2026-01-11

Pokój poprzez siłę. Doktryna Trumpa w praktyce

 

Ostatnie działania USA potwierdza właściwie wszystko to, co pisałem i prognozowałem odnośnie polityki administracji Donalda Trumpa w tekście Pokój poprzez siłę. Doktryna Trumpa”.

Absolute Resolve

Wenezuela od roku 1999 to kraj rządzony przez komunistyczną sitwę, mającą w swoich strukturach także bardzo niebezpieczne organizacje przestępcze, na czele z kartelami narkotykowymi, takimi jak „Kartel Słońc” uważany za twór podporządkowany wenezuelskiej armii (nazwa miała się wziąć od dystynkcji na pagonach oficerskich armii wenezuelskiej) czy wreszcie niesławny „Tren de Aragua”. Chavistowska Wenezuela wspierała komunistyczne i lewackie organizacje paramilitarne i terrorystyczne na czele z kolumbijskim FARC oraz terroryzm islamski, stając się bazą dla operacji Hezbollahu, Hamasu, a także irańskiej IRGC. Komunistyczny system władzy w Wenezueli Chaveza-Maduro był stworzony i utrzymywany poprzez działania kubańskiej bezpieki i agentury, która zapewniała systemowi zarówno bezpieczeństwo, wsparcie logistyczne oraz ideologiczne. Dariusz Rohnka w książce „Wielkie Arrangement” poświęconej popieriestrojkowemu komunizmowi na świecie, określił procesy zachodzące w Wenezueli oraz innych neokomunistycznych krajach Ameryki Południowej mianem „kubanizacji”.

Źródło: X

Na poziomie międzynarodowym komunistyczna Wenezuela Chaveza i Maduro to część neokomunistycznego de facto projektu strategicznego, który dla uproszczenia i uporządkowania nazwiemy tutaj „Globalną Eurazją”, którego centrum jest sojusz komunistycznych Chin i Federacji Rosyjskiej, zaś peryferiami m.in. Wenezuela i inne neokomunistyczne kraje latynoamerykańskie, tzw. „czworokąt totalitarny”/CRINK (Chiny, Rosja, Korea Północna, Iran)/VRIC (Wenezuela, Rosja, Iran, Chiny), a także Szanghajska Organizacja Współpracy, BRICS czy Inicjatywa Pasa i Szlaku. Południowoamerykańską „odnogą” Globalnej Eurazji jest nieformalny system lokalnych sojuszy państw i organizacji (nieprzypadkowo głównie komunistycznych) koordynowany przez komunistyczną Kubę. Chavistowska Wenezuela była „hubemobsługującym interesy ChRL i Federacji Rosyjskiej, Iranu, Hezbollahu, Hamasu oraz karteli narkotykowych na obszar obu Ameryk. I co za tym idzie, jedną z baz dla destrukcyjnej dla USA działalności karteli narkotykowych, mafii, gangów i różnego rodzaju organizacji terrorystycznych.


W nocy z 2 na 3 stycznia 2026 roku zespół bojowy elitarej Delta Force szybko i sprawnie wtargnął do pałacu prezydenckiego Mirafiores w Caracas, aresztując komunistycznego dyktatora Nicolasa Maduro wraz z żoną, tym samym dokonując potężnego uderzenia w reżim. Uprowadzenie Maduro to mistrzowska, wielodomenowa operacja specjalna, którą tak opisuje notatka Biura Bezpieczeństwa Narodowego:

[…] 1. Ustanowiona wiele tygodni temu stała obecność sił USA w regionie, a w ślad za nią ciągłe prowadzenie rozpoznania i walki elektronicznej we wszystkich domenach spowodowały, że systemy obronne Wenezueli działały w reżimie ograniczeń w promieniowaniu. Amerykanie wykorzystali więc wrażliwość stosowanych przez Wenezuelę rosyjskich/sowieckich schematów operacyjnych wyłączania systemów we wstępnej fazie wykrycia nierozpoznanego zagrożenia.

2. Wenezuelskie systemy dowodzenia, rozpoznania i walki elektronicznej zostały skutecznie obezwładnione. W tym celu uderzenia były prowadzone w domenach CYBER i SPACE, oraz kinetycznie w domenach operacyjnych. Takie działania wymagały kompleksowych przygotowań, planowania i autoryzacji uwzględniającej ryzyka niezamierzonych strat.

3. Amerykanie wykorzystali połączony potencjał wywiadowczy co najmniej następujących służb: CIA, NSA i NGA. Przebieg operacji raczej wskazuje na uzyskanie bardzo precyzyjnego namiaru z SIGINT-u, potwierdzonego źródłem osobowym (źródło w otoczeniu Maduro lub grupa obserwacyjna na miejscu). Dzięki precyzyjnym danym z rozpoznania i wywiadu zespoły Delta Force bez większego trudu, napotykając na niewielki opór i wykorzystując „element zaskoczenia” schwytały wenezuelskiego dyktatora wraz z jego małżonką. Możliwe, że omawiana operacja została oparta na wiedzy wywiadowczej i taktycznej zdobytej przez Amerykanów na Ukrainie.

4. Doniesienia wskazują, że część łączności w stolicy Caracas działała, w tym sieci komórkowe i danych (można zakładać, że w sposób kontrolowany, a przekaz tam kreowany miał służyć celom operacji USA). Utrzymanie łączności komórkowej wskazuje na zdolność Amerykanów w zakresie bieżącego śledzenia łączności w skali makro przy równoczesnym pozyskiwaniu maksimum wiedzy operacyjnej.

5. Operację specjalną maskowano początkiem operacji powietrzno-lądowej o dużej skali, by oddziaływać w wymiarze kognitywnym, kształtować postawy Wenezuelczyków i skłonić siły zbrojne kraju do ukrycia się w schronach, odejścia od stanowisk i niewychodzenia na ulice. Tam, gdzie Wenezuelczycy pozostali na stanowiskach, obezwładniano ich kinetycznie.

6.Celem operacji było schwytanie Maduro, ale warunkowo dopuszczono jego eliminację.

7. W działania zaangażowano bezzałogowe i załogowe systemy i statki powietrzne, siły specjalne i konwencjonalne. Stopień ich integracji wskazuje na wykorzystanie przełomowych systemów wspartych sztuczną inteligencją.

8. Silne odwody (okręt desantowy z US Marines) wskazywały, że liczono się z różnym rozwojem sytuacji, w tym z koniecznością ewakuacji z użyciem większego komponentu na lądzie. […]”

Co ważne, Maduro nie uchroniła sowiecko-chińska „strefa antydostępowa”, która dotąd nawet przez zachodnich analityków wojskowych prezentowana była niemalże tak, jakby technologicznie dorównywała technologii z fikcyjnego uniwersum „Star Treka”. Sowieckie systemy obrony przeciwlotniczej S-300 nie zdołały zestrzelić ani jednego F-35 i ani jednego Chinooka transportującego komandosów z Delta Force, zaś chińskie systemy radarowe, uchodzące za nowoczesne i jako takie przedstawiane, nie przekazały informacji o zbliżających się amerykańskich myśliwcach, śmigłowcach i okrętach wojennych, skutecznie ogłuszone przez Amerykanów.

Mówienie o dekapitacji jest jednak przedwczesne, gdyż na miejscu pozostała wiceprezydent Wenezueli wraz z rządem oraz dowództwem aparatu bezpieczeństwa i sił zbrojnych, aczkolwiek dynamika sytuacji może doprowadzić do obalenia komunistycznej tyranii. Jeden z analityków użył określenia „wyjęcie mózgu”, jednak jeszcze bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie o „wycięciu płata mózgu”. Jest to po prostu operacja wzięcia zakładnika w celu zmuszenia – nie wiadomo, na jak długo – komunistycznych władz Wenezueli do zachowania zgodnego z interesem USA, przede wszystkim wstrzymania dostaw ropy do ChRL i wspomagania machiny wojennej Moskwy przy pomocy „floty cieni”, zagwarantowania USA możliwości wydobycia ropy i udziału w zyskach i zaprzestania dywersji narkotykowej i za pomocą wysyłania do Stanów Zjednoczonych fal nielegalnych imigrantów, gangsterów i dywersantów. Wyjaśniają to Marco Rubio oraz sam Donald Trump – chodzi nie o samą Wenezuelę i jej zasoby naturalne, ale o niedopuszczenie do ich wydobycia przez komunistyczne Chiny, Federację Rosyjską czy Iran.And if you don’t know, now you know”.



Bardzo ważnym elementem operacji wenezuelskiej USA jest też odstraszanie. Nie za pomocą strategicznej broni nuklearnej (jeszcze nie, albo nie w tym momencie), ale poprzez wytworzenie świadomości, że żaden tyran (wróg USA) nie może czuć się bezpieczny i może zostać uprowadzony przez zespół bojowy sił specjalnych. Oraz, że nie ochroni go nawet najlepszy system ostrzegania, obrony i ochrony. Czas gierek z USA się skończył, jak stwierdził Rubio.

Pod koniec grudnia 2025 komunistyczne Chiny przeprowadziły na wodach otaczających Tajwan ogromne manewry marynarki wojennej, lotnictwa i strategicznych wojsk rakietowych mające przygotować ChAL-W i cały aparat komunistyczny do blokady morskiej i powietrznej wyspy, z licznymi naruszeniami przestrzeni Tajwanu przez chrlowskie samoloty bojowe. Manewry miały kryptonim „Misja Sprawiedliwości”. Mniej więcej w tym samym czasie miały miejsce inne manewry ChALW, w których ćwiczono działania wojenne nie tylko przeciwko Tajwanowi, ale i bezpośrednio przeciwko USA, z terenów takich państw jak Kuba czy Meksyk.W pierwszej połowie grudnia miały miejsce sino-sowieckie manewry wojsk rakietowych oraz marynarek wojennych i sił powietrznych w pobliżu Japonii i Korei Południowej. Również pod koniec grudnia 2025 roku Siergiej Ławrow zadeklarował, że w przypadku agresji na Tajwan, Federacja Rosyjska udzieli wsparcia komunistycznym Chinom, zgodnie z traktatem sojuszniczym z 2001 roku. Zapewne również te wydarzenia, na czele z chrlowskimi manewrami na wodach wokół Tajwanu zadecydowały o takim, a nie innym czasie amerykańskiej operacji specjalnej w Wenezueli.

Dość istotne wydaje się też fiasko wymuszenia przez administrację Trumpa zawieszenia broni/pokoju na Ukrainie poprzez demonstracyjne wręcz dalsze działania wojenne rosyjskich bolszewików. Moskwa nie przerwie działań wojennych, gdyż byłoby to po prostu w sprzeczności z jej celami. Flagowy postulat Trumpa, czyli zawieszenie broni/pokój i rozwiązanie podobne do koreańskiego byłoby koniecznością zarówno dla Ukrainy, jak i dla Zachodu. Nowa administracja USA zapewne zdaje sobie z tego sprawę i dlatego po pierwsze: USA pod administracją Trumpa prowadzi wobec Federacji Rosyjskiej "golicynowską" politykę dezinformacji. Z jednej strony kładzie czerwone dywany kagiebowskiemu despocie, mówi o surowcowych i handlowych dilach z Putinem, oficjalnie co jakiś czas wstrzymuje pomoc dla Ukrainy i krytykuje Zełeńskiego, co jakiś czas, ktoś z administracji Trumpa rzuci jakąś wypowiedź niemalże żywcem zerżniętą z narracji tzw. „prawicowego NEP-u”. Z drugiej strony udziela Ukrainie zakulisowej pomocy, przede wszystkim w postaci wsparcia wywiadowczego i informacyjnego niezbędnego do operacji wymierzonych przede wszystkim w sowieckie zaplecze logistyczne. I atakuje sojuszników Moskwy tam, gdzie jest to możliwe: porywa komunistycznych dyktatorów, ściga statki „Floty cieni” i nakłada nawet kilkusetprocentowe cła na kraje kupujące rosyjskie surowce energetyczne.

Nie powinno dziwić to, że Moskwa i Pekin zgodnie potępili operację uprowadzenia Maduro, choć poza werbalnymi deklaracjami Putin, Xi i Wang raczej nie kwapią się do pomocy towarzyszom z Caracas (może poza eskortą abordowanego statku floty cieni przez sowiecki okręt podwodny). Sparaliżowanie Wenezueli jako narko-surowcowego hubu będzie niosło ze sobą paraliż czerwonego „Smoko-niedźwiedzia”. Tym bardziej, jeżeli pociągnie to za sobą obalenie kolejnego sino-sowieckiego hubu: reżimu ajatollahów w Iranie, co wydaje się nieuniknione. Dużo zależy też od tego, czy dynamika wydarzeń w Wenezueli doprowadzi do faktycznego obalenia tam komunizmu, tym bardziej, że rząd Delcy Rodriguez może nie być tak uległy wobec Amerykanów przez dłuższy czas.

Przeciwko „Globalnej Eurazji”

Od czasu „Resetu” Obamy, rozpoczęcia reintegracji imperium sowieckiego przez Putina (w którym to procesie kamieniami milowymi była agresja i częściowy rozbiór Gruzji, zamach smoleński i rozpoczęcie wojny przeciw Ukrainie w 2014 roku), zacieśniania sojuszu Pekin-Moskwa i ekonomicznej ekspansji Federacji Rosyjskiej na Europę, Stany Zjednoczone znajdują się – jak określił to prof. Olavo de Carvalho – w stanie oblężenia przez „Globalną Eurazję”. Blok ten od 2020 roku prowadzi działania, które określiłem tutaj mianem „sekwencyjnej wojny światowej”, czyli sekwencji konfliktów, mających doprowadzić do obalenia USA z pozycji światowego supermocarstwa i ustanowienia nowego porządku światowego z dominującą rolą ChRL i pomocniczą rolą Federacji Rosyjskiej oraz mniejszych państw Globalnej Eurazji (takich jak Wenezuela właśnie, Iran czy Korea Północna).

USA występują zatem z pozycji defensywnych. Bronią się nie tylko przed groźbą utraty własnej pozycji mocarstwowej, ale uprzedzają perspektywę, którą nakreślił płk Stanisław Łuniew, uciekinier z GRU, który wprost mówił o planie pokonania USA i ich podziału pomiędzy ChRL a Federację Rosyjską (Moskwa miała odzyskać Alaskę, a Pekin zagarnąć pozostałe 48 stanów). A najlepszą obroną jest atak.


Źródło: X: https://x.com/warsurveillance/status/2007556350025576803


Akcja w Caracas była również realizacją opublikowanej na początku grudnia 2025 roku Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA. W dokumencie tym nakreślono ramowe założenia nowej amerykańskiej geopolityki, geoestrategii i geoekonomii. Pierwszym najważniejszym rejonem kluczowym dla zachowania przez USA pozycji supermocarstwa jest rejon Pacyfiku, zaś kluczowe są Tajwan będący niemalże światowym hubem produkcyjnym zaawansowanych systemów informatycznych oraz państwa wyspiarskie Pacyfiku Zachodniego (część jest zależna od USA), takie jak Mariany Północne, wyspa Guam, Mikronezja i Palau, wszystkie wchodzące w skład odpowiednio: pierwszego i drugiego łańcucha wysp. Jest to też pole być może nieuniknionej, otwartej agresji komunistycznych Chin i ich „ostatecznego starcia” o światową hegemonię ze Stanami Zjednoczonymi.

Drugim najważniejszym strategicznie obszarem jest Półkula Zachodnia, na czele z kontynentami Północnej i Południowej Ameryki. Obszary te mają pełnić rolę „głębokiego zaplecza strategicznego” Stanów Zjednoczonych, dlatego wpływy komunistycznych Chin, Federacji Rosyjskiej czy Iranu nie mają tam prawa bytu, o czym mowa jest w strategii otwartym tekstem. Tak samo jak nielegalna imigracja, przemyt narkotyków czy działalność latynoamerykańskich karteli przestępczych. W tym kontekście należy widzieć próby aneksji przez Stany Zjednoczone Grenlandii, która z punktu widzenia NSS (i całościowej doktryny Trumpa), po pierwsze nie może stać się obszarem ekspansji osi Pekin-Moskwa, a po drugie, ma być wysuniętym posterunkiem, z którego USA kontrolowałyby ten rdzeń „Globalnej Eurazji”.


Źródło: X/@ObjectZero


Europa jest niejako rodzielona w strategii na dwie części: na bardzo poważnie osłabioną poprzez demoliberalne (i demobolszewickie) ideologie i ich praktyczne konsekwencje, które prowadzą do strategicznej bezradności i bezbronności krajów, które tworzą europejską część NATO. Z drugiej strony, w optyce autorów NSS, wolna od tych ideologii jest Europa Wschodnia, która – najpewniej pod szyldami Międzymorza (jednakowoż bez okupowanej przez sowietów Białorusi czy upadłej Ukrainy) może stać się kolejnym „niezatapialnym lotniskowcem” USA, choćby dlatego, że państwa takie jak Polska (dzięki rządom Zjednoczonej Prawicy – Szydło i Morawieckiego) wydają odpowiednio duże siły i środki na cele obrony i bezpieczeństwa. Zdemonizowana wręcz „strategiczna stabilność w relacjach z Rosją” oznacza tutaj tylko i aż tyle, że obszar Międzymorza (Trójmorza) ma być kolejną zaporą powstrzymującą oś Pekin-Moskwa.

Bliski Wschód jest istotny jako źródło surowców kopalnych oraz obszar, na którym splatają się szlaki energetyczne. Amerykańskim priorytetem jest ich bezpieczeństwo, a co za tym idzie, zwalczanie islamskiego terroryzmu i zapobieganie mu. USA unikać mają jednak długotrwałego zaangażowania militarnego i poronionych prób implementacji demoliberalizmu w krajach i kulturze, która takich tradycji nie posiada. Na Bliskim Wschodzie równie ważnymi celami USA jest bezpieczeństwo Państwa Izrael oraz powstrzymywanie wpływów wspieranego przez Pekin i Moskwę Iranu.

Również kontynent afrykański ma być obszarem, na którym USA ma zapobiegać rozwojowi terroryzmu (najczęściej islamskiego, przykładem jest niedawny atak na pododdziały Państwa Islamskiego w Nigerii), a także powstrzymywać wpływy komunistycznych Chin.

NSS dużo miejsca poświęca krytyce idelogii demoliberalnej (a de facto demobolszewickiej), której konsekwencjami są m.in. dezindustrializacja krajów zachodnich (w tym USA), szaleństwo „zielonych ładów”, „walki z globalnym ociepleniem”, antynatalizm i spadek przyrostu naturalnego oraz masowa imigracja, głównie z obszaru kulturowego islamu, która za kilkadziesiąt lat może doprowadzić do podmiany etnicznej krajów europejskich zwłaszcza. Choć nie jest to wyrażone wprost, demoliberalizm (i demobolszewizm, będący efektem konwergencji komunizmu z liberalizmem) to dwa ostrza komunistycznych „nożyc”. Zresztą, nawet bez formułowania tak daleko idącego wniosku, ta ideologia i praktyka działa w interesie Pekinu i Moskwy. Stworzenie antyamerykańskiej de facto, scentralizowanego superpaństwa europejskiego jest zgodne z projektem utworzenia przestrzeni geostrategicznej łączącej Europę właśnie, Federację Rosyjską i komunistyczne Chiny. Kontrolowanie umysłów ludzi Zachodu za pomocą różnych tricków wdrażanych od jakiegoś czasu przez zachodnie korporacje jest de facto eksportem instrumentów kontroli społecznej rodem z ChRL.



Podsumując – doktryna Trumpa, wyrażona m.in. w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i działaniach praktycznych ma stworzyć system sojuszy z USA, mający chronić Stany Zjednoczone, a jednocześnie sojuszników przede wszystkim przed ekspansją i agresją neobolszewickiego sojuszu Pekin-Moskwa, ale i przed demoliberalnymi i demobolszewickimi ideologiami, rozkładającymi kraje cywilizacji od środka (ale w interesie i po części z inspiracji Moskwy i Pekinu). A także przygotować się na kolejne wojny, które „Globalna Eurazja” będzie wywoływać, być może łącznie z wojną globalną.

2025-10-05

Globalne znaczenie wojny na Ukrainie. Na marginesie analizy Zineb Riboua

 

Pod koniec września Zineb Riboua opublikowała w amerykańskim, konserwatywnym National Review niezwykle ważki artykuł pod tytułem „Victory Over Russia is Non-Negotiable”. Wersja tekstu bez paywalla dostępna jest na stronie Autorki. Ważność i aktualność tez zawartych w tekście wymaga jego streszczenia dla polskojęzycznych czytelników.

Autorka twierdzi, że wojna prowadzona przez neosowiecką Federację Rosyjską przeciwko Ukrainie jest de facto konfliktem globalnym: Walka na Ukrainie nie kończy się na granicach Europy. Jej wyniki kształtują równowagę sił na Bliskim Wschodzie i w Azji. Wojna na Ukrainie stała się głównym testem amerykańskiej siły. Jej wynik zadecyduje o wiarygodności NATO, bezpieczeństwie Europy oraz kalkulacjom Chin odnośnie Tajwanu. Riboua powołuje się na niedawny post prezydenta Donalda Trumpa na platformie TruthSocial, w którym prezydent USA zapewnił o wsparciu USA dla NATO i o zgodzie na dowolność wykorzystywania tego wsparcia przez poszczególne kraje członkowskie. Autorka zwraca uwagę na ważną implikację wystąpienie Trumpa: NATO pozostaje sojuszem pod wodzą Stanów Zjednoczonych, a wsparcie Stanów Zjednoczonych dla Ukrainy nie jest sprawą poboczną dla tego systemu, jest kluczową sprawą dla jego przetrwania.


Ponadto, wraz ze słowami Trumpa, idą czyny. Trump z jednej strony dąży do wzmocnienia samego NATO, stworzenia równoległych, ale komplementarnych wobec Paktu relacji polityczno-wojskowych ze swoimi partnerami w Eurazji, wreszcie do faktycznego wzmocnienia amerykańskiej obecności w Eurazji (zapowiedzi m.in. przesunięcia części wojsk do Polski). Z drugiej – daje zgodę Ukrainie na atakowanie celów położonych na terenie Federacji Rosyjskiej. Również reformy Pete’a Hegsetha, na czele ze zmianą nazwy Departamentu Obrony na Departament Wojny oraz daniem żołnierzom amerykańskim niemal stuprocentowej autonomii taktycznej i operacyjnej, jest czytelnym sygnałem właśnie dla Moskwy, Pekinu, Teheranu i Pjongjangu.

Wojna na Ukrainie jest – według Zineb Riboua – wojną Federacji Rosyjskiej, komunistycznych Chin oraz ich sojuszników takich jak Iran i Korea Północna o zniszczenie aktualnego i ustanowienie nowego porządku światowego. Rosyjskie zwycięstwo osłabiłoby siłę Europy i dałoby Pekinowi przestrzeń do rozszerzania swoich wpływów. Chiny już używają konfliktu do bliższej koordynacji z Moskwą, pogłębiania więzów obronnych i energetycznych z Iranem i do wzmocnienia swojej przewagi w Azji. Wojna podtrzymuje również Iran i Koreę Północną, których drony bojowe i artyleria wspierają bezpośrednio kampanię Rosji. Dostawy od Teheranu, amunicja od Pjongjangu i zapłaty za ropę od Pekinu – wszystko to wspiera antyamerykańską sieć (…), która czerpie siłę z agresji Federacji Rosyjskiej. Faktycznie sojusz Pekin-Moskwa (wraz ze wsparciem przez obydwa te państwa Iranu i Korei Północnej) istnieje i jest zacieśniany od co najmniej 35 lat, a wojna na Ukrainie jest jego katalizatorem.

Inwazja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę dała jej sojusznikom całkiem nowe możliwości, a największym beneficjentem wojny są komunistyczne Chiny. Federacja Rosyjska, która na skutek sankcji została częściowo odcięta od rynków zachodnich, zwróciła się do Pekinu, który z kolei rozszerzył swój wpływ poprzez współprace z Moskwą w obszarach takch jak handel, współpraca energetyczna i współpraca wojskowa. Import rosyjskiej ropy przez Chiny zwiększył się bardziej niż podwójnie, osiągając wartość 62,6 miliardów dolarów w 2024, podczas gdy bilans handlowy wartość 245 miliardów dolaów. Udział Yuana wynosi blisko 40 procent rosyjskich transakcji międzynarodowych, wspierając dążenia Pekinu do umiędzynarodowienia swojej waluty.

Agresja na Ukrainę pogłębiła sowiecko-chiński sojusz, który w jeszcze większym stopniu stał się obustronną współzależnością Federacji Rosyjskiej i ChRL, która to współzależność – jak pisze Riboua – służy w największym stopniu Pekinowi. Wraz z odcięciem [jedynie częściowym – autor] od dostawców zachodnich, Chiny wkroczyły z dostarczaniem samochodów, elektroniki i sprzętu opartego na półprzewodnikach, czyniąc Rosję zależną od chińskiego przemysłu. Ta zależność daje Pekinowi wpływ na krytyczne łańcuchy dostaw i czyni Pekin głównym sponsorem wojennych ambicji Moskwy. W szczególności jest to widoczne w zakresie handlu elektroniką i mikroprocesorami, które są elementami kluczowymi dla nowoczesnych systemów uzbrojenia, a tym samym dla całości machiny wojennej Federacji Rosyjskiej. Riboua przytacza konkretne liczby – w roku 2023, 90 procent rosyjskiego importu mikroprocesorów pochodziło właśnie z ChRL. Poprzez podtrzymywanie handlu – pisze Riboua – Pekin stał się niezbędny dla machiny wojennej Moskwy. Polityczny sojusz wzmacnia te więzi a rosyjskie zwycięstwo tylko wzmocni ten układ, czyniąc Moskwę długoterminowym dostawcą energii i zasobów dla Chin.


Beneficjentami wojny na Ukrainie stali się również sojusznicy (a właściwie państwa satelickie, biorąc pod uwagę zależności pomiędzy centrum a peryferiami w świecie komunistycznym) Federacji Rosyjskiej i komunistycznych Chin: Korea Północna i Islamska Republika Iranu. Obecnie – pisze Riboua – Korea Północna dostarcza nieco poniżej połowy ilości amunicji artyleryjskiej używanej przez siły zbrojne Federacji Rosyjskiej, a północnokoreańscy żołnierze walczą na ukraińskich frontach, dzięki czemu Korea Północna może zdobyć doświadczenie bojowe i zmodernizować własne siły zbrojne. Udział neostalinowskiego reżimu Kimów i irańskiego reżimu ajatollahów umożliwia prowadzenie wojny przez reżim czekistów, ale – jak konkluduje Riboua – za wszystkim stoją Chiny. To Pekin umożliwia Pjongjangowi i Teheranowi omijanie międzynarodowych sankcji, wzmacnianie ich gospodarek i osiąganie własnych zysków strategicznych. Pekin uczy się tego, jak kraje zachodnie odpowiadają na systemy uzbrojenia używane przez Moskwę, ale i na sam udział Iranu i Korei Północnej w wojnie prowadzonej przez Federację Rosyjską. I używa lekcji nabytych rękami sojuszników (z Moskwą na czele) w kalkulacjach dotyczących potencjalnej (właściwie będącej w fazie planowania) inwazji na Tajwan.

Jak pisze dalej autorka: W efekcie, korzyści płynące z wojny dla Chin wychodzą poza handel i energię. Ukraina stała się poligonem, na którym irańskie drony i północnokoreańska artyleria testowane są w walce przeciw systemom obrony o standardach NATO. Każde starcie daje Pekinowi szanse na uczenie się zachodniej technologii, słabych stron, czasu potrzebnego na odpowiedź, dając przegląd tego, jak zachodnie systemy mogą działać podczas konfliktu na Tajwanie. Co więcej, wojna wyczerpuje zachodnie zapasy i ujawnia limity łańcuchów zaopatrzenia sojuszników, dając Chinom lepsze zrozumienie tego, jak długo Waszyngton i jego partnerzy mogą wytrzymać konflikt o wysokiej intensywności. Wreszcie, Ukraina stała się poligonem wojny hybrydowej oraz kampanii propagandowych i dezinformacyjnych nakierowanych na tworzenie podziałów w społeczeństwach demokratycznych i testowanie spójności sojuszy. Xi Jinping uważnie weźmie pod uwagę wszystkie te lekcje w swoich planach wobec Tajwanu.

Wojna na Ukrainie nie tylko jest dla ChRL „żywym poligonem” przygotowującym je do inwazji na Tajwan, źródłem czystych zysków, instrumentem przyspieszającym pogłębianie się sojuszu strategicznego z Federacją Rosyjską, ale także czynnikiem pozwalającym Pekinowi forsować agendę „Globalnego Południa”. (...) Pekin i Moskwa stale występują jako liderzy „świata wielobiegunowego” i przedstawiają zachodnie wsparcie dla Ukrainy jako dowód hipokryzji (…). BRICS stało się instytucjonalną twarzą tej strategii, skupiając kraje, które oburzają się na dominację Stanów Zjednoczonych w globalnym systemie finansowym. Chiny przedstawiają się jako alternatywa ekonomiczna, a Rosja jako przeciwwaga wojskowa, razem roszczą sobie prawo do obrony przeciwko zachodnim wpływom. Zdolność Moskwy do prowadzenia wojny bez poważnych konsekwencji wzmacnia ten przekaz, dając pożywkę poczuciu, że przywództwo Stanów Zjednoczonych ulega erozji a ich sojusze nie przetrwają. Oprócz BRICS, kolejną ważną formą instytucjonalną sojuszu ChRL, Federacji Rosyjskiej i tzw. „Globalnego Południa” od 25 lat jest Szanghajska Organizacja Współpracy.

Zwycięstwo Federacji Rosyjskiej dałoby „realną wagęwspólnej, dwustronnie koordynowanej agendzie Pekinu i Moskwy. Europa – zdaniem Zineb Riboua – zostałaby uwięziona w pułapce niestabilności na dekadę. Ameryka straciłaby tym samym sojuszników niezbędnych jej w Azji. Rządy państw europejskich byłyby zmuszone do przestawienia się na tryb funkcjonowania w środowisku permanentnego zagrożenia wojennego, i to na poziomie zarówno wojskowym, jak i gospodarczym, co wykluczyłoby jej z udzielania pomocy Ameryce w przypadku wywołania wojny w Azji przez ChRL. To jednak jest szacunek optymistyczny – Zineb Riboua wydaje się nie brać wystarczająco pod uwagę tego, że w krajach Europy Zachodniej predominuje i bardzo silna jest orientacja prorosyjska/prosowiecka, i to niezależnie od tego, czy mowa jest o aktualnie rządzącym establishmencie, czy o opozycyjnych wobec niego siłach politycznych i niezależnie od tego, czy mowa jest o lewicy czy o prawicy. Warto w tym konkretnym kontekście wspomnieć o niedawnym wystąpieniu Trumpa na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, w którym słusznie i trafnie wyjaśnił, że to elity zachodnie, zwłaszcza krajów Europy Zachodniej, zwłaszcza Niemiec i Francji, zwłaszcza tzw. libleftu, utuczyły na przestrzeni ostatnich trzech dekad reżim Putina (i KPCh). I dalej to czynią, pomimo deklarownych sankcji. Przykładem jest choćby fakt, iż ilość pieniędzy wydanych przez państwa europejskie na zakup sowieckiego gazu przewyższa kwoty pomocy przyznanej Ukrainie. Potwierdza się tym samym cytat z Lenina o tym, że „Kapitaliści sami sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy”.

Zwycięstwo Moskwy w wojnie na Ukrainie spowodowałoby to, że Europa Zachodnia mniej lub bardziej dobrowolnie dokona finlandyzacji i przyjmie prymat Federacji Rosyjskiej i komunistycznych Chin. Zwycięstwo w wojnie na Ukrainie co najmniej da Moskwie pole manewru do skuteczniejszego domagania się korzystnych dla siebie koncesji, na przykład tych wyrażonych w ultimatum Putina-Ławrowa. Bezpośrednio zagrożone w przypadku zwycięstwa Federacji Rosyjskiej byłyby Polska, kraje bałtyckie i inne kraje Międzymorza Bałtycko-Czarnomorsko-Adriatyckiego oraz kraje skandynawskie, na czele z Finlandią, Norwegią i Szwecją. Zagrożone byłyby nie tylko pełnoskalową inwazją militarną, ale „ograniczonymi” atakami hybrydowymi oraz „wewnętrzną” agenturą i operacjami dywersyjnymi; aktualnie rozgrywane operacje dywersyjne i hybrydowe, w rodzaju operacji „Śluza”, wtargnięć dronów czy aktów sabotażu w przypadku totalnego zwycięstwa Moskwy na Ukrainie co najmniej znacząco by się nasiliły. Władzę na trwale mogłaby przejąć agentura, po części odziedziczona po czasach otwartego komunizmu, która zresztą, dzięki zachowaniu „władzy pośredniej”, niejednokrotnie jest faktycznym suwerenem (rozumianym tak, jak to definiował Schmitt) albo poważnym pretendentem do tej funkcji.

Jednocześnie – pisze Riboua – rozpadłyby się amerykańskie sojusze na Bliskim Wschodzie. Sojusznicy lawirujący między Waszyngtonem a Pekinem doszliby do wniosku, że amerykańskie gwarancje są nierealne (…). Pekin i Moskwa także i tam, ale i w całym tzw. „Globalnym Południu” zostałyby uznane za bardziej wiarygodnego partnera niż Waszyngton. A co najbardziej w tym wszystkim niebezpieczne – upadłoby odstraszanie. Chodzi oczywiście o amerykański system odstraszania. Pekin uznałby Ukrainę za dowód na to, że agresja się opłaca i że Ameryka nie ma woli, by powstrzymać inwazję na Tajwan. W przypadku sukcesu tej strategii, większość ludności świata stanowiliby obywatele, a właściwie poddani reżimów totalitarnych, a tym samym, większość, decydująca większość państw na świecie, hipotetycznie z decydującym wpływem w organizacjach międzynarodowych (takich jak Rada Bezpieczeństwa ONZ, WTO, WHO itp.) stanowiłyby państwa totalitarne (komunistyczne, para-komunistyczne i islamistyczne) i półtotalitarne.

Warto w tym kontekście przytoczyć inny cytat Autorki omawianej tutaj analizy: Świat wielobiegunowy to świat, w którym dominuje Rosja, w którym zasady ustalają Chiny, a Stany Zjednoczone są ograniczone. Historycznie rzecz biorąc, nie było takiego scenariusza, w którym wielobiegunowość prowadziłaby do mniejszej liczby wojen. Byłby to scenariusz najgorszy – Pax Sinica, w którym hegemonem ustalającym zasady byłyby komunistyczne Chiny, a Federacja Rosyjska pełniłaby rolę chrlowskiego „żandarma”. Zwycięstwo Federacji Rosyjskiej w wojnie na Ukrainie uruchomi dalszą sekwencję wojen/wydarzeń, która ostatecznie do takiego scenariusza doprowadzi.

Zineb Riboua przedstawia też scenariusz pozytywny. Zwycięstwo Ukrainy ponownie ukształtowałoby równowagę. Po pierwsze, przywróciłoby odstraszanie poprzez pokazanie, że agresja nie popłaca. Rosja zostałaby odcięta jako główny partner Chin, a Iran i Korea Północna straciłyby swoje laboratorium pola walki, zaś Chiny pomyślałyby dwa razy, zanim przetestowałyby amerykańską odpowiedź w Azji Wschodniej. Po drugie, wzmocniłoby spójność systemu sojuszy kierowanego przez Stany Zjednoczone. Szeroka sieć państw, które wspierają Moskwę i wzmacniają chińskie wyzwanie zostałaby osłabiona, dowodząc, że amerykańskie przywództwo pozostaje kręgosłupem globalnej stabilności.

Pozytywną rolę w pokonaniu Moskwy, a właściwie utarciu nosa czekistom i komunistom chińskim, może odegrać Trump: Od początku swojej kadencji, prezydent Trump kładzie nacisk na konieczność zakończenia tej wojny. Ma on rację podkreślając ten cel, ale liczą się warunki jakiegokolwiek rozwiązania, które zostałoby podjęte. Koniec wojny, który czyni NATO silniejszym, a Rosję słabszą, przywróciłby stabilność i wiarygodność. Koniec wojny, który nagradzałby agresję zwiększyłby ją i dałby Moskwie, Pekinowi i ich partnerom wszystko to, do czego dążą.



2025-09-28

W sprawie wtargnięcia dronów. Próba generalna?

 Wtargnęcie sowieckich dronów (jak się później okazało, ćwiczebnych wabiów Gerbera, nie bojowych dronów Szahed ani Gierań) "przypadkiem" miało miejsce tydzień po wizycie prezydenta Karola Nawrockiego w Waszyngtonie i spotkaniu z Donaldem Trumpem (3 września) oraz tydzień po szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy oraz chrlowskich obchodach zakończenia II wojny światowej (w narracji ChRL i neosowieckiej Rosji - "Wielkiej Wojny Antyfaszystowskiej"). Spotkanie w Waszyngtonie dotyczyło zacieśnienia relacji sojuszniczych USA i Polski, w tym, m.in. możliwego zwiększenia kontyngentu wojsk USA w Polsce. W szczycie SzOW i pekińskiej paradzie uczestniczyli, oprócz Xi i Putina, także Kim.

Imperialna agenda Moskwy (jako pewna całość), odbudowa i reintegracja imperium sowieckiego jest możliwa do realizacji między innymi i w głównej mierze dzięki wsparciu politycznemu, ekonomicznemu i wojskowo-technicznemu ze strony Pekinu. 

Warto wspomnieć tu o słowach Szefa BBN, prof. Cenckiewicza, który w artykule dla amerykańskiej wersji Newsweeka, opublikowanym przy okazji wizyty prezydenta Nawrockiego, zwraca uwagę na zacieśniający się sojusz Pekinu i Moskwy i na to, że zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej w Europie i ChRL w Azji to de facto dwa fronty tej samej wojny: "jeśli Moskwa zwycięży na Ukrainie, Pekin odczyta to jako zielone światło do eskalacji na Indopacyfiku. Powstrzymywanie Rosji w Europie jest więc kluczowe w globalnym odstraszaniu Chin." 

Patrząc z drugiej strony, agresja komunistycznych Chin na przykład na Tajwan, dałaby Federacji Rosyjskiej możliwość rozpoczęcia otwartej już wojny przeciw krajom czlonkowskim NATO: Polsce czy krajom Bałtyckim. Zapewne odbywałaby się z jakąś pomocą ze strony ChRL.

Ponadto, irańskie drony Shahed i sowieckie  drony Gierań oparte są nie tylko na irańskich, ale i na chrlowskich podzespołach. To samo dotyczy innych modeli rosyjskich dronów bojowych oraz cywilnych, podwójnego zastosowania.

Są jeszcze dwie koincydencje czasowe: pierwsza to miesięcznica zamachu smoleńskiego, druga to  rocznica sowieckiej inwazji na Polskę, czy - bardziej ogólnie - miesiąc, w którym narodowosocjalistyczna Rzesza Niemiecka i Związek Sowiecki rozpoczęły II wojnę światową.



W tej sytuacji Federacja Rosyjska dokonuje zagrania sprawdzajacego właśnie w postaci ataku drobowego. Cele stricte militarne to przetestowanie polskiej (i NATO-wskiej) obrony przeciwlotniczej,  której natychmiastowa reakcja polegająca na decyzji o zestrzeleniu dronów była jak najbardziej słuszna i wzorowa. Ponadto, ćwiczy się w ten sposób takie elementy, jak zasięgi dronów bojowych, a także drogi i cele ataków: ćwiczebne Gerbery kierowały się w stronę baz lotnictwa, jednostek Wojsk Obrony Terytorialnej oraz ważnych obiektów cywilnej infrastruktury krytycznej. Przetestowano działanie środków obrony przed takim lub podobnym atakiem. 

Zamiarem Moskwy było również sprawdzenie funkcjonowania instytucji państwa, zwłaszcza w sytuacji, gdy nowo wybrany prezydent Karol Nawrocki reprezentuje twarde i jednoznaczne stanowisko patriotyczne, antysowieckie i proamerykańskie, zaś rząd Donalda Tuska, mimo deklaratywnej opozycji wobec reżimu czekistów obecnie, uwikłany jest w politykę tzw. "Resetu" z Moskwą z lat 2007-15. Zaś obecnie prowadzi on politykę, którą można określić jako "miękki reset", a przynajmniej tworzy sprzyjające warunki, żeby takie okoliczności mogły zaistnieć. Pierwszym przykładem jest pozornie niezwiązane z atakiem uniewinnienie grupy tzw. "aktywistów granicznych" majacych wkład w neosowiecką Operację "Śluza". Kolejnym jest forsowanie projektu centralizacji Unii Europejskiej, który wpisuje się w koncepcję stworzenia wspólnej przestrzeni strategicznej, łączącej UE, Federację Rosyjską, ChRL (a last but not least, sojuszników wyżej wymienionych spoza Eurazji, czego celem jest umowa UE-MERCOSUR) I który podszyty jest mniej lub bardziej otwartym antyamerykanizmem.

Rację mają ci, co twierdzą, że nie był to żaden "początek wojny", tylko dalszy ciąg wojny toczonej przez neosowiecką Rosję (przy pomocy i współudziale komunistycznych Chin, Korei Północnej i Iranu) przeciwko światu. To jest raczej przejście do nowego jej etapu, w którym podobne prowokacje mają na celu nie tylko rozpoznanie bojem, ale próbę wymuszenia przez Moskwę nowych koncesji na krajach zachodu. O tym świadczyłoby to, że wkrótce po wtargnieciu Gerber do Polski, Federacja Rosyjska przeprowadziła kolejne, podobne prowokacje: przelot dwóch sowieckich myśliwców nad platformą wiertniczą polskiego Petrobalticu (naruszający przestrzeń bezpieczeństwa platformy), naruszenie przestrzeni powietrznej Estonii przez ten kraj czy pojawienie się dronów na terenie Danii.

Wtargnięcie było też testem funkcjonowania NATO na poziomie politycznym, wraz z reakcją najsilniejszego jego członka, którym są USA. Tutaj również, reakcja obydwu wyżej wymienionych była słuszna, włącznie z deklaracją Donalda Trumpa, który stwierdził, że kraje NATO mają prawo do strącania sowieckich obiektów wojskowych naruszających własną przestrzeń powietrzną, z czym zgadza się sekretarz generalny NATO, prezydent Karol Nawrocki i urzędnicy administracji prezydenckiej, na czele ze Sławomirem Cenckiewiczem.

Wrześniowe prowokacje Federacji Rosyjskiej można też traktować jako swego rodzaju alarm cwiczebny dla neosowieckiej agentury wpływu.  Nawet, jeśli nie był to priorytetowy cel kremlowskich czekistów, o ile w ogóle był, to można zauważyć pewne niepokojące efekty. Praktycznie od pierwszych godzin po naruszeniu dało się zauważyć wzmożenie agenturalnej "orkiestry" (by trzymać się modelu Vladimira Volkoffa). Od razu pojawiły się teorię o tym, jakoby była to celowo przeprowadzona prowokacja Ukrainy, w celu to wciągnięcia Polski do wojny, to wymuszenia pomocy militarnej czy zaostrzenia sankcji wobec Federacji Rosyjskiej. Wpleciono to w ogólną narrację środowisk, które z jakichś powodów wpisują się we współczesny "Prawicowy NEP" prowadzony od niemal dwóch dekad przez służby Federacji Rosyjskiej. Niestety, obserwując zarówno internet, jak i świat pozawirtualny możnasądzić, że zasięg oddziaływania tego rodzaju rosyjsko-sowieckiej dezinformacji jest zatrważający. Tak zmanipulowani ludzie, w przypadku hipotetycznego realnego ataku Federacji Rosyjskiej zapewne uparcie twierdziliby, że został przeprowadzony ukraiński (albo amerykański) atak pod fałszywą flagą.

Z drugiej strony, mamy działania rządzącego mainstreamu, który po okresie "resetu" z Federacją Rosyjską zmienił narrację o pełny kąt - na zamiary "wgniatania Putina w ziemię", zamiary włączenia się Polski w wojnę na Ukrainie i natychmiastowego zestrzeliwania sowieckich samolotów naruszających przestrzeń powietrzną, z pominięciem obowiązujących w takich przypadkach procedur. Jest to po pierwsze - kompromitowanie Polski na arenie międzynarodowej, po drugie - kompromitowanie oporu przeciwko agresji Federacji Rosyjskiej i ułatwianie Moskwie dalszej dezinformacji, a po trzecie - nakręca orkiestrę "prawicowego NEP-u", dając jej niezwykle wygodne, gotowe argumenty na rzecz takiej dezinformacji.

2025-08-15

Wokół rozmów Trump-Putin. Glossa do wpisu Weliny Czakarowej

W przededniu rozmów Trump-Putin w sprawie Ukrainy, które odbywają się dziś w Anchorage na Alasce, Welina Czakarowa opublikowała na platformie X tekst naświetlający szerszy kontekst tych rozmów. Zimna Wojna 2 pomiędzy Ameryką a Smokoniedźwiedziem nie rozgrywa się w izolacji – Ukraina i Tajwan są połączone ze sobą niewidzialnym stalowym kablem […] - pisze Czakarowa, przy czym zwraca uwagę swoją trafnością pojęcie „DragonBear”, oczywiście oznaczające sojusz ChRL i Federacji Rosyjskiej. Nieprzypadkowa jest tu kolejność – to komunistyczne Chiny pełnią rolę centrum, zaś Federacja Rosyjska to chiński strategiczny dodatek i zaplecze.



Tak samo, jak Zimna Wojna 2, przy czym moim zdaniem niestety bardziej adekwatne jest stwierdzenie Jacka Bartosiaka o wojnie systemowej, którą roboczo określam jako „sekwencyjna wojna światowa”. To wojna toczona niejako transzami, albo – jak napisał jeden z komentatorów – na raty, w której czerwony „Smokoniedźwiedź” dąży do obalenia starego i ustanowienia nowego porządku światowego (skojarzenie z hasłami rewolucji maoistowskiej w Chinach nieprzypadkowe). To Federacja Rosyjska ma umożliwić komunistycznym Chinom zdobycie i utrzymanie światowej hegemonii. Czakarowa pisze: W Zimnej Wojnie 2, Rosja pełni rolę bardzo silnej karty, zbyt słabej, by samodzielnie prowadzić i zbyt silnej, by ją ignorować. Dla Pekinu, Moskwa jest jednocześnie tarczą i włócznią: buforem przyjmującym zachodnie sankcje i partner w projekcji nacisku miltarnego od Morza Czarnego aż po Pacyfik. Ostatnie wspólne ćwiczenia Smokoniedźwiedzia w pobliżu Japonii [„Morskije Wzaimodiejstwo 2025” – organizowane cyklicznie od 2012 wspólne ćwiczenia sił morskich Federacji Rosyjskiej i ChRL - autor] nie były przypadkiem – to był sygnał. Smokoniedźwiedź jest przygotowany, by stawić wyzwanie zarówno „transatlantyckiemu” NATO, jak i embrionalnemu „pacyficznemu NATO”.

Zasadniczą kwestią jest to, jaką formę i jaką intensywność przybierze „podwójna eskalacja” Federacji Rosyjskiej i ChRL, na terenie Międzymorza Bałtycko-Czarnomorskiego z jednej strony i Pacyfiku Zachodniego z drugiej. Będzie ona jednak miała miejsce niezależnie od tego, co zostanie ustalone na spotkaniu Trump-Putin. Czakarowa uważa też, że rozmowy Trump-Putin mogą być wstępem do nadchodzących negocjacji z głównym sprawcą i agresorem „Nowej Zimnej Wojny”/sekwencyjnej III wojny światowej – Xi Jinpingiem.

I w kontekście tych rozmów, Czakarowa porusza sytuację państw Europy Zachodniej. Jej zdaniem: Europa została całkowicie odsunięta na bok w kształtującej się wielkiej choreografii rozmów Putin-Trump-Xi. Bez miejsca przy stole, bez weta, bez lewarowania – tylko nie do pozazdroszczenia rola geopolitycznego ogródka w „Realpolitik” triumwiratu [Waszyngton-Moskwa-Pekin – autor]. I jest to prawda, z tym, że nie jest to wina Trumpa, a kraje Europy Zachodniej zapracowały sobie na tą rolę przez ostatnie 35 lat. Z całą polityką opartą na symulakrze „końca historii” (z którego to konstruktu wycofał się sam Francis Fukuyama), z pacyfizmem, który motywował de facto rozbrojenie krajów europejskich, mniej lub bardziej zawoalowanym antyamerykanizmem, globalizmem i marksizmem kulturowym w polityce wewnętrznej, koncepcjami centralizacji UE i utworzenia jednolitego europejskiego superpaństwa. I wreszcie – resetem z de facto neosowiecką Rosją. Prym wiodą tutaj Niemcy, które usiłowały – oficjalnie motywowane powyższym – stać się sowieckim „hubem” energetycznym i surowcowym na Europę. Agresja Federacji Rosyjskiej nie tyle zniweczyła tę politykę, co spowodowała niejako jej przesunięcie za kulisy, a także coraz bardziej widoczne przesuwanie się w orbitę chińską (gdzie Chiny stają się „zastępczą Rosją”, mówiąc słowami śp. doktora Jerzego Targalskiego).

W tym kontekście, żądanie Merza, Macrona, Starmera czy von der Leyen prowadzenia walki przez skrawioną Ukrainę i domaganie się bezwarunkowego poparcia przez USA mają taką samą realną wartość, jak malowanie kredkami po ulicach Paryża czy Brukseli po atakach islamskich terrorystów dekadę temu.

I wreszcie, jaka jest sytuacja Ukrainy. Z jednej strony, państwo ukraińskie (w sensie technicznym) zostało ocalone dzięki oporowi samych Ukraińców, jak i wsparciu zachodniemu, zwłaszcza Polski. Z drugiej – Ukraina funkcjonuje jedynie dzięki „kroplówce” z Zachodu. Federacja Rosyjska – mimo dotkliwych strat – nie załamała się na skutek trzyletniej wojny i właściwie teraz mamy do czynienia z przełamaniem ukraińskiego frontu na Donbasie, który jest już nie do obrony, jako teren całkowicie zniszczony działaniami wojennymi i ze zsowietyzowaną ludnością. Jego uporczywa obrona spowoduje wywiązanie się kampanii przypominających Bachmut czy Mariupol, które z czasem doprowadzą do wyczerpania Ukraińców i do przywrócenia całkowitej kontroli nad całą Ukrainą przez sowieciarzy, choćby i przy zachowaniu jakiejś technicznej formy państwowości (względnie, doprowadzenie do powstania upadłej strefy buforowej). Federacja Rosyjska miałaby wówczas o wiele lepszą pozycję do domagania się kolejnych koncesji dla siebie, na przykład spełnienia ultimatum Putina-Ławrowa z 2021 roku. Stałaby się jeszcze skuteczniejszą „tarczą i włócznią” ChRL, być może już w ostatecznej rozgrywce. Bolszewicki „Smokoniedźwiedź”, w wersji „minimum”, dokonałby finalizacji strategicznego oblężenia USA i ich sojuszników i – co bardzo ważne – ośmieszyłby i zdelegalizował narrację Zachodu o sprzeciwie wobec agresji Federacji Rosyjskiej i ChRL.

Jedyną możliwością zachowania substancji państwowej i narodowej (ocalenie życia ludzkiego) Ukrainy jest niestety oddanie sowietom Donbasu, a być może części Zaporoża i Chersońszczyzny i wymuszenie przez Stany Zjednoczone przerwania ognia. Widzą to ukraińscy żołnierze na froncie, widzą to co rozsądniej myślący przedstawiciele ukraińskich elit, na przykład Andrij Biłećkyj – wódz antykomunistycznego, antysowieckiego, nacjonalistycznego Ruchu Azowskiego.

Dlatego administracja Donalda Trumpa chce (i musi – to jest współczesny „White Man’s Burden”) wieść prym nie tylko w rozmowach z Putinem, ale i innych formach rozgrywek z Moskwą i Pekinem. Czy będzie to legalizacja zmiany granic państwowych siłą zbrojną? To już jest egzekwowane, siłą właśnie. Czy będzie to legalizowanie zdobyczy Federacji Rosyjskiej? Czy będzie to częściowa wygrana Moskwy, która da Moskalom „pieriedyszkę”? Z jednej strony tak, ale z drugiej strony, taki kształt dałby czas na odbudowanie zasobów przez USA i pozostałe kraje nietotalitarne, bo mowa także o takich krajach jak Tajwan, Japonia czy Filipiny. Niezależnie, jakie postulaty będą podnoszone przez Putina i Trumpa i cokolwiek narzuci Trump Putinowi, nie zatrzyma to Federacji Rosyjskiej w średnioterminowej i dłuższej perspektywie.

Donald Trump dąży do przywrócenia mocarstowości Ameryce, nadwątlonej mocno przez administracje Obamy i Bidena. Dużą rolę grają w tej strtegii sojusznicy USA, którzy będą strzec jej interesów na innych kontynentach w sytuacji globalnej konfrontacji prowadzonej sekwencyjnie i odcinkowo przez sojusz Moskwę, Pekin i pomniejszych sojuszników. Interes USA jest często zbieżny z interesami lokalnych sojuszników, jako alternatywa dla supremacji Moskwy i Pekinu.

***


W tym kontekście należy też odczytywać i interpretować aktualną sytuację wewnątrzpolityczną w Polsce. USA pomogły – w sposób trudny do szczegółowego opisania – w wyborze proamerykańskiego prezydenta i wspierają go w walce z zamierzającym go obalić (albo przynajmniej sabotować) rządem wywodzącym się ze środowiska, które w latach 2007-15 uwikłane było w tzw. „Reset” z Federacją Rosyjską (czytaj: w przywrócenie i wzmocnienie sowieckich wpływów), a teraz realizuje agendę Niemiec i eurokracji (w sytuacji osłabienia Moskwy i opcji moskiewskiej w Polsce), co jest de facto próbą wprowadzenia wpływów Moskwy, ale niejako „tylnymi drzwiami”.

Niedawną audiencję premiera Tuska u prezydenta Nawrockiego być może należy patrzeć jako po pierwsze ostrzeżenie wobec Tuska, a po drugie – próbę ustawienia go do kąta i rozmowę ostrzegawczą.

Na uwagę zasługuje przebieg inauguracji prezydenta, a także słowa wypowiedziane w telekonferencji europejskich głów państw i rządów z Trumpem, w przeddzień rozmów z Putinem, a także przemówienie z okazji 105-Lecia Zwycięskiej Bitwy Warszawskiej. Prezydent Nawrocki mówił m.in. (Trumpowi): „[…] zatrzymaj bolszewików 15 sierpnia 2025 jak Polska, także przy udziale żołnierzy z Ukrainy 15 sierpnia 1920!” Nawrocki jasno mówi, że jak 105 lat temu, tak teraz i tutaj bolszewizm i bolszewickie mocarstwa stanowią zagrożenie – to Federacja Rosyjska jest kontynuacją ZSRS i agresorem. Prezydent Nawrocki jasno sygnalizuje też to, że – niezależnie od przebiegu i rezultatu rozmów w Anchorage – trzeba być przygotowanym na dalszą, być może zbrojną i regularną agresją neosowieckiej Federacji Rosyjskiej.



2025-08-10

Sojusz Pekin-Moskwa ma źródła w komunizmie. Komentarz do analizy Michała Bogusza

 

Michał Bogusz, politolog i analityk Ośrodka Studiów Wschodnich zajmujący się Chinami i Dalekim Wschodem, napisał pod koniec lipca na portalu chinaobservers tekst pod tytułem „Sino-Russian Weltanschauung”. Ta krótka analiza jest o tyle istotna, że jako jedna z niewielu zwraca uwagę na jeden z podstawowych fundamentów sojuszu między komunistycznymi Chinami a Federacją Rosyjską, jakim jest bolszewizm/komunizm. Jest to – jak potwierdza sam Autor – czynnik totalnie niedoceniany, a właściwie zupełnie pomijany przez polityków i ekspertów zachodnich. Ba, nieraz jest tak, że ci, którzy wskazują na to wskazują, ustawiani są w jednym szeregu ze zwolennikami teorii o płaskiej Ziemi, Reptilianach czy o nieistnieniu ptaków.

Komunizm, marksizm-leninizm jako metoda

Bogusz pisze m.in.: doktrynalna zbieżność pomiędzy Pekinem a Moskwą jest jednym z najważniejszych i niedocenianych elementów spajających chińsko-rosyjski sojusz de facto. Zakorzeniona jest we wspólnym dziedzictwie marksizmu-leninizmu ze swoim hiperrealizmem i aspektami darwinizmu społecznego. W tym kontekście, marksizm-leninizm zapewnia im koncepcyjne ramy rozumienia świata. Nie jest to ideologia ani cel w rodzaju światowej rewolucji, a raczej coś ważniejszego: wspólny światopogląd.[…]

Autor zwraca uwagę na kluczowe elementy tego, czym w istocie jest komunizm, i to w mutacji marksistowsko-leninowskiej. Komunizm to w istocie teoria i praktyka zdobycia i utrzymania władzy. Władza jest jednocześnie celem samym w sobie oraz środkiem.

Dalej pisze między innymi: Kluczowym konceptem leninowskiego „Weltanschauung” jest pytanie: kto zdominuje kogo? Jest to zwięzły wyraz fundamentów natury polityki, rozumianej jako walka o władzę, pomiędzy indywidualnymi graczami, klasami społecznymi, a w przypadku stosunków międzynarodowych, przeciwstawnych mocarstw. Koncepcja ta podkreśla nierozwiązywalną naturę wyżej wymienionych antagonizmów i konieczność ostatecznego pokonania drugiej strony dla zapewnienia własnego bezpieczeństwa. […]

Autor przedstawia w powyższych słowach podstawową cechę komunizmu, jaką jest skrajny totalitaryzm – wszystko podporządkowane ma być jest interesom rządzących elit komunistycznych – partii lub elit przyjmującej inną formę instytucjonalną aniżeli „klasyczna” partia komunistyczna. Komunistycznej władzy ma podlegać każdy aspekt życia społecznego i osobowego/jednostkowego. Istotnym celem komunizmu jest też dążenie do władzy nad światem, o czym za chwilę. Kolejną cechą konstytutywną komunizmu jest skrajny relatywizm i elastyczność taktyczna oraz operacyjna, przy stałości celów strategicznych. Celom elit komunistycznych, zarówno wewnętrznym, jak i w polityce zagranicznej, służy niezwykle rozbudowany system służący do prowadzenia wojny informacyjnej oraz strategicznej dezinformacji.



Całkowicie zasadne jest zatem stwierdzenie, że ChRL i Federacja Rosyjska to państwa komunistyczne, w których komunizm przetransformowano i dostosowano do zmienionych warunków otoczenia, przy czym obydwa państwa reprezentują dwa różniące się od siebie rodzaje komunizmu. Za nieżyjącym już brytyjskim sowietologiem, Christopherem Story można powiedzieć, że Chińska Republika Ludowa reprezentuje komunizm jawny, z centralną rolą Komunistycznej Partii Chin i z trwającą od Denga chińską wersją leninowskiego NEP-u. Federacja Rosyjska zaś to kontynuacja Związku Sowieckiego, a panujący tam system można określić jako komunizm ukryty: tam partia komunistyczna została zastąpiona przez KGB (przetransformowane w FSB i SWR), a dodatkowo, swoje korzyści inkasują różnego rodzaju mafie i oligarchie. Nie trzeba tutaj chyba szczegółowo rozpisywać się o tym, że również w kwestii symbolicznej oba państwa odwołują się do dziedzictwa komunizmu, w przypadku Federacji Rosyjskiej jest to dziedzictwo CzeKa, od czasów rewolucji bolszewickiej.

Marksistowsko-leninowskie mechanizmy sojuszu Pekin-Moskwa

Michał Bogusz szczegółowo opisuje także te mechanizmy sojuszu Pekin-Moskwa, które mają źródła w komunistycznej ideologii, teorii i doktrynie marksizmu-leninizmu: Po pierwsze, chińscy i rosyjscy decydenci nie ufają nikomu, w tym sobie nawzajem, jednak ufają swojej własnej ocenie interesów drugiej strony. Taka ocena jest możliwa, ponieważ bazuje na podzielanej przez nich wizji świata. Tak długo, jak wierzą, że interes drugiej strony leży w podtrzymywaniu tego sojuszu, a większe zagrożenia są poza nim, ich relacje będą silne. Mogą wytrzymać sprzeczności na peryferiach i rozwiązywać różnice w regionach takich, jak Afryka, Bliski Wschód czy Azja Środkowa.

Po drugie, nie potrzebują one takiej koordynacji, jaka ma miejsce w sojuszach zachodnich. Ich celem jest raczej demontaż istniejącego porządku światowego, aniżeli budowa nowego. Jest to cel prostszy z definicji. Dzięki temu obie strony nie potrzebują bliskiej koordynacji, ponieważ dokładnie wiedzą, co robić, jak oceniać sytuację, a nawet to, czego spodziewa się po nich partner. Ta zgodność jest kluczowym czynnikiem, dzięki któremu ten związek działa praktycznie. […]

Ale tutaj rozpoczyna się mały „protokół rozbieżności”. Po pierwsze, wspólnym celem KPCh i rosyjskich czekistów jest nie tylko demontaż istniejącego porządku światowego. Oficjalne deklarowany przez oba państwa zamiar pozbawienia Stanów Zjednoczonych statusu mocarstwa jest środkiem do strategicznego, niejako ostatecznego celu, którym jest ustanowienie nowego porządku światowego zdominowanego przez sojusz Pekin-Moskwa (gdzie ChRL to centrum, a Federacja Rosyjska to strategiczne zaplecze i „żandarm” Chin). Cel ten jest markowany szyldem „świata wielobiegunowego” (szersze omówienie poniżej), jednak czasem przywódcy Federacji Rosyjskiej i ChRL wprost mówią o „Nowym Porządku Światowym”.

Pekin i Moskwa ściśle koordynują swoje działania we wszystkich obszarach (polityka wewnętrzna i zagraniczna, współpraca wojskowa, współpraca gospodarcza). W ciągu ostatniej dekady Putin i Xi spotkali się ponad 40 razy, z podobną częstotliwością spotykają się oficjele niższych szczebli władz, cyklicznie prowadzone są regularne manewry wojskowe obydwu państw, podpisywane są liczne umowy gospodarcze, zwłaszcza surowcowe.

Oba państwa wzajemnie wspierają swoje imperialistyczne polityki. Komunistyczne Chiny popierają „inwestyturę” Federacji Rosyjskiej na terenie dawnego imperium sowieckiego i tzw. „bliskiej zagranicy”, popierają działania mające zdezintegrować i sparaliżować NATO i wypchnięcie USA z Europy (i całej Eurazji), popierają inicjatywy „samodzielności strategicznej Europy od USA”. Chiny wspierają też rosyjską/sowiecką okupację Czeczenii i całego Kaukazu, Tatarstanu i innych nierosyjskich obszarów wchodzących w skład Federacji Rosyjskiej. Chiny popierają też napaść Federacji Rosyjskiej na Ukrainę: pod przykrywką fałszywej neutralności udzielane jest wsparcie dyplomatyczne, gospodarcze oraz wojskowo-techniczne (łącznie z udziałem żołnierzy ChALW po stronie Moskali). Federacja Rosyjska wspiera zaś komunistyczne Chiny w kwestii Tybetu, Turkiestanu Wschodniego czy wreszcie Tajwanu twierdząc, który wg czekistów jest „zbuntowaną prowincją ChRL”.

Komunistyczne Chiny i Federacja Rosyjska współpracują ze sobą na kierunkach swojej imperialnej ekspansji, takich jak Afryka, Bliski Wschód, Ameryka Łacińska czy nawet Europa Środkowa, wpływy Federacji Rosyjskiej torują drogę ekspansji ChRL i odwrotnie.

Komunistyczne Chiny i Federacja Rosyjska koordynują swoje działania w ramach sieci sojuszy, którą określić można jako „nowy porządek instytucjonalny”. Są to zwłaszcza Szanghajska Organizacja Współpracy (od 2024 roku rozszerzona o Białoruś); BRICS; chrlowskie inicjatywy: Nowego Jedwabnego Szlaku oraz Globalna Inicjatywa Bezpieczeństwa. Faktem jest także zacieśniająca się współpraca tandemu ChRL-Federacja Rosyjska z państwami otwarcie terrorystycznymi, jak Iran i Korea Północna.

Ponadto Pekin i Moskwa wspierają nie tylko wywrotowe ruchy tzw. „skrajnie prawicowe”, „nacjonalistyczne”, „faszystowskie” czy antyestablishmentowych konserwatystów, ale też ruchy lewackie otwarcie komunistyczne, które z kolei popierają politykę Moskwy i Pekinu.

Wyżej wspomniane przejawy dwustronnej koordynacji wynikają właśnie z doktryny marksizmu-leninizmu.



Kolejnym, mającym źródła w ideologicznych kliszach zaczerpniętych z ideologii marksizmu-leninizmu jest wspólna narracja, oparta o hasła „antyimperializmu” (tak, jakby ChRL i Federacja Rosyjska nie prowadziły polityki bolszewicko-imperialistycznej i rabunkowego neokolonializmu), „walki z hegemonizmem USA”, a także chińska narracja o „globalnym południu”, wzięta z geopolitycznych i geostrategicznych koncepcji Mao. W tej narracji sojusz Chin i Rosji to jedyny „gwarant wielobiegunowego świata” czy też „czynnik gwarantujący bezpieczeństwo i stabilność w Eurazji i na świecie”. Powtarzane są one bez mała podczas każdego spotkania przywódców ChRL i Federacji Rosyjskiej. Są to typowe wytrychy ideologiczno-dezinformacyjne, mające przykryć wspólną, globalistyczną agendę Pekinu i Moskwy. Hasła te mają też pozyskać dla tej agendy po pierwsze – pomniejsze państwa komunistyczne i totalitarne (takie jak na przykład Kuba, Wenezuela, Zimbabwe itp.), po drugie – jakiekolwiek państwa dążące do statusu mocarstw i mające jakiekolwiek historyczne resentymenty wobec Stanów Zjednoczonych oraz państw europejskich, będących ich metropoliami w czasach kolonializmu.