Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karol Nawrocki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karol Nawrocki. Pokaż wszystkie posty

2025-09-28

W sprawie wtargnięcia dronów. Próba generalna?

 Wtargnęcie sowieckich dronów (jak się później okazało, ćwiczebnych wabiów Gerbera, nie bojowych dronów Szahed ani Gierań) "przypadkiem" miało miejsce tydzień po wizycie prezydenta Karola Nawrockiego w Waszyngtonie i spotkaniu z Donaldem Trumpem (3 września) oraz tydzień po szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy oraz chrlowskich obchodach zakończenia II wojny światowej (w narracji ChRL i neosowieckiej Rosji - "Wielkiej Wojny Antyfaszystowskiej"). Spotkanie w Waszyngtonie dotyczyło zacieśnienia relacji sojuszniczych USA i Polski, w tym, m.in. możliwego zwiększenia kontyngentu wojsk USA w Polsce. W szczycie SzOW i pekińskiej paradzie uczestniczyli, oprócz Xi i Putina, także Kim.

Imperialna agenda Moskwy (jako pewna całość), odbudowa i reintegracja imperium sowieckiego jest możliwa do realizacji między innymi i w głównej mierze dzięki wsparciu politycznemu, ekonomicznemu i wojskowo-technicznemu ze strony Pekinu. 

Warto wspomnieć tu o słowach Szefa BBN, prof. Cenckiewicza, który w artykule dla amerykańskiej wersji Newsweeka, opublikowanym przy okazji wizyty prezydenta Nawrockiego, zwraca uwagę na zacieśniający się sojusz Pekinu i Moskwy i na to, że zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej w Europie i ChRL w Azji to de facto dwa fronty tej samej wojny: "jeśli Moskwa zwycięży na Ukrainie, Pekin odczyta to jako zielone światło do eskalacji na Indopacyfiku. Powstrzymywanie Rosji w Europie jest więc kluczowe w globalnym odstraszaniu Chin." 

Patrząc z drugiej strony, agresja komunistycznych Chin na przykład na Tajwan, dałaby Federacji Rosyjskiej możliwość rozpoczęcia otwartej już wojny przeciw krajom czlonkowskim NATO: Polsce czy krajom Bałtyckim. Zapewne odbywałaby się z jakąś pomocą ze strony ChRL.

Ponadto, irańskie drony Shahed i sowieckie  drony Gierań oparte są nie tylko na irańskich, ale i na chrlowskich podzespołach. To samo dotyczy innych modeli rosyjskich dronów bojowych oraz cywilnych, podwójnego zastosowania.

Są jeszcze dwie koincydencje czasowe: pierwsza to miesięcznica zamachu smoleńskiego, druga to  rocznica sowieckiej inwazji na Polskę, czy - bardziej ogólnie - miesiąc, w którym narodowosocjalistyczna Rzesza Niemiecka i Związek Sowiecki rozpoczęły II wojnę światową.



W tej sytuacji Federacja Rosyjska dokonuje zagrania sprawdzajacego właśnie w postaci ataku drobowego. Cele stricte militarne to przetestowanie polskiej (i NATO-wskiej) obrony przeciwlotniczej,  której natychmiastowa reakcja polegająca na decyzji o zestrzeleniu dronów była jak najbardziej słuszna i wzorowa. Ponadto, ćwiczy się w ten sposób takie elementy, jak zasięgi dronów bojowych, a także drogi i cele ataków: ćwiczebne Gerbery kierowały się w stronę baz lotnictwa, jednostek Wojsk Obrony Terytorialnej oraz ważnych obiektów cywilnej infrastruktury krytycznej. Przetestowano działanie środków obrony przed takim lub podobnym atakiem. 

Zamiarem Moskwy było również sprawdzenie funkcjonowania instytucji państwa, zwłaszcza w sytuacji, gdy nowo wybrany prezydent Karol Nawrocki reprezentuje twarde i jednoznaczne stanowisko patriotyczne, antysowieckie i proamerykańskie, zaś rząd Donalda Tuska, mimo deklaratywnej opozycji wobec reżimu czekistów obecnie, uwikłany jest w politykę tzw. "Resetu" z Moskwą z lat 2007-15. Zaś obecnie prowadzi on politykę, którą można określić jako "miękki reset", a przynajmniej tworzy sprzyjające warunki, żeby takie okoliczności mogły zaistnieć. Pierwszym przykładem jest pozornie niezwiązane z atakiem uniewinnienie grupy tzw. "aktywistów granicznych" majacych wkład w neosowiecką Operację "Śluza". Kolejnym jest forsowanie projektu centralizacji Unii Europejskiej, który wpisuje się w koncepcję stworzenia wspólnej przestrzeni strategicznej, łączącej UE, Federację Rosyjską, ChRL (a last but not least, sojuszników wyżej wymienionych spoza Eurazji, czego celem jest umowa UE-MERCOSUR) I który podszyty jest mniej lub bardziej otwartym antyamerykanizmem.

Rację mają ci, co twierdzą, że nie był to żaden "początek wojny", tylko dalszy ciąg wojny toczonej przez neosowiecką Rosję (przy pomocy i współudziale komunistycznych Chin, Korei Północnej i Iranu) przeciwko światu. To jest raczej przejście do nowego jej etapu, w którym podobne prowokacje mają na celu nie tylko rozpoznanie bojem, ale próbę wymuszenia przez Moskwę nowych koncesji na krajach zachodu. O tym świadczyłoby to, że wkrótce po wtargnieciu Gerber do Polski, Federacja Rosyjska przeprowadziła kolejne, podobne prowokacje: przelot dwóch sowieckich myśliwców nad platformą wiertniczą polskiego Petrobalticu (naruszający przestrzeń bezpieczeństwa platformy), naruszenie przestrzeni powietrznej Estonii przez ten kraj czy pojawienie się dronów na terenie Danii.

Wtargnięcie było też testem funkcjonowania NATO na poziomie politycznym, wraz z reakcją najsilniejszego jego członka, którym są USA. Tutaj również, reakcja obydwu wyżej wymienionych była słuszna, włącznie z deklaracją Donalda Trumpa, który stwierdził, że kraje NATO mają prawo do strącania sowieckich obiektów wojskowych naruszających własną przestrzeń powietrzną, z czym zgadza się sekretarz generalny NATO, prezydent Karol Nawrocki i urzędnicy administracji prezydenckiej, na czele ze Sławomirem Cenckiewiczem.

Wrześniowe prowokacje Federacji Rosyjskiej można też traktować jako swego rodzaju alarm cwiczebny dla neosowieckiej agentury wpływu.  Nawet, jeśli nie był to priorytetowy cel kremlowskich czekistów, o ile w ogóle był, to można zauważyć pewne niepokojące efekty. Praktycznie od pierwszych godzin po naruszeniu dało się zauważyć wzmożenie agenturalnej "orkiestry" (by trzymać się modelu Vladimira Volkoffa). Od razu pojawiły się teorię o tym, jakoby była to celowo przeprowadzona prowokacja Ukrainy, w celu to wciągnięcia Polski do wojny, to wymuszenia pomocy militarnej czy zaostrzenia sankcji wobec Federacji Rosyjskiej. Wpleciono to w ogólną narrację środowisk, które z jakichś powodów wpisują się we współczesny "Prawicowy NEP" prowadzony od niemal dwóch dekad przez służby Federacji Rosyjskiej. Niestety, obserwując zarówno internet, jak i świat pozawirtualny możnasądzić, że zasięg oddziaływania tego rodzaju rosyjsko-sowieckiej dezinformacji jest zatrważający. Tak zmanipulowani ludzie, w przypadku hipotetycznego realnego ataku Federacji Rosyjskiej zapewne uparcie twierdziliby, że został przeprowadzony ukraiński (albo amerykański) atak pod fałszywą flagą.

Z drugiej strony, mamy działania rządzącego mainstreamu, który po okresie "resetu" z Federacją Rosyjską zmienił narrację o pełny kąt - na zamiary "wgniatania Putina w ziemię", zamiary włączenia się Polski w wojnę na Ukrainie i natychmiastowego zestrzeliwania sowieckich samolotów naruszających przestrzeń powietrzną, z pominięciem obowiązujących w takich przypadkach procedur. Jest to po pierwsze - kompromitowanie Polski na arenie międzynarodowej, po drugie - kompromitowanie oporu przeciwko agresji Federacji Rosyjskiej i ułatwianie Moskwie dalszej dezinformacji, a po trzecie - nakręca orkiestrę "prawicowego NEP-u", dając jej niezwykle wygodne, gotowe argumenty na rzecz takiej dezinformacji.

2025-08-15

Wokół rozmów Trump-Putin. Glossa do wpisu Weliny Czakarowej

W przededniu rozmów Trump-Putin w sprawie Ukrainy, które odbywają się dziś w Anchorage na Alasce, Welina Czakarowa opublikowała na platformie X tekst naświetlający szerszy kontekst tych rozmów. Zimna Wojna 2 pomiędzy Ameryką a Smokoniedźwiedziem nie rozgrywa się w izolacji – Ukraina i Tajwan są połączone ze sobą niewidzialnym stalowym kablem […] - pisze Czakarowa, przy czym zwraca uwagę swoją trafnością pojęcie „DragonBear”, oczywiście oznaczające sojusz ChRL i Federacji Rosyjskiej. Nieprzypadkowa jest tu kolejność – to komunistyczne Chiny pełnią rolę centrum, zaś Federacja Rosyjska to chiński strategiczny dodatek i zaplecze.



Tak samo, jak Zimna Wojna 2, przy czym moim zdaniem niestety bardziej adekwatne jest stwierdzenie Jacka Bartosiaka o wojnie systemowej, którą roboczo określam jako „sekwencyjna wojna światowa”. To wojna toczona niejako transzami, albo – jak napisał jeden z komentatorów – na raty, w której czerwony „Smokoniedźwiedź” dąży do obalenia starego i ustanowienia nowego porządku światowego (skojarzenie z hasłami rewolucji maoistowskiej w Chinach nieprzypadkowe). To Federacja Rosyjska ma umożliwić komunistycznym Chinom zdobycie i utrzymanie światowej hegemonii. Czakarowa pisze: W Zimnej Wojnie 2, Rosja pełni rolę bardzo silnej karty, zbyt słabej, by samodzielnie prowadzić i zbyt silnej, by ją ignorować. Dla Pekinu, Moskwa jest jednocześnie tarczą i włócznią: buforem przyjmującym zachodnie sankcje i partner w projekcji nacisku miltarnego od Morza Czarnego aż po Pacyfik. Ostatnie wspólne ćwiczenia Smokoniedźwiedzia w pobliżu Japonii [„Morskije Wzaimodiejstwo 2025” – organizowane cyklicznie od 2012 wspólne ćwiczenia sił morskich Federacji Rosyjskiej i ChRL - autor] nie były przypadkiem – to był sygnał. Smokoniedźwiedź jest przygotowany, by stawić wyzwanie zarówno „transatlantyckiemu” NATO, jak i embrionalnemu „pacyficznemu NATO”.

Zasadniczą kwestią jest to, jaką formę i jaką intensywność przybierze „podwójna eskalacja” Federacji Rosyjskiej i ChRL, na terenie Międzymorza Bałtycko-Czarnomorskiego z jednej strony i Pacyfiku Zachodniego z drugiej. Będzie ona jednak miała miejsce niezależnie od tego, co zostanie ustalone na spotkaniu Trump-Putin. Czakarowa uważa też, że rozmowy Trump-Putin mogą być wstępem do nadchodzących negocjacji z głównym sprawcą i agresorem „Nowej Zimnej Wojny”/sekwencyjnej III wojny światowej – Xi Jinpingiem.

I w kontekście tych rozmów, Czakarowa porusza sytuację państw Europy Zachodniej. Jej zdaniem: Europa została całkowicie odsunięta na bok w kształtującej się wielkiej choreografii rozmów Putin-Trump-Xi. Bez miejsca przy stole, bez weta, bez lewarowania – tylko nie do pozazdroszczenia rola geopolitycznego ogródka w „Realpolitik” triumwiratu [Waszyngton-Moskwa-Pekin – autor]. I jest to prawda, z tym, że nie jest to wina Trumpa, a kraje Europy Zachodniej zapracowały sobie na tą rolę przez ostatnie 35 lat. Z całą polityką opartą na symulakrze „końca historii” (z którego to konstruktu wycofał się sam Francis Fukuyama), z pacyfizmem, który motywował de facto rozbrojenie krajów europejskich, mniej lub bardziej zawoalowanym antyamerykanizmem, globalizmem i marksizmem kulturowym w polityce wewnętrznej, koncepcjami centralizacji UE i utworzenia jednolitego europejskiego superpaństwa. I wreszcie – resetem z de facto neosowiecką Rosją. Prym wiodą tutaj Niemcy, które usiłowały – oficjalnie motywowane powyższym – stać się sowieckim „hubem” energetycznym i surowcowym na Europę. Agresja Federacji Rosyjskiej nie tyle zniweczyła tę politykę, co spowodowała niejako jej przesunięcie za kulisy, a także coraz bardziej widoczne przesuwanie się w orbitę chińską (gdzie Chiny stają się „zastępczą Rosją”, mówiąc słowami śp. doktora Jerzego Targalskiego).

W tym kontekście, żądanie Merza, Macrona, Starmera czy von der Leyen prowadzenia walki przez skrawioną Ukrainę i domaganie się bezwarunkowego poparcia przez USA mają taką samą realną wartość, jak malowanie kredkami po ulicach Paryża czy Brukseli po atakach islamskich terrorystów dekadę temu.

I wreszcie, jaka jest sytuacja Ukrainy. Z jednej strony, państwo ukraińskie (w sensie technicznym) zostało ocalone dzięki oporowi samych Ukraińców, jak i wsparciu zachodniemu, zwłaszcza Polski. Z drugiej – Ukraina funkcjonuje jedynie dzięki „kroplówce” z Zachodu. Federacja Rosyjska – mimo dotkliwych strat – nie załamała się na skutek trzyletniej wojny i właściwie teraz mamy do czynienia z przełamaniem ukraińskiego frontu na Donbasie, który jest już nie do obrony, jako teren całkowicie zniszczony działaniami wojennymi i ze zsowietyzowaną ludnością. Jego uporczywa obrona spowoduje wywiązanie się kampanii przypominających Bachmut czy Mariupol, które z czasem doprowadzą do wyczerpania Ukraińców i do przywrócenia całkowitej kontroli nad całą Ukrainą przez sowieciarzy, choćby i przy zachowaniu jakiejś technicznej formy państwowości (względnie, doprowadzenie do powstania upadłej strefy buforowej). Federacja Rosyjska miałaby wówczas o wiele lepszą pozycję do domagania się kolejnych koncesji dla siebie, na przykład spełnienia ultimatum Putina-Ławrowa z 2021 roku. Stałaby się jeszcze skuteczniejszą „tarczą i włócznią” ChRL, być może już w ostatecznej rozgrywce. Bolszewicki „Smokoniedźwiedź”, w wersji „minimum”, dokonałby finalizacji strategicznego oblężenia USA i ich sojuszników i – co bardzo ważne – ośmieszyłby i zdelegalizował narrację Zachodu o sprzeciwie wobec agresji Federacji Rosyjskiej i ChRL.

Jedyną możliwością zachowania substancji państwowej i narodowej (ocalenie życia ludzkiego) Ukrainy jest niestety oddanie sowietom Donbasu, a być może części Zaporoża i Chersońszczyzny i wymuszenie przez Stany Zjednoczone przerwania ognia. Widzą to ukraińscy żołnierze na froncie, widzą to co rozsądniej myślący przedstawiciele ukraińskich elit, na przykład Andrij Biłećkyj – wódz antykomunistycznego, antysowieckiego, nacjonalistycznego Ruchu Azowskiego.

Dlatego administracja Donalda Trumpa chce (i musi – to jest współczesny „White Man’s Burden”) wieść prym nie tylko w rozmowach z Putinem, ale i innych formach rozgrywek z Moskwą i Pekinem. Czy będzie to legalizacja zmiany granic państwowych siłą zbrojną? To już jest egzekwowane, siłą właśnie. Czy będzie to legalizowanie zdobyczy Federacji Rosyjskiej? Czy będzie to częściowa wygrana Moskwy, która da Moskalom „pieriedyszkę”? Z jednej strony tak, ale z drugiej strony, taki kształt dałby czas na odbudowanie zasobów przez USA i pozostałe kraje nietotalitarne, bo mowa także o takich krajach jak Tajwan, Japonia czy Filipiny. Niezależnie, jakie postulaty będą podnoszone przez Putina i Trumpa i cokolwiek narzuci Trump Putinowi, nie zatrzyma to Federacji Rosyjskiej w średnioterminowej i dłuższej perspektywie.

Donald Trump dąży do przywrócenia mocarstowości Ameryce, nadwątlonej mocno przez administracje Obamy i Bidena. Dużą rolę grają w tej strtegii sojusznicy USA, którzy będą strzec jej interesów na innych kontynentach w sytuacji globalnej konfrontacji prowadzonej sekwencyjnie i odcinkowo przez sojusz Moskwę, Pekin i pomniejszych sojuszników. Interes USA jest często zbieżny z interesami lokalnych sojuszników, jako alternatywa dla supremacji Moskwy i Pekinu.

***


W tym kontekście należy też odczytywać i interpretować aktualną sytuację wewnątrzpolityczną w Polsce. USA pomogły – w sposób trudny do szczegółowego opisania – w wyborze proamerykańskiego prezydenta i wspierają go w walce z zamierzającym go obalić (albo przynajmniej sabotować) rządem wywodzącym się ze środowiska, które w latach 2007-15 uwikłane było w tzw. „Reset” z Federacją Rosyjską (czytaj: w przywrócenie i wzmocnienie sowieckich wpływów), a teraz realizuje agendę Niemiec i eurokracji (w sytuacji osłabienia Moskwy i opcji moskiewskiej w Polsce), co jest de facto próbą wprowadzenia wpływów Moskwy, ale niejako „tylnymi drzwiami”.

Niedawną audiencję premiera Tuska u prezydenta Nawrockiego być może należy patrzeć jako po pierwsze ostrzeżenie wobec Tuska, a po drugie – próbę ustawienia go do kąta i rozmowę ostrzegawczą.

Na uwagę zasługuje przebieg inauguracji prezydenta, a także słowa wypowiedziane w telekonferencji europejskich głów państw i rządów z Trumpem, w przeddzień rozmów z Putinem, a także przemówienie z okazji 105-Lecia Zwycięskiej Bitwy Warszawskiej. Prezydent Nawrocki mówił m.in. (Trumpowi): „[…] zatrzymaj bolszewików 15 sierpnia 2025 jak Polska, także przy udziale żołnierzy z Ukrainy 15 sierpnia 1920!” Nawrocki jasno mówi, że jak 105 lat temu, tak teraz i tutaj bolszewizm i bolszewickie mocarstwa stanowią zagrożenie – to Federacja Rosyjska jest kontynuacją ZSRS i agresorem. Prezydent Nawrocki jasno sygnalizuje też to, że – niezależnie od przebiegu i rezultatu rozmów w Anchorage – trzeba być przygotowanym na dalszą, być może zbrojną i regularną agresją neosowieckiej Federacji Rosyjskiej.



2025-05-12

Z-Day. Bolszewicki dzień zwycięstwa i kolejna wizyta Xi w Moskwie

 

W dniach 08-10 maja miała miejsce kolejna wizyta przywódcy komunistycznych Chin w Moskwie. Podczas tej wizyty miało miejsce symboliczne wydarzenie – Xi wziął udział w obchodach 80. rocznicy zakończenia sowieckiej tzw. „wielkiej wojny ojczyźnianej” (również nie pierwszy raz). Wizyta była zabezpieczana – co oficjalnie anonsowano – nadzwyczajnymi środkami (eskorta przez rosyjskie myśliwce), po zapowiedziach prezydenta Ukrainy o możliwości ataku na uroczystości. Wraz z Xi do Moskwy przyjechali m.in. Wang Yi oraz Cai Qi (pierwszy seketarz Sekretariatu KPCh, piąta osoba w hierarchii Stałego Komitetu Politbiura KC KPCh).



Podczas wizyty chrlowskiej wierchuszki zapewniono między innymi o dalszym wzmacnianiu dwustronnych relacji we wszystkich dziedzinach, włącznie ze współpracą wojskową i wojskowo-technologiczną. Putin określił sojusz między Federacją Rosyjską i ChRL jako „stalowa przyjaźń”. Wizyta Xi stała się kolejną okazją do tego, by powtórzyć wspólne cele strategiczne Pekinu i Moskwy, m.in. sprzeciw wobec USA i amerykańskiego „hegemonizmu”, kolejne deklaracje o budowie „świata wielobiegunowego” w kontrze do USA, a także (w artykule Xi dla „Rossijskoj Gaziety”) o ChRL i Federacji Rosyjskiej jako „konstruktywnych siłach utrzymujących globalną stabilność strategiczną i ulepszających globalne zarządzanie”. Faktycznie oznacza to dążenie do ustanowienia porządku światowego pod przywództwem osi Pekin-Moskwa.

Podczas wizyty podpisano 20 dokumentów w zakresach, w których ChRL i Federacja Rosyjska współpracują ze sobą. Zadeklarowano również – po raz kolejny – wzmacnianie rozszerzonego układu BRICS, Szanghajskiej Organizacji Współpracy oraz współpracy ChRL i FR w ramach ONZ.

Xi Jinping podczas wizyty nieco zmienił werbalnie narrację wobec sowieckiej agresji na Ukrainę, mówiąc o „przyczynowym” rozwiązaniu konfliktu. W domyśle – to Ukraina jest kontynuacją współczesnego „faszyzmu”, zaś Rosja, tak jak w 1945 roku, jest tegoż faszyzmu „pogromcą”. Dużo miejsca poświęcono też sprawie Tajwanu, który określono jako terytorium należące do ChRL, do którego komunistyczne Chiny mają pełnię praw. Może oznaczać to, że zbrojna próba przejęcia Tajwanu jest kwestą czasu. Warto też przypomnieć, że sowiecka Rosja miała otrzymać od komunistyczych Chin zielone światlo do inwazji na Ukrainę podczas wizyty Putina w Pekinie przy okazji rozpoczęcia zimowych igrzysk olimpijskich na początku lutego 2022. Ponadto, najważniejsze przy tego rodzaju wydarzeniach nie jest to, co pokazują media (tu, chrlowskie i sowieckie są u siebie i dyktują narrację i to, co mamy widzieć), ale to, co dzieje się za kulisami, na spotkaniach odbywających się za zamkniętymi drzwiami.

Scenariusze inwazji komunistycznych Chin na Tajwan

W artykule opublikowanym na początku kwietnia na portalu 19fortyfive autor, Reuben Johnson (ekspert m.in. Instytutu Pułaskiego) twierdzi – powołując się na źródła w amerykańskim wywiadzie – że inwazja jest kwestią najbliższego pół roku. Działania Chin przeciwko Tajwanowi przypominają te, które stosowała Federacja Rosyjska w czasie bezpośrednio poprzedzającym pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Póki co mają one charakter ataków podprogowych, poniżej progu otwartych działań wojennych i obejmują one niszczenie infrastruktury łącznościowej (cięcie kabli podmorskich), zapewniającej m.in. dostęp do internetu, wpływanie na lokalne wybory oraz operacje dezinformacyjne. Co warte przypomnienia, ma na tym polu miejsce współpraca Moskwy i Pekinu (w ostatnich latach chińskie statki dokonały przerwania kabli telekomunikacyjnych na Bałtyku), a cykliczne wspólne ćwiczenia, zwłaszcza sił powietrznych i marynarek wojennych są skierowane również na zastraszanie Tajwanu. Trzeba tutaj wspomnieć że ćwiczenia samej ChALW realizowane są na wodach wokół Tajwanu praktycznie od lutego 2025 roku.



W artykule „3 Ways China Could Strike Taiwan and what it means for US” autor, Chris DeVore, były podpułkownik Armii USA, przedstawia trzy scenariusze inwazji ChRL na Tajwan. Pierwszym scenariuszem jest blokada morska i powietrzna wyspy, mająca na celu jej „uduszenie”, paraliż, a także – biorąc pod uwagę znaczenie Tajwanu dla światowej branży IT i elektronicznej – sparaliżowanie USA i pozostałych państw Zachodu. Scenariuszem drugim jest pełnoskalowa inwazja ChALW na Tajwan, poprzedzoną zmasowanymi uderzeniami lotniczymi i rakietowymi. Trzeci zaś scenariusz to pełnoskalowa wojna nie tylko przeciwko Tajwanowi, ale i obejmująca chrlowskie ataki na Wyspę Guam, Filipiny czy terytorium Japonii. Pułkownik DeVore przedstawia jednak pozytywną wizję odparcia komunistycznej inwazji zarówno przez siły zbrojne Tajwanu (czy Filipin), jak i wspierające je Siły Zbrojne USA.

Ważną rzeczą, na którą zwraca uwagę DeVore jest geopolityczne i geostrategiczne znaczenie Tajwanu. Łącząc teorie Mackindera, Mahana i Spykmana. Tajwan ma kluczowe znaczenie dla wszystkich światowych mocarstw. Dla komunistycznych Chin wyspa to nie tylko „zbuntowana prowincja” i niepodbita część terytorium, to także część tzw. „wewnętrznego łańcucha wysp”, kluczowych zarówno dla ochrony rdzennego terytorium ChRL, ale także umożliwiających zajęcie pozycji wyjściowej do panowania nad Zachodnim Pacyfikiem, a w dalszej perspektywie, nad całym obszarem Indopacyfiku. Opanowanie Tajwanu oznaczać mogłoby uzyskanie monopolu w zakresie przemysłu wysokich technologii. Dla USA Tajwan jest „bastionem”, którego utrata oznaczałaby jednocześnie utratę amerykańskiego panowania nad Pacyfikiem, które jednocześnie oznacza gwarancję swobód dla mniejszych krajów oraz istnienie tego porządku gospodarczego, z którego korzystamy (mimo oczywistych patologii i wad, które są tematem na inną dyskusję).

W kwietniu potwierdziły się także przypuszczenia co do czynnego udziału żołnierzy ChALW w prowadzonej przez neosowiecką Rosję agresji przeciw Ukrainie. Wsparcie ChRL udzielane rosyjskim czekistom wykracza już zatem poza pomoc w omijaniu sankcji, wsparcie wywiadowcze i wsparcie polityczno-dyplomatyczne. W artykule opublikowanym 17 kwietnia w The Hill Gordon G. Chang twierdzi, że w walkach na Ukrainie ma brać udział – ostrożnie licząc – 200 żołnierzy ChRL. Zaś kadra dowódcza ma obserwować walki z perspektywy zaplecza frontu. Wg Changa oznacza to, że siły zbrojne komunistycznych Chin uczą się od rosyjskich sowieciarzy, jak prowadzić nowoczesną wojnę. Może to zostać wykorzystane właśnie podczas ewentualnej inwazji na Tajwan.



Jeszcze kilka powodów potencjalnej inwazji

KPCh dzierżąca pełnię władzy w Chinach to partia komunistyczna, dążąca zarówno do wewnętrznej kontroli nad wszystkim, jak i do światowej dominacji, co niestety nie jest oczywiste dla wielu komentatorów, nawet dla ekspertów o świetnym dorobku. Do realizacji tego celu niezbędne jest opanowanie wysp leżących na Zachodnim Pacyfiku (w tym Tajwanu), a przez to zapewnienie sobie wyjścia na Pacyfik Zachodni oraz pozostałą jego część. W wersji minimum jest to sparaliżowanie USA i pozostałych krajów zachodnich (a właściwie – nietotalitarnych) poprzez blokadę Tajwanu i opanowanie „wąskich gardeł” kluczowych szlaków handlowych i szlaków przepływów strategicznych. Drugim elementem niezbędnym dla realizacji zamiarów KPCh jest sojusz strategiczny z Federacją Rosyjską, gdzie ChRL pełni rolę centrali, a Federacja Rosyjska – chińskiego „policjanta”, głębokiego zaplecza strategicznego i realizatora agendy KPCh.

Kolejnym powodem może być chrlowska „ucieczka do przodu” w obliczu realizacji przez administrację Donalda Trumpa polityki reorganizacji obecności wojskowo-politycznej USA w kluczowych dla nich rejonach świata. Chiny (ale i Federacja Rosyjska!) są niejako „na musie”: będą one zmuszone do zagarnięcia jak najwięcej w obliczu de facto wzmocnienia zarówno USA, jak i wspierania przez Waszyngton swoich sojuszników, zarówno w Azji i na Bliskim Wschodzie, jak i w Europie. Co jednakowoż nie oznacza twierdzenia, jakoby Trump był prowokatorem i podżegaczem wojennym - to Chiny (a także Federacja Rosyjska, Korea Północna itp.) są agresorem, a USA słusznie się bronią (i przy okazji resztę świata).

Konsekwencje potencjalnej inwazji komunistycznych Chin na Tajwan będą miały konsekwencje dla Polski. W zakresie: od złych do bardzo złych. Niezależnie od przebiegu, inwazja uderzy w gospodarkę i dotychczasowy sposób życia społeczeństwa, ale też (właściwie przede wszystkim) w zdobycze nowoczesnej cywilizacji technicznej. Po drugie, inwazja na Tajwan wzmocni Federację Rosyjską i Białoruś, a całkiem wyobrażalne jest otwarte wyłamanie się z sojuszy Zachodu Niemiec, które bardzo chcą pełnić rolę sowieckiego, a ostatnio chrlowskiego konia trojańskiego w Europie. Ważną zmienną będzie sytuacja wewnętrzna – to, czy dojdzie do „domknięcia” systemu i de facto neokomunistycznych struktur politycznych, co tylko ułatwiłoby robotę zarówno sowieciarzom, jak i niemieckim/paneuropejskim elitom.

Inwazja ChRL na Tajwan może przyspieszyć pełną recydywę komuny i stanie się na pokolenia peryferyjną częścią Bloku Kontynentalnego Berlin-Moskwa-Pekin.