2015-06-19

Scenariusze wojenne (2)




Scenariusze Weinbergera i Schweitzera

W roku 1999 zostaje wydana książka pod tytułem „Następna wojna światowa”, której autorami są Caspar Weinberger i Peter Schweitzer. Caspar Weinberger w latach 1981 - 87 pełnił funkcję sekretarza obrony w administracji prezydenta USA Ronalda Reagana, odpowiadając m.in. za program tzw. „Gwiezdnych Wojen”. Peter Schweitzer to politolog, pracujący m.in. dla Instytutu Hoovera oraz Breitbart News.

W książce czytamy między innymi o możliwych wojnach wywołanych przez komunistyczne Chiny i Koreę Północną, neosowiecką i neoimperialną Rosję, neoimperialną, nacjonalistyczną i zremilitaryzowaną Japonię, chcącą odzyskać przedwojenną potęgę. Jest tam mowa również o konfliktach lokalnych, które przekształciły się w wojnę światową lub w inny sposób zaważyły na światowym układzie geopolitycznym: rebelii w Meksyku wywołanej przez narko-komunistycznych rewolucjonistów i wojnie w Zatoce Perskiej, rozpoczętej atakiem Iranu ajatollahów na Arabię Saudyjską.

Nas najbardziej interesować będą scenariusze z udziałem Rosji, Chin i Korei Północnej.

Scenariusz wojny wywołanej przez ChRL i KRLD rozgrywa się w roku 1998. Pekin i Phenian postanawiają wspólnie przeprowadzić skoordynowaną ofensywę, w której celem neostalinowskiej Korei Północnej jest „wyzwolenie” Korei Południowej, natomiast celem ChRL - przyłączenie „zbuntowanej” Republiki Chińskiej oraz wysp na Pacyfiku Zachodnim, stanowiących obszar roszczeń terytorialnych komunistycznych decydentów w Pekinie.

Wojna rozpoczyna się od sprowokowania zamieszek w Korei Południowej przez dywersantów z północnokoreańskich specwojsk. Następnie ma miejsce użycie wąglika przeciwko stacjonującym na Południu żołnierzom amerykańskim oraz potężna ofensywa pancerna Koreańskiej Armii Ludowej, wsparta atakiem nuklearnym na wojska południowokoreańskie i przybyłe im na pomoc wojska amerykańskie. Wojna jest bardzo nierówna, pomimo rażącej przewagi technologicznej USA i Korei Południowej, państwa te wykrwawiają się w wojnie z obłąkanym i zdeterminowanym komunistycznym dyktatorem. Stany Zjednoczone decydują się jednak na zadanie odwetowego uderzenia termonuklearnego na wojska północnokoreańskie.

Równolegle z lądową ofensywą KRLD na Półwyspie Koreańskim, ChRL przeprowadza powietrzno-morską inwazję na Tajwan, która - choć komunistyczne Chiny używają broni konwencjonalnej - niszczy ten kraj, dotychczas stanowiący dosłownie wyspę dobrobytu i wolności w totalitarnym, czerwonym morzu.

W międzyczasie czerwoni generałowie obalają Kim Dzong Ila, który opętany żądzą władzy, zamierza po raz wtóry użyć broni nuklearnej sądząc, że przechyli to ostatecznie szalę zwycięstwa na stronę komunistycznych dalekowschodnich dyktatur. Obalenie Kima spotyka się również z przychylnością chińskich sojuszników.

Komunistyczne Chiny, po zdruzgotaniu Tajwanu konwencjonalnymi atakami lotniczymi i rakietowymi włączają się do ofensywy koreańskiej, prowadzonej już przez nowego dyktatora z Phenianu, generała O Kuk Yula i to one decydują się na kolejne użycie broni nuklearnej przeciwko siłom USA i Korei Południowej.

Druga wojna koreańska kończy się swego rodzaju remisem, destrukcyjnym i upokarzającym dla USA, Korei Południowej i Tajwanu. Warto dodać, że pokój pomiędzy USA i Południową Koreą a Chinami i KRLD zostaje podpisany w Rosji, we Władywostoku. Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych zostały zdziesiątkowane atakami nuklearnymi i biologicznymi, ale również użyciem broni konwencjonalnej. Agresja komunistyczna praktycznie zniszczyła Koreę Południową i Tajwan. Pod względem geopolitycznym i terytorialnym utrzymano status quo, ale obecność USA w Azji Wschodniej i Zachodnim Pacyfiku została poważnie nadwyrężona. Choć teoretycznie, biorąc pod uwagę jedynie przewagę technologiczną USA i ich aliantów, nie mogli oni zadać ostatecznego ciosu czerwonym dyktaturom w Phenianie i Pekinie, gdyż byłoby to zbyt kosztowne z punktu widzenia demokratycznego państwa, które w czasach „postzimnowojennych”, w ciągu dekady poprzedzającej wybuch wojny drastycznie ograniczyło zbrojenia i wydawanie zasobów na utrzymanie militarnej hegemonii.

Scenariusz wojny wywołanej przez Rosję ma miejsce w roku 2006. Po „postsowieckiej smucie” lat 90. XX wieku, pełnię władzy w Rosji przejmuje GRU z generałem Aleksandrem Karaszczukiem (oficerem piechoty i Specnazu) na czele. Nowy przywódca kremlowski jednoczy siły nacjonalistyczne i komunistyczne, tworząc narodowo-bolszewicką, czerwono-brunatną koalicję. Priorytetem nowej, carsko-nacjonalistyczno-sowieckiej Rosji staje się restytucja dawnej, imperialnej świetności, zemsta na Zachodzie, a w dalszej perspektywie, opanowanie Europy, wypchnięcie z niej Stanów Zjednoczonych i pozbawienie USA statusu światowego mocarstwa. W chwili rozpętania przez generałów z „wojennoj razwiedki” piekła w Europie, Rosja wchłonęła już Białoruś i Ukrainę. Uzyskała też przewagę wojskowo-technologiczną nad państwami zachodnimi. Posiadając pokaźne ilości strategicznej broni nuklearnej, rozwinęła własny, bardzo skuteczny system obrony przeciwrakietowej, co czyniło odwetowe uderzenia nuklearne nieskutecznymi. Naukowcy z ośrodków naukowo-technicznych GRU rozwinęli także broń laserową oraz rażącą siłę żywą przeciwnika falami radiowymi.

Agresja rosyjska zaczyna się od ataku na Polskę, 6 lutego 2006 roku. Specnaz zabija wszystkich członków polskiego rządu, który obradował na specjalnym posiedzeniu w tajnym ośrodku pod Białymstokiem. Tego samego dnia w głąb terytorium Polski prą rosyjskie wojska pancerne. W odpowiedzi, wywiązując się z zobowiązań wynikających z członkostwa w NATO, Francja wysyła pod Łódź spadochroniarzy z Legii Cudzoziemskiej, na co Moskwa wystosowuje nuklearne ultimatum i je spełnia. Rakietowo-jądrowe kontruderzenie Francji zostaje powstrzymane przez rosyjski system obrony przeciwrakietowej. Polska pada pod rosyjską nawałą bardzo szybko - Szczecin, do którego ewakuował się polski rząd i Sztab Generalny WP, zostaje zdobyty 11 kwietnia. Ofensywa idzie dalej, na Czechy. Na miasto Hradec Kralove zostaje zrzucona bomba atomowa, Czechy poddają się i zostają zajęte, a przy okazji okrutnie upokorzone przez Rosję.

Siły NATO - armia amerykańska, brytyjska i Bundeswehra - umacniają się na terytorium wschodnich Niemiec. Lotnictwo niemieckie atakuje rosyjskie centrum dowodzenia operacją w Legnicy, natomiast Bundeswehra przystępuje do tworzenia antyrosyjskiej partyzantki w Czechach i w Polsce.
Moskwa żąda od USA i pozostałych państw NATO całkowitego zaprzestania oporu i grozi atakiem nuklearnym na stacjonujące w Niemczech wojska NATO w przypadku niespełnienia żądań. Groźby zostają spełnione - na Niemcy uderzają cztery ładunki nuklearne o sile 20 kt. Niemcy zmuszone zostają przez Rosję do upokarzającej kapitulacji, natomiast prezydent Francji poddaje się Moskwie z własnej inicjatywy, łamiąc zobowiązania wobec USA i sojuszników z NATO.

Nowe imperium rosyjskie sięga aż do Pirenejów. Wielka Brytania zachowuje niepodległość i nie zostaje zaatakowana, Stany Zjednoczone zostają całkowicie wypchnięte z kontynentu europejskiego i de facto oblężone przez Rosję. Moskwa każe płacić USA rujnujące gospodarkę reparacje wojenne i obserwuje praktycznie każde posunięcie Ameryki, mając wpływ również na sprawy wewnętrzne tego kraju. Szczególnie gniew wojskowych czekistów wzbudzają prace nad systemem obrony przeciwrakietowej, ochrzczonym kryptonimem „Jedi”…

Największym atutem streszczanej tutaj książki jest to, iż pisana była przez fachowych analityków znających się na wojskowości, mających nie tylko doświadczenie w kształtowaniu polityki obronnej Stanów Zjednoczonych, ale i doświadczenie frontowe - Caspar Weinberger jest weteranem II wojny światowej. Scenariusze przedstawione w książce nie są też scenariuszami filmów w rodzaju „Suma wszystkich strachów” ani innych dzieł z gatunku science-fiction. Są to scenariusze - w oczach autorów, mających wpływ na kształtowanie polityki obronnej USA - realne, a przynajmniej oparte o trendy w polityce mocarstw, które zostały dosyć trafnie rozpoznane.

Jednym z tych trendów są uwarunkowania psychospołeczne i cywilizacyjne, a konkretnie - psychologiczny profil elit politycznych: zarówno Stanów Zjednoczonych i innych krajów zachodnich, jak i państw wrogich, ze wskazaniem na neosowiecką Rosję, czerwone Chiny i neostalinowską Koreę Północną. Establishment zachodni dąży do utrzymania szeroko pojętych wartości demoliberalnych: demokracji, praw człowieka, zdobyczy państwa dobrobytu i wolnego rynku itp., zatem jest niezbyt chętny do prowadzenia wojen. I o ile Stany Zjednoczone są w stanie bronić swoich interesów przy pomocy wojska, o tyle kraje Europy Zachodniej są niemal totalnie podminowane pacyfizmem i kapitulanctwem. Zaatakowane, dają sobie narzucić nawet najbardziej upokarzające warunki kapitulacji.

Władcy krajów totalitarnych, z reguły wywodzących się z innych niż zachodnia cywilizacji są bezwzględni i zdeterminowani w osiąganiu postawionych sobie celów strategicznych, nieraz przejawiając przy tym sadyzm, okrucieństwo i niebywałą wolę destrukcji. Chodzi zwłaszcza o elity krajów komunistycznych i neokomunistycznych: Rosji, Chin i Korei Północnej, których celem jest właściwie wyłącznie władza i jej rozszerzanie drogą kolejnych, krwawych podbojów nawet, jeśli miałyby doprowadzić do nowego konfliktu zbrojnego na skalę światową.

Skąd scenariusz upokarzającego remisu w wojnie z Chinami i Koreą Północną i ofensywy rosyjskiej kończącej się kapitulacją Europy oraz wypchnięciem z niej wojsk amerykańskich? Autorzy ekstrapolują w ten sposób właśnie słabości demoliberalnego Zachodu, która przejawia się w takiej, a nie innej polityce bezpieczeństwa i obrony na przełomie XX i XXI wieku. Elity zachodnie, zarówno amerykańskie, brytyjskie, jak i zachodnioeuropejskie, niejako uwierzyły, że z rzekomym końcem zimnej wojny i równie rzekomym końcem komunizmu mogą zająć się sprawami zupełnie innymi, aniżeli obrona przed niebezpieczeństwem ze strony Chin, Rosji, Korei Północnej czy innych państw.

Caspar Weinberger i Peter Schweitzer, choć nie roztrząsali kwestii fałszywości upadku komunizmu, dość trafnie ekstrapolowali rozwój wydarzeń w Rosji i komunistycznych Chinach, a także zagrożenie strategiczne, jakie nieść może polityka tych państw. Stworzyli oni futurologiczną symulację, w której po rozpadzie ZSRS i dekadzie „smuty” władzę na Kremlu przejmuje oficer sowieckich służb specjalnych, odwołujący się między innymi właśnie do sowieckiego dziedzictwa (rzekomo „postsowieckiej”) współczesnej Rosji. Ten akurat scenariusz spełnił się w dużym stopniu. Abstrahując od tego, na ile sterowany odgórnie i przewidziany był scenariusz „posowieckiej smuty”, na przełomie XX i XXI wieku pełnię władzy na Kremlu zyskała korporacja czekistów z pułkownikiem KGB/FSB Putinem na czele, przywracając totalitarne praktyki wewnątrz kraju i agresywną, ekspansjonistyczną politykę na zewnątrz. Komunistyczne Chiny, nie rezygnując z polityki przypominającej sowiecki NEP, również prowadzą coraz bardziej agresywną, póki co jedynie werbalnie, politykę zagraniczną, zwłaszcza w rejonie Pacyfiku Zachodniego.

Weinberger i Schweitzer nie przewidzieli kilku bardzo ważnych rzeczy. Po pierwsze, utworzenia strategicznego sojuszu Moskwa-Pekin, który mógłby zmienić układ sił na świecie w taki czy inny sposób. Po drugie, nie spełnił się scenariusz, w którym niejako katalizatorem wybuchu wojny na skalę światową jest uzyskanie przez mocarstwa wrogie Zachodowi (zwłaszcza komunistycznym Chinom i neosowieckiej Federacji Rosyjskiej - przewagi technologicznej nad USA. Po trzecie, autorzy nie przewidzieli możliwości tzw. „wojny hybrydowej”. Wszystkie kampanie z „Następnej wojny światowej” przypominają te z poprzedniej. Tymczasem kolejny konflikt światowy może okazać się konfliktem, w którym pierwszorzędne znaczenie będą miały nie ogromne zgrupowania, a służby i siły specjalne, dywersja ideologiczna czy też operacje typu „false flag”…
 
Caspar Weinberger, Peter Schweitzer, „1998, 1999, 2003, 2006. Następna wojna światowa”, Wydawnictwo Słówko, Warszawa 1999

Scenariusze wojenne (1): http://jaszczur09.blogspot.com/2014/10/scenariusze-wojenne-1.html 

2 komentarze:

  1. Wielce Szanowny Panie Jaszczurze,



    Nie po raz pierwszy, a czytuję Pana od lat, po przeczytaniu Pańskiego artykułu, nie jest dla mnie jasne, jakie jest Pańskie zdanie, tym razem o scenariuszach Weinbergera i Schweitzera. Z jednej strony, "trafnie ekstrapolowali", a z drugiej, "nie przewidzieli utworzenia strategicznego sojuszu Moskwa-Pekin". Nie przewidzieli?! Ten sojusz strategiczny istnieje nieprzerwanie od pół wieku, więc nie tyle "nie przewidzieli utworzenia", co są ślepi. A jak w takiej sytuacji można cokolwiek trafnie ekstrapolować? Jak wiadomo, z błędnych założeń, można dojść do słusznych wniosków, ale tylko dość przypadkowo.



    Dalej pisze Pan, że "nie spełnił się scenariusz, w którym niejako katalizatorem wybuchu wojny na skalę światową" jest uzyskanie przez sowieciarzy przewagi technologicznej nad USA. Ale wcześniej opisuje Pan jeden ze scenariuszy, w którym Ameryka przegrywa "pomimo technologicznej przewagi". Że oni sobie sami przeczą, to drobiazg, ale jakie jest Pańskie zdanie? Czy nie jest oczywiste, że przewaga technologiczna jest niczym, jeśli nie ma woli walki?



    I wreszcie Pańska konkluzja: w nadchodzącym konflikcie znaczenie będą miały "służby i siły specjalne, dywersja ideologiczna" czy też operacje pod "fałszywą flagą”.



    Trudność mojej pozycji polega na tym, że w zupełności zgadzam się z Pańską konkluzją, ale nie widzę, jak Pan do niej doszedł, rozważając scenariusze amerykańskich autorów. Spróbuję to rozwinąć.



    O wojnie - jej wybuchu i przebiegu - decyduje wola walki. Jeśli wola walki jest tylko z jednej strony, to nie ma wojny. Dlatego Hitler nie rozpoczął wojny o Austrię i Czechy, tylko o Polskę. Przebieg też jest zależny od woli walki, ale już daruję sobie przykłady. Przewaga techniczna, np. przewaga Rzymian nad barbarzyńcami, co najwyżej odwlekała wojnę i klęskę Rzymu. Skoro jednak uzyskanie technologicznej przewagi ma być katalizatorem konfliktu, to wojna nie wybuchnie nigdy, ponieważ nigdy nie uzyskają sowieciarze technologicznej przewagi nad Ameryką, co jest w miarę łatwe do udowodnienia. Tylko że „nadchodzący konflikt” już nadszedł, już trwa i żadna technologia nie ma tu nic do rzeczy.



    Dywersja ideologiczna na niespotykaną skalę, operacje pod fałszywą flagą (tzw. proxy war), służby specjalne, wojna cybernetyczna, wszystko to zostało już zastosowane i trwa. Jest to konflikt niestety jednostronny, bo tylko jedna strona go rozumie. Druga strona w ogóle nie widzi, że trwa wojna, od czasu do czasu wyraża zdziwienie „agresywną postawą” sowietów albo rozmiarami cybernetycznej agresji chrl, ale po krótkim okresie konsternacji następuje nieodmiennie faza, w której ludzie przekonują się wzajemnie, że lepiej rozmawiać z nimi, przekonywać, niż iść na wojnę czyli lepsze jest „jaw-jaw than war-war”.



    Opublikowano ostatnio wyniki badań tzw. „opinii publicznej”, w krajach NATO w kwestii poparcia dla pomocy dla krajów bałtyckich i prlu w wypadku sowieckiej agresji. Niech Pan spojrzy na rezultaty i w tym świetle przeczyta scenariusze wojenne Weinbergera. Są one tylko śmieszne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaszczurze,

    Uważam, że owe scenariusze to to nic innego jak tylko tzw. bajdurzenie, raczej "scenariusze hollywoodzkie". Amerykanie widzą wrogów nie tam gdzie powinni, będąc przy tym naiwni jak dzieci. Chcą, aby każde zmagania z przeciwnikiem wyglądały jak wojny które znają i sami prowadzą. Armii wroga nie dostrzegają. Tymczasem, już od dawna wojna przeciwko nim toczy na ich ziemi i jest to wojna o ich własne przetrwanie a nie o Europę czy "Polskę" - demobolszewicką kontynuację peerelu. Tak widzą świat legendarne "jastrzębie" (Weinberger) zaś gdy trafi się ktoś taki jak Angleton który myśli inaczej to zaraz wszyscy zgodnie robią z niego wariata. Aby tylko nie zmieniać własnych wyobrażeń.

    Wobec takiego podejścia zadajmy sobie (przykładowo) następujące pytania:

    1. Po co "neosowieckiej Rosji" czy CHRL wojna z wykorzystaniem arsenału militarnego skoro od dziesiątek lat, z każdym dniem, zdobywają coraz większy obszar świata dla międzynarodowego komunizmu stosując niezmiernie skuteczne strategie polityczne i ekonomiczne, mając wpływy i środki na poziomie globalnym, mając też miliony sojuszników wewnątrz tzw. Zachodu w takiej skali, że rządzą oni wieloma krajami?

    2. Po co wdawać się w ryzykowną wymianę ciosów nuklearnych w coraz bardziej wchłaniającej demobolszewizm Europie, skoro cel (opanowanie jej) jest już bardzo bliski? Czy dziś arsenał nuklearny nie jest przede wszystkim po to zmiękczyć wroga i zastraszyć go?

    3. Dlaczego tak się to ułożyło, że obecnie sowieci ("rosyjscy neosowieci") przedstawiają "konflikt na Ukrainie" jako inspirowany przez USA? Przy tym władcy "Ukrainy" (jak i pozosałe demoludy w tym peerel) wydatnie im w tym pomagają, starając się maksymalnie wciągnąć Stany Zjednoczone w tenże "konflikt".

    OdpowiedzUsuń