W
ostatnim czasie różni komentatorzy medialni, politolodzy oraz
politycy bardzo dużo mówią o konserwatywnym zwrocie w polityce
Kremla. Ocena tego zjawiska zależy w dużej mierze od tego, po
której stronie światopoglądowej i politycznej barykady znajduje
się komentujący. Lewica oraz demoliberalni idealiści patrzą na
ten proces z ogromną obawą o zdobycze oświecenia, takie jak
totalna demokracja, liberalizm, sekularyzm czy też ideologia praw
człowieka. Putin (i otaczająca go czekistowska elita) jest dla
demoliberałów i lewicowców uosobieniem mitycznego faszyzmu i
nacjonalizmu, a także wstecznictwa i reakcji, które obecnie
zagrażają nowemu wspaniałemu demoliberalnemu światu.
Z
drugiej strony obserwujemy coraz większą ilość prawicowców,
konserwatystów, nacjonalistów i tradycjonalistów, którzy w
pułkowniku KGB i FSB Putinie widzą "ostatnią nadzieję
białych" - jedyną szansę obrony tradycyjnej cywilizacji
zachodniej w walce z demoliberalizmem, lewactwem, tzw. "cywilizacją
śmierci", globalizmem i rosnącą wszechwładzą banków i
megakorporacji, Unią Europejską i innmi ponadnarodowymi tworami, a
także z wojującym islamem i bastardyzacją Starego Kontynentu. W
narracji wielu prawicowców, konserwatystów i nacjonalistów doszło
wręcz na przestrzeni ostatnich kilku lat do niejakiego "odwrócenia
biegunów"; nawet, jeśli przyznają oni słusznie, że komunizm
nie upadł, to za jego współczesne centrum są skłonni widzieć
Brukselę, a nawet Waszyngton, nie zaś Moskwę i Pekin. Popularne
wśród obu stron jest twierdzenie, iż stara, reakcyjna Rosja
"przemogła" bolszewickie sowiety.
Demoliberalny
mainstream nie chce przy tym zrozumieć, że obecne "zagrożenie
ze wschodu" jest efektem ich własnej, trwającej przez
dziesięciolecia polityki appeasmentu wobec ZSRS i Federacji
Rosyjskiej, "robienia interesu" z Moskwą oraz polityki
appeasmentu w obliczu agresywnej polityki Kremla, a także
tolerowania zastępów agentury KGB, GRU, FSB i SWR.
Prawica
nie widzi zaś tego, że reżym czekisty Putina stanowi uosobienie
ich własnych obaw i lęków, które projektowane są wobec
demoliberalizmu. Konserwatyści nie chcą widzieć tego, że w
Federacji Rosyjskiej morduje się najwięcej nienarodzonych dzieci
(drugie miejsce w światowych rankingach po komunistycznych Chinach),
wśród elit szerzy się sodomia i pedofilia, a prawosławne
odrodzenie (pod patronatem oficerów KGB przebranych w szaty
liturgiczne) ma charakter wioski potiomkinowskiej. Prawica i
nacjonaliści chcący widzieć w Putinie obrońcę Europy przed
wojującym islamem nie zauważają tego, że największym mecenasem
rosyjskiego islamu i pierwszym budowniczym meczetów jest sam tow.
płk Putin, że główne ulice w Moskwie zamykane są dla ruchu w
porach namazu, ani tego, że takie republiki jak Czeczenia pod wodzą
człowieka Putina - Kadyrowa czy Tatarstan to właściwie
koncesjonowane przez Kreml islamskie emiraty.
Prawicowy
NEP Putina
Ale
ani jedna, ani druga strona nie zauważa również dwóch o wiele
bardziej istotnych rzeczy.
Po
pierwsze - tego, że padają ofiarą zakrojonej na szeroką skalę i
najprawdopodobniej długofalowej, rozciągniętej na co najmniej
dekadę, operacji dezinformacyjnej. Operacji, w której sowieciarz i
pułkownik KGB celowo pozycjonuje się na nowego "białego cara"
i "prawosławnego dżihadystę", by użyć określenia
autorstwa Andrieja Piontkowskiego.
Częścią składową tej operacji
jest oczywiście aktywne wspieranie przez putinowski, czekistowski
reżym sił przeciwnych wobec obecnego zachodniego demoliberalnego
establishmentu. Moskwa wspiera ideologicznie oraz logistycznie takie
partie, jak m. in. ANEL (konserwatyści), "Złota Jutrzenka"
(neonaziści), KKE (komuniści) i Syriza (lewacy) w Grecji; Front
Narodowy Marine Le Pen oraz ruch oparty o osobę Francois Fillona we
Francji; neonazistowską NPD, narodowo-konserwatywną AfD i
neokomunistyczną Die Linke w Niemczech; eurosceptyczną UKIP i
nacjonalistyczną BNP w Wielkiej Brytanii. Kreml wspiera również
partie narodowo-separatystyczne w krajach zachodnich. Na osobne
omówienie zasługuje casus prób dotarcia przez agenturę wpływu do
nowego prezydenta USA, Donalda Trumpa, a także polskiej prawicy i
neoendecji.
Po
drugie, najważniejsze - żadna ze stron nie rozumie tego, co
kluczowe, a mianowicie faktu, iż Federacja Rosyjska stanowi
kontynuację Związku Sowieckiego. Tym samym, system Putina jest po
prostu współczesną mutacją bolszewizmu. Bolszewizm/komunizm
redukowany jest do marksistowskiej ideologii, podczas gdy faktycznie
jest on metodą zdobycia, sprawowania i utrzymania totalitarnej
władzy, w której ideologia jest tylko (i aż) instrumentem służącym
trzymaniu w ryzach kadr, propagandzie, dezinformacji i socjotechnice,
który może być modyfikowany i zmieniany w zależności od
"mądrości etapu", czyli aktualnych interesów układu
rządzącego. Putin i jego polityczne otoczenie to
bolszewicy-czekiści, wywodzący się z sowieckich specsłużb,
których - zdaniem Jurija Bezmienowa - 85% działalności stanowiły
tzw. "działania aktywne": wojna informacyjna,
socjotechnika, sterowanie i manewrowanie społeczne oraz dywersja
ideologiczna.
Problem
ten przedstawił bardzo obrazowo, nie w politologicznej analizie, a w
powieści „Punkt Lagrange’a” Jacek Szczyrba. Znajduje się w
niej scena werbunku polskiego, prawicującego doktora Spychowskiego
przez sowieckiego nielegała posługującego się pseudonimem
operacyjnym „Vadim”, pracującego najpierw dla PGU KGB, a później
FSB albo SWR. Vadim właściwie jednym zdaniem tłumaczy
Spychowskiemu istotę sowieckiej władzy i dezinformacji:
„A tak w ogóle, to kim ty właściwie jesteś z przekonania? Komunistą z twoim cynizmem chyba nigdy nie byłeś, przynaj się.
- Ech, doktorze, ja komunistą? Zresztą, co właściwie masz na myśli, mówiąc o komunizmie? Czym według ciebie jest komunizm? Ja sam mam poważny problem ze zdefiniowaniem tego tworu, chociaż, że tak powiem, robię w branży. Ideologie są niezbędne, żeby utrzymać kontrolę nad masami, ale pod żadnym pozorem nie wolno w nie wierzyć. To jak z narkotykami. Żaden liczący się handlarz sam się nie szprycuje. Komunizm, trockizm, maoizm, to tylko narzędzia, służące do utrzymania się przy władzy. Jeśli zmienia się sytuacja, należy zmienić narzędzie. (…) Świat się zmienia, trzeba z żywymi naprzód iść. Dziś już nie namawiamy do walki klas, nie walczymy z kapitalistami. Dziś sami nimi się staliśmy, bo taki był nakaz chwili, taka nastąpiła konieczność dziejowa. Trzeba być elastycznym i dopasować się do zmieniających się mód. A najlepiej, (…) owe mody tworzyć.”
A
z uwględnieniem bieżącej sytuacji uczynił to w ostatnim wpisie
Aleksander Ścios:
„Celem Putina nie jest bowiem „silna Rosja”, „obrona narodu” czy „wartości chrześcijańskich” – lecz władza, rozbój i panowanie nad światem kolejnej watahy komunistycznej. Wszelkie „idee narodowe”, głoszone przez kremlowskiego despotę, jego odwołania do religii i „chrześcijańskich wartości”, mają taką samą wartość, jak „teoria marksistowska” Trockiego i jego kompartii i są zaledwie narzędziem w rękach bandytów i dewiantów. Były przydatne, więc zostały zastosowane. Gdy skończył się czas ich przydatności, odrzucono je i sięgnięto po nowe. Putin będzie więc socjalistą dla zaczadzonych socjalizmem i narodowcem, dla wyznawców idei narodowych. Stanie się gorliwym chrześcijaninem, gdy przyjdzie mu oszukać chrześcijan i pierwszy sięgnie po symbole wolnomularstwa, gdy sprzymierzy się z masonami. Dla Żydów założy jarmułkę, a muzułmanom zbuduje meczet.
Nie ma takich idei, doktryn i religii, których „prawdziwy czekista” nie byłby w stanie wyznawać. Odradzanie komunizmu pod różnymi nazwami i w różnych mutacjach dowodzi, że jest on istotnie "nieśmiertelny" - w tym sensie, że wykorzystując rozmaite idee i pasożytując na zdobyczach myśli ludzkiej, dąży do zaspokojenia najbardziej zbrodniczych skłonności i pragnień. Ta dostosowawcza umiejętność mimikry, właściwa w świecie przyrody dla niektórych drapieżników i organizmów prymitywnych, jest często jedynym warunkiem przetrwania i staje się konieczna w grupie, odwołującej się do atawistycznych dążeń. Na tej zdolności polega istota komunistycznego zafałszowania i dynamika zbrodniczej sukcesji.”
Popieriestrojkowy
neobolszewizm do perfekcji opanował ową dostosowawczą umiejętność
mimikry, ewolucyjnej zdolności dopasowywania się do zmiennych
realiów oraz kreowania symulakr. Jelcyn przedstawiał się jako
niezbyt udaczny "rosyjski demokrata", cały czas znajdujący
się pod wpływem wysokoprocentowych alkoholi. Putin zaś - jako
"silny człowiek", który po "wielkiej smucie"
przywróci porządek i mocarstwową potęgę Federacji Rosyjskiej;
najpierw jako całkowicie bezideowy technokrata, obecnie zaś jako
obrońca tradycyjnej cywilizacji. Sowieciarzom nie są obce nawet
najbardziej zaskakujące wolty ideologiczne. W okresie rewolucji
bolszewickiej rozbudzano dążenia narodowe np. Ukraińców i
Białorusinów (byleby służyły interesom sowieckim), w ramach
NEP-u przeprowadzono operacje, w których władza sowiecka pozyskała
wielu antykomunistów walczących wcześniej po stronie "Białych",
pozycjonując się jako spadkobierca starej, imperialnej Rosji.
Przykładów można mnożyć, aż po czas transformacji ustrojowej,
podczas której specsłużby ZSRS i demoludów wykorzystały ruchy
opozycyjne, deklaratywnie antykomunistyczne i jako takie powszechnie
postrzegane, do przeprowadzenia i uwiarygodnienia tejże
transformacji. A jeśli marksizm, powszechna własność środków
produkcji, chłopskie komuny ludowe, demokracja i konwergencja są
pasee, to czemu nie sięgnąć
po russkij mir, albo
narodowe i konserwatywne odrodzenie?
Wojna
ideologiczna
Przez
okres od powstania sowietów aż do transformacji i sfingowanego
rozpadu, ZSRS posługiwał się lewicowymi intelektualistami,
lewakami, pacyfistami itp. w celu rozłożenia i zniszczenia
społeczeństw Zachodu. Strategię i taktykę wojny informacyjnej
opisał uciekinier z KGB Jurij Bemienow w swoich licznych
wystąpieniach (m.in. dla John Birch Institute). Sowiecka subwersja
ideologiczna dzieli się na następujące fazy: demoralizacji,
destabilizacji, kryzysu i normalizacji.
Sięgnijmy
jeszcze raz do powieści Szczyrby, w której równie dobrze
zilustrowano ten proces:
„Tak, doktorze - ciągnął Vadim - zdążyliśmy wykonać naszą dywersję, zanim zeszliśmy ze sceny. Czy można to nazwać porażką? Są różne metody pokonania przeciwnika. Można tego dokonać na drodze konfrontacji militarnej, używając czołgów, łodzi podwodnych i międzykontynentalnych pocisków, ale szczytem sztuki wojennej jest zwycięstwo w ogóle bez walki. Najlepiej sprawić, żeby przeciwnik sam się rozbroił, żeby przestało mu zależeć na własnym państwie, języku, tradycji, historii. Żeby w ogóle było mu wszystko jedno. Pozbawić go jakichkolwiek ideałów, wszystko, w co kiedykolwiek wierzył obrócić w gówno, przekonać go, że "ojczyzna" to pusty, pozbawiony znaczenia dźwięk, że patriotyzm, to najbardziej kompromitująca postawa, jaką można sobie wyobrazić. Nie ma absolutu, wszystko jest względne, prawda jest jak dupa, każdy ma własną. Zastąpić prawdziwe instytucje państwowe sztucznymi tworami, naturalne relacje międzyludzkie zbiurokratyzowanymi organizacjami regulującymi komunikację wewnątrz społeczeństwa. Zamiast naturalnych kontaktów, ingerencja pracowników socjalnych, zamiast prawdziwej nauki, pseudonauka. Do diabła z matematyką i historią na uniwersytetach! Patrzcie, głąby, teraz studiujcie kult ziemi i własną seksualność. Gender! To jest przyszłość! Wierzysz w coś - nie wierz! Jesteś czegoś pewien - nie bądź! Ufasz państwu - nie ufaj! Podważyć każdy dogmat, zachwiać każdą prawdą, zniszczyć relacje społeczne, znaleźć najohydniejszych dewiantów i zrobić z nich wzorce do naśladowania! Zdeprawować i zgwałcić dusze! Wywołać procesy gnilne w zdrowych tkankach społecznych, niech gangrena zacznie zjadać powoli ich umysły. (...) Tak się dziś prowadzi wojnę. I tylko my jesteśmy w tym mistrzami, konkurencji brak!”
Od
lat 60. XX wieku byliśmy świadkami już samoczynnego
rozprzestrzeniania się komunistycznej gangreny w umysłach
intelektualistów, polityków, artystów, celebrytów, a nawet
przedstawicieli stanu duchownego. Różne środowiska komunistyczne i
prosowieckie opanowały w mniejszym lub większym stopniu systemy
polityczne USA i krajów Europy Zachodniejna drodze gramszystowskiego
"marszu przez instytucje". Współczesne realia w wielu
krajach zachodu to wszechobecna polityczna poprawność, prawna
dopuszczalność aborcji, w niektórych krajach eutanazji, coraz
częściej traktowanych jako "prawa człowieka" i coraz
częściej motywowanych względami stricte eugenicznymi, promocja
zboczeń seksualnych (także postulaty legalizacji pedofilii i
zoofilii), agresywna sekularyzacja i dechrystianizacja, przy
jednoczesnej tolerancji np. salafitów.
W
ciągu niemal trzech dekad od pozorowanego upadku komunizmu i rozpadu
ZSRS, największe mocarstwa świata zachodniego dobrowolnie rozbroiły
się do takiego stopnia, że obecnie mogą paść ofiarą ataku bądź
co bądź zacofanych technologicznie Rosji Sowieckiej, ChRL, ale i
znacznie od nich słabszych wrogich państw czy grup pozapaństwowych,
terrorystycznych.
Zachodnie
idee kapitalizmu, wolnego rynku oraz welfare state stały się
własnymi karykaturami. Multikorporacje zachodnie coraz bardziej
przypominają coś w rodzaju prywatnych kołchozów, prywatnych
państw socjalistycznych, w których metodą zarządzania jest
inżynieria społeczna, łudząco podobna do
marksistowsko-bolszewickiej. To samo dzieje się na różnych
płaszczyznach polityki socjalnej. Wykształciła się - jak opisuje
to w "Nowym Obywatelu" dr hab. Jarosław Tomasiewicz - nowa
polityczna konstelacja, łącząca lewackich intelektualistów oraz
wielki kapitał, których wspólnym interesem jest stworzenie
posłusznego im, nowego człowieka:
„(...) goszyści odnaleźli swe miejsce w Systemie. Status „Opozycji Jego Królewskiej Mości” okazał się całkiem wygodny. Większość lewicy mogła się grzać w słoneczku późnego kapitalizmu, pławić się w przychylności mediów, korzystać z grantów i dotacji, w razie potrzeby sięgać nawet po karzącą rękę burżuazyjnej sprawiedliwości w walce z przeciwnikami ideologicznymi6. W rezultacie „lewica” zrosła się z establishmentem tysięcznymi nićmi powiązań towarzyskich, ideowych, instytucjonalnych, finansowych. Żyje w symbiozie z wysokorozwiniętym kapitalizmem, nie wyobraża już sobie życia poza Systemem.”
Nawiasem,
wielki zachodni kapitał w bardzo wielu przypadkach karmił czerwone
dwugłowe
orły i czerwone smoki.
Unia
Europejska, ze wspólnoty suwerennych państw i narodów, staje się
centralistycznym superpaństwem i wehikułem politycznych interesów
ponadnarodowych, demoliberalno-lewicowych elit, Niemiec chcących
zrekonstruować Rzeszę i last but not least, kremlowskich
sowieciarzy.
Polityka
imigracyjna krajów europejskich, nie tylko w ostatnich latach, ale
na przestrzeni czterech ostatnich dekad doprowadziła do tego, że na
Starym Kontynencie istnieją obszary będące de facto samodzielnymi
islamskimi wilajatami, nad którymi władze Belgii, Francji, Niemiec
czy Wielkiej Brytanii nie mają właściwie władzy, i do których
policja nie wjedzie w sile mniejszej niż kolumna bojowych wozów
piechoty. Tzw. "kryzys migracyjny" oraz zamachy, które w
ostatnich dwóch latach miały miejsce w krajach europejskich są
zapowiedzią niechybnej regularnej wojny, jaka niebawem, według
ekspertów w przeciągu 5-10 lat, wybuchnie we Francji, Niemczech,
Holandii, Belgii pomiędzy ludnością autochtoniczną a wyznawcami
Allaha.
System
demoliberalny, a może już demobolszewicki, który rozwinął się
przy wsparciu sowieckiej agentury, nie będzie w stanie przetrwać
wywołanego przez siebie kryzysu bez użycia przemocy na masową
skalę. A do tego nie jest zdolna globalistyczna, lewacko-totalitarna
biurokracja rządząca tym systemem: po pierwsze nie ma środków, po
drugie wydaje się być ograniczona liberalną ideologią, po
trzecie, jest na to za słaba psychicznie. Już fizjonomika mówi, że
Merkel, Verhovstadt, Timmermans, Hollande czy Tusk niewiele mają
wspólnego czy to z Leninem, czy to z Putinem. Może poza
zakulisowymi powiązaniami agenturalnymi...
Demoliberalizm-demobolszewizm
upada za sprawą sprzeczności, które wbudowane są w jego
konstrukcję, budząc przy tym coraz bardziej powszechny sprzeciw
ludzi. Stąd przede wszystkim popularność ruchów
antyestablishmentowych, zarówno tych określanych mniej lub bardziej
trafnie jako prawicowych, konserwatywnych i nacjonalistycznych, jak i
lewicowych.
Jakie
wobec tego ruchy przedsięwzięto na Kremlu? Po pierwsze, kontynuować
politykę ekspansji poprzez dotychczasowe relacje dyplomatyczne,
biznesowe i agenturalne, dalej wspierając elity mainstreamu robiące
wielkie interesy z sowieciarzemi. Po drugie, zbierać rosnący
procent od inwestycji, jaką było wspieranie lewackich tendencji
rozkładowych. Po trzecie, wesprzeć agresywny proletariat
zewnętrzny, zwłaszcza radykalny islam. Po czwarte, pozyskać do
swoich działań ludzi i ruchy, które sprzeciwiają się wyżej
wymienionym - w tym wymiarze jest to operacja "zajęcia
przestrzeni".
