W tekście napisanym pod koniec września dla portalu 19fortyfive prof. Andrew Michta dopuszcza możliwość, że następnym celem agresji neosowieckiej Rosji mogą być państwa członkowskie NATO.
Nowy etap ukrytej wojny
„Wojna na Ukrainie – pisze prof. Michta – trwa już pięć lat i jak dotąd Moskwa nie może złamać zaciętego oporu Kijowa. Pomimo tego istnieją wskazania, że nadchodząca jesień i zima mogą okazać się decydujące w tym konflikcie i tym razem Putin ma zamiar nie tylko stopniowo zwiększać presję wojskową na Ukrainie, ale również zagrozić samemu NATO na Korytarzu Bałtyckim i Północno-Wschodnim”. Obszar ten obejmuje część Arktyki i cały praktycznie basen Morza Bałtyckiego.
Ostatnie tygodnie i miesiące przyniosły całą serię sabotaży, ataków dywersyjnych i terrorystycznych na infrastrukturę krytyczną dla bezpieczeństwa, obronności czy wręcz dla zapewnenia prawidłowego funkcjonowania państwa. Ataki te (bądź ich próby) nastąpiły na terenie państw należących do NATO: próba ataku na lotnisko wojskowe w Lipsku, nieudana próba podpalenia fabryki dronów w Swindon w Wielkiej Brytanii, pożar w zakładach WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej i ataki bądź próby ataków na infrastrukturę kolejową w całej Europie, w tym w Polsce. Niemal jednocześnie miały i mają miejsce uderzenia dronów i rakiet Federacji Rosyjskiej na terenie NATO (w tym – Polski). Zdaniem Andrew Michty, „są to niepokojące wskazówki na to, że Putin może planować wywrzeć nacisk na NATO, włącznie z bezpośrednią operacją kinetyczną.
Ostatnim takim sygnałem jest sytuacja wokół estońskiego miasta Narwa, bezpośrednio graniczącego z Federacją Rosyjską i zamieszkiwanego przez etnicznie rosyjską większość. W połowie września po sowieckiej stronie granicy wprowadzono m.in. godzinę policyjną oraz m.in. ograniczenia połowów ryb i polowań, a także przenoszenie prywatnej broni palnej. Dalsze przykłady podane przez profesora Michtę to rozbudowa i modernizacja sieci kolejowej na Białorusi oraz integracja transportu kolejowego tego kraju z kolejami Federacji Rosyjskiej.
Moskwa rozbudowuje i restrukturyzuje bazę wojskową w Pietrozawodzku oraz nową jednostkę wojskową w Łupcze-Sawino, położone w pobliżu granicy z Finlandią. Zdaniem dra Michty, nie są to bazy stworzone w celu przerzutu wojsk na Ukrainę, a zupełnie osobne jednostki artyleryjskie. Sowieciarze modernizują także bazę wojskową w Pieczyndze w pobliżu granic z Finlandią i Norwegią i sprowadzają sprzęt i uzbrojenie na Przesmyk Karelski na północ od Sankt-Petersburga. Docelowo ma się tam znaleźć 100 tysięcy rosyjskich żołnierzy. Zdaniem Andrew Michty stworzyłoby to zupełnie nową, niekorzystną dla Finlandii i Norwegii, sytuację przy granicy z tymi państwami.
Uderzenie w słabe punkty Zachodu
Profesor Michta polemizuje z poglądami analityków sceptycznie nastawionych do możliwości agresji neosowieckiego imperium na kraje NATO, którzy argumentują je ugrzęźnięciem sowieciarzy na ukraińskich stepach oraz obawami Putina i reszty kompleksu czekistowsko-wojskowego przed ryzykowaniem wojny z USA. Takie stanowisko byłoby zdaniem Autora słuszne, o ile „Stany Zjednoczone nie będą musiały nagle stawić czoła eskalacji zagrożeń na dwóch krytycznych teatrach azjatyckich: Półwyspie Koreańskim i Indopacyfiku i że europejscy sojusznicy potrafią działać zgodnie podczas kryzysu.” Zwłaszcza drugie zagadnienie stoi pod ogromnym (właściwie retorycznym) znakiem zapytania. Po pierwsze ani nie zbudowano w krajach Europy Zachodniej świadomości zagrożeń ze strony neosowieckiej Rosji – niewielu w Paryżu czy Berlinie będzie chciał walczyć za Gdańsk, Wilno, Dyneburg, Tallinn czy Augustów. Co więcej, demoliberalne kraje Europy Zachodniej podminowane są od dekad agenturą sowiecką i użytecznymi idiotami, wskutek czego predominują tam tendencje prorosyjskie (prosowieckie), prokomunistyczne, prochińskie, czy dość mocno z nimi sprzężony luźny nurt określany przez Zineb Riboua jako „trzecioświatyzm” (Third-Worldism).
Poza tym, „Europie brakuje zunifikowanej percepcji rosyjskiego zagrożenia. Owa „regionalna optyka bezpieczeństwa” oznacza to, że jak dane państwo widzi agresję Rosji zależy w znacznej mierze od tego, gdzie znajduje się na mapie – sojusznicy graniczący z Rosją mają (…) poczucie egzystencjalnego zagrożenia, ale idąc na zachód, dominować zaczynają inne priorytety, dajmy na to migracja albo dramatyczne zmiany w polityce wewnętrznej. W przeciwieństwie do Zimnej Wojny, gdy europejscy sojusznicy dotkliwie odczuwali sowieckie zagrożenie, nieważne jak daleko od granicy Paktu Warszawskiego się znajdują, dzisiaj taka jedność byłaby niemożliwa.” Czekistowska operacja kontrolowanego rozpadu imperium sowieckiego (o czym będzie w dalszej części tego opracowania) oraz upadku komunizmu spełniła swój cel dezinformacyjny – oficjalnie zagrożeniem nie jest ZSRS, tylko Rosja, która w najlepszym wypadku postrzegana jest jako zagrożenie lokalne, a często jako partner dla europejskich establishmentów (na czele z niemieckim), albo jako „Katechon” i „wyzwoliciel” od zastanego porządku dla części sił opozycyjnych, zwłaszcza radykalnych.
Wyżej wymienione tendencje mają swoje głębsze podłoże cywilizacyjne. Europa przez ostatnie kilkadziesiąt lat dokonała samorozbrojenia i żerowała na „dywidendzie bezpieczeństwa”, którą od zakończenia drugiej wojny światowej zabezpieczały w przeważającym udziale Stany Zjednoczone. Elity i społeczeństwa europejskie nie są gotowe dołożyć swoich wysiłków do własnej obrony i pokonania wrogów, co widzimy nie tylko na przykładzie niedawnych protestów przeciw hipotetycznemu przywróceniu poboru w Niemczech, ale chociażby stosunku np. do sprowadzania imigrantów islamskich. Profesor Michta zauważa też, że jakkolwiek część elit bardziej znaczących państw europejskich jest świadoma co do możliwości spełnienia kremlowskich gróźb, tak reakcja ich świadczy bardziej o nerwowych ruchach, niż o szukaniu rozwiązania i odpowiedzenia na sowiecką eskalację. Konkludując artykuł, profesor Michta twierdzi, że to może być najważniejszy czynnik, kluczowy do podjęcia przez Putina decyzji o przetestowaniu NATO poprzez eskalowanie agresji na wschodniej flance Paktu, albo w głębi jego terytorium.
Między innymi dlatego, pomimo braku gotowości sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej do pełnoskalowej inwazji na kraje NATO, Putin może zakładać, że jego cele może znacząco przybliżyć wywołanie gwałtownego kryzysu na Wschodniej Flance Sojuszu. Kryzysu, którego przebieg i konsekwencje nie odbiegałyby zbytnio od pełnoskalowej agresji. Zdaniem prof. Michty Putin, wraz z całym kompleksem czekistowsko-wojskowym może też uważać, że Stany Zjednoczone „zagrzebały się” w wojnie z Iranem oraz pochłonięte są narastającymi problemami wewnętrznymi, zwłaszcza nadchodzącymi wyborami połówkowymi do Kongresu.
Nasilenie się akcji dywersyjnych i terrorystycznych mają następujące cele: atak na kraje i infastruktury, które są krytyczne nie tylko dla wsparcia stawiającej opór Ukrainy, ale przede wszystkim dla obronności i bezpieczeństwa Polski, Estonii, Niemiec, Danii, Wielkiej Brytanii, pozostałych krajów europejskich i Stanów Zjednoczonych. Aktualnie dziejąca się eskalacja ma także aktywować agenturę, użytecznych idiotów, pacyfistów (obojętnie czy spod znaku odwróconej starogermańskiej runy Algiz, czy wymachujących flagami z krzyżem celtyckim, czy spod znaku duginowskiej „gwiazdy chaosu”) tak, by w dalszej perspektywie czasowej zmusili elity swoich krajów, często umoczone we wcześniejsze „resety” i „konwergencje” z „demokratyczną Rosją” do zejścia z obronnej polityki (bądź jej pozorów), albo sami przejęli stery lub też przyłączyli się do chaosu szerzonego przez wojenną machinę Moskwy. Powtarzające się i kumulujące z coraz większym natężeniem ataki mają też złamać morale ludności cywilnej. Tyczy się to całej Europy: Niemiec, Francji, Polski...
Będzie tak niezależnie od tego, jaką formę i jaki zakres przybierze dalsza eskalacja – czy będą to ataki dronowe na przemysł zbrojeniowy, czy będą to „przypadkowe” uderzenia rakiet Ch-101 czy Iskander, ale już nie w ściernisko, ale na przykład w obiekty cywilne w godzinach szczytu, czy będzie to terroryzm lewacki, „skrajnie prawicowy” czy islamski, na przykład w wykonaniu „samotnych wilków” pod rozkazami jakiejś filii irańskiej IRGC, czy może bedą to ekscesy neobanderowców zwerbowanych na Telegramie przez FSB, autentycznie wierzących, że walczą o „Samostijnoju Ukrainu”.
Długofalowa strategia Moskwy
Aktualna omawiana „pełzająca agresja” wynika z tego, że Federacja Rosyjska to kontynuacja ZSRS, w której w wyniku pieriestrojki (warto mieć na uwadze, co oznacza to słowo po rosyjsku) i procesów politycznych z lat ‘90 XX w. partia komunistyczna jako centrum dyspozycji poltycznych została zastąpiona przez aparat bezpieczeństwa (KGB/FSB), a kontrola totalna partii została zastąpiona przez kontrolę strukturalną. Albo, mówiąc po schmittiańsku, władza bezpośrednia została zamieniona na władzę pośrednią. Wszystko pozostałe, łącznie z celami strategicznymi i ich przełożeniem na poziom polityczny, geopolityczny i militarny jest tego konsekwencją.
Federacja Rosyjska ma trzy priorytety geopolityczne i geostrategiczne: pierwszy to rekonstrukcja, reintegracja i retotalizacja wewnętrznego i zewnętrznego imperium sowieckiego, drugi to sojusz z komunistycznymi Chinami, zaś trzeci to neutralizacja Europy, likwidacja bądź neutralizacja NATO i wypchnięcie z terenów Europy wpływów polityczno-wojskowych Stanów Zjednoczonych.
Umownie, na roboczy, publicystyczny użytek można przyjąć, że etap rekonsolidacji sowieckiego imperium rozpoczął się Wojną 5-dniową przeciwko Gruzji, następnie miały miejsce zamach na polski samolot rządowy w Smoleńsku (z prezydentem, ministrami i nowym, już „zachodnim” Sztabem Generalnym), tzw. wojna hybrydowa na Ukrainie oraz rozpoczęcie realizowanej przez Białoruś (ze wsparciem FSB) operacji „Śluza”, polegającej na otwarciu kanału przerzutu migrantów, głównie z krajów islamskich, na granice Polski, Litwy, Łotwy. W późniejszych okresach podobny napór został zastosowany przez Moskwę przeciw Finlandii.
Kolejne kluczowe wydarzenie w tej sekwencji to wystosowanie przez Moskwe wobec NATO i USA ultimatum, w którym domagano się m.in. wycofania wojsk sojuszniczych NATO rozmieszczonych na terytoriach nowych członków po roku 1997 (podpisanie Aktu Stanowiącego NATO–Rosja), utworzenia strefy buforowej wokół granic Federacji Rosyjskiej, w której niedozwolone będą ćwiczenia wojskowe od szczebla brygady wzwyż, nierozszerzania NATO na wschód, nierozmieszczania broni nuklearnej poza terytorium państw ją posiadających i likwidacji infrastruktury umożliwiającej jej przechowywanie i przenoszenie. Realizacja szantażu Moskwy w praktyce oznaczałaby wygaszenie NATO (i całego zewnętrznego imperium USA).
Szantaż Putina-Ławrowa niemal bezpośrednio poprzedził pełnoskalową inwazję Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, która pełniła rolę sowieckiego zakładnika. Szantaż ten jest cały czas aktualny i wszystkie działania Moskwy są nakierowane na jego częściową bądź całkowitą realizację.
Na koniec – kwestia sojuszu Moskwy i Pekinu. Komunistyczne Chiny są głównym sponsorem i gwarantem imperialnych ambicji Federacji Rosyjskiej, w tym – prowadzonych przez Putina wojen i operacji dywersyjnych. W zamian niejako, imperialno-mocarstwowa polityka Moskwy stała się instrumentem realizacji i utrzymania globalnej agendy Komunistycznej Partii Chin. Omawianą tutaj eskalację również należy uznać za działanie w interesie Pekinu.