2016-12-21

Nowa dezinformacja w miejsce starej (1)

W ostatnim czasie różni komentatorzy medialni, politolodzy oraz politycy bardzo dużo mówią o konserwatywnym zwrocie w polityce Kremla. Ocena tego zjawiska zależy w dużej mierze od tego, po której stronie światopoglądowej i politycznej barykady znajduje się komentujący. Lewica oraz demoliberalni idealiści patrzą na ten proces z ogromną obawą o zdobycze oświecenia, takie jak totalna demokracja, liberalizm, sekularyzm czy też ideologia praw człowieka. Putin (i otaczająca go czekistowska elita) jest dla demoliberałów i lewicowców uosobieniem mitycznego faszyzmu i nacjonalizmu, a także wstecznictwa i reakcji, które obecnie zagrażają nowemu wspaniałemu demoliberalnemu światu.

Z drugiej strony obserwujemy coraz większą ilość prawicowców, konserwatystów, nacjonalistów i tradycjonalistów, którzy w pułkowniku KGB i FSB Putinie widzą "ostatnią nadzieję białych" - jedyną szansę obrony tradycyjnej cywilizacji zachodniej w walce z demoliberalizmem, lewactwem, tzw. "cywilizacją śmierci", globalizmem i rosnącą wszechwładzą banków i megakorporacji, Unią Europejską i innmi ponadnarodowymi tworami, a także z wojującym islamem i bastardyzacją Starego Kontynentu. W narracji wielu prawicowców, konserwatystów i nacjonalistów doszło wręcz na przestrzeni ostatnich kilku lat do niejakiego "odwrócenia biegunów"; nawet, jeśli przyznają oni słusznie, że komunizm nie upadł, to za jego współczesne centrum są skłonni widzieć Brukselę, a nawet Waszyngton, nie zaś Moskwę i Pekin. Popularne wśród obu stron jest twierdzenie, iż stara, reakcyjna Rosja "przemogła" bolszewickie sowiety.

Demoliberalny mainstream nie chce przy tym zrozumieć, że obecne "zagrożenie ze wschodu" jest efektem ich własnej, trwającej przez dziesięciolecia polityki appeasmentu wobec ZSRS i Federacji Rosyjskiej, "robienia interesu" z Moskwą oraz polityki appeasmentu w obliczu agresywnej polityki Kremla, a także tolerowania zastępów agentury KGB, GRU, FSB i SWR.

Prawica nie widzi zaś tego, że reżym czekisty Putina stanowi uosobienie ich własnych obaw i lęków, które projektowane są wobec demoliberalizmu. Konserwatyści nie chcą widzieć tego, że w Federacji Rosyjskiej morduje się najwięcej nienarodzonych dzieci (drugie miejsce w światowych rankingach po komunistycznych Chinach), wśród elit szerzy się sodomia i pedofilia, a prawosławne odrodzenie (pod patronatem oficerów KGB przebranych w szaty liturgiczne) ma charakter wioski potiomkinowskiej. Prawica i nacjonaliści chcący widzieć w Putinie obrońcę Europy przed wojującym islamem nie zauważają tego, że największym mecenasem rosyjskiego islamu i pierwszym budowniczym meczetów jest sam tow. płk Putin, że główne ulice w Moskwie zamykane są dla ruchu w porach namazu, ani tego, że takie republiki jak Czeczenia pod wodzą człowieka Putina - Kadyrowa czy Tatarstan to właściwie koncesjonowane przez Kreml islamskie emiraty.

Prawicowy NEP Putina

Ale ani jedna, ani druga strona nie zauważa również dwóch o wiele bardziej istotnych rzeczy.

Po pierwsze - tego, że padają ofiarą zakrojonej na szeroką skalę i najprawdopodobniej długofalowej, rozciągniętej na co najmniej dekadę, operacji dezinformacyjnej. Operacji, w której sowieciarz i pułkownik KGB celowo pozycjonuje się na nowego "białego cara" i "prawosławnego dżihadystę", by użyć określenia autorstwa Andrieja Piontkowskiego. 

Częścią składową tej operacji jest oczywiście aktywne wspieranie przez putinowski, czekistowski reżym sił przeciwnych wobec obecnego zachodniego demoliberalnego establishmentu. Moskwa wspiera ideologicznie oraz logistycznie takie partie, jak m. in. ANEL (konserwatyści), "Złota Jutrzenka" (neonaziści), KKE (komuniści) i Syriza (lewacy) w Grecji; Front Narodowy Marine Le Pen oraz ruch oparty o osobę Francois Fillona we Francji; neonazistowską NPD, narodowo-konserwatywną AfD i neokomunistyczną Die Linke w Niemczech; eurosceptyczną UKIP i nacjonalistyczną BNP w Wielkiej Brytanii. Kreml wspiera również partie narodowo-separatystyczne w krajach zachodnich. Na osobne omówienie zasługuje casus prób dotarcia przez agenturę wpływu do nowego prezydenta USA, Donalda Trumpa, a także polskiej prawicy i neoendecji.

Po drugie, najważniejsze - żadna ze stron nie rozumie tego, co kluczowe, a mianowicie faktu, iż Federacja Rosyjska stanowi kontynuację Związku Sowieckiego. Tym samym, system Putina jest po prostu współczesną mutacją bolszewizmu. Bolszewizm/komunizm redukowany jest do marksistowskiej ideologii, podczas gdy faktycznie jest on metodą zdobycia, sprawowania i utrzymania totalitarnej władzy, w której ideologia jest tylko (i aż) instrumentem służącym trzymaniu w ryzach kadr, propagandzie, dezinformacji i socjotechnice, który może być modyfikowany i zmieniany w zależności od "mądrości etapu", czyli aktualnych interesów układu rządzącego. Putin i jego polityczne otoczenie to bolszewicy-czekiści, wywodzący się z sowieckich specsłużb, których - zdaniem Jurija Bezmienowa - 85% działalności stanowiły tzw. "działania aktywne": wojna informacyjna, socjotechnika, sterowanie i manewrowanie społeczne oraz dywersja ideologiczna.

Problem ten przedstawił bardzo obrazowo, nie w politologicznej analizie, a w powieści „Punkt Lagrange’a” Jacek Szczyrba. Znajduje się w niej scena werbunku polskiego, prawicującego doktora Spychowskiego przez sowieckiego nielegała posługującego się pseudonimem operacyjnym „Vadim”, pracującego najpierw dla PGU KGB, a później FSB albo SWR. Vadim właściwie jednym zdaniem tłumaczy Spychowskiemu istotę sowieckiej władzy i dezinformacji:
A tak w ogóle, to kim ty właściwie jesteś z przekonania? Komunistą z twoim cynizmem chyba nigdy nie byłeś, przynaj się.

- Ech, doktorze, ja komunistą? Zresztą, co właściwie masz na myśli, mówiąc o komunizmie? Czym według ciebie jest komunizm? Ja sam mam poważny problem ze zdefiniowaniem tego tworu, chociaż, że tak powiem, robię w branży. Ideologie są niezbędne, żeby utrzymać kontrolę nad masami, ale pod żadnym pozorem nie wolno w nie wierzyć. To jak z narkotykami. Żaden liczący się handlarz sam się nie szprycuje. Komunizm, trockizm, maoizm, to tylko narzędzia, służące do utrzymania się przy władzy. Jeśli zmienia się sytuacja, należy zmienić narzędzie. (…) Świat się zmienia, trzeba z żywymi naprzód iść. Dziś już nie namawiamy do walki klas, nie walczymy z kapitalistami. Dziś sami nimi się staliśmy, bo taki był nakaz chwili, taka nastąpiła konieczność dziejowa. Trzeba być elastycznym i dopasować się do zmieniających się mód. A najlepiej, (…) owe mody tworzyć.”

A z uwględnieniem bieżącej sytuacji uczynił to w ostatnim wpisie Aleksander Ścios:
Celem Putina nie jest bowiem „silna Rosja”, „obrona narodu” czy „wartości chrześcijańskich” – lecz władza, rozbój i panowanie nad światem kolejnej watahy komunistycznej. Wszelkie „idee narodowe”, głoszone przez kremlowskiego despotę, jego odwołania do religii i „chrześcijańskich wartości”, mają taką samą wartość, jak „teoria marksistowska” Trockiego i jego kompartii i są zaledwie narzędziem w rękach bandytów i dewiantów. Były przydatne, więc zostały zastosowane. Gdy skończył się czas ich przydatności, odrzucono je i sięgnięto po nowe. Putin będzie więc socjalistą dla zaczadzonych socjalizmem i narodowcem, dla wyznawców idei narodowych. Stanie się gorliwym chrześcijaninem, gdy przyjdzie mu oszukać chrześcijan i pierwszy sięgnie po symbole wolnomularstwa, gdy sprzymierzy się z masonami. Dla Żydów założy jarmułkę, a muzułmanom zbuduje meczet.

Nie ma takich idei, doktryn i religii, których „prawdziwy czekista” nie byłby w stanie wyznawać. Odradzanie komunizmu pod różnymi nazwami i w różnych mutacjach dowodzi, że jest on istotnie "nieśmiertelny" - w tym sensie, że wykorzystując rozmaite idee i pasożytując na zdobyczach myśli ludzkiej, dąży do zaspokojenia najbardziej zbrodniczych skłonności i pragnień. Ta dostosowawcza umiejętność mimikry, właściwa w świecie przyrody dla niektórych drapieżników i organizmów prymitywnych, jest często jedynym warunkiem przetrwania i staje się konieczna w grupie, odwołującej się do atawistycznych dążeń. Na tej zdolności polega istota komunistycznego zafałszowania i dynamika zbrodniczej sukcesji.”

Popieriestrojkowy neobolszewizm do perfekcji opanował ową dostosowawczą umiejętność mimikry, ewolucyjnej zdolności dopasowywania się do zmiennych realiów oraz kreowania symulakr. Jelcyn przedstawiał się jako niezbyt udaczny "rosyjski demokrata", cały czas znajdujący się pod wpływem wysokoprocentowych alkoholi. Putin zaś - jako "silny człowiek", który po "wielkiej smucie" przywróci porządek i mocarstwową potęgę Federacji Rosyjskiej; najpierw jako całkowicie bezideowy technokrata, obecnie zaś jako obrońca tradycyjnej cywilizacji. Sowieciarzom nie są obce nawet najbardziej zaskakujące wolty ideologiczne. W okresie rewolucji bolszewickiej rozbudzano dążenia narodowe np. Ukraińców i Białorusinów (byleby służyły interesom sowieckim), w ramach NEP-u przeprowadzono operacje, w których władza sowiecka pozyskała wielu antykomunistów walczących wcześniej po stronie "Białych", pozycjonując się jako spadkobierca starej, imperialnej Rosji. Przykładów można mnożyć, aż po czas transformacji ustrojowej, podczas której specsłużby ZSRS i demoludów wykorzystały ruchy opozycyjne, deklaratywnie antykomunistyczne i jako takie powszechnie postrzegane, do przeprowadzenia i uwiarygodnienia tejże transformacji. A jeśli marksizm, powszechna własność środków produkcji, chłopskie komuny ludowe, demokracja i konwergencja są pasee, to czemu nie sięgnąć po russkij mir, albo narodowe i konserwatywne odrodzenie?

Wojna ideologiczna

Przez okres od powstania sowietów aż do transformacji i sfingowanego rozpadu, ZSRS posługiwał się lewicowymi intelektualistami, lewakami, pacyfistami itp. w celu rozłożenia i zniszczenia społeczeństw Zachodu. Strategię i taktykę wojny informacyjnej opisał uciekinier z KGB Jurij Bemienow w swoich licznych wystąpieniach (m.in. dla John Birch Institute). Sowiecka subwersja ideologiczna dzieli się na następujące fazy: demoralizacji, destabilizacji, kryzysu i normalizacji.



Sięgnijmy jeszcze raz do powieści Szczyrby, w której równie dobrze zilustrowano ten proces:
Tak, doktorze - ciągnął Vadim - zdążyliśmy wykonać naszą dywersję, zanim zeszliśmy ze sceny. Czy można to nazwać porażką? Są różne metody pokonania przeciwnika. Można tego dokonać na drodze konfrontacji militarnej, używając czołgów, łodzi podwodnych i międzykontynentalnych pocisków, ale szczytem sztuki wojennej jest zwycięstwo w ogóle bez walki. Najlepiej sprawić, żeby przeciwnik sam się rozbroił, żeby przestało mu zależeć na własnym państwie, języku, tradycji, historii. Żeby w ogóle było mu wszystko jedno. Pozbawić go jakichkolwiek ideałów, wszystko, w co kiedykolwiek wierzył obrócić w gówno, przekonać go, że "ojczyzna" to pusty, pozbawiony znaczenia dźwięk, że patriotyzm, to najbardziej kompromitująca postawa, jaką można sobie wyobrazić. Nie ma absolutu, wszystko jest względne, prawda jest jak dupa, każdy ma własną. Zastąpić prawdziwe instytucje państwowe sztucznymi tworami, naturalne relacje międzyludzkie zbiurokratyzowanymi organizacjami regulującymi komunikację wewnątrz społeczeństwa. Zamiast naturalnych kontaktów, ingerencja pracowników socjalnych, zamiast prawdziwej nauki, pseudonauka. Do diabła z matematyką i historią na uniwersytetach! Patrzcie, głąby, teraz studiujcie kult ziemi i własną seksualność. Gender! To jest przyszłość! Wierzysz w coś - nie wierz! Jesteś czegoś pewien - nie bądź! Ufasz państwu - nie ufaj! Podważyć każdy dogmat, zachwiać każdą prawdą, zniszczyć relacje społeczne, znaleźć najohydniejszych dewiantów i zrobić z nich wzorce do naśladowania! Zdeprawować i zgwałcić dusze! Wywołać procesy gnilne w zdrowych tkankach społecznych, niech gangrena zacznie zjadać powoli ich umysły. (...) Tak się dziś prowadzi wojnę. I tylko my jesteśmy w tym mistrzami, konkurencji brak!”
Od lat 60. XX wieku byliśmy świadkami już samoczynnego rozprzestrzeniania się komunistycznej gangreny w umysłach intelektualistów, polityków, artystów, celebrytów, a nawet przedstawicieli stanu duchownego. Różne środowiska komunistyczne i prosowieckie opanowały w mniejszym lub większym stopniu systemy polityczne USA i krajów Europy Zachodniejna drodze gramszystowskiego "marszu przez instytucje". Współczesne realia w wielu krajach zachodu to wszechobecna polityczna poprawność, prawna dopuszczalność aborcji, w niektórych krajach eutanazji, coraz częściej traktowanych jako "prawa człowieka" i coraz częściej motywowanych względami stricte eugenicznymi, promocja zboczeń seksualnych (także postulaty legalizacji pedofilii i zoofilii), agresywna sekularyzacja i dechrystianizacja, przy jednoczesnej tolerancji np. salafitów.

W ciągu niemal trzech dekad od pozorowanego upadku komunizmu i rozpadu ZSRS, największe mocarstwa świata zachodniego dobrowolnie rozbroiły się do takiego stopnia, że obecnie mogą paść ofiarą ataku bądź co bądź zacofanych technologicznie Rosji Sowieckiej, ChRL, ale i znacznie od nich słabszych wrogich państw czy grup pozapaństwowych, terrorystycznych.

Zachodnie idee kapitalizmu, wolnego rynku oraz welfare state stały się własnymi karykaturami. Multikorporacje zachodnie coraz bardziej przypominają coś w rodzaju prywatnych kołchozów, prywatnych państw socjalistycznych, w których metodą zarządzania jest inżynieria społeczna, łudząco podobna do marksistowsko-bolszewickiej. To samo dzieje się na różnych płaszczyznach polityki socjalnej. Wykształciła się - jak opisuje to w "Nowym Obywatelu" dr hab. Jarosław Tomasiewicz - nowa polityczna konstelacja, łącząca lewackich intelektualistów oraz wielki kapitał, których wspólnym interesem jest stworzenie posłusznego im, nowego człowieka:
(...) goszyści odnaleźli swe miejsce w Systemie. Status „Opozycji Jego Królewskiej Mości” okazał się całkiem wygodny. Większość lewicy mogła się grzać w słoneczku późnego kapitalizmu, pławić się w przychylności mediów, korzystać z grantów i dotacji, w razie potrzeby sięgać nawet po karzącą rękę burżuazyjnej sprawiedliwości w walce z przeciwnikami ideologicznymi6. W rezultacie „lewica” zrosła się z establishmentem tysięcznymi nićmi powiązań towarzyskich, ideowych, instytucjonalnych, finansowych. Żyje w symbiozie z wysokorozwiniętym kapitalizmem, nie wyobraża już sobie życia poza Systemem.” 
Nawiasem, wielki zachodni kapitał w bardzo wielu przypadkach karmił czerwone dwugłowe orły i czerwone smoki.

Unia Europejska, ze wspólnoty suwerennych państw i narodów, staje się centralistycznym superpaństwem i wehikułem politycznych interesów ponadnarodowych, demoliberalno-lewicowych elit, Niemiec chcących zrekonstruować Rzeszę i last but not least, kremlowskich sowieciarzy.

Polityka imigracyjna krajów europejskich, nie tylko w ostatnich latach, ale na przestrzeni czterech ostatnich dekad doprowadziła do tego, że na Starym Kontynencie istnieją obszary będące de facto samodzielnymi islamskimi wilajatami, nad którymi władze Belgii, Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii nie mają właściwie władzy, i do których policja nie wjedzie w sile mniejszej niż kolumna bojowych wozów piechoty. Tzw. "kryzys migracyjny" oraz zamachy, które w ostatnich dwóch latach miały miejsce w krajach europejskich są zapowiedzią niechybnej regularnej wojny, jaka niebawem, według ekspertów w przeciągu 5-10 lat, wybuchnie we Francji, Niemczech, Holandii, Belgii pomiędzy ludnością autochtoniczną a wyznawcami Allaha.

System demoliberalny, a może już demobolszewicki, który rozwinął się przy wsparciu sowieckiej agentury, nie będzie w stanie przetrwać wywołanego przez siebie kryzysu bez użycia przemocy na masową skalę. A do tego nie jest zdolna globalistyczna, lewacko-totalitarna biurokracja rządząca tym systemem: po pierwsze nie ma środków, po drugie wydaje się być ograniczona liberalną ideologią, po trzecie, jest na to za słaba psychicznie. Już fizjonomika mówi, że Merkel, Verhovstadt, Timmermans, Hollande czy Tusk niewiele mają wspólnego czy to z Leninem, czy to z Putinem. Może poza zakulisowymi powiązaniami agenturalnymi...

Demoliberalizm-demobolszewizm upada za sprawą sprzeczności, które wbudowane są w jego konstrukcję, budząc przy tym coraz bardziej powszechny sprzeciw ludzi. Stąd przede wszystkim popularność ruchów antyestablishmentowych, zarówno tych określanych mniej lub bardziej trafnie jako prawicowych, konserwatywnych i nacjonalistycznych, jak i lewicowych.

Jakie wobec tego ruchy przedsięwzięto na Kremlu? Po pierwsze, kontynuować politykę ekspansji poprzez dotychczasowe relacje dyplomatyczne, biznesowe i agenturalne, dalej wspierając elity mainstreamu robiące wielkie interesy z sowieciarzemi. Po drugie, zbierać rosnący procent od inwestycji, jaką było wspieranie lewackich tendencji rozkładowych. Po trzecie, wesprzeć agresywny proletariat zewnętrzny, zwłaszcza radykalny islam. Po czwarte, pozyskać do swoich działań ludzi i ruchy, które sprzeciwiają się wyżej wymienionym - w tym wymiarze jest to operacja "zajęcia przestrzeni".

2016-10-11

Konsolidacja bezpieki, czyli "czwarty etap"

W kwietniu 2016 roku utworzono od dawna zapowiadaną przez Kreml Federalną Służbę Wojsk Gwardii Narodowej. "Rosgwardia" powstała z połączenia Wojsk Wewnętrznych, dotychczas będących częścią struktur Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zlikwidowanej Federalnej Służby Kontroli Narkotyków, Federalnej Służby Migracyjnej i last but not least, oddziałów specjalnych policji - OMON i SOBR. Oficjalne zadania Gwardii Narodowej to "walka z terroyzmem i ekstremizmem" (za przejaw ekstremizmu zostały niedawno uznane... eseje Jana Nowaka-Jeziorańskiego!), "przerywanie nielegalnych zgromadzen", a faktycznie, tłumienie przejawów niezadowolenia społecznego i buntów - krótko mówiąc, trzymanie społeczeństwa za mordę. Ale działania FSWNG nie będą ograniczać się jedynie do terytoriów Federacji Rosyjskiej - już teraz mówi się o tym, że struktura ta ma prowadzić bądź współprowadzić tzw. wojnę informacyjną na terenie bliższej i dalszej zagranicy. Ponadto, FSWNG ma nadzorować obrót bronią i amunicją oraz sprawować nadzór nad sowieckimi prywatnymi korporacjami ochroniarskimi i wojskowymi.

W połowie września 2016 roku, dziennik Kommiersant opublikował artykuł (najprawdopodobniej przeciek kontrolowany) mówiący o planowanym utworzeniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (Ministerstwo Gosudarstwiennoj Biezopastnosti - w skrócie MGB). Nowy resort ma powstać do roku 2018 ("deadline" to kolejne "wybory" prezydenckie i najpewniej kolejna kadencja Putina) i połączyć Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB, dawny wewnętrzny trzon KGB), Służbę Wywiadu Zewnętrznego (SWR, dawny I Zarząd Główny KGB) i Federalną Służbę Ochrony (FSO). Jeżeli plan ten dojdzie do skutku, dotychczas odrębne agencje pełniące funkcje wywiadu zagranicznego, kontrwywiadu, policji politycznej, narzędzia kontroli społeczeństwa i ochrony instytucji państwowych, zostaną połączone w jeden superresort bezpieczeństwa państwowego, oparty na wzorze bezpieki z czasów ZSRS, z nazwą (MGB) z czasów Stalina.

Jeśli reforma systemu bezpieczeństwa zapoczątkowana utworzeniem Gwardii Narodowej przybierze kształt opisany w "Kommiersancie", efektem będzie utworzenie dwóch superresortów bezpieki, których kompetencje będą się jednocześnie dublować i uzupełniać. Szef FSWNG (gen. Wiktor Zołotow, były szef ochrony Putina i jego zaufany człowiek) już zasiada w Radzie Bezpieczeńswta Federacji Rosyjskiej jako stały jej członek, tak samo będzie w przypadku szefa MGB, gdy już utworzony zostanie ten resort. Jeśli przyjrzeć się dokładniej zakresowi kompetencji tego organu, nawet oficjalnie deklarowanemu, to nietrudno dojść do wniosku, iż to właśnie Rada Bezpieczeństwa pełni rolę faktycznego centrum władzy w Federacji Rosyjskiej, będąc czymś w rodzaju czekistowskiego "politbiura" albo zarządu "korporacji czekistów". Kolejnym, znacznie ważniejszym skutkiem reformy bezpieki polegającej na utworzeniu nowych "superresortów" (FSGN i planowanego MGB) jest po prostu uskutecznienie systemu kontroli, nadzoru, wywiadu i represji. Aparat bezpieczeństwa i system władzy - a w Rosji Sowieckiej jest to w zasadzie jedno i to samo - zostanie wskutek planowanych i wdrażanych reform wzmocniony i skonsolidowany.

Tu dochodzimy do "backgroundu" reform bezpieki. Umocnienie wpływów samego Putina, obawa przed buntem zagłodzonego społeczeństwa czy podbitych narodów, obawa przed puczem pałacowym zapewne są kontekstem ważnym, ale, można by rzec, taktycznym. Putin wraz ze swoją ekipą czekistów wzmacnia resorty siłowe od samego początku swojego panowania, czego logicznym dopełnieniem jest utworzenie Gwardii Narodowej i prawdopodobne utworzenie MGB. Federacja Rosyjska jest kontynuacją ZSRS tyle, że z przewodnią rolą bezpieki, która zastąpiła w tej roli zużytą kompartię. Bolszewizm/sowietyzm jest systemem, który charakteryzuje cykliczna ewolucja, w której wzajemnie przeplatają się okresy odwilży i zaostrzenia reżymu, i którą można powiedzieć na cztery etapy: rewolucyjny, bolszewizm/komunizm otwarty, bolszewizm/komunizm ukryty (po sfingowanym upadku). Etap czwarty to powrót do praktyk totalitarnych, realizowany przez pułkownika Putina - jego zadaniem jest konsolidacja aparatu władzy i bezpieczeństwa oraz powrót systemu do otwarcie totalitarnych praktyk.


Wzmocnienie reżimu i zaostrzenie totalitaryzmu na poziomie wewnętrznym jest sprzężone z coraz ostrzejszą polityką zagraniczą. Rosja Sowiecka prowadzi działania wojenne na Ukrainie i w Syrii, od kilku lat ma miejsce militarne prowokowanie krajów Zachodu połączone z wojną informacyjną skierowaną przede wszystkim w USA i NATO. Agentura wpływu oplata amerykańską administrację i oboje kandydatów na urząd prezydenta USA. Wzmacnia się tzw. Blok Eurazjatycki - system sojuszy, który stanowi kontynuację, a jednocześnie wersję rozwojową bloku sowieckiego: Moskwa zacieśnia strategiczny, polityczno-wojskowo-gospodarczy sojusz z Chinami, wpływy polityczne, gospodarcze i agenturalne w Niemczech i reszcie Europy. Odbudowuje, wzmacnia i buduje nowe wpływy na Bliskim Wschodzie poprzez rozgrywanie wojną w Syrii i włączenie w swoją orbitę wpływów Turcji. Restrukturyzacja bezpieki, czyli utworzenie Rosgwardii (zajmującej się również wywiadem i wojną informacyjną) oraz planowane utworzenie MGB (które wchłonie dotychczas odrębną SWR) ma również uskutecznić politykę zagraniczną Kremla, w której istotnym, jeśli nie najistotniejszym czynnikiem są działania aktywne wywiadu.

2016-10-06

"Punkt Lagrange'a" Jacka Szczyrby

Akcja powieści rozpoczyna się gdzieś w zakamarkach starej Warszawy, mniej więcej w roku 1988 przy ulicy Wroniej. Młody człowiek, niewymieniony z nazwiska, o ksywie „Texas” odbywa praktykę jako mechanik samochodowy w warsztacie swojego stryja – Romana Stachonia, rotmistrza przedwojennej kawalerii, weterana wojny obronnej we wrześniu i powstania warszawskiego. Rotmistrz nie złożył jednak broni wraz z końcem wojny – kontynuował walkę z okupantem, ale okupantem sowieckim i jego „polskimi” kolaborantami. Rotmistrz Stachoń nie zakończył jednak walki nawet po całkowitym „rozładowaniu lasów” i zlikwidowaniu przez bezpiekę „ostatnich leśnych”. Działa w podziemnej Solidarności Walczącej – jednej z niewielu formacji opozycji w PRL stawiała sobie za cel obalenie komunizmu i odzyskanie przez Polskę prawdziwej niepodległości, nie zaś walkę o „socjalizm z ludzką twarzą”.

Wiadomo już o nadchodzących zmianach na górze i o negocjacjach pomiędzy komunistami i opozycją. Transformacja ustrojowa ma też swoją mniej ludzką twarz – operacje, które parafrazując jednego z publicystów można określić jako „mordy założycielskie” nowej, wspaniałej rzeczywistości. Jedną z ofiar staje się rotmistrz Stachoń, który bogaty w umiejętności i techniki konspiracyjne z czasów wojny, dotychczas wymykał się esbeckim pościgom i obławom. Mimo, że w okrutny i upokarzający sposób esbecy zamordowali rotmistrza, to nie udało im się zachować czekistowskiej konspiracji – Texas z pomocą kumpli próbował odbić rotmistrza, raniąc jednego z esbeków kulą z Browninga.

To wydarzenie całkowicie zmienia życie Texasa. Jednakże nie kontynuuje on działalności jako kolporter czy publicysta podziemnych wydawnictw antykomunistycznych, nie angażuje się również w operacje przypominające „Mały sabotaż”. Jego życiową misją staje się pomsta i wymierzenie sprawiedliwości mordercom stryja, w imieniu tak swoim, jak i nieistniejącego Państwa Polskiego. Wewnętrzny rozkaz od nieistniejącego, podziemnego państwa Texas wykonuje z profesjonalizmem godnym najlepszych operatorów jednostek specjalnych – cicho i skutecznie. I poświęca w imię wykonania swojej, a jednocześnie powszechnej misji całe swoje życie prywatne.



Jak wygląda – z perspektywy Texasa – Polska ery transformacji, rzekomego „upadku komuny” i szerzej, przełomu wieków XX i XXI? Coraz nowsze samochody, coraz to lepsza technika, coś, co z wierzchu wygląda na przejawy coraz większego dobrobytu społeczeństwa wydają się być tylko politurą, przykrywającą rzeczywistość niejako równoległą – mętny półświatek raczkującego kapitalizmu wyrosłego na gruncie „Kapitału” Karola Marksa, by zacytować Begmana, jednego z kumpli Texasa. Rzeczywistość, w której „ludzie godni szacunku kręcą mniejsze lub większe lody, unikają jakiejkolwiek odpowiedzialności za popełnione, nieraz okrutne zbrodnie i doskonale radzą sobie w systemie, w którym socjalizm z ludzką twarzą zastąpił kapitalizm z nieludzką twarzą. Rzeczywistość, w której zdezelowane sanatoria dla esbeków są miejscem transakcji pomiędzy majorem KGB a arabskim terrorystą. Kraj, w którym ofiary bądź bliscy ofiar komunistycznych zbrodni stale boją się zemsty „nieznanych sprawców”.

Równolegle, ale nie jednocześnie, nielegał o wielu tożsamościach, najchętniej posługujący się imieniem Wadim, próbuje zwerbować obiecującego na salonach socjologa Tomasza Spychowskiego. Wadim realizuje długofalowe operacje wywiadowcze i dywersyjne – jego specjalizacją jest werbunek, zadaniowanie i orkiestrowanie agentów wpływu. Działa od lat, najpierw w służbie ZSRS, a obecnie – Federacji Rosyjskiej. W sytuacji, gdy nie udaje mu się pozyskać figuranta za pomocą tradycyjnych dla bezpieki kompromatów, Wadim inicjuje grę w otwarte karty. Opowiada Spychowskiemu o wieloletniej operacji dywersyjnej, które polegały na podkopaniu i naruszeniu kulturowo-cywilizacyjnych fundamentów Zachodu.

Tyle odkrywania akcji i fabuły powieści, której być może i tak za dużo przed Czytelnikiem ujawniłem. Postaci i wydarzenia opisane w powieści, choć w dużej części fikcyjne, to stanowią nawiązanie do wydarzeń, które miały miejsce faktycznie. Czy bowiem nie jest tak, że komunistyczni zbrodniarze i zdrajcy pozostają zupełnie bezkarni, a odchodzą na łono Baphometa w wojskowej i kościelnej asyście? Czy nie jest faktem to, że komunistyczna nomenklatura i bezpieka przeniknęły do oficjalnych struktur i instytucji rzekomo „niepodległego” państwa – służb specjalnych, wojska, policji, urzędów różnego szczebla, łącznie z najwyższymi? Czy nie jest tak, że głębokie centrum tyleż legendarnego, co faktycznie istniejącego „układu” zza kulis kształtującego przestrzeń publiczną w Polsce, stanowią właśnie przetransformowane środowiska komunistyczne? Jak skończyły się wszystkie próby dekomunizacji i rozliczenia komunistycznych zbrodni?

Czy Polska faktycznie jest niepodległym, przynależącym do Europy i świata Zachodu krajem? Czy faktycznie zerwano nici łączące nas z Rosją, rządzoną przez kagiebowską juntę, a może jest tak, że „jedynym i wyłącznym dysponentem tej krainy” nadal jest Moskwa, tylko instrumenty kontroli są o wiele subtelniejsze (i skuteczniejsze) niż „paru generałów o swojsko brzmiących nazwiskach”? I wreszcie, czy państwo, którego oficjalna nazwa brzmi Federacja Rosyjska, nie jest po prostu kontynuacją Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich?

Jaki był i jest społeczny oraz medialny odbiór ludzi i środowisk wzywających do osądzenia komunistycznych przestępców czy też twierdzących, że transformacja ustrojowa nie była taka, jaką się ją przedstawia w tzw. mediach głównego nurtu? Czy dezerterów z sowdepii próbujących ostrzec Zachód przed długofalową kremlowską strategią dezinformacji, wielkiej politycznej mistyfikacji, ekspansji geostrategicznej i wojny informacyjej traktowano z powagą, czy raczej uznano za „typowych ruskich paranoików”?

Omówienie tej powieści najlepiej niech podsumuje luźna parafraza samego jej Autora: to, co do tej pory było analizowane przez wąskie kręgi niezależnych historyków, socjologów i politologów zyskało u Jacka Szczyrby formę dostępną nie tylko dla przeciętnego odbiorcy, ale dla każdego, niezależnie od jego zdolności abstrakcyjnego myślenia. Niezwykle wciągająca akcja i fabuła oparta jest na faktach. Ba, na kanwie tej książki można byłoby nakręcić film, a najlepiej serial taki, jak „Służby specjalne” Vegi albo „Oficer” Dejczera, który przebiłby te produkcje zarówno pod względem akcji, jak i przekazu. Albo narysować komiks, taki, jak – nie przymierzając – „Thorgal” czy „Funky Koval”.

A do „Punktu Lagrange’a”, ze względu na jego wielowątkowość i wielowymiarowość będę jeszcze na tych łamach wracał…

Jacek Szczyrba, „Punkt Lagrange’a”, Wydawnictwo Podziemne, Poznań 2016

Książkę można nabyć m.in. w Księgarni Minerwa: http://minerwa.net/ksiegarnia/index.php?id_product=14&controller=product

2016-08-20

Xi Jinping wzywa do utworzenia nowego porządku światowego

1 lipca 2016 roku podczas inauguracji 95. rocznicy powstania Komunistycznej Partii Chin, Xi Jinping - przewodniczący tej partii, a zarazem przywódca ChRL wygłosił przemówienie, w którym m.in. zaproponował Federacji Rosyjskiej stworzenie sojuszu polityczno-militarnego, który stawiłby czoła USA i NATO:
"Aktualnie obserwujemy agresywne działania USA zarówno przeciwko Rosji, jak i Chinom. Wierzę, że Rosja i Chiny mogą stworzyć sojusz, wobec którego NATO będzie słabe, i który przyniesie kres imperialistycznym ambicjom Zachodu."
Chiński gensek nie poprzestał wyłącznie na tych agresywnych deklaracjach:
"Świat jest na skraju radykalnej zmiany. Widzimy, że Unia Europejska stopniowo rozpada się, widzimy, jak upada gospodarka Stanów Zjednoczonych. I wszystko to skończy się nowym rozkładem sił na świecie. W ciągu dziesięciu lat możemy spodziewać się nowego porządku świadowego, w którym kluczowym czynnikiem będzie sojusz pomiędzy Chinami a Rosją."


Źródło: thediplomat



Analitycy nie bez racji wskazują na kontekst bieżący - wyrok Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Hadze, temperujący chińskie roszczenia wobec Morza Południowochińskiego. O wiele ważniejsze jednak są tutaj kwestie strategiczne. Chiński gensek otwartym tekstem wyraził bowiem długofalowe i dalekosiężne cele komunistycznych elit tego państwa, które są celami bolszewickiej, długofalowej strategii, ujawnionymi chociażby przez Anatolija Golicyna. Treść tego przemówienia nie powinna zaskakiwać nikogo, kto analizuje politykę zagraniczną Chińskiej Republiki Ludowej bez oglądania się na polityczną poprawność. Jaki jest jego konkretny sens? Właściwie jest on tak jasny i oczywisty, że wypada jedynie przypomnieć to, co już na tym blogu zostało napisane na temat polityki ChRL i sojuszu z Moskwą:
1. Strategiczne cele kierownictwa Komunistycznej Partii Chin Ludowych są następujące: sojusz polityczno-wojskowy z Federacją Rosyjską, wspólne z Moskwą obalenie mocarstwowej pozycji Stanów Zjednoczonych, dezintegracja struktur politycznych świata zachodniego (na czele z Paktem Północnoatlantyckim) i wreszcie, wspólne zdobycie i utrzymanie światowej dominacji - ustanowienie nowego porządku światowego, w którym kierowniczą rolę będzie pełnić sojusz Pekin-Moskwa.
2. ChRL i Federacja Rosyjska to naturalni sojusznicy. Obydwa państwa są państwami totalitarnymi, komunistycznymi. Różnica między nimi polega na tym, że w Rosji Sowieckiej panuje komunizm ukryty, natomiast w ChRL komunizm jawny, przechodzący fazę NEP-u. Komunizm (w każdej odmianie) jest z natury globalistyczny, a to, w połączeniu z uwarunkowaniami geopolitycznymi jest czynnikiem warunkującym wspólne interesy i sojusz pomiędzy komunistycznymi Chinami i Rosją Sowiecką. Mimo braku oficjalnej odpowiedzi z Moskwy na słowa Xi, nie powinno ulegać wątpliwości, że cele chińskich komunistów mają tam poparcie; ten sam cel przyświeca rządzącym tam czekistom. Patrząc zaś z Pekinu, mocarstwowe cele Chiny mogą osiągnąć jedynie poprzez strategiczny sojusz z Federacją Rosyjską, która dla Chin pełni funkcję zaplecza strategicznego, zaplecza inwestycyjnego, dostarczyciela i trasy tranzytu surowców naturalnych, strefy łącznikowej z Europą, a także swego rodzaju „żandarma”.
3. Przemówienie Xi Jinpinga to nie tylko potwierdzenie celów długofalowej bolszewickiej strategii, ale i wezwanie towarzyszy-czekistów z Moskwy do jeszcze większego zacieśniania sojuszu. Chiny i Rosja Sowiecka od dawna bowiem połączone są współpracą polityczno-wojskową. Od początku lat 90. Pekin i Moskwa wspólnie koordynują politykę obronności i bezpieczeństwa; cały czas spotykają się chrlowscy i sowieccy oficjele różnych szczebli, odpowiedzialni za obronność i służby specjalne. Od ponad dekady mają miejsce cykliczne wspólne ćwiczenia sił zbrojnych oraz służb specjalnych i policji obydwu krajów – tego lata były to wspólne ćwiczenia świeżo utworzonej Gwardii Narodowej FR oraz Chińskiej Ludowej Policji Zbrojnej, na jesień planowane są kolejne ćwiczenia „Morskie Współdziałanie” na Morzu Południowochińskim. Siły zbrojne ChRL są klientem Rosji Sowieckiej, która sprzedaje im m.in. najnowocześniejsze systemy rakiet przeciwlotniczych, samoloty myśliwskie i bombowe, systemy ICBM, okręty wojenne, nie mówiąc o broni podstawowej na wyposażeniu żołnierzy. Zbrojeniówki ChRL i FR wspólnie realizują modernizację starych projektów i budowę nowych (w tym myśliwców wielozadaniowych i bombowców strategicznych). Współpraca ma miejsce pomiędzy bezpiekami obydwu krajów oraz pomiędzy aparatami propagandy i dezinformacji. Oś Pekin-Moskwa jest fundamentem Szanghajskiej Organizacji Współpracy – paktu o charakterze m.in. politycznym i wojskowym. Chiny i Rosja Sowiecka wspierają się wzajemnie w zakresie polityki wewnętrznej i zagranicznej – w ostatnim czasie Pekin wsparł Moskwę w kwestii Krymu, natomiast Moskwa poparła chińskie roszczenia na Morzu Południowochińskim.
Na koniec, kwestia zasadnicza: czy jest możliwe rozłożenie USA i NATO oraz światowa dominacja osi Pekin-Moskwa?
Pewne jest to, że w ciągu najbliższych 10 lat dojdzie do wzmocnienia sojuszu pomiędzy ChRL a Rosją Sowiecką - zacieśniania wzajemnej współpracy, a także zwiększenia ilości pól, na których ta współpraca ma miejsce. Możliwe, że dojdzie do utworzenia oficjalnego sojuszu, łączącego obydwa kraje, albo do wzmocnienia roli na przykład SCO.
Od pewnego czasu Rosja Sowiecka i ChRL prowadzą - niejako synergicznie - coraz bardziej agresywną politykę względem otoczenia. W Europie Środkowowschodniej Rosja Sowiecka wykorzystuje Ukrainę jako zakładnika celem wymuszania na państwach zachodnich korzystnych dla siebie decyzji, w Syrii zaś - w celu indukowania islamskiej inwazji. Jednocześnie cały czas prowokuje kraje zachodnie, grożąc agresją militarną. Chiny coraz ostrzej roszczą sobie prawa do basenu Zachodniego Pacyfiku, który już od dawna uznają za mare nostrum. Ten trend wydaje się stały - agresja kierowana w stronę otoczenia międynarodowego, zwłaszcza w stronę Zachodu, będzie rosła. Kluczowe jest również to, jak rozwinie się sowiecki i chiński potencjał wojskowo-techniczny.
Ale spójrzmy na inne czynniki, które mogą ułatwić wdrażanie bolszewickiej strategii. USA - obecnie centrum tzw. "wolnego świata" - stoją przed wyborem pomiędzy Hillary Clinton a Donaldem Trumpem. Kandydatka Demokratów kiedyś powiązana była z ruchami inspirowanymi i infiltrownymi przez komunistyczne agentury, a obecnie odpowiedzialna jest za "reset" z Moskwą i Pekinem, ale także przekazywanie sowietom najnowszych technologii. Trump zapowiada zaś powrót do polityki izolacjonistycznej, przychylnie wypowiada się o Putinie, jego kampania była finansowana przez podmioty zbliżone do sowieciarzy. Jeśli przyjać, że Hillary Clinton jest w jakimś zakresie zadaniowana przez sowiecką i chińską agenturę, tak Trump jest przez agentury oplatany. Tak czy inaczej, jakkowiek zapowiedzi o upadku jej gospodarki należy włożyć między dezinformacyjne mity, Ameryka jeszcze długo odczuwać będzie skutki obamowsko-clintonowskiego resetu. Kraje należące do NATO, takie jak Niemcy czy Francja już od drugiej wojny w Zatoce Perskiej zachowują się tak, jakby były sowieckimi końmi trojańskimi w NATO.
Unia Europejska rozpada się i proces ten najpewniej sfinalizuje się w ciągu najbliższej dekady. Europa podminowana jest też radykalnym islamem, który obecnie ma geostrategiczne zaplecze w postaci samozwańczego kalifatu. Turcja po nieudanym puczu przeciw Erdoganowi przystąpiła - jakkolwiek nieoficjalnie i możliwe, że tylko tymczasowo - do ligi państw, w której dominującą rolę pełnią Moskwa i Pekin, a jednocześnie pod rządami Erdogana staje się państwem islamistycznym. Bardzo prawdopodobne jest to, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat dojdzie w części krajów Europy do islamskiego powstania, czy prób islamistycznych przewrotów. Jedno jest pewne - żyjemy w ciekawych czasach, a będziemy żyć w jeszcze ciekawszych.

Źródło:
Arthur Dominic Villasanta, Xi Calls for ‘New World Order’ Dominated by China and Russia and the Elimination of the US: http://www.chinatopix.com/articles/98199/20160814/xi-calls-new-world-order-dominated-china-russia-elimination.htm#ixzz4Hn320EXP

2016-02-28

Hipoteza robocza

Trzeba być skrajnie naiwnym, żeby sadzić, iż Maria Kiszczak wydała dokumenty bezpieki przechowywane przez swojego męża „z potrzeby serca” albo w wyniku zmian patologicznych powstałych w mózgu na skutek starzenia się organizmu. Najbardziej plugawy peerelowski czekista nie mógł nie mieć wpływu na zachowanie swojej żony, także i po swojej śmierci. Kiszczakowa sama zresztą przyznała później, że dokumenty przekazała IPN na przedśmiertne żądanie męża.

W tym temacie jesteśmy siłą rzeczy skazani na formułowanie hipotez opartych wyłącznie na poszlakach i domysłach. Jaki mógł być zamiar bolszewika, który zaczynał w kontrolowanej przez sowietów informacji wojskowej, dowodził bezpieką wojskową i cywilną, nadzorował peerelowski odcinek operacji Pieriestrojka, i który najprawdopodobniej – o czym już pisałem – był jednym z zakulisowych szefów bezpieczniackiej oligarchii po sfingowanym upadku komunizmu?

Sprawa Lecha Wałęsy nie jest tutaj wcale najważniejsza. To, że Wałęsa był TW „Bolkiem” jest faktem znanym praktycznie od czasów podziemnej „Solidarności” i stanu wojennego, a obszernie omówionym i zbadanym co najmniej od roku 2008, kiedy ukazała się książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka na temat współpracy Wałęsy z SB. Zresztą nawet bez wiedzy o agenturalnych uwikłaniach Wałęsy widać było wyraźnie, że człowiek ten jest – cytując Józefa Mackiewicza – „jawnym współpracownikiem” komunizmu i użytecznym idiotą, do tego jeszcze skrajnie egoistycznym i łakomym na frukty władzy.

Ujawnienie faktu posiadania „prywatnych” archiwów nie tylko przez Kiszczaka, ale też przez wysokich rangą oficerów bezpieki jest ostatecznym obaleniem mitu „Solidarności” i ostatecznym potwierdzeniem (i to de facto przez ludzi bezpieki!) tego, że w tzw. III RP prawdziwą władzę stanowią przetransformowane, zakulisowe struktury komunistyczne, oparte właśnie na bezpiece, a politycy zajmujący oficjalne stanowiska idą na pasku „Ubekistanu”.

Wydaje się, że kombinacja operacyjna „Szafa Kiszczaka” ma kilka strategicznych celów. Pierwszy z nich to stworzenie wrażenia, że bezpieczniacki układ słabnie wprost proporcjonalnie do wieku równie przysłowiowych, co realnych „starych komuchów” i „starych ubeków”. Słowem – że „porządek pookrągłostołowy”/magdalenkowy/III RP/PRL-bis” pewnie i istniał, ale wraz ze śmiercią Jaruzelskiego i Kiszczaka oraz ujawnianiem ich archiwalnej spuścizny kończy swój żywot. Drugim celem wydaje się być „oczyszczenie przedpola” dla nowej politycznej agentury wpływu, nowych „słupów” grupy faktycznie trzymającej władzę. Elity, które umownie można określić jako okrągłostołowe – zarówno o genezie solidarnościowej, jak i komunistycznej – po prostu z czasem zużyły się i skompromitowały. Stopniowo zużywa się model pieriestrojkowego demobolszewizmu. Każdy system władzy musi trwać – w szczególności komunizm/neokomunizm – stąd niezbędna jest wymiana kadr co jakiś czas poprzez „spalenie” starej agentury, by ją wymienić na nową. Poza tym, stare trepy z WSI czy esbecy młodsi stopniem wcale nie są aż tacy starzy, a rolę ich słupów wcale nie muszą pełnić PO, UW, PSL, SLD, ani też Palikot czy ugrupowania lewackie…


Nie wolno zapominać o tym, że wszystkie tropy prowadzą do Moskwy. Faktyczną centralą układu okrągłostołowego jest Rosja Sowiecka. Operacja sfingowanego „końca postkomunizmu” może być inspirowana bezpośrednio z Moskwy, aczkolwiek nie musi. Zresztą, wszystkie akcje podejmowane przez struktury bezpieczniackie są realizowaniem interesów Rosji Sowieckiej nad Wisłą. Sowieciarze również, co jakiś czas, wymieniają zużytą agenturę w swoich strefach wpływów na nową. W dłuższej perspektywie, interesy Kremla i Łubianki w Polsce wcale nie muszą być realizowane przez starą agenturę i stare elity okrągłostołowe. Równie dobrze, reprezentantem Rosji Sowieckiej może być  na przykład „prawica”, widząca w Putinie „katechona” – sojusznika przeciwko „zgniłemu zachodowi”, „banksterom”, Unii Europejskiej, wrażym Niemcom czy islamskiemu najazdowi. Ważnym elementem tła, na którym rozgrywa się operacja „Szafa Kiszczaka” jest „prawicowy NEP” Putina, który od kilku lat pozycjonuje się właśnie w tej roli. Rosja Sowiecka stopniowo rezygnuje z „ręcznego sterowania” swoimi strefami wpływu za pomocą starych „czystych” komunistów i starej bezpieki na rzecz swego rodzaju outsourcingu, w którym interesy Moskwy realizowane są przez siły prawicowe, patriotyczne, nacjonalistyczne i konserwatywne, a od niedawnego spotkania papieża Franciszka z patriarchą cerkwi kagiebowskiej Cyrylem, także Kościół Katolicki.

2016-02-07

Trzeci poziom spisku

Nie ulega właściwie żadnej wątpliwości, że tzw. „kryzys migracyjny” nie jest w istocie kryzysem, a konsekwencją kryzysu – trwającego od ponad czterech dekad procesu islamizacji Europy.

Nie jest jednak moim zamiarem wykazywanie po raz kolejny, jak wielkim zagrożeniem dla cywilizacji europejskim (a właściwie dla żywego trupa tejże) jest islam i islamizm, a zastanowienie się, kto odniesie z tego procesu największe korzyści.

Profesor Olavo de Carvalho, przywoływany wielokrotnie na łamach tego bloga, w komentarzu pod tytułem „The owners of the World”[1] charakteryzuje trzy główne projekty globalistyczne oraz grupy interesu, które za nimi stoją. Pierwszy z nich to projekt „rosyjsko-chiński” (lub „eurazjatycki”), który realizowany jest przez elity polityczne Rosji Sowieckiej i ChRL – kremlowskich czekistów i chińską kompartię. Drugim jest projekt globalistów zachodnich (przy czym de Carvalho wyraźnie zaznacza, że projektu tego nie powinno się określać mianem „anglo-amerykańskiego”), którzy rekrutują się między innymi ze środowisk finansjery, demoliberalnych polityków i „intelektualistów”, w ramach struktur takich, jak Rada ds. Stosunków Międzynarodowych, Klub Bilderberg, Komisja Trójstronna, ale również elity rządzące strukturami Unii Europejskiej. Wreszcie, ostatnim projektem globalistycznym jest globalizm muzułmański, realizowany przez Bractwo Muzułmańskie (wg prezydenta Czech, głównego organizatora najazdu „uchodźców” na Europę), rządy niektórych państw muzułmańskich i cześć przywódców religijnych islamu.





Proces islamizacji Europy, ze szczególnym wskazaniem na tzw. „kryzys migracyjny” to splot interesów wszystkich wyżej wymienionych grup realizujących swoje globalistyczne projekty. Grupy te w aktywny sposób sterują tym procesem.

Interesy globalistów islamskich

Dla globalistów islamskich sprawa jest oczywista. Celem ich jest stworzenie „Światowej Ummy” muzułmańskiej i „Światowego Kalifatu Islamskiego”. Europa to w optyce wielu liderów islamskich „Dar Al Harb”, w dosłownym tłumaczeniu – „dom wojny”, „dom niewiernych”, który musi zostać wszelkimi dostępnymi metodami zislamizowany i dołączony do „Dar al Islam”/”Dar as Salaam”. W pierwszej kolejności czekają tereny, które w średniowieczu i późniejszych wiekach znajdowały się pod panowaniem czy to wczesnych kalifatów arabskich, czy to Imperium Ottomańskiego. Zarówno napływ ludności islamskiej (najpierw gastarbeiterów, a obecnie imigrantów z krajów islamskich), pokojowa działalność misyjna finansowana w pierwszej kolejności przez Królestwo Arabii Saudyjskiej, ale także przez szyicki Iran, a nawet bardziej świeckie reżymy islamskie, a także terroryzm to elementy tej długofalowej strategii. Świat islamu, w tym muzułmańskie struktury polityczne o globalistycznych aspiracjach nie są jednak skonsolidowane, brakuje im koordynacji polityki, nie mówiąc już o krwawych konfliktach na różnym tle.

Sytuację zmienić może pojawienie się Państwa Islamskiego. Daesh jest de facto organizacją bandycką, organizacją terrorystyczną, która posiada państwo w klasycznym rozumieniu tego słowa: terytorium i ludność, nad którymi sprawuje suwerenną kontrolę.  Poza tym – co jest bardzo ważne, jeśli chodzi o wewnętrzne oddziaływanie IS na świat islamu – Kalif Państwa Islamskiego, Abu Bakr Al Baghdadi wywodzi się z tego samego rodu, z którego pochodził prorok Muhammad i pierwsi kalifowie.


Ale mimo to, globaliści islamscy wciąż nie mają i nie będą mieli możliwości organizacyjnych i logistycznych, by sfinalizować swoją strategię wobec Europy i świata. Stąd też globalizm islamski pełni i będzie pełnił rolę instrumentu w rękach globalistów zachodnich i globalistów sino-sowieckich. Nawet pomimo tego, że Bractwo Muzułmańskie, Al Kaida, irańska bezpieka, a całkiem możliwe, że i Państwo Islamskie posiadają rozbudowaną agenturę wpływu i komórki terrorystyczne w USA.

Interesy globalistów zachodnich

Dlaczego większość demoliberalnych elit Europy nie widzi zagrożenia w napływie islamu? Dlaczego ludzie tacy, jak George Soros pomagają ulokowanym na greckich wyspach imigrantom poprzez rozdawanie ulotek, których treść ma pomóc „uchodźcom” (w „poborowym” wieku i takowej kondycji fizycznej) w osiedleniu się w krajach europejskich? Dlaczego europejskie lewactwo z entuzjazmem patrzy na „wielokulturowość”, w tym na islamizację? Dlaczego szwedzka lewica zakazuje sodomitom demonstrować na ulicach (a z pomocą gejom przychodzą… nacjonaliści z Nordisk Ungdom)? Dlaczego peerelowskie feministki, takie jak Kazimiera Szczuka, widzą w muzułmańskich mężczyznach alternatywę dla „wąsatych i spasionych Januszy”? Dlaczego lewicowe władze Kolonii ukrywały pochodzenie sylwestrowych gwałcicieli, a Bundespolizei tłumiła pokojowe demonstracje PEGIDY, a nie wybryki kolorowego lumpenproletariatu?



Na pierwszy rzut oka zachowanie globalistów, demoliberałów i marksistów kulturowych wydaje się bezdenną, prowadzącą do samobójstwa głupotą: przecież islam ma się do zachodniego oświecenia jak przysłowiowa pięść do nosa. O ile chrześcijanie czy żydzi mogą – w optyce doktryny islamu – liczyć na status dhimmi,  o tyle demoliberalizm zasługuje na całkowite zgładzenie ze strony wierzących, gdyż w islamie (tak samo, jak w przedpoborowym rzymskim katolicyzmie) władza pochodzić może tylko od Boga, a nie od „ludu”. Pozwolenie na zabijanie nienarodzonych dzieci, uśmiercanie kalek i starców, przywileje dla „mniejszości seksualnych” itp. (urastające do rangi „praw człowieka”) – karane są w islamie bardzo surowymi i okrutnymi karami. Indyferentyzm religijny to shirk – pogaństwo i bluźnierstwo wobec Boga, a tolerancja religijna obowiązuje teoretycznie tylko wobec chrześcijan i żydów – pod warunkiem, że mają oni status obywateli drugiej kategorii; wyznawcy innych religii to „politeiści” i niewierni, mający dwie alternatywy – konwersję na islam albo śmierć.

Jednakże jeśli przyjrzymy się bliżej prawdziwym, a ukrytym pod ideologicznym bełkotem celom politycznym demoliberalnych i neomarksistowskich elit, sprawa staje się jasna. Celem marksizmu, komunizmu – ze wszystkimi swoimi mutacjami – nie jest wcale żadna „wolność, równość, braterstwo”, żadne „równouprawnienie kobiet”, „mniejszości” czy gejów. Szeroko pojęta „polityczna poprawność”, „multikulturalizm”, „tolerancja”, ideologie LGBT, „gender”, feminizm, aborcjonizm i eutanazizm, ekologizm itd. – wszystko to jedynie środki wiodące do prawdziwego celu: inżynierii społecznej – stworzenia nowego, zdomestykowanego człowieka i wreszcie – władzy. Owszem, niemało jest idiotów spaczonych laicką wspakulturą i wierzących w te brednie, ale faktyczne znaczenie mają tu zawodowi rewolucjoniści kulturalni, zawodowi „dziennikarze”, zawodowi działacze różnego typu, zawodowe feministki, urzędnicy oraz plutokratyczne klany.

Napływ ludności zupełnie obcej kulturowo Europie, islamizacja Europy doskonale wpisuje się w plany i strategię współczesnych zachodnich elit. Marzeniem demoliberałów i neomarksistów jest  sytuacja, kiedy w obronie przed islamskimi terrorystami i gwałcicielami z jednej strony, a nacjonalistami, „neonazistami” i „skrajną prawicą” z drugiej, trzeba będzie wziąć społeczeństwa krajów europejskich krótko za mordę – przykładem jest chociażby próba uchwalenia tzw. „dyrektywy Bieńkowskiej”, de facto zabraniającej obywatelom dostępu do broni palnej. Niewykluczone, że przy pomocy z zewnątrz. Dla oligarchii finansowej masowa imigracja to okazja, by jeszcze bardziej dokręcić śrubę pracownikom – napływ imigrantów do okazja, by zmniejszać płace swoim pracownikom.    
Ta sytuacja jest też korzystna dla gracza lokalnego, jakim są Niemcy.[2] Elity niemieckie (z których cześć ma korzenie post-nazistowskie, enerdowskie albo RAF-owskie) – odpowiednio sterując napływem imigrantów i systemem kwotowym – będą dążyły w ten sposób do ograniczenia suwerenności pozostałych krajów Unii Europejskiej, docelowo przekształcając UE w twór realizujący niemieckie interesy neoimperialne. Balony próbne zostały już puszczone – po zamachach w Paryżu zaczęto mówić o częściowym demontażu Unii Europejskiej, który zakłada nie tylko przywrócenie kontroli na wewnętrznych granicach, czy też ograniczenie stosowania traktatu z Schengen w dwóch wariantach: w jednym do krajów germanosfery, w drugim wariancie do krajów germanosfery oraz „Mitteleuropy”. Posunięcie to byłoby de facto rozmontowaniem UE, niejako na wzór kontrolowanego rozpadu ZSRS czy komunistycznej Jugosławii na „centrum” i „peryferie” UE. „Brexit” i „Grexit” jedynie przyspieszyłyby ten proces. Kto stałby się najbliższym sojusznikiem „nowej, wspaniałej Europy”? Odpowiedź jest prosta – Rosja Sowiecka.

Ponadto, Niemcy mają długie tradycje wspierania muzułmanów, w tym rzezi prowadzonych przez wyznawców tej religii, począwszy od ludobójstwa na Ormianach i Asyryjczykach; Hitler i cześć kierownictwa Trzeciej Rzeszy posunęła się nawet do zamiaru… islamizacji Niemiec. W tym szaleństwie jest metoda.



Interesy globalistów eurazjatyckich

Największym beneficjentem kryzysu imigracyjnego i islamizacji Europy jest jednak „Blok Eurazjatycki”, oparty na sojuszu Rosja Sowiecka-ChRL, przy bardziej aktywną rolę grają kremlowscy czekiści, natomiast ChRL stoi na uboczu, jedynie kibicując sowieckiemu sojusznikowi niejako z tylniego siedzenia.

Rosja Sowiecka już od dawna rozgrywa Europę i Zachód kartą ekstremizmu muzułmańskiego. W kontekście bieżącym (a także w krótko- i w długoterminowej perspektywie czasowej) rozgrywa ona konflikt pomiędzy: aktualnie rządzącymi elitami zachodnimi (zwłaszcza w Europie Zachodniej), globalistami, lewicą; tzw. „skrajną prawicą”, nacjonalistami i tradycjonalistami oraz muzułmanami.

Dla politycznego mainstreamu Zachodu oraz globalistów, wśród których od zawsze predominował zamiar ułożenia sobie dobrych stosunków z sowietami oraz „robienia z nimi interesów”, Moskwa jawi się jako gwarant utrzymania status quo oraz ważny sojusznik w walce z terroryzmem, fanatyzmem religijnym i ekstremizmem.

Wobec prawicy i nacjonalistów, biełyj Car’ Putin, pułkownik I Zarządu Głównego KGB i były d-ca FSB, pozycjonuje się jako katechon – obrońca chrześcijan bliskowschodnich oraz obrońca resztek cywilizacji Zachodu zarówno przed muzułmańską nawałą, jak i przed lewactwem i „marksistami kulturowymi” rządzącymi tymże Zachodem i prowadzącymi do jego zguby. Reżym czekistów już zbiera obfite żniwo tej „operacji aktywnej” – coraz więcej zachodnich (europejskich, ale i amerykańskich) konserwatystów, nacjonalistów i tradycjonalistów jest skłonna widzieć nie tylko sojusznika, ale i obrońcę wartości tradycyjnych w pułkowniku KGB i FSB, który przewodzi reżimowi o jawnie bolszewickiej, sowieckiej istocie. Na uwagę zasługują tutaj szczególnie ostatnie akcje dezinformacyjne: pierwsza, polegająca na puszczeniu w obieg sfabrykowanej informacji o nastoletniej Rosjance zgwałconej przez muzułmańskich „uchodźców”, którą rzekomo pomściło czterystu Rosjan. Druga – to „informacja” o Rosjanach przeciwstawiających się powtórce z rozrywki w Kolonii na terenie Rosji Sowieckiej, przez którą „uchodźcy” przedostają się do Finlandii i Norwegii (zapewne bez niczyjej pomocy płyną rozpadającymi się krypami w górę Wołgi…). Tego rodzaju publikacje mają za cel przedstawienie Rosjan/Sowietów jako bohaterów broniących siebie i Europy, w kontrze do spedalonych i ciotowatych Niemców, Francuzów czy pozostałych „zapadników”.

 Wobec islamu czekiści grają nie tylko obrońców „normalnego” islamu przed Al Kaidą czy IS, ale także przed zgniłym Zachodem, i tą rolę co rusz odgrywa ważny człowiek Putina – Ramzan Kadyrow.

Sowiecka interwencja w Syrii to operacja tyleż militarna, mająca cele strategiczne i operacyjne w klasycznym tych słów znaczeniu, co operacja dezinformacyjna, mająca za cel zbudowanie pozytywnego obrazu Rosji Sowieckiej, właśnie jako sojusznika w wojnie z apokaliptycznym Państwem Islamskim, zarówno aktualne elity Zachodu, jak i prawicowych czy lewicowych dysydentów. Narracja towarzysząca brzmi: zgniły zachód nie potrafi poradzić sobie z ISIS, USA wywołały na Bliskim Wschodzie chaos i również nie mają rozwiązań w walce z islamskim terroryzmem. Rosja ma zaś proste, radykalne, ale i skuteczne rozwiązanie problemu ISIS.

Drugim celem interwencji jest polaryzacja sceny strategicznej w Syrii tak, by pozostali na niej tylko rzeźnik Assad, walczący o niepodległość Kurdowie, niejako zmuszeni do kooperacji z Assadem i sowietami i rzeźnicy z Państwa Islamskiego. Trzecim zaś jest ponowne opanowanie Bliskiego Wschodu i położenie łapy na tamtejszych zasobach ropy naftowej.





Bardzo ważne są tutaj enuncjacje medialne o tym, że do sowieckiej interwencji w Syrii włączyła się Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza. Informacje te okazały się fałszywe (chociaż prawdopodobne jest, że ramię w ramię z funkcjonariuszami FSB są w Syrii również chrlowscy „doradcy”), ale być może były one propagandą szeptaną, mającą wykazać, że Pekin w pełni popiera działania Moskwy, pomimo nieudzielania wsparcia militarnego. ChRL nadal oficjalnie popiera działania wojenne Rosji Sowieckiej, gdyż interwencja jest we wspólnym, globalnym interesie zarówno Moskwy, jak i Pekinu.

Poza tym, należy pamiętać – w kontekście omawianej tutaj kwestii – o tym, że zarówno globaliści zachodni, zachodnia lewica i neomarksiści, a także elity niemieckie od wielu lat zinfiltrowani są przez komunistów i sowiecką agenturę wpływu. Tak samo, jak islamiści. ZSRS wspierał świeckich terrorystów arabskich, natomiast Federacja Rosyjska, kontynuacja sowietów – wspierała i nadal wspiera nie tylko Assada, ale i islamskich ekstremistów religijnych, na czele z Al Kaidą i afgańskimi Talibami. Państwo Islamskie wprost nasycone jest funkcjonariuszami irackiej, saddamowskiej bezpieki, szkolonymi w ZSRS i NRD oraz agentami FSB i GRU infiltrującymi kaukaski ruch oporu. Ideologia samozwańczego Kalifatu jest zaś w równym stopniu muzułmańska, co bolszewicka.[3]



Sterowany przez muzułmańskich przywódców i wspierany przez cześć elit zachodnich proces napływu muzułmanów prędzej czy później przekształci się w powstanie muzułmańskie i wojnę domową w krajach Europy Zachodniej. Elity europejskie, zwłaszcza niemieckie, niezależnie od barw politycznych, zwrócą się o pomoc na Kreml i Łubiankę. Rosja Sowiecka przyjmie rolę wyzwoliciela Europy i Zachodu przed islamskim zagrożeniem, tak samo, jak ZSRS podczas drugiej wojny światowej. Elity europejskie przyjmą – ochoczo bądź z przymusu – dyktat czekistów. Komunistyczne Chiny będą zapewne grały drugoplanową rolę rozjemcy, obrońcy pokoju i wesprą Rosję Sowiecką. Będzie to kolejny, być może ostateczny krok w budowie eurazjatyckiej osi Europa-Rosja Sowiecka-ChRL. Jak w zmienionej sytuacji geostrategicznej zachowa się USA? Ostateczne utworzenie „Bloku Kontynentu” oznaczałaby – jak stwierdził jakiś czas temu Józef Darski – „koniec USA”.[4]