2021-10-13

Zapad 2021. Aspekt polityczny i dezinformacyjny

Ukryta wojna Federacji Rosyjskiej z Zachodem

Minione już ćwiczenia „Zapad-2021 były jedna z operacji wojny dezinformacyjnej przeciwko państwom zachodnim, przede wszystkim zaś krajom Europy Wschodniej. Jak piszą autorzy przywołanego w poprzedniej części tekstu raportu OSW, „Organizacja szeroko zakrojonych ćwiczeń wojskowych ma wymiar nie tylko militarny – wchodzą one także w zakres rosyjskiej narracji strategicznej, w której definicje wojny i pokoju stają się nieostre. Jej kluczowym przesłaniem jest przedstawianie Rosji i Białorusi jako państw stale zagrożonych wrogą polityką Zachodu, dążącego do ich destabilizacji i zmiany rządzących reżimów. Ma to uzasadniać stosowanie „adekwatnych” środków, w tym militarnych, w celu przeciwdziałania „agresji”. Aparat dezinformacyjno-propagandowy wykorzystuje manewry do zastraszania społeczeństw w krajach bezpośrednio graniczących z państwami je organizującymi i utrwalania poglądu o realnej groźbie wybuchu konfliktu zbrojnego. […]” Nieprzypadkowe w tym kontekście jest zarówno włączenie na potrzeby manewrów do fikcyjnej Republiki Polesia terenów Wileńszczyzny i Podlasia, ogłoszenie 17 września „dniem jedności narodowej” Białorusi i przemówienie Łukaszenki, w którym Podlasie i Wileńszczyznę określił „ziemiami białoruskimi”, tak samo zresztą jak obowiązujący zarówno na Białorusi, jak i w Federacji Rosyjskiej kult Armii Czerwonej, Stalina i aparatu bezpieczeństwa.






Źródło: twitter/ @Obronny2


W rzeczywistości jednak, to Moskwa, a właściwie sowiecki aparat rządzący zarówno Federacją Rosyjską, jak i Białorusią uznaje Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię i Ukrainę za swoja strefę wpływu (tzw. „bliska zagranica”) i nie może ani pogodzić się, ani pozwolić sobie na utratę kontroli nad tymi terenami. Potrzebny jest im zatem instrument, dzięki któremu będą mogły prowadzić politykę zastraszania  wobec Warszawy, Wilna, Rygi i będą wywierać wpływ na tradycyjnie pro-moskiewski Berlin, czy nową, ustępliwą wobec Moskwy administrację Bidena.

Operacja „Śluza”

Czy wywołany przez Putina i Łukaszenkę tzw. „kryzys migracyjny”, czyli opisana przez białoruskiego opozycyjnego dziennikarza Tadeusza Giczana operacja Śluza”, na granicach Litwy, Łotwy (mający miejsce w czerwcu i lipcu) i Polski (aktualny) był elementem manewrów „Zapad-2021” bądź czy jest ich niejako przedłużeniem? Takie komentarze pojawiały się podczas trwania głównej części ćwiczeń i przyjąć należy, ze nawet, jeśli są to osobne przedsięwzięcia, to ich koincydencja czasowa nie była/nie jest przypadkowa i są one elementami sowieckiej polityki dezinformacji, szantażu i destabilizacji zewnętrznej i wewnętrznej w krajach Europy, zwłaszcza wspomnianych wcześniej krajów Europy Wschodniej.

Destabilizacja ta miałaby odbyć się poprzez nasłanie do Polski (ale również na Litwę i Lotwe) ludności obcej kulturowo, wywodzącej się głównie z kręgów kultury islamskiej, pośród której są pospolici przestępcy, pedofile, zoofile, sodomici, oraz co najgroźniejsze, bojówkarze i terroryści wywodzący się z różnych organizacji: zarówno islamistycznych, w tym ISIS i Al Qaidy, jak i spoza nich (chodzi tu na przykład o również groźne kurdyjskie organizacje para-komunistyczne). Część z nich, według informacji polskich służb odbyła przeszkolenie wojskowe w Federacji Rosyjskiej, a kwestia tak ważna, jak i zasługującą na osobne śledztwo jest to, w jakim stopniu FSB, GRU (czy tez białoruskie KGB/KDB) celowo szkoliły ekstremistów muzułmańskich z ISIS, Al-Kaidy i organizacji franczyzowych do przeprowadzania zamachów na zachodzie (w tym – w Polsce i krajach nadbałtyckich) czy tez do infiltracji tych krajów, zakładania uśpionych komórek terrorystycznych i/lub wzmacniania istniejących. Być może zamiarem sowieciarzy jest konflikt de facto zbrojny, ale poniżej poziomu regularnej wojny, w którym Rosja Sowiecka pełni zakulisowo role kierownicza, Białoruś pełniłaby role „proxy” Moskwy i „złego czekisty”, zaś nachodzcy (w tym terroryści, muzułmański lumpenproletariat i przestępcy) pełnią role mięsa armatniego. Na korzyść tego świadczyć mogą następujące ustalone fakty: duży udział wśród przechwyconych przez Straż Graniczną imigrantów terrorystów, kryminalistów, a także udostępnianie im przez specsłużby białoruskie broni, umundurowania czy dawanie im narkotyków (również osobom w stanie zagrożenia życia czy dzieciom).

Poziomem wewnętrznym operacji „Sluza” jest wojna informacyjna, psychologiczna, a właściwie operacja psychotechniczna i socjotechniczna przeprowadzana na narodzie polskim. Z jednej strony sowiecka operacja uaktywnia i wzmacnia opcje lewacka i lewicowo-liberalna oraz pacyfistyczna, a z drugiej strony, narodowych i rzekomo patriotycznych, konserwatywnych fanów Łukaszenki i Putina, powtarzającym narracje o rzekomym wtrącaniu się Polski w wewnętrzne sprawy Białorusi i usprawiedliwionym retorsjom reżimu Łukaszenki za wspieranie tzw. opozycji demokratycznej (to, czy i na ile pani Tichanouska reprezentuje opozycje koncesjonowana, to zupełnie osobna kwestia). Tak, jakby wrogość wobec Polski nie była wpisana w metapolityczny i polityczny genom neo-sowieckiego aparatu w Moskwie i Mińsku, a sama operacja „Sluza” nie była planowana już od dekady. I okazuje się w toku operacji, ze w Polsce jest całkiem spore grono dosyć wpływowych ludzi, które kwestionuje podstawy polskiej racji stanu i suwerenności oraz ma całkiem pokaźny wpływ na opinie publiczna i potencjalna politykę państwa.

Zarówno pro-imigracyjna narracja lewicy  (o rzekomych „głodujących i wyrzucanych za granice afgańskich dzieciach”), jak i narracja endekomuny oraz paleoendecji opiera się tak naprawdę na jednym rdzeniu – faktycznym pacyfizmie, niszczeniu świadomości i poczucia istnienia wroga oraz osłabianiu morale tak, aby społeczeństwo polskie miało poddać się w obliczu agresji (obojętnie, czy zbrojnej, czy „asymetrycznej”, czy to projekcji siły w celu szantażu). Narracja szeroko pojętej „endekomuny” jest o tyle groźna, ze skierowana jest do funkcjonariuszy wojska, policji i innych służb odpowiadających za bezpieczeństwo.

Można się spodziewać eskalacji aktualnego konfliktu asymetrycznego, ale na większą skale niż obecna, jednak nadal poniżej progu wojny. W przypadku Polski, całkiem łatwo wyobrazić sobie scenariusz, w którym z jednej strony za bron chwyta (a i nawet niekoniecznie za bron palna, chodzi o użycie przemocy jako takiej) cale szalejące u nas lewactwo czy tez sfanatyzowani zwolennicy PO/KO, za przeciwnika mając np. równie rozhisteryzowanych narodowców. Oczywiście obie strony byłyby sterowane przez Moskwę, niekoniecznie bezpośrednio, a w obliczu konfliktu, aparat sowiecki mógłby dokonać „interwencji humanitarnej” i „snowa oswobodit’ Polszu”. Rownie dobrze można sobie wyobrazić scenariusz podobny do tego, jaki nakreślił kiedyś dr Kazimierz Turalinski czy tez Robert Cheda, w którym za pomocą precyzyjnych uderzeń rakietowych/powietrznych Moskwa niszczy np. Gazoport, Rafinerie Gdańską, najważniejsze jednostki wojskowe czy wręcz cale związki taktyczne, w następstwie czego Polska zostaje całkowicie sparaliżowana, a do władzy dochodzi opcja czysto prosowiecka. W takim scenariuszu sowieckie bombowce poderwałby do lotu jakiś „zbuntowany generał” (w dobie powszechnej dezinformacji i w chaosie wojny taka narracja łatwo mogłaby być uwiarygodniona). Potencjalnymi silami przeciwnika mogłyby być sowieckie korporacje typu Grupa Wagnera. Mogłaby być to operacja pod falszywa flaga, a role bombowców pełniliby terroryści islamscy (wyszkoleni i zadaniowani przez FSB, GRU, SWR czy KGB białoruskie), którzy przedostali się przez granice z Białorusią, albo jakaś rodzima „Akcja Rewolucyjna”...

Wprowadzenie we wrześniu stanu wyjątkowego na terenach położonych przy granicy z Białorusią jest jedynym możliwym i jedynym potencjalnie skutecznym w takiej sytuacji rozwiązaniem i jedyne ewentualne błędy ekipy PiS, to po pierwsze, ze został on wprowadzony zbyt późno i przy widocznym i słyszalnym jazgocie opcji sowieckiej i europejskiej (niemieckiej) w Polsce, a po drugie, brak rozwiązań chroniących szczelność granicy poza instrumentarium prawnym stanów nadzwyczajnych. Swoja droga, rozwój aktualnej sytuacji na granicy i wokół niej jest najlepszym dowodem, ze tylko republikański autorytaryzm jest w stanie wrócić nam i utrzymać wolność, suwerenność i niepodległość, broniąc jej przeciwko neosowietyzmowi z jednej strony i zachodniemu, demoliberalnemu globalizmowi z drugiej.

Kontekst światowy. Federacja Rosyjska i ChRL wzajemnie torują sobie drogi

Agresywne działania Rosji Sowieckiej możliwe są dzięki dwom zasadniczym czynnikom: słabości USA pod wodza administracji Joe Bidena oraz wsparciu ze strony komunistycznych Chin. USA dokonują ustępstw wobec Rosji Sowieckiej, na czele z wydaniem zgody na dokończenie budowy Nord Stream 2 i zdjęcie sankcji z podmiotów gospodarczych realizujących ten projekt. Amerykańskie koncesje są wpisane w szersza koncepcje wycofywania się USA z własnego imperium zewnętrznego na terenie Eurazji (zwłaszcza eurazjatyckiego Rimlandu) i tworzenia nowych struktur polityczno-obronnych (QUAD, AUKUS) poza ramami dotychczasowych (NATO), czego skutkiem będzie wzrost potencjału strategicznego m.in. Niemiec, Federacji Rosyjskiej i Chin, przy czym wszystkie te trzy państwa od lat dążą do współpracy i sojuszu.

28 czerwca Rosja Sowiecka i ChRL przedłużyły traktat z 16 lipca 2001 roku o Dobrosąsiedzkich Relacjach i Przyjaznej Współpracy. Traktat nieprzypadkowo przedłużono w przeddzień setnej rocznicy powstania KPCh (z tej okazji Moskwa i Pekin zadeklarowały kontynuacje współpracy pomiędzy KPCh i Zjednoczona Rosja oraz innymi partiami Federacji Rosyjskiej)

W Traktacie o Dobrosąsiedzkich Relacjach i Przyjaznej Współpracy znajdują się zobowiązania Chin i Federacji Rosyjskiej do rozwoju dobrosąsiedzkich relacji i wzajemnej długofalowej współpracy, nieużywania siły w stosunkach wzajemnych oraz zakaz celowania broni nuklearnej przez strony traktatu przeciwko sobie. Traktat zobowiązuje obie strony do wzajemnego wsparcia w obronie integralności wewnętrznej i zewnętrznej Chin i Rosji Sowieckiej oraz wzajemnej obrony systemów politycznych obydwu stron. Zgodnie z zapisami dokumentu, Rosja Sowiecka popiera chrlowskie roszczenia wobec Tajwanu oraz okupacje Tybetu, a Pekin – politykę Moskwy m.in. w Czeczenii. Traktat obejmuje wyrzeczenie się wzajemnych roszczeń terytorialnych i zapowiedz uregulowania granicy rosyjsko-chinskiej oraz nieprzystepowanie do bloków i sojuszy, które zagrażałyby którejś ze stron traktatu i nieużywanie terytorium jednego państwa do działań przeciw drugiemu. W przypadku wystąpienia zagrożenia, oba kraje powinny powziąć konsultacje w celu ewentualnego dalszego wspólnego działania. Artykuł 10 zobowiązuje oba kraje do przeprowadzania regularnych spotkań na szczytach władz i jej różnych, poniższych szczeblach w celu realizacji polityki współpracy.

Obie strony maja dążyć do poszanowania na świecie prawa międzynarodowego, „światowego pokoju, równowagi i stabilności”. Traktat zobowiązuje Moskwę i Pekin do współpracy na forum ONZ, zwłaszcza Rady Bezpieczeństwa oraz agencji specjalnych Narodów Zjednoczonych oraz na forum międzynarodowych instytucji ekonomicznych i bankowych. Wymowny i ważny dla nas jest dążenie do „stabilizacji na terenach otaczających oba kraje”.

Dokument postuluje zwalczanie „terrorystów, rozłamowców i ekstremistów”, wspólną walkę z przestępczością zorganizowaną , handlem i przemytem narkotyków, handlem bronią, imigracja i handlem żywym towarem oraz współpracę między „centralnymi (federalnymi) organami legislacyjnymi i organami ścigania” i wymiarów sądownictwa (Art. 21).

Traktat określa ramy współpracy ekonomicznej i handlowej, wojskowej, technologicznej i naukowej, surowcowej, energetycznej, transportowej, współpracy w zakresie rozwoju energetyki nuklearnej, podboju kosmosu i aeronautyki, IT i „innych obszarach wspólnego interesu”, zobowiązuje tez obie strony do… Wzajemnej współpracy w zakresie przestrzegania praw człowieka oraz ochrony środowiska.

Traktat ten został zawarty na 20 lat, z możliwością jego przedłużenia, co uczyniono w końcu czerwca na 5 lat, przy czym co każde kolejne 5 lat będzie on automatycznie przedłużany ponownie, przez co praktycznie będzie on obowiązywać bezterminowo. Omówione przedłużenie Traktatu zawiera m.in. jego podsumowanie, podtrzymanie i aktualizacje zapisów o uwzględnienie kontekstu współczesnego, m.in. kontynuację współpracy militarnej, współpracę w ramach SCO, BRICS, NJS i ODKB oraz dążenie do utworzenia i finalizacji Projektu Wielkiej Eurazji, czy tez dokonane już uregulowanie kwestii granicznych.

Zarówno sam traktat, jak i jego przedłużenie (hucznie celebrowane w Moskwie i Pekinie) w dużej mierze symbolami, ale z drugiej strony tworzą one prawne i instytucjonalne ramy współpracy polityczno-wojskowo-gospodarczej komunistycznych Chin i Rosji Sowieckiej, będącej de facto sojuszem. W kontekście aktualnej polityki Rosji Sowieckiej, to właśnie współpraca z Chinami jest jednym z głównych motorów umożliwiających jej realizacje. Ekspansja Moskwy w regionie dawnego sowieckiego imperium wewnętrznego i zewnętrznego jest możliwa między innymi dzięki chińskim pieniądzom (zwłaszcza z handlu surowcami naturalnymi i bronią) oraz dyplomatycznemu, politycznemu i technicznemu wsparciu udzielanego czekistowskiemu reżimowi przez KPCh. Dzięki asymetrycznej agresji odpowiednio w Europie Wschodniej i rejonie Indopacyfiku, Federacja Rosyjska i komunistyczne Chiny mogą wzajemnie torować sobie drogę do realizacji regionalnych, imperialnych i globalistycznych dążeń. Nieprzypadkowo niedawne zastraszanie militarne Tajwanu i kolejne już pokazy sily militarnej na Morzu Południowochińskim przez ChRL odbyły się krotko po zakończeniu manewrów „Zapad-2021” i w trakcie trwającej ofensywie imigracyjnej przeprowadzanej przez sowieciarzy.

2021-09-26

Zapad 2021. Aspekt wojskowy

 Przebieg manewrów

W dniach 10-16 września 2021 roku na poligonach Federacji Rosyjskiej i Białorusi odbyły się manewry o kryptonimie „Zapad 2021”. Ćwiczenia te są częścią powtarzanego co roku cyklu, w którym ćwiczą kolejne okręgi wojskowe Sil Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, obok manewrów „Wostok” (Wschodni Okręg Wojskowy), „Centr” (Centralny Okręg Wojskowy), i „Kawkaz” (Południowy Okreg Wojskowy). Ćwiczenia okręgów wojskowych realizowane były jeszcze w czasach ZSRS i od roku 2004 ponownie odbywają się regularnie. Tegoroczna edycja była – zdaniem analityków Ośrodka Studiów Wschodnich, Andrzeja Wilka i Piotra Żochowskiego – największymi ćwiczeniami przeprowadzonymi przez ZSRS/Federacje Rosyjska od słynnych ćwiczeń „Zapad-81”. Ćwiczenia „Zapad” odróżniają się tym od pozostałych kierunków strategicznych, że organizowane są wspólnie z silami zbrojnymi i wojskowymi czynnikami decyzyjnymi Białorusi, także jako element polityki Państwa Związkowego Rosji i Białorusi (ZBiR). Co warto wspomnieć tutaj (a rozwinąć w kolejnej części), to fakt, ze Białoruś jest proxy i wasalem Rosji Sowieckiej, uzależnionym od sowieckiej centrali w takim samym stopniu, jak przed transformacjom ustrojową NRD.

Wspomniany na początku termin przeprowadzenia manewrów był jedynie terminem, w którym rozgrywana była ich faza aktywna, kulminacyjna. W rzeczywistości przygotowania na szczeblu politycznym rozpoczęto jeszcze w roku 2020, a w okresie wiosennym i letnim realizowane były ćwiczenia przygotowawcze oraz bardzo ważny element, jakim jest m.in. rozwiniecie zaplecza i przygotowania logistycznego dla głównych sił ćwiczących na poligonach Białorusi oraz Zachodniego Okręgu Wojskowego Rosji Sowieckiej, jak również rozwiniecie wojsk inżynieryjnych, obrony przeciwko broni masowego rażenia oraz wojsk łączności i walki radioelektronicznej. „Zapad-21” obejmował szkolenie wszystkich rodzajów wojsk, podporządkowanych dowództwu Zachodniego Okręgu Wojskowego.

Od czasów manewrów „Wostok 2018”, w ćwiczeniach sowieckich okręgów wojskowych stale i regularnie uczestniczy kontyngent sil zbrojnych komunistycznych Chin, choć w czasie fazy aktywnej tegorocznych cwiczen „Zapad” chrlowscy żołnierze wzięli udział jedynie w charakterze obserwatorów. Do omawianych ćwiczeń włączono jednak manewry „Zapad/Wzaimodiejstwo-21”, które przeprowadzane były przez ChALW m.in. na poligonach w prowincji Ningxua Hui i w Tybecie. Manewry te były manifestacją dwustronnego sojuszu Federacja Rosyjska-Chiny (tak, jak wszystkie obustronne ćwiczenia wojskowe) oraz pokazaniem, ze w razie konfliktu Rosji Sowieckiej z krajami Europy Wschodniej bądź NATO (czy jeszcze szerzej, całości tzw. Zachodu) Moskwa może liczyć na pewne, choćby i ograniczone i zakulisowe wsparcie ze strony Pekinu (co zostanie szerzej omówione w kolejnej części tekstu).

Przytoczona wcześniej analiza OSW (pisana jeszcze przed rozpoczęciem fazy kulminacyjnej), która opiera się m.in. na oficjalnych kremlowskich źródłach podaje liczbę ćwiczących wojsk na 200 tysięcy żołnierzy, jednak liczba ta bywała kwestionowana i traktowana jako element sowieckiej dezinformacji, mającej wywołać strach u przeciwnika. Według tegoż opracowania, w szczytowej fazie mogło ćwiczyć na poligonach Białorusi i zachodniej Rosji około 96 tysięcy żołnierzy i marynarzy. Na terenie poligonów białoruskich ćwiczyć miało 12,8 tysięcy żołnierzy (Federacji Rosyjskiej), zaś  batalion białoruski w sile 400 żołnierzy ćwiczyć miał na poligonach w Federacji Rosyjskiej. W manewrach uczestniczyła tez kompania kazachska, a także żołnierze indyjscy. Ta sama analiza przytacza również oficjalne informacje dotyczące tego, jakie konkretnie rodzaje oraz jakie jednostki uczestniczyły w manewrach. Z Zachodniego Okręgu Wojskowego Byly to 1. Armia Pancerna, 20. Armia Ogólnojęzykowa, 6. Armia Wojsk Lotniczych, Flota Bałtycka wraz z 11 Korpusem Armijnym, a także jednostki wsparcia, zabezpieczenia, łączności i logistyki oraz Wojska Powietrznodesantowe i jednostki specjalne.

Oprócz sił zbrojnych ćwiczyły również Federalna Służba Bezpieczeństwa, Federalna Służba Wojsk Gwardii Narodowej (przeznaczona do akcji pacyfikacyjnych na terenach zajętych przez regularne wojska), policja i inne służby porządkowe, korporacje wchodzące w skład kompleksu wojskowo-przemysłowego oraz organy administracji cywilnej. Elementem nowym i wartym odnotowania było przećwiczenie systemu finansowania żołnierzy „w polu”, w warunkach odcięcia od internetu i braku możliwości przeprowadzania operacji bezgotówkowych. W tegorocznej edycji „Zapadu” uczestniczyły również wojska podporządkowane Centralnemu Okręgowi Wojskowemu jako wojska drugiego rzutu w ćwiczeniu potencjalnej inwazji na Zachód oraz Południowego Okregu Wojskowego przeznaczone do ewentualnej inwazji na Ukrainę.



Ćwiczone działania i nowa sowiecka technika wojskowa

Podczas manewrów „Zapad-21”, na poligonach Rosji Sowieckiej (w tym znajdujących się w obwodzie kaliningradzkim) oraz Białorusi ćwiczono takie działania, jak desant piechoty morskiej na wybrzeża przeciwnika, działania przeciwdywersyjne na morzu z wykorzystaniem kutrów patrolowych (wchodzących w skład pododdziałów ochrony Putina), współdziałanie wojsk powietrznodesantowych z wojskami pancernymi, desant śmigłowcowy i desant spadochronowy pododdziałów mających przeprowadzać operacje dywersyjne – tzw. nieoznakowanych „zielonych ludzików”, złożonych z pododdziałów rosyjskich (i, co ciekawe, kazachskich), na terenie poligonu położonego w pobliżu Brześcia Litewskiego.



Robot bojowy Uran-9. Źródło: belsat




Robot bojowy Nerechta. Źródło: Army Guide

Podczas manewrów „Zapad” Rosja Sowiecka pokazała najnowszy sprzęt i uzbrojenie, m.in. zdalnie sterowane bezzałogowe roboty bojowe „Uran-9” i „Nerechta”, przeznaczone do współdziałania z pododdziałami pancernymi, zmechanizowanymi i zmotoryzowanymi, ich wsparcia ogniowego w niszczeniu żołnierzy, sprzętu i uzbrojenia przeciwnika na dystansie do 5 kilometrów. Robot bojowy „Nerechta” wyposażony jest w karabin Kord kalibru 12,7mm i granatnik AG-30M kalibru 30mm. Poza tym, użyto pluton B-19, czyli najnowszej modernizacji BWP-3, z nowa, modułowa i bezzałogowa wieżyczka Epocha, uzbrojona w armatę automatyczna o kalibrze 57 mm oraz wyrzutnie przeciwpancernych pocisków kierowanych Kornet i Bułat.


Uran-9 i BWP 3 B19

Scenariusz i faktyczny cel ćwiczeń

Fikcyjnymi bytami miedzynarodowymi i państwowymi stworzonymi na użytek manewrów były Republika Pomorska/Polarna (Polska) i Niaris (Litwa) skupione w Sojuszu Zachodnim oraz Federacja Centralna (Federacja Rosyjska/ZBiR) i Republika Polesia (Białoruś, powiększona o tereny Podlasia i Wileńszczyzny). Agresorem w scenariuszu ćwiczeń był oczywiście sojusz Zachodni, zaś Sojusz Północny, jak głosi faktyczna, oficjalna narracja neosowiecka, stroną zaatakowaną.

Republika Polarna oraz Niaris miały w scenariuszu zaatakować Republikę Polesia (a tym samym i cały Sojusz Północny) poprzez wsparcie przewrotu w tym państwie oraz wsparcie dywersantów i separatystów. Odpowiedzią Polesia i Federacji Centralnej jest otwarta „kontrofensywa”.


 

Źródło: Rochan Consulting

W rzeczywistości scenariusz ten wpisuje się w całościową taktykę i strategie dezinformacji Rosji Sowieckiej i jednocześnie jest symulacja ataku na kraje zachodnie, w pierwszej kolejności Ukrainę, kraje nadbałtyckie i Polskę. Ćwiczenia „Zapad 2021” były tez elementem szerszej kampanii, w której wchodziło i wchodzi kilka zasadniczych „operacji aktywnych”, której pierwszorzędnym celem jest właśnie Europa Wschodnia. Jest to tez kampania osadzona w kilku kontekstach politycznych i geostrategicznych, o których będzie mowa w kolejnej części tekstu.







2021-07-25

Wirus konwergencji

 

I

W opublikowanym na łamach Spectatora na początku maja artykule The China Model – Why is the West imitating Beijing profesor Niall Ferguson stawia tezę, że kraje zachodnie, próbując przeciwdziałać pandemii Covid-19, naśladują model chiński, zarówno świadomie, jak i nieświadomie.

Popularność zyskują teorie etatystyczne i socjalistyczne, na czele z koncepcją wprowadzenia bezwarunkowego, powszechnego dochodu podstawowego oraz całkowitej digitalizacji pieniądza, wypłacanego przez bank centralny, z ograniczonym terminem ważności; to ostatnie jest promowane coraz częściej przez brytyjski Bank Centralny oraz Christine Lagarde, szefową Europejskiego Banku Centralnego. Jest to pomysł stricte bazujący na modelu chińskim; Chiny są liderem zarówno technologii, jak i rozwiązań administracyjnych w tej dziedzinie.

Według Fergusona, kopiowaniem modelu chińskiego jest również próba ograniczenia zasięgu pandemii Covid-19 za pomocą lockdownów, przede wszystkim dlatego, że jest to łamanie praw człowieka i obywatela i wymaga stworzenia szerokiej sieci kontroli przez organy bezpieczeństwa, a także z powodu destrukcyjnego wpływu na gospodarki krajów zachodnich dotkniętych pandemią. Tworzenie systemu certyfikatów covidowych i „paszportów covidowych” Ferguson uznaje za kolejny dowód konwergencji Zachodu z komunistycznymi Chinami i słusznie uważa, że takie elektroniczne certyfikaty zastąpić tradycyjne dokumenty osobiste, tak samo jak w komunistycznych Chinach, gdzie system ten został stworzony jeszcze przed pandemią, w 2018 roku. Wzorem dla państw zachodnich w zakresie zwalczania Covid 19 powinien być – zdaniem Fergusona – Tajwan, w którym zaniechano lockdownów zastosowanych wpierw u komunistycznego sąsiada, a izolowano jedynie chorych i zakażonych oraz śledzono ich kontakty w celu zapobieżenia dalszego zarażania.

Szkocki politolog wskazuje na jeszcze jeden, bardzo niebezpieczny aspekt konwergencji państw zachodnich z komunistycznymi Chinami. Jest to konwergencja ideologiczna, przejawiająca się na przykład w ideologii „Wokeizmu” (od angielskiego woke), czyli bardzo radykalnej politycznej poprawności, która stała się między innymi paliwem ideologicznym dla zeszłorocznych zamieszek w USA po śmierci George’a Floyda czy wcześniej, chociażby ruchu Black Lives Matter. Ferguson wprost określa ten ideologiczny przewrót jako „kopiowanie rewolucji kulturalnej” przez zachód. „Istnieje – pisze Ferguson – rodzaj totalitaryzmu niskiego poziomu, widoczny dziś w wielu instytucjach – od elitarnych uniwersytetów po gazety, publicystów i kompanie technologiczne, który wskazuje na to, że w praktyki, takie jak donosy, denuncjacje i zniesławianie mogą [...] rozkwitać nawet w przypadku braku dyktatury monopartii. Okazuje się, że nie potrzeba partii komunistycznej u władzy do cenzury internetu, wystarczy zostawić to wielkim kompaniom technologicznym, które teraz mają władzę, by usunąć prezydenta Stanów Zjednoczonych, jeśli tylko tak zadecydują.” Bo tym właśnie było zbanowanie prezydenta Trumpa przez facebook i twittera. Ponadto, podobne praktyki cyber-cenzury są stosowane wobec ludzi twierdzących na przykład, że Covid-19 jest chrlowską bronią biologiczną, o czym Ferguson akurat nie wspomina, niemniej wpisuje się to w opisany przez niego „totalitaryzm niskiego poziomu”.


zejawem konwergencji Przejawem naśladowania modelu chińskiego jest też – choć autor o tym nie wspomina – koncepcja „Wielkiego Resetu” autorstwa Klausa Schwaba, szefa Światowego Forum Ekonomicznego, zakładająca między innymi stopniową, ale całkowitą likwidację własności prywatnej i kolektywizację praktycznie k
Ferguson przytacza także wypowiedź konserwatywnego publicysty Sohraba Amhariego, umieszczoną na twitterze, a wkrótce usuniętą, w której przedstawił on Amerykę jako „dekadencką” i zgniłą za sprawą między innymi ideologii politycznej poprawności, zaś kierujące się rzekomo od wieków konfucjanizmem Chiny jako ratunek dla zgniłego Zachodu. Tego rodzaju „nowa dezinformacja w miejsce starej” będzie – w miarę postępów resetu – coraz powszechniejsza w krajach Zachodu. Dodać tu jednakowoż należy, że w ewentualnym a możliwej rzeczywistości „Wielkiego Resetu” i „Pax Sinica”, osoby takie, jak Ahmari będą jednymi z pierwszych do cybernetycznej banicji czy też do obniżenia ratingu zaufania społecznego. Komunistyczna Partia Chin i zachodnie, demoliberalno-lewacko-globalistyczne elity pełnią tu role golicynowskich „nożyc”, a konflikty między nimi to spory techniczne co do tego, jak ma być realizowana strategia stworzenia „nowego porządku świata”.

II

Zachód nie postrzega już Chin jako konkurenta i rywala, tylko jako cywilizacyjną alternatywę”. Tako rzecze w tekście opublikowanym w Project Syndicate Joschka Fischer.

Fischer twierdzi, ze model chiński nie jest komunizmem ani socjalizmem; określenia te są stosowane przez Komunistyczna Partie Chin jedynie jako fasada służąca legitymizacji władzy. „Od reform Deng Xiaopinga pod koniec lat 70, Chiny wykształciły model hybrydowy, łączący rynek z centralnym planowaniem oraz własność państwową i prywatną. KPCh stoi na szczycie modelu ‘rynkowego leninizmu’ [Market-Leninism]. Hybrydowy charakter chińskiego systemu przesadza o jego sukcesie. Chiny są na ścieżce do pokonania Stanów Zjednoczonych zarówno technologicznie, jak i gospodarczo do roku 2030, czego Związek Sowiecki nigdy nie miał szansy osiągnąć w jakimkolwiek punkcie swojej 70-letniej historii. Chiński „socjalizm miliarderów” jest o wiele lepiej wyposażony do konkurencji z Zachodem, niż kiedykolwiek był stary system sowiecki.” Zważywszy na to, kim jest Joschka Fischer i jakie zajmuje on miejsce w establishmencie zarówno niemieckim, jak i europejskim i globalnym, trudno twierdzić, by powyższe stwierdzenia były wyrazem niezrozumienia istoty komunizmu po kolejnych transformacjach i NEP-ach. Jest to legitymizacja planowanej i po części wdrażanej polityki konwergencji z ChRL i dobrowolnego staczania się zachodu w objęcia Xi i Putina.

Dalej, Fischer twierdzi, ze panstwa zachodnie powinny porzucić politykę rywalizacji i walki o światowy prymat, w szczególności, jeżeli chodzi o komunistyczne Chiny. Jakakolwiek rywalizacja, a w szczególności ogłaszana już praktycznie wszędzie „Nowa Zimna Wojna” jest, jak głosi zresztą tytuł artykułu, ostatnia rzeczą, jakiej potrzebuje świat. Po pierwsze dlatego, ze jakiekolwiek sankcje ekonomiczne czy polityczne byłyby destrukcyjne dla gospodarek zachodnich, po drugie dlatego, ze ChRL to – zdaniem Fischera – wzorzec polityczno-ekonomiczny dla krajów zachodnich, po trzecie dlatego, ze kierujące się hybrydowym „socjalizmem miliarderów” (czytaj: neokomunistycznym totalitaryzmem) Chiny to doskonały sojusznik w walce tak z pandemia Covid-19, jak i z przyszłymi wyzwaniami również o skali światowej, na czele ze zmianami klimatycznymi.

Walka z „globalnymi wyzwaniami” jest tu jedynie ideologiczna legitymizacja do wprowadzenia zachodniej wersji komunistycznego totalitaryzmu na wzór chiński. Realnym przykładem jest pakiet unijny Fit for 55, którego realną konsekwencją będzie stworzenie w Unii Europejskiej społeczeństwa przypominającego kraje komunizmu realnego, gdzie luksusem dla większości będzie np. posiadanie prywatnego samochodu, wyjazd na wakacje czy jedzenie mięsa, zaś unijne, krajowe i korporacyjne elity będą dalej pławić się w bogactwach.

Tekst Fischera to jeden z wielu dowodów na to, że Komunistyczna Partia Chin, kremlowscy czekiści i zachodni globaliści (ale również część narodowych elit imperialnych, zwłaszcza elity niemieckie dążące do odtworzenia Nowej Rzeszy) to naturalni sojusznicy, w których wspólnym interesie jest utworzenie nowego, totalitarnego porządku światowego. Warto tu wspomnieć o innych przykładach tej synergicznej współpracy globalistów zachodnich, elit niemieckich, komunistów chińskich i czekistów rosyjskich z ostatnich miesięcy. Niemcy i Rosja Sowiecka finalizują budowę Nord Stream 2, co jest kontynuacja ich strategicznej polityki oraz długofalowej sowieckiej doktryny Falina. Niemcy współpracują tez z ChRL, chociażby w kwestii umowy inwestycyjnej ChRL-Unia Europejska oraz inwestycji realizowanych choćby przez Volkswagena i inne korporacje m.in. w okupowanym i poddanym totalnej kontroli Turkiestanie Wschodnim. Komunistyczne Chiny są adwokatem NS2.  28 czerwca, w przeddzień setnej rocznicy założenia Komunistycznej Partii Chin, Putin i Xi przedłużyli praktycznie bezterminowo Traktat o Dobrosąsiedztwie i Przyjaznej Współpracy pomiędzy ChRL a Federacją Rosyjską z 2001 roku.

III

Na koniec wróćmy do artykułu Fergusona, który wspomina ogólnikowo o geopolitycznym aspekcie systemowego resetu na Zachodzie. Konwergencja systemowa USA, Wielkiej Brytanii oraz krajów Europy Zachodniej z ChRL jest ściśle sprzężona z chińską strategią geopolityczną. Warto nadmienić, że głosy rozsądku na Zachodzie, trafnie określające system panujący w Chinach jako zbrodniczy, komunistyczny totalitaryzm zarażający Zachód swoją ideologią i modus operandi, nie spotykają się ze sprzeciwem strony przeciwnej; Ferguson powołuje się w swoim artykule na przykład na chińskiego politologa, Jianga Shi-gong.

[…] imperium zachodnie jest atakowane z zewnątrz przez “rosyjski opór” i „chińską konkurencję”. Nie jest to dążenie do stworzenia alternatywnego imperium eurazjatyckiego, ale walką o stanie się sercem imperium obejmującego cały świat.

Jeśli wątpicie, że Chiny dążą do przejęcia imperium 1.0, jego anglo-amerykańskiej liberalnej wersji, i jego przekształcenia w Imperium 2.0, bazującego na otwarcie nieliberalnym model, nie przywiązujecie uwagi do tego, że strategia ta jest realizowana wszystkimi drogami. Chiny z powodzeniem stały się fabryką świata, tak jak kiedyś był nią Zachód. [Chiny] mają swoją wersję Weltpolitik wilhelmińskich Niemiec w formie Jednego Pasu i Jednego Szlaku. Chiny używają ceny wstępu na swój rynek do wywierania wpływu na amerykańskie firmy, by te podążały według linii Pekinu. [Chiny] przeprowadzają operacje wpływu na Zachodzie, włącznie ze Stanami Zjednoczonymi. I oczywiście, nieubłaganie wzmacniają swoje zdolności militarne w każdej dziedzinie, od sił morskich aż po przestrzeń kosmiczną i cyberprzestrzeń.”

Jesteśmy właśnie świadkami tworzenia się nowego porządku światowego, i to w formie podobnej do przywoływanej już na tym blogu dystopii płk Wrońskiego „Wyzwalacz”. Globalnym „Imperium 2.0” i centrum nowego porządku świata stopniowo mogą stać się Chiny (z Rosją Sowiecką i UE w roli wysuniętego zaplecza strategicznego). Stany Zjednoczone, podobnie jak zresztą Europa Zachodnia, stałyby w tym układzie peryferią, rządzoną przez globalistyczne, demoliberalne i lewackie elity polityczno-sluzbowo-biznesowo-intelektualne, sprowadzone do roli kolaborantów KPCh i wzorujące się na niej zarówno pod względem systemowym, jak i technicznym, co już jest stopniowo realizowane, jak opisano w artykułach Fergusona i Fischera. Międzynarodowe organizacje polityczne czy ekonomiczne, takie jak Organizacja Narodów Zjednoczonych i jej agendy, Bank Światowy, ale również międzynarodowe staną się realizatorami agendy Pekinu, co da im realna moc wprowadzania totalitarnych rozwiązań i to już na skale globalna, łamiąc suwerenność krajów członkowskich.

2021-06-24

Stan zagrożenia // R12M

Niedawno z ponad rocznym opóźnieniem TVP wyemitowała dokument Ewy Stankiewicz pod tytułem „Stan zagrożenia” w którym przedstawiono dowody oraz poszlaki, bazujące na naukach ścisłych przemawiające za tym, iż katastrofa smoleńska nie była w istocie katastrofą lotniczą, a zamachem, którego inspiratorami były czekistowskie władze Federacji Rosyjskiej, a współsprawcami rząd Tuska i Platformy Obywatelskiej. Film spotkał się – ilekroć miał zostać wyświetlony w publicznej telewizji – ze wstrzymaniem emisji, i to ze strony tej części elit, której najbardziej powinno zależeć na wyjaśnieniu tej sprawy.

 

Swego czasu próbowałem zająć się przedstawieniem katastrofy/zamachu w Smoleńsku na tle zarówno długofalowej strategii politycznej elit sowieckich, jak i na jej równie długofalowych skutków: umacnianiu się sojuszu Moskwa-Berlin/Unia Europejska oraz odzyskiwaniu i wzmacnianiu politycznych wpływów Moskwy w strefie sowieckiej, po „strategicznej pauzie” i swoistej odwilży transformacji ustrojowej i sfingowanego „końca komunizmu”. Warto też poświęcić szczególną uwagę poszlakom i dowodom proceduralnym i biurokratycznym, przedstawionym przez „insidera” i praktyka, pułkownika AW Piotra Wrońskiego, który wskazuje na to, iż zamach mógł być przeprowadzony poprzez umyślnie stworzone zaniedbania i bałagan związany z organizacją lotu, a w szczególności z rozdzieleniem wizyt Tuska i Kaczyńskiego w Katyniu oraz obniżeniem rangi wizyty prezydenta do poziomu de facto prywatnej wycieczki. Czy putinowski reżim czekistów miał interes w dokonaniu zamachu na prezydenta Kaczyńskiego i prominentów politycznych, wojskowych i last but not least, działaczy nadal jeszcze wówczas czynnej opozycji antykomunistycznej (w osobie np. Anny Walentynowicz)? Miał. Czy Putin mógł przeprowadzić zamach upozorowany na katastrofę lotniczą? Mógł. Czy na obszarze byłego Związku Sowieckiego istniał kontekst polityczny sprzyjający takiemu zamachowi? Istniał. Czy władze Federacji Rosyjskiej posiadały na terenie Polski czynniki mogące sprzyjać takiemu zamachowi i mające interes w wyeliminowaniu Kaczyńskiego? Jak najbardziej, posiadały, i to niezależnie od afiliacji partyjnych. Kolejna sprawa to pytanie, dlaczego premier Donald Tusk od razu oddał sowieciarzom śledztwo nad wyjaśnieniem przyczyn katastrofy, wraz z najważniejszym materiałem dowodowym? I dlaczego zabronił ministrowi Klichowi zwrócenia się w tej sprawie o pomoc do NATO?

 




 

Wróćmy jednak do prób cenzury „Stanu zagrożenia”. Zdaniem Ewy Stankiewicz, polskie elity – i to niezależnie od barw partyjnych, włącznie z obozem określanym jako patriotyczny – nie chcą wyjaśnienia tragedii smoleńskiej, a poszukiwanie prawdy zatrzymuje się na efekcie prac podkomisji smoleńskiej, którym jest odtworzenie przebiegu katastrofy na poziomie technicznym, które skądinąd jednoznacznie przemawia za zamachem. Ewa Stankiewicz twierdzi, że zdarzenie to zredukowano z jednej strony do typowego dla Polaków nurzania się w martyrologii, pomników oraz wspominek, a z drugiej do obrzydliwych podśmiechujek o „kaczce po smoleńsku” popijanej „zimnym Lechem”. Zarówno „przemysł pogardy”, podwieszony pod komunistyczne układy aparat dezinformacji oraz – świadomie bądź nie – instytucje i media „dobrej zmiany” skutecznie próby wyjaśnienia zniweczyły poprzez takie właśnie „unieważnienie” dochodzenia do prawdy. Rząd PiS sprawę, która jest kluczowa dla zabezpieczenia przetrwania bytu Polski zepchnął niejako na margines polityki.

 

Dlaczego jedna strona wojny sowiecko-polskiej celowo dezinformuje w tej kwestii, a druga wydaje się bardzo nie chcieć jej wyjaśnienia, mimo tego, że leży to w interesie jej samej, jak i całościowej polskiej racji stanu? Otóż dlatego, że – parafrazując Kiszczaka – Okrągły Stół i Smoleńsk to dwa końce tej samej polityki. Jak pisze w swoim artykule z 2012 roku sama Ewa Stankiewicz, [...] cała historia utraty suwerenności zaczyna się jeszcze przed jej odzyskaniem. Od momentu, kiedy nie został skazany ani na karę śmierci, ani na karę dożywotniego więzienia generał Edmund Buła, następca Kiszczaka, który w 89 roku niszczył masowo akta bezpieki wojskowej ale przed zniszczeniem całość zmikrofilmował i bezceremonialnie przekazał do Moskwy, co potwierdza raport o likwidacji WSI…cała historia utraty suwerenności zaczyna się jeszcze przed jej odzyskaniem. Od momentu, kiedy nie został skazany ani na karę śmierci, ani na karę dożywotniego więzienia generał Edmund Buła, następca Kiszczaka, który w 89 roku niszczył masowo akta bezpieki wojskowej ale przed zniszczeniem całość zmikrofilmował i bezceremonialnie przekazał do Moskwy, co potwierdza raport o likwidacji WSI… To dlatego właśnie nikt (również, a w szczególności rząd PiS) nie ujawnił zbioru zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej. Dlatego właśnie cały czas obowiązuje zmowa milczenia wokół mordu na ks. Popiełuszce, a także innych zbrodni założycielskich „III RP” – stanu wojennego i Grudnia’70. Z tego powodu nie opublikowano Aneksu do Raportu z weryfikacji WSI. Dlatego również obecny rząd coraz bardziej zacieśnia współpracę, i to na wielu poziomach, z ChRL (czego realnym skutkiem będzie wpuszczenie tylnimi drzwiami agentury sowieckiej). Dlatego rząd „dobrej zmiany” czyni umizgi wobec coraz bardziej komunizującej się Unii Europejskiej, a zwłaszcza coraz bardziej „zenerdyzowanych” Niemiec, jednakowoż będąc niejako zakładnikiem polityki państw zachodnich, w której predominuje dążenie do ułożenia sobie w miarę przyjaznych relacji z Rosją Sowiecką.

 

Ponadto, Prawo i Sprawiedliwość wyrasta z ruchu „Solidarności” i jako takie cierpi na opisany w latach ’80 przez Józefa Mackiewicza syndrom, polegający na zamiarze jednoczesnego obalania i naprawiania komuny, co i pod koniec lat ’80, i w połowie lat dziesiątych XXI wieku, i obecnie przejawia się w formule „samoograniczającej się rewolucji bez rewolucji”. Przez cały praktycznie czas swojego istnienia predominuje w nim tendencja do swego rodzaju "dealu", będącego rewizją, nie zaś obaleniem, ładu okrągłostołowego. W aktualnym rozdaniu, w zamian za nienaruszanie interesów politycznych środowisk komunistycznego „głębokiego państwa” (związanego z Moskwą), owo głębokie państwo ma podzielić się z PiS-em pewnymi zewnętrznymi obszarami władzy, przede wszystkim w zakresie polityki społecznej czy pewnych celów ideologicznych (np. skądinąd słuszne: obrona życia dzieci poczętych i sprzeciw wobec ideologii LGBT).

 

Kapitulacja PiS wynika z kalkulacji układu sił, zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Aparat partyjny i urzędniczy nie chce zbytnio narażać się ani elitom sowieckim, ani powiązanymi z nimi lokalnymi elitami sowieckimi, międzynarodówkami globalistycznymi oraz lewackimi gdyż obawia się, że mają wszystkie praktycznie środki mogące w sensie technicznym sparaliżować niesuwerenne i teoretyczne państwo polskie: od instrumentów finansowych i międzynarodowych sankcji, po „seryjnego samobójcę”, po twarde środki dywersyjno-sabotażowe, łącznie z powtórką ze Smoleńska. Katastrofa smoleńska była zresztą – tu wracamy do punktu wyjścia – operacją „bratniej pomocy” mającą charakter pacyfikacyjny i (jakkolwiek zabrzmi to okrutnie, ale tak było) wychowawczy wobec elit. Smoleńsk to okrutne ostrzeżenie od elit sowieckich o treści: „są granice, których przekroczyć nie wolno”.

 

PiS stał się zwłaszcza po 2018 roku de facto partią władzy, której aparatowi zależy głównie na trwaniu przy lukratywnych stanowiskach, czemu jakiekolwiek odważne posunięcia mogłyby zaszkodzić. Kolejnym czynnikiem jest tutaj miałkość elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, którego większości zależy na korzyściach o charakterze ekonomicznym, a nie na suwerennym, niepodległym i bezpiecznym państwie polskim, i która w ogóle nie rozumie mechanizmów realnej polityki. Zapewne nie bez znaczenia jest agentura wpływu uplasowana w aktualnych władzach, ale tu dysponujemy zbyt małą ilością informacji, żeby ten wątek rozwijać.

 

Geopolityczne, międzynarodowe tło i przyczyny kapitulacji PiS to coraz bardziej zaostrzająca się nowa odsłona "zimnej wojny" pomiędzy blokiem Chrlowskim a blokiem amerykańskim, objęcie władzy w USA przez elity wspierane (i po części opanowane) przez tamtejszych bolszewików oraz korporacyjne, finansowe, technologiczne i służbowe „deep state”, zmierzające do powtórki resetu z Rosją Sowiecką oraz korekty antychińskiego i antysowieckiego kursu Donalda Trumpa, czego konsekwencją będzie wycofanie się Amerykanów z Europy. I wreszcie to, co jest najważniejsze z perspektywy Polski – coraz bardziej agresywna i przekraczająca kolejne szczeble drabiny eskalacji i prowokacji polityka Rosji Sowieckiej, a także tworzenie się nowego bloku eurazjatyckiego łączącego Europę, Rosję Sowiecką i ChRL.

 

Sprawę uprowadzenia samolotu Ryanair z Romanem Protasiewiczem przez podległą Moskwie Białoruś, zatrzymania samolotu LOT-u z Andriejem Piwowarowem w Petersburgu już przez FSB, pożaru w elektrowni w Bełchatowie, a obecnie cyberataku na konta e-mailowe ministra Dworczyka i innych polskich oficjeli należy widzieć między innymi w kontekście zniesienia przez USA sankcji na Nord Stream 2, prób utrącenia budowy Baltic Pipe oraz szczytu Biden-Putin, w trakcie którego prezydent USA – jak pisze Hanna Shen – zademonstrował słabość swoją i Ameryki wobec Rosji Sowieckiej (i tandemu Pekin-Moskwa). Nie jest przypadkiem zapewne również to, że mniej więcej w tym samym czasie dokonano ataków hakerskich na infrastrukturę naftową USA. Wszystkie te ataki mają zapewne na celu wywołanie bądź pogłebienie chaosu i destabilizacji zarówno w Polsce, jak i w USA.

 

Realnymi, dalekosiężnymi skutkami wyżej opisanych procesów będzie konserwacja wpływów nadwiślańskiego komunistycznego głębokiego państwa. Należy spodziewać się, że między innymi na skutek rozlicznych zaniechań (opisanych wyżej), Prawo i Sprawiedliwość oraz cały rządzący obóz Zjednoczonej Prawicy ulegnie dekompozycji (do tego dojdzie walka o schedę po Jarosławie Kaczyńskim), a scena polityczna może pogrążyć się albo w chaosie (coraz brutalniejszym), albo doświadczymy powtórki z czasów świetności SLD lub Platformy Obywatelskiej – tyle tylko, że już pod innymi szyldami. Na poziomie międzynarodowym przywrócone zostaną te wpływy Rosji Sowieckiej, które zostały utracone. I będą one po części realizowane per procura – to Niemcy i Unia Europejska, a także rozmaite pozarządowe i ponadrządowe agendy będą realizować interesy kremlowskich czekistów, wzrośnie też znaczenie prorosyjskiej „prawicy” spod znaku „prawicowego NEP-u”. Polskę może też czekać los już nie „państwa frontowego” Zachodu czy choćby nawet „strefy zgniotu”, tylko „stacji przeładunkowej” na osi Pekin-Moskwa-Berlin. Zbigniew Szczęsny prognozuje, że wycofanie się z Europy USA, zniszczonych przez bolszewicką rewolucję Bidena, nastąpi w ciągu dekady. Wówczas, Niemcy i Francja ostatecznie zwrócą się w stronę Eurazji (czyli osi Pekin-Moskwa), a Rosja Sowiecka stanie się (dzięki udziałowi Niemiec, Francji i unijnej biurokracji) w Europie hegemonem.

 

***

 

 Profesor Marek Jan Chodakiewicz w swoich licznych analizach twierdzi, że Polska musi posiadać broń nuklearną (i co za tym idzie, środki do jej przenoszenia, przynajmniej średniego zasięgu), aby przetrwać w takim otoczeniu międzynarodowym i strategicznym, jakie ma. Doktor Jacek Bartosiak postuluje stworzenie Armii Nowego Wzoru, dostosowanej do wyzwań nowoczesnego pola walki i zdolnej do takiej projekcji siły, która skutecznie odstraszyłaby zakusy Rosji Sowieckiej w regionie Europy Wschodniej. Przywołana już tutaj Ewa Stankiewicz postulowała surowe ukaranie zarówno architektów PRL-bis, jak i polskich współsprawców „katastrofy” smoleńskiej, włącznie z karami dożywocia i karą śmierci. Wszyscy oni mają rację, jednak postulatów tych nie da się przeprowadzić w warunkach systemu demoliberalnego, stanowiącego zaledwie fasadę dla kolejnych stadiów rozwojowych komunizmu.

 


 

Jest zatem jednak tylko jedna droga, która pozwoliłaby Polsce na wyrwanie się z okowów PRL-bis, „państwa teoretycznego”, wiecznej peryferyjności i permanentnego statusu „Białych Murzynów”. Drogą tą jest polska wola mocy, polskie Ordnung und Macht. Polska musi się prze-ORIENT-ować. Odrzucić całkowicie demoliberalne, solidarnościowe, polrealistyczne oraz modernistyczno-chrześcijańskie (w który to nurt niestety wpisuje się autorytet prawicy Jan Paweł II) zabobony (meta)polityczne i  zwrócić się w stronę eurazjatyzmu i autorytaryzmu, jak to od ponad roku ustawicznie postuluje w swoich genialnych analizach twórca nowoczesnej, polskiej myśli autorytarnej i sanacyjnej, bloger Stańczyk1(CheHelmut), najlepiej autorytaryzmu aideologicznego, patriotycznego i wolnościowego. Przy czym, ktokolwiek posiada więcej niż minimalną wiedzę na temat historii i mechanizmów polityki wie, że eurazjatyzmu nie należy utożsamiać z systemami panujacymi na Białorusi, w Rosji Sowieckiej czy w Chinach, zaś autorytaryzmu z również tam panującym totalitaryzmem.