Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff Nyquist. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff Nyquist. Pokaż wszystkie posty

2022-07-06

Wojenne plany Pekinu/Przyszłość Zachodu pod znakiem zapytania

Na początku czerwca 2022 ukazał się wywiad przeprowadzony przez Jeffreya Nyquista z dziennikarzem śledczym chińskiego, antykomunistycznego portalu Lude Media, posługującym się pseudonimem „Mr D. Wang”.

Według Lude Media, KPCh zamierza użyć wobec USA i ich sojuszników starożytnej strategii oblężenia wysuniętego posterunku, czyli Tajwanu i zaatakowania sił USA przychodzących celem przerwania oblężenia. Blokada morska Tajwanu byłaby utrzymana, jeśli USA wycofałyby się, albo zostały przez ChRL pokonane. Siły zbrojne ChRL nie angażowałyby się bezpośrednio w operacje lądową przeciw Tajwanowi, tylko poprzez blokadę, odcięłyby wyspę od dostaw z zewnątrz, grając tym samym na zwycięstwo stronnictwa pro-ChRL-owskiego, czyli aktualnie, Kuomintangu. Inny scenariusz wojny na Pacyfiku to wojna z Japonia. ChRL może rozpocząć konflikt z tym krajem, jako pretekst przedstawiając „japoński militaryzm” i rzekomo motywowane nim prowokacje wokół Wysp Senkaku. Tutaj Wang i Nyquist zauważają podobieństwa pomiędzy ewentualną wojną na Pacyfiku Zachodnim rozpętaną przez Pekin do aktualnie trwającej agresji Federacji Rosyjskiej przeciwko Ukrainie.

Wang prezentuje jednak zupełnie inne zdanie na temat wojny na Ukrainie, aniżeli większość analityków. Agresja Rosji Sowieckiej przeciwko Ukrainie jest – według dziennikarza Lude Media – w pełni koordynowane przez Xi i Putina. Jest to jednak wojna mająca cele nie tylko militarne, co dezinformacyjne – odwrócenie uwagi USA od tego, co ma niebawem wydarzyć się na Pacyfiku, czyli inwazji ChRL na Tajwan. Na Ukrainie – twierdzi Wang – nie użyto najlepszych wojsk, jakie ma do dyspozycji Moskwa, a główne siły zostały zgromadzone na Dalekim Wschodzie Federacji Rosyjskiej, prawdopodobnie celem stworzenia swego rodzaju „odwodu” na wypadek wojny na Pacyfiku Zachodnim. Wg Wanga, siły rosyjskie zgromadzone tam, miałyby dokonać… ofensywy na Alaskę. W potencjalnym konflikcie może zostać użyta także Flota Północna oraz flota ChALW, operujące odpowiednio na Oceanie Arktycznym i Oceanie Spokojnym. Potencjalna wojna, gdziekolwiek będzie prowadzona, będzie skoordynowana z użyciem V kolumny i agentury wpływu w USA oraz działaniami psychologicznymi w ramach wielodomenowej, chińskiej doktryny „nieograniczonej wojny”.

ChRL zamierza – wg Lude Media – rozpętać wojnę całkiem niedługo. To, czy wybuchnie wojna, zależne jest od tego, jak skutecznie chińska strategia będzie realizowana metodami pozamilitarnymi. Jeśli negocjacje, naciski i szantaże zrealizują cel, jakim jest rozgraniczenie stref wpływów na Pacyfiku, być może nigdy nie dojdzie do wojny. Jeśli zaś Stany Zjednoczone nie wycofają się z Tajwanu (i zapewne reszty obszaru Pacyfiku Zachodniego), wówczas komunistyczne Chiny i Federacja Rosyjska wywołają wojnę w ciągu 2-3 miesięcy. Bedzie ona jednak wojną, w której będzie realizowana taktyka „talk-talk, fight-fight”, czyli działania wojenne będą przeplatane negocjacjami. Chiny i Rosja Sowiecka użyją „[…] wszystkich różnych rodzajów wojny, we wszystkich obszarach, by osiągnąć swoje strategiczne cele. Jednocześnie będą rozmawiać.” Chiński (i sowiecki) arsenał nuklearny jest przede wszystkim mocną kartą do prowadzenia właśnie do szantażowania USA oraz ich sojuszników. Rozmówca Nyquista twierdzi również, że ChRL mogą zaatakować cel o mniejszym znaczeniu strategicznym za pomocą ładunku nuklearnego o stosunkowo niskiej mocy właśnie w celu szantażu.

Według Wanga, niedawne lockdowny w Chinach, w trakcie których zamykano całe miasta i ciągi komunikacyjne w kraju, były operacją dezinformacyjną służącą przykryciu ogromnych transportów sprzętu wojskowego przez terytorium ChRL, m.in. systemów rakiet międzykontynentalnych. Wg Wanga, używano wówczas łączności cywilnej, w której transporty te nazywano kryptonimami typowymi dla cywilnej logistyki, gdyż NSA rzekomo nie byłaby w stanie nasłuchiwać całości łączności cywilnej.

Celem ChRL na Pacyfiku jest przejecie, pokojowo albo militarnie, Tajwanu, Korei, Japonii, Filipin, a także części państw wyspiarskich Pacyfiku i Australii. Tajwan, Republika Korei oraz Japonia mają krytyczne znaczenie dla światowej gospodarki, tam ma bowiem miejsce produkcja m.in. półprzewodników, elektroniki, motoryzacji czy technologii wojskowych. Spełnienie planów Chin byłoby katastrofalne w skutkach dla całego świata. Jednym z takich skutków byłoby „cofniecie w czasie USA o 100 lat”. Jeśli ta część strategii Pekinu doszłaby do skutku, następnym krokiem byłoby, wg Lude Media, atak sił zbrojnych ChRL i Federacji Rosyjskiej na terytorium USA. W wywiadzie rozważane są dwa zasadnicze warianty pokonania USA przez ChRL i Federację Rosyjską: jeden jest opcją bazującą na informacjach pozyskanych przez płk. GRU Stanisława Łuniewa, który twierdził, że plan wspólnego ataku ChRL i FR zakłada podział USA między oba kraje. FR miałaby zająć Alaskę i część Kanady, Chiny – pozostałe 48 kontynentalnych stanów USA. Wariantem drugim jest doprowadzenie do rozpadu USA, który przebiegać miałby podobnie, jak rozpad ZSRS.

Kolejnym elementem omówionym przez Nyquista i Wanga, elementem pokrywającym się i powiązanym z wojennymi planami komunistycznych Chin, jest sojusz strategiczny pomiędzy ChRL a Federacją Rosyjską. Sojusz ten daje obydwu państwom – jak twierdzi Wang – głębię strategiczną o wiele większą, aniżeli posiadał w czasie II wojny światowej Związek Sowiecki, ma ona wręcz „skalę globalną”. Taką samą, globalną skalę ma wspólna, długofalowa strategia Pekinu i Moskwy. Wg słów Wanga, po rozpadzie ZSRS w 1991 roku to Chiny przejęły – na poziomie globalnym – kierownictwo nad światowym ruchem komunistycznym. Z ogólnego kontekstu omówionego tutaj wywiadu wynika, że chodzi także o poziom geopolityczny: to komunistyczne Chiny pełnią rolę przewodnią, zaś Federacja Rosyjska jest ich pomocnikiem, mającym pomóc ChRL (i KPCh) w zdobyciu i utrzymaniu światowej dominacji. Przez całą rozmowę Nyquista z Wangiem przewija się motyw używania przez Pekin i Moskwę doktryny „nieograniczonej wojny”. Jest to doktryna autorstwa dwóch pułkowników ChALW, Quiao Lianga oraz Wanga Xiangsui, która do wojny włącza także, a wręcz przede wszystkim, środki pozamilitarne: działalność służb specjalnych, działania dyplomatyczne, polityczne i ekonomiczne.

ChRL wspiera również – jak utrzymuje Wang – agresję Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, w sposób bezpośredni, lecz zakulisowy. Mimo zapewnień o neutralności, neutralność ta jest pozorowana. Bez chińskiego wsparcia, inwazja Putina na Ukrainę nie byłaby w ogóle możliwa. Chiny finansują „wojnę Z”, zaś 4 lutego 2022 roku Xi i Putin podpisali w Pekinie tajny dokument ustanawiający sojusz wojskowy pomiędzy Federacja Rosyjska a Chinami. Na terenie chińskiego rejonu Mongolia Wewnętrzna znajdować mają się nawet chińskie zakłady zbrojeniowe należące do firmy Norinco, produkujące sprzęt wojskowy i broń dla Federacji Rosyjskiej, m.in. czołgi używane aktualnie na Ukrainie lub/i przeznaczone do użycia właśnie tam. Zdaniem Wanga, Zachód nie przykłada uwagi do tego, w jaki sposób komunikują się i koordynują swe działania militarne i polityczne Chiny i FR, tylko do tego, jaka jest ich treść porozumień (zwykle pełna ogólnikowych deklaracji o „strategicznym partnerstwie”, „przyjaźni i współpracy”, „demokracji i pokoju” itp.). Przykładem jest… masakra ludności ukraińskiej dokonana przez sowieciarzy w podkijowskiej Buczy. Jednostka, która dokonała zbrodni to 64. Samodzielna Brygada Strzelców Zmotoryzowanych (Wang błędnie identyfikuje ją jako Dywizję Pancerną), której miejsce stałej dyslokacji znajduje się na rosyjskim Dalekim Wschodzie, w Obwodzie Chabarowskim, około 100 km od granicy z Chinami. Wang twierdzi, ze w bazie, w której stacjonuje ten związek taktyczny, „Chińscy i rosyjscy wojskowi służą razem, a wszyscy żołnierze tej jednostki znają język chiński. W 2021 roku jednostka ta uczestniczyła we wspólnych ćwiczeniach z Chinami i jest „dobrze znana chińskiej armii”.

Tylko twarda i nieustępliwa wobec szantaży, nacisków i gróźb postawa USA może powstrzymać Pekin i Moskwę, twierdzi Wang. „Jeśli przehandlujemy terytoria za pokój, to będzie katastrofa”, konkluduje Wang.


 

***

 W aktualnej sytuacji, Zachód i cały wolny świat nie może cofnąć się na żadnym z frontów. Ani w sprawie Tajwanu i Pacyfiku Zachodniego, ani na Ukrainie i Międzymorzu. I tu dochodzimy do błędu w kalkulacji Wanga. Inwazja Rosji Sowieckiej na Ukrainę nie jest konfliktem, w którym Moskwa „czyści magazyny” broni pozostałej po ZSRS, na który wysyła mięso armatnie przeznaczone na stracenie, i który ma za zadanie głównie odwrócić uwagę od przyszłej chińskiej kampanii przeciw Tajwanowi i USA. Jest to jedna z najważniejszych kampanii chrlowskiej „nieograniczonej wojny”. Epidemia Covid-19 (oraz chińsko-moskiewska akcja dezinformacyjna wybielająca ChRL z odpowiedzialności za jej wybuch czy propaganda antyszczepionkowa mająca zwiększyć liczbę zachorowań i komplikacji), spowodowany przezeń kryzys ekonomiczny, operacje takie, jak „Sluza”, a aktualnie wojna na Ukrainie i jej konsekwencje w postaci kryzysu surowcowego, żywnościowego i nieuchronnego nowego kryzysu migracyjnego oraz planowana inwazja ChRL (być może z udziałem Moskwy) na Tajwan, próby dedolaryzacji gospodarki światowej oraz planowana jeszcze większa konsolidacja ekonomiczna ChRL, Federacji Rosyjskiej i pozostałych państw BRICS – to wszystko, to wzajemnie powiązane elementy „wszechogarniajacej wojny” prowadzonej przez oś Pekin-Moskwa przeciwko wolnemu światu.

Jeszcze do całkiem niedawna, glosy takie, jak Jeffa Nyquista czy rozmaitych jego źródeł, takich jak na przykład Lude Media (czy inni chińscy czy rosyjscy dysydenci) byłyby wkładane dosłownie pomiędzy bajki i spiskowe teorie o Reptilianach, spiskach żydowskich czy o szkodliwości współczesnej medycyny (swoją drogą, w większości „made in Russia Today”). Tymczasem część – i to coraz bardziej znacząca – elit wolnego świata mówi o zagrożeniu, jakim jest dla całego świata sojusz Pekin-Moskwa. W artykule pod znamiennym tytułem „The future of the West is in question” na portalu politico, premier Mateusz Morawiecki stara się uświadomić elitom Zachodu, że Ukraina jest ofiarą Federacji Rosyjskiej, która jest państwem de facto totalitarnym. Celem Moskwy nie jest opanowanie całej Ukrainy, to jest wręcz – twierdzi Morawiecki – strategicznie i operacyjnie niemożliwe. Jak pisze Morawiecki, „głównym celem Rosji jest nie tylko sparaliżowanie Ukrainy, ale dalsza destabilizacja Zachodu. Pomimo sukcesów żołnierzy ukraińskich, Rosja idzie naprzód, osiągając swój główny cel, niszcząc na swojej drodze przemysł, drogi i szkoły.” Aktualnie okupowany obszar Ukrainy można by porównać do hipotetycznej sytuacji, w której wróg atakujący USA odebrałby Teksas, Kalifornie, Montanę, New Jersey, Arizonę i Oklahomę. „Rosja jest jak pyton, który chwyta swoją ofiarę i czeka, aż stanie się ona wystarczająco słaba, by mógł ją połknąć w całości.”


 

Wojna na Ukrainie nie jest już – twierdzi Morawiecki – konfliktem lokalnym. „Na świecie, deficyty na rynku żywnościowym, zwłaszcza te, które mogą się wydarzyć w Afryce i na Bliskim Wschodzie, są katalizatorami kolejnego kryzysu migracyjnego. To jest dokładnie to, czego chce Putin. Działania Rosji już mają konsekwencje globalne w postaci putinflacji. […]” Ewentualny - a zdaniem Morawieckiego możliwy - sukces Moskwy na Ukrainie byłby równoznaczny z klęską całego Zachodu. Moskwa może wygrać nie tyle za pomocą własnych, zacofanych technologicznie (i pod prawie każdym innym względem) sił i środków, ale przez „geopolityczną bierność” i „brak zdecydowania” części krajów wolnego świata. Morawiecki twierdzi, że jeśli upadnie Ukraina, Stany Zjednoczone i Europa może być zastąpiona przez „nowego hegemona”, czyli przez sojusz komunistycznych Chin i totalitarnej, neo-sowieckiej Federacji Rosyjskiej.

Jeśli Zachód nie powstrzyma Moskwy na Ukrainie, ośmieli to ChRL w kwestii ewentualnej inwazji na Tajwan, a także pogłębi się światowy kryzys ekonomiczny, surowcowy, żywnościowy, a co za tym idzie, humanitarny. Konsekwencje całkiem realnego zdobycia światowej hegemonii przez tandem ChRL i Federacji Rosyjskiej będą dla całego świata tragiczne: „znajdziemy się w całkowicie nowym rozdziale w historii ludzkości, mogącym być zapisanym ekstremalnie krwawymi wersami”. […] „Wojna na Ukrainie – pisze Morawiecki – stawia przed nami kluczowe pytanie: czy transatlantycki wolny świat zamierza dalej zajmować pozycję lidera? Czy dalej wierzymy w uniwersalizm wartości, takich jak wolność i prawo narodów do samostanowienia? Czy jesteśmy zdeterminowani do ich obrony? Jeśli nie, to już straciliśmy naszą przyszłość.”


2017-09-10

Kryzys koreański i jego geopolityczny kontekst

Przeprowadzona 02 września 2017 północnokoreańska próba nuklearna (prawdopodobnie termonuklearna) może zmienić regionalny i światowy układ geopolityczny na lata. Zarówno ta prowokacja, jak i werbalne groźby ataku na wyspę Guam (terytorium USA nie będące stanem, logistyczny hub Sił Zbrojnych USA na Pacyfiku) czy wystrzelenie rakiety pozbawionej głowicy tak, by przeleciała przez terytorium Japonii to nie tylko – jak określił to amerykański politolog Gordon G. Chang – pokazanie Ameryce i jej sojusznikom środkowego palca. Ostatnia sekwencja północnokoreańskich prowokacji to element wielowarstwowej wojny informacyjnej i psychologicznej, jaką prowadzi neokomunistyczny Blok Eurazjatycki przeciwko Wolnemu Światu, którego centrum stanowią USA.

Kilka lat temu, przy okazji ostatniej odsłony permanentnego „kryzysu” koreańskiego pisałem, że neostalinowski reżim Kimów nie funkcjonuje w geopolitycznej próżni – Korea Północna jest w istocie elementem sieci formalnych i nieformalnych sojuszy pod worodzą osi Pekin-Moskwa, który pełni w tym układzie rolę „harcownika” i straszaka wobec USA oraz aliantów, w szczególności zaś wobec Korei Południowej oraz Japonii. Korea Północna ma – jak wówczas napisałem – odwalać brudną robotę: dokonywać prowokacji i kroków, na które nie może pozwolić sobie ani Pekin, ani nawet bardzo w ostatnich latach agresywna, Moskwa. Kraj rządzony przez czerwoną dynastię Kimów jest w szczególności powiązany z komunistycznymi Chinami, będąc niejako podwykonawcą, realizującym tzw. „czarne programy” Pekinu – np. handel narkotykami czy też dozbrajanie terrorystów. Z układu tego wszystkie trzy strony czerpią korzyści: Moskwa i Pekin wspólnie bronią terroryzującego świat sojusznika przed działaniami retaliacyjnymi USA i krajów wolnego świata, chociażby sprzeciwiając się sankcjom, zbrojeniu Korei Płd. i Japonii oraz umieszczaniem tam chociażby amerykańskiego systemu THAAD, czy wreszcie prowadząc z KRLD wymianę handlową, w co wlicza się modernizację parku technologicznego armii północnokoreańskiej. I ten kontekst należy mieć na uwadze, analizując aktualną odsłonę tego kryzysu.

Bieżącym skutkiem, a na pewno w jakimś zakresie celem Pekinu i Moskwy jest stopniowa destabilizacja sytuacji politycznej w rejonie Zachodniego Pacyfiku oraz Azji Wschodniej, przy czym beneficjentem ma być w szczególności ChRL. Północnokoreańska groźba ataku rakietowego na wyspę Guam, wystrzelenie rakiety międzykontynentalnej nad Japonią oraz niedawna próba termonuklearna ma za zadanie postawienie USA pod rządami administracji Donalda Trumpa w sytuacji bez dobrego wyjścia. Wcześniej, Trump i sekretarz obrony USA gen. James Mattis rozważali opcje prewencyjnego ataku na północnokoreańskie instalacje służące produkcji i przechowywanie broni masowego rażenia oraz środki jej przenoszenia. Ostatnie prowokacje ze strony KRLD to „sprawdzam” wobec zarówno USA, jak i sojuszników Waszyngtonu – zwłaszcza Republiki Korei i Japonii. Wykazało ono, że realnie USA są w stanie wesprzeć Japonię i Koreę Południową, jednak atak prewencyjny czy odwetowy ze strony sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych nie wchodza w grę.

Moskwa i Pekin mogą aktywnie rozgrywać kryzysem chociażby stawiając się w roli rozjemców, „gołąbków pokoju” i proponentów zakrojonych na szeroką skalę projektów rozwiązania sytuacji – aktualnie władze Chińskiej Republiki Ludowej i Federacji Rosyjskiej występują z propozycją, która w istocie sprowadzać się ma do finlandyzacji praktycznie całej niekomunistycznej części Azji Wschodniej i Pacyfiku. Jednocześnie sprzeciwiają się bardziej dotkliwym sankcjom wobec KRLD i deklarują kontynuację polityki sprowadzającej się do wspomagania reżimu Kim Jong Una. Warto zanotować również, iż plan „pokojowy” Putina i Xi został poparty przez rząd Niemiec, który deklaruje jednocześnie, że w przypadku ewentualnej agresji ze strony KRLD nie pomoże Stanom Zjednoczonym. Świadczy to o powolnym, stopniowym, ale konsekwentnym zacieśnianiu się i krystalizowaniu nowego układu geopolitycznego, wrogiego USA – neokomunistycznego „Bloku Kontynentu”: do osi Moskwa-Pekin dołączają Niemcy – państwo dotąd będące formalnie członkiem NATO i sojusznikiem USA (a de facto – wasalem Waszyngtonu). Ponadto, im bardziej nasila się kryzys koreański, tym większe pole manewru na terenie Europy Środkowej i Zachodniej ma Rosja Sowiecka. Zwłaszcza w kontekście mających się odbyć niebawem manewrów Zapad-2017; choć mimo obaw podsycanych przez samą kremlowską wierchuszkę, mało prawdopodobny jest atak na Polskę czy Litwę, ćwiczenia mogą się przekształcić we wzmocnienie sowieckiej obecności na Białorusi, a w przypadku najgorszym – regularną interwencję na Ukrainie. Rosja Sowiecka – jak twierdzi Paweł Bobołowicz – może usiłować kupić chociażby dalsze koncesje na Ukrainie za cenę „spokoju” na Półwyspie Koreańskim. Putin, jednocześnie z kryzysem koreańskim, prowadzi grę mającą zjednać sobie Japonię (mówienie o możliwości traktatu pokojowego) i Koreę Południową.

Państwa te jednak, mimo stałego życia w cieniu północnokoreańskich, chińskich i sowieckich rakiet z głowicami nuklearnymi, wykazują zdrowy rozsądek i porzucają pacyfistyczne mrzonki. Japonia już od długiego czasu wraca do starego, dobrego imperialnego militaryzmu, w odpowiedzi na politykę Pekinu, Pjongjangu i Moskwy.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze inny skutek ostatnich koreańskich prowokacji – spadki zanotowały giełdy w różnych miejscach świata i gospodarki narodowe różnych krajów. To mocna poszlaka świadcząca o tym, że komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka przeprowadzają atak per procura, za pomocą Korei Północnej, na gospodarki krajów zachodnich oraz Korei Południowej i Japonii. Sytuacja ta jest o tyle groźna, że gospodarka stanowi – mówiąc po clausewitzowsku – środek ciężkości systemów demoliberalnych. ChRL i Rosja Sowiecka, nie mówiąc o komunistycznej Korei, mają zdegenerowane, upadłe, przeżarte korupcją i komunistycznymi układami gospodarki, które nie mają szans na normalną konkurencję z gospodarkami Zachodu i Dalekiego Wschodu. Ale mogą uderzyć w nie, próbując niejako sprowadzić je do parteru.

Wraz z uzyskaniem przez KRLD broni nuklearnej oraz broni termonuklearnej, wraz z coraz to nowymi środkami jej przenoszenia, ogólnym rozwojem techniki wojskowej, a co najważniejsze, z rosnącą agresją i butą jej władców, Pekin i Moskwa zyskują coraz silniejszy instrument służący realizacji ich celów, nie tylko w rejonie Azji i Pacyfiku, ale i na całym świecie.

W grę wchodzi również możliwość wywołania przez północnokoreańską czerwoną dynastię wojny. Józef Darski twierdzi, że obecnie taki scenariusz nie wchodzi w grę, gdyż wg niego, za decyzją o użyciu środków wojskowych musi stać racjonalna kalkulacja i interesy polityczne. Z kolei płk Piotr Wroński, esbek i wywiadowca, który przeszedł na Jasną Stronę Mocy (swoją drogą, polecam jego książki, zwłaszcza „Czas nielegałów” i konfontację jej treści z tym, co pisał chociażby Anatolij Golicyn, autorzy Wydawnictwa Podziemnego czy też Ścios), twierdzi przeciwnie, określając nieraz północnokoreański reżim jako „ISIS z bronią nuklearną”, który wcale nie musi kierować się racjonalnymi przesłankami, żeby wywołać wojnę. Ponadto, rządy totalitarne, komunistyczne, kierują się zupełnie innym rodzajem racjonalności, niż reżimy demoliberalne.


Jeff Nyquist w swoim najnowszym artykule twierdzi, że Moskwa i Pekin celowo pchają do wojny Kima po to, by po interwencji amerykańskich sił zbrojnych na Półwyspie Koreańskim włączyć się do wojny w obronie Korei Północnej, wchodząc w starcie z siłami USA. Ale taka opjca byłaby zupełnie nieopłacalna dla Moskwy i Pekinu – rosyjscy i chińscy bolszewicy wykorzystują do swoich celów tzw. „państwa bandyckie”, terrorystów i „zielone ludziki” właśnie dlatego, że będąc zapóźnionymi technologicznie i nie mogąc panować na morzach, oceanach i w powietrzu, najpewniej przegraliby w starciu bezpośrednim z Ameryką.

Kim Jong Un groził m.in. atakiem rakietowym na wyspę Guam. Wyspa ta jest de facto zachodnią rubieżą Stanów Zjednoczonych, mającym kluczowe znaczenie dla amerykańskiego stanu posiadania na Pacyfiku i w Azji Wschodniej. Na północy wyspy znajduje się baza Sił Powietrznych USA Andersen, na zachodzie zaś – baza Marynarki Wojennej Agana. Wyspa Guam (wraz z Marianami Północnymi, Mikronezją i Palau) znajduje się w tzw. „zewnętrznym łańcuchu obronnym”, który w geostrategii oceanicznej ChRL pełnić ma rolę podobną do Wielkiego Muru Chińskiego onegdaj. A zdobycie dominacji na Pacyfiku Zachodnim (oraz sojusz z Rosją Sowiecką) to dla ChRL warunek konieczny do uzyskania statusu światowego supermocarstwa. Gdyby zatem Korea Północna zaatakowała tą wyspę (co tyczy się również i Japonii oraz Korei Południowej) i amerykańskie instalacje wojskowe, to niejako „zrobiłaby robotę” za Chiny, realizując chrlowskie plany.


Z perspektywy USA oraz ich głównych sojuszników w regionie problem Korei Północnej jest sytuacją bez wyjścia, gdyż jakikolwiek atak prewencyjny na ten kraj spowoduje kontruderzenie, następstwem którego będzie zniszczenie Korei Południowej, walka z fanatyczną armią liczniejszą nawet od sowieckiej i chińskiej oraz konsekwencje, o których napisane jest wyżej. Z drugiej strony, posunięcia dyplomatyczne mające skłonić Pekin i Moskwę do powściągnięcia Kima nic na dłuższą metę nie dadzą, gdyż te nie zrezygnują z posiadanie coraz to bardziej zaawansowanego technicznie straszaka, którym będą mogły coraz to skuteczniej rozgrywać Wolnym Światem i który kiedyś może być inicjatorem wojny per procura. Ewentualne oficjalne przyjęcie KRLD do „klubu nuklearnego” na drodze negocjacji czy międzynarodowego traktatu byłoby prestiżową porażką USA i zwycięstwem Pekinu, Moskwy i ich terrorystycznych sojuszników.

2014-10-20

Scenariusze wojenne (1)


Jeszcze rok temu analizy mówiące o możliwości rozpętania przez Federację Rosyjską (i/lub ChRL) konfliktu lokalnego czy światowego z użyciem broni niekonwencjonalnej można było znaleźć niemal wyłącznie na łamach niszowych portali internetowych. Ich autorzy prawie zawsze spychani byli na margines dyskursu lub całkowicie z niego wykluczani jako „zoologiczni antykomuniści” i „prawicowe oszołomy”, jak na przykład Jeffrey Nyquist.

Sowiecka agresja na Ukrainę, a wcześniej próba pacyfikacji niepodległościowych protestów spowodowała „przechylenie wahadła” na drugą stronę. Obecnie praktycznie wszystkie media - od lewa do prawa, od fachowych analiz politologicznych po tabloidy, od mainstreamu do niszowych blogów - pełne są informacji co najmniej o „nowej zimnej wojnie”, ale również o możliwości wywołania przez Moskwę konfliktu na większą niż Ukraina skalę, włącznie z możliwością pełnowymiarowego, światowego konfliktu z użyciem broni nuklearnej.

Doktryna wojenna neosowietów w teorii i praktyce

Punktem, od którego należy wyjść - choć zostało to na łamach tego bloga powiedziane wielokrotnie - jest następujący fakt: Federacja Rosyjska jest kontynuacją Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich, a zatem jej polityka międzynarodowa stawia sobie cele takie same, jak polityka ZSRS. Dotyczy to też polityki bezpieczeństwa i wojskowej, będących funkcjami polityki zagranicznej.

Najważniejszym kierunkiem polityki zagranicznej Moskwy jest stworzenie i wzmocnienie „Bloku Kontynentu”: odbudowa (właściwie reorganizacja) imperium sowieckiego, strategiczny sojusz polityczno-wojskowy z ChRL, neutralizacja Europy oraz wspieranie tzw. „państw zbójeckich”. Kolejnym jest obalenie „jednobiegunowego porządku światowego” pod przywództwem USA i ustanowienie „porządku wielobiegunowego”. W praktyce realizacja tego paradygmatu oznaczałaby, że światowym hegemonem stałby się Blok Kontynentu, składający się z komunistycznych Chin, Rosji Sowieckiej i Europy sfinlandyzowanej przez Moskwę (pod „zarządem” Niemiec).

Polityczno-wojskowe organizacje będące realizacją ambicji Moskwy to Organizacja Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego skupiająca kraje „byłego” ZSRS (oprócz Gruzji i Ukrainy) oraz Szanghajska Organizacja Współpracy skupiająca Federację Rosyjską, ChRL, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan i Kirgistan. ODKB to pakt wojskowy, mający skupiać w dalszym ciągu zależne od Moskwy kraje „post” sowieckie. SCO natomiast to organizacja wojskowo-polityczna będąca swego rodzaju kontynuacją Układu Warszawskiego i jednocześnie przeciwwagą dla NATO. Strategia Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej dużo uwagi poświęca działalności Moskwy w ramach grupy: BRICS, będącej niejako ekonomicznym ramieniem Bloku Kontynentalnego. Szanghajska Organizacja Współpracy i grupa BRICS to organizacje, których celem jest umożliwienie Moskwie i Pekinowi wspólnej realizacji regionalnych oraz globalnych ambicji mocarstwowych.

Według oficjalnej doktryny Kremla, wrogami Federacji Rosyjskiej (oraz ChRL) są USA i NATO. Jako zagrożenie postrzegane są też wszelkie próby uzyskania niezależności od wpływów moskiewskich przez republiki wchodzące niegdyś w skład ZSRS.[1]

W celu realizacji wyżej wymienionych priorytetów, Moskwa dopuszcza wszystkie w swoim mniemaniu możliwe środki, włącznie z użyciem siły militarnej wobec jakichkolwiek państw bądź bloków państw uznanych za wrogie, w szczególności chodzi tu o Stany Zjednoczone, pozostałe kraje NATO, ale również kraje „byłej” strefy sowieckiej, uznawane przez kagiebowski reżym na Kremlu za strefę wpływów. Wyżej wymienione kierunki polityki zagranicznej i bezpieczeństwa opisane są między innymi w oficjalnym dokumencie, jakim jest „Strategia Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej”. Dokument ten dopuszcza również użycie siły, w tym broni niekonwencjonalnej w obronie interesów Moskwy.

W ostatnich latach w eter poszło wiele wypowiedzi członków neosowieckiego establishmentu - od Żyrinowskiego, poprzez Dugina, a skończywszy na samym towarzyszu generale Szojgu i towarzyszu pułkowniku Putinie - grożące użyciem siły wobec „wragow Rossii”, w tym użyciem broni niekonwencjonalnej.
Armia Rosji Sowieckiej ćwiczy praktycznie bezustannie od roku 2009, a swoją skalą ćwiczenia Sił Zbrojnych FR oraz państw sojuszniczych i satelickich przypominają te organizowane w latach 80. XX wieku. Najgłośniejszym echem w mediach odbiły się ćwiczenia „Zapad 2009” (odbywające się cyklicznie), w których symulowano atak nuklearny na Warszawę połączony z uderzeniem lądowym na Polskę i desantem morskim. Kolejnym przykładem są ćwiczenia „Wostok 2014”, które odbyły się pod koniec września tego roku praktycznie na całym obszarze Dalekiego Wschodu - na Kurylach, na Sachalinie, Kamczatce, Półwyspie Czukockim i Arktyce. Zaangażowane w ćwiczeniach były praktycznie wszystkie związki taktyczne dwóch okręgów wojskowych FR - Centralnego i Wschodniego, a także Flota Pacyficzna. W ćwiczeniach tych uczestniczyli - obok żołnierzy sowieckich - również „goście” z ChRL, Peru, Wenezueli, Korei Północnej, Angoli i Zimbabwe - najważniejsi sojusznicy Moskwy. Według analityków Ośrodka Studiów Wschodnich, za głównych „adresatów” i wrogów uznane zostały Japonia oraz Stany Zjednoczone. Niemalże jednocześnie odbywały się ćwiczenia wojskowe w obwodzie kaliningradzkim, ćwiczenia Strategicznych Wojsk Rakietowych FR (wojska nuklearne) oraz wspólne ćwiczenia sowieckich i chińskich pograniczników.[2]

Pod koniec sierpnia 2014 roku na poligonie Zhurihe w Chinach odbyły się manewry z cyklu „Misja Pokojowa” organizowane przez Szanghajską Organizację Współpracy, które były największymi ćwiczeniami pod egidą tej organizacji, wzięło w nich udział 7 tysięcy żołnierzy państw członkowskich.[3] SCO organizuje ćwiczenia „Misja Pokojowa” od roku 2005. Oficjalnym scenariuszem praktycznie każdych z tych manewrów jest kontrakcja ze strony FR, ChRL i pozostałych państw SCO przeciwko „separatystom” i „terrorystom”, jednak warto zauważyć, że jak na scenariusz działań przeciwpartzanckich i antyterrorystycznych używane są duże ilości wojsk, łącznie z wojskami pancernymi czy lotnictwem strategicznym. Scenariusze kolejnych „Misji Pokojowych” przewidują również użycie broni nuklearnej. Użycie broni nuklearnej przenoszonej za pomocą lotnictwa strategicznego oraz rakiet, prawdopodobnie mającej umożliwić działania wojsk lądowych oraz powietrzno-desantowych symulowano podczas ćwiczeń „Misja Pokojowa 2007”.[4] Ponadto, pod egidą Szanghajskiej Organizacji Współpracy od roku 2012 odbywają się ćwiczenia pod kryptonimem „Morskie Współdziałanie” - wspólne manewry marynarek wojennych Rosji Sowieckiej i komunistycznych Chin. Ani Pekin, ani Moskwa specjalnie nie ukrywają tego, że są one symulacją ataku na uznane za wrogów Japonię, Tajwan czy Filipiny.[5]

Warto przy okazji wspomnieć o tym, że ChRL jest klientem neosowieckiej zbrojeniówki, jak również o niebywałej intensyfikacji wzajemnej współpracy i częstotliwości kontaktów na najwyższych szczeblach władz FR i ChRL. Współpracują ze sobą również służby specjalne obu państw oraz organy koordynujące ich pracę.[6]

Od kilku lat sowieciarze dokonują prowokacji granicznych wobec Zachodu, których szczególne natężenie przypada na czas agresji na Ukrainę, kiedy to sowieckie samoloty wojskowe (również bombowce strategiczne, przeznaczone do przenoszenia broni nuklearnej) zbliżały się do granic bądź przekraczały przestrzeń powietrzną między innymi USA, Kanady, Japonii i Szwecji. Podczas prowokacji ćwiczono między innymi atak powietrzno-jądrowy na Stany Zjednoczone i Kanadę.

Zarówno kagiebowski establishment, jak również media oraz zachodni eksperci zajmujący się bezpieczeństwem i obroną informują o reformie armii Federacji Rosyjskiej, dzięki której do 2020 roku ma ona się unowocześnić tak, by stawić czoła wrogom (domyślnie, w pierwszej kolejności USA).

Kolejnym symptomem, mającym świadczyć o tym, że Rosja Sowiecka przygotowuje się do światowego konfliktu zbrojnego ma być przechodzenie z nowoczesnej wersji NEP-u i popieriestrojkowej fałszywej demokratyzacji do nowoczesnej wersji komunizmu wojennego. Gospodarka przestawiana jest na produkcję wojenną, wyraźnie widać dążenia do etatyzacji biznesu i to nawet prowadzonego przez nomenklaturę, rezygnuje się z importu towarów (nawet tych deficytowych) na rzecz autarkii.[7] Ponadto, Moskwa zrywa lub rewiduje część dotychczasowych więzi z Zachodem i zacieśnia relacje gospodarcze z Chinami i pozostałymi krajami BRICS.

Broń jądrowa - oręż wojny psychologicznej

A może mamy do czynienia nie z przygotowaniami wojennymi, a zakrojoną na szeroką skalę operacją dezinformacyjną, mającą być jednocześnie formą typowo komunistycznego „zarządzania poprzez kryzys” - wewnętrzną i zewnętrzną mobilizacją, mającą przykryć słabość (według niektórych wręcz nieuchronny upadek) państwa czekistów?

Powszechnie wskazuje się na to, że współczesna Rosja Sowiecka to państwo upadłe, Burkina Faso uzbrojona w międzykontynentalne pociski balistyczne z głowicami jądrowymi. To państwo totalnie zdemoralizowane na skutek sowieckiej i neosowieckiej inżynierii społecznej, obok komunistycznych Chin przodujące w ilości zamordowanych nienarodzonych dzieci, w ilości nałogowych alkoholików i narkomanów, przez co czeka je nieuchronna depopulacja. Powszechne są choroby, które na Zachodzie przestały być problemem najpóźniej w połowie XX wieku. Depopulacji Rosji Sowieckiej towarzyszy deslawizacja i derusyfikacja - etniczni, prawosławni Rosjanie staną się w ciągu następnych 50-100 lat mniejszością we własnym kraju, ustępując miejsca muzułmanom i Azjatom. Gospodarka rosyjska to gospodarka upadła na skutek sowieckiego i neosowieckiego szaleństwa oraz nieodrodnej dla tego systemu, powszechnej korupcji. Dodatkowo, tzw. „rewolucja łupkowa” i postępujący spadek cen ropy naftowej oraz gazu ziemnego (plus sankcje ze strony Zachodu w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę) ma uderzyć w główne źródło finansowania czekistowskiego systemu władzy, czyli eksport ropy i gazu i to na tyle dotkliwie, że Gazprom, Rosnieft czy Novatek nie będą w stanie zarobić nawet na siebie.

W tej sytuacji taktyką Moskwy jest „prężenie muskuł” i straszenie Zachodu wojną, w tym z użyciem broni masowego rażenia, wedle wzorca dezinformacji określanego przez Anatolija Golicyna jako „fasada i siła”. Tak sprawę zbrojeń i przygotowań wojennych Rosji Sowieckiej widzi między innymi Aleksander Ścios[8]: armia sowiecka ledwo zdołała przeprowadzić przy pomocy przestarzałego uzbrojenia i sprzętu wojskowego ofensywę przeciw Gruzji. Działania wojenne sowieciarzy cechowały się chaosem w dowodzeniu i niemałymi stratami własnymi, wreszcie - uzyskano pełną kontrolę jedynie nad Abchazją, Osetią Południową i bezpośrednio sąsiadującymi terenami. Podczas ćwiczeń wojskowych w 2009 roku szwankowała nie tylko łączność i dowodzenie, ale okazać się miało, że armia sowiecka nie jest w stanie operować w czasie niekorzystnych warunków pogodowych. Program restrukturyzacji i modernizacji sił zbrojnych FR? Prędzej czy później rozbije się o wszechobecną w korupcję, wojskowy beton, marnotrawstwo i sowiecki burdel. Aleksander Ścios konkluduje swój artykuł następującymi słowami: „Jeśli dzisiejsza Rosja musi imitować mocarstwo i straszyć nas hardą retoryką – oznacza to tylko tyle, że państwo Putina staje się coraz słabsze i jest zmuszone sięgać do arsenału komunistycznych środków. Nic też nie wskazuje, by to państwo było w stanie sprostać globalnemu konfliktowi lub miało dążyć do jego sprowokowania. Taka konfrontacja   przyniosłaby militarną klęskę Rosji i spowodowała utratę jej najważniejszej broni - ekspansywnej sieci intryg i dezinformacji oplatającej współczesny świat. Głosy publicystów i polityków straszących nas wojną z Rosją lub roztaczających wizję rosnącej potęgi militarnej państwa Putina, są dziś ważnym wkładem w rosyjską strategię podstępu i dezinformacji i – choćby nieświadomie, wpisują się w plany Kremla.”[9]

Obserwacja i próba analizy (także historycznej) sytuacji rodzi jednak pytanie - czy Rosja Sowiecka faktycznie jest tylko bliskim upadku kolosem na glinianych nogach? Przede wszystkim, zwolennicy tej tezy patrzą na neokomunistyczny reżym przez pryzmat kryteriów typowych dla świata demoliberalnego, czyli zapewnienia przestrzegania standardów demokratycznych, reguł tzw. „wolnego rynku”, praw człowieka i obywatela. Po drugie, bismarckowski paradygmat mówiący, że „Rosja nie jest ani tak silna, ani tak słaba, na jaką wygląda” jest uniwersalny, tyczy się również sowietów i neosowietów. Po trzecie wreszcie, sowiety/neosowiety zawsze były państwem upadłym, o zdegradowanej moralności, substancji biologicznej i gospodarce, a pomimo to trwają niejako wedle zasady, że „rząd sam się wyżywi”. Przetrwały okres rewolucyjnego i porewolucyjnego głodu, stalinowskich czystek i masowych zbrodni, drugiej wojny światowej i wreszcie - upadku gospodarczego lat 70. i 80, by dokonać transformacji w neosowiety. Poza tym, dość duża część informacji o „słabej i upadłej Rosji” ma swoje źródła w Moskwie.

Możliwe zatem, że mamy (i to praktycznie nieprzerwanie, od 25 lat) do czynienia ze stosowaniem przez Moskwę wzorca dezinformacji określanego przez innego znawcę neokomunizmu, Christophera Story jako „słabość i groźba”.[10] Ma on wywołać wrażenie, jakoby Federacja Rosyjska była państwem z jednej strony słabym, a z drugiej - nieobliczalnym i zdolnym do reakcji nader destrukcyjnej w skutkach.

Niezależnie od faktycznej kondycji Rosji Sowieckiej oraz jej faktycznej zdolności do realizacji swoich interesów metodami militarnymi, cytowany wyżej Aleksander Ścios ma rację twierdząc, iż groźby użycia siły militarnej, sygnały o zbrojeniach oraz działania mogące być odebrane jako przygotowania wojenne są świadomie wykorzystywane przez sowieciarzy jako oręż wojny dezinformacyjnej. Sowieciarze mają w tego rodzaju działaniach blisko sto lat doświadczeń. Władzę w Federacji Rosyjskiej sprawują struktury sowieckiej bezpieki, które są jednocześnie jej największą i (póki co) jedyną realną siłą, potrafiącą w niebywały sposób wpływać na przywódców i tzw. opinię publiczną Zachodu poprzez szeroką gamę „działań aktywnych” - dezinformację, agenturę wpływu oraz różnego rodzaju ruchy rozkładowe i - last but not least - klasyczne szpiegostwo. Ale pamiętać należy, że ci sami czekiści - zajmując najwyższe stanowiska państwowe - trzymają ręce na kodach inicjujących start ICBM-ów… Ścios ma również rację pisząc, iż nieświadomymi rezonatorami takiej dezinformacji są media określane jako „dysydenckie”, „prawicowe” czy nawet „antykomunistyczne”, gdyż nakręcają po prostu spiralę wojennego strachu, mimo faktycznego zamiaru „wstrząśnięcia” pacyfistycznym społeczeństwem i establishmentem. Sowiecka propaganda i dezinformacja przypomina minę, która eksploduje przy każdej próbie rozbrojenia.

Sowieckie straszenie wojną jest taktyką opierającą się na użyciu słabości elit i społeczeństw zachodnich. Europę, a w nieco mniejszym stopniu Amerykę pożera zaraza lewactwa, szeroko pojętego marksizmu kulturowego, działalności środowisk biznesowych robiących interesy z moskiewskim reżymem czekistów oraz agentur wpływu i pospolitych szpionów (przy czym trudno jest pomiędzy nimi wytyczyć wewnętrzne granice) i jakkolwiek czynniki te znacząco osłabiają Zachód, tak wynikają one z panującego systemu demoliberalnego. A istotą demoliberalizmu (czy też realnego liberalizmu) jest relatywizm, permisywizm, skłonność do ciągłych kompromisów, kontraktualizm, wieczne rozdyskutowanie oraz niechęć do podejmowania decyzji. Co za tym idzie, liberalny Zachód cechuje predominacja do układania się z sowietami oraz paniczny wręcz strach przed samą możliwością konfrontacji zbrojnej. Ponadto, w społeczeństwach zachodnich dominuje obraz konfrontacji nuklearnej rodem z lewackich, pacyfistycznych i mniej lub bardziej otwarcie prosowieckich produkcji takich jak „Pojutrze”, „Threads” czy „Ostatni brzeg”.

Zagrożeniem nie jest potencjalna (i dyskusyjna) siła militarna Rosji Sowieckiej, wraz z arsenałem nuklearnym. Prawdziwym i największym zagrożeniem są słabości Zachodu, które sprawiają, iż - jak to określił Michał Bąkowski - zjeżdża on po równi pochyłej wprost w łapy Moskwy, a właściwie osi Moskwa-Pekin.


[3] Shannon Tiezzi, „China hosts largest-ever military drills”: http://thediplomat.com/2014/08/china-hosts-scos-largest-ever-military-drills/
[4] Jeffrey Nyquist, „Niezaprzeczalne przygotowania wojenne Rosji”: http://wydawnictwopodziemne.com/2007/10/09/niezaprzeczalne-przygotowania-wojenne-rosji/
[6] Jaszczur, „Pekin-Moskwa. Sojusz i miraż konfliktu”: http://jaszczur09.blogspot.com/2013/01/pekin-moskwa-sojusz-i-miraz-konfliktu.html
[7] Takiego zdania jest choćby Jurij Felsztyński. „Bolszaja wojna jeszczio wpieriedi”: http://www.kasparov.ru/material.php?id=54101DCC09A4E
[8] Aleksander Ścios, „Rosja - imperium czy potęga mitu?”: http://bezdekretu.blogspot.com/2013/03/rosja-imperium-czy-potega-mitu.html
[9] Ibidem.
[10] Dariusz Rohnka, „Wielkie arrangement”, Wydawnictwo Podziemne, Poznań 2007, s. 49-50

2010-09-05

Smoleńsk - tło długofalowej strategii (cz. 1)

Komunistyczne zbrodnie, dokonane często za przyzwoleniem „wolnego świata", pozostały nieukarane i nierozliczone. W samej Rosji i wielu państwach świata, upiór „czerwonej rewolucji” żyje nadal, przepoczwarza się i zbiera siły, oczekując swojego czasu. Wciąż zatem realna jest obawa, że gdy pozornie dziś skłóceni - wyznawcy Lenina, Trockiego, Che Guevary i Stalina - skupieni w rozlicznych organizacjach, grupach interesu i rządach państw, zjednoczą kiedyś swoje szeregi, symbolem ich wspólnoty stanie się ludzki czerep, przedziurawiony z tyłu, a patronem tego przymierza major bezpieczeństwa państwowego Wasilij Błochin.
Aleksander Ścios – „Polityka jak strzał w potylicę”.

ANATOLIJ GOLICYN I KATASTROFA SMOLEŃSKA

Anatolij Golicyn, chyba najważniejszy dla Zachodu uciekinier z Sowietów, wyjaśnia w pierwszej części „Nowych kłamstw w miejsce starych…” na czym polega wdrażana od drugiej połowy lat ’50 XX w. sowiecka koncepcja „działań aktywnych”, dezinformacji strategicznej. Ten rodzaj operacji ma za cel, oprócz osiągnięcia pewnych realnych, niejako „fizycznych” celów politycznych, także zmianę percepcji postrzegania rzeczywistości, mające sprowokować u strony atakowanej zachowanie autonomiczne, często zachowania jak najbardziej normalne i adekwatne do sytuacji, ale jednocześnie możliwie jak najbardziej wkalkulowane w osiągnięcie celów operacji. Operację aktywną można łatwo zaplanować i zainicjować, jednak trudno jest kontrolować jej przebieg i końcowy efekt. Przebieg z powodów oczywistych kształtowany jest przez dynamikę wydarzeń oraz kontrakcje, a wykonywanie operacji jest na bieżąco modyfikowane przez decydenta i bezpośredniego wykonawcę, przewidujących wiele wariantów rozwoju sytuacji. Operacjami aktywnymi opisywanymi w rzeczonej książce Golicyna były m.in. „destalinizacja” w roku 1956, koncesjonowane organizacje dysydenckie w krajach komunistycznych, „konflikty” sowiecko-chińskie oraz pieriestrojka w latach 1985 – 1991. Główne wzorce dezinformacji, wedle których je przeprowadzano to: fasada i siła stosowany, gdy system komunistyczny znajdował się w stanie kryzysu, grożącego dekompozycją; słabość i ewolucja – by wywrzeć wrażenie słabości Sowietów w celu ukrycia faktycznie dobrej ich kondycji oraz przemiany – stosowany w celu przekonania Zachodu, że komunizm/bolszewizm to normalny,wręcz identyczny z zachodnim system polityczny. Analizom i prognozom poczynionym przez Golicyna można zarzucić schematyzm, wręcz algorytmizm i wiarę we wszechmoc sowieckiego aparatu władzy (wszelako powodowaną chęcią ostrzeżenia Zachodu) wyniesione z KPZS i KGB, których był przecież funkcjonariuszem. Jednak obserwując to, co stało się na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat i konfrontując to z pisanymi do 1989 roku prognozami (w tym także odtajnionymi memorandami dla CIA), należy niestety stwierdzić, że najważniejsze cele sowieckiej długofalowej strategii przetrwania oraz kontynuacji władzy i ekspansji zostały osiągnięte. Wynika to też z natury władzy jako takiej, a totalitarnej w szczególności.

Operacją aktywną zdaje się być także „drugi Katyń”. W polskiej prawicowej publicystyce i blogosferze dominuje skłonność do traktowania naszego kraju jako osobnego, autonomicznego w stosunku do „reszty świata” układu odniesienia oraz do analizowania poszczególnych wydarzeń w oderwaniu od tego, co zdarzyło się wcześniej. Tymczasem należy pułapkę smoleńską (nie tylko samą tragedię, niezależnie od tego, czy był to zamach, czy też nie) postrzegać w o wiele szerszym kontekście, jako część większej układanki, na którą składają się: 1) geopolityka „przestrzeni sowieckiej”: Rosji Sowieckiej jako „centrum” plus krajów „byłych” ZSRS i bloku komunistycznego jako „peryferii”, 2) stosunki Rosja Sowiecka – USA, 3) geopolityka „Eurazjatyckiego Bloku Kontynentalnego” (termin wprowadza neobolszewicki rosyjski geopolityk, Aleksander Dugin), którego rdzeń stanowi „oś” Pekin-Moskwa-Berlin (w wariancie zapasowym – Bruksela/Paryż), i wreszcie 4) długofalowa sowiecka strategia „transformacji ustrojowej”. I tym będziemy się w niniejszym opracowaniu zajmować. Punkty 1 – 3 są pochodną punktu 4.


NEOKOMUNIZM – ZARYS PROBLEMU. ZWYCIĘSTWO PROWOKACJI I MANIPULACJI
By przejść do dalszych rozważań, nie można pominąć pewnych – zdawałoby się górnolotnych i przegadanych – kwestii teorii polityki i faktograficznych; ś.p. Anna Walentynowicz powiedziała kiedyś z właściwą sobie umiejętnością nazywania rzeczy po imieniu i opisywania ich takimi, jakie one są: komunizm się nie skończył, komunizm się schował!Lata 1989 – 1991 nie przyniosły ani „upadku”, ani dobrowolnego „samorozwiązania” komunizmu, który w tym czasie przeszedł po prostu metamorfozę w neokomunizm.

W tym miejscu należy odpowiedzieć na pytanie „co to jest komunizm”. Nie jest to utopijna ideologia czy ideokracja jak powszechnie się uważa, przy czym dla statystycznego konserwatysty jest to kontrapunkt konserwatyzmu (lewactwo), dla liberała – wolnego rynku, a dla socjalisty – wypaczenie socjalizmu. Komunizm/bolszewizm to antycywilizacja; zabójczo spójna teoria i praktyka totalitarnej władzy, gdzie wszystko podporządkowane jest celom i interesom struktur rządzących. Bardziej precyzyjnie rzecz opisał o. Józef Maria Bocheński (filozof, logik, a także sowietolog): Komunizm to doktryna, organizacja, system działania i postawa, które cechuje skrajny monizm i totalitaryzm. Przez "monizm" rozumiemy to, że skupia się na jednym celu, jednej nauce, jednym autorytecie i jednej metodzie (…); przez "totalitaryzm" - że podporządkowuje wszystko jednemu celowi (…). Celem komunizmu – rozumianego i jako ruch („organizacja”) i jako metoda sprawowania władzy – jest absolutne rządzenie wszystkim. Obejmuje to zarówno wymiar geostrategiczny, jak i wewnętrzny. W wymiarze geostrategicznym i geopolitycznym celem jest światowa dominacja, w wewnętrznym – władza nad każdym aspektem życia społeczeństw, narodów i w końcu jednostek; docelowo stworzenie „nowego typu człowieka”, który funkcjonować ma zgodnie z interesem struktur władzy. Ideologia i doktryna komunistyczna – a w zasadzie parodia religii, na co dominikanin również zwraca w swojej definicji uwagę – pełnią po prostu rolę instrumentów służących osiągnięciu tych celów. Funkcją ich jest mobilizacja kadr, legitymizacja władzy oraz manipulowanie podległych społeczności. Podporządkowanie wszystkiego interesom struktur władzy implikuje totalny relatywizm w doborze metod i technik służących zdobyciu, sprawowaniu i utrzymaniu władzy: dobre i właściwe jest to, co służy interesom struktur rządzących, złe i niewłaściwe – to, co im nie służy. Toteż ideologia, doktryna i – co oczywiste – praktyka komunizmu zmieniają się w zależności od interesów grupy trzymającej władzę i bodźców zewnętrznych.

Celem strategicznym operacji „pieriestrojka” było zachowanie władzy politycznej, ekonomicznej i kulturowo-cywilizacyjnej (marksowskie: „baza” i „nadbudowa”) przez struktury komunistyczne w nowych warunkach; zapewnienie sobie możliwości dalszej reprodukcji poprzez mianowanie, dziedziczenie i kooptację, a także ekspansji geograficznej. Pomimo, że ostateczny efekt „pieriestrojki” – a co za tym idzie neokomunizmu – jest wypadkową działań sowieciarzy, podejmowanych kontrakcji i dynamiki wydarzeń, najważniejsze strategiczne jej cele zostały osiągnięte, a zmianom uległy kwestie kosmetyczne, co koniec końców okazało się być korzystne z punktu widzenia interesów nomenklatury partyjnej i bezpieczniackiej, gdyż wzmocniło działanie dezinformacji. Przykładem niech będą kwestie prawnomiędzynarodowe: Związek Sowiecki, Układ Warszawski i RWPG formalnie przestały istnieć. Mamy Federację Rosyjską, 15 byłych republik związkowych i kraje sowieckiego imperium zewnętrznego. Wszystkie są traktowane jako suwerenne i niepodległe państwa narodowe, co jest jednym z największych sukcesów polityki dezinformacji, ponieważ w większości tych krajów (na czele z Rosją) dalej rządzi komunistyczna oligarchia, powiązana z moskiewską centralą.

Nomenklatura i bezpieka komunistyczna dokonały instytucjonalnego metamorfozy i przegrupowania. Hierarchiczna, scentralizowana i na dłuższą metę dysfunkcjonalna organizacja kompartii i bezpieki została zastąpiona przez zdecentralizowaną strukturę sieciową. Obejmuje ona „byłe” kompartie, specsłużby, media, mafie, a także sieci powiązań całkowicie nieformalnych. Rolę kierowniczą pełnią – siłą rzeczy – środowiska nomenklatury i specsłużb sowieckich, wraz z lokalnymi filiami. Pomiędzy „frakcjami” struktur komunistycznych występują konflikty partykularnych interesów, jednak w kwestiach podstawowych dla całego układu obowiązuje jedność; priorytetem jest realizacja strategicznych celów politycznych i wszystko odbywa się w ramach pewnych rudymentarnych, konstytuujących system władzy „zasad”. Konflikty mogą być użyte w celach dezinformacyjnych, jednocześnie często pełniąc bardzo ważną w komunizmie i neokomunizmie funkcję regulacji. Kontrolę totalną, będącą instrumentem komunizmu w latach 1917 – 1991 (w PRL w latach 1944 – 89) zamieniono – a w zasadzie stopniowo zamieniano – na kontrolę strukturalną. Pierwsza, jako opresyjna i obejmująca szczegółowo każdy aspekt życia społecznego, osobowego i politycznego wymagała bardzo dużego nakładu sił i środków i jako taka groziła całkowitą zapaścią systemu władzy. Kontrola strukturalna jest o wiele skuteczniejsza, gdyż jest kontrolą odcinkową, polegającą na wpływaniu jedynie na pewne kluczowe odcinki systemu politycznego i społecznego w kluczowych momentach, co pochłania relatywnie niskie koszty. Nie bez znaczenia jest też kondycja kulturowa i cywilizacyjna danej społeczności; gdy zakres sowietyzacji metodami przemocowymi osiąga poziom uznany za pożądany – ergo: wytępienie albo marginalizacja elity danego narodu i zastąpienie jej dyktaturą proletariatu czyli lumpenelitą z nomenklatury i bezpieki – fizyczny terror na masową skalę staje się zbędny (co wcale nie znaczy, że nie będzie stosowany). Posługując się kontrolą strukturalną, komunizm doskonale zaakomodował się do zachodniego demoliberalizmu i zachodniej formuły państwa narodowego: totalitarna, bezpieczniacko-partyjna nomenklatura urządziła się w nowych warunkach i skutecznie wykorzystuje do swoich celów mechanizmy tzw. „wolnego rynku” oraz – w celu legitymizacji władzy – aksjologię liberalnej, postoświeceniowej demokracji i „prawoczłowieczyzmu”.

Należy w tym kontekście zwrócić uwagę na jeszcze jedną cechę komunizmu, na którą uwagę zwraca prof. Marek Piekarczyk: od rewolucji bolszewickiej (w zasadzie od ukazania się „Manifestu komunistycznego”) ewolucja komunizmu ma charakter cykliczny; następują po sobie fazy „komunizmu zjadliwego” i „komunizmu przyczajonego”. Neokomunizm/neobolszewizm wydaje się być niemal pełnym takim cyklem. Lata 1989 – 1999 były okresem „strategicznego chaosu”, który w pewien sposób porównać można z NEP. Struktury komunistyczne funkcjonowały wówczas stanie faktycznego rozbicia i atrofii. Szerszy – w porównaniu zarówno z okresem sowieckim (ale i obecnym !) – był margines wolności, traktowany jako wentyl bezpieczeństwa, w miarę konieczności odkręcany lub dokręcany. Natomiast od roku 1999 („intronizacja” Władimira Putina) przystępuje się do rekomunizacji, resowietyzacji i reintegracji geopolitycznej obszaru sowieckiego (z pieriedyszką w latach 2003 – 08), reaktywacji Bloku Komunistycznego i rozpoczęcia ekspansji na kraje zachodnie, realizowanej głównie środkami dyplomatycznymi, ekonomicznymi i agenturalnymi; Anatolij Golicyn właśnie na rok 1999 przewidział rozpoczęcie „Fazy finałowej”, w przedostatnim rozdziale „Nowych kłamstw w miejsce starych”. Era „późnego putinizmu”, rozpoczęta mianowaniem na „prezydenta” Dmitrija Miedwiediewa – gdzie siłowiki i cywilikigrają zamiennie dobrego i złego kagebistę – jest prawdopodobnie operacją zmierzającą do załagodzenia wizerunku Rosji Sowieckiej jako reżimu rządzonego przez czekistów rozjeżdżających tankami Kaukaz, uzależniających Europę od swoich dostaw gazu, a nawet rzucających jobami w stronę zachodnich polityków i dziennikarzy. Pewna regularność tego, co dzieje się od 21 lat w Rosji Sowieckiej (i w całej przestrzeni sowieckiej) przemawia za tym, że faktycznym centrum władzy jest kolektywne kierownictwo, jak partyjne Politbiuro za pierwszego Sowieta, na co wskazują m.in. Jurij Felsztyński i Władimir Bukowski. Przy czym może to być organ całkowicie nieformalny i nieoficjalny, składający się zapewne z wysokich rangą oficerów specsłużb i wojska.


WYMIAR GEOSTRATEGICZNY: TRÓJPOZIOMOWY „BLOK NEOSOWIECKI”

Na poziomie międzynarodowym obserwujemy pełną kontynuację polityki ekspansji wpływów Rosji Sowieckiej i ChRL, która przybrała jedynie kamuflaż na bardziej odpowiedni dla wymogów otoczenia. Nie zmienił się cel, jakim jest dominacja nad światem i jego podział na swoje strefy wpływów, przez uprzednie rzucenie na kolana świata Zachodu, co nieraz jest oficjalnie i wprost artykułowane przez kierownictwo moskiewskie i pekińskie. Jednoczesne gadanie o „świecie wielobiegunowym” czy „podniebnym ładzie” to nic innego, jak propagandowo-dezinformacyjny bełkot.

Blok komunistyczny jako formacja geostrategiczna istnieje nadal – w nowej, dostosowanej do wymogów współczesnej polityki międzynarodowej, formie trójpoziomowej struktury. Rdzeniem i pierwszym poziomem tego bloku jest oś Moskwa – Pekin. Rosja Sowiecka i ChRL bardzo intensywnie współpracują ze sobą w dziedzinie politycznej, militarnej i ekonomicznej. Drugim poziomem jest „Eurazjatycki Blok Kontynentalny” (Dugin), obejmujący Rosję Sowiecką, ChRL oraz ich europejskich i azjatyckich sojuszników i wasali: Berlin, Paryż, Rzym, Brukselę, Teheran, Phenian, New Delhi i Rangun. Poziom trzeci to „Czerwona Orkiestra” w globalnej grze: „Eurazja” plus neokomunistyczne kraje Afryki i Ameryki Łacińskiej. Na drugim i trzecim poziomie widoczny jest wyraźny podział stref wpływów pomiędzy centrale: Rosję Sowiecką a ChRL. Strefą wpływów Rosji Sowieckiej stają się Europa i Ameryka Łacińska. Strefą wpływów ChRL – kraje Azji Południowej, Wschodniej, basenu Pacyfiku i Afryka. Bliski Wschód oraz byłe środkowoazjatyckie republiki sowieckie są swego rodzaju kondominium obu central. Mimo podziału stref wpływów, Moskwa i Pekin współpracują ze sobą na ich terenie, co jest widoczne zwłaszcza na poziomie trzecim.

Formami instytucjonalnymi odnowionego bloku komunistycznego są: Szanghajska Organizacja Współpracy, „trójkąt” RIC (od: Russia, India, China), Eurazjatycka Wspólnota Ekonomiczna, Wspólnota Niepodległych Państw (sic !), Organizacja Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego i BRIC (= Brasil, Russia, India, China). Taka sieciowa i policentryczna formuła bloku, realizowana od 1989 r., ze szczególnym przyspieszeniem w latach 1999-2001 i od 2007 do teraz, jest ucieleśnieniem koncepcji kierownictwa ruchu komunistycznego na przełomie lat 50. i 60. XX w., a którą opisał m.in. Anatolij Golicyn: oficjalne organizacje międzynarodowe (wówczas: Pakt Warszawski i RWPG) mają zostać uzupełnione, przez pozaorganizacyjne formy współpracy i zależności. W miarę potrzeby, stare organizacje mają zostać całkowicie wyeliminowane i/lub zastąpione nowymi. Prócz tego do moskiewskiego i pekińskiego programu ekspansji wciągane są kraje, które nie są ani nigdy nie były rządzone przez komunistów czy też agentury.

Charakter i kierunki ekspansji stref wpływów ZSRS, a teraz Rosji Sowieckiej i komunistycznych Chin są po prostu dostosowaniem się do geopolityki, której praw ani złamać, ani przeskoczyć, ani ominąć się nie da. Tak samo, jak praw fizyki czy biologii. Rozumiał to już sam Włodzimierz Ilicz, na co zwraca uwagę brazylijski sowietolog, prof. Olavo de Carvalho: Lenin przygotował dla ruchu komunistycznego plan ekspansji, który momentami musiał wydawać się nieosiągalny. Wyobrażał sobie, że począwszy od Moskwy, komunistyczna ekspansja powinna najpierw objąć Europę Wschodnią, następnie zawrócić w stronę Azji, podbić Afrykę i (…) stamtąd ruszyć na podbój Ameryki Łacińskiej, w ten sposób osiągając okrążenie Stanów Zjednoczonych i ich sprzymierzeńców w Zachodniej Europie. Należy też w tym kontekście przypomnieć dwie – na pozór przeciwstawne – koncepcje geopolityczne: Heartlandi Rimland. Pierwsza zawiera się w zdaniu: kto panuje nad Heartlandem, panuje nad Wielką Wyspą. Kto panuje nad Wielką Wyspą, ten panuje nad całym światem,gdzie „heartland” to obszary północnych Chin, Mongolii, Syberii i rosyjskiego Dalekiego Wschodu, a „Wielka Wyspa” to Eurazja. Druga z kolei uzależnia światową hegemonię danego mocarstwa od panowania nad wybrzeżami Eurazji. Obie teorie są prawdziwe: racją bytu, gwarantem przetrwania i ekspansji zarówno dla Rosji Sowieckiej, jak i ChRL jest i pełna kontrola wewnętrzna, i jak najszerszy dostęp do oceanów, odpowiednio do: Atlantyku i Pacyfiku; jest to więc jeden z celów strategicznych zarówno „osi Moskwa-Pekin”, jak i „Bloku Kontynentalnego”. Z tej perspektywy Polska i pozostałe kraje leżące pomiędzy Bałtykiem, Adriatykiem a Morzem Czarnym stanowią naturalny obszar przejściowy, pomostowy pomiędzy Europą a Azją.

Teraz przyjrzyjmy się bliżej wewnętrznej dynamice osi Moskwa-Pekin. Do konfliktu pomiędzy Rosją Sowiecką a ChRL nie dojdzie, przynajmniej w perspektywie następnego pokolenia. Wiele przemawia za tym, że stan ten może być kontynuowany nawet w przypadku spełnienia pesymistycznej prognozy drugiego Weltoktober: eliminacji Stanów Zjednoczonych, co oznaczałoby światową hegemonię ChRL i Rosji Sowieckiej. Stan ten ma swoje następujące determinanty geostrategiczne. Po pierwsze: ZSRS/Rosja Sowiecka potrzebuje silnego, stabilnego i przewidywalnego przedmurza na wschodzie, natomiast ChRL – tego samego na Zachodzie, w celu równoważenia wpływów: świata muzułmańskiego i turańskiego (oba z silnymi tendencjami zjednoczeniowymi), USA, ewentualnie Japonii, ale także w celu stabilizacji systemu władzy u siebie. Co za tym idzie, załamanie się systemu władzy w Rosji Sowieckiej uruchomi sekwencję wydarzeń, na skutek których upadnie reżym w ChRL i vice versa: jednym z gwarantów trwania moskiewskich czekistów przy stołkach jest chrlowska kompartia. Po drugie: sporne tereny Syberii, rosyjskiego Dalekiego Wschodu i Azji Środkowej stanowią naturalną strefę buforową pomiędzy Rosją Sowiecką a Chinami, jakkolwiek istnieje podskórna rywalizacja na tych terenach z korzyścią dla ChRL. Jednakże: Chiny nie zdołają ich zasiedlić w stopniu zadowalającym ich potrzeby ze względu na niezdatność tych terenów do masowej kolonizacji. Naturalnym głównym kierunkiem ekspansji geostrategicznej Rosji Sowieckiej (tak jak i starej Rosji oraz ZSRS) jest Europa, natomiast ChRL – Azja Wschodnia i basen Pacyfiku, poza tym Chiny miałyby do zasiedlenia swoje imperium wewnętrzne: Turkiestan Wschodni, Tybet, Mongolię Zewnętrzną czy wreszcie Tajwan. Po trzecie – Pekinowi nijak nie kalkuluje się inwazja na atomowe mocarstwo, które o wiele skuteczniej może opanować kiedyś metodami pokojowymi; konflikt zbrojny pomiędzy dwoma państwami, które wraz ze strefami wpływów zajmują blisko po pół kontynentu eurazjatyckiego i posiadają broń masowego rażenia byłby porównywalny z użyciem granatu ręcznego podczas walki wręcz w zamkniętym pomieszczeniu; spowodowałby bałkanizację całego kontynentu eurazjatyckiego. Na podstawie obserwacji stosunków sino-rosyjskich i sino-sowieckich należy przyjąć, że i moskiewscy czekiści i pekińscy aparatczycy zdają sobie z tego sprawę. Rosja Sowiecka ma i będzie mieć wobec ChRL pozycję niższą; pełni i będzie pełnić niejako rolę mistrza, który został przerośnięty przez ucznia. Bardzo możliwe, że wnuk Putina będzie Chińczykiem o rosyjskim nazwisku jako drugim i będzie zajmował jakąś kluczową pozycję w Imperium Sino-Sowieckim. Bardzo możliwe, że za pół wieku w Łubiance rezydować będą – pewnie w charakterze doradców – oficerowie Guoanbu w mundurach z dwugłowym orłem. Jednak doprowadzi do tego stopniowa wasalizacja Rosji Sowieckiej (z sinizacją części terytorium), nie wojna.

Obecne stosunki Moskwa-Pekin są kontynuacją tego, co działo się przed rokiem 1991, konkretniej – sowieckiej polityki wobec Chin. Od początku swego istnienia Sowiety starały się włączyć Chiny w swoją orbitę wpływów i niejako oprzeć się o Chiny w sensie geostrategicznym, grając na dwa fortepiany i wspierając zarówno KPCh, jak i Kuomintang. Gdy narodowcy chińscy pod przywództwem Głównodowodzącego Chiang Kai Sheka obrali niepodległościowy i antykomunistyczny kurs, jedynym sojusznikiem Sowietów w tym kraju zostali komuniści. Po 1949 r. komunistyczne już Chiny stały się sojusznikiem ZSRS i tak jest do dziś, z tą małą różnicą, że miejsce Związku Sowieckiego zajęła neobolszewicka, kagiebowska Federacja Rosyjska. Konflikty sino-sowieckie mają charakter „sporów w rodzinie” dotyczących głównie metod prowadzenia polityki. Te o charakterze terytorialnym (Tannu-Tuwa, Daleki Wschód) mają zasięg na dłuższa metę lokalny i nieszkodzący „Osi”. Rozdmuchiwano i rozdmuchuje się je, by wywołać wrażenie trwałego rozłamu sino-sowieckiego, jednak faktycznie na poziomie wspólnych, strategicznych interesów Moskwa i Pekin działają „jednofrontowo”.

Drang nach WestenRosji Sowieckiej – „Europejski Wspólny Dom” i informacyjna wojna z USA

Z oczywistych względów, najwięcej miejsca w cyklu zajmie analiza zachodniego kierunku ekspansji Rosji Sowieckiej. „Byłe” republiki zachodniosowieckie i europejskie kraje należące przed 1991 do „imperium zewnętrznego” starych Sowietów (w tym Polska) są bezpośrednią strefą wpływów Moskwy – „bliską zagranicą”: tak w optyce neosowieckiego kierownictwa, jak i faktycznie. Uwarunkowania geopolityki Międzymorza sprawiają, że w optyce moskiewskich czekistów obszar ten jest strefą pomostowo-buforową: wielką trasą W-Z rozciągającą się od Odry po Dniepr i od Bałtyku po Karpaty i Morze Czarne, gdzie poszczególne kraje są i mają być zwasalizowane na drodze zachowania władzy przez struktury komunistycznych nomenklatur i bezpiek. Przy czym: (a) zachowane są pozory suwerenności wewnętrznej i zewnętrznej oraz demokracji, czasem dopuszcza się do władzy stronnictwa faktycznie niepodległościowe i antykomunistyczne, obalane albo matowane jednak w wypadku przekroczenia „grubej, czerwonej krechy”; (b) faktyczny ośrodek dyspozycji politycznej znajduje się poza oficjalnymi organami państwowymi: zakulisową „partię wewnętrzną” stanowią środowiska komunistyczne, „partię zewnętrzną” – oficjalnie funkcjonujące partie polityczne, media, najważniejsze organy państwowe, najczęściej kontrolowane przez środowiska komunistyczne: agentury bezpiek czy zgoła ich oficerów prowadzących i aparatczyków partyjnych. Ponadto, na odcinku polityki dezinformacji strategicznej, kraje Europy Środkowej i Wschodniej stanowiły i stanowią obszar sztandarowy „pieriestrojki”. Faktem jest to, że służą Rosji Sowieckiej jako „koń trojański” w strukturach euroatlantyckich, właśnie poprzez środowiska komunistyczne i agentury ulokowane w organach władzy, a przynajmniej w takim charakterze służyły przed rozpoczęciem procesu włączenia „starej Europy” w orbitę wpływów Moskwy; znak zapytania jest jedynie o skalę, pozycję w czekistowskiej hierarchii, i szczegółowe zadania, na przykład WSI czy „przeorientowanych” na Zachód oficerów I Departamentu SB.

Europa Zachodnia ma zostać w szczególny sposób sfinlandyzowana: na drodze monopolizacji transferu surowców energetycznych, bilateralnych układów pomiędzy Moskwą a poszczególnymi krajami Europy Zachodniej, rozgrywania kartą ekstremizmu islamskiego i pełzającej islamizacji, a docelowo podłączeniem się Rosji Sowieckiej do oficjalnych struktur Unii Europejskiej, NATO i do europejskiego systemu gospodarczego; głównym wielkorządcą Europy z ramienia Moskwy mają być (i są) Niemcy z przystawkami: Francją i Włochami oraz struktury Unii Europejskiej. Kolejnym niezwykle ważnym celem Rosji Sowieckiej w ramach „kierunku zachodniego” jest wypieranie wpływów USA w Europie. Całkowite wyparcie USA z Europy oznaczałoby ostateczną wasalizację Europy Zachodniej wobec Rosji Sowieckiej oraz ostateczną petryfikację Bloku Kontynentalnego i Bloku Neosowieckiego. Zachodnia polityka Rosji Sowieckiej, jaką obserwujemy obecnie nie jest podyktowana sumą doraźnych interesów; jest ona zmodyfikowanym wariantem sowieckiej strategii ekspansji na Zachód, którą zaczęto realizować jeszcze przed pieriestrojką, w latach 70. XX w; celem jej było podporządkowanie Europy Związkowi Sowieckiemu poprzez neutralizację.

Wasalizacja poszczególnych krajów Zachodu, a docelowo Zachodu jako całości na drodze szukania partnerów do wspólnych interesów zastąpiła starą sowiecką politykę wspierania jedynie ruchów stricte komunistycznych i wywrotowych. Po roku 1991 „polityczną agenturą wpływu” Rosji Sowieckiej na Zachodzie są nie tylko komuniści przeobrażeni w eurokomunistów i gramszystów, ale i skonwergowani z komunistami na przestrzeni lat 70., 80. i 90. socjaldemokraci, liberałowie i tzw. chrześcijańscy demokraci (a nawet bardziej skrajna prawica – vide:nacjonaliści francuscy i część niemieckich czy tzw. Nowa Prawica), najczęściej będący wytworem liberalnego społeczeństwa – o mentalności handlarzy, gawnojedów i lokai. Dotychczasowy sukces stworzenia na odcinku zachodnim pół-osi Moskwa-Berlin, tym samym włączenia Europy Zachodniej do „Bloku Kontynentalnego” warunkowany jest też sukcesem dezinformacyjnej funkcji pieriestrojki: jak pisze cytowany wcześniej Olavo de Carvalho, stworzono złudzenie, że rządzona przez struktury czekistowskie Rosja Sowiecka (a także ChRL) jest zwyczajnym państwem narodowym, z którym można i trzeba prowadzić interesy oraz rozwijać jak najszerszą współpracę na wszystkich innych możliwych płaszczyznach. Rosja Sowiecka i ChRL przestały być wrogiem w percepcji zachodnich elit politycznych; przynajmniej na poziomie oficjalnych deklaracji. Co najwyżej postrzegane są jako konkurent na pewnych odcinkach.

Wymienione wcześniej typowe agentury oraz struktury zachodnich kompartii i lewactwa nie są jednak całkowicie bez znaczenia: były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, zdrajca swojego kraju i Europy, który zasiada w radzie nadzorczej Nord Stream wywodzi się z partii już od lat 70. infiltrowanej przez STASI i dobrowolnie konwergującej się z komunizmem. Obecna kanclerz, Angela Merkel wywodzi się natomiast z CDU – opozycji koncesjonowanej przez komunistyczne władze NRD, którym zresztą służyła jako kaowiecw FDJ. Ponadto, od lat 60. w krajach zachodnich, w szczególności: USA, Wielkiej Brytanii, Francji i RFN komuniści i lewacy – już jako faktyczna i uznawana część establishmentu – dokonują marszu przez instytucje o znaczeniu strategicznym dla danego organizmu politycznego: uczelnie i ośrodki naukowe, szkolnictwo niższego poziomu, media, instytucje kulturalne, przemysł rozrywkowy, kościoły i związki wyznaniowe, parlamentarne partie polityczne i organizacje pozarządowe. Mniej więcej od lat 90. zachodnie struktury komunistyczne, tzw. „pokolenie ‘68” ma już realny i bardzo poważny wpływ na politykę zarówno wewnętrzną – uderzając w wartości i struktury konstytutywne dla Cywilizacji Zachodu, jak i zagraniczną – prowadząc z różnym natężeniem politykę uległości to wobec Rosji Sowieckiej, to ChRL czy satrapów będących ich sojusznikami i wasalami, a także rozkładając zachodni potencjał militarny i specsłużby. W Stanach Zjednoczonych – pełniących wobec Zachodu (ale i Japonii czy nawet części krajów muzułmańskich) rolę metropolii – ze struktur komunistycznych wywodzą się m.in. były prezydent Bill Clinton, Hillary Clinton i obecny, Barrack Obama. Clinton (wraz z administracją) kontynuował politykę zbawiennego dla świata amerykańskiego imperializmu, jednakże wciągnął USA w wojny bałkańskie, których jednym z głównych rozgrywających i długofalowych beneficjentów były Niemcy (pomysł likwidacji Jugosławii jako formacji geopolitycznej), nie mówiąc o wsparciu Rosji Sowieckiej i ChRL udzielanym Miloszewiciowi czy wsparciu ekstremistów islamskich udzielonym Bośniakom i Albańczykom. Obama – wywodzący się ze środowisk Komunistycznej Partii USA, Czarnych Panter i murzyńskich organizacji rasistowskich – prowadzi politykę „zwijania” amerykańskiego potencjału obronnego oraz imperium zewnętrznego, co oznacza koncesje na rzecz Rosji Sowieckiej.

9/11 i Czerezwyczajka

Kolejnym instrumentem geopolitycznej ekspansji neosowietów jest rozgrywanie kartą ekstremizmu islamskiego, a także (po 1989 r. w dużo mniejszym stopniu) trzecioświatowego i neonazistowskiego. Fanatyzm islamski wspierany jest przez sowieckie specsłużby praktycznie od początku swojego istnienia. Już przywódcy Bractwa Muzułmańskiego powiązani byli z Internacjonałem, zaś egipską organizację wywrotową Nasrat Al-Haqq zakładali agenci GPU. Rewolucja islamska w Iranie wspierana była przez Związek Sowiecki: w kluczowych resortach nowych władz znaleźli się agenci KGB i przefarbowani na zielono działacze irańskiej kompartii. Wsparcie to ma miejsce i na poziomie logistycznym, i ideologicznym; ideologia współczesnego ekstremizmu islamskiego to w zasadzie komunizm w przebraniu islamu. Trwa to do dzisiaj – sojusznikiem Sowietów, a po 1991 r. Rosji czekistowskiej na Bliskim Wschodzie był Saddam Husajn, a są – assadowska Syria, palestyński Hamas i libański Hezbollah. Towarzyszem Putina, Miedwiediewa i Hu jest prezydent Iranu, Mahmoud Ahmadineżad.

Istnieją dowody na to, iż także Al-Kaida jest kontrolowana przez moskiewskich czekistów. Zdaniem analityków powiązanych z amerykańskimi i brytyjskimi specsłużbami takich, jak Jeff Nyquist czy Christopher Story, Rosja Sowiecka – a także ChRL – wyraźnie skorzystały z zamachów 11 września 2001 r.: po pierwsze, ucięto dyskusje na temat Rosji Sowieckiej jako państwa rządzonego przez czekistów i zagrożeń z tegoż wypływających. Po drugie, wrogiem numer jeden Zachodu stał się terroryzm islamski i groźba islamizacji Europy (skądinąd realna), natomiast Rosja Sowiecka i ChRL stały się kłopotliwym, ale jednak sojusznikiem w „wojnie z terroryzmem”; czeczeńskich i ujgurskich niepodległościowców zaszufladkowano jako terrorystów islamskich. Ponadto, USA, Wielka Brytania i pozostałe kraje NATO zostały wciągnięte w wojny, których z różnych powodów nie są w stanie ani wygrać, ani wycofać się z nich z twarzą. Uaktywniły się środowiska pacyfistyczne i lewackie, podsycając antyamerykańskie (tym samym autodestrukcyjne) tendencje i resentymenty w Europie, co zapewne musiało być orkiestrowane przez moskiewskie agentury wpływu. Po trzecie: wojna w Afganistanie i Iraku spowodowała skok cen surowców energetycznych – ropy naftowej i gazu ziemnego, co utorowało Rosji Sowieckiej drogę do odbudowy Gazpromu – instrumentu wasalizacji Europy. Moskwa w efekcie może swobodnie szantażować kraje Europy Zachodniej podminowane przez wojowniczą mniejszość islamską, oferując stabilne i rzekomo „bez zobowiązań” dostawy gazu; w percepcji władz Niemiec, Francji czy Włoch to Rosja Sowiecka jest bezpieczniejsza niż kraje islamskie, bo nie wymoże – używając np. Turków, Arabów czy białych konwertytów – wpisania Szahadyw górny pas flagi niemieckiej, ani wprowadzenia prawa koranicznego we Francji.

W przededniu III wojny światowej ?

Zdaniem analityków takich, jak wspomniany wyżej Jeff Nyquist (oficer amerykańskiego DIA), a także m.in. Caspar Weinberger (Sekretarz Obrony USA za Reagana), Dariusz Rohnka (publicysta zajmujący się problematyką sowieckiej dezinformacji, pieriestrojki i neokomunizmu) czy Stanisław Łuniew (uciekinier z GRU), jednym z wariantów rozwojowych neokomunizmu i jednym z celów sowieckiej długofalowej strategii jest ekspansja zbrojna, łącznie z wywołaniem kolejnej wojny światowej celem eliminacji USA i w konsekwencji – zdobycia przez Rosję Sowiecką i ChRL globalnej hegemonii. Kierownictwa obydwu krajów nie wyzbyły się dążenia do dominacji nad światem i oficjalnie to deklarują. Wystarczy tu wymienić: oficjalną doktrynę obronną Rosji Sowieckiej, oficjalne wypowiedzi członków kierownictw, np. przemówienie ChRLowskiego ministra obrony Chi Haotiana, skądinąd całkowicie pominięte w mainstreamowym, politycznie poprawnym dyskursie.

Głównym celem zbrojnej agresji Rosji Sowieckiej i/lub ChRL byłyby Stany Zjednoczone, jako mocarstwo będące de facto centralą świata zachodniego: amerykański aparat państwowy, dowództwo sił zbrojnych i zgrupowania sił zbrojnych o znaczeniu strategicznym. Byłaby ona uzupełnieniem działań dezinformacji strategicznej, agentur wpływu i szpiegów oraz aksjologicznego rozmiękczania społeczeństw Zachodu. Gdyby do niej doszło, zostałaby w niej użyta broń niekonwencjonalna. Taka wojna jest – zdaniem wyżej wymienionych – jak najbardziej możliwa do przeprowadzenia i co najważniejsze – do wygrania, przy czym największą szansę na zwycięstwo ma agresor, zwłaszcza jeśli dysponuje elementem zaskoczenia i uprzedniej, wielopoziomowej dezinformacji. Jako, że celem wojny z użyciem np. broni nuklearnej byłaby dekapitacja danego państwa, raczej nie zostałyby w niej użyte miliony megaton, jak głoszą politycznie poprawni intelektualiści i filmy w rodzaju „The Day After”, wprost będące wytworem albo popłuczynami lewackiej, pacyfistycznej i komuszej dezinformacji.

Trzecia wojna światowa może zacząć się w kilku miejscach. Na przykład na Bliskim Wschodzie, gdzie wojna Izraela bądź USA z którymś z państw islamskich może wywołać reakcję łańcuchową w całym świecie islamskim i w podminowanej muzułmańską mniejszością Europie, na czym skorzystać mogą Rosja Sowiecka i ChRL. Pomiędzy Indiami a Pakistanem może nastąpić eskalacja potyczki o Kaszmir, tym razem z użyciem broni nuklearnej, której posiadaczami są oba kraje. Wojna nuklearna na Subkontynencie Indyjskim dawałaby szanse potężniejszym mocarstwom na jej rozgrywanie, a co najważniejsze – na przekonanie się, jaki przebieg mógłby mieć konflikt z użyciem broni niekonwencjonalnej na skalę światową. Kolejnym potencjalnie zapalnym obszarem jest Daleki Wschód: Korea Północna może zaatakować Południe bądź Japonię, ChRL może zaatakować Tajwan. Wreszcie, Caspar Weinberger rozważa Europę Środkową i Wschodnią jako obszar zapalny: III wojna światowa rozpoczyna się od… likwidacji przez Rosję Sowiecką polskiego kierownictwa politycznego i dowództwa sił zbrojnych; książka (znana mi niestety jedynie z opracowań) w której ten scenariusz jest opisany, wydana została w roku… 2006.

Jeff Nyquist uważa, że główna ofensywa Rosji Sowieckiej/Chin będzie miała charakter „szarego ataku”; USA zostaną uderzone atakiem terrorystów islamskich, wspieranych i zbrojonych przez sowieciarzy. We wstępie do „Konia trojańskiego”, wydanego w 2007 roku polskojęzycznego zbioru publicystyki czytamy: Wielu będzie zwracać uwagę na fakt, że Rosja jest słaba i niezdolna w obecnej chwili do wszczęcia wojny. Ale wojny można prowadzić na wiele sposobów, przy użyciu różnorodnych środków. Bomba atomowa przywieziona do Nowego Jorku przez terrorystę może doprowadzić do rozpadu amerykańskiej gospodarki, głównie poprzez panikę, jaką spowoduje. To, w konsekwencji, może prowadzić do politycznej rewolucji (…). Zważywszy degradację amerykańskiego systemu odstraszania nuklearnego, jest możliwe, że rosyjski atak jądrowy może całkowicie rozbroić Amerykę (zależnie od sukcesów sił rewolucyjnych). W takim wypadku, Ameryka przestanie istnieć jako mocarstwo światowe. Po upadku Ameryki, Europa stanie się własnością Rosji, podczas gdy Bliski Wschód zostanie podzielony między rosyjską i chińską strefy wpływów.

Pozostałe warianty operacyjne ataku na USA rozważa czeski prawicowy polityk, Petr Cibulka w wywiadzie, w którym jest też mowa o kulisach pieriestrojki, sytuacji w krajach Międzymorza oraz sowieckich (komunistycznych i agenturalnych) powiązaniach zachodnich elit:Jestem pewien, że strategia zaatakowania Stanów Zjednoczonych została wypracowana dawno temu, choć istnieje zapewne kilka wariantów takiego ataku. Pierwsze rozwiązanie wydaje się dla Kremla idealne: doprowadzić do wojny domowej w Stanach Zjednoczonych. Drugi wariant opiera się na ataku nuklearnym pod przykrywką islamskiego terroryzmu. W obu przypadkach zasadnicze cele strategiczne Moskwy zostaną osiągnięte. Istnieje także możliwość ataku atomowego na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych ze strony Korei Północnej. Przyszłość pokaże, która z tych opcji zostanie wykorzystana. Przewidując taki rozwój wypadków, należy także oczekiwać, że Moskwa postara się o zneutralizowanie Europy. W ten sposób Europa zostanie wykluczona z konfliktu z Ameryką.
Spójrzmy teraz na mapę świata, zaznaczając Blok Neosowieckii wyróżniając: Rosję Sowiecką, ChRL, ich strefy wpływów oraz starych i nowych sojuszników. Rakiety Topol-M nie są zdolne do przenoszenia wojsk powietrzno-desantowych, a tym bardziej broni pancernej. Okręty podwodne nie są w stanie przeprowadzić operacji desantowej na wybrzeża USA czy Wielkiej Brytanii. Okręty wojenne jakiejkolwiek klasy ani jakiegokolwiek typu nie są w stanie przebyć w pół godziny dystansu z Murmańska pod Nowy Jork, ani z wyspy Hainan pod Los Angeles czy Seattle. W jedną noc nie przerzuci się miliona sił lądowych, zwłaszcza przez arktyczną czapę lodową. Co więc muszą zrobić Moskwa i Pekin, by zapewnić sobie szanse na zwycięstwo w ewentualnej trzeciej wojnie światowej? Pozyskać jak najwięcej sojuszników, wasali, państw neutralnych (w tym „państw upadłych”), nie tylko w obrębie własnych „imperiów zewnętrznych” czy „bliskich zagranic”, ale jak najbliżej granic USA, tak by osiągnąć geostrategiczne oblężenie; by dysponować jak największym terytorium z którego możliwe byłoby prowadzenie operacji wojskowej przeciwko światowemu mocarstwu. Od lat 1999 – 2001 trwa: neutralizacja Europy oraz pozyskiwanie sojuszników nie tylko w obrębie „bliskich zagranic” i imperiów zewnętrznych Rosji Sowieckiej i ChRL, ale zwłaszcza pośród krajów Ameryki Łacińskiej, w których władze przejęli lewicujący i neokomunistyczni politycy. W okresie zimnej wojny ZSRS miały na półkuli zachodniej jeden niezatapialny lotniskowiec w postaci Kuby; zdołano jeszcze pozyskać Grenadę i wzmocnić wpływy na Jamajce i Haiti. Obecnie Rosja Sowiecka wraz z ChRL dysponuje sojusznikami w postaci neokomunistycznych, „boliwariańskich” państw Iberoameryki: Wenezueli, Brazylii, Nikaragui (gdzie władze ponownie sprawują sandiniści).

Wszyscy analitycy rozważający możliwość wybuchu nowej wojny światowej zwracają uwagę na słabe punkty Zachodu (czyli USA par excellance): wykluczenie przez większą część elit politycznych możliwości wybuchu konfliktu światowego, zwłaszcza przez Rosję Sowiecką czy ChRL, czego konsekwencją jest np. brak zdolności operacyjnych na rozległych obszarach oraz paradoksalnie – nieprzygotowanie sił zbrojnych do walki z wrogiem o proporcjonalnych siłach konwencjonalnych i niekonwencjonalnych. Nyquist dużo miejsca w swej publicystyce poświęca tendencjom rozkładowym cywilizacji zachodniej, indukowanym przez agentury wpływu i „operacje aktywne”.

ZMIERZCH ZACHODU

Postępy bolszewii są wprost proporcjonalne do stopnia rozkładu kulturowego Zachodu. Jakkolwiek agentury sowieckie przed i po 1991 pełnią funkcję katalizatora upadku Zachodu, tak należy stwierdzić, że są to procesy autodestrukcyjne niejako wbudowane w naszą cywilizację. Komunizm i zachodni oświeceniowy demoliberalizm (oba we wszelkich możliwych wariacjach) mają to samo źródło, którym jest postoświeceniowy nihilizm i jako takie mają pewien punkt styczny – apoteozę człowieka, którego pycha i chciejstwo są miarą wszechrzeczy. Jedno i drugie cechuje relatywizm i indyferentyzm aksjologiczny; w pierwszym – podstawową kategorią „dobra” i „zła” jest to, co przegłosowała większość i to, co najlepiej się sprzedaje; wszystkie sfery życia stają się przedmiotem to głosowania, to procedur rynkowych. Co za tym idzie, nie ma takiego pojęcia jak „wróg”; nie ma dystynkcji „swój-obcy”. W drugim dobre bądź złe to, co za takowe uznają struktury władzy. Poza tym oba istnieją dzięki ukształtowanemu na przełomie XIX i XX wieku „człowiekowi masowemu” o kolektywistycznym i zuniformizowanym sposobie myślenia i działania, którego cechuje roszczeniowe i konsumpcjonistyczne nastawienie wiodące do totalitaryzmu. Na inny, niezwykle ważny aspekt problemu zwrócił uwagę w „Pojęciu polityczności” Carl Schmitt: pojawienie się liberalizmu jako „antypolityki” spowodowało, wręcz wymusiło powstanie komunizmu (Schmitt pisał konkretnie o marksizmie) jako teorii polityki, w której celem samym w sobie jest absolutna i totalitarna władza; po wegetarianach przychodzą kanibale.Komunizm zresztą jest owocem wyjałowionej oświeceniem ziemi europejskiej; przecież Marks nie był Kałmukiem, Engels nie był Rosjaninem, a partie komunistyczne II połowy XIX i pierwszej dekady XX w. raczej nie składały się z Samojedów.

Na skutek modernizmu, „uwspółcześnienia” i Soboru Watykańskiego II upada fundament Zachodu, jakim jest Kościół Rzymski, o którym Julius Evola powiedział, że jest (cytuję z pamięci) Imperium Rzymskim, w którym znak Orła został zastąpiony przez Krzyż. To, co kiedyś umieszczano w Syllabusiejako herezję jest obecnie dyskutowane jako „równouprawniony” pogląd. Kościół katolicki de facto przeprasza za własne istnienie. Zamiast anathem, ekskomunik, w ostateczności konkwist, rekonkwist i krucjat w obronie nowożytnego Rzymu – mamy wpuszczanie barbarzyńców w obręb Miasta; Kościół de facto nie ma też znaczenia w realnej polityce. Fryderyk Nietzsche miał rację, mówiąc że Bóg umarł; słowa te w dokładnym kontekście – jakkolwiek nierozumianym i przez wierzących, i przez ateistów – oznaczają to, że sprawy metafizyczne i duchowe nie odgrywają w życiu narodów i jednostek większej roli; instytucjonalny Kościół traci realny wpływ polityczny, religia staje się faktycznie ludowym folklorem.

Wreszcie mamy jedno z kluczowych wierzeń demoliberalnej parareligii Zachodu – wiarę w „koniec historii”, co ciekawe bardzo zbieżną z bolszewickim przekonaniem o swoim ostatecznym triumfie. Wersja sprymitywizowana i zwulgaryzowana, obecnie już raczej nie pierwszej świeżości, jednak dalej pełniąca rolę legendy dla gawiedzi głosi, że cały świat przyjmie w końcu demoliberalizm na modłę euroatlantycką, a tym samym zniknie jakiekolwiek zagrożenie totalitaryzmem oraz, że skończy się era konfliktów zbrojnych i jakichkolwiek różnic pomiędzy graczami w polityce światowej. Mit ten ma jednak pewien głębszy wymiar; wersję zmodyfikowaną, a przez to bardziej podstępną. Mianowicie: różnice pozostaną, konflikty będą występować nadal, jednakże będą miały charakter lokalnych konfliktów asymetrycznych: „misji pokojowych”, „misji stabilizacyjnych” oraz „antyterrorystycznych” i antypartyzanckich, jednak ani wojna, ani totalitaryzm światu już nie zagraża. Na poziomie relacji tzw. wolnego świata z sowietami przejawia się to w przekonaniu elit politycznych i intelektualnych, że ZSRS i ChRL ewoluują w kierunku bądź to demokracji, bądź to autorytarnego państwa narodowego o swoim własnym, lokalnym kolorycie. Prostą konsekwencją jest uznanie, że komunizm/bolszewizm – powszechnie rozumiany jako ideokracja – skończył się wraz z rozpadem Sowietów, a ChRL są XX-wieczną kontynuacją starych Chin, sprzed 1949 r., gdzie komunistyczna ideologia i symbolika jakoby służy za fasadę. Co za tym idzie – ani Rosja Sowiecka, ani Chiny komunistyczne nie stanowią dla zachodu realnego zagrożenia militarnego czy cywilizacyjnego, a komunizm i lewactwo w różnych mutacjach to jedna z wielu równoważnych propozycji politycznych na wolnym rynku (a jakże !) idei. Oznacza to triumf dezinformacyjnego wymiaru „pieriestrojki”. Co za tym idzie, antykomunizm czy antybolszewizm rozumiany jako orientacja polityczna stracił rację bytu w dyskursie politycznym. Powszechne przekonanie, wręcz dogmat „końca historii” czy „postpolityki”, ze swoim nieodłącznym wierzeniem w „upadek komunizmu” wyznacza – jak pisze Dariusz Rohnka w książce „Wielkie Arrangement” – Rubikon poczytalności. Kto wspomina chociażby o wpływie struktur komunistycznych na politykę po 1989 r., na przykład uwłaszczeniu czekistów i nomenklatury, ten szeregowany jest razem z głosicielami teorii o Roswell, egzegetami Protokołów Mędrców Syjonuczy o planecie Nibiru, która w 2012 ma przeciąć się z orbitą Ziemi. Swoją drogą – zastanawia popularność teorii spiskowych o NWO, Illuminati, żydokomunie itp. w porównaniu z powszechną nieznajomością teorii o oszustwie. Skądinąd wiadomo, że najbardziej znany popularyzator teorii NWO, Alex Jones, występuje w Russia Today…

Wszystko to sprawia, że zachodni system demoliberalny prędzej czy później samoistnie przekształci się w jakąś formę totalitaryzmu/bolszewizmu i odbędzie się to trzema równoległymi torami: (a) poprzez pewne „naturalne” tendencje autodestrukcyjne (liberalizm i społeczeństwo masowe, laicyzacja itp.), (b) zostanie zinfiltrowany przez agentury wpływu totalitarnego państwa, bądź też (c) struktury komunistyczne same, w swoim interesie wprowadzą formalną demokrację i wolny rynek, jak stało się w przypadku Rosji Sowieckiej, „byłych” republik związkowych i „demoludów. Od dwudziestu z górą lat na zachodzie ma miejsce właśnie „samoistna” konwergencja z komunizmem, podsycana przez sowieckie agentury wpływu, liberalizm z całym dobrodziejstwem inwentarza i pożytecznych idiotów. Obecnie, tak na terenie świata komunistycznego, jak i Zachodu, podminowanego przez agentury wpływu i wyjałowionego oświeceniem – mamy do czynienia z kształtowaniem się demobolszewizmu – mariażu komunizmu z demoliberalizmem, i składają się na to wszystkie wymienione wyżej czynniki. Dariusz Rohnka w książce „Wielkie Arrangement” tak definiuje „demobolszewizm”: [w] tak szerokim kontekście, a w oderwaniu od znanych ideologii demobolszewizm oznacza jednolitą koncepcję świata, której głównym wyznacznikiem będzie podporządkowanie woli jednostki nakazowi wąskiej grupy występującej w imieniu zbiorowości, uprzedmiotowienie człowieka i obywatela, eliminacja idei indywidualnej wolności. Demobolszewizm to niezwykle konsekwentna metoda: organizacji życia zbiorowości ludzkiej i pojedynczego obywatela; wyznaczania norm i przepisów zakreślających ramy egzystencji; konsekwentnej kreacji świadomości indywidualnej; to także metoda dominacji nad społeczeństwem, hierarchizacji życia społecznego, metoda sprawowania i utrzymania władzy.Jak widać, powyższa definicja doskonale nadaje się do przekrojowego opisu komunizmu/bolszewizmu; demobolszewizm (komliberalizm czy też neokomunizm) różni się od „klasycznego”, sowieckiego czy chińskiego komunizmu jedynie brakiem gułagów, planowego mordowania całych grup społecznych, etnicznych czy religijnych; lewaccy profesorowie z Sorbony czy Berkeley nie strzelają swoim studentom w tył głowy (może oprócz Foucault’a, który świadomie zarażał swoich homoseksualnych partnerów HIV-em). Ale być może przez to neobolszewizm, legitymujący się liberalną frazeologią, dobrem jednostki i ogółu, jest bardziej niebezpieczny – i dla niedoświadczonych totalizmem od ponad półwiecza społeczeństw Zachodu, i dla zsowietyzowanych (mniejsza teraz o zakres) społeczeństw „post”-sowieckich. Elity polityczne i społeczeństwa, a także jednostki z osobna dokonują internalizacji „zasad” politycznej poprawności, która jest, od pewnego czasu w wersji agresywnej, dominującym nurtem metapolityki i polityki, jednocześnie od dźwigania brzemienia własnej podmiotowości i suwerenności wolą konsumowanie zawartości hipermarketów i Fast foodów, oglądanie teleturniejów i „reality show”, ewentualnie słuchanie Biełych Roz, hymnu Gazpromu czy Takogo kak Putin...

Najlepszym chyba studium przypadku i polem obserwacji demobolszewizmu byłaby Polska: środowiska komunistycznych: bezpiek i nomenklatury wraz ze swoimi fellow travellers niestety doskonale wykorzystują do realizacji swoich celów liberalną, libertyńską aksjologię, demokratyczne procedury oraz globalistyczny i kolektywistyczny, kompradorski kapitalizm nomenklaturowy. Naszym bardakiem zajmiemy się jednak w kolejnych częściach cyklu.
C.D.N.
Źródła:
1. Anatolij Golicyn, Nowe kłamstwa w miejsce starych. Komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji,Wydawnictwo Służby Kontrwywiadu Wojskowego, 2007 (Części I, III): http://www.abcnet.com.pl/node/6511; The Perestroika Deception: The World’s slide towards the Second October Revolution (Weltoktober), http://www.abcnet.com.pl/node/6232
2. Dariusz Rohnka, Wielkie Arrangement,Wydawnictwo Podziemne, Poznań 2007; Fatalna fikcja. Nowe oblicze bolszewizmu, stary wzór, Rozdział 3, http://www.fatalnafikcja.pl/fatalna.php
3. Józef Darski, O dezinformacji komunistycznej,Wyd. Niepodległości, Warszawa 1989: http://archiwum.sw.org.pl/pdf/JozefDarski-1989_O_dezinformacji_komunistycznej.pdf
4. Wielka manipulacja. Rozmowa Jacka Laskowskiego z Józefem Darskim, Orientacja na Prawo nr 80, (X/1991), http://www.abcnet.com.pl/node/5590
5. J. Nyquist: Odpowiedź na ankietę Wydawnictwa Podziemnego, http://wydawnictwopodziemne.com/2007/09/30/odpowiedz-na-ankiete-2/
6. Olavo de Carvalho: Odpowiedź na ankietę, http://wydawnictwopodziemne.com/2007/10/09/odpowiedz-na-ankiete-4/
7. O. Józef Maria Bocheński, Lewica, religia, sowietologia(fragment): http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=204
9. Jeffrey Nyquist, Koń trojański,Wydawnictwo Podziemne, Poznań 2007;
10. J. Nyquist: Trójkątna konstelacja.Wywiad przeprowadzony przez D. Rohnkę: część pierwsza: http://wydawnictwopodziemne.com/2009/11/08/trojkatna-konstelacja/, część druga: http://wydawnictwopodziemne.com/2009/11/15/trojkatna-konstelacja-2/
11. J. Nyquist: Geneza IV wojny światowej. Uzupełnienie i errata, http://www.fatalnafikcja.pl/geneza.htm
12. J. Nyquist: Przemyśleć „problem rosyjski”, http://fatalnafikcja.pl/problem.htm
13. Francoise Thom, Rosyjskie ambicje w Europie, http://generacja.s4w.pl/darski.info/?darski=rosja&go=rosja_thom1
15. Następna wojna światowa(streszczenie książki Caspara Weinbergera) , http://www.abcnet.com.pl/node/6548; Dyskusja na Forum Solidarności Walczącej: http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt9200.html
16. Wielki podstęp. Wywiad z Petrem Cibulką,http://fatalnafikcja.pl/wielkipodstep.htm
17. Jeff Nyquist, China Defense Minister speech on US extermination,http://www.scribd.com/doc/16627298/China-Defense-minister-speech-