2023-01-31

Długofalowa strategia, prognozy Golicyna a wojna na Ukrainie

Komentarz do artykułu Hanny Shen

Hanna Shen opublikowała w „Gazecie Polskiej Codziennie” z dnia 18 stycznia artykuł pod tytułem „Chińskie nowe kłamstwa w miejsce starych”, w którym słusznie wykazuje, że ostatnie rewelacje „Financial Times” o rzekomym odwróceniu się komunistycznych Chin od Federacji Rosyjskiej zasłyszane od chińskich urzędników, są dezinformacją, której wzorzec opisał lata temu Anatolij Golicyn, polegający na wywołaniu w otoczeniu międzynarodowym wrażenia, że pomiędzy ChRL a ZSRS (a teraz Federacją Rosyjską) istnieje konflikt, albo choćby jego potencjał. Financial Times” pisze, że Chiny przekonują Zachód, iż mogą wykorzystać swoje bliskie stosunki z Federacją Rosyjską do powstrzymania Władimira Putina przed użyciem broni jądrowej. Aby odbudować swoje relacje z państwami europejskimi, Pekin przedstawia się więc jako potencjalny rozjemca i uczestnik procesu odbudowy Ukrainy. […]” - pisze Hanna Shen.

Niedawne rewelacje „FT”, a zwłaszcza źródło i kanał, jakim zostały one dostarczone wskazują na to, iż mamy do czynienia z kolejną, być może krótkotrwałą odsłoną długofalowej operacji dezinformacji strategicznej, która de facto była i jest rodzajem gry w dobrego i złego policjanta:

[…] Komuniści cały czas prowadzą operację mającą uśpić czujność Zachodu. Nie ustali w tworzeniu „nowych kłamstw w miejsce starych”. […] Chińscy komuniści uważają, że w obawie przed recesją w strefie euro europejscy przywódcy będą szukać ratunku w Pekinie, będą chcieli zabezpieczyć sobie dostęp do chińskiego rynku i pozyskać nowe umowy. Trzeba im teraz tylko to ułatwić i przedstawić odpowiednią narrację o tym, jak to na naszych oczach umiera romans Pekinu z Moskwą, i że to większa współpraca z Chinami, a nie budowa wymierzonego w Pekin i Moskwę sojuszu z USA, sprawi, że ChRL podejmie działania mające powstrzymać Putina. I są przywódcy w Europie, którzy te kłamstwa kupują. Prezydent Francji Emmanuel Macron nieraz mówił, że potrzebujemy Pekinu, bo ten może wywrzeć presję na Putina.”

Fakty stoją jednak – jak wykazuje dalej Hanna Shen – w sprzeczności z „wishful thinking” części zachodnich polityków i publicystów: „Pekin nigdy nie potępił rosyjskiego ataku na Ukrainę (określa go jako konflikt, a nie wojnę), występuje przeciwko sankcjom na Rosję, cały czas kwitnie handel rosyjsko-chiński i jest coraz więcej wspólnych ćwiczeń wojskowych obu państw (ostatnie w grudniu ub.r. na Morzu Wschodniochińskim). Pod koniec 2022 r. świat obiegła informacja, że kilka miesięcy przed rosyjską inwazją na Ukrainę Moskwa i Pekin podpisały porozumienie dotyczące wspólnego tworzenia i rozpowszechniania treści informacyjnych, koordynowania działań medialnych i reagowania na sytuacje kryzysowe. Krótko mówiąc, jest to porozumienie o prowadzeniu wspólnych działań dezinformacyjno-propagandowych.” Mamy również do czynienia z coraz większą ilością sygnałów wskazujących na czynne wsparcie komunistycznych Chin dla agresji Rosji Sowieckiej na Ukraine, wykraczające poza wyżej wymienione działania. ChRL nie tylko odmawia uczestnictwa w zachodnich sankcjach wobec Moskwy, nie tylko prowadzi aktywną, proputinowską dezinformację, nie tylko udziela Putinowi wsparcia dyplomatycznego, ale również dostarczają (poprzez chińskie firmy działające niejako w charakterze „słupów”) oporządzenia bojowego. Pod koniec listopada media doniosły o moście powietrznym pomiędzy ChRL a Federacją Rosyjską, którym takie transporty miały być realizowane. Sprzęt typu kamizelki taktyczne i hełmy może okazać się zaledwie czubkiem góry lodowej: niewykluczone jest, że komunistyczne Chiny dostarczają Federacji Rosyjskiej także bron ofensywną.

Ponadto, niedawno szef SWR Siergiej Naryszkin stwierdził w lakonicznym oświadczeniu, że ma miejsce współpraca pomiędzy rosyjskimi i chińskimi służbami wywiadowczymi oraz, że relacje te osiagnely „bezprecedensowy poziom”. Duża część wsparcia udzielanego Moskwie przez Pekin może mieć zatem charakter zakulisowy.

Słowem podsumowania, ChRL przyjmuje w wojnie ukraińskiej postawę pozorowanej i de facto przychylnej czekistowskiemu reżimowi neutralności, jednak nie jest to w żadnym wypadku zamiarem czy przejawem dążenia do pokoju na Ukrainie czy na świecie. Taka polityka jest im potrzebna m.in. w celu pozycjonowania się na rozjemce i „gołąbka pokoju”, uniknięcia sankcji, które zapewne niechybnie uderzyłyby w Pekin w przypadku całkowicie otwartego wsparcia FR, a także w celu... atakowania Zachodu za pośrednictwem „proxy”, którym jest w bieżącym kontekście Federacja Rosyjska.

Hanna Shen myli się jednak w jednej kwestii: „Komunistyczna Partia Chin (KPCh) nie widzi osłabienia Moskwy w wyniku wojny na Ukrainie jako przeszkody w pogłębianiu relacji z Federacją Rosyjską. To jest dla niej atut. Słaba Rosja jest bardziej zależna od Pekinu, a to sprzyja dążeniom KPCh do regionalnej i globalnej dominacji.[…]” Tymczasem Chiny wcale nie chcą osłabionej Rosji. Chiny chcą, aby Moskwa wojnę o Ukrainę wygrała, albo przynajmniej – excusez le mot – „zremisowała”, w jak największym stopniu niszcząc Ukrainę i osiągając swoje cele minimum, w jak największym stopniu osłabiając Zachód. Komunistyczne Chiny chcą mocarstwowej Federacji Rosyjskiej, która byłaby skutecznym „lodołamaczem” służącym walce ze Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami, a w końcu solidnym filarem „Pax Sinica”, czyli chińskiej komunistycznej hegemonii. Jeszcze w zeszłym roku dal temu wyraz Wang Yi, który stwierdził w rozmowie z Ławrowem, że „strona chińska będzie [...] zdecydowanie wspierać stronę rosyjską pod przewodnictwem prezydenta Putina w jednoczeniu i prowadzeniu narodu rosyjskiego do [...] realizacji strategicznych celów rozwoju i dalszego umacniania statusu Rosji jako głównego mocarstwa na scenie międzynarodowej".

Wasalizacja (czy trybutaryzacja) Federacji Rosyjskiej wobec Pekinu na skutek wyczerpania wojną przeciwko Ukrainie to taka „opcja minimum” dla Chin, zresztą FR w tandemie z ChRL i tak pełni już rolę „młodszego brata” i „strategicznego dodatku” do ChRL. Przegrana Rosji Sowieckiej jest niekorzystna dla komunistycznych Chin. Porażka i kolejna „smuta” to osłabienie Rosji Sowieckiej w roli „chińskiego lodołamacza”, zaś jej całkowita porażka, a tym bardziej hipotetyczny rozpad (mało prawdopodobny, ale nie niemożliwy) oznacza dla Pekinu katastrofę strategiczną i obrócenie wniwecz globalnych planów KPCh.

Mimo jednak powyższej rozbieżności, omówiony tutaj artykuł zasługuje na uwagę ze względu na przywołanie analiz i prognoz Anatolija Golicyna. Hanna Shen zdaje się być jedną z niewielu osób, które zauważają związek jego analiz z aktualną sytuacją geostrategiczną. Mozna pokusić się o tezę roboczą, że agresja sowiecka przeciw Ukrainie jest elementem długofalowej strategii sowieckiej prognozowanej przez Golicyna. Ogólne cele tej strategii to 1) ustanowienie światowej federacji komunistycznej. Obecnie jest to system sojuszy, których centrum jest kooperacja Pekin-Moskwa, m.in. SzOW, BRICS, Nowy Jedwabny Szlak itp.; 2) rozbrojenie Zachodu, finlandyzacja Europy Zachodniej (wg Golicyna „neutralnej, socjalistycznej Europy”) oraz wycofanie się USA z Europy, a w następstwie osłabienie lub rozpad NATO; 3) transformacja ustrojowa, w wyniku której elity komunistyczne zamieniaja wladze bezpośrednią na władzę pośrednią, a więzy z sowiecką centralą zostają zachowane, a także 4) konwergencja komunizmu i demoliberalizmu na sowieckich warunkach, częściowo realizowana zasobami agenturalnymi i wspólnymi interesami elit czekistowskich/komunistycznych i części elit zachodnich. Obecnie, właśnie poprzez m.in. wojnę o UkrainęRosja Sowiecka próbuje zebrać żniwo długofalowej strategii; wydaje się, że elity czekistowskie (ale i wierchuszka KPCh) uznały, że to jest właściwy na to moment.

***



Jacek Bartosiak mówi w swojej analityce o tym, że wojna ta jest elementem „skalowalnej trzeciej wojny światowej”, i ma w tym stwierdzeniu rację. Ja zaś dodałbym, że mamy do czynienia z czymś, co można nazwać (neo)bolszewicką „Endgame”, z „sekwencyjną trzecią wojną światową”. Po realizacji długofalowej strategii metodami w dużej mierze pozamilitarnymi (dyplomatycznymi, ekonomicznymi i agenturalnymi), przyszedł czas na chrlowską ofensywę bronią biologiczną Covid-19 ze wsparciem dezinformacyjnym Moskwy. Następnie przyszedł czas na „ operację śluza”, szantaż sowiecki dotyczący zmiany europejskiej i eurazjatyckiej architektury bezpieczeństwa (przy wsparciu propagandowym i dezinformacyjnym ChRL) i aktualnie trwającą operację agresji na Ukrainę. Kolejna potencjalna operacja to albo chińska agresja na Tajwan, albo atak Korei Północnej na Republikę Korei.

W tym kontekście elementy strategicznej układanki układają się w jedną część. USA i UK mają przekazać (albo dać zgodę na przekazanie) Ukrainie m.in. F-16, czołgów Abrams, Leopard, baterii Patriot i innych systemów uzbrojenia, które – co pokazują straty sił sowieckich na Ukrainie – walą na łeb sowiecką technikę wojskową. Ponadto, są w stanie do tego zmusić takich miłośników Rosji Sowieckiej i Chin jak Niemcy i Francję. Od jakiegoś czasu NATO, USA, Wielka Brytania, ale również Polska i pozostałe kraje Intermarium nawiązują i zacieśniają współpracę polityczną i wojskową z Japonią (która rewiduje swoją pacyfistyczną, narzuconą po 1945 roku), Koreą i last but not least Tajwanem, wskazując na zagrożenie ze strony tandemu Pekin-Moskwa. Szef Komitetu Sztabowego NATO, holenderski admirał Rob Bauer twierdzi wprost, że kraje zachodnie powinny przejść do gospodarki wojennej w czasie pokoju, by nie pozwolić sowietom na wygranie ukraińskiej wojny. General amerykańskiego lotnictwa Mike Minihan twierdzi zaś, że Chiny już w 2025 roku mogą zaatakować USA.


2022-12-31

Koniec roku 2022. Strategiczna sygnalizacja i projekcja siły

21 grudnia 2022 roku w Waszyngtonie doszło do spotkania prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zelenskiego z prezydentem USA Joe Bidenem. Prezydent Ukrainy wygłosił również mowę w amerykańskim Kongresie, porównywaną z Mową Fultońską Churchilla. Najważniejszym elementem wizyty było zielone światło dla kolejnych transzy pomocy Ukrainie. Pierwszy pakiet pomocy zawiera m.in. baterie przeciwlotniczych Patriotów, nieokreślonej ilości pocisków do HIMARS-ów, rakiety HARM oraz zestawy do naprowadzania grawitacyjnych bomb burzących JDAM, amunicję precyzyjną kalibru 155 mm oraz moździerze 120 mm wraz z amunicją. Drugi pakiet obejmuje głównie broń posowiecką pozyskaną przez USA – m.in. amunicja artyleryjska kal. 155 i 122 mm, pociski do wyrzutni Grad kal. 122 mm, amunicję czołgową kal.125 mm, terminale satelitarne niezbędne do prowadzenia nowoczesnej wojny i uzyskiwania na niej przewagi, a także wsparcie finansowe.




W pakiecie nie znalazły się niestety systemy, które umożliwiłyby Ukrainie atakowanie głębi terytorium Rosji Sowieckiej w celu osłabienia jej potencjału destrukcyjnego, aktualnie wykorzystywanego do atakowania infrastruktury krytycznej i celów cywilnych. A to właśnie przeniesienie wojny na tereny sowieckie (Federacji Rosyjskiej i Białorusi) poprzez masowe ataki rakietowe i lotnicze na sowieckie lotniska, składy amunicji i paliwa jest warunkiem koniecznym do zwycięstwa i późniejszego zawarcia pokoju na warunkach korzystnych dla Ukrainy (a tym samym dla całego wolnego jeszcze świata). Ataki dokonywane przez sowieckie przerobione drony Tu-141, współczesne drony-kamikaze czy grupy dywersyjno-rozpoznawcze ukraińskiego wywiadu i specjalsów są niezwykle ważne, ale końcowym efektem musi być trwałe pozbawienie Moskali zdolności do ustawicznego i stopniowego niszczenia Ukrainy i cofania jej do roli „fallen state”, bo taki jest cel aktualnej kremlowskiej strategii.

***

Jednocześnie ze spotkaniem Zełenski-Biden miało miejsce spotkanie Xi-Miedwiediew w Pekinie. Dmitrij Miedwiediew, wcześniej pełniący funkcje prezydenta i premiera FR, obecnie jest wiceprzewodniczącym Rady Bezpieczeństwa FR oraz przewodniczącym partii „Jedinaja Rossija”. Warto w tym kontekście wspomnieć po raz kolejny twierdzenia chińskiego dysydenta z Lude Media – po 1991 roku to Komunistyczna Partia Chin stała się przewodnią siłą w światowym ruchu komunistycznym.Miedwiediew stwierdził, że współpraca Komunistycznej Partii Chin i „Zjednoczonej Rosji” stanowi element sojuszu Pekin-Moskwa. Wyraził m.in. uznanie dla ustaleń niedawnego, XX Zjazdu Komunistycznej Partii Chin, który wg niego położył podwaliny pod rozwój w ChRL „socjalizmu nowego typu z chińską charakterystyką”. Podkreślił również współpracę chińskiej kompartii i „Zjednoczonej Rosji” w zakresie „zarządzania państwem” i pogłębiania współpracy FR i ChRL w dziedzinie ekonomii, handlu, rolnictwa i energetyki. Wyraził też uznanie dla całokształtu znaczenia KPCh dla Chin, ale także dla „całego świata”. Podczas spotkania Xi Jinping położył nacisk na wzajemną współpracą pomiędzy Komunistyczną Partią Chin a „Zjednoczoną Rosją” w zakresie „wymiany doświadczeń w rządzeniu, synergizacji strategii rozwoju i promowania międzynarodowej i wielostronnej współpracy między partiami”, a także na „wkład ich mądrości i siły w pogłębianie chińsko-rosyjskiej wszechstronnej strategicznej koordynacji”.

Xi zwrócił również uwagę na aspekty dwustronne oraz międzynarodowe:Rozwój chińsko-rosyjskiego wszechstronnego strategicznego partnerstwa dla nowej ery”, czyli de facto sojuszu Pekin-Moskwa, jest „długoterminowym celem strategicznym” Pekinu i Moskwy, bazującym na ich interesach, a „Chiny są gotowe do współpracy z Rosją, by […] stworzyć bardziej sprawiedliwe światowe zarządzanie”. Wódz KPCh i ChRL podtrzymał także stanowisko wobec agresji Rosji Sowieckiej na Ukrainę, polegające na przychylnej neutralności, a de facto neutralności fałszywej. Wojna nazywana jest przez chińskiego genseka „kryzysem”, zupełnie tak, jakby była to jakaś wewnętrzna zadyma na terytorium Rosji. I ów „kryzys” ma zostać rozwiązany na drodze „politycznej”, co w praktyce oznaczałoby zatrzymanie sowieciarzy na obecnej linii frontu i rozpoczęcie rozmów pokojowych, które dałyby Moskwie czas na odtworzenie zdolności bojowej. W piątek, 30 grudnia odbyła się wideokonferencja Putina i Xi, podczas której właściwie powtórzono to, co padło podczas spotkania Miedwiediewa z Xi. Zadeklarowano trwałość sojuszu komunistycznych Chin i Rosji Sowieckiej. Dodatkowo, Putin po raz kolejny wyraził poparcie Federacji Rosyjskiej dla chrlowskich roszczeń wobec Tajwanu.

Jeszcze wcześniej, 19 grudnia, Putin spotkał się z Aleksandrem Łukaszenką w Mińsku. Prawdopodobnie zdecydowano tam o nowej, zimowej ponownej ofensywie na północ Ukrainy. Może ona mieć za cel albo odcięcie dróg zaopatrzenia walczącej z sowieciarzami Ukrainy biegnącej z Polski poprzez Lwów, Łuck czy Równe, albo ponowną próbę zdobycia Kijowa przy pomocy wojsk lądowych, powietrznodesantowych i specjalnych. Białoruś od 24 lutego 2022 bierze udział w wojnie po stronie Moskwy, udostępniając sowieciarzom terytorium jako rejon wyjściowy do ataków na Ukrainę, zarówno dla wojsk lądowych, jak i lotnictwa czy systemów rakietowych. Agendą sowieckich struktur rządzących w Rosji i na Białorusi jest również ściślejsza reintegracja polityczna i wojskowa Białorusi z Federacją Rosyjską.

***

27 grudnia zakończyły się manewry „Morskije Wzaimodiejstwo 2022” , trwające od 21 grudnia. Manewry były nakierowane na „dalsze pogłębianie chińsko-rosyjskiego wszechstronnego partnerstwa i koordynacji w nowej erze” oraz „wzmocnienie współpracy morskiej między Federacją Rosyjską a Chińską Republiką Ludową”. W manewrach uczestniczyły m.in. krążownik rakietowy „Wariag”, niszczyciel „Marszał Szaposznikow” i korwety Federacji Rosyjskiej oraz dwa niszczyciele i okręt podwodny marynarki chińskiej. Celami taktycznymi ćwiczeń były wspólne konwoje, abordaż, ratownictwo morskie, działania przeciw okrętom podwodnym oraz obrona powietrzna. Manewry te odbywały się na Morzu Wschodniochińskim, 300 km od wybrzeży Tajwanu.

Równolegle z manewrami miała miejsce prowokacja i demonstracja siły komunistycznych Chin wobec Tajwanu oraz Korei Północnej wobec Republiki Korei. 22 grudnia, 39 samolotów wojskowych należących do ChRL wleciało w przestrzeń Tajwanu, w tym m.in. bombowce H-6, drony CH-4 i myśliwce J-16 i J-21, po czym zawróciły. 27 grudnia, 5 dronów KRLD wleciało w przestrzeń Korei Pd., w tym przestrzeń nad Seulem. Zaś 25 grudnia, chiński lotniskowiec „Liaoning” zbliżył się do wyspy Guam, na której znajduje się baza amerykańskich sił powietrznych Andrews. W dniu, kiedy publikowany jest ten tekst, Ukraina po raz kolejny ostrzeliwana jest przez sowieckie rakiety.

Nieprzypadkowo terminy wszystkich tych spotkań, chińsko-rosyjskich, chińskich i północnokoreańskich manewrów i prowokacji militarnych, a także kolejnych sowieckich ataków rakietowych na Ukrainę pokrywały się. Wszystko to bardzo ważna sygnalizacja strategiczna – świadczącą o tym, że wojna na Ukrainie i próby eskalacji komunistycznych Chin (z pomocą Federacji Rosyjskiej) w obszarze Pacyfiku to dwa końce tej samej polityki, koordynowanej obustronnie przez Pekin i Moskwę. Trwająca cały czas agresja Rosji Sowieckiej na Ukrainę to nie tylko konflikt lokalny, tylko część wojny, jaką odnowiony blok państw totalitarnych – neokomunistycznych (którego centrum jest sojusz Pekin-Moskwa) prowadzi z cywilizowanym światem, przy udziale licznej i wpływowej piątej kolumny na Zachodzie.

Ameryka i jej sojusznicy (w tym suwerenistyczne elity polskie) mają tego świadomość i przygotowują się do tej wojny.


Wojna ta prowadzona jest nie tyle o zabór ukraińskiego terytorium, który to cel jest (a może stał się w miarę trwania kampanii i porażek Moskali w wojnie lądowej), tylko – jak stwierdził słusznie Jacek Bartosiak o to, kto na jakich obszarach ustala zasady. Ukraina to – jak pisano już tutaj wielokrotnie – zakładnikiem w walce o to, żeby wymusić na krajach zachodnich de facto sparaliżowanie NATO, zawarte w memorandach Federacji Rosyjskiej sprzed roku oraz w niemiecko-francuskich propozycjach „gwarancji bezpieczeństwa dla Rosji”. Agresja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę nie jest nastawiona już na spektakularny i szybki podbój Ukrainy, tylko na długą wojnę i wywołanie w świecie kryzysów – surowcowego, żywnościowego, migracyjnego, kryzysu społecznego, putinflacji itp., które w połączeniu z działaniem piątej kolumny uplasowanej na różnych szczeblach i w rozmaitych środowiskach, mają skłonić elity świata zachodniego do przyjęcia warunków Moskwy. Podobne cele będą miały potencjalne dalsze eskalacje ChRL czy KRLD na obszarze Pacyfiku Zachodniego. Rok 2023 i kolejne lata tej dekady XXI wieku przyniosą dalszą dynamizację tej walki i dalsze eskalacje.




2022-12-18

Widmo osi Pekin-Moskwa a wojna na Ukrainie. Analiza Chels Michty

Pod koniec listopada think tank CEPA opublikował artykuł Chels Michty „The Menace of deepening China-Russia axis”. Autorka jest oficerem wywiadu Sił Zbrojnych USA w stopniu porucznika, co sprawia, iż jest on szczególnie warty omówienia. Przyjrzyjmy się najważniejszym tezom zawartym w analizie.

W czasie trwania inwazji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, „Chiny stały się kluczowym sojusznikiem Rosji. Istnienie chińsko-rosyjskiej osi stało się oczywiste wraz ze szczytem Putin-Xi z okazji rozpoczęcia zimowych igrzysk olimpijskich, po którym przywódcy wystosowali wspólną deklarację podkreślającą sprzeciw obydwu krajów wobec dalszego rozszerzenia NATO” oraz poparcie dla czekistowskiego szantażu z końca roku 2021. „W tym czasie – pisze Michta – Xi jasno stwierdził, że Chiny i Rosja będą wzajemnie wspierać swoje interesy i suwerenność jako część wzajemnej koordynacji strategicznej.”

Jak pisze dalej autorka artykułu, „od początku wojny, Pekin uczynił ważne kroki, by pomóc Rosji ominąć sankcje. Chiny podniosły zakup rosyjskiej energii o 60%, dramatycznie zwiększając zależność od Rosji w kwestii gazu, ropy, jak również węgla. […] Zmiana ta wydaje się być umotywowana połączeniem własnych interesów [Chin] oraz pragnieniem wspierania reżimu Putina; Chiny zakupiły więcej rosyjskiej energii, ale w niskich cenach, przez co pomogły sobie łagodząc sankcje Zachodu wobec swojego sojusznika. Biorąc pod uwagę to, że Chiny są największym na świecie importerem ropy oraz drugim największym importerem gazu ziemnego, niemożliwością będzie izolacja Rosji tak długo, jak długo Chiny będą największym jej klientem. Michta dochodzi tutaj do kluczowego jej zdaniem wniosku, i to już na poziomie geopolitycznym i geostrategicznym: „Stany Zjednoczone nie konkurują z Rosją i Chinami na dwóch osobnych frontach w Europie Wschodniej i Indopacyfiku. Konkurują one raczej z nowym, sino-rosyjskim sojuszem, w którym oba kraje działają w tandemie, by zagrozić Zachodowi.” Jest to bardzo poważne wyzwanie dla USA i ich sojuszników. Możliwy jest scenariusz, zdaniem Michty, w którym […] Pekin i Moskwa jednoczą się, by wyrzucić Stany Zjednoczone z Eurazji. Co więcej, jeśli Rosja pokonałaby Ukrainę, a Niemcy pozostalyby zależne od Chin jako ich największy partner handlowy, to wówczas może powstać w Europie sytuacja stanowiąca bezpośrednie wyzwanie dla Stanów Zjednoczonych. […]”

Pomimo zacofania gospodarczego Federacji Rosyjskiej, „Kreml wnosi do sino-rosyjskiego sojuszu komplementarność w obszarach, w których Chiny wykazują braki.” Rzutuje to – zdaniem Michty – na militarny wymiar sojuszu Pekin-Moskwa. Rosja Sowiecka kontynuuje modernizację sprzętu wojskowego, który trafia i będzie trafiał do Chin i pozwoli Pekinowi stworzyć systemy uzbrojenia, dzięki którym będzie możliwe konkurowanie z USA.

Nie należy lekceważyć – zdaniem Michty – siły sowieckiej armii. „Pomimo słabych wyników rosyjskiej armii na Ukrainie, ogromnym błędem byłoby ignorowanie rosyjskiej siły militarnej jako całości. Od czasów Zimnej Wojny, Rosja zmodernizowała swoją flotę okrętów podwodnych, broń nuklearną oraz zdolność prowadzenia wojny cybernetycznej. Jeśli zostanie to udostępnione Chinom i produkowane masowo, może to mieć wpływ na infrastrukturę przemysłową ChRL i stać się poważnym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych i […] sojuszników.” I taki właśnie mechanizm obustronnej współpracy ma już miejsce od zawarcia Umowy o Partnerstwie Strategicznym między Pekinem a Moskwą z 1996 roku. Od tego czasu oba kraje pracują w dziedzinie badań i rozwoju w zakresie broni i systemów uzbrojenia. Obejmują one licencjonowaną produkcję systemów posowieckich i inne wspólnie realizowane przedsiewziecia. Chiny produkują na licencji samoloty Su-27Sk. Federacja Rosyjska udostępnia zaś Chinom technologie radarowe oraz pociski przeciwczołgowe i przeciwokrętowe, artylerię pokładową, a także silniki turbośmigłowe czy systemy obrony powietrznej S-400. Od roku 1996 to rosyjskie projekty okrętów wojennych odegrały kluczową rolę w rozbudowie chrlowskiej marynarki wojennej, która obecnie posiada więcej okrętów, niż Marynarka Wojenna USA. „Przez dekady – konkluduje Michta – Rosja wspierała modernizację chińskiego wojska, dostarczając zarówno systemy uzbrojenia, jak i technologie. […] Krótko mówiąc, Kreml jest w stanie pomóc ChRL w przekształceniu się w jeszcze silniejszego rywala wojskowego Stanów Zjednoczonych.”

Chels Michta podsumowuje swoją analizę powrotem do poziomu geopolitycznego i geostrategicznego. „Trwająca cały czas konsolidacja sojuszu Pekin-Moskwa stanowi jeszcze bardziej bezpośrednie wyzwanie w kontekście rywalizacji wielkich mocarstw, a konkretnie, jak wyobrażamy sobie teatry rozgrywki.” Przez ostatnią dekadę Stany Zjednoczone skupiały się zwłaszcza na obszarze Indopacyfiku oraz na zapewnianiu bezpieczeństwa Tajwanowi jako podstawie gwarantowanego przez USA systemu bezpieczeństwa w Azji. „Pivot na Azję” ogłoszony przez administrację Baracka Obamy spowodował jednak „rozłączenie teatrów pacyficznego i atlantyckiego.” To, zdaniem Michty, było błędem, gdyż doprowadziło USA do dysponowania nieadekwatnych sił i środków do operowania na obydwu teatrach wojennych jednocześnie. I „tak, jak w przypadku poprzednie dążeń do hegemonicznej kontroli nad Eurazją w XX wieku, Europa może stać się głównym polem bitwy, na którym Chiny popierają swojego rosyjskiego sojusznika.” To Europa – według Michty – może okazać się kluczowa dla kontroli nad Eurazją.

 

***

Chels Michta uznaje za możliwą perspektywę pokonania Ukrainy przez Rosję Sowiecką. Jest to możliwe, jeśli zostaną spełnione następujące warunki. Po pierwsze, sukces odniesie strategia generała Surowikina, który od jesieni dowodzi agresją na Ukrainę. Strategia ta polega na masowym niszczeniu ukraińskiej infrastruktury krytycznej przy pomocy zmasowanych ataków lotniczych i rakietowych na cele cywilne oraz infrastrukturę właśnie, zwłaszcza na elektrownie i sieci energetyczne. Chodzi w niej o to, by sparaliżować funkcjonowanie kraju poprzez pogrążenie go w permanentnym blackout’cie, zniszczyć przemysłowe i logistyczne zaplecze ZSU i wreszcie, spowodować destrukcyjną także dla otoczenia Ukrainy katastrofę humanitarną oraz pogłębiać kryzys surowcowy, żywnościowy i ekonomiczny na Zachodzie.

Wszystko to ma również zmusić kraje zachodnie do negocjacji z Federacją Rosyjską oraz do ustalenia pokoju na warunkach czekistowskiego reżimu. I tutaj dochodzimy do drugiego warunku. Jeśli kraje europejskie, takie jak Francja czy Niemcy całkowicie wyłamią się z pomocy walczącej Ukrainie, czego balonem próbnym były ostatnie propozycje Macrona i Scholza. Kraje zachodnie nie tylko nie mogą przystawać na tego typu propozycje, ale – jak pisze krymskotatarski politolog Nedim Useinowpowinny słać jeszcze więcej systemów rakietowych dalekiego zasięgu. Tak, aby Ukraina mogła przeprowadzać zmasowane ataki na terytorium sowieckie i zrobić z sowieckim potencjałem destrukcyjnym to samo, co sowieciarze z ukraińską infrastrukturą, miastami i wioskami.

Jeśli prawdziwe są przecieki o tym, jakoby realną propozycją Macrona jest utworzenie zdemilitaryzowanej „strefy buforowej” między Federacją Rosyjską z jednej strony, a Ukrainą i państwami NATO z drugiej, to mamy wygraną Rosji Sowieckiej, a przynajmniej początek sekwencji wydarzeń prowadzących do jej wygranej i realizacji szantażu wystosowanego przez Kreml przed rokiem. To także oznaczałoby wygraną ChRL, bądź wstęp do niej. Byłby to początek – jak określiła dr hab. Katarzyna Pisarska - „globalnego koncertu mocarstw”, gdzie dominującą rolę odgrywałaby oś Pekin-Moskwa, z ChRL w roli hegemona i Federacją Rosyjską w roli chrlowskiego „żandarma”. Rok 2023 i prawdopodobnie najbliższe lata będą walką o utrzymanie dotychczasowego porządku światowego, która to walka będzie coraz bardziej eskalować.

Przegrana Rosji Sowieckiej, jej konsekwencje w postaci wewnętrznej destabilizacji, a tym bardziej potencjalna perspektywa dekolonizacji i rozpadu na państwa narodowe i/lub państwa rosyjskie nie identyfikujące się z bolszewicko-imperialnym dziedzictwem Moskwy będzie oznaczać automatycznie znaczące osłabienie komunistycznych Chin oraz ich potencjału ekspansyjnego i strategicznego, a nawet groźbę destabilizacji. A w najlepszym dla ChRL wypadku – ograniczenie strategicznego statusu Rosji Sowieckiej do roli wasala i zaplecza surowcowego.


 

***

Chels Michta pominęła w swojej analizie szczegółowe rozważania nad wydarzeniami, które rozgrywały się na osi Moskwa-Pekin w ostatnich paru miesiącach. I słusznie, bo nie zmieniają one postaci rzeczy, wbrew obiegowym i popularnym opiniom, mówiącym o tym, jakoby Chiny miały porzucić swojego czekistowskiego sojusznika. Komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka są sobie wzajemnie potrzebne, a ich hegemonistyczne aspiracje mogą zostać zrealizowane jedynie poprzez wzajemną symbiozę strategiczną. W bieżącej sytuacji, której centrum jest prowadzona przez Federację Rosyjską brutalna agresja przeciwko Ukrainie, najlepszą opcją dla Chin jest utrzymywanie pozorowanej neutralności wobec Moskwy, połączone z wysyłaniem sprzecznych sygnałów.

Jednym z pierwszych liderów, który pospieszył z gratulacjami dla Xi Jinpinga z okazji wyznaczenia na de facto dożywotnią kadencję oraz XX Zjazdu Komunistycznej Partii Chin był nie kto inny, tylko Władimir Putin. Chrlowski minister spraw zagranicznych Wang Yi (także jedna z ważniejszych postaci w politbiurze KPCh) w rozmowie z Siergiejem Ławrowem poparła „dążenie do realizacji strategicznych celów rozwojowych Rosji” oraz „umacnianie jej mocarstwowej pozycji”. Jak relacjonuje Hanna Shen, „Widać, że Pekin określa działania Putina i jego bandytów na Ukrainie jako  "jednoczenie narodu rosyjskiego”, a stwierdzenia o umacnianiu mocarstwowej pozycji Rosji nie można odebrać inaczej jak potwierdzenie przez Pekin prawa Moskwy do kontroli naszego regionu, Europy Środkowo-Wschodniej.” Komunistyczne Chiny sprzeciwiły się również rezolucji Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, która miała sprzeciwiać się terroryzmowi nuklearnemu Rosji Sowieckiej w zajętej przez nią elektrowni jądrowej w Zaporożu. Komunistyczne Chiny próbowały również sabotować podpisanie umów pomiędzy Polską a Koreą Południową na dostawy sprzętu wojskowego, nie pozwalając na przelot samolotu z ministrem Błaszczakiem do Korei Pd.

Rzekome wezwania ChRL do deeskalacji na szczytach G-20 i APEC to nic innego, jak dezinformacja i mydlenie oczu. Z jednej strony Pekin sprzeciwił się użyciu przez Moskwę broni nuklearnej i wzywał do pokoju, a z drugiej strony, po raz kolejny sprzeciwił się sankcjom i potępianiu Federacji Rosyjskiej za wojnę, którą określił zaledwie jako „kryzys”. Sprzeciw wobec sowieckiego szantażu nuklearnego oznacza jedynie, iż Chiny po prostu nie są gotowe na potencjalne konsekwencje użycia BMR, co mogłoby mieć dla nich nieoczekiwane konsekwencje i mogłoby zniweczyć politykę pozorowanej neutralności wobec Moskwy. Natomiast zastosowanie się przez Ukrainę i Zachód (w praktyce: USA, Wielką Brytanię i Polskę) do chińskich apeli o deeskalację i przerwanie walki oznaczałoby w praktyce, że Rosja Sowiecka mogłaby „zintegrować” zajęte terytorium i odtwarzać zdolności bojowe do dalszych podbojów.

Na przełomie listopada i grudnia namierzono transporty lotnicze z Chin do Federacji Rosyjskiej. Samoloty An-124 Rusłan miały pod koniec listopada wykonać co najmniej 9 lotów z wyłączonymi transponderami. Nie wiadomo, co konkretnie znajdowało się na ich pokładzie, oprócz mundurów, kamizelek kuloodpornych czy hełmów i oporządzenia. Nie wiadomo również, ile faktycznie odbyło się lotów, oprócz namierzonych. Ukraińskie źródła twierdzą, że można mówić nie o pojedynczych transportach, a o „moście powietrznym”, a pomoc może obejmować nie tylko indywidualne wyposażenie żołnierskie. W tym samym czasie odbył się również kolejny chińsko-sowiecki patrol lotniczy nad Morzem Japońskim. Był to drugi już taki patrol w tym roku i pierwszy, w którym samoloty rosyjskie lądowały na lotniskach w Chinach, a chińskie w Federacji Rosyjskiej.


2022-07-17

Sprzeczne sygnały ze strony NATO mogą rozjuszyć Moskwę. Wokół Szczytu NATO

 Dr Sławomir Dębski, dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych napisał dla The Hill artykul „The wrong NATO signals to Russia could mean more war for Europe”. Główna teza jest taka, jak w tytule: niezdecydowanie elit państw zachodnich jest dla czekistowskiego reżimu na Kremlu sygnałem do prowadzenia coraz to bardziej agresywnej, ekspansywnej polityki, łącznie z wywoływaniem nowych wojen.

Po rozwiązaniu ZSRS (geneza którego to już temat na inne dyskusje, wielokrotnie tutaj poruszane) Niemcy pod wodzą Helmuta Kohla sprzeciwiały się uznaniu niepodległości, Litwy, Łotwy, Estonii i Ukrainy, a później ich aspiracjom do członkostwa w NATO. Kolejny niemiecki kanclerz, Gerhard Schroeder wdrożył politykę energetycznej i surowcowej współpracy z Federacją Rosyjską, która de facto doprowadziła do uzależnienia się Niemiec i większości Europy od sowieckiego gazu. Zaś po zakończeniu urzędowania na stanowisku kanclerza RFN, stal się jednym z czołowych adwokatów interesów Moskwy i lobbystów Gazpromu. Politykę współpracy z Kremlem kontynuują kolejni kanclerze: Merkel i Scholz. Za kadencji Merkel, zablokowano w roku 2008 zamiary przystąpienia do NATO Ukrainy i Gruzji. Z kolei prezydent Barack Obama nie był w stanie zająć zdecydowanego stanowiska wobec aneksji Krymu, a później, zaboru Donbasu. Dodać do analizy dra Dębskiego trzeba to, że wcześniej, pod koniec 2009 roku, administracja Obamy wyhamowała budowę systemu obrony antyrakietowej w Polsce. Politykę wysyłania sprzecznych wewnętrznie sygnałów kontynuował Joe Biden. Pospieszne wycofanie wojsk amerykańskich z Afganistanu – zdaniem dra Dębskiego – zostało przez Rosję Sowiecką uznane za słabość, za „zielone światło dla ponownego rozpoczęcia wojny przeciwko Ukrainie celem zniszczenia jej jako państwa.”

Rosja nie była w stanie stanąć na drodze wstąpienia byłych środkowoeuropejskich satelitów do NATO, ale zażądała, aby ich status członkowski miał ograniczony [feeble] charakter.” Sojusz Atlantycki wyraził na to zgodę w 1997 roku, ustanawiając Akt Stanowiący NATO-Rosja. „W zasadzie Rosja pisze dr Dębski – otrzymała polityczne zobowiązanie od sojuszu, że nie umieści znaczących sił wojskowych w nowych państwach członkowskich. Moskwa uznała to za zwycięstwo wierząc, że ograniczony status członkostwa w NATO może zostać kiedyś zmieniony, albo dyplomatycznie, albo siłowo.” Federacja Rosyjska wykorzystała ten stan, by stworzyć w zachodnim systemie bezpieczeństwa „szare strefy”, aby podminować i wykorzystywać europejski system bezpieczeństwa wtedy, gdy jest to możliwe. I Moskwa czyni to począwszy od aneksji Krymu i Donbasu w 2014 roku. I już wtedy – pisze dr Dębski – Akt Stanowiący Rosja-NATO – powinien „trafić do śmietnika”. Również na Szczycie NATO w 2016 roku w Warszawie nie zrobiono niczego, co kwestionowałoby Akt Stanowiący (w istocie będący owocem koncepcji „konwergencji” demoliberalnego Zachodu z neosowiecką Rosją).


Sformułowano wówczas – poziomie konceptualnym i realnym – jak najbardziej słuszną doktrynę obrony „Wschodniej Flanki” Sojuszu i jej wzmacniania. Ale nawet ta doktryna ta nie podważa – zdaniem dra Dębskiego – ustalenia Aktu Stanowiącego Rosja-NATO dotyczącego umieszczania znaczących ilości wojsk sojuszniczych w Europie Środkowej i Wschodniej. Moskwa otrzymała kolejny sygnał zachęcający do agresywnych działań. W grudniu 2021 roku Putin wystosował ultimatum wobec NATO, w którym zażądał m.in. zakończenia rozszerzania sojuszu, wycofania wojsk sojuszniczych z Flanki Wschodniej. Gdy ultimatum to nie zostało spełnione, Federacja Rosyjska zaatakowała Ukrainę 24 lutego 2022. Co prawda inwazja na Ukrainę skonsolidowała NATO i niejako wywołała alarm w Pakcie i innych państwach wolnego świata, ale dalej nie na tyle, by przestać być zakładnikiem polityki opisywanej przez doktora. Powinno być jasne, że Rosja wykorzystuje niezdecydowanie i niewłaściwe sygnalizowanie, powodowane politycznym myśleniem życzeniowym, dla swoich agresywnych i imperialistycznych celów” – konkluduje dr Dębski.

Podczas odbywającego się 28-30 czerwca 2022 roku Szczytu NATO w Madrycie postanowiono między innymi o przyjęciu do Sojuszu Finlandii i Szwecji (co w praktyce oznacza uczynienie z Bałtyku NATO-wskiego „Mare nostrum” i co za tym idzie poważne zablokowanie Federacji Rosyjskiej dostępu do niezamarzających mórz), zwiększeniu sił Szybkiego Reagowania NATO na Wschodniej Flance do 300 tysięcy żołnierzy, umieszczeniu w Polsce Sztabu V Korpusu Armii Stanów Zjednoczonych. Uznano także Federację Rosyjską za bezpośrednie zagrożenie. Z jednej strony, ustalenia minionego niedawno Szczytu NATO należy uznać za rewolucyjne w stosunku do atrofii, jaka toczyła sojusz praktycznie do 2016 roku, z drugiej strony – jak wskazuje dr Dębski – nadal nie wyrzucono do śmietnika Aktu Stanowiącego Rosja-NATO, obecność wojsk USA na Wschodniej Flance ma nadal charakter rotacyjny, nie zaś stały. „Jest to kolejny – zdaniem dra Dębskiego – zły sygnał wysłany Rosji”. Taka sprzeczna wewnętrznie polityka USA, NATO i wolnego świata ogółem doprowadzi nieuchronnie – wg dra Dębskiego – do „politycznej katastrofy”.

Jakie rozwiązania powinny być powzięte, by „skorygować błędy”? Według dra Dębskiego, przede wszystkim USA i prezydent Joe Biden powinny unieważnić Akt Stanowiący NATO-Rosja (podobnie, jak uczynił prezydent Donald Trump z układem INF). Ale to nie słowa, a czyny świadczyłyby o determinacji USA i NATO. Obecność wojskowa USA w Polsce i Rumunii powinna zmienić charakter z rotacyjnej na stałą. Na terenie Polski powinna zostać dyslokowana „ciężka brygada” wojsk USA (dr Dębski nie precyzuje, czy chodzi tutaj o brygadę pancerną czy zmechanizowaną). Byłby to „jednoznaczny sygnał, ze Wschodnia Flanka nie jest na sprzedaż. Sygnalizacja strategiczna musi być wspierana odpowiednim wymiarem militarnym, nie pozostawiającym pola do kwestionowania wiarygodności odstraszania. Wzmocniłoby to spójność NATO ograniczając ryzyko tego, że pod presją Rosji poszczególni członkowie nie wdrożą decyzji dotyczących obrony i odstraszania”. Wmocnionoby tym samym również morale Ukrainy, która mogłaby liczyć na niezachwiane poparcie ze strony Zachodu. Takie decyzje – zdaniem dra Dębskiego – mogłyby odstraszyć Moskwę od zamiaru przedłużania wojny na Ukrainie z zamiarem osłabienia morale samej Ukrainy i Zachodu.

***

Kolejnym ważnym i przełomowym punktem czerwcowego Szczytu NATO (tu wychodzimy już poza ramy omawianego artykułu) jest fakt, iż zauważono zagrożenie, jakim jest coraz bardziej zacieśniający się sojusz Pekin-Moskwa, czego wyrazem był udział w Szczycie Japonii, Korei Południowej, Australii i Nowej Zelandii. Chociaż po raz pierwszy ChRL oraz ich wsparcie udzielane Moskwie zostały wymienione w oficjalnym dokumencie strategicznym NATO, to już pod koniec października 2021 roku sekretarz generalny Paktu Jens Stoltenberg stwierdził, że Federacja Rosyjska i komunistyczne Chiny to „jedno zagrożenie”. Z jednej strony zatem, elity USA, NATO i wolnego świata mają zgodną z faktami i słuszną świadomość tego, że sojusz Pekin-Moskwa była, jest i będzie stałym elementem geopolitycznej mapy świata oraz (zapewne) tego, że sojusz ten kieruje się długofalową strategią obliczoną na ustanowienie własnego, nowego, wspaniałego porządku świata. I jako taki – stanowi zagrożenie. Z drugiej jednak strony uznano, że przewidywana jest opcja negocjowania różnego rodzaju kwestii bezpieczeństwa z KPCh, i tu wracamy do przedstawionej wyżej sprzecznej wewnętrznie polityki USA i NATO wobec państw, które są dla USA, NATO i wolnego świata śmiertelnym wręcz niebezpieczeństwem.

Ponadto, nie zdecydowano się na „opcję atomową”, ale w formie umieszczenia w Polsce i krajach bałtyckich broni nuklearnej – to kolejna kwestia, o której nie pisze dr Dębski, ale która jest kluczowa, jeśli chodzi o omówioną tutaj tematykę. Takie kraje, jak Polska i/lub Rumunia powinny zostać włączone do programu NATO Nuclear Sharing, a także powinny rozwijać własny program nuklearny, na wzór Wielkiej Brytanii, Francji za gen. de Gaulle’a czy Izraela.

Jaki mógłby być wyobrażalny scenariusz politycznej katastrofy, spowodowanej sprzeczną polityką krajów wolnego świata wobec agresywnej polityki Moskwy i Pekinu? Na przykład scenariusz podobny do tych, o których mówi omawiany w poprzednim wpisie Wang z „Lude Media”. Federacja Rosyjska i Chiny mogłyby na przykład przeprowadzić skoordynowane wzajemnie eskalacje, odpowiednio, na Ukrainie i na obszarze Pacyfiku Zachodniego, które miałyby zastraszyć USA, Zachód i inne państwa wolnego świata i zmusić, być może nawet stopniowo, do udzielania Moskwie i Pekinowi kolejnych to koncesji, przy czym cała ta operacja mogłaby być rozpisana na kilka, a nawet kilkanaście lat, a eskalacje wcale nie musiałyby oznaczać otwartej konfrontacji FR czy ChRL ze Stanami Zjednoczonymi. Można także wyobrazić sobie – w ramach powyższego – sytuację, w której Rosja Sowiecka pokonuje Ukrainę po prostu niszcząc ją atakami na cele cywilne oraz na infrastrukturę i w końcu doprowadzając ją do statusu państwa upadłego, co mogłoby stanowić dla Kremla podstawę, na bazie której domagałby się od Zachodu – również osłabionego wojną – dalszych ustępstw.


***

22 czerwca w Pekinie odbył się szczyt BRICS. Nie jest to co prawda sojusz obronny, ale mówimy cały czas o kontekście, jakim jest „nieograniczona wojna” toczona przez Pekin i Moskwę przeciwko wolnemu światu, w której to wojnie stosowane są zarówno środki militarne, jak i pozamilitarne. Można zatem powiedzieć, iż nie jest przypadkiem organizacja tego szczytu w przededniu szczytu NATO oraz grupy G7. Zdaniem zmarłego niedawno profesora Olavo de Carvalho, ze względu na potencjały strategiczne poszczególnych członków, akronim nazwy tego klubu można równie dobrze skrócić do „RC”. BRICS to jedna z organizacji, która pozwala komunistycznym Chinom i Federacji Rosyjskiej na wspólną realizacje ich strategicznych celów, w szczególności zaś koncepcji tzw. „świata wielobiegunowego” i „nowego porządku instytucjonalnego”, którego BRICS jest segmentem w znacznej ekonomicznym i proba stworzenia geoekonomicznej przeciwwagi dla Zachodu.

Nie inaczej jest w przypadku ustaleń minionego szczytu tego klubu. Na szczyt, oprócz głów państw członkowskich, zaproszono tez liderów Indonezji, Argentyny (w której ma powstać chińsko-rosyjska baza wojskowa), Egiptu, Algierii, Uzbekistanu, Iranu, Senegalu i Kambodży. Spośród wyżej wymienionych państw, kandydatami do „pełnoprawnego” członkostwa mają być Iran i Argentyna. Rzeczą wartą odnotowania są propozycje Putina. Pierwsza dotyczy rozwijanego wspólnie z Chinami, alternatywnego wobec SWIFT systemu płatności, który miałby być rozszerzony o pozostałe kraje grupy, a w perspektywie o inne kraje obszaru określanego mianem „globalnego południa” (Pekin, jak widać, nie wyzbył się paradygmatów geopolitycznych z czasów Mao). Druga – to utworzenie wspólnej waluty, opartej o koszyk walut państw grupy.

Innym ważnym punktem szczytu jest narracja Putina o tym, że aktualny globalny kryzys ekonomiczny, w tym tzw. „putinflacja” i wywołany przez agresję na Ukrainę kryzys żywnościowy w istocie... nie jest wywołany przez agresję czekistowskiego reżimu, tylko przez Zachód na czele z USA, poprzez proinflacyjną politykę Waszyngtonu podjętą jakoby celem zwalczania skutków epidemii covid-19. Dla Federacji Rosyjskiej, uczestnictwo w BRICS i relacje ekonomiczne z państwami tej grupy ma być sposobem na „amortyzację” zachodnich sankcji. Jednym z ważniejszych, bieżących celów agendy tegorocznego szczytu jest – jak pisze Marek Budzisz – zarówno przełamanie sankcji Zachodu wobec Moskwy, jak również częściowe przejecie rynku żywnościowego przez Moskwę, przy wsparciu Pekinu i części krajów trzeciego świata.