Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusk. Pokaż wszystkie posty

2025-08-15

Wokół rozmów Trump-Putin. Glossa do wpisu Weliny Czakarowej

W przededniu rozmów Trump-Putin w sprawie Ukrainy, które odbywają się dziś w Anchorage na Alasce, Welina Czakarowa opublikowała na platformie X tekst naświetlający szerszy kontekst tych rozmów. Zimna Wojna 2 pomiędzy Ameryką a Smokoniedźwiedziem nie rozgrywa się w izolacji – Ukraina i Tajwan są połączone ze sobą niewidzialnym stalowym kablem […] - pisze Czakarowa, przy czym zwraca uwagę swoją trafnością pojęcie „DragonBear”, oczywiście oznaczające sojusz ChRL i Federacji Rosyjskiej. Nieprzypadkowa jest tu kolejność – to komunistyczne Chiny pełnią rolę centrum, zaś Federacja Rosyjska to chiński strategiczny dodatek i zaplecze.



Tak samo, jak Zimna Wojna 2, przy czym moim zdaniem niestety bardziej adekwatne jest stwierdzenie Jacka Bartosiaka o wojnie systemowej, którą roboczo określam jako „sekwencyjna wojna światowa”. To wojna toczona niejako transzami, albo – jak napisał jeden z komentatorów – na raty, w której czerwony „Smokoniedźwiedź” dąży do obalenia starego i ustanowienia nowego porządku światowego (skojarzenie z hasłami rewolucji maoistowskiej w Chinach nieprzypadkowe). To Federacja Rosyjska ma umożliwić komunistycznym Chinom zdobycie i utrzymanie światowej hegemonii. Czakarowa pisze: W Zimnej Wojnie 2, Rosja pełni rolę bardzo silnej karty, zbyt słabej, by samodzielnie prowadzić i zbyt silnej, by ją ignorować. Dla Pekinu, Moskwa jest jednocześnie tarczą i włócznią: buforem przyjmującym zachodnie sankcje i partner w projekcji nacisku miltarnego od Morza Czarnego aż po Pacyfik. Ostatnie wspólne ćwiczenia Smokoniedźwiedzia w pobliżu Japonii [„Morskije Wzaimodiejstwo 2025” – organizowane cyklicznie od 2012 wspólne ćwiczenia sił morskich Federacji Rosyjskiej i ChRL - autor] nie były przypadkiem – to był sygnał. Smokoniedźwiedź jest przygotowany, by stawić wyzwanie zarówno „transatlantyckiemu” NATO, jak i embrionalnemu „pacyficznemu NATO”.

Zasadniczą kwestią jest to, jaką formę i jaką intensywność przybierze „podwójna eskalacja” Federacji Rosyjskiej i ChRL, na terenie Międzymorza Bałtycko-Czarnomorskiego z jednej strony i Pacyfiku Zachodniego z drugiej. Będzie ona jednak miała miejsce niezależnie od tego, co zostanie ustalone na spotkaniu Trump-Putin. Czakarowa uważa też, że rozmowy Trump-Putin mogą być wstępem do nadchodzących negocjacji z głównym sprawcą i agresorem „Nowej Zimnej Wojny”/sekwencyjnej III wojny światowej – Xi Jinpingiem.

I w kontekście tych rozmów, Czakarowa porusza sytuację państw Europy Zachodniej. Jej zdaniem: Europa została całkowicie odsunięta na bok w kształtującej się wielkiej choreografii rozmów Putin-Trump-Xi. Bez miejsca przy stole, bez weta, bez lewarowania – tylko nie do pozazdroszczenia rola geopolitycznego ogródka w „Realpolitik” triumwiratu [Waszyngton-Moskwa-Pekin – autor]. I jest to prawda, z tym, że nie jest to wina Trumpa, a kraje Europy Zachodniej zapracowały sobie na tą rolę przez ostatnie 35 lat. Z całą polityką opartą na symulakrze „końca historii” (z którego to konstruktu wycofał się sam Francis Fukuyama), z pacyfizmem, który motywował de facto rozbrojenie krajów europejskich, mniej lub bardziej zawoalowanym antyamerykanizmem, globalizmem i marksizmem kulturowym w polityce wewnętrznej, koncepcjami centralizacji UE i utworzenia jednolitego europejskiego superpaństwa. I wreszcie – resetem z de facto neosowiecką Rosją. Prym wiodą tutaj Niemcy, które usiłowały – oficjalnie motywowane powyższym – stać się sowieckim „hubem” energetycznym i surowcowym na Europę. Agresja Federacji Rosyjskiej nie tyle zniweczyła tę politykę, co spowodowała niejako jej przesunięcie za kulisy, a także coraz bardziej widoczne przesuwanie się w orbitę chińską (gdzie Chiny stają się „zastępczą Rosją”, mówiąc słowami śp. doktora Jerzego Targalskiego).

W tym kontekście, żądanie Merza, Macrona, Starmera czy von der Leyen prowadzenia walki przez skrawioną Ukrainę i domaganie się bezwarunkowego poparcia przez USA mają taką samą realną wartość, jak malowanie kredkami po ulicach Paryża czy Brukseli po atakach islamskich terrorystów dekadę temu.

I wreszcie, jaka jest sytuacja Ukrainy. Z jednej strony, państwo ukraińskie (w sensie technicznym) zostało ocalone dzięki oporowi samych Ukraińców, jak i wsparciu zachodniemu, zwłaszcza Polski. Z drugiej – Ukraina funkcjonuje jedynie dzięki „kroplówce” z Zachodu. Federacja Rosyjska – mimo dotkliwych strat – nie załamała się na skutek trzyletniej wojny i właściwie teraz mamy do czynienia z przełamaniem ukraińskiego frontu na Donbasie, który jest już nie do obrony, jako teren całkowicie zniszczony działaniami wojennymi i ze zsowietyzowaną ludnością. Jego uporczywa obrona spowoduje wywiązanie się kampanii przypominających Bachmut czy Mariupol, które z czasem doprowadzą do wyczerpania Ukraińców i do przywrócenia całkowitej kontroli nad całą Ukrainą przez sowieciarzy, choćby i przy zachowaniu jakiejś technicznej formy państwowości (względnie, doprowadzenie do powstania upadłej strefy buforowej). Federacja Rosyjska miałaby wówczas o wiele lepszą pozycję do domagania się kolejnych koncesji dla siebie, na przykład spełnienia ultimatum Putina-Ławrowa z 2021 roku. Stałaby się jeszcze skuteczniejszą „tarczą i włócznią” ChRL, być może już w ostatecznej rozgrywce. Bolszewicki „Smokoniedźwiedź”, w wersji „minimum”, dokonałby finalizacji strategicznego oblężenia USA i ich sojuszników i – co bardzo ważne – ośmieszyłby i zdelegalizował narrację Zachodu o sprzeciwie wobec agresji Federacji Rosyjskiej i ChRL.

Jedyną możliwością zachowania substancji państwowej i narodowej (ocalenie życia ludzkiego) Ukrainy jest niestety oddanie sowietom Donbasu, a być może części Zaporoża i Chersońszczyzny i wymuszenie przez Stany Zjednoczone przerwania ognia. Widzą to ukraińscy żołnierze na froncie, widzą to co rozsądniej myślący przedstawiciele ukraińskich elit, na przykład Andrij Biłećkyj – wódz antykomunistycznego, antysowieckiego, nacjonalistycznego Ruchu Azowskiego.

Dlatego administracja Donalda Trumpa chce (i musi – to jest współczesny „White Man’s Burden”) wieść prym nie tylko w rozmowach z Putinem, ale i innych formach rozgrywek z Moskwą i Pekinem. Czy będzie to legalizacja zmiany granic państwowych siłą zbrojną? To już jest egzekwowane, siłą właśnie. Czy będzie to legalizowanie zdobyczy Federacji Rosyjskiej? Czy będzie to częściowa wygrana Moskwy, która da Moskalom „pieriedyszkę”? Z jednej strony tak, ale z drugiej strony, taki kształt dałby czas na odbudowanie zasobów przez USA i pozostałe kraje nietotalitarne, bo mowa także o takich krajach jak Tajwan, Japonia czy Filipiny. Niezależnie, jakie postulaty będą podnoszone przez Putina i Trumpa i cokolwiek narzuci Trump Putinowi, nie zatrzyma to Federacji Rosyjskiej w średnioterminowej i dłuższej perspektywie.

Donald Trump dąży do przywrócenia mocarstowości Ameryce, nadwątlonej mocno przez administracje Obamy i Bidena. Dużą rolę grają w tej strtegii sojusznicy USA, którzy będą strzec jej interesów na innych kontynentach w sytuacji globalnej konfrontacji prowadzonej sekwencyjnie i odcinkowo przez sojusz Moskwę, Pekin i pomniejszych sojuszników. Interes USA jest często zbieżny z interesami lokalnych sojuszników, jako alternatywa dla supremacji Moskwy i Pekinu.

***


W tym kontekście należy też odczytywać i interpretować aktualną sytuację wewnątrzpolityczną w Polsce. USA pomogły – w sposób trudny do szczegółowego opisania – w wyborze proamerykańskiego prezydenta i wspierają go w walce z zamierzającym go obalić (albo przynajmniej sabotować) rządem wywodzącym się ze środowiska, które w latach 2007-15 uwikłane było w tzw. „Reset” z Federacją Rosyjską (czytaj: w przywrócenie i wzmocnienie sowieckich wpływów), a teraz realizuje agendę Niemiec i eurokracji (w sytuacji osłabienia Moskwy i opcji moskiewskiej w Polsce), co jest de facto próbą wprowadzenia wpływów Moskwy, ale niejako „tylnymi drzwiami”.

Niedawną audiencję premiera Tuska u prezydenta Nawrockiego być może należy patrzeć jako po pierwsze ostrzeżenie wobec Tuska, a po drugie – próbę ustawienia go do kąta i rozmowę ostrzegawczą.

Na uwagę zasługuje przebieg inauguracji prezydenta, a także słowa wypowiedziane w telekonferencji europejskich głów państw i rządów z Trumpem, w przeddzień rozmów z Putinem, a także przemówienie z okazji 105-Lecia Zwycięskiej Bitwy Warszawskiej. Prezydent Nawrocki mówił m.in. (Trumpowi): „[…] zatrzymaj bolszewików 15 sierpnia 2025 jak Polska, także przy udziale żołnierzy z Ukrainy 15 sierpnia 1920!” Nawrocki jasno mówi, że jak 105 lat temu, tak teraz i tutaj bolszewizm i bolszewickie mocarstwa stanowią zagrożenie – to Federacja Rosyjska jest kontynuacją ZSRS i agresorem. Prezydent Nawrocki jasno sygnalizuje też to, że – niezależnie od przebiegu i rezultatu rozmów w Anchorage – trzeba być przygotowanym na dalszą, być może zbrojną i regularną agresją neosowieckiej Federacji Rosyjskiej.



2024-11-02

Wojska Korei Północnej na Ukrainie

Wysłanie armii północnokoreańskiej do wzmocnienia inwazji neosowieckiej Rosji na Ukrainę często komentowane jest jako fakt co najmniej niepokojący wierchuszkę KPCh. Tymczasem jest to logiczna konsekwencja trzech podstawowych faktów, tendencji i procesów politycznych: sojuszu strategicznego ChRL i Federacji Rosyjskiej, szerszego sojuszu państw totalitarnych (ChRL-Federacja Rosyjska-Korea Północna i Iran) oraz wojny systemowej – sekwencyjnej trzeciej wojny światowej, której jednym z teatrów jest agresja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Wojna ta jest sekwencją lokalnych konfliktów, których suma jest de facto wojną światową, a która ma za zadanie zmienić światową architekturę geopolityczną. Głównym inspiratorem są w tej wojnie komunistyczne Chiny, zaś Federacja Rosyjska, Iran (którego rolę opisano w poprzednim wpisie) i właśnie neostalinowska Korea Północna pełnią rolę chrlowskich „lodołamaczy” i docelowo filarów potencjalnego (i coraz bardziej realnego) „Pax Sinica”.


Jedną z osób, która wskazuje na faktyczne znaczenie północnokoreańskiej obecności na Ukrainie jest Velina Tchakarova, analityk zajmująca się między innymi problematyką sojuszu Pekin-Moskwa. W komentarzu do artykułu Financial Times pisze ona między innymi: „rozmieszczenie żołnierzy północnokoreańskich w Rosji (w Kursku), a w końcu na Ukrainie oznacza strategiczny ruch Rosji, na który zielone światło dały Chiny, by otworzyć trzeci front geopolityczny oprócz konfliktu na Ukrainie/Europie Wschodniej i konfliktu Iran-Izrael-Hamas na Bliskim Wschodzie. Eskalacja ta nakierowana jest na destabilizację kruchej już dynamiki sił na Półwyspie Koreańskim, połączonej z napięciem na Morzu Południowochińskim i Cieśninie Tajwańskiej. Inicjatywa ta jest wynikiem modus operandi systemowej koordynacji w ramach sojuszu Smoko-Niedźwiedzia [DragonBear, jak sojusz Pekin-Moskwa określa Tchakarova - autor], gdzie Chiny i Rosja operują w ściśle zsynchronizowanej współpracy w domenach strategicznych.”

Działania te mają rozproszyć amerykańskie „wpływy i zasoby na wiele frontów”, poprzez stworzenie konfliktów lokalnych, które mają za zadanie osłabiać amerykańskie wpływy i amerykańską obecność, zarówno globalną, jak i lokalną. Ważnym kontekstem jest to, że dokonywane są w momencie „największej wewnętrznej wrażliwości” Stanów Zjednoczonych, spowodowanej zwłaszcza zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. Dalej, Tchakarova konkluduje: „wzmacniając niestabilność na trzech frontach, Chiny i Rosja testują odporność amerykańskich zobowiązań i ujawniają ograniczenia zdolności Stanów Zjednoczonych do globalnego zarządzania jednoczesnymi kryzysami”. Tyle z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych – fizyczne, kinetyczne wsparcie sowieciarzy przez komunistyczną armię Korei Północnej to po prostu kolejny oręż w procesie wyniszczania Ukrainy i wzmacnianie zagrożenia dla pozostałych krajów Międzymorza, w tym Polski.

Jak użyte będą siły północnokoreańskie przez kremlowskich mocodawców, pokażą najbliższe tygodnie. Można sobie też wyobrazić – oprócz odbijania obwodu kurskiego, działań inżynieryjnych na tyłach frontu, czy walce pododdziałów lądowych na lewobrzeżnej Ukrainie – znacznie bardziej ponury scenariusz. Mianowicie taki, że tzw. deeskalacyjne użycie broni nuklearnej zawarte w rosyjsko-sowieckiej doktrynie wojennej może zostać zrealizowane nie przez Federację Rosyjską, a przez… reżim Kimów. Cel taktyczny, a może i strategiczny mógłby zostać osiągnięty, zaś odium ewentualnej zemsty spadłby nie bezpośrednio na Moskwę, a na Pjongjang. Ponadto, udział po stronie agresora w wojnie na odległym froncie może być dla armii Kima rodzajem poligonu przygotowującego do agresji przeciwko Korei Południowej. I nie bez powodu Seul mówi o eksporcie na Ukrainę broni ofensywnej czy nawet wysłaniu swojego kontyngentu wojskowego, zwłaszcza funkcjonariuszy wywiadu i kontrwywiadu.


***

Wspierana przez Chiny obecność północnokoreańska w wojnie na Ukrainie może być czubkiem góry lodowej – na terenie Ukrainy mogą już znajdować się też żołnierze ChALW. Takie informacje pojawiły się w wywiadzie z chińskim antykomunistycznym dziennikarzem przeprowadzonym przez Jeffa Nyquista. „Chińskie wsparcie dla Rosji wzrasta dramatycznie. […] ChALW wysyła jednostki wojskowe do Rosji bez oznaczania tych jednostek jako chińskich. Dzieje się to od jakiegoś czasu.” Na terenie Ukrainy mają – wg Wanga – znajdować się pododdziały podległe 11. i 81. Armii ChALW. „Żołnierze ci pomagają armii rosyjskiej w atakach dronowych. Pułk Tygrysi, jedna z elitarnych formacji wojskowych, zwykle stacjonująca w Pekinie, również został wysłany na Ukrainę.” Wang mówi również o 127. Połączonej Brygadzie Armijnej, składającej się z pododdziałów zmotoryzowanych, pancernych i artyleryjskich.

Trudno byłoby utrzymać w tajemnicy udział całych związków taktycznych i operacyjnych w wojnie na Ukrainie po stronie Federacji Rosyjskiej, jednak informacje o udziale chrlowskich najemników od jakiegoś czasu obecne są również w mediach tzw. mainstreamu. Tak czy inaczej, udział „chińskich najemników”, operatorów chińskich wojsk specjalnych, operatorów i instruktorów dronów byłby dla ChRL logicznym posunięciem we wsparciu Federacji Rosyjskiej, po pomocy w zakresie danych wywiadowczych czy wsparciu technicznym. Być może rozmieszczenie armii północnokoreańskiej w wojnie na Ukrainie jest zasłoną dymną dla udziału ChALW.

***

Wypowiedzi niektórych polityków z aktualnie rządzącej w Polsce koalicji w rodzaju tych o „wgniataniu Putina w ziemię” czy ostatnia wypowiedź Radka Sikorskiego o zestrzeliwaniu sowieckich rakiet nad Ukrainą należy traktować jako element sowieciarskiej kombinacji operacyjnej. Tak samo należy traktować oskarżenia PiS, Kaczyńskiego czy Macierewicza o „prorosyjskość” czy zakamuflowane działania na rzecz Moskwy oraz prezentację szefa SKW, gen. Stróżyka. Przy czym rola w niej Hołowni, Tuska czy Sikorskiego nie musi być wcale przez nich uświadomiona. Podstawą tej kombinacji jest stara, sowiecka strategia i taktyka „nożyc”.

Chodzi tutaj po pierwsze o to, żeby poprzez szafowanie na lewo i prawo oskarżeniami o bycie „ruskim agentem” ośmieszyć temat faktycznej sowiecko-rosyjskiej działalności agenturalnej. Po drugie, taka narracja i retoryka napędza faktycznych agentów (zwłaszcza agentów wpływu) powtarzających ich narracje użytecznych idiotów i pudeł rezonansowych. Ci zaś manipulują normalnymi ludźmi, niekoniecznie rozumiejącymi mechanizmy polityki (zwłaszcza zawiłą i wielopoziomową dezinformację Kremla), a słusznie zdającymi sobie sprawę z zagrożenia wojennego.

Wypowiedzi takie, padające z ust polityków, którzy w latach 2007-15 uwikłani byli w reset z „Rosją taka, jaka ona jest”, którzy jeszcze miesiące przed rozpoczęciem pełnoskalowej agresji na Ukrainę bagatelizowali zagrożenie wojenne, próbowali je umniejszać albo byli dalej skłonni do ustępowania sowieciarzom, ośmieszają sprzeciw wobec neosowietów i napędzają dosyć już rozpowszechnioną, a w każdym razie głośną narrację o rzekomo „pokojowej Rosji”, „Rosji broniącej się przed amerykańską agresją”, o „neonazistowskiej Ukrainie”. Wreszcie o „Polsce jako mięsie armatnim USA, UK, UE i Niemiec” (jakby te ostatnie były jakkolwiek, kiedykolwiek „antyrosyjskie” i „antysowieckie”) oraz utożsamiające jakiekolwiek działanie przeciw neosowieckiej Rosji jako „prowokacje” i szykowanie się do wojny napastniczej. Napędza to i wzmacnia tą narrację tym mocniej i tym bardziej, że wypowiadane są z pozycji osób nominalnie pełniących najważniejsze stanowiska w państwie.

2024-01-20

Rewolucja Tuska

Pierwszymi posunięciami nowego rządu, który ukonstytuował się z wielce wymowną datą 13 grudnia 2023 roku jest totalny i na dużą skalę przewrót instytucjonalny. Przy pomocy pozaprawnych organów i metod – przy pomocy ludzi wyglądających albo na pracowników prywatnych agencji ochrony – zajęto siedzibę Telewizji Polskiej. Na kilka dni wyłączono sygnał telewizyjny, a po jego przywróceniu zmieniono zupełnie profil stacji informacyjnej TVP Info, zlikwidowano anglojęzyczny kanał TVP World, a z profilu TVP na YouTube natomiast usunięto takie dokumenty, jak „Reset” przedstawiający prosowiecką politykę poprzednich rządów Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej.

Ilustracja muzyczna: Siekiera – Czerwony pejzaż

Kilkudniowe wyłączenie sygnału TVP jest posunięciem, które należy traktować jako działanie przeciwko bezpieczeństwu narodowemu, gdyż telewizja publiczna uczestniczy w systemie powiadamiania kryzysowego, poprzez który ogłaszane i odwoływane są alarmy i ostrzeżenia, a także komunikaty ogłaszane w stanach nadzwyczajnych (w tym – w stanie wojny). Zamknięcie TVP World to pozbawienie się kanału komunikacji dla zagranicy, i to nie tylko dla krajów anglosaskich, przez który można było komunikować m.in. o zagrożeniu ze strony Federacji Rosyjskiej i Chin. Próba ocenzurowania czy wręcz uciszenia TV Biełsat (rosyjsko- ukraińsko- i białoruskojęzycznej) to rezygnacja z oddziaływania na Białoruś i pozyskiwania informacji m.in. o rządach Alaksandra Łukaszenki.

Programy informacyjne emitują narracje, w których społeczeństwo przyzwyczaja się do tego, że należy „wygasić” przeciwdziałanie sowiecko-białoruskiej operacji „Śluza” i wpuścić nasłanych przez Putina i Łukaszenkę migrantów, jednocześnie z przyjęciem migrantów w ramach unijnoeuropejskiego pakietu solidarnościowego. Pamiętamy hucpę, jaką organizowali politycy partii Donalda Tuska, komunistycznej post-PZPR-owskiej tzw. lewicy czy liberalno-lewackich mediów i celebrytów podczas pierwszej odsłony operacji „Śluza”. Przygotowuje się również grunt pod „wygaszenie”, i wygasza się wielkie projekty infrastrukturalne rządów Zjednoczonej Prawicy z lat 2015-23, takie jak Centralny Port Komunikacyjny (wraz z całą infrastrukturą kolejową i drogową), port kontenerowy Świnoujście oraz elektrownia jądrowa Lubiatowo-Kopalino. Prawdopodobnie niebawem będziemy mieli (pod przykrywką audytów itp.) do czynienia z ograniczaniem zbrojeń, będących odpowiedzią na realne i potencjalne zagrożenie ze strony sowieckiej Rosji.

Wcześniej zlikwidowano dwa organy, które – choć nie miały kompetencji decyzyjnych – były kluczowe pod względem bezpieczeństwa narodowego: Podkomisję ds. Zbadania Katastrofy Smoleńskiej, która przedstawiła materiał udowadniający, że 10 kwietnia 2010 roku doszło w Smoleńsku do zamachu oraz Komisję ds. Zbadania Wpływów Rosyjskich, która zbadać miała współpracę polskich poliyków i instucji z sowieciarzami w latach 2007-15. Dotąd opublikowany cząstkowy raport udowadania częściowo zakulisową i pozaformalną współpracę władz SKW z FSB. Ze strony rządowej zdjęto wszelkie informacje na temat tych komisji oraz ich ustalenia.

W międzyczasie na stanowiska kierownicze w służbach specjalnych przywrócono osoby odpowiedzialne za „Reset” z Rosją sowiecką w latach 2007-2015. Nie tylko zresztą w służbach specjalnych – czołowymi „resetowcami” obecnymi w nowym rządzie są m.in. Tusk, chcący w 2008 roku dobrych relacji „z Rosją taka, jaka ona jest”, Tomasz Siemoniak, dawny minister obrony, podważający sens zbrojeń i powiększania armii, a także Radosław Sikorski – nowy-stary minister spraw zagranicznych, który za czasów pierwszych rządów Platformy Obywatelskiej wdrażał rzeczoną politykę „resetu” z czekistowską Rosją.

Nowy rząd Tuska przynosi również totalne bezhołowie i anarchię instytucjonalną, czego przejawem jest wchodzenie różnych instytucji i organów w sfery, które nie należą w zakresie ich kompetencji i wręcz we wzajemne podważanie ich legalności. Przejawem tego jest zatrzymanie i osadzenie w jednostkach penitencjarnych ministrów Kamińskiego i Wąsika, czego pierwotną przyczyną jest zwalczanie przez nich korupcji i przestępczych działań i powiązań polityków PO, w tym zapewne powiązań z Moskwą, o których nie mamy szczegółowej wiedzy, i zapewne nigdy jej nie posiądziemy.

Kluczowe jest jednak to, że większość tych działań dokonywana jest z pogwałceniem obowiązującego prawa (nawet przy założeniu, że jest ono wysoce wadliwe, czy wręcz komunistycznym bublem, począwszy od tzw. „konstytucji Kwaśniewskiego”) i konstrukcji systemu politycznego oraz prawnego, metodami bojówkarskimi i stanowiącymi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, na przykład operacja zatrzymania Kamińskiego i Wąsika, która równie dobrze mogłaby się okazać operacją FSB albo GRU przeprowadzoną pod przykryciem i/lub pod fałszywą flagą. Metody te przypominają zresztą początki prezydentury Putina w Federacji Rosyjskiej i  Łukaszenki na Białorusi.

Celem wszystkich działań „koalicji 13 grudnia” jest – świadoma lub nie – anarchizacja systemu politycznego w Polsce. Zinstytucjonalizowana anarchizacja i rewolucja, która doprowadzi w końcu do totalitaryzmu i interwencji Federacji Rosyjskiej (w takiej czy innej formie). Znamienne są niedawne słowa Donalda Tuska o wprowadzeniu… „dyktatury praworządności”.

Rewolucja Tuska jest wycinkiem o wiele większego obrazu, jakim jest sekwencyjna trzecia wojna światowa, prowadzona wspólnie przez Federację Rosyjską i ChRL (oraz ich sojuszników) przeciwko światu. Jedna z odsłon tej wojny rozgrywa się na Ukrainie i przekracza jej granicę, wchodząc na terytorium Polski, krajów bałtyckich, a tym samym NATO, zgodnie z koncepcjami Putina, Miedwiediewa, generała Gierasimowa i Kirijenki (jednego z czołowych sowieckich „szamanów” i polittechnologów).

Zdjęcie

Wiele mówi się o poparciu, jakim darzą nowy rząd Niemcy, eurokraci i USA (w osobie ambasadora Marka Brzezinskiego), ale głównym celem rewolucji Tuska jest powtórzenie resetu z Moskwą z lat 2007-15, ale tym razem, póki co, realizowanego poprzez anarchizację, uwstecznianie i destabilizację Polski. Doskonale podsumował to Nile Gardiner, były doradca premier Margaret Thatcher, który twierdzi między innymi, że „największymi wygranymi potwornego kryzysu w Polsce wywołanego przez Tuska są Rosja i Chiny. […] Osłabiona Polska to prezent dla Moskwy i Pekinu.” Gardiner wskazuje również, że „zamiast przeciwstawiania się Rosjanom, Donald Tusk naśladuje Putina przez zamykanie do więzienia swoich politycznych oponentów i zamykania stacji TV”. I ta dialektyczna totalitaryzacja przez destabilizację i anarchizację ma na celu (i doprowadzi) do osłabienia Polski jako głównego państwa Międzymorza, które jednocześnie stanowi Wschodnią Flankę NATO oraz osłabienia znaczenia Polski jako głównego węzła zaopatrzeniowego dla Ukrainy, od niemal dwóch lat walczącej z neosowiecką agresją. Ostatnie wypowiedzi Radosława Sikorskiego na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos są elementem przygotowania gruntu (zarówno opinii zachodniej, jak i krajowej) pod kolejny, otwarty „reset” z Federacją Rosyjską.

Wspomniana wyżej anarchizacja, destabilizacja i totalizacja tworzą też grunt i okazję do otwartej agresji militarnej ze strony Moskwy; póki co mamy ataki hybrydowe w postaci przelotu rakiety, stałego już zagłuszania sygnału GPS nad Polską i Bałtykiem oraz przelotu myśliwców nad Przesmykiem Suwalskim.

Schwytani przez służby specjalne sowieccy szpiedzy i dywersanci albo zostają wypuszczani na wolność, albo „wolne sądy” zasądzają śmiesznie niskie wyroki.

Wdrażanie agend takich, jak promocja LGBT, ograniczanie suwerenności państw narodowych na rzecz superrządu europejskiego, wdrażanie drakońskiej polityki spod szyldu Fit for 55, chociaż jest realizowane przez elity polityczne, gospodarcze, czy, nazwijmy je dosyć umownie, metapolityczne Zachodu, również jest działaniem w interesie sowieckiej Federacji Rosyjskiej i ChRL, gdyż w średnioterminowej i długoterminowej perspektywie doprowadzi ona kraje zachodnie, włączając w to Polskę, do gospodarczego, infrastrukturalnego i politycznego parteru, nie mówiąc o wpływie ich na życie większości zwykłych obywateli – od totalitaryzacji życia, aż po powrót do strukturalnej, masowej biedy i bezrobocia. Zapowiadane reformy systemu edukacji w duchu lewacko-demoliberalnym spowodują wykształcenie (nomen omen) całego pokolenia ludzi nie tylko bez świadomości tożsamości własnej, ale niewyuczonych pewnych podstawowych, praktycznych cech i umiejętności, idealnych do roboty na szparagach w Niemczech czy do prostej roboty w chińskiej montowni, których zapewne przybędzie. Albo przy wyrębie syberyjskiej tajgi.

Sianie i promowanie nienawiści do elektoratu PiS może doprowadzić do jeszcze jednego przejawu destabilizacji – poważnych niepokojów społecznych, a nawet groźnych zamieszek czy kolejnej fali aktywności „seryjnych samobójców” i „samotnych wilków” w rodzaju Ryszarda Cyby.


***

Prawo i Sprawiedliwość podczas swoich ostatnich dwóch kadencji próbowało de facto dokonać wybicia się Polski na suwerenność i niepodległość, co w naszym kontekście geopolitycznym i geostrategicznym oznacza dekomunizację i desowietyzację, czyli wyrwanie Polski z geopolitycznego „pola grawitacyjnego” Federacji Rosyjskiej. Próba realizacji zbiegała się z coraz większą totalizacją kremlowskiego reżimu czekistów, resowietyzacją dawnego imperium sowieckiego oraz konsolidacją totalitarnej osi Moskwa-Pekin, czego efektem jest sytuacja, o której wspomniano pokrótce wyżej i w dwóch poprzednich wpisach.


PiS próbował stworzyć państwo, będące połączeniem rozwiązań czerpiących z nowoczesnego socjalizmu i ordoliberalizmu (czy słusznie – to temat na inną dyskusję), w oparciu o rozbudowę sił zbrojnych wraz z zapleczem infrastrukturalnym i logistycznym (CPK, Via Baltica) oraz suwerenność energetyczną (budowa Baltic Pipe, projekt energetyki jądrowej) oraz o sojusz z USA, UK i budowę luźnego sojuszu Międzymorza Bałtycko-Czarnomorsko-Adriatyckiego.

Ale w czasie tych dwóch kadencji popełnił szereg błędów, które przyczyniły się do ostatniej klęski opcji patriotycznej i sukcesu neobolszewickiej rewolucji Tuska (niestety!), o części z nich pisałem tutaj dwa lata temu.

Po pierwsze, reforma Sił Zbrojnych powinna być o wiele głębsza. Należało wrócić do powszechnego poboru do wojska, najlepiej na wzór izraelski, a także wprowadzić powszechną, pozamilitarną edukację społeczną na rzecz proobronności i bezpieczeństwa, nie patrząc na głosy krytyki. Bez tego budowa licznej i dobrze wyszkolonej i wyposażonej armii zakończy się fiaskiem. Zupełnie zaniedbano odbudowę, a właściwie stworzenie od zera systemu obrony cywilnej, w tym infrastruktury schronów przeciwlotniczych.

Chociaż nawet „symetrystyczny” Ośrodek Analiz Strategicznych postulował już w 2015 roku przystąpienie Polski do programu NATO Nuclear Sharing, co proponowali między innymi Macierewicz i Szatkowski, podczas gdy nasza sytuacja wymaga, byśmy mieli również własną broń nuklearną (tak jak Francja czy Wielka Brytania, pozyskaną na przykład od Izraela), temat został całkowicie zarzucony. Tymczasem, trzeba było to zrobić wtedy, gdy była ku temu sprzyjająca sytuacja międzynarodowa i wsparcie (a przynajmniej przychylna neutralność) ze strony USA, rządzonych wówczas przez Donalda Trumpa. Druga okazja, której również nie wykorzystano, pojawiła się po inwazji Rosji Sowieckiej na Ukrainę, podczas szczytów NATO w Madrycie i Wilnie.

Po drugie, odbudowy niepodległości Polski nie da się zrealizować metodami demokratycznymi i liberalnymi. Nie w takim kontekście wewnętrznym, który mamy, nie w tym otoczeniu międzynarodowym, jakie mamy. Rewolucja 13 grudnia to właśnie udowodniła, a przykładem jest totalna bezradność prezydenta w aktualnej sytuacji. Niepodległościowy, patriotyczny, antykomunistyczny, prospołeczny, wolnościowy, a jednocześnie indyferentny ideologicznie i laicki system autorytarny należało wprowadzić w latach 2015-23. I nie jest tak, że było to „niemożliwe”. Można było wykorzystać po temu obostrzenia sanitarne (które były de facto stanem wyjątkowym bez wprowadzania stanu wyjątkowego) w czasie pandemii Covid-19, można było wykorzystać stan wyjątkowy podczas pierwszej fazy operacji „Śluza”, można było wprowadzić podobny do kowidowego stan zaraz po inwazji na Ukrainę.

Po trzecie, system panujący w Polsce po 1989 roku jest – parafrazując Aleksandra Ściosa – hybrydą komunizmu i demoliberalizmu. Tymczasem PiS odziedziczył po „Solidarności” jeden z jej głównych zabobonów politycznych, co Józef Mackiewicz określił jako dążenie do jednoczesnego obalania i poprawiania. Tak, jak Solidarność w latach ‘80 chciała jednocześnie poprawiać i obalać komunizm, tak PiS w latach 2005-07 i 2015-23 chciał jednocześnie obalać i poprawiać „post”-komunizm, co ostatecznie mści się teraz.

2011-04-20

Smoleńsk - tło długofalowej strategii (cz. 4)


W poprzedniej części cyklu pisałem o ogólnych mechanizmach, jakimi rządzi się pookrągłostołowa Polska (PRL-bis), w poniższej – o bezpośrednim (także w perspektywie ostatnich 6 lat) politycznym tle tragedii smoleńskiej.

Jarosławowi i śp. Lechowi Kaczyńskim udało się w latach 2005 – 07, na krótką w sumie metę, nieco nadgryźć system – m.in. poprzez likwidację WSI – „peryskopu” sowieckiego w Polsce, próby lustracji i dekomunizacji oraz uzyskania suwerenności zewnętrznej i zbudowania kontrsowieckiego Bloku Międzymorza. Establishment Ubekistanu jednak bronił się, by w 2007 roku dokonać pełzającego, wyborczego puczu, przejść do ofensywy i stopniowo przywrócić pełną kontrolę.

Skromne grono ludzi na poważnie zajmujących się Polską i obszarem sowieckim po 1989 r. uważa, że PiS, wygrywając wybory w 2005 roku, zajął niszę, jaka wytworzyła się w wyniku „konfliktu frakcyjnego” w ramach oligarchii komunistycznej. Jednakże nawet w przypadku wewnętrznej dintojry, struktury te zachowują jedność w sprawach strategicznych; nie inaczej było w latach 2004 – 07. Niewykluczone jest jednak, że dokonano wówczas taktycznej defensywy przy strategicznej przewadze, którą gwarantują mechanizmy funkcjonowania neopeerelu (por. cz. 3): bezpieczniki instytucjonalne, wówczas przede wszystkim jazgot dyżurnych „autorytetów moralno-politycznych”, ale też agentura wewnętrzna w PiS i kontrolowani przez Układ koalicjanci. Był to zapewne jeden z paru wariantów, po przegranej PO i fiasku koncepcji PO-PiS. Wszystkie bezpieczniki systemu zostały w odpowiednim momencie ześrodkowane i użyte w celu obalenia rządu Jarosława Kaczyńskiego, przy czym są stosowane nadal, w myśl stalinowskiego dictum, że „walka klas zaostrza się wraz z postępami komunizmu”.

ROK PO TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ

…nadal nie wiemy niczego na pewno, a w każdym razie wiemy bardzo mało. Nie ma odpowiedzi na pytanie, czy pod Smoleńskiem, w okolicach lotniska wojskowego Siewiernyj (??? – nie wiemy nawet, czy tragedia rozegrała się właśnie tam) dokonano zamachu czy – na skutek „polskich” i sowieckich zaniedbań – doszło do wypadku i całkiem możliwe, że nigdy się tego nie dowiemy; zapewne jedyne dowody zdobyte zostały drogą wywiadu satelitarnego przez państwa trzecie (USA, Izrael, Wielka Brytania). Tragedia miała miejsce na terenie Rosji Sowieckiej i to sowiecki aparat władzy w 100% decyduje o tym, co wydostaje się na zewnątrz. Obrotu spraw nie zmienia ani „rząd” Tuska, ani kontrolowany przez Ubekistan wymiar sprawiedliwości: czy to prokuratura generalna, czy to naczelna prokuratura wojskowa na czele z gen. Parulskim, wyselekcjonowanym jeszcze w czasie stanu wojennego. Mocne poszlaki polityczne to aktualna sytuacja geostrategiczna: rekonsolidacja i reintegracja przestrzeni sowieckiej oraz „reset” polityki amerykańskiej – wycofywanie się USA z Europy i pełzający rozkład NATO (patrz cz. 1 i 2).

Inny bardzo ważny trop, to trwające od pierwszych informacji o tragedii mataczenie, zacieranie śladów i medialna manipulacja, a także oddanie szczątków samolotu, terenu tragedii i śledztwa w ręce sowietów. Które zresztą jest albo totalnie spartaczone, albo celowo prowadzone „nieudolnie” po to, by wytworzyć u odbiorców stan pewnego „dwójmyślenia”: z jednej strony odbiorca ma wierzyć w oficjalną wersję katastrofy wywołanej brawurą Lecha Kaczyńskiego i gen. Błasika, z drugiej – podejrzewać sowietów o zamach, będący jednocześnie komunikatem: „możemy zrobić z wami wszystko”. Nie ma praktycznie żadnych przesłanek, które przemawiałyby za tym, że rok temu mieliśmy do czynienia z katastrofą lotniczą.

Kolejną sprawą jest to, kto zginął – Lech Kaczyński wraz z dużą i najbardziej znaczącą częścią swojej administracji, całe kierownictwo Sił Zbrojnych mianowane przez Kaczyńskiego, prezes IPN, prezes NBP, Rzecznik Praw Obywatelskich, bardzo znacząca część PiS-u i Anna Walentynowicz – bohaterka antykomunistycznego nurtu I Solidarności i krytyk pookrągłostołowej rzeczywistości. Po wyborczym puczu 2007 roku związane ze śp. Lechem Kaczyńskim struktury polityczne stanowiły przeszkodę w ostatecznej rekomunizacji i resowietyzacji Polski, po odwilży z lat 2005 – 07. A jako że procesy reintegracji i rekomunizacji na terenie przestrzeni sowieckiej, oraz ekspansja wpływów Rosji Sowieckiej nabrały przyspieszenia, Kreml zdecydował się na brutalne usunięcie przeszkody.

Jeżeli rok temu doszło do zamachu, to dlaczego zginęli politycy SLD, PSL i PO, odpowiednio: starzy, sprawdzeni pezetpeerowscy i zeteselowscy towarzysze średniego eszelonu i „nowa” ekspozytura sowietów? Po pierwsze, zostali oni poświęceni dla uwiarygodnienia, dla upozorowania katastrofy lotniczej. Po drugie, umożliwiło to psychomanipulację i socjomanipulację prowadzoną pod hasłem „Bądźmy razem” czy dictum Komorowskiego o tym, że „teraz nie ma lewicy, nie ma prawicy – jest Polska”. Po trzecie – to prewencyjna likwidacja części stronnictwa sowieckiego, mająca zdyscyplinować pozostałą i utorować drogę „nowej”, bardziej lojalnej (co widać z perspektywy czasu) agenturze, dla której ofiary smoleńskie z PO, SLD i PSL były realnymi bądź potencjalnymi rywalami w koteryjnych rozgrywkach. Nawet, gdyby rok temu doszło do niezawinionej przez nikogo katastrofy lotniczej, ludzie sowieccy wszystkich pokoleń i wszystkich odcieni czerwieni tak czy siak będą interpretować ją jako zamach mający za jeden z celów ich zdyscyplinowanie, publicznie przy tym deklarując, że doszło do katastrofy.

Jest jeszcze jedna kwestia – i tu polemika z Redaktorami Wydawnictwa Podziemnego, z których artykułami mówiącymi, że komunizm faktycznie jedynie się przetransformował zgadzam się, ale z opiniami szczegółowymi – już nie. Otóż faktem jest, że zarówno śp. Lech jak i Jarosław Kaczyński uczestniczyli w procesach około-okrągłostołowych (rozmowy w Magdalence i próba stworzenia koalicji z SD i ZSL), które doprowadziły do upadku komunizmu… na cztery łapy, jednakże dane zachowanie ludzi w przeszłości nie musi determinować ich późniejszego zachowania; Kaczyńscy – Jarosław i śp. Lech – próbowali uczynić Polskę państwem suwerennym. Trudno jest ponadto wystawiać jakiekolwiek świadectwa moralności w sytuacji powszechnego przyjęcia tez sowieckiej dezinformacji. Błąd poznawczy, warunkujący przegraną prawicy oraz strategiczną przewagę priwislińskiej neokomuny, to przyjęcie za fakt „upadku komunizmu” i uznanie za wolną Polskę tworu będącego de facto kontynuacją peerelu, reszta to pochodne: uznanie bolszewii wraz z jaczejkami za równoprawnych konkurentów w demokratycznym dyskursie oraz wiara w to, że neokomunę da się pokonać metodami demokratycznymi, strategią „marszu przez instytucje” czy odwoływaniem się do ich rzekomego patriotyzmu itp. Niestety, ani jedno, ani drugie nie jest możliwe, jeżeli reguły gry ustala komunistyczna oligarchia dysponująca przewagą informacyjną i technologiczną, której najsilniejszym ogniwem jest bezpieka, i która powiązana jest z neosowiecką centralą. „Operacja Smoleńsk” byłaby w optyce sowieciarzy i ich nadwiślańskich towarzyszy zemstą za niedotrzymanie magdalenkowego „dogoworu”.

REKOMUNIZACJA I RESOWIETYZACJA

Mająca miejsce od 2007 roku rekomunizacja to – na poziomie globalnym – próba przystosowania się do kolejnego nadchodzącego kryzysu: globalny neoliberalizm, w którym popieriestrojkowy neokomunizm egzystował całkiem wygodnie przez ostatnie 22 lata, chyli się ku upadkowi; bardzo możliwą konsekwencją może być otwarta wojna pomiędzy światem zachodnim pod wodzą USA a „Blokiem Kontynentu” pod wodzą Rosji Sowieckiej i Chin.

Poza tym, kończy się czas ziemskiej egzystencji ludzi z nieformalnego „gensztabu” peerelowskiego odcinka operacji „pieriestrojka/transformacja ustrojowa”: Jaruzelskiego, Kiszczaka, Cioska, starych trepów z WSI etc. Z punktu widzenia interesów przetransformowanych elit komunistycznych niezbędne jest więc wyznaczenie sukcesorów i odpowiednie zmobilizowanie kadr.

Odzyskiwanie przez „Grupę Trzymającą Władzę” tego, co utraciła w trakcie rządów Jarosława Kaczyńskiego i przywrócenie stanu sprzed 2005 r. wydaje się celem doraźnym. Celem strategicznym jest uskutecznienie systemu neokomunistycznego zarówno na poziomie wewnętrznym - (a) możliwie najtrwalsza stabilizacja i wprowadzenie pełnej kontroli oligarchii komunistycznej, (b) zapewnienie dalszej sukcesji i reprodukcji systemu. Opisywana tutaj operacja prowadzona jest na następujących poziomach: wewnętrznym („wewnętrzna okupacja” przez struktury komunistyczne) i geopolitycznym (zależność od Rosji Sowieckiej). Neokomunizm stopniowo przekształca się z demoliberalnej, dość eklektycznej oligarchii w połączenie zachodnioeuropejskiego, demobolszewickiego lewactwa (umownie nazwijmy je „zapateryzmem”) z siermiężnym, czekistowskim neobolszewizmem na modłę putinowskiej Rosji Sowieckiej. „Katastrofa” smoleńska – na poziomie polskim (czytaj: neopeerelu) – umożliwiła finalizację opisywanego tu procesu, jednocześnie zagwarantowała dalszy przebieg wydarzeń zgodny z interesami komunistyczno-okrągłostołowej oligarchii.

Platforma Obywatelska jako „partia zewnętrzna”

Establishment neokomunistyczny można podzielić na „Partię Wewnętrzną” i „Partię Zewnętrzną” (por. część 3), przy czym jest to pewne uproszczenie, gdyż granica pomiędzy nimi nie jest zbyt wyraźna. Pierwszą z nich – grupę trzymającą faktyczną władzę – stanowią przetransformowane struktury komunistyczne: kierownictwo PZPR i bezpieka, (na czele z bezpieką wojskową (bezpośrednią ekspozytura Sowietów). „Partię zewnętrzną” natomiast tworzą instytucjonalne bezpieczniki układu (media, pełniące funkcję frontu ideologicznego, sądownictwo, pomniejsze grupy interesów, etc.) oraz skrzydło stricte partyjne - „polityczna agentura wpływu”, a raczej polityczna ekspozytura: partie polityczne, które czy to przez naszpikowanie agenturą specsłużb komunistycznych, czy to przez wspólne interesy – najczęściej i jedno i drugie – podwieszone są pod komunistyczną oligarchię. Platforma Obywatelska nie rządzi więc, tylko zarządza z ramienia swoich oficerów prowadzących; stanowi bufor, by „Grupa Trzymająca Władzę” nie ubrudziła sobie zbytnio rączek przy robocie.

Platforma i tzw. „rząd” Tuska to swego rodzaju „pas transmisyjny”; decyzje, jakie podejmuje Tusk czy jego ministrowie po prostu muszą być zgodne z interesami grupy faktycznie trzymającej władzę; trudno jest zresztą sądzić, że marionetki zbuntowałyby się przeciwko swoim władcom, że parówy podniosłyby bunt przeciwko starym garusom. Zresztą, politycy tej partii nieraz – szczerze i zgodnie ze stanem faktycznym – mówią o tym, że „nie robią polityki”. Relacja pomiędzy politykami PO a ich oficerami prowadzącymi to swego rodzaju komensalizm polityczny: w zamian za namiestnictwo, politycy PO otrzymują polityczny ekwiwalent „okruchów z pańskiego stołu”, głównie poczucie symbolicznej władzy i kontroli, liberum corruptio, możliwość rabunku na majątku narodowym i społeczeństwie. Niemniej i w tej dziedzinie, mając władzę w zasadzie symboliczną, Platforma i ludzie ją tworzący są wiernymi uczniami czarnoksiężnika; inaczej – ze względu na zatopienie w neopeerelowskiej i peerelowskiej tradycji – nie potrafiliby działać.

Platforma to kongenialne połączenie wszystkich w zasadzie sił, które przez ostatnie 31 lat (nie, nie pomyliłem się…) mozolnie budowały II PRL: głównego nurtu Solidarności, pragnącego czym prędzej pić wódę z Kiszczakiem, Kongresu Liberalno-Demokratycznego, który dzięki- i z pomocą bezpieki zbudował swoją pozycję polityczno-aferalną i tzw. „salonu” czy „lewicy laickiej”, która stworzyła ideologię neopeerelu, a która korzeniami sięga tradycji KPP i KPZU. I jako taka, stanowi naturalnego wręcz partnera w neo-FJN dla sukcesorów PZPR i ZSL. Nie mówiąc już o ojcach chrzestnych tej partii, wśród których był tow. gen. Gromosław Czempiński, z którym to zresztą faktem – zapewne dla celów propagandowych – ten się specjalnie nie kryje. Świetnie podsumował to kiedyś bloger Xipon Jan Itor: „Tusk jest […] wykształciuchem, lemingiem doskonałym, ba królem lemingów. Łączy w sobie uwikłanie w poprzedni [chyba nie całkiem – J.] system z beneficjami pseudowolności połączone z sofistyką – amalgamatem sowieciarstwa i lewicy laickiej. Nie od rzeczy będzie wspomnieć o swoistej polityce orbitowania i odgadywania życzeń większych sąsiadów, miast polityki zagranicznej. [...]” Tyczy się to w zasadzie każdego polityka PO oraz tej partii jako struktury politycznej i chyba wszystkich jej wyborców.

Domaganie się od Tuska, Komorowskiego czy kogokolwiek z PO (przynajmniej ważniejszego) występowania w interesie narodowym polskim ma taki jedynie sens, że obrazuje faktyczne oblicze tej formacji. Której kadry – chcąc zachować stanowiska i pozycję społeczno-polityczną – muszą reprezentować interesy struktur komunistycznych (i innych szkodliwych podmiotów) na poziomie wewnętrznym oraz Rosji Sowieckiej, Niemiec i UE na poziomie zewnętrznym. Tusk trafnie opisał w „Gaz Wyb-ie” swoje położenie jako „więźnia przeznaczenia”; gdyby on i jego ludzie zaczęli działać wbrew interesom swoich oficerów prowadzących oraz towarzyszy z Moskwy (a także Berlina i Brukseli), zostaliby przez nich usunięci ze sceny politycznej, podobnie byłoby w przypadku niewłaściwego wywiązywania się ze zobowiązań wobec Ubekistanu i Moskwy.

Dlatego – prawdopodobnie już od 2007 roku – przygotowywana jest „ekipa zastępcza” w ramach „partii zewnętrznej”. W latach 2008-2009 puszczano balony próbne: „Polska XXI”/”Polska Plus” dla elektoratu liberalnego i centrowego oraz „Libertas” dla konserwatywnego, narodowego i eurosceptycznego. Próbowano – przy dopingu ze strony Olechowskiego i Czempińskiego – zreaktywować Stronnictwo Demokratyczne; wydaje się jednak, że najlepsze gwarancje trwałości Ubekistanu przy minimalnym ryzyku („zmienić wszystko, by nie zmienić niczego”) dają nie nowo-twory, a kolejne transfiguracje pookrągłostołowego systemu partyjnego; w latach 1989 – 2005 u „rządów” zmieniały się dwie ekipy: „konstruktywna opozycja” i „postkomuniści”. Obecnie, od „katastrofy” smoleńskiej, ze szczególnym natężeniem w czasie kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego, obserwujemy reaktywację SLD i próby namaszczenia komunistów na następców bądź koalicjantów Platformy. Rozłam w PO – secesja Ruchu Palikota – nie był taką próbą; bojówka Palikota jest tworem czysto medialnym, kanałem artykulacji dla radykalnych lewaków, których obecności w PO nie tolerowała część jej elektoratu. Ten sam cel – tyle, że z elektoratem centrowym i liberalnym PiS – ma secesja PJN.

Prawdopodobnie dlatego też – dla Tuska, Komorowskiego, Klicha, Arabskiego et consortes - „sprawa Smoleńska jest arcyboleśnie prosta”. Obawiają się oni nie tyle nawet tego, że „w razie czego” zostaną fizycznie „odpaleni”, co odsunięci przez sowieciarzy i peerelowskich „towarzyszy z bezpieczeństwa” za pomocą operacji dezinformacyjnej i manipulacyjnej. Tak czy inaczej – „odpaleni” w taki czy inny sposób zostaną. Taki po prostu jest los agentury – los, którego ta jest niewolnikiem…

Z faktu politycznej symbiozy z Ubekistanem wynika aferalizm i „nieudacznictwo” polityków Platformy: w każdej z afer głównymi (albo jednymi z głównych, w „najlepszym” wypadku) „bohaterami” są środowiska komunistyczno-bezpieczniackie, a same afery jedynie czubkiem góry lodowej. Przykładami na to niech będą afera stoczniowa i afera hazardowa. W pierwszej z nich, na uwłaszczeniu na majątku narodowym skorzystały środowiska WSI, powiązane organizacyjnie z międzynarodową szajką handlarzy bronią, wspierającą m.in. terrorystów islamskich, a orkiestrowaną przez sowieciarzy. Afera hazardowa z kolei, była pretekstem do neutralizacji, a następnie wrogiego przejęcia CBA, uczynienia z niej kolejnej odnogi „czerwonej pajęczyny” oraz do wprowadzania restrykcyjnej kontroli nad Internetem. Aferalizm jest prostą konsekwencją, pochodną popieriestrojkowego neokomunizmu i jednym z jego ważniejszych mechanizmów. Tak samo jak rzekome „zaniechania” i „partactwo”. Podwyżki podatków, podwyżki cen, przyrost biurokracji w połączeniu z kapitalizmem rodem z trzeciego świata i Latynoameryki mają za cel sterowanie społeczne poprzez proletaryzację i w konsekwencji depolityzację całych grup, które mają być wprzęgnięte w kierat walki o biologiczne podstawy bytu. „Zaniedbania” w sektorze energetycznym to dążenie do prywatyzacji tegoż przez „właściwe” podmioty, przy uzależnieniu energetycznym od Rosji Sowieckiej i jej ekspansji na Europę. Osłabianie sił zbrojnych ma na celu po pierwsze: eliminację potencjału obronnego przed ewentualnym atakiem (ze strony czy to Rosji Sowieckiej, czy Niemiec) i jednocześnie pozostawienie takiej jego części, która mogłaby pełnić funkcje czysto „policyjne”.

Rekomunizacja instytucjonalna

Punktem stycznym wszystkich kluczowych decyzji „rządu” Tuska i PO jest interes środowisk komunistycznych oraz serwilizm wobec Rosji Sowieckiej; oligarchia komunistyczna rozpoczęła odbudowę i umacnianie swoich wpływów praktycznie zaraz po wyborczym puczu, który umożliwił zwycięstwo PO – nośnikowi swych interesów.

Pomimo rozwiązania Wojskowych Służb Informacyjnych, opublikowania części raportu z ich przestępczej działalności (i wielu publikacji blogowych i prasowych), struktury wojskówki zaczęły się reorganizować i odzyskiwać dawne wpływy, dążąc do przywrócenia stanu sprzed 2006 roku. Jak pisze Antoni Macierewicz w świetnej analizie „Polska w sieci wywiadów” (opublikowanej 3 marca 2010 r.): ludzie WSI pozbawieni instytucjonalnego wpływu na urzędy państwowe uformowali w ciągu ostatnich dwu lat wiele instytucji pozarządowych tworzących potężne lobby w gospodarce, w mediach i wśród polityków. Są wśród nich partie polityczne, stowarzyszenia społeczne, instytuty naukowe [sic!], a wreszcie przedsiębiorstwa uzyskujące lukratywne kontrakty rządowe. Szczególnie niepokojące spośród nich są: Stowarzyszenie Pro Milito, które – posługując się frazeologią bogoojczyźnianą i pseudonacjonalistyczną – dwa lata temu wygrażało puczem wojskowym oraz Stowarzyszenie SOWA – uważane (np. przez Aleksandra Ściosa) za polityczny „hub” środowiska WSI. Umożliwiono wstępowanie do SKW i SWW (powołanych w miejsce WSI dzięki działaniom Macierewicza) negatywnie zweryfikowanym funkcjonariuszom WSI bądź takim, którzy zweryfikowani nie zostali. Szefem Departamentu Kadr MON został tow. gen. Janusz Bojarski – ostatni szef WSI, tym samym rozpoczęto drogę do reubekizacji wojska. Rozprawiono się także z Komisją Weryfikacyjną, paraliżując jej działania, prowadząc do jej atrofii. Dodać tu należy, że najprawdopodobniej to właśnie bezpieka wojskowa była i jest głównym pasem transmisyjnym sowietów na teren Polski, i to od początków istnienia peerelu, a nawet wcześniej, od „wojskówki KPP”, która była rdzeniem PPR. Nic więc dziwnego, że w omawiana tutaj rekomunizacja i reubekizacja zogniskowana jest właśnie wokół przebudowanych struktur „bywszych” WSI. Reaktywacji WSI towarzyszyła i towarzyszy medialna akcja propagandowa, która z sowieciarzy robi bohaterów, a z robiących im wbrew – grożących bezpieczeństwu państwa oszołomów, faszystów i niezrównoważonych psychicznie. Blokowano i skutecznie zablokowano ujawnienie drugiej części Raportu o WSI, zapewne ukazującego faktyczne oblicze nadwiślańskiej delegatury sowieckich służb…

Kolejną instytucją, którą poddano rekomunizacji (reesbekizacji) jest Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Szefem ABW został Krzysztof Bondaryk – człowiek wyselekcjonowany przez służby komunistyczne w okresie pieriestrojki, którego i późniejsza kariera, na przestrzeni lat ’90 nadzorowana i prowadzona była także przez starych „towarzyszy z bezpieczeństwa”. U początków jego urzędowania na stanowisku szefa ABW, na średnie i wysokie stanowiska kierownicze przywrócono aparatczyków z PZPR i oficerów SB. Doradcą w szkole oficerów kontrwywiadu został Andrzej Barcikowski – aparatczyk PZPR/SLD, za czasów SLD szef agencji; zastępcą szefa ABW został Zdzisław Skorża, w latach 80 oficer kontrwywiadu SB w Radomiu; w kierownictwie kontrwywiadu umieszczono esbeka Janusza Fryłowa. Z kolei zza kulis na działalność agencji i stanowienie prawa, wedle którego ABW funkcjonuje, wpływ mają organizacje „emerytów” resortowych z WSI, z których najważniejszą jest tzw. Krajowe Stowarzyszenie Ochrony Informacji Niejawnej. Wiodącą w nim pozycję zajmują oficerowie WSI, którzy ukończyli kursy w Związku Sowieckim: płk. Mieczysław Koczkowski, gen. dyw. Bolesław Izydorczyk, kadm. Kazimierz Głowacki, czy płk. Krzysztof Broda. ABW pod przewodnictwem Bondaryka, z kadrami opartymi o sprawdzonych „towarzyszy z bezpieczeństwa” i ludzi, którzy po prostu uczą się bezpieczniackich metod funkcjonowania, takim samym „doradztwem” pod auspicjami „rządu” PO, dąży do objęcia totalną kontrolą praktycznie każdej aktywności obywateli i strategicznych sektorów takich jak: informatyka, handel. Projekty te od około dwóch lat są podawane do „dyskusji” i stopniowo wdrażane.

Od roku 2007 ma także miejsce proces kolonizacji MSZ i kadr dyplomatycznych przez oficerów i agenturę Departamentu I SB oraz PZPR-owskich aparatczyków oraz absolwentów studium dyplomatycznego WSNS przy KC PZPR czy wręcz sowieckiej MGIMO. Kwestią otwartą jest to, czy- i jeśli tak, to jaką rolę odegrały zrekomunizowane kadry dyplomatyczne w katastrofie smoleńskiej, w organizację lotu, który skończył się tragedią. Na czele z ambasadorem Tomaszem Turowskim – exjezuitą i sowieckim agentem w Watykanie.

Sprawą, która ma wymiar tyleż realno-polityczny, co „rytualny” jest kwestia oceny i rozliczenia (nie tak bardzo w omawianym kontekście) poprzedniej epoki i aparatu władzy komunistycznej. Po pierwsze, nigdy nie uznano PRL za formę okupacji Polski przez komunistów i Sowiety, ani też nigdy nie uznano komunizmu za system od korzeni zły; praktycznie cały czas w taki czy owaki sposób go relatywizowano albo przedstawiano jako właściwy, a zdanie przeciwne spotykało się w najlepszym razie z najczęściej niemerytoryczną kontrą. Dekomunizację (odcięcie od wpływu na politykę) zarzucono z czasem całkowicie, nawet na poziomie postulatów czy dyskusji. Lustracja establishmentu jest martwym przepisem (pogrzebana wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w 2007 roku), tak samo jak tzw. „deubekizacja”, która jest po prostu kwiatkiem do kożucha i pustym, nawet nie symbolicznym aktem, w ogóle nie zagrażającym realnie interesom bezpieki. Środowiska komunistyczno-bezpieczniackie zdołały się wystarczająco „obrobić” i umocnić pozycję w ciągu 21 lat, jakie minęły od rzekomego „upadku komunizmu” do teraz. A i na emeryturach, jak widać, towarzysze z bezpieczeństwa nie próżnują; nie ma zresztą „emerytowanych” czekistów, chyba że na cmentarzach (a i z tym można polemizować). Tzw. „odebranie emerytur” bezpiece cywilnej, przy zachowaniu nietykalności wojskówki i WRON-y nie jest raczej wyrazem konfliktu między nimi: po prostu oddaje hierarchię panującą w strukturach komunistycznych. Każdemu dano wedle zasług w budowaniu i utrwalaniu komunizmu.

Od razu po zamachu smoleńskim rozpoczął się szturm Ubekistanu na wakujące instytucje, który szczególnego rozmachu nabrał w pierwszych dwóch-trzech tygodniach po 10 kwietnia ub. r. Faktycznie prezydentem został Bronisław Komorowski – człowiek, który od lat 90. realizuje interesy polityczne środowisk komunistycznych (głównie WSI – a możliwe jest, że został zwerbowany przez komunistów wcześniej). Szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego został gen. Stanisław Koziej, który w roku 1987 uczestniczył w kursie w Sowietach, organizowanym przez GRU. Na Szefa Sztabu Generalnego WP oraz dowódców rodzajów sił zbrojnych mianowano generałów lojalnych wobec sowietów.
Po Smoleńsku rozpoczęła się swoista „peregrynacja” komunistycznych „towarzyszy generałów”, zwłaszcza Dukaczewskiego (szefa WSI) i Jaruzelskiego. Obaj otwarcie i po wielekroć deklarowali poparcie dla Komorowskiego podczas kampanii prezydenckiej oraz dla korzystnej dla siebie „polityki” po 10 kwietnia 2010 r. Jaruzelski i Komorowski wspólnie „uczcili pamięć” katyńskich i smoleńskich ofiar w miesięcznicę tragedii, wcześniej uczestnicząc w obchodach dnia sowieckiej pobiedy.

Z okazji zeszłorocznego… Święta Niepodległości Komorowski awansował komunistycznych generałów, na czele z gen. dyw. Januszem Bojarskim (od września 2010 – przedstawiciel neopeerelu przy Komitetach Wojskowych NATO i UE) czy gen. Krzysztofem Szymańskim, który w kursie sowieckiej Akademii Sztabu Generalnego uczestniczył w I poł. lat 90., a oprócz tego oficerów bez rodowodu w pierwszym peerelu, ale lojalnych wobec „starszych i mądrzejszych” towarzyszy. W lipcu ubiegłego roku zarówno ze strony peerelowskiej, jak i sowieckiej zadeklarowano odnowienie współpracy pomiędzy wojskiem sowieckim a „polskim” (szkolenie oficerów w Rosji Sowieckiej), tak jak i na płaszczyźnie służb specjalnych. Kwestia ta była omawiana w Moskwie pod koniec marca 2010 roku. Uaktywniło się – skupiające oficerów WSI – stowarzyszenie SOWA, w sukurs przyszła nowa rzeczniczka praw obywatelskich; zadeklarowano wprowadzenie zmian w prawodawstwie dotyczącym wywiadu i kontrwywiadu wojskowego tak, by umożliwić ich kontrolę przez środowiska komunistycznych specsłużb. A także po to, by zemścić się na Antonim Macierewiczu i jego ludziach za likwidację WSI, drogą represji sądowych i przy udziale Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Na swoich doradców (czy aby tylko „doradców”?) Komorowski nominował ludzi o zaiste inspirujących biografiach politycznych, wśród których na pierwszym planie znajdują się tow. Nałęcz i tow. „pierwszy niekomunistyczny premier”, stalinowski propagandzista i pałkarz, Mazowiecki. Jednak do rangi jednego z symboli polityki rekomunizacji urasta posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, które odbyło się pod koniec listopada 2010 roku, w którym udział wziął sam tow. gen. Jaruzelski, a oprócz niego tak wybitne postaci jak Kwaśniewski, Miller, Oleksy, Cimoszewicz, Rotfeld, Bielecki, Mazowiecki i Marcinkiewicz. Znamienny jest już sam fakt uczestnictwa w organie państwa oficjalnie niepodległego najwyższego rangą przywódcy peerelu. Sławomir Cenckiewicz komentuje to następująco, w jednym z wywiadów dla „Naszego Dziennika”: po raz kolejny okazało się, że w polityce polskiej po 1990 r. triumfuje zasada ciągłości prawno-ustrojowej z PRL […]. Oficjalnie tematem posiedzenia były „relacje polsko-rosyjskie” oraz wizyta sowieckiego „prezydenta”. Nie znamy jednak szczegółów spotkania; nie wiemy, o czym ci mędrcy i mężowie stanu dyskutowali w kuluarach, czyli tam, gdzie dzieje się najważniejsze. Określenie listopadowego posiedzenia RBN jako „WRON-bis”, autorstwa bodajże Free Your Mind’a nie jest chwytem publicystycznym, a opisem stanu faktycznego. Tak samo zresztą jak „Ubekistan” czy „PRL-bis”. Skład zeszłorocznej, listopadowej RBN jest ilustracją tego, kto faktycznie rządzi Polską po 1989 roku, a także wewnętrzną hierarchię w ramach „GTW”; parafrazując C. Schmitta, suwerenem jest ten, który wprowadził stan wyjątkowy. Nominalnie zajmowane stanowisko nie musi równać się rzeczywistej funkcji, jaką dana osoba (czy organ) pełni w systemie politycznym – władzę ma ten, kto na mocy pozycji hegemona w danym układzie ustala zasady gry i jest w stanie je egzekwować, pozycji hegemona warunkowanej także różnymi czynnikami określanymi mianem „soft power” – tu estymy agentów wobec oficerów prowadzących. Warto w tym kontekście przytoczyć jeszcze jeden fragment z cytowanego wywiadu z drem Cenckiewiczem: patrzę na Jaruzelskiego głównie przez pryzmat jego kariery wojskowej, dopiero później widzę w nim I sekretarza KC PZPR. A z moich badań wynika coraz jaśniej, że pasem transmisyjnym wpływów sowieckich nad Wisłą od początku było wojsko. To najbardziej podległy i lojalny wobec Sowietów sektor PRL, który po 13 grudnia 1981 r. opanował […] główne segmenty państwa - od tajnych służb, poprzez administrację, aż po politykę i finanse państwa. Dzięki temu przetrwał w stanie nienaruszonym tzw. transformację ustrojową. Nadwerężyła go dopiero likwidacja WSI. Jaruzelski uosabia zatem wszystkie cechy tej podległości i lojalności - od szlaku bojowego u boku Sowietów, działalności agenturalnej dla Informacji Wojskowej (a faktycznie "Smiersza"), walki z Kościołem, poprzez […] wyprowadzenie wojska w Grudniu '70, aż po uwojskowienie […] PZPR, wprowadzenie stanu wojennego i wojnę z "Solidarnością". Trzeba przyznać, że po 1989 r. dość inteligentnie obudował tę swoją życiową drogę […].

Także w aktach jawnej przemocy po 10 kwietnia ubiegłego roku udział brali ludzie z kręgów komunistycznych specsłużb. Antykatolicka, godząca w przeżywanie żałoby i pamięć o ofiarach, i jako taka bolszewicka „akcja krzyż” orkiestrowana była przez agenta WSI, Zbigniewa S., pseud. „Niemiec”. Oprócz walki z katolicyzmem, była to walka z pamięcią o ludziach, którzy mieli interesy zupełnie sprzeczne z interesami Komorowskich, Tusków i ich oficerów prowadzących oraz moskiewskiej i berlińskiej centrali. Z kolei za dokonany 19 października ub. r. mord w łódzkim biurze PiS odpowiada członek PO, a prawdopodobnie funkcjonariusz „byłej” SB – Ryszard Caba (Cyba?). Oba te otwarte akty przemocy łączy ich charakter jako prowokacji, mającej zmusić stronę atakowaną albo do zachowań umiarkowanych, albo do ostrej, z konieczności również przemocowej reakcji obronnej. Ponadto, oba te wydarzenia wykorzystano jako balon próbny – „Grupa Trzymająca Władzę” próbowała stworzyć podległe sobie, „spontanicznie” tworzone cywilne bojówki.

Powrót „towarzystwa od śrubek”? Czy związek ze Smoleńskiem ma 5 tajemniczych wypadków, z których 4 zakończyły się śmiercią? Bo z operacją „rekomunizacji” bez wątpienia mają. 18 IV 2010 r. zginął w wypadku samochodowym luterański biskup Mieczysław Cieślar, który przewodniczył komisji historycznej, badającej inwigilację luteran przez SB. 28 V 2010 r. zginął dr Dariusz Ratajczak, przez środowiska neobolszewii i „salonu” uznany za „Holocaust denier” i szykanowany, m.in. wyrzuceniem z pracy na uczelni. 2 VI zginął operator „Faktów” TVN, Krzysztof Knyż, który był przy relacjonowaniu katastrofy smoleńskiej. 6 VI zginął w wypadku samochodowym prof. Marek Dulinicz – szef grupy archeologów, która miała wyjechać do Smoleńska. 8 VI dziennikarz Wojciech Sumliński – znany m.in. z badań nad morderstwem ks. Popiełuszki – uderzył samochodem w mur cmentarza w Białej Podlaskiej. W oponie znaleziono wbity gwóźdź. Dziennikarz przeżył.

W cieniu czerwonej gwiazdy

Wewnętrzna okupacja przez neokomunistyczny, okrąłostołowy establishment i powiązania współczesnej Polski z Rosją Sowiecką są ze sobą ściśle sprzężone. Burzliwe skądinąd procesy, jakie rozgrywały się w latach 1989 – 91 nie spowodowały przerwania tej więzi, zmieniły się jedynie jej formy; elity wywodzące się z przetransformowanego aparatu komunistycznego i kooptantów są nadwiślańską odnogą międzynarodowej mafii (o podobnej strukturze) z bazą terytorialną w Rosji. Zarówno Polska, jak i pozostałe kraje „byłego” imperium sowieckiego (wewnętrznego i zewnętrznego) pełnią swoją rolę w sowieckiej, długoterminowej strategii geopolitycznej. Po pierwsze, są to laboratoria procesu pieriestrojki i budowy neokomunizmu w warunkach demoliberalizmu; po drugie, mają one być pasem transmisyjnym Rosji Sowieckiej na Europę Zachodnią i jednocześnie strefą buforowo-przesyłową – kondominium Rosji Sowieckiej, Niemiec, UE i innych, także pozapaństwowych czynników zachodnich prowadzących geszefty z sowieciarzami, które w zamian za uznanie sowieckiej zwierzchności mają wolną rękę w traktowaniu Polski jako rezerwuaru taniej siły roboczej, mięsa armatniego oraz fabryki klamek do mercedesów i BMW (patrz cz. 1 i 2).

W latach 2005 - 07 próbowano przerwać tę zależność i odzyskać suwerenność zewnętrzną, co musiało spotkać się z reakcją zarówno Rosji Sowieckiej, jak i głównych rozgrywających w Unii Europejskiej oraz ich krajowych ekspozytur. Z obaleniem rządu Jarosława Kaczyńskiego i dojściem do (za)rządu Donalda Tuska powrócono do wyżej omówionej polityki podporządkowania interesom Moskwy, z pewnymi koncesjami dla Berlina i Brukseli.

„Rząd” Tuska „zrezygnował” z prowadzonej przez rząd PiS, a po 21 X 2007 przez ośrodek władzy związany ze śp. Lechem Kaczyńskim, polityki budowy „Sojuszu Międzymorza”: Polski, Nadbałtyki, Czech, Ukrainy, Gruzji; jednocześnie kraje te zostały w mniejszym lub większym stopniu spacyfikowane przez sowieciarzy. Zawiadowana przez Radka Sikorskiego polityka UE pn. „partnerstwo wschodnie” jest w istocie – jak stwierdza Józef Darski – polityką sowiecką prowadzoną przez UE i Niemcy, a wykonywaną rękami „polskimi”. Zrezygnowano przede wszystkim z prób zbudowania współpracy energetycznej pomiędzy krajami basenu Morza Czarnego i Kaspijskiego: z Eurazjatyckiego Korytarza Transportu Ropy Naftowej, Rurociągu Odessa-Brody-Płock-Gdańsk (część tego właśnie projektu) oraz z mostu energetycznego pomiędzy Polską a Litwą. Wycofano się też – co zresztą było sprzężone z taką samą decyzją lewicującej administracji Obamy – z projektu instalacji amerykańskich elementów tarczy antyrakietowej.

Jaki cel mieli sowieciarze, ostrzeliwując 23 listopada 2008 roku kolumnę wiozącą prezydentów Kaczyńskiego i Saakaszwilego, chcących odwiedzić obóz dla uchodźców z tzw. Osetii Płd.? Po pierwsze, było to ze strony sowieckiej ostrzeżenie przed „mieszaniem się” śp. Lecha Kaczyńskiego w „wewnętrzne sprawy Rosji”: jego wizyta, wraz z prezydentami krajów Międzymorza być może uchroniła Tyflis przed sowiecką masakrą, powstrzymało kierownictwa państw zachodnich – na czele z Sarkozym – przed zbyt dużymi ustępstwami na rzecz sowietów, uniemożliwiając całkowite przejęcie Gruzji – kraju leżącego na jednym z głównych szlaków przesyłu ropy i gazu z basenu Morza Kaspijskiego i Czarnego i będącego jednym z głównych punktów obecności USA. Po drugie, wydarzenie to i jego „zapośredniczenie” przez sowieckie i ubekistańskie media było swego rodzaju „wyzwalaczem”, mającym uaktywnić szeroko pojęte stronnictwo sowieckie w Polsce; od tego właśnie momentu przywracanie przynależności Polski do imperium neosowieckiego ruszyło już pełną parą.

Następstwem katastrofy smoleńskiej jest likwidacja ośrodka władzy, który spowalniał budowę przez Kreml „Bloku Komunistycznego-bis” i jego dalszą ekspansję na Europę Zachodnią. Po 10 kwietnia 2010 roku sfinalizowano rekomunizację na poziomie geopolitycznym: przesądzone zostało przyjęcie dyktatu gazowego Rosji Sowieckiej. Nie tylko nad Polską – na przestrzeni najbliższych lat okaże się zapewne, że i nad całą Europą.

Tzw. „Umowa gazowa”, właściwie dyktat gazowy, uzależnia Polskę od Gazpromu, który – dzięki aparatczykowi ZSL, jednemu z głównych bohaterów parlamentarnego puczu z 1992 r. – zyskał pozycję monopolisty, przez co za pośrednictwem tego podmiotu Rosja Sowiecka będzie mogła szantażować Polskę właśnie za pomocą dystrybucji gazu. Ponadto, daje ona sowietom pełną kontrolę nad tranzytem gazu przez polskie terytorium. Sowiecko-niemiecki gazociąg północny, oprócz uzależnienia Europy Zachodniej przez Moskwę via Niemcy, służyć ma także tłumieniu ewentualnych polskich prób prowadzenia suwerennej (od tandemu sowiecko-niemieckiego) polityki energetycznej przez prewencyjne storpedowanie działania świnoujskiego gazoportu – swoją drogą jedynej takiej inwestycji w Europie, która przynajmniej w zamyśle byłaby całkowicie niezależna od sowieckich dostaw. Gazprom zadbał także o swoistą „zastępowalność pokoleń” sowieckiej ekspozytury nad Wisłą poprzez wdrożenie systemu sponsorowania przez firmę studiów doktoranckich dla polskich studentów. Kolejną kluczową kwestią – stanowiącą również poszlakę w sprawie Smoleńska – jest odkrycie dużych złóż gazu łupkowego na terenie Polski. Rozpoczęcie ich eksploatacji przez zachodnie koncerny wydobywcze poważnie naruszyłoby pozycję Gazpromu i innych sowieckich korporacji na rynku surowców energetycznych, wzmocniłoby pozycję USA w regionie oraz stronnictwo/a niepodległościowe i antysowieckie. W tym kontekście, zamach smoleński byłby aktem zaznaczenia przez Kreml Polski jako swojej strefy wpływów (por. cz. 2). Rosja Sowiecka dąży również – przy wydatnej współpracy zarządców PRL-bis – do bezpośredniej kontroli nad wydobyciem surowców energetycznych przez zamiar przejęcia polskiego przemysłu naftowego i gazowego (zamiary kupna pakietu kontrolnego Lotosu).

Bardzo niepokojące są dwa kolejne projekty geostrategiczne. Pierwszy to ten, oficjalnie przedstawiany jako współpracy z obwodem kaliningradzkim, a określany przez Aleksandra Ściosa mianem „projektu Prusy Wschodnie”: „[k]luczowym projektem ministra Sikorskiego, forsowanym szczególnie mocno po 10 kwietnia jest […] porozumienie o bezwizowym ruchu granicznym pomiędzy Polską i Rosją, obejmujące obwód kaliningradzki. Projekt ten, na kilka dni przed tragedią smoleńską został poszerzony o koncepcję włączenia obwodu do unijnego programu Partnerstwa Wschodniego – zgłoszoną przez ambasadora RP […czy może jednak PRL? – J.] w Moskwie Jerzego Bahra. To rzecz bez precedensu, ponieważ […] nie ma takiego podmiotu jak obwód kaliningradzki. Zamysł dotyczy więc całej Rosji, a w chwili obecnej jej najbardziej zmilitaryzowanego obszaru. Projekt to o tyle ważny, że łączy dalekosiężne plany rosyjskie, związane choćby z budową elektrowni atomowej i przesyłem energii z koncepcją jeszcze groźniejszą. Warto zauważyć, że gorącym zwolennikiem porozumienia o otwarciu obwodu kaliningradzkiego są Niemcy. Można sobie wyobrazić sytuację Polski, jeśli za kilka lub kilkanaście lat obszar ten, […] w ramach dwustronnych uzgodnień między Moskwą a Berlinem wróci do niemieckiej macierzy, a za nowego sąsiada będziemy mieli... Prusy Wschodnie.” Moim zdaniem, prognoza przejęcia kontroli nad Eksklawą Królewiecką przez Niemcy (skądinąd zinfiltrowane przez sowiecką agenturę) jest błędna, gdyż nawet formalne włączenie jej do RFN nie oznaczałoby osłabienia czy emancypacji spod kurateli Rosji Sowieckiej. Wdrożenie „projektu Prusy Wschodnie” sfinalizuje uczynienie z Niemiec wielkorządcy sowieckiego na Europę, dodatkowo zabezpieczonego przez gazociąg Nord Stream.

Kolejnym takim projektem, który nabrał dynamiki po tragedii smoleńskiej, jest resowietyzacja sił zbrojnych dokonywana właściwie bezpośrednio przez Kreml, która w perspektywie czasu może okazać się wejściem Rosji Sowieckiej do NATO, dokonanym rękami polskimi. Jak pisze cytowany wyżej A. Ścios: [r]ozmowy […] prowadzone były już przed 10 kwietnia, lecz dopiero po śmierci Prezydenta i najwyższych dowódców wojska projekt nabrał rozmachu. W lipcu [2010 – J.] minister Sikorski zapowiedział, że rosyjscy inspektorzy będą sprawdzać polskie bazy wojskowe, w których rozlokowano systemy antyrakietowe. Jednocześnie Rosjanie zaproponowali współdziałanie marynarek wojennych obydwu krajów na Morzu Bałtyckim, m.in. w operacjach poszukiwawczych i ratowniczych, nawiązanie wzajemnych kontaktów dowódców, jednostek przygranicznych i zgrupowań wojskowych oraz organizację nauczania polskich oficerów w rosyjskich ośrodkach szkolenia. Efektem zbliżenia była sierpniowa wizyta szefa rosyjskiego Sztabu Generalnego gen. Nikołaja Makarowa w Polsce Mianowany przez Bronisława K. nowy szef Sztabu Generalnego WP Mieczysław Cieniuch zaproponował Rosjanom „wymianę doświadczenia w sferze unowocześnienia sił zbrojnych i nawiązanie roboczych stosunków między wojskowymi pododdziałami Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych oraz Marynarki Wojennej, dyslokowanych w przygranicznych rejonach.” Zaplanowano również prowadzenie i obserwację ćwiczeń, oraz szkolenie wojsk i dowództw. Znamienne jest to, że po Smoleńsku mamy do czynienia ze szczególnym nasileniem „wizytacji” kraju nad Wisłą przez decydentów z grona sowieckiego kierownictwa: Miedwiediewa, nominalnie pełniącego funkcję prezydenta FR, gen. Makarowa – szefa neosowieckiego gensztabu, gen. Patruszewa – niezwykle zasłużonego towarzysza z bezpieczeństwa; szefa zresztą organu pn. „Sowiet Biezopastnosti” czy też szefa Gazpromu, Aleksieja Millera oraz – w dniu przyjęcia dyktatu gazowego – szefa kremlowskich „Siłowików” i naczelnego „gazowca” sowietów, Igora Sieczyna.

Rewolucja kulturowa, szykanowanie niepokornych

Funkcją wyżej opisanej polityki rekomunizacji i resowietyzacji jest swego rodzaju rewolucja kulturowo-ideologiczna; wojna informacyjna będąca stałym elementem i bezpiecznikiem tak bolszewizmu starego typu, jak i demoliberalnego neobolszewizmu. Zwłaszcza po 2007 r. sprowadza się ona przede wszystkim do rekonstytucji podstawowych tez neopeerelowskiej wersji „political correctness”, które próbowano obalić w latach 2005-07, mianowicie: mitu „okrągłego stołu”, „przemiany ustrojowej”, „niepodległej” po 1989 roku Polski i mitu „Solidarności”, która tę rzekomą niepodległość wywalczyła, oczywiście pod wodzą Lecha Wałęsy, który „sam, tymi ręcami obalił komunę”, walcząc z bezpieką „na śmierć i na życie”. Inne to: „prawo do rządzenia w Polsce ma establishment okrągłostołowy” (czyt.: komuna plus agentura), który z racji swojego oświecenia i dziejowej misji ma prawo do wszystkiego. Wedle tej właśnie, „naszej” wersji politycznej poprawności, jakiekolwiek domaganie się rzeczywistej suwerenności i podmiotowości geopolitycznej Polski jest określane jako „nacjonalizm”, „ksenofobia”, „polityka rodem z XIX w.” czy wręcz… „rusofobia”. Wprowadzono – przy pomocy mediów neopeerelu i popkultury – podział na lepszą i gorszą kategorię obywateli. Pierwszą – „lepszą”, „światłą i wspaniałą” są ci, którzy akceptują neopeerelowski porządek; druga to niezsowietyzowana (bądź nie do końca zsowietyzowana) i konserwatywna część społeczeństwa, którą stygmatyzuje się epitetami typu: „konserwa”, „zaścianek”, „nacjonaliści”, „antysemici”, „moherowe berety” itp.

Zacznijmy od mitu okrągłego stołu, maskującego prawdziwe oblicze pieriestrojki. Działalność naukowców związanych z Instytutem Pamięci Narodowej, któremu przewodził śp. Janusz Kurtyka poważnie groziła ich dekonstrukcją. Przykładem niech będą trzy biografie polityczne postaci Lecha Wałęsy, które nie tylko poruszają kwestię jego kolaboracji z komunistami, ale – w zestawieniu zwłaszcza z innymi źródłami – rzucają światło na faktyczny charakter funkcjonowania komunistycznego aparatu władzy oraz na charakter i szczegółowe mechanizmy tzw. „transformacji ustrojowej” – transformacji peerelu w neopeerel. Stąd wściekły atak Ubekistanu i podwieszeńców na drów Cenckiewicza i Gontarczyka oraz później – na Pawła Zyzaka. Atak, w którym zastosowano trzy rodzaje środków: agresywną manipulację medialną, zmuszenie do odejścia z pracy, aż po represje prawno-karne i zastosowanie instrumentarium służb specjalnych. W przypadku Cenckiewicza, kolejnym jego „ciężkim grzechem” przeciwko elicie Ubekistanu jest przewodzenie Komisji Likwidacyjnej WSI i zajmowanie się w pracy naukowej niezwykle szkodliwą działalnością tej struktury. Gontarczyka – zajmowanie się początkami komunistycznej okupacji Polski (vide – ataki na „antysemicką” monografię PPR i proces sądowy, w którym IPN musiał przeprosić za pisanie prawdy o agenturalnej na rzecz Sowietów działalności Ozjasza Szechtera). Operacja „Cenckiewicz-Gontarczyk-Zyzak” służyła osłabieniu IPN poprzez atak na „środek ciężkości” – naukowców, którzy swoimi badaniami przecierali szlaki, dalszym celem było zastraszenie innych naukowców, którzy mogliby zająć się naszą najnowszą historią. Znamienny jest tu zeszłoroczny wyrok sądu w Krakowie, który zabrania powoływać się w pracach naukowych na książkę Pawła Zyzaka.

Kolejną kampanią było forsowanie znowelizowanej ustawie o IPN, której efektem jest faktyczne podporządkowanie IPN komunie i agenturze, poprzez m.in. możliwość wydawania oryginalnych dokumentów oficerom bezpieki czy możliwość zastopowania niewygodnych dla establishmentu projektów badawczych przy pomocy

Innymi osobami, które takimi sposobami są atakowane przez Ubekistan są dr Targalski (Darski), prof. Zybertowicz, czy ostatnio – J.M. Rymkiewicz oraz K. Wyszkowski, za obnażanie mechanizmów neokomunizmu, prawdę o „naszym” establishmencie, a w przypadku Darskiego dochodzi bezkompromisowa próba dekomunizacji Polskiego Radia. Znamienne jest to, że ataki te odbywają się na drodze procesów sądowych, a dalej, w medialnym Matrix’ie obowiązującą prawdą jest prawda formalna. Nie prawda rozumiana jako opis zgodny ze stanem faktycznym ani próby dochodzenia do takowego. Temu ostatniemu przede wszystkim ma zapobiec ten właśnie rodzaj represji.

To samo działo i dzieje się w mediach, gdzie na krótko (2005-07) dopuszczono jako równoprawny dyskurs inny niż różowo-czerwona propaganda i dezinformacja. Po wyborczym zwycięstwie PO w 2007 r. miała miejsce ofensywa, później próba związania PiS-u „koalicją” z SLD, i ostateczna „normalizacja”, która miała krótko po tragedii smoleńskiej.

Kolejną kampanią prowadzoną od 2007 roku przez Platoformę Obywatelską i peerelowskie media jest wściekłe atakowanie opozycji politycznej, czyli Prawa i Sprawiedliwości. Z braku czasu, miejsca i sensu nie będę jej tu szczegółowo opisywał. Chodzi o to, by pozbawić ją zdolności operacyjnej (możliwości zdobycia i sprawowania władzy) poprzez działania propagandowe, agenturę wewnętrzną i zewnętrzną, wciąganie w z góry ukartowane potyczki. Może ona funkcjonować, ale na prawach politycznego „rezerwatu dzikich”. Delegalizacja raczej nie jest brana pod uwagę, ale powyższe cele są osiągane nieraz na drodze zbrodni: pierwszą był Smoleńsk, a następną – mord łódzki.

Wróćmy do polityki wybielania i wręcz wynoszenia na ołtarze bolszewików, neobolszewików i ich agentów. Dezinformacyjną i manipulacyjną osłoną jest tutaj operacja „pojednania i ocieplenia polsko-rosyjskiego”. Dziwnym „przypadkiem” akcja ta nabrała swojej dynamiki w okolicach 10 kwietnia 2010, a rozpoczęta została latem tegoż roku, z sowiecką kampanią relatywizacji własnego udziału w wywołaniu II wojny światowej i przedstawianiem go jako „konieczności dziejowej”. W tą kampanię, na poziomie polskim, wpisuje się posmoleńska „polityka odznaczeniowa” Komorowskiego, w ramach której najwyższe odznaczenia państwowe zbezczeszczono poprzez przypięcie ich do piersi komunistów i agentów, głównie architektów magdalenkowej „transakcji epoki” i PRL-bis. To samo tyczy się „polityki pomnikowej”, z której apogeum mieliśmy do czynienia w 90. rocznicę pokonania bolszewików, podczas której to komunistycznym najeźdźcom postawiono pomnik, sugerujący w dodatku, podprogowo, ich rzekomy „humanizm”. Nieprzypadkowe było wówczas także wywieszenie baneru z facjatą Lenina i obecność na obchodach Jaruzelskiego.

Wojna informacyjna ma za jedno z podstawowych zadań podważenie systemu wartości, na jakim opiera się dane społeczeństwo. W przypadku Polski, jego rdzeniem – skądinąd poważnie niestety naruszonym – są zasady chrześcijańskie i wolnościowe, głównie rzymskokatolicka recepcja prawa naturalnego. Naruszyć je ma samo już suponowanie przez polityków PO (na czele z tow. Palikotem) i „autorytety” peerelu-bis lewackich postulatów ideologicznych: legalizacji i refundacji z publicznych pieniędzy zapłodnienia in-vitro, powracające co jakiś czas (czasem jako rezonans tego, co dzieje się za granicą) dyskusje na temat prawodawstwa aborcyjnego czy postulaty legalizacji eutanazji. A także promowanie dewiacji seksualnych, na przykład w postaci parad pederastów, „kultury LGBT” (także w ramach oficjalnego wspierania „kawiorowej” lewicy od tow. Sierakowskiego) czy „promowania tolerancji dla odmiennych orientacji seksualnych” w postaci „Tęczowych elementarzy” przeznaczonych dla dzieci.

Równocześnie, wzmaga się kontrola systemu (jako całości, jak i poszczególnych jego elementów z osobna) nad każdym praktycznie aspektem życia obywatela, co bardzo dobrze opisuje prof. Andrzej Waśko w „Upadku liberalnych mitów”: „[…] słyszymy o monitorowaniu Internetu pod kątem ‘’mowy nienawiści’’. Zachowanie rodziców wobec dzieci w domu monitorują już urzędnicy socjalni. Dzieci też będą monitorowane pod kątem ocen i chorób, przez nowy, ministerialny system informacji oświatowej. Inwigilacji obywateli towarzyszy piętrzący się coraz bardziej system kontroli i zarządzania. […] Coraz większa formalizacja i proceduralizacja wszelkich działań w miejscu pracy i urzędach służy wyłącznie zwiększeniu kontroli, która w istocie niczego realnego nie sprawdza i staje się celem samym w sobie.

Na dole tej piramidy władzy mamy urzędników i pracowników podmiotów – nazwijmy je umownie – pozapaństwowych, w środkowym piętrze – polityków partii „rządzącej” i cały bestiariusz „autorytetów moralnych”. Na górze zaś – starych, skapcaniałych, ale i sprawdzonych „towarzyszy z bezpieczeństwa”. Na przestrzeni ostatnich czterech prawie lat – parafrazując pewnego filozofa-aforystę, poetę i człowieka czynu z Budy Ruskiej – neopeerel zdał egzamin i powrócił do swojej dawnej świetności, po okresie częściowego zamieszania z lat 90. i „odwilży” lat 2005 – 07. Naturalną rzeczą jest, że teraz system się broni, czego przejawami – około rocznicy tragedii smoleńskiej – było m.in.: niedopuszczenie ludzi (w tym J. Kaczyńskiego) do składania zniczy, brutalne pobicie Michała Stróżyka i zwinięcie namiotu „Solidarnych 2010”, aresztowanie przez policję Klaudiusza Wesołka, a wcześniej kradzież przez sowieciarzy tablicy wskazującej charakter i sprawców zbrodni katyńskiej.

C.d.n.

Smoleńsk – tło długofalowej strategii
Źródła:
2. Zdzisław Krasnodębski, „Rewolucja Tuska”, http://www.rp.pl/artykul/2,292618_Rewolucja_Tuska_.html
3. Aleksander Ścios, „Polityczna agentura wpływu”,http://chomikuj.pl/redlizard/Niewygodne+dokumenty/POLITYCZNA+AGENTURA+WPLYWU,63753399.pdf
4. / - / „Rzeczpospolita ‘’zaufanych przyjaciół’’”, http://cogito.salon24.pl/77719,rzeczpospolita-zaufanych-przyjaciol
5. / - / „Czy ludzie z WSI sprzedawali polskie stocznie?”, http://cogito.salon24.pl/122112,czy-ludzie-wsi-sprzedawali-polskie-stocznie
6. / - / „Siłowicy”, http://cogito.salon24.pl/120270,silownicy
7. / - / „Powrót ’kułaka’”, http://cogito.salon24.pl/165444,powrot-kulaka
8. / - / „Bondaryzacja, czyli Orwell po polsku”, http://cogito.salon24.pl/155239,bondaryzacja-czyli-orwell-po-polsku
9. / - / „Ustawodawcy z SB”, http://cogito.salon24.pl/122618,ustawodawcy-z-sb
10. / - / „Biali czerwoni”, http://cogito.salon24.pl/144459,biali-czerwoni
11. / - / „Bilans otwarcia. Cena tragedii smoleńskiej”, http://bezdekretu.blogspot.com/2010/10/bilans-otwarcia-cena-tragedii.html
12. / - / „Polska za zamkniętymi oczami”, http://bezdekretu.blogspot.com/2010/07/polska-za-zamknietymi-oczami.html
13. / - / „Matrioszki”, http://cogito.salon24.pl/260445,matrioszki
14. / - / „Eksperci od bezpieczeństwa” http://cogito.salon24.pl/277709,eksperci-od-bezpieczenstwa
15. Xipon Jan Itor, „Tusk będzie głosował na Kaczyńskiego”, http://x-j-i.salon24.pl/156092,tusk-bedzie-glosowal-na-kaczynskiego
16. Stoję z boku i patrzę, „Dekomunizacji nie będzie”, http://stoje-z-boku-i-patrze.salon24.pl/42896,dekomunizacji-nie-bedzie
17. Telok, „Kilka słów o generale Parulskim prowadzącym smoleńskie śledztwo”, http://telok.salon24.pl/234754,kilka-slow-o-generale-parulskim-prowadzacym-smolenskie-sledztwo
18. Claroklara, Samuel J. Pereira, „Przypadek?”, http://claroklara.salon24.pl/197597,przypadek
19. „Jaruzelski to patriota, ale sowiecki”. Wywiad ze Sławomirem Cenckiewiczem, http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101125&typ=po&id=po04.txt
20. Potwór z Radia (Józef Darski): „Kontrola strukturalna”, http://niezalezna.pl/1854-kontrola-strukturalna; „Zawrót głowy od sukcesów”, http://niezalezna.pl/1847-zawrot-glowy-od-sukcesow ; „Operacja Cenckiewicz”, http://niezalezna.pl/1856-operacja-cenckiewicz
21. Józef Darski, „Nowa wojna Putina”, http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt7761.html
22. „Powinniśmy działać tak, jakby powstanie warszawskie wygrało” – rozmowa J. Darskiego z J. Kurtyką, http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/166839,powinnismy-tak-dzialac-jakby-powstanie-warszawskie-wygralo
24. / - / „Alternatywa systemowa i antysystemowa”, „Nowe Państwo” 11(57)/2010
25. / - / „Czy PO będzie imitować Rosję?”, „Nowe Państwo” 12(58)/2010
26. / - / „Przy tobie, najjaśniejszy Putinie, stoimy i stać chcemy”, http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/220982,przy-tobie-najjasniejszy-putinie-stoimy-i-stac-chcemy
28. Barbara Fedyszak-Radziejowska, „Ile demokracji za fasadą”, http://www.rp.pl/artykul/624755_Fedyszak---Radziejowska--Ile-demokracji-za-fasada-.html
29. „Polska polityka w klinczu”. Wywiad z Andrzejem Zybertowiczem, http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100911&typ=my&id=my11.txt
30. „Poważnie rozważam hipotezę zamachu” /-/ http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110122&typ=my&id=my02.txt