2026-03-15

Pokój poprzez siłę. Epicka Furia

    

Rozpoczęta 28 lutego operacja „Epicka Furia” skierowana przeciw Islamskiej Republice Iranu jest kontynuacją doktryny Trumpa, polegającą na wyjściu USA ze strategicznego oblężenia przez „Globalną Eurazję”, po operacji „Absolute Resolve”, mającej sparaliżować komunistyczną Wenezuelę (i zakończonej sukcesem).

Epicka Furia” przeciwko Chinom

Już pierwszego dnia operacji Zineb Riboua w szczegółowy i kompleksowy sposób opisała współzależność Islamskiej Republiki Iranu i komunistycznych Chin, a co za tym idzie ważność Iranu dla strategii Stanów Zjednoczonych, wyrażonych w doktrynie administracji Donalda Trumpa. Według niej, problem irański nie sprowadza się jedynie do próby pozyskania broni nuklearnej, sponsorowania terroryzmu, destabilizacji Bliskiego Wschodu czy wreszcie szeroko dyskutowanego bycia zagrożeniem dla Izraela. Tymczasem faktycznym powodem wszystkich problemów tworzonych przez reżim ajatollahów jest wielka strategia komunistycznych Chin: „[…] Pekin poświęcił lata oraz miliardy dolarów na przekształcenie Iranu w strategiczny zasób. Wszystko, co dzieje się na Bliskim Wschodzie wynika z tego faktu. Dlatego, operacja „Epicka Furia” jest pierwszą amerykańską kampanią wojenną, która zagraża temu zasobowi. Poprzez bezpośrednie uderzenie na Iran, administracja Trumpa rozbraja […] filar chińskiej architektury w regionie.”

„Epicka Furia” jest niejako ciągiem dalszym operacji „Powstający Lew” z czerwca 2025 roku, w wyniku której, po 12 dniach precyzyjnych uderzeń lotniczych zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, uderzono w 3 instalacje nuklearne i zabito 30 dowódców i 12 naukowców pracujących nad wzbogacaniem uranu. Padła irańska mitologia i narracja republiki islamskiej o niezawodnym odstraszaniu „Wielkiego” i „Małego Szatana”. Operacja ta zapoczątkowała narodową, ludową (kontr)rewolucję przeciwko bolszewicko-islamskiemu reżimowi. „Pod koniec grudnia wybuchły w 31 prowincjach największe protesty od 1979 roku, napędzane upadkiem gospodarczym i ludnością, która nie wierzyła już dłużej w siłę reżimu. Rząd odpowiedział w styczniu 2026 roku masakrami, w których zginęły tysiące.” Reżim został znacznie osłabiony, zaś ChRL udzieliły mu wsparcia, m.in. poprzez finalizację umowy na dostarczenie ponaddźwiękowych pocisków balistycznych służących do rażenia okrętów wojennych wroga, wg Zineb Riboua, zdolnych do rażenia lotniskowców amerykańskich na wodach Zatoki Perskiej czy innych pobliskich akwenach. „Wcześniej – pisze Riboua – chińscy dostawcy dostarczyli ponad 1000 ton nadchloranu sodu, kluczowego składnika paliwa rakietowego, do irańskiego portu Bandar Abbas”. Taka ilość wystarcza – jak pisze Riboua – do odbudowy arsenału rakietowego, który Izrael zniszczył 12-dniowymi bombardowaniami w 2025 roku.

Patrząc z perspektywy Pekinu, Iran jest jednym z najważniejszych (oprócz Federacji Rosyjskiej) dostawców tanich surowców energetycznych dla ChRL. „Chiny kupują około 90% irańskiego eksportu ropy naftowej po ostro zaniżonych cenach. Dostawy płyną flotą cieni, tankowce wyłączają swoje transpondery i zmieniają etykiety ładunków na malajskie albo indonezyjskie, by ominąć amerykańskie sankcje. Od 2021 roku łączna wartość zamówień przekroczyła wartość 140 milionów dolarów. Czyni to Chiny prawdziwym powodem, z którego Islamska Republika nie zbankrutowała.” Chiny zyskują tym samym tanie surowce, których nie pozyskałyby po cenach rynkowych i mogą wywierać politycznyczny wpływ na ogromne, liczące 90 milionów mieszkańców państwo leżące na kluczowym szlaku dostaw surowca o znaczeniu strategicznym dla całego świata, czego konsekwencje widzimy chociażby na stacjach benzynowych w ostatnich dniach.

Zineb Riboua wspomina o zawartym w 2021 roku na 25 lat „Wszechstronnym Partnerstwie Strategicznym” komunistycznych Chin i Iranu, na mocy którego ChRL ma zainwestować 400 miliardów dolarów w irański sektor bankowy, energetyczny, telekomunikację i infrastrukturę. Im silniejsze są tego rodzaju wpływy Pekinu, tym mniejsze są możliwości gry ze strony państw zachodnich, a jednocześnie czyni Iran instrumentem realizacji mocarstwowych aspiracji KPCh – zarówno regionalnych, jak i globalnych.

Równie ważne są chińskie inwestycje w sektor technologiczny. Huawei i ZTE inwestują w sektor telekomunikacyjny na terenie Iranu. ZTE buduje już od 2010 roku systemy monitoringu oraz kontroli internetu podległe pod irański system kontroli internetu. Huawei natomiast jest najwięszym dostawcą sprzętu, co jest bardzo istotne dla państwowego, irańskiego aparatu represji, w tym dla funkcjonowania islamistycznej cenzury. Chrlowskie firmy, takie jak Hikvision i Tiandy dostarczają władzom islamskiej republiki systemów rozpoznawania twarzy, służących – na wzór metropolii – totalnej inwigilacji społeczeństwa. Irański państwowy dostawca usług internetowych tworzy system wzorowany na chrlowskiej „Wielkiej Ścianie Ognia”.

System – pisze Riboua – zastosował chińskie rozwiązania i technologie podczas masakr w styczniu 2026 roku. „Gdy reżim niemal całkowicie wyłączył internet, by zapobiec wydostawaniu się na świat zewnętrzny relacji o mordach, zrobił to w oparciu o infrastrukturę, którą pomagały przez lata zbudować chińskie firmy. Technologia nadzoru umożliwiająca IRGC namierzać, identyfikować i tłumić dysydentów została dostarczona przez te same firmy, które wykonują te same zadania dla Komunistycznej Partii Chin w Xinjiangu. Pekin dostarcza republice islamskiej narzędzia pozwalające przetrwać opór własnych obywateli i czyni to z tego samego powodu, dla którego kupuje ropę – Iran zależny to Iran użyteczny”.

Zabezpieczenie przedpola

Najważniejszy punkt omawianego artykułu Zineb Riboua dotyczy znaczenia islamskiej republiki dla chrlowskich działań przeciwko Tajwanowi i szerzej, na Pacyfiku Zachodnim. „Logiczne myślenie nie wymaga żadnych teorii spiskowych w celu wyjaśnienia. Wszystkie dolary wydane przez Stany Zjednoczone na obronę szlaków morskich na Morzu Czerwonym to dolary, które nie zostaną wydane na produkcję okrętów podwodnych, bazy na Pacyfiku czy na planowanie obrony Tajwanu. Każda grupa lotniskowcowa stacjonująca w Zatoce Adeńskiej to grupa lotniskowcowa nieobecna na Pacyfiku Zachodnim. Sojusznicy Iranu, uzbrojeni w irańską broń i wspierani przez irański wywiad, funkcjonują jako mechanizm strategicznego odstraszania Ameryki, koszty w całości ponosi Waszyngton, podczas gdy Pekin odnosi strategiczne zyski”, pisze Riboua.

USA nie zdecydowały się na atak na Iran dlatego, by ukarać ajatollahów (w przypadku Alego Chameneiego i części wierchuszki IRGC – karą główną) za niezwykle krwawe (nawet jak na standardy islamistyczno-bolszewickiego reżimu) stłumienie protestów przeciw islamskiej republice, ani też ze względu na sojusz z Izraelem, który, swoją drogą, walczy o przetrwanie narodu żydowskiego przeciw chcącym powtórzyć Holocaust islamistycznym ruchom i reżimom (sponsorowanym z Pekinu i Moskwy).

Stany Zjednoczone muszą zabezpieczyć sobie przedpole, i to przedpole o strategicznym znaczeniu nie tylko dla nich, ale i dla całego świata (co widać na przykładzie kryzysu naftowego i nadchodzącej recesji) w kontekście hipotetycznej, a być może nieuniknionej, konfrontacji bezpośredniej z komunistycznymi Chinami w walce o Tajwan, która może stać się ostateczną walką o światową dominację.

W przypadku hipotetycznej, być może nieuniknionej, inwazji komunistycznych Chin na Tajwan, albo chociażby blokady morskiej i powietrznej, kluczowe dla Stanów Zjednoczonych będą – zdaniem Riboua – trzy czynniki:

Po pierwsze – energia. Chiny importują 70% ropy naftowej, większość tego eksportu idzie przez Cieśninę Malakka, która w przypadku wojny na Tajwanie mogłaby zostać zamknięta. Obecnie dostarczycielami surowców energetycznych dla Chin są Iran, pozostałe państwa basenu Zatoki Perskiej i Federacja Rosyjska (stabilniejsza jako dostawca, niż wyżej wymienione). Jeśli – jak pisze Riboua – Bliski Wschód znajdowałby się w orbicie gospodarczej ChRL podczas inwazji, Pekin miałby przewagę rezerwy surowcowej i energetycznej nad USA.

Po drugie – postawa siły Stanów Zjednoczonych. Według Zineb Riboua, USA nie są zdolne do prowadzenia wojny na dwóch teatrach, co udowodniła sytuacja, która rozpoczęła się w 2023 roku na skutek której Stany Zjednoczone zmuszone były do użycia znaczącej ilości broni do walki z lokalnymi terrorystami Houthi w czasie miesięcy. „Bliski Wschód wymagający permanentnego zarządzania kryzysowego wyczerpuje amerykańskie wojska z okrętów, samolotów i amunicji, której potrzebują do odstraszania na Pacyfiku”. Jeżeli zaś wyelimowanoby Iran wraz z siecią lokalnych sojuszników, a pozostałe kraje regionu pozostałaby sojusznikami USA i Izraela (albo przynajmniej neutralne), to Ameryka nie musiałaby używać tam znaczących sił i środków.

Po trzecie – sojusznicy. Jeżeli komunistyczne Chiny w jakikolwiek sposób zaatakowałyby Tajwan, „(…) Stany Zjednoczone będą potrzebowały państw sojuszniczych do ukarania Chin poprzez narzucenie kosztów, sankcji, wykluczenia finansowego i ograniczenia dostępu do technologii. Skuteczność takiej koalicji zależeć będzie od tego, czy państwa produkujące energię będą w niej uczestniczyły.” Jeśli Arabia Saudyjska, Katar, Bahrajn albo Zjednoczone Emiraty Arabskie znajdowałyby się w strefie wpływów Pekinu w sytuacji wojny o Tajwan i kontynuowałyby eksport ropy i gazu do Chin, system sojuszy dowodzonych przez USA byłby w najlepszym wypadku poważnie osłabiony.

                                            Źródło: X/NATIONAL REVIVAL
 

Iran – element „totalitarnego kwartetu” i „Globalnej Eurazji”

Islamska Republika Iranu jest też elementem szerszego układu strategicznego, który określić można – parafrazując dra Stephena Blanka – jako „totalitarny kwartet”, albo „Globalna Eurazja”: jest to układ obejmujący komunistyczne Chiny, Federację Rosyjską, omawiany tutaj Iran, i Koreę Północną, gdzie oczywiście tandem Pekin-Moskwa to centrum, zaś Iran i Korea Północna, ale także Wenezuela, Kuba i Brazylia pełnią rolę peryferii, które można w razie kryzysu „poświęcić” jako państwa buforowe, ograniczając się do „jedynie” do pomocy wywiadowczej, technicznej czy dyplomatycznej (a warto wspomnieć, że Iran jest członkiem m.in. Szanghajskiej Organizacji Współpracy, aspirującej do statusu „eurazjatyckiego NATO”); zarówno Pekin, jak i Moskwa z mniejszą lub większą intensywnością potępiają operację „Epic Fury”. Już dwa lata temu dr Stephen Blank ostrzegał, że układ ten jest na drodze do prowadzenia wspólnie koordynowanych akcji przeciwko USA i innym krajom.

Poligonem takich skoordynowanych działań „Globalnej Eurazji/totalitarnego kwartetu” stała się chociażby wojna na Ukrainie, gdzie Iran wspierał Federację Rosyjską dronami Shahed oraz instruktorami i operatorami z IRGC, zaś Korea Północna wysyła amunicję artyleryjską i swoich żołnierzy w „null”. Komunistyczne Chiny stały się – tu znów odwołajmy się do analizy Zineb Riboua – największym beneficjentem wojny, czyniąc Federację Rosyjską własnym zapleczem strategicznym (a właściwie pogłębiając tą rolę Rosji), bezpiecznym zapleczem surowcowym (w porównaniu z Iranem i innymi państwami Bliskiego Wschodu) oraz klientem własnego przemysłu, zwłaszcza w zakresie nowoczesnych technologii (która w najlepszym wypadku średnio radzi sobie z amerykańską i żydowską machiną wojenną i nie była w stanie uchronić Maduro przed uprowadzeniem, ani Chameneiego przed spotkaniem z Allahem) czy też motoryzacyjnego.

Ponadto, reżim ajatollahów jest systemem o charakterze bolszewickim, a konkretnie islamsko-komunistycznym, który powstał w dużej mierze za sowieckie pieniądze i sowiecką pomoc. Wszystko inne, na czele z aspektami geopolitycznymi i geostrategicznymi to jedynie konsekwencje długiego trwania długofalowej komunistycznej strategii. Warto też zwrócić uwagę na to, że krwawo tłumiony bunt narodu/społeczeństwa irańskiego ma charakter nie tyle demoliberalny, jak w przypadku historycznych „kolorowych rewolucji”, nie islamistyczny, ale monarchistyczny i – można rzec – na swój sposób rodzimowierczy i tradycjonalistyczno-integralny, odwołujący się do przedislamskiego, zaratusztrańskiego dziedzictwa Persji. Marki irańskiego buntu to syn ostatniego szacha, Reza Pahlavi i tradycyjne, królewskie symbole narodowe – Lew i Słońce.

 

 
Źródło: X/Inevitable West

Kontrstrategią Iranu będzie jak najdłuższe przedłużanie wojny, które ma doprowadzić do jak największego wyczerpania się machiny wojennej Stanów Zjednoczonych i Izraela oraz jak największych zniszczeń infrastruktury naftowej i gazowej Arabii Saudyjskiej, Kataru, Bahrajnu, Emiratów i Omanu. Pewne będzie wspieranie islamskiego terroryzmu na Bliskim Wschodzie, ale też w Europie i w Ameryce. Konieczne – z punktu widzenia Iranu, ale i Pekinu i Moskwy – będzie kontynuowanie blokady Cieśniny Ormuz i dalsze pogłębianie kryzysu na Zachodzie.

Operacja „Epicka Furia” to wojna prewencyjna, która ma za zadanie co najmniej zakłócić funkcjonowanie tego układu, poprzez eliminację jego peryferyjnych elementów, które i tak prędzej czy później zaatakowałyby. Jest to cios nie tylko w komunistyczne Chiny, ale i w neosowiecką Rosję, ze względu na współzależność i strategiczną symbiozę łączącą Pekin i Moskwę. Prewencyjna wojna jest konieczna nie tylko z perspektywy Waszyngtonu i Tel-Awiwu, ale i całego wolnego świata. Poza tym, operacja irańska to kolejna – po Wenezueli – kampania, w której to Stany Zjednoczone i ich sojusznicy przejmują inicjatywę w „sekwencyjnej wojnie światowej”, wywołanej i prowadzonej przez tandem Pekin-Moskwa.

Nawet gdyby USA i Izrael zaniechałyby przeprowadzenia prewencyjnego ataku, Iran tak czy inaczej zaatakowałby, w momencie mniej lub bardziej dogodnym dla siebie (ale i dla suzerenów z Moskwy i Pekinu), czego konsekwencje byłyby znacznie bardziej katastrofalne niż te, z którymi mamy do czynienia obecnie. Gdyby spełnił się hipotetyczny scenariusz, o którym pisze Zineb Riboua, to w przypadku ataku ChRL na Tajwan (i nie tylko Tajwan, ofiarą komunistycznej agresji równie dobrze mogą stać się Filipiny, albo Korea Południowa, zaatakowana przez reżim Kimów), Iran na pewno rozpocząłby równoległą ofensywę przeciwko Izraelowi i krajom Zatoki Perskiej przy pomocy wszystkich swoich aktywów: zarówno regularnej armii, jak i organizacji terrorystycznych podległych IRGC.

Potencjalna ofensywa Iranu nie ograniczyłaby się do Bliskiego Wschodu: sponsorowane i zbrojone przez Iran organizacje terrorystyczne przeprowadzałyby zamachy w Europie, a dodatkowo wzmocnione zostałoby polityczne skrzydło i społeczna baza wojującego islamizmu tamże. Kryzys naftowy w takim przypadku byłby o wiele większy niż aktualny, a poza tym nałożyłby się na kryzys technologiczny i żywnościowy. Zacieśniłaby się zapewne centralizacja UE i dążenia do uzyskania „strategicznej samodzielności” w opozycji do USA. Znacznie bardziej prawdopodobne byłoby w takiej sytuacji rozpoczęcie kolejnej wojny – łatwy do wyobrażenia byłby atak Federacji Rosyjskiej na przykład na któreś z państw bałtyckich, a Polska mogłaby stać się polem wzmożenia operacji „Śluza” i ataków dokonywanych na przykład irańskimi dronami Shahed (albo ich sowieckimi kopiami), albo wręcz to my stalibyśmy się głównym celem inwazji. Spełniłoby się odwieczne marzenie komunistycznych strategów o wojnie na wielu frontach, o „tysiącu Wietnamów” Che Guevary. USA mógłby czekać scenariusz zbliżony do tego, jaki na początku 2024 roku nakreślił Niall Ferguson.


2026-02-15

Burza w Pekinie

W sprawie wydarzeń/dezinformacyjnej pokazuchy w ChRL z przełomu stycznia i lutego 2026 roku powszechna jest narracja zarówno w mainstreamie, jak i w chińskich mediach dysydenckich – że "zły i niekompetentny" Xi i "źli i niekompetentni" funkcjonariusze partyjni z KPCh czyszczą rzekomo "dobre", „kompetentne” i „znające się na robocie” chińskie wojsko. Albo odwrotnie - „źli” wojskowi, prący do inwazji na Tajwan buntują się przeciwko „umiarkowanemu” naczialstwu KPCh i równie umiarkowanemu Xi.

I chyba wszystkie te komentarze i analizy, nawet te podawane przez chińskich dysydentów, pomijają jedną bardzo ważną kwestię. Mianowicie tą, że ChALW nie są normalnymi siłami zbrojnymi, jak praktycznie we wszystkich państwach, łącznie z częścią państw komunistycznych, kryptokomunistycznych i totalitarnych. Tymczasem ChALW to po prostu integralna część Komunistycznej Partii Chin – jej zbrojne ramię, można wręcz powiedzieć, że bojówka partyjna na pervitinie i mefedronie.

Obojętnie, co faktycznie (albo i nie) się dzieje za murami Nowego Zakazanego Miasta, to jest to sprawa wewnątrz Komunistycznej Partii Chin. I bardzo prawdopodobne jest to, że mamy do czynienia z wewnętrznymi przetasowaniami upozorowanymi na czystkę, czy wręcz pucz.

O takiej opcji pisała niedawno dr Li Meng Yan – chińska lekarz znana najbardziej z ujawnienia faktu, że wirus SARS-Cov-2 to chrlowska broń biologiczna. Według dr Li, narracja o rzekomym nieudanym puczu, czystce w dowództwie ChALW, odsunięciu Xi Jinpinga czy wręcz upadku Komunistycznej Partii Chin są „częścią zaawansowanej wojny kognitywnej”. Według niej, „nie było żadnego puczu” na szczytach KPCh. Wg Li obserwowaliśmy (albo obserwujemy) bardzo typową dla KPCh operację, polegającą na kontr-przeciekach, zamianie ról i tworzeniu zasłon dymnych.

Umyślnie – zdaniem Li – zignorowano założenie, że „jako przewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej i I sekretarz KPCh, to Xi Jinping jest jedynym najwyższym przywódcą w systemie władzy KPCh. Władza nad wojskiem jest skoncentrowana wyłącznie w jego rękach. Centralna Komisja Wojskowa nie jest kolektywnym ciałem decyzyjnym, a jedynie narzędziem wykonawczym.” Jest to organ wykonawczy kierownictwa KPCh i to od początku istnienia komunistycznej państwowości chińskiej, a wręcz od założenia Komunistycznej Partii Chin. Wszystkie decyzje mają swoje źródło w jednej osobie – przewodniczącym Xi. „Jeśli – zdaniem Li – ten podstawowy fakt nie jest zrozumiały, wszystkie dalsze osądy będą mylne”.

Zdaniem dr Li Meng Yan, Xi nie obawia się ani przewrotu ani korupcji w szeregach partii; pucz jest wykluczony z powodu zasady „najwyższego przywódcy” KPCh, która „strukturalnie wyklucza taką możliwość”, zaś „korupcja jest zaledwie wygodnym i często używanym tłumaczeniem”. Chiński gensek realnie obawia się tego, że zostanie potraktowany przez Stany Zjednoczone jako osoba odpowiedzialna za wszystkie zbrodnicze działania przeciwko USA i całemu wolnemu światu. Przykładem ma być pandemia Covid-19, która miała być przez niego dowodzona osobiście i systematycznie realizowana. Również inne operacje w ramach koncepcji tzw. „nieograniczonej wojny” (infiltracja, dywersja i tworzenie podziałów społecznych w USA i na całym zachodzie) były przez Xi zatwierdzane i prowadzone osobiście. A zatem to, czego faktycznie obawia się przywódca KPCh to obalenie go w stylu podobnym do operacji przeprowadzonej niedawno przez Amerykanów w Wenezueli.

Chińska komunistyczna strategia „nieograniczonej wojny” jest – zdaniem dr Li – nierozerwalnie związana z bronią nuklearną, przede wszystkim z groźbą jej użycia i modernizacją arsenału nuklearnego ChRL. „Celem ostatecznym jest podział, wyczerpanie i zniszczenie Stanów Zjednoczonych. To jest rdzeniowa logika całości jego [Xi] panowania” – pisze dalej dr Li. Dlatego chińscy komuniści wdrożyli dezinformację, często powtarzaną dalej bezwiednie przez dysydenckich oraz zachodnich komentatorów, o rzekomej walce frakcyjnej w KPCh czy wręcz o puczu wojskowym. Xi – zdanem Li – „musi umyślnie stworzyć powszechny wizerunek osobistej nieudolności, niestabilności i wewnętrznego chaosu. Cel jest jeden i jest on wyraźny – osłabienie czujności Stanów Zjednoczonych osobiście wobec niego [Xi] oraz wobec ciągłości strategii KPCh.” Dlatego aparat narracyjny KPCh stosuje „zalew zasłon dymnych” mających przekierować uwagę zachodnich obserwatorów z centrum dyspozycji politycznych na rzekome „czystki” i „zwyczajne” awanse i degredacje w strukturach KPCh i aparacie państwowym komunistycznych Chin. Xi Jinping w tej dezinformacyjnej narracji jawi się jakoby jako zakładnik własnej polityki i wewnętrznych problemów w KPCh i ChRL, leżących w naturze systemu komunistycznego.



Podobna operacja, czyli zmiany kadrowe opatrzone dezinformacyjną narracją miała już miejsce, jak pisze dr Li Meng Yan. I jest to polityka wręcz typowa w systemie komunistycznym, zwłaszcza w KPCh i ChRL. Li podaje przykład Nie Rongzhena, prowadzącego projekt nuklearny i kosmiczny o kryptonimie „Dwie bomby, jeden satelita”. „Podczas rewolucji kuturowej Nie Rongzhen został politycznie zmarginalizowany i publicznie zdegradowany. Ale czy spowodowało to zatrzymanie programów broni nuklearnej, rakietowych i kosmicznych? Nie. W rzeczywistości, wiele kluczowych postaci, włącznie z Nie [nazwisko – przyp. autor], zostało przeniesionych – pod przykrywką czystek albo zniknięcia – do najtajniejszych programów nuklearnych i strategicznych projektów inżynieryjnych.” Li podsumowuje wręcz, że „w systemie KPCh, bycie zdegradowanym nigdy nie oznaczało wyrzucenia”.

Taka sama logika – zdaniem Li – zastosowana została pod koniec stycznia w ramach niedawnej czystki w wierchuszce KPCh. „Niektórzy zostali faktycznie aresztowani i poardzono sobie z nimi, gdyż Xi nie ufa już tym ludziom (na przykład wiceszef Centralnej Komisji Wojskowej generał Xu Qiliang, którego śmierć oficjalnie ogłoszono), ale inna grupa została „zdegradowana”, ukryta i przeniesiona do specjalistycznych, supertajnych zadań, w tym: zbrojeń nuklearnych, testów nuklearnych, supertajnych projektów technologicznych lub infiltracji.” Jest to – jak pisze dr Li – działanie wzięte ze „starego podręcznika” komunistycznej strategii, a nie nowość. Część tego typu działań podjęto też z powodu zainteresowania się amerykańskiego wywiadu ważnymi postaciami w ChALW. W celu ochrony bezpieczeństwa i tajemnic KPCh/CKW/ChALW osoba, która stała się obiektem operacyjnego rozpracowania przez amerykański wywiad, musi zmienić swoją funkcję i miejsce w ramach KPCh. „Najbezpieczniejsza metoda jest po prostu następująca: publicznie degraduje się takie osoby i usuwa się je z widoku”.

Stosowanie przez aparat dezinformacji KPCh narracji o „czystkach” i „puczach” wpisuje się też w stare komunistyczne narracje o „dobrym carze i złych bojarach” i o „dobrym przywódcy partii” i „złym aparacie partyjnym”. Dzięki temu Xi Jinping może rządzić jako gensek KPCh i przywódca komunistycznych Chin.

Dla timingu wydarzeń, jakie miały miejsce w ChRL pod koniec stycznia tego roku (a być może dalej mają miejsce), bardziej istotna wydaje się być jednak coraz bardziej asertywna polityka USA oraz części ich sojuszników, opierająca się na trzech elementach: 1) doktrynie powstrzymywania i ograniczania komunistycznych Chin i ich sojuszników (na czele z Federacją Rosyjską i Iranem), wyrażonej w National Security Strategy i National Defense Strategy, 2) realnym, kinetycznym atakowaniu i – jadąc klasykiem -„opiłowywaniu” wysuniętych elementów „globalnej Eurazji” (uprowadzenie Maduro, uderzenie w sowiecką „Flotę Cieni”, sankcje dla krajów kupujących sowieckie surowce), które ostatecznie, w perspektywie czasu zagrozić może bezpośrednio ChRL, Komunistycznej Partii Chin, 3) realnym wspieraniu i zbrojeniu wysuniętych sojuszników Ameryki, na czele z Tajwanem, rządzoną przez Sanae Takaichi Japonią (która może pod jej kierownictwem znów stać się mocarstwem), Izraelem czy polską administracją prezydenta Nawrockiego. W tej sytuacji wierchuszka KPCh mogła uznać, że trzeba – za pomocą wyżej omówionych działań – wytworzyć wrażenie chaosu, słabości i niestabilności wewnętrznej w ChRL, a jednocześnie wytworzyć pośrednio wrażenie, że takie niestabilne Chiny, z niezrównoważonym gensekiem, będą stanowiły poważne zagrożenie dla USA, Zachodu czy sojuszników takich jak Tajwan.


***

Perspektywa niemal miesiąca, jaki upłynął od spektakularnych wydarzeń w Pekinie pozwala stwierdzić z pewnością, że nie zatrzymały one pewnych stałych kierunków ekspansyjnej polityki zagranicznej komunistycznych Chin. Bez zmian pozostaje chęć opanowania Tajwanu (obojętnie, czy drogą otwartej, militarnej agresji czy działań hybrydowych), co oznaczałoby wyrąbanie sobie okna na Pacyfik oraz druzgocące uderzenie cywilizacyjne, technologiczne i ekonomiczne w cały Zachód i wolny świat. Nie zmienia się kolejny, podstawowy, stały i długofalowy kierunek polityki ChRL, jakim jest sojusz z neosowiecką Rosją. Komunistyczne Chiny wspierają machinę wojenną Federacji Rosyjskiej, podczas gdy Federacja Rosyjska wspiera globalne ambicje ChRL.

Przykładem są niedawne przesłuchania ekspertów wojskowych (w większości oficerów rezerwy) przed komisją obrony brytyjskiej Izby Gmin. Wg nich, machina wojenna Moskwy jest w 60% sponsorowana przez komunistyczne Chiny; bez wsparcia z Pekinu, Federacja Rosyjska nie byłaby wręcz w stanie prowadzić wojny przez tak długi czas i z taką intensywnością. Chińska pomoc umożliwia sowieciarzom m.in. produkcję systemu rakietowego „Oriesznik”, który jest de facto systemem strategicznym, zdolnym zarówno do przenoszenia głowic nuklearnych, jak i do używania samej siły kinetycznej do rażenia celów. Udzielając wsparcia w tym konkretnym zakresie, ChRL uczy się tego, jak stosować systemy rakiet hipersonicznych w przypadku hipotetycznej agresji na Tajwan i wojny na pozostałych teatrach. Chiny mają też ogromny udział w produkcji i dostarczaniu zaopatrzenia dla rosyjskich dronów bojowych, a także (od dawna, jeśli nie od początku wojny) udzielają także Federacji Rosyjskiej wsparcia wywiadowczego. Według ekspertów brytyjskich, istnieje również niebezpieczeństwo wywarcia przez ChRL presji na Federację Rosyjską, by ta dokonała ataku na kraje członkowskie NATO (zagrożona miałaby być zwłaszcza Estonia) po hipotetycznym rozejmie bądź zawieszeniu broni na froncie ukraińskim. ChRL wspiera również dążenia Moskwy do decydowania o architekturze bezpieczeństwa w całej Europie, zawarte m.in. w ultimatum Putina-Ławrowa z końca 2021 roku, poprzedzające pełnoskalową inwazję na Ukrainę.

Niedawne Światowe Forum Ekonomiczne w Davos ujawniło także tendencje, która właściwie od dawna predominują u elit europejskich, zarówno głów najważniejszych państw, jak i Unii Europejskiej, aspirującej do poziomu scentralizowanego superpaństwa. W celu uniezależnienia się od strasznej, imperialistycznej Ameryki i „wypchnięcia” USA z Europy elity Francji, Niemiec i UE szukają protektora już nie w Federacji Rosyjskiej, tylko w komunistycznych Chinach, czego emanacją było wystąpienie Macrona właśnie na forum w Davos. Spełnia się prognoza dra Jerzego Targalskiego sprzed lat, nakreślona zresztą na podstawie prognoz Anatolija Golicyna i koncepcji Dugina, Karaganowa, Primakowa i samego Putina – połączenia się współpracy Moskwy i Berlina/Paryża/Brukseli, Moskwy i Pekinu ze współpracą na linii kraje europejskie-Pekin/Brasilia/New Dehli, które docelowo doprowadzić ma do stworzenia eurazjatyckiej przestrzeni geostrategicznej i geoekonomicznej, łączącej zjednoczoną Europę, Federację Rosyjską i komunistyczne Chiny. Wpisuje się w to chociażby umowa UE-Mercosur (w którym dużą rolę pełnią neokomunistyczne państwa Ameryki Południowej, takie jak Brazylia) czy UE-Indie.

Tłumaczony kiedyś i opracowany przez Epoch Times i Jeffa Nyquista manifest chrlowskiego generała Chi Haotiana (byłego wiceprzewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej) postulujący zniszczenie USA za pomocą broni biologicznej, który po publikacji ponad dwie dekady temu nie wydostawał się poza „bańkę” mediów „konspirologicznych” zyskuje zupełnie nowe znaczenie w kontekście działań podejmowanych przez FBI i DHS, na skutek których odkryto i zneutralizowano na terenie Stanów Zjednoczonych fabryki zajmujące się produkcją broni biologicznej.



2026-01-11

Pokój poprzez siłę. Doktryna Trumpa w praktyce

 

Ostatnie działania USA potwierdza właściwie wszystko to, co pisałem i prognozowałem odnośnie polityki administracji Donalda Trumpa w tekście Pokój poprzez siłę. Doktryna Trumpa”.

Absolute Resolve

Wenezuela od roku 1999 to kraj rządzony przez komunistyczną sitwę, mającą w swoich strukturach także bardzo niebezpieczne organizacje przestępcze, na czele z kartelami narkotykowymi, takimi jak „Kartel Słońc” uważany za twór podporządkowany wenezuelskiej armii (nazwa miała się wziąć od dystynkcji na pagonach oficerskich armii wenezuelskiej) czy wreszcie niesławny „Tren de Aragua”. Chavistowska Wenezuela wspierała komunistyczne i lewackie organizacje paramilitarne i terrorystyczne na czele z kolumbijskim FARC oraz terroryzm islamski, stając się bazą dla operacji Hezbollahu, Hamasu, a także irańskiej IRGC. Komunistyczny system władzy w Wenezueli Chaveza-Maduro był stworzony i utrzymywany poprzez działania kubańskiej bezpieki i agentury, która zapewniała systemowi zarówno bezpieczeństwo, wsparcie logistyczne oraz ideologiczne. Dariusz Rohnka w książce „Wielkie Arrangement” poświęconej popieriestrojkowemu komunizmowi na świecie, określił procesy zachodzące w Wenezueli oraz innych neokomunistycznych krajach Ameryki Południowej mianem „kubanizacji”.

Źródło: X

Na poziomie międzynarodowym komunistyczna Wenezuela Chaveza i Maduro to część neokomunistycznego de facto projektu strategicznego, który dla uproszczenia i uporządkowania nazwiemy tutaj „Globalną Eurazją”, którego centrum jest sojusz komunistycznych Chin i Federacji Rosyjskiej, zaś peryferiami m.in. Wenezuela i inne neokomunistyczne kraje latynoamerykańskie, tzw. „czworokąt totalitarny”/CRINK (Chiny, Rosja, Korea Północna, Iran)/VRIC (Wenezuela, Rosja, Iran, Chiny), a także Szanghajska Organizacja Współpracy, BRICS czy Inicjatywa Pasa i Szlaku. Południowoamerykańską „odnogą” Globalnej Eurazji jest nieformalny system lokalnych sojuszy państw i organizacji (nieprzypadkowo głównie komunistycznych) koordynowany przez komunistyczną Kubę. Chavistowska Wenezuela była „hubemobsługującym interesy ChRL i Federacji Rosyjskiej, Iranu, Hezbollahu, Hamasu oraz karteli narkotykowych na obszar obu Ameryk. I co za tym idzie, jedną z baz dla destrukcyjnej dla USA działalności karteli narkotykowych, mafii, gangów i różnego rodzaju organizacji terrorystycznych.


W nocy z 2 na 3 stycznia 2026 roku zespół bojowy elitarej Delta Force szybko i sprawnie wtargnął do pałacu prezydenckiego Mirafiores w Caracas, aresztując komunistycznego dyktatora Nicolasa Maduro wraz z żoną, tym samym dokonując potężnego uderzenia w reżim. Uprowadzenie Maduro to mistrzowska, wielodomenowa operacja specjalna, którą tak opisuje notatka Biura Bezpieczeństwa Narodowego:

[…] 1. Ustanowiona wiele tygodni temu stała obecność sił USA w regionie, a w ślad za nią ciągłe prowadzenie rozpoznania i walki elektronicznej we wszystkich domenach spowodowały, że systemy obronne Wenezueli działały w reżimie ograniczeń w promieniowaniu. Amerykanie wykorzystali więc wrażliwość stosowanych przez Wenezuelę rosyjskich/sowieckich schematów operacyjnych wyłączania systemów we wstępnej fazie wykrycia nierozpoznanego zagrożenia.

2. Wenezuelskie systemy dowodzenia, rozpoznania i walki elektronicznej zostały skutecznie obezwładnione. W tym celu uderzenia były prowadzone w domenach CYBER i SPACE, oraz kinetycznie w domenach operacyjnych. Takie działania wymagały kompleksowych przygotowań, planowania i autoryzacji uwzględniającej ryzyka niezamierzonych strat.

3. Amerykanie wykorzystali połączony potencjał wywiadowczy co najmniej następujących służb: CIA, NSA i NGA. Przebieg operacji raczej wskazuje na uzyskanie bardzo precyzyjnego namiaru z SIGINT-u, potwierdzonego źródłem osobowym (źródło w otoczeniu Maduro lub grupa obserwacyjna na miejscu). Dzięki precyzyjnym danym z rozpoznania i wywiadu zespoły Delta Force bez większego trudu, napotykając na niewielki opór i wykorzystując „element zaskoczenia” schwytały wenezuelskiego dyktatora wraz z jego małżonką. Możliwe, że omawiana operacja została oparta na wiedzy wywiadowczej i taktycznej zdobytej przez Amerykanów na Ukrainie.

4. Doniesienia wskazują, że część łączności w stolicy Caracas działała, w tym sieci komórkowe i danych (można zakładać, że w sposób kontrolowany, a przekaz tam kreowany miał służyć celom operacji USA). Utrzymanie łączności komórkowej wskazuje na zdolność Amerykanów w zakresie bieżącego śledzenia łączności w skali makro przy równoczesnym pozyskiwaniu maksimum wiedzy operacyjnej.

5. Operację specjalną maskowano początkiem operacji powietrzno-lądowej o dużej skali, by oddziaływać w wymiarze kognitywnym, kształtować postawy Wenezuelczyków i skłonić siły zbrojne kraju do ukrycia się w schronach, odejścia od stanowisk i niewychodzenia na ulice. Tam, gdzie Wenezuelczycy pozostali na stanowiskach, obezwładniano ich kinetycznie.

6.Celem operacji było schwytanie Maduro, ale warunkowo dopuszczono jego eliminację.

7. W działania zaangażowano bezzałogowe i załogowe systemy i statki powietrzne, siły specjalne i konwencjonalne. Stopień ich integracji wskazuje na wykorzystanie przełomowych systemów wspartych sztuczną inteligencją.

8. Silne odwody (okręt desantowy z US Marines) wskazywały, że liczono się z różnym rozwojem sytuacji, w tym z koniecznością ewakuacji z użyciem większego komponentu na lądzie. […]”

Co ważne, Maduro nie uchroniła sowiecko-chińska „strefa antydostępowa”, która dotąd nawet przez zachodnich analityków wojskowych prezentowana była niemalże tak, jakby technologicznie dorównywała technologii z fikcyjnego uniwersum „Star Treka”. Sowieckie systemy obrony przeciwlotniczej S-300 nie zdołały zestrzelić ani jednego F-35 i ani jednego Chinooka transportującego komandosów z Delta Force, zaś chińskie systemy radarowe, uchodzące za nowoczesne i jako takie przedstawiane, nie przekazały informacji o zbliżających się amerykańskich myśliwcach, śmigłowcach i okrętach wojennych, skutecznie ogłuszone przez Amerykanów.

Mówienie o dekapitacji jest jednak przedwczesne, gdyż na miejscu pozostała wiceprezydent Wenezueli wraz z rządem oraz dowództwem aparatu bezpieczeństwa i sił zbrojnych, aczkolwiek dynamika sytuacji może doprowadzić do obalenia komunistycznej tyranii. Jeden z analityków użył określenia „wyjęcie mózgu”, jednak jeszcze bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie o „wycięciu płata mózgu”. Jest to po prostu operacja wzięcia zakładnika w celu zmuszenia – nie wiadomo, na jak długo – komunistycznych władz Wenezueli do zachowania zgodnego z interesem USA, przede wszystkim wstrzymania dostaw ropy do ChRL i wspomagania machiny wojennej Moskwy przy pomocy „floty cieni”, zagwarantowania USA możliwości wydobycia ropy i udziału w zyskach i zaprzestania dywersji narkotykowej i za pomocą wysyłania do Stanów Zjednoczonych fal nielegalnych imigrantów, gangsterów i dywersantów. Wyjaśniają to Marco Rubio oraz sam Donald Trump – chodzi nie o samą Wenezuelę i jej zasoby naturalne, ale o niedopuszczenie do ich wydobycia przez komunistyczne Chiny, Federację Rosyjską czy Iran.And if you don’t know, now you know”.



Bardzo ważnym elementem operacji wenezuelskiej USA jest też odstraszanie. Nie za pomocą strategicznej broni nuklearnej (jeszcze nie, albo nie w tym momencie), ale poprzez wytworzenie świadomości, że żaden tyran (wróg USA) nie może czuć się bezpieczny i może zostać uprowadzony przez zespół bojowy sił specjalnych. Oraz, że nie ochroni go nawet najlepszy system ostrzegania, obrony i ochrony. Czas gierek z USA się skończył, jak stwierdził Rubio.

Pod koniec grudnia 2025 komunistyczne Chiny przeprowadziły na wodach otaczających Tajwan ogromne manewry marynarki wojennej, lotnictwa i strategicznych wojsk rakietowych mające przygotować ChAL-W i cały aparat komunistyczny do blokady morskiej i powietrznej wyspy, z licznymi naruszeniami przestrzeni Tajwanu przez chrlowskie samoloty bojowe. Manewry miały kryptonim „Misja Sprawiedliwości”. Mniej więcej w tym samym czasie miały miejsce inne manewry ChALW, w których ćwiczono działania wojenne nie tylko przeciwko Tajwanowi, ale i bezpośrednio przeciwko USA, z terenów takich państw jak Kuba czy Meksyk.W pierwszej połowie grudnia miały miejsce sino-sowieckie manewry wojsk rakietowych oraz marynarek wojennych i sił powietrznych w pobliżu Japonii i Korei Południowej. Również pod koniec grudnia 2025 roku Siergiej Ławrow zadeklarował, że w przypadku agresji na Tajwan, Federacja Rosyjska udzieli wsparcia komunistycznym Chinom, zgodnie z traktatem sojuszniczym z 2001 roku. Zapewne również te wydarzenia, na czele z chrlowskimi manewrami na wodach wokół Tajwanu zadecydowały o takim, a nie innym czasie amerykańskiej operacji specjalnej w Wenezueli.

Dość istotne wydaje się też fiasko wymuszenia przez administrację Trumpa zawieszenia broni/pokoju na Ukrainie poprzez demonstracyjne wręcz dalsze działania wojenne rosyjskich bolszewików. Moskwa nie przerwie działań wojennych, gdyż byłoby to po prostu w sprzeczności z jej celami. Flagowy postulat Trumpa, czyli zawieszenie broni/pokój i rozwiązanie podobne do koreańskiego byłoby koniecznością zarówno dla Ukrainy, jak i dla Zachodu. Nowa administracja USA zapewne zdaje sobie z tego sprawę i dlatego po pierwsze: USA pod administracją Trumpa prowadzi wobec Federacji Rosyjskiej "golicynowską" politykę dezinformacji. Z jednej strony kładzie czerwone dywany kagiebowskiemu despocie, mówi o surowcowych i handlowych dilach z Putinem, oficjalnie co jakiś czas wstrzymuje pomoc dla Ukrainy i krytykuje Zełeńskiego, co jakiś czas, ktoś z administracji Trumpa rzuci jakąś wypowiedź niemalże żywcem zerżniętą z narracji tzw. „prawicowego NEP-u”. Z drugiej strony udziela Ukrainie zakulisowej pomocy, przede wszystkim w postaci wsparcia wywiadowczego i informacyjnego niezbędnego do operacji wymierzonych przede wszystkim w sowieckie zaplecze logistyczne. I atakuje sojuszników Moskwy tam, gdzie jest to możliwe: porywa komunistycznych dyktatorów, ściga statki „Floty cieni” i nakłada nawet kilkusetprocentowe cła na kraje kupujące rosyjskie surowce energetyczne.

Nie powinno dziwić to, że Moskwa i Pekin zgodnie potępili operację uprowadzenia Maduro, choć poza werbalnymi deklaracjami Putin, Xi i Wang raczej nie kwapią się do pomocy towarzyszom z Caracas (może poza eskortą abordowanego statku floty cieni przez sowiecki okręt podwodny). Sparaliżowanie Wenezueli jako narko-surowcowego hubu będzie niosło ze sobą paraliż czerwonego „Smoko-niedźwiedzia”. Tym bardziej, jeżeli pociągnie to za sobą obalenie kolejnego sino-sowieckiego hubu: reżimu ajatollahów w Iranie, co wydaje się nieuniknione. Dużo zależy też od tego, czy dynamika wydarzeń w Wenezueli doprowadzi do faktycznego obalenia tam komunizmu, tym bardziej, że rząd Delcy Rodriguez może nie być tak uległy wobec Amerykanów przez dłuższy czas.

Przeciwko „Globalnej Eurazji”

Od czasu „Resetu” Obamy, rozpoczęcia reintegracji imperium sowieckiego przez Putina (w którym to procesie kamieniami milowymi była agresja i częściowy rozbiór Gruzji, zamach smoleński i rozpoczęcie wojny przeciw Ukrainie w 2014 roku), zacieśniania sojuszu Pekin-Moskwa i ekonomicznej ekspansji Federacji Rosyjskiej na Europę, Stany Zjednoczone znajdują się – jak określił to prof. Olavo de Carvalho – w stanie oblężenia przez „Globalną Eurazję”. Blok ten od 2020 roku prowadzi działania, które określiłem tutaj mianem „sekwencyjnej wojny światowej”, czyli sekwencji konfliktów, mających doprowadzić do obalenia USA z pozycji światowego supermocarstwa i ustanowienia nowego porządku światowego z dominującą rolą ChRL i pomocniczą rolą Federacji Rosyjskiej oraz mniejszych państw Globalnej Eurazji (takich jak Wenezuela właśnie, Iran czy Korea Północna).

USA występują zatem z pozycji defensywnych. Bronią się nie tylko przed groźbą utraty własnej pozycji mocarstwowej, ale uprzedzają perspektywę, którą nakreślił płk Stanisław Łuniew, uciekinier z GRU, który wprost mówił o planie pokonania USA i ich podziału pomiędzy ChRL a Federację Rosyjską (Moskwa miała odzyskać Alaskę, a Pekin zagarnąć pozostałe 48 stanów). A najlepszą obroną jest atak.


Źródło: X: https://x.com/warsurveillance/status/2007556350025576803


Akcja w Caracas była również realizacją opublikowanej na początku grudnia 2025 roku Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA. W dokumencie tym nakreślono ramowe założenia nowej amerykańskiej geopolityki, geoestrategii i geoekonomii. Pierwszym najważniejszym rejonem kluczowym dla zachowania przez USA pozycji supermocarstwa jest rejon Pacyfiku, zaś kluczowe są Tajwan będący niemalże światowym hubem produkcyjnym zaawansowanych systemów informatycznych oraz państwa wyspiarskie Pacyfiku Zachodniego (część jest zależna od USA), takie jak Mariany Północne, wyspa Guam, Mikronezja i Palau, wszystkie wchodzące w skład odpowiednio: pierwszego i drugiego łańcucha wysp. Jest to też pole być może nieuniknionej, otwartej agresji komunistycznych Chin i ich „ostatecznego starcia” o światową hegemonię ze Stanami Zjednoczonymi.

Drugim najważniejszym strategicznie obszarem jest Półkula Zachodnia, na czele z kontynentami Północnej i Południowej Ameryki. Obszary te mają pełnić rolę „głębokiego zaplecza strategicznego” Stanów Zjednoczonych, dlatego wpływy komunistycznych Chin, Federacji Rosyjskiej czy Iranu nie mają tam prawa bytu, o czym mowa jest w strategii otwartym tekstem. Tak samo jak nielegalna imigracja, przemyt narkotyków czy działalność latynoamerykańskich karteli przestępczych. W tym kontekście należy widzieć próby aneksji przez Stany Zjednoczone Grenlandii, która z punktu widzenia NSS (i całościowej doktryny Trumpa), po pierwsze nie może stać się obszarem ekspansji osi Pekin-Moskwa, a po drugie, ma być wysuniętym posterunkiem, z którego USA kontrolowałyby ten rdzeń „Globalnej Eurazji”.


Źródło: X/@ObjectZero


Europa jest niejako rodzielona w strategii na dwie części: na bardzo poważnie osłabioną poprzez demoliberalne (i demobolszewickie) ideologie i ich praktyczne konsekwencje, które prowadzą do strategicznej bezradności i bezbronności krajów, które tworzą europejską część NATO. Z drugiej strony, w optyce autorów NSS, wolna od tych ideologii jest Europa Wschodnia, która – najpewniej pod szyldami Międzymorza (jednakowoż bez okupowanej przez sowietów Białorusi czy upadłej Ukrainy) może stać się kolejnym „niezatapialnym lotniskowcem” USA, choćby dlatego, że państwa takie jak Polska (dzięki rządom Zjednoczonej Prawicy – Szydło i Morawieckiego) wydają odpowiednio duże siły i środki na cele obrony i bezpieczeństwa. Zdemonizowana wręcz „strategiczna stabilność w relacjach z Rosją” oznacza tutaj tylko i aż tyle, że obszar Międzymorza (Trójmorza) ma być kolejną zaporą powstrzymującą oś Pekin-Moskwa.

Bliski Wschód jest istotny jako źródło surowców kopalnych oraz obszar, na którym splatają się szlaki energetyczne. Amerykańskim priorytetem jest ich bezpieczeństwo, a co za tym idzie, zwalczanie islamskiego terroryzmu i zapobieganie mu. USA unikać mają jednak długotrwałego zaangażowania militarnego i poronionych prób implementacji demoliberalizmu w krajach i kulturze, która takich tradycji nie posiada. Na Bliskim Wschodzie równie ważnymi celami USA jest bezpieczeństwo Państwa Izrael oraz powstrzymywanie wpływów wspieranego przez Pekin i Moskwę Iranu.

Również kontynent afrykański ma być obszarem, na którym USA ma zapobiegać rozwojowi terroryzmu (najczęściej islamskiego, przykładem jest niedawny atak na pododdziały Państwa Islamskiego w Nigerii), a także powstrzymywać wpływy komunistycznych Chin.

NSS dużo miejsca poświęca krytyce idelogii demoliberalnej (a de facto demobolszewickiej), której konsekwencjami są m.in. dezindustrializacja krajów zachodnich (w tym USA), szaleństwo „zielonych ładów”, „walki z globalnym ociepleniem”, antynatalizm i spadek przyrostu naturalnego oraz masowa imigracja, głównie z obszaru kulturowego islamu, która za kilkadziesiąt lat może doprowadzić do podmiany etnicznej krajów europejskich zwłaszcza. Choć nie jest to wyrażone wprost, demoliberalizm (i demobolszewizm, będący efektem konwergencji komunizmu z liberalizmem) to dwa ostrza komunistycznych „nożyc”. Zresztą, nawet bez formułowania tak daleko idącego wniosku, ta ideologia i praktyka działa w interesie Pekinu i Moskwy. Stworzenie antyamerykańskiej de facto, scentralizowanego superpaństwa europejskiego jest zgodne z projektem utworzenia przestrzeni geostrategicznej łączącej Europę właśnie, Federację Rosyjską i komunistyczne Chiny. Kontrolowanie umysłów ludzi Zachodu za pomocą różnych tricków wdrażanych od jakiegoś czasu przez zachodnie korporacje jest de facto eksportem instrumentów kontroli społecznej rodem z ChRL.



Podsumując – doktryna Trumpa, wyrażona m.in. w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i działaniach praktycznych ma stworzyć system sojuszy z USA, mający chronić Stany Zjednoczone, a jednocześnie sojuszników przede wszystkim przed ekspansją i agresją neobolszewickiego sojuszu Pekin-Moskwa, ale i przed demoliberalnymi i demobolszewickimi ideologiami, rozkładającymi kraje cywilizacji od środka (ale w interesie i po części z inspiracji Moskwy i Pekinu). A także przygotować się na kolejne wojny, które „Globalna Eurazja” będzie wywoływać, być może łącznie z wojną globalną.

2025-10-05

Globalne znaczenie wojny na Ukrainie. Na marginesie analizy Zineb Riboua

 

Pod koniec września Zineb Riboua opublikowała w amerykańskim, konserwatywnym National Review niezwykle ważki artykuł pod tytułem „Victory Over Russia is Non-Negotiable”. Wersja tekstu bez paywalla dostępna jest na stronie Autorki. Ważność i aktualność tez zawartych w tekście wymaga jego streszczenia dla polskojęzycznych czytelników.

Autorka twierdzi, że wojna prowadzona przez neosowiecką Federację Rosyjską przeciwko Ukrainie jest de facto konfliktem globalnym: Walka na Ukrainie nie kończy się na granicach Europy. Jej wyniki kształtują równowagę sił na Bliskim Wschodzie i w Azji. Wojna na Ukrainie stała się głównym testem amerykańskiej siły. Jej wynik zadecyduje o wiarygodności NATO, bezpieczeństwie Europy oraz kalkulacjom Chin odnośnie Tajwanu. Riboua powołuje się na niedawny post prezydenta Donalda Trumpa na platformie TruthSocial, w którym prezydent USA zapewnił o wsparciu USA dla NATO i o zgodzie na dowolność wykorzystywania tego wsparcia przez poszczególne kraje członkowskie. Autorka zwraca uwagę na ważną implikację wystąpienie Trumpa: NATO pozostaje sojuszem pod wodzą Stanów Zjednoczonych, a wsparcie Stanów Zjednoczonych dla Ukrainy nie jest sprawą poboczną dla tego systemu, jest kluczową sprawą dla jego przetrwania.


Ponadto, wraz ze słowami Trumpa, idą czyny. Trump z jednej strony dąży do wzmocnienia samego NATO, stworzenia równoległych, ale komplementarnych wobec Paktu relacji polityczno-wojskowych ze swoimi partnerami w Eurazji, wreszcie do faktycznego wzmocnienia amerykańskiej obecności w Eurazji (zapowiedzi m.in. przesunięcia części wojsk do Polski). Z drugiej – daje zgodę Ukrainie na atakowanie celów położonych na terenie Federacji Rosyjskiej. Również reformy Pete’a Hegsetha, na czele ze zmianą nazwy Departamentu Obrony na Departament Wojny oraz daniem żołnierzom amerykańskim niemal stuprocentowej autonomii taktycznej i operacyjnej, jest czytelnym sygnałem właśnie dla Moskwy, Pekinu, Teheranu i Pjongjangu.

Wojna na Ukrainie jest – według Zineb Riboua – wojną Federacji Rosyjskiej, komunistycznych Chin oraz ich sojuszników takich jak Iran i Korea Północna o zniszczenie aktualnego i ustanowienie nowego porządku światowego. Rosyjskie zwycięstwo osłabiłoby siłę Europy i dałoby Pekinowi przestrzeń do rozszerzania swoich wpływów. Chiny już używają konfliktu do bliższej koordynacji z Moskwą, pogłębiania więzów obronnych i energetycznych z Iranem i do wzmocnienia swojej przewagi w Azji. Wojna podtrzymuje również Iran i Koreę Północną, których drony bojowe i artyleria wspierają bezpośrednio kampanię Rosji. Dostawy od Teheranu, amunicja od Pjongjangu i zapłaty za ropę od Pekinu – wszystko to wspiera antyamerykańską sieć (…), która czerpie siłę z agresji Federacji Rosyjskiej. Faktycznie sojusz Pekin-Moskwa (wraz ze wsparciem przez obydwa te państwa Iranu i Korei Północnej) istnieje i jest zacieśniany od co najmniej 35 lat, a wojna na Ukrainie jest jego katalizatorem.

Inwazja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę dała jej sojusznikom całkiem nowe możliwości, a największym beneficjentem wojny są komunistyczne Chiny. Federacja Rosyjska, która na skutek sankcji została częściowo odcięta od rynków zachodnich, zwróciła się do Pekinu, który z kolei rozszerzył swój wpływ poprzez współprace z Moskwą w obszarach takch jak handel, współpraca energetyczna i współpraca wojskowa. Import rosyjskiej ropy przez Chiny zwiększył się bardziej niż podwójnie, osiągając wartość 62,6 miliardów dolarów w 2024, podczas gdy bilans handlowy wartość 245 miliardów dolaów. Udział Yuana wynosi blisko 40 procent rosyjskich transakcji międzynarodowych, wspierając dążenia Pekinu do umiędzynarodowienia swojej waluty.

Agresja na Ukrainę pogłębiła sowiecko-chiński sojusz, który w jeszcze większym stopniu stał się obustronną współzależnością Federacji Rosyjskiej i ChRL, która to współzależność – jak pisze Riboua – służy w największym stopniu Pekinowi. Wraz z odcięciem [jedynie częściowym – autor] od dostawców zachodnich, Chiny wkroczyły z dostarczaniem samochodów, elektroniki i sprzętu opartego na półprzewodnikach, czyniąc Rosję zależną od chińskiego przemysłu. Ta zależność daje Pekinowi wpływ na krytyczne łańcuchy dostaw i czyni Pekin głównym sponsorem wojennych ambicji Moskwy. W szczególności jest to widoczne w zakresie handlu elektroniką i mikroprocesorami, które są elementami kluczowymi dla nowoczesnych systemów uzbrojenia, a tym samym dla całości machiny wojennej Federacji Rosyjskiej. Riboua przytacza konkretne liczby – w roku 2023, 90 procent rosyjskiego importu mikroprocesorów pochodziło właśnie z ChRL. Poprzez podtrzymywanie handlu – pisze Riboua – Pekin stał się niezbędny dla machiny wojennej Moskwy. Polityczny sojusz wzmacnia te więzi a rosyjskie zwycięstwo tylko wzmocni ten układ, czyniąc Moskwę długoterminowym dostawcą energii i zasobów dla Chin.


Beneficjentami wojny na Ukrainie stali się również sojusznicy (a właściwie państwa satelickie, biorąc pod uwagę zależności pomiędzy centrum a peryferiami w świecie komunistycznym) Federacji Rosyjskiej i komunistycznych Chin: Korea Północna i Islamska Republika Iranu. Obecnie – pisze Riboua – Korea Północna dostarcza nieco poniżej połowy ilości amunicji artyleryjskiej używanej przez siły zbrojne Federacji Rosyjskiej, a północnokoreańscy żołnierze walczą na ukraińskich frontach, dzięki czemu Korea Północna może zdobyć doświadczenie bojowe i zmodernizować własne siły zbrojne. Udział neostalinowskiego reżimu Kimów i irańskiego reżimu ajatollahów umożliwia prowadzenie wojny przez reżim czekistów, ale – jak konkluduje Riboua – za wszystkim stoją Chiny. To Pekin umożliwia Pjongjangowi i Teheranowi omijanie międzynarodowych sankcji, wzmacnianie ich gospodarek i osiąganie własnych zysków strategicznych. Pekin uczy się tego, jak kraje zachodnie odpowiadają na systemy uzbrojenia używane przez Moskwę, ale i na sam udział Iranu i Korei Północnej w wojnie prowadzonej przez Federację Rosyjską. I używa lekcji nabytych rękami sojuszników (z Moskwą na czele) w kalkulacjach dotyczących potencjalnej (właściwie będącej w fazie planowania) inwazji na Tajwan.

Jak pisze dalej autorka: W efekcie, korzyści płynące z wojny dla Chin wychodzą poza handel i energię. Ukraina stała się poligonem, na którym irańskie drony i północnokoreańska artyleria testowane są w walce przeciw systemom obrony o standardach NATO. Każde starcie daje Pekinowi szanse na uczenie się zachodniej technologii, słabych stron, czasu potrzebnego na odpowiedź, dając przegląd tego, jak zachodnie systemy mogą działać podczas konfliktu na Tajwanie. Co więcej, wojna wyczerpuje zachodnie zapasy i ujawnia limity łańcuchów zaopatrzenia sojuszników, dając Chinom lepsze zrozumienie tego, jak długo Waszyngton i jego partnerzy mogą wytrzymać konflikt o wysokiej intensywności. Wreszcie, Ukraina stała się poligonem wojny hybrydowej oraz kampanii propagandowych i dezinformacyjnych nakierowanych na tworzenie podziałów w społeczeństwach demokratycznych i testowanie spójności sojuszy. Xi Jinping uważnie weźmie pod uwagę wszystkie te lekcje w swoich planach wobec Tajwanu.

Wojna na Ukrainie nie tylko jest dla ChRL „żywym poligonem” przygotowującym je do inwazji na Tajwan, źródłem czystych zysków, instrumentem przyspieszającym pogłębianie się sojuszu strategicznego z Federacją Rosyjską, ale także czynnikiem pozwalającym Pekinowi forsować agendę „Globalnego Południa”. (...) Pekin i Moskwa stale występują jako liderzy „świata wielobiegunowego” i przedstawiają zachodnie wsparcie dla Ukrainy jako dowód hipokryzji (…). BRICS stało się instytucjonalną twarzą tej strategii, skupiając kraje, które oburzają się na dominację Stanów Zjednoczonych w globalnym systemie finansowym. Chiny przedstawiają się jako alternatywa ekonomiczna, a Rosja jako przeciwwaga wojskowa, razem roszczą sobie prawo do obrony przeciwko zachodnim wpływom. Zdolność Moskwy do prowadzenia wojny bez poważnych konsekwencji wzmacnia ten przekaz, dając pożywkę poczuciu, że przywództwo Stanów Zjednoczonych ulega erozji a ich sojusze nie przetrwają. Oprócz BRICS, kolejną ważną formą instytucjonalną sojuszu ChRL, Federacji Rosyjskiej i tzw. „Globalnego Południa” od 25 lat jest Szanghajska Organizacja Współpracy.

Zwycięstwo Federacji Rosyjskiej dałoby „realną wagęwspólnej, dwustronnie koordynowanej agendzie Pekinu i Moskwy. Europa – zdaniem Zineb Riboua – zostałaby uwięziona w pułapce niestabilności na dekadę. Ameryka straciłaby tym samym sojuszników niezbędnych jej w Azji. Rządy państw europejskich byłyby zmuszone do przestawienia się na tryb funkcjonowania w środowisku permanentnego zagrożenia wojennego, i to na poziomie zarówno wojskowym, jak i gospodarczym, co wykluczyłoby jej z udzielania pomocy Ameryce w przypadku wywołania wojny w Azji przez ChRL. To jednak jest szacunek optymistyczny – Zineb Riboua wydaje się nie brać wystarczająco pod uwagę tego, że w krajach Europy Zachodniej predominuje i bardzo silna jest orientacja prorosyjska/prosowiecka, i to niezależnie od tego, czy mowa jest o aktualnie rządzącym establishmencie, czy o opozycyjnych wobec niego siłach politycznych i niezależnie od tego, czy mowa jest o lewicy czy o prawicy. Warto w tym konkretnym kontekście wspomnieć o niedawnym wystąpieniu Trumpa na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, w którym słusznie i trafnie wyjaśnił, że to elity zachodnie, zwłaszcza krajów Europy Zachodniej, zwłaszcza Niemiec i Francji, zwłaszcza tzw. libleftu, utuczyły na przestrzeni ostatnich trzech dekad reżim Putina (i KPCh). I dalej to czynią, pomimo deklarownych sankcji. Przykładem jest choćby fakt, iż ilość pieniędzy wydanych przez państwa europejskie na zakup sowieckiego gazu przewyższa kwoty pomocy przyznanej Ukrainie. Potwierdza się tym samym cytat z Lenina o tym, że „Kapitaliści sami sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy”.

Zwycięstwo Moskwy w wojnie na Ukrainie spowodowałoby to, że Europa Zachodnia mniej lub bardziej dobrowolnie dokona finlandyzacji i przyjmie prymat Federacji Rosyjskiej i komunistycznych Chin. Zwycięstwo w wojnie na Ukrainie co najmniej da Moskwie pole manewru do skuteczniejszego domagania się korzystnych dla siebie koncesji, na przykład tych wyrażonych w ultimatum Putina-Ławrowa. Bezpośrednio zagrożone w przypadku zwycięstwa Federacji Rosyjskiej byłyby Polska, kraje bałtyckie i inne kraje Międzymorza Bałtycko-Czarnomorsko-Adriatyckiego oraz kraje skandynawskie, na czele z Finlandią, Norwegią i Szwecją. Zagrożone byłyby nie tylko pełnoskalową inwazją militarną, ale „ograniczonymi” atakami hybrydowymi oraz „wewnętrzną” agenturą i operacjami dywersyjnymi; aktualnie rozgrywane operacje dywersyjne i hybrydowe, w rodzaju operacji „Śluza”, wtargnięć dronów czy aktów sabotażu w przypadku totalnego zwycięstwa Moskwy na Ukrainie co najmniej znacząco by się nasiliły. Władzę na trwale mogłaby przejąć agentura, po części odziedziczona po czasach otwartego komunizmu, która zresztą, dzięki zachowaniu „władzy pośredniej”, niejednokrotnie jest faktycznym suwerenem (rozumianym tak, jak to definiował Schmitt) albo poważnym pretendentem do tej funkcji.

Jednocześnie – pisze Riboua – rozpadłyby się amerykańskie sojusze na Bliskim Wschodzie. Sojusznicy lawirujący między Waszyngtonem a Pekinem doszliby do wniosku, że amerykańskie gwarancje są nierealne (…). Pekin i Moskwa także i tam, ale i w całym tzw. „Globalnym Południu” zostałyby uznane za bardziej wiarygodnego partnera niż Waszyngton. A co najbardziej w tym wszystkim niebezpieczne – upadłoby odstraszanie. Chodzi oczywiście o amerykański system odstraszania. Pekin uznałby Ukrainę za dowód na to, że agresja się opłaca i że Ameryka nie ma woli, by powstrzymać inwazję na Tajwan. W przypadku sukcesu tej strategii, większość ludności świata stanowiliby obywatele, a właściwie poddani reżimów totalitarnych, a tym samym, większość, decydująca większość państw na świecie, hipotetycznie z decydującym wpływem w organizacjach międzynarodowych (takich jak Rada Bezpieczeństwa ONZ, WTO, WHO itp.) stanowiłyby państwa totalitarne (komunistyczne, para-komunistyczne i islamistyczne) i półtotalitarne.

Warto w tym kontekście przytoczyć inny cytat Autorki omawianej tutaj analizy: Świat wielobiegunowy to świat, w którym dominuje Rosja, w którym zasady ustalają Chiny, a Stany Zjednoczone są ograniczone. Historycznie rzecz biorąc, nie było takiego scenariusza, w którym wielobiegunowość prowadziłaby do mniejszej liczby wojen. Byłby to scenariusz najgorszy – Pax Sinica, w którym hegemonem ustalającym zasady byłyby komunistyczne Chiny, a Federacja Rosyjska pełniłaby rolę chrlowskiego „żandarma”. Zwycięstwo Federacji Rosyjskiej w wojnie na Ukrainie uruchomi dalszą sekwencję wojen/wydarzeń, która ostatecznie do takiego scenariusza doprowadzi.

Zineb Riboua przedstawia też scenariusz pozytywny. Zwycięstwo Ukrainy ponownie ukształtowałoby równowagę. Po pierwsze, przywróciłoby odstraszanie poprzez pokazanie, że agresja nie popłaca. Rosja zostałaby odcięta jako główny partner Chin, a Iran i Korea Północna straciłyby swoje laboratorium pola walki, zaś Chiny pomyślałyby dwa razy, zanim przetestowałyby amerykańską odpowiedź w Azji Wschodniej. Po drugie, wzmocniłoby spójność systemu sojuszy kierowanego przez Stany Zjednoczone. Szeroka sieć państw, które wspierają Moskwę i wzmacniają chińskie wyzwanie zostałaby osłabiona, dowodząc, że amerykańskie przywództwo pozostaje kręgosłupem globalnej stabilności.

Pozytywną rolę w pokonaniu Moskwy, a właściwie utarciu nosa czekistom i komunistom chińskim, może odegrać Trump: Od początku swojej kadencji, prezydent Trump kładzie nacisk na konieczność zakończenia tej wojny. Ma on rację podkreślając ten cel, ale liczą się warunki jakiegokolwiek rozwiązania, które zostałoby podjęte. Koniec wojny, który czyni NATO silniejszym, a Rosję słabszą, przywróciłby stabilność i wiarygodność. Koniec wojny, który nagradzałby agresję zwiększyłby ją i dałby Moskwie, Pekinowi i ich partnerom wszystko to, do czego dążą.