po uszy w tym syfie.
    Pozbycie się etatyzmu, to fundamentalny krok, za jednym zamachem rozbiło solidarność nędzarzy stanowiących tanią roboczą siłę najemną, i zarazem "stworzyło" dynastyczne struktury posiadania i dziedziczenia kapitału.
    "Błogosławieństwa" okrągłostołowej ustawki dopiero teraz po 20-stu(!) latach pokazują nam swe prawdziwe oblicze. Z kraju o archaicznej i peryferyjnej w stosunku do sowieckiego centrum strukturze, zamieniliśmy się w państwo o rachitycznej gospodarce rzemieślniczo-rolniczo-usługowej z nieusuwalnym endemicznym dwucyfrowym bezrobociem, bez jednej (sic!) rozpoznawalnej na świecie marki (np. NOKIA), będącym stałym dostarczycielem taniej siły roboczej na kontynencie.
    Zresztą paradoksalnie sytuacja pod wieloma względami jest znacznie gorsza niż za ancieme regime'u.

    OdpowiedzUsuń
  2. Amalryk,

    za PRL-u towarzysze odmieniali "Polskę" i "patriotyzm" przez wszystkie przypadki, a w szkołach na języku polskim i historii Polski wszystko kręciło się wokół walki o odzyskanie niepodległości.

    Jasne, że było to łgarstwo reżimu gwałtownie potrzebującego legitymizacji, ale jednak te pojęcia funkcjonowały jako pozytywne.

    Dopiero Michnik narzucił nam swoją koszerną perspektywę Polski jako czegoś wstrętnego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panowie,

    Amalryk - świetne uzupełnienie, wielkie dzięki.

    tj - ja myślę, że właśnie to, czyli przejęcie i posługiwanie się patriotyzmem czy nacjonalizmem polskim jest jednym z czynników, dzięki którym komuna trzymała się, i trzyma się nadal, a patriotyzm jest niejako podświadomie traktowany jako przeżytek po (nie tak całkiem) minionej epoce. Szerzej o wykorzystaniu patriotycznej i narodowej formy przez komunizm pisał Mackiewicz w "Zwycięstwie prowokacji" (nb. chyba najlepszej swojej książce typowo publicystycznej). A to, że lewactwo (Michnik i jemu podobni) narzucają Polakom totalnie lewacką i internacjonalistyczną wizję, jest zwyczajną metodą w ramach komunistycznej strategii politycznej. Rozpętać, aby nałożyć pęta. Solve et coagula.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze jedno. O "Solidarności", bo Amalryk pośrednio o niej wspomniał, a ja pominąłem we wpisie.

    Otóż - dzięki (a)opanowaniu przez agenturę już prawdopodobnie przed pierwszym zjazdem (nie mam na myśli tylko Bolka, Świętego i in.), (b) specyficznie rozumianemu realizmowi, (c) na poły zmanipulowanym przez czerwonych, na poły liberalno-utopijnym myśleniu o polityce - Solidarność (i szerzej - cały ruch antykomunistyczny) w pewnym stopniu przyczynia się do budowania PRLu.
    Pacyfistyczna prawica, pacyfistyczny antykomunizm, "walka bez walki" itp. - tylko w Polsce! I przyczynił się do tego także papież Jan Paweł.

    Nie, żebym teraz coś postulował, po prostu stwierdzam fakt.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyznaję, że powyższe komentarze zbiły mnie trochę z pantałyku.

    Panie Jaszczurze, jeśli zgadza się Pan z "uzupełnieniem" Amalryka, to ja chyba nie rozumiem Pańskiego artykułu. Błogosławieństwa okrągłego stołu stają się jasne dopiero teraz? Nie, były jasne od zawsze. Powołuje się Pan na Józefa Mackiewicza, więc pozwoli Pan, że odpowiem cytatem z tomu 20 jego Dzieł:

    "Papież: największy (z moralnej wagi gatunkowej) poputczik bolszewizmu od r. 1917
    Prymas (Wyszyński): jeden z największych zdrajców w dziejach Polski
    Wałęsa: jawny człowiek partii komunistycznej, działający na jej korzyść
    Solidarność: totalitarny zlepek autocenzury - komuny, Kościoła i najniższego gatunku nacjonalizmu; w szarości, nudzie i zakłamaniu. Brrr..."

    Mackiewicz pisał te słowa 15 lipca 1981 roku. Nie wiem doprawdy, co miałby do powiedzenia na temat patriotyzmu prlowskiego i jego zohydzenia przez tow. Michnika. Prawdopodobnie nic. A to dlatego, że Mackiewicz domagał się, żeby podejmować poważne pytania, uprzednio zepchnąwszy ze stołu nagromadzoną latami bibułę pseudo-patriotyzmu."

    OdpowiedzUsuń
  6. Drogi Panie Michale,

    Co do komentarza Amalryka - zgadzam się z jego doprecyzowaniem co do roli PRL-bis w europejskiej i światowej geopolityce i geoekonomice. PRL-bis ma być strefą buforowo-tranzytową, z peryferyjną i wobec wschodu, i wobec zachodu gospodarką handlowo-usługową, bez gałęzi o znaczeniu strategicznym. Przeglądając oferty pracy cudem jest trafienie na coś innego niż "przedstawiciel handlowy", "sprzedawca", pracownik HR itp.

    Czy "błogosławieństwa okrągłego stołu" i gay party w Magdalence były jasne "od zawsze"? Dla Pana, dla mnie - tak. Także i dla komentatora Amalryka, który pisze o tym praktycznie przy każdej dyskusji na tematy polityczne. Chodzi o to, że nawet na prawicy przeważa od jakiegoś czasu opinia, że analizy upatrujące genezy naszych problemów w długofalowej strategii komunizmu zostały zdezaktualizowane przez upływ czasu. Że istnieją jakieś "nożyce historii", które w jakimś tam momencie zadziałały, i od jakiegoś danego momentu przeszłość nie ma znaczenia.

    Opinia Mackiewicza o papieżu i Wyszyńskim. Jeśliby oceniać ludzi po efektach ich działań, pomijając intencje, ta surowa ocena jest słuszna. Jestem jedynie ciekaw, jakie były główne czynniki ugodowej polityki Kościoła wobec komunistów. Modernizm (który swoją drogą nie wziął się znikąd), indukowany przez komunistów i agentury specsłużb komunistycznych, nacjonalrealizm w różnych formach, naiwność - wiara w możliwość ewangelizacji i ucywilizowania komunistów (par excellance naiwny socjalizm etyczny). W przypadku papieża Jana Pawła owa naiwność dotyczyła także środowisk innych niż komuna, a wrogich wobec Kościoła - vide: zjazd w Asyżu, gdzie (bodajże) buddyści kazali zasłonić krzyż kirem, ucałowanie Koranu, czy dialogowanie z szowinistycznymi rabinami.

    Nawiasem, od dawna mam hipotezę, dlaczego w Polsce jest tak wiele "jedynie słusznych" egzegez twórczości Mackiewicza, podczas gdy ta pozostaje całkowicie praktycznie poza dyskursem. Polacy w większości - parafrazując Piłsudskiego - bardziej czują otaczający świat, aniżeli analizują na chłodno. I stąd się chyba bierze Pańska Mysz polska z kapliczkami. Przy czym jedni mają kapliczkę z Piłsudskim, Wyszyńskim i Janem Pawłem II (których, swoją drogą, nie rozumieją), a inni kapliczkę z Michnikiem, Jaruzelem i - a jakże - też z Janem Pawłem II (najlepiej, jeśli jest to figurka wykonana z fosforyzującego materiału).

    W przypadku "Solidarności" - niejako wpisanie w mechanizm funkcjonowania PRL. Przy czym - istniały, od czasu strajku sierpniowego, tendencje jawnie antykomunistyczne, które jednak zostały całkowicie zmarginalizowane przez agenturę, ludzi zmanipulowanych, stojących na gruncie przekonania, że PRL to Polska, zwolenników "komunizmu z ludzką twarzą". Świetnie to opisuje Andrzej Gwiazda w książce-wywiadzie Wiesławy Kwiatkowskiej "Gwiazda - miałeś rację" i w swojej publicystyce, także po "Poza Układem". Piętnuje dokładnie to, co piętnował Mackiewicz!

    OdpowiedzUsuń
  7. Odnośnie jeszcze mackiewiczowskiego (i Pańskiego) postulatu "zmiecenia pseudopatriotyzmu".

    Misterna socjo- i psycho- manipulacja środowisk Gazety Wybiórczej czy Unii Demokratycznej/Unii Wolności (sic!) polegała na zohydzeniu patriotyzmu jako takiego, w tradycyjnym znaczeniu, poprzez przedstawienie go jako: przymiotu (pierwszego) peerelu, przy jednoczesnym utożsamieniu patriotyzmu z nacjonalizmem w wersji endeckiej czy ONR-owskiej.

    Swoją drogą, prawica przez ponad 15 lat nie potrafiła podjąć skutecznej kontrakcji przeciw takiemu manipulowaniu sprawą przez wybiórczą (czyli - przez komunę).

    OdpowiedzUsuń
  8. Drogi Panie Jaszczurze,

    prl - jak Pan wie, nie obdarzam bolszewickich tworów zaszczytem wielkich liter - nie może być żadną strefą, ani mieć roli, bo jest (jak Pan słusznie twierdzi w artykule) pozbawiony znaczącej podmiotowości. Czy prl przestałby być prlem, gdyby miał "jedną (sic!) rozpoznawalną na świecie markę"? Czy stałby się Wolną Polską, gdyby bezrobocie spadło do 10%?

    Powiedziałbym, że Magdalenka i jej dzieci, leżące pod okrągłym stołem w pijanym widzie, należą do tej samej kategorii: są bez większego znaczenia. Tak samo frakcje i i stronnictwa prlu bis, wywodzące się w prostej linii od mamy-Magdalenki. Dzisiejsza prlowska prawica nie różni się aż tak bardzo od tej pierwszego prlu - wszystkie te spory to nowa wersja partyjnej dintojry. Czy bierze Pan na serio spory "chamów i żydów"? "Betonu z liberałami"? To wszystko zawsze była gra na pokaz, dla zmylenia pogoni (tyle że nikt nie chciał gonić), a teraz jest to gra, której uczesticy zdają się wierzyć, że naprawdę o coś grają.

    Zaiste, postęp.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdy w polityczne odzyskanie podmiotowości przez Polskę nie wierzyłem nigdy, to przyznaję, że moje złudzenia co do wolności ekonomicznej (i ewentualnego sukcesu na tym polu) trwały nieco dłużej. Pewnie, że pytanie czy Polska silna gospodarczo stałaby się automatycznie silną politycznie, jest pytaniem źle postawionym, ale w kramarskim świecie wszechwładzy łokcia i procentu mało kto to pojmuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie Amalryku,

    Oczywiście, że pytanie jest źle postawione jeśli by wgłębić się w niuanse będące nb. oczywistymi oczywistościami; jeżeli peerel (obojętnie, czy pierwszy z komunizmem jawnym, czy drugi z komunizmem ukrytym) byłby - z własnymi markami eksportowymi - silniejsza ekonomicznie, dalej będąc niesuwerenna politycznie, wolna by nie była: 1 + (-1) = 0. Cóż, jeżeli nauczanie matematyki i logiki leży i kwiczy, takie mamy efekty.

    Niemniej, faktycznie drugi peerel jest gorszy od pierwszego. Przede wszystkim jednak przez potęgę dezinformacji. Proszę przeprowadzić taki eksperyment, anonimową ankietę - napisać w publicznym miejscu: "Kto uważa, że Jaruzelski (Michnik, Bronek, Donek, whatever) to chuj, niech postawi krzyżyk swój". Ciekaw jestem, ile byłoby krzyżyków...

    OdpowiedzUsuń
  11. No, nie zamykajmy jednak oczu na fakty - potęga nadal przecież okupowanych Niemiec zasadza się w dużej mierze na łokciu i procencie.

    Swoją drogą, nawet wielu zleminżałych widzi już, że te wszystkie "dopłaty unijne", które miały urządzić nam raj na Ziemi, były tylko nowoczesną formą jurgieltu.

    Rację mieli starożytni, że za branie pieniędzy od obcych karali głową, a handlarzy (którzy z definicji od obcych biorą pieniądze) nie dopuszczali do polityki.

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Jaszczur
    Tak! Przecież w peerelu zasadniczo nawet tajsze o żadnej niepodległości baj na serio nie snuli, zresztą nawet największe matoły miały jasnośc gdzie się znajdują.Obecna zaś skala ogłupienia zaiste przechodzi wszelkie wyobrażenie.
    @ tj
    Ba! Japońców również. Ale okupacja amerykańska to, jak widać, różna jest istotowo od sowieciarskiej, a my funkcjonujemy jak klasyczna strefa buforowa między dwoma potężnymi "zapaśnikami".

    Jak widać stanowimy problem, swoją skalą i położeniem, w Europie zbyt wielki, aby puścić tu sprawy na żywioł.

    OdpowiedzUsuń
  13. Panie Michale,

    Pisze Pan, że Czy prl przestałby być prlem, gdyby miał "jedną (sic!) rozpoznawalną na świecie markę"? Czy stałby się Wolną Polską, gdyby bezrobocie spadło do 10%?

    Nie. Zmieniłaby się jedna z drugorzędnych cech systemu, ale istota pozostałaby (gdyby zostały spełnione te i tylko te warunki). Byłby jedynie - jak Pan to zwykł pisać na WP - lepszy peerel. Tzw. "zwykli ludzie" byliby może nieco mniej biedni od komunistycznych oligarchów i mafiosów. I dochodzimy do istoty tego właśnie bezpiecznika systemu (jak określa to Darski): nie dopuszcza się do powstania fortun ludzi, w których interesie byłoby wybicie się Polski na suwerenność.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Amalryk

    Ogłupienie ogłupieniem, Zgadzam się co do skali. Ale jak nazwać sytuację, w której ktoś jest świadomy tego, że żyje w neopeerelu, który jest kondominum Rosji Sowieckiej i Niemieckiej Rzeszy Demobolszewickiej, ale który uważa, że nie ma co się buntować?

    OdpowiedzUsuń
  15. @ Jaszczur

    Och! Z takim to sprawa jest zupełnie prosta, to niewolnik. W tym kraju największy problem mieliśmy zawsze ze zdrajcami.A ostatnio nawet ze zdefiniowaniem tej prostej kategorii.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ano właśnie.

    Nawiasem, odnośnie definiowania - jedno ze scholiów NGD wydaje się wręcz imperatywem moralnym.

    OdpowiedzUsuń
  17. Szanowni Panowie,
    W swojej prostocie ciut się pogubiłem: więc jak to jest? Które pytania są źle postawione, a na które fakty trzeba mieć otwarte oczy?? Spróbujmy postawić sprawę w sposób kanciasty, wprost, bez owijania w watę niedomówień.
    Strategiczne przejście od prlu do prlu bis, które jest powszechnie nazywane „rewolucją ‘89” wraz z analogicznymi rewolucjami w innych demoludach, było możliwe WYŁĄCZNIE dlatego, że twory te uznane zaostały przez społeczeństwa za państwa, niedoskonałe, ale własne. Pan Amalryk się myli, że „nawet największe matoły miały jasność” co do prlu – to nieprawda. prl było powszechnie akceptowany jako państwo polskie. Dowodów i cytatów jest multum, ale przekraczają one ramy komentarza. Dla twórców prlu bis (i innych bisów, ale zostawmy je na boku) nieodzowne było wbicie populacji do głowy, że prl nie był państwem polskim – to oczywiste. Tylko w takim wypadku mogli wskazać na „rewolucyjność przemian”, na „obalenie komunizmu” itp. brednie. Dla ludzi pokroju Michnika, NIESUWERENNOŚĆ prlu jest właściwie jedyną legitymacją, więc to oni tylko są zainteresowani w tworzeniu mitu, który dziś niestety powtarzają wszyscy: jak to Polacy walczyli z komunizmem, nigdy nie uznali prlu itd. To nieprawda, tak nie było. Dla przykładu, miałem nieszczęście czytać dosłownie setki emigracyjnych pisemek, które NIGDY nie były anty-prlowskie, nawet w latach 40. i 50., a po przyjściu Gomułki zamieniły się w klub popierania tow. Wiesława. Emigracja np. zawsze walczyła o „polskość ziem wyzyskanych”, co jest absurdem, bo jak można stracić państwo, a odzyskać ziemie???
    Co z tego wynika? Prawdę mówiąc, niewiele. Np. że jest zupełnie obojętny poziom bezrobocia czy fortuny ludzi,w których interesie mogłoby leżeć wybicie się na niepodległość. Np. że nie należy mówić ani o zdrajcach, ani o matołach, ani o niewolnikach, a wyłącznie o zsowietyzowanej masie. Józef Mackiewicz – jedyny Polak na świecie, który konsekwentnie nazywał rzeczy po imieniu – mówił o tym tak:
    „Polak, który pod Sowietami staje się bolszewikiem, a po ich obaleniu przestaje być bolszewikiem, nie jest ani Polakiem, ani bolszewikiem, tylko – szmatą."

    OdpowiedzUsuń
  18. Dajcie więc Panowie spokój tym „szarym ludziom”. Ja np. nigdy nie spotkałem szarego człowieka, a Pan, Panie Ryszardzie? Pojedynczo ludzie bywają ciekawi, nie warto zżymać się na nich, że nie rozumieją polityki, że nie znają logiki etc., bo ogromna większość ludzi nie będzie nigdy znać ani rozumieć, z tej prostej przyczyny, że a) ich to nie inetresuje, b) nie mają do tego intelektu. Oni chcą po prostu żyć, a ponieważ ja też chcę po prostu żyć, to nie mogę złościć się na ich przyziemne ciągotki. A zatem leben und leben lassen.
    To Michnikowie świata tego, brukselscy komisarze ludowi i inna swołocz spod ciemnej (czerwonej) gwiazdy, domagają się od tych ludzi „opinii”, ponieważ muszą rzekomo wyrazić swoje demokratyczne prawo. Ale oni nie mają żadnych opinii! Większość ludzi na tej planecie nie ma swojego zdania, toteż Michnikowie uzurpują sobie prawo do bycia „środowiskiem opiniotwórczym”, żeby podać gotową opinię papugom do powtarzania. Ja natomiast chcę rozumieć, co się dzieje, bo tylko w ten sposób mogę zachować godność i człowieczeństwo; rozumiejąc zaś muszę być antykomunistą, bo jest jedyna w dzisiejszym świecie postawa godna człowieka wolnego.

    OdpowiedzUsuń
  19. Proszę wybaczyć, musiałem przedzielić komentarz na pół, bo inaczej się nie dało.

    OdpowiedzUsuń
  20. Hmm... Niestety pan Michał ma rację. Jeżeli przyjmiemy za prawdziwą definicję, (a ja osobiście, fakt przy może niezbyt imponującej erudycji w tym obszarze - ale tu nie jest ona aż tak niezbędna; lepszej definicji nie znajduję), komunizmu jako systemu zorientowanego na zdobycie i utrzymanie władzy za WSZELKĄ cenę, to konsekwencje tego są takie jak je nam właśnie rysuje. Skoro nikt nie zgilotynował komunistów, ani nie spalił ich wiekopomnych dzieł etc,etc, to gdzie się oni wszyscy podziali z dnia na dzień? A może "uciekli do Mongolii", by zacytować klasyka?? A skoro jednak nie rozpłynęli się, niestety, w niebycie, to zgodnie z definicją muszą się aktualnie, według "mądrości etapu", po prostu inaczej nazywać i tyle. Tylko że konsekwencje płynące z tej konstatacji są o wiele bardziej przerażające niż się na pierwszy rzut oka wydaje...

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam przykre wrażenie, że zmroziłem zapał polemiczny moją niewczesną notką. Rozmowa jest nerwem życia, trzeba koniecznie dyskutować, bo co nam innego zostaje?

    Pozwolę sobie zatem powiedzieć, że w moim przekonaniu nie potrzeba szukać dla komunistów nowej nazwy. Trzeba w zamian ująć, czym komunizm zawsze był i wyciągnąć z tego wnioski. Konsekwencje mogą być przerażające, to prawda, ale byłoby niemądrze nie patrzeć prawdzie w oczy.

    Albo inaczej: można wziąć czerowną pigułkę, pójść spać i wszystko będzie cacy, albo niebieską i wtedy trzeba zweryfikować swoje własne przeświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
  22. Panie Michale,

    Jest Pan w błędzie, mojego zapału dyskusyjnego łatwo ostudzić się nie da, miałem jedynie wczoraj problem z umieszczeniem komentarza.

    Myli się Pan też, pisząc, że nie spotkał "szarego człowieka", bo oto Pan z takowym dyskutuje (pół-żartem, pół serio;)).

    To, że większość ludzi nie zna się na polityce z przyczyn przez Pana wymienionych, to fakt. Nie piję do tego, że ludzie, którzy się na polityce nie znają, nie interesują się nią, także nie angazują się w nią. Inna sprawa, jeżeli takowi uważają się w tych sprawach za autorytety. Szczególne natężenie przybiera to w dobie nowoczesnych mediów i mediatyzacji każdej chyba dziedziny życia.

    Przy czym nie uważam wcale, że "rycerz jest do boju, a chłop jest do gnoju"; często ów przysłowiowy chłop, a czasem wręcz żul zna mechanizmy polityki bardziej, niż absolwent politologii czy nawet polityk, którzy w dalszej kolejności stają się marionetkami różnych Michników, Jaruzelskich, Putinów etc. Czyli - zsowietyzowaną masą. Przy czym sowietyzacja (Mackiewicz pisał o "fenomenie komunizmu") przejawia się tu przede wszystkim w zmianie znaczenia pewnych podstawowych pojęć.

    Co do - rzekomej według Pana - świadomości niesuwerenności pierwszego peerelu. Po prostu, w porównaniu z sytuacją obecną, tamta wydaje się bardziej klarowna. Może i popełniam pewien błąd ekstrapolacji, aczkolwiek tak jak Pan uważam, że antykomunizm i idea niepodległości nie były w modzie, delikatnie mówiąc. A poza tym – przecież byli „żołnierze wyklęci”, było II powstanie wielkopolskie, był Józef Mackiewicz, był Henryk Glass piszący także na emigracji, Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia, „Obóz”, tzw. „Gwiazdozbiór”, miesięcznik „Niepodległość” itd.

    Jednak czy operacja "pieriestrojka" była możliwa dlatego, że społeczeństwa podkomunistyczne uznały "państwowość" komunistyczną za swoją, jak Pan twierdzi? Czy może dlatego, że pojawiały się w tych społeczeństwach pewne ruchy i treści przeciwne wobec pewnych atrybutów tegoż komunizmu (z którego zdefiniowaniem od "zawsze" był problem, co dopiero mówić o zorganizowanym antykomunizmie na płaszczyźnie politycznej). I na który to "bodziec" komunizm (rozumiany jako struktury władzy) zareagował. Czy może raczej była to operacja dezinformacyjna skierowana wobec Zachodu, który od zawsze przekonany był, że komunizm to utopijna, lewicowa ideokracja, która prędzej czy później samoistnie przekształci się w demoliberalizm (jakkolwiek o lokalnym kolorycie)? Może także wobec posoborowego Kościoła Katolickiego, którego pasterze uważali, że dobro samo zwycięży zło?

    Powołuje się Pan na nie-antykomunistyczną prasę emigracyjną, ja podam pewien przykład. Walcząca z Niemcami w czasie II wś Tajna Organizacja Wojskowa Gryf Kaszubski/Gryf Pomorski, głosząca program oparty na nauce Kościoła Katolickiego (a kto był podówczas papieżem, i jaka była kondycja KR-K, wiadomo), a która armię czerwoną wkraczającą na Kaszuby nieraz szczerze witała jako "wyzwolicieli". Za co wielu, na czele z drugim po Józefie Dambku komendancie, Augustynem Westphalem, przypłaciła albo ubeckimi katowniami, albo zsyłką na Sybir. Byli tacy, którzy walczyli z komunistami (także ramię w ramię z Łupaszką, przynajmniej tyle mi wiadomo z dokumentów IPN), ale było ich niewielu...

    Inny, odwrotny przykład, to casus śp. Anny Walentynowicz, która z naiwnej "socjalistki" wierzącej w treści propagandy komunistycznej, w pewnym stopniu przez to budującej system, stała się antykomunistką, która już w końcówce l.70 mówiła wprost o obaleniu komunizmu.

    OdpowiedzUsuń
  23. Co do zmrożenia zapału, trudno mi mówic za kolegów dyskutantów, ja się wszak zmrożonym nie czuję, ale zastanawiam się nad prawdziwością tej operacyjnej definicji komunizmu. Gdy konsekwentnie przyjmiemy, że celem komunizmu (którego zresztą przecież nigdy komuniści nie skrywali) jest podbój świata, to umysł odruchowo cofa sie do poprezednich zdobywców, równie bezwzględnych i mających podobne ambicje, w celu znalezienia róznic aby nie wpaść w banalną konstatację iż "wszystko już było".

    Myślę, ale pewnie nie jestem w tym przekonaniu jakoś specjalnie odosobniony, że wszyscy poprzedni zdobywcy gdy opadał bitewny kurz podporządkowywali swoje działania większemu, nieosobistemu celowi w służbie Bogu, czy też ogólniej;różnie rozumianej ludzkości. Nie wiem czy znajdziemy gdzieś w dziejach analogię, zdobycia władzy dla sprawowania władzy?

    No i jakiegoś tak bardziej złowieszczego brzmienia nabierają w tym kontekscie słowa niejakiego A.Dugina, które onegdaj zacytowałem Jaszczurowi:

    "...Nie wybaczyliśmy nikomu, nie zapomnieliśmy niczego.
    Nie daliśmy się zwieść zmianie społecznej scenerii i politycznych aktorów.
    Mamy bardzo dobrą pamięć, mamy "długie ręce".
    Mamy bardzo surową tradycję.
    Labirynty życia, spirale idei, wiry gniewu..."

    OdpowiedzUsuń
  24. Amalryk,

    no, komunizm jednak miał podbudowę ideową. Raj na Ziemi, przekształcenie natury ludzkiej, każdemu według potrzeb, od każdego według możliwości, bez zawiści, zazdrości, przestępczości, do tego wspólne baby - działało to pobudzająco na pryszczersów. Kiedy te bajędy zbankrutowały (aczkolwiek jestem w stanie wyobrazić sobie ich wskrzeszenie gdy zmieni się etap - wszak Gorbi, jak wyśledził Golicyn, nie ukrywał że inspiruje się zdaniem Lenina, że czasami rewolucjoniści muszą działać jak kontrrewolucjoniści), zaczęło się poszukiwanie ideowego mięsa do podczepienia pod wciąż mocny komunistyczny szkielet. Dugina euroazjatyzm nadaje się do tego celu. Większa posucha ideowa panuje na parszywieńkim zachodzie, gdzie Mumia Europejska sama nie wie, po co istnieje. Kombinacja gospodarczo-polityczna jednego i drugiego połączona z tchnięciem stepowego ducha w Mumię, a mniej więcej w tę stronę wielkimi krokami idziemy, będzie mordercza - czy dla świata, nie wiadomo, dla Polski na pewno.

    Skoro nikt nie zgilotynował komunistów, ani nie spalił ich wiekopomnych dzieł etc,etc, to gdzie się oni wszyscy podziali z dnia na dzień?

    Ba! Skoro wymordowano stare elity, nie ma nawet możliwości fizycznego odtworzenia się władzy innej niż sowieckiej proweniencji. Wiedział Marks jak zadbać o przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  25. Panowie,

    Odnośnie definicji komunizmu, również zgadzam się z P. Michałem, przy czym na swój użytek przyjmuję definicję autorstwa o. Józefa Marii Bocheńskiego. Chyba najbardziej całościową, przekrojową i jednocześnie "kompaktową". Przytoczyłem ją zresztą w pierwszej części tego cyklu. Polecam także "Metody ekspansji komunizmu" Henryka Glassa (jeśli kto chce, mogę zeskanować i przesłać na mejla), gdzie autor czyni dogłębną wiwisekcję komunizmu.

    Najkrócej: komunizm to teoria i praktyka zdobycia, sprawowania i utrzymania totalitarnej władzy, gdzie wszystko podporządkowane jest interesom struktur władzy. A spośród tych interesów najwyżej w hierarchii stoi zdobycie hegemonii światowej. Jeśli przeczytać Marksa uważnie, pomiędzy wierszami, przedrzeć się przez propagandowy bełkot, to spomiędzy wersów wyłania się władza. Jako cel, i jako droga jednocześnie. Jako cel sam w sobie, i jako środek do spożywania fruktów tej władzy.

    Ideologia pełni funkcję mobilizacji kadr i trzymania w ryzach podkomunistycznych społeczeństw (propaganda zewnętrzna, dezinformacja, wojna z tradycyjnym systemem kulturowym). Słuszność ma tj, gdy pisze o "ideowym mięsie podczepionym pod komunistyczny szkielet"; tym szkieletem są struktury komunistyczne i sprawowana przez nie totalitarna władza. Analizując ideologię komunistyczną, która nb. zmienia się w zależności od aktualnych interesów

    I nie gryzie się powyższe z definicjami twierdzącymi, że komunizm jest herezją religijną czy zgoła religią. Schmitt twierdził, że pojęcia polityczne są świeckim odbiciem pojęć teologicznych; idąc tym tropem uważam, iż komunizm - mający źródło m.in. w nihilizmie, człowiekobóstwie - jest świeckim satanizmem. Szatan u zarania dziejów pragnął właśnie władzy, panowania nad stworzeniem, dlatego przeciwko Bogu się zbuntował. Sami komuniści zresztą, czy to Friedrich Engels, czy Karl Marx, czy później sowieciarze niespecjalnie kryli się ze swoimi satanistycznymi inspiracjami czy afiliacjami.

    Przy czym znamienne jest to, że komunizm - dla osiągnięcia swoich celów - potrafi wprzęgnąć religie objawione czy naturalne, nie będące satanizmem. Nie tylko prawosławie, islam salaficki czy buddyzm, ale także rzymski katolicyzm.

    Polecam tekst "Ezoteryczne źródła komunizmu" z Frondy (chyba z 1994 albo 95 roku), z tego tekstu przytoczę fragment jednego z satanistycznych wierszy Marksa:

    (...) Chcę sobie zbudować tron na wysokościach.
    Jego szczyt będzie lodowaty i gigantyczny.
    Jego wałem ochronnym będzie obłąkańczy strach,
    jako szczyt najczarniejszej agonii.

    A kto podniesie na ów tron swój zdrowy wzrok,
    odwróci się od niego blady i milczący jak śmierć.
    Wpadnie w pazury ślepej, dreszczem przejmującej
    śmiertelności, aby jego szczęście znalazło grób.


    Rację ma P. Amalryk, pisząc, że konsekwencje mogą być straszne. Zresztą - od jakiegoś czasu. Tyle, że póki co, cywilizacja Zachodu, której metropolią jest oś amero-brytyjska (czy się nam to widzi, czy nie) jeszcze jakoś dyszy. Pytanie brzmi - jak długo? Obserwując to, co stało się na przestrzeni ostatnich 20 lat widzimy, że taki Golicyn mylił się w zasadzie tylko co do kosmetycznych czy technicznych szczegółów. Automatycznie ciśnie się na usta pytanie z ostatniego rozdziału "Nowych kłamstw".

    Aleksander Heliowicz wydaje się być ważnym elementem w długofalowej strategii. Zarówno jako "locutus" Rosji Sowieckiej, jak i twórca ideologii, która ma za zadanie przede wszystkim zmobilizować dla celów nowego imperium zła wyjałowioną oświeceniem Europę. Zresztą trza byłoby właśnie Duginowi i "narodowemu bolszewizmowi" poświęcić jakąś dłuższą notkę.

    A tutaj z kolei tekst chrl-owskiego odpowiednika Dugina - towarzysza generała Chi Haotian'a, który zresztą przy paru okazjach linkowałem Amalrykowi i tj: http://www.scribd.com/doc/16627298/China-Defense-minister-speech-on-USA-extermination-

    OdpowiedzUsuń
  26. Auto-errata:

    Przeskoczyłem z wątku na wątek i urwałem w pół zdania: Analizując ideologię komunistyczną, która nb. zmienia się w zależności od aktualnych interesów komunizmu jako ruchu i warunków otoczenia trzeba wziąć poprawkę na to, że słowa mają zupełnie inne, niż powszechnie przyjęte znaczenie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo się cieszę, że tyle jest dyskusyjnego zapału.

    Panie Ryszardzie,

    Spróbuję może tak wyjaśnić moje stanowisko: mnie polityka nie interesuje. Właściwie, nie znoszę polityki. Odkąd jednak, młodzikiem będąc, dostrzegłem, że polityka włazi mi do łóżka z butami, tratuje moje życie, domaga się „zaangażowania” itp. bredni, zrozumiałem, że muszę się bronić. Muszę bronić swej indywidualności, swej wolności, swego sumienia, swojej duszy. Skoro uznałem to za ważne, to musiałem, z niejakim obrzydzeniem, dowiedzieć się, z czym mam do czynienia, bo trzeba znać wroga, jeśli chce się z nim walczyć. Wrogiem jest to wszystko, co zagraża jednostce, wszelkiego rodzaju kolektywizm, a więc całe spectrum współczesnej polityki, od bolszewickich sankiulotów do tzw. prawicy, która wielbi narodowy kolektyw. Ja jestem na prawo od tej swołoczy. Na zarzut, że na prawo ode mnie jest tylko ściana, odpowiadam: – Nie, ta ściana jest po mojej lewej stronie.
    Kolektyw, tzw. masy, przyjmą każdy pogląd, który im wygodnie przyjąć. Masami można manipulować w dowolny sposób, co oczywiście jest na rękę wszystkim kolektywistom. Ale wynika z tego także inny wniosek, bo przecież jest w takim razie zupełnie obojętne, co masy „myślą”, jakie opinie wyrażają. Zapewniam Pana, ze prl był zaakceptowany powszechnie i ani Józef Mackiewicz, ani podziemne pisemko naładowane policyjnymi szpiclami nie zmienią tej opinii. Komunizm oczywiście nie reagował pierestrojką na żadne bodźce, ale przygotował najpierw bodźce. Pańskie rozumowanie w tym punkcie wydaje mi się dziwnie... marksowskie. Jak to mówi Tadeusz w Drodze donikąd (cytuję z pamięci): jeśli im potrzeba strzałów, to wystrzelą, a jeśli nie, to schowają w kieszeń. Żartuje Pan chyba, sądząc, że mając tak totalną kontrolę, jaką mieli, pozwoliliby „masom” mieć takie opinie, jakie im NIE odpowiadały.
    Jest zupełnie oczywiste, że prowokacja na tak wielką skalę nie może składać się wyłącznie z agentów, muszą być przecież ludzie autentycznie wierzący w to, co robią. Inaczej być nie może. Ja na przykład, nie wiem czy Michnik był agentem. Być może on tak szczerze? Może naprawdę tak myśli? Ot, kanalia.

    OdpowiedzUsuń
  28. Panie Amalryku,

    Jest oczywiście prawdą, że nic nowego pod słońcem. Prekursorów bolszewizmu można szukać w starozytnej Grecji i w Egipcie, a nawet w Sumerze. Bolszewicy są zbyt tępi, żeby cokolwiek wymyśleć nowego, ale wyposażeni są w Metodę i trzymają się jej, bo i cóż innego mają robić? Kiedy bolszewik odstępuje od Metody - jak np. Hitler - to przegrywa z kretesem.

    OdpowiedzUsuń
  29. Jaszczur,

    mowa chińskiego towarzysza wydaje mi się nieautentyczna ze względu na jej europocentryzm, skupianie się bardziej na Niemczech niż na Japonii, rozróżnianie takich subtelności jak protestantyzm i katolicyzm, poczuwanie się do wspólnoty cywilizacyjnej z Japonią, czy objaśnianie przykładów z historii Chin, które dla kitajców muszą wyglądać jak dla nas tłumaczenie kto z kim bił się pod Grunwaldem. Wygląda to na tekst pisany przez białego dla białych.

    To powiedziawszy muszę przyznać że sam pomysł przekazania Alaski i Kanady Rosji oraz zainstalowania się w USA po wymordowaniu tamtejszej populacji wydaje mi się możliwy do realizacji. Bo niby czemu nie?

    OdpowiedzUsuń
  30. Panie (?) tj,

    Komunizm nie miał nigdy żadnej podbudowy ideowej (Marks powiedziałby raczej "nadbudowy"). Bierze Pan propagandowy bełkot za rzeczywistość. Nie namawiam nigdy nikogo do czytania tych nonsensów, ale np. Manifest jest króciutki i dobrze napisany, a widać tam dokładnie, czego Marks chciał (Pan Jaszczur mówi o tym lepiej ode mnie).

    OdpowiedzUsuń
  31. No więc przeglądnąłem sobie Manifest (do czego to doszło) i rzeczywiście, tkwią tam jak wół następujące zdania:

    "(...) Najbliższy cel komunistów jest ten sam ...,zdobycie władzy politycznej.

    Tezy teoretyczne komunistów nie opierają się bynajmniej na ideach, na zasadach wymyślonych lub odkrytych przez tego czy owego naprawiacza świata.

    Tym, co wyróżnia komunizm, jest nie zniesienie własności w ogóle, lecz zniesie własności burżuazyjnej.

    W społeczeństwie burżuazyjnym przeszłość panuje więc nad teraźniejszością, w społeczeństwie
    komunistycznym – teraźniejszość nad przeszłością.(...)"

    Jak to, w przypływie szczerości, wypalił onegdaj Gomółka do Mikołajczyka?;
    "Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy!" - Ciekawe jaki to kataklizm unieważnił tę konstatację w 1989r.? Hmm... Najwyraźniej Gomółka żartował!

    OdpowiedzUsuń
  32. ...albo wcale nie oddali władzy (ku czemu byłbym skłonny się przychylić).

    OdpowiedzUsuń
  33. Oczywiście, analizując istotę komunizmu/bolszewizmu nasuwa się sugestia nihil novi.... Pre-komuniści, pre-bolszewicy istnieli czy to w starożytnej Grecji, Rzymie, później i w świecie "Christianitas" itd.

    Jednak, jak słusznie stwierdza Pan Amalryk, wszyscy poprzedni zdobywcy gdy opadał bitewny kurz podporządkowywali swoje działania większemu, nieosobistemu celowi w służbie Bogu, czy też ogólniej; różnie rozumianej ludzkości.

    Idąc tym tropem, stare cywilizacje (czy kultury, wedle taksonomii Spenglera) miały pewien mechanizm immunologiczny w postaci powszechnie dzielonych i "żywych" tradycji, religii, zasad, których złamanie wiązało się z takimi czy innymi sankcjami. Oświecenie w Europie zaczęło ten system immunologiczny osłabiać; rewolucja francuska została koniec końców wzięta w karby przez Napoleona, a potem (cokolwiek byśmy my, Polacy o tym nie myśleli) ostatecznie zdławiona przez system powiedeński. Podobnie było z komuną paryską.

    W wieku XX i XXI wydaje się, że i toczona oświeceniem od Katarzyny Rosja, i dawno już stoczony Zachód - kolebka oświecenia - całkowicie utraciły swój system odpornościowy. Dlatego widmo komunizmu mogło się zmaterializować.

    No właśnie: jaki kataklizm unieważnił cel komunizmu, wyartykułowany przez tow. Marksa i tow. Wiesława? Bo chyba nie Czernobyl ani szereg wyburzeń pomników drogiego Ilicza czy Feliksa Edmundowicza, kontrolowanych zresztą...

    OdpowiedzUsuń
  34. Panie Michale,

    Wywrócili anzug (z kaszubska, więc z małej litery) na drugą stronę, schowali się, czasami jednak zaznaczając swoją obecność właśnie w celu pokazania who's the boss.

    OdpowiedzUsuń
  35. Drogi Panie Jaszczurze,

    Jakiemu nieosobistemu celowi służyć miała rewolucja na Korkirze? Jakiemu bogu poświęcona była masakra na Melos? Jakiej (jakkolwiek rozumianej) ludzkości służyła spartańska elita? Jedynym uzasadnieniem tych wydarzeń, bądź usprawiedliwieniem tych ludzi, była władza i nic innego. Ich metody, choć na swój czas znakomite, nie były jednak nawet w części takie jak Metoda bolszewików.

    Cel komunizmu jest niezmieniony i nikt go nigdy nie unieważnił, dlatego właśnie nie ma żadnej Polski ani Rosji, tylko prl i sowiety. Bolszewicy ani się nie schowali, ani nie wywrócili na drugą stronę. Po co mieliby to robić, skoro i tak wszyscy robią to, co bolszewikom jest na rękę?

    OdpowiedzUsuń
  36. Drogi Panie Michale,

    Jako że posiada Pan o wiele większą od mojej wiedzę na temat starożytnej Grecji, pozostaje mi się z Panem zgodzić. Konkretnie, jeśli idzie o elity spartańskie, częściej chyba przedstawiane jako prekursorów nazizmu (rasizmu, eugenizmu), niż komunizmu sowieckiego czy chrl-owskiego.

    Tylko, czy aby na skuteczność komunizmu, jako metody nie ma wpływu podglebie oświecenia, niosącego podważenie i odrzucenie zasad, które konstytuowały kulturę, czy cywilizację zachodnią? I jaki wpływ na rozwój komunizmu jako metody ma sprzężony z tym rozwój technologiczny? Porównując Spartę do np. ZSRS - byłyby to - oprócz stopnia złożoności metody - podstawowe wyróżniki.

    I czy nie jest widoczne, mimo oczywiście całej "mądrości oświeconego zachodu", która kazała z komuną robić takie czy inne geszefty, pewną zmianę form instytucjonalnych, zmianę sposobu artykulacji interesów, przesunięcie pewnych widocznych insygniów władzy na dalszy plan? To mam na myśli pisząc o , neokomunizmie, wywróconym na drugą stronę anzugu czy adaptując pojęcie demobolszewizmu.

    OdpowiedzUsuń
  37. Errata - "adoptując", nie "adaptując".

    OdpowiedzUsuń
  38. Ależ oczywiście, że Oświecenie miało kolosalny wpływ. Staram się tylko pokazać, że wszystkie składniki bolszewizmu były obecne w historii, oni tylko złożyli je razem w niezawodną Metodę, której nikt przed nimi nie sformułował. Porównywanie Sparty (którą kocham) do sowieciarzy, wydaje mi się naiwne i intelektualnie jałowe (w 50. latach w Ameryce była moda na Tukidydesa, bo demokratyczne Ateny miały być prekursorem Zachodu, gdy Sparta... bolszewizmu - to bełkot!). Królowie Sumeru chcieli panować nad światem, ale nie mogli tego technicznie dokonać. Komunizm może to z pewnością osiągnąć i postawienie sobie takiego celu nie jest w wypadku bolszewików nadużyciem.

    Nie rozumiem chyba Pańskiego ostatniego punktu. Problem chyba w tym, że właśnie nie muszą przesuwać akcentów, chować insygniów, nawet hymn jest ten sam (słów przecież nikt na Zachodzie nie rozumie) i nic to nikomu nie przeszkadza, bo sowiety to był Wielki Sojusznik w Wielkiej Wojnie przeciw absolutnemu Złu, ajkim w oczach dzisiejszego Zachodu jest nadal Hitler.

    OdpowiedzUsuń
  39. Brak erudycji, niestety, znacznie ogranicza moje możliwości w aktywnym poszukiwaniu analogii historycznych, dla bolszewickiego fenomenu, ale przy przyjętej definicji wydaje się naturalnym, iż w historii ludzkości powinno się znaleźć wystarczająco dużo przykładów protobolszewizmu, zważywszy na nieusuwalną ułomność natury ludzkiej.

    Lecz tym co najbardziej przeraża współcześnie jest, niedostępna wcześniej,łatwość fizycznej wykonalności bolszewickich rojeń. Nauka i technika naszej cywilizacji ofiarowały tym moralnym degeneratom oręż (tak w obszarze "duchowej" jak i fizycznej destrukcji) z którego nie omieszkali naturalnie skwapliwie skorzystać, i nie ma też żadnego innego ograniczenia, przed użyciem dowolnego, nieważne jak okrutnego i śmiercionośnego środka, niż tylko zwierzęcy strach przed ewentualną porażką.

    Jeszcze okaże się, iż słusznie onegdaj w Polsce śpiewano?

    "Truman, Truman spuść ta bania,
    bo jest nie do wytrzymania!"

    OdpowiedzUsuń
  40. Jeszcze jedno. Ta wynikająca z Metody, niezwykła zdolność bolszewizmu do mimikry jest, jak sądzę, podstawową przyczyną mnóstwa nieporozumień w jego identyfikacji, jak i braku niezbednej, konsekwentnej bezwzgledności w jego zwalczaniu. Ludzie bardzo czesto wolą być oszukiwani aby nie podejmować trudnych i bolesnych dla nich decyzji, i żyć "błogo" w podstawionej rzeczywistości (w końcu chleb, i tu i tam smakuje tak samo, a kobiety są równie piękne).

    Pan Michał zwrócił tu uwagę na postać niejakiego Adolfa H. "drobnomieszczanina", obywatela sielskiej Austrii, który nadal, niepodzielnie dzierży palmę pierwszeństwa, w oczach Zachodu, jako widomy, ziemski znak szatana.

    Przypomniałem sobie, czytajac jego komentarz,(tz. pana Michała), słowa jakimi onegdaj Hugo Trevor-Roper określił Hitlera jako; "(...)najbardziej systematycznego, najbardziej historycznego, najbardziej filozoficznego, a jednoczesnie najbardziej brutalnego, najokrutniejszego, najmniej wielkodusznego zdobywcy, jakiego świat kiedykolwiek znał.(...)"(No! Najwyraźniej Hugo przesadził z tymi naj!).

    Czy to nie dziwne iż człowiek, który zmobilizował tylko jeden naród (zresztą trafnie ocenionym w proroczym natchnieniu, przez Ludendorffa ,w znanej wypowiedzi adresowanej do umierającego Hindenburga; "Z całą powagą przewiduję, że ten przeklęty człowiek zepchnie naszą Rzeszę w otchłań i przywiedzie naród do nieprawdopodobnej nędzy. Przyszłe pokolenia będą pana przeklinać w grobie za to, co pan uczynił."), a więc ten jeden człowiek potrafił przesłonić wszystkim ówczesnym "mędrcom" cały świat? Tak, że zza jego fryzjerskiego wąsika nie dało się już zupełnie dostrzec rzeczywistej, bolszewickiej zagłady na ten swiat nadciągającej? Czy Bóg mógł podsunąć tym ślepym matołom lepszą okazję? Gdy dwaj najwięksi destruktorzy naszej cywilizacji nawzajem się mordowali?

    A teraz mamy to co mamy.

    OdpowiedzUsuń
  41. Szanowny Panie Amalryku,

    Sztuczka z Hitlerem jest osiągnięciem - jednym z wielu - propagandy Stalina. Zdominowany przez lewicę świat powtarza w kółko tamte tezy. Drugą taką sztuczką jest "faszyzm" albo "skrajna prawica". Nazywa się "faszystami" Franco lub Pinocheta, którzy nic z faszyzmem nie mieli wspólnego, ale także Jaruzelskiego lub Li Penga, co jest kapitalnie zabawne.

    Natomiast co do technicznej strony bolszewizmu, ciekawie mówi o tym Olavo de Carvalho, wskazując, że przedstawiciele resztek wolnego świata nie potrafią wyrwać się z kręgu staroświeckich pojęć, a jednocześnie stają się ofiarami najnowszych odkryć w dziedzinie nauk społecznych, gdy przedstawiciele nowoczesnego totalitaryzmu radzą sobie wyśmienicie w obu obszarach, wykorzystując dla swoich celów zarówno przestarzałe terminy jak i metody nowoczesnej psychologii.

    OdpowiedzUsuń
  42. Szanowni Panowie

    Zachód, czy raczej resztki Wolnego Świata, tkwi w okowach nie tyle przestarzałych i wyświechtanych, co z gruntu fałszywych, dobrotliwych, powierzchownych paradygmatów i ogólnych pojęć także w dziedzinie politologii i socjologii, a co za tym idzie powszechnie przyjmowanych pojęć politycznych. Środowiska naukowe, szczególnie politologów, historyków czy psychologów z reguły nie jest skore do rewizji fałszywych paradygmatów, tutaj choćby do rozważenia tezy, że komunizm to teoria i praktyka władzy dla samej władzy. Co więcej - owe fałszywe pojęcia polityczne tworzą coś na kształt świeckiej parareligii, gdzie środowiska naukowe pełnią funkcję stanu kapłańskiego.

    Tu właśnie zdaje się mieć źródło postrzeganie komunizmu/bolszewizmu jako teoretycznie dobrotliwej utopii (zawierającej "ziarna prawdy"), która dopiero w praktyce staje się totalitaryzmem. Po to by w końcu "upaść", "rozpaść się" i wyewoluować albo w demoliberalizm na modłę zachodnią, albo demoliberalizm z lokalnym kolorytem ("chińskim", "rosyjskim", "postsowieckim" itp.)

    Przykładem niech będą do dziś funkcjonujące jako aksjomaty popłuczyny po koncepcjach Fukuyamy czy Huntingtona.

    OdpowiedzUsuń
  43. Panu Michałowi natomiast wyjaśniam drugi punkt mojego wczorajszego komentarza. Hymn sowiecki jest ten sam, owszem. Autorem słów "nowego hymnu" jest także ten sam Siergiej Michałkow. Czerwona gwiazda nadal jest symbolem armii i oznakowaniem lotnictwa wojskowego. Sztandar sił zbrojnych (= armii czerwonej) to już istne kur(w)iozum - carski, dwugłowy orzeł otoczony przez czerwone gwiazdy. Tow. gen. Putin wprost odwołuje się do sowieckiego i czekistowskiego "dziedzictwa". Tylko że: godło nawiązuje do czasów przedrewolucyjnych, flagą jest przedpaździernikowy trójkolor, kompartia formalnie nie istnieje, KGB się rozformowało itd. I to wzmacnia (i na Zachodzie, i w przestrzeni sowieckiej) wrażenie, że Związek Sowiecki stał się na powrót Rosją, która rzekomo szuka swojej nowej tożsamości, której struktury władzy wyrzekły się dążenia do światowej dominacji (chociaż raz po razie ten zamiar jest przez Moskwę otwarcie artykułowany!), a geopolityczną granicą ich interesów - sprowadzających się (a jakże by inaczej!) do handlu - jest "bliska zagranica".

    Te same, aczkolwiek bardziej toporne chwyty dezinformacyjne zastosowała ChRL.

    OdpowiedzUsuń
  44. Jeszcze odnośnie traktowania bolszewii "z bani", czego również bym sobie życzył - generałom nie pozwolili na to handlarze krawatów.

    OdpowiedzUsuń
  45. Drogi Panie Jaszczurze,

    Sowieciarze mogą zrobić, cokolwiek zechcą - Lenin wprowadził NEP, a Stalin przywrócił carskie epolety na mundurach czerwonoarmiejców - zdumiewające jest raczej chcenie być oszukanym, niż rzekomy spryt bolszewików. Putin nie musi się specjlanie wysilać, a i tak wszyscy nazywają toto "Rosją", nawiązuje wprost do Stalina, a BBC mówi, że to antykomunista...

    Zachód, nb. dokładnie tak samo jak Polska, jest w okowach lewicy, zgodnie ze wskazaniami Gramsciego dokonano bowiem długiego marszu przez instytucje, zatem uniwersytety i media są całkowicie w rękach lewicy. Ci nieliczni, którzy się temu opierają, kręcą się niestety wokół pojęć, które prawdopodobnie niczego już nie opisują. Taka jest teza de Carvalho.

    OdpowiedzUsuń
  46. Zdominowany przez lewicę świat powtarza w kółko tamte tezy. Drugą taką sztuczką jest "faszyzm" albo "skrajna prawica". Nazywa się "faszystami" Franco lub Pinocheta, którzy nic z faszyzmem nie mieli wspólnego, ale także Jaruzelskiego lub Li Penga, co jest kapitalnie zabawne.

    Tą samą cliche wywołano w trakcie zagrania kartą ekstremizmu islamskiego, to z kolei rozkręciło antychrystianizm lewactwa. Niejednokrotnie podnosi się hasła typu "Vatican - Taliban", papieży (i JP II i B XVI) i purpuratów zestawia się z irańskimi ajatollahami, a np. katolików trydenckich czy biblijnych protestantów (którzy, swoją drogą, nie są z mojej bajki) z salafitami.

    Jako główny wróg (przeciw któremu należy się sprzymierzyć nawet z Wielkim Szatanem z Moskwy) postrzegany jest i "wiecznie żywy i groźny faszyzm", i terroryzm muzułmański.

    OdpowiedzUsuń
  47. Drogi Panie Michale, czy mógłby Pan podać tytuł artykułu de Carvalho bądź link, jeśli jest oczywiście on-line.

    Czy BBC nadal twierdzi, że Putin to antykomunista? Taka "narracja" była do zwymiotowania wałkowana u początku tzw. "ery Putina". Teraz rolę dyżurnego "gołębia" i "antykomunisty" pełni Miedwiediew (o czym zresztą pisałem, podpierając się Bukowskim, w poprzedniej części).

    OdpowiedzUsuń
  48. http://www.olavodecarvalho.org/english/articles/091217dc_en.html

    Ja się wyłączam, kiedy mówią o sowietach, więc nie wiem juz więcej, czy Putin to dla nich faszysta czy antykomunista. Dla mnie to bolszewik.

    OdpowiedzUsuń
  49. Drodzy Panowie!
    Skoro wiemy, że komunizm nie jest żadną ideologią, a jego rodowód jest znacznie starszy niż rodowód socjalistycznych kółek różnej prowienencji; to w rzeczywistości przyznajemy, iż mamy do czynienia nie z przemijającą przypadłością, a śmiertelną chorobą, rakowatą tkanką toczącą naszą coraz słabszą cywilizację.

    Musi być również postawione pytanie; jakim cudem to co jest oczywistym dla mnie, człowieka nie będącego w końcu subtelnym intelektualistą, jest co najwyżej wadliwą hipotezą jeżeli, nie wręcz jakąś niebezpieczną aberracją umysłu w oczach zawodowych, nazwijmy ich, "ekspertów"?

    Hitler, jako "osiągnięcie propagandy" Stalina - no dobrze, ale po cóż było słuchać złotych myśli Stalina na temat Hitlera, skoro można było posłuchać samego natchnionego autora ? Ten akurat, w przeciwieństwie do komunistów, głosił ciągle to samo, wszem i wobec, nie czyniąc z tego wszak żadnej tajemnicy.

    Hitler również wierzył, że cywilizacja Zachodu choruje i powoli umrze, lub też wczesniej zostanie, podobnie jak Imperium Romanum (zresztą to była jego obsesja) podbita przez nową barbarzyńską potęgę.
    Był przekonany zresztą ,iż będzie to potęga lądowa (rozwój techniki, jego zdaniem, ostatecznie unieważnił konieczność rezerwowania globalnej imperialności dla potęg morskich), nowe "tysiącletnie" imperium euroazji, ów Mackinder'owski "Heartland". Pytanie jakie głośno stawiał brzmiało; kto będzie panem w nowym imperium Sowiety, czy też jego Narodowy Socjalizm wzbogacony nową "elite" jego Nowej Europy? A końcowe proroctwo, wygłoszone w godzinie zguby?; "Jeżeli wojna zostanie przegrana, naród także zginie. Nie ma potrzeby zastanawiać się nad podstawą nawet najprymitywniejszej egzystencji. Przeciwnie lepiej ją zniszczyć, i to zniszczyć ją samemu. Przyszłość należy wyłacznie do silniejszego wschodniego narodu."

    Pal sześć samego Hitlera, niech smarzy się w piekle. Ale świadomie budować potęgę bolszewii w obliczu nadciągającej zagłady? Czy, przypadkiem bolszewizm nie zżera wolnych jescze ludów i narodów bo mają już dusze zepsute? I jeżeli ockną się wszyscy, to dopiero w nowej krainie helotów, gdy wszyscy inaczej myslący będą izolowani w psychiatryku, lub usypiani kojącą strzykawka dyżurnego dra Mengele?

    OdpowiedzUsuń
  50. Panie Amalryku

    Hitler to był wariat, osoba z faktycznymi zaburzeniami psychicznymi, do tego amfetaminik (co leczył pochodnymi amfetaminy, to też należałoby również wliczyć...) i opiatyk.

    To tłumaczyłoby, dlaczego podejmował zupełnie zgubne, zupełnie irracjonalne (z punktu widzenia np. geostrategii) mimo nieraz deklarowanej świadomości ich konsekwencji, mimo nieraz deklarowanej chęci przeciwdziałania temu, co sam przewidywał. Do tego należy dorzucić to, iż manipulował swoim otoczeniem (a co za tym idzie - Niemcami i sojusznikami) na sposób podobny właśnie do manipulowania własnej rodziny przez alkoholika i narkomana.

    Czy rozwój techniki unieważnia geopolitykę/geostrategię? Moim zdaniem - nie. Rosja/ZSRS/współczesna Rosja Sowiecka dąży do ekspansji na Europę między innymi w celu uzyskania szerokiego dostępu do Atlantyku.

    Ale i tak dobrze, że Stauffenbergowi i Tresckowowi nie udał się zamach na Fuehrera. Wówczas Niemcy ogłosiłyby pokój z Sowietami i przypieczętowanoby powstanie (w zasadzie reaktywację, licząc okres Rapallo-początek Fall Barbarossa) Bloku Kontynentalnego. Może i Ameryka, czy nawet Wielka Brytania przetrwałyby, ale ani z Polski, ani z innych (zepsutych, acz jeszcze wolnych) narodów Europy nie byłoby nawet resztek.

    Czy, przypadkiem bolszewizm nie zżera wolnych jescze ludów i narodów bo mają już dusze zepsute?

    Dokładnie tak, o czym zresztą stoi w paru naszych powyższych komentarzach; temat zresztą liznąłem w pierwszej części cyklu. Czerwona przyszłość, którą Pan roztacza, z miłościwie panującej całemu światu imperii sino-sowieckiej niestety jest realna. Aczkolwiek nie zdeterminowna.

    OdpowiedzUsuń
  51. Wariat, ale nie w sensie klinicznym. Większość jego dolegliwości (do 20.07.44) miała podłoże neurotyczne, które zaczęły występowac po "Nocy długich noży" (Uważam że Hitler tylko grał "twardziela"). Dr Morell aplikował swojemu pacjentowi "A" dobrze koło setki(!) różnych specyfików w tym również: Dolantynę,Eukodal, Optalidon czy wprost kokainę, lecz to niczego nie tłumaczy.

    Co do związku techniki z geopolityką, mamy podobne zdanie - całe szczęście że są jeszcze oceany, bo sowieciarnię mielibyśmy już wszędzie.

    A Hitlerowi trzeba było pozwolić dorżnąć bolszewię i potem spopielić aryjczyka atomówką z wykorzystaniem części jeszcze nie zsowietyzowanego społeczeństwa (fuerer miał za mało czasu aby tak zniszczyć swój naród jak uczynili to bolszewicy). Ale to już historia, która jak widać, najwyraźniej nikogo i niczego nie nauczyła.

    OdpowiedzUsuń
  52. Jaszczurze,

    Hitler mógł używać amfetaminy i pochodnych, bo w tamtych czasach nie było to niczym dziwnym, gdzieś do początku lat 80 traktowano je jako normalne środki pobudzające dostępne w aptekach. O opiatach nie słyszałem, ale przeciwko robieniu z Hitlera wariata muszę zaprotestować - jego działania były zawsze co najwyżej ryzykowne, sens jednak miały.

    A co do manipulacji otoczeniem, jeśli nie wprost jego terroryzowania, to który przywódca nie jest od niego wolny? Tow. Mikojan w swoich pamiętnikach wspomina, jak Stalin krótko trzymał politbiuro. Znane jest również uczucie ulgi z jakim partyjna wierchuszka powitała odejście apodyktycznego Gomułki.

    Hitler-wariat i Hitler-szatan to wstęp do zrzucania odpowiedzialności. Wariat nie zdobyłby i nie utrzymałby władzy. Kierownictwo Rzeszy to nie były bezwolne, zahipnotyzowane marionetki.

    Amalryku,

    bardzo możliwe, że obeszłoby się bez atomówki gdyż 1. kto by się uganiał po tych wszystkich tajgach za ruskimi niedobitkami? 2. nawet jeśli udałoby się bolszewię dorżnąć, nie jest powiedziane że Hitler byłby w stanie "przetrawić" tak rozległe, niejednolite etnicznie terytorium o infrastrukturze z epoki kamienia łupanego, gdzie tonie się w śniegu lub błocie (zależnie od pory roku)...

    OdpowiedzUsuń
  53. @ tj

    Niedoceniasz Hitlera! Pierwotna (praktycznie prawie zrealizowana) koncepcja to graniczna linia Archangielsk - Astrachań (wzdłuż Wołgi), budowa Wału Wschodniego, z za którego urządzanoby coroczne ekspedycje pacyfikacyjne na wschód (coś jak przyuczanie spartańskich efebów do zabijania, w wyprawach na helotów) aby nie dopuścić do powstania tam jakiejkolwiek liczącej się siły militarnej.

    OdpowiedzUsuń
  54. Amalryk,

    koncepcję przyuczania efebów do zabijania rozumiem, wszak sowieciarnia teraz robi właściwie to samo w Czeczenii, przy aplauzie, za przeproszeniem, "wolnego świata", ale ta akurat jej wersja wydaje mi się mało prawdopodobna, bo jak to tak, zostawić za wałem duże miasta i ośrodki przemysłowe? Jekaterynburg, Ufa, Kotłas? Coś mi się widzi, że była to tylko jedna z licznych roboczych koncepcji.

    OdpowiedzUsuń
  55. @ tj

    Pewnie tak.Jeden z cytatów:

    "(...) Co za niebezpieczny rezerwuar ludzi, ta Azja! Nie będzie bezpiecznej Europy, dopuki nie przesuniemy granicy Europy na Ural. Na zachód od Uralu nie ma miejsca dla zorganizowanego państwa rosyjskiego!(...) Nagle nad Azją zrywa sie burza i zaskakuje nieprzygotowaną na to Europę...
    Ponieważ nie ma naturalnej zapory przeciwko tej masie, potrzebujemy walu obronnego na wschodzie, i musi się on skladać z żywych ludzi. Nieustanna ochrona pogranicza stworzy wspaniała rasę i nie pozwoli nam pogrążyć sie na powrót w miękkości świata politycznego nastawionego wyłącznie na Europę.(...)"

    OdpowiedzUsuń
  56. Panie Amalryku,

    A Hitlerowi trzeba było pozwolić dorżnąć bolszewię i potem spopielić aryjczyka atomówką z wykorzystaniem części jeszcze nie zsowietyzowanego społeczeństwa (fuerer miał za mało czasu aby tak zniszczyć swój naród jak uczynili to bolszewicy). Ale to już historia, która jak widać, najwyraźniej nikogo i niczego nie nauczyła.

    Pełna zgoda. Tylko "po drodze" jest inna sprawa - teorie rasowe Hitlera, które, oczywiście nie relatywizując, były wypaczeniem teorii Rosenberga, uważającego Słowian za Aryjczyków.

    Czy Hitler mógł jakkolwiek swój zamiar zniszczenia bolszewii (albo: wyparcia za Ural, gdzie dupliby ich Japończycy z Atamanem Siemionowem) zrealizować, traktując Polaków, Białorusinów, czy Rosjan jako "Untermenschen" zasługujących na zagładę albo uczynienie z nich niewolników? Niemcy nigdy nie będą mogły marzyć o podbiciu Rosji/Sowietów, jeżeli będą traktować przedmiotowo narody bałtyckie i słowiańskie, nastawione antyrosyjsko/antysowiecko. O tym pisał m.in. Studnicki. Propozycja Himmlera do Bora-Komorowskiego była wystosowana zbyt późno, w zasadzie wtedy, gdy było już pozamiatane.

    Inna sprawa - spośród polskiego podziemia jedynie Narodowe Siły Zbrojne miały koncepcję wyrażoną w haśle: nim Hitler runie, śmierć komunie!

    Kolejny warunek sine qua non - to zachodnia granica Dai-to-Nihon na Lenie albo Angarze.

    OdpowiedzUsuń
  57. @tj (i Amalryk też)

    Ani neuroza, ani tym bardziej leki nie mogły być bez wpływu na podejmowanie decyzji przez Hitlera.

    Nawiasem, parę dobrych lat temu przyszło bić mi się właśnie z amfetaministą (tj. osobą aktualnie będącą pod wpływem amfetaminy, żeby było "weselej", gostek zjadł jednocześnie bodaj grzyby). Prawy prosty, parter i parę kopów (koniecznych, niestety) nie starczyło. Nie dość, że zjuszony podniósł się i kontratakował, to jeszcze chciał zaatakować parę razy większego (~1,8m, 90kg) od siebie świadka.

    Co do manipulacji otoczenia: Stalin mimo wszystko jednak funkcjonował w pewnej strukturze, jaką była w miarę dobrze już okrzepnięta kompartia (z bezpieką). W przypadku Hitlera - wszyscy jego podwładni widzieli, że wiedzie on swój kraj (i przy okazji parę innych) do zagłady, a nie reagowali. Na czele z Canarisem i Doenitz'em.

    Wskazanie na opętanie jako jedną z przyczyn takiego, a nie innego zachowania 18 nie jest zdejmowaniem odpowiedzialności; każdy bowiem sam decyduje, czy złego ducha dopuścić, czy też nie. Choroba psychiczna - aczkolwiek nie jestem psychologiem, ani psychiatrą (trza przydzwonić do Klicha;)) - już tak. Ale jeśli przyjrzeć się innym psychopatom czy osobom jakkolwiek zaburzonym to zauważymy, że często są bardzo wyrachowane w działaniu.

    Odnośnie punktu 1 odpowiedzi Amalrykowi: za bolszewickimi niedobitkami uganialiby się po tajdze, Ałtaju i Sajanach właśnie... Ruscy, którzy w dużej części komuchów niespecjalnie lubili. Plus Jakuci, Buriaci, Mongołowie, ekspedycje karne japońskie (i ew. Kuomintangu, swoją drogą głównodowodzący Chiang miałby w wypadku rozgromienia Sowietów wygraną w kieszeni).

    OdpowiedzUsuń
  58. Errata: nie mogły nie być bez wpływu

    OdpowiedzUsuń
  59. @ Jaszczur

    No, "wszystkich w domu" to pan Aryman z Górnej Austrii z pewnością nie miał. Te jego ciągłe odwołania do Opatrzności, te megalomańskie widzenie siebie jako "człowieka stuleci" jedynego, który rozumie jak i może kontrolować bieg wieków, te symptomy zdolności paranormalnych etc, etc...

    Sens, przy nieusuwalnej kruchości sądów przeciwfaktycznych, wypowiadanych w trybie przypuszczającyn czasu przeszłego, zajmowania się niezrealizowanymi koncepcjami, moze być tylko dydaktyczny - o tyle, o ile pozwoli zainteresowanym uniknąć powielania błędów z przeszłości. Czy analiza meandrów umysłowości Adolfa H. może nam się dziś do czegoś przydać...

    OdpowiedzUsuń
  60. Panie Amalryku,

    Nie powiedziałem wcale, że Hitler jest osiągnięciem Stalina (to jest teza Suworowa, z którą trudno się zgodzić), ale wykreowanie Hitlera, "faszyzmu" i prawicy na chłopca do bicia było celem stalinowskiej agit-prop.

    W moim przekonaniu, komunizm jest nową jakością w historii, ale to nie znaczy, że nie miał swych prekursorsorów. Metoda jest nowością, ale składa się z elementów znanych. Redukcjonizm (sprowadzenie jednej jakości do innej) jest marną metodą rozumowania. Tak rozumował Marx i Freud, tak rozumują dzisiejszi pseudo-scjentyści, zresztą niech ich szlag trafi. Ważne, że my nie musimy tak rozumować.

    Hitler jest interesujący wyłącznie jako przykład. Po pierwsze, jako przykład bolszewika, który odstąpił od bolszewickiej ortodoksji przez wysunięcie narodu na czoło, co stało się przyczyną jego upadku. Po drugie, jako przykład jak NIE należy walczyć z komunizmem. Józef Mackiewicz nazywał go "bolszewickim agitatorem nr 1". Po trzecie wreszcie, jako przykład absurdu współczesności, która uznaje eksterminację ludzi ze względu na rasę, za gorszą niż eksterminację ze względu na klasę.

    A poza tym, Hitler to wariat, bydlę, zbrodniarz, który ustępuje Trockiemu, Leninowi, Stalinowi, Mao, Castro, Kim Jon-ill i całej tej bandzie, tylko dlatego, że był u władzy zaledwie 12 lat.

    OdpowiedzUsuń
  61. Panie Amalryku,

    Pełna zgoda co do wad i ewentualnej funkcji historii kontrfaktycznej, jeśli w ogóle można użyć takiej zbitki słownej na określenie dywagacji "co by było, gdyby było".

    Jeśli chodzi o (bieżący) temat naszej dyskusji, polecam ciekawy tekst Szczepana Twardocha: http://zwrotniceczasu.nck.pl/wladyslaw-studnicki-premierem-w-1938-roku.html

    OdpowiedzUsuń
  62. Panie Michale,

    Rola Hitlera jako "lodołamacza" komunizmu polegała wówczas i polega nadal właśnie na tym, o czym Pan pisze. Ponadto, Suworow (który nb. często, zwłaszcza ostatnio plącze się w tym, co mówi i przez to "podpada", ale to zupełnie inna już kwestia) wskazuje na realną współpracę Niemiec i ZSRS do 21 VI 1941r.

    O ile w czasie drugiej wojny światowej niemiecki narodowy socjalizm przez swoją politykę wpychał ludzi w łapy sowieciarzy, o tyle teraz mamy do czynienia z "faszyzmem" jako dość topornym konstruktem propagandy, robiącym za rzekomo "prawicowy" kontrapunkt komunizmu, który przez zdolności manipulacji otoczeniem wywołał wrażenie, że jest pozytywną ideologią. Do dzisiaj właśnie taki "faszyzm" jest dla bolszewii uzasadnieniem panowania nad Europą Środkową i Wschodnią.

    OdpowiedzUsuń
  63. I jeszcze jedno do tematu "komunizm i nazizm - bracia bliźniacy": komunistyczne specsłużby po II wojnie również aktywnie rozgrywały kartą "faszyzmu". O niemieckiej NPD wiadomo, że założona została przez agentów STASI.

    OdpowiedzUsuń
  64. Panie Jaszczurze,

    Suworow wydawał mi się zawsze przereklamowany, natomiast teraz wydaje mi się wprost podejrzany. Ale lepiej pisze o tym Darek Rohnka:

    http://wydawnictwopodziemne.com/2010/08/28/antykomunizm-ktorego-nie-ma-%e2%80%93-cz-3/

    Twierdzenie, że Hitler przełamał lody dla Stalina jest równie słuszne co nieodkrywcze. Natomiast utrzymywanie jakoby Stalin z całą świadomością wyrzygał Hitlera na Europę nie da się utrzymać w świetle klęski, jaką Hitler zadał Stalinowi. Bolszewizm był autentycznie zepchnięty na skraj przepaści. Kto mógł wiedzieć, że polityka Hitlera będzie aż tak głupia?

    OdpowiedzUsuń
  65. Panie Michale,

    pan Rohnka nie podaje źródła tego cytatu. Suworowa na kłamstwie nie przyłapałem, natomiast fakt, że on tak sobie podróżuje po świecie i odbywa otwarte spotkania autorskie, będąc rzekomo w konflikcie z kremlowskimi włodarzami, jest mocno podejrzany.

    Natomiast współpraca Hitlera i Stalina jest faktem, podobnie jak np. fakt, że Stalin kazał niemieckim komunistom popierać Hitlera przeciw socjaldemokratom. Nie zapominajmy o też rozbudowanej komunistycznej agenturze w krajach Zachodu. Świadome pchanie do wojny w Europie z punktu widzenia Stalina miało głęboki sens. Prawda, że początkowo mały Gruzin zbierał solidny łomot. Być może go nie przewidywał, a być może naprawdę wierzył w "konieczność dziejową"?

    OdpowiedzUsuń
  66. Nie tyle Stalin osobiście (za pomocą czerezwyczajki, razwiedki, itd.), co komunizm wyrzygał Hitlera.

    Poza tym, co pisze tj, III Rzesza tolerowała działalność KPP na terenie kontrolowanego już przez siebie Wolnego Miasta Gdańska. Podczas, gdy SA mogło spokojnie sfajczyć siedziby KPP w Sopocie. Z kolei przedwojenna KPP wspierała niemieckie roszczenia do Kaszub i Śląska oraz próbowała - bezskutecznie wówczas - rozniecić nacjonalizm i separatyzm kaszubski.

    (...) być może naprawdę wierzył w "konieczność dziejową"?

    Czyżby Stalin wierzył, że po zdobyciu Moskwy zostanie szefem Reichskomisariat Moskau?

    OdpowiedzUsuń
  67. Poproszę pana Rohnkę o adres.

    Nie wypada mi się wdawać w dyskusję na temat Suworowa, bo ani go znam, ani znać nie chcę. Moje pobieżne rozumienie jego tezy, jest takie, że Stalin z góry przewidział konflikt z Hitlerem i dążył do niego, a zaskoczony był jedynie faktem, że Hitler go uprzedził. Nonsens tej tezy jest zbyt oczywisty, ponieważ zbyt dobrze znana jest historia negowania przygotowań wojennych Hitlera przez Stalina.

    A że Suworow podróżuje w wolny sposób? Tylko jeden Golicyn nie podróżuje i nikt nie wie, jak wygląda. Wszyscy ci Gordijewscy i jak im tam, są wolni.

    OdpowiedzUsuń
  68. Okazuje się, że jest to cytat z Posłowia do polskiego, podziemnego wydania Akwarium.

    OdpowiedzUsuń
  69. Panie Michale,

    no właśnie - niektórzy podróżują, niektórzy kończą jak Litwinienko...

    Tezą Suworowa jest nie tyle, że Stalin przewidział konflikt z Hitlerem, ile że miał zamiar uderzyć na zdestabilizowaną wojną Europę. Nie ma tu sprzeczności z przekonaniem, że Hitler nie zaatakuje Sowietów mając nierozwiązany problem Anglii na zachodzie.

    OdpowiedzUsuń
  70. Sprzeczności z przekonaniem może i nie ma, ale jak wytłumaczyć odrzucenie setek dowodów koncentracji wojsk niemieckich na granicy? Jak tłumaczyć lekceważenie raportów wywiadu? Jak wytłumaczyć potworną klęskę, jakiej sowiety doznały w pierwszych miesiącach? Jak wytłumaczyć 5 milionów jeńców wojennych. Stalin nie mógł wiedzieć, że Hitler NIE uczyni z nich armii. Plany tego rodzaju ( a podobny plan miał np. Piłsudski podczas I wojny) opierają się na podstawowej giętkości, którą Stalin posiadał, ale której nie wykazał.

    OdpowiedzUsuń
  71. Hitler, owszem z bolszewikami dzielił nieusuwalne uwielbienie władzy ale poza tym, to był bolszewikiem szalenie ułomnym, gdyż dogmatycznym. Gdy nie ma takiej wyobrażalnej metamorfozy, jakiej nie poddałby się "rasowy" komuch w celu utrzymania władzy ,(nawet Putin obwinięty w pomarańczowe prześcieradło, jęczący Hare Kriszna i stukający w bębenek by mnie nie zadziwił), to Hitler ze swoich dogmatów nie uwolnił się nigdy (fantasmagorie rasowe, szczere "wajchnięcie" socjalne, antychrześcijańska furia etc).

    Co do Suworowa to, po chłodnym przeanalizowaniu jego twórczości, zdziwiony czytelnik łapie się na tym, iż poza jedną pozycją ("Żołnierze wolności") we wszystkich pozostałych ma do czynienia z jawną gloryfikacją Armii Czerwonej, i wręcz z kryptouwielbieniem Stalina (wg. narracji typu; gdyby nie Salin to taki Trocki wprowadziłby wam tak niewyobrażalny terror... no nurmalnie panie, gołąbek pokoju!). A rozstrzelanie za dezercję, to wyjątkowo wspaniałomyślny rodzaj kary w GRU & Co., gdyż w celach "dydaktycznych", muszą być stosowane powszechnie znacznie bardziej odstraszające metody, no ale każdemu jeszcze przecież wolno wierzyć w baśnie...

    OdpowiedzUsuń
  72. Tak. Takie też jest moje zdanie. Bolszewicy łączą nieprawdopodobną giętkość taktyczną z jasnością strategicznego celu.

    Suworow wygląda mi na aktywny element tej giętkiej taktyki.

    OdpowiedzUsuń
  73. Czytał któryś z Panów "Kontrolę" Suworowa? Jeśli umieścić ją w wyżej zarysowanym kontekście, mamy tam jawną gloryfikację i osoby Stalina, i komunizmu jako takiego. W dodatku powieść jest tak perfidnie napisana, postaci są tak wykreowane, że osoba niepodatna na tego rodzaju manipulację może zacząć utożsamiać się z głównymi bohaterami: Nastią czy jej instruktorem, Chołowanowem.

    Ta książka ma jednak - oprócz możliwości wiwisekcji dezinformacji komunistycznej - jeden walor. Jest w niej bowiem fragment, który ukazuje omawianą tu przez nas prawdziwą naturę komunizmu. Zdanie wypowiedziane przez Chołowanowa, do Nastii: "komunizm to kontrola".

    OdpowiedzUsuń
  74. Putin jest faktycznie jednym z najbardziej giętkich współczesnych bolszewików: będąc ateistą (sam deklaruje się jako "prawosławny ateista") uchodzi za mecenasa rzekomego "odrodzenia prawosławia w Rosji". A że Patriarchat Moskiewski to od jakiegoś czasu faktycznie - cytując Mackiewicza - "Patriarchat Sowiecki", to również trzeba wziąć pod uwagę.

    Kolejne ciekawe studium przypadku jest już z naszego podwórka. Jaruzelski. Proszę prześledzić jego karierę od czasów, gdy to nabawił się ślepoty śnieżnej, do teraz.

    OdpowiedzUsuń
  75. Jaszczur,

    podobnego utożsamienia trudno uniknąć i w "Akwarium", zarówno w książce, jak i w bardzo dobrej, oddającej specyficzny klimat samotności, ekranizacji.

    Jaruzelski szedł systematycznie w górę, jak rakieta, bez względu na to, skąd wiatr wiał, a te jego poczynione Wielomskiemu uwagi o tym, jak to za młodu nosił mieczyk Chrobrego mogą świadczyć o wysokiej elastyczności. Takich ciekawych przypadków zresztą było więcej. Np. Jaroszewicz, przecież to był przed wojną działacz sanacyjny.

    OdpowiedzUsuń
  76. tj,

    W "Akwarium" jednak, bohatera w końcu dopada sumienie. W "Kontroli" - bohaterka jest do końca wierna "drogiemu Soso".

    Jaruzelski jednak skuteczniej wywiązuje się z tego; potrafi niezwykle sprytnie wmówić - oczywiście w interesie swoim i środowisk, których jest częścią - każdemu to, co kto chce usłyszeć. I tak - narodowcom wkręca, że jest tak naprawdę realpolitycznym narodowcem, demokratom, a z drugiej strony - przed środowiskami tzw. centrowymi gra lewicowego liberała. Tyle obecnie. A do wprowadzenia stanu wojennego powszechnie wiązano z nim nadzieje, że jest współczesnym Wallenrodem.

    Świetnie o Jaruzelskim pisze płk. Kukliński w memorandach dla CIA, szczególnie w dokumencie zatytułowanym (o ile dobrze pamiętam) "Jaruzelski's personality, behaviour and style". Zresztą, mam to na dysku, mogę podesłać.

    OdpowiedzUsuń
  77. Jaszczurze,

    ba! w początkach stanu wojennego zgrywał stalinistę!

    Kuklińskiego proponowałbym wrzucić na sendspace albo scribd, ku pożytkowi ogółu (tego Glassa przy okazji też), bo publiczne podawanie maila w internecie kończy się tonami śmieci na skrzynce.

    OdpowiedzUsuń
  78. Przekonali mnie Panowie. Nie będę czytał Suworowa. Nie widzę powodu, żeby marnować życie na bolszewickie produkcje.

    OdpowiedzUsuń
  79. Panie Michale, po kim jak po kim, ale po Panu się takiej odpowiedzi nie spodziewałem!

    Żeby poznać wroga, trzeba go czytać, a książki (ale i wypowiedzi dla prasy) Suworowa to naprawdę niezły materiał badawczy w kwestii dezinformacji i manipulacji.

    OdpowiedzUsuń
  80. Trzeba znać wroga, to bez wątpienia prawda. Ale trzeba także stosować zasadę "łyżki zupy", tj. nie trzeba jeść całego kotła lury, żeby wiedzieć, jak to smakuje. Życie jest za krótkie na Suworowych. Więcej powie Panu na temat dzisiejszego świata lektura Gibbona albo Tacyta, Dostojewskiego albo Conrada.

    OdpowiedzUsuń
  81. Na produkcje Suworowa szkoda oczu, a ja akurat przeczytałem większość jego "dzieł". Jeżeli zaś ktoś jest złakniony charakterystyki "ojców ojczyzny światowego proletariatu" to w zupełności wystarczy lektura memuarów Bażanowa (przynajmniej będzie miał opinie z "pierwszej ręki").

    U niego też widać jak na dłoni, iż Trocki to bolszewik pokroju Hitlera, równie ułomny w swym śmiesznym dogmatyzmie (najwyraźniej chłopina uwierzył szczerze w te wszystkie propagandowe brednie o wyzwoleniu proletariackich mas etc, więc przegrał z "rasowym" komunistą , i to z kretesem).

    Jak to powiedział przed wiekami św. Augustyn ? ; „Czymże są państwa wyzute ze sprawiedliwości, jeśli nie bandą zbójców?"

    OdpowiedzUsuń
  82. Panie Amalryku,

    Bażanow - dobrze, że Pan o nim wspomniał. Suworow nie dorasta mu do pięt, jeśli chodzi o charakterystyki czerwonych mafiosów.

    Ojcowie Kościoła - jeśli zaś chodzi o remedium.

    A Trocki ponoć taki głupi nie był. Nie wiem niestety skąd Ścios wziął cytat z Trockiego, wprost wskazujący na omawianą tu naturę komunizmu, ale jeśli rzeczywiście jest on jego autorem, to niestety taki głupi nie był.

    To samo pisze ks. Poradowski w "Trockizmie jako aktualizacji marksizmu", jeśli oddzielić to od antyhebraistycznych wtrętów.

    OdpowiedzUsuń
  83. Ha! Ja powiem więcej, Trocki był bardzo inteligentny, nawet sam herszt główny bandy zbrodniarzy niejaki Lenin czuł przed nim respekt, pójdę jeszcze dalej i zaryzykuję, iż Adolf H. przerastał intelektualnie drogiego Kobę nawet o parę długości, i co? I nic,jak to sam powiedział onegdaj, w przypływie szczerości, pragmatyczny aż do bólu Soso: "Nie ma ich! Ani jednego! Wszyscy chcieliście zabić Kobę! Nie uało się! Koba sam wszystkich zabił, wszystkich skurwysynów!" (to akurat o współtowarzyszach Gruzinach z czasów młodości). Coż jakie państwo, taki mąż stanu.

    OdpowiedzUsuń
  84. ...parafrazując pewnego neobolszewika, pomniejszego sortu ;>

    OdpowiedzUsuń
  85. Jak już przy Bażanowie jesteśmy:

    "Czego Lenin chciał? Oczywiście stworzenie komunizmu. Po przejęciu władzy Lenin i jego partia parli ku temu przebojem. Jak wiadomo, po trzech, czterech latach doprowadziło to do całkowitej katastrofy. W późniejszych opracowaniach partyjnych mówi się o tym wstydliwie nie jako o niepowodzeniu próby budowy społeczeństwa komunistycznego, lecz jako o krachu komunizmu wojennego. Jest to oczywiście zwykle kłamstwo i fałszowanie historii. Jak Lenin przyjął tę klęskę?

    Z oficjalnych wystąpień Lenina widać, jak był zmuszony do ujawnienia stopniowego ustępowania partii w obliczu klęski. Ciekawiło mnie, co Lenin rzeczywiście myślał o porażce. Prawdziwe poglądy Lenina mogło znać oczywiście tylko jego najbliższe otoczenie, w szczególności jego dwie sekretarki - Glasser i Fotijewa, z którymi pracował przez cały dzień. Chciałem zapytać je, co w szczerych z nimi rozmowach mówił na ten temat.

    Z początku nie było to takie łatwe. Uważały mnie za "człowieka Stalina". Jednak już po kilku miesiącach, podczas których miałem z nimi w pracy stałe kontakty, wyrobiły sobie o mnie inne zdanie - uznały, że jestem "człowiekiem Biura Politycznego", a tylko formalnie zajmuję stanowisko pomocnika Stalina. Wówczas mogłem stopniowo zacząć z nimi rozmawiać o Leninie i w końcu mogłem zapytać, co Lenin naprawdę sądził o NEP-ie i czy uważał, że grozi nam krach teorii komunizmu czy nie. Sekretarki Lenina powiedziały, że pytały go dokładnie o to samo. Lenin odpowiedział im na to: Oczywiście ponieśliśmy porażkę. Chcieliśmy stworzyć nowe, komunistyczne społeczeństwo, jakbyśmy mieli czarodziejską różdżkę. A tymczasem jest to problem dziesiątków lat i kilku pokoleń. Aby partia nie utraciła ducha, wiary i woli walki, musimy przedstawiać jej powrót do gospodarki rynkowej, do kapitalizmu, jako pewne chwilowe ustępstwo. Sami jednak powinniśmy zdawać sobie sprawę, że próba się nie udała, że nie sposób tak nagle zmienić psychikę ludzi i ich odwieczne nawyki. Można spróbować siłą wtłoczyć ludzi w nowy ustrój, ale wątpliwe, czy w trakcie takiej wszechrosyjskiej rzezi zdołalibyśmy utrzymać władzę."

    OdpowiedzUsuń
  86. @tj

    Genialny cytat, dzięki. A z której to książki? Bażanowa czytałem oczywiście, ale pożyczonego. A od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem przetrząśnięcia trójmiejskich antykwariatów właśnie w jego poszukiwaniu.

    OdpowiedzUsuń
  87. Nie wiedziałem, że "Byłem sekretarzem Stalina" jest on-line! Dzięki! (aczkolwiek lepiej czyta się na papierze, jeszcze drugoobiegowe;)).

    OdpowiedzUsuń
  88. Jakby kogoś interesowało:

    http://www.scribd.com/doc/40303911/Borys-Ba%C5%BCanow-By%C5%82em-sekretarzem-Stalina-%E2%80%93-1985-zorg

    OdpowiedzUsuń