2014-03-24

Geopolityczne przebiegunowanie (2)



Na eurazjatyckiej osi

19 października 2013 roku Moskwa była gospodarzem szczytu BRICS, w którym wzięli udział przywódcy ChRL, Rosji Sowieckiej, Indii, Brazylii i Republiki Południowej Afryki. Wcześniej, na szczycie państw grupy G-20, miały miejsce rozmowy pomiędzy przywódcami państw tego nieformalnego bloku, a główni rozgrywający, czyli Moskwa i Pekin przyjęły wspólne stanowiska w kwestiach polityki międzynarodowej (w szczególności – w sprawie Syrii). Poza tym przywódcy państw BRICS porozumieli się w sprawie utworzenia wspólnego funduszu stabilizacyjnego z kapitałem o wysokości 100 mld USD. Nie tylko członkowie BRICS, ale także kraje uznawane powszechnie za część tzw. „wolnego świata” – w szczególności Niemcy – przyjęły stanowisko zgodne z interesami Moskwy i Pekinu. W ramach BRICS planuje się również stworzenie czegoś w rodzaju wewnętrznego internetu, oficjalnie celem ochrony przed szpiegostwem ze strony amerykańskiej NSA. Wiadomo skądinąd, że dwa główne kraje, czyli komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka już od dawna wdrażają program kontroli (w tym cenzury) nad tym medium, przy czym czekiści kremlowscy czerpią wzorce od bardziej zaawansowanych pod tym względem towarzyszy z Pekinu.

W dniach 21 – 23 października 2013 roku miała miejsce wizyta premiera Dmitrija Miedwiediewa w Chinach, podczas której Miedwiediew spotkał się ze swoim chińskim odpowiednikiem, Li Keqiangiem. W trakcie wizyty podpisano dwadzieścia dokumentów, które zacieśniają i cementują sojusz Moskwa-Pekin. Jedne z najważniejszych to porozumienie Rosniefti z SinoPec i CNPC. Rosnieft’ i SinoPec porozumiały się w sprawie dostawy 10 mln ton ropy naftowej przez okres 10 lat, natomiast Rosnieft’ i CNPC porozumiały się w sprawie planu uruchomienia rafinerii w Tianjin i przyszłych dostaw ropy naftowej do tego obiektu. Memorandum pomiędzy sowieckimi i chrlowskimi spółkami przewiduje zwiększenie współpracy przy poszukiwaniu oraz wydobyciu surowców na Syberii, Dalekim Wschodzie i w Arktyce. Oznacza to wpuszczenie na te tereny korporacji chińskich, nie jest to jednak oznaka chińskiej kolonizacji Syberii. Oba państwa prowadzą gospodarkę surowcową, która jest też instrumentem ich podbojów. Sowieciarze mają przestarzałą infrastrukturę wydobywczą, którą mogą zmodernizować Chińczycy w ramach spółek joint-venture. ChRL natomiast pilnie potrzebuje zaplecza stabilnego dostawcy, źródła i trasy transferowej surowców. Z perspektywy sowieckiej, w dłuższej perspektywie chińska obecność na Syberii wzmocni zdolność Moskwy do prowadzenia ekspansji ekonomicznej. Stosunki gospodarcze pomiędzy Moskwą i Pekinem są niejako odbiciem szerszych relacji politycznych. Jeśli Rosja Sowiecka i ChRL chcą prowadzić politykę neoimperialną, skazane są na współpracę na wszystkich poziomach, również w zakresie polityki gospodarczej.

Podczas wizyty Miedwiediewa zadecydowano także o wzajemnym zwiększeniu poziomu inwestycji oraz współpracy gospodarczej, zarówno na poziomie wielkich, jak i mniejszych przedsiębiorstw i biznesu prywatnego. Przyjęto również memorandum o współpracy pomiędzy resortami oświaty, pomiędzy uczelniami wyższymi, organizacji wspólnej wystawy Expo, wzajemnym uznaniu kontroli granicznej towarów oraz współpracy pomiędzy służbami granicznymi obu krajów (nawiasem, w obu krajach służby graniczne po prostu wchodzą w skład bezpieki) i inne porozumienia. Zapewniono również (nie tylko na poziomie szefów rządów, ale też na niższych szczeblach) o wzajemnej współpracy w zakresie rozwoju i transferu nowych technologii. W tym, w dziedzinie nowoczesnych technologii informatycznych, które w Rosji Sowieckiej i czerwonych Chinach wprzęgnięte są w aparat bezpieki oraz szpiegostwo i cyberwojnę. Miedwiediew – akurat nie bez racji – kwituje, że poziom współpracy pomiędzy Moskwą a Pekinem jest najwyższy w historii. Przypomnieć należy, że współpraca wojskowo-technologiczna pomiędzy ChRL a Federacją Rosyjską trwa już od ponad dwudziestu lat. Niedawne ustalenia pomiędzy głowami państw i innymi oficjelami obu państw to jedynie kontynuacja tej polityki.

Aktualnie oba państwa współpracują m. in. nad tworzeniem samolotu wielozadaniowego J-20 na wyposażeniu armii chińskiej oraz nad sowieckim bombowcem strategicznym Tupolew PAK-DA, trwa też transfer technologii wojskowych starszych generacji, niż wymienione tutaj konstrukcje prototypowe samolotów. Podobnie sprawy mają się w przypadku produkcji okrętów podwodnych: sowiecki przemysł zbrojeniowy opracowuje m.in okręt klasy. „Kalina”, mający zastępować okręty klasy „Kilo”, które z kolei są modernizowane. Cały czas trwa również współpraca Moskwy i Pekinu także w tej dziedzinie - Rosja Sowiecka od lat przekazuje ChRL zarówno okręty podwodne, jak i technologie niezbędne do ich konstrukcji, a w najbliższym czasie Moskwa przewiduje zwiększenie współpracy wojskowej i technologicznej z Pekinem, także w zakresie technologii produkcji okrętów podwodnych.

W dniach 25 – 28 listopada miała miejsce wizyta premiera ChRL Li Keqianga w Bukareszcie, gdzie spotkał się on z premierami państw Europy Środkowej i Wschodniej. - wzmocnienie współpracy ChRL z krajami regionu na poziomie gospodarki, inwestycji (między innymi w dziedzinie inwestycji w infrastrukturę transportową), relacji handlowych oraz współpracy kulturalnej.

Wcześniej, 21 listopada spotkał się z przywódcami Unii Europejskiej – przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem van Rompuy’em oraz przewodniczącym Komisji Europejskiej, Jose Manuelem Barroso. Przywódcy ChRL i UE dyskutowali o zwiększeniu współpracy pomiędzy Unią Europejską a komunistycznymi Chinami, uzgadniając m.in. oficjalny start negocjacji inwestycyjnych, a także rozważając możliwość utworzenia strefy wolnego handlu pomiędzy UE a ChRL. Jeśli już mowa o relacjach w trójkącie Bruksela-Moskwa-Pekin, nie wolno pominąć kierunków polityki zagranicznej Niemiec. Kraj ten stanął w jednym froncie z Rosją Sowiecką i ChRL nie tylko w sprawie ewentualnej interwencji w Syrii, ale także w sprawie budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej.

29 listopada 2013 w stolicy Uzbekistanu Taszkiencie, odbyła się XII Konferencja Szefów Rządów Państw Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Była ona właściwie powtórzeniem tego, co poruszano na dotychczasowych, a zwłaszcza niedawnych spotkaniach w ramach Układu Szanghajskiego na innych szczeblach i przez inne organy SCO. Podczas XII Konferencji Premierów SCO zobowiązano się między innymi do zacieśnienia współpracy ekonomicznej (zwłaszcza w obliczu kryzysu światowego) także do poziomu relacji biznesowych pomiędzy podmiotami i sektorami pozapaństwowymi. W tym kontekście podkreślano konieczność oraz dążenia do utworzenia instrumentów, które stworzyłyby wspólną przestrzeń ekonomiczną oraz finansową w ramach SCO. Zobowiązano się też do zacieśniania współpracy w zakresie transportu, współpracy służb celnych, współpracy w dziedzinie rolnictwa, polityki zdrowotnej, społecznej i kulturalnej oraz reagowania kryzysowego. Podczas tej konferencji doszło też do spotkania premierów Miedwiediewa i Li, którzy potwierdzili i zdecydowali się na kontynuację tego, co było ustalone na wcześniejszych dwustronnych rozmowach i spotkaniach na innych szczeblach, głównie jeżeli chodzi o współpracę w dziedzinie energetyki oraz transportu. Miedwiediew i Li zapewnili również o znaczeniu i ważności SCO dla sino-sowieckiego sojuszu.

Przyjęto też sześciopunktowy plan autorstwa Li Keqianga, którego celem jest wzmocnienie Szanghajskiej Organizacji Współpracy, oficjalnie określany przez chrlowskie władze jako „budowa wzmocnionej wersji SCO”. Propozycja premiera ChRL mówi o zacieśnianiu współpracy w ramach SCO głównie w obszarach bezpieczeństwa, współpracy gospodarczej, ochrony środowiska oraz dalszej integracji politycznej w ramach organizacji, w tym o kwestiach zatwierdzonych później przez pozostałych premierów SCO.

Do maja 2014 roku ma również zostać zawarty kontrakt Gazpromu z Chinami, póki co trwają targi co do wysokości dostaw gazu do ChRL i wartość tego kontraktu.

Strategia i taktyka Moskwy i Pekinu

Federacja Rosyjska i ChRL konsekwentnie wzmacniają strategiczny sojusz, a jednocześnie prowadzą - niestety ze skutkiem pozytywnym - budowę „nowego” bloku komunistycznego i faktycznej „osi zła”, realizując (omawiane tutaj nieraz) koncepcje geopolityczne i geostrategiczne autorstwa Aleksandra Dugina czy Siergieja Karaganowa, określane mianem „Bloku Eurazji” czy też „Świata wielobiegunowego”. „Blok Eurazjatycki” jest de facto globalną siecią sojuszy i powiązań, której centrum jest oś Moskwa-Pekin, a formami organizacyjnymi m.in. z SCO (organizacja polityczno-wojskowa), BRICS (segment gospodarczy omawianej formacji strategicznej), różne nieformalne platformy współpracy (wspieranie tzw. „państw bandyckich”, nawiązywanie współpracy z członkami antagonistycznych bloków), współpraca bilateralna w ramach G-20 i ONZ (Rada Bezpieczeństwa, Zgromadzenie Ogólne, a od niedawna Rada Praw Człowieka). Celem istnienia tego układu jest wspólna realizacja mocarstwowych interesów Pekinu i Moskwy na poziomie regionalnym (dominacja w Eurazji) oraz na poziomie światowym. W tym kontekście, sowieckie i chińskie koncepcje oraz doktryny geopolityczne, straszenie użyciem siły czy też lokalna, ale coraz bardziej śmiała realizacja tych gróźb (obecnie - wojna domowa w Syrii oraz pacyfikacja Ukrainy i aneksja Krymu)  zdaje się być formułowaniem propozycji „nie do odrzucenia”, kierowaną wobec państw zachodnich.

W ramy eurazjatyckiego projektu geopolitycznego wpisuje się też oczywiście moskiewska polityka reintegracji przestrzeni sowieckiej. Po tak zwanym „rozpadzie” ZSRS i sfingowanym upadku komunizmu, praktycznie w każdym z krajów „byłego” imperium sowieckiego zachowane zostały wpływy przetransformowanych elit komunistycznych oraz więzi łączące je z centralą w Moskwie. Od roku 2008 (inwazja sowiecka na Gruzję) obserwujemy właśnie proces tworzenia neo-sowieckiej strefy wpływów. Polega on na wzmacnianiu roli organizacji polityczno-wojskowych, takich jak ODKB oraz próbach utworzenia Unii Eurazjatyckiej oraz na instalowaniu w poszczególnych krajach otwarcie promoskiewskich rządów, które z kolei na poziomie wewnętrznym zaostrzają czekistowski reżym.

Wymienione wyżej rozmowy przywódców chrlowskich z unijnymi oraz wsparcie Niemiec dla Moskwy w sprawie Syrii, Ukrainy czy też amerykańskiej tarczy antyrakietowej świadczą o tym, że polityka sojuszu z Moskwą (ale i z jej sojusznikiem - Pekinem), a tym samym dalsze podkopywanie jedności euroatlantyckiej należy traktować jako tendencje trwałe. Ponadto, wszystkie strony robią przymiarki do stworzenia zunifikowanej, euroazjatyckiej przestrzeni strategicznej, składającej się z Federacji Rosyjskiej (plus zwasalizowana „bliska zagranica”), ChRL (wraz z sojusznikami, takimi jak Myanmar czy Pakistan), oraz Unii Europejskiej, a obejmującej współpracę na poziomie politycznym, gospodarczym (pan-eurazjatycki wspólny rynek?) i wojskowym.

Jak z kolei wygląda taktyka konfrontacji „Bloku Kontynentu” z Zachodem? Czy Zachód - i bardziej ogólnie, otocznie międzynarodowe - ma wobec tego jakąś kontrstrategię? Znamienne w omawianym kontekście jest to, iż w zeszłorocznym rankingu najbardziej wpływowych ludzi świata magazynu „Forbes”, pierwsze miejsce zajął Władimir Putin. Drugie zajął Barack Obama, natomiast trzecie – przewodniczący ChRL, Xi Jinping. Można powiedzieć, że ranking ten oddaje aktualny stan, o ile też weźmie się poprawkę na fakt sino-sowieckiej współpracy. I podczas gdy Rosja Sowiecka i Chiny wspólnie, niejako z rozpisanymi rolami i konsekwentnie realizują swoją mocarstwową i ekspansywną politykę, skrywaną pod hasłami „świata wielobiegunowego”, USA równie skutecznie wycofują się z roli pogardliwie określanej przez użytecznych idiotów ponad podziałami, jako „światowy żandarm”. Działania Moskwy i Pekinu, są zatem niejako skrojone do kondycji politycznej i cywilizacyjnej państw zachodnich, której efektem jest predominacja mentalności kunktatorskiej i sklepikarskiej, owocująca dążeniem do porozumienia z bolszewikami nawet w sytuacji potencjalnego i realnego, fizycznego zagrożenia.

Sytuacja w takich rejonach jak Bliski Wschód, Daleki Wschód i Basen Pacyfiku Zachodniego czy wreszcie Europie Środkowo-Wschodniej jest odbiciem relacji pomiędzy Waszyngtonem a osią Moskwa-Pekin. We wszystkich tych regionach i przypadkach, w mniejszym bądź większym natężeniu, Moskwa i Pekin zastosowały kilka rodzajów chwytów. Pierwszym z nich jest tworzenie problemów celem ich późniejszego, rzekomo wspólnego i w dobrej wierze, rozwiązania razem z wrażym Zapadem, licytując się na propozycje bardziej atrakcyjne od amerykańskiego imperializmu (przykład Syrii), albo doprowadzając do obłaskawiania zagrożenia (porozumienie w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Pekin i Moskwa wszędzie stosują typową taktykę „walki i porozumienia”. Na przykład, na dalekim Wschodzie, komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka urządzają wspólne manewry „Morskie Współdziałanie”, oficjalnie i ostentacyjnie skierowane przeciwko Japonii, Tajwanowi czy też Filipinom, być może i Indonezji. Następnie proponują państwom tego regionu stworzenie systemu bezpieczeństwa, rzekomo bardziej atrakcyjny niż propozycje amerykańskie, w którym inicjatorami i głównymi rozgrywającymi mają być… Pekin i Moskwa.

Zachód nie interweniował w Syrii w dużej mierze dlatego, że po pierwsze nie wierzy już we własną misję cywilizacyjną (jakakolwiek by ona nie była), a po drugie część decydentów w Waszyngtonie najpewniej uznała, że USA zostałyby poważnie nadszarpnięte pod względem ekonomicznym w wypadku interwencji zbrojnej. I koniec końców, „pokojowe propozycje” Putina i Xi zostały przyjęte. W sprawie zbrojeń nuklearnych Iranu, „kompromis” i ogłaszane przeciągnięcie Iranu na stronę USA, osiągnięto w ramach porozumienia USA, Rosji Sowieckiej, ChRL, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec. Oczywiście, w awangardzie „walki o pokój” w Syrii znajdują się Moskwa i Pekin, które nie tylko broniły „katechona” Assada przez agresją amerykańskich i tureckich imperialistów, nie tylko chronią syryjskich chrześcijan przed muzułmańską przemocą, ale i wspólnie nadzorują pozbywanie się przez Syrię zapasów broni chemicznej.

Po informacjach niemieckiego brukowca „Bild” o umieszczeniu rakiet Iskander-M, które mogą być uzbrojone zarówno w ładunki konwencjonalne, jak i niekonwencjonalne i razić cały praktycznie teren Europy Środkowej (wraz z krajami nadbałtyckimi i wschodnią częścią Niemiec z Berlinem), NATO zareagowało jedynie „zaniepokojeniem”; inna sprawa, że najprawdopodobniej Iskandery zostały elaborowane na teren Eksklawy Królewieckiej jakieś 3 lata temu. Tym samym Moskwa utrzymuje na terenie „swojej” „bliskiej zagranicy” status quo, jednocześnie dając wyraźny sygnał krajom zachodnim, że to sowieciarze sprawują suwerenność na tych terenach pomimo ich formalnej przynależności czy aspiracji do zachodnich struktur geopolitycznych, które z kolei zmieniają się (o ile już dawno tego nie uczyniły) w klub dyskusyjny stetryczałych biurokratów, dyskutujących o tym, jak ubić deal z rosyjskimi czekistami i chińskimi aparatczykami.

Międzynarodowy kontekst operacji ukraińskiej

Rozgrywający się aktualnie na Ukrainie jest nie tylko próbą realizacji interesów Rosji Sowieckiej, ale też kolejny teatr działań osi Moskwa-Pekin: również w tej kwestii oba państwa ściśle współpracują ze sobą i koordynują swoje działania (tak, jak w chociażby w przypadku Syrii), pozorując rozbieżność interesów. ChRL wysyła wewnętrznie sprzeczne stanowisko w tej sprawie: z jednej strony, oficjalne oświadczenie MSZ ChRL mówi o „poszanowaniu integralności terytorialnej” Ukrainy oraz wierności zasadzie nieingerencji. Z drugiej, państwowa agencja informacyjna Xinhua udziela werbalnego wsparcia Moskwie pod przykrywką pokojowych haseł i poucza Zachód o „konieczności współpracy z Moskwą” i porzucenia „zimnowojennej mentalności”. „Global Times” otwarcie i ostro opowiada się po stronie sowieciarzy. Przywódcy i ministrowie spraw zagranicznych obu krajów uznali, że ChRL i FR „ściśle współpracują w kwestii Ukrainy”, ponadto ChRL sprzeciwia się sankcjom międzynarodowym wobec Rosji Sowieckiej i uznaje jej „prawa do ochrony ludności rosyjskojęzycznej” oraz „ochrony swoich interesów”. Wobec samego procesu aneksji Krymu komunistyczne Chiny zajęły stanowisko oficjalnie będące neutralnością.

Działania te wpisują się w stosowaną od dawna „strategię nożyc”: komunistyczne Chiny są w sojuszu z Rosją Sowiecką i udzielają jej „cichego” wsparcia, sprawiając jednocześnie pozory chaosu i  przychylnej neutralności. Jest to gra w „dobrego i złego glinę”, gdzie rolę „złego” gra putinowska Rosja Sowiecka, zaś rolę „dobrego” gra ChRL. Strategia i taktyka „nożyczek” stanowi doskonałą przykrywkę dezinformacyjną nie tylko w sprawie konfliktu na Ukrainie, ale przede wszystkim dla całości sojuszniczych relacji na osi Moskwa-Pekin: współpracy politycznej, współpracy w sferze militarnej, technologicznej, gospodarczej czy też surowcowej. W konflikcie ukraińskim to Rosja Sowiecka bierze na siebie ciężar konfrontacji z USA i Zachodem (która może trwać bardzo długo), co jest korzystne dla komunistycznych Chin pod wieloma względami: polityka Moskwy wobec Ukrainy pozwoli ChRL między innymi na wzmocnienie pozycji międzynarodowej oraz realizację programu zbrojeń. Natomiast „milczące” wsparcie Pekinu oferowane Moskwie zwiększa zwiększa z kolei szanse Rosji Sowieckiej na zdezinformowanie Zachodu oraz na  „ogranie” go na poziomie dyplomatycznym i dezinformacyjnym. Konflikt na Ukrainie i jego światowe reperkusje jeszcze bardziej wzmocnią i skonsolidują sojusz Pekin-Moskwa na wszystkich poziomach: wzrośnie rola Rosji Sowieckiej jako zaplecza surowcowego ChRL, zacieśni się również współpraca wojskowo-technologiczna, zwłaszcza w przypadku sankcji wobec Moskwy ze strony Zachodu czy też innego, niekorzystnego dla Moskwy obrotu wydarzeń.

W tym kontekście znamienny jest międzynarodowy aspekt przemówienia Putina, legalizującego przyłączenie Krymu do Rosji Sowieckiej i całość sowieckich działań wojennych na Ukrainie. Putin wezwał USA i Europę do „zrozumienia swoich działań”, a Niemcy w szczególności do wsparcia „rosyjskiego świata”, podziękował za wsparcie komunistycznym Chinom (mimo ich oficjalnie deklarowanej neutralności) i pochwalił postawę Indii, co parlament FR przyjął owacjami na stojąco. Oznacza to, że ChRL jest najważniejszym sojusznikiem Moskwy w kwestii prowadzenia ekspansywnej polityki międzynarodowej. Krajami niejako zapraszanymi do budowy Russkogo Mira (a tym samym, potencjalnymi sojusznikami) są Niemcy, pozostałe kraje Unii Europejskiej oraz Indie. Putin w swoim przemówieniu równie jasno wskazał wroga, którym są USA, NATO i Zachód, które mają siedzieć cicho wobec sowieckich podbojów i rekonkwist. Jeżeli przyjrzeć się bliżej przemówieniu Putina to widoczne jest, że skupiają się w nim jak w soczewce wszystkie priorytetowe kierunki polityki zagranicznej Rosji Sowieckiej: reaktywacja imperium sowieckiego w dawnych granicach, sojusz z ChRL oraz agresywna postawa wobec Zachodu (USA i Europy), jednocześnie pozostawiająca otwartą furtkę dla porozumienia, oczywiście na warunkach czekistów.

Sytuacja na Ukrainie wzmocni nie tylko centrum Bloku Eurazjatyckiego (oś Moskwa-Pekin), ale również Blok jako całość, łącznie z peryferiami. Dr Majid Rafizadeh na stronach Frontpage Magazine pisze, że sytuacja na Ukrainie wzmocni strategiczną współpracę w ramach trójkąta Moskwa-Pekin-Teheran. Pogłębi się zwłaszcza - zdaniem Rafizadeha - współpraca Rosji Sowieckiej i Chin komunistycznych w zakresie rozwoju irańskiego programu produkcji broni nuklearnej. Poza tym, Moskwa od jakiegoś czasu zwiększa obecność wojskową u sojuszników w Ameryce Łacińskiej - na Kubie, na którą przebazowano sowiecki okręt szpiegowski i w Nikaragui (rządzonej przez Sandinistów), gdzie bazują bombowce strategiczne.

Cała inwazja Rosji Sowieckiej na Ukrainę jest więc zagraniem sprawdzającym wobec aktualnych i potencjalnych sojuszników oraz aktualnych i potencjalnych wrogów.

Z perspektywy kremlowskiej korporacji czekistów (gdzie Putin jest po prostu „prezesem” nieformalnego „zarządu”) jest wzmocnieniem dominacji nad tym krajem i częścią polityki rekonstrukcji imperium sowieckiego. Aktualnie realizowany jest jeden z wariantów zapasowych operacji mającej zwiększenie kontroli nad Ukrainą (jako częścią „sowieckogo mira”). Wariant pierwotny, czyli ostateczne, krwawe stłumienie Majdanu przez Janukowycza, Berkut i sowieckie oddziały operujące pod „fałszywą” flagą nie powiodła się (prawdopodobnie z powodu labilności charakteru Janukowycza), więc dokonano taktycznej defensywy. Polega ona na tym, iż Moskwa gra biernymi politykami nowego rządu ukraińskiego (wyniesionych do władzy na plecach zrewoltowanego narodu ukraińskiego), którzy prowadząc „strusią politykę”, nie reagują na sowiecką inwazję (i nie ścigają ani sowieciarzy od Janukowycza, ani napływowej agentury). Moskwa wykorzystuje również stare powiązania (jeszcze z czasów pierwszych Sowietów) w służbach specjalnych i wojsku ukraińskim, co jest kolejnym powodem takiej, a nie innej reakcji Ukrainy na aneksję Krymu. Przykładem niech będzie zachowanie pułkownika Mamczura oraz innych oficerów i żołnierzy, którzy przeszli na stronę Rosji Sowieckiej, a aktualnie - przejmowanie ukraińskiej floty czarnomorskiej praktycznie bez jakiejkolwiek wymiany ognia.

Moskwa ma jeszcze jeden cel w perspektywie średnioterminowej i długoterminowej, a mianowicie wzmocnienie obecności wojskowej na zachodzie. Już samo zajęcie Krymu przyczyni się do wzmocnienia sowieckiej Floty Czarnomorskiej. Powstanie z czasem sowiecka eksklawa - coś w rodzaju i na wzór Kaliningradu. Rolą sow-ruskiego Krymu będzie zapewnienie dostępu do Morza Czarnego, co daje Moskwie pozycję do konfrontacji ze stającą się mocarstwem regionalnym Turcją oraz „bazę wypadową” w rejon Morza Śródziemnego oraz Bliskiego Wschodu.

Zachód ogranicza się w zasadzie do reakcji, które na dłuższą metę są działaniami defensywnymi, poza symbolicznymi manewrami NATO, obecnością US Navy na Morzu Czarnym czy działaniami specsłużb (tu dużo zależy jeszcze od tego, ilu jest i na jakich stanowiskach ulokowani są szpiedzy typu Hansen czy Snowden). Mimo tego, iż sankcjami zostali objęci ludzie z czekistowskiego „politbiura” (Szojgu, Iwanow czy Surkow, plus tzw. księgowi Putina), mimo, że ostatnio Niemcy postanowiły zakończyć budowę ośrodka szkoleniowego dla sowieckiej armii pod Mulinem, a sankcje ekonomiczne uderzyły m.in. w Gunvor, Novatek i Gazprom, należy się spodziewać, że część zachodnich środowisk biznesowych będzie kontynuować politykę wspierania moskiewskich czekistów choćby zakulisowo. Ponadto należy się spodziewać też tego, że nawet w przypadku dotkliwych sankcji, neosowiecki, kagiebowski rząd „sam się wyżywi”, cytując klasyka, a w dodatku zmobilizuje zsowietyzowane społeczeństwo przeciwko „imperialistom/faszystom/Żydom” itp. Reakcje Zachodu na „pełzającą inwazję” Rosji Sowieckiej na Ukrainę słusznie określił dr Jerzy Targalski jako chwiejne, labilne i połowiczne, tym samym cechują się zresztą porewolucyjne władze Ukrainy. Tymczasem, neosowiecka dyktatura czekistów cechuje się twardością i zdecydowaniem swoich działań.

Wracając do przywoływanego wyżej Darskiego - „(…) kto nie strzela, będzie zabity - taka jest zasada polityki z Rosją”. I nie tylko z neosowieckim reżymem czekistów to jest uniwersalny i ponadczasowy mechanizm polityki w ogóle (a nawet wszelkich ludzkich zachowań, wynikających po prostu z milionów lat ewolucji naszego gatunku). Świat nie rządzi się oświeceniowymi zabobonami, ani bajaniami posoborowych klechów. Realne znaczenie ma albo siła, albo groźba jej użycia. Póki co, sowieciarzom wystarcza właśnie groźba i szantaż użycia siły, a konkretniej, lokalne użycie siły i szantaż eskalacji konfliktu na większą skalę.

2013-11-22

Pistolet do wynajęcia. Prywatna wojna Rafała Gan-Ganowicza.


Film ten, w reżyserii Piotra Zarębskiego umieszczam, ponieważ przypada dziś 11. rocznica śmierci człowieka, który swoim życiem dał przykład, jak walczyć z komuną. Przy okazji także dlatego, że wyszukiwarki internetowe prowadzą do mojego bloga właśnie z tego hasła, a poprzednio linkowany (w częściach) film został zdjęty z You Tube.


2013-10-15

Geopolityczne przebiegunowanie (1)



Podczas, gdy na tapecie nadal znajduje się krwawa wojna domowa w Syrii (plus niedoszła interwencja i sukces „pokojowych” inicjatyw Putina), a ostatnio krwawe masakry dokonywane przez islamistów w Kenii i Nigerii, mało osób zwraca uwagę na to, że konflikty te są zaledwie częścią globalnej rozgrywki pomiędzy USA i nielicznymi sojusznikami z jednej strony, a „Blokiem Eurazjatyckim” pod wodzą sojuszu Moskwa-Pekin z drugiej strony. Uwagę niewielu przyciągają wydarzenia, które mogą być o wiele istotniejsze dla losów świata, niż konflikt w Syrii (który na poziomie politycznym wygrali towarzysz pułkownik Putin, towarzysz Xi, towarzysz Assad i Rowhani), a mianowicie mająca miejsce coraz większe zacieśnianie polityczno-wojskowej współpracy pomiędzy Federacją Rosyjską i komunistycznymi Chinami.

Nie jest to jednakże nic nowego, a jedynie efekt polityki prowadzonej przez obydwa państwa już od ponad dwóch dekad, od czasów pieriestrojki i sfingowanego upadku ZSRS.

Moskwa-Pekin. Intensyfikacja współpracy wojskowej i politycznej

W dniach 5-12 lipca 2013 floty wojenne ChRL i Federacji Rosyjskiej odbyły drugie, wspólne manewry morskie z cyklu „Morskie Współdziałanie”. Ćwiczenia odbyły się w Zatoce Piotra Wielkiego na Morzu Japońskim. Ze strony sowieckiej i chińskiej brało w nich udział około 20 okrętów (niszczycieli, krążowników rakietowych, okrętów zaopatrzeniowych) oraz 10 myśliwców i śmigłowców lotnictwa morskiego. Z kolei w dniach 01-15 sierpnia 2013 na poligonie w Czebarkule odbyły się cykliczne manewry Szanghajskiej Organizacji Współpracy „Misja Pokojowa 2013”. W ćwiczeniach uczestniczyły wojska zmechanizowane i pancerne, artyleria oraz lotnictwo obydwu krajów.

13 września miał miejsce Szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Biszkeku, na którym padły propozycje utworzenia wspólnego Funduszu na Rzecz Rozwoju, wspólnego systemu bankowego (Bank Rozwoju) Szanghajskiej Organizacji Współpracy oraz Klubu Energetycznego. Zdecydowano także o wzmocnieniu współpracy w dziedzinie transportu i usług oraz rozwoju projektu Sieciowego Uniwersytetu SCO. Dyskutowano także o sytuacji w Syrii, z kolei Moskwa zobowiązała się do przekazania Iranowi systemów antyrakietowych S-300.

Miesiąc wcześniej, 16 sierpnia w Soczi doszło do spotkania Putina z Jiangiem Yiechi (członkiem Rady Państwa ChRL), gdzie podsumowano wspólne ćwiczenia wojskowe, zobowiązano się do dalszej współpracy politycznej, militarnej i gospodarczej. Zobowiązano się też do współpracy Moskwy i Pekinu „w kwestiach zapewnienia bezpieczeństwa i pokoju na całym świecie”.

Ponadto, wszystko to zbiega się z niezwykłą, nienotowaną od lat 80. nadaktywnością sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej: zarówno jej reformowaniem pod dowództwem nowego ministra obrony Siergieja Szojgu w kierunku przekształcenia ich w siły zbrojne bardziej niż dotychczas mobilne, jak i całego cyklu manewrów oraz prowokacji wobec państw zachodnich, chociażby naruszeń przestrzeni powietrznej przez samoloty bojowe.

Z kolei na początku października, parlament sowieckiej Białorusi uregulował status wojsk chińskich tymczasowo stacjonujących i ćwiczących na terenie Białorusi. Nie jest to – jak chcą osoby myślące życzeniowo – okrążanie Rosji Sowieckiej przez ChRL, bowiem polityka Białorusi jest funkcją polityki Moskwy, zwłaszcza w kwestiach bezpieczeństwa.

Również tego miesiąca, w dniach 7-8 października odbył się w Indonezji szczyt APEC, w ramach którego odbyło się spotkanie Putina i Xi. Przywódcy Federacji Rosyjskiej i ChRL zadeklarowali zwiększenie współpracy w celu zapewnienia „bezpieczeństwa” i „stabilności” w rejonie Azji i Pacyfiku oraz na całym świecie, a jako przykłady podawano wsparcie Syrii oraz „pokojową” współpracę w kwestii północnokoreańskich zbrojeń jądrowych. Putin i Xi zobowiązali się również do zwiększenia współpracy w dziedzinie gospodarczej i infrastrukturalnej, między innymi energetyki i transportu. Później, na Szczycie Wschodnioazjatyckim (EAS) w Brunei zaaprobowano plan utworzenia wschodnioazjatyckiej struktury bezpieczeństwa opartą o sojusz Moskwa-Pekin. Pierwsza runda rozmów w tej kwestii ma odbyć się w Brunei w listopadzie tego roku, przyszłoroczna - w Rosji Sowieckiej.

Chińskie aspiracje mocarstwowe. Wewnętrzna dynamika osi Pekin-Moskwa i jej aspekty geopolityczne

Wyżej wymienione wydarzenia należy widzieć w następujących kontekstach, które zresztą poruszane już były na tym blogu. Najważniejszymi z nich są mocarstwowe zamiary komunistycznych Chin oraz wspólna strategia tandemu Moskwa-Pekin.

Jeżeli ChRL chce zostać w przyszłości światowym mocarstwem, musi spełnić dwa podstawowe warunki. Pierwszym z nich jest opanowanie sąsiadującej z nią części tak zwanego Rimlandu, czyli Azji Południowo-Wschodniej, strefy Pacyfiku Zachodniego oraz basenu Oceanu Indyjskiego. Opanowanie sieci wysp, półwyspów i cieśnin rozciągających się od Japonii i Korei, poprzez Wyspy Ryukyu, Tajwan, Mariany, Mikronezję, Palau i Filipiny, skończywszy na Indonezji, Cieśninie Malakka i Oceanie Indyjskim zapewniłoby ChRL bezpieczne szlaki handlowe, bezpieczne połączenie z zamorskim imperium kolonialnym w Afryce oraz neutralizację USA i ich sojuszników (remilitaryzująca się Japonia, Korea Południowa, Tajwan, dawne terytoria powiernicze, Filipiny) w Azji, a tym samym – kolejny sukces w realizacji strategii oblężeniu USA i Zachodu. W strategii militarnej ChRL obszar ten określony jest jako „łańcuchy obronne”, a jego znaczenie porównywane jest – ze strategicznego punktu widzenia jak najbardziej słuszne – do niegdysiejszego znaczenia Wielkiego Muru Chińskiego.

Drugim warunkiem niezbędnym dla realizacji mocarstwowych aspiracji ChRL jest sojusz polityczny, wojskowy i gospodarczy z neosowiecką Federacją Rosyjską. Rosja Sowiecka (plus „bliska zagranica”) pełni w tym układzie rolę głębokiego zaplecza strategicznego komunistycznych Chin: sojusznika polityczno-wojskowego i gospodarczego, zaplecza surowcowego i inwestycyjnego (zarówno dostarczyciela, jak i szlaku tranzytowego), dostarczyciela technologii, a także gigantycznej strefy pomostowo-buforowej pomiędzy ChRL a Europą Zachodnią. W dalszej perspektywie Rosja Sowiecka może również pełnić funkcję ChRLowskiego „żandarma” i „wielkorządcy” na Europę. Kremlowscy czekiści w pełni korzystają z takiego układu, który jest gwarantem pozycji Moskwy (zarówno jej integralności wewnętrznej, jak i pozycji międzynarodowej).

W zasadzie powinno się już mówić o osi Moskwa-Pekin jako jednym układzie politycznym, który funkcjonuje zgodnie z dwoma paradygmatami nowożytnej geopolityki: mackinderowskiego Heartlandu i spykmanowskiego Rimlandu, głoszących odpowiednio: opanowanie centrum i obrzeży kontynentu Eurazji jako warunek światowej mocarstwowości. Celem i fundamentem sojuszu Moskwa-Pekin jest właśnie wspólne zapewnienie i utrzymanie hegemonii komunistycznych Chin oraz Rosji Sowieckiej na megakontynencie eurazjatyckim, zarówno w jego centrum, jak i na peryferiach, co umożliwić ma w dalszej perspektywie czasowej zdobycie oraz utrzymanie statusu globalnych mocarstw. Moskwa i Pekin są zatem skazane na sojusz i strategiczną symbiozę.

Wracając do bieżącego kontekstu, w przypadku choćby konfliktu z Japonią, próby „odzyskania” Tajwanu, konfliktu z Filipinami czy nawet bezpośrednio z USA, Rosja Sowiecka musi być co najmniej przychylnie neutralna, a najbardziej optymalnym rozwiązaniem dla Pekinu w tym wypadku byłaby jawna bądź utajona pomoc udzielana przez Moskwę. Podobnie sprawy miałyby się w przypadku konfliktu na terenie postsowieckich republik Azji Środkowej oraz Azji Południowej (Afganistan, Pakistan, Iran). W interesie Moskwy i Pekinu jest trzymanie w ryzach krajów islamskich, najlepiej tak, by móc rozgrywać świat kartą wojującego islamu. Wydaje się, że obaj sojusznicy – między innymi poprzez cykliczne manewry wojskowe – testują różne scenariusze i taktyki działania. A zatem również na poziomie politycznym Moskwa i Pekin również muszą współpracować po to właśnie, by wspólnie dokonywać ekspansji.

Eurazjatycki analog NATO. Rola Szanghajskiej Organizacji Współpracy

Ani Federacja Rosyjska, ani komunistyczne Chiny nie są w stanie realizować swoich mocarstwowych zamiarów z osobna, zarówno na poziomie regionu, jak i na poziomie globalnym. Strukturami międzynarodowymi, które pozwalają na wspólną realizację mocarstwowych i globalistycznych ambicji Pekinu i Moskwy są Szanghajska Organizacja Współpracy, Grupa BRICS, G-20 oraz Rada Bezpieczeństwa ONZ. Dwie pierwsze z nich są inicjatywami, których centrum jest sojusz Moskwa-Pekin, natomiast dwie pozostałe uczyniono de facto instrumentami realizacji polityki międzynarodowej Rosji Sowieckiej i ChRL.  Najważniejszą z tych organizacji wydaje się być jednak Szanghajska Organizacja Współpracy – pakt o charakterze stricte polityczno-wojskowym.

Członkami SCO są: Federacja Rosyjska, ChRL, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan, obserwatorami: Mongolia, Indie, Iran, Pakistan i Afganistan, a partnerami dialogowymi Białoruś, Sri Lanka i Turcja, jednak rdzeniem tego układu jest oś Moskwa-Pekin. Mimo zapewnień o pokojowym charakterze organizacji, jej najważniejszymi i faktycznymi celami są: zmiana strategicznego układu sił na świecie poprzez stworzenie kontrapunktu dla NATO i organizacji międzynarodowych pod wodzą USA, a jednocześnie zdobycie oraz utrzymanie dominacji Moskwy i Pekinu na kontynencie eurazjatyckim właśnie w myśl wspomnianego wyżej paradygmatu Mackindera: kto panuje nad Heartlandem, panuje nad Światową Wyspą. Kto panuje nad Światową Wyspą, panuje nad światem.

Sino-sowieckie manewry morskie oraz manewry SCO, jakie miały miejsce tego lata wpisują się są częścią cyklicznych manewrów SCO, jakie odbywają się już od ośmiu lat.

Od roku 2005 odbywają się manewry wojskowe „Misja Pokojowa”, w których uczestniczą Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej i Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza, a oprócz tego armie pozostałych krajów członkowskich: Kazachstanu, Tadżykistanu, Kirgistanu i Uzbekistanu. Oficjalne cele manewrów to doskonalenie współdziałania, wypracowanie wspólnych procedur dowodzenia i koordynacja wspólnych wysiłków w zwalczaniu międzynarodowego terroryzmu, ekstremizmu i separatyzmu oraz nowych wyzwań i zagrożeń. Wszak czerwona armia zawsze „broni pokoju”, a kagiebowska Rosja Sowiecka i ChRL dążą do zapewnienia „światowego pokoju”, „światowej stabilności” oraz „wielobiegunowości świata”.

Jak na ćwiczenia „antyterrorystyczne”, kolejne „misje pokojowe” angażują dużą ilość wojsk: od specjednostek policji, poprzez wojska specjalne i powietrzno-desantowe, wojska pancerne i zmechanizowane, aż po lotnictwo, w tym sowieckie lotnictwo strategiczne, zdolne do przenoszenia broni nuklearnej. Taki był program manewrów „Peace Mission 2007”, które odbyły się na terenie sowieckiego Okręgu Wojskowego Wołga-Ural w obwodzie Czelabińskim oraz w Turkiestanie Wschodnim. Wg Jeffreya Nyquista, udział w tych ćwiczeniach bombowców zdolnych do przenoszenia broni nuklearnej jest oznaką gotowości Rosji Sowieckiej (a być może także ChRL) do jej użycia w faktycznym konflikcie zbrojnym (i raczej mało prawdopodobne, że przy tłumieniu rebelii na Kaukazie Północnym czy w Turkiestanie Wschodnim), gdzie ofensywę lotniczo-jądrową (bądź rakietowo-jądrową) wsparłyby wojska lądowe, do manewrów tych włączono też siły bezpieczeństwa wewnętrznego. Manewry zakończyły się podpisaniem „Deklaracji z Biszkeku”, przewidującej integrację struktur Szanghajskiej Organizacji Współpracy i Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego – organizacji wojskowej skupionej wokół Moskwy.

Pod koniec kwietnia 2012 roku, na Morzu Żółtym odbyły się manewry „Morskie współdziałanie 2012” – pierwsze wspólne manewry marynarek wojennych Rosji Sowieckiej i ChRL, które również odbyły się pod hasłami „utrzymania pokoju i stabilności w regionie”, a które w rzeczywistości są sygnałem, że główne kierunki polityki neobolszewickiej „osi zła” są stałe; wobec Zachodu i państw regionu są demonstracją siły i kolejną próbą wysondowania ich reakcji. Nieprzypadkowo odbyły się one po tym, gdy towarzysze w Pekinie zaczęli wysuwać roszczenia terytorialne wobec Tajwanu, Japonii, Filipin i Indonezji i gdy w kręgach Departamentu Obrony USA zaczęto snuć scenariusze wojny amerykańsko-chińskiej wojny powietrzno-morskiej w basenie Pacyfiku Zachodniego.

Z kolei zamiary zacieśnienia współpracy i integracji współpracy na poziomie politycznym, ekonomicznym oraz dyplomatycznym – między innymi plan „pokojowy” Putina dla Syrii oraz pomoc Iranowi w programie nuklearnym i pomoc wojskowa państwu Ajatollahów i islamskiej bezpieki – są krokami niezbędnymi w kierunku przekształcenia SCO w swego rodzaju eurazjatyckie superpaństwo, na wzór UE, co z kolei jest niezbędne dla osiągnięcia strategicznych celów Organizacji Szanghajskiej. Nawiasem, w tym przypadku osiągnięcie tego celu jest całkiem możliwe, gdyż wszystkie państwa założycielskie opierają swój byt na bolszewickich strukturach władzy: aparacie bezpieczeństwa i specsłużb (Rosja Sowiecka plus środkowoazjatyckie republiki postsowieckie) i kompartii (Chiny).

Nowa zimna wojna czy coś gorszego?

W roku 2007 portal Wydawnictwa Podziemnego opublikował odpowiedź na ankietę autorstwa brazylijskiego analityka, prof. Olavo de Carvalho, dotyczącą sytuacji międzynarodowej po sfingowanym „upadku komunizmu”. Napisał w niej m.in.: Komunizm jako ruch ma się lepiej niż kiedykolwiek w przeszłości. Jak […] zauważył Anatolij Golicyn, był taki moment w historii, kiedy międzynarodowe interesy ZSRS znalazły się w konflikcie z potrzebą dalszego rozwoju ruchu rewolucyjnego. Konflikt ten doszedł do punktu przesilenia, kiedy okazało się koniecznym podjęcie decyzji na rzecz dalszego rozwoju a przeciw istniejącej strukturze. Nie jest zbiegiem okoliczności, że natychmiast po rozpadzie Związku Sowieckiego, ruch komunistyczny począł wzrastać ze zwiększoną prędkością, aż do punktu, w którym Stany Zjednoczone znalazły się pod wszechświatowym oblężeniem – leninowskie marzenie, którego do tego momentu nie byli w stanie wprowadzić w życie. Wydaje mi się oczywistym, że praca KGB, a zwłaszcza kampania „aktywnych środków” […], została zintensyfikowana na początku lat 90., by wykorzystać złudzenie, że koniec ZSRS oznaczać będzie także koniec komunistycznej działalności wywrotowej. Lenin przygotował dla ruchu komunistycznego plan ekspansji, który momentami musiał wydawać się nieosiągalny. Wyobrażał sobie, że począwszy od Moskwy, komunistyczna ekspansja powinna najpierw objąć Europę Wschodnią, następnie zawrócić w stronę Azji, podbić Afrykę i dopiero stamtąd ruszyć na podbój Ameryki Łacińskiej, w ten sposób osiągając okrążenie Stanów Zjednoczonych i ich sprzymierzeńców w Zachodniej Europie. Nie może już dziś być żadnych wątpliwości, że oblężenie się rozpoczęło. Ostatni rozdział leninowskiego planu doczekał się wykonania podczas pierwszej dekady po „upadku ZSRS”.

Obserwując sytuację światową dziś, po sześciu latach od ukazania się cytowanej wyżej analizy prof. de Carvalho, nietrudno już zauważyć, że oblężenie trwa w najlepsze, a okres tzw. „Pax Americana” właściwie dobiegł końca, czego ilustracją niech będzie kompletna porażka administracji Obamy w sprawie Syrii czy wcześniejsze wycofanie się USA z Europy. W roku 2014 wojska NATO mają wycofać się z Afganistanu, który wpadnie w orbitę Moskwy i Pekinu i może stać się obszarem, dzięki któremu oba państwa będą rozgrywać Zachodem. Z jednej strony mamy zatem oblężone, izolowane i osłabiane USA i Zachód, z drugiej zaś – sieć sojuszy, których centralą jest oś Moskwa-Pekin, a której częścią jest de facto sfinlandyzowana przez Moskwę Europa i NATO, które z kolei przekształciło się w rodzaj klubu dyskusyjnego. Większość państw Ameryki Łacińskiej rządzona jest przez promoskiewskich i propekińskich komunistów. Afryka jest de facto terytorium zamorskim ChRL, które przy współpracy Moskwy opanowują Azję Południowo-Wschodnią i basen Pacyfiku Zachodniego. Ewentualne zdobycie przez ChRL wpływów w tym regionie byłoby finalizacją strategii oblężenia. Groźną i niestety całkiem realną perspektywą jest – by użyć innego określenia de Carvalho – „nowy, wspaniały porządek światowy”, w którym centrum świata i głównym  rozgrywającym będzie sojusz Moskwa-Pekin (być może z ChRL jako światowym hegemonem i Rosją Sowiecką w charakterze pekińskiego „kapo”), a peryferiami będą transnarodowe „strefy” czy też „wielkie przestrzenie”, w mniejszym lub większym stopniu uzależnione od Moskwy i/lub Pekinu bądź też z nimi powiązane, złożone z innych miłujących pokój i bezpieczeństwo państw, takich jak Korea Północna czy Iran.


Komunistyczne Chiny i Rosja Sowiecka prowadzą ukrytą wojnę z Zachodem i państwami tzw. „wolnego świata” za pomocą szeroko pojętych środków politycznych, póki co nie uciekając się do wywoływania konfliktów o wysokiej intensywności. Jest to i klasyczna dyplomacja, i ekspansja ekonomiczna plus cała gama stosowanych przez specsłużby „środków aktywnych”: od klasycznego szpiegostwa poprzez wojnę informacyjną i ideologiczną oraz wpływanie na sytuację polityczną atakowanego kraju. Deklarowanie odnowienia wyścigu zbrojeń, doktryny obronne (czyli doktryny ataku), w których to państwa zachodnie są głównym wrogiem, wspólne i osobne manewry, różnego rodzaju prowokacje czy też cyberwojna oraz wspieranie terroryzmu i państw ten terroryzm wspierających, a także lokalne stosowanie terroru, są ważnym dopełnieniem i przedłużeniem polityki Moskwy i Pekinu. Jest to skierowane zarówno do ich otoczenia regionalnego, jak i do Zachodu oraz Stanów Zjednoczonych. W ten sposób władcy Kremla/Łubianki i Nowego Zakazanego Miasta grają przede wszystkim na pacyfistycznej, kramarskiej i geszefciarskiej mentalności demoliberalnych elit i społeczeństw tzw. świata Zachodu. Takie wrażenie można odnieść do tej pory. Pojawia się kolejna kwestia: czy możliwe jest, a jeśli tak, to w jakiej skali, spełnienie wojennych gróźb Moskwy i Pekinu?