2023-07-01

Czerwcowy pucz - (spiskowa) hipoteza robocza

 

Pucz Prigożina z 24 czerwca tego roku od samego jego rozpoczęcia budzi skojarzenia z puczem Janajewa z sierpnia 1991 roku. Celem puczu Janajewa była dezinformacja – uwiarygodnienie odgórnego procesu „upadku komunizmu”, a także, a może przede wszystkim – rozpoczęcie budowy zmodernizowanego neosowieckiego imperium.

Na „teatralny” i dezinformacyjny charakter ubiegłotygodniowej próby puczu zwraca uwagę na łamach amerykańskiego Newsweeka Rebekah Koffler – była oficer DIA. Teza o sfingowanym puczu zawarta jest w samym tytule: The Wagner Coup was staged by Putin – and the West fell from it. Autorka wskazuje m.in. na to, iż większość tzw. „środowiska eksperckiego” wyciąga z tego wydarzenia fałszywe wnioski, takie jak osłabienie sowieckiego potencjału inwazyjnego na Ukrainie. Tymczasem, w ostrych słowach autorki, „wydaje się, że nikt nie chce uświadomić sobie oczywistej prawdy: przewrót był ustawiony i był operacją pod fałszywą flagą”.

Koffler w przystępny i obrazowy sposób argumentuje swoją tezę. „Pomyślcie: armia [Grupa Wagnera – J.] atakuje Rosję, maszeruje prosto na Moskwę i nikt nie odnosi krzywdy [oprócz załóg zestrzelonych przez wagnerowców śmigłowców i samolotów – J.]? Z paroma tysiącami ludzi, osiągnęła to, czego Hitler z prawie milionem ludzi nie był w stanie? A Putin wycofuje swoje wojska? I wtedy [Prigożin] stwierdza: „dobra, nieważne” i kieruje się na Białoruś? Prigożin musiałby być idiotą albo samobójcą by wierzyć, że z 8 tysiącami ludzi jest w stanie opanować Moskwę. […] Dalej mamy zdjęcia Prigożina siedzącego na ławce w Rostowie nad Donem […] z zastępcą ministra obrony Rosji, Junus-Bekiem Jewkurowem i zastępcą szefa GRU, generałem porucznikiem Władimirem Aleksiejewem. To było zbyt poufałe jak na rebelię. To, że Prigożin ciągle żyje po rzekomej zdradzie matki Rosji jest nie do pomyślenia pod rządami Putina, który w 2019 roku powiedział, że zdrada jest największą zbrodnią na świecie i który ściga zdrajców wszędzie na świecie, włącznie ze Stanami Zjednoczonymi.

Pucz był ustawiony. Jedyne pytanie, to dlaczego Putin podjął się tak rozbudowanej dezinformacji?

Pierwszy poziom to zdaniem Koffler poziom polityki wewnętrznej w Federacji Rosyjskiej. Putin przygotowuje się do „wyborów” w 2024 roku. Inwazja Rosji Sowieckiej na Ukrainie nie układa się – oględnie mówiąc – tak, jak miała się ułożyć według planów reżimu czekistów. Dlatego – zdaniem Koffler – „trzeba przekonać Rosjan do poniesienia większego poświęcenia w celu zwiększenia powszechnego poparcia wojny na Ukrainie. Putin osiąga to, odwołując się do dwóch pierwotnych lęków narodu rosyjskiego: inwazji Zachodu i chaosu.Putin, w swoim przemówieniu w puczową sobotę obwinił za pucz właśnie kraje zachodnie, które w ten sposób rzekomo zamierzają pogrążyć Federację Rosyjską w chaosie. Sfingowany pucz może też być pretekstem służącym do jeszcze większej niż dotąd konsolidacji władzy, aparatu bezpieczeństwa (FSB i Rosgwardia zwłaszcza): podczas puczu ogłoszono reżim „operacji antyterrorystycznej” oraz nałożenie różnych ograniczeń komunikacyjnych. Wzmocniono także ogłaszaną co jakiś czas mobilizację, uchylając wymóg niekaralności przy rekrutacji do wojska. Mimo puczu, chaosu, aresztowań itp. działa nie tylko aparat bezpieki, ale i dalej atakowana jest przez sowieciarzy Ukraina.



Kolejnym poziomem dezinformacji czerwcowego puczu jest poziom międzynarodowy. Koffler zwraca w artykule uwagę na dwie bardzo ważne kwestie, kluczowe dla całokształtu charakteru sowieckiej polityki dezinformacji strategicznej. „Istnieje całościowa doktryna […] zwana zarządzaniem refleksyjnym, której celem jest oszukanie wroga poprzez podsuniecie mu informacji, w które jest skłonny uwierzyć ze względu na dominujące u niego przekonania”. Tu także leży przyczyna tego, iż – cytując Koffler – „to, co Rosjanie uważają za siłę […], zachodnie media i eksperci Bidena interpretują jako słabość. I tego również chce Putin. Zachodnia percepcja jego słabości i niekompetencji jego armii sugeruje, że Zachód nie musi dostarczać tak dużo pomocy Ukrainie […]”. Możemy mieć także do czynienia z wymuszeniem na Zachodzie „eskalacji”, którą, według sowieckich oficjeli, funkcjonariuszy aparatu propagandy, agentury wpływu i idiotów jest pomoc Ukrainie albo konsolidacja i remilitaryzacji NATO, zwłaszcza jego wschodniej flanki.

I tak, celem puczu było wywołanie wrażenia „chaosu” i „bardaku” w Federacji Rosyjskiej, gdzie zastosowano wzorzec dezinformacji „słabość, chaos i szantaż”, wywołanie wrażenia o Rosji Sowieckiej jako państwie niestabilnym, ale uzbrojonym w broń masowego rażenia (słynne dictum o „Kongo z rakietami atomowymi”). A także, że reżim Putina i FSB jest „mniejszym złem”, w zestawieniu z „zekiem” Prigożinem, którego korporacja najemnicza grupuje neonazistów i zbrodniarzy, że lepszy jest „znany” Putin (wraz z czekistowską dyktaturą) niż jakakolwiek nowa sytuacja wewnętrzna w Rosji, włącznie z hipotetycznym rozpadem Federacji Rosyjskiej. Koffler przedstawiła to równie obrazowo: „Putin przypomina również światu, że im dłużej trwa wojna na Ukrainie, tym większa jest szansa na nieprzewidziane konsekwencje, takie jak, powiedzmy, nuklearny Armagedon. Gdy żołnierze [sic!] Prigożina parli autostradą M4 do Moskwy, komentatorzy martwili się chaosem i tym, kto kontroluje pociski nuklearne Rosji.” Być może pucz Wagnera i jego konsekwencje to osłona dezinformacyjna jakichś dalszych przedsięwzięć sowieciarzy, np. wysadzenia Zaporoskiej Elektrowni Atomowej. Bardzo możliwe jest, że pucz i konsekwencje, wrażenie „słabości i chaosu” zostaną wykorzystane jako uzasadnienie do zamrożenia inwazji Rosji Sowieckiej na Ukrainę, być może wedle chińskiego planu pokojowego, chociaż za wcześniej teraz formułować jakieś kategoryczne wnioski w tym temacie.

Podczas sobotniego puczu i po nim pojawiły się glosy będące artykulacją mokrych snów demoliberałów, czyli nadzieje jakoby pucz i jego konsekwencje miałyby doprowadzić do „liberalizacji” i „demokratyzacji Rosji”.

Już kilka dni po puczu widać było, że nie wpływa on na działania wojenne sowieciarzy na Ukrainie, która dalej niszczona jest atakami lotniczymi i rakietowymi. Ani tez na międzynarodowe relacje Kremla – sojusz z Chinami jest kontynuowany: odbyły się m.in. rozmowy zastępcy ministra spraw zagranicznych FR Andrieja Rudenki z ministrem spraw zagranicznych ChRL Qin Gangiem, podczas których mówiono m.in. o „zabezpieczeniu wspólnych interesów w niestabilnym świecie”, a także rozmowy na temat obrony przeciwrakietowej pomiędzy ministrami spraw zagranicznych FR i ChRL.

Najważniejszym jednak (przynajmniej dla Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich) „kinetycznym” efektem puczu jest zapowiadane przemieszczenie Prigożina wraz z kontyngentem najemników z Grupy Wagnera na terytorium Białorusi. Może się to okazać punktem wyjścia dla kolejnej odsłony „Operacji Śluza” (być może z eksklawy królewieckiej) ale teraz już przy asyście Grupy Wagnera, która rekrutuje również najemników pochodzących z krajów Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Z tym, że niedługo możemy mieć do czynienia nie z rzucaniem kamieniami, gałęziami czy kostką brukową przez nachodźców, tylko np. z granatami, strzałami czy IED. A także – poprzez tzw. działania poniżej progu wojny – możliwość modelowania polityki wewnętrznej Polski przy pomocy agentury, użytecznych idiotów, pięknoduchów oraz głęboko zakorzenionych w pewnej części społeczeństwa (nie jest to typowe tylko dla Polski zresztą) lęków i resentymentów. Nie jest również przypadkiem, że przemieszczenie grupy Wagnera na Białoruś następuje po zapowiedziach umieszczenia tam sowieckiej broni nuklearnej.



Tak samo ważnym kontekstem zarówno „puczu” Wagnera, jak i przemieszczenie najemników tej grupy na Białoruś jest Szczyt NATO w Wilnie. Zarówno pucz, jak i odpowiednie „rozśrodkowanie” Wagnera może być dla czekistowskich decydentów z Kremla stworzeniem gruntu dla kolejnych operacji pod fałszywą flagą, w której Rosja Sowiecka będzie w stanie po prostu umyć ręce.