Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konwergencja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konwergencja. Pokaż wszystkie posty

2026-01-11

Pokój poprzez siłę. Doktryna Trumpa w praktyce

 

Ostatnie działania USA potwierdzają właściwie wszystko to, co pisałem i prognozowałem odnośnie polityki administracji Donalda Trumpa w tekście „Pokój poprzez siłę. Doktryna Trumpa”.

Absolute Resolve

Wenezuela od roku 1999 to kraj rządzony przez komunistyczną sitwę, mającą w swoich strukturach także bardzo niebezpieczne organizacje przestępcze, na czele z kartelami narkotykowymi, takimi jak „Kartel Słońc” uważany za twór podporządkowany wenezuelskiej armii (nazwa miała się wziąć od dystynkcji na pagonach oficerskich armii wenezuelskiej) czy wreszcie niesławny „Tren de Aragua”. Chavistowska Wenezuela wspierała komunistyczne i lewackie organizacje paramilitarne i terrorystyczne na czele z kolumbijskim FARC oraz terroryzm islamski, stając się bazą dla operacji Hezbollahu, Hamasu, a także irańskiej IRGC. Komunistyczny system władzy w Wenezueli Chaveza-Maduro był stworzony i utrzymywany poprzez działania kubańskiej bezpieki i agentury, która zapewniała systemowi zarówno bezpieczeństwo, wsparcie logistyczne oraz ideologiczne. Dariusz Rohnka w książce „Wielkie Arrangement” poświęconej popieriestrojkowemu komunizmowi na świecie, określił procesy zachodzące w Wenezueli oraz innych neokomunistycznych krajach Ameryki Południowej mianem „kubanizacji”.

Źródło: X

Na poziomie międzynarodowym komunistyczna Wenezuela Chaveza i Maduro to część neokomunistycznego de facto projektu strategicznego, który dla uproszczenia i uporządkowania nazwiemy tutaj „Globalną Eurazją”, którego centrum jest sojusz komunistycznych Chin i Federacji Rosyjskiej, zaś peryferiami m.in. Wenezuela i inne neokomunistyczne kraje latynoamerykańskie, tzw. „czworokąt totalitarny”/CRINK (Chiny, Rosja, Korea Północna, Iran)/VRIC (Wenezuela, Rosja, Iran, Chiny), a także Szanghajska Organizacja Współpracy, BRICS czy Inicjatywa Pasa i Szlaku. Południowoamerykańską „odnogą” Globalnej Eurazji jest nieformalny system lokalnych sojuszy państw i organizacji (nieprzypadkowo głównie komunistycznych) koordynowany przez komunistyczną Kubę. Chavistowska Wenezuela była „hubem” obsługującym interesy ChRL i Federacji Rosyjskiej, Iranu, Hezbollahu, Hamasu oraz karteli narkotykowych na obszar obu Ameryk. I co za tym idzie, jedną z baz dla destrukcyjnej dla USA działalności karteli narkotykowych, mafii, gangów i różnego rodzaju organizacji terrorystycznych.


W nocy z 2 na 3 stycznia 2026 roku zespół bojowy elitarej Delta Force szybko i sprawnie wtargnął do pałacu prezydenckiego Mirafiores w Caracas, aresztując komunistycznego dyktatora Nicolasa Maduro wraz z żoną, tym samym dokonując potężnego uderzenia w reżim. Uprowadzenie Maduro to mistrzowska, wielodomenowa operacja specjalna, którą tak opisuje notatka Biura Bezpieczeństwa Narodowego:

„[…] 1. Ustanowiona wiele tygodni temu stała obecność sił USA w regionie, a w ślad za nią ciągłe prowadzenie rozpoznania i walki elektronicznej we wszystkich domenach spowodowały, że systemy obronne Wenezueli działały w reżimie ograniczeń w promieniowaniu. Amerykanie wykorzystali więc wrażliwość stosowanych przez Wenezuelę rosyjskich/sowieckich schematów operacyjnych wyłączania systemów we wstępnej fazie wykrycia nierozpoznanego zagrożenia.

2. Wenezuelskie systemy dowodzenia, rozpoznania i walki elektronicznej zostały skutecznie obezwładnione. W tym celu uderzenia były prowadzone w domenach CYBER i SPACE, oraz kinetycznie w domenach operacyjnych. Takie działania wymagały kompleksowych przygotowań, planowania i autoryzacji uwzględniającej ryzyka niezamierzonych strat.

3. Amerykanie wykorzystali połączony potencjał wywiadowczy co najmniej następujących służb: CIA, NSA i NGA. Przebieg operacji raczej wskazuje na uzyskanie bardzo precyzyjnego namiaru z SIGINT-u, potwierdzonego źródłem osobowym (źródło w otoczeniu Maduro lub grupa obserwacyjna na miejscu). Dzięki precyzyjnym danym z rozpoznania i wywiadu zespoły Delta Force bez większego trudu, napotykając na niewielki opór i wykorzystując „element zaskoczenia” schwytały wenezuelskiego dyktatora wraz z jego małżonką. Możliwe, że omawiana operacja została oparta na wiedzy wywiadowczej i taktycznej zdobytej przez Amerykanów na Ukrainie.

4. Doniesienia wskazują, że część łączności w stolicy Caracas działała, w tym sieci komórkowe i danych (można zakładać, że w sposób kontrolowany, a przekaz tam kreowany miał służyć celom operacji USA). Utrzymanie łączności komórkowej wskazuje na zdolność Amerykanów w zakresie bieżącego śledzenia łączności w skali makro przy równoczesnym pozyskiwaniu maksimum wiedzy operacyjnej.

5. Operację specjalną maskowano początkiem operacji powietrzno-lądowej o dużej skali, by oddziaływać w wymiarze kognitywnym, kształtować postawy Wenezuelczyków i skłonić siły zbrojne kraju do ukrycia się w schronach, odejścia od stanowisk i niewychodzenia na ulice. Tam, gdzie Wenezuelczycy pozostali na stanowiskach, obezwładniano ich kinetycznie.

6.Celem operacji było schwytanie Maduro, ale warunkowo dopuszczono jego eliminację.

7. W działania zaangażowano bezzałogowe i załogowe systemy i statki powietrzne, siły specjalne i konwencjonalne. Stopień ich integracji wskazuje na wykorzystanie przełomowych systemów wspartych sztuczną inteligencją.

8. Silne odwody (okręt desantowy z US Marines) wskazywały, że liczono się z różnym rozwojem sytuacji, w tym z koniecznością ewakuacji z użyciem większego komponentu na lądzie. […]”

Co ważne, Maduro nie uchroniła sowiecko-chińska „strefa antydostępowa”, która dotąd nawet przez zachodnich analityków wojskowych prezentowana była niemalże tak, jakby technologicznie dorównywała technologii z fikcyjnego uniwersum „Star Treka”. Sowieckie systemy obrony przeciwlotniczej S-300 nie zdołały zestrzelić ani jednego F-35 i ani jednego Chinooka transportującego komandosów z Delta Force, zaś chińskie systemy radarowe, uchodzące za nowoczesne i jako takie przedstawiane, nie przekazały informacji o zbliżających się amerykańskich myśliwcach, śmigłowcach i okrętach wojennych, skutecznie ogłuszone przez Amerykanów.

Mówienie o dekapitacji jest jednak przedwczesne, gdyż na miejscu pozostała wiceprezydent Wenezueli wraz z rządem oraz dowództwem aparatu bezpieczeństwa i sił zbrojnych, aczkolwiek dynamika sytuacji może doprowadzić do obalenia komunistycznej tyranii. Jeden z analityków użył określenia „wyjęcie mózgu”, jednak jeszcze bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie o „wycięciu płata mózgu”. Jest to po prostu operacja wzięcia zakładnika w celu zmuszenia – nie wiadomo, na jak długo – komunistycznych władz Wenezueli do zachowania zgodnego z interesem USA, przede wszystkim wstrzymania dostaw ropy do ChRL i wspomagania machiny wojennej Moskwy przy pomocy „floty cieni”, zagwarantowania USA możliwości wydobycia ropy i udziału w zyskach i zaprzestania dywersji narkotykowej i za pomocą wysyłania do Stanów Zjednoczonych fal nielegalnych imigrantów, gangsterów i dywersantów. Wyjaśniają to Marco Rubio oraz sam Donald Trump – chodzi nie o samą Wenezuelę i jej zasoby naturalne, ale o niedopuszczenie do ich wydobycia przez komunistyczne Chiny, Federację Rosyjską czy Iran. „And if you don’t know, now you know”.



Bardzo ważnym elementem operacji wenezuelskiej USA jest też odstraszanie. Nie za pomocą strategicznej broni nuklearnej (jeszcze nie, albo nie w tym momencie), ale poprzez wytworzenie świadomości, że żaden tyran (wróg USA) nie może czuć się bezpieczny i może zostać uprowadzony przez zespół bojowy sił specjalnych. Oraz, że nie ochroni go nawet najlepszy system ostrzegania, obrony i ochrony. Czas gierek z USA się skończył, jak stwierdził Rubio.

Pod koniec grudnia 2025 komunistyczne Chiny przeprowadziły na wodach otaczających Tajwan ogromne manewry marynarki wojennej, lotnictwa i strategicznych wojsk rakietowych mające przygotować ChAL-W i cały aparat komunistyczny do blokady morskiej i powietrznej wyspy, z licznymi naruszeniami przestrzeni Tajwanu przez chrlowskie samoloty bojowe. Manewry miały kryptonim „Misja Sprawiedliwości”. Mniej więcej w tym samym czasie miały miejsce inne manewry ChALW, w których ćwiczono działania wojenne nie tylko przeciwko Tajwanowi, ale i bezpośrednio przeciwko USA, z terenów takich państw jak Kuba czy Meksyk.W pierwszej połowie grudnia miały miejsce sino-sowieckie manewry wojsk rakietowych oraz marynarek wojennych i sił powietrznych w pobliżu Japonii i Korei Południowej. Również pod koniec grudnia 2025 roku Siergiej Ławrow zadeklarował, że w przypadku agresji na Tajwan, Federacja Rosyjska udzieli wsparcia komunistycznym Chinom, zgodnie z traktatem sojuszniczym z 2001 roku. Zapewne również te wydarzenia, na czele z chrlowskimi manewrami na wodach wokół Tajwanu zadecydowały o takim, a nie innym czasie amerykańskiej operacji specjalnej w Wenezueli.

Dość istotne wydaje się też fiasko wymuszenia przez administrację Trumpa zawieszenia broni/pokoju na Ukrainie poprzez demonstracyjne wręcz dalsze działania wojenne rosyjskich bolszewików. Moskwa nie przerwie działań wojennych, gdyż byłoby to po prostu w sprzeczności z jej celami. Flagowy postulat Trumpa, czyli zawieszenie broni/pokój i rozwiązanie podobne do koreańskiego byłoby koniecznością zarówno dla Ukrainy, jak i dla Zachodu. Nowa administracja USA zapewne zdaje sobie z tego sprawę i dlatego po pierwsze: USA pod administracją Trumpa prowadzi wobec Federacji Rosyjskiej "golicynowską" politykę dezinformacji. Z jednej strony kładzie czerwone dywany kagiebowskiemu despocie, mówi o surowcowych i handlowych dilach z Putinem, oficjalnie co jakiś czas wstrzymuje pomoc dla Ukrainy i krytykuje Zełeńskiego, co jakiś czas, ktoś z administracji Trumpa rzuci jakąś wypowiedź niemalże żywcem zerżniętą z narracji tzw. „prawicowego NEP-u”. Z drugiej strony udziela Ukrainie zakulisowej pomocy, przede wszystkim w postaci wsparcia wywiadowczego i informacyjnego niezbędnego do operacji wymierzonych przede wszystkim w sowieckie zaplecze logistyczne. I atakuje sojuszników Moskwy tam, gdzie jest to możliwe: porywa komunistycznych dyktatorów, ściga statki „Floty cieni” i nakłada nawet kilkusetprocentowe cła na kraje kupujące rosyjskie surowce energetyczne.

Nie powinno dziwić to, że Moskwa i Pekin zgodnie potępili operację uprowadzenia Maduro, choć poza werbalnymi deklaracjami Putin, Xi i Wang raczej nie kwapią się do pomocy towarzyszom z Caracas (może poza eskortą abordowanego statku floty cieni przez sowiecki okręt podwodny). Sparaliżowanie Wenezueli jako narko-surowcowego hubu będzie niosło ze sobą paraliż czerwonego „Smoko-niedźwiedzia”. Tym bardziej, jeżeli pociągnie to za sobą obalenie kolejnego sino-sowieckiego hubu: reżimu ajatollahów w Iranie, co wydaje się nieuniknione. Dużo zależy też od tego, czy dynamika wydarzeń w Wenezueli doprowadzi do faktycznego obalenia tam komunizmu, tym bardziej, że rząd Delcy Rodriguez może nie być tak uległy wobec Amerykanów przez dłuższy czas.

Przeciwko „Globalnej Eurazji”

Od czasu „Resetu” Obamy, rozpoczęcia reintegracji imperium sowieckiego przez Putina (w którym to procesie kamieniami milowymi była agresja i częściowy rozbiór Gruzji, zamach smoleński i rozpoczęcie wojny przeciw Ukrainie w 2014 roku), zacieśniania sojuszu Pekin-Moskwa i ekonomicznej ekspansji Federacji Rosyjskiej na Europę, Stany Zjednoczone znajdują się – jak określił to prof. Olavo de Carvalho – w stanie oblężenia przez „Globalną Eurazję”. Blok ten od 2020 roku prowadzi działania, które określiłem tutaj mianem „sekwencyjnej wojny światowej”, czyli sekwencji konfliktów, mających doprowadzić do obalenia USA z pozycji światowego supermocarstwa i ustanowienia nowego porządku światowego z dominującą rolą ChRL i pomocniczą rolą Federacji Rosyjskiej oraz mniejszych państw Globalnej Eurazji (takich jak Wenezuela właśnie, Iran czy Korea Północna).

USA występują zatem z pozycji defensywnych. Bronią się nie tylko przed groźbą utraty własnej pozycji mocarstwowej, ale uprzedzają perspektywę, którą nakreślił płk Stanisław Łuniew, uciekinier z GRU, który wprost mówił o planie pokonania USA i ich podziału pomiędzy ChRL a Federację Rosyjską (Moskwa miała odzyskać Alaskę, a Pekin zagarnąć pozostałe 48 stanów). A najlepszą obroną jest atak.


Źródło: X: https://x.com/warsurveillance/status/2007556350025576803


Akcja w Caracas była również realizacją opublikowanej na początku grudnia 2025 roku Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA. W dokumencie tym nakreślono ramowe założenia nowej amerykańskiej geopolityki, geoestrategii i geoekonomii. Pierwszym najważniejszym rejonem kluczowym dla zachowania przez USA pozycji supermocarstwa jest rejon Pacyfiku, zaś kluczowe są Tajwan będący niemalże światowym hubem produkcyjnym zaawansowanych systemów informatycznych oraz państwa wyspiarskie Pacyfiku Zachodniego (część jest zależna od USA), takie jak Mariany Północne, wyspa Guam, Mikronezja i Palau, wszystkie wchodzące w skład odpowiednio: pierwszego i drugiego łańcucha wysp. Jest to też pole być może nieuniknionej, otwartej agresji komunistycznych Chin i ich „ostatecznego starcia” o światową hegemonię ze Stanami Zjednoczonymi.

Drugim najważniejszym strategicznie obszarem jest Półkula Zachodnia, na czele z kontynentami Północnej i Południowej Ameryki. Obszary te mają pełnić rolę „głębokiego zaplecza strategicznego” Stanów Zjednoczonych, dlatego wpływy komunistycznych Chin, Federacji Rosyjskiej czy Iranu nie mają tam prawa bytu, o czym mowa jest w strategii otwartym tekstem. Tak samo jak nielegalna imigracja, przemyt narkotyków czy działalność latynoamerykańskich karteli przestępczych. W tym kontekście należy widzieć próby aneksji przez Stany Zjednoczone Grenlandii, która z punktu widzenia NSS (i całościowej doktryny Trumpa), po pierwsze nie może stać się obszarem ekspansji osi Pekin-Moskwa, a po drugie, ma być wysuniętym posterunkiem, z którego USA kontrolowałyby ten rdzeń „Globalnej Eurazji”.


Źródło: X/@ObjectZero


Europa jest niejako rodzielona w strategii na dwie części: na bardzo poważnie osłabioną poprzez demoliberalne (i demobolszewickie) ideologie i ich praktyczne konsekwencje, które prowadzą do strategicznej bezradności i bezbronności krajów, które tworzą europejską część NATO. Z drugiej strony, w optyce autorów NSS, wolna od tych ideologii jest Europa Wschodnia, która – najpewniej pod szyldami Międzymorza (jednakowoż bez okupowanej przez sowietów Białorusi czy upadłej Ukrainy) może stać się kolejnym „niezatapialnym lotniskowcem” USA, choćby dlatego, że państwa takie jak Polska (dzięki rządom Zjednoczonej Prawicy – Szydło i Morawieckiego) wydają odpowiednio duże siły i środki na cele obrony i bezpieczeństwa. Zdemonizowana wręcz „strategiczna stabilność w relacjach z Rosją” oznacza tutaj tylko i aż tyle, że obszar Międzymorza (Trójmorza) ma być kolejną zaporą powstrzymującą oś Pekin-Moskwa.

Bliski Wschód jest istotny jako źródło surowców kopalnych oraz obszar, na którym splatają się szlaki energetyczne. Amerykańskim priorytetem jest ich bezpieczeństwo, a co za tym idzie, zwalczanie islamskiego terroryzmu i zapobieganie mu. USA unikać mają jednak długotrwałego zaangażowania militarnego i poronionych prób implementacji demoliberalizmu w krajach i kulturze, która takich tradycji nie posiada. Na Bliskim Wschodzie równie ważnymi celami USA jest bezpieczeństwo Państwa Izrael oraz powstrzymywanie wpływów wspieranego przez Pekin i Moskwę Iranu.

Również kontynent afrykański ma być obszarem, na którym USA ma zapobiegać rozwojowi terroryzmu (najczęściej islamskiego, przykładem jest niedawny atak na pododdziały Państwa Islamskiego w Nigerii), a także powstrzymywać wpływy komunistycznych Chin.

NSS dużo miejsca poświęca krytyce idelogii demoliberalnej (a de facto demobolszewickiej), której konsekwencjami są m.in. dezindustrializacja krajów zachodnich (w tym USA), szaleństwo „zielonych ładów”, „walki z globalnym ociepleniem”, antynatalizm i spadek przyrostu naturalnego oraz masowa imigracja, głównie z obszaru kulturowego islamu, która za kilkadziesiąt lat może doprowadzić do podmiany etnicznej krajów europejskich zwłaszcza. Choć nie jest to wyrażone wprost, demoliberalizm (i demobolszewizm, będący efektem konwergencji komunizmu z liberalizmem) to dwa ostrza komunistycznych „nożyc”. Zresztą, nawet bez formułowania tak daleko idącego wniosku, ta ideologia i praktyka działa w interesie Pekinu i Moskwy. Stworzenie antyamerykańskiej de facto, scentralizowanego superpaństwa europejskiego jest zgodne z projektem utworzenia przestrzeni geostrategicznej łączącej Europę właśnie, Federację Rosyjską i komunistyczne Chiny. Kontrolowanie umysłów ludzi Zachodu za pomocą różnych tricków wdrażanych od jakiegoś czasu przez zachodnie korporacje jest de facto eksportem instrumentów kontroli społecznej rodem z ChRL.



Podsumując – doktryna Trumpa, wyrażona m.in. w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i działaniach praktycznych ma stworzyć system sojuszy z USA, mający chronić Stany Zjednoczone, a jednocześnie sojuszników przede wszystkim przed ekspansją i agresją neobolszewickiego sojuszu Pekin-Moskwa, ale i przed demoliberalnymi i demobolszewickimi ideologiami, rozkładającymi kraje cywilizacji od środka (ale w interesie i po części z inspiracji Moskwy i Pekinu). A także przygotować się na kolejne wojny, które „Globalna Eurazja” będzie wywoływać, być może łącznie z wojną globalną.

2023-01-31

Długofalowa strategia, prognozy Golicyna a wojna na Ukrainie

Komentarz do artykułu Hanny Shen

Hanna Shen opublikowała w „Gazecie Polskiej Codziennie” z dnia 18 stycznia artykuł pod tytułem „Chińskie nowe kłamstwa w miejsce starych”, w którym słusznie wykazuje, że ostatnie rewelacje „Financial Times” o rzekomym odwróceniu się komunistycznych Chin od Federacji Rosyjskiej zasłyszane od chińskich urzędników, są dezinformacją, której wzorzec opisał lata temu Anatolij Golicyn, polegający na wywołaniu w otoczeniu międzynarodowym wrażenia, że pomiędzy ChRL a ZSRS (a teraz Federacją Rosyjską) istnieje konflikt, albo choćby jego potencjał. „Financial Times” pisze, że Chiny przekonują Zachód, iż mogą wykorzystać swoje bliskie stosunki z Federacją Rosyjską do powstrzymania Władimira Putina przed użyciem broni jądrowej. Aby odbudować swoje relacje z państwami europejskimi, Pekin przedstawia się więc jako potencjalny rozjemca i uczestnik procesu odbudowy Ukrainy. […]” - pisze Hanna Shen.

Niedawne rewelacje „FT”, a zwłaszcza źródło i kanał, jakim zostały one dostarczone wskazują na to, iż mamy do czynienia z kolejną, być może krótkotrwałą odsłoną długofalowej operacji dezinformacji strategicznej, która de facto była i jest rodzajem gry w dobrego i złego policjanta:

„[…] Komuniści cały czas prowadzą operację mającą uśpić czujność Zachodu. Nie ustali w tworzeniu „nowych kłamstw w miejsce starych”. […] Chińscy komuniści uważają, że w obawie przed recesją w strefie euro europejscy przywódcy będą szukać ratunku w Pekinie, będą chcieli zabezpieczyć sobie dostęp do chińskiego rynku i pozyskać nowe umowy. Trzeba im teraz tylko to ułatwić i przedstawić odpowiednią narrację o tym, jak to na naszych oczach umiera romans Pekinu z Moskwą, i że to większa współpraca z Chinami, a nie budowa wymierzonego w Pekin i Moskwę sojuszu z USA, sprawi, że ChRL podejmie działania mające powstrzymać Putina. I są przywódcy w Europie, którzy te kłamstwa kupują. Prezydent Francji Emmanuel Macron nieraz mówił, że potrzebujemy Pekinu, bo ten może wywrzeć presję na Putina.”

Fakty stoją jednak – jak wykazuje dalej Hanna Shen – w sprzeczności z „wishful thinking” części zachodnich polityków i publicystów: „Pekin nigdy nie potępił rosyjskiego ataku na Ukrainę (określa go jako konflikt, a nie wojnę), występuje przeciwko sankcjom na Rosję, cały czas kwitnie handel rosyjsko-chiński i jest coraz więcej wspólnych ćwiczeń wojskowych obu państw (ostatnie w grudniu ub.r. na Morzu Wschodniochińskim). Pod koniec 2022 r. świat obiegła informacja, że kilka miesięcy przed rosyjską inwazją na Ukrainę Moskwa i Pekin podpisały porozumienie dotyczące wspólnego tworzenia i rozpowszechniania treści informacyjnych, koordynowania działań medialnych i reagowania na sytuacje kryzysowe. Krótko mówiąc, jest to porozumienie o prowadzeniu wspólnych działań dezinformacyjno-propagandowych.” Mamy również do czynienia z coraz większą ilością sygnałów wskazujących na czynne wsparcie komunistycznych Chin dla agresji Rosji Sowieckiej na Ukraine, wykraczające poza wyżej wymienione działania. ChRL nie tylko odmawia uczestnictwa w zachodnich sankcjach wobec Moskwy, nie tylko prowadzi aktywną, proputinowską dezinformację, nie tylko udziela Putinowi wsparcia dyplomatycznego, ale również dostarczają (poprzez chińskie firmy działające niejako w charakterze „słupów”) oporządzenia bojowego. Pod koniec listopada media doniosły o moście powietrznym pomiędzy ChRL a Federacją Rosyjską, którym takie transporty miały być realizowane. Sprzęt typu kamizelki taktyczne i hełmy może okazać się zaledwie czubkiem góry lodowej: niewykluczone jest, że komunistyczne Chiny dostarczają Federacji Rosyjskiej także bron ofensywną.

Ponadto, niedawno szef SWR Siergiej Naryszkin stwierdził w lakonicznym oświadczeniu, że ma miejsce współpraca pomiędzy rosyjskimi i chińskimi służbami wywiadowczymi oraz, że relacje te osiagnely „bezprecedensowy poziom”. Duża część wsparcia udzielanego Moskwie przez Pekin może mieć zatem charakter zakulisowy.

Słowem podsumowania, ChRL przyjmuje w wojnie ukraińskiej postawę pozorowanej i de facto przychylnej czekistowskiemu reżimowi neutralności, jednak nie jest to w żadnym wypadku zamiarem czy przejawem dążenia do pokoju na Ukrainie czy na świecie. Taka polityka jest im potrzebna m.in. w celu pozycjonowania się na rozjemce i „gołąbka pokoju”, uniknięcia sankcji, które zapewne niechybnie uderzyłyby w Pekin w przypadku całkowicie otwartego wsparcia FR, a także w celu... atakowania Zachodu za pośrednictwem „proxy”, którym jest w bieżącym kontekście Federacja Rosyjska.

Hanna Shen myli się jednak w jednej kwestii: „Komunistyczna Partia Chin (KPCh) nie widzi osłabienia Moskwy w wyniku wojny na Ukrainie jako przeszkody w pogłębianiu relacji z Federacją Rosyjską. To jest dla niej atut. Słaba Rosja jest bardziej zależna od Pekinu, a to sprzyja dążeniom KPCh do regionalnej i globalnej dominacji.[…]” Tymczasem Chiny wcale nie chcą osłabionej Rosji. Chiny chcą, aby Moskwa wojnę o Ukrainę wygrała, albo przynajmniej – excusez le mot – „zremisowała”, w jak największym stopniu niszcząc Ukrainę i osiągając swoje cele minimum, w jak największym stopniu osłabiając Zachód. Komunistyczne Chiny chcą mocarstwowej Federacji Rosyjskiej, która byłaby skutecznym „lodołamaczem” służącym walce ze Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami, a w końcu solidnym filarem „Pax Sinica”, czyli chińskiej komunistycznej hegemonii. Jeszcze w zeszłym roku dal temu wyraz Wang Yi, który stwierdził w rozmowie z Ławrowem, że „strona chińska będzie [...] zdecydowanie wspierać stronę rosyjską pod przewodnictwem prezydenta Putina w jednoczeniu i prowadzeniu narodu rosyjskiego do [...] realizacji strategicznych celów rozwoju i dalszego umacniania statusu Rosji jako głównego mocarstwa na scenie międzynarodowej".

Wasalizacja (czy trybutaryzacja) Federacji Rosyjskiej wobec Pekinu na skutek wyczerpania wojną przeciwko Ukrainie to taka „opcja minimum” dla Chin, zresztą FR w tandemie z ChRL i tak pełni już rolę „młodszego brata” i „strategicznego dodatku” do ChRL. Przegrana Rosji Sowieckiej jest niekorzystna dla komunistycznych Chin. Porażka i kolejna „smuta” to osłabienie Rosji Sowieckiej w roli „chińskiego lodołamacza”, zaś jej całkowita porażka, a tym bardziej hipotetyczny rozpad (mało prawdopodobny, ale nie niemożliwy) oznacza dla Pekinu katastrofę strategiczną i obrócenie wniwecz globalnych planów KPCh.

Mimo jednak powyższej rozbieżności, omówiony tutaj artykuł zasługuje na uwagę ze względu na przywołanie analiz i prognoz Anatolija Golicyna. Hanna Shen zdaje się być jedną z niewielu osób, które zauważają związek jego analiz z aktualną sytuacją geostrategiczną. Mozna pokusić się o tezę roboczą, że agresja sowiecka przeciw Ukrainie jest elementem długofalowej strategii sowieckiej prognozowanej przez Golicyna. Ogólne cele tej strategii to 1) ustanowienie światowej federacji komunistycznej. Obecnie jest to system sojuszy, których centrum jest kooperacja Pekin-Moskwa, m.in. SzOW, BRICS, Nowy Jedwabny Szlak itp.; 2) rozbrojenie Zachodu, finlandyzacja Europy Zachodniej (wg Golicyna „neutralnej, socjalistycznej Europy”) oraz wycofanie się USA z Europy, a w następstwie osłabienie lub rozpad NATO; 3) transformacja ustrojowa, w wyniku której elity komunistyczne zamieniaja wladze bezpośrednią na władzę pośrednią, a więzy z sowiecką centralą zostają zachowane, a także 4) konwergencja komunizmu i demoliberalizmu na sowieckich warunkach, częściowo realizowana zasobami agenturalnymi i wspólnymi interesami elit czekistowskich/komunistycznych i części elit zachodnich. Obecnie, właśnie poprzez m.in. wojnę o Ukrainę – Rosja Sowiecka próbuje zebrać żniwo długofalowej strategii; wydaje się, że elity czekistowskie (ale i wierchuszka KPCh) uznały, że to jest właściwy na to moment.

***



Jacek Bartosiak mówi w swojej analityce o tym, że wojna ta jest elementem „skalowalnej trzeciej wojny światowej”, i ma w tym stwierdzeniu rację. Ja zaś dodałbym, że mamy do czynienia z czymś, co można nazwać (neo)bolszewicką „Endgame”, z „sekwencyjną trzecią wojną światową”. Po realizacji długofalowej strategii metodami w dużej mierze pozamilitarnymi (dyplomatycznymi, ekonomicznymi i agenturalnymi), przyszedł czas na chrlowską ofensywę bronią biologiczną Covid-19 ze wsparciem dezinformacyjnym Moskwy. Następnie przyszedł czas na „ operację śluza”, szantaż sowiecki dotyczący zmiany europejskiej i eurazjatyckiej architektury bezpieczeństwa (przy wsparciu propagandowym i dezinformacyjnym ChRL) i aktualnie trwającą operację agresji na Ukrainę. Kolejna potencjalna operacja to albo chińska agresja na Tajwan, albo atak Korei Północnej na Republikę Korei.

W tym kontekście elementy strategicznej układanki układają się w jedną część. USA i UK mają przekazać (albo dać zgodę na przekazanie) Ukrainie m.in. F-16, czołgów Abrams, Leopard, baterii Patriot i innych systemów uzbrojenia, które – co pokazują straty sił sowieckich na Ukrainie – walą na łeb sowiecką technikę wojskową. Ponadto, są w stanie do tego zmusić takich miłośników Rosji Sowieckiej i Chin jak Niemcy i Francję. Od jakiegoś czasu NATO, USA, Wielka Brytania, ale również Polska i pozostałe kraje Intermarium nawiązują i zacieśniają współpracę polityczną i wojskową z Japonią (która rewiduje swoją pacyfistyczną, narzuconą po 1945 roku), Koreą i last but not least Tajwanem, wskazując na zagrożenie ze strony tandemu Pekin-Moskwa. Szef Komitetu Sztabowego NATO, holenderski admirał Rob Bauer twierdzi wprost, że kraje zachodnie powinny przejść do gospodarki wojennej w czasie pokoju, by nie pozwolić sowietom na wygranie ukraińskiej wojny. General amerykańskiego lotnictwa Mike Minihan twierdzi zaś, że Chiny już w 2025 roku mogą zaatakować USA.


2021-07-25

Wirus konwergencji

 

I

W opublikowanym na łamach Spectatora na początku maja artykule The China Model – Why is the West imitating Beijing profesor Niall Ferguson stawia tezę, że kraje zachodnie, próbując przeciwdziałać pandemii Covid-19, naśladują model chiński, zarówno świadomie, jak i nieświadomie.

Popularność zyskują teorie etatystyczne i socjalistyczne, na czele z koncepcją wprowadzenia bezwarunkowego, powszechnego dochodu podstawowego oraz całkowitej digitalizacji pieniądza, wypłacanego przez bank centralny, z ograniczonym terminem ważności; to ostatnie jest promowane coraz częściej przez brytyjski Bank Centralny oraz Christine Lagarde, szefową Europejskiego Banku Centralnego. Jest to pomysł stricte bazujący na modelu chińskim; Chiny są liderem zarówno technologii, jak i rozwiązań administracyjnych w tej dziedzinie.

Według Fergusona, kopiowaniem modelu chińskiego jest również próba ograniczenia zasięgu pandemii Covid-19 za pomocą lockdownów, przede wszystkim dlatego, że jest to łamanie praw człowieka i obywatela i wymaga stworzenia szerokiej sieci kontroli przez organy bezpieczeństwa, a także z powodu destrukcyjnego wpływu na gospodarki krajów zachodnich dotkniętych pandemią. Tworzenie systemu certyfikatów covidowych i „paszportów covidowych” Ferguson uznaje za kolejny dowód konwergencji Zachodu z komunistycznymi Chinami i słusznie uważa, że takie elektroniczne certyfikaty zastąpić tradycyjne dokumenty osobiste, tak samo jak w komunistycznych Chinach, gdzie system ten został stworzony jeszcze przed pandemią, w 2018 roku. Wzorem dla państw zachodnich w zakresie zwalczania Covid 19 powinien być – zdaniem Fergusona – Tajwan, w którym zaniechano lockdownów zastosowanych wpierw u komunistycznego sąsiada, a izolowano jedynie chorych i zakażonych oraz śledzono ich kontakty w celu zapobieżenia dalszego zarażania.

Szkocki politolog wskazuje na jeszcze jeden, bardzo niebezpieczny aspekt konwergencji państw zachodnich z komunistycznymi Chinami. Jest to konwergencja ideologiczna, przejawiająca się na przykład w ideologii „Wokeizmu” (od angielskiego woke), czyli bardzo radykalnej politycznej poprawności, która stała się między innymi paliwem ideologicznym dla zeszłorocznych zamieszek w USA po śmierci George’a Floyda czy wcześniej, chociażby ruchu Black Lives Matter. Ferguson wprost określa ten ideologiczny przewrót jako „kopiowanie rewolucji kulturalnej” przez zachód. „Istnieje – pisze Ferguson – rodzaj totalitaryzmu niskiego poziomu, widoczny dziś w wielu instytucjach – od elitarnych uniwersytetów po gazety, publicystów i kompanie technologiczne, który wskazuje na to, że w praktyki, takie jak donosy, denuncjacje i zniesławianie mogą [...] rozkwitać nawet w przypadku braku dyktatury monopartii. Okazuje się, że nie potrzeba partii komunistycznej u władzy do cenzury internetu, wystarczy zostawić to wielkim kompaniom technologicznym, które teraz mają władzę, by usunąć prezydenta Stanów Zjednoczonych, jeśli tylko tak zadecydują.” Bo tym właśnie było zbanowanie prezydenta Trumpa przez facebook i twittera. Ponadto, podobne praktyki cyber-cenzury są stosowane wobec ludzi twierdzących na przykład, że Covid-19 jest chrlowską bronią biologiczną, o czym Ferguson akurat nie wspomina, niemniej wpisuje się to w opisany przez niego „totalitaryzm niskiego poziomu”.


zejawem konwergencji Przejawem naśladowania modelu chińskiego jest też – choć autor o tym nie wspomina – koncepcja „Wielkiego Resetu” autorstwa Klausa Schwaba, szefa Światowego Forum Ekonomicznego, zakładająca między innymi stopniową, ale całkowitą likwidację własności prywatnej i kolektywizację praktycznie k
Ferguson przytacza także wypowiedź konserwatywnego publicysty Sohraba Amhariego, umieszczoną na twitterze, a wkrótce usuniętą, w której przedstawił on Amerykę jako „dekadencką” i zgniłą za sprawą między innymi ideologii politycznej poprawności, zaś kierujące się rzekomo od wieków konfucjanizmem Chiny jako ratunek dla zgniłego Zachodu. Tego rodzaju „nowa dezinformacja w miejsce starej” będzie – w miarę postępów resetu – coraz powszechniejsza w krajach Zachodu. Dodać tu jednakowoż należy, że w ewentualnym a możliwej rzeczywistości „Wielkiego Resetu” i „Pax Sinica”, osoby takie, jak Ahmari będą jednymi z pierwszych do cybernetycznej banicji czy też do obniżenia ratingu zaufania społecznego. Komunistyczna Partia Chin i zachodnie, demoliberalno-lewacko-globalistyczne elity pełnią tu role golicynowskich „nożyc”, a konflikty między nimi to spory techniczne co do tego, jak ma być realizowana strategia stworzenia „nowego porządku świata”.

II

„Zachód nie postrzega już Chin jako konkurenta i rywala, tylko jako cywilizacyjną alternatywę”. Tako rzecze w tekście opublikowanym w Project Syndicate Joschka Fischer.

Fischer twierdzi, ze model chiński nie jest komunizmem ani socjalizmem; określenia te są stosowane przez Komunistyczna Partie Chin jedynie jako fasada służąca legitymizacji władzy. „Od reform Deng Xiaopinga pod koniec lat 70, Chiny wykształciły model hybrydowy, łączący rynek z centralnym planowaniem oraz własność państwową i prywatną. KPCh stoi na szczycie modelu ‘rynkowego leninizmu’ [Market-Leninism]. Hybrydowy charakter chińskiego systemu przesadza o jego sukcesie. Chiny są na ścieżce do pokonania Stanów Zjednoczonych zarówno technologicznie, jak i gospodarczo do roku 2030, czego Związek Sowiecki nigdy nie miał szansy osiągnąć w jakimkolwiek punkcie swojej 70-letniej historii. Chiński „socjalizm miliarderów” jest o wiele lepiej wyposażony do konkurencji z Zachodem, niż kiedykolwiek był stary system sowiecki.” Zważywszy na to, kim jest Joschka Fischer i jakie zajmuje on miejsce w establishmencie zarówno niemieckim, jak i europejskim i globalnym, trudno twierdzić, by powyższe stwierdzenia były wyrazem niezrozumienia istoty komunizmu po kolejnych transformacjach i NEP-ach. Jest to legitymizacja planowanej i po części wdrażanej polityki konwergencji z ChRL i dobrowolnego staczania się zachodu w objęcia Xi i Putina.

Dalej, Fischer twierdzi, ze panstwa zachodnie powinny porzucić politykę rywalizacji i walki o światowy prymat, w szczególności, jeżeli chodzi o komunistyczne Chiny. Jakakolwiek rywalizacja, a w szczególności ogłaszana już praktycznie wszędzie „Nowa Zimna Wojna” jest, jak głosi zresztą tytuł artykułu, ostatnia rzeczą, jakiej potrzebuje świat. Po pierwsze dlatego, ze jakiekolwiek sankcje ekonomiczne czy polityczne byłyby destrukcyjne dla gospodarek zachodnich, po drugie dlatego, ze ChRL to – zdaniem Fischera – wzorzec polityczno-ekonomiczny dla krajów zachodnich, po trzecie dlatego, ze kierujące się hybrydowym „socjalizmem miliarderów” (czytaj: neokomunistycznym totalitaryzmem) Chiny to doskonały sojusznik w walce tak z pandemia Covid-19, jak i z przyszłymi wyzwaniami również o skali światowej, na czele ze zmianami klimatycznymi.

Walka z „globalnymi wyzwaniami” jest tu jedynie ideologiczna legitymizacja do wprowadzenia zachodniej wersji komunistycznego totalitaryzmu na wzór chiński. Realnym przykładem jest pakiet unijny Fit for 55, którego realną konsekwencją będzie stworzenie w Unii Europejskiej społeczeństwa przypominającego kraje komunizmu realnego, gdzie luksusem dla większości będzie np. posiadanie prywatnego samochodu, wyjazd na wakacje czy jedzenie mięsa, zaś unijne, krajowe i korporacyjne elity będą dalej pławić się w bogactwach.

Tekst Fischera to jeden z wielu dowodów na to, że Komunistyczna Partia Chin, kremlowscy czekiści i zachodni globaliści (ale również część narodowych elit imperialnych, zwłaszcza elity niemieckie dążące do odtworzenia Nowej Rzeszy) to naturalni sojusznicy, w których wspólnym interesie jest utworzenie nowego, totalitarnego porządku światowego. Warto tu wspomnieć o innych przykładach tej synergicznej współpracy globalistów zachodnich, elit niemieckich, komunistów chińskich i czekistów rosyjskich z ostatnich miesięcy. Niemcy i Rosja Sowiecka finalizują budowę Nord Stream 2, co jest kontynuacja ich strategicznej polityki oraz długofalowej sowieckiej doktryny Falina. Niemcy współpracują tez z ChRL, chociażby w kwestii umowy inwestycyjnej ChRL-Unia Europejska oraz inwestycji realizowanych choćby przez Volkswagena i inne korporacje m.in. w okupowanym i poddanym totalnej kontroli Turkiestanie Wschodnim. Komunistyczne Chiny są adwokatem NS2.  28 czerwca, w przeddzień setnej rocznicy założenia Komunistycznej Partii Chin, Putin i Xi przedłużyli praktycznie bezterminowo Traktat o Dobrosąsiedztwie i Przyjaznej Współpracy pomiędzy ChRL a Federacją Rosyjską z 2001 roku.

III

Na koniec wróćmy do artykułu Fergusona, który wspomina ogólnikowo o geopolitycznym aspekcie systemowego resetu na Zachodzie. Konwergencja systemowa USA, Wielkiej Brytanii oraz krajów Europy Zachodniej z ChRL jest ściśle sprzężona z chińską strategią geopolityczną. Warto nadmienić, że głosy rozsądku na Zachodzie, trafnie określające system panujący w Chinach jako zbrodniczy, komunistyczny totalitaryzm zarażający Zachód swoją ideologią i modus operandi, nie spotykają się ze sprzeciwem strony przeciwnej; Ferguson powołuje się w swoim artykule na przykład na chińskiego politologa, Jianga Shi-gong.

„[…] imperium zachodnie jest atakowane z zewnątrz przez “rosyjski opór” i „chińską konkurencję”. Nie jest to dążenie do stworzenia alternatywnego imperium eurazjatyckiego, ale walką o stanie się sercem imperium obejmującego cały świat.

Jeśli wątpicie, że Chiny dążą do przejęcia imperium 1.0, jego anglo-amerykańskiej liberalnej wersji, i jego przekształcenia w Imperium 2.0, bazującego na otwarcie nieliberalnym model, nie przywiązujecie uwagi do tego, że strategia ta jest realizowana wszystkimi drogami. Chiny z powodzeniem stały się fabryką świata, tak jak kiedyś był nią Zachód. [Chiny] mają swoją wersję Weltpolitik wilhelmińskich Niemiec w formie Jednego Pasu i Jednego Szlaku. Chiny używają ceny wstępu na swój rynek do wywierania wpływu na amerykańskie firmy, by te podążały według linii Pekinu. [Chiny] przeprowadzają operacje wpływu na Zachodzie, włącznie ze Stanami Zjednoczonymi. I oczywiście, nieubłaganie wzmacniają swoje zdolności militarne w każdej dziedzinie, od sił morskich aż po przestrzeń kosmiczną i cyberprzestrzeń.”

Jesteśmy właśnie świadkami tworzenia się nowego porządku światowego, i to w formie podobnej do przywoływanej już na tym blogu dystopii płk Wrońskiego „Wyzwalacz”. Globalnym „Imperium 2.0” i centrum nowego porządku świata stopniowo mogą stać się Chiny (z Rosją Sowiecką i UE w roli wysuniętego zaplecza strategicznego). Stany Zjednoczone, podobnie jak zresztą Europa Zachodnia, stałyby w tym układzie peryferią, rządzoną przez globalistyczne, demoliberalne i lewackie elity polityczno-sluzbowo-biznesowo-intelektualne, sprowadzone do roli kolaborantów KPCh i wzorujące się na niej zarówno pod względem systemowym, jak i technicznym, co już jest stopniowo realizowane, jak opisano w artykułach Fergusona i Fischera. Międzynarodowe organizacje polityczne czy ekonomiczne, takie jak Organizacja Narodów Zjednoczonych i jej agendy, Bank Światowy, ale również międzynarodowe staną się realizatorami agendy Pekinu, co da im realna moc wprowadzania totalitarnych rozwiązań i to już na skale globalna, łamiąc suwerenność krajów członkowskich.

2021-04-14

Azja nadchodzi (także na poziomie geopolitycznym)

Glossa do felietonu Jerzego Targalskiego

W felietonie pod tytułem „Azja nadchodzi” z 25 marca 2021, doktor Jerzy Targalski prognozuje, jak zmienią się systemy polityczne państw zachodnich na skutek kryzysu wywołanego przez Covid-19 (czyli wirus KPCh):

„Paradoksalnie 30 lat po demontażu ustroju socjalistycznego grozi nam nowa odmiana azjatyckiego sposobu produkcji ze wszystkimi jego konsekwencjami. Po likwidacji w wyniku terapii antykowidowej (lockdowny) klasy średniej w wersji zachodniej i przejęcia własności przez państwo i międzynarodowe korporacje, powstanie nowa klasa średnia. Będzie ją tworzyła biurokracja zatrudniona w uprzywilejowanym sektorze państwowym. I to jest cechą starą systemu. W porównaniu z socjalizmem będzie jedynie bogatsza. Oprócz państwa pozostaną międzynarodowe korporacje, które jeśli nie zostaną rozbite, podporządkują sobie państwa i będą na nich pasożytowały. Państwo stanie się jedynie narzędziem przepompowywania majątku i zagarniania wartości dodatkowej, jakby napisali marksiści, od poddanych do korporacji, które staną się quasi-państwami.”

Warto tu wspomnieć o jeszcze kilku możliwych scenariuszach rozwoju sytuacji. Kryzys wywołany przez chrlowskiego koronawirusa przyspieszył pewne trendy w rozwoju cywilizacyjnym i technologicznym, w szczególności automatyzację i informatyzację. Za kilka już lat może się okazać, że całe branże gospodarki i pewne zawody odchodzą w przeszłość i/lub nie wymagają obsługi przez człowieka, a ludzie dotychczas w nich pracujący nie znajdą – z różnych, obiektywnych przyczyn – żadnej innej pracy. W związku z tym, wprowadzony może być bezwarunkowy dochód podstawowy, a osoby z niego się utrzymujące będą zabijać nudę narkotykami, tak jak w powieści „Wieczna wojna” Joe Haldemanna. Drugi scenariusz to cofnięcie się gospodarek krajów zachodnich o kilka dekad, a w skrajnie pesymistycznej wersji, o stulecie wstecz; wówczas słowa byłego doradcy ekonomicznego Tuska, a obecnego premiera o „kopaniu rowów i ich zasypywaniu” czy o „pracy za miskę ryżu” okazałyby się prorocze. Całkiem możliwy do spełnienia jest niezwykle ponury scenariusz nakreślony przez płk. Piotra Wrońskiego w tryptyku science-fiction „Wyzwalacz”, w którym świat w latach 20. i 30. XXI wieku staje się swego rodzaju kondominium komunistycznych Chin (określonych w „Świecie wyzwolonym” jako „Chino-Rosja”, a w „Ziemi utraconej” przekształcony w KRES, czyli Kitajsko-Russkij Ekonomiczieskij Sojuz), światowej mega-korporacji MAFAG powstałej z połączenia MacrOs (powieściowego przedstawienia Microsoftu), Amazon, Facebook, Apple i Google oraz przekształconej ONZ.


Źródło: presentdangerchina

I tak dochodzimy do kwestii tytułowej. Tendencje polityczne, ekonomiczne i społeczne opisane przez doktora Targalskiego leżą w interesie nie tylko mega-korporacji zachodnich, rządów części państw (i bardziej ogólnie ujmując – neototalitarnych elit globalistycznych i kosmopolitycznych), ale także, a raczej przede wszystkim, ChRL.

Komunistyczne Chiny realizują swoje globalistyczne cele na kilku poziomach. Pierwszym z nich jest tworzenie sieci sojuszy politycznych, wojskowych i ekonomicznych (mniej lub bardziej formalnych), takich jak partnerstwo strategiczne z Federacją Rosyjską, Szanghajska Organizacja Współpracy, czy też inicjatywy pod franczyzą Nowego Jedwabnego Szlaku. ChRL dąży też (wspólnie z Rosją Sowiecką) do przejęcia kontroli nad organizacjami międzynarodowymi, w których dotychczas przewodziły państwa wolnego świata: ONZ i jej agendami (na czele z Światową Organizacją Zdrowia), ASEAN, Bankiem Światowym itd. Drugim poziomem jest ekspansja ekonomiczna, po fazie chrlowskiego „NEP-u”, którego celem było między innymi przyciągnięcie zagranicznych inwestorów, a w dalszej kolejności ich faktyczne przejęcie, uczynienie z ChRL światowej fabryki i przetwórni, a co za tym idzie, uzyskanie kontroli nad światowymi łańcuchami dostaw i eksport bezrobocia do USA i krajów zachodnich. Ekspansja ekonomiczna komunistycznych Chin jest w istocie ważnym instrumentem nie tylko polityki zagranicznej (a nie mitycznym wolnym rynkiem, jak chcieliby liberałowie, libertarianie i lumpen-liberałowie), ale i dźwignią kontroli wewnętrznej: Komunistyczna Partia Chin może poprzez ekspansję ekonomiczną kontrolować państwa „wolnego świata” niejako od wewnątrz; nie tylko relacje dyplomatyczne z Chinami, ale też politykę wewnętrzną (co opisał gen. Spalding).

Bardzo ważnym elementem ekspansjonistycznej, mocarstwowej i globalistycznej agendy ChRL jest dążenie do osiągnięcia pozycji lidera w dziedzinie nowych technologii, zwłaszcza technologii informatycznych, prób stworzenia sztucznej inteligencji i szeroko rozumianych biotechnologii i bioinżynierii, w których nie ma ograniczeń w postaci moralności, religii (chrześcijaństwo, islam, buddyzm czy konfucjanizm nauczają w tym temacie z grubsza tak samo), prawa naturalnego, bioetyki czy choćby praw człowieka. Technologie te mają zastosowanie nie tylko cywilne, ale też bezpieczniacko-wojskowe. Są już używane przede wszystkim w celu stworzenia systemu totalnej kontroli nad społeczeństwem, a także, na przykład, tworzenia genetycznie zmodyfikowanych żołnierzy.

Pandemia Covid-19 to jednocześnie „flara rozświetlająca pole bitwy” (jak określił to dr Jacek Bartosiak), ale także broń biologiczna (i to niezależnie od pochodzenia), broń ekonomiczna, psychologiczna oraz środek inżynierii społecznej. I wszystkie te konsekwencje zostaną wykorzystane zarówno przez KPCh, jak decydentów zachodnich (na czele z globalistami i wierchuszkami wielkich korporacji). Dzięki korona-kryzysowi komunistyczne Chiny zyskają pozycję globalnego hegemona (a w wersji minimum – globalnego mocarstwa). ChRL utrzyma i wzmocni swoją rolę światowej fabryki i kontrolera międzynarodowych przepływów strategicznych, co będzie wzmacniać opisane tutaj tendencje w polityce wewnętrznej państw zachodnich.

Można zatem spodziewać się tego, że prognozowany przez dra Targalskiego system etatystyczno-korporacyjny na Zachodzie będzie korzystał z rozwiązań technologicznych takich, jak cyfrowa inwigilacja społeczeństwa i system „social scoring” (punktów „zaufania społecznego”), w których prekursorem jest ChRL. Jeśli taki system będzie wprowadzony na przykład w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Polsce czy jakimkolwiek innym kraju zachodnim, będzie budowany on w oparciu o chrlowską technologię i chrlowskie wzorce organizacyjne. Poza tym, w obliczu rozkładu demoliberalizmu i narodzin totalitaryzmu o nowym obliczu, to komunistyczne Chiny staną się dla zachodnich elit państwowych i korporacyjnych przykładem tego, jak rządzi się państwem/korporacją. Korporacje, które zyskają ogromne znaczenie i  władzę na skutek korona-kryzysu, staną się nośnikami interesów KPCh i podwykonawcami komunistycznych Chin. Ponadto, państwa zachodnie – w szczególności kraje Unii Europejskiej, z Niemcami na czele – dążą do dołączenia się do chrlowskich inicjatyw (równolegle z trwającą od lat współpracą z Rosją Sowiecką), czego ostatnim przejawem było podpisanie Umowy Inwestycyjnej UE-ChRL, która w dłuższej perspektywie spowoduje kolonizację Europy przez komunistyczne Chiny i jest kolejnym krokiem do stworzenia „Wielkiej Eurazji”, jednoczącej ChRL, Rosję Sowiecką i Europę.

2013-08-26

Odpowiedź na ankietę Wydawnictwa Podziemnego

Poniżej publikuję odpowiedź na III Ankietę Wydawnictwa Podziemnego, opublikowaną na tym portalu 16 lipca 2013 roku. Przy okazji polecam zapoznanie się z pozostałymi odpowiedziami oraz z zawartością całego portalu.

Ilustracja muzyczna: 

Von Thronstahl, Vorwärts, Die Raben Der Endzeit: 


Von Thronstahl, Turn the centuries: 



Von Thronstahl, Self defence or slavery:


***



Trzecia ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko  w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

Błąd ten ma swoje źródło przede wszystkim w powszechnym niezrozumieniu istoty bolszewizmu/komunizmu pośród historyków, politologów, sowietologów, rosjoznawców i sinologów, zarówno tych o orientacji lewicowej (najczęściej prokomunistycznej), jak i prawicowej, konserwatywnej. Tyleż powszechnie, co błędnie sprowadza się istotę komunizmu do ideologii, rzekomo zakładającej cele „pozytywne” – najkrócej mówiąc, sprowadzające się do polepszenia losów danej grupy społecznej („proletariatu”, „klasy robotniczej” itp., itd.) albo mniej czy bardziej abstrakcyjnej „ludzkości”. Co za tym idzie, większość badaczy zjawiska bolszewizmu/komunizmu, nie pojąwszy samej jego istoty, błędnie postrzega także poszczególne etapy jego ewolucji, która z definicji jest dostosowywaniem systemu do zmieniających się warunków i wcale nie musi oznaczać jego upadku.

Badacze o orientacji prawicowej i konserwatywnej wskazują często na sekciarskie: gnostyckie, masońskie, okultystyczne czy wręcz satanistyczne korzenie bolszewizmu. Takie przedstawienie problemu nie jest fałszywe – związki bolszewików z okultystami, wolnomularzami czy satanistami są faktem. Ponadto, jak nauczał Carl Schmitt, „pojęcia polityczne są zeświecczonymi pojęciami teologicznymi” (ale jeśli iść tym właściwym tropem, to bez problemu zrozumiemy, że istotą okultyzmu i satanizmu jest niczym nieograniczona, totalna władza). Ale ten opis zdaje się wyczerpywać jedynie część aspektów zjawiska bolszewizmu/komunizmu, nie poruszając jego istoty, albo robiąc to z reguły dość powierzchownie.

Komunizm (bolszewizm) to metoda zdobycia, sprawowania, utrzymania i sukcesji władzy. Celem i istotą komunizmu jest totalitarna władza i sowietyzacja, czyli inżynieria społeczna mająca za cel wyhodowanie „nowego człowieka”. Najważniejszymi cechami bolszewizmu jako metody sprawowania władzy są: skrajny totalitaryzm – podporządkowanie wszystkiego interesom bolszewickich elit oraz skrajny relatywizm – „dobre” jest to, co im służy, „złe” jest to, co im nie służy i szkodzi, dopuszczalne jest każde działanie służące długofalowym i bieżącym interesom komunizmu. Ideologia komunistyczna, na czele z marksizmem, to przede wszystkim teoria i ideologia władzy. Służy ona określeniu celu komunizmu, którym faktycznie, jeśli dokładnie się przyjrzeć, jest właśnie władza oraz legitymizacji, propagandzie, trzymaniu w ryzach bolszewickich kadr i sowietyzacji. Wystarczy sięgnąć do klasyków – nie tylko Lenina i Stalina, ale przede wszystkim do „dzieł” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, na czele z „Manifestem komunistycznym”. Wyraźnie jest tam napisane, że faktycznym celem komunizmu jest władza komunistów (nie zaś „społeczeństwo bezklasowe”, „wolność”, „równość” itp.) i że w tym celu dozwolone jest użycie wszystkich koniecznych i skutecznych środków, które mogą być dowolnie zmieniane ze względu na dynamikę sytuacji. Jak stwierdził zresztą sam Marks, „ideologia jest kostiumem władzy”.

To, co określane jest w niniejszej ankiecie jako „etap upadły” bolszewizmu, a szerzej w dyskursie politologicznym jako „postkomunizm”, to w istocie neobolszewizm, neokomunizm. Albo „komunizm ukryty”, jeśli przywołać śp. Christophera Story. Komunistyczne struktury władzy zamieniły władzę bezpośrednią na władzę pośrednią i kontrolę totalną na kontrolę strukturalną. Hierarchiczne i scentralizowane struktury partii komunistycznych i bezpieki zamieniono na policentryczne struktury sieciowe, po części ukryte i nieformalne. Kontrola totalna, czyli kontrola nad każdym aspektem życia politycznego, społecznego i jednostkowego została zastąpiona pośrednią i po części zakulisową kontrolą strukturalną, czyli kontrolowaniem jedynie najważniejszych, strategicznych dla funkcjonowania systemu odcinków życia politycznego, społecznego i gospodarczego oraz najważniejszych procesów.

Proces transformacji ustrojowej komunizmu w neokomunizm, proces pieriestrojki, czyli przebudowy komunizmu przebiegał i przebiega inaczej w byłym ZSRS (oraz na terenie wewnętrznego i zewnętrznego imperium sowieckiego), a inaczej w ChRL. Federacja Rosyjska, czyli współczesna inkarnacja i kontynuacja ZSRS reprezentuje typ „komunizmu ukrytego”, gdzie centrum władzy jest struktura sieciowa składająca się z przeobrażonych sowieckich specsłużb, komsomolskiej oligarchii i zdominowanej przez bezpiekę mafii. Ten sam model powiela się w krajach „byłego” sowieckiego imperium wewnętrznego i zewnętrznego, nadal zresztą uzależnionych od moskiewskiej centrali. Natomiast ChRL prowadzi, i to już od śmierci Mao i początków kadencji Denga, politykę bardzo przypominającą leninowski NEP. W komunistycznych krajach peryferyjnych, przedstawianych jako „skanseny” komunizmu (Kuba, Wietnam, Laos, Demokratyczna Republika Kongo, Kongo Brazzavile, Benin, Zimbabwe itd.) dopiero od 2000 roku wprowadza się albo model „pieriestrojki”, albo mniej lub bardziej zmodyfikowany model ChRL-owski.

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy?  Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

Zgodna ze stanem faktycznym jest każda z prób odpowiedzi zawartych w pytaniu. Czy trzeba brać pod uwagę jeszcze inne czynniki? Na pewno dynamikę zmieniających się wydarzeń, która na szczęście znajduje się poza kontrolą czynników decyzyjnych na Kremlu, na Łubiance czy w „Nowym Zakazanym Mieście”. Nie powinno to być jednak powodem do optymizmu: istotą zarówno strategii, jak i taktyki jest ich zmienność i dostosowywanie do zmieniających się warunków.

Wróćmy jeszcze do powiązanego z powyższym pytaniem poprzedniego wątku. Modelowym przykładem splotu długofalowej strategii, bieżącej taktyki bolszewii oraz dynamiki wydarzeń był właśnie proces tzw. transformacji ustrojowej. Anatolij Golicyn czy np. autorzy podziemnej bibuły z czasów pierwszej komuny mylili się w pewnych kwestiach (np. nie utworzono „federacji sowieckiej”, w Polsce nie stacjonuje Armia Czerwona, nawrót totalitaryzmu ma miejsce dopiero teraz itp.), ale były to jedynie szczegóły techniczne. Związek Sowiecki formalnie się rozpadł, komunizm jako ideologia państwowa oficjalnie upadł, ale komuniści zachowali władzę i kontrolę. Zatem to, czy elita bolszewicka nosi nazwę WKP(b), KPZS, KPChL, KGB, FSB czy WSI, czy centrale komunizmu noszą nazwę ZSRS, ChRL czy może Federacja Rosyjska, czy dopuszczany jest (skądinąd ograniczony) pluralizm partyjny i medialny, to kwestie czysto techniczne. W świetle teorii i dotychczasowej praktyki komunizmu/bolszewizmu jest to dostosowanie do danej „mądrości etapu”, do zmieniającej się sytuacji na zewnątrz i wewnątrz. Bolszewickim elitom z różnych przyczyn po prostu przestały być potrzebne, albo „zgrały się”, zewnętrzne formy systemu władzy (w tym także ideologia), treść jednak pozostała taka sama. Jak pokazały ostatnie dwie dekady, przyjęcie przez komunizm demoliberalnych form i procedur, zamiana władzy bezpośredniej na pośrednią i kontroli totalnej na odcinkową czy też wolnego rynku w miejsce etatyzmu, okazało się być o wiele skuteczniejszym i wydajniejszym instrumentem rządzenia i ekspansji. 

3. Trzy etapy i co dalej? Czy etap trzeci spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów daleki? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Najważniejszym ideowym celem bolszewizmu jest władza. Władza zarówno nad wszystkimi aspektami życia w danym państwie, jak i władza nad światem. Cel ten nie został jeszcze spełniony, ale bolszewicy są z każdym rokiem coraz bliżej jego realizacji. Od z górą trzydziestu lat spełniają się chyba wszystkie geopolityczne prognozy Anatolija Golicyna zawarte w dwóch ostatnich rozdziałach „Nowych kłamstw w miejsce starych”, jak i te dotyczące bolszewickiej agresji ideologicznej i sowietyzacji niejako od wewnątrz, przedstawione przez Jurija Bezmienowa.

Być może (mniej więcej od lat 2008-10) mamy do czynienia właśnie z przejściem z „etapu trzeciego” do „etapu czwartego”. Etap trzeci był etapem „komunizmu ukrytego”, cechującego się względnie małą represyjnością (pomijając zbrodnie Rosji Sowieckiej w Czeczenii i czerwonych Chin w Tybecie, Turkiestanie Wschodnim i na własnych, narodzonych i nienarodzonych poddanych) i chaosem w strukturach komunistycznych, jak się okazało z perspektywy czasu, chaosem pozornym. Od kilku lat, przetransformowany komunizm przechodzi do coraz ostrzejszej ofensywy, zarówno na terenach przez siebie opanowanych, jak i na zewnątrz.

Aktualną sytuację należy analizować na dwóch poziomach: pierwszy to poziom geopolityczny, a drugi to stopień, w jakim dane państwa, dane cywilizacje atakowane są rozkładane wewnętrznie przez bolszewizm i torujący mu drogę demoliberalizm (liberalizm realny).

Współczesną kontynuacją bloku komunistycznego jest projekt geopolityczny, który w pewnym uproszczeniu można określić jako „blok eurazjatycki”. Jest to sieć sojuszy oplatająca już bez mała cały świat, którego centrum jest oś Moskwa-Pekin, a peryferiami sojusznicy i wasale Rosji Sowieckiej i ChRL. Organizacyjne formy bloku to polityczno-wojskowa Szanghajska Organizacja Współpracy, gospodarczy sojusz BRIC, Organizacja Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego oraz tworząca się Unia Eurazjatycka mające zreintegrować przestrzeń byłego ZSRS wokół Rosji Sowieckiej. Moskwa i Pekin wykorzystują także do swoich celów grupę G-20 i forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Kolejnymi instrumentami światowej polityki Moskwy i Pekinu są organizacje skupiające neokomunistyczne kraje i ruchy Ameryki Południowej oraz orkiestrowanie grupy państw sponsorujących terroryzm (Iran, Syria, Korea Płn., Birma, Sudan), którą neokonserwatyści określają jako „oś zła”. Celem, a jednocześnie fundamentem projektu eurazjatyckiego jest realizacja mocarstwowych i globalistycznych ambicji Moskwy i Pekinu, a tym samym bolszewizacja świata.

Od lat ’90 decydenci z Moskwy i Pekinu otwarcie deklarują zamiar stworzenia „Nowego Porządku Świata” w oparciu o paradygmat „wielobiegunowości” i… „demokratyzacji stosunków międzynarodowych”. Powinno być oczywiste dla każdego zdrowego na umyśle, że za takimi deklaracjami w rzeczywistości kryje się właśnie zamiar zdominowania świata przez ChRL i Rosję Sowiecką. Kolejnymi przykładami są koncepcje Siergieja Karaganowa i Aleksandra Dugina – czołowych architektów sowieckiej/neosowieckiej geostrategii i polityki zagranicznej. Doktryna Karaganowa przewiduje zjednoczenie Federacji Rosyjskiej, przestrzeni sowieckiej oraz UE w twór o nazwie „Związek Europejski”, a następnie utworzenie „Dyrektoriatu” – światowego „rządu”, składającego się ze Związku Europejskiego, ChRL i USA. Aleksandr Dugin postuluje podział świata na „wielkie przestrzenie” („rosyjsko-eurazjatycką”, „chińską”, „arabo-islamską”, „europejską”, „latynoamerykańską”, „północnoamerykańską”), zredukowanie amerykańskiej aktywności w świecie do roli jednej z „wielkich przestrzeni”, a finalnie – globalną dominację „Uniwersalnego Imperium Eurazjatyckiego”, czyli sojuszu Moskwa-Pekin.

Strategia Rosji Sowieckiej przewiduje reintegrację dawnego imperium sowieckiego (w zasadzie powinno się mówić o utrzymaniu panowania lokalnych komunistyczno-bezpieczniackich elit, mających związki z moskiewską centralą), zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego (które ma pełnić rolę „strefy buforowej” i „pasa transmisyjnego” na Zachód). To krok do celu, jakim jest finlandyzacja Europy Zachodniej, co oznacza uzyskanie przez Moskwę dostępu do Atlantyku. Celem Rosji Sowieckiej jest neutralizacja NATO i rozbicie jedności euroatlantyckiej, by kraje Zachodu były nastawione wobec Rosji Sowieckiej przyjaźnie, a przynajmniej neutralnie, będąc jednocześnie mniej lub bardziej antagonistyczne wobec USA. Utworzenie „neutralnej, socjalistycznej Europy” (pod przewodnictwem Niemiec), ma też umożliwić Rosji Sowieckiej transfer zachodnich technologii (w tym technologii wojskowych i takich, które mogą być używane przez bezpiekę), know-how i pieniędzy. Sowieciarze z Kremla realizują swoją strategię za pomocą całej gamy typowych dla KGB tzw. „środków aktywnych”: ekspansji gospodarczej, wojny ideologicznej, wojny psychologicznej, agentury wpływu, wykorzystywania podmiotów gospodarczych oraz polityków o wspólnych interesach i last but not least „klasycznego” szpiegostwa.

Głównym natomiast celem ekspansji czerwonych Chin jest Azja Południowo-Wschodnia, baseny Pacyfiku Zachodniego i Oceanu Indyjskiego oraz Afryka. Pekin także stosuje „środki aktywne”, jednak w odróżnieniu od sojusznika zza Amuru kładzie nacisk na wojnę ekonomiczną, gdzie głównymi instrumentami są merkantylizm, aspirowanie do roli światowego bankiera, stosowanie niewolniczej siły roboczej, czego konsekwencją jest postępująca dezindustrializacja krajów Zachodu poprzez drenaż kapitału i przenoszenie produkcji na teren ChRL. Ekspansja chrlowskiego biznesu na kraje Zachodu to oczywiście także doskonała metoda eksportu agentury: praktycznie cały chrlowski biznes jest prowadzony przez funkcjonariuszy KPCh, Guoanbu lub III i IV Departamentu ChALW.

Jeżeli zatem na mapie konturowej świata zaznaczymy na czerwono Rosję Sowiecką, ChRL oraz ich sojuszników i wasali, to zobaczymy, że wolny świat (w zasadzie jego resztki), na czele z USA, znajduje się w stanie oblężenia (o którego początkach pisał w poprzedniej ankiecie WP profesor de Carvalho). Zachód jest także podminowany przez struktury faktycznie działające wbrew jego interesom, a służące współczesnemu bolszewizmowi z centralą w Moskwie i Pekinie. Składają się one po pierwsze z regularnych komunistów, lewaków i agentury wpływu, a po drugie z podmiotów, które czerpią finansowy i ekonomiczny interes z paktowania z Sowietami i ChRL a także z demoliberalnych, użytecznych idiotów. Profesor Olavo de Carvalho wskazuje, iż jest to grupa mająca długofalową strategię władzy i współpracy z bolszewikami. Nie tylko na poziomie polityki zagranicznej, ale także realizując politykę konwergencji ze światem komunistycznym.

Jak pisałem wyżej, apogeum ekspansji neobolszewizmu i wycofywania się Zachodu ze swoich dominiów ma miejsce od roku 2008. Wcześniej, od zamachów z 11.09.2001 Moskwa (w pewnym stopniu też Pekin) rozgrywała Zachód kartą sterowanego terroryzmu islamskiego. Wiązanie sił amerykańskich i alianckich w wojnie w Iraku i Afganistanie umożliwiło Moskwie finlandyzację Europy za pomocą Gazpromu, reintegrację obszaru dawnego ZSRS i stawianie się w roli sojusznika Zachodu w walce z islamskim ekstremizmem. ChRL mogła z kolei położyć rękę na irackich złożach ropy naftowej. Kluczowe jednak są dwie kadencje Barracka Obamy, politycznie i genealogicznie związanego z amerykańskimi komunistami, kiedy to Stany Zjednoczone systematycznie wycofują się z własnego imperium zewnętrznego (Europa), oddając pole Moskwie i Pekinowi, a także rozbrajają się. NATO stała się w zasadzie klubem dyskusyjnym (do którego dostęp ma od jakiegoś czasu Moskwa), a według politologa George’a Friedmana, de facto już nie istnieje. Udowodniły to trzy operacje, w których bolszewicy przetestowali gotowość Zachodu na agresję: operacja smoleńska, operacja norweska, a ostatnio zamach w Bostonie (niezbyt spektakularny na tle poprzednich autorstwa islamskich ekstremistów), kolejny szantaż KRL-D i sprawa Edwarda Snowdena. Od 2008 roku, ChRL prowadzi coraz bardziej agresywną politykę w rejonie Oceanu Indyjskiego, Azji Południowej i Wschodniej oraz Pacyfiku.

Obserwujemy także „koincydencję” czasową takiej polityki światowej z wdrażaniem demoliberalnych, a wręcz demobolszewickich rozwiązań w polityce wewnętrznej USA i krajów Europy Zachodniej. „Normą” jest nie tylko dopuszczalność, ale i traktowanie jako „praw człowieka” zboczeń seksualnych (mówi się o legalizacji pedofilii czy zoofilii), mordowania dzieci nienarodzonych czy dobijania chorych i słabych (dopuszczalna jest już „aborcja poporodowa”). A także wtrącania się nie tylko organów państwa, ale i pomiotów pozapaństwowych (np. korporacji – niektóre z nich to de facto „prywatne” państwa bolszewickie) w coraz więcej aspektów życia społecznego i prywatnego ludzi. Ale praprzyczyną „upadku zachodu” i „czerwonego świtu” zdaje się być oświecenie wraz ze swym dziedzictwem, demoliberalizmem. Alexis Carrell stwierdził nie bez racji, że „liberalny burżuj jest starszym bratem bolszewika”. Istotą liberalizmu jest bowiem kompromis, poddawanie wszystkiego regułom demokracji i rynku, kontraktualizm, wieczne rozdyskutowanie i niechęć do podejmowania decyzji, pacyfizm, roszczeniowa koncepcja indywidualizmu i „praw do wszystkiego”. Gdy z drugiej strony, bolszewizm jest prostym jak konstrukcja karabinka AK i równie skutecznym systemem, którego istotą jest władza, z bezwzględnymi i zdeterminowanymi kadrami. Jak powiedział kiedyś Ernst Jünger, „po wegetarianach przychodzą kanibale”…

Wróćmy jednak do koncepcji Karaganowa i Dugina, których w żadnym wypadku nie można traktować jako czekistowskich dowcipów po spożyciu napojów wysokoenergetycznych: na chwilę obecną mamy do czynienia ze spełnianiem się tych właśnie koncepcji geostrategicznych. Obserwujemy kształtowanie się „nowego porządku świata” z podziałem na strefy: „rosyjsko-eurazjatycką” i „chińską” (złączone polityczno-wojskowo-gospodarczym sojuszem Moskwa-Pekin), „europejską” (sfinlandyzowaną przez Moskwę), „latynoamerykańską” (we władzy promoskiewskich i propekińskich komunistów), „afrykańską” (de facto kolonia ChRL) i „amerykańską”, ograniczoną terytorialnie do kontynentu północnoamerykańskiego. Koncepcja ta jest podzielana przez globalistyczne (lewackie, liberalne i bolszewickie) elity z Zachodu, np. koncepcje Henry’ego Kissingera czy Zbigniewa Brzezińskiego.

Jakie są perspektywy na przyszłość? Być może bolszewicki, sino-sowiecki „Nowy Porządek Światowy” z osią Moskwa-Pekin jako hegemonem i satelickimi „wielkimi przestrzeniami” (w tym – amerykańską i europejską, w różnym zakresie opanowanymi przez liberałów i bolszewików) to tendencja trwała. Być może bolszewicy z Kremla/Łubianki i Zhongnanhai będą utrzymywać ją tak, jak to czyniły dotychczas za pomocą kombinacji wojny ideologicznej, ekonomicznej, „Proxy Wars” i terroru na ograniczoną skalę.

Nie wolno jednak wykluczać scenariusza wojennego. Czekistowscy decydenci z Moskwy i partyjno-wojskowo-bezpieczniaccy aparatczycy z Pekinu mogą mieć zamiar „dobicia” upadającego i dogorywającego Zachodu. Można sobie wyobrazić scenariusz, w którym np. terroryści islamscy czy „prawicowi” dokonują zamachów w USA za pomocą broni masowego rażenia, na skutek których następuje chaos i bezhołowie. Następnie, Rada Bezpieczeństwa i Zgromadzenie Ogólne ONZ, zdominowane przez ChRL i Rosję Sowiecką, decydują o wprowadzeniu do pogrążonej w chaosie Ameryki wojsk ONZ. Można też sobie wyobrazić sytuację, w której konflikt lokalny (np. na Bliskim Wschodzie) przekształca się w konflikt o zasięgu światowym. Teatrem przyszłej wojny może okazać się Europa, podminowana przez coraz bardziej radykalną diasporę islamską, z zapleczem strategicznym na Bliskim Wschodzie. W sytuacji gwałtownych zamieszek, albo konfliktu zbrojnego, władze krajów europejskich (albo establishment unijny) raczej nie zwróci się o pomoc do odizolowanej i oblężonej Ameryki, tylko do Rosji Sowieckiej (wspomaganej przez ChRL).

Ani powyższa próba analizy, ani scenariusze nie napawają optymizmem. Ale jak pisał Oswald Spengler, […] tylko marzyciele wierzą, że istnieje wyjście. Optymizm jest tchórzostwem.   

***