2018-09-04

ChRL światowym hegemonem? Wokół cyklu Hala Brandsa

Kilka miesięcy temu portal forsal.pl opublikował czteroczęściową analizę autorstwa Hala Brandsa pt. "Czy Chiny rzucą wyzwanie USA i staną się światowym mocarstwem?". Jak głosi tytuł, cykl poświęcony jest hegemonistycznym dążeniom władz ChRL i przedstawia metody, którymi Pekin dąży do obalenia mocarstwowej pozycji Stanów Zjednoczonych oraz ustanowienia własnej hegemonii na świecie.

Cykl jest niezwykle ciekawy i warty uzupełnienia (oraz, miejscami, polemiki), gdyż autor, choć reprezentuje demoliberalną szkołę w politologii, to w kilku swoich stwierdzeniach obala paradygmaty najbardziej fundamentalne dla tego dyskursu, który to, swoją drogą, w sposób znaczny przyczynił się do wzrostu potęgi komunistycznych Chin do stopnia, w którym państwo to zagraża Zachodowi i szerzej, wolnemu światu. W niektórych jednak kwestiach Brands niejako ślizga się po powierzchni tematu, nie stawiając kropki nad i, zarówno w warstwie analizy geopolitycznej i geostrategicznej, jak i „ideologicznej”, realnie oddziałującej na rzeczywistość. I tymi właśnie kwestiami zajmiemy się w poniższym artykule.

***

Hal Brands opisuje trzy poziomy, na których komunistyczne Chiny toczą walkę o światową hegemonię, stanowiąc wyzwanie dla pozycji USA oraz - dodajmy tu - pozycji wszystkich państw, zwłaszcza wolnego świata. Są to modernizacja Chińskiej Armii Ludowej i wzrost znaczenia potencjału militarnego komunistycznych Chin, wojna ideologiczna oraz tworzenie nowego, regionalnego i światowego porządku instytucjonalnego poprzez tworzenie sieci sojuszy realizujących interesy Pekinu.


Mniej więcej do przełomu XX i XXI wieku siły zbrojne ChRL reprezentowały poziom niewiele odbiegający od Armii Czerwonej w latach 50 i 60 XX wieku, i to pomimo rewolucji w technice wojskowej, która miała miejsce już w trzech ostatnich dekadach ubiegłego stulecia. Za przykład niech posłuży lotnictwo, które jeszcze na początku XXI stulecia wyposażone było w samoloty MiG 15, a także flota, niezdolna nawet do skutecznego operowania na wodach terytorialnych ChRL, co pokazał przytoczony przez Brandsa przykład tzw. kryzysu tajwańskiego w połowie lat ‘90.

                                 

Od początku XXI wieku sytuacja zmienia się jednak drastycznie na korzyść Pekinu. Komunistyczne Chiny bardzo powoli, ale konsekwentnie zwiększają swój potencjał militarny oraz starają się zniwelować zapóźnienie technologiczne w stosunku do krajów zachodnich, na czele z USA - krajem o najlepszej technice wojskowej, gwarantującej mu przewagę na oceanach świata, przestrzeni powietrznej nad niemal każdym krajem, a także, choć w mniejszym stopniu, na lądzie. Pekin stopniowo uzyskuje kontrolę i wyłączność na obszarach mórz chińskich, w basenie Pacyfiku Zachodniego oraz północnego i wschodniego obszaru Oceanu Indyjskiego. Niezwykle ważny jest tutaj obszar wyznaczony przez tzw. wewnętrzny i zewnętrzny łańcuch wysp, a także obszar wokół cieśnin malajskich. Od paru lat Pekin rozbudowuje swoją infrastrukturę w tym rejonie, na przykład poprzez budowę kanału Kra, przecinającego Półwysep Malajski czy też portów w Kyukpyu w Myanmie (Birmie), Hambantota na Sri Lance czy Gwadar w Pakistanie. Obiekty, jakimi są porty morskie mają służyć nie tylko budowaniu siły ekonomicznej, ale w perspektywie nic nie stoi na przeszkodzie, by stanowiły bazy dla chińskiej marynarki wojennej. Morze Południowochińskie (Zachodniofilipińskie) staje się zaś obszarem, na którym budowane są chrlowskie instalacje wojskowe. Komunistyczne Chiny dokonują też projekcji siły także na obszarach znajdujących się poza ich bliską zagranicą. W ubiegłym roku utworzono bazę marynarki wojennej ChALW w afrykańskim Dżibuti, a w tym samym niemal czasie odbyły się wspólne z marynarką wojenną Federacji Rosyjskiej ćwiczenia „Morskie Współdziałanie 2017” na wodach Morza Śródziemnego i Bałtyckiego. Chiny zamierzają również rozbudować infrastrukturę o charakterze militarnym na Wyspach Salomona, w Vanuatu, Tonga i Fidżi. Posiadanie przyczółków w postaci tych państw będzie otwierać Pekinowi drogę do hegemonii na Oceanie Spokojnym.

Kolejnym poziomem, na którym Chiny realizują swoją strategię ekspansji na świat, jest ideologia. Hal Brands artykułuje tutaj tezę bardzo ciekawą, rewolucyjną wręcz w stosunku do dotychczasowego dominującego dyskursu mówiącego o "końcu ideologii" i zastąpieniu jej czymś w rodzaju technokratycznego managementu: Pekin dokonuje ekspansji poprzez eksport własnej ideologii za granicę, promując model będący połączeniem totalitarnych (wg Brandsa "autorytarnych", które to określenie w odniesieniu do komunistycznego mocarstwa jest pomyleniem pojęć, jakże częstym współcześnie) metod rządzenia państwem z kapitalistycznymi i rynkowymi rozwiązaniami w gospodarce.

Komunistyczne Chiny wspierają totalitarne i autorytarne reżimy praktycznie na całym świecie, niejako stojąc na czele swoistego sojuszu dyktatorów. Hal Brands przytacza przykład Kambodży, której premierem jest Hun Sen, dawniej jeden z przywódców Czerwonych Khmerów, a także komunistyczną Angolę w Afryce Zachodniej. Ten sam proces ma jednak miejsce w przypadku wielu innych krajów, od Eurazji, przez Afrykę, aż po Amerykę Południową i Środkową. "Bratnia pomoc" ideologiczna od Wielkiego Brata z Pekinu odbywa się poprzez eksport ideologii, rozumianej jako teoria i praktyka sprawowania władzy, eksport know-how w zakresie inżynierii społecznej i budowy aparatu kontroli i represji, a wspomagana jest przez olbrzymie nieraz projekty inwestycyjne i infrastrukturalne, które porównać można do kolonializmu europejskiego, jednakże o obliczu o wiele bardziej opresywnym, niż ekspansja kolonialna białych poprzedników czerwonych Chin. W "wariancie minimum", Pekin prowadzi politykę nieingerencji w sprawy wewnętrzne trzecioświatowych sojuszników i wasali, jawiąc się jako bardzo dogodna alternatywa dla współpracy z państwami zachodnimi.


Pekin od kilku lat podważa również system władzy w krajach demoliberalnych, zarówno poprzez budowanie wpływów gospodarczych, jak i rozwój agentury wpływu, na czele ze sponsorowanymi przez siebie think-tankami czy też głośną ostatnio, głównie w USA, Kanadzie i Australii, (między innymi za sprawą dysydentki Doris Liu) sprawą funkcjonowania Instytutów Konfucjusza, które pod przykrywką nauki języka i kultury chińskiej prowadzą działalność służącą nie tylko budowaniu pozytywnego wizerunku komunistycznego totalitaryzmu, ale wręcz jego internalizowaniu, co świetnie pokazuje film dokumentalny w reżyserii Liu.

                                     
Wreszcie, obserwujemy dążenie ChRL do ustanowienia hegemonii poprzez budowę sieci sojuszy politycznych, gospodarczych i militarnych. Hal Brands pisze wprost o budowie „nowego międzynarodowego porządku instytucjonalnego”, alternatywnego wobec organizacji utworzonych i zdominowanych przez demokracje zachodnie, na czele z ONZ, NATO czy Unią Europejską. Owe instytucje to AIIB (Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych), RCEP (Regionalne Kompleksowe Partnerstwo Gospodarcze – inicjatywa łącząca kraje ASEAN plus Chiny, Indie, Japonię, Koreę Południową oraz Australię i Nową Zelandię) i wreszcie Nowy Jedwabny Szlak. Jednocześnie Pekin dąży do "wrogiego przejęcia" oranizacji międzynarodowych służących interesom świata zachodniego, na przykład Organizacji Narodów Zjednoczonych, APEC (Wspólnota Gospodarcza Azji i Pacyfiku), WTO oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy Banku Światowego.

***

Artykuł Hala Brandsa, choć w syntetyczny, a jednocześnie dosyć szczegółowy sposób ukazuje zagrożenie, jakim jest ekspansja ChRL, pomija kilka zagadnień, które są jednak dla analizowanego problemu kluczowe.

Po pierwsze, Brands dosyć zdawkowo opisuje fakt, że to właśnie Zachód pomógł Chinom uzyskać pozycję, która realnie mu zagraża, a niebawem będzie stanowić dla Zachodu zagrożenie śmiertelne. Miały w tym niestety udział same Stany Zjednoczone, w okresach od czasu nixonowskiego otwarcia na Chiny, a następnie – podwójnej kadencji Billa Clintona oraz Baracka Obamy. Współodpowiedzialność za wzrost potęgi Chin biorą zarówno liberalne i globalistyczne elity polityczne krajów zachodnich, zwolennicy „Realpolitik” uważający, że z Chinami należało „podzielić się” odpowiedzialnością nad biegiem spraw na świecie, jak i ich elity gospodarcze, motywowane chęcią zysku oferowanego przez Państwo Środka, które po śmierci Mao i wraz z rozpoczęciem epoki Denga i jego następców wdraża modelowy wręcz przykład leninowskiego NEP-u w dziedzinie gospodarki.

Komunistyczne Chiny wyciągnęły od Zachodu potężne środki finansowe, ale także pozyskały gotowe technologie, również w zakresie najnowszych, strategicznych dziedzin gospodarki i przemysłu (w tym również przemysłu zbrojeniowego, kosmicznego i IT), pozwalające na budowę swojej mocarstwowej pozycji na wszystkich opisywanych w omawianym cyklu polach. Ekspansja gospodarcza ChRL, która dokonała się w ciągu ostatniego niemal trzydziestolecia jest po prostu jednym z narzędzi wywierania politycznego wpływu przez ChRL, a chińskie korporacje funkcjonujące za granicą są de facto agentami wpływu KPCh – najbardziej chyba jaskrawym przykładem jest Huawei, kierowana przez oficerów chińskich specsłużb wojskowych czy głośny ostatnio ZTE. Można powiedzieć, że sprawdza się w tym przypadku leninowskie twierdzenie o „kapitalistach, którzy sami kupią sznur, na którym zostaną powieszeni przez komunistów”.

Po drugie, Hal Brands pomija w swoim cyklu współpracę ChRL z Rosją Sowiecką (wspomina o tym, owszem, ale w innych artykułach, co czyni obraz niekompletnym). Tymczasem to właśnie sojusz z Moskwą jest głównym motorem światowej strategii Pekinu na wszystkich opisywanych przez Brandsa poziomach, a tym samym głównym instrumentem mającym umożliwić komunistycznym Chinom zdobycie, sprawowanie i utrzymanie światowej hegemonii.


Rosja Sowiecka jest od wielu lat głównym dostawcą broni oraz systemów uzbrojenia do Chin, przez co w ogromnym stopniu od lat 90 ubiegłego stulecia do budowy i modernizacji potęgi militarnej ChRL. Przykładem jest lotnictwo ChALW, wyposażone w dużej mierze w sowieckie samoloty bojowe (łącznie z najnowszymi modelami i modyfikacjami starszych, jak w przypadku samolotu bojowego Su 37), marynarka wyposażona w kupowane w Federacji Rosyjskiej okręty czy też najnowsze zakupy – system przeciwlotniczy S-400, umożliwiający izolację pola walki i według dostępnych danych taktyczno-technicznych, zdolny do rażenia celów w kosmosie oraz rakiet. Od lat aktywnie współpracują ze sobą przemysły zbrojeniowe Rosji Sowieckiej i komunistycznych Chin, tworząc wspólne projekty broni, systemów uzbrojenia dla różnych rodzajów wojsk czy zespołów oraz podzespołów. Nie mniejszą rolę odgrywają regularne spotkania na wysokim szczeblu dotyczące obronności i bezpieczeństwa pomiędzy oficjelami obu krajów (od szczebla dowódców związków operacyjnych i taktycznych, po ministrów obrony i przywódców państw), czy wspólne ćwiczenia wojskowe (dwustronne oraz w ramach na przykład Szanghajskiej Organizacji Współpracy), mające nie tylko zamanifestować dwustronną współpracę, ale udoskonalać interoperacyjność między sojuszniczymi armiami i zgrać wojska. W dniach 11-15 września tego roku siły zbrojne ChRL mają wziąć udział w ćwiczeniach „Wostok ‘18”. Współpraca wojskowo-techniczna, sprzedaż broni oraz współpraca wojskowo-polityczna cały czas ulega wzmocnieniu i ogarnia coraz większe obszary.

Z punktu widzenia geopolityki, droga Chin do mocarstwowości wiedzie poprzez zapewnienie wyjścia na Pacyfik i dalej, na pozostałe oceany świata oraz lądowego wyjścia na Eurazję i dalej, na zachód, do „przylądka europejskiego”, jak określił Europę Mao. Droga w tym kierunku wiedzie przez obszary Azji Środkowej i Rosji. Federacja Rosyjska pełni zatem wobec Chin rolę strefy pomostowej z Europą Zachodnią, zaplecza strategicznego (wraz z obszarem Azji Środkowej), „lodołamacza” ekspansji arktycznej (Pekin i Moskwa coraz intensywniej współpracują na tym obszarze) oraz chińskiego „żandarma”. Dla Pekinu Moskwa jest również jednym z najważniejszych nośników swoich interesów na zewnątrz na forum międzynarodowym, gdzie oba państwa wzajemnie się wspierają. Ponadto, pomiędzy Pekinem a Moskwą wyraźny jest też swego rodzaju „podział pracy”, w którym obie strony uzupełniają się w strefach wpływów: ekspansja wojskowa Rosji Sowieckiej toruje drogę ekspansji gospodarczej ChRL (np. w Syrii) i odwrotnie, ekspansja ekonomiczna Chin toruje drogę wpływom politycznym czy agenturalnym Moskwy (np. na Bałkanach, a ostatnio w krajach afrykańskich, stanowiących jeden z głównych obszarów ekspansji ChRL).

Obydwa państwa wspierają się też w zakresie ekspansji ideologicznej, wojny informacyjnej i dezinformacji. Przykładem jest współpraca i synergia narracji państwowych mediów obydwu państw. Sputnik, Russia Today oraz zachodnie media będące ich pudłami rezonansowymi są adwokatami nie tylko polityki Moskwy, ale i polityki Pekinu, rezonując najważniejsze treści publikowane przez Xinhua, Global Times, People’s Daily i inne chrlowskie rządowe media.

Współpraca strategiczna Pekinu z Moskwą jest kręgosłupem sieci sojuszy tworzących „nowy instytucjonalny porządek” świata, takich jak Szanghajska Organizacja Współpracy (której Brands w cyklu nie wymienia), pretendująca ze zmiennym szczęściem do roli neosowieckiego, pan-eurazjatyckiego odpowiednika NATO (poszerzona niedawno o Indie i agresywny, islamistyczny i wyposażony w broń nuklearną Pakistan), BRICS, Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, New Development Bank czy ostatnio inicjatywa Nowego Jedwabnego Szlaku (Federacja Rosyjska, jeden z najważniejszych gości szczytu inicjującego NJS, jest po prostu jego północną „trasą”). Chińscy i rosyjscy bolszewicy pracują również wspólnie nad projektem „Wielkiej Eurazji”, mającym połączyć w jedną przestrzeń Unię Europejską (pod wodzą Niemiec lub sojuszu niemiecko-francuskiego), Federację Rosyjską i ChRL (wraz z wasalami, sojusznikami i peryferiami), a także „sprzęgnąć” organizacje „nowego porządku instytucjonalnego”. Oprócz tego, Pekin i Moskwa używają od dawna do realizacji swoich interesów organizacji międzynarodowych oraz ich organów, jak np. Rada Bezpieczeństwa ONZ, Światowa Organizacja Handlu czy G-20. Wreszcie, oś Pekin-Moskwa to centrum wspomnianego przez Brandsa nieformalnego sojuszu państw totalitarnych, skupiającego m.in. Iran, Pakistan, Kubę, Pakistan, Wenezuelę, Angolę, Zimbabwe, Syrię. Nie jest przypadkiem, iż większość z tych państw rządzona jest przez reżimy komunistyczne.

Tutaj dochodzimy do wspomnianego wyżej pomieszania pojęć politycznych. Hal Brands, tak samo zresztą jak bardzo wielu „mainstreamowych” politologów, mylnie utożsamia totalitaryzm z autorytaryzmem. Według tej wykładni, „dobremu” demoliberalizmowi przeciwstawiony jest „zły” autorytaryzm – pojęcie-worek, do którego wrzucono Xi Jinpinga, Mao, Putina, Stalina, Breżniewa, Hitlera, Łukaszenkę, Miloszewicia, Chomeiniego, Mussoliniego, Franco i Piłsudskiego. Tymczasem, system panujący w ChRL jest systemem totalitarnym, a konkretnie totalitaryzmem komunistycznym, bolszewickim, dostosowanym do aktualnych wyzwań i „mądrości etapu”, który różni się od autorytaryzmu tym przede wszystkim, że dąży do absolutnej kontroli zarówno społeczeństwa jako całości, jak i jednostek składających się na nie.

O ile autorytaryzm (chociażby w wydaniu generała Franco, marszałka Piłsudskiego czy nawet Benito Mussoliniego) stawiał sobie pozytywne cele i je realizował, o tyle celem komunistycznego totalitaryzmu jest w teorii i praktyce władza wąskich elit (w tym wypadku KPCh oraz władze większości państw sojuszniczych) poprzez przekształcenie społeczeństw i narodów w twory przypominające gniazda owadów społecznych, takich jak termity czy mrówki. Elementem nowoczesnego chińskiego komunizmu jest model gospodarki, będący korporacyjnym, oligarchicznym kapitalizmem nomenklaturowym, z wiodącą rolą kompartii, bezpieki i wojska. Model ten umożliwia Pekinowi możliwość funkcjonowania w ramach światowego systemu neoliberalnego, a przez to, oddziaływanie polityczne na zewnątrz. To, plus uzyskane w ten sposób nowoczesne technologie, pieniądze oraz know-how czynią omawianą wyżej strategię ChRL jeszcze bardziej skuteczną. Komunistyczne Chiny z takim właśnie modus operandi mogą stać się przykładem nie tylko dla Federacji Rosyjskiej, Myanmy czy Zimbabwe, ale także dla krajów zachodnich i ich elit politycznych oraz gospodarczych.

Można też z całą pewnością powiedzieć, iż prognozy Anatolija Golicyna sprzed ponad trzydziestu lat o utworzeniu „Światowej Federacji Komunistycznej” stają się faktem, a ucieleśnieniem tych prognoz jest tworzenie nowego porządku międzynarodowego pod przewodnictwem Chin i przy znaczącym współudziale Federacji Rosyjskiej. Faktem w pełni dokonanym prognoza ta stanie się, jeżeli do projektu „Wielkiej Eurazji” włączy się Europę. Wiodącymi krajami w UE są Niemcy i Francja, których elity coraz śmielej kwestionują nie tylko Pax Americana, ale i samą amerykańską obecność w Europie i postulują otwartym tekstem utworzenie sojuszu Europa-Rosja Sowiecka-ChRL.

Źródła:

13 komentarzy:

  1. Jaszczurze,

    W zasadzie należałoby Cię polecić do cytowania na wyższych uczelniach, może by coś z Twoich artykułów trafiło do głów studentów politologii, czy sinologii (to zdaje się coraz bardziej popularny kierunek). Z tego, co wiem, nikt z tzw ekspertów nawet nie zająknie się o tym, że w ChRL nie ma żadnego kapitalizmu, gospodarki wolnorynkowej, prywatnej własności, tylko regularny komunizm. Znasz Bartosiaka? Przypuszczam, ze tak. Nawet on, chociaż miejscami mądrze mówi, uważa, że w Chinach skończył się komunizm.

    Piszesz o odpowiedzialności Nixona, Clintona, Obamy za dzisiejszą potęgę Chin. Myślę, że, podobnie, jak w przypadku sowieckiego komunizmu to się zaczęło dużo wcześniej. Korzenie tej idiotycznej polityki Zachodu sięgają dużo głębiej. Gdyby nie głupia, krótkowzroczna polityka administracji Roosevelta i Trumana, brak jakiejś głębszej myśli, perspektywicznego myślenia, albo bodaj zwykłego dbania o własne interesy, w Chinach epoki Czang Kai Szeka można się było w kilka miesięcy uporać z komunizmem i pogrzebać Mao. Jeszcze w latach 30-tych Kuomintang przeprowadzał operacje militarne przeciwko komunistom, ale same siły Czanga były wtedy za słabe, żeby poradzić sobie ze wspieraną przez sowietów chińska Armią Czerwoną. Potrzebne było wsparcie z zewnątrz. Podobnie podczas II wojny światowej, siły narodowe były o krok od pokonania Mao. Niestety, ani generał Sillwell, ani potem Marshall nie mieli dość determinacji i wyobraźni, żeby gada dobić. Ich zaniechania skutkują dzisiejszą sytuacją z ChRL. Z resztą nie tylko, z Koreą Północną podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Drogi Panie Jacku,

    Ależ oczywiście, że nikt nawet nie zająknie się na tych wszystkich instytucjach o rzekomości kapitalizmu w chrl! Ale to tylko dlatego, że ich własna pozycja - na temat rzekomego kapitalizmu w prlu - jest nie do utrzymania. Co mają więc krytykować?

    OdpowiedzUsuń
  3. Jacku,

    Bartosiak świetnie pisze, mówi i opisuje zjawiska, ale ja widzę u niego uleganie jeszcze jednemu mitowi. Otóż twierdzi on, że sojusz Chin z Rosją Sowiecką jest tylko i wyłącznie taktyczny. Podczas, gdy jeśli przyjrzymy się ich relacjom od 1985 roku powiedzmy, a przynajmniej od 1999, to zauważamy ich systematyczne zacieśnianie i rozszerzanie na coraz to nowe dziedziny. Oczywiście, w tym niesformalizowanym, ale jak widać, niezwykle mocnym sojuszu to Pekin przejmuje rolę głównego rozgrywającego, podczas gdy Moskwa - zaplecza strategicznego i chrlowskiego kapo.

    Poza tym, Bartosiak chyba za dużą rolę przypisuje geopolityce i geografii, jako czynnikom całkowicie determinującym wszystko. Od polityki zagranicznej danego kraju, aż to system rządów. A tymczasem, jak mawiał "klasyk", najważniejsze są kadry i ich wola, ich polityka...

    Co do postawy Zachodu, zwłaszcza USA, masz rację. Ale czy aby na pewno był to brak głębszej myśli? Śp. Piotr Skórzyński pisał, że część elit amerykańskich była przekonana, że jeżeli wesprze się powstanie komunistycznego państwa chińskiego, to stworzy się przeciwwagę dla ZSRS. Słyszałem też (i to od osoby bardzo obeznanej w niuansach, meandrach i cieniach amerykańskiej polityki), że Amerykanie bali się, iż w wypadku zwycięstwa KMT, nacjonalistyczne Chiny sprzymierzą się z pokonaną Japonią, zaproponują im lepszą alternatywę, niż miękka okupacja amerykańska i stworzą panazjatycki sojusz, który obaliłby pozycję USA.

    Poza tym jest jeszcze komunistyczna infiltracja w USA oraz ich rodzime, komunizujące i kolaborujące z sowieciarzami/kpch "Głębokie państwo".

    Jakkolwiek myśleli, i jakikolwiek był udział tych czynników, Amerykanie przejechali się, jak Zabłocki na mydle, jeśli nie gorzej.

    A teraz off-top, ale mały: co sądzisz o ostatnich deklaracjach Macrona, Merkel i Maasa o utworzeniu "superpaństwa" europejskiego? I jak to, Twoim zdaniem, ma się do planów sino-sowieckich planów Eurazji?

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Michale,

    No właśnie! Wygląda na to, że są to naczynia połączone. Nie da się oddzielić analizy współczesnego PRL-u od rozważań na temat ustroju społeczno - politycznego w ChRL. Zastanawia mnie jednak to, że nikt ze specjalistów zajmujących się tematem nie zwraca uwagi na meritum. Żeby chociaż jeden się znalazł. Przecież wszyscy nie mogą być agentami!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaszczurze,

    Front chiński w latach 40-tych był chyba dla Waszyngtonu zupełnie nieistotny. Oczywiście, że infiltracja przez sowietów amerykańskiej sceny politycznej była znaczącym czynnikiem w kształtowaniu polityki zagranicznej USA. Ale dotyczyło to przede wszystkim Europy. Chiny to był taki trochę zapomniany, front. Nikomu na nim nie zależało, nikt w Waszyngtonie nie rozumiał jego znaczenia. Rozstrzygnięcie tego konfliktu było zaskoczeniem dla każdej ze stron, tak sądzę.

    A plany zachodnich lewaków? Nie podejmuję się pogłębionej analizy, ale zaryzykuję sugestię, że są oni podatni na wpływy tak doskonale, że wystarczy jeden soczysty bankiet, żeby poparli jakąkolwiek inicjatywę. A już w szczególności towarzyszy kapitalistów z Chin.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz oczywiście, co Spengler mówił o tym całym udzielaniu technologii? Na początku lat '30 gdzieś chyba.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  7. Jacku,

    Zachodni lewacy, infiltracja komunistyczna (i nie tylko, polecam się zapoznać z tematem infiltracji USA przez... Bractwo Muzułmańskie) to jedno. Tak, jak ich podatność na wpływy. Czy to finansowe, czy to agenturalne właśnie. Ale kolejna sprawa to fakt, iż nie mogłaby się ona odbywać, gdyby nie to, że elity zachodnie... same tego chcą, bo jest to w ich interesie. Oczywiście chodzi tu o część elit, (aczkolwiek bardzo wpływową) żeby nie było, że śpiewam tu w jednym chórze (wujów) z Braunem, Ziemkiewiczem i Kornelem M. ;)

    Tygrysie,

    Tak, wiem. I to się właśnie dzieje teraz. Kwestia, kiedy i czy się to sfinalizuje, jak Spengler przewidział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Panowie: Jacek, Michał

    Ale to samo tyczy się nie tylko peerelu, ale i dużej i wpływowej części elit Zachodu! Ktoś jednak prowadził i prowadzi outsourcing produkcji do ChRL, ktoś inwestuje w tym kraju, ktoś czerpie zyski z niewolniczej pracy Chińczyków, ale i Ujgurów, Tybetańczyków i innych pod butem KPCh.

    I nie są to "Tygrysy Europy", ani "Janusze byznesu" z SB, WSI czy wioskowej POP PZPR...

    OdpowiedzUsuń
  9. https://www.gry-online.pl/S018.asp?ID=1731
    Niby drobnostka, niby nie. Polecam uwadze Szanownych także komentarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot, po prostu ChRL chce wykorzystać każde możliwe dojście...

      Usuń
  10. Panie Jaszczurze,

    O ile mogę się zgodzić, że tzw. głębokie państwo w Ameryce jest komunizujące, to jak Pan widzi kwestię współpracy z sowieciarzami? Proszę zwrócić uwagę, że Trump oskarża głębokie państwo o fałszy, gdy chcą dochodzić jego związków z sowieciarzami. Muller i wszyscy wokół są wedle Trumpa częścią głębokiego spisku przeciw niemu. Ale wiele wskazuje na to, że Trump miał kontaktu z sowietami, że jego kampania wyborcza miała z nimi kontakty (Papadopulos się przyznał), a jego zachowanie podczas spotkania z Putinem było skandaliczne.

    Gdzie zatem przebiega linia podziału? Czy rzeczywiście jest to takie proste, że "komunistyczna infiltracja w USA" to "ich rodzime, komunizujące i kolaborujące z sowieciarzami/kpch "Głębokie państwo""?

    Czy nie jest doprawdy znacznie gorzej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Michale,

      Nie powiedziałbym, że jest znacznie gorzej, aniżeli sobie wyobrażamy. Moim zdaniem jest nawet o wiele lepiej, niż gdyby USA rządziła Hillary Clinton.

      Nie wiem, gdzie dokładnie przebiega linia podziału, domyślnie pomiędzy opcją patriotyczną, a prosowiecką w elitach amerykańskich. Bez wiedzy wewnętrznej, wyposażeni w strzępy informacji z wewnątrz (i to czasami w mocno trefnych "opakowaniach"), jesteśmy skazani jedynie na domysły. Na pewno sowieciarze, tak jak zawsze, usiłują grać na wielu fortepianach i zabezpieczyć wszystkie drogi dojścia i najpewniej - ale to jest moja hipoteza robocza - starali się "okrążyć" Trumpa, aby go później wykorzystać.

      Ale tu wrócę do moich wcześniejszych wypowiedzi nt. obecnej administracji w Białym Domu: Trump po pierwsze nie funkcjonuje w próżni, nie jest monarchą absolutnym ani dyktatorem, choć system polityczny w USA daje prezydentowi ogromne kompetencje. Po drugie, takie osoby na świeczniku, jak generał Jim Mattis, Mike Pompeo, Steve Bannon (wcześniej), oraz takie posunięcia, jak wzmacnianie sił zbrojnych (włącznie z budowaniem Sił Kosmicznych) czy choćby treść Narodowej Strategii Bezpieczeństwa świadczą o tym, że Ameryka dostrzega zagrożenie, jakie stanowią komunistyczne Chiny, Rosja Sowiecka, świat islamu (oraz współpraca pomiędzy nimi).

      Usuń
  11. Drogi Panie Jaszczurze,

    To chyba nieporozumienie. Nie porównuję sytuacji do tego, "co by było gdyby". Jest oczywiste, że byłoby gorzej, gdyby u władzy w US był Sanders, ale to nie znaczy, że jest, jak Pan mówi.

    Zastanówmy się razem. Przypuszczam, że zgadzamy się, że tzw. "głębokie państwo" w Ameryce jest pro-sowieckie. Problem pojawia się wraz z pojawieniem się Trumpa. Z jednej strony, jest on przeciwnikiem głębokiego państwa, ale z drugiej, jest również prosowiecki. Stąd moje pytanie, gdzie przebiega, Pańskim zdaniem, granica?

    Trump wydaje się głęboko w kieszeni sowieciarzy, a w takim razie, wrażenie jest raczej takie, że długoterminowym celem jest skompromitowanie samego ataku na "głębokie państwo". Mogę sobie wyobrazić, że w przyszłości będzie się mówiło, że skoro Trump atakował Deep State, to musi to być coś dobrego, a sam atak idiotyczny.

    Innymi słowy, jest znacznie gorzej, niż mogłoby się wydawać.

    OdpowiedzUsuń