Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komentarze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komentarze. Pokaż wszystkie posty

2025-09-28

W sprawie wtargnięcia dronów. Próba generalna?

 Wtargnęcie sowieckich dronów (jak się później okazało, ćwiczebnych wabiów Gerbera, nie bojowych dronów Szahed ani Gierań) "przypadkiem" miało miejsce tydzień po wizycie prezydenta Karola Nawrockiego w Waszyngtonie i spotkaniu z Donaldem Trumpem (3 września) oraz tydzień po szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy oraz chrlowskich obchodach zakończenia II wojny światowej (w narracji ChRL i neosowieckiej Rosji - "Wielkiej Wojny Antyfaszystowskiej"). Spotkanie w Waszyngtonie dotyczyło zacieśnienia relacji sojuszniczych USA i Polski, w tym, m.in. możliwego zwiększenia kontyngentu wojsk USA w Polsce. W szczycie SzOW i pekińskiej paradzie uczestniczyli, oprócz Xi i Putina, także Kim.

Imperialna agenda Moskwy (jako pewna całość), odbudowa i reintegracja imperium sowieckiego jest możliwa do realizacji między innymi i w głównej mierze dzięki wsparciu politycznemu, ekonomicznemu i wojskowo-technicznemu ze strony Pekinu. 

Warto wspomnieć tu o słowach Szefa BBN, prof. Cenckiewicza, który w artykule dla amerykańskiej wersji Newsweeka, opublikowanym przy okazji wizyty prezydenta Nawrockiego, zwraca uwagę na zacieśniający się sojusz Pekinu i Moskwy i na to, że zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej w Europie i ChRL w Azji to de facto dwa fronty tej samej wojny: "jeśli Moskwa zwycięży na Ukrainie, Pekin odczyta to jako zielone światło do eskalacji na Indopacyfiku. Powstrzymywanie Rosji w Europie jest więc kluczowe w globalnym odstraszaniu Chin." 

Patrząc z drugiej strony, agresja komunistycznych Chin na przykład na Tajwan, dałaby Federacji Rosyjskiej możliwość rozpoczęcia otwartej już wojny przeciw krajom czlonkowskim NATO: Polsce czy krajom Bałtyckim. Zapewne odbywałaby się z jakąś pomocą ze strony ChRL.

Ponadto, irańskie drony Shahed i sowieckie  drony Gierań oparte są nie tylko na irańskich, ale i na chrlowskich podzespołach. To samo dotyczy innych modeli rosyjskich dronów bojowych oraz cywilnych, podwójnego zastosowania.

Są jeszcze dwie koincydencje czasowe: pierwsza to miesięcznica zamachu smoleńskiego, druga to  rocznica sowieckiej inwazji na Polskę, czy - bardziej ogólnie - miesiąc, w którym narodowosocjalistyczna Rzesza Niemiecka i Związek Sowiecki rozpoczęły II wojnę światową.



W tej sytuacji Federacja Rosyjska dokonuje zagrania sprawdzajacego właśnie w postaci ataku drobowego. Cele stricte militarne to przetestowanie polskiej (i NATO-wskiej) obrony przeciwlotniczej,  której natychmiastowa reakcja polegająca na decyzji o zestrzeleniu dronów była jak najbardziej słuszna i wzorowa. Ponadto, ćwiczy się w ten sposób takie elementy, jak zasięgi dronów bojowych, a także drogi i cele ataków: ćwiczebne Gerbery kierowały się w stronę baz lotnictwa, jednostek Wojsk Obrony Terytorialnej oraz ważnych obiektów cywilnej infrastruktury krytycznej. Przetestowano działanie środków obrony przed takim lub podobnym atakiem. 

Zamiarem Moskwy było również sprawdzenie funkcjonowania instytucji państwa, zwłaszcza w sytuacji, gdy nowo wybrany prezydent Karol Nawrocki reprezentuje twarde i jednoznaczne stanowisko patriotyczne, antysowieckie i proamerykańskie, zaś rząd Donalda Tuska, mimo deklaratywnej opozycji wobec reżimu czekistów obecnie, uwikłany jest w politykę tzw. "Resetu" z Moskwą z lat 2007-15. Zaś obecnie prowadzi on politykę, którą można określić jako "miękki reset", a przynajmniej tworzy sprzyjające warunki, żeby takie okoliczności mogły zaistnieć. Pierwszym przykładem jest pozornie niezwiązane z atakiem uniewinnienie grupy tzw. "aktywistów granicznych" majacych wkład w neosowiecką Operację "Śluza". Kolejnym jest forsowanie projektu centralizacji Unii Europejskiej, który wpisuje się w koncepcję stworzenia wspólnej przestrzeni strategicznej, łączącej UE, Federację Rosyjską, ChRL (a last but not least, sojuszników wyżej wymienionych spoza Eurazji, czego celem jest umowa UE-MERCOSUR) I który podszyty jest mniej lub bardziej otwartym antyamerykanizmem.

Rację mają ci, co twierdzą, że nie był to żaden "początek wojny", tylko dalszy ciąg wojny toczonej przez neosowiecką Rosję (przy pomocy i współudziale komunistycznych Chin, Korei Północnej i Iranu) przeciwko światu. To jest raczej przejście do nowego jej etapu, w którym podobne prowokacje mają na celu nie tylko rozpoznanie bojem, ale próbę wymuszenia przez Moskwę nowych koncesji na krajach zachodu. O tym świadczyłoby to, że wkrótce po wtargnieciu Gerber do Polski, Federacja Rosyjska przeprowadziła kolejne, podobne prowokacje: przelot dwóch sowieckich myśliwców nad platformą wiertniczą polskiego Petrobalticu (naruszający przestrzeń bezpieczeństwa platformy), naruszenie przestrzeni powietrznej Estonii przez ten kraj czy pojawienie się dronów na terenie Danii.

Wtargnięcie było też testem funkcjonowania NATO na poziomie politycznym, wraz z reakcją najsilniejszego jego członka, którym są USA. Tutaj również, reakcja obydwu wyżej wymienionych była słuszna, włącznie z deklaracją Donalda Trumpa, który stwierdził, że kraje NATO mają prawo do strącania sowieckich obiektów wojskowych naruszających własną przestrzeń powietrzną, z czym zgadza się sekretarz generalny NATO, prezydent Karol Nawrocki i urzędnicy administracji prezydenckiej, na czele ze Sławomirem Cenckiewiczem.

Wrześniowe prowokacje Federacji Rosyjskiej można też traktować jako swego rodzaju alarm cwiczebny dla neosowieckiej agentury wpływu.  Nawet, jeśli nie był to priorytetowy cel kremlowskich czekistów, o ile w ogóle był, to można zauważyć pewne niepokojące efekty. Praktycznie od pierwszych godzin po naruszeniu dało się zauważyć wzmożenie agenturalnej "orkiestry" (by trzymać się modelu Vladimira Volkoffa). Od razu pojawiły się teorię o tym, jakoby była to celowo przeprowadzona prowokacja Ukrainy, w celu to wciągnięcia Polski do wojny, to wymuszenia pomocy militarnej czy zaostrzenia sankcji wobec Federacji Rosyjskiej. Wpleciono to w ogólną narrację środowisk, które z jakichś powodów wpisują się we współczesny "Prawicowy NEP" prowadzony od niemal dwóch dekad przez służby Federacji Rosyjskiej. Niestety, obserwując zarówno internet, jak i świat pozawirtualny możnasądzić, że zasięg oddziaływania tego rodzaju rosyjsko-sowieckiej dezinformacji jest zatrważający. Tak zmanipulowani ludzie, w przypadku hipotetycznego realnego ataku Federacji Rosyjskiej zapewne uparcie twierdziliby, że został przeprowadzony ukraiński (albo amerykański) atak pod fałszywą flagą.

Z drugiej strony, mamy działania rządzącego mainstreamu, który po okresie "resetu" z Federacją Rosyjską zmienił narrację o pełny kąt - na zamiary "wgniatania Putina w ziemię", zamiary włączenia się Polski w wojnę na Ukrainie i natychmiastowego zestrzeliwania sowieckich samolotów naruszających przestrzeń powietrzną, z pominięciem obowiązujących w takich przypadkach procedur. Jest to po pierwsze - kompromitowanie Polski na arenie międzynarodowej, po drugie - kompromitowanie oporu przeciwko agresji Federacji Rosyjskiej i ułatwianie Moskwie dalszej dezinformacji, a po trzecie - nakręca orkiestrę "prawicowego NEP-u", dając jej niezwykle wygodne, gotowe argumenty na rzecz takiej dezinformacji.

2025-08-15

Wokół rozmów Trump-Putin. Glossa do wpisu Weliny Czakarowej

W przededniu rozmów Trump-Putin w sprawie Ukrainy, które odbywają się dziś w Anchorage na Alasce, Welina Czakarowa opublikowała na platformie X tekst naświetlający szerszy kontekst tych rozmów. Zimna Wojna 2 pomiędzy Ameryką a Smokoniedźwiedziem nie rozgrywa się w izolacji – Ukraina i Tajwan są połączone ze sobą niewidzialnym stalowym kablem […] - pisze Czakarowa, przy czym zwraca uwagę swoją trafnością pojęcie „DragonBear”, oczywiście oznaczające sojusz ChRL i Federacji Rosyjskiej. Nieprzypadkowa jest tu kolejność – to komunistyczne Chiny pełnią rolę centrum, zaś Federacja Rosyjska to chiński strategiczny dodatek i zaplecze.



Tak samo, jak Zimna Wojna 2, przy czym moim zdaniem niestety bardziej adekwatne jest stwierdzenie Jacka Bartosiaka o wojnie systemowej, którą roboczo określam jako „sekwencyjna wojna światowa”. To wojna toczona niejako transzami, albo – jak napisał jeden z komentatorów – na raty, w której czerwony „Smokoniedźwiedź” dąży do obalenia starego i ustanowienia nowego porządku światowego (skojarzenie z hasłami rewolucji maoistowskiej w Chinach nieprzypadkowe). To Federacja Rosyjska ma umożliwić komunistycznym Chinom zdobycie i utrzymanie światowej hegemonii. Czakarowa pisze: W Zimnej Wojnie 2, Rosja pełni rolę bardzo silnej karty, zbyt słabej, by samodzielnie prowadzić i zbyt silnej, by ją ignorować. Dla Pekinu, Moskwa jest jednocześnie tarczą i włócznią: buforem przyjmującym zachodnie sankcje i partner w projekcji nacisku miltarnego od Morza Czarnego aż po Pacyfik. Ostatnie wspólne ćwiczenia Smokoniedźwiedzia w pobliżu Japonii [„Morskije Wzaimodiejstwo 2025” – organizowane cyklicznie od 2012 wspólne ćwiczenia sił morskich Federacji Rosyjskiej i ChRL - autor] nie były przypadkiem – to był sygnał. Smokoniedźwiedź jest przygotowany, by stawić wyzwanie zarówno „transatlantyckiemu” NATO, jak i embrionalnemu „pacyficznemu NATO”.

Zasadniczą kwestią jest to, jaką formę i jaką intensywność przybierze „podwójna eskalacja” Federacji Rosyjskiej i ChRL, na terenie Międzymorza Bałtycko-Czarnomorskiego z jednej strony i Pacyfiku Zachodniego z drugiej. Będzie ona jednak miała miejsce niezależnie od tego, co zostanie ustalone na spotkaniu Trump-Putin. Czakarowa uważa też, że rozmowy Trump-Putin mogą być wstępem do nadchodzących negocjacji z głównym sprawcą i agresorem „Nowej Zimnej Wojny”/sekwencyjnej III wojny światowej – Xi Jinpingiem.

I w kontekście tych rozmów, Czakarowa porusza sytuację państw Europy Zachodniej. Jej zdaniem: Europa została całkowicie odsunięta na bok w kształtującej się wielkiej choreografii rozmów Putin-Trump-Xi. Bez miejsca przy stole, bez weta, bez lewarowania – tylko nie do pozazdroszczenia rola geopolitycznego ogródka w „Realpolitik” triumwiratu [Waszyngton-Moskwa-Pekin – autor]. I jest to prawda, z tym, że nie jest to wina Trumpa, a kraje Europy Zachodniej zapracowały sobie na tą rolę przez ostatnie 35 lat. Z całą polityką opartą na symulakrze „końca historii” (z którego to konstruktu wycofał się sam Francis Fukuyama), z pacyfizmem, który motywował de facto rozbrojenie krajów europejskich, mniej lub bardziej zawoalowanym antyamerykanizmem, globalizmem i marksizmem kulturowym w polityce wewnętrznej, koncepcjami centralizacji UE i utworzenia jednolitego europejskiego superpaństwa. I wreszcie – resetem z de facto neosowiecką Rosją. Prym wiodą tutaj Niemcy, które usiłowały – oficjalnie motywowane powyższym – stać się sowieckim „hubem” energetycznym i surowcowym na Europę. Agresja Federacji Rosyjskiej nie tyle zniweczyła tę politykę, co spowodowała niejako jej przesunięcie za kulisy, a także coraz bardziej widoczne przesuwanie się w orbitę chińską (gdzie Chiny stają się „zastępczą Rosją”, mówiąc słowami śp. doktora Jerzego Targalskiego).

W tym kontekście, żądanie Merza, Macrona, Starmera czy von der Leyen prowadzenia walki przez skrawioną Ukrainę i domaganie się bezwarunkowego poparcia przez USA mają taką samą realną wartość, jak malowanie kredkami po ulicach Paryża czy Brukseli po atakach islamskich terrorystów dekadę temu.

I wreszcie, jaka jest sytuacja Ukrainy. Z jednej strony, państwo ukraińskie (w sensie technicznym) zostało ocalone dzięki oporowi samych Ukraińców, jak i wsparciu zachodniemu, zwłaszcza Polski. Z drugiej – Ukraina funkcjonuje jedynie dzięki „kroplówce” z Zachodu. Federacja Rosyjska – mimo dotkliwych strat – nie załamała się na skutek trzyletniej wojny i właściwie teraz mamy do czynienia z przełamaniem ukraińskiego frontu na Donbasie, który jest już nie do obrony, jako teren całkowicie zniszczony działaniami wojennymi i ze zsowietyzowaną ludnością. Jego uporczywa obrona spowoduje wywiązanie się kampanii przypominających Bachmut czy Mariupol, które z czasem doprowadzą do wyczerpania Ukraińców i do przywrócenia całkowitej kontroli nad całą Ukrainą przez sowieciarzy, choćby i przy zachowaniu jakiejś technicznej formy państwowości (względnie, doprowadzenie do powstania upadłej strefy buforowej). Federacja Rosyjska miałaby wówczas o wiele lepszą pozycję do domagania się kolejnych koncesji dla siebie, na przykład spełnienia ultimatum Putina-Ławrowa z 2021 roku. Stałaby się jeszcze skuteczniejszą „tarczą i włócznią” ChRL, być może już w ostatecznej rozgrywce. Bolszewicki „Smokoniedźwiedź”, w wersji „minimum”, dokonałby finalizacji strategicznego oblężenia USA i ich sojuszników i – co bardzo ważne – ośmieszyłby i zdelegalizował narrację Zachodu o sprzeciwie wobec agresji Federacji Rosyjskiej i ChRL.

Jedyną możliwością zachowania substancji państwowej i narodowej (ocalenie życia ludzkiego) Ukrainy jest niestety oddanie sowietom Donbasu, a być może części Zaporoża i Chersońszczyzny i wymuszenie przez Stany Zjednoczone przerwania ognia. Widzą to ukraińscy żołnierze na froncie, widzą to co rozsądniej myślący przedstawiciele ukraińskich elit, na przykład Andrij Biłećkyj – wódz antykomunistycznego, antysowieckiego, nacjonalistycznego Ruchu Azowskiego.

Dlatego administracja Donalda Trumpa chce (i musi – to jest współczesny „White Man’s Burden”) wieść prym nie tylko w rozmowach z Putinem, ale i innych formach rozgrywek z Moskwą i Pekinem. Czy będzie to legalizacja zmiany granic państwowych siłą zbrojną? To już jest egzekwowane, siłą właśnie. Czy będzie to legalizowanie zdobyczy Federacji Rosyjskiej? Czy będzie to częściowa wygrana Moskwy, która da Moskalom „pieriedyszkę”? Z jednej strony tak, ale z drugiej strony, taki kształt dałby czas na odbudowanie zasobów przez USA i pozostałe kraje nietotalitarne, bo mowa także o takich krajach jak Tajwan, Japonia czy Filipiny. Niezależnie, jakie postulaty będą podnoszone przez Putina i Trumpa i cokolwiek narzuci Trump Putinowi, nie zatrzyma to Federacji Rosyjskiej w średnioterminowej i dłuższej perspektywie.

Donald Trump dąży do przywrócenia mocarstowości Ameryce, nadwątlonej mocno przez administracje Obamy i Bidena. Dużą rolę grają w tej strtegii sojusznicy USA, którzy będą strzec jej interesów na innych kontynentach w sytuacji globalnej konfrontacji prowadzonej sekwencyjnie i odcinkowo przez sojusz Moskwę, Pekin i pomniejszych sojuszników. Interes USA jest często zbieżny z interesami lokalnych sojuszników, jako alternatywa dla supremacji Moskwy i Pekinu.

***


W tym kontekście należy też odczytywać i interpretować aktualną sytuację wewnątrzpolityczną w Polsce. USA pomogły – w sposób trudny do szczegółowego opisania – w wyborze proamerykańskiego prezydenta i wspierają go w walce z zamierzającym go obalić (albo przynajmniej sabotować) rządem wywodzącym się ze środowiska, które w latach 2007-15 uwikłane było w tzw. „Reset” z Federacją Rosyjską (czytaj: w przywrócenie i wzmocnienie sowieckich wpływów), a teraz realizuje agendę Niemiec i eurokracji (w sytuacji osłabienia Moskwy i opcji moskiewskiej w Polsce), co jest de facto próbą wprowadzenia wpływów Moskwy, ale niejako „tylnymi drzwiami”.

Niedawną audiencję premiera Tuska u prezydenta Nawrockiego być może należy patrzeć jako po pierwsze ostrzeżenie wobec Tuska, a po drugie – próbę ustawienia go do kąta i rozmowę ostrzegawczą.

Na uwagę zasługuje przebieg inauguracji prezydenta, a także słowa wypowiedziane w telekonferencji europejskich głów państw i rządów z Trumpem, w przeddzień rozmów z Putinem, a także przemówienie z okazji 105-Lecia Zwycięskiej Bitwy Warszawskiej. Prezydent Nawrocki mówił m.in. (Trumpowi): „[…] zatrzymaj bolszewików 15 sierpnia 2025 jak Polska, także przy udziale żołnierzy z Ukrainy 15 sierpnia 1920!” Nawrocki jasno mówi, że jak 105 lat temu, tak teraz i tutaj bolszewizm i bolszewickie mocarstwa stanowią zagrożenie – to Federacja Rosyjska jest kontynuacją ZSRS i agresorem. Prezydent Nawrocki jasno sygnalizuje też to, że – niezależnie od przebiegu i rezultatu rozmów w Anchorage – trzeba być przygotowanym na dalszą, być może zbrojną i regularną agresją neosowieckiej Federacji Rosyjskiej.



2024-11-02

Wojska Korei Północnej na Ukrainie

Wysłanie armii północnokoreańskiej do wzmocnienia inwazji neosowieckiej Rosji na Ukrainę często komentowane jest jako fakt co najmniej niepokojący wierchuszkę KPCh. Tymczasem jest to logiczna konsekwencja trzech podstawowych faktów, tendencji i procesów politycznych: sojuszu strategicznego ChRL i Federacji Rosyjskiej, szerszego sojuszu państw totalitarnych (ChRL-Federacja Rosyjska-Korea Północna i Iran) oraz wojny systemowej – sekwencyjnej trzeciej wojny światowej, której jednym z teatrów jest agresja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Wojna ta jest sekwencją lokalnych konfliktów, których suma jest de facto wojną światową, a która ma za zadanie zmienić światową architekturę geopolityczną. Głównym inspiratorem są w tej wojnie komunistyczne Chiny, zaś Federacja Rosyjska, Iran (którego rolę opisano w poprzednim wpisie) i właśnie neostalinowska Korea Północna pełnią rolę chrlowskich „lodołamaczy” i docelowo filarów potencjalnego (i coraz bardziej realnego) „Pax Sinica”.


Jedną z osób, która wskazuje na faktyczne znaczenie północnokoreańskiej obecności na Ukrainie jest Velina Tchakarova, analityk zajmująca się między innymi problematyką sojuszu Pekin-Moskwa. W komentarzu do artykułu Financial Times pisze ona między innymi: „rozmieszczenie żołnierzy północnokoreańskich w Rosji (w Kursku), a w końcu na Ukrainie oznacza strategiczny ruch Rosji, na który zielone światło dały Chiny, by otworzyć trzeci front geopolityczny oprócz konfliktu na Ukrainie/Europie Wschodniej i konfliktu Iran-Izrael-Hamas na Bliskim Wschodzie. Eskalacja ta nakierowana jest na destabilizację kruchej już dynamiki sił na Półwyspie Koreańskim, połączonej z napięciem na Morzu Południowochińskim i Cieśninie Tajwańskiej. Inicjatywa ta jest wynikiem modus operandi systemowej koordynacji w ramach sojuszu Smoko-Niedźwiedzia [DragonBear, jak sojusz Pekin-Moskwa określa Tchakarova - autor], gdzie Chiny i Rosja operują w ściśle zsynchronizowanej współpracy w domenach strategicznych.”

Działania te mają rozproszyć amerykańskie „wpływy i zasoby na wiele frontów”, poprzez stworzenie konfliktów lokalnych, które mają za zadanie osłabiać amerykańskie wpływy i amerykańską obecność, zarówno globalną, jak i lokalną. Ważnym kontekstem jest to, że dokonywane są w momencie „największej wewnętrznej wrażliwości” Stanów Zjednoczonych, spowodowanej zwłaszcza zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. Dalej, Tchakarova konkluduje: „wzmacniając niestabilność na trzech frontach, Chiny i Rosja testują odporność amerykańskich zobowiązań i ujawniają ograniczenia zdolności Stanów Zjednoczonych do globalnego zarządzania jednoczesnymi kryzysami”. Tyle z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych – fizyczne, kinetyczne wsparcie sowieciarzy przez komunistyczną armię Korei Północnej to po prostu kolejny oręż w procesie wyniszczania Ukrainy i wzmacnianie zagrożenia dla pozostałych krajów Międzymorza, w tym Polski.

Jak użyte będą siły północnokoreańskie przez kremlowskich mocodawców, pokażą najbliższe tygodnie. Można sobie też wyobrazić – oprócz odbijania obwodu kurskiego, działań inżynieryjnych na tyłach frontu, czy walce pododdziałów lądowych na lewobrzeżnej Ukrainie – znacznie bardziej ponury scenariusz. Mianowicie taki, że tzw. deeskalacyjne użycie broni nuklearnej zawarte w rosyjsko-sowieckiej doktrynie wojennej może zostać zrealizowane nie przez Federację Rosyjską, a przez… reżim Kimów. Cel taktyczny, a może i strategiczny mógłby zostać osiągnięty, zaś odium ewentualnej zemsty spadłby nie bezpośrednio na Moskwę, a na Pjongjang. Ponadto, udział po stronie agresora w wojnie na odległym froncie może być dla armii Kima rodzajem poligonu przygotowującego do agresji przeciwko Korei Południowej. I nie bez powodu Seul mówi o eksporcie na Ukrainę broni ofensywnej czy nawet wysłaniu swojego kontyngentu wojskowego, zwłaszcza funkcjonariuszy wywiadu i kontrwywiadu.


***

Wspierana przez Chiny obecność północnokoreańska w wojnie na Ukrainie może być czubkiem góry lodowej – na terenie Ukrainy mogą już znajdować się też żołnierze ChALW. Takie informacje pojawiły się w wywiadzie z chińskim antykomunistycznym dziennikarzem przeprowadzonym przez Jeffa Nyquista. „Chińskie wsparcie dla Rosji wzrasta dramatycznie. […] ChALW wysyła jednostki wojskowe do Rosji bez oznaczania tych jednostek jako chińskich. Dzieje się to od jakiegoś czasu.” Na terenie Ukrainy mają – wg Wanga – znajdować się pododdziały podległe 11. i 81. Armii ChALW. „Żołnierze ci pomagają armii rosyjskiej w atakach dronowych. Pułk Tygrysi, jedna z elitarnych formacji wojskowych, zwykle stacjonująca w Pekinie, również został wysłany na Ukrainę.” Wang mówi również o 127. Połączonej Brygadzie Armijnej, składającej się z pododdziałów zmotoryzowanych, pancernych i artyleryjskich.

Trudno byłoby utrzymać w tajemnicy udział całych związków taktycznych i operacyjnych w wojnie na Ukrainie po stronie Federacji Rosyjskiej, jednak informacje o udziale chrlowskich najemników od jakiegoś czasu obecne są również w mediach tzw. mainstreamu. Tak czy inaczej, udział „chińskich najemników”, operatorów chińskich wojsk specjalnych, operatorów i instruktorów dronów byłby dla ChRL logicznym posunięciem we wsparciu Federacji Rosyjskiej, po pomocy w zakresie danych wywiadowczych czy wsparciu technicznym. Być może rozmieszczenie armii północnokoreańskiej w wojnie na Ukrainie jest zasłoną dymną dla udziału ChALW.

***

Wypowiedzi niektórych polityków z aktualnie rządzącej w Polsce koalicji w rodzaju tych o „wgniataniu Putina w ziemię” czy ostatnia wypowiedź Radka Sikorskiego o zestrzeliwaniu sowieckich rakiet nad Ukrainą należy traktować jako element sowieciarskiej kombinacji operacyjnej. Tak samo należy traktować oskarżenia PiS, Kaczyńskiego czy Macierewicza o „prorosyjskość” czy zakamuflowane działania na rzecz Moskwy oraz prezentację szefa SKW, gen. Stróżyka. Przy czym rola w niej Hołowni, Tuska czy Sikorskiego nie musi być wcale przez nich uświadomiona. Podstawą tej kombinacji jest stara, sowiecka strategia i taktyka „nożyc”.

Chodzi tutaj po pierwsze o to, żeby poprzez szafowanie na lewo i prawo oskarżeniami o bycie „ruskim agentem” ośmieszyć temat faktycznej sowiecko-rosyjskiej działalności agenturalnej. Po drugie, taka narracja i retoryka napędza faktycznych agentów (zwłaszcza agentów wpływu) powtarzających ich narracje użytecznych idiotów i pudeł rezonansowych. Ci zaś manipulują normalnymi ludźmi, niekoniecznie rozumiejącymi mechanizmy polityki (zwłaszcza zawiłą i wielopoziomową dezinformację Kremla), a słusznie zdającymi sobie sprawę z zagrożenia wojennego.

Wypowiedzi takie, padające z ust polityków, którzy w latach 2007-15 uwikłani byli w reset z „Rosją taka, jaka ona jest”, którzy jeszcze miesiące przed rozpoczęciem pełnoskalowej agresji na Ukrainę bagatelizowali zagrożenie wojenne, próbowali je umniejszać albo byli dalej skłonni do ustępowania sowieciarzom, ośmieszają sprzeciw wobec neosowietów i napędzają dosyć już rozpowszechnioną, a w każdym razie głośną narrację o rzekomo „pokojowej Rosji”, „Rosji broniącej się przed amerykańską agresją”, o „neonazistowskiej Ukrainie”. Wreszcie o „Polsce jako mięsie armatnim USA, UK, UE i Niemiec” (jakby te ostatnie były jakkolwiek, kiedykolwiek „antyrosyjskie” i „antysowieckie”) oraz utożsamiające jakiekolwiek działanie przeciw neosowieckiej Rosji jako „prowokacje” i szykowanie się do wojny napastniczej. Napędza to i wzmacnia tą narrację tym mocniej i tym bardziej, że wypowiadane są z pozycji osób nominalnie pełniących najważniejsze stanowiska w państwie.

2024-02-25

Pesymistyczny scenariusz Nialla Fergusona

 2 lutego 2024 roku Bloomberg opublikował artykuł Nialla Fergusona pt „What would America look like if it lost World War III”. Autor – szkocki historyk i politolog – twierdzi słusznie, że aktualnie trwa sekwencyjna III wojna światowa, rozgrywana na kilku teatrach: na Ukrainie, na Bliskim Wschodzie oraz Indopacyfiku (potencjalna inwazja ChRL na Tajwan i/lub KRLD na Koreę Południową). Jest to wojna prowadzona przez sojusz Pekin-Moskwa przeciwko Stanom Zjednoczonym, ich sojusznikom i całemu wolnemu, nietotalitarnemu i niekomunistycznemu światu. Jest to wojna, w której stawką i celem jest obalenie pozycji USA i ich sojuszników, a tym samym ustanowienie i utrzymanie nowego porządku światowego, w którym hegemonem są komunistyczne Chiny, a głównym partnerem KPCh jest czekistowska Federacja Rosyjska. Ferguson twierdzi, że zwycięstwo ChRL i sojuszników jest możliwe i będzie miało konsekwencje nie tylko dla Ukraińców, Żydów czy Tajwańczyków, ale także dla Amerykanów, Brytyjczyków i ogółem, wszystkich obywateli państw zachodnich.


„Jeśli Stany Zjednoczone pozwolą na opanowanie Ukrainy, Izraela i/lub Tajwanu przez wrogów, będzie to również miało surowe konsekwencje dla Amerykanów. I przez stwierdzenie surowe konsekwencje rozumiem coś znacznie gorszego niż kolejny 11 września” – pisze Ferguson. W artykule i w próbie ich prognozowania i zobrazowania, autor odwołuje się do dystopii, political fiction i dzieł o historii alternatywnej. W powieści „SS-GB” przedstawiono historię alternatywną, w której Rzesza Niemiecka pokonuje w roku 1940 Wielką Brytanię, internuje króla, a premiera Churchilla zabija w pokazowym procesie berlińskim. Niemcy nie atakują Sowietów, wręcz przeciwnie, cała Europa znajduje się pod hegemonią sojuszu Niemiec z ZSRS. Ruch oporu jest iluzoryczny, a głównym bohaterem jest kolaborant – funkcjonariusz Scotland Yardu, który podlega Gruppenfuehrerowi SS.

Ferguson omawia też amerykańską produkcję filmową, „Czerwony Świt” z Patrickiem Swayze grającym członka ruchu oporu – Jeda Eckerta, który wraz z grupą przyjaciół walczy z inwazją ZSRS i innych państw bloku komunistycznego, który w fabule filmu zdołał opanować Eurazję i Amerykę Południową, neutralizując sojuszników USA w Europie. Szkoda, że Ferguson nie wymienił podobnego w wymowie serialu pod tytułem „Amerika” z 1987 roku (m.in. z Krissem Kristoffersonem i Arminem Muellerem Stahlem w rolach głównych), w którym Stany Zjednoczone poddane są okupacji przez ZSRS, NRD i inne państwa komunistyczne, w kolaboracyjnych rządach zasiadają radykalni lewacy i liberałowie, realizujący politykę do złudzenia przypominającą rozwiązania współczesnej tzw. lewicy i liberałów. USA w tym serialu zostały pokonane poprzez detonację przez Sowiety bomb atomowych w górnych warstwach atmosfery i kosmosie, co spowodowało porażenie infrastruktury łącznościowej, komunikacyjnej i elektrycznej przez impuls elektromagnetyczny.

Takie dzieła kultury współczesnej mają ważne zadanie – przygotowują społeczeństwa, zwłaszcza Zachodu, na scenariusze, które większości mogły bądź mogą wydawać się fantastyką, ale wcale nie są scenariuszami nierealnymi, i które przede wszystkim są scenariuszami pesymistycznymi, jednak motywującymi i przygotowującymi obywateli do działania i reakcji. Jak stwierdza Ferguson, Amerykanie i inne społeczeństwa Zachodu wolą od takich refleksji pogrążanie się w ogłupiającej i eskapistycznej popkulturze.

I teraz film, którego nikt nie wyreżyseruje. Pewnego czasu, w tym roku, Chińczycy blokują Tajwan. Albo Filipiny. Albo, być może, Korea Północna wystrzeliwuje rakiety na Koreę Południową. Ale trzymajmy się Tajwanu.” Taki jest potencjalny, ale zdaniem Fergusona całkiem realny scenariusz wojenny, który na trwale może zmienić światową architekturę strategiczną, ale także społeczeństwa państw zachodnich, które mimo odległości od Moskwy, Pekinu czy Pjongjangu, będą odczuwać na własnych skórach skutki możliwego zwycięstwa osi Pekin-Moskwa.

W scenariuszu współczesnej wojny, ChRL nakłada blokadę morską i powietrzną na Tajwan. Tajpej domaga się od Stanów Zjednoczonych powzięcia działań w celu zniesienia przez Chiny blokady. Siły i środki, jakie ma do dyspozycji USA pozwalają na siłowe zniesienie blokady Tajwanu, jednak zanim to następuje, ma miejsce krach na Wall Street. Akcje spadają o 20 procent. Akcje Apple notują spadek rzędu 50 procent, ponieważ większość hardware’u nadal produkowana jest w komunistycznych Chinach. Spada wartość dolara na rynkach międzynarodowych, a system bankowy sparaliżowany zostaje przez run na banki i bankomaty. W scenariuszu tym ChRL może zaatakować amerykańskie grupy lotniskowców, wyznaczone do obrony Tajwanu i zniesienia komunistycznej blokady. W wojnę może zostać wciągnieta Japonia, jeśli posiada jeszcze siły i środki za pomoca których może zaatakować chińskie lotniska i instalacje rakietowe. Pełnoskalowa odpowiedź USA może spowodować wyczerpanie się zasobów broni i amunicji w przeciągu tygodnia. Konflikt – jeśli wybuchłby w tym roku – odbywa się w koincydencji czasowej z wyborami prezydenckimi w USA, w których Trump krytykuje Bidena za wywołanie kolejnej „wiecznej wojny” i jednocześnie za okazywanie słabości wobec ChRL, a chrlowski TikTok rozsiewa wśród amerykańskiej młodzieży propagandę o konieczności „reunifikacji Tajwanu z Chinami”. Cyberataki oraz ataki ChRL na infrastrukturę komunikacyjną pogłębiaja wewnętrzny chaos i powodują paraliż kraju, który dotyka w szczególności największe amerykańskie miasta.

To właśnie decyduje o zwycięstwie Chin w potencjalnej wojnie z USA. Wiceprezydent USA Kamala Harris ogłasza „Azjatyzację wojny”, na mocy której wszyscy żołnierze zostają zdemobilizowani i powracają do domów. Xi Jinping triumfalnie odwiedza zdobyty Tajpej. „W końcu, tydzień później, ministrowie spraw zagranicznych Chin, Rosji, Iranu i Korei Północnej spotykają się w Pekinie, by ogłosić powstanie Strefy Wspólnego Dobrobytu Wielkiej Eurazji.” System jaki panuje w krajach komunistycznych, takich jak ChRL, Federacja Rosyjska czy Korea Północna, „promieniuje” na pokonane i upokorzone Stany Zjednoczone, ale zadomawia się w Ameryce – przynajmniej w scenariuszu Fergusona – stopniowo. Nowe, powojenne USA zyskuje w artykule Fergusona znamienne określenie CCP-US. Część Amerykanów – pisze Ferguson – będzie kolaborować, część będzie stawiała opór, zaś większość się dostosuje. Spełnia się „chińskie marzenie” wierchuszki KPCh, spełnia się cele długofalowej strategii sowieckiej, opisanej między innymi w książkach Anatolija Golicyna. Powstaje nowy porządek świata, w którym USA zostają wyeliminowane z roli supermocarstwa, a głównym rozgrywającym staje się eurazjatycki koncert mocarstw z przewodnią rolą osi Pekin-Moskwa.

***

Taki scenariusz miałby oczywiście katastrofalne konsekwencje dla Polski i Międzymorza. Można całkiem łatwo wyobrazić sobie, jakie konkretnie miałby on konsekwencje. Po pierwsze, atak ChRL na Tajwan lub/i atak Korei Północnej na Koreę Południową spowodowałby wielokryzys ekonomiczny i technologiczny, przez który hipoteza Olduvai stałaby się samospełniającą się przepowiednią, ale naturalnie z innych powodów, niż te, o których w założeniach mówił Richard Duncan. Wykorzystując to, że światową fabryką nowoczesnych technologii są Chiny, Japonia i Korea oraz strategiczne znaczenie szlaków handlowych wiodących przez Cieśninę Malakka, ChRL cofnęłaby technologicznie świat zachodni o lata, jeśli nie o dekady, a na pewno szantażowałaby cały Zachód taką możliwością, jednocześnie lewarując polityków w USA i UE lansujących dezindustrializację w imię ochrony środowiska.


Po drugie, spełnienie się scenariusza opisywanego przez Fergusona spowodowałoby odciążenie Federacji Rosyjskiej na froncie ukraińskim i ogółem, na froncie zachodnim. Ukraina pada pod kolejnymi bombardowaniami przy pomocy chińskich i irańskich dronów oraz północnokoreańskich rakiet średniego i dalekiego zasięgu, a także pod naporem kolejnych „miasnych szturmow”. Przyjmijmy, że dzieje się to w roku 2025. Na konferencji w Pekinie (albo Berlinie) przyjęty zostaje fałszywy plan pokojowy Xi Jinpinga, który daje przewagę Federacji Rosyjskiej; Moskwa uzyskuje wszystkie tereny ukraińskie zdobyte po 24.02.2022 i „zawiesza” wojnę, co pozwala jej realizować swoje cele w Mołdawii, Polsce i państwach bałtyckich.

Przypomnijmy też to, że pełnoskalowa faza inwazji na Ukrainę trwająca już dwa lata, nastąpiła po ultimatum Putina-Ławrowa wystosowanego wobec USA i państw członkowskich NATO. „Azjatyzacja”, którą w scenariuszu Fergusona ogłasza Kamala Harris przewiduje wycofanie wojsk amerykańskich z całej Eurazji. USA wycofują z Europy swoje wojska, w tym z krajów, które przystąpiły do NATO po 1997 roku. Na terenie Polski, Czech, Węgier, Rumunii, państw bałtyckich i Bałkanów Zachodnich zabronione są jakiekolwiek większe ćwiczenia NATO, zabronione są loty samolotów w przestrzeni powietrznej tych krajów oraz wejścia okrętów wojennych na Bałtyk, Adriatyk i Morze Czarne. Likwidacji podlega program NATO Nuclear Sharing. Wszystkie te punkty zostają w końcu przyjęte przez rozdające karty w Europie Niemcy i Francję.



Federacja Rosyjska domaga się – po punktowych atakach lotniczych, dronowych i rakietowych na Polskę – utworzenia korytarza pomiędzy Białorusią a eksklawą królewiecką oraz ustanowienia na terenie całej Polski i państw bałtyckich „specjalnej strefy wpływów”, we współpracy z Niemcami i Chinami. Następnie, do Strefy Wspólnego Dobrobytu Wielkiej Eurazji przystępują Niemcy, zaś Unia Europejska oraz Francja zyskują status obserwatora…

2023-11-28

Nowy Porządek Świata w wersji ChRL i KPCh. Na marginesie analizy dr Sari Arho Havren

Strona 9dashline opublikowała w pierwszej połowie listopada analizę autorstwa dr Sari Arho Havren pt. "Building a safe shared future for the People’s Republic of China. Autorka to politolog pracująca m.in. dla brytyjskiego Royal United Services Institute, specjalizująca się m.in. w relacjach międzynarodowych komunistycznych Chin, w tym z Federacją Rosyjską oraz rywalizacją światowych mocarstw.

W omawianym artykule (i nie tylko w nim) stawia - nie pierwsza i nie jedyna - tezy o tym, iz komunistyczne Chiny dążą do światowej hegemonii (po odebraniu statusu supermocarstwa Stanom Zjednoczonym) oraz stworzenia własnego porządku światowego. Co ważne, Sari Arho Havren próbuje sprecyzować to, czym dokładnie może być komunistyczna chińska alternatywa dla świata, a także otoczkę dezinformacyjnych sloganów i eufemizmów, pod którymi sprzedawane są chińskie dążenia.


 

Chińska strategia światowej dominacji to strategia długofalowa, realizowana od dekad. Jak wskazuje Sari Arho Havren, w 2013 roku, rok po wyznaczeniu na stanowisko genseka KPCh i przewodniczącego ChRL, Xi Jinping [...] wezwał do zbudowania wspólnoty dla zbudowania wspólnej przyszłości ludzkości. Te koncepcyjne ramy obejmują idee nowego porządku międzynarodowego, który odzwierciedla zasady rządzenia w Chińskiej Republice Ludowej pod rządami Komunistycznej Partii Chin. Obecnie koncepcje KPCh uzyskują status oficjalnej agendy międzynarodowej rządu ChRL oraz oficjalnych propozycji, zawartych w rządowych dokumentach. Koncepcja nowego porządku globalnego - wskazuje Havren - jest powiązana nie tylko z Xi Jinpingiem, ale sięga w czasie do roku 1997, kiedy przywódcy Chin i Rosji sformalizowali swoje aspiracje we Wspólnej Deklaracji o świecie Wielobiegunowym i ustanowieniu Nowego Porządku Międzynarodowego. Ten dokument (...) otwarcie artykułuje dążenie do zmiany istniejącego porządku światowego oraz, chociaż nie określa tak tego wprost, zamiany Stanów Zjednoczonych w nim. Ponadto, nakreśla ich [ChRL i Rosji] wspólną strategie ciążenia w stronę globalnego południa, by ułatwić transformacje, a w końcu zrealizować strategiczne cele Chin i Rosji […]"

Niedawno wspólny globalny cel komunistycznych Chin i Federacji Rosyjskiej - utworzenie nowego porządku światowego w wersji KPCh promował podczas wystąpienia na forum Klubu Waldajskiego sam Władimir Putin. I warto tu przytoczyć cytat czekistowskiego dyktatora zawarty w artykule dr Havren: "Chiny osiągnęły już znaczący postęp w zasiewaniu ziaren porządku międzynarodowego, który zapewnić może bezpieczną przyszłość ich jednopartyjnym rządom w kraju poprzez izolacje od zewnętrznych zagrożeń". Wedlug dr Havren, powodzenie w "zasiewaniu ziaren" nowego porządku światowego, który oparty jest na celach i interesach KPCh, jest istotne dla chińskich komunistów z trzech powodów: po pierwsze w celu ochrony chińskiego komunistycznego reżimu przed potencjalnymi zagrożeniami z zewnątrz (oficjalnie chodzi o tzw. "kolorowe rewolucje"), po drugie, chodzi o obalenie mocarstwowej pozycji USA i doprowadzenie do ich izolacji. I po trzecie - "ustanowienie bezpiecznego porządku światowego służy jako [...] prekursor realizacji Wielkiego Odrodzenia Chin do 2049 roku, ustanawiającego Chiny w roli dominującego mocarstwa światowego". A zatem elementem najważniejszym dla ustanowienia i utrzymania przez ChRL globalnej hegemonii jest Federacja Rosyjska. Państwo o charakterze totalitarnym, neobolszewickim, rządzone przez czekistowskie elity, w coraz większym stopniu replikujące u siebie rozwiązania panujące u chińskiego seniora i koordynujące swoją politykę wewnętrzną z KPCh.

Chiński i sowiecki paradygmat „świata wielobiegunowego” jest – jak wskazuje dr Sari Arho Havren – w pewnym stopniu dezinformacyjnym wytrychem, a jednocześnie „kamieniem milowym do nowej ery”, czyli chrlowskiej dominacji. „Różne kraje i bloki regionalne aspirują do rozwoju wielobiegunowego świata często mylą ujęcie Pekinu z własnymi interesami strategicznymi. I przez to ChRL może oddziaływać na państwa i bloki, które albo tracą swoje znaczenie międzynarodowe, albo zamierzają swa pozycje odzyskać. Sari Arho Havren wymienia tutaj właśnie Federację Rosyjską, a także Unie Europejską (która ma zostać przekształcona w kontynentalne superpaństwo, co byłoby korzystne dla Moskwy i Pekinu), Niemcy, Francję oraz Brazylię i Indie. Elity wyżej wymienionych państw i bloków chcą wierzyć, że „świat wielobiegunowy to coś, za czym Chiny faktycznie się opowiadają”. W istocie jednak paradygmat wielobiegunowości to dezinformujący koncept, na który jest popyt zwłaszcza w krajach tzw. globalnego południa. Faktycznie jednak, jak wskazuje Havren, „zgodnie z ideologią Xi Jinpinga, chiński rzad oferuje tworzenie bloków, aby ustanowić nowy porządek, przedstawiany jako wielobiegunowy, ale w istocie tworzący porządek, który przede wszystkim realizuje cele Komunistycznej Partii Chin”.

Inicjatywami, z których część ma charakter stricte blokowy, są przede wszystkim Inicjatywa Pasa i Szlaku, która ma poprzez ekspansję ekonomiczną poszerzać wpływy KPCh, a także Globalna Inicjatywa Rozwoju oraz Inicjatywa Zarządzania Sztuczną Inteligencją. Pekin próbuje wywierać wpływ na ONZ, aby GDI oraz AIGI stały się częścią agendy tej organizacji, co de facto byłoby kolejnym etapem na drodze do globalnej hegemonii komunistycznych Chin, a w szczególności groziłoby wprowadzeniem już na skale światowa chińskich rozwiązań ustrojowych, na przykład nowoczesnej chińskiej cenzury. W tym kontekście warto także przypomnieć o takich organizacjach jak BRICS czy Szanghajska Organizacja Współpracy oraz o tym, iż we wszystkich inicjatywach o charakterze strategicznym, politycznym i ekonomicznym to tandem Pekin-Moskwa jest rdzeniem. A jak konkluduje swa analizę Sari Arho Havren – „Chiny osiągnęły już znaczący postęp w zasiewaniu ziarna nowego porządku międzynarodowego […]”.

***

Trwająca od 7 października ofensywa Hamasu przeciwko Izraelowi to nie tylko kontynuacja wojny arabsko-izraelskiej trwającej od 1948 roku. Tak samo, nie jest to tylko kontynuacja odwiecznego islamskiego Dżihadu, zakorzenionemu głęboko w istocie islamu. Jest to kampania w ramach sekwencyjnej III wojny światowej, prowadzonej przez sojusz Pekin-Moskwa, z udziałem Islamskiej Republiki Iranu  oraz komunistycznej Korei Północnej. Owa sekwencyjna III wojna światowa to również, prawdopodobnie, finalny element komunistycznej długofalowej strategii, realizowanej wspólnie przez Pekin i Moskwę (tak samo, jak i zagadnienie opisywane przez dr Havren).


 

Pierwsza kampania tej wojny to pandemia Covid-19. Druga to trwająca od blisko dwóch lat inwazja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. We wszystkich tych konfliktach widoczna jest wzajemna koordynacja i współpraca komunistycznych Chin i  Federacji Rosyjskiej. Podczas pandemii Covid-19 to Moskwa zabezpieczała (bezpośrednio oraz poprzez agentury wpływu i użytecznych idiotów) osłonę dezinformacyjna epidemii wywołanej przez ChRL. Komunistyczne Chiny wspierają czekistowski reżim w wojnie na Ukrainie poprzez dostawy m.in. technologii podwójnego zastosowania, pomoc w omijaniu i unikaniu zachodnich sankcji i szerzej - poprzez zacieśnianie dwustronnej symbiozy strategicznej. Pomocy Rosji Sowieckiej udzielają również Iran i Korea Północna, co jest zresztą funkcja sojuszu Pekin-Moskwa.

Pandemia covid-19 miała prawdopodobnie za zadanie destabilizację psychospołeczną i ekonomiczną krajów zachodnich. Wojna na Ukrainie zaś ma za cel zmianę architektury bezpieczeństwa w Europie na odpowiadającą strategicznym celom Moskwy (i jednocześnie Pekinu). Agresja Hamasu na Izrael ma być kolejnym z "tysiąca ostrzy" z chińskiej tortury i kolejnym z cheguevarowskich "tysiąca Wietnamów". W interesie Moskwy, Pekinu oraz islamskich terrorystów od dawna, aż do teraz idących na pasku bolszewii jest eskalacja konfliktu nie tylko na cały Bliski Wschód (włącznie z trwającym izraelskim odwetem czy kolejnym konfliktem Izrael kontra Iran i/lub kraje arabskie i/lub Turcja), ale również na podminowany przez islamskich migrantów Zachód. W wielu europejskich (a nawet amerykańskich) miastach obserwujemy zamieszki wywołane przez islamistów i będących z nimi w sojuszu lewaków. Mozna sobie wyobrazić zarówno prognozowany od dawna wybuch islamskiej irredenty na Zachodzie, czy choćby odrodzenie islamskich organizacji terrorystycznych na miarę Al-Kaidy czy Daesh. Możliwe jest wzmocnienie ostrza miecza islamu przekierowanego przez Moskwę na Intermarium i wschodni front NATO, co zresztą już ma miejsce nie tylko w Bramie Podlaskiej, ale także na granicy Federacji Rosyjskiej i świeżo przyjętej do NATO Finlandii.

Wojna przeciw Izraelowi prowadzona przez Hamas (a w tle przez Teheran, Moskwę i Pekin) odwraca także uwagę Zachodu od wojny na Ukrainie, gdzie sytuacja stopniowo zdaje się ewoluować w stronę "zgniłego pokoju" w wersji pesymistycznej lub "opcji koreańskiej". Taka sytuacja, oznaczająca mniej lub bardziej dotkliwe pokonanie i okrojenie Ukrainy da Moskwie po pierwsze - możliwość odtworzenia zdolności bojowej i przeprowadzania dalszych eskalacji (w tym otwartej wojny przeciw członkom NATO: krajom bałtyckim i Polsce), a tym samym, po drugie - przygotowany grunt do domagania się przez Moskwę koncesji przypominających te z końca roku 2021. Potencjalnie może to otworzyć drogę Chinom do inwazji na Tajwan i inne państwa Pacyfiku Zachodniego. W przypadku zarówno potencjalnego ataku Rosji Sowieckiej na Polskę, jak i ChRL na Tajwan, należy spodziewać się wzajemnej koordynacji działań Moskwy i Pekinu. 

Niedawny sabotaż infrastruktury krytycznej na Bałtyku (rurociąg Balticconnector i kabel telekomunikacyjny w Zatoce Fińskiej) został przeprowadzony przez statki chińskie i rosyjskie. Jest to nie tylko kolejny przejaw wzajemnej koordynacji działań Moskwy i Pekinu, nie tylko kolejny przejaw poparcia ChRL dla imperialnej polityki Moskwy w Europie Wschodniej i Środkowej, ale także preludium takich działań w przypadku potencjalnej otwartej wojny wywołanej przez Kreml przeciwko krajom NATO.

2023-07-01

Czerwcowy pucz - (spiskowa) hipoteza robocza

 

Pucz Prigożina z 24 czerwca tego roku od samego jego rozpoczęcia budzi skojarzenia z puczem Janajewa z sierpnia 1991 roku. Celem puczu Janajewa była dezinformacja – uwiarygodnienie odgórnego procesu „upadku komunizmu”, a także, a może przede wszystkim – rozpoczęcie budowy zmodernizowanego neosowieckiego imperium.

Na „teatralny” i dezinformacyjny charakter ubiegłotygodniowej próby puczu zwraca uwagę na łamach amerykańskiego Newsweeka Rebekah Koffler – była oficer DIA. Teza o sfingowanym puczu zawarta jest w samym tytule: The Wagner Coup was staged by Putin – and the West fell from it. Autorka wskazuje m.in. na to, iż większość tzw. „środowiska eksperckiego” wyciąga z tego wydarzenia fałszywe wnioski, takie jak osłabienie sowieckiego potencjału inwazyjnego na Ukrainie. Tymczasem, w ostrych słowach autorki, „wydaje się, że nikt nie chce uświadomić sobie oczywistej prawdy: przewrót był ustawiony i był operacją pod fałszywą flagą”.

Koffler w przystępny i obrazowy sposób argumentuje swoją tezę. „Pomyślcie: armia [Grupa Wagnera – J.] atakuje Rosję, maszeruje prosto na Moskwę i nikt nie odnosi krzywdy [oprócz załóg zestrzelonych przez wagnerowców śmigłowców i samolotów – J.]? Z paroma tysiącami ludzi, osiągnęła to, czego Hitler z prawie milionem ludzi nie był w stanie? A Putin wycofuje swoje wojska? I wtedy [Prigożin] stwierdza: „dobra, nieważne” i kieruje się na Białoruś? Prigożin musiałby być idiotą albo samobójcą by wierzyć, że z 8 tysiącami ludzi jest w stanie opanować Moskwę. […] Dalej mamy zdjęcia Prigożina siedzącego na ławce w Rostowie nad Donem […] z zastępcą ministra obrony Rosji, Junus-Bekiem Jewkurowem i zastępcą szefa GRU, generałem porucznikiem Władimirem Aleksiejewem. To było zbyt poufałe jak na rebelię. To, że Prigożin ciągle żyje po rzekomej zdradzie matki Rosji jest nie do pomyślenia pod rządami Putina, który w 2019 roku powiedział, że zdrada jest największą zbrodnią na świecie i który ściga zdrajców wszędzie na świecie, włącznie ze Stanami Zjednoczonymi.

Pucz był ustawiony. Jedyne pytanie, to dlaczego Putin podjął się tak rozbudowanej dezinformacji?

Pierwszy poziom to zdaniem Koffler poziom polityki wewnętrznej w Federacji Rosyjskiej. Putin przygotowuje się do „wyborów” w 2024 roku. Inwazja Rosji Sowieckiej na Ukrainie nie układa się – oględnie mówiąc – tak, jak miała się ułożyć według planów reżimu czekistów. Dlatego – zdaniem Koffler – „trzeba przekonać Rosjan do poniesienia większego poświęcenia w celu zwiększenia powszechnego poparcia wojny na Ukrainie. Putin osiąga to, odwołując się do dwóch pierwotnych lęków narodu rosyjskiego: inwazji Zachodu i chaosu.Putin, w swoim przemówieniu w puczową sobotę obwinił za pucz właśnie kraje zachodnie, które w ten sposób rzekomo zamierzają pogrążyć Federację Rosyjską w chaosie. Sfingowany pucz może też być pretekstem służącym do jeszcze większej niż dotąd konsolidacji władzy, aparatu bezpieczeństwa (FSB i Rosgwardia zwłaszcza): podczas puczu ogłoszono reżim „operacji antyterrorystycznej” oraz nałożenie różnych ograniczeń komunikacyjnych. Wzmocniono także ogłaszaną co jakiś czas mobilizację, uchylając wymóg niekaralności przy rekrutacji do wojska. Mimo puczu, chaosu, aresztowań itp. działa nie tylko aparat bezpieki, ale i dalej atakowana jest przez sowieciarzy Ukraina.



Kolejnym poziomem dezinformacji czerwcowego puczu jest poziom międzynarodowy. Koffler zwraca w artykule uwagę na dwie bardzo ważne kwestie, kluczowe dla całokształtu charakteru sowieckiej polityki dezinformacji strategicznej. „Istnieje całościowa doktryna […] zwana zarządzaniem refleksyjnym, której celem jest oszukanie wroga poprzez podsuniecie mu informacji, w które jest skłonny uwierzyć ze względu na dominujące u niego przekonania”. Tu także leży przyczyna tego, iż – cytując Koffler – „to, co Rosjanie uważają za siłę […], zachodnie media i eksperci Bidena interpretują jako słabość. I tego również chce Putin. Zachodnia percepcja jego słabości i niekompetencji jego armii sugeruje, że Zachód nie musi dostarczać tak dużo pomocy Ukrainie […]”. Możemy mieć także do czynienia z wymuszeniem na Zachodzie „eskalacji”, którą, według sowieckich oficjeli, funkcjonariuszy aparatu propagandy, agentury wpływu i idiotów jest pomoc Ukrainie albo konsolidacja i remilitaryzacji NATO, zwłaszcza jego wschodniej flanki.

I tak, celem puczu było wywołanie wrażenia „chaosu” i „bardaku” w Federacji Rosyjskiej, gdzie zastosowano wzorzec dezinformacji „słabość, chaos i szantaż”, wywołanie wrażenia o Rosji Sowieckiej jako państwie niestabilnym, ale uzbrojonym w broń masowego rażenia (słynne dictum o „Kongo z rakietami atomowymi”). A także, że reżim Putina i FSB jest „mniejszym złem”, w zestawieniu z „zekiem” Prigożinem, którego korporacja najemnicza grupuje neonazistów i zbrodniarzy, że lepszy jest „znany” Putin (wraz z czekistowską dyktaturą) niż jakakolwiek nowa sytuacja wewnętrzna w Rosji, włącznie z hipotetycznym rozpadem Federacji Rosyjskiej. Koffler przedstawiła to równie obrazowo: „Putin przypomina również światu, że im dłużej trwa wojna na Ukrainie, tym większa jest szansa na nieprzewidziane konsekwencje, takie jak, powiedzmy, nuklearny Armagedon. Gdy żołnierze [sic!] Prigożina parli autostradą M4 do Moskwy, komentatorzy martwili się chaosem i tym, kto kontroluje pociski nuklearne Rosji.” Być może pucz Wagnera i jego konsekwencje to osłona dezinformacyjna jakichś dalszych przedsięwzięć sowieciarzy, np. wysadzenia Zaporoskiej Elektrowni Atomowej. Bardzo możliwe jest, że pucz i konsekwencje, wrażenie „słabości i chaosu” zostaną wykorzystane jako uzasadnienie do zamrożenia inwazji Rosji Sowieckiej na Ukrainę, być może wedle chińskiego planu pokojowego, chociaż za wcześniej teraz formułować jakieś kategoryczne wnioski w tym temacie.

Podczas sobotniego puczu i po nim pojawiły się glosy będące artykulacją mokrych snów demoliberałów, czyli nadzieje jakoby pucz i jego konsekwencje miałyby doprowadzić do „liberalizacji” i „demokratyzacji Rosji”.

Już kilka dni po puczu widać było, że nie wpływa on na działania wojenne sowieciarzy na Ukrainie, która dalej niszczona jest atakami lotniczymi i rakietowymi. Ani tez na międzynarodowe relacje Kremla – sojusz z Chinami jest kontynuowany: odbyły się m.in. rozmowy zastępcy ministra spraw zagranicznych FR Andrieja Rudenki z ministrem spraw zagranicznych ChRL Qin Gangiem, podczas których mówiono m.in. o „zabezpieczeniu wspólnych interesów w niestabilnym świecie”, a także rozmowy na temat obrony przeciwrakietowej pomiędzy ministrami spraw zagranicznych FR i ChRL.

Najważniejszym jednak (przynajmniej dla Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich) „kinetycznym” efektem puczu jest zapowiadane przemieszczenie Prigożina wraz z kontyngentem najemników z Grupy Wagnera na terytorium Białorusi. Może się to okazać punktem wyjścia dla kolejnej odsłony „Operacji Śluza” (być może z eksklawy królewieckiej) ale teraz już przy asyście Grupy Wagnera, która rekrutuje również najemników pochodzących z krajów Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Z tym, że niedługo możemy mieć do czynienia nie z rzucaniem kamieniami, gałęziami czy kostką brukową przez nachodźców, tylko np. z granatami, strzałami czy IED. A także – poprzez tzw. działania poniżej progu wojny – możliwość modelowania polityki wewnętrznej Polski przy pomocy agentury, użytecznych idiotów, pięknoduchów oraz głęboko zakorzenionych w pewnej części społeczeństwa (nie jest to typowe tylko dla Polski zresztą) lęków i resentymentów. Nie jest również przypadkiem, że przemieszczenie grupy Wagnera na Białoruś następuje po zapowiedziach umieszczenia tam sowieckiej broni nuklearnej.



Tak samo ważnym kontekstem zarówno „puczu” Wagnera, jak i przemieszczenie najemników tej grupy na Białoruś jest Szczyt NATO w Wilnie. Zarówno pucz, jak i odpowiednie „rozśrodkowanie” Wagnera może być dla czekistowskich decydentów z Kremla stworzeniem gruntu dla kolejnych operacji pod fałszywą flagą, w której Rosja Sowiecka będzie w stanie po prostu umyć ręce.